Budownictwo i PZP | Prasówka | 20.06.2024 r.

Rynek Infrastruktury

 1. Infrastruktura krytyczna w transporcie. Zmiany w prawie pomogą ją chronić?

Autor: Daniel Siwak | Data publikacji: 19-06-2024

Znaczenie, rozbudowa i ochrona infrastruktury krytycznej była tematem jednego z panelów podczas Kongresu Infrastruktury Polskiej. Uczestnicy rozmawiali m.in. o kwestii schronów, które to budowle przez lata nie były zagospodarowywane.

W warszawskim Centrum Nauki Kopernik trwa dwunasta edycja Kongresu Infrastruktury Polskiej. Na istotne tematy rozmawiają przedstawiciele branży transportowej i budowlanej. Czerwcowe wydarzenie to też miejsce debaty o znaczeniu, rozbudowie i ochronie infrastruktury krytycznej.

Pierwszym wątkiem dyskusji było znaczenie i przepustowość infrastruktury kolejowej, zasilanie i zdolności wykonawcze. Przedstawiciel PKP Polskich Linii Kolejowych zaczął jednak od bieżącego stanu inwestycji dotyczących infrastruktury dla kolei.

– Mamy sytuację, kiedy przetargi trwały dwa lata i nie mają podpisanej umowy. Przykładem takiej inwestycji jest choćby katowicki węzeł kolejowy, która warta jest 4 mln złotych. Krytyczny czas najbliższych dwóch lat to wdrożenie z sukcesem ponad 12 miliardów ze środków z KPO – opowiadał Marcin Mochocki, członek zarządu i dyrektor ds. realizacji inwestycji, PKP PLK.

Jednym z kluczowych elementów działania spółki, prócz prowadzenia inwestycji, jest zapewnienie przepustowości dla transportu pasażerskiego czy towarowego. Jak usłyszeliśmy, chodzi tutaj szczególnie o kwestię obronności kraju.

Rozwiązania prawne dotyczące schronów

Głos w dyskusji zabrał również przedstawiciel Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. To ta instytucja, która wysyła SMSowe powiadomienia o zagrożeniach, głównie pogodowych.

Szef RCB Zbigniew Muszyński mówił, że z perspektywy rządu ważne są różne inicjatywy legislacyjne. To przede wszystkim ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej, która ma ułatwić wiele kwestii w przypadku wystąpienia niektórych zdarzeń. – Coś co nowego będzie w tej ustawie, to są rzeczy związane z nowymi budynkami i budowlami – usłyszeliśmy.

Do wspomnianej regulacji nawiązała również przedstawicielka kancelarii SK&S. – Ten dokument ma w sposób kompleksowy normować kwestie również związane ze schronami. W rozdziale dziewiątym określone są zasady dotyczące tego, czym jest schron, w jaki sposób te obiekty powinny być traktowane – tłumaczyła mec. Żaneta Urbaniak.

Infrastruktura krytyczna na kolej? SRK

Jeżeli była mowa o przepustowości, to nie można pobyło minąć również kwestii sterowania ruchem kolejowym i urządzeń z nim związanych.

– Nie powinniśmy chyba czekać nawet na wprowadzenie tej ustawy i dopiero później wziąć się za budowanie strategii cyberochrony w zakresie infrastruktury krytycznej, jaką jest sterowanie ruchem. Powinniśmy zacząć nad tym pracować tu i teraz – zaznaczył Adam Juretko, członek zarządu ALSTOM Polska.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/biznes-i-przemysl/infrastruktura-krytyczna-w-transporcie-91695.html

 2. Kosiniak-Kamysz: Infrastruktura powinna być na pierwszym miejscu

Autor: Elżbieta Pałys | Data publikacji: 19-06-2024

– To sprawa niezwykle ważna, żeby infrastruktura była na pierwszym miejscu. To jest dla naszego rządu priorytet, on się łączy z bezpieczeństwem – powiedział wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas otwarcia Kongresu Infrastruktury Polskiej. Jak stwierdził, bez infrastruktury nie byłoby wzrostu gospodarczego.

Wicepremier Kosiniak-Kamysz podkreślił, że wpływ infrastruktury na rozwój gospodarczy przejawia się nie tylko w zrealizowanych inwestycjach. Infrastruktura przekłada się na rozwój także poprzez wpływy od podatków odprowadzanych do budżetu przez firmy z branży budowlanej. Dzięki temu państwo ma pieniądze także na rozwój armii, na bezpieczeństwo, czy na cele społeczne – przekonywał wicepremier, który otwierał w środę Kongres Infrastruktury Polskiej.

W czasie kongresu omawiane są kluczowe problemy stojące przed branżą. Wśród nich są wyzwania związane z zapewnieniem kadr dla budownictwa, wyrównywaniem dysproporcji między drogami i koleją, a także stabilnego finansowania inwestycji. Wskazywał na nie prezes ZDG TOR Adrian Furgalski. – Jest zniecierpliwienie w branży kiedy poznamy budowlany rozkład jazdy – mówił prezes ZDG TOR. – To, czego rynek oczekuje, to żeby być taktowanym fair przez państwo, żeby konkurencja była uczciwa – mówił. Odniósł się w ten sposób do potrzeby ochrony rynku przed nierówną konkurencją z zewnątrz. Podkreślił, że firmy nie boją się konkurencji, ale oczekują podobnego traktowania na naszym rynku podmiotów z zagranicy, jak to, z którym same spotykają się próbując swoich sił w innych krajach.

– Rozumiem niecierpliwość – odniósł się do tych słów Władysław Kosiniak-Kamysz. Stwierdził, że rząd w pierwszej kolejności zajmował się uporządkowaniem struktury państwa. Chodzi o przeniesienie pod wspólną odpowiedzialność spraw dotyczących m.in. kolei czy lotnictwa. – Od tego zaczęliśmy, od posprzątania stajni Augiasza – mówił wicepremier.

Zapewnił, że jest otwarty na dialog i poważnie traktuje partnerów społecznych. Podkreślił, że wśród jego priorytetów są sprawy związane z bezpieczeństwem, gdyż zagrożenia dla kraju są obecnie największe od czasu zakończenia II wojny światowej.

W tym kontekście kluczowa ma być realizacja projektu Tarcza Wschód. W ramach tego przedsięwzięcia, na które przewidziano 10 mld zł, realizowane będą m.in. zadania związane z uzupełnianiem zapory na granicy, ale także budową fortyfikacji czy dróg. – Będzie też bardzo dużo prostych prac o charakterze infrastrukturalnym, do których zapraszamy firmy z regionu – powiedział. Dodał, że w tym przypadku w stosunku do tych podmiotów powinien zafunkcjonować „swoisty protekcjonizm”.

–Jesteśmy gotowi na współpracę – mówił wicepremier i dodał, że 10 mld zł na Tarczę Wschód to dopiero początek nakładów na cele związane z bezpieczeństwem. W przyszłości środki na tego rodzaju inwestycje będą mogły pochodzić z UE, gdyż jako kraj musimy również zapewnić mobilność wojsk sojuszniczych na terenie Polski.

– Melduję, że firmy są gotowe robić nie tylko to, co do tej pory, ale też podjąć się tego wyzwania, które będzie służyć obronie naszego kraju – powiedział Adrian Furgalski. – Jeśli jest autentyczny dialog, jeśli po partnersku się szanujemy, to jesteśmy w stanie wszystkie problemy rozwiązać – podsumował prezes ZDG TOR.

XII Kongres Infrastruktury Polskiej, zorganizowany przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR odbywa się w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Swój udział w kongresie zgłosiło ponad 700 osób reprezentujących zarówno inwestorów, jak i wykonawców z branży budownictwa infrastrukturalnego.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/biznes-i-przemysl/kosiniakkamysz-infrastruktura-powinna-byc-na-pierwszym-miejscu-91686.html

 3. Podlaskie. GDDKiA ogłasza ważny przetarg ws. S19

Autor: Grzegorz Rekiel | Data publikacji: 17-06-2024

Firm, które będą nadzorować budowę dwóch odcinków S19 na Podlasiu, szuka Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Chodzi o fragmenty: Ploski-Haćki oraz Kuźnica-Sokółka Północ.

Odcinek Ploski-Haćki liczy niecałe 9 km. Droga będzie miała dwie jezdnie po dwa pasy ruchu każda, a o rodzaju nawierzchni zdecyduje wykonawca. Odcinek powstanie równolegle do istniejącej drogi krajowej nr 19. Na trasie powstaną dwa miejsca obsługi podróżnych: Haćki Wschód i Haćki Zachód.

Wybudowanych zostanie 13 obiektów inżynierskich, z czego dziewięć będzie pełniło funkcję przejść dla zwierząt. Taką też funkcję będzie pełnił prawie 215-metrowy most na rzeczką Orlanka i jej terenami zalewowymi.

Z kolei fragment Sokółka-Kuźnica ma niespełna 16 km długości. Będzie miał dwie jezdnie po dwa pasy ruchu. Początkowe 5,25 km będzie miało standard drogi klasy GP, a na dalszych 10,5 km trasa powstanie w standardzie drogi ekspresowej. Cała droga ma być przystosowana do ruchu o nośności 11,5 tony/oś.

Przy samym przejściu granicznym zaplanowanych jest sześć pasów ruchu (dwa wjazdowe do kraju i cztery wyjazdowe). Na 600-metrowym odcinku drogi w pobliżu przejścia granicznego nawierzchnia zostanie wykonana z betonu cementowego, a na pozostałej części drogi będzie to nawierzchnia bitumiczna.

Urzędnicy szukają teraz firm, które będą nadzorować projektowanie i realizację robót oraz zarządzać kontraktem. Firm, bo zadanie zostało podzielone na dwie części. W przypadku fragmentu Ploski-Hacki umowa będzie obowiązywać nie krócej niż 39 miesięcy i nie dłużej niż 63 miesiące. W przypadku odcinka Kuźnica-Sokółka umowa będzie obowiązywać nie krócej niż 28 miesięcy i nie dłużej niż 52 miesiące.

Na razie urzędnicy czekają na oferty zainteresowanych firm, które mogą się zgłaszać do 22 lipca. Termin związania ofertą wynosi 90 dni. Przy wyborze zwycięzcy GDDKiA weźmie pod uwagę przede wszystkim cenę (waga 60 %), ale też jakość (26 %) oraz doświadczenie personelu wykonawcy (14 %).

Obowiązuje wadium w wysokości 70 tysięcy złotych oraz 45 tys. zł.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/podlaskie-gddkia-oglasza-wazny-przetarg-ws-s19–91632.html

Rynek Lotniczy

CPK: Projektowanie lotniska na półmetku, czekamy na decyzje rządu

Autor: Roman Czubiński | Data publikacji: 19-06-2024

Gdy rząd ogłosi decyzję kierunkową, spółka będzie szybko gotowa do kolejnych etapów procesu inwestycyjnego – powiedział podczas debaty otwarcia Kongresu Infrastruktury Polskiej prezes zarządu Centralnego Portu Komunikacyjnego Filip Czernicki. Prace projektowe linii KDP Warszawa – CPK – Łódź są zaawansowane, a dla części lotniczej – wykonane w połowie. Ubolewał też, że poprzedni rząd nie przyznał zapowiadanych funduszy na rozpoczęcie prac budowlanych.

CPK jest uznawany za inwestycję strategiczną dla Polski, jednak na początku działalności nowego zarządu – o czym przypomniał prezes – było wiele wątpliwości co do jej racjonalności, skali i harmonogramu. Dziś rekomendacje ze spółki są już na biurkach ministra infrastruktury oraz premiera. – Czekamy na decyzję kierunkową, która da nam zastrzyk do pozyskania finansowania i rozpoczęcia kolejnych etapów – zadeklarował.

Projektowanie lotniska na półmetku

– Jesteśmy na półmetku projektowania lotniska: terminalu, płyt postojowych, dróg startowych, instalacji oraz infrastruktury towarzyszącej – ujawnił Czernicki. Mimo trwającej przez pewien czas niepewności co do tego, czy nowy rząd będzie kontynuował program CPK, nie wstrzymano projektowania: jak uzasadnił prezes, ich zamrożenie wiązałoby się z ponoszeniem dużych kosztów przestoju. Część wniosków wynikających z weryfikacji zakresu przedsięwzięcia została już wprowadzona.

– Trudno jednak wejść w fazę budowy bez zagwarantowanego finansowania. Poprzedni rząd, mimo podjęcia uchwały o przeznaczeniu środków na ten cel, w rzeczywistości ich nie przekazał – kontynuował. O nierealności finansowania PCK według zasad przyjętych przez poprzedników mówił także podczas debaty wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak.

Jeśli decyzja kierunkowa zapadnie szybko, spółka CPK – według zapewnień prezesa – będzie potrafiła bardzo szybko przejść do kolejnej fazy, już z urealnionymi założeniami. – Premier mówił o czerwcu, sądzę, że informacja będzie podana niebawem – zaznaczył Czernicki.

Kolej: Lada dzień będzie przetarg na łódzki tunel

Trwa też weryfikacja komponentu kolejowego. – Idea „piasty i szprych” nie miała uzasadnienia ani w ekonomii, ani w potokach pasażerskich. Koncentrujemy się na tych inwestycjach, które mają uzasadnienie społeczno-gospodarcze – zadeklarował mówca.

Priorytetem jest w tym zakresie linia 85 (KDP „Y”) na odcinku Warszawa – CPK – Łódź. – Prace projektowe są na nim bardzo zaawansowane. Jesteśmy też w przededniu przetargu na budowę tunelu KDP pod centrum Łodzi – poinformował Czernicki. Zasadność tej inwestycji nie budzi w spółce żadnych wątpliwości, podobnie jak szybkie połączenie Katowice – Ostrawa, określone przez prezesa jako „trudne, acz konieczne”.

CPK liczy na pozyskanie dla olbrzymiego i kapitałochłonnego przedsięwzięcia wsparcia finansowego ze strony Unii Europejskiej. – Dla lotnisk fundusze nie będą już dostępne, ale dla kolei – tak. Wpisujemy się w sieć TEN-T. Planowane przez nas linie dużych prędkości przyspieszą transport transeuropejski na głównych osiach, łącząc np. Rail Baltica z Pragą czy Berlinem – przypomniał prezes.

https://www.rynek-lotniczy.pl/wiadomosci/cpk-jestesmy-gotowi-czekamy-na-decyzje-rzadu-21229.html

Portal ZP

 1. Granice rozpoznania sprawy przez KIO oraz sąd

Agata Hryc-Ląd | Stan prawny na dzień: 19.06.2024

Granice rozpoznania sprawy przez KIO oraz sąd są ściśle określone przez zarzuty odwołania, oparte na konkretnej i precyzyjnej podstawie faktycznej. Organy orzecznicze w postępowaniu toczącym się na skutek wniesienia środka ochrony prawnej są związane podniesionymi w odwołaniu lub skardze zarzutami i wyznaczonymi przez nie granicami zaskarżenia.

Orzecznictwo sądów powszechnych jak również Krajowej Izby Odwoławczej wskazuje na potrzebę ścisłego odczytywania treści zarzutu, w tym przede wszystkim niedopuszczalność wykraczania poza jego treść. W uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Gliwicach z 29 czerwca 2009 r. w sprawie o sygn. akt X Ga 110/09 wskazano, że „O tym jakie twierdzenia lub zarzuty podnosi strona w postępowaniu nie przesądza bowiem proponowana przez nią kwalifikacja prawna ale okoliczności faktyczne wskazane przez tę stronę. Jeśli więc strona nie odwołuje się do konkretnych okoliczności faktycznych to skład orzekający nie może samodzielnie ich wprowadzić do postępowania tylko dlatego, że można je przyporządkować określonej, wskazanej w odwołaniu kwalifikacji prawnej”.

Na potrzebę ścisłego traktowania pojęcia zarzutu wskazał również Sąd Okręgowy w Rzeszowie w uzasadnieniu wyroku z 18 kwietnia 2012 r. sygn. akt I Ca 117/12: „W zakresie postępowania odwoławczego art. 180 ust. 1 i 3 PrZamPubl stanowi, że odwołanie które powinno zawierać zwięzłe przedstawienie zarzutów, przysługuje wyłącznie od niezgodnej z przepisami ustawy czynności zamawiającego podjętej w postępowaniu o udzielenie zamówienia lub zaniechania czynności, do której jest zobowiązany na podstawie ustawy. Natomiast w myśl art. 192 ust. 7 PrZamPubl KIO nie może orzekać co do zarzutów, które nie były zawarte w odwołaniu. Z jednej strony zostało więc wprowadzone przedmiotowe ograniczenie dla odwołującego się w postaci niezgodnej z przepisami ustawy czynności zamawiającego, a z drugiej strony dla KIO, które nie może orzekać co do zarzutów niezwartych w odwołaniu. (…) Z analizy powyższych przepisów można wyciągnąć dwa zasadnicze wnioski dla niniejszej sprawy. Po pierwsze, zarówno granice rozpoznania sprawy przez KIO jak i Sąd są ściśle określone przez zarzuty odwołania, oparte na konkretnej i precyzyjnej podstawie faktycznej. Sąd w postępowaniu toczącym się na skutek wniesienia skargi jest związany podniesionymi w odwołaniu zarzutami i wyznaczonymi przez nie granicami zaskarżenia”.

Sygnatura

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 25 kwietnia 2024 r. sygn. akt KIO 1182/24

https://www.portalzp.pl/nowosci/granice-rozpoznania-sprawy-przez-kio-oraz-sad-33668.html

 2. Waloryzacja zrealizowanej umowy o zamówienie publiczne – tak czy nie?

Andrzela Gawrońska-Baran | Stan prawny na dzień: 18.06.2024

Pewien zamawiający otrzymał wniosek o waloryzację wynagrodzenia w trakcie trwania umowy w odniesieniu do minionych okresów. Ponieważ był niekompletny, zamawiający poprosił o jego uzupełnienie. Wykonawca jednak nie dopełnił formalności, a zamówienie zostało wykonane. Czy zamawiający ma obecnie obowiązek zwaloryzować umowę, którą już zrealizowano? Wiele zależy od podstawy waloryzacji i tekstu umowy. Szczegóły w wyjaśnieniu eksperta.

Gdyby zamawiający chciał dokonać waloryzacji wynagrodzenia po upływie terminu realizacji umowy, to w sytuacji przedstawionej w pytaniu nie można zupełnie wykluczyć takiej możliwości, biorąc pod uwagę, że wniosek o waloryzację wynagrodzenia wpłynął do zamawiającego w takcie realizacji umowy. Jednak w świetle jedynie ogólnych informacji przedstawionych w pytaniu (nie mając dostępu m.in. do tekstu umowy) nie można jednoznacznie stwierdzić, czy istnieje obowiązek waloryzacji. Ostateczna decyzja w tym zakresie należy do zamawiającego.

Ocena wniosku wykonawcy o waloryzację wynagrodzenia powinna być dokonywana z uwzględnieniem indywidualnych okoliczności konkretnego przypadku (w pytaniu brak m.in. informacji, w jaki sposób wniosek był niekompletny i dlaczego wykonawca go nie uzupełnił).

W pytaniu nie zawarto także informacji, czy podstawą waloryzacji wynagrodzenia jest art. 436 pkt 4 lit. b ustawy Pzp czy art. 439 ustawy Pzp, co ma wpływ na ocenę wniosku o waloryzację wynagrodzenia.

Przy czym warto rozróżnić instytucje uregulowane w art. 436 pkt 4 lit. b ustawy Pzp oraz w art. 439 ustawy Pzp. Stanowią one odrębne podstawy do zmiany wynagrodzenia wykonawcy:

1. Pierwszy z przepisów nakazuje wprowadzić do umowy zawartej na czas dłuższy niż 12 miesięcy postanowień aktualizujących wynagrodzenie wykonawcy w razie zaistnienia okoliczności mających wpływ na koszty wykonania zamówienia przez wykonawcę, a które następują na skutek zmian powszechnie obowiązującego prawa.
2. Drugi przepis ma za zadanie zachowanie równowagi ekonomicznej stron umowy w sprawie zamówienia publicznego, która może zostać zaburzona w wyniku zmian stosunków gospodarczych, czyli zmiany ceny materiałów lub kosztów związanych z realizacją zamówienia (zob. np. wyrok KIO z 2 grudnia 2022 r., sygn. akt KIO 2984/22).

PODSTAWA PRAWNA

art. 436 pkt 4 lit. b, art. 439 ust. 1 i 2 ustawy z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (tekst jedn.: Dz.U. z 2023 r. poz. 1605 ze zm.).

https://www.portalzp.pl/nowosci/waloryzacja-zrealizowanej-umowy-o-zamowienie-publiczne-tak-czy-nie-33667.html

Rzeczpospolita

Rynek mieszkaniowy na zmniejszonych obrotach

Adam Roguski | Publikacja: 17.06.2024 12:58

Program dopłat do kredytów „Na start” pod znakiem zapytania, oczekiwanie na kolejne promocje u deweloperów – na rynek pierwotny zawitało jeśli nie hamowanie, to stabilizacja.

Po słabym pod względem sprzedaży maju czerwiec przyniesie najwyraźniej pogłębienie spadkowego trendu – wynika z danych monitorowanych na bieżąco przez Otodom Analytics. Katarzyna Kuniewicz, szefowa działu badań w tej firmie, opublikowała na LinkedIn dane cząstkowe po pierwszej połowie bieżącego miesiąca.

Zapał do kupowania mieszkań się zmniejsza
Według Otodom Analytics, średnia sprzedaż mieszkań w tym okresie w siedmiu największych aglomeracjach wyniosła 124 lokale dziennie. To tyle, ile pod koniec 2022 r., kiedy rynek borykał się z kryzysem kredytowym, a ówczesny rząd zaczął obiecywać uruchomienie programu tanich pożyczek na mieszkania. Dla porównania: w sierpniu 2022 r., w dołku koniunktury, średnia sprzedaż sięgała zaledwie 80 lokali dziennie, a już rok później, w szczycie napędzonym „Bezpiecznym kredytem”, prawie 220.

Kuniewicz wskazuje, że w czerwcu pozytywnie wyróżniają się Łódź i Katowice, ale na pozostałych spadki sprzedaży wobec maja mogą sięgnąć kilkunastu procent. Zdaniem ekspertki, powodem wstrzemięźliwości popytu są z jednej strony oczekiwania na konkrety w sprawie programu „Na start”, coraz mniejsza akceptacja dla cen, ale też czekanie na pojawiające się upusty w końcówkach inwestycji których sprzedaż rozpoczęła się tuż przed lipcem 2022 r., czyli przed nowelizacją ustawy deweloperskiej.

Za wcześnie, by doszukiwać się analogii z II połową 2022 r., kiedy to popyt został zamrożony kredytowym kryzysem, a deweloperzy albo skupili się na zamożnych klientach, albo ograniczyli inwestycje (mniejsi gracze, segment popularny). Zdaniem Kuniewicz, wnioski będzie można wyciągnąć po wakacjach, szczególnie że sytuacja coraz bardziej różnicuje się między aglomeracjami.

Według danych Otodom, w maju w siedmiu największych aglomeracjach deweloperzy sprzedali 3,2 tys. lokali, o 10 proc. mniej niż miesiąc wcześniej i o prawie 20 proc. mniej niż rok wcześniej. W maju wypadły dwa długie weekendy, niemniej był to trzeci z rzędu miesiąc zmniejszającej się liczby transakcji, a wynik poniżej 3,5 tys. sprzedanych lokali widziany był ostatnio w czasie kryzysu kredytowego na przełomie 2022 i 2023 r.

Powrót do normalności po rekordach
Robert Chojnacki, założyciel portalu Tabelaofert.pl i Rednet Property Group, spodziewa się w czerwcu raczej poprawy sprzedaży wobec maja. Firma ma na radarze 15 miast.

– Wszystko wskazuje na to, że w czerwcu – po majowym spadku sprzedaży – sytuacja się ustabilizowała. Czerwiec przynosi niewielkie wzrosty sprzedaży, prognozuję, że w skali całego miesiąca wzrost wobec maja wyniesie 10 proc. Wynika to z faktu, że w maju były dwa długie weekendy, a po drugie coraz powszechniejsze są promocje i rabaty, choć na poziomach bardzo rzadko przekraczających 4 proc. – mówi Chojnacki. – Mam też zastrzeżenie: nie powinno się komentować danych o sprzedaży za tak krótkie okresy. Robię to tylko w wyniku pojawiających się spekulacji o tym, że mamy powtórkę sytuacji z II połowy 2022 r. Wtedy mieliśmy całkowite załamanie sprzedaży i duże realne spadki cen, a teraz po prostu powrót z rekordowej sprzedaży do normalnej sytuacji rynkowej. Efektem normalnej sytuacji rynkowej są liczne promocje i zachęty ze strony deweloperów – i klienci z nich korzystają, bo ceny jednak – choć w sposób bardzo powolny – rosną. Spekulacje są tak samo prawdziwe, jak te sprzed jeszcze dwóch miesięcy, po ogłoszeniu założeń kredytu „Na start” – że mamy powtórkę z ogłoszenia „Bezpiecznego kredytu” i szturm na biura sprzedaży. W obu przypadkach to spekulacje bezzasadne – dodaje. Jego zdaniem, nadchodzi czas stabilizacji, w którym trudno będzie o szokujące nagłówki.

Z danych portalu Tabelaofert.pl wynika, że sprzedaż nowych mieszkań w maju w stosunku do średniej miesięcznej sprzedaży z ostatnich trzech miesięcy (luty, marzec, kwiecień) spadła o prawie 22 proc., bo Polacy skupili się na grillowaniu, a co do rodzącego się w bólach programu „Na start” to z jednej strony jest wyczekiwanie na konkrety, z drugiej brak pchającego do zakupów strachu, że „pociąg odjedzie”.

Polityczny chaos informacyjny w sprawie kredytu „Na start”
Eksperci JLL wskazują, że już w I kwartale br. widać było wyraźne spowolnienie sprzedaży wobec IV kwartału 2023 r., kiedy jeszcze obowiązywał program „Bezpieczny kredyt”. – Połowa kwietnia przyniosła nabywcom i deweloperom pewną nadzieję, pojawił się projekt ustawy programu „Na start”, a wraz z nim deweloperzy uruchomili bardziej aktywną kampanię marketingową skierowaną do osób zainteresowanych skorzystaniem z nowej formy wsparcia kredytów – mówi Aleksandra Gawrońska, ekspertka w JLL. – Nadzieja ta została zaburzona ogromnym chaosem informacyjnym, w maju i czerwcu byliśmy bombardowani informacjami, że przedłużają się pracę nad programem, że potrzebna jest zgoda całego rządu, że Polska 2050 nie poprze kredytu, ale może poprze go PIS. Dezinformacja spowodowała, ze popyt na rynku pierwotnym słabnie od pięciu miesięcy i nic nie zapowiada, żeby w czerwcu było inaczej. Nabywcy odpuszczają podejmowanie decyzji i przesuwają je na bliżej nieokreśloną przyszłość – dodaje.

Gawrońska zaznacza, że jak zawsze w takich sytuacjach kupują ci, których po pierwsze decyzje polityczne w zakresie nowego kredytu mniej interesują, czyli nabywcy gotówkowi lub zaciągający kredyt komercyjny, by kupić lokal na własne potrzeby. – W porównaniu do 2022 r. sytuacja jest o tyle lepsza, że stopy procentowe są nieco niższe, a banki przy wyliczaniu zdolności kredytowej nadal uwzględniają bufor w wysokości 2,5 pkt proc., a nie 5 pkt proc. – mówi Gawrońska. Ten bufor banki, badając zdolność kredytową, dodają do bieżącej stopy, by sprawdzić, czy ubiegający się o pożyczkę byłby w stanie obsługiwać dług przy takim wzroście stopy – czyli obecnie mowa o teoretycznej wartości 8,25 proc.

– Niektórzy deweloperzy faktycznie zaczęli oferować pewne promocje: na wybrane pule mieszkań czy miejsca postojowe, warto jednak podkreślić, że część deweloperów akcji promocyjnych nie ogłasza oficjalnie. Dalsza niepewność spowodowana brakiem decyzji politycznych może jednak pogorszyć na części z rynków relację podaży i popytu, a wynik sprzedaży w II kwartale będzie z pewnością słabszy od pierwszych trzech miesięcy br. – podsumowuje Gawrońska.

Nowy program dopłat do kredytów rodzi się w bólach
Warto zauważyć, że na początku czerwca 2023 r. ustawa o „Bezpiecznym kredycie” była już podpisana przez prezydenta i czekała na wejście w życie od 1 lipca. Projekt ustawy o programie „Na start” formalnie cały czas jest na etapie konsultacji, sprawie nie pomogły dalej niedokończone roszady personalne w resorcie rozwoju.

https://www.rp.pl/budownictwo/art40644241-rynek-mieszkaniowy-na-zmniejszonych-obrotach

Infor

Budownictwo narzeka na brak kredytów i sięga po faktoring, to za sprawą coraz wyższych nieregulowanych na czas wzajemnych zobowiązań

14 czerwca 2024, 10:38 | Zbigniew Biskupski

Wskaźniki koniunktury poprawiają się i coraz więcej firm prognozuje poprawę płynności. Ale szukające finansowego wsparcia przedsiębiorstwa z budownictwa nie zawsze mogą liczyć na przychylność banków w staraniach o kredyt. Stały się za to klientem numer jeden dla firm faktoringowych. Dotyczy to zwłaszcza mikrofirm.

Małe firmy zawsze mają trudniej w bankach niż duże korporacje. Teraz zaś starania o kredyt utrudniają im coraz większe długi i nieregulowane na czas zobowiązania.

Brak kredytów dla małych firm trzyma na uwięzi koniunkturę
Ponad półtora miliarda złotych – tyle wynoszą przeterminowane zaległości finansowe firm z branży budowlanej. Spośród 45 tys. dłużników, 68 proc. stanowią mikrofirmy i do nich należy też większość zadłużenia notowanego w KRD.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w maju wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury (NSA) w budownictwie kształtował się na poziomie minus 2,3 (przed miesiącem minus 2,6). W stosunku do kwietnia br. poprawę koniunktury sygnalizuje 11,2 proc. przedsiębiorstw, a jej pogorszenie – 13,5 proc. (przed miesiącem odpowiednio 11,7 proc. i 14,3 proc.).
Pozostałe przedsiębiorstwa uznają, że ich sytuacja nie ulega zmianie. „Diagnozy w zakresie portfela zamówień i sytuacji finansowej poprawiają się trzeci miesiąc z rzędu, choć nadal pozostają negatywne” – czytamy w raporcie GUS. Przedsiębiorcy zgłaszający bariery najczęściej wskazują na trudności związane z kosztami zatrudnienia. Mniej znaczący jest natomiast wzrost cen robót budowlano-montażowych.

Na umiarkowany optymizm w tym sektorze wskazują również prognozy Barometru EFL. W II kwartale tego roku firmy budowlane spodziewają się wzrostu inwestycji i poprawy płynności finansowej. Na to ostatnie liczy 28 proc. przedsiębiorców (wzrost o 5 pkt proc. względem poprzedniego kwartału). Z kolei 19 proc. firm budowlanych spodziewa się większej liczby inwestycji (to wzrost o 3 pkt proc. w stosunku do początku tego roku). Wciąż jednak zdecydowana większość respondentów (64 proc.) prognozuje, że pozostaną one na niezmienionym poziomie.

Zaległości w spłacie zobowiązań: wzrost o 10 procent
Tym mieszanym nastrojom w sektorze budowlanym towarzyszą utrzymujące się problemy finansowe. Łączne zadłużenie branży, według danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, wynosi 1,55 mld zł. To prawie o 10 proc. więcej niż rok wcześniej.

Najwięcej, bo 733 mln zł są winne wierzycielom firmy wykonujące specjalistyczne roboty budowlane, drugim najbardziej zadłużonym sektorem budownictwa są roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków (646 mln zł), a najmniej do spłaty mają budowniczy obiektów inżynierii lądowej i wodnej – 175 mln zł. Średni dług przypadający na jednego dłużnika to 34,3 tys. zł.

Blisko 868 mln zł, firmy budowlane zalegają wierzycielom z branży finansowej (bankom, firmom leasingowym i ubezpieczeniowym, a także funduszom sekurytyzacyjnym, które odkupiły wierzytelności od banków i innych instytucji finansowych). Branży handlowej są winne ponad 237 mln zł, operatorom telekomunikacyjnym – 53,5 mln zł, a firmom energetycznym – 27 mln zł. Palący problem to jednak wzajemne długi sektora, które cały czas rosną. Obecnie stanowią 252,5 mln zł, czyli 16 proc. całego zadłużenia, podczas gdy jeszcze 5 lat temu było to 10 proc.

– Analiza wiarygodności płatniczej KRD pokazuje, że 16 procent wszystkich firm budowalnych ma niski lub bardzo niski scoring – tłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG.
Jak dalej wyjaśnia, oznacza to, że współpraca z nimi może być ryzykowna. Nieco gorzej wygląda sytuacja, jeśli przyjrzymy się tylko firmom najbardziej aktywnym na rynku, czyli tym wnioskującym o kredyty, pożyczki, leasing i często weryfikowanym w Krajowym Rejestrze Długów.
– Wówczas zobaczymy tutaj znaczący wzrost liczby firm z przeciętną i niską wiarygodnością płatniczą. Zdecydowanie najniższą wiarygodność płatniczą mają firmy zajmujące się realizacją projektów budowlanych związanych ze wznoszeniem budynków. W ich przypadku odsetek przedsiębiorstw z najlepszymi ocenami nieznacznie przekracza 50 procent. Wiarygodność płatnicza niemal 3 na 10 firm z tego podsektora jest przeciętna, a 2 z 10 niska lub bardzo niska – podsumowuje prezes KRD.

Budownictwo już dziś jest w pierwszej trójce branż najbardziej zagrożonych upadłością. Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, w 2023 r. upadłość ogłosiło 55 firm budowalnych, a 595 rozpoczęło restrukturyzację.

Gdy brak kredytowania, ratunkiem pozostaje faktoring
Rosnące długi i pogorszający się scoring mają też wpływ na dostęp firm budowlanych do zewnętrznego finansowania. Nie cieszą się one zaufaniem banków, uciekają więc do faktoringu.
Emanuel Nowak, ekspert NFG, zwraca uwagę na fakt, iż według danych rynkowych w kwietniu bieżącego roku banki udzieliły o około 6 procent więcej kredytów dla mikroprzedsiębiorców i na wyższą kwotę w porównaniu z rokiem ubiegłym, to 71 procent wszystkich tych finansowań przypadło wyłącznie na dwie branże: usługową i handlową.
– Firmy budowlane natomiast cieszyły się znacznie mniejszą przychylnością banków: nie tylko spadła wartość udzielonych im kredytów, ale też były one najgorzej spłacane. Odwrotną sytuację widzimy w przypadku finansowania faktoringiem. Tu budownictwo wykazuje nadspodziewaną aktywność, a wartość sfinansowanych faktur przewyższa wartości w innych sektorach – komentuje Emanuel Nowak.

Według danych NFG, branża budowlana w segmencie mikro- i małych przedsiębiorstw zleca do finansowania najwięcej faktur. Wzrost zainteresowania faktoringiem w tym sektorze jest widoczny od kilku lat, ale w 2023 r., w stosunku do roku poprzedniego, udział w finansowaniu wzrósł z 30 do 33 proc. W tym roku trend się utrzymuje.
– W zeszłym roku mikrofirmy budowlane sfinansowały w ramach faktoringu faktury za ponad 120 milionów złotych, a w tym już za 38 milionów złotych. To tylko oznacza, że w 2024 roku trend nie słabnie i budownictwo wciąż jest liderem usług faktoringowych w segmencie mikrofirm. Także jeśli chodzi o faktoring zaliczkowy, który pozwala pozyskać finansowanie na różnego rodzaju inwestycje budowalne jeszcze przed rozpoczęciem projektu. Dla mniejszych podwykonawców, którzy nie mają szans na zaliczkę od kontrahenta, jest to wręcz modelowe rozwiązanie – podsumwuje Emanuel Nowak.

https://mojafirma.infor.pl/wiadomosci/6629239,budownictwo-narzeka-na-brak-kredytow-i-siega-po-faktoring-to-za-spraw.html

 

 

Podatki | Prasówka | 13-19.06.2024

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Nadal nie ma pewności, czy ukrytym zyskiem jest każda pożyczka

Agnieszka Pokojska | 17 czerwca 2024, 07:42

Oceniając, czy pożyczka dla podmiotu powiązanego stanowi ukryty zysk, należy ustalić, czy podstawą tego świadczenia było prawo do udziału w zyskach, czy może inny tytuł – potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach.

To już kolejny korzystny dla podatników wyrok tego sądu. Tak samo bowiem WSA stwierdził we wcześniejszym, nieprawomocnym jeszcze orzeczeniu z 12 maja 2023 r. (sygn. akt I SA/Gl 93/23). Przez wiele miesięcy był to jednostkowy wyrok, dlatego wydawało się, że sprawa jest niemal przesądzona. Przeważał odmienny pogląd, że wszystkie pożyczki dla podmiotów powiązanych są z podatkiem. Potwierdził to np. WSA w Poznaniu w wyroku z 25 kwietnia 2024 r. (I SA/Po 122/24) i z 29 lutego 2024 r. (I SA/Po 804/23), a także WSA w Łodzi z 26 stycznia 2023 r. (I SA/Łd 838/22). Wyroki są nieprawomocne. Pisaliśmy o tym w artykule „W sprawach o pożyczki sądy nie zawsze stają po stronie podatników” (DGP nr 107/2024).

Najnowszy wyrok dotyczy spółki z o.o. stosującej estoński CIT, która działa w grupie podmiotów powiązanych i planuje udzielić jednemu z nich pożyczki. Spółka tłumaczyła, że byłoby to korzystne dla rozwoju podmiotu powiązanego, ponieważ pozwoliłoby na szybkie uzyskanie finansowania, bez przechodzenia czasochłonnej procedury ubiegania się o kredyt. Wskazała też, że pożyczka nie będzie przeznaczona na cele konsumpcyjne, ale na poprawę płynności lub inwestycje podmiotu powiązanego, czyli będzie uzasadniona gospodarczo. Pożyczkobiorca nie przeznaczy jej na wypłatę dywidendy, wynagrodzenia z tytułu umorzenia udziałów, na zakup udziałów czy inne czynności noszące znamiona wypłaty zysku. Zdaniem spółki to wszystko świadczy o tym, że pożyczka nie jest ukrytym zyskiem.

Zgodnie z art. 28m ust. 3 pkt 1 ustawy o CIT przez ukryte zyski rozumie się m.in. świadczenia pieniężne wykonane w związku z prawem do udziału w zysku, inne niż podzielony zysk, których beneficjentem jest m.in. podmiot powiązany. Przepis wymienia w tym zakresie m.in. pożyczki (kredyt) udzielone przez podatnika takiemu podmiotowi.

Dyrektor KIS nie zgodził się z tym – w interpretacji z 26 września 2023 r. (0111-KDIB1-2.4010.367.2023.1.MC). Wyjaśnił, że zarówno z treści art. 28m ustawy o CIT, jak i objaśnień podatkowych ministra finansów z 23 grudnia 2021 r. wynika, że pożyczka udzielona podmiotowi powiązanemu przez spółkę objętą estońskim CIT będzie stanowiła dochód z tytułu ukrytych zysków. To, że pożyczka nie będzie udzielana dla celów konsumpcyjnych, pozostaje bez wpływu na kwestię uznania jej za dochód z tytułu ukrytych zysków.

Innego zdania po raz kolejny był WSA w Gliwicach. W uzasadnieniu odwołał się do swojego wyroku z 12 maja 2023 r., w którym wskazał, że nie każda pożyczka udzielona podmiotowi powiązanemu przez spółkę objętą ryczałtem od dochodów spółek będzie stanowiła dochód z tytułu ukrytych zysków.

Przypomnijmy, że w uzasadnieniu wyroku z 2023 r. WSA w Gliwicach podkreślił, że wbrew stanowisku organu ani z treści art. 28m ust. 3 ustawy o CIT, ani z objaśnień podatkowych nie wynika, że każda pożyczka udzielona podmiotowi powiązanemu przez spółkę objętą ryczałtem od dochodów spółek będzie stanowiła dochód z tytułu ukrytych zysków. Według sądu, aby to stwierdzić, dodatkowo należy dokonać analizy, czy to świadczenie jest wykonane w związku z prawem do udziału w zysku.

Oba wyroki są nieprawomocne.©℗

OPINIA
Nie każda pożyczka powinna być opodatkowana
Damian Kłosowicz konsultant podatkowy w firmie doradczej Olesiński i Wspólnicy
Damian Kłosowicz konsultant podatkowy w firmie doradczej Olesiński i Wspólnicy / Materiały prasowe

Omawiany wyrok WSA w Gliwicach jest głosem rozsądku, jeśli chodzi o opodatkowanie pożyczek udzielanych podmiotom powiązanym przez spółkę, która wybrała ryczałt od dochodów spółek. Opodatkowanie, które w wielu przypadkach jest niecelowe – przynajmniej tam, gdzie pożyczka ma być zwrócona.

Celem wprowadzenia do przepisów o estońskim CIT instytucji ukrytych zysków było ograniczenie transferów zysków spółki z pominięciem ich formalnego podziału. Autorzy przepisów przewidzieli racjonalnie, że w modelu zakładającym opodatkowanie dywidend kuszące będą próby wyprowadzania zysków ze spółki niejako tylnymi drzwiami – tj. na podstawie innych tytułów prawnych niż uchwała o podziale zysku.

Takim tytułem prawnym może być oczywiście pożyczka. Praktyka (bardziej historyczna niż aktualna) zna przypadki, w których pożyczka była udzielana wspólnikom na wieczne nieoddanie – dzięki temu zysk był faktycznie przekazany wspólnikowi, a dodatkowo nie trzeba było oddawać cesarzowi co cesarskie w postaci podatku od dywidend.

Nie zmienia to jednak tego, że standardem rynkowym – nawet wśród podmiotów powiązanych – są pożyczki zwrotne, udzielane z uzasadnionych przyczyn gospodarczych. WSA w Gliwicach słusznie to zauważył – że nie każda wypłata pożyczki na rzecz podmiotu powiązanego będzie wiązała się z wykonaniem „prawa do udziału w zysku”, o którym mowa w art. 28m ust. 3 pkt 1 ustawy o CIT, a które warunkuje opodatkowanie wypłaty środków jako ukrytego zysku.

W końcu czy ekonomicznie neutralna dla spółki pożyczka powinna być traktowana w taki sam sposób, jak pomniejszenie majątku wskutek wypłaty dywidendy? Pytanie jest retoryczne.

orzecznictwo

Podstawa prawna
Wyrok WSA w Gliwicach z 6 czerwca 2024 r., sygn. akt I SA/Gl 1566/23

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9527741,nadal-nie-ma-pewnosci-czy-ukrytym-zyskiem-jest-kazda-pozyczka.html

 2. Połączenie spółek niekoniecznie neutralne w estońskim CIT

Agnieszka Pokojska | wczoraj, 07:00

Połączenie przez przejęcie nie pozbawia spółek, które wybrały estoński ryczałt, możliwości tej formy rozliczeń. Trzeba się jednak liczyć z tym, że w niektórych przypadkach powstanie obowiązek zapłaty podatku.

Z wydawanych przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej interpretacji indywidualnych wynika, że do takiego połączenia trzeba podejść de facto jak do sprzedaży składników majątku spółki przejmowanej. To oznacza, że podatek pojawi się, gdy wartość rynkowa przejmowanego majątku jest wyższa od jego wartości podatkowej. Nie ma przy tym znaczenia, że np. rachunkowo (tj. w księgach rachunkowych) wartość składników majątku spółki przejmowanej nie zostanie przeszacowana.

– W praktyce oznacza to, że przy połączeniu spółek przez przejęcie nie będzie estońskiego CIT, jeżeli przejmowana firma ma tylko środki pieniężne. Wynika to z tego, że ich wartość rynkowa i podatkowa zawsze będzie taka sama – zwraca uwagę Natalia Kamińska-Kubiak, menedżer i doradca podatkowy w Grant Thornton.

Jeżeli natomiast w grę wchodzi przejęcie majątku trwałego (np. hali produkcyjnej), to wówczas podatek trzeba będzie odprowadzić. Wartość podatkowa (pomniejszona o amortyzację) może być bowiem znacznie mniejsza niż rynkowa.

Ekspertka przestrzega więc przed sugerowaniem się niektórymi korzystnymi interpretacjami dyrektora KIS. – Jeżeli podatnik sam w opisie przyszłego zdarzenia napisze, że nie ma różnicy w wartościach rynkowej i podatkowej, to dyrektor KIS nie ma innego wyjścia, jak tylko przyjąć ten opis stanu faktycznego i w interpretacji potwierdzić, że przy takim połączeniu nie będzie podatku – przestrzega Natalia Kamińska-Kubiak.

Połączenie spółek…
Tak właśnie było w przypadku interpretacji z 2 maja 2024 r. (sygn. 0111-KDIB1-1. 4010.124.2024.2.RH). Spółka, która o nią wystąpiła, poinformowała o planowanym uproszczeniu w ramach grupy kapitałowej. W związku z tym mają zostać połączone dwie spółki siostry (stosujące estoński ryczałt) – poprzez przejęcie w trybie art. 492 par. 1 pkt 1 kodeksu spółek handlowych.

Natalia Kamińska-Kubiak przypomina, że w przypadku spółek stosujących estoński ryczałt możliwe jest tylko połączenie przez przejęcie spółek sióstr, których właścicielem lub udziałowcami są osoby fizyczne (zarówno w sposób uproszczony, tj. bez przyznawania udziałów albo akcji spółki przejmującej, jak i standardowy, tj. z ich przyznawaniem). Inne restrukturyzacje, takie jak np. połączenia przez zawiązanie nowej spółki, pozbawiają możliwości stosowania ryczałtu (art. 28l ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT).

W tym wypadku wniosek o interpretację dotyczył dozwolonego połączenia, tj. przez przejęcie całego majątku innej spółki w zamian za przekazanie jej wspólnikom udziałów. Spółka podkreślała, że w jej księgach rachunkowych będzie ono ujęte metodą łączenia udziałów, o której mowa w art. 44c ustawy o rachunkowości. Oznacza to, że poszczególne pozycje odpowiednich aktywów i pasywów oraz przychodów i kosztów połączonych spółek zostaną zsumowane według ich wartości wynikających z ksiąg rachunkowych każdej ze spółek według stanu na dzień połączenia. Spółka zapewniła, że nie dojdzie do przeszacowania wartości składników majątkowych żadnej ze spółek, a tym samym ich wartość wykazana w księgach rachunkowych nie zmieni się.

W związku z połączeniem żadna ze spółek nie planowała zamykania ksiąg rachunkowych – pozwala na to ustawa o rachunkowości.

Spółka dodała, że w wyniku połączenia wartość rynkowa przejmowanych składników majątku nie będzie wyższa od ich wartości podatkowej. Chciała się więc upewnić, że nie powstanie dochód do opodatkowania.

…może być z podatkiem
Dyrektor KIS to potwierdził. Wyjaśnił, że zasadniczo w takich przypadkach może się pojawić dochód do opodatkowania. Wskazał bowiem, że zgodnie z art. 28m ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT w dochodzie ustalonym dla celów ryczałtu są uwzględniane wzrosty wartości majątku powstające w następstwie określonych form restrukturyzacji, m.in. w następstwie przejęcia podmiotu, które występuje w przedmiotowej sprawie.

Zatem każda reorganizacja skutkująca np. zmianą w strukturze właścicielskiej (jak w przypadku łączenia) jest podatkowo traktowana jako moment ustalenia dochodu do opodatkowania w postaci dochodu z tytułu zmiany wartości składników majątku – wyjaśnił dyrektor KIS. Dodał, że dochód ten ustala się jako nadwyżkę wartości rynkowej składników przejmowanego majątku ponad ich wartość podatkową.

Skoro jednak sama spółka we wniosku o interpretację stwierdziła, że takiej nadwyżki nie będzie, to w jej przypadku nie powstanie dochód do opodatkowania – potwierdził organ.

– Jeżeli jednak w czasie kontroli fiskus stwierdzi, że nadwyżka jednak się pojawiła, to korzystna interpretacja indywidualna nie ochroni spółki przed koniecznością zapłacenia podatku – podkreśla Natalia Kamińska-Kubiak.

Ekspertka wskazuje na inne interpretacje, które dotyczą podobnych sytuacji: z 5 kwietnia 2024 r. ( 0111-KDIB1 -1.4010.39.2024.2.BS) i 4 marca 2024 r. (0111-KDIB2-1.4010.566. 2023.1.KK). Konkluzja z nich płynąca jest taka sama: podatek trzeba zapłacić od nadwyżki wartości rynkowej przejmowanych składników majątku nad ich wartością podatkową.

W pierwszej z nich dyrektor KIS jasno stwierdził, że to, iż spółka przejmująca przyjmie wartości składników majątkowych spółki przejmowanej według ich wartości księgowej, nie wystarczy do uznania, iż nie powstanie przychód, o którym mowa w art. 28m ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT.

Uproszczone połączenie…
Nawet jeśli przy połączeniu spółek stosujących estoński CIT może się pojawić podatek, to i tak może być ono znacznie korzystniejsze w porównaniu z połączeniem podatników opodatkowanych klasycznym CIT. Chodzi konkretnie o tzw. połączenie przez przejęcie uproszczone, czyli na podstawie art. 5151 kodeksu spółek handlowych. Metoda ta stała się dopuszczalna od 15 września 2023 r., wskutek nowelizacji z 16 sierpnia 2023 r. (Dz.U. poz. 1705). Dzięki niej spółki kapitałowe mogą się łączyć bez przyznawania udziałów albo akcji spółki przejmującej. Miało to uprościć proces łączenia spółek sióstr lub spółek o podobnej strukturze właścicielskiej. Nie do końca jednak udało się ten efekt osiągnąć, bo szybko okazało się, że przy takiej metodzie fiskus żąda podatku.

Zasadniczo, przypomnijmy, restrukturyzacje spółek na klasycznym CIT, w tym ich połączenia, są neutralne podatkowo. Podatek pojawia się tylko, gdy wartość rynkowa majątku spółki przejmowanej otrzymanego przez spółkę przejmującą jest wyższa niż wartość emisyjna udziałów (akcji) wydanych udziałowcom (akcjonariuszom) spółki przejmowanej. Wówczas, zgodnie z art. 12 ust. 1 pkt 8d ustawy o CIT, nadwyżka jest opodatkowana.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uważa, że na podstawie tego przepisu opodatkowane są też połączenia uproszczone. Tłumaczy bowiem, że aby ustalić wysokość daniny, należy porównać wartość rynkową majątku podmiotu przejmowanego z wartością emisyjną udziałów (akcji) przydzielonych udziałowcom (akcjonariuszom) spółki przejmowanej. Jeśli nie dochodzi do wydania udziałów (akcji) – a tak jest właśnie przy połączeniu uproszczonym – oznacza to, że cała wartość przejętego majątku stanowi przychód i w związku z tym cała wartość rynkowa majątku spółki przejmowanej stanowi nadwyżkę, o której mowa w art. 12 ust. 1 pkt 8d ustawy o CIT – twierdzi dyrektor KIS. Dlatego uważa, że od całej tej wartości trzeba zapłacić podatek. Na problem ten zwracaliśmy już uwagę w artykule „Uproszczone połączenia są nieopłacalne. Powód – podatek” (DGP nr 10/2024).

…nie jest problemem przy estońskim CIT
Natalia Kamińska-Kubiak podkreśla jednak, że art. 12 ust. 1 pkt 8d ustawy o CIT nie ma zastosowania do spółek stosujących estoński ryczałt. W ich przypadku trzeba uwzględnić jedynie art. 28m ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT, co oznacza, że przy połączeniu uproszczonym spółka zapłaci 10-proc. lub 20-proc. ryczałt (w zależności od wielkości podmiotu) od nadwyżki wartości rynkowej majątku przejmowanej spółki nad jego wartością podatkową. Dla porównania, spółka opodatkowana według klasycznych zasad musi w takiej sytuacji zapłacić 9-proc. lub 19-proc. CIT od całej wartości rynkowej majątku przejmowanego podmiotu.

Przykład

Spółka A przejmuje spółkę B przez przejęcie, na zasadach określonych w art. 5151 k.s.h. (połączenie uproszczone). Ma jedynie środki pieniężne w wysokości 20 mln zł.

Jeżeli spółka A:

– stosuje estoński ryczałt, to nie zapłaci podatku w przypadku przejęcia spółki B, bo wartość rynkowa środków pieniężnych będzie taka sama jak ich wartość podatkowa,

– stosuje klasyczny CIT i nie jest małym podatnikiem, to będzie musiała zapłacić 3,8 mln zł CIT, czyli 19-proc. podatek od całej wartości przejmowanego majątku. ©℗

OPINIA
Rekomendowałbym dużą ostrożność
Damian Kłosowicz, konsultant podatkowy w firmie doradczej Olesiński i Wspólnicy
Damian Kłosowicz, konsultant podatkowy w firmie doradczej Olesiński i Wspólnicy / Materiały prasowe

Artykuł 28m ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT – co rzadkie w prawie podatkowym – jest jasny i klarowny. Każde połączenie, które będzie wiązało się z powstaniem nadwyżki wartości rynkowej przejmowanych aktywów ponad ich wartość podatkową, będzie opodatkowane. Nie ma znaczenia to, czy łączeniu podlegają spółki, które wybrały estoński CIT, czy spółką „estońską” jest tylko spółka przejmująca.

Wyłączenie z opodatkowania restrukturyzacji, w których uczestniczą jedynie spółki stosujące estoński ryczałt, musiałoby wynikać wprost z przepisów ustawy o CIT. Do czasu ich zmiany należy przyjąć, że przy takiej operacji można się liczyć z podatkiem do zapłaty, jakkolwiek wydawałoby się to systemowo niecelowe…

Chociaż faktycznie wydaje się, że przepis ten nie powinien mieć zastosowania w przypadku braku utraty kontroli nad spółkami łączonymi przez tego samego udziałowca. Wówczas ustawa o rachunkowości (będąca de facto podstawą do obliczenia wyniku podatkowego w spółkach, które stosują estoński CIT) nakazuje zsumowanie wartości księgowej majątku spółek łączonych (tzw. metoda łączenia udziałów). Skoro tak, to nie dojdzie do przeszacowania wartości przejmowanych składników majątku na potrzeby ustalania wyniku rachunkowego, a tym samym i podatkowego.

Patrząc na konstrukcję estońskiego CIT, można odnieść wrażenie, że celem tego przepisu było opodatkowanie wyłącznie połączeń dokonywanych od strony księgowej metodą nabycia udziałów, gdzie może dojść do przeszacowania wartości przejmowanych aktywów.

Natomiast z uwagi na to, że przepis nie ogranicza jego zastosowania wyłącznie do tego typu ujęcia połączenia w księgach rachunkowych spółki przejmującej, rekomendowałbym daleko idącą ostrożność przy połączeniach spółek, które wybrały estoński CIT. Należałoby przynajmniej przeliczyć wysokość potencjalnego podatku i na tej podstawie podjąć decyzję o połączeniu.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9528616,polaczenie-spolek-niekoniecznie-neutralne-w-estonskim-cit.html

 3. Zmiany w podatku rolnym, leśnym oraz podatkach i opłatach lokalnych. Zapłacimy więcej?

Paweł Sikora | wczoraj, 06:00

Ministerstwo Finansów porządkuje przepisy ustawy o podatku rolnym, ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, ustawy o podatku leśnym oraz ustawy o opłacie skarbowej. Nowelizacja ma wyeliminować wątpliwości interpretacyjne dotyczące aktualnych przepisów oraz doprecyzować regulacje w celu prawidłowego ich stosowania. Chodzi m.in. o definicję budowli w kontekście choćby garaży wielostanowiskowych (co przełoży się na zmianę stawki podatku) oraz o zmiany w opłacie: uzdrowiskowej i opłacie skarbowej. Gminy sporą część dochodów czerpią właśnie z tych opłat. Czy zapłacimy więcej?

Podatek od nieruchomości. Definicje budowli i budynku
Obowiązujące od 2003 r. w podatku od nieruchomości definicje „budowli” i „budynku”, które odwołują się do przepisów prawa budowlanego, z uwagi na liczne wątpliwości interpretacyjne oraz wynikające z nich spory podatkowe, okazały się nieprecyzyjne. Zdaniem MF, istnieje zatem potrzeba zapewnienia dostatecznej określoności przepisów prawa podatkowego definiujących „budowlę” i „budynek” jako przedmiot opodatkowania podatkiem od nieruchomości, jak również wyeliminowania ryzyka wpływu zmian prawa budowlanego lub innych ustaw na przedmiot opodatkowania podatkiem od nieruchomości.

Opodatkowanie garaży wielostanowiskowych w budynkach mieszkalnych
Na gruncie ustawy o podatkach i opłatach lokalnych garaże wielostanowiskowe w budynkach mieszkalnych, będące odrębnymi nieruchomościami lokalowymi, są odmiennie traktowane w porównaniu z garażami niewyodrębnionymi prawnie, stanowiącymi element nieruchomości wspólnej. Garaże wielostanowiskowe będące wyodrębnionymi lokalami w budynkach mieszkalnych są opodatkowane stawką od budynków pozostałych, a tym samym właściciele miejsc postojowych w takich garażach opłacają wyższy podatek od nieruchomości niż osoby mające prawo do korzystania z miejsca postojowego w hali garażowej w budynku mieszkalnym, stanowiącej element nieruchomości wspólnej.

Proponuje się wprowadzenie do ustawy o podatkach i opłatach lokalnych autonomicznej definicji pojęcia „budowla” bez odwoływania się do przepisów pozapodatkowych, a także wyszczególnienie kategorii obiektów kwalifikowanych jako budowle w ustawie podatkowej. Konieczne jest również wprowadzenie autonomicznej definicji pojęcia „budynku” bez odwoływania się do przepisów pozapodatkowych, dla zachowania spójności projektowanych regulacji. Proponowane rozwiązania wyeliminują ponadto obecne wątpliwości dotyczące prawnopodatkowego kwalifikowania niektórych obiektów (np. silosy, zbiorniki czy elewatory) oraz doprecyzują zasady opodatkowania części obiektów kompleksowych (np. stacje paliw) i niejednorodnych (np. stadiony).

W celu ujednolicenia opodatkowania garaży wielostanowiskowych znajdujących się w budynkach mieszkalnych MS proponuje uznać garaż wielostanowiskowy w budynku mieszkalnym za część mieszkalną takiego budynku. W efekcie tej zmiany do opodatkowania wyodrębnionego garażu wielostanowiskowego w budynku mieszkalnym będzie miała zastosowanie stawka podatku od nieruchomości przewidziana dla budynków mieszkalnych, określona w art. 5 ust. 1 pkt 2 lit. a upol.

Czy to zmiany w dobrym kierunku?
Anita Poniatowska-Maj, radca prawny z APM Poniatowska-Maj Kancelaria Prawna sp. k. twierdzi, że podjęcie prac nad stworzeniem autonomicznej definicji pojęć „budowli” i „budynku” dla potrzeb stosowania przepisów podatkowych jest zabiegiem nie tylko potrzebnym, ale w świetle wyroku TK z 4.07.2023 r., SK 14/21, OTK-A 2023, nr 59, wręcz niezbędnym. W orzecznictwie, tak organów podatkowych, jak i sądów administracyjnych od dawna budziły kontrowersje kwestie zarówno wykładni art. 3 pkt 2 i pkt 3 Praw budowlanego w związku z art. 1a ust. 1 pkt 2 ustawy o podatkach i opatach lokalnych, jak i konsekwencje zastosowania tych przepisów w indywidualnych przypadkach. Przepisy prawa budowlanego w omawianym zakresie w istocie pełniły dotychczas funkcję przepisów podatkowych, będąc jednocześnie pozbawione wymaganej w takim przypadku jednoznaczności i określoności. Co więcej, zmiany przepisów prawa budowlanego podyktowane potrzebami procesu budowlano-inwestycyjnego, niejako automatycznie skutkowały zamianami w zakresie zasad opodatkowania. Mnogość nieostrych, w istocie odsyłających do wiedzy techniczno-budowlanej pojęć z wykorzystaniem których definiuje się budowlę i budynek, takich jak „urządzenie techniczne”, „maszyny i urządzenia”, „odrębne pod względem technicznym części przedmiotów składających się na całość użytkową”, „wolno stojące instalacje przemysłowe”, „sieci techniczne”, „wydzielenie z przestrzeni za pomocą przegród budowlanych”, skutkowało wielością interpretacji i ocen, a dla podatnika, podobnie jak i dla jednostek samorządu terytorialnego będących beneficjentami tej daniny, niepewnością, tak co do podstaw, jak i stawek opodatkowania. Wątpliwości na tym tle dotyczyły m.in. opodatkowania stacji redukcyjno-pomiarowych, transformatorów, kontenerów sanitarnych, obiektów letniskowych, silosów (które część sądów administracyjnych skłonna była uznawać wręcz za budynki), paczkomatów, farm fotowoltaicznych.

Planowana nowela spory te ma przeciąć. Na obecnym – wstępnym etapie prac legislacyjnych, pytaniem otwartym pozostaje jednak, w jaki sposób projektodawca zamierza ten cel osiągnąć. Opublikowane założenia wskazują na chęć zachowania status quo i wykorzystania dotychczasowego dorobku orzeczniczego. Może to sugerować próbę kazuistycznego uregulowania omawianej problematyki, a więc posłużenia się jakiegoś rodzaju zamkniętym katalogiem „budowli”, co z kolei w praktyce skutkować może kreacją dla potrzeb podatkowych swoistych budowli „nienazwanych”, a przez to nieopodatkowanych – mówi radca.

I dodaje. – Na tym tle uznanie garaży wielostanowiskowych będących odrębnymi nieruchomościami lokalowymi w budynkach mieszkalnych, za część mieszkalną takich budynków stanowi wyzwanie nie tyle legislacyjne, co fiskalne, zważywszy, że dla części samorządów, opodatkowanie garaży w budynkach wielorodzinnych wyższą stawką podatku od nieruchomości stanowiło istotne źródło dochodów.

Stawka będzie zatem znacznie niższa niż do tej pory pobierały gminy od swoich mieszkańców.

To nie koniec zmian. Reformę czeka też podatek od nieruchomości, rolny i leśny oraz opłatę uzdrowiskową oraz skarbową.

Zmiana ustaw. Co jeszcze się zmieni w podatkach?
Podatek rolny i leśny. Zmiany w zwolnieniach dla instytutów badawczych
Instytuty badawcze są obecnie zwolnione z podatków od nieruchomości, rolnego i leśnego. Nowelizacja ma na celu ograniczenie tych zwolnień tylko do nieruchomości wykorzystywanych do podstawowej działalności instytutów. Dzięki temu nie będą one mogły korzystać ze zwolnień w przypadku, gdy nieruchomości są wykorzystywane do działalności komercyjnej.

Opłata uzdrowiskowa
Obecnie rady gmin nie mogą nałożyć na inkasentów opłaty uzdrowiskowej obowiązku prowadzenia ewidencji osób zobowiązanych do jej uiszczenia. Planowane zmiany pozwolą na wprowadzenie takiego obowiązku, co ma na celu uszczelnienie systemu poboru tej opłaty. Rada gminy będzie mogła zdecydować o nałożeniu tego obowiązku w drodze uchwały.

Opłata skarbowa. Zmiany w informowaniu o zmianach właściwości organów
Proponowane zmiany mają na celu uregulowanie kwestii przekazywania informacji przez organy administracji publicznej w przypadku zmiany właściwości organu. Pozwoli to na prawidłowe przekazywanie wpływów z opłaty skarbowej na rachunek właściwej gminy. Zmiany te mają również na celu wyeliminowanie wątpliwości dotyczących opłaty skarbowej od dokumentów składanych elektronicznie.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9528278,zmiany-w-podatku-rolnym-lesnym-oraz-podatkach-i-oplatach-lokalnych-z.html

 4. TSUE: Powiązania między spółkami nie decydują, gdzie płaci się VAT

Mariusz Szulc | 17 czerwca 2024, 08:22

Usługobiorca nie ma stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej w innym państwie Unii Europejskiej tylko dlatego, że zamówił wykonanie usługi kompleksowej u podmiotu powiązanego – orzekł Trybunał Sprawiedliwości UE.

Wyrok jest wiążący nie tylko dla Rumunii i Niemiec, których dotyczył bezpośrednio, lecz także dla pozostałych państw unijnych. Przepisy o VAT są bowiem ujednolicone na terenie całej Unii Europejskiej.

Kłopotliwa definicja
To już piąty wyrok unijnego trybunału w sprawie pojęcia stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej na gruncie VAT (patrz: ramka). Dlaczego jest to tak istotna kwestia? Przypomnijmy, że zgodnie z art. 44 unijnej dyrektywy VAT miejscem świadczenia usług na rzecz innej firmy jest co do zasady miejsce siedziby usługobiorcy. Jeśli jednak usługi są świadczone na rzecz stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej usługobiorcy, które znajduje się w innym miejscu niż siedziba, to tam właśnie należy opodatkować usługę.

Stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej jest zdefiniowane w art. 11 i art. 53 unijnego rozporządzenia wykonawczego 282/2011. Chodzi o miejsce, które „charakteryzuje się wystarczającą stałością oraz odpowiednią strukturą w zakresie zaplecza personalnego i technicznego”, aby umożliwić podatnikowi odbiór i wykorzystywanie usług świadczonych do własnych potrzeb takiej stałej placówki. Definicja jest problematyczna i prowadzi do sporów pomiędzy państwami unijnymi, które w rezultacie prowadzą do coraz częstszego podwójnego opodatkowania tej samej usługi.

Podmioty powiązane
Najnowsze orzeczenie TSUE dotyczyło niemieckiej spółki, która zamówiła u rumuńskiego podmiotu powiązanego (z tego samego międzynarodowego koncernu motoryzacyjnego) kompleksową usługę w zakresie przetwarzania i montażu elementów tapicerskich. Składały się na to także świadczenia pomocnicze i administracyjne.

Niemiecka spółka wysyłała rumuńskiej niezbędne surowce. Ta druga wykonała usługę, wykorzystując do tego celu swoje dwa lokalne oddziały: w Pitești i w Ploiești. Niemiecka spółka była wprawdzie zarejestrowana w Rumunii dla celów VAT, ale swoją siedzibę posiada w ojczyźnie. Uważała w związku z tym, że to tam, zgodnie z regułami ogólnymi określania miejsca świadczenia usług, powinien zostać zapłacony VAT od zamówionej usługi. Tak samo uważał również rumuński podmiot powiązany i dlatego nie naliczył ani nie zapłacił podatku u siebie.

TSUE o stałym miejscu prowadzenia działalności gospodarczej
We wcześniejszych wyrokach TSUE stwierdził już, że:

• świadczenie usług produkcyjnych przy wykorzystaniu powierzonych wcześniej materiałów (toll manufacturing) nie przesądza o powstaniu stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej – wyrok z 29 czerwca 2023 r., sygn. C-232/22;

• stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej nie powstanie wyłącznie dlatego, że dana spółka posiada za granicą spółkę zależną, która udostępnia jej na podstawie umowy swoje zaplecze techniczne i personalne. Takie zaplecze nie może być też wykorzystywane zarówno do świadczenia, jak i otrzymywania tych samych usług – wyrok z 7 kwietnia 2022 r., C-333/20;

• stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej nie powstanie wyłącznie w oparciu o infrastrukturę techniczną (a więc bez personelu). Jeśli więc właściciel wynajmowanej nieruchomości nie ma własnego personelu do świadczenia usług, to nie stanowi ona stałej placówki – wyrok z 3 czerwca 2021 r., C-931/19;

• usługodawca nie ma stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej za granicą wyłącznie dlatego, że posiada tam spółkę zależną. Może być ona jednak uznana za stałą placówkę w niektórych konkretnych sytuacjach – wyrok z 7 maja 2020 r., C 547/18. Uznanie, że w niektórych sytuacjach spółka zależna może być stałą placówką, uważa za mylące rzeczniczka generalna TSUE w opinii, którą wydała przed zapadnięciem najnowszego wyroku.

Nie zgodził się z tym rumuński fiskus. Zażądał VAT, bo stwierdził, że wykonawcę (podmiot powiązany) należy uznać za stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej dla spółki niemieckiej. Fiskus uznał, że w ten właśnie sposób niemiecka spółka dysponowała zasobami technicznymi i ludzkimi w Rumunii (za pomocą oddziałów rumuńskiego podmiotu w Pitești i w Ploiești).

Spór trafił do rumuńskiego sądu, a ten zawiesił postępowanie i spytał TSUE, czy niezależną spółkę można uznać za stałą placówkę innego podmiotu tylko dlatego, że oba należą do tej samej grupy kapitałowej. Zadał również kilka pytań dodatkowych, aby ustalić, czy miejsce opodatkowania usługi jest w Rumunii, czy w Niemczech.

…to zbyt mało
Unijny trybunał uznał, że VAT powinien być rozliczony w Niemczech. Przywołał swoje dwa nowsze wyroki z 7 kwietnia 2023 r. (C-333/20) i 29 czerwca 2023 r. (C-232/22). Wynika z nich, że nie można uznawać danego podmiotu za stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej wyłącznie z uwagi na jego status prawny (np. to, że jest on spółką zależną).

– Istnienia takiego zakładu nie można również wywnioskować z samego faktu, że obie spółki są ze sobą prawnie powiązane umową, która określa warunki, na jakich są wykonywane usługi świadczone przez jedną spółkę na wyłączną rzecz drugiej – podkreślił TSUE. Niezależna zagraniczna spółka, należąca do tej samej grupy kapitałowej, nie może być zatem co do zasady uznana za stałą placówkę innego podmiotu.

Zdaniem TSUE nie zmieni tego również fakt, że niemiecka spółka posiada w Rumunii strukturę, która uczestniczy w dostawie produktów gotowych będących wynikiem usług przetwarzania i montażu. Potwierdza to fakt, że zasoby ludzkie i techniczne, którymi dysponuje ona w Rumunii, są tymi samymi zasobami, za których pomocą są świadczone na jej rzecz usługi, lub też że wykonują one jedynie czynności przygotowawcze lub pomocnicze.©℗

orzecznictwo

Podstawa prawna
Wyrok TSUE z 13 czerwca 2024 r., sygn. C-533/22

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9527753,tsue-powiazania-miedzy-spolkami-nie-decyduja-gdzie-placi-sie-vat.html

 5. Praca zdalna za granicą. Firmowy laptop skomplikuje rozliczenia z fiskusem

Mariusz Szulc | 17 czerwca 2024, 07:00

Nawet krótkotrwała praca zdalna za granicą świadczona na rzecz polskiego pracodawcy lub kontrahenta może być traktowana jak posiadanie zagranicznego zakładu, a więc rodzić konieczność płacenia części podatku w innym kraju – potwierdza fiskus w kolejnych interpretacjach indywidualnych.

To oznacza, że PIT lub CIT od części dochodów uzyskanych przez cyfrowych nomadów czy pracowników, którzy otrzymali zgodę na pracę poza Polską, trzeba by rozliczyć w obcym państwie. Jeśli w podobnej sytuacji znajdzie się obcokrajowiec (najczęściej chodzi o programistów) i będzie świadczył zdalnie swoje usługi z terytorium Polski, ale na rzecz kontrahenta ze swojego państwa, to powinien wpłacić daninę od dochodu nad Wisłą.

Takie wnioski płyną z niedawnej interpretacji indywidualnej dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Fiskus twierdził jednak podobnie już wcześniej, w interpretacjach dotyczących rozliczeń ukraińskich programistów uciekających przed rosyjską agresją. Zdążył też już przegrać pierwsze takie sprawy przed wojewódzkimi sądami administracyjnymi, które całkowicie odrzuciły to nowe podejście skarbówki.

Stała placówka
Przypomnijmy, że zgodnie z art. 7 typowej międzynarodowej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania dochody przedsiębiorcy działającego za granicą są opodatkowane w państwie jego siedziby, chyba że ma on za granicą zakład. Dochody osiągnięte za pośrednictwem takiego zakładu są opodatkowane za granicą.

Definicję zakładu znajdziemy w art. 5 każdej umowy międzynarodowej o unikaniu podwójnego opodatkowania. Chodzi o „stałą placówkę, przez którą całkowicie lub częściowo prowadzona jest działalność przedsiębiorstwa”. Zakładem mogą być m.in. miejsce zarządu, filia, biuro, zakład fabryczny, warsztat, kopalnia. Powstaje on też, gdy jakikolwiek zależny przedstawiciel danej firmy (najczęściej pracownik) działa za granicą w jej imieniu oraz „posiada i zwyczajowo wykonuje pełnomocnictwo do zawierania umów w umawiającym się państwie w imieniu przedsiębiorstwa”.

Kluczowe jest więc zdefiniowanie, kiedy zagraniczna placówka charakteryzuje się odpowiednim poziomem „stałości”. Fiskus uważa, że może do tego dojść nawet przy krótkiej, kilkumiesięcznej pracy zdalnej. Wystarczy też w tym celu dysponować odpowiednią (jakąkolwiek) przestrzenią, a więc nie musi to być np. wynajęty czy zakupiony lokal. Takie podejście potwierdza interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 17 maja 2024 r. (sygn. 0114-KDIP3-2.4011.174.2024.3.JM).

Pytanie zadała Polka prowadząca działalność gospodarczą w zakresie usług IT. Jedynym odbiorcą świadczonych przez nią usług był polski kontrahent, współpracowała z nim z terytorium Portugalii. Kobieta nie posiada w Portugalii własnej nieruchomości ani wartościowego majątku ruchomego. Nie wynajęła też nieruchomości na potrzeby działalności gospodarczej. Z Portugalią nie wiąże przyszłości i w listopadzie 2025 r. planuje powrót na stałe do Polski.

We wniosku o interpretację przekonywała, że pozostała polską rezydentką podatkową, bo to z naszym krajem przez cały czas łączą ją ściślejsze więzy osobiste i gospodarcze. Była też pewna, że nie ma na terytorium Portugalii zakładu. Zwróciła uwagę, że nie dysponuje tam jakąkolwiek stałą placówką, a usługi w branży informatycznej będzie wykonywać na rzecz polskiego usługodawcy za pośrednictwem polskich serwerów. Sam fakt wykorzystywania komputera w Portugalii nie oznacza powstania tam zakładu – argumentowała.

Dyrektor KIS zgodził się z nią tylko w części. Przyznał wprawdzie, że kobieta pozostała polską rezydentką, ale uznał też, że ma ona zagraniczny zakład.

Wystarczą laptop i ławka
„Sam fakt, że przedsiębiorstwo ma do własnej dyspozycji pewną przestrzeń służącą jego działalności gospodarczej, wystarczy, aby zaistniała stała placówka gospodarcza. Nie wymaga się, aby przedsiębiorstwo posiadało formalne prawo do dysponowania taką placówką” – wyjaśnił fiskus. Dodał również, że „Placówka może stanowić zakład nawet wówczas, gdy w rzeczywistości istnieje przez krótki okres, jeśli ze względu na szczególny rodzaj działalności jest prowadzona tylko przez bardzo krótki okres”. To oznacza, że kobieta powinna zapłacić podatek od dochodów zarówno za granicą (bo ma tam zakład), jak i w Polsce (bo jest rezydentką podatkową naszego kraju). Aby uniknąć podwójnego opodatkowania, powinna odliczyć proporcjonalnie kwotę portugalskiego PIT od kwoty polskiej daniny.

Do tej pory fiskus był podobnego zdania głównie w interpretacjach, które dotyczyły Ukraińców pracujących lub współpracujących zdalnie z terytorium Polski z własnymi firmami. Przykładem jest interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 16 lutego 2023 r. (0113-KDIPT2-3.4011.897.2022.2.NM). Jednak została ona uchylona, gdy sprawa trafiła do sądu administracyjnego (wyrok WSA we Wrocławiu z 10 października 2023 r., sygn. I SA/Wr 261/23). Fiskus dopatrywał się powstania polskiego zakładu w trzymiesięcznej współpracy świadczonej zdalnie najpierw z pokoju hotelowego, a potem z wynajętego mieszkania. Sąd uznał jednak, że współpraca była na tyle krótka, że przeczy to trwałości charakteru polskiego zakładu. WSA podkreślił również, że zagraniczną (polską) stałą placówką nie mogą być wynajęte pokój hotelowy czy mieszkanie. Nie powstanie ona tylko dlatego, że programista ma tam laptop.

Ze stanowiskiem sądu zgadza się Agnieszka Telakowska -Harasiewicz, doradca podatkowy i starszy menedżer w Zespole Podatków Osobistych i Doradztwa dla Praco dawców MDDP. Abyśmy mogli uznać daną placówkę za „stałą”, nie może mieć ona charakteru tymczasowego – podkreśla ekspertka.

Dodaje też, że samo posiadanie laptopa czy też innych narzędzi umożliwiających komunikację zdalną nie powinno tworzyć stałej placówki przedsiębiorstwa. Tym bardziej że charakter usług świadczonych przez wnioskodawczynię umożliwia ich wykonywanie w dowolnie wybranym miejscu. ©℗

trzy pytania

Krótkotrwała praca zdalna nie jest zakładem
Joanna Narkiewicz-Tarłowska, doradca podatkowy i dyrektor w Vialto Partners
Joanna Narkiewicz-Tarłowska, doradca podatkowy i dyrektor w Vialto Partners / Materiały prasowe

Co sądzi pani o podejściu fiskusa, zgodnie z którym krótkotrwała zagraniczna praca zdalna tworzy nowe obowiązki podatkowe?
Moim zdaniem kłóci się to z pierwotną ideą zakładu podatkowego. Wprowadzenie takiej konstrukcji miało zapobiec sytuacji, w której przedsiębiorstwo jednego kraju prowadzi działalność gospodarczą w drugim państwie i nie płaci od tego podatków. Chodzi o sytuacje, gdy zakład korzysta z zasobów położonych w drugim kraju, ma i obsługuje tam klientów, eksploruje tamtejszy rynek itp. Moim zdaniem nie dochodzi do tego jednak, co do zasady, gdy przedsiębiorca świadczy swoje usługi zdalnie z zagranicy, ale na rzecz kontrahentów z kraju ojczystego.

Dyrektor KIS konsekwentnie twierdzi inaczej. Co jego podejście oznacza dla cyfrowych nomadów czy też osób, które pracodawca wysyła do zdalnej pracy za granicę?
Nie powinni oni być utożsamiani z osobami, które prowadzą w tych krajach aktywną działalność gospodarczą, mając tam biuro, spotykając się z klientami, korzystając z rynków i zasobów tamtych krajów. Osoby, które otrzymają niekorzystną interpretację indywidualną, mogą w związku z tym nawet rozważyć wejście w spór sądowy. Pamiętajmy, że nadal prowadzą one działalność w Polsce, a jedynie dzięki laptopowi, czyli urządzeniu mobilnemu, mogą się połączyć z całym światem. Wykonują usługi Z danego kraju, a nie W danym kraju. Oczywiście odrębną kwestią jest rezydencja podatkowa, czyli miejsce zamieszkania dla celów podatkowych. Tu może być inna sytuacja – może się okazać, że jeśli Polak przebywa w tamtym kraju przez więcej niż 183 dni albo przeniesie tam centrum życiowych interesów, nabędzie tam rezydencję podatkową w rozumieniu umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. W takiej sytuacji już nie będzie miała znaczenia kwestia zakładu, gdyż będąc rezydentem podatkowym tamtego kraju, będzie musiał zadeklarować tam wszystkie swoje dochody. Trochę inaczej może przy tym wyglądać sytuacja pracowników, którzy wyjeżdżają za granicę po to, aby pomieszkać tam przez jakiś czas, ale też kontynuować pracę dla polskiej firmy. Wtedy może powstać ryzyko, że chodzi o zakład. Pracodawca musiałby jednak prowadzić w tym drugim kraju, przez stałą placówkę, część swojej podstawowej działalności niejako rękami swojego pracownika. Albo pracownik ten musiałby mieć prawo zawierać umowy w imieniu pracodawcy, chyba że czynności wykonywane przez tę osobę ograniczałyby się do określonych rodzajów działalności – np. o charakterze przygotowawczym lub pomocniczym.

Czy widzi pani możliwość rozstrzygnięcia tego problemu?
Po pierwsze, zgadzam się z sugestią, że to władze podatkowe danego kraju powinny oceniać, czy na jego terytorium powstał zakład. Powinny przy tym pamiętać o wskazanych przeze mnie już argumentach dotyczących trwałego charakteru placówki. Myślę, że dobrze by było, aby Ministerstwo Finansów wydało interpretację ogólną dotyczącą kwestii powstania zakładu w przypadku zdalnego świadczenia usług oraz pracy zdalnej z zagranicy. Warto by też było uregulować tę kwestię w jakiś sposób na poziomie międzynarodowym, żeby nie było aż tak dużych rozbieżności w podejściu poszczególnych krajów. Być może to komentarz do modelowej konwencji OECD w zakresie podatków od dochodu i majątku powinien wprowadzić rozróżnienie między „prowadzeniem działalności gospodarczej w drugim kraju poprzez położony tam zakład” a „zdalnym wykonywaniem usług z terytorium drugiego kraju”.

Rozmawiał Mariusz Szulc

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9527733,praca-zdalna-za-granica-firmowy-laptop-skomplikuje-rozliczenia-z-fisk.html

Rzeczpospolita

 1. Stymulacja rynków finansowych

13 czerwca 2024 | Komentarze | Robert Gwiazdowski

Jest wielka zmiana podatkowa. Jak na wielki rząd przystało.

Co prawda rząd kontynuuje pisowski Ład, bo przecież PiS ten swój Ład nazwa Polskim. Skoro więc PO go przyjęła, to mamy dowód, że PiS miał rację – Nowy Ład jest Polskim Ładem. No albo PO–PiS-owym Ładem.

Pewne ważne zmiany mają jednak nastąpić. Takim game changerem będzie podwyższenie ryczałtu za najem nieruchomości (czyli mieszkań de facto). Jak wiadomo, już od czasów bolszewików kamienicznicy to jedno wielkie zło. Nie wypada za bardzo tuż po udanym przywróceniu praworządności ich od razu znacjonalizować, ale można przynajmniej ich bardziej opodatkować.

Dziś ryczałt ten wynosi 8,5 proc. od przychodów do 100 tys. zł i 12,5 proc. od nadwyżki ponad 100 tys. zł. Jest więc niższy niż podatek Belki od zysków kapitałowych, czyli odsetek z lokat bankowych i inwestycji w jednostki funduszy na giełdzie albo w obligacje, który wynosi 19 proc.

Ministerstwo Finansów skomentowało informację o planowanych zmianach przekazaną przez jeden z portali internetowych, że „prac w tym zakresie nie prowadzi”. Co oczywiście nie oznacza, że nie myśli o ich „popro- wadzeniu”, a teraz sonduje reakcje tak zwanych rynków i opinii publicznej.

Przeciwnikiem podwyżki są oczywiście rynki nieruchomości. A zwolennikiem – rynki finansowe, w szczególności rynki giełdowe, zdaniem których pomysł zbliżenia stawek podatkowych dla różnych klas aktywów inwestycyjnych wydaje się słuszny. Sam minister jest z rynku finansowego i na niedawnym Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie wspominał o planach jego rozwoju. A plan najprostszy przekierowania większych strumieni oszczędności na rynek kapitałowy w celu ich stymulowania to taki, żeby inwestorzy nie kupowali więcej mieszkań, tylko więcej akcji. Zasugerował to dziennikarzom „jeden z zaufanych współpracowników ministra”.

Plan wspaniały, ale ciekawe, jak zareagują inwestorzy, którzy mieszkania już mają? Wspaniale by było, gdyby je posprzedawali (co zwiększyłoby podaż i obniżyło ceny mieszkań) i kupili za to akcje. Na przykład… spółek deweloperskich notowanych na giełdzie albo KGHM, który wydobywa miedź, z której spółki deweloperskie robią instalacje w budowanych domach. Zawsze mogą jednak zrobić psikusa Ministerstwu Finansów i… podnieść czynsze.

Co ciekawe, nie ma jakoś pomysłów zbliżenia stawek podatkowych płaconych przez pracowników tych spółek giełdowych, do których ma zostać przekierowany strumień oszczędności inwestorów, do stawek innych klas aktywów inwestycyjnych. Ale w sumie się nie dziwię. To za trudne.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego

https://archiwum.rp.pl/artykul/1517206-Stymulacja-rynkow-finansowych.html

 2. Przedsiębiorca, który stracił firmę, może wnioskować o ulgę

17 czerwca 2024 | Podatki | Julita Karaś-Gasparska

Jeżeli podatnik znalazł się w trudnej sytuacji, ma prawo zwrócić się do organu podatkowego z wnioskiem o rozłożenie na raty swoich zaległości podatkowych, odroczenie terminu zapłaty podatku lub umorzenie go.

Ostatnia fala pożarów w różnych miejscach Polski powoduje szkody w majątkach prywatnych, ale dotyka też przedsiębiorców, jak choćby tych, którzy stracili swoje sklepy i towary w wyniku pożaru hali handlowej przy ul. Marywilskiej w Warszawie. Osoby te straciły źródło utrzymania, ale nadal mają zobowiązania wobec fiskusa i ZUS.

W takiej sytuacji podatnicy mają możliwość złożenia wniosku do organu podatkowego o:

1) odroczenie terminu płatności podatku lub rozłożenie zapłaty podatku na raty;

2) odroczenie lub rozłożenie na raty zapłaty zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę lub odsetek od nieuregulowanych w terminie zaliczek na podatek;

3) umorzenie w całości lub w części zaległości podatkowych, odsetek za zwłokę lub opłaty prolongacyjnej.

Organ może zastosować ww. ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych w przypadkach uzasadnionych ważnym interesem podatnika lub interesem publicznym.

Ważny interes podatnika to sytuacja, gdy z powodu nadzwyczajnych, losowych przypadków, podatnik nie jest w stanie zaległości podatkowych uregulować. Będzie to utrata możliwości zarobkowania, utrata losowa majątku. Z kolei interes publiczny to sytuacja, gdy zapłata zaległości podatkowej spowoduje konieczność sięgania przez podatnika do środków pomocy państwa, gdyż nie będzie w stanie zaspakajać swoich potrzeb materialnych (wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 22 kwietnia 1999 r., SA/850/98).

Decyzja odnośnie do przychylenia się do wniosku należy do urzędu skarbowego , który w tym przypadku wydaje decyzję w granicach tzw. uznania administracyjnego, jednak niewątpliwie utrata firmy w wyniku pożaru (ale także np. z powodu zalania spowodowanego gwałtowną ulewą) i związana z tym niemożność uregulowania zobowiązań, a wręcz brak środków do życia można uznać za ważny interes podatnika. Jak informuje Krajowa Administracja Podatkowa, wnioski spowodowane ostatnimi wydarzeniami będą rozpatrywane w pierwszej kolejności. Trzeba jednak pamiętać, że skarbówka znacznie częściej przychyla się do wniosków o rozłożenie płatności na raty niż o umorzenie podatku.

Podmioty prowadzące działalność gospodarczą mogą otrzymać ww. ulgę w spłacie zobowiązań podatkowych, która nie stanowi pomocy publicznej, która stanowi taką pomoc lub stanowi pomoc de minimis.

Podstawa prawna:

∑ art. 67a i art. 67b ustawy z 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (tekst jedn. Dz.U. z 2023 r., poz. 2383 ze zm.)

DOKUMENTY

Który druk wybrać

Podatnicy mogą składać wnioski o:

∑ rozłożenie należności podatkowych na raty (wniosek RAT-Z),

∑ umorzenie zaległości podatkowej (wniosek UZ-M),

∑ odroczenie terminu zapłaty należności podatkowych (wniosek TER-Z).

W każdym z tych formularzy znajduje się rubryka, w której należy opisać swoją sytuację oraz wskazać swój ważny interes lub interes publiczny uzasadniający przyznanie wsparcia. Do wniosku należy dołączyć wszelkie dokumenty, które uzasadniają wniosek. Wniosek można złożyć podczas wizyty w urzędzie, listownie albo elektronicznie, czyli przez stronę biznes.gov.pl lub przez konto w e-Urzędzie Skarbowym. Złożenie wniosku jest bezpłatne.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1517152-Przedsiebiorca–ktory-stracil-firme–moze-wnioskowac-o-ulge.html

 3. Można trochę ocalić straconą ulgę

18 czerwca 2024 | Prawo co dnia | Aleksandra Tarka

Wpłata darowizny na umowę deweloperską pozwala na skorzystanie ze zwolnienia z podatku od spadków i darowizn.

Dobra wiadomość dla podatników, których darowizny pieniężne od najbliższej rodziny nie załapały się na nielimitowane zwolnienie z podatku od spadków i darowizn dla tzw. zerowej grupy podatkowej. Jeśli takie pieniądze zostaną wpłacone na umowę deweloperską, fiskus dostanie mniej podatku od darowizny. Potwierdza to ważny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Za utracony bonus…
Sprawa dotyczyła kobiety, która w listopadzie 2019 r. otrzymała 120 tys. zł od ojca. Pieniądze dostała w gotówce do ręki i wpłaciła je na swoje konto, a potem przelała na konto dewelopera wskazane w umowie deweloperskiej. Podatniczka zgłosiła darowiznę fiskusowi, bo chciała skorzystać z pełnego zwolnienia w podatku od spadków i darowizn zarezerwowanego dla tzw. zerowej grupy podatkowej, czyli przepływu majątku w najbliższej rodzinie.

Problemy się zaczęły, gdy do akcji wkroczyli kontrolerzy skarbówki. Uznali, że obdarowana nie spełnia jednego z warunków do skorzystania z nielimitowanego zwolnienia z art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizn.

Tłumaczyli, że obdarowana dostała pieniądze, a w takim przypadku do skorzystania z pełnej ulgi konieczne jest udokumentowanie ich otrzymania dowodem przekazania na rachunek nabywcy w banku lub spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej lub przekazem pocztowym. W ocenie urzędników gotówka otrzymana do ręki od darczyńcy i późniejsza wpłata na konto obdarowanego tego warunku nie spełniają.

Fiskus nie zgodził się też na inne zwolnienie, które ze względu na to, na co została spożytkowana darowizna, pozwoliłoby podatniczce zaoszczędzić na podatku. To preferencja z art. 4 ust. 1 pkt 5 ustawy, która przewiduje limitowane kwotowo zwolnienie przy darowiznach w I grupie podatkowej, jeżeli obdarowany przeznaczy ją w okresie 12 miesięcy od otrzymania na wkład budowlany lub mieszkaniowy do spółdzielni, budowę domu jednorodzinnego, nabycie lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość albo spłatę zabezpieczonego hipoteką kredytu mieszkaniowego wraz z odsetkami.

Urzędnicy zauważyli jednak, że podatniczka w terminie wydała tylko pieniądze na cel mieszkaniowy, ale lokum formalnie nie nabyła. A w ich ocenie sama wpłata darowizny na umowę deweloperską to za mało, żeby z ulgi skorzystać. W tej sytuacji fiskus zażądał od obdarowanej przez ojca podatku wyliczonego według zasad przewidzianych dla I grupy podatkowej bez uwzględnienia zarówno pełnego zwolnienia dla zerowej grupy, jak i zwolnienia mieszkaniowego.

Podatniczka poszła do sądu i w pierwszej instancji wygrała po całości. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy uznał bowiem, że miała prawo do pełnego zwolnienia dla zerowej grupy. W jego ocenie otrzymanie darowizny gotówkowej do ręki i wpłacenie jej na konto przez samego obdarowanego nie przekreśla ulgi. Dodał też, że spełniałaby warunki do skorzystania ze zwolnienia mieszkaniowego.

Sprawa trafiła do NSA, którego wyrok okazał się już bardziej salomonowy. Kobiecie nie udało się obronić prawa do pełnego zwolnienia z art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizn. W tej kwestii NSA miał związane ręce. 20 marca 2023 r. jego siedmioosobowy skład przesądził bowiem, że przekazanie darowizny w gotówce do ręki i wpłata własna na konto obdarowanego nie spełniają warunku koniecznego do pełnego zwolnienia dla zerowej grupy (sygn. III FPS 3/22).

Żeby podatku od darowizny w pieniądzu w ogóle nie było, potrzebny jest więc dowód, który dokumentuje dokonanie wpłaty lub przelewu środków przez darczyńcę na konto obdarowanego. Nie może być to wpłata czy przelew obdarowanego na własną rzecz w imieniu darczyńcy. Dlatego NSA uznał, że fiskus słusznie odmówił kobiecie prawa do tej ulgi.

Za to przyznał jej rację, jeśli chodzi o drugie tzw. zwolnienie mieszkaniowe, o który też toczył się spór. Zdaniem NSA wpłaty obdarowanego w wykonaniu umowy deweloperskiej stanowią o przeznaczeniu środków na nabycie lokalu mieszkalnego w rozumieniu art. 4 ust. 1 pkt 5 ustawy o podatku od spadków i darowizn.

…preferencja z limitem
Sąd podkreślił, że przepis nie uzależnia prawa do zwolnienia od nabycia własności mieszkania w okresie 12 miesięcy od dnia otrzymania środków. Wystarczy, by wydatek został poniesiony nie później niż w ciągu 12 miesięcy od otrzymania pieniędzy, a jego celem były zdarzenia określone w przepisie.

NSA nie miał wątpliwości, że inna wykładnia skutkowałaby niezrealizowaniem społecznego celu ulgi, którym jest wsparcie państwa dla zaspokajania potrzeb mieszkaniowych. Prowadziłaby też do bezpodstawnego różnicowania podatników. Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: III FSK 630/22

https://archiwum.rp.pl/artykul/1517429-Mozna-troche-ocalic-stracona-ulge.html

 4. Wyższy podatek od fotowoltaiki

19 czerwca 2024 | Prawo co dnia | Paweł Rochowicz

Zmiany w podatku od nieruchomości będą niekorzystne dla wielu firm, zwłaszcza energetycznych i telekomunikacyjnych.

Ministerstwo Finansów przygotowało projekt zmian w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. Ma on przede wszystkim uporządkować kwestie związane z opodatkowaniem dwóch typów obiektów: budowli wykorzystywanych w biznesie oraz garaży podziemnych w budynkach mieszkalnych.

Sprawa garaży jest dość prosta: mają one podlegać opodatkowaniu na takich samych zasadach, jak lokalne mieszkalne. Podatek będzie więc naliczany od powierzchni tych garaży według stawki jak za mieszkania (dość niskiej).

Definicja 28 razy
Znacznie bardziej skomplikowana jest sprawa budowli używanych w biznesie. Podlegają one stawce 2 proc. od ich wartości, co czasem oznacza milionowe kwoty. Dotychczas na tym tle dochodziło do wielu sporów między podatnikami a samorządami lokalnymi pobierającymi ten podatek. Przyczyną było nie dość jasne zdefiniowanie tych obiektów w prawie budowlanym, do którego odsyłały przepisy o podatku od nieruchomości.

Ministerstwo Finansów postanowiło wypełnić tę lukę dodaniem do ustawy załącznika z 28 rodzajami budowli. Uzupełniono też przepisy samej ustawy definicją budowli i budynku. W rezultacie nie będzie już dotychczasowej zasady „co nie jest budynkiem – jest budowlą”. Jednak niektóre budowle, np. odkryte stadiony, będą mogły być częściowo traktowane jak budynki, o ile da się wśród nich wyodrębnić budynki. Usunięto też wątpliwości np. wokół podziemnych kanałów, w których biegną kable – opodatkowany będzie sam kanał, bez wliczania do jego wartości drogich światłowodów.

Jednak taki zabieg w ocenie ekspertów nie jest do końca udany. – Nie ma tu już odniesienia do prawa budowlanego i co do zasady pojęcia użyte w ustawie trzeba będzie interpretować według ich ogólnego rozumienia. Jednak użyto tu wielu słów, takich jak „kontenery” czy „urządzenia techniczne”, które i tak trzeba będzie interpretować według specjalistycznej siatki pojęciowej z prawa budowlanego – zauważa dr Adam Kałążny, radca prawny w Deloitte.

W ocenie prof. dr. hab. Rafała Dowgiera z Katedry Prawa Podatkowego Uniwersytetu w Białymstoku projekt wciąż pozostawia też niejasności, bo niektóre obiekty będą mogły być traktowane zarówno jako budynek, jak też budowla. – Być może lepszym pomysłem byłoby odniesienie się w ustawie do klasyfikacji środków trwałych, gdzie opisy poszczególnych obiektów są znacznie dokładniejsze – sugeruje ekspert.

Jednak najważniejszą zmianą, i to na niekorzyść podatników, jest wprowadzenie zasady, w myśl której budowle mają być opodatkowane jako „całość techniczno-użytkowa”. Jak wyjaśnia Rafał Kran, doradca podatkowy i partner w MDDP, oznacza to, że w przypadku np. urządzeń energetycznych czy telekomunikacyjnych do podstawy opodatkowania będzie się wliczało nie tylko samą sieć czy maszty nadawcze, ale także np. wartościowe urządzenia elektroniczne sterujące przepływem prądu czy emisją fal radiowych.

Podstawa powiększona
– Podobnie będzie przy elektrowniach słonecznych, bo treść załącznika, wbrew wielu korzystnym dla podatników wyrokom, pozostawia organom szeroką furtkę do opodatkowania nie tylko konstrukcji nośnej, ale także paneli fotowoltaicznych, stanowiących większą część wartości elektrowni – przewiduje Rafał Kran.

Według prof. Rafała Dowgiera takie rozwiązanie może spowodować niezadowolenie przedsiębiorców, którzy dotychczas wygrywali spory o opodatkowanie np. stacji transformatorowych czy przepompowni gazowych. – Co więcej, może to przynieść po prostu przerzucenie tych obciążeń na ceny prądu czy gazu – obawia się ekspert.

Projekt jest pokłosiem dwóch wyroków Trybunału Konstytucyjnego, które zakwestionowały dotychczasowe opodatkowanie garaży oraz budowli (sygn. SK 14/21 i SK 23/19). Jednak ani w uzasadnieniu projektu, ani w ocenie skutków regulacji nie wspomniano ani słowem o tych wyrokach. Mogą one być uznawane za nieważne, jako że wydały je składy orzekające z tzw. sędzią dublerem Jarosławem Wyrembakiem. Mimo to MF przygotowało projekt z założeniem, by wszedł w życie – jak chciał TK – z początkiem 2025 roku.

Etap legislacyjny: konsultacje publiczne

nowa definicja

Danina nie tylko od betonu i stali

Według projektu za budowle będzie uznawana nie tylko sama konstrukcja z betonu, cegieł czy stali, ale też zamontowane w niej różne urządzenia, czyli „całość techniczno-użytkowa”. Zdefiniowano ją jako „zespół elementów, które są niezbędne do realizacji określonego celu gospodarczego, powiązanych ze sobą w taki sposób, że żaden z nich nie może zrealizować tego celu samodzielnie, a brak któregokolwiek z tych elementów uniemożliwia jego realizację”.

Taki zabieg to nawiązanie do wielu niekorzystnych dla podatników wyroków sądów administracyjnych, dotyczących np. transformatorów powiązanych z siecią energetyczną. Na przykład NSA w wyroku z 22 lipca 2020 r. (sygn. akt II FSK 1064/20) uznał, że transformatory i rozdzielnice połączone z siecią energetyczną stanowią jej część składową, a zatem ich wartość powinno się wliczać do podstawy opodatkowania budowli.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1517523-Wyzszy-podatek-od-fotowoltaiki.html

 5. Raportowanie podatkowe jest zawiłe i coraz droższe

19 czerwca 2024 | Prawo co dnia | Aleksandra Tarka

Takie wnioski płyną z raportu przygotowanego przez firmę doradczą PwC. A to zaledwie czubek góry lodowej. Dla polskich firm raportowanie podatkowe jest coraz bardziej skomplikowane, zmienne i kosztowne. Na tle innych państw mamy też rekordowo krótki termin na rozliczenie CIT z fiskusem.

Z opracowania wynika, że choć polskie przepisy dotyczące CIT stale pączkują, to termin na złożenie zeznania CIT-8 nie zmienił się od ponad 20 lat. Na uporanie się z tym niełatwym obowiązkiem firmy niezmiennie mają tylko trzy miesiące od zakończeniu roku podatkowego, za który się rozliczają. Tymczasem w Austrii podatnicy mają na to sześć miesięcy, a gdy ich rozliczenia sporządza doradca podatkowy – aż 15 miesięcy. Podobnie jest w Niemczech, gdzie na samodzielne rozliczenie CIT firma ma siedem miesięcy, a 14 miesięcy, gdy zleca to doradcy. Na Węgrzech termin na złożenie rocznego CIT wynosi pięć miesięcy, a w Wielkiej Brytanii – aż 12.

Poważną bolączką dla polskich firm jest też kolejność wywiązywania się z obowiązków podatkowych, w tym przede wszystkim to, że terminy na złożenie CIT-8 oraz odprowadzenie podatku są zbieżne z tym na przygotowanie sprawozdania finansowego. To spory problem zwłaszcza dla firm, które podlegają audytowaniu w zakresie ksiąg rachunkowych. U nich proces przygotowania sprawozdania finansowego jest bardziej skomplikowany i może się wydłużyć. A to często kończy się trudnościami z dotrzymaniem terminu. Konsekwencją tego jest zaś problem z samym wyliczeniem podatku i złożeniem zeznania CIT, bo jest to zależne od danych, które nie są zaudytowane, a zatem nieostateczne.

Efekt jest taki, że firma może być zmuszona do przeliczenia podatku należnego jeszcze raz po przygotowaniu sprawozdania finansowego, a potem do złożenia korekty zeznania, co może spowodować konieczność dopłaty daniny wraz z odsetkami.

Skomplikowane, bardzo zmienne i niejasne regulacje to tylko część problemów polskich przedsiębiorców. Utrudnienia wynikają też z czekania do ostatniej chwili z publikacją odpowiednich formularzy.

Sporym wyzwaniem dla podatników jest również dostosowanie się do cyfryzacji rozliczeń podatkowych i związanego z tym ograniczania możliwości przekazywania informacji skarbówce w formie papierowej. To wiąże się bowiem z dodatkowymi wydatkami, formalnościami i problemami. Chodzi np. o obowiązek uzyskania numeru PESEL przez obcokrajowców, którzy go nie posiadają. Cudzoziemcy posiadający zagraniczny podpis elektroniczny mają obowiązek uzyskania PESEL oraz nowego e-podpisu w Polsce (opartego na tym numerze).

Co mogłoby ułatwić życie polskiemu biznesowi? Zdaniem autorów raportu przede wszystkim państwo powinno lepiej wsłuchiwać się w jego potrzeby i korzystać z jego pomysłów poprzez konsultacje. Pomocne byłyby też praktyczne instrukcje i wytyczne wyjaśniające zasady wypełniania poszczególnych formularzy.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1517520-Raportowanie-podatkowe-jest-zawile-i-coraz-drozsze.html

 

Budownictwo i PZP | Prasówka | 13.06.2024 r.

Rynek Infrastruktury

 1. Szykuje się kolejny pomiar ruchu

Autor: ep. | Data publikacji: 13-06-2024

W przyszłym roku Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przeprowadzi kolejny Generalny Pomiar Ruchu. Trwa wybieranie wykonawców, którzy policzą pojazdy na najważniejszych trasach.

GPR przeprowadzany jest co 5 lat. Jego wyniki dają podstawę do podejmowania działań planistycznych, projektowych i strategicznych na sieci drogowej. Służą również planowaniu zarządzania ruchem, opracowania statystyk transportowych czy analiz środowiskowych.

Pomiary będą prowadzone na sieci dróg krajowych zarządzanych przez GDDKiA oraz odcinkach koncesyjnych. Pomiary będą prowadzone w sposób automatyczny, a także za pomocą wideorejestracji w określonych dniach w ciągu całego roku 2025.

Przy pomiarach wykonywanych metodą wideorejestracji GDDKiA dopuszcza stosowanie metod rozpoznania obrazu z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Na całej sieci wyznaczonych zostało ok. 2450 odcinków pomiarowych. Dla każdego z nich zarządca drogowy chce uzyskać charakterystykę ruchu – będzie ona dostępna w postaci opracowań opisowych, a także tabel, map i zestawień.

GDDKiA ma już oferty od podmiotów zainteresowanych opracowaniem wyników pomiarów (wpłynęły trzy oferty). Teraz szuka wykonawców, którzy pomiary przeprowadzą na terenie każdego z oddziałów GDDKiA. Trwają przetargi w pięciu oddziałach awców zainteresowanych opracowaniem wyników przyszłorocznego Generalnego Pomiaru Ruchu. Jesteśmy w trakcie przetargów na wybór wykonawców pomiaru w pięciu Oddziałach GDDKiA: Opolu, Gdańsku, Katowicach, Zielonej Górze i Olsztynie, a niebawem mają być ogłoszone podobne postępowania dla Szczecina i Krakowa i pozostałych województw.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/szykuje-sie-kolejny-pomiar-ruchu–91610.html

 2. Mirbud pozyskał w maju zlecenia za prawie 1 mld zł

Autor: ep. | Data publikacji: 12-06-2024

Portfel zamówień Grupy Kapitałowej Mirbud przekroczył 6 mld zł. Tylko w maju Grupa pozyskała zamówienia o wartości blisko 1 mld zł.

Na koniec maja zamówienia, które Mirbud ma do zrealizowania w perspektywie do roku 2028 osiągnęły wartość 6,1 mld zł netto. W tej kwocie 969 mln zł stanowią zlecenia, dla których umowy zostały zawarte w maju.

Umową o największej wartości był kontrakt na projekt i budowę drogi S10 Szczecin – Piła na odcinku pomiędzy końcem obwodnicy Stargardu a początkiem obwodnicy Piły. To zlecenie na kwotę 542,7 mln zł netto.

Od tego samego zamawiającego – GDDKiA – Mirbud pozyskał także w maju zlecenie o wartości blisko 256 mln zł netto. Dotyczy zaprojektowania i budowy drogi ekspresowej S16 na odcinku Knyszyn – Krynice.

Istotne zlecenia Mirbud pozyskał także od inwestorów samorządowych. To budowa Skierniewickiego Centrum Sportu i Rekreacji (umowa warta ponad 93 mln zł netto), przebudowa stadionu miejskiego w Chełmie za 77 mln zł netto. Oferta Mirbudu została także wybrana jako najkorzystniejsza w przetargu na budowę/modernizację infrastruktury wodno-kanalizacyjnej, drogowej i elektroenergetycznej na terenie Dolnośląskiej Strefy Aktywności Gospodarczej – S 3 Jawor. W tym przypadku mowa o zadaniu wartym 46,3 mln zł. – umowa została zawarta już w czerwcu.

Jeśli chodzi o portfel zamówień w obszarze infrastruktury, zadania (realizowane w tym przypadku w konsorcjum ze spółką z tej samej grupy – Kobylarnią) na koniec maja miały wartość 4,655 mld zł. Jak podano, w maju konsorcjum złożyło 9 ofert o wartości ok. 740 mln zł. W tym czasie oferty złożone w segmencie kubaturowym miały wartość ponad 1,1 mld zł.

Mirbud realizuje obecnie m.in. drogę S1 obejście Węgierskiej Górki z tunelem, fragment drogi S1 Kosztowy – Bielsko-Biała (odc. 3) oraz S74 Przełom/Mniów – Kielce. Jest także wykonawca m.in. obwodnicy Poręby i Zawiercia w ciągu drogi krajowej nr 78.

Obecnie GK Mirbud szykuje się do wyemitowania akcji. Pozyskane stąd środki chce wykorzystać na umocnienie się na rynku budownictwa kolejowego (w grę wchodzi zakup innej spółki) i drogowego.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/biznes-i-przemysl/mirbud-pozyskal-w-maju-zlecenia-za-prawie-1-mld-zl–91598.html

 3. Lubelskie. Wiemy, kto wykona ważną analizę ws. S19

Autor: Grzegorz Rekiel | Data publikacji: 12-06-2024

Znamy już firmę, która wykona tzw. analizę porealizacyjną dla dwóch odcinków S19 w województwie lubelskim.

Chodzi o fragmenty od Lublina do węzła Niedrzwica Duża oraz od obwodnicy Kraśnika do węzła Słodków. Pierwszy odcinek o długości 12 km, został oddany do ruchu w grudniu 2021 r. W ramach zadania wybudowano 15 obiektów inżynierskich, w tym cztery mosty, 10 wiaduktów i kładkę. Powstały dwa węzły drogowe (Strzeszkowice i Niedrzwica Duża).

Z kolei obwodnica Kraśnika ma długość ok. 10 km. Powstało 12 obiektów inżynierskich – dwa mosty i 10 wiaduktów. Wybudowane też zostały dwa węzły drogowe (Kraśnik Północ oraz Kraśnik Południe, gdzie powstało także połączenie drogą krajową nr 74).

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad szukała firmy, która wykona tzw. analizę porealizacyjną dla tych dwóch fragmentów. Urzędnicy wyłonili wykonawcę, którym będzie firma Hydrogeotechnika z Kielce. Umowa opiewać będzie na ponad 300 tysięcy złotych w przypadku jednego fragmentu, a na ponad 200 tys. zł – w przypadku drugiego.

Firma z Kielc jako jedyna stanęła do przetargu. W obu przypadkach GDDKiA musiała dołożyć kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wszystko powinno być gotowe w ciągu 5 miesięcy od podpisania umowy.

Przypomnijmy, że pod koniec maja 2022 roku Lublin i Rzeszów zostały połączone drogą ekspresową. Oddany do użytku został wówczas 20-kilometrowy odcinek S19 między Niedrzwicą Dużą a Kraśnikiem. Dzięki temu kierowcy mogli skorzystać z całej drogi ekspresowej na trasie Lublin – Rzeszów. Po oddaniu ostatniego odcinka S19 na trasie łączącej stolice województwa lubelskiego i podkarpackiego, mieszkańcy Rzeszowa uzyskali połączenie drogami ekspresowymi z Warszawą, a kierowcy z Lubelszczyzny ekspresowo mogą dotrzeć do autostrady A4.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/lubelskie-wiemy-kto-wykona-wazna-analize-ws-s19–91597.html

Rzeczpospolita

 1. Rosja zawiesza handel dolarami i euro. Sankcje biją mocniej w rosyjską gospodarkę

Publikacja: 13.06.2024 09:33

Nowe amerykańskie sankcje wymusiły natychmiastowe zawieszenie handlu dolarami i euro na giełdzie w Moskwie. Amerykanie przedstawili w środę szeroki pakiet dodatkowych sankcji mających uderzyć w „gospodarkę wojenną” Rosji.

Giełda i bank centralny pospiesznie wydały w tej sprawie oświadczenia w środę – dzień wolny od pracy w Rosji – w ciągu godziny od ogłoszenia przez Waszyngton nowej rundy sankcji mających na celu odcięcie przepływu pieniędzy i towarów mogących finansować wojnę Rosji na Ukrainie – informuje Reuters.

„Z powodu wprowadzenia przez Stany Zjednoczone środków ograniczających wobec Moskiewskiej Giełdy (MOEX), handel giełdowy i rozliczenia instrumentów dostarczalnych w dolarach amerykańskich i euro zostają zawieszone” – poinformował bank centralny. Oznacza, że banki, firmy i inwestorzy nie będą już mogli handlować żadną z walut za pośrednictwem centralnej giełdy, która oferuje korzyści pod względem płynności, rozliczeń i nadzoru.

Zamiast tego będą musieli handlować pozagiełdowo (OTC), gdzie transakcje są zawierane bezpośrednio między dwiema stronami. Bank centralny powiedział, że będzie korzystał z danych OTC w celu ustalenia oficjalnych kursów wymiany.

Wielu Rosjan trzyma część swoich oszczędności w dolarach lub euro, mając na uwadze okresowe kryzysy w ostatnich dekadach, kiedy rubel stracił na wartości. Bank centralny zapewnił obywateli, że te depozyty są bezpieczne. „Firmy i osoby fizyczne mogą nadal kupować i sprzedawać dolary amerykańskie i euro za pośrednictwem rosyjskich banków. Wszystkie środki w dolarach amerykańskich i euro na rachunkach i depozytach obywateli i firm pozostają bezpieczne” — poinformował bank centralny.

„Nie obchodzi nas to, mamy juana”
Anonimowa osoba z dużego, nieobjętego sankcjami rosyjskiego eksportera towarów powiedziała agencji Reuters: „Nie obchodzi nas to, mamy juana. Zdobycie dolarów i euro w Rosji jest praktycznie niemożliwe”.

Wraz z dążeniem Moskwy do zacieśnienia stosunków handlowych i politycznych z Pekinem, chiński juan wyparł dolara, stając się najczęściej wymienianą walutą MOEX, stanowiąc 53,6 proc. wszystkich wymienianych walut obcych w maju — informuje Reuters.

Według danych LSEG wolumen obrotu dolar-rubel na MOEX wynosi zwykle około 1 miliarda rubli (11 milionów dolarów) dziennie, podczas gdy obrót euro-rubel oscyluje wokół 300 milionów rubli dziennie. W przypadku obrotu juan-rubel dzienne wolumeny regularnie przekraczają obecnie 8 miliardów rubli.

Nowe amerykańskie sankcje gospodarcze mocno uderzają w rosyjską gospodarkę
Amerykanie przedstawili w środę szeroki pakiet dodatkowych sankcji mających uderzyć w „gospodarkę wojenną” Rosji i odciąć ją od dostaw kluczowych materiałów i usług, m.in. z Chin. Rosjanie zostaną odcięci też od amerykańskich usług IT.

Departament Skarbu USA poinformował,że działania podjęte w przeddzień szczytu G7 we Włoszech mają na celu znaczące zwiększenie ryzyka sankcji wtórnych dla podmiotów prowadzących interesy z rosyjskimi bankami, przemysłem zbrojeniowym i innymi kluczowymi sektorami gospodarki. Dotyczy to również Chin, pełniących główną rolę w omijaniu dotychczasowych restrykcji.

https://www.rp.pl/gospodarka/art40619321-rosja-zawiesza-handel-dolarami-i-euro-sankcje-bija-mocniej-w-rosyjska-gospodarke

 2. Wiceminister klimatu: Jest już trzeci wniosek operatora systemu kaucyjnego

Publikacja: 13.06.2024 10:07

Trzeci wniosek o zezwolenie na utworzenie operatora systemu kaucyjnego, początek konsultacji międzyresortowych oraz rezygnację z opakowań po kefirach i mleku w systemie kaucyjnym zapowiedziała na konferencji Anita Sowińska, wiceminister klimatu.

– Kaucja staje się faktem, przechodzimy do kolejnego etapu, jakim jest procedowanie przez radę ministrów, mamy nadzieję, ze to nastąpi najpóźniej w lipcu. Potrzebujemy tego czasu w tym procesie legislacji, bo ustawa wymaga notyfikacji unijnej – mówiła minister Sowińska na konferencji Anita Sowińska, wiceminister klimatu i środowiska w czwartek rano. – W tej chwili trwają konsultacje międzyresortowe, dziś będę rozmawiać z ministrem finansów, w przyszłym tygodniu będzie spotkanie w KPRM, wczoraj mieliśmy bardzo merytoryczne i owocne spotkanie z ministrem rolnictwa Czesławem Siekierskim – mówiła.

Jest wniosek trzeciego operatora. „Duży gracz”
Poinformowała, że obecnie już dwóch operatorów działa z zezwoleniem ministerstwa, a w czerwcu trafił do resortu wniosek ze strony trzeciej spółki, „dużego gracza”, jak to ujęła minister.

Konferencja została zorganizowana prawdopodobnie, by podsumować ustalenia konsultacji społecznych. – Mieliśmy bardzo dużo interesariuszy, reprezentowali środowisko wytwórców, sklepów, operatorów, samorządów, zadaniem MKIŚ było znalezienie konsensusu w sprawach sprzecznych interesów i przy uwzględnieniu celu nadrzędnego, czyli społecznego i środowiskowego – mówiła Sowińska.

Dlaczego opakowania po napojach mlecznych wypadły z systemu kaucyjnego?
Główną zmianą, jaką zakomunikowała, jest, że kefiry, jogurty i inne napoje mleczne nie trafią do systemu kaucyjnego. – Wynikiem konsultacji było przyjęcie ważnego postulatu branży mleczarskiej. Zdecydowaliśmy się po uwzględnieniu wszystkich uwag, by opakowania po mleku i produktach mlecznych wyłączyć z systemu kaucyjnego. Były obawy, prawdopodobnie uzasadnione, że moglibyśmy mieć problemy z utrzymaniem czystości w punktach zbiorki i małych sklepach – mówiła Sowińska.

Minister dodała, że resort nadal zastanawia się nad kształtem ewentualnej organizacji parasolowej i do początku lipca mają coś zaproponować.

System kaucyjny zacznie obowiązywać bez zmian — w styczniu 2025 r. – Dałam słowo, że nie zmienię rozporządzenia o opłacie produktowej, która jest minimalna, to 0,1 zł na kg plastiku lub metalu. To oznacza, ze wytwórcy mogą wejść w system lub nie muszą, jeśli nie będą gotowi. Ale zależy nam, by ten system zadziałał, bo niektórzy operatorzy bardzo intensywnie przygotowują się, i niektóre sklepy, na początek roku. Nie możemy zawieźć ich zaufania – podsumowała Sowińska.

https://www.rp.pl/biznes/art40619421-wiceminister-klimatu-jest-juz-trzeci-wniosek-operatora-systemu-kaucyjnego

 3. James C.F. Huang: Polski biznes musi mocniej promować się na Tajwanie

Publikacja: 13.06.2024 04:30

Projektowanie czipów i ich integracja, zastosowania sztucznej inteligencji – w to tajwańskie firmy mogą inwestować w Polsce – sugeruje James C.F. Huang, szef Taiwan Trade Development Council, tamtejszego odpowiednika PAIH.

Ludzie z Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH) byli w maju na Tajwanie, pan jest teraz w Warszawie. Coś się więc dzieje. Jaki jest cel pana wizyty?
Wasz kraj jest niezwykle ważny w kontekście obecnej globalnej restrukturyzacji przemysłu i łańcuchów dostaw. Jestem tu, aby rozmawiać o wzmocnieniu naszych dwustronnych więzi w zakresie inwestycji, współpracy branżowej i handlowej. To druga część naszej europejskiej trasy. Najpierw pojechaliśmy do Berlina i otworzyliśmy wystawę Tajwanu w Europie. Zorganizowaliśmy tam również forum półprzewodników Tajwan–Europa, w którym uczestniczyły wszyscy główni gracze w branży półprzewodników w Europie.

Co interesującego jest w Polsce dla przedstawiciela biznesu Tajwanu?
Po pierwsze, w ciągu ostatnich trzech lat światowy łańcuch dostaw przechodzi restrukturyzację w związku z napięciami geopolitycznymi, zwłaszcza pomiędzy USA a Chinami. Byliśmy świadkami bardzo dużych bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Wietnamie, Azji Południowo-Wschodniej, Indiach, Meksyku, a także w Europie Środkowo-Wschodniej. W przeszłości tajwańskie inwestycje w tym regionie skupiały się w Czechach, jednak coraz więcej firm jest zainteresowanych zbadaniem możliwości inwestowania w Polsce. Rozumieją, że Polska ma pewne zalety: jest największa w Europie Środkowo-Wschodniej i ma spory rynek wewnętrzny. Wasza strategiczna pozycja w regionie sprawia, że Polska jest dobrym kierunkiem dla naszych firm

Porozmawiajmy o możliwościach biznesowych w Polsce. W jakich sektorach pan je widzi?
Polska jest bardzo dobra w przemyśle samochodowym, także branża kosmetyczna jest jedną z waszych bardzo mocnych stron. Macie obfite zasoby naturalne. Dla tajwańskich firm to dobra możliwość przyjazdu do Europy, poznania wspólnego rynku UE lub stania się częścią europejskich łańcuchów dostaw. Przed 2020 rokiem globalny łańcuch dostaw był spłaszczony, teraz jest pionowy.

Polska jest mocna w produkcji części do samochodów, ale głównie do tych z silnikami spalinowymi, nie elektrycznymi. Transformacja w kierunku elektromobilności to ogromne wyzwanie dla producentów. Czy widzi pan tu możliwość?
W tym zakresie musimy współpracować z głównymi europejskimi producentami. Mają oni fabryki w Polsce, tak jak Volkswagen czy Mercedes. Zabrałem delegację firm z tajwańskiego łańcucha dostaw dla pojazdów elektrycznych, by odwiedziła niemieckich, francuskich i włoskich wytwórców. W ostatnich dwóch tygodniach nawiązaliśmy bardzo bliską współpracę z tymi producentami OEM [dostarczającymi komponenty do różnych koncernów – red.], dzięki czemu możemy współpracować z głównymi firmami motoryzacyjnymi w Niemczech i we Francji. Polskie moce produkcyjne są ważną częścią ich działalności.

Powinniśmy patrzeć w przyszłość zamiast wstecz. Trzeba przyznać, że pojazdy z silnikiem spalinowym nie są mocną stroną Tajwanu, ale elektryczne–- już tak. Jeśli o nie chodzi, znaczenie mają rozwiązania ICT: półprzewodniki, czipy samochodowe, liczy się oprogramowanie. Tajwan jest bardzo dobry w tych obszarach. Po drugie, mamy bardzo dobre rozwiązania ICT. Na naszą tajwańską wystawę w Berlinie zaprosiliśmy ponad 100 firm, aby zaprezentowały swoje najnowsze rozwiązania z zakresu inteligentnej opieki zdrowotnej, inteligentnej mobilności, inteligentnych miast, inteligentnego życia w połączeniu z aplikacjami AI. Mam wielką nadzieję, że w tym obszarze będziemy mogli współpracować z Polską. Na pewno zapyta mnie pan o półprzewodniki…

Jasne, że zapytam. W zeszłym roku przedstawiciele polskiego rządu sugerowali, że może pojawić się inwestycja TSMC [czołowy tajwański producent zaawansowanych układów scalonych – red.]. A w 2022 r. TSMC starało się dotrzeć do młodych talentów na Politechnice Wrocławskiej. Raczej nie robili tego dla zabawy. To część ich planu. Jaki zatem jest ten plan?
Nie mogę wypowiadać się w imieniu TSMC. Firmy TSMC i ESMC wysłały wczoraj kadrę kierowniczą wysokiego szczebla z wystąpieniami na naszym forum poświęconym półprzewodnikom [w Berlinie – red.]. W forum uczestniczyli też główni partnerzy TSMC w Niemczech, jak np. Infineon, producent materiałów półprzewodnikowych.

Tu wyjaśnienie: w ciągu ostatnich dwóch, trzech lat prawie każdy kraj wysyła na Tajwan delegację z prośbą, aby TSMC rozpoczęło u niego produkcję, ale to nie jest realistyczne. Produkcja półprzewodników to technologia na najwyższym poziomie (mówimy o technice 2 nanometrów), więc nierealistyczne jest jej prowadzenie w dowolnym kraju.

Ale w Japonii?
Dlaczego możliwe jest to Japonii [rejon Kumamoto – red.] i w Phoenix w Arizonie, w USA? Ponieważ Japonia ma już dojrzały ekosystem półprzewodników. Choć nie są tak dobrzy jak Tajwan, ale wiele firm technologicznych już tam działa, jest też Sony. W Phoenix znajduje się wiele firm zajmujących się półprzewodnikami, np. Intel. Istnieje już więc ekosystem dla łańcucha dostaw półprzewodników.

Natomiast w przypadku innych krajów możliwości byłyby widoczne zarówno w tzw. upstreamie, jak i downstreamie. Downstream w tej branży to „pakowanie” półprzewodników [integracja komponentów wyprodukowanych gdzie indziej – red.]. Dlatego Intel ogłosił w ub.r., że inwestuje w Polsce 7,2 mld dol. Upstream z kolei to projektowanie układów scalonych. Do tego nie potrzeba obiektów, nie potrzeba maszyn za wiele miliardów dolarów. Wszystko, czego potrzeba, to talenty, ludzie do projektowania układów scalonych. Firmy takie jak MediaTek, Qualcomm, AMD, Nvidia, wszystkie są domami projektowymi układów scalonych. Nie produkują chipów, zlecają ich produkcję TSMC. Do produkcji trzeba mieć ekosystem taki jak w Phoenix w USA. Dlatego bardziej realistyczne byłoby, gdyby taki kraj jak Polska wszedł w upstream i downstream.

Łatwiej od tego zacząć.
Dlatego na Tajwanie zainicjowaliśmy program szkolenia talentów. Począwszy od marca tego roku, europejscy studenci – głównie z Niemiec, Polski i Czech – wyjeżdżają na Tajwan. Pierwszy projekt zainicjował National Taiwan University. Sześć tajwańskich uniwersytetów utworzyło już instytuty półprzewodników. Europejscy studenci będą przyjeżdżać na Tajwan na studia, a po semestrze idą do TSMC na może trzy- lub sześciomiesięczny staż.

A potem są zatrudniani przez TSMC?
Na całym świecie brakuje talentów. Nawet fabryka TSMC w Dreźnie, która zacznie produkować chipy w 2027 r., potrzebuje wielu talentów: inżynierów, naukowców. Myślę jednak, że program szkoleniowy koncentruje się nie tylko na produkcji, ale także na projektowaniu układów scalonych.

W jakich jeszcze branżach widzi pan możliwość inwestycji?
W tej chwili nasze inwestycje w łańcuch dostaw w Europie skupiają się głównie w Czechach (głównie przemysł elektroniczny), są też pewne inwestycje na Węgrzech. W przeszłości firmy produkowały głównie w Chinach. Z powodu wojny handlowej USA–Chiny przedsiębiorcy wycofują się z Chin. Byli już w Wietnamie, Tajlandii, Malezji i Indiach. Teraz mówimy o tzw. odpornym łańcuchu dostaw i rodzimych łańcuchach dostaw. Zatem firmy EMS [produkują elektronikę na zlecenie innych – red.] są proszone przez swoich klientów o wejście do Meksyku, Wietnamu i Europy Środkowo-Wschodniej. Polska ma więc szansa na ich przyciągnięcie.

Co nasz kraj powinien robić, żeby ich przyciągnąć?
Aktywniej promować się za granicą. To nie tylko firmy typu EMS. Weszliśmy już w erę sztucznej inteligencji, a Tajwan jest prawdopodobnie najważniejszym krajem na świecie pod względem AI.

AI to dla nas w Polsce gorący temat. Wywiad ten zostanie spisany przez sztuczną inteligencję. A jaka jest szansa na współpracę w sektorze czystej energii? Polska prowadzi transformację energetyczną.
Muszę przyznać, że nie jesteśmy zbyt dobrzy w dużych projektach transformacji ku zielonej energii. Jeśli jednak mówisz o zastosowaniach i rozwiązaniach w tym zakresie, jesteśmy w tym bardzo dobrzy – we wszelkiego rodzaju rozwiązaniach w zakresie zielonej energii oraz energii odnawialnej i recyklingu. Moja organizacja na Tajwanie co roku organizuje 26 dużych międzynarodowych wystaw. Jedną z nich jest Energy Taiwan. Koncentrujemy się na zielonych rozwiązaniach oraz energii odnawialnej i gospodarce o obiegu zamkniętym. Na przykład na naszej tajwańskiej wystawie w Berlinie zaprezentowaliśmy mobilną stację ładowania pojazdów elektrycznych. Właściciele pojazdów elektrycznych muszą albo mieć stację ładowania w domu, albo szukać publicznych stacji ładowania.

To problem także w Polsce.
Mamy mobilne stacje ładowania. Jeśli nie masz pewności, czy uda ci się znaleźć stację ładowania, a bateria traci moc, można po prostu skorzystać z aplikacji, a mobilna stacja ładowania sama do ciebie przyjdzie.

Jakie są nowe inwestycje tajwańskie w Polsce?
Firma spożywcza Qimei, dobrze znana na Tajwanie, inwestuje w Polsce, współpracując ze swoim polskim partnerem [tworzy spółkę joint venture z SuperDrobem z Łodzi – red.]. Swoje inwestycje zwiększa inna tajwańska firma elektroniczna o nazwie Compal [produkuje sprzęt elektroniczny – red.].

A widzi pan na Tajwanie szanse dla polskich eksporterów?
Sprowadzamy z Polski samochody, głównie oczywiście marek europejskich produkowanych w Polsce. Musimy ze sobą więcej rozmawiać. I trzeba bardzie promować Polskę na Tajwanie. Każdy kraj przywiązuje dużą wagę do sztucznej inteligencji. To obszar, w którym można współpracować z tajwańskimi firmami. W zeszłym tygodniu szefowie wielkich firm technologicznych ze świata byli na Tajwanie i brali udział w targach Computex, prezentując najnowsze produkty i usługi. To zatem coś, w czym możemy współpracować.

Czy Tajwan wesprze odbudowę Ukrainy? Widzi pan tu szanse współpracy z Polską?
To jeden z celów mojej wizyty w Polsce – zrozumieć sytuację w tej części świata i to, jak możemy pomóc zarówno Polsce, jak i Ukrainie. Myślę, że Tajwan z radością zaoferuje pomoc. W zeszłym miesiącu zaprosiliśmy na Tajwan 12 ukraińskich agencji i firm, aby ze 150 tajwańskimi firmami porozmawiały o współpracy na rzecz odbudowy, głównie w zakresie energii i towarów konsumpcyjnych.

Dokąd jedzie pan z Warszawy?
Wracam na Tajwan.

Tylko Berlin i Warszawa? Nasz kraj musi być dla was bardzo ważny.
I dlatego przyjechaliśmy do Polski z delegacją 19 mediów: gazet, magazynów, stacji telewizyjnych. To dobra okazja dla mieszkańców Tajwanu i naszego biznesu, aby zobaczyć relacje z pierwszej ręki. I lepiej poznać Polskę.

https://www.rp.pl/gospodarka/art40616431-james-c-f-huang-polski-biznes-musi-mocniej-promowac-sie-na-tajwanie

 4. Zwolnienia grupowe to ostateczność

Publikacja: 13.06.2024 04:30

Zamiast redukcji etatów warto rozważyć scenariusze, które nie prowadzą do utraty doświadczonych pracowników. Gdy zwolnienia grupowe okażą się konieczne, proces należy przeprowadzić w sposób zgodny z prawem, odpowiedzialny i etyczny.

W mediach rośnie liczba informacji o zwolnieniach przeprowadzanych w przedsiębiorstwach. Dla firm redukcja etatów to ostateczny krok, który – jeśli okaże się niezbędny – musi zostać przeprowadzony zgodnie z przepisami prawa pracy i uwzględnieniem perspektywy indywidualnej każdego zwalnianego pracownika. Pomaga w tym przygotowanie dokładnego harmonogramu działań i kultura offboardingu, której nie wszyscy pracodawcy poświęcają wystarczająco dużo uwagi, skupiając się zwykle na pozyskaniu talentów i ich właściwym przyjęciu w firmie. W obszarze zarządzania zasobami ludzkimi warto jednak być przygotowanym nie tylko na najlepsze, ale również najgorsze scenariusze.

Rosnące koszty zatrudniania pracowników, wzrost cen energii elektrycznej, wysoka inflacja i spowolnienie gospodarcze to jedynie kilka powodów coraz większych problemów finansowych wielu firm w naszym kraju. Na obecną sytuację rynkową nakładają się również procesy reorganizacyjne przedsiębiorstw, związane m.in. z wprowadzaną automatyzacją pracy i transformacją biznesową. W związku z tym niektóre organizacje rozważają zmniejszenie zatrudnienia lub w skrajnych przypadkach – zwolnienia grupowe, upatrując w tym szansę poprawy kondycji finansowej.

Sytuacja na rynku pracy
Obecnie można zauważyć dwa trendy będące przyczyną nierównowagi rynkowej. Po pierwsze, część firm analizuje możliwość opuszczenia Polski np. w poszukiwaniu niższych kosztów energii i zatrudnienia pracowników. Po drugie, po pandemii i pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę widać tendencję do skracania łańcuchów dostaw i lokowania inwestycji w miejscach postrzeganych przez biznes jako bezpieczniejsze. Choć również w tym czasie wiele firm prowadzi aktywne rekrutacje, próbując zapełnić wolne wakaty.

Równocześnie zainteresowanie mediów rynkiem pracy w danym regionie powoduje chęć pozyskania informacji na temat zwolnień grupowych z lokalnych urzędów pracy. Tymczasem zgłaszany przez pracodawców zamiar redukcji zatrudnienia wskazuje jej estymowany poziom, który w procesie komunikacji z pracownikami oraz w efekcie podjętych przez pracodawcę działań outplacementowych okazuje się dużo niższy po zakończeniu całego procesu reorganizacji. W rezultacie wielkość zwolnień grupowych, poza pandemicznym rokiem 2020, utrzymuje się w ostatnich latach na poziomie nieprzekraczającym ok. 30 tys. osób rocznie i ma tendencję spadkową.

Zjawiska nie należy jednak bagatelizować. Utrata pracy jest osobiście trudnym przeżyciem dla pracowników dotkniętych zwolnieniami, ale i wyzwaniem dla pracodawców, którzy nie zawsze są odpowiednio przygotowani, często brakuje im kompetencji i doświadczenia w realizacji takiego procesu. Dodatkowo jeśli reorganizacja przeprowadzana jest w zakładzie pracy ulokowanym w mniejszej miejscowości, ma ona duży negatywny wpływ na lokalną społeczność, bowiem pracę nierzadko tracą całe rodziny.

Wyprzedzające rozwiązania
W obliczu kłopotów finansowych przedsiębiorcy często w pierwszej kolejności sięgają po zmniejszenie liczby etatów. Jednak przed podjęciem decyzji o redukcji miejsc pracy warto rozważyć alternatywne scenariusze, które nie prowadzą do całkowitej utraty doświadczonych pracowników.

Zamiast zmniejszać liczbę etatów, można zastanowić się nad powierzeniem grupie pracowników innej pracy, np. w innej jednostce pracodawcy, zmienić warunki zatrudnienia, np. poprzez obniżkę wysokości płac (odbierając lub zmniejszając premię lub dodatki) albo przez obniżenie wymiaru czasu pracy.

Pomocne w poradzeniu sobie z przejściowymi trudnościami pracodawcy może być także wprowadzanie dłuższych okresów rozliczeniowych. Pozwala to pracodawcy na większą elastyczność przy ustalaniu rozkładu czasu pracy zatrudnionych osób, a w szczególności na dostosowanie obecności pracowników do potrzeb zakładu pracy w danym okresie. Powinno to pomóc również zmniejszyć liczbę nadgodzin, które pracodawca jest zobowiązany rozliczyć.

W przypadku przestojów i mniejszego zapotrzebowania na pracę warto także zachęcić pracowników do wykorzystania zaległych urlopów. Dodatkowo można rozważyć programy przekwalifikowania do pracy w innej jednostce organizacyjnej (zakładzie) wewnątrz organizacji, co może oznaczać szkolenie pracowników do wykonywania nowych zadań lub umożliwienie im podjęcia innych potrzebnych w firmie funkcji.

Redukcje w zgodzie z prawem
Jeżeli zwolnienia – w szczególności grupowe – okażą się konieczne, pracodawca musi zadbać o to, aby proces przeprowadzić w sposób zgodny z prawem, odpowiedzialny i etyczny, z pełną świadomością skutków zarówno dla pracowników, całej organizacji, jak i dla lokalnej społeczności.

Proces wymaga od pracodawcy przeanalizowania, czy zaplanowana reorganizacja będzie się kwalifikowała jako zwolnienia grupowe. Aby zweryfikować, czy przekroczone zostaną progi ustawowe, trzeba m.in. sprawdzić, ilu pracowników zatrudnia pracodawca (czy więcej niż 20), czy przyczyny zwolnień leżą po stronie zakładu pracy (np. likwidacja zakładu pracy, bankructwo firmy), w jakim okresie będą realizowane redukcje zatrudnienia, a także ilu w sumie pracowników zostanie zwolnionych.

Z uwagi na sformalizowanie procesu reorganizacji zatrudnienia niezbędne będzie opracowanie szczegółowego harmonogramu planowanych działań, który w oparciu o konkretne okoliczności sprawy może obejmować:

– zawiadomienie związków zawodowych lub – w razie, gdy ich nie ma – przedstawicieli pracowników o przyczynach zwolnień i proponowanym sposobie ich przeprowadzenia,

– zawiadomienie powiatowego urzędu pracy o zamiarze zwolnień grupowych,

– przeprowadzenie konsultacji z zakładowymi organizacjami związkowymi (lub przedstawicielami pracowników),

– zawarcie ze związkami zawodowymi porozumienia lub ustalenie przez pracodawcę w regulaminie zasad postępowania wobec pracowników, których obejmą zwolnienia grupowe,

– zawiadomienie powiatowego urzędu pracy o porozumieniu lub regulaminie określającym sposób przeprowadzania zwolnień grupowych.

Dodatkowo pracodawca w ramach planowania reorganizacji będzie musiał odpowiedzieć na szereg zagadnień praktycznych odnośnie m.in. tego:

– czy reorganizacja będzie dotyczyła całych działów, czy poszczególnych stanowisk,

– jakie kryteria doboru zastosować przy wyborze pracowników, którzy zostaną wytypowani do zwolnienia (kryteria muszą być obiektywne, np. kwalifikacje i umiejętności, staż, dyspozycyjność),

– czy dane osoby nie są objęte szczególną ochroną (np. pracownicy w wieku przedemerytalnym, kobiety w ciąży, członkowie zarządu związku zawodowego).

Niezbędne będzie ustalenie również wysokości odpraw przysługujących pracownikom zgodnie z ustawą w zależności od stażu pracy.

Niezbędna komunikacja
Oprócz kwestii formalno-prawnych ogromne znaczenie w realizacji procesu zwolnień grupowych ma jasna i uczciwa komunikacja na temat planowanych zmian skierowana do różnych interesariuszy. To jeden z najważniejszych elementów procesu zwolnień grupowych.

Zanim rozpocznie się proces redukcji zatrudnienia, ważne jest, aby zarządzający wyjaśnili powody podejmowanej decyzji. Pracownicy zasługują na wyjaśnienie, dlaczego dochodzi do zwolnień i jakie będą skutki tych zmian.

Kluczowe zadania w zakresie komunikacji to:

– przygotowanie strategii komunikacji, uwzględniającej wymogi prawa pracy i ochronę danych osobowych,

– przygotowanie harmonogramu i sposobów komunikacji (sformułowanie jasnych i zrozumiałych dla pracowników informacji, określenie odpowiednich etapów, ustalenie miejsca spotkań, metody dostępu do materiałów informacyjnych),

– analiza grup docelowych (pracownicy, ale także instytucje, np. PIP, związki zawodowe, media, kontrahenci/dostawcy/odbiorcy) oraz środków komunikowania – częstą praktyką jest wprowadzenie internetowego anonimowego formularza kontaktowego dla pracowników.

Niezwykle istotne jest przygotowanie menedżerów do procesu zwolnień grupowych, np. poprzez zaprojektowanie dla nich sesji pytań i odpowiedzi, specjalistyczne szkolenia z prowadzenia spotkań komunikacyjnych, szkolenia z zarządzania stresem i konfliktami.

Zdaniem autorki
Daria Wojtczak-Stec – radczyni prawna, Kancelaria EY Law

W przypadku outplacementu firmy korzystają najczęściej z pomocy wyspecjalizowanych firm, które pomagają pracownikom w poszukiwaniu nowego zatrudnienia lub w procesie doszkalania lub przekwalifikowania. Dobrym rozwiązaniem dla pracodawcy jest także współpraca z lokalnymi urzędami pracy i skorzystanie z programów wsparcia, a nawet skierowanie zapytań do innych przedsiębiorców o zatrudnienie zwalnianych pracowników.

Regiony, w których planowane są zwolnienia, otrzymają według założeń rządowych 50 mln zł wsparcia z Funduszu Pracy. Środki te mogą być przeznaczane m.in. na pośrednictwo pracy i pośrednictwo zawodowe, refundację kosztów wyposażenia stanowiska pracy, rozpoczęcie działalności gospodarczej, uzupełnianie kwalifikacji czy tworzenie nowych miejsc pracy.

Zdaniem autorki
Wioletta Marciniak-Mierzwa – starsza menedżerka w zespole People Consulting, EY Polska

Proces zwolnień grupowych powinien przebiegać z szacunkiem i dbałością o godność zwalnianych osób. Poszanowanie dla pracowników, którzy muszą opuścić organizację, pomaga im zminimalizować stres i lęk, które zwykle towarzyszą takiej sytuacji. Dlatego najlepiej pracowników informować o zmianach osobiście. Jeżeli w firmie nie ma wystarczającej liczby osób, które mogłyby się tym zająć, można rozważyć współpracę z firmą zewnętrzną.

Warto zastanowić się, jakiej pomocy można udzielić pracownikom w tym procesie. Najlepszą praktyką rynkową jest outplacement, czyli kompleksowe wsparcie dla zwalnianych pracowników i pomoc w odnalezieniu się na rynku pracy. Ważne bowiem jest nie tylko przestrzeganie obowiązujących procedur prawa, ale również zrozumienie i wsparcie udzielane tym, którzy muszą zmierzyć się z utratą pracy. A takie podejście ma z pewnością ogromny wpływ na budowanie pozytywnego wizerunku firmy i jej dalszy rozwój.

https://www.rp.pl/prawo-pracy/art40590161-zwolnienia-grupowe-to-ostatecznosc

Gazeta Prawna

 1. Klimczak: Planujemy zmienić przepisy drogowe. Możliwe odbieranie prawa jazdy

oprac. Katarzyna Broda | dzisiaj, 11:46

Należy rozszerzyć przepis dotyczący odbierania na trzy miesiące prawa jazdy kierowcom, którzy przekroczą dozwoloną prędkość o 50 km/h na drogach poza obszarem zabudowanym – powiedział minister infrastruktury Dariusz Klimczak. Na pytanie dotyczące likwidacji kursów umożliwiających redukcję punktów karnych, Klimczak odpowiedział, że działania nie będą „tak radykalne”.

Dariusz Klimczak powiedział w TVP Info, że „powstała uchwała, która wskazuje, że należy rozszerzyć przepis dotyczący odbierania na trzy miesiące prawa jazdy, wszystkim tym kierowcom, którzy przekroczą dozwoloną prędkość o 50 km/h na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych, poza obszarem zabudowanym”. „Dlaczego właśnie na tych drogach? 90 proc. ofiar śmiertelnych właśnie na tych drogach ma miejsce” – dodał.

Klimczak o komunikacie dla kierowców przed wakacjami
Minister jednocześnie wyraził zdziwienie, że takiego przepisu nie wprowadzono wcześniej, skoro 90 proc. wypadków ma miejsce właśnie na drogach tego typu. Dodał także, że nie jest jeszcze znana data wprowadzania przepisu, ponieważ obecnie analizie legislacyjnej poddawana jest rekomendacja Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Zaznaczył jednak, że ważne jest szybkie działanie, zwłaszcza w związku z nadchodzącymi wakacjami.

„Ważne jest to, żeby popłynął jasny komunikat do kierowców, szczególnie teraz przed wakacjami, kiedy intensywnie będziemy podróżować – noga z gazu, bo 90 proc. wypadków śmiertelnych właśnie zdarza się na tego typu drogach” – podkreślił Klimczak.

Klimczak o przepisach do zmiany
Podczas programu minister Klimczak zapowiedział, że przepisy ruchu drogowego dalej będą analizowane pod kątem wymaganych zmian.

„Wspólnie z policją, wspólnie z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, innymi instytucjami, które się specjalizują w bezpieczeństwie ruchu drogowego, analizujemy szereg przepisów, które trzeba udoskonalić, poprawić, sprawić żeby były życiowe. Między innymi uważam że musimy wziąć się za redukcję punktów karnych” – wskazał.

Klimczak o redukcji punktów karnych
Na pytanie dotyczące likwidacji kursów umożliwiających redukcję punktów karnych, Klimczak odpowiedział, że działania nie będą „tak radykalne”, natomiast zaznaczył, że „jeżeli ktoś przekracza prędkość, szczególnie radykalnie, albo wyprzedza na podwójnej ciągłej, albo wyprzedza co gorsza na przejściu dla pieszych – nie ma mowy o tym, żeby za te wykroczenia redukować punkty. Myślimy także o rozszerzeniu jeszcze w innych obszarach, natomiast (…) musimy mieć badania, analizy, że to przynosi skutek”.

Klimczak o przebudowie autostrady A2
Zapytany o przebudowę i poszerzenie o 3 pas autostrady A2 na odcinku Warszawa-Łódź, nazwany przez prowadzącego „odcinkiem śmierci”, minister Klimczak zapowiedział, że w przyszłym roku ma być ogłoszony przetarg.

„O ile mnie pamięć nie myli, w przyszłym roku będzie ogłoszone postępowanie przetargowe. Także zastanawiamy się nad innymi rozwiązaniami dotyczącymi nowych technologii jak sprawić, żeby ten ruch był płynny” – stwierdził.

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9526203,klimczak-planujemy-zmienic-przepisy-drogowe-mozliwe-odbieranie-prawa.html

 2. Drobiazgowo jak w Niemczech. Duże zmiany w badaniach technicznych i będzie drożej. Za co auto nie przejdzie przeglądu?

Paweł Sikora | dzisiaj, 10:08

Kierowcy w Polsce mogą być niezadowoleni z planowanych zmian dotyczących obowiązkowych przeglądów technicznych pojazdów. Obecnie, około 2 proc. pojazdów w kraju nie przechodzi badań, podczas gdy w Niemczech odsetek ten wynosi około 16 proc. Zmiany, które zapowiedział wiceminister infrastruktury zbliżą wyniki Polski do tych z Niemiec. Przyszłe przeglądy mają obejmować więcej elementów, co może być problematyczne dla wielu właścicieli samochodów – donosi autokult.pl.

Kierowcy muszą przygotować się na nadchodzące zmiany i liczyć się z dodatkowymi kosztami oraz bardziej rygorystycznymi kontrolami technicznymi swoich pojazdów.

Więcej elementów do kontroli na stacji
Od pewnego czasu mówi się o zmianach w systemie obowiązkowych przeglądów technicznych, które mają na celu zwiększenie nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów i podniesienie opłat za badania. Jednak podczas niedawnej konferencji „Stacje Kontroli Pojazdów – 2024” w Zakopanem, Maciej Bożyk z Ministerstwa Infrastruktury ujawnił bardziej szczegółowe plany. Okazuje się, że planowane są zmiany w badaniu systemu eCall, wprowadzenie licznika cząstek stałych oraz rozszerzenie kontroli technicznej o siedem systemów ADAS, w tym TPMS (system monitorowania ciśnienia w oponach).

Kontrola cząstek stałych
Jedną z najważniejszych zmian ma być wprowadzenie kontroli cząstek stałych. Obecnie, wiele samochodów poruszających się po polskich drogach, zwłaszcza tych z silnikami wysokoprężnymi, jest pozbawionych filtra cząstek stałych. Właściciele tych pojazdów często usuwali filtr, aby uniknąć kosztów jego naprawy lub wymiany. Jeśli wprowadzone zostaną nowe przepisy, które będą wymagały kontroli cząstek stałych, setki tysięcy samochodów mogą nie przejść przeglądu technicznego, co zmusi ich właścicieli do kosztownych napraw.

Filtr cząstek stałych (DPF) to element znajdujący się w układach wydechowych silników Diesla, którego zadaniem jest oczyszczanie gazów spalinowych. Szerokie stosowanie DPF rozpoczęło się wraz z wprowadzeniem normy Euro 4, która nałożyła obowiązek montażu tych filtrów w samochodach. Filtr ten charakteryzuje się przestrzenną strukturą, umożliwiającą zatrzymywanie dużych ilości zanieczyszczeń.

Cząstki stałe, składające się między innymi z metali, osadzają się na włóknach lub porowatych ściankach filtra. Aby je spalić, potrzebna jest temperatura około 550°C. Dzięki tej funkcji, DPF znacząco redukuje emisję szkodliwych substancji do atmosfery, przyczyniając się do ochrony środowiska i poprawy jakości powietrza.

Systemy ADAS
Kolejną zmianą będzie kontrola systemów ADAS (Advanced Driver Assistance Systems), które są obecne w nowszych samochodach. Systemy te obejmują m.in. system utrzymywania pojazdu na pasie ruchu, system automatycznego hamowania oraz system ostrzegania o pojazdach w martwym polu. Aby te systemy działały prawidłowo, muszą być odpowiednio skalibrowane, co jest problematyczne w przypadku starszych pojazdów. Wprowadzenie obowiązkowej kalibracji tych systemów podczas przeglądów technicznych może być trudne i kosztowne dla stacji kontroli pojazdów.

Prawdziwa kontrola eCall
Od 2018 roku system eCall jest obowiązkowy w nowych samochodach. Jego zadaniem jest automatyczne wezwanie pomocy po wypadku. Obecne przepisy nakazują diagnostom sprawdzanie tego systemu, ale z powodu braku odpowiednich urządzeń kończy się to jedynie na wizualnym sprawdzeniu obecności przycisku SOS. Nowe zmiany mają na celu wprowadzenie bardziej efektywnej kontroli systemu eCall.

Drobiazgowe kontrole pojazdów jak w Niemczech. Co to oznacza dla kierowców?
Wprowadzenie zapowiedzianych zmian będzie miało dwa główne skutki dla kierowców. Po pierwsze, wiele pojazdów może nie przejść przeglądu technicznego, co zmusi ich właścicieli do napraw przed wizytą na stacji kontroli pojazdów lub sprzedaży samochodów. Po drugie, zmiany te mogą znacznie podnieść koszt obowiązkowych badań technicznych. Stacje kontroli będą musiały zainwestować w nowy sprzęt, a samo badanie będzie trwać dłużej. Skoczy w górę również sama opłata za przegląd.

Członkowie obecnych partii rządzących, jeszcze w poprzedniej kadencji parlamentu wielokrotnie proponowali podniesienie opłat za przeglądy. Teraz, z wprowadzeniem nowych wymogów, powodów do takiego kroku będzie więcej. Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów sugeruje, że akceptowalny poziom opłaty wynosiłby 184 zł za samochód osobowy.

https://prawo.gazetaprawna.pl/prawo-jazdy/artykuly/9526116,drobiazgowo-jak-w-niemczech-duze-zmiany-w-badaniach-technicznych-i-be.html

 3. Elektroniczna forma weksla i przymusowe mediacje. Deregulacja prawa gospodarczego pełna niejasności

Adam Pantak | dzisiaj, 08:12

Z uwag zgłoszonych do projektu deregulacji prawa gospodarczego (nr z wykazu: UA8) wynika, że wiele przedstawionych w nim propozycji budzi poważne wątpliwości.

Na przykład pomysł wprowadzenia elektronicznej formy weksla wywołał zaniepokojenie dyrektora generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. W przesłanym przez niego stanowisku czytamy, że weksel elektroniczny mógłby być łatwo kopiowany. Dodatkowo trudno byłoby ustalić tzw. osobę zobowiązaną. Inaczej ten pomysł ocenia Sąd Najwyższy, który z zadowoleniem przyjmuje propozycję elektronizacji weksla. Zdaniem SN ta inicjatywa doprowadzi do popularyzacji weksli w obrocie gospodarczym.

Inną krytykowaną zmianą jest powrót do – proponowanego już przez poprzedni rząd – pomysłu kierowania przedsiębiorców przez sąd na przymusowe mediacje, jeżeli w pozwie brak informacji o próbie ich podjęcia albo wytłumaczenia, dlaczego tego nie zrobiono. Zdaniem Business Centre Club taki obowiązek wydłuży drogę do rozstrzygnięcia sporu, narazi zainteresowanych na dodatkowe koszty, a ostatecznie i tak nie wpłynie na ugodowe rozwiązywanie sporów.

Okazuje się, że propozycje skrócenia czasu kontroli przedsiębiorców przez organy państwa oraz zmniejszenia ich częstotliwości nie zostały zestawione z obowiązkami wynikającymi z prawa unijnego oraz ze specyfiką poszczególnych branż. Uwagę na ten problem zwrócił prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który uważa, że skrócenie czasu kontroli dokonywanej u mikroprzedsiębiorców z 12 do zaledwie 6 dni nie jest niczym uzasadnione i może doprowadzić do tego, że w przypadku tej grupy przedsiębiorców Inspekcja Handlowa nie będzie mogła prawidłowo weryfikować przestrzegania obowiązujących norm. Zaniepokojenie prezesa UOKiK wzbudził również pomysł ograniczenia liczby kontroli do nie więcej niż jednej raz na pięć lat w firmach przypisanych do tzw. niskiej kategorii ryzyka. Prezes UOKiK przypomniał, że organy nadzoru muszą reagować na bieżące zgłoszenia nieprawidłowości oraz przeprowadzać częstsze kontrole, do których zobowiązuje je prawo unijne.

O nieskracanie czasu przewidzianego na kontrolę mikroprzedsiębiorców zaapelował również prezes Urzędu Transportu Kolejowego (UTK), który wskazał na to, że w przypadku niewielkich podmiotów realizujących zadania sektora kolejowego ich skuteczne kontrolowanie może zapobiec tragedii w ruchu pasażerskim. „Najczęściej są to podmioty, które dopiero rozpoczynają swoje funkcjonowanie w branży, często nie posiadając wymaganego doświadczenia oraz wiedzy z zakresu konieczności spełnienia warunków określonych w przepisach z zakresu kolejnictwa. Znaczące ograniczenie wymiaru dni kontroli tej grupy przedsiębiorców finalnie może wpłynąć na obniżenie poziomu bezpieczeństwa transportu kolejowego” – zaznaczył prezes UTK. Również w przypadku kolei prawo UE nakazuje kontrolę co najmniej raz na rok.©℗

Podstawa prawna
Etap legislacyjny

Projekt po opiniowaniu i konsultacjach publicznych

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/9525740,elektroniczna-forma-weksla-i-przymusowe-mediacje-deregulacja-prawa-go.html

 4. Więcej firm skorzysta ze zwolnienia od podatku akcyzowego

Mariusz Szulc | dzisiaj, 98 minut temu

Większa ilość przedsiębiorców spełni definicję zakładu energochłonnnego i w konsekwencji skorzysta z przewidzianego dla nich zwolnienia od podatku akcyzowego. Takiego prawa nie będą jednak mieli jeśli równolegle korzystają z innego zwolnienia ustawowego.

Takie wnioski płyną z najnowszego wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE wydanego w polskiej sprawie.

Dotyczył on spółki akcyjnej, która skorzystała już ze zwolnienia podatkowego dla energii elektrycznej wykorzystywanej w procesach elektrolitycznych (art. 30 ust. 7a pkt 2 ustawy o podatku akcyzowym). Uważała, że mimo tego mogłaby również skorzystać z innej preferencji przewidzianej dla zakładów energochłonnych wykorzystujących energię elektryczną. To pozwoliłoby jej odzyskać część podatku zapłaconego od wykorzystanego prądu (art. 31d ust. 1 ustawy). Przypomnijmy, że na potrzeby tego zwolnienia definicję zakładu energochłonnego spełniają podmioty u którego udział kosztów wykorzystanej energii elektrycznej w wartości produkcji sprzedanej w danym roku wynosi ponad 3 proc. Kluczowa jest więc ocena w jaki sposób należy wyliczyć wysokość „kosztów wykorzystanej energii elektrycznej”.

Restrykcyjna wykładnia fiskusa
Naczelnik urzędu skarbowego w Toruniu odmówił spółce zwrotu części zapłaconej akcyzy z dwóch powodów. Pierwszym był fakt, że skorzystała ona już ze zwolnienia o którym mowa w art. 30 ust. 7a pkt 2 ustawy o podatku akcyzowym. Nie może więc korzystać z dwóch zwolnień równocześnie. Niezależnie od tego spółka nieprawidłowo obliczała wysokość „kosztów wykorzystanej energii elektrycznej” – stwierdził naczelnik US. Zdaniem fiskusa w tym celu uwzględniać trzeba wyłącznie cenę wykorzystanej energii, a nie koszty dodatkowe związanych z usługą jej dostarczenia (np. opłaty dystrybucyjnej). Wykładnia fiskusa utrudniałaby więc spełnienie definicji zakładu energochłonnego.

Takie stanowisko podtrzymał również dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy. Zgodził się, że podatnicy którzy znajdą się w podobnej sytuacji mogą korzystać równolegle wyłącznie z jednego zwolnienia akcyzowego. Przyznał również, że dla oceny czy dany podmiot jest zakładem energochłonnym należy wyliczać wyłącznie wysokość kosztów wykorzystanej energii elektrycznej, a więc z wyłączniem VAT do odliczenia czy opłaty dystrybucyjnej lub kosztów świadectw pochodzenia. Takiego zdania był również WSA w Bydgoszczy (wyrok z 16 października 2018 r., sygn. I SA/Bd 550/18). Więcej wątpliwości nabrał dopiero Naczelny Sąd Administracyjny, który zawiesił postępowanie i zadał TSUE dwa pytania prejudycjalne.(postanowienie z 28 grudnia 2022 r., sygn. I GSK 380/19). Sąd kasacyjny zapytał czy podatnicy mogą korzystać z obu wspomnianych zwolnień jednocześnie oraz czy pojęcie kosztów wykorzystanej energii elektrycznej należy rozumieć szeroko (tak jak chciała spółka) czy też wąsko jak sugeruje fiskus.

Obie strony mają trochę racji
Najnowszy wyrok TSUE okazał się salomonowy. Okazało się, że w jednym przypadku rację mają podatnicy, a w drugim fiskus. Unijny trybunał przyznał bowiem rację spółce, że rzeczywistym kosztem nabycia energii elektrycznej są wszystkie koszty związane z jej zakupem, a więc także opłaty dystrybucyjne czy opłaty za świadectwa pochodzenia. Podkreślił, że równie szeroka wykładnia art. 17 ust. 1 unijnej dyrektywy 2003/96 jest zgodna z celem tego przepisu, a więc ze wspieraniem „prawidłowego funkcjonowania rynku wewnętrznego w sektorze energetycznym poprzez unikanie w szczególności zakłóceń konkurencji”. Potwierdza to m.in. wyrok TSUE z 30 stycznia 2020 r., sygn. C-513/18. Fiskus miał jednak rację w drugiej sprawie. Unijny trybunał nie miał wątpliwości, że podatnicy nie mogą korzystać z obu zwolnień akcyzowych jednocześnie. Przypomniał, że z dyrektywy 2003/96 wynika, że państwa członkowskie nie mają obowiązku zwalniania z opodatkowania energii wykorzystanej przez zakłady energochłonne. Odmowa prawa do skorzystania z preferencji w sytuacji, gdy taki zakład korzysta już z innego zwolnienia (np. dotyczącego procesów elektrolitycznych) jest więc zgodna z prawem UE. Zdaniem TSUE dotyczy to nawet sytuacji w której podatnik wykaże że nie korzystałby z obu zwolnień wobec tej samej energii elektrycznej, a ich wysokość nie przekroczyłaby kwoty zapłaconej przez niego akcyzy.

Wyrok TSUE z 13 czerwca 2024 r. (sygn. C-266/23)

https://podatki.gazetaprawna.pl/akcyza/artykuly/9526279,wiecej-firm-skorzysta-ze-zwolnienia-od-podatku-akcyzowego.html

Portal ZP

 1. Materialnoprawna przesłanka odwołania

Agata Hryc-Ląd | Stan prawny na dzień: 13.06.2024

Brak materialnoprawnej przesłanki dopuszczalności odwołania skutkuje jego oddaleniem.

Izba nie może samodzielnie niejako za Wykonawcę ustalać istnienia tego interesu czy możliwości poniesienia szkody. Zwrócił na to wprost uwagę Sąd Okręgowy w Warszawie XXIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy i Zamówień Publicznych w wyroku z 27 marca 2023 r. sygn. akt XXIII Zs 11/23. W efekcie, skoro odwołanie jest niedopuszczalne, to Izba nie może rozpoznać zarzutów merytorycznych odwołania. O dopuszczalności pozostawienia zarzutów odwołania bez rozpoznania w sytuacji braku wystąpienia interesu w uzyskaniu zamówienia przesądził Sąd Okręgowy w Warszawie – Sąd Zamówień Publicznych w wyroku z 15 lutego 2023 r. sygn. akt XXIII Zs 129/22.
Odwołanie, w którym nie wykazano wystąpienia przesłanki materialnoprawnej dopuszczalności odwołania określonej w art. 505 ust. 1 ustawy Pzp, podlega oddaleniu.

Sygnatura

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 23 kwietnia 2024 r. sygn. akt KIO 1144/24

https://www.portalzp.pl/nowosci/materialnoprawna-przeslanka-odwolania-33578.html

 2. Oferta niezgodna z warunkami zamówienia

Agata Hryc-Ląd | Stan prawny na dzień: 12.06.2024

Aby uznać, że oferta jest niezgodna z warunkami zamówienia i odrzucić ofertę na tej podstawie jest zobowiązany przeprowadzić szczegółową analizę, w której dokona porównania złożonej oferty oraz określonych warunków zamówienia, stanowiących merytoryczne postanowienia oświadczeń woli zamawiającego i wykonawcy.

W myśl art. 7 pkt 29 ustawy Pzp, przez warunki zamówienia należy rozumieć warunki, które dotyczą zamówienia lub postępowania o udzielenie zamówienia, wynikające w szczególności z opisu przedmiotu zamówienia, wymagań związanych z realizacją zamówienia, kryteriów oceny ofert, wymagań proceduralnych lub projektowanych postanowień umowy w sprawie zamówienia publicznego.

Jednocześnie treść SWZ jest wiążąca dla wszystkich uczestników postępowania przetargowego, a literalne i ścisłe jej egzekwowanie jest jedną z podstawowych gwarancji, realizacji zasady uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców. Zamawiający, na etapie oceny ofert, nie jest uprawniony do zmiany treści SWZ warunków zamówienia czy nadawania jego zapisom innego znaczenia niż wynikające z ich oczywistego brzmienia. Postanowienia SWZ są dla niego wiążące i wyłącznie na ich podstawie może on oceniać treść złożonych ofert.

Odrzucenie oferty, na podstawie art. 226 ust. 1 pkt 5 ustawy Pzp, może nastąpić wyłącznie wtedy, gdy Zamawiający jest w stanie wykazać, że oferta złożona przez wykonawcę jest niezgodna z konkretnymi postanowieniami dokumentacji zamówienia, istniejącej na dzień upływu terminu składania ofert. Zamawiający, aby odrzucić ofertę na tej podstawie jest zobowiązany przeprowadzić szczegółową analizę, w której dokonana porównania złożonej oferty oraz określonych warunków zamówienia, które stanowią merytoryczne postanowienia oświadczeń woli odpowiednio:

Zamawiającego, który w Opisie Przedmiotu Zamówienia precyzuje, jakiego świadczenia oczekuje po zawarciu umowy
Wykonawcy, który zobowiązuje się do wykonania tego świadczenia w razie wyboru złożonej przez niego oferty jako najkorzystniejszej.
Podkreślenia wymaga, iż niezgodność treści oferty z warunkami zamówienia jest wówczas, gdy treść złożonej oferty nie odpowiada wymaganiom Zamawiającego zawartym w SWZ. Istotnym jest, że niezgodność oferty z warunkami zamówienia musi po pierwsze być oczywista i niewątpliwa, czyli Zamawiający musi mieć pewność co do niezgodności oferty z jego oczekiwaniami, przy założeniu, że postanowienia SWZ są jasne i klarowne (por. wyrok z 22 września 2020 roku, sygn. akt: KIO 1864/20; wyrok z 20 stycznia 2020 roku, sygn. akt: KIO 69/20). Po drugie, odrzucenie oferty nie może nastąpić z błahych, czysto formalnych powodów nie wpływających na treść złożonej oferty, jak również, gdy Zamawiający ma możliwość poprawienia błędów jakie zawiera oferta. (tak wyrok z 13 lutego 2024 r., sygn. akt: KIO 199/24).

Sygnatura

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 9 maja 2024 r. sygn. akt KIO 1267/24

https://www.portalzp.pl/nowosci/oferta-niezgodna-z-warunkami-zamowienia-33574.html

 3. Błąd w obliczeniu ceny

Agata Hryc-Ląd | Stan prawny na dzień: 11.06.2024

Za błąd w obliczeniu ceny uznaje się przyjęcie przez Wykonawcę do wyliczenia ceny niewłaściwej stawki podatku VAT.

Za błąd w obliczeniu ceny należy uznać każdy wadliwy dobór przez Wykonawcę elementów mających wpływ na właściwe obliczenie ceny oferty. Dotyczy to również przyjęcia i zastosowania przez Wykonawcę wadliwej stawki podatku VAT, w przypadku gdy Zamawiający nie określił wysokości stawki tego podatku w SWZ, ale wymagał samodzielnego zastosowania przez Wykonawcę obowiązujących przepisów w tym zakresie. Błąd w obliczeniu ceny to każdy błąd polegający na zastosowaniu nieprawidłowej stawki VAT, niezależnie od tego, czy Wykonawca zastosował stawkę niższą czy też wyższą od prawidłowej. Również zastosowanie dla części produktów stawki wyższej od prawidłowej powoduje, że wystąpił błąd w obliczeniu ceny. Takiego błędu co do zasady nie można poprawić, a jego konsekwencją jest odrzucenie oferty.

Sygnatura

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 24 kwietnia 2024 r. sygn. akt KIO 1092/24

https://www.portalzp.pl/nowosci/blad-w-obliczeniu-ceny-33572.html

 

 

Podatki | Prasówka | 6-12.06.2024

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Prace badawczo-rozwojowe: Jak wybrać sposób rozliczenia wyniku finansowego

Karolina Pawlak | 3 czerwca 2024, 19:00

Pracuję w biurze rachunkowym. Od niedawna prowadzę księgi nowego klienta – spółki kapitałowej. Jest to firma prowadząca prace badawczo-rozwojowe. Obecnie poproszono nas o wskazanie optymalnego sposobu rozliczenia wyniku finansowego. Klienta interesuje wypłata dywidendy, ale słyszał o ograniczeniach w podmiotach prowadzących działalność innowacyjną. Na co należy tu zwrócić uwagę, aby klientowi doradzić prawidłowe rozliczenie wyniku? Czy wypłata dywidendy w spółce prowadzącej na znaczną skalę prace rozwojowe jest zawsze możliwa?

Już od kilku lat, a dokładnie od 2016 r., przepisy prawa handlowego ograniczają możliwość wypłaty dywidendy na rzecz właścicieli jednostki i uzależniają to od tego, czy są w pełni odpisane w koszty nakłady na prace rozwojowe, które zostały wcześniej aktywowane. Warto zapoznać się z art. 191 par. 4 kodeksu spółek handlowych (dalej: k.s.h.) dla spółek z o.o. i z art. 347 par. 4 k.s.h. dla spółek akcyjnych oraz, w konsekwencji – analogicznie dla spółek komandytowych i komandytowo-akcyjnych. Zgodnie z tymi przepisami, w przypadku gdy koszty prac rozwojowych zakwalifikowanych jako aktywa spółki nie zostały całkowicie odpisane, nie można dokonać podziału zysku odpowiadającego równowartości kwoty nieodpisanych kosztów prac rozwojowych, chyba że kwota kapitałów rezerwowych i zapasowych dostępnych do podziału oraz zysków z lat ubiegłych jest co najmniej równa kwocie kosztów nieodpisanych.

Kłopotliwe kwestie
Ta zasada została wprowadzona ustawą z 23 lipca 2015 r. o zmianie ustawy o rachunkowości oraz niektórych innych ustaw jako implementacja art. 12 ust. 11 akapit 3 dyrektywy 2013/34/UE z 26 czerwca 2013 r. w sprawie rocznych sprawozdań finansowych, skonsolidowanych sprawozdań finansowych i powiązanych sprawozdań niektórych rodzajów jednostek zmieniająca dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2006/43/WE oraz uchylająca dyrektywy Rady 78/660/EWG i 83/349/EWG. Ta zasada pozornie wydaje się prostą regulacją. W celu m.in. zabezpieczenia stabilności finansowania działalności spółek wprowadzono ograniczenie polegające na tym, że kapitały zapasowe oraz rezerwowe dostępne do podziału, a także zyski z lat ubiegłych, muszą być w wysokości co najmniej równej kwocie kosztów nieodpisanych. Jeśli nie ‒ to należy część zysku netto zachować w jednostce. Pojawia się jednak pytanie, o jakie koszty nieodpisane chodzi. Przepisy k.s.h. wskazują na wartość kosztów prac rozwojowych, ale nie precyzują, czy są to w ogóle koszty prac rozwojowych, czy tylko koszty prac rozwojowych zakwalifikowanych jako wartości niematerialne i prawne w aktywach bilansu. Nie definiują również, jakiego rodzaju i ponoszone na jakie cele nakłady są traktowane jak koszty prac rozwojowych.

Należy się w tym zakresie odwołać do przepisów innych niż k.s.h. Po pierwsze, ustawa o rachunkowości (dalej: u.r.) wskazuje, że koszty zakończonych prac rozwojowych są ujmowane jako wartości niematerialne i prawne – aktywa trwałe i podlegają zgodnie z art. 33 ust. 3 u.r. amortyzacji (odpisywaniu w koszty okresu albo jako element kosztu wytworzenia innego dobra lub usługi) przez przewidywany okres przynoszenia korzyści ekonomicznych wskazanych jako użyteczności rezultatów prac rozwojowych. Jeśli takiego okresu nie można w sposób wiarygodny ustalić, to amortyzacja jest dokonywana przez okres nie dłuższy niż pięć lat. Jednak aktywa trwałe to niejedyna pozycja bilansowa, gdzie koszty prac rozwojowych mogą zostać aktywowane. Jako wartości niematerialne koszty prac rozwojowych mogą zostać ujęte dopiero wtedy, gdy zostaną zakończone, czyli gdy zostaną spełnione wszystkie warunki wskazane w art. 33 ust. 2 u.r.:

– prace (w związku, z którymi były ponoszone koszty) były prowadzone przez jednostkę na własne potrzeby, zostały poniesione przed podjęciem produkcji lub zastosowaniem technologii,
– produkt lub technologia wytwarzania są ściśle ustalone, a dotyczące ich koszty prac rozwojowych wiarygodnie określone,
– techniczna przydatność produktu lub technologii została stwierdzona i odpowiednio udokumentowana i na tej podstawie jednostka podjęła decyzję o wytwarzaniu tych produktów lub stosowaniu technologii,
– koszty prac rozwojowych zostaną pokryte, według przewidywań, przychodami ze sprzedaży tych produktów lub zastosowania technologii.

Natomiast w sytuacji, gdy któryś z tych warunków jeszcze nie został spełniony, ale kierownictwo jednostki ocenia, że w przyszłości zostanie spełniony, to nie ma przeszkód, aby takie nakłady aktywować w innej pozycji bilansu (oczywiście przy założeniu, że ogólne warunki dla uznania składnika aktywów zostały wypełnione). Praktyka prezentacji w takim zakresie jest różna. Najczęściej nakłady poniesione na prace rozwojowe, zanim zostaną uznane za zakończone (i ten fakt zostanie odpowiednio udokumentowany), są prezentowane jako „Rozliczenia międzyokresowe kosztów”, odpowiednio:

– krótkoterminowe, jeśli przewidywany czas zakończenie prac to najbliższe 12 miesięcy od dnia bilansowego, lub
– długoterminowe, jeśli przewidywany czas przypada później niż 12 miesięcy od dnia bilansowego.

Jednak wtedy bezpośrednio tych nakładów w bilansie nie widać. Są prezentowane pod nazwą „Rozliczenia międzyokresowe” i w zasadzie tylko osoby znające istotę tych nakładów (kierownictwo spółki) są w stanie wskazać, że w przyszłości dalszej lub bliższej zostaną one zaprezentowane jako aktywa trwałe. Sporadycznie nieliczne jednostki prezentują, per analogia do środków trwałych, nakłady na niezakończone jeszcze prace rozwojowe jako „Nakłady na prace rozwojowe w toku” w pozycji „A.I Aktywów trwałych” (odpowiednio tę pozycję opisując).

Z punktu widzenia celu, jakiemu ma służyć wprowadzenie ograniczenia w przeznaczeniu zysku na dywidendy, oraz podkreślając, że zarówno k.s.h. jak i dyrektywa mówią o kosztach prac rozwojowych ujętych jako aktywa, należy stwierdzić, iż wartość wszystkich nakładów na prace rozwojowe niezależnie od tego, w której pozycji bilansu, bezpośrednio czy pośrednio, będą prezentowane, powinna być analizowana z punktu widzenia ograniczenia wynikającego z art. 191 par. 4 i art. 249 par. 4 k.s.h. A więc należy sprawdzić, czy wartość zarówno ujętych jako wartości niematerialne, jak i tych ukrytych w rozliczeniach międzyokresowych kosztów nakładów na prace rozwojowe jest niższa niż wartość łączna kapitałów zapasowych i rezerwowych dostępnych do podziału oraz zysków z lat ubiegłych.

Brak definicji
Ponieważ u.r. nie definiuje ani prac rozwojowych, ani badawczych, w praktyce posiłkujemy się wskazaniami Międzynarodowego Standardu Rachunkowości nr 38 „Wartości niematerialne”, który w par. 52‒59 wskazuje kryteria oceny nakładów, przy czym należy podkreślić, że terminy „prace badawcze” i „prace rozwojowe” na potrzeby MSR nr 38 mają szerokie znaczenie.

Wskazano, po pierwsze, że na etapie prac badawczych prowadzonego przedsięwzięcia jednostka nie jest w stanie udowodnić istnienia składnika wartości niematerialnych, który będzie wytwarzał prawdopodobne przyszłe korzyści ekonomiczne. W związku z tym nakłady zawsze są ujmowane w kosztach w momencie ich poniesienia. Do przykładów prac badawczych zalicza się w świetle par. 56 MSR nr 38:

a) działania zmierzające do zdobycia nowej wiedzy,

b) poszukiwanie, ocenę i końcową selekcję sposobu wykorzystania rezultatów prac badawczych lub wiedzy innego rodzaju,

c) poszukiwanie alternatywnych materiałów, urządzeń, produktów, procesów, systemów lub usług oraz

d) formułowanie, projektowanie, ocenę i końcową selekcję nowych lub udoskonalonych materiałów, urządzeń, produktów, procesów, systemów lub usług.

Z kolei na etapie prac rozwojowych przedsięwzięcia jednostka w niektórych przypadkach może zidentyfikować składnik wartości niematerialnych i udowodnić, że ten składnik będzie wytwarzał prawdopodobne przyszłe korzyści ekonomiczne. Dzieje się tak dlatego, że etap prac rozwojowych jest etapem bardziej zaawansowanym niż prace badawcze. Tu jako przykłady wskazano w par. 59 MSR nr 38:

a) projektowanie, wykonanie i testowanie prototypów i modeli doświadczalnych (przed ich wdrożeniem do produkcji seryjnej lub użytkowania),

b) projektowanie narzędzi, przyrządów do obróbki, form i matryc z wykorzystaniem nowej technologii,

c) projektowanie, wykonanie i funkcjonowanie linii pilotażowej, której wielkość nie umożliwia prowadzenia ekonomicznie uzasadnionej produkcji przeznaczonej na sprzedaż, oraz

d) projektowanie, wykonanie i testowanie wybranych rozwiązań w zakresie nowych lub udoskonalonych materiałów, urządzeń, produktów, procesów, systemów lub usług.

Analogicznie jak w art. 33 ust. 2 u.r. składnik wartości niematerialnych powstały w wyniku prac rozwojowych (lub realizacji etapu prac rozwojowych przedsięwzięcia prowadzonego we własnym zakresie) ujmuje się tylko wtedy, gdy jednostka jest w stanie udowodnić:

a) możliwość, z technicznego punktu widzenia, ukończenia składnika wartości niematerialnych tak, aby nadawał się do użytkowania lub sprzedaży,

b) zamiar ukończenia składnika wartości niematerialnych oraz jego użytkowania lub sprzedaży,

c) zdolność do użytkowania lub sprzedaży składnika wartości niematerialnych,

d) sposób, w jaki składnik wartości niematerialnych będzie wytwarzał prawdopodobne przyszłe korzyści ekonomiczne (m.in. jednostka może udowodnić istnienie rynku na produkty powstające dzięki składnikowi wartości niematerialnych lub na sam składnik lub ‒ jeśli składnik ma być użytkowany przez jednostkę ‒ użyteczność składnika wartości niematerialnych),

e) dostępność stosownych środków technicznych, finansowych i innych, które mają służyć ukończeniu prac rozwojowych oraz użytkowaniu lub sprzedaży składnika wartości niematerialnych,

f) możliwość wiarygodnego ustalenia nakładów poniesionych w czasie prac rozwojowych, które można przyporządkować temu składnikowi wartości niematerialnych.

W praktyce wykorzystuje się także regulacje prawa o szkolnictwie wyższym i nauce, gdzie wskazano, że prace rozwojowe są działalnością obejmującą nabywanie, łączenie, kształtowanie i wykorzystywanie dostępnej aktualnie wiedzy i umiejętności, w tym w zakresie narzędzi informatycznych lub oprogramowania, do planowania produkcji oraz projektowania i tworzenia zmienionych, ulepszonych lub nowych produktów, procesów lub usług z wyłączeniem działalności obejmującej rutynowe i okresowe zmiany wprowadzane do nich, nawet jeżeli takie zmiany mają charakter ulepszeń (art. 4 ust. 3). Natomiast prace badawcze analizuje się przez pryzmat definicji badań naukowych (art. 4 ust. 2), które są działalnością obejmującą:

1) badania podstawowe rozumiane jako prace empiryczne lub teoretyczne, mające na celu przede wszystkim zdobywanie nowej wiedzy o podstawach zjawisk i obserwowalnych faktów, bez nastawienia na bezpośrednie zastosowanie komercyjne,

2) badania aplikacyjne rozumiane jako prace mające na celu zdobycie nowej wiedzy oraz umiejętności, nastawione na opracowywanie nowych produktów, procesów lub usług lub wprowadzanie do nich znaczących ulepszeń.

Pomocniczo należy wskazać na regulacje rozporządzenia Komisji (UE) nr 651/2014, uznającego niektóre rodzaje pomocy za zgodne z rynkiem wewnętrznym w zastosowaniu art. 107 i 108 traktatu. Definiuje ono badania podstawowe jako prace eksperymentalne lub teoretyczne, podejmowane przede wszystkim w celu zdobycia nowej wiedzy o podstawach zjawisk i obserwowalnych faktów bez nastawienia na bezpośrednie zastosowanie komercyjne. Z kolei badania przemysłowe są zdefiniowane jako badania planowane lub badania krytyczne mające na celu zdobycie nowej wiedzy oraz umiejętności w celu opracowania nowych produktów, procesów lub usług lub też wprowadzenia znaczących ulepszeń do istniejących produktów, procesów lub usług. Uwzględniają one tworzenie elementów składowych systemów złożonych i mogą obejmować budowę prototypów w środowisku laboratoryjnym lub środowisku interfejsu symulującego istniejące systemy, a także linii pilotażowych, kiedy są one konieczne do badań przemysłowych, a zwłaszcza uzyskania dowodu w przypadku technologii generycznych.

Natomiast „eksperymentalne prace rozwojowe” to zdobywanie, łączenie, kształtowanie i wykorzystywanie dostępnej aktualnie wiedzy i umiejętności z dziedziny nauki, technologii i biznesu oraz innej stosownej wiedzy i umiejętności w celu opracowywania nowych lub ulepszonych produktów, procesów lub usług. Mogą one obejmować np. czynności mające na celu pojęciowe definiowanie, planowanie oraz dokumentowanie nowych produktów, procesów i usług. Eksperymentalne prace rozwojowe mogą obejmować opracowanie prototypów, demonstracje, opracowanie projektów pilotażowych, testowanie i walidację nowych lub ulepszonych produktów, procesów lub usług w otoczeniu stanowiącym model warunków rzeczywistego funkcjonowania, których głównym celem jest dalsze udoskonalenie techniczne produktów, procesów lub usług, których ostateczny kształt zasadniczo nie jest jeszcze określony. Mogą także obejmować opracowanie prototypów i projektów pilotażowych, które można wykorzystać do celów komercyjnych w przypadku, gdy prototyp lub projekt pilotażowy z konieczności jest produktem końcowym do wykorzystania do celów komercyjnych, a jego produkcja jest zbyt kosztowna, aby służył on jedynie do demonstracji i walidacji. Eksperymentalne prace rozwojowe nie obejmują rutynowych i okresowych zmian wprowadzanych do istniejących produktów, linii produkcyjnych, procesów wytwórczych, usług oraz innych operacji w toku, nawet jeśli takie zmiany mają charakter ulepszeń.

Podsumowanie
Zatem w świetle wszystkich powyższych regulacji kluczową kwestią dla odpowiedzi na pytanie, w jakim stopniu zysk może być przeznaczony na wypłatę dywidendy w spółkach, jest analiza tego, czy poniesione nakłady spełniają kryteria dla ujęcia ich jako aktywów w ramach prac rozwojowych, zarówno tych zakończonych, jak i niezakończonych. Dopiero w przypadku odpowiedzi twierdzącej można wskazać, jaka kwota odnosząca się do aktywów niematerialnych o charakterze rozwojowym będzie konfrontowana z wartościami wskazanych w k.s.h. elementów kapitału własnego w celu prawidłowego określenia wysokości dywidendy. Tu należy przypomnieć, że nie wszystkie kapitały zapasowe i rezerwowe (lub ich części) będą mogły zostać uznane za zabezpieczenie nieodpisanych kosztów rozwojowych. Nie można za takie uznać choćby kapitału zapasowego w jego podstawowej funkcji (czyli pokrycia strat bilansowych) ani kapitałów rezerwowych utworzonych w konkretnych celach (innych niż podział między wspólników). ©℗

Podstawa prawna
ustawa z 23 lipca 2015 r. o zmianie ustawy o rachunkowości oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2015 r. poz. 1333)

art. 12 ust. 11 akapit 3 dyrektywy 2013/34/UE z 26 czerwca 2013 r. w sprawie rocznych sprawozdań finansowych, skonsolidowanych sprawozdań finansowych i powiązanych sprawozdań niektórych rodzajów jednostek zmieniającej dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2006/43/WE oraz uchylającej dyrektywy Rady 78/660/EWG i 83/349/EWG (Dz.Urz. UE z 2013 r. L 182, s. 19)

art. 4 ust. 2‒3 ustawy z 20 lipca 2018 r. ‒ Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 742; ost.zm. Dz.U. z 2024 r. poz. 227)

rozporządzenie Komisji (UE) nr 651/2014 z 17 czerwca 2014 r. uznające niektóre rodzaje pomocy za zgodne z rynkiem wewnętrznym w zastosowaniu art. 107 i 108 Traktatu (Dz.Urz. UE z 2014 r. L 187, s. 1)

art. 33 ust. 2‒3 ustawy z 29 września 1994 r. o rachunkowości (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 120; ost.zm. Dz.U. z 2024 r. poz. 619)

art. 191 par. 4, art. 249 par. 4, art. 347 par. 4 ustawy z 15 września 2000 r. ‒ Kodeks spółek handlowych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 18)

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9518422,prace-badawczo-rozwojowe-jak-wybrac-sposob-rozliczenia-wyniku-finanso.html

 2. (nie)bezpieczna przystań: Jak nowe interpretacje wpływają na pożyczki

5 czerwca 2024, 11:04

W maju pojawiły się dwie niekorzystne dla podatników interpretacje Dyrektora KIS dotyczące tzw. uproszczenia typu bezpiecznej przystani. Uproszczenie to ma zastosowanie do pożyczek udzielanych pomiędzy podmiotami powiązanymi. Nowe interpretacje wskazują, że ustalenie stałego oprocentowania w pożyczce pozbawia podatnika preferencji.

Uproszczenie typu bezpiecznej przystani
Warunki pożyczek udzielanych pomiędzy podmiotami powiązanymi mogą być weryfikowane (i coraz częściej są) przez organy podatkowe pod kątem ich rynkowości. Jednym z aspektów, na których koncentruje się weryfikacja takiej pożyczki jest wysokość oprocentowania. Koszty przygotowania analizy rynkowości dla pożyczek są znaczne, dlatego ustawodawca zdecydował się wprowadzić uproszczenie typu bezpiecznej przystani. Uproszczenie to zakłada, że jeśli pożyczka będzie spełniała wskazane w przepisach wymogi, to organy podatkowe nie będą mogły kwestować jej warunków zakresie wysokości oprocentowania.

Zgodnie z art. 11g ustawy o CIT oraz art. 23s ustawy o PIT pożyczka taka powinna spełniać łącznie następujące warunki:

– oprocentowanie pożyczki w ujęciu rocznym na dzień zawarcia umowy jest ustalane w oparciu o rodzaj bazowej stopy procentowej i marżę, określone w obwieszczeniu ministra właściwego do spraw finansów publicznych aktualnym na dzień zawarcia tej umowy;
– nie przewidziano wypłaty innych niż odsetki opłat związanych z udzieleniem lub obsługą pożyczki, w tym prowizji lub premii;
– pożyczka została udzielona na okres nie dłuższy niż 5 lat;
– w trakcie roku podatkowego łączny poziom zobowiązań albo należności podmiotu powiązanego z tytułu kapitału pożyczek z podmiotami powiązanymi liczony odrębnie dla udzielonych oraz zaciągniętych pożyczek wynosi nie więcej niż 20 000 000 zł lub równowartość tej kwoty;
– pożyczkodawca nie jest podmiotem mającym miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd na terytorium lub w kraju stosującym szkodliwą konkurencję podatkową.

Obecne obwieszczenie wskazuje, że dla pożyczek w złotówkach, stopą bazową powinien być WIBOR 3M albo WIRON 3M Stopa Składana a marża powinna wynosić od 2,2 do 3,1 punktu procentowego.

Uzasadnione wątpliwości podatników
Przepisy nie precyzują czy oprocentowanie pożyczki powinno zostać ustalone jako oprocentowanie:

– zmienne np. WIBOR 3M + 2,2 p.p. marży aktualizowane wraz ze zmianą wskaźnika czy
– stałe w całym okresie obowiązywania pożyczki i skalkulowane w oparciu o wartość WIBOR 3M i marży w dniu zawarcia umowy.

Z kolei mając na względzie niepewność co do wartości stóp bazowych w przyszłości oraz ułatwienie w liczeniu oprocentowania częstym wyborem podatników było oprocentowanie stałe.

Przepisy nie precyzują też jak często należy aktualizować wartość oprocentowania zmiennego. Notowania stawek referencyjnych takich jak WIBOR 3M odbywają się każdego dnia roboczego. Z kolei standardem rynkowym w przypadku umów kredytowych z oprocentowaniem zmiennym jest ustalanie oprocentowania raz na dany okres np. miesiąc lub kwartał i po jego upływie aktualizowanie wartości stopy bazowej do aktualnej wartości wskaźnika referencyjnego. W umowach takich przyjmuje się wartość wskaźnika z określonego dnia lub średnią wartość z kilku dni kiedy publikowano notowania.

Nowe interpretacje rzucają nieco światła
W maju Dyrektor KIS miał okazję odpowiedzieć na niektóre z powyższych wątpliwości podatników. Niekorzystnie dla nich, organ uznał, że pożyczki w których ustalono oprocentowanie stałe, nie mogą korzystać z tzw. bezpiecznej przystani. Zdaniem Dyrektora KIS „korzystanie z uproszczenia safe harbour może mieć miejsce jedynie w przypadku pożyczek z oprocentowaniem zmiennym. W przypadku oprocentowania zmiennego spełnienie warunków safe harbour w momencie zawarcia umowy pożyczki zostaje zapewnione przez elastyczne reagowanie wysokości oprocentowania do zmian stóp bazowych. Innymi słowy, w wyniku tylko i wyłącznie zmian poziomu stóp bazowych nie zachodzi ryzyko złamania warunków safe harbour, jeżeli były one zachowane w momencie zawarcia umowy.”

Tego rodzaju podejście Dyrektora KIS wydaje się nie znajdować oparcia w przepisach, które nie precyzują czy oprocentowanie powinno być zmienne czy też stałe. Przepis wskazuje jedynie, że oprocentowanie na dzień zawarcia umowy powinno zostać ustalane w oparciu o rodzaj bazowej stopy procentowej i marżę. Dyrektor KIS z kolei wykraczając poza literalne brzmienie przepisu opiera się na wykładni celowościowej, wskazując, że oprocentowanie takiej pożyczki powinno się zmieniać wraz ze zmianą uwarunkowań rynkowych (wartości rynkowych stóp procentowych).

Jako dodatkowe uzasadnienie Dyrektor KIS przytacza też przebieg prac legislacyjnych nad projektem tzw. Polskiego Ładu. W ramach tych prac postulowano zmianę przepisu i wskazanie w nim wprost, że uproszczenie może mieć zastosowanie zarówno do oprocentowania stałego jak i zmiennego. Tego rodzaju propozycja nie spotkała się z uznaniem Ministerstwa Finansów, które ją odrzuciło wskazując, że „w ramach procedowanego projektu nie są planowane dodatkowe zmiany dla pożyczek o stałej stopie oprocentowania”. Na tej podstawie organ dowodzi, że pożyczki o stałym oprocentowaniu nie mogą korzystać z uproszczenia.

W jednej z interpretacji organ wskazał też, że sposób i częstotliwość zmian stopy bazowej w naliczeniu odsetek w ramach regulacji safe harbour powinna wynikać z zapisów umownych (np. co miesiąc). Pozostawił więc swobodzie podatnika, częstotliwość aktualizowania oprocentowania. Jednocześnie organ wskazał też, że ustalanie zmiennego oprocentowania nie na podstawie wartości notowania z danego dnia a przyjmowanie średniej wartości z kilku dni, powoduje utratę prawa do uproszczenia.

Konsekwencje dla podatników mogą być dotkliwe
Podatnicy, których intencją było skorzystanie z uproszczenia ale zastosowali w pożyczkach stałe oprocentowanie muszą liczyć się z ryzykiem kwestionowania oprocentowania przez organy podatkowe. W świetle interpretacji Dyrektora KIS takie pożyczki nie są objęte ochroną. Z kolei ze względu na to, że oprocentowanie pożyczek w ramach „bezpiecznej przystani” jest relatywnie niskie i może okazać się nierynkowe, to podatnicy będą musieli się liczyć z koniecznością skorygowania oprocentowania do wysokości oprocentowania rynkowego.

Dodatkową konsekwencją tej interpretacji jest to, że podatnicy którzy skorzystali ze zwolnienia z przygotowania dokumentacji cen transferowych (lub analiz cen transferowych) wierząc, że ich pożyczki są objęte uproszczeniem i mają do tego prawo będą zobligowani do jej przygotowania. Korekty wymagać mogą również informacje TPR, które zakładają odmienną prezentację danych o pożyczkach w ramach uproszczenia i poza nim.

Źródło: Interpretacja indywidualna z 13 maja 2024 r. nr 0111-KDIB1-1.4010.130.2022.7.SG oraz z 22 maja 2024 r. nr 0115-KDIT1.4011.322.2024.2.MR

Michał Kordiak, prawnik i specjalista ds. cen transferowych w Kancelarii ILT

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9520788,niebezpieczna-przystan-jak-nowe-interpretacje-wplywaja-na-pozyczki.html

 3. Fundacja rodzinna nie taka opłacalna, jak się wydawało

Agnieszka Pokojska | 10 czerwca 2024, 07:00

Pojawiają się kolejne interpretacje indywidualne, które potwierdzają, że jeżeli fundatorami fundacji rodzinnej są co najmniej dwie osoby z najbliższej rodziny, to wypłata im świadczeń jako beneficjentom jest częściowo obłożona PIT

Resort finansów nie odniósł się do problemu. Nie wiadomo więc, czy zgadza się z taką interpretacją i czy planuje jakieś zmiany w przepisach.

„Ministerstwo Finansów nie komentuje rozstrzygnięć dokonanych przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej w indywidualnej interpretacji. Dyrektor KIS jest odrębnym organem administracji publicznej, który działa na podstawie przepisów prawa i w granicach przypisanych mu kompetencji” – wyjaśnił resort w odpowiedzi na pytanie DGP.

Jednak podatnicy czekają na stanowisko MF. Gdyby resort potwierdził wykładnię dyrektora KIS, mogłoby to ostudzić widoczny w ciągu ostatniego roku zapał podatników do tworzenia fundacji. Przypomnijmy, że do końca kwietnia 2024 r., czyli przez niespełna rok, odkąd obowiązują pozwalające na to przepisy, zostało zarejestrowanych prawie 100 fundacji rodzinnych, a w kolejce do rejestracji czekają już kolejne.

– Wykładnia dyrektora KIS może odnieść też taki skutek, że będzie skłaniać niektóre rodziny do zakładania fundacji wyłącznie przez jednego fundatora, aby uniknąć podatku – twierdzi Natalia Kamińska-Kubiak, menedżer i doradca podatkowy w Grant Thornton. A to, jak podkreśla, odbywałoby się kosztem relacji rodzinnych.

Korzyści podatkowe
Na duże zainteresowanie fundacjami wpływają korzystne zasady opodatkowania. Fundacja rodzinna jest zwolniona z podatku dochodowego. Płaci 15-proc. CIT dopiero w momencie wypłaty świadczeń na rzecz fundatora lub beneficjenta albo przekazania im mienia wskutek jej likwidacji.

Zwolnione z CIT są wkłady fundatora i darowizny innych osób oraz działalność, którą fundacja może wykonywać na podstawie art. 5 ustawy o fundacjach rodzinnych. Chodzi m.in. o najem nieruchomości, udzielanie pożyczek, a także nabywanie i zbywanie papierów wartościowych i przystępowanie do spółek kapitałowych.

Tylko wówczas, gdy działalność fundacji rodzinnej wykracza poza dozwolony ustawowy zakres, od części dochodów fundacja musi płacić CIT według sankcyjnej stawki 25 proc.

Przy wypłacie świadczeń w grę może wchodzić też PIT. Nie ma go, jeżeli odbiorcami są osoby z zerowej grupy podatkowej, czyli: małżonkowie, zstępni (córka, syn, wnuki, prawnuki), wstępni (matka, ojciec, dziadkowie), pasierbowie, rodzeństwo, ojczym i macocha. Gdy beneficjentami są osoby z dalszej rodziny, wypłata jest objęta 10-proc. PIT, a w przypadku osób trzecich 15-proc. PIT. Przykładowo więc, jeżeli fundatorami są małżonkowie, to wypłata świadczeń ich wspólnym dzieciom jako beneficjentom jest zwolniona z opodatkowania. Zapłacą jedynie 15 proc. CIT.

Niekorzystne interpretacje
Problem powstaje, jeżeli świadczenia wypłaca się fundatorom, którzy są jednocześnie beneficjentami. Według fiskusa będą one wtedy częściowo opodatkowane. Przykładowo, jeżeli małżonkowie wnieśli po 50 proc. wkładu, to tylko połowa wypłacanego im świadczenia będzie bez PIT, a druga połowa musi być opodatkowana. Potwierdzają to interpretacje z 30 kwietnia 2024 r. (sygn. 0112-KDIL2-1.4011.113.2024.2.JK i 0112-KDIL2-1.4011.114.2024. 2.JK). Pisaliśmy o nich w artykule „Rok fundacji rodzinnej. Dużo korzyści, ale są ryzyka” (DGP nr 97/2024).

Jak się okazuje, organ nadal prezentuje takie stanowisko. Konieczność zapłaty podatku w przypadku wypłaty świadczeń fundatorom potwierdzają najnowsze interpretacje z 20 maja 2024 r. (0114-KDIP3-2.4011.397.2024.1.JK2, 0115-KDIT1.4011.299.2024.1.MST).

W tym przypadku chodziło nawet o czterech fundatorów, będących osobami z najbliższej rodziny (tzw. zerowej grupy), którzy jednocześnie są beneficjentami. Jeden z nich chciał się upewnić, że wypłata świadczeń dla nich będzie zwolniona z PIT – zgodnie z art. 21 ust. 49 ustawy o PIT, który mówi, że zwolnienie przewidziane w art. 21 ust. 1 pkt 157 stosuje się tylko do części przychodów odpowiadającej proporcji, o której mowa w art. 27 ust. 4 ustawy o fundacji rodzinnej. Zdaniem fundatora z przepisów wynika, że mienie wniesione do fundacji w drodze darowizny albo spadku przez fundatora lub jego małżonka, zstępnych, wstępnych lub rodzeństwo uważa się za wniesione przez fundatora.

To oznacza, że proporcja, o której mowa w art. 21 ust. 49 ustawy o PIT, dla fundatorów z zerowej grupy podatkowej wynosi 100 proc. Wobec tego całe świadczenie dla każdego z nich będzie w pełni zwolnione z PIT.

Z tym jednak nie zgodził się dyrektor KIS. Wyjaśnił, że mienie wniesione do fundacji w drodze darowizny albo spadku przez małżonka, zstępnych, wstępnych lub rodzeństwo fundatora można uznać za wniesione przez tego fundatora, tylko jeśli małżonek, zstępni, wstępni lub rodzeństwo tego fundatora nie są jednocześnie pozostałymi fundatorami fundacji rodzinnej.

W związku z tym świadczenie dla fundatorów z zerowej grupy podatkowej będzie zwolnione tylko proporcjonalnie do wniesionego przez nich mienia. Obowiązuje ostatnia proporcja ustalona na moment ostatniego wniesienia mienia do fundacji rodzinnej, z uwzględnieniem wartości mienia i statusu osób wnoszących mienie na moment tego wniesienia, zamieszczona w spisie mienia – wyjaśnił organ.

Oznacza to, że jeżeli np. fundatorzy wnieśli swoje wkłady po 25 proc., to tylko jedna czwarta wypłacanego im świadczenia będzie bez PIT, a trzy czwarte będą opodatkowane.

– Jedną z zasad obowiązujących w prawie podatkowym jest zakaz różnego traktowania osób znajdujących się w podobnej sytuacji. Stanowisko prezentowane przez organy można uznać za przejaw naruszenia tej zasady – komentuje Marek Michalski, doradca podatkowy w SDZLEGAL Schindhelm.©℗

OPINIA
Jest łamany zakaz różnego traktowania w podobnej sytuacji
Marek Michalski doradca podatkowy w SDZLEGAL Schindhelm
Marek Michalski doradca podatkowy w SDZLEGAL Schindhelm / Materiały prasowe

Na pierwszy rzut oka regulacje dotyczące opodatkowania mienia przekazywanego z fundacji rodzinnej są w pełni spójne z zasadami podatku dochodowego oraz podatku od spadków i darowizn. Mają one bowiem w założeniu uniemożliwić bezpodatkowe przekazywanie mienia pomiędzy niespokrewnionymi ze sobą osobami z wykorzystaniem fundacji rodzinnej.

Jednak organy w przypadku obłożenia PIT świadczeń dla fundatorów wychodzą daleko poza regulacje prawne i uzależniają skorzystanie z preferencji podatkowych od spełnienia wymogów nie tylko nieznajdujących podstawy w przepisach, lecz także niespójnych z systemem opodatkowania osób fizycznych.

Jedną z obowiązujących m.in. w prawie podatkowym zasad jest zakaz odmiennego traktowania osób znajdujących się w porównywalnej sytuacji. Stanowisko prezentowane przez organy można uznać za przejaw naruszenia tej zasady.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w swoich interpretacjach nakazuje bowiem odmiennie traktować majątek wniesiony do fundacji rodzinnej np. przez małżonków wyłącznie w zależności od tego, czy status fundatora fundacji rodzinnej mają oboje, czy też tylko jedno z nich.

Co więcej – konsekwencje takiego rozróżnienia są niebagatelne i mają wymiar finansowy. W pierwszym przypadku wypłata środków z fundacji może spowodować konieczność zapłaty podatku dochodowego, natomiast w drugim – będzie od niego wolna.

Jest to działanie zastanawiające, już chociażby z uwagi na to, z jakim podmiotem mamy do czynienia. Jak wskazują sama nazwa oraz założenia ustawodawcy przy tworzeniu tej instytucji, istotą fundacji rodzinnej jest sukcesja majątku rodzinnego, a nie majątku pojedynczych jej członków. Te kwestie najprawdopodobniej zostaną dostrzeżone przez sądy administracyjne, które w niedalekiej przyszłości zapewne będą rozstrzygać o zgodności z prawem interpretacji indywidualnych wydawanych na kanwie przepisów o fundacjach rodzinnych.

OPINIA
Kwestie fiskalne mogą spowodować dyskryminację w rodzinie
Natalia Kamińska-Kubiak menedżer i doradca podatkowy w Grant Thornton
Natalia Kamińska-Kubiak menedżer i doradca podatkowy w Grant Thornton / Materiały prasowe

Czekamy na stanowisko Ministerstwa Finansów dotyczące obłożenia PIT świadczeń współfundatorom, którzy są jednocześnie beneficjentami. Interpretacja przedstawiona przez dyrektora KIS powoduje w istocie podział członków rodziny na lepszych i gorszych. Może odnieść taki skutek, że będzie skłaniać niektóre rodziny do zakładania fundacji wyłącznie przez jednego fundatora, tylko po to, aby uniknąć podatku.

To natomiast może prowadzić do dyskryminacji małżonek, które podnosiły swoją pracą wartość firmy rodzinnej, choć formalnie nie były wspólnikami w spółkach rodzinnych. Dzięki nadaniu im statusu fundatora fundacji rodzinnej, mimo że udziały w spółkach rodzinnych wnosił do fundacji formalnie mąż (np. za zgodą żony, w ramach wspólności majątkowej małżeńskiej), zyskiwały one dzięki temu pośrednio nobilitację swojego wkładu w firmę rodzinną. Jednak według ustawy o fundacji rodzinnej małżonka wnosi mniejszy procent mienia do fundacji rodzinnej niż mąż, a zatem – idąc tropem tych niekorzystnych interpretacji w PIT – wypłaty na rzecz małżonek w większym stopniu będą opodatkowane PIT niż wypłaty ich mężów. Oczywiście należy pamiętać, że fundacja rodzinna nie jest wehikułem do osiągania korzyści podatkowych, lecz bardzo sprecyzowanym narzędziem prawnym do osiągnięcia długoterminowych celów sukcesyjnych przedsiębiorców, które może mieć istotny wpływ na rodzinę i relacje wewnątrz niej.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9522969,fundacja-rodzinna-nie-taka-oplacalna-jak-sie-wydawalo.html

 4. Nowelizacja przesuwająca datę wdrożenia KSeF opublikowana. Oto nowy termin

Agnieszka Pokojska | dzisiaj, 07:10

Obowiązek przesyłania ustrukturyzowanych faktur przez Krajowy System e-Faktur został przesunięty z 1 lipca 2024 r. na 1 lutego 2026 r. Nowelizacja ustawy o VAT oraz niektórych innych ustaw w tym zakresie została opublikowana w Dzienniku Ustaw pod pozycją nr 852.

We wczorajszym komunikacie Ministerstwo Finansów potwierdziło, że to nie koniec zmian. W drugim projekcie resort przedstawi propozycje uproszczeń obowiązków związanych z wdrożeniem KSeF oraz zaproponuje etapowe wejście w życie obowiązkowego KSeF:

– 1 lutego 2026 r. dla przedsiębiorców, których wartość sprzedaży (wraz z kwotą podatku) przekroczyła w 2025 r. 200 mln zł,
– 1 kwietnia 2026 r. dla pozostałych przedsiębiorców.

Przypomnijmy, że już w kwietniu MF opublikowało propozycje innych zmian. Wśród nich pojawił się m.in. pomysł:

– wprowadzenia możliwości wystawiania faktur konsumenckich w KSeF,
– wdrożenia w okresie przejściowym trybu offline, możliwego do stosowania przez wszystkich podatników,
– wprowadzenia załącznika do e-faktury w standardowych typach transakcji, które obejmują rozszerzony zakres jednostek miary i ceny dostarczanych towarów lub usług.

MF w komunikacie przyznało też, że mimo odroczenia terminu wdrożenia KSeF nadal pracuje nad bezpłatnymi narzędziami, które umożliwią podatnikom korzystanie z systemu.

– Ministerstwo udostępniło wersję produkcyjną aplikacji mobilnej KSeF. Umożliwia ona wystawianie na smartfonie podstawowych faktur w KSeF oraz ich korekt. Dodatkowo aplikacja pozwala na podgląd faktur otrzymanych i wystawionych w KSeF. Aplikacja jest już dostępna w sklepach Google Play i App Store – poinformował resort. ©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9524862,nowelizacja-przesuwajaca-date-wdrozenia-ksef-opublikowana-oto-nowy-te.html

 5. Ulga termomodernizacyjna. Dofinansowanie na panele fotowoltaiczne i pompy ciepła możliwe mimo braku faktury

Agnieszka Pokojska | 10 czerwca 2024, 07:19

Możliwe, że mieszkańcy, którym gmina dofinansowuje panele fotowoltaiczne i pompy ciepła, będą mogli korzystać z ulgi termomodernizacyjnej, mimo braku faktury. Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie DGP przyznało, że nie wyklucza zmiany przepisów podatkowych w tym zakresie.

Przypomnijmy, że problem dotyczy gminnych inwestycji dofinansowywanych m.in. z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, które polegają np. na instalowaniu paneli fotowoltaicznych lub pomp ciepła. W takim przypadku gmina pokrywa większą część kosztów takich inwestycji w nieruchomościach należących do jej mieszkańców, a ci dokładają resztę (wkład własny). Wprawdzie w takiej sytuacji faktury (np. za montaż fotowoltaiki) są wystawiane na gminę przez podmioty zewnętrzne, instalujące system OZE, ale gminy przez długi czas wystawiały faktury mieszkańcom na ich wkład własny. Działały w takich sytuacjach jak podatnicy VAT. Dzięki temu mieszkańcy, którzy byli właścicielami lub współwłaścicielami domów jednorodzinnych, mogli odliczyć część kosztów montażu paneli fotowoltaicznych czy pomp ciepła, które sami sfinansowali, w ramach ulgi termomodernizacyjnej.

Zmieniło się to po wyrokach Trybunału Sprawiedliwości UE z 30 marca 2023 r. (sygn. akt C-612/21 oraz C-616/21). Unijny trybunał potwierdził w nich, że gmina w takich sytuacjach nie występuje jako podatnik VAT. Nie może więc wystawiać faktur, które są podstawą odliczania ulgi. Problem dotyczy nie tylko nowych inwestycji, lecz także starych, sprzed wyroków TSUE. Tylko bowiem jeżeli gmina nie skoryguje tych rozliczeń, na co pozwala interpretacja ogólna ministra finansów z 2 maja 2024 r. (nr PT1.8101.1.2023), to jej mieszkańcy zachowają ulgę. W przeciwnym razie też ją stracą i będą musieli skorygować wcześniejsze rozliczenia. Pisaliśmy o tym w artykule „Jeśli gmina zrobi korektę, mieszkaniec straci ulgę na fotowoltaikę” (DGP nr 106/2024).

MF w odpowiedzi na pytania redakcji przyznało, że w przypadku gdy jednostka samorządu terytorialnego (JST) zdecyduje się – zgodnie z interpretacją ogólną oraz ze wskazanymi w niej wyrokami TSUE – na korektę rozliczenia VAT za poprzednie okresy, odpowiedniemu skorygowaniu powinny również podlegać wystawione dla mieszkańców (właścicieli nieruchomości) faktury.

– Zaistniała sytuacja wpływa na rozwiązania podatkowe normujące ulgę termomodernizacyjną. Nie wykluczamy zmiany przepisów podatkowych w tym zakresie – przyznał resort.

Małgorzata Samborska, doradca podatkowy i partner w Grant Thornton, uważa, że przepisy trzeba zmienić jak najszybciej.

– Wystarczy, żeby ustawodawca zapisał w ustawie o PIT, że obowiązek posiadania faktury dla celów skorzystania z ulgi termomodernizacyjnej nie dotyczy projektów realizowanych przez JST udokumentowanych rachunkiem od JST – podkreśla ekspertka.

Jak podkreśla, dziś dochodzi do kuriozalnej sytuacji, bo z jednej strony ustawa o PIT pozwala na częściowe odliczenie wydatków termomodernizacyjnych dofinansowanych ze środków np. z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – w części pokrytej przez samego podatnika. Z drugiej jednak strony podatnicy nie mogą potrącić tych wydatków, bo nie otrzymują faktur.

– To znaczy, że obecny przepis w tym zakresie jest martwy, mimo że wydatek pozostaje w zgodzie z celem ustawodawcy – podsumowuje ekspertka. ©℗

Sprostowanie
Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu w sprawie o sygn. akt I SA/Op 328/23 zapadł 5 kwietnia 2024 r., a 30 kwietnia 2024 r. podano do publicznej wiadomości treść uzasadnienia poprzez jego opublikowanie w Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych.

Katarzyna Jędrzejewska

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9522985,ulga-termomodernizacyjna-dofinansowanie-na-panele-fotowoltaiczne-i-po.html

Rzeczpospolita

 1. Optymalizacja podatkowa przy wykorzystaniu fundacji rodzinnych

04 czerwca 2024 | | Beata Krzyżagórska-Żurek

Fundacje rodzinne są zwolnione z opodatkowania podatkiem CIT. Jednak wykroczenie poza dozwolony zakres działalności gospodarczej lub wypłata ukrytych świadczeń mogą mieć negatywne konsekwencje dla fundacji i jej beneficjentów.

adwokat, partner zarządzający w kancelarii Krzyżagórska Łoboda i Partnerzy s.p.

Opodatkowanie wpływa na opłacalność niemal każdej formy ludzkiej aktywności. Przedsiębiorcy w ramach planowania podatkowego stosują wiele rozwiązań zmierzających do obniżenia obciążeń podatkowych. Dotyczy to zarówno konkretnej operacji gospodarczej, jak też całej struktury organizacyjnej, w jakiej działalność jest prowadzona.

Ocena wykorzystania określonych rozwiązań w celu zarządzania majątkiem rodzinnym jest z reguły poprzedzona analizą obciążeń podatkowych. Nie jest to jednak jedyny lub nawet podstawowy parametr tej oceny. Istotną rolę w wyborze właściwego narzędzia do zarządzania takim majątkiem odgrywa bowiem szereg innych czynników, takich jak: koszty zarządzania daną strukturą, stabilność porządku prawnego i politycznego oraz potencjał gospodarczy kraju siedziby.

Rozwiązania alternatywne
Historycznie alternatywnymi do fundacji rodzinnej narzędziami służącymi zarządzaniu majątkiem rodzinnym były fundusze inwestycyjne zamknięte, spółki holdingowe, alternatywne spółki inwestycyjne, zagraniczne spółki kapitałowe (Luksemburg, Holandia, Malta, Cypr) czy w końcu zagraniczne fundacje prywatne (Liechtenstein, Malta, Austria, Holandia). W zestawieniu z dedykowanymi do zarządzania majątkiem rodzinnym podmiotami, takimi jak fundacje (rodzinne czy prywatne), fundusze inwestycyjne są zbyt sformalizowane i drogie, a także niedostosowane (podobnie jak spółki kapitałowe) do zarządzania majątkiem rodzinnym oraz realizacji wypłat świadczeń na rzecz członków rodziny. Zakres zwolnienia podatkowego spółki holdingowej czy alternatywnej spółki inwestycyjnej był i jest mniej atrakcyjny, niemniej jednak inne podstawy opodatkowania oraz możliwość odliczenia kosztów mogą w indywidualnych przypadkach powodować, że to one będą optymalnym rozwiązaniem.

Zagraniczne fundacje prywatne
Zagraniczne fundacje prywatne z pewnością były i nadal są dostosowane do realizacji wszystkich zadań związanych z zarządzaniem majątkiem rodzinnym i dystrybucją świadczeń. Fundacje te najczęściej są podatnikami podatku dochodowego w kraju ich siedziby, korzystającymi z szeregu ulg i zwolnień, obejmujących najczęściej dochody z zysków kapitałowych. Podstawowym problemem przy ich wykorzystaniu przez polskiego rezydenta może być podatek od nierealizowanych zysków powstający na etapie wnoszenia mienia do fundacji (exit tax).

Kolejnym mankamentem jest możliwość uznania fundacji prywatnej za zagraniczną jednostkę kontrolowaną, co wiązać się będzie z opodatkowaniem uzyskiwanego przez nią dochodu na zasadzie fikcji prawnej prawa do uczestnictwa beneficjenta w zyskach takiej fundacji. Za poważne uznać należy także ryzyko kwestionowania, że działalność prowadzona przez fundację ma charakter rzeczywistej działalności gospodarczej. Może się to wiązać z koniecznością zapłaty podatku u źródła od transferowanej do niej dywidendy (zysku) w wysokości 20 proc.

Raczej niekorzystnie na tym tle kształtuje się także opodatkowanie świadczeń faktycznie transferowanych do beneficjentów. O ile uznamy, że wypłata świadczenia ma kształt darowizny (w ustawodawstwach krajów niektórych fundacji prywatnych jest to kwestionowane), to beneficjent będzie zobowiązany do zapłaty podatku w wysokości 20 proc. W przypadku gdy fundacja prywatna jest jednostką kontrolowaną, może pojawić się także ryzyko podwójnego opodatkowania tego samego dochodu.

Preferencyjne opodatkowanie polskiej fundacji
Oceniając tylko obciążenia podatkowe, polska fundacja rodzinna na tle swoich zagranicznych odpowiedników wygląda bardzo atrakcyjnie. Zastosowany mechanizm opodatkowania polega (z pewnymi wyjątkami, o których mowa dalej) na odroczeniu obowiązku podatkowego do momentu dystrybucji świadczenia przez fundację do jej beneficjentów (w każdym przypadku także do fundatora, o ile będzie on beneficjentem).

Wniesienie mienia do fundacji na pokrycie funduszu założycielskiego na etapie jej utworzenia nie jest opodatkowane podatkiem dochodowym ani u fundatora, ani w samej fundacji. Opodatkowaniu nie podlega też otrzymanie przez fundację darowizn lub spadków od fundatora i innych podmiotów.

Od momentu utworzenia fundacja jest podatnikiem CIT korzystającym ze zwolnienia podmiotowego obejmującego wszystkie jej przychody (dochody). W praktyce oznacza to, że fundacja nie rozlicza podatku dochodowego ani nie składa deklaracji. Zakres zwolnienia jest ograniczony, ale wystarczający do realizacji celów sukcesyjnych. Obejmuje on działalność gospodarczą w zakresie m.in. obrotu papierami wartościowymi, w tym akcjami, udziałami, prawami i obowiązkami w spółkach handlowych w kraju i za granicą, najem, dzierżawę lub podobne umowy odnoszące się do składników mienia fundacji, zbywanie mienia, o ile nie zostało ono nabyte wyłącznie w celu dalszego zbycia, a także udzielanie pożyczek podmiotom powiązanym (dozwolona działalność gospodarcza).

Zwolnienie podmiotowe nie ma zastosowania w przypadku wypłaty świadczeń przez fundację na rzecz beneficjentów (w tym fundatora), świadczeń z tytułu tzw. ukrytych zysków oraz przekazania mienia fundacji (pieniędzy, innych składników majątku) fundatorowi (lub beneficjentom) w związku z likwidacją fundacji.

Wypłaty dla beneficjentów
W przypadku wypłaty świadczeń na rzecz beneficjentów fundacja będzie zobowiązana do zapłaty 15-proc. podatku.

Podstawą opodatkowania będzie przychód odpowiadający wartości przekazanego świadczenia lub mienia.

Opodatkowanie 15-proc. podatkiem nastąpi bez względu na to, do której grupy podatkowej zalicza się beneficjent.

Analogiczne zasady znajdą zastosowanie w przypadku rozwiązania fundacji, przy czym możliwe będzie pomniejszenie przychodu o wartość podatkową przekazanego mienia.

Beneficjent otrzymujący przysporzenie majątkowe – z wyjątkiem beneficjenta pozostającego w zerowej grupie podatkowej z fundatorem – będzie dodatkowo zobowiązany do zapłaty zryczałtowanego podatku dochodowego pobieranego bez możliwości pomniejszenia przychodu o koszty jego uzyskania. Dla beneficjentów będących w stosunku do fundatora osobą zaliczoną do I lub II grupy podatkowej podatek ten wyniesie 10 proc. przychodów, zaś w przypadku wszystkich pozostałych beneficjentów – 15 proc. Płatnikiem tego podatku jest fundacja.

Na wysokość opodatkowania będzie wpływała nie tylko relacja z fundatorem, ale też proporcja wartości mienia wnoszonego do fundacji przez fundatora do wartości mienia wnoszonego przez inne osoby.

Podstawą do obliczenia podatku jest kwota brutto wypłacanego świadczenia. To oznacza, że efektywne obciążenie podatkowe (tj. uwzględniające opodatkowanie fundacji oraz beneficjenta) wyniesie w przypadku beneficjenta w grupie zerowej 13 proc., zaś beneficjenta w I lub II grupie podatkowej – 21,73 proc. Tymczasem np. sprzedaż akcji, udziałów, praw i obowiązków w spółce osobowej dokonywana bezpośrednio przez osobę fizyczną może być opodatkowana:

∑ 23-proc. podatkiem (19 proc. od przychodów z kapitałów pieniężnych i 4 proc. ponad kwotę 1 miliona złotych tytułem daniny solidarnościowej) – w przypadku udziałów lub akcji,

∑ 32 proc. od nadwyżki ponad 120 tys. złotych – w przypadku ogółu praw i obowiązków.

Zakres działalności
Wykroczenie poza opisany zakres działalności gospodarczej jest dotkliwe. Wiąże się bowiem z sankcyjnym opodatkowaniem dochodu w stawce 25 proc. Z uwagi na to szczególnego znaczenia nabiera precyzyjne zdefiniowanie tego zakresu.

W wydawanych interpretacjach indywidualnych organy potwierdzają, że fundacja może prowadzić działalność polegającą na nabywaniu i zbywaniu udziałów, akcji w spółkach kapitałowych, ogółu praw i obowiązków w spółkach osobowych, i to nawet jeśli zostały nabyte wyłącznie w celu ich dalszego zbycia. Skoro działalność fundacji w tym zakresie będzie objęta zwolnieniem podmiotowym, to należy uznać, że spółka handlowa wypłacająca zysk lub dywidendę do fundacji nie powinna pobierać podatku dochodowego z tytułu tej wypłaty. Kwestionowana jest natomiast możliwość skorzystania ze zwolnienia podatkowego w przypadku najmu krótkoterminowego nieruchomości. Wynikać to ma z rzekomej odrębności takich umów na tle innych umów najmu czy dzierżawy nieruchomości.

Jednocześnie dochód uzyskany przez fundację w związku z prowadzeniem przedsiębiorstwa we własnym imieniu, a zatem zorganizowanej działalności zarobkowej wykonywanej w sposób ciągły, będzie opodatkowany w sankcyjnej stawce 25 proc. Rozstrzygnięcie o tym, czy aktywność fundacji podejmowana we własnym imieniu przybiera postać na tyle zorganizowaną, powtarzalną i stałą, że może być uznana za prowadzenie działalności gospodarczej poza zakresem podatkowego zwolnienia, czy jeszcze za zarządzanie majątkiem rodzinnym, może się w praktyce okazać zagadnieniem nieoczywistym. Specyfika działalności fundacji powinna jednak w granicznych przypadkach przesądzać na korzyść tego, że jej aktywności nakierowane na gromadzenie mienia i zarządzanie nim w interesie beneficjentów takiej działalności gospodarczej nie będą stanowiły.

W tym kontekście warto wspomnieć, że uzyskiwanie przychodów z odsetek z lokat pieniędzy (wniesionych do fundacji lub pochodzących z jej działalności) na rachunkach terminowych nie powinno być uznane za działalność gospodarczą. Tym samym powinno korzystać z dobrodziejstwa ogólnego podmiotowego zwolnienia podatkowego fundacji.

Przestrzec należy przed ewentualnym podejmowaniem prób dokonywania dystrybucji świadczeń przez fundację na rzecz beneficjentów pod pozorem innych czynności, których dokonanie miałoby nie skutkować powstaniem opodatkowania po żadnej z jej stron. Katalog takich czynności, niejako ukrytych świadczeń, enumeratywnie wymienia ustawa o CIT. Ukrytymi świadczeniami są w szczególności długoterminowe lub niespłacane pożyczki czy różnego rodzaju usługi doradcze, prawne, księgowe wykonywane przez fundację na rzecz wskazanych wyżej osób. O ile fundacja z tytułu ukrytych świadczeń będzie zobowiązana do zapłaty podatku w stawce 15 proc., o tyle beneficjent takiego świadczenia zostanie opodatkowany na ogólnych zasadach zgodnie z charakterem świadczenia (np. odsetki będą uznane za przychody z kapitałów pieniężnych, opodatkowane 19-proc. podatkiem, bez względu na stosunek pokrewieństwa z fundatorem) oraz statusem podatkowym beneficjenta.

Zmiana rezydencji
Na zakończenie warto wskazać, że o ile wniesienie mienia do zagranicznej fundacji prywatnej może skutkować wystąpieniem exit tax, o tyle zmiana polskiej rezydencji przez fundatora (beneficjenta) polskiej fundacji rodzinnej takiego ryzyka nie rodzi.

Zmiana rezydencji powinna być jednak poprzedzona weryfikacją krajowych przepisów potencjalnie nowej jurysdykcji podatkowej takiego fundatora (beneficjenta) pod kątem zasad opodatkowania świadczeń otrzymywanych od fundacji, możliwego uznania fundacji za zagraniczną spółkę kontrolowaną lub za podmiot, którego świadczenia podlegają opodatkowaniu podatkiem u źródła. Ponadto wszystkie transfery majątku pomiędzy fundatorem a fundacją powinny podlegać weryfikacji w kontekście możliwości spełnienia przesłanek zaistnienia obowiązku w zakresie cen transferowych, raportowego schematu podatkowego oraz zakwestionowania przez organy podatkowe działań fundatora jako mogących stanowić formę optymalizacji podatkowej.

Beata Krzyżagórska-Żurek

Doświadczenia zawodowe Beaty Krzyżagórskiej-Żurek obejmują prawo gospodarcze i korporacyjne, planowanie i doradztwo podatkowe, transakcje kapitałowe oraz sukcesję. Uczestniczyła w ponad 30 procesach sukcesyjnych, z wykorzystaniem polskiej fundacji rodzinnej i zagranicznych fundacji prywatnych (Liechtenstein, Malta). Współuczestniczyła w utworzeniu fundacji Semper Simul Foundation oraz Sky Foundation. Opracowała i wdrażała wiele międzynarodowych i krajowych rozwiązań zapewniających optymalizację obciążeń podatkowych. Uczestniczyła w szeregu międzynarodowych programów naukowych; praktykowała w amerykańskich oraz brytyjskich firmach prawniczych. Prowadziła wykłady z zakresu prawa morskiego, ubezpieczeniowego i cywilnego na zagranicznych szkołach wyższych, w tym na Uniwersytecie w Uppsali w Sztokholmie w Szwecji oraz Uniwersytecie w Minnesocie w USA.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516540-Optymalizacja-podatkowa-przy-wykorzystaniu-fundacji-rodzinnych.html

 2. Polska spółka holdingowa a fundacja rodzinna. Czy mogą działać razem?

07 czerwca 2024 | Biznes | Anita Pardej

Do fundacji rodzinnej można wnieść udziały w spółkach prawa handlowego, które mogą posłużyć do utworzenia struktury holdingowej. Czy takie wniesienie mienia będzie zwolnione z opodatkowania?

Od wejścia w życie ustawy o fundacji rodzinnej mija rok. Zainteresowanie jej tworzeniem przez polskie firmy rodzinne przerosło szacunki i oczekiwania ustawodawcy, a sama liczba zarejestrowanych fundacji rodzinnych zbliża się do pierwszego tysiąca.

Cele fundacji rodzinnej – mniej i bardziej oczywiste
Z ustawy o fundacji rodzinnej wynikają zasadnicze cele tworzenia fundacji rodzinnych, do których zalicza się gromadzenie, zabezpieczenie i zarządzanie mieniem oraz wypłatę świadczeń dla beneficjentów. Fundator określa w statucie szczegółowy cel fundacji rodzinnej. Walor fundacji rodzinnej poza zasadniczymi celami ustawowymi wynika z kombinacji zakresu mienia, które może zostać wniesione do fundacji rodzinnej oraz z zakresu dozwolonej działalności gospodarczej. Warto nadmienić, że pierwotnie zakładano, że fundacja rodzinna nie będzie uprawniona do jej prowadzenia, a jedynym mieniem jakie mogła posiadać miały być udziały i akcje w spółkach kapitałowych.

Co prawda, z uwagi na nie dość doskonałą konstrukcję regulacji dozwolonej działalności gospodarczej, o której traktuje art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej, pojawiają się po stronie fundatorów i zarządów wątpliwości interpretacyjne, np. co do możliwości uzyskiwania przychodów z tytułu uczestnictwa w zagranicznych spółkach, jednak i tutaj pojawią się interpretacje indywidualne na korzyść podatników.

Z funkcjonujących od roku rozwiązań prawnych wynika, że fundacja rodzinna może posiadać wszelkiego rodzaju mienie, o ile ze szczególnych regulacji nie wynikają ograniczenia z możliwości jego nabycia przez fundację rodzinną. W przypadku działalności gospodarczej, którą może prowadzić jako osoba prawna, występują pewne ograniczenia. Sprowadzają się one do wspólnego mianownika, którym jest ochrona majątku fundacji rodzinnej. Działalnością „zakazaną” będzie m.in. każda działalność o charakterze handlowym czy usługowym.

W jaki sposób jednak można fundację rodzinną porównać albo zastąpić nią rozwiązania dotyczące polskiej spółki holdingowej? Ta pierwsza przez niektórych traktowana jest jako alternatywa dla drugiego z rozwiązań. Nie są to porównania do końca uprawnione, choć przy umiejętnym wykorzystaniu fundacji rodzinnej można osiągnąć również cel utworzenia struktury holdingowej sprzyjającej usprawnieniu przepływów pomiędzy podmiotami w grupie.

Cele polskiej spółki holdingowej
Polska spółka holdingowa (PSH) zadebiutowała w polskim porządku prawnym z początkiem 2022 roku, a w 2023 roku przeszła kilka zmian, które uatrakcyjniły jej zastosowanie. PSH pozwala na zwolnienie z opodatkowania dywidend i zysków kapitałowych. Jedną z głównych korzyści wynikających z modelu PSH jest zwolnienie z opodatkowania 100 proc. przychodów z dywidend otrzymanych od spółki zależnej.

Wskazane zwolnienie znajdzie zastosowanie także do dywidend uzyskiwanych przez polskie spółki holdingowe od podmiotów spoza UE/EOG/Szwajcarii. Nie może to być jednak podmiot z raju podatkowego. Kolejną istotną zaletą jest całkowite zwolnienie z CIT zbycia udziałów (akcji) spółki zależnej na rzecz podmiotu niepowiązanego. Zwolnienie nie dotyczy zbycia udziałów (akcji) spółki, której 50 proc. aktywów stanowią nieruchomości położone w Polsce lub prawa do nich. Tyle teorii jeśli chodzi o zalety PSH.

Jakie wymogi należy spełnić, aby móc skorzystać z PSH?
Spółką holdingową może zostać podmiot, który spełni łącznie wszystkie poniższe warunki:

∑ będzie to sp. z o.o., S.A. lub PSA nienależąca do podatkowej grupy kapitałowej posiadająca bezpośrednio co najmniej 10 proc. udziałów (akcji) spółki zależnej,

∑ nie będzie korzystać ze zwolnień strefowych,

∑ będzie prowadzić rzeczywistą działalność gospodarczą,

∑ jej wspólnikiem nie jest podmiot z raju podatkowego.

Samą spółką zależną może być spółka, która m.in. nie należy do podatkowej grupy kapitałowej, posiada osobowość prawną, nie jest zarejestrowana w raju podatkowym, nie spełnia warunków do kwalifikacji jako CFC (zagraniczna spółka zależna) w roku wypłaty dywidendy lub w którymkolwiek z 3 lat podatkowych poprzedzających ten rok, chyba że spółka ta prowadzi istotną rzeczywistą działalność gospodarczą w kraju UE/EOG.

Przepisy warunkują dodatkowo minimalny okres, w którym wskazane warunki powinny zostać spełnione. Oznaczają one, że wytyczne zarówno dla spółki holdingowej, jak i spółki zależnej, muszą być spełnione na dzień poprzedzający uzyskanie przychodów z dywidend albo zbycia udziałów (akcji), przez okres co najmniej 2 lat. Zgodnie z wykładnią dokonywaną przez organ, wskazany termin należy liczyć od daty nabycia udziałów (akcji).

I tutaj pojawia się kwestia praktyczna dotycząca tego w jaki sposób osiągnąć pożądaną dla spółki holdingowej strukturę. W takim celu powinno niekiedy dojść np. do wymiany udziałów, nabycia czy połączenia podmiotów w grupie. Wybór docelowego wariantu reorganizacji, który skieruje spółkę w pożądanym kierunku, dzięki któremu spółka stanie się PSH, będzie wymagać niekiedy szeregu transakcji, które same w sobie nie będą już neutralne podatkowo. Jako przykład można wskazać przeprowadzenie kolejnej wymiany udziałów w celu osiągnięcia wymagane progu posiadanej liczby udziałów w spółce zależnej.

Co fundacja rodzinna ma wspólnego z holdingiem?
Fundacja rodzinna może prowadzić działalność gospodarczą w zakresie przystępowania do spółek handlowych, funduszy inwestycyjnych, spółdzielni oraz podmiotów o podobnym charakterze, mających swoją siedzibę w kraju albo za granicą, a także uczestnictwa w tych spółkach, funduszach, spółdzielniach oraz podmiotach. Ponadto podmiot ten może zbywać przedmiotowe udziały w spółkach prawa handlowego. Co istotne, nie obowiązują to żadne ograniczenia czasowe, w zakresie konieczności upływu określonego czasu dla zbycia przedmiotowych praw udziałowych.

Fundacja rodzinna w zakresie dozwolonej działalności gospodarczej jest zwolniona z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób prawnych (CIT). Oznacza to, że zarówno dywidenda otrzymana od spółki, w której ta posiada udziały czy też wreszcie ich sprzedaż, będą zwolnione z opodatkowania CIT. Tak długo jak nie dojdzie do wypłaty świadczeń na rzecz beneficjentów, transakcje dokonywane przez fundację rodzinną dokonywane w ramach realizacji jej podstawowych założeń, czyli gromadzenia, zabezpieczenia mienia będą neutralne podatkowe. W sytuacji, w której dojdzie do wypłaty dywidendy z jednej ze spółek na rzecz fundacji rodzinnej, ta będzie mogła dalej bezpodatkowo dokapitalizować inne podmioty, w których posiada udziały. Rozwiązanie to sprzyja inwestycjom i akumulacji majątku. Opodatkowanie w przypadku fundacji rodzinnej powstanie na moment wypłaty świadczenia na rzecz beneficjentów (15 proc. CIT). W pozostałych przypadkach może do niego dojść, ale na wypadek przekroczenia dozwolonego zakresu działalności gospodarczej (sankcyjne opodatkowanie 25 proc. CIT).

Wniesienie mienia do fundacji rodzinnej, w tym udziałów w spółkach prawa handlowego, które mogą posłużyć do utworzenia struktury holdingowej, będzie zwolnione z opodatkowania tak jak po stronie fundacji rodzinnej, jak i po stronie fundatora.

Zdaniem autorki
Anita Pardej

radca prawny, menedżer ds. Firm Rodzinnych w Mariański Group

Polska spółka holdingowa i rozwiązania dotyczące preferencyjnego opodatkowania dotyczą podmiotów zwyczajowo funkcjonujących w obrocie gospodarczym – spółek prawa handlowego, które nastawione są (i taki jest ich cel ustawowy), na prowadzenie działalności gospodarczej. W przypadku fundacji rodzinnej cele są odmienne (gromadzenie i zabezpieczenie mienia, wypłata świadczeń dla beneficjentów), natomiast działalność gospodarcza to de facto działalność wynikowa, mająca umożliwić jej realizację celów podstawowych. Przy okazji jednak można tworząc podmiot, który ma zabezpieczyć działania firmy i rodziny na pokolenia, usprawnić przepływy w grupie podmiotów, korzystając ze zwolnienia podatkowego i efektywnie reinwestować środki. W przypadku fundacji rodzinnej nie funkcjonują ograniczenia co do rodzaju spółek, w których udziały może ona posiadać (może to być zatem zarówno spółka komandytowa czy SKA), a co za tym idzie może je również bezpodatkowo zbyć jak i otrzymać dywidendę. W przypadku PSH konieczność prowadzenia działalności gospodarczej wysuwa się na pierwszy plan, który w przypadku fundacji rodzinnej nie jest celem samym w sobie, a jedynie służy urzeczywistnieniu innych jej funkcji.

O ile cele tworzenia PSH i fundacji rodzinnej są odmienne, to część rozwiązań może okazać się zbieżna. Niemniej pamiętać należy o specyficznych podstawach, które leżą u źródła powstania choćby fundacji rodzinnej. Przy braku ich spełnienia, korzystne rozwiązania podatkowego nie muszą okazać się tak oczywiste, a PSH może stać się lepszym wyborem.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516741-Polska-spolka-holdingowa-a-fundacja-rodzinna–Czy-moga-dzialac-razem-.html

 3. Dzierżawa znaku towarowego z niskim podatkiem

07 czerwca 2024 | Biznes | Przemysław Wojtasik

Przychody z udostępnienia znaków towarowych można rozliczać ryczałtem – przyznał Naczelny Sąd Administracyjny.

Spory o rozliczenie dzierżawy znaków towarowych trwają od lat. Podatnicy chcą płacić ryczałt (stawka wynosi 8,5 proc., a powyżej 100 tys. zł przychodu rocznie 12,5 proc.). Fiskus twierdzi, że właściwe jest rozliczenie według skali (12 proc. od dochodu, powyżej 120 tys. zł rocznie już 32 proc.).

Spójrzmy na jedną ze spraw, która dotarła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Spór zaczął się od wniosku o interpretację. Wystąpił o nią wspólnik spółki jawnej. Wydzierżawił jej znaki towarowe. Wskazuje, że zawarta ze spółką umowa spełnia warunki z Prawa własności przemysłowej i Kodeksu cywilnego. Za dzierżawę otrzymuje regularnie czynsz. Twierdzi, że jest to przychód wymieniony w art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT. Przepis ten mówi m.in. właśnie o umowach dzierżawy. Taka kwalifikacja pozwala wspólnikowi na opodatkowanie przychodu ryczałtem.

Fiskus miał jednak inne zdanie. Stwierdził, że kwoty uzyskane z odpłatnego udostępnienia praw do korzystania ze znaku towarowego zaliczane są do innego źródła przychodów niż dzierżawa czy najem. Są to przychody z praw majątkowych, o których mówi art. 10 ust. 1 pkt 7 oraz art. 18 ustawy o PIT. Niezależnie od rodzaju umowy, na podstawie której to udostępnienie nastąpiło, np. umowy dzierżawy. Nie ma więc możliwości opodatkowania ich ryczałtem. Powinny być rozliczane zgodnie z ustawą o PIT. Po odliczeniu ewentualnych kosztów dochód należy opodatkować według skali. Czyli 12 albo 32 proc. PIT. O stawce decyduje wysokość łącznego dochodu (sumowanego w zeznaniu rocznym z innymi, także rozliczanymi według skali).

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi uchylił interpretację fiskusa. Porażkę skarbówki przypieczętował Naczelny Sąd Administracyjny. Przypomniał, że kodeks cywilny pozwala na dzierżawę praw majątkowych. „Przedmiotem dzierżawy mogą być poza rzeczami również prawa majątkowe i niemajątkowe, jeżeli ze względu na właściwości nadają się do używania i pobierania pożytków oraz można nimi rozporządzać w tym zakresie” – stwierdził NSA. I rozstrzygnął, że przychód z dzierżawy znaku towarowego należy zakwalifikować do źródła wymienionego w art. 10 ust. 1 pkt 6, a nie pkt 7 ustawy o PIT, co umożliwia opodatkowanie go ryczałtem (wyrok z 13 lutego 2024 r., sygn. II FSK 796/22).

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516743-Dzierzawa-znaku-towarowego-z-niskim-podatkiem.html

 4. Granice i korzyści z działalności fundacji rodzinnej nie zawsze są oczywiste

11 czerwca 2024 | Biznes: Porady Przedsiębiorców | Mariusz Stefaniak Marek Paszczela

W przypadku wykroczenia przez fundację rodzinną poza dozwolony zakres działalności gospodarczej fundacja nie będzie mogła korzystać ze zwolnienia z opodatkowania CIT.

W art. 5 ustawy z dnia 26.01.2023 roku o fundacji rodzinnej zawarto katalog rodzajów działalności gospodarczej, które mogą być realizowane przez fundację rodzinną. Wydaje się, że ustalenie, jakiego rodzaju działalność może być prowadzona przez fundację rodzinną, nie powinno przysparzać trudności. Praktyka stosowania przepisów prawa pokazuje jednak, że jest inaczej.

Wśród dozwolonych obszarów działalności gospodarczej ustawodawca w art. 5 ustawy ujął m.in.:

∑ uczestnictwo w spółkach handlowych, funduszach inwestycyjnych, spółdzielniach oraz podmiotach o podobnym charakterze, mających swoją siedzibę w kraju albo za granicą, a także przystępowanie do nich,

∑ najem, dzierżawę lub udostępnianie mienia do korzystania na innej podstawie,

∑ nabywanie i zbywanie papierów wartościowych, instrumentów pochodnych i podobnych praw (np. akcji w spółkach),

∑ udzielanie pożyczek niektórym podmiotom powiązanym oraz beneficjentom fundacji.

Co istotne, w przypadku wykroczenia przez fundację rodzinną poza dozwolony zakres działalności gospodarczej fundacja nie będzie mogła korzystać ze zwolnienia z opodatkowania CIT.

Powyższe oznacza, że w pierwszej kolejności niezbędne jest ustalenie, czy planowane przez fundację rodzinną czynności będą wpisywały się w pojęcie „działalności gospodarczej”. W tym zakresie ustawa odsyła do ustawy prawo przedsiębiorców, z której wynika, że działalność gospodarcza musi być działalnością zarobkową wykonywaną we własnym imieniu, mieć charakter zorganizowany i być wykonywana w sposób ciągły.

O ile wątpliwości nie budzi fakt, że fundacja rodzinna prowadzić będzie działalnością zarobkową realizowaną we własnym imieniu, to niekoniecznie musi być to działalność zorganizowana lub wykonywana w sposób ciągły. W rezultacie nie każda działalność podejmowania przez fundację rodzinną będzie „działalnością gospodarczą”, a zasadniczo jedynie taka działalność w razie braku jej uwzględnienia w art. 5 ustawy może podlegać opodatkowaniu stawką 25 proc. (być wyłączona ze zwolnienia w CIT).

Udział w spółkach zagranicznych
Zagadnieniem, które jest przedmiotem wątpliwości (znajdujących wyraz m.in. we wnioskach o wydanie interpretacji indywidualnych), jest dopuszczalność udziału fundacji w zagranicznych spółkach transparentnych podatkowo.

Dyrektor KIS stwierdził, że w przypadku posiadania przez fundację udziału w takiej spółce dochód z niego nie będzie mógł podlegać zwolnieniu z CIT, a opodatkowany będzie stawką 25 proc. Dyrektor KIS wskazuje, że polskie spółki handlowe, w których uczestniczyć może fundacja posiadają status podatników CIT – lub jak spółka jawna nabywają taki status w wyniku przystąpienia do fundacji, zatem również zagraniczne spółki, do których przystąpić ma fundacja – powinny posiadać status podatników podatku dochodowego.

Wydaje się, że opisana praktyka organów podatkowych, choć niezgodna z literalną wykładnią przepisów, stanowi próbę ich „łatania”. Model, w którym fundacja rodzinna uczestniczyłaby w zagranicznej transparentnej spółce i korzystała z pełni korzyści przewidzianych w ustawie o CIT, byłby korzystniejszy podatkowo niż ten, w którym fundacja uczestniczy wyłącznie w polskich spółkach.

Stanowisko sądów administracyjnych w przedmiotowej kwestii jest niejednolite. WSA w Warszawie w wyroku z 13.03.2024 r., III SA/Wa 2753/23, przychylił się do linii interpretacyjnej dyrektora KIS. Odmienne rozstrzygnięcie wydał WSA w Łodzi w wyroku z 9.04.2024 r., I SA/Łd 114/24. W ustnym uzasadnieniu tego ostatniego rozstrzygnięcia sąd wskazał, że decydujące znaczenie dla określenia katalogu podmiotów, do których może przystępować fundacja rodzinna, ma charakter korporacyjny określony na gruncie prawa cywilnego lub handlowego, a ich status podatkowy nie powinien mieć decydującego znaczenia. Jak wynika z ustnych motywów rozstrzygnięcia, podobny pogląd przyjął Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyrokach z 23 i 24.04.2024 r., III SA/WA 259/24 oraz III SA/WA 220/24.

Mając na uwadze liczbę interpretacji dotyczących inwestycji fundacji w zagraniczne transparentne spółki, w których stanowiska podatników ocenione zostały negatywnie, można spodziewać się kolejnych wyroków WSA (a w dalszej kolejności stanowiska NSA). W przypadku gdyby ostatecznie przeważyła wykładnia korzystna dla podatników, nie można wykluczyć interwencji legislacyjnej.

Dyrektywy i umowy
W przypadku spółek jedną z istotnych preferencji podatkowych wynikających z implementacji prawodawstwa unijnego (nie tylko do polskiego, ale także innych porządków prawnych – również w ramach UE/EOG) jest zwolnienie z opodatkowania dywidendy. Możliwość zastosowania tej preferencji jest istotna z perspektywy podatku u źródła (tzw. WHT), który mógłby zostać pobrany w państwie rezydencji podatkowej spółki, z której jest wypłacana dywidenda. W odniesieniu do fundacji rodzinnej, która posiadałaby udziały w zagranicznej spółce, zasadne jest zatem pytanie, czy omawiana preferencja podatkowa jest dostępna.

Wydaje się, że fundacja rodzinna nie byłaby uprawniona do skorzystania z omawianego zwolnienia. Jednym z warunków neutralności przepływu dywidendowego – w świetle dyrektywy – jest forma prawna podmiotu wypłacającego, jak i otrzymującego dywidendę (m.in. dotyczy spółek – podatników CIT). Zatem w strukturze zagranicznej spółki zależnej od fundacji – wypłata dywidendy do fundacji może być opodatkowana WHT.

Umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (UPO) dotyczące podatków od dochodu i majątku jako „spółkę” zasadniczo definiują osoby prawne lub jednostki, które dla celów opodatkowania traktuje się jako osoby prawne. W ocenie autorów należałoby uznać, że fundacja rodzinna zasadniczo będzie mogła korzystać z uprawnień (preferencji podatkowych) wynikających z UPO, w szczególności dotyczących dywidend, odsetek, należności licencyjnych czy też sprzedaży majątku ruchomego.

Nie można jednak wykluczyć, że w praktyce organy podatkowe wybranych jurysdykcji zagranicznych mogą kwestionować dostęp fundacji rodzinnej do preferencji wynikających z UPO, w szczególności ze względu na zwolnienie podatkowe w CIT fundacji.

Najem, dzierżawa
Podatnicy mają wątpliwości, czy zakresem działalności dozwolonej objęta jest działalność hotelarska oraz tzw. najem krótkoterminowy.

W ocenie dyrektora KIS działalność hotelarska nie może być prowadzona przez fundację. Swoje stanowisko dyrektor KIS opiera na argumentacji, w której świetle ustawodawca, mówiąc o dozwolonej działalności w zakresie najmu, wyraźnie wskazuje, że może to być tylko ściśle taka działalność.

Powyższa teza organów podatkowych, choć dyskusyjna, nie jest całkowicie pozbawiona oparcia w brzmieniu przepisów. Nie można tego powiedzieć o stanowisku fiskusa dotyczącym tzw. najmu krótkoterminowego – w świetle którego taka działalność nie jest objęta zwolnieniem CIT (jako wykraczająca poza zakres działalności dozwolonej dla fundacji). Takie stanowisko zostało zaprezentowane w interpretacji indywidualnej z 19.12.2023 r., 0111-KDIB1-3.4010.662.2023.2.AN, a jego uzasadnienie sprowadza się przede wszystkim do wykazania, że najem krótkoterminowy nie spełnia cywilistycznej definicji najmu.

W ocenie autorów takie stanowisko to przejaw próby ograniczania zakresu działalności gospodarczej fundacji, która może podlegać zwolnieniu podatkowemu. Ustawodawca nie posłużył się referencją do najmu w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego. Jednocześnie wskazał, że fundacja rodzinna może prowadzić działalność w zakresie najmu – nie doprecyzował przy tym, że działalność ta polegać ma wyłącznie na najmie długoterminowym, nie wskazał również wprost w treści przepisu, że z zakresu dozwolonej działalności wyłączony jest najem krótkoterminowy.

Inwestycja w obligację
Zgodnie z ustawą z 15.01.2015 r. o obligacjach obligacja jest papierem wartościowym. Biorąc pod uwagę treść art. 5 ustawy, wydaje się, że fundacja rodzinna nie doznaje ograniczeń w zakresie nabywania i zbywania obligacji. Niemniej takie wynikają z przepisów szczególnych. Ustawa z 27.08.2009 r. o finansach publicznych stanowi, że skarbowy papier oszczędnościowy (czyli np. obligacje skarbowe) może być oferowany osobom fizycznym lub stowarzyszeniom, innym organizacjom społecznym i zawodowym oraz fundacjom wpisanym do rejestru sądowego (o ile warunki emitowania tak stanowią).

Fundacja rodzinna jest podmiotem o odmiennym charakterze oraz celu funkcjonowania od stowarzyszeń, organizacji zawodowych lub społecznych oraz fundacji (realizujących cele społeczne lub gospodarczo użyteczne z perspektywy państwa). W rezultacie należy uznać, że fundacja rodzinna jest pozbawiona możliwości objęcia obligacji skarbowych. Potwierdziło to także Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na zapytania prasowe. Należy jednak postulować zmianę legislacyjną w tym zakresie, ponieważ nie ma żadnego systemowego powodu, dla którego fundacje rodzinne powinny pozostać wykluczone z grona obligatariuszy przedmiotowych papierów wartościowych.

Co istotne – powyższe ograniczenie nie powinno znaleźć zastosowania przykładowo do tzw. obligacji korporacyjnych. W związku z tym przed podjęciem decyzji o inwestycji w dany rodzaj obligacji należy zapoznać się w szczególności z warunkami ich emisji.

Działalność pożyczkowa
Fundacja rodzinna może udzielać pożyczek niepolskim spółkom kapitałowym i osobowym, w których jest wspólnikiem. Wątpliwości mogą pojawić się w przypadku udzielania pożyczek zagranicznym jednostkom. W ustawie nie uregulowano, że pożyczki mogą być udzielane podmiotom zagranicznym. W tym kontekście ustawa odwołuje się tylko do pojęcia „spółek kapitałowych” oraz „spółek osobowych”. Jeżeli ustawodawca odwołuje się tym samym do pojęć zawartych w ustawie z 15.09.2000 r., kodeksie spółek handlowych, to należałoby uznać, że chodzi zaledwie o spółki polskie. Autorzy są jednak zdania, że celem ustawodawcy było uprawnienie fundacji rodzinnej do finansowania wszelkich podmiotów zależnych kapitałowo – a więc również zagranicznych spółek. W rezultacie ustawowe odwołanie do kapitałowego lub osobowego charakteru spółek (pożyczkobiorców) miało więc na celu zastrzeżenie możliwości realizowania działalności pożyczkowej do podmiotów o takim charakterze, a nie ograniczenie grona pożyczkobiorców do podmiotów polskich.

Przy interpretacji przepisów dotyczących działalności dozwolonej fundacji należy wziąć pod uwagę, że dyrektor KIS niejednokrotnie ściśle ustala jej zakres. Przykładowo w kontekście działalności pożyczkowej w interpretacji z 29.12.2023 r., 0111-KDIB1-2.4010.317.2023.2.DP, organ przedstawił stanowisko, że zakresem dozwolonej działalności gospodarczej objęte są tylko pożyczki udzielone pierwotnie przez fundację – ze względu na posłużenie się przez ustawodawcę w art. 5 ustawy terminem „udzielanie pożyczek”. Skoro realizacja już istniejących pożyczek w drodze przejęcia wierzytelności nie jest równoznaczna z ich udzielaniem, to tym samym zdaniem organu taka działalność nie podlega zwolnieniu podatkowemu. Takie stanowisko powinno budzić kontrowersje. Zdaniem autorów działalność polegająca na udzielaniu pożyczek nie powinna być utożsamiana jedynie z momentem zawarcia umowy pożyczkowej. Istotą takiej umowy jest zapewnienie ciągłości finansowania, a po ewentualnym przejęciu wierzytelności pożyczkowej to fundacja rodzinna kontynuuje działalność w zakresie udzielania pożyczki.

Kryptowaluty
Zgodnie z zasadami ogólnymi opodatkowania CIT neutralna podatkowo pozostaje wymiana waluty wirtualnej na inną walutę wirtualną. W przypadku wymiany (zbycia) waluty wirtualnej na walutę fiducjarną (np. PLN, EUR, USD) przychód powstaje w momencie zbycia waluty wirtualnej. Pozostaje zatem do rozstrzygnięcia kwestia, czy przychód realizowany z tego tytułu jest przychodem z dozwolonej (zwolnionej) działalności fundacji. W tym zakresie dyrektor KIS uznał, że obrót walutą wirtualną wykracza poza dozwoloną działalność gospodarczą fundacji rodzinnej.

Wydaje się jednak, że powyższe stanowisko nie powinno przesądzać o braku możliwości inwestowania przez fundację rodzinną w kryptowaluty (waluty wirtualne), jeżeli w szczególności będą one nabywane celem alokacji kapitału, a nie zaledwie nabywane z intencją ich zbycia. Tylko bowiem w tym ostatnim wypadku ustawa wprowadza ograniczenia co do możliwości realizacji tego rodzaju operacji przez fundację rodzinną. Jeżeli jednak waluty wirtualne nie zostaną nabyte z intencją ich zbycia, zdaniem autorów ewentualna transakcja sprzedaży w przyszłości (nieplanowana w momencie nabycia) nie powinna być wykluczona z działalności zwolnionej.

Dodatkowo należy zauważyć, że nie zawsze działalność inwestycyjna w zakresie kryptowalut będzie charakteryzować się ciągłością (może cechować się np. okresami braku aktywności inwestycyjnej) lub zorganizowaniem. W konkretnych stanach faktycznych należy więc ustalić, czy taka działalność w ogóle stanowić będzie działalność gospodarczą. Jeżeli nie — wówczas można argumentować, że nie powinna podlegać opodatkowaniu stawką 25 proc. jako niedozwolona działalność gospodarcza.

—Mariusz Stefaniak, Partner Associate w dziale doradztwa podatkowego Deloitte

—Marek Paszczela, Senior Manager w dziale doradztwa podatkowego Deloitte

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516911-Granice-i-korzysci-z-dzialalnosci-fundacji-rodzinnej-nie-zawsze-sa-oczywiste.html

 5. Usługi pośrednictwa bez podatku u źródła

03 czerwca 2024 | Podatki i rachunkowośćp | Zofia Flaczyńska

Zakres przedmiotu opodatkowania musi być precyzyjnie określony w ustawie podatkowej, a interpretacja jej przepisów nie może być dowolna czy rozszerzająca.

Tak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku w wyroku z 20 marca 2024 r. (I SA/Gd 1100/23).

Wnioskodawca jest polskim rezydentem podatkowym, podatnikiem CIT oraz podmiotem wyspecjalizowanym w dostarczaniu infrastruktury IT. W ramach rozwoju działalności wnioskodawca zamierza dostarczać usługi do podmiotów z różnych krajów Afryki. W związku z tym podjął działania zmierzające do nawiązania współpracy z podmiotami mogącymi wesprzeć go w jego ekspansji na tym rynku. Realizując swoje plany rozwoju działalności, wnioskodawca zawiera umowy o współpracy z podmiotami będącymi rezydentami jednego z państw afrykańskich (dalej: agenci). Umowy te mają cechy umów agencyjnych.

Agenci wspierają sprzedaż produktów i usług IT wnioskodawcy oraz pośredniczą w kontaktach handlowych z klientem. W ramach pośrednictwa handlowego agenci wykonują czynności podobne do usług wskazanych w katalogu z art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT. Ich czynności nie mają jednak charakteru odrębnych usług, ale występują jako czynności pomocnicze, służące realizacji głównego celu gospodarczego usługi dominującej, czyli doprowadzenia do powstania stosunków prawnych między sprzedawcą (wnioskodawcą) a wyszukanym przez agentów klientem. Pozostałe czynności faktyczne wchodzące w skład usługi świadczonej przez agentów, np. promowanie produktów, udział w rokowaniach czy badanie rynku nie mają wpływu na cenę usługi, ponieważ prowizja agentów jest powiązana z wartością sprzedaży.

Wnioskodawca spytał organ podatkowy, czy od wypłacanego agentom wynagrodzenia za usługi pośrednictwa w sprzedaży musi pobrać podatek dochodowy z tytułu przychodów uzyskanych przez agentów na terytorium Polski, o których mowa w art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT.

Zdaniem wnioskodawcy przedmiotowe usługi mają inne cele niż rodzaje usług wymienionych w katalogu art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT i nie mają istotnych cech usług wymienionych w ww. przepisie. Nie powinny więc być kwalifikowane jako świadczenia o podobnym charakterze do usług z art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT i nie powinny podlegać opodatkowaniu podatkiem u źródła.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko wnioskodawcy za nieprawidłowe i stwierdził, że usługi pośrednictwa w sprzedaży w rzeczywistości mają cechy takich świadczeń wymienionych w art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT, jak świadczenia doradcze, reklamowe czy badania rynku. W konsekwencji spółka powinna pobrać podatek u źródła od wynagrodzenia wypłacanego agentom z tytułu świadczenia przez nich usług pośrednictwa w sprzedaży.

Wnioskodawca zaskarżył interpretację indywidualną do WSA w Gdańsku, a sąd ją uchylił i przyznał, że umowy zawierane z agentami zawierają liczne cechy charakterystyczne dla umów agencyjnych i umów pośrednictwa handlowego. W ocenie sądu pośrednik oferujący do sprzedaży określone towary może podejmować działania o charakterze zbliżonym do usług np. doradczych, reklamowych, badania rynku czy przetwarzania danych. W art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT nie wymieniono jednak usług pośrednictwa. Świadczenia agentów nie są nabywane przez wnioskodawcę oddzielnie, lecz tworzą kompleksową usługę pośrednictwa. Z opisu zawartego we wniosku nie wynika wprost podobieństwo czynności, które mają być świadczone przez agentów, do usług wymienionych w ww. przepisie. Z tego względu, powołując się na wyrażoną w art. 217 Konstytucji RP zasadę określoności prawa podatkowego i zakazu wykładni rozszerzającej, sąd administracyjny stwierdził, że usługa pośrednictwa w sprzedaży świadczona przez agentów nie jest usługą o charakterze podobnym do usług wskazanych w art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT.

Komentarz eksperta
Zofia Flaczyńska, konsultantka w dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte

W mojej ocenie wyrok WSA zasługuje na aprobatę, gdyż wyraża konstytucyjną zasadę określoności prawa podatkowego. Co więcej, wyrok ten znajduje uzasadnienie w aktualnej linii orzeczniczej.

Istotą problemu w omawianej sprawie jest stosowanie przez organ podatkowy wykładni rozszerzającej art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT. W przepisie tym ustawodawca zawarł katalog usług, które świadczone przez nierezydentów podatkowych podlegają zasadniczo opodatkowaniu 20-proc. stawką podatku u źródła: doradczych, księgowych, badania rynku, prawnych, reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, rekrutacji pracowników i pozyskiwania personelu, gwarancji i poręczeń oraz „świadczeń o podobnym charakterze”.

Definicja pojęcia „świadczenia o podobnym charakterze” została ukształtowana przez praktykę interpretacyjną i orzecznictwo. Analiza charakteru danego świadczenia powinna polegać na ważeniu cech charakterystycznych dla świadczeń wprost wymienionych w tym przepisie oraz cech charakterystycznych dla świadczeń w nim niewymienionych. W razie dominacji cech świadczeń nazwanych świadczenie powinno zostać opodatkowane jako podobne. Z kolei usługi kompleksowe wymagają oceny całościowej, bez dzielenia ich na poszczególne usługi. Można jednak zauważyć tendencję organów podatkowych do dostrzegania w świadczeniach złożonych cech świadczeń nazwanych oraz, co więcej, traktowania ich jako cech dominujących, podczas gdy taka ocena nie znajduje oparcia w stanach faktycznych przedstawianych przez podatników.

Opisane działania podejmowane przez agentów można słusznie określić jako usługi pośrednictwa w sprzedaży. Moim zdaniem sąd w komentowanym orzeczeniu prawidłowo ocenił, że z opisu przedstawionego przez wnioskodawcę nie sposób wywnioskować, iż dominującą cechą analizowanej usługi jest jakiekolwiek świadczenie wymienione w art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT. Usługa pośrednictwa nie została uwzględniona w ww. przepisie, więc zastosowana przez organ wykładnia rozszerzająca art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT jest niezgodna z konstytucyjną zasadą określoności przepisów podatkowych w zakresie podstawy opodatkowania. Tymczasem przepisy zawierające katalog otwarty powinny być interpretowane w sposób szczególnie precyzyjny i zawężający, na co zwraca uwagę orzecznictwo (np. wyrok NSA z 6 lipca 2022 r., II FSK 3147/19).

Brzmienie art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT od lat budzi wątpliwości interpretacyjne. Przedmiotem licznych sporów z organami była chociażby kwestia opodatkowania usług ubezpieczeniowych (niejednolicie ocenianych przez organy, z kolei zdaniem sądów – niebędących usługami podobnymi do gwarancji; przykładowo wyrok WSA we Wrocławiu z 14 marca 2024 r., I SA/Wr 680/23). Organy zaczynają wydawać w tym zakresie interpretacje korzystne dla podatników.

Nieprecyzyjność przepisów podatkowych wymaga od podatników pogłębionej analizy skutków podatkowych przeprowadzanych transakcji oraz poszukiwania ochrony prawnej – niestety wobec zdarzającej się niekorzystnej wykładni organów podatkowych – dopiero na drodze sądowej, co jednak wiąże się z dodatkowymi kosztami i wieloletnimi postępowaniami.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516451-Uslugi-posrednictwa-bez-podatku-u-zrodla.html

Budownictwo i PZP | Prasówka | 6.06.2024 r.

Rzeczpospolita

 1. Zamawiający nie udostępnia dokumentów na czas i co dalej

Publikacja: 04.06.2024 04:30

W celu zabezpieczenia możliwości uzyskania zamówienia warto rozważyć wniesienie odwołania zaraz po stwierdzeniu, że zamawiający nie przekazał wnioskodawcy dokumentacji niezwłocznie.

W celu umożliwienia zweryfikowania poprawności działań zamawiającego w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego, zgodnie z art. 74 ust. 1 i 2 ustawy – Prawo zamówień publicznych (Pzp) zamawiający po dokonaniu wyboru najkorzystniejszej oferty powinien udostępnić każdemu wnioskującemu protokół postępowania wraz z załącznikami (w dalszej części artykułu zbiorczo: protokół bądź dokumenty), w tym także oferty wykonawców, którzy wzięli udział w postępowaniu, korespondencję i inne dokumenty złożone w toku postępowania.

W Pzp nie określono konkretnego terminu na udostępnienie protokołu (wyjątkiem jest udostępnienie ofert – niezwłocznie po otwarciu ofert, nie później niż trzy dni od dnia otwarcia). W § 5 ust. 4 rozporządzenia ministra rozwoju, pracy i technologii z 18 grudnia 2020 r. w sprawie protokołów postępowania oraz dokumentacji postępowania o udzielenie zamówienia publicznego wskazano jednak, że zamawiający udostępnia wnioskodawcy protokół niezwłocznie.

Wniesienie odwołania
Jednocześnie, od dnia wyboru oferty najkorzystniejszej biegnie termin na wniesienie odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej. Termin ten ma charakter prekluzyjny i w postępowaniach powyżej progów unijnych wynosi 10 dni, zaś w postępowaniach poniżej progów unijnych 5 dni. Uzyskanie dokumentów niezbędnych do wniesienia skutecznego odwołania (m.in. podmiotowych środków dowodowych, na podstawie których można stwierdzić, czy dany wykonawca spełnia warunki udziału w postępowaniu lub czy nie podlega wykluczeniu) możliwe jest jedynie za pośrednictwem uzyskania dostępu do protokołu, który w myśl obecnie obowiązujących przepisów zamawiający powinien przekazać wnioskującemu w trakcie trwania terminu na wniesienie odwołania. Tym samym, w praktyce to od aktywności zamawiającego zależy, czy i w jakiej mierze dany wykonawca będzie mógł realnie skorzystać z terminu na wniesienie odwołania.

Niezwłocznie, czyli kiedy
Zdarza się jednak, że pomimo odpowiednio wczesnego złożenia wniosku o udostępnienie dokumentów zamawiający zwleka z ich przekazaniem. Nie jest bowiem w tej materii związany skonkretyzowanym terminem (poza ogólnie sformułowaną „niezwłocznością”).

Stwierdzenie, że zamawiający nie działa niezwłocznie, nie jest jednak jednoznacznie proste. Pojęcia niezwłoczności nie zdefiniowano ani w Pzp, ani w kodeksie cywilnym. Orzecznictwo również nie rozstrzyga, co w kontekście udostępnienia protokołu oznacza „niezwłocznie”.

Przykładowo, w wyroku Krajowej Izby Odwoławczej z 17 grudnia 2018 r. (KIO 2423/18) wskazano, że udostępnienie protokołu wraz z załącznikami ostatniego dnia 10-dniowego terminu na wniesienie odwołania, w dodatku w siedzibie zamawiającego zamiast za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej, stanowi naruszenie przepisów dotyczących obowiązku niezwłocznego udostępnienia protokołu postępowania wraz z załącznikami. W wyroku z 28 stycznia 2016 r. (KIO 54/16) wskazano natomiast, że w przypadku 10-dniowego terminu na wniesienie odwołania udostępnienie protokołu wraz z załącznikami nawet po siedmiu dniach od dnia złożenia wniosku mieści się w kategorii „niezwłocznie”, gdyż nie narusza prawa wykonawcy do obrony swoich interesów.

Na podstawie ww. wyroków można byłoby wysnuć wniosek, że przekazanie dokumentacji w ostatnim dniu terminu na złożenie odwołania jest wprawdzie niedopuszczalne, ale już zwlekanie z przekazaniem dokumentacji do upływu prawie ¾ terminu na złożenie odwołania za takie nie uchodzi. Wniosek ten powinien jednak budzić sprzeciw. Akceptacja tak znaczącej opieszałości zamawiającego przy udostępnianiu wnioskowanych dokumentów godzi w istotę prawa wykonawcy do skorzystania ze środków ochrony prawnej. Sens tego uprawnienia nie polega jedynie na zagwarantowaniu wykonawcy fizycznej możliwości złożenia odwołania w terminie, ale przede wszystkim na zagwarantowaniu możliwości ustalenia faktycznych i prawnych podstaw zaskarżenia oraz w konsekwencji na sporządzeniu jakościowego odwołania. Skuteczność odwołania zależy w dużej mierze właśnie od jego jakości, tj. odpowiednio sformułowanych i umotywowanych zarzutów, które na etapie posiedzenia i rozprawy przed KIO nie mogą już podlegać modyfikacjom. Teza ta staje się jeszcze bardziej oczywista w przypadku postępowań poniżej progów unijnych, gdzie termin na wniesienie odwołania wynosi tylko pięć dni, z czego dwa często wypadają w weekend.

Działania zaradcze
W celu zabezpieczenia możliwości uzyskania zamówienia najbardziej sensowną czynnością zaradczą jest wniesienie odwołania jeszcze przed upływem standardowego terminu na wniesienie odwołania od danej czynności podstawowej (wybór oferty itp.), po stwierdzeniu, że zamawiający nie przekazał dokumentów „niezwłocznie”, czyli faktycznie w ciągu 1–2 dni od dnia złożenia wniosku o ich udostępnienie.

Jeżeli nie mówimy o dokumentach poufnych, to samo wniesienie takiego odwołania powinno skłonić zamawiającego do jego uwzględnienia na podstawie art. 522 Pzp lub ewentualnie do częściej spotykanego w praktyce „nieformalnego” uwzględnienia odwołania poprzez dokonanie czynności zgodnie z żądaniem odwołania bez jego formalnego uwzględniania.

Uwzględnienie odwołania albo uzyskanie korzystnego rozstrzygnięcia w wyroku KIO powoduje, że wykonawca powinien otrzymać dostęp do wnioskowanej dokumentacji.

Następnie, po otrzymaniu udostępnionych dokumentów, wykonawca powinien zyskać możliwość wniesienia dodatkowego odwołania na podstawie art. 515 ust. 3 Pzp. Przepis ten zapewnia możliwość wniesienia odwołania w terminie odpowiednio 5 lub 10 dni od dnia, w którym powzięto lub przy zachowaniu należytej staranności można było powziąć wiadomość o okolicznościach stanowiących podstawę wniesienia odwołania (tj. od dnia otrzymania dokumentacji).

Zastosowanie tego przepisu powinno być dopuszczalne tym bardziej w przypadkach, gdy zamawiający w ogóle nie przekazał wnioskowanych dokumentów w standardowym terminie na wniesienie odwołania, wynikającym z art. 515 ust. 1 pkt 1 i 2 Pzp.

KIO potwierdza
Dopuszczalność wniesienia odwołania w terminie wynikającym z art. 515 ust. 3 Pzp potwierdza orzecznictwo KIO. W sprawie zakończonej wyrokiem z 5 maja 2021 r. (KIO 2526/21) stwierdzono, że skoro odwołujący z winy zamawiającego nie był w stanie skorzystać z możliwości wniesienia odwołania w standardowym terminie, a możliwość ta zaistniała dopiero z chwilą przekazania dokumentacji przez zamawiającego, to mógł on skorzystać z możliwości wniesienia odwołania w terminie określonym w art. 515 ust. 3 ustawy.

W sprawie zakończonej wyrokiem z 2 października 2020 r. (KIO 2188/20) Izba orzekła podobnie, a mianowicie, że wniesienie odwołania po otrzymaniu protokołu z załącznikami pomimo upływu pierwotnego terminu na wniesienie odwołania jest dopuszczalne. Izba stwierdziła, że w konsekwencji zaniechania zamawiającego cała procedura udzielenia zamówienia zostaje wydłużona oraz że odwołujący w takiej sytuacji nadal ma prawo do kwestionowania czynności zamawiającego. Co prawda w późniejszym czasie, ale nadal zgodnie z terminami wynikającymi z Pzp.

Zakaz zawarcia umowy
W tym czasie po stronie wykonawcy może jednak wystąpić istotny problem. Zgodnie z art. 264 ust. 1 oraz art. 308 ust. 2 Pzp zakaz zawarcia umowy, tzw. standstill, obowiązuje odpowiednio w terminie nie krótszym niż 10 dni lub 5 dni (w zależności od progów unijnych) od dnia przesłania zawiadomienia o wyborze najkorzystniejszej oferty (w zamówieniach „obronnościowych” odpowiednio art. 421 ust. 1 Pzp). W przypadku wniesienia odwołania zakaz zawarcia umowy zgodnie z art. 577 Pzp obowiązuje do czasu ogłoszenia przez Izbę wyroku lub postanowienia kończącego postępowanie odwoławcze.

Gdy wykonawca nie wnosi odwołania, na przykład od zaniechania udostępnienia protokołu, w ciągu 5 lub 10 dni od dnia wyboru oferty najkorzystniejszej, to po upływie tego terminu – zakładając, że jeszcze nie wniesiono odwołania w terminie wynikającym z art. 515 ust. 3 Pzp – zamawiający i wykonawca, którego ofertę uznano za najkorzystniejszą, mogą zawrzeć umowę. Umowa zawarta w takich okolicznościach nie podlega unieważnieniu na podstawie art. 457 ust. 1 pkt 2 Pzp. Nie zawarto jej bowiem z naruszeniem przepisów o zakazie zawarcia umowy, ale również nie zawarto jej po wniesieniu odwołania.

W myśl art. 457 ust. 5 Pzp unieważnienia takiej umowy można byłoby teoretycznie dochodzić na podstawie art. 705 kodeksu cywilnego. Kłopot w tym, że unieważnienia zawartej umowy w tym trybie można byłoby dochodzić w stosunkowo ograniczonej liczbie przyczyn i to w ramach odrębnie zainicjowanego postępowania przed sądem powszechnym. Praktycznie przekreśla to szanse wykonawcy, który chciałby zakwestionować rozstrzygnięcie przetargu na uzyskanie danego zamówienia.

Jarosław Sroka jest radcą prawnym, partnerem w zespole Infrastructure, Public Procurement & Construction kancelarii BSJP bnt Brockhuis Jurczak Prusak Sroka Nilsson Zamorska Sp.k.

Komentarz
Michał Rusin – adwokat, Associate w zespole Infrastructure, Public Procurement & Construction kancelarii BSJP bnt Brockhuis Jurczak Prusak Sroka Nilsson Zamorska Sp.k.

Opieszałość w udostępnieniu protokołu wraz z załącznikami może stanowić naruszenie przepisów p.z.p. i rozporządzenia w sprawie protokołów oraz podstawowych zasad prowadzenia postępowania, takich jak zasada jawności postępowania, zasada przejrzystości oraz zasada uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców. Zupełny brak udostępnienia protokołu w terminie na wniesienie odwołania i – idąc jeszcze dalej – zawarcie umowy w okolicznościach opisanych w artykule, niewątpliwie takie naruszenie stanowi i to w stopniu rażącym. W praktyce udzielania zamówień niestety dochodzi do omawianych naruszeń, w szczególności w przypadku udzielania zamówień poniżej tzw. progów unijnych.

W celu uniknięcia podobnych sytuacji oraz w celu równiejszego rozłożenia ponoszonego przez strony ryzyka warto, aby ustawodawca rozważył zasadność zmiany art. 74 p.z.p. i ustanowił maksymalny termin na udostępnienie przez zamawiającego zainteresowanym podmiotom wnioskowanych dokumentów, podobnie jak ma to miejsce w innych czynnościach, przykładowo w odniesieniu do zawiadomienia stron o wniesionym odwołaniu.

https://www.rp.pl/biznes/art40536231-zamawiajacy-nie-udostepnia-dokumentow-na-czas-i-co-dalej

 2. Zamówienia publiczne: TSUE po stronie wykluczonych

Publikacja: 06.06.2024 10:37

Oferent bezprawnie wykluczony z postępowania o udzielenie zamówienia może żądać odszkodowania z tytułu utraty szansy – orzekł w czwartek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Wyrok dotyczy słowackiej firmy budowlanej INGSTEEL. W 2013 r. konsorcjum, do którego należało przedsiębiorstwo, zostało wykluczone przez słowacki związek piłki nożnej z postępowania o udzielenie zamówienia publicznego na prace związane z przebudową, modernizacją i budową 16 stadionów piłkarskich. Powodem miało być niespełnienie wymogów ogłoszenia o zamówieniu w zakresie sytuacji ekonomicznej i finansowej firmy.

Sprawa trafiła do słowackiego sądu najwyższego, który najpierw zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości z pytaniami prejudycjalnymi, a następnie uchylił decyzję o wykluczeniu. W efekcie zanim TSUE rozstrzygnął sprawę, postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego zostało zakończone zawarciem umowy ramowej z jedynym oferentem, który pozostał w przetargu.

Wykluczony stracił szansę? Trzeba mu zapłacić
W tych okolicznościach INGSTEEL wniósł do sądu rejonowego w Bratysławie powództwo o odszkodowanie z tytułu szkody, jaką miał ponieść w wyniku wykluczenia konsorcjum z postępowania. A bratysławski sąd zwrócił się do Trybunału UE z pytaniem, czy przepisy lub praktyka, które wydają się wyłączać możliwość uzyskania przez oferenta bezprawnie wykluczonego z postępowania o udzielenie zamówienia publicznego odszkodowania za szkodę poniesioną w wyniku utraty szansy udziału w tym postępowaniu, są sprzeczne z dyrektywą w sprawie środków odwoławczych w dziedzinie zamówień publicznych.

W dzisiejszym wyroku Trybunał stwierdził, że dyrektywa wymaga od państw członkowskich przyznania odszkodowania podmiotom, które doznały uszczerbku w wyniku naruszenia unijnych przepisów o zamówieniach publicznych.

– Jeśli brakuje rozróżnienia różnych kategorii szkód, dyrektywa dotyczy każdego rodzaju szkody poniesionej przez te osoby, w tym szkody wynikającej z utraty szansy udziału w postępowaniu o udzielenie zamówienia — wskazał TSUE i przypomniał, że o ile szkoda, jako taka, może wynikać z nieuzyskania zamówienia publicznego i urzeczywistnić się jako utracona korzyść, o tyle oferent, który został bezprawnie wykluczony, może również ponieść odrębną szkodę, która odpowiada utraconej możliwości wzięcia udziału w danym postępowaniu o udzielenie zamówienia w celu jego uzyskania.

Dlatego przepisy krajowe, które wyłączają co do zasady możliwość uzyskania przez oferenta bezprawnie wykluczonego z postępowania o udzielenie zamówienia publicznego odszkodowania za szkodę poniesioną w wyniku utraty szansy udziału w tym postępowaniu w celu uzyskania danego zamówienia, są niezgodne z prawem UE.

sygn. akt C-547/22

https://www.rp.pl/finanse/art40566301-zamowienia-publiczne-tsue-po-stronie-wykluczonych

 3. Rząd zdecydował ws. warunków technicznych budynków

Publikacja: 05.06.2024 15:19

We wtorek Rady Ministrów podjęto decyzję w sprawie przedłużenia do 20 września 2027 r. okresu na wydanie nowych przepisów wykonawczych dotyczących warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie.

Rząd przyjmując nowelizację ustawy o zapewnianiu dostępności osobom niepełnosprawnym zdecydował, że do 20 września 2027 r. ma zostać wydane nowe rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie oraz nowe rozporządzenie w sprawie warunków technicznych użytkowania budynków mieszkalnych.

Piotr Jarzyński, prawnik z Kancelarii Prawnej Jarzyński & Wspólnicy, ekspert Komitetu ds. Nieruchomości KIG tłumaczy, że kolejnych zmian w rozporządzeniu i jego nowej wersji obawiają się inwestorzy i projektanci. Wydłużenie terminu obowiązywania rozporządzenia zapewne nie spodoba się natomiast tym, którzy oczekują zmian w zakresie zapewniania dostępności do budynków osobom ze szczególnymi potrzebami. Jak dodaje, w kierunku tych osób poprzedni rząd zrobił krok naprzód wprowadzając od 1 sierpnia 2024 r. regulacje dotyczące pomieszczeń do przewijania dorosłych osób ze szczególnymi potrzebami. Osoby niepełnosprawne nadal oczekują jednak na kolejne zmiany.

– Aktualny rząd wskazuje, że sprawa jest ważna, ale potrzebuje czasu na przygotowanie nowego aktu prawnego. Myślę, że na prace legislacyjne ma także wpływ świadomość, że od 1 i 15 sierpnia 2024 r. wejdą w życie istotne dla branży budowlanej zmiany w rozporządzeniu, a nowe regulacje w zakresie zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami mogą być kolejnym czynnikiem podwyższającym koszty budowy, a tym samym ceny nowych mieszkań – uważa prawnik Piotr Jarzyński.

Długotrwałe prace nad nowymi wymogami
Przyjęcie przez rząd nowelizacji ustawy o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami, wydłużającej termin obowiązywania aktualnych przepisów wykonawczych, powoduje, że o trzy lata przedłużony zostanie okres obowiązywania m.in. rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. W tym rozporządzeniu określone są wymogi dotyczące np. maksymalnego nachylenia chodników czy minimalnej szerokości dojść do budynku mieszkalnego wielorodzinnego, zamieszkania zbiorowego i użyteczności publicznej tak, aby były odpowiednie dla osób przemieszczających się na wózkach.

Projektodawca wskazuje, że o zmianie 60-miesięcznego okresu na 96-miesięczny zdecydowano wskutek przedłużających się prac nad nowymi aktami wykonawczymi, a ze względu na techniczny i skomplikowany charakter oraz obowiązek dokonania trzymiesięcznej notyfikacji, wydanie do 20 września 2024 r. rozporządzenia nie jest możliwe. Dodajmy, że 20 września 2024 r. upływa 60-miesięczny okres czasowego zachowania mocy obowiązującej przepisów wykonawczych, przewidziany w art. 66 ustawy z dnia 19 lipca 2019 r. o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Prawnik Piotr Jarzyński wskazuje, że jest to już kolejne przesunięcie obowiązywania rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie na kanwie wprowadzenia regulacji w zakresie zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami.

https://www.rp.pl/nieruchomosci/art40546501-rzad-zdecydowal-ws-warunkow-technicznych-budynkow

Dziennik Gazeta Prawna

Nie ma bezumownego korzystania z gruntu, jeżeli wydano ZRID

Michał Culepa | 29 maja 2024, 19:37

Na podstawie specustawy drogowej publiczny inwestor może wydać decyzję w sprawie tymczasowego zajęcia innych nieruchomości na cele związane z inwestycją drogową, a właściciel lub użytkownik wieczysty nie mogą żądać zapłaty za bezumowne korzystanie z gruntu – bo podstawą do zajęcia nieruchomości jest decyzja o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej, tzw. ZRID.

Tak ostatecznie Sąd Najwyższy rozstrzygnął sprawę, którą wytoczyła spółka M. przeciwko miastu K. Wszystko zaczęło się w 2011 r., kiedy to miasto rozpoczęło inwestycję drogową – przebudowę rejonu śródmiejskiego. Inwestycja realizowana była zgodnie z tzw. specustawą drogową (ustawą z dnia 10 kwietnia 2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych), która przewiduje m.in. możliwość określania wzezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (tzw. decyzji ZRID) ograniczeń w korzystaniu z nieruchomości w związku z taką inwestycją. Takie ograniczenia mogą dotyczyć także nieruchomości sąsiadujących z inwestycją i zostały one wprowadzone na działkach, których użytkownikiem wieczystym była spółka M. Prezydent Miasta K. przesłał bowiem spółce decyzję ZRID, zgodnie z którą na jej nieruchomościach tymczasowo zorganizowano zaplecze budowy – stacjonował tam w czasie remontu ciężki sprzęt: spychacze, koparki, wywrotki itp. Działki te były wprawdzie przeznaczone pod zabudowę, ale spółka – na czas inwestycji miejskiej – w praktyce została pozbawiona wpływu na to co się dzieje z jej gruntami. Nie ustalono wynagrodzenia za tymczasowe zajęcie tych działek, ale spółka i miasto próbowały negocjować kwestię opłat za użytkowanie wieczyste, ewentualnie najmu nieruchomości, tyle że rokowania te zakończyły się fiaskiem. W efekcie spółka skierowała do sądu pozew o zapłatę wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z rzeczy (gruntu) na kwotę 322 tys. zł.

Spółka w sądzie I i II instancji początkowo uzyskała korzystne orzeczenia. Jednak pierwsza w sprawie skarga kasacyjna, złożona przez miasto odniosła skutek – wyrokiem z 14 maja 2021 r. SN uchylił orzeczenie apelacyjne i nakazał ponowne rozpoznanie sprawy. Sąd apelacyjny to uczynił, ale rozstrzygnięcie było tym razem diametralnie różne od poprzedniego – wyrok I instancji został zmieniony, a powództwo spółki oddalono, uznając, że roszczenia nie miały uzasadnionych podstaw.

Do SN trafiła więc druga skarga kasacyjna – tym razem spółki M. – ale ostateczne orzeczenie dla niej było zdecydowanie niekorzystne. Skargę oddalono.

– Już w poprzednim orzeczeniu, które wiąże w zakresie ustaleń skład orzekający, wskazano, że czasowe zajęcie nieruchomości mieści się w pojęciu ograniczeń w korzystaniu z nieruchomości dla realizacji obowiązków wynikających ze specustawy drogowej. Taki sposób korzystania z nieruchomości jest przewidziany w specustawie i ma związek z celami inwestycji drogowej. Jeżeli do zajęcia dochodzi w trybie decyzji administracyjnej, to dochodzi do bezumownego korzystania z rzeczy. Mogłoby dojść do takiej sytuacji, gdyby inwestor zajął inną nieruchomość, niewskazaną w decyzji, czyli przedmiotowo wykroczył poza treść decyzji. Ewentualnie gdyby inwestor korzystał z nieruchomości oznaczonej w decyzji, alepoza okresem inwestycji wskazanym w decyzji. Zaś w rozpoznawanej sprawie zajęcie nieruchomości nastąpiło zgodnie z decyzją ZRID i nie doszło do przekroczenia czasu zajęcia wskazanego w tejże decyzji, a zatemprzedmiotowo i temporalnie działanie pozwanego mieściło się w ramach określonych ustawowo. Powództwo o zapłatę za bezumowne korzystanie z rzeczy nie miało więc podstaw. A sam fakt prowadzenia przez strony negocjacji w kwestii sposobu korzystania z gruntów i ewentualnej zapłaty nie daje podstaw do stwierdzenia, że doszło do uznania roszczenia. Do porozumienia bowiem nie doszło i tym samym powództwo nie powinno być uwzględnione – powiedział sędzia przewodniczący Marcin Łochowski.

Wyrok Sądu Najwyższego z 29 maja 2024 r. sygn. II CSKP 2228/22

https://serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia/artykuly/9517399,nie-ma-bezumownego-korzystania-z-gruntu-jezeli-wydano-zrid.html

Rynek Infrastruktury

 1. Proces składania roszczeń w nowej formule- FIDIC wyd. 2017 r.

Autor: art. sponsorowany | Data publikacji: 14-05-2024

Na przestrzeni ostatnich dekad, międzynarodowe standardy zarządzania projektami budowlanymi, w tym te opracowane przez Międzynarodową Federację Inżynierów Konsultantów (FIDIC), zyskały na znaczeniu w związku z globalizacją rynku budowlanego. FIDIC, znany ze swoich szczegółowych warunków kontraktowych, stał się punktem odniesienia dla wielu krajów, w tym Polski, która adaptuje te standardy. Jednakże, polski rynek zamówień publicznych stosuje te regulacje w formie znacznie zmodyfikowanej.

Adaptacje te, choć konieczne ze względu na specyfikę lokalnego prawa i praktyki, mogą niekiedy oddalać się od pierwotnych zasad i intencji, które FIDIC promuje. Dlatego dla profesjonalistów działających w polskim sektorze budowlanym, jak również dla tych, którzy planują wchodzić na ten rynek, kluczowe jest zrozumienie zarówno oryginalnych regulacji FIDIC, jak i ich lokalnych adaptacji. Pozwala to nie tylko na lepsze poruszanie się po zawiłych aspektach zamówień publicznych, ale również na efektywne zarządzanie ryzykiem i optymalizację procesów kontraktowych.

W niniejszym artykule główny nacisk położony jest na regulacje FIDIC w ich oryginalnym brzmieniu, zwłaszcza w kontekście roszczeń, które są nieodzownym elementem każdej inwestycji.

1. FIDIC – wydanie z 1999 r. (dalej: FIDIC 1999)

Proces składania roszczeń w oparciu o FIDIC ewoluował na przestrzeni kolejnych edycji tego opracowania.
FIDIC z 1999 r. zakładał procedurę dość uproszczoną i jednolitą, skupiającą się głównie na uprawnieniach Wykonawcy w tym zakresie, nie uzależniając przy tym przebiegu procedury od rodzaju roszczenia.

Podział procedury roszczeniowej zasadniczo opierał się na czterech etapach tj.:
1, Powiadomienie o roszczeniu (PoR)
2. Złożenie pełnego szczegółowego roszczenia (PsR)
3. (ewentualnie) Roszczeń o charakterze przejściowym
4. Roszczenie o charakterze ostatecznym.

Obowiązki Inżyniera w tej edycji FIDIC-a były zdecydowanie bardziej ograniczone i sprowadzały się wyłącznie do wydania zatwierdzenia lub odrzucenia roszczenia (wraz z uzasadnieniem) w terminie 42 dni od przedłożenia roszczenia przez Wykonawcę.

Kolejno, w przypadku zatwierdzenia roszczenia, Inżynier wydawał Określenie z trybie Subklauzuli 3.5 [Określenia], aby uzgodnić należnego Wykonawcy przedłużenie realizacji terminów kontraktowych lub żądanej przez niego dodatkowej płatności.

2. FIDIC – wydanie z 2017 r.

Wydanie FIDIC-a z 2017 r. znaczne rozbudowało procedurę roszczeniową i wprowadziło podział na dwa odrębne tryby. Warto wskazać, że autorzy rozszerzyli Klauzulę 20 również o roszczenia Zamawiającego, które w wydaniu z 1999 r. były przedmiotem odrębnych i dość ogólnikowych regulacji.

Do najistotniejszych różnic można zaliczyć również rozszerzony zakres obowiązków Inżyniera, na którego Warunki Kontraktu nakładają więcej wymogów w kontekście oceny składanych roszczeń.

Rozszerzony katalog roszczeń

Subklauzula 20.1 w FIDIC-u 2017, wprowadziła dodatkowy, trzeci rodzaj roszczeń. W dotychczasowym wydaniu, funkcjonowały wyłącznie roszczenia finansowe i czasowe. Natomiast FIDIC 2017 dzieli roszczenia według ich przedmiotu na:
1. czasowe – żądanie przez Wykonawcę zmiany terminów kontraktowych (Czasu na Ukończenie lub Kamieni Milowych) lub – w przypadku Zamawiających – roszczenie o przedłużenie Okresu Zgłaszania Wad,
2. finansowe – opierające się o uprawnienie do dodatkowej płatności (Wykonawca) lub obniżenia Ceny Kontraktowej (Zamawiający),
3. innego rodzaju – pozostałe, nie objęte zakresem z pkt (a) i (b)

Tryb składania roszczeń czasowych (1) i finansowych (2)

a) Powiadomienie o Roszczeniu

Na tym etapie nie ma praktycznie żadnych różnic w stosunku do procedury obowiązującej w ramach FIDIC-a z 1999 r.

Z zapisów Subklauzuli 20.2.1 wynika zobowiązanie do przedkładania Powiadomień o Roszczeniu w sytuacji, gdy Strona uważa, że dana okoliczność (wynikająca bezpośrednio z Warunków Kontraktu lub związana z Kontraktem w inny sposób) może stanowić podstawę do roszczenia terminowego lub finansowego.
Podobnie jak w FIDIC-u z 1999 r. klauzula 20.1 zakreśla jednoznacznie termin, w jakim takie powiadomienie winno zostać złożone wraz z określeniem skutków jego niedotrzymania – jest to analogicznie termin 28 dni, po tym, jak Strona dowiedziała się lub powinna była się dowiedzieć o zdarzeniu lub okoliczności powodującej roszczenie finansowe lub terminowe.
Naruszenie wskazanego terminu przez Stronę obwarowane jest sankcją w postaci utraty uprawnień do skutecznego żądania w zakresie zmiany terminów umownych oraz żądań finansowych, a także zwolnieniem drugiej Strony z odpowiedzialności z tytułu takiego roszczenia. Istnieje w tym zakresie jednak pewna furtka, o której mowa poniżej

b) Wstępna odpowiedź Inżyniera – weryfikacja Powiadomienia o Roszczeniu –

Całkowitym novum jest wprowadzona w FIDIC-u 2017 procedura weryfikacji powiadomień przez Inżyniera.
Jeżeli zdaniem Inżyniera, Strona Kontraktu przekroczyła 28-dniowy termin na złożenie PoR, może on, w terminie 14 dni od jego otrzymania, wystosować własne Powiadomienie, w którym wskaże na opisywane naruszenie.

Szczególnie istotny jest w tym zakresie fakt, że brak złożenia takiego Powiadomienia przez Inżyniera w powyższym, 14-dniowym terminie, powoduje, iż PoR uznawane jest za złożone terminowo, co stanowi zasadniczą różnicę w stosunku do regulacji z FIDIC-a w edycji z 1999 r. Tym samym, uchybienie terminowe Inżyniera, może stanowić szansę dla roszczącej Strony na zachowanie swoich uprawnień.
Jeżeli Strona występująca z Roszczeniem nie zgadza się z treścią Powiadomienia Inżyniera lub uważa, że nieterminowe złożenie PoR było uzasadnione, ma prawo przedłożyć Pełne szczegółowe Roszczenie, wraz z argumentacją na obronę swojego stanowiska – co stanowi kolejną odrębność od stosowanej dotychczas procedury.

Jeśli z kolei druga Strona, przeciwko której złożono Roszczenie, sprzeciwi się jednak uznaniu PoR za złożone w terminie, ma prawo złożyć własne Powiadomienie do Inżyniera wraz z uzasadnieniem. Inżynier rozpatrzy taki sprzeciw, wydając Określenie w trybie Subklauzuli 3.5, gdzie wskaże czy PoR zostało złożone skutecznie albo dlaczego ewentualne naruszenie terminu na złożenie PoR było uzasadnione, biorąc pod uwagę wskazane w Subklauzuli 20.2.5 okoliczności.

c) Pełne szczegółowe Roszczenie

W terminie 84 dni od dnia, kiedy Strona dowiedziała się lub była powinna się dowiedzieć o zdarzeniu lub okoliczności będącej podstawą Roszczenia, strona składająca Roszczenie powinna przedłożyć Pełne szczegółowe Roszczenie (PsR).
Rolą PsR jest szczegółowe przedstawienie zakresu swoich żądań wraz z ich odpowiednim uzasadnieniem. W tym zakresie Strona przedstawia przede wszystkim opis zdarzenia będącego powodem Roszczenia, wskazuje Inżynierowi podstawy kontraktowe oraz prawne Roszczenia, a także uzasadnia zakres swoich roszczeń finansowych i czasowych.

Jeżeli Strona występująca z roszczeniem nie przekaże w powyższym terminie, opisu podstawy swojego Roszczenia, to PoR będzie uznane za wygasłe, a Inżynier wystosuje odpowiednie Powiadomienie w tym zakresie w ciągu 14 dni od upływu terminu przewidzianego dla Strony roszczącej. Jeżeli Inżynier takiego Powiadomienia jednak nie złoży, to PoR nadal będzie uważane za złożone w terminie. W tym zakresie Stronom również przysługują analogiczne środki odwoławcze od działania Inżyniera – tak jak w przypadku powiadomienia o roszczeniu – co jest kolejnym nowym elementem występującym w Warunkach Kontraktu z 2017 r.

W sytuacji, w której okoliczności, stanowiące podstawę Roszczenia nie ustały i mają charakter ciągły, Wykonawca przedkładać będzie Inżynierowi PsR w odstępach miesięcznych. Inżynier zobligowany jest – w stosunku do pierwszego Roszczenia przejściowego – przedstawić swoją odpowiedź w formie Powiadomienia w terminie 42 dni od jego otrzymania.
W terminie 28 dni od dnia ustania okoliczności powodujących Roszczenie, Strona roszcząca złoży Roszczenie ostateczne.

d) Rozstrzygnięcie Roszczenia

Inżynier zobowiązany jest przeprowadzić ze Stronami Kontraktu Konsultacje, w celu osiągnięcia porozumienia.

W zależności od przebiegu tych konsultacji, po stronie Inżyniera występuje obowiązek wydania Powiadomienia:
o Uzgodnieniu Stron – jeśli Strony osiągną porozumienie w przedmiocie Roszczenia w terminie 42 dni od dnia wystosowania przez Stronę roszczącą Pełnego Szczegółowego Roszczenia albo Roszczenia ostatecznego (w przypadku roszczeń opartych o skutki o charakterze ciągłym);
o określeniu Inżyniera – w terminie 42 dni od upływu terminu na osiągniecie uzgodnienia przez Strony. Określenie Inżyniera będzie sprawiedliwym określeniem danego Roszczenia, uwzględniającym wszelkie okoliczności sprawy i zawierającym szczegółowe uzasadnienie.

W przypadku braku terminowego wydania takiego Powiadomienia, uznaje się, że Inżynier odrzucił Roszczenie.

Skutkiem rozstrzygnięcia danego Roszczenia w ramach Uzgodnienia Stron lub określenia Inżyniera jest jednoznaczne ustalenie zakresu roszczenia finansowego lub terminowego.

Wydanie przez Inżyniera takiego określenia nie jest jednak czynnością ostateczną, zamykającą Stronom możliwość dochodzenia swoich praw. Jeżeli któraś ze strony nie jest zadowolona z treści określenia Inżyniera, ma prawo przekazać Powiadomienie o Niezadowoleniu z określenia Inżyniera (dalej: PoN) w terminie 28 dni od daty otrzymania Powiadomienia Inżyniera o określeniu. Następnie, każda ze Stron będzie miała prawo postępować zgodnie z Subklauzulą 21.4 i przedłożyć Spór przed Komisję Unikania Sporów i Rozjemstwa.

Jeżeli jednak żadna ze Stron nie przedłoży PoN w oznaczonym, 28-dniowym terminie, określenie Inżyniera uznane za wiążące i ostateczne.

Tryb składania roszczeń innych niż finansowe lub czasowe (c)

W przypadku Roszczeń, w ramach których Strona uważa, że przysługuje jej uprawnienie odrębne od żądania finansowego lub terminowego, procedura jest znacznie mniej sformalizowana. Przedmiotem takich Roszczeń są często działania Inżyniera (jego określenia, polecenia czy opinie) – czego również brakowało w poprzedniej edycji FIDIC-a.

W sytuacji, gdy druga Strona lub Inżynier nie zgadzają się z przedstawionym Roszczeniem, Stronie przysługuje prawo do złożenia Powiadomienia, które zawierać będzie wszelkie szczegóły sprawy i odnosić się do braku zgody wyrażonej przez drugą Stronę lub Inżyniera.

Również w tym zakresie, podobnie jak w przypadku Roszczeń czasowych lub finansowych ((a) i (b)), Strony mają czas na osiągniecie uzgodnienia w terminie 42 dni od otrzymania takiego Powiadomienia.
W przypadku braku osiągniecia porozumienia (uzgodnienia) przez Strony, Inżynier wydaje określenie, wydając stanowisko co do zasadności Roszczenia – podobnie jednak jak w przypadku roszczeń finansowych i czasowych ((a) i (b)), Strony mają prawo wyrazić swój sprzeciw wobec oceny Inżyniera.

Powyższe regulacje stanowią oczywiście wzorzec ujęty w FIDIC-u w jego oryginalnym brzmieniu i zwłaszcza na rynku polskim – ulegają znacznym modyfikacjom, głównie na niekorzyść wykonawców. Taka praktyka powoduje, że i tak już mocno naruszona równowaga stron kontraktu ulega jeszcze większemu zachwianiu na korzyść zamawiających.

Warto jednak wiedzieć, jakie są tendencje w tym zakresie na innych rynkach i jakie idee przyświecały twórcom FIDIC-a – być może z czasem również polscy zamawiający publiczni zaczną podchodzić do sprawy inaczej?

Autor: Jędrzej Witaszczak, radca prawny, DSK Kancelaria

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/polityka-i-prawo/proces-skladania-roszczen-w-nowej-formule–fidic-wyd-2017-r-91206.html

 2. GDDKiA: 14 umów i dwa przetargi od początku roku

Autor: ep | Data publikacji: 06-06-2024

Od początku tego roku Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zawarła 14 umów na budowę dróg w ramach rządowych programów. W tym samym czasie ogłoszone zostały tylko dwa nowe przetargi. Razem z ogłoszonymi wcześniej, w sumie w toku są przetargi na 31 odcinków dróg na 350 km.

Na ten rok GDDKiA zapowiadała ogłoszenie przetargów na 215 km dróg. Do tej pory ruszyły dwa postepowania – oba dotyczą obwodnic o łącznej długości ok. 5 km. Mowa obwodnicy Pradeł na DK-78 (2,3 km) oraz obwodnicy Pilzna w ciągu DK-73 (2,6 km). Oba przetargi są jeszcze przed terminem składania ofert.
REKLAMA

W sumie jednak, wraz z przetargami ogłoszonymi w ubiegłym roku, w toku są przetargi dla 31 odcinków dróg o długości łącznej 350 km. W tym przypadku chodzi o zadania w ramach rządowego programu budowy dróg oraz Programu budowy 100 obwodnic.

Na oferty GDDKA czeka w przypadku przetargu trwającego od dawna, jednak realizowanego w trybie dialogu konkurencyjnego. Chodzi o obwodnicę Zatora, która ma być realizowana z wykorzystaniem technologii BIM. To dla GDDKiA pilotażowy projekt, stad nietypowa formuła zamówienia. Wykonawcy zostali już zaproszeni do złożenia ofert

Pozostałe, ogłoszone w ub. roku postępowania, zostały już wycenione przez wykonawców. W trzech przypadkach inwestor jeszcze nie wybrał najkorzystniejszej oferty: dla dwóch odcinków S8 woj. dolnośląskim Łagiewniki Zachów – Niemcza, Niemcza – Ząbkowice Śląskie Północ oraz obwodnicy Kroczyc w ciągu DK-78.

W pięciu przypadkach, wskutek odwołań konieczne było unieważnienie rozstrzygnięcia i ponowny wybór oferty. Dotyczy to odcinków: S16 Olsztyn Wschód – Barczewo, S17 Piaski Wschód – Łopiennik, S17 Krasnystaw Północ – Izbica, S11 odc. II Siemianice – Gotartów oraz S19 Jawornik – Lutcza.

Na etapie odwołania są przetargi na: S17 Izbica – Zamość Sitaniec, obwodnic Stargardu w ciągu DK-20 oraz Poręby i Zawiercia w ciągu DK-78 odcinek w m. Zawiercie (Kromołów – Żerkowice), a w przypadku przetargu na obwodnicę Głogowa po wyroku KIO, w którym rozstrzygnięcie zostało przez Izbę utrzymane, wpłynęła skarga do sądu.

Najbliżej podpisania umów z wykonawcami są postępowania na: S16 odc. Barczewo – Biskupiec (budowa drugiej jezdni), S19 odc. Sokółka Północ – Czarna Białostocka, S8 odc. Ząbkowice Śląskie Północ – Bardo oraz S10 Recz – Cybowo i Witankowo – Piła Północ. W tych przypadkach zakończyła się już kontrola uprzednia prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, przy czym przetargi a dwa odcinki S10 muszą jeszcze uzyskać akceptację ze strony Komisji Europejskiej. To wynik dużej wartości zadań.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/gddkia-14-umow-i-dwa-przetargi-od-poczatku-roku–91512.html

Portal ZP

Zamawiający opisuje przedmiot zamówienia w sposób, który pozwala na realizację jego potrzeb.

Agata Hryc-Ląd | Stan prawny na dzień: 03.06.2024

Opisywanie przedmiotu zamówienia w sposób, który utrudnia uczciwą konkurencję jest zakazane. Nie oznacza to jednak konieczności nabywania przez zamawiającego dostaw, usług czy robót budowlanych nieodpowiadających jego potrzebom, zarówno co do jakości, funkcjonalności czy wymaganych parametrów technicznych. Zamawiający może określić wysokie, ale możliwe do spełnienia wymagania przedmiotu zamówienia, które pozostają w związku z samym zamówieniem i celem, jaki poprzez dane zamówienie zamierza osiągnąć Zamawiający Instytucja zamawiająca uprawniona jest do takiego sformułowania opisu przedmiotu zamówienia, który umożliwia jej otrzymanie produktu odpowiadającego jej potrzebom.

Regulacje ustawy Prawo zamówień publicznych, w art. 99 ust. 1, 2 i 4 wskazują zasady, którymi każdy podmiot zamawiający powinien się kierować dokonując opisu przedmiotu zamówienia.

– Przedmiot zamówienia opisuje się w sposób jednoznaczny i wyczerpujący, za pomocą dostatecznie dokładnych i zrozumiałych określeń, uwzględniając wymagania i okoliczności mogące mieć wpływ na sporządzenie oferty.
– Zamawiający określa w opisie przedmiotu zamówienia wymagane cechy dostaw, usług lub robót budowlanych. Cechy te mogą odnosić się w szczególności do określonego procesu, metody produkcji, realizacji wymaganych dostaw, usług lub robót budowlanych, lub do konkretnego procesu innego etapu ich cyklu życia, nawet jeżeli te czynniki nie są ich istotnym elementem, pod warunkiem że są one związane z przedmiotem zamówienia oraz proporcjonalne do jego wartości i celów.
– Przedmiotu zamówienia nie można opisywać w sposób, który mógłby utrudniać uczciwą konkurencję, w szczególności przez wskazanie znaków towarowych, patentów lub pochodzenia, źródła lub szczególnego procesu, który charakteryzuje produkty lub usługi dostarczane przez konkretnego wykonawcę, jeżeli mogłoby to doprowadzić do uprzywilejowania lub wyeliminowania niektórych wykonawców lub produktów.

Z jednej strony ustawodawca nałożył obowiązek precyzyjnego opisania przedmiotu zamówienia, z drugiej strony obowiązek zachowania uczciwej konkurencji. Czy oznacza to, że Zamawiający musi przyjąć każdy produkt, który w ofercie ma dany Wykonawca – nie. W tym zakresie wielokrotnie wypowiadała się Krajowa Izba Odwoławcza.

Opis przedmiotu zamówienia ma chronić uzasadnione interesy Zamawiającego
Pewien Zamawiający prowadził postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego w trybie przetargu nieograniczonego na dostawy sprzętu medycznego. Wartość zamówienia przekraczała progi unijne. W toku prowadzonego postępowania jeden z Wykonawców skorzystał ze środków ochrony prawnej i wniósł odwołanie. Zarzucił nieprawidłowości w opisie przedmiotu zamówienia i kryteriach oceny ofert przejawiające się w tym, że:

1) w postępowaniu dopuszczono możliwość złożenia ofert na nieporównywalne urządzenia w zakresie wymagań funkcjonalnych, co spowodowało:

– zachwianie konkurencyjności w sferze ekonomicznej

– naruszenie zasady uczciwej konkurencji i zasady proporcjonalności

2) sporządzono Specyfikację Warunków Zamówienia w zakresie opisu przedmiotu zamówienia w sposób naruszający uczciwą konkurencję, który nie gwarantuje zapewnienia najlepszej jakości usług koniecznych z punktu widzenia potrzeb Zamawiającego,

3) dopuszczono do zaoferowania urządzenia, które na dzień składania ofert nie istnieje.

Zarzucono Zamawiającemu opisanie przedmiotu zamówienia w sposób nieproporcjonalny do wymagań wynikających z SWZ, sprzeczny z zasadą równego traktowania Wykonawców, zachowaniem uczciwej konkurencji, prowadzący do braku uzyskania najlepszych efektów zamówienia w stosunku do poniesionych nakładów, a w konsekwencji opisanie przedmiotu zamówienia w sposób utrudniający uczciwą konkurencję. Zakwestionowano także dobór parametrów granicznych, określenie sposobu oceny ofert i przyznawania punktów za poszczególne parametry, który nie zapewnia jakości dostaw oraz uzyskania najlepszych efektów zamówienia.

Rozpoznający sprawę skład orzekający, w wyroku z 15 kwietnia 2024 r. sygn. akt KIO 1051/24 przypomniał, że to Zamawiający jest gospodarzem postępowania, co oznacza, iż to Zamawiający określa przedmiot zamówienia w sposób chroniący jego zobiektywizowany interes. Tym samym Zamawiający ma prawo określić zakres i istotne elementy przedmiotu zamówienia, tak aby uzyskać świadczenie, które jest mu niezbędne z punktu widzenia prowadzonej działalności, przy czym oczywistym jest, że każde określenie minimalnie wymaganych, czy też konkretnych parametrów nabywanego przedmiotu zamówienia, zawęża przedmiot zamówienia do jednego lub kilku produktów, oferowanych przez co najwyżej kilku, a często nawet jednego dystrybutora/dostawcę.

Podobne stanowisko odnaleźć można w ugruntowanym orzecznictwie Krajowej Izby Odwoławczej.

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 3 października 2019 r. o sygn. akt KIO 1828/19:

„konieczność zachowania zasad naczelnych Prawa zamówień publicznych w postępowaniu nie oznacza, że zamawiający nie ma prawa opisać przedmiotu zamówienia w sposób, który nie będzie uwzględniał jego obiektywnych potrzeb. Nie ma bowiem podstaw do wykładania zasady zachowania uczciwej konkurencji, równego traktowania wykonawców oraz proporcjonalności, jako konieczności akceptacji przez zamawiającego każdego świadczenia – w tym przedmiotu najtańszego, o niskiej jakości, czy o minimalnych parametrach, a nawet niezgodnego z uzasadnionymi potrzebami jednostki zamawiającej – wyłącznie dlatego, że zamówienie mógłby realizować szerszy krąg wykonawców”.

Orzecznictwo

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 4 lutego 2010 r. o sygn. akt. KIO 1848/09

„W przypadku zobiektywizowanych potrzeb zamawiającego dopuszczalne jest takie opisanie przedmiotu zamówienia, w którym sprecyzowane istotne wymagania ograniczają liczbę potencjalnych rozwiązań nawet do jednego tylko producenta”.

Orzecznictwo

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 21 czerwca 2019 r sygn. akt KIO 1039/19

„Okoliczność, że wykonawca posiada dany produkt, nie oznacza, że Zamawiający jest zobowiązany dostosować opis przedmiotu zamówienia tak, aby również ten wykonawca mógł złożyć ofertę. Zamawiający, jak wyżej wskazano, ma prawo opisać przedmiot zamówienia stosowanie do swoich potrzeb”.

Orzecznictwo

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 27 września 2013 r. sygn. akt KIO 2164/13

Zakazane jest więc dokonywania opisu przedmiotu zamówienia w sposób, który utrudnia uczciwą konkurencję wskazując na konkretny produkt, ale i taki, który potencjalnie mógłby wpłynąć na konkurencję na rynku. Powyższe nie oznacza przy tym konieczności nabycia przez zamawiającego dostaw, usług czy robót budowlanych nieodpowiadających jego potrzebom, zarówno co do jakości, funkcjonalności czy wymaganych parametrów technicznych. Tak więc określenie wysokich, ale możliwych do spełnienia wymagań przedmiotu zamówienia, które pozostają w związku z samym zamówieniem i celem, jaki poprzez dane zamówienie zamierza osiągnąć zamawiający nie oznacza przy tym rezygnacji z realizacji zasady uczciwej konkurencji. Tym samym zamawiający uprawniony jest do takiego sformułowania opisu przedmiotu zamówienia, który umożliwia mu otrzymanie produktu odpowiadającego jego potrzebom W niniejszym stanie faktycznym zamawiający opisując przedmiot zamówienia, w tym wymagane parametry oprogramowania do zarządzania i monitoringu infrastruktury telekomunikacyjnej, kierował się szczególnymi założeniami wynikającymi ze specyfiki funkcjonowania nowego obiektu, w którym zamawiane oprogramowanie ma działać.

Nie wszystkie funkcjonalności muszą być spełnione w dniu składania ofert
Orzecznictwo Krajowej Izby Odwoławczej dopuszcza również oferowanie przedmiotu zamówienia, np. wyspecjalizowanego sprzętu, który jeszcze nie istnieje w chwili składania oferty. Tym samym uznaje się, że dopuszczalne jest również oferowanie istniejącego sprzętu, który nie posiada wszystkich cech/funkcjonalności na moment składania ofert. Tym bardziej, jeżeli zamawiany przez Zamawiającego sprzęt nie należy do sprzętu dostępnego tzw. „od ręki”.

Orzecznictwo

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 29 września 2022 r. o sygn. akt KIO 2418/22

„Okoliczność, że produkt ma zostać dopiero wyprodukowany nie może przesądzać o tym, że zostanie dostarczony w konfiguracji niezgodnej z oczekiwaniami Zamawiającego.(…) Ponadto, należy podkreślić, iż wykonawca nie ma obowiązku przygotowania urządzenia już w momencie złożenia oferty, czy też wcześniej, tak aby być w gotowości jego dostarczenia w konfiguracji zgodnej z wymaganiami”.

Orzecznictwo

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 20 listopada 2018 r. o sygn. akt KIO 2090/18:

„Tym samym nie można stwierdzić, że fakt, iż oferowany typ samolotu (jako typ samolotu) w chwili składania ofert i w chwili orzekania nie spełnia jeszcze wszystkich opisanych w specyfikacji istotnych warunków zamówienia wymagań, stanowi o niezgodności przedmiotu oferty z treścią specyfikacji istotnych warunków zamówienia. Liczącą się w tym przypadku treścią oferty jest wola wykonawcy (i producenta samolotu) do wykonania samolotu według wskazań Zamawiającego zawartych w specyfikacji istotnych warunków zamówienia. Stan ten można przyrównać do cech dostawy w rozumieniu art. 605 Kodeksu cywilnego, w której dostawca zobowiązuje się do wytworzenia rzeczy, czy też umowy o dzieło (art. 627 Kodeksu cywilnego), w której przyjmujący zamówienie zobowiązuje się do wykonania danego dzieła – gdzie więc zobowiązanie wykonawcy dotyczy przedmiotu, który powstanie dopiero w przyszłości i dopiero w przyszłości będzie miał dane cechy”.

Zamawiający jako gospodarz postępowania może tak formułować wymagania, aby pozostawały one w zgodzie z jego uzasadnionymi potrzebami. Ponadto jeżeli w jednym postępowaniu Zamawiający nie wyraża zgody na daną funkcjonalność/cechę, nie oznacza to, że w innym postępowaniu takiej zgody nie wyrazi. Fakt, że oferowany produkt nie posiada wszystkich funkcjonalności, nie może przesądzać o tym, że zostanie on dostarczony w konfiguracji niezgodnej z oczekiwaniami Zamawiającego, a także że zostanie dostarczony wbrew oświadczeniu Wykonawcy.

Parametry przedmiotu zamówienia w kryteriach oceny ofert
Zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 1 i 2 ustawy Pzp, Zamawiający udziela zamówienia w sposób zapewniający:

– najlepszą jakość dostaw, usług, oraz robót budowlanych, uzasadnioną charakterem zamówienia, w ramach środków, które zamawiający może przeznaczyć na jego realizację, oraz
– uzyskanie najlepszych efektów zamówienia, w tym efektów społecznych, środowiskowych oraz gospodarczych, o ile którykolwiek z tych efektów jest możliwy do uzyskania w danym zamówieniu, w stosunku do poniesionych nakładów.

Zamawiający udziela zamówienia w sposób zapewniający m.in. najlepszą jakość dostaw uzasadnioną charakterem zamówienia, jak również uzyskanie najlepszych efektów zamówienia, o ile którykolwiek z tych efektów jest możliwy do uzyskania w danym zamówieniu. Oznacza to, że Zamawiający może dokonywać oceny ofert, obok kryterium ceny lub kosztu, także na podstawie kryteriów pozacenowych, zwłaszcza jakościowych kryteriów oceny ofert.

WAŻNE
Kształtowanie poszczególnych kryteriów oceny ofert:

– nie jest działaniem dowolnym
– musi mieć swoje uzasadnienie w istniejących potrzebach Zamawiającego,
– musi być związane z przedmiotem zamówienia,
– musi służyć wyborowi oferty najkorzystniejszej.

W zależności od ustalonych kryteriów i ich wag oraz treści ofert, Zamawiający może nabyć przedmiot zamówienia o niższych parametrach, lecz tańszy, albo o wyższych parametrach, lecz droższy. W przypadku, gdy zaoferowany przedmiot nie uzyska dodatkowych punktów w kryterium oceny ofert, to, o ile spełni minimalne wymagania postawione przez Zamawiającego, nie doprowadzi do odrzucenia oferty, gdyż taka oferta uzyska jedynie niższą liczbę punktów w tym kryterium. Pozwala to na konkurencyjność pomiędzy ofertami i oferowanymi przez Wykonawców rozwiązaniami, różniącymi się zarówno ceną, jak i parametrami technicznymi/jakościowymi.

https://www.portalzp.pl/top-tematy/zamawiajacy-opisuje-przedmiot-zamowienia-w-sposob-ktory-pozwala-na-realizacje-jego-potrzeb.-33552.html

Podatki | Prasówka | 23-29.05.2024

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Nowa data wdrożenia KSeF. Przedsiębiorcy odetchną z ulgą?

oprac. Paweł Sikora | 22 maja 2024, 17:39

Senat w środę nie zgłosił poprawek do ustawy przesuwającej uruchomienie KSeF na 1 lutego 2026 r. Nowe przepisy trafią teraz do podpisu prezydenta.

Opóźnienie wprowadzenia KSeF dla dużych firm
Nowelizacja ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw przewiduje przesunięcie terminu wdrożenia KSeF z 1 lipca 2024 r. na 1 lutego 2026 r. Obowiązek ten będzie dotyczył największych firm, których obroty przekraczają 200 mln zł. Pozostałe firmy będą musiały wdrożyć KSeF dwa miesiące później.

Szkolenia i wsparcie dla podatników w związku z nowym terminem e-fakturowania
Przesunięcie terminu wdrożenia KSeF ma pozwolić na lepsze przygotowanie podatników do obowiązkowego e-fakturowania. Ministerstwo Finansów zapowiedziało uruchomienie w tym celu cyklu praktycznych szkoleń dotyczących korzystania z darmowego oprogramowania, czyli Aplikacji Podatnika i e-mikrofirmy oraz ma zapewnić dodatkowe wsparcie w postaci uruchamianej infolinii Krajowej Informacji Skarbowej.

Reakcja rządu na obawy przedsiębiorców odnośnie obowiązku e-fakturowania
Rząd, zgłaszając projekt tłumaczył, że zmiana przepisów to odpowiedź na sygnały płynące od przedsiębiorców. Brak decyzji o zmianie terminu doprowadziłby do paraliżu gospodarczego oraz sytuacji, w której podatnicy zostaliby zmuszeni do e-fakturowania i korzystania z systemu wykazującego błędy, a także nieprzygotowanego do obsługi dużej liczby faktur – przekonywało Ministerstwo Finansów.

Brak możliwości wdrożenia KSeF w dotychczasowym terminie
W trakcie prac nad projektem w Sejmie wiceminister finansów Jarosław Neneman podkreślił, że KSeF nie ma szans wejść w życie 1 lipca br., a ewentualne jego wprowadzenie spowodowałoby, że nie można byłoby wystawiać ani odebrać faktur VAT.

Proces legislacyjny dotyczący nowelizacji ustawy o KSeF
Teraz ustawa trafi do prezydenta do podpisu. (PAP)

autor: Łukasz Pawłowski
pif/ mmu/

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9512826,nowa-data-wdrozenia-ksef-przedsiebiorcy-odetchna-z-ulga.html

 2. Fiskus uderza w zarobki streamerów. Anonimowe wpłaty to przychód objęty PIT

Mariusz Szulc | 27 maja 2024, 07:00

Donejty, czyli anonimowe wpłaty przekazywane twórcy internetowemu, np. publikującemu filmiki na YouTubie, nie spełniają definicji darowizny. Trzeba więc od nich zapłacić podatek dochodowy.

Tego rodzaju wpłaty nie podlegają przepisom o podatku od spadków i darowizn. To przychód z innych źródeł, objęty PIT. Tak stwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w najnowszej interpretacji indywidualnej.

Podobne interpretacje zdarzały się już wcześniej, czego przykładem może być ta z 17 maja 2023 r. (sygn. 0112-KDIL2-2.4011.154.2023.4.IM). Nadal jednak w ministerialnej bazie Eureka można znaleźć interpretacje indywidualne prezentujące odmienne stanowisko, np. z 9 stycznia 2023 r. (0111 KDIB2-2.4015.119.2022.3.PB) i z 19 lipca 2021 r. (0111-KDIB2-3.4015.86.2021.2.MD). Wynika z nich, że twórca internetowy otrzymuje poprzez taką wpłatę darowiznę, a darczyńcą jest każda osoba dobrowolnie wpłacająca donejt.

Przy czym jeżeli wartość wpłat nie przekracza kwoty wolnej dla darowizn od osób obcych, czyli należących do III grupy podatkowej (obecnie jest to 5733 zł na pięć lat), to od donejtu nie ma podatku od spadków i darowizn. Zarazem nie ma też PIT, bo do przychodów podlegających przepisom o podatku od spadków i darowizn (choćby nawet z niego zwolnionych) nie ma zastosowania ustawa o podatku dochodowym (art. 2 ust. 1 pkt 3 ustawy o PIT). Taka wykładnia oznaczała, że wielu streamerów prezentujących w czasie rzeczywistym na popularnych platformach internetowych np. nową grę komputerową mogło nie płacić podatku od dużej części swoich dochodów.

– Większe zainteresowanie fiskusa tą kwestią było więc nieuniknione – komentuje Piotr Leonarski, doradca podatkowy i adwokat w LSW.

Niekoniecznie sprzeczne
Czy fiskus zmienił zdanie w porównaniu z wykładnią prezentowaną we wcześniejszych interpretacjach? Niekoniecznie. We wnioskach o wydanie obu korzystnych interpretacji podatnicy sami napisali, że otrzymywane przez nich donejty to darowizny. Dyrektor KIS przyjął to jako element stanu faktycznego i na tej podstawie wydał interpretację. W postępowaniu interpretacyjnym nie przeprowadza się kontroli ani nie zbiera dowodów. Gdyby jednak doszło do kontroli, to niewykluczone, że skarbówka uznałaby inaczej – że wsparcie od anonimowych internautów nie było darowizną. W takiej sytuacji otrzymana przez internautę korzystna interpretacja nie chroniłaby go przed koniecznością zapłaty PIT.

Donejty to dobrowolne wsparcie finansowe dla internetowego twórcy. Nie jest ono związane z jakimkolwiek świadczeniem zwrotnym ze strony tego twórcy. Datki wpłacają za pośrednictwem wyspecjalizowanych serwisów anonimowi internauci, którzy bardzo rzadko podają dane osobowe. Nie jest to więc sytuacja porównywalna do tej, gdy internauta przekazuje pieniądze z własnego konta bankowego.

Powstaje w związku z tym pytanie, czy wpłaty donejtów spełniają definicję darowizny w rozumieniu art. 888 kodeksu cywilnego. Zgodnie z tym przepisem „przez umowę darowizny darczyńca zobowiązuje się do bezpłatnego świadczenia na rzecz obdarowanego kosztem swego majątku”. Czy anonimowy internauta może być uznany za darczyńcę? Podatnicy często tak sądzą i tak też przedstawiają to we wnioskach o interpretację indywidualną. Piszą, że regulamin serwisu internetowego, na którym są prowadzone transmisje, zezwala na wpłaty darowizn dla twórców.

W odpowiedzi fiskus przyjmuje to za pewnik i stwierdza (jak w interpretacji z 19 lipca 2021 r.), że „skoro wpłaty dokonywane przez widzów – jak wskazał wnioskodawca – stanowią darowizny, to podlegają opodatkowaniu podatkiem od spadków i darowizn. Darczyńcą w tym przypadku jest każda osoba wspierająca, przekazująca środki pieniężne na rzecz wnioskodawcy (za pośrednictwem serwisu)”. Tak samo dyrektor KIS wyjaśnił to w interpretacji z 9 stycznia 2023 r.

Inaczej natomiast przedstawił to podatnik we wniosku o interpretację, która została wydana 17 maja 2023 r. Napisał, że donejty, które otrzymuje, nie są darowizną. Uważał, że jest to przychód z innych źródeł, opodatkowany PIT według skali podatkowej (12 proc. i 32 proc.). Dyrektor KIS to potwierdził. Dodał, że dla właściwego opodatkowania nie ma znaczenia tożsamość wpłacających.

Tak samo uznał w najnowszej interpretacji – z 9 maja 2024 r. (0111-KDIB2-2.4015. 34.2024.3.MM). Co prawda podatnik przekonywał, że donejty to darowizna, dyrektor KIS stwierdził jednak, że aby mówić o darowiźnie, należy ustalić, kim jest darczyńca, a w tym przypadku jest to niemożliwe.

– Skoro forma wsparcia, jakie otrzymuje pan od widzów, uniemożliwia identyfikację osób przekazujących wsparcie i tym samym wysokość dokonanych wpłat przez poszczególne osoby, to nie można kwalifikować tych wpłat jako umowy darowizny. Przy braku takich informacji nie sposób bowiem określić podmiot umowy, jej dokładną treść oraz wysokość wpłaty od konkretnej osoby, a elementy te są nieodzowne dla zweryfikowania charakteru umowy w kontekście opodatkowania jej podatkiem od spadków i darowizn – wyjaśnił.

Zmiana przepisów
– Brak opodatkowania donejtów rodził nierówność na rynku. Większość podmiotów, które sprzedają usługi elektroniczne, jest bowiem opodatkowana zarówno VAT, jak i podatkiem dochodowym. Twórcy streamów otrzymujący wsparcie w postaci donejtów byli w dużo lepszej sytuacji – przyznaje Piotr Leonarski.

Ekspert jest zdania, że to zbyt poważny problem, aby rozwiązywać go w drodze interpretacji indywidualnej. – Właściwym rozwiązaniem jest dostosowanie regulacji podatkowych do zmieniającej się cyfrowej rzeczywistości, a nie łatanie przepisów interpretacjami – mówi ekspert. Jego zdaniem z nowych przepisów powinny wynikać proste i kompleksowe zasady opodatkowania gospodarki cyfrowej (w tym donejtów).©℗

OPINIA
Ryzyko opodatkowania było zawsze
Krzysztof Burzyński, doradca podatkowy i partner w BTTP
Mam wrażenie, że fiskusowi mogła dotąd umykać skala zjawiska, jakim jest przekazywanie donejtów. W konsekwencji miał problem z przyznaniem, że dochody z działalności np. nastoletniego gracza komputerowego, który streamuje rozgrywkę w czasie rzeczywistym, podlegają opodatkowaniu PIT, a nie podatkiem od spadków i darowizn. Trudno jest obronić stanowisko, że osoba prowadząca swój kanał internetowy i uzyskująca setki czy tysiące donejtów miesięcznie może je rozliczać jako darowizny – a więc z reguły bezpodatkowo. Byłoby to w mojej ocenie wypaczenie istoty opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn. Dlatego uważam, że jest duże ryzyko zakwalifikowania tego typu wpływów podczas kontroli prowadzonych przez organy podatkowe jako przychodu z innych źródeł. Jednocześnie, jeżeli otrzymywane donejty stanowiłyby stały element zarobków twórcy internetowego, należałoby rozważyć, czy jego działania wpisują się w definicję prowadzonej działalności gospodarczej ze wszelkimi tego konsekwencjami prawno-podatkowymi.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9514933,fiskus-uderza-w-zarobki-streamerow-anonimowe-wplaty-to-przychod-objet.html

 3. 4 nieoczywiste sytuacje w których młodzi małżonkowie nie skorzystają ze zwolnienia z PCC na zakup pierwszego mieszkania

Agnieszka Pokojska | 22 maja 2024, 13:00

Mąż i żona nie skorzystają ze zwolnienia z PCC przy zakupie pierwszego wspólnego lokum np., gdy jedno z małżonków posiada już nieruchomość mieszkalną, albo gdy zakup dotycz tylko części mieszkania lub domu

Poniżej przedstawiamy 4 sytuacje, w których małżonkowie nie będą mogli zastosować preferencji. Należy pamiętać, że dotyczy ona tylko transakcje na rynku wtórnym, bo tylko tam w grę wchodzi podatek od czynności cywilnoprawnych. W przypadku zakupu na runku pierwotnym, co do zasady, mamy do czynienia z VAT.

Przypomnijmy, że zwolnienie z PCC, przy zakupie pierwszego lokum, przysługuje w przypadku sprzedaży (chociaż podatek płaci kupujący), której przedmiotem jest:
– prawo własności lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość,
– prawo własności budynku mieszkalnego jednorodzinnego,
– spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu dotyczące lokalu mieszkalnego albo domu jednorodzinnego.

Zasadniczo, aby skorzystać z tej preferencji, nie można być posiadaczem takich praw. Wyjątek dotyczy tylko sytuacji, gdy dana osoba odziedziczy wymienione prawa. W związku z tym można odziedziczyć udziały w kilku nieruchomościach mieszkalnych i nabyć kolejne lokum bez PCC. Warunkiem jest, aby w żadnej z odziedziczonych nie mieć więcej niż 50-proc. udziału.

W praktyce jest jednak kilka sytuacji, w których np. młodzi małżonkowie nie skorzystają ze zwolnienia.

1 sytuacja: chociaż jeden z małżonków posiada już nieruchomość
Aby, skorzystać ze zwolnienia małżonkowie, którzy będą współwłaścicielami kupowanego mieszkania — oboje muszą spełniać warunki do zwolnienia. Nie ma tu znaczenia, czy mają oni wspólność, czy rozdzielność małżeńską. Przykładowo, jeżeli jedno z małżonków już ma jedną nieruchomość, a drugie nie – to przy zakupie pierwszego wspólnego mieszkania, będą musieli zapłacić 2 proc. PCC od całej transakcji. Potwierdza to np. interpretacja dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 28 lutego 2024 r. (sygn. 0111-KDIB2-2.4014.300.2023.1.PB).

Zwolnienie na zakup wspólnego lokum wyklucza np. otrzymanie nawet przez jednego z małżonków:
– w darowiźnie, chociaż ułamka udziałów w nieruchomości (mieszkania lub domu),
– w spadku więcej niż połowy nieruchomości.

Tak samo będzie, gdy mąż i żona lub jedno z nich posiada mieszkanie poza Polską (potwierdza to np. interpretacja z 16 maja 2024 r.; 0111-KDIB2-3.4014.153.2024.1.AD).

2 sytuacja: zakup część nieruchomości
Bez PCC można kupić wyłącznie cały dom bądź mieszkanie. Jeżeli małżonkowie kupują tylko część, np. połowę domu od jednego z właścicieli, to preferencja się nie należy. Od takiej transakcji trzeba będzie zapłacić 2 proc. PCC. Podobnie będzie w innych sytuacjach. Przykładowo jeżeli małżonkowie nabędą całą nieruchomość, każdy po 50 proc., ale jeden w formie darowizny od swoich rodziców, a drugi w drodze kupna od teściów, to też nie będzie mowy o preferencji. W takiej sytuacji bowiem kupno dotyczyło tylko połowy mieszkania (patrz interpretacja z 10 listopada 2023 r.; 0111-KDIB2-3.4014.321.2023.2.ASZ)

Jak to już zostało wspomniane, zwolnieniem objęta jest umowa sprzedaży wymienionych praw. Dlatego też według fiskusa nie podlega zwolnieniu sprzedaż udziału bądź też udziałów w takich prawach

3 sytuacja: zakup domu w budowie
Jeżeli małżonkowie kupią dom w budowie – nie skorzystają ze zwolnienia. Za dom w budowie jest uważany budynek, co do którego nie uzyskano pozwolenia na użytkowanie lub nie złożono zawiadomienia o zakończeniu budowy. Fiskus powołuje się w tym przypadku na art. 3 pkt 2a prawa budowlanego (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 682 ze zm.), zgodnie z którym budynkiem mieszkalnym jednorodzinnym jest budynek wolnostojący albo budynek w zabudowie bliźniaczej, szeregowej lub grupowej służący zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych.

Fiskus twierdzi, że jeżeli nie ma pozwolenia na użytkowanie budynku, to nie może on być w świetle prawa użytkowany, a tym samym nie może zaspokajać potrzeb mieszkaniowych. To natomiast sprawia, że nieruchomość nie spełnia definicji budynku mieszkalnego jednorodzinnego.

Ta wykładnia ma też swoje dobre strony. Przykładowo, jeżeli małżonkowie sprzedają taki dom w budowie, który otrzymali w darowiźnie od rodziców, to przy zakupie kolejnej nieruchomości (domu lub mieszkania) nie zapłaci PCC. Potwierdza to interpretacja indywidualna z 2 maja 2024 r. (0111-KDIB2-3.4014.111.2024.2.AD).

4 sytuacja: posiadanie domu w ruinie
Jeżeli małżonkowie (albo tylko jeden z nich) mają grunt z domem jednorodzinnym, który nie nadaje się do zamieszkania, bo jest ruiną (np. otrzymali w darowiźnie), ale organ nadzoru budowlanego nie wydał stosownej decyzji to przy zakupie innego domu lub mieszkania nie skorzystają ze zwolnienia z PCC.

Kluczowy w tym przypadku jest art. 3 pkt 2a prawa budowlanego. Zgodnie z nim nie jest budynkiem mieszkalnym jednorodzinnym nieruchomość, która nie służy zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych, a więc w stosunku do której organ nadzoru budowlanego wydał zakaz użytkowania na czas usunięcia nieodpowiedniego stanu technicznego lub wydał decyzję nakazującą rozbiórkę budynku.

Fiskus uważa, że jeżeli nie zostały wydane takie decyzje, to uznaje się, że budynek nadal służy zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych. Potwierdza to np. interpretacja z 26 marca 2024 r. (0111-KDIB2-2.4014.26.2024.3.MM).

Taka interpretacja ma też korzystną stronę. Gdyby bowiem małżonkowie chcieli kupić ziemię z taką ruiną, aby ją zburzyć i postawić nowy dom, to mogliby skorzystać ze zwolnienia z PCC, o ile byłby to jego pierwszy taki zakup. Dla porównania zakup samej działki (nawet z budynkami gospodarczymi), aby dopiero postawić na niej dom, nie korzysta ze zwolnienia z PCC.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9512635,4-nieoczywiste-sytuacje-w-ktorych-mlodzi-malzonkowie-nie-skorzystaja-z.html

 4. Z estońskiego CIT nie zawsze trzeba korzystać przez cztery lata

Radosław Kowalski | 27 maja 2024, 08:17

Wprawdzie skrócenie okresu stosowania ryczałtu od dochodów spółek może wywołać skutki określonew ustawie o CIT, jednak niezachowanie czteroletniego okresu niekoniecznie oznacza zapłatę podatku.

Zapowiedź zmian w zasadach kalkulacji składek na ubezpieczenie zdrowotne i obietnica obniżenia obciążeń składkowych bynajmniej nie ostudziły zapędów przedsiębiorców w planowaniu zmian zasad opodatkowania, a niejednokrotnie nawet formy prowadzonej działalności gospodarczej. Niemała ich grupa cały czas poważnie rozważa przekształcenie jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG) w spółkę kapitałową, żeby następnie wybrać opodatkowanie estońskim CIT.

Obok fundacji rodzinnej (zajmującej szpalty prasy branżowej ze względu na przypadającą obecnie rocznicę swojego funkcjonowania), którą jednak cały czas dotykają choroby wieku dziecięcego, właśnie estoński CIT niezmiennie zdaje się naprawdę kuszącą propozycją. W związku z tym powraca wiele pytań dotyczących ryczałtu od dochodów spółek. Na część z nich dzisiaj stosunkowo łatwo można znaleźć odpowiedzi, które niejednokrotnie są efektem wcześniej wykonanej znojnej pracy interpretacyjnej, natomiast inne cały czas są kością niezgody albo przynajmniej budzą kontrowersje.

Na jaki okres estoński CIT
W praktyce tym, co niejednokrotnie budzi poważne obawy podatników (zarówno tych którzy gotowi są zmienić formę prowadzenia działalności, jak i tych już przygotowanych do wyboru ryczałtu od dochodów spółek), jest czteroletnie związanie estońskim CIT. W wielu przypadkach jest to zbędny niepokój, bo obecnie czteroletni okres stosowania estońskiego CIT to – na szczęście – nie jest już obowiązkowy czas funkcjonowania w rygorze od ryczałtu od dochodów spółek. Owszem, niekiedy skrócenie czasu opodatkowania w formule estońskiej albo utracenie możliwości płacenia takiego podatku może nieść ze sobą negatywne implikacje, lecz należy to traktować jako swego rodzaju odstępstwo od reguły. Co do zasady bowiem uchybienie czteroletniemu, normatywnemu okresowi nie niesie ze sobą szczególnie uciążliwych ekonomicznie skutków fiskalnych.

Uwaga: Każda spółka, która wybrała opodatkowanie w formie estońskiego CIT, może zmienić zdanie i zrezygnować z ryczałtu przed upływem czteroletniego okresu. Niekiedy rezygnacja taka może nieco kosztować, innym razem nie niesie za sobą żadnych ekonomicznych obciążeń. To samo tyczy się przypadków utraty prawa do takiego opodatkowania.

Przypomnijmy zatem, że standardowy okres stosowania ryczałtu od dochodów spółek to istotnie cztery następujące po sobie lata podatkowe. Podatnik swobodnie może go skrócić, przechodząc do zasad ogólnych z początkiem nowego roku albo stosować tę formę opodatkowania przez wiele lat, tj. znacznie dłużej niż cztery lata, i bynajmniej nie musi to być wielokrotność czteroletnich okresów. Przy czym – inaczej niż przy wejściu w estoński CIT – dla wyjścia nie została przewidziana możliwość skrócenia roku obrotowego.

Co ważne, wraz z upływem ostatniego z czterech lat stosowania ryczałtu podatnik nie wraca automatycznie do zasad ogólnych. Jeżeli po zakończeniu czteroletniego okresu podatnik nie chce już opłacać podatku w formie ryczałtu od dochodów spółek, to musi o tym poinformować organ. A mianowicie przekazuje naczelnikowi urzędu skarbowego informację o rezygnacji z tej formy opodatkowania w deklaracji o estońskim CIT składanej za ostatni rok jego stosowania. Jeśli podatnik dokona takiego wyboru (w wyniku przekazania takiej informacji), to traci prawo do ryczałtu z końcem roku podatkowego stosowania tej formy opodatkowania. Gdyby nie zrezygnował, wówczas okres stosowania estońskiego CIT przedłużyłby się o kolejne, następujące po sobie, cztery lata.

Od razu trzeba wyjaśnić pewną, jak by się mogło wydawać, nieścisłość: wpierw napisałem, że estoński CIT nie musi być stosowany w okresach będących wielokrotnością czteroletnich, a w poprzednim zdaniu wskazałem, w ślad za prawodawcą, że przedłużenie następuje na kolejne cztery lata. Nie ma tutaj jednak żadnej sprzeczności. Owszem, formalnie rzecz biorąc, okres opodatkowania jest czteroletni, lecz począwszy od 2022 r. podatnik może zrezygnować z końcem dowolnego roku ze stosowania estońskiego CIT.

Przy rezygnacji, czy to w trakcie pierwszej czy kolejnej czterolatki, nie występuje wsteczny powrót do zasad ogólnych – jeżeli powrót do zwykłego CIT jest efektem wyboru podatnika, to w każdym razie następuje z końcem roku podatkowego i dopiero od kolejnego spółka rozlicza się w ogólnej formule.

Kiedy trzeba zapłacić podatek
O ile odstąpienie od estońskiego CIT w trakcie pierwszego czteroletniego okresu niekiedy spowoduje zapłatę podatku (o czym za chwilę), o tyle skrócenie kolejnej czterolatki w żadnym razie nie rodzi obowiązku wpłaty jakiejkolwiek daniny.

Należy natomiast pamiętać, że niezależnie od tego, kiedy następuje odejście od zasad estońskich, zysk wypracowany przez spółkę w tym czasie będzie opodatkowany dopiero przy jego podziale. Będzie tak nawet wtedy, gdyby podział zysku nastąpił po kilkunastu latach.

Teraz wyjaśnijmy, jak to jest z tą ewentualną wpłatą daniny do urzędu skarbowego, gdy spółka stosuje ryczałt krócej niż cztery lata. Mamy de facto dwa przypadki, w których może pojawić się obowiązek zapłaty.

 Przypadek pierwszy – rezygnacja przed upływem czterech lat ze stosowania opodatkowania ryczałtem skutkuje brakiem wygaszenia obowiązku zapłaty podatku z korekty wstępnej.

Przypomnijmy, że w ogólnym założeniu spółka stosująca estoński CIT opiera swój wynik podatkowy na bilansowym. Ze względu na to oraz różnice pomiędzy prawem podatkowym a bilansowym ustawodawca zadecydował, że spółka, która przechodzi z zasad ogólnych na ryczałt, musi dokonać modyfikacji wyniku podatkowego w ramach korekty wstępnej. Zaznaczyć przy tym trzeba, że w takiej korekcie uwzględnia się wyłącznie przejściowe różnice pomiędzy wynikami, a dokładniej pomiędzy przychodami a kosztami bilansowymi i podatkowymi, występujące w momencie wyboru ryczałtu.

Korekta służąca „wyrównaniu wyników” przy rozpoczęciu stosowania estońskiego CIT w rzeczywistości polega na tym, że:
– przychody bilansowe, które nie były podatkowymi, wykazywane są jako przychody podatkowe, zaś koszty podatkowe, które nie były kosztami bilansowymi, wykazywane są jako przychody (art. 7aa ust. 2 pkt 1 ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych; t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 2805; ost.zm. Dz.U. z 2024 r. poz. 232; dalej: ustawa o CIT) – nie dotyczy to przychodów z art. 12 ust. 4 ustawy o CIT, tj. nieuwzględnianych w przychodach podatkowych, a także nie dotyczy wydatków, które nie mogą być zaliczone do kosztów;
– przychody podatkowe niebędące bilansowymi wykazywane są jako podatkowe koszty uzyskania, zaś koszty bilansowe niezaliczone do kosztów podatkowych wykazywane są jako koszty podatkowe (art. 7aa ust. 2 pkt 2 ustawy o CIT) – nie dotyczy to przychodów z art. 12 ust. 4 ustawy o CIT, tj. nieuwzględnianych w przychodach podatkowych, a także nie dotyczy wydatków, które nie mogą być zaliczone do kosztów.

I teraz dochodzimy do tego, co nas tym razem najbardziej interesuje. Otóż, jeżeli z takiej korekty wyłoni się strata, to nie wpływa ona na rozliczenie podatkowe. Gdyby jednak okazało się, że przychody z korekty wstępnej przekraczają wykazane z tego tytułu koszty, czyli wystąpi dochód, wtedy obliczony od takiego dochodu 19-proc. podatek jest płacony z końcem pierwszego miesiąca następującego po ostatnim roku opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek.

Jeżeli jednak spółka stosuje estoński CIT w sposób nieprzerwany przez okres co najmniej czterech lat podatkowych, to zobowiązanie podatkowe wygasa w całości wraz z zakończeniem czteroletniego okresu.

 Drugi przypadek – związany jest z zasadą, według której wybór estońskiego CIT likwiduje możliwość rozliczenia straty podatkowej z lat ubiegłych, lecz z jednym zastrzeżeniem. Prawodawca daje bowiem jedną możliwość konsumpcji straty z lat ubiegłych pomimo wyboru ryczałtu od dochodów spółek. Otóż wybierając estoński CIT, podatnik, któremu pozostały nierozliczone straty podatkowe z lat ubiegłych, może obniżyć o ich wysokość dochód ze źródła przychodów uzyskany w dwóch latach podatkowych bezpośrednio poprzedzających pierwszy rok opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek.

Jeżeli podatnik skorzysta z takiej opcji, a następnie nie będzie stosować estońskiego CIT przez okres co najmniej czterech lat, to wtedy traci prawo do dokonania takiego obniżenia od dnia, w którym skorzystał z tego obniżenia, oraz jest obowiązany do zapłaty podatku wraz z odsetkami za zwłokę.

I to jest koniec dodatkowych obciążeń związanych z niezachowaniem minimalnego czteroletniego okresu stosowania ryczałtu od dochodów spółek. To oznacza, że jeżeli podatnik nie rozliczał w szczególnej, „przedestońskiej” formie strat z lat ubiegłych i nie wystąpił u niego dochód z korekty wstępnej, to rezygnacja z ryczałtu przed upływem czterech lat nie wiąże się z żadnym dodatkowym obciążeniem fiskalnym.

Co przy przekształceniu JDG
Na zakończenie warto wskazać, że jeśli osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą na podstawie wpisu do Centralnej Ewidencji i Informacji Działalności Gospodarczej przekształca ją w spółkę kapitałową, to straty takiej osoby nie przechodzą na spółkę powstałą z przekształcenia. Z kolei gdy osoba fizyczna przed przekształceniem nie prowadziła ksiąg rachunkowych, to nie jest dokonywana korekta wstępna, a zatem nie może wystąpić dochód i podatek z tego tytułu. Tym samym w przypadku takiej osoby (czy raczej spółki powstałej po jej przekształceniu) ewentualne niedochowanie czteroletniego okresu opodatkowania ryczałtem nie będzie wiązało się z koniecznością zapłaty podatku do urzędu skarbowego. ©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9514871,z-estonskiego-cit-nie-zawsze-trzeba-korzystac-przez-cztery-lata.html

 5. NSA: Sprzedaż nieruchomości nie uprawnia do ulgi, jeżeli jest w ramach działalności

Robert P. Stępień | wczoraj, 07:31

Sprzedaż nieruchomości nie uprawnia do ulgi mieszkaniowej w PIT, jeżeli ma miejsce w ramach działalności gospodarczej. Musi być więc na własny rachunek oraz mieć charakter zarobkowy, ciągły i zorganizowany. Wszystkie te przesłanki muszą być spełnione łącznie – orzekł NSA.

Chodziło o podatnika, który dostał w darowiźnie od rodziców wielohektarową działkę rolną. Najpierw ją wydzierżawiał, a następnie wystąpił o podział nieruchomości na mniejsze działki i warunki zabudowy dla nich. Część z wydzielonych działek została przeznaczona na drogi, a kilka z nich – jeszcze przed uzyskaniem decyzji o warunkach zabudowy – podatnik sprzedał.

Następnie zaczął prowadzić działalność gospodarczą (niezwiązaną z obrotem nieruchomościami), założył rodzinę i stał się współwłaścicielem domu jednorodzinnego, na zakup którego zaciągnął kredyt hipoteczny.

Postanowił sprzedać pozostałe kilka działek (już z wydanymi decyzjami o warunkach zabudowy), a zarobek przeznaczyć na zakup nowej działki oraz budowę nowego domu lub zakup nowego mieszkania, albo na spłatę kredytu hipotecznego.

Jednym słowem miały to być własne cele mieszkaniowe. Dlatego uważał, że nie zapłaci PIT od dochodu ze sprzedaży tych działek, bo skorzysta z ulgi mieszkaniowej na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 131 w zw. z art. 21 ust. 25 ustawy o PIT.

To zysk z biznesu
Nie zgodził się z tym dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. Stwierdził, że sprzedając pozostałe działki, podatnik uzyska przychód z działalności gospodarczej, a to wyklucza prawo do ulgi mieszkaniowej. Przysługuje ona bowiem w odniesieniu do przychodu ze źródła wskazanego w art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT (odpłatne zbycie nieruchomości), a nie w art. 10 ust. 1 pkt 3 (pozarolnicza działalność gospodarcza) – wskazał.

Za tym, że działki zostaną sprzedane w ramach działalności gospodarczej, miały przemawiać – według fiskusa – okoliczności sprawy; podatnik podjął wiele czynności zmierzających do zwiększenia atrakcyjności i wartości działek (wystąpił o warunki zabudowy oraz podział nieruchomości na mniejsze działki). Podobnie zachowują się podmioty zajmujące się profesjonalnie tego rodzaju obrotem – stwierdził dyrektor KIS.

Ponadto – dodał – działki będą sprzedawane w warunkach wskazujących na handlowy i zarobkowy charakter sprzedaży.

Tego samego zdania był WSA w Szczecinie (sygn. akt I SA/Sz 515/22). W uzasadnieniu wyeksponował handlowy i zarobkowy charakter sprzedaży działek. Uznał, że przemawiają za tym: systematyczność, ciągłość i powtarzalność działań, przedmiot tych czynności, skala planowanej sprzedaży, zarobkowy charakter oraz działanie we własnym imieniu. Wszystko to są cechy pozarolniczej działalności gospodarczej w rozumieniu art. 5a pkt 6 ustawy o PIT – wskazał WSA.

Zabrakło ciągłości i zorganizowania
Sprawa dwukrotnie trafiała do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wyrokiem z 16 maja 2023 r. (sygn. akt II FSK 21/23) sąd kasacyjny uchylił orzeczenie WSA i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

Uznał, że sąd I instancji za bardzo skupił się na zarobkowym celu sprzedaży i działaniu podatnika we własnym imieniu (na własny rachunek). Pominął natomiast dwie inne przesłanki z art. 5a pkt 6 ustawy o PIT, wskazujące na działalność gospodarczą – jej zorganizowany i ciągły charakter.

Gdyby faktycznie w nieodległym od siebie okresie podatnik kupował i sprzedawał te same nieruchomości, to można byłoby mówić o działaniu w sposób zorganizowany i ciągły. Natomiast w tej sprawie działania podatnika nie wskazywały na cykliczny ciąg zdarzeń polegających na nabywaniu i zbywaniu działek w krótkim czasie – stwierdził NSA.

Szczeciński sąd, ponownie rozpatrując sprawę, uwzględnił skargę podatnika i uchylił interpretację dyrektora KIS (I SA/Sz 315/23). Orzekł, że sprzedaż działek nie będzie miała charakteru zorganizowanego ani ciągłego. Podatnik nie będzie więc zbywał ich w ramach działalności gospodarczej, a to oznacza, że będzie mu przysługiwać ulga mieszkaniowa, jeżeli przychód ze sprzedaży przeznaczy na własne cele mieszkaniowe.

Z tym wyrokiem z kolei nie zgodził się dyrektor KIS i złożył skargę kasacyjną.

Zarzut powtórzony i niedopuszczalny
NSA oddalił ją, uznając że jest ona niedopuszczalna w świetle art. 190 zdanie drugie ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1634). Stwierdził, że w gruncie rzeczy była ona polemiką z wykładnią wynikającą z wcześniejszego wyroku NSA z 16 maja 2023 r. Opierała się na zarzucie naruszenia tego samego przepisu prawa materialnego, co do interpretacji którego sąd kasacyjny orzekł już wiążąco w tamtym wyroku.

– Nie można opierać ponownie skargi kasacyjnej na zarzucie dotyczącym tego samego przepisu materialnego, który został już poddany ocenie – wyjaśnił sędzia Maciej Jaśniewicz.

Dodał, że co do prawa materialnego i jego wykładni to WSA został związany orzeczeniem kasatoryjnym NSA z 16 maja 2023 r.©℗

orzecznictwo

Podstawa prawna
Wyrok NSA z 21 maja 2024 r., sygn. akt II FSK 178/24

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9515727,nsa-sprzedaz-nieruchomosci-nie-uprawnia-do-ulgi-jezeli-jest-w-ramach.html

 

Rzeczpospolita

 1. Firma ze stratą niekoniecznie zapłaci podatek minimalny

27 maja 2024 | Podatki | Adam Tomaszewski

Pomimo obowiązywania przepisów o podatku minimalnym nie każdy stratny biznes podatnika CIT będzie powodować konieczność zapłaty tej daniny.

Minimalny podatek dochodowy – w wysokości 10 proc. podstawy opodatkowania, nałożony na podmioty, które nie wykazują dochodu, bądź wykazują niewielki dochód – jest wynikiem zmian w przepisach ustawy o CIT wprowadzonych tzw. Polskim Ładem. Jednak dopiero począwszy od rozliczenia za 2024 r. niektóre firmy po raz pierwszy mogą być zobowiązane do jego zapłaty.

To, czy dany przedsiębiorca podlega podatkowi minimalnemu, zależy nie tylko od wystąpienia u niego pewnej kategorii kosztów, które nie są uwzględniane przy obliczaniu straty lub udziału dochodów w przychodach, ale również od tego, czy dana firma zalicza się do grupy podatników wprost wyłączonych spod tego podatku.

Możliwe jest też przyjęcie przez podatnika korzystniejszej metody ustalania podstawy opodatkowania.

Wyjaśnijmy zatem kogo dotyczy ta danina i na jakich zasadach jest rozliczana.

Adresaci podatku minimalnego
Zamysłem ustawodawcy było takie skonstruowanie podatku minimalnego, aby obejmował jak najszerszy krąg podmiotów. Zgodnie z art. 24ca ustawy o CIT dotyczy on:

1) podatników posiadających siedzibę lub zarząd na terytorium RP,

2) podatkowych grup kapitałowych,

3) podatników, którzy prowadzą działalność w ramach położonego na terytorium RP zagranicznego zakładu.

Podatkowi temu podlegają zarówno krajowi rezydenci podatkowi o nieograniczonym obowiązku podatkowym, jak i nierezydenci prowadzący na terytorium RP zagraniczny zakład, mający ograniczony obowiązek podatkowy.

Chodzi przy tym o podmioty, które w roku podatkowym:

∑ poniosły stratę ze źródła przychodów innego niż zyski kapitałowe, albo

∑ osiągnęły udział dochodów ze źródła przychodów innego niż zyski kapitałowe, w przychodach z tego źródła (innego niż zyski kapitałowe) w wysokości nie większej niż 2 proc.

Przychody i koszty wyłączone z kalkulacji straty
Obliczając stratę oraz udział dochodów w przychodach nie uwzględnia się pewnych przychodów i kosztów, m.in.:

∑ zaliczonych do kosztów uzyskania przychodów, w tym poprzez odpisy amortyzacyjne, kosztów wynikających z nabycia, wytworzenia lub ulepszenia środków trwałych lub wykorzystywania ich na podstawie umowy podatkowego leasingu finansowego (gdy odpisów amortyzacyjnych dokonuje korzystający),

∑ przychodów oraz kosztów uzyskania przychodów bezpośrednio lub pośrednio związanych z tymi przychodami, osiągniętych/poniesionych w związku z transakcją, jeżeli:

– cena lub sposób określenia ceny przedmiotu transakcji wynika z przepisów ustaw lub wydanych na ich podstawie aktów normatywnych oraz

– podatnik w roku podatkowym poniósł stratę ze źródła przychodów innego niż zyski kapitałowe z transakcji, o której mowa wyżej, albo osiągnął z takiej transakcji udział dochodów ze źródła przychodów innego niż zyski kapitałowe w przychodach z tego źródła w wysokości nie większej niż 2 proc. (stratę i udział dochodów w przychodach oblicza się odrębnie dla transakcji tego samego rodzaju),

∑ zaliczonych do kosztów uzyskania przychodów opłat ustalonych w umowie podatkowego leasingu operacyjnego,

∑ zapłaconych przez podmiot do tego obowiązany kwot: podatku akcyzowego, podatku od sprzedaży detalicznej, podatku od gier, opłaty paliwowej, opłaty emisyjnej,

∑ 20 proc. kosztów uzyskania przychodów z tytułu wypłaconych wynagrodzeń ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej oraz spółdzielczego stosunku pracy oraz z tytułu członkostwa w rolniczej spółdzielni produkcyjnej lub innej spółdzielni zajmującej się produkcją rolną, a także składek społecznych finansowanych przez płatnika składek, składki na Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy oraz Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Na przykład 20 proc. kosztów podatkowych z tytułu wypłaconych wynagrodzeń nie rzutuje na wystąpienie straty lub udziału dochodów w przychodach na potrzeby obliczenia minimalnego CIT, mimo że na ogólnych zasadach wpływa na podatkowy dochód (stratę), w tym na udział dochodów w przychodach.

Wyłączenia podmiotowe
Pewne kategorie podatników zostały wyłączone spod reżimu minimalnego CIT. Są to:

1) rozpoczynający działalność (w roku jej rozpoczęcia) oraz w kolejnych dwóch latach podatkowych następujących bezpośrednio po tym roku podatkowym,

2) przedsiębiorstwa finansowe,

3) uzyskujący w roku podatkowym przychody niższe o co najmniej 30 proc. w stosunku do przychodów uzyskanych w roku podatkowym bezpośrednio poprzedzającym ten rok podatkowy,

4) spółki, których udziałowcami, akcjonariuszami albo wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne, jeżeli spółki te nie posiadają:
a) bezpośrednio lub pośrednio więcej niż 5 proc. udziałów (akcji) w kapitale innej spółki lub ogółu praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną,
b) innych praw majątkowych związanych z prawem do otrzymania świadczenia jako założyciel (fundator) lub beneficjent fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym,

5) spółki wchodzące w skład grupy co najmniej dwóch spółek, w której jedna spółka posiada przez cały rok podatkowy bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 75-proc. udział odpowiednio w kapitale zakładowym, akcyjnym lub udziale kapitałowym pozostałych spółek wchodzących w skład tej grupy, jeżeli:
a) rok podatkowy spółek obejmuje ten sam okres oraz
b) obliczony za rok podatkowy udział łącznych dochodów spółek w ich łącznych przychodach jest większy niż 2 proc. (przy ustalaniu tych warunków uwzględnia się wszystkie spółki z grupy będące podatnikami lub należące do podatkowej grupy kapitałowej),

6) podmioty będące małymi podatnikami,

7) spółki prowadzące gospodarkę komunalną,

8) podmioty osiągające co najmniej 2 proc. udziału dochodów ze źródła przychodów innego niż zyski kapitałowe, w przychodach z tego źródła w jednym z trzech lat podatkowych bezpośrednio poprzedzających rok podatkowy, za który należny jest minimalny podatek dochodowy,

9) podmioty postawione w stan upadłości, likwidacji lub objęte postępowaniem restrukturyzacyjnym,

10) podmioty będące stroną umowy o współdziałanie,

11) instytucje finansowe, których podstawowym przedmiotem działalności jest świadczenie usług finansowych polegających na odpłatnym nabywaniu od wierzyciela wierzytelności powstałych w wyniku zawarcia umowy sprzedaży towarów lub świadczenia usług pomiędzy tym wierzycielem a dłużnikiem,

12) podatnicy estońskiego CIT,

13) przedsiębiorstwa górnicze otrzymujące pomoc publiczną na podstawie ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego.

Przykład

Spółka z o.o., której udziałowcami nie są wyłącznie osoby fizyczne, osiągnęła w 2024 r. przychody w wysokości 10 mln zł. W 2025 r. jej przychody wyniosły 5 mln zł. Udział dochodów ze źródła przychodów innych niż z zysków kapitałowych w przychodach tego podmiotu nie przekracza natomiast 2 proc. Z uwagi na spełnienie jednego ze wskazanych przez prawodawcę warunków, tj. uzyskania w roku podatkowym przychów niższych o co najmniej 30 proc. w stosunku do przychodów uzyskanych w roku podatkowym bezpośrednio poprzedzającym ten rok podatkowy, w 2025 r. spółka ta nie będzie jednak objęta podatkiem minimalnym (vide: ww. pkt 3 – wyłączenia podmiotowe).

Podstawa opodatkowania
Ustawodawca przewidział dwa sposoby ustalenia podstawy opodatkowania minimalnym CIT:

∑ metodą podstawową – jako sumę kilku składników (w tym ponadlimitowych kosztów finansowania dłużnego i usług niematerialnych, ponoszonych na rzecz podmiotów powiązanych),

∑ metodą uproszczoną – w kwocie odpowiadającej 3 proc. wartości osiągniętych przez podatnika w roku podatkowym przychodów ze źródła innego niż zyski kapitałowe.

O wyborze metody uproszczonej podatnik informuje w zeznaniu składanym za rok podatkowy, w którym dokonał jej wyboru.

Podstawę opodatkowania ustaloną metodą podstawową stanowi suma:

1) kwoty odpowiadającej 1,5 proc. wartości przychodów ze źródła przychodów innego niż zyski kapitałowe, osiągniętych przez podatnika w roku podatkowym,

2) poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych (z wyjątkiem, gdy powiązania wynikają wyłącznie z powiązania ze Skarbem Państwa lub jednostkami samorządu terytorialnego bądź ich związkami) kosztów finansowania dłużnego w takiej części, w jakiej koszty te przewyższają kwotę obliczoną według wzoru:

[(P – Po) – (K – Am – Kfd)] x 30 proc.

gdzie:
P – zsumowana wartość przychodów ze wszystkich źródeł przychodów, z których dochody podlegają CIT,
Po – przychody o charakterze odsetkowym,
K – suma kosztów uzyskania przychodów bez pomniejszeń wynikających z przepisów wyłączających z kosztów podatkowych koszty finansowania dłużnego,
Am – odpisy amortyzacyjne zaliczone w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów,
Kfd – zaliczone w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów koszty finansowania dłużnego nieuwzględnione w wartości początkowej środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, przed dokonaniem pomniejszeń wynikających z wyłączeń tych kosztów z kosztów podatkowych,

3) kosztów:
a) usług doradczych, badania rynku, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze,
b) wszelkiego rodzaju opłat i należności za korzystanie lub prawo do korzystania z określonych tytułów (autorskie lub pokrewne prawa majątkowe, licencje, prawa własności przemysłowej, know-how),
c) przeniesienia ryzyka niewypłacalności dłużnika z tytułu pożyczek, innych niż udzielonych przez banki i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, w tym w ramach zobowiązań wynikających z pochodnych instrumentów finansowych oraz świadczeń o podobnym charakterze

– poniesionych bezpośrednio lub pośrednio na rzecz podmiotów powiązanych lub mających miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd w tzw. raju podatkowym, w części, w jakiej koszty te łącznie w roku podatkowym przekraczają o 3 mln zł kwotę obliczoną według wzoru:

[(P – Po) – (K – Am – O)] x 5 proc.

gdzie:
P – zsumowana wartość przychodów ze wszystkich źródeł przychodów, z których dochody podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym,
Po – przychody o charakterze odsetkowym,
K – suma kosztów uzyskania przychodów bez pomniejszeń wynikających z przepisów wyłączających z kosztów podatkowych koszty finansowania dłużnego,
Am – odpisy amortyzacyjne zaliczone w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów,
O – zaliczone w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów odsetki, bez pomniejszeń wynikających z przepisów wyłączających z kosztów podatkowych koszty finansowania dłużnego.

Strata stracie nierówna
Z analizy przepisów o podatku minimalnym wynika, że niektóre podmioty wykazujące stratę nie zostaną objęte tą daniną. Decyduje o tym nie tylko metoda jej obliczania, ale również katalog wyłączeń, przez co poza kręgiem podatników znalazły się m.in. podmioty o statusie małego podatnika. Wreszcie, nawet gdy dany podatnik nie podlega wyłączeniu podmiotowemu, zastosowanie mogą mieć przepisy pozwalające pomniejszać stratę o określone w nich wartości (np. o odpisy amortyzacyjne). Strata podatkowa ustalona zgodnie z ogólnymi zasadami opodatkowania CIT nie jest zatem równoznaczna ze stratą w rozumieniu przepisów o podatku minimalnym. W efekcie wystąpienie straty w klasycznym rozliczeniu podatku dochodowego nie zawsze będzie pociągać za sobą obowiązek zapłaty podatku minimalnego.

Adam Tomaszewski doradca podatkowy DBZ 77 TAX & LEGAL Sp. z o.o.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516140-Firma-ze-strata-niekoniecznie-zaplaci-podatek-minimalny.html

 2. Do zmiany nie tylko definicja budowli

27 maja 2024 | Podatki | Julita Karaś-Gasparska

Na reformę podatku od nieruchomości zostało niewiele czasu, bo na wprowadzenie zmian w przepisach Trybunał Konstytucyjny wyznaczył ustawodawcy termin do końca 2024 r.

Podatek od nieruchomości jest w Polsce drugim po VAT najczęstszych źródłem sporów przed sądami administracyjnymi. Pilnej zmiany wymaga przede wszystkim definicja budowli, która odwołuje się do prawa budowlanego i której dotyczył wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 4 lipca 2023 r. (SK 14/21). W wyroku z 18 października 2023 r. (SK 23/19) Trybunał zakwestionował z kolei zasady opodatkowania garaży/miejsc postojowych w budynkach mieszkalnych. Tymi kwestiami ustawodawca powinien zająć się w pierwszej kolejności, bo zmiany muszą wejść w życie 1 stycznia 2025 r. Przedsiębiorcy, doradcy podatkowi oraz gminy oczekują jednak gruntownych zmian w podatku od nieruchomości. Być może najwłaściwsze byłoby napisanie ustawy od nowa. Zagadnieniami, które z pewnością trzeba uregulować, są kwestie opodatkowania urządzeń technicznych, a także tzw. budowli w budynkach.

O podatku od nieruchomości piszemy także w tym numerze tygodnika. Na str. D8 przedstawiamy spór podatnika z organem podatkowym, który zakończył się wydaniem wyroku przez WSA w Gliwicach. Sąd orzekł, że dystrybutorów paliw i gazu nie można uznać za urządzenia budowlane. Są one urządzeniami technicznymi, a więc jedynie ich elementy budowlane stanowią przedmiot opodatkowania.

Zapraszam do lektury.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516149-Do-zmiany-nie-tylko-definicja-budowli.html

 3. Nowe interpretacje o zrzutkach. Czy wpłaty są opodatkowane?

28 maja 2024 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Fiskus zmienił zdanie w sprawie zbiórek w internecie. Efekt może być taki, że beneficjenci zapłacą PIT.

Jeśli nie można zidentyfikować, kto dokładnie przekazuje pieniądze, to wpłaty nie są darowiznami. Takie jest najnowsze stanowisko skarbówki. Zdaniem ekspertów może to spowodować, że wpłaty na internetowych zbiórkach zostaną opodatkowane PIT.

Jeśli nie darowizna, to będzie PIT
– Skoro wpłata nie jest darowizną, to nie stosujemy ustawy o podatku od spadków i darowizn. Otrzymane pieniądze trzeba rozliczyć zgodnie z ustawą o PIT – mówi Wojciech Jaciubek, adwokat i doradca podatkowy w kancelarii Marszałek i Partnerzy – Adwokaci.

– A z niej wynika, że wpłaty są opodatkowane – wskazuje Grzegorz Gębka, doradca podatkowy w kancelarii GTA. Podkreśla, że najnowsze interpretacje fiskusa dotyczą youtuberów zamieszczających na swoich kanałach różne filmy. – Ale zmiana stanowiska skarbówki może uderzyć nie tylko w tych, którzy są aktywni na popularnych portalach, takich jak YouTube, Instagram czy Patronite, i dostają pieniądze od swoich fanów. Może dotknąć także zbierających w internecie pieniądze na operację, turnus rehabilitacyjny czy spełnienie marzenia – mówi Grzegorz Gębka.

Eksperci przypominają, iż fiskus przez wiele lat potwierdzał, że wpłaty na zbiórkę są klasycznymi darowiznami. Zgodnie z ustawą o podatku od spadków i darowizn są nieopodatkowane, jeśli nie przekraczają określonych limitów. Dla osób niespokrewnionych wynosi obecnie 5733 zł. Darowizny od tych samych darczyńców trzeba wprawdzie przez ponad pięć lat sumować, ale beneficjenci zbiórek twierdzili, że wpłacających często nie da się zidentyfikować, dodawanie wpłat jest więc niemożliwe i w związku z tym nie muszą płacić podatku. Skarbówka się na to zgadzała. Przykładowo w zeszłym roku w sprawie rozliczenia wpłat dla przewlekle chorego mężczyzny pisała, że „w przypadku darowizn otrzymanych od tzw. anonimowych darczyńców, każda wpłata powinna być traktowana jako wpłata od innej osoby, tzn. nie należy stosować zasady kumulacji” (interpretacja nr 0111-KDIB2-2.4015.143.2022. 3.MM). Wynikało z tego, że podatek jest tylko wtedy, gdy pojedyncza darowizna przekracza limit.

Ostatnie interpretacje fiskusa wyglądają już inaczej. Skarbówka twierdzi, że skoro nie da się zidentyfikować wpłacających i tym samym ustalić kwoty wsparcia od poszczególnych osób, to nie można kwalifikować wpłat jako darowizn. Nie sposób bowiem określić podmiotu umowy oraz jej dokładnej treści. Jak czytamy w interpretacji nr 0111-KDIB2-2.4015.42.2024.3.MM, „anonimowość osób wspierających Pana finansowo nie pozwala na uznanie, że wpłaty otrzymał Pan tytułem darowizny (…) ich otrzymanie nie podlega opodatkowaniu podatkiem od spadków i darowizn”. Podobna konkluzja jest w interpretacji nr 0111-KDIB2-2.4015.43.2024.3.MM.

Jakie są konsekwencje takiego stanowiska? – Jeśli anonimowa wpłata na zrzutkę nie jest darowizną, to zasadniczo należy ją uznać za przychód z tzw. innych źródeł i po wyliczeniu dochodu opodatkować go według skali PIT – mówi Wojciech Jaciubek.

Czy beneficjent skorzysta z kwoty wolnej od PIT, która wynosi 30 tys. zł dochodu rocznie? – Teoretycznie tak, wpłaty ze zbiórki mogą być jednak wyższe, poza tym musimy je dodać do innych dochodów rozliczanych według skali, np. z etatu, działalności gospodarczej czy zlecenia. Kwotę wolną łatwo więc przekroczyć i zapłacić 12-proc. podatek, a powyżej 120 tys. zł dochodu rocznie nawet 32-proc. – tłumaczy Grzegorz Gębka.

Efekty zmiany poglądów fiskusa mogą więc być bardzo przykre. Eksperci podkreślają jednak, że trudno się zgodzić z nowym stanowiskiem urzędników.

Nie da się każdego sprawdzić
– Brak danych wpłacającego nie oznacza, że wpłata nie wynika z umowy darowizny – twierdzi Wojciech Jaciubek. – Nie wyobrażam sobie też, żeby beneficjenci zbiórek mieli zacząć sprawdzać, kim dokładnie jest każdy anonimowy darczyńca. To mija się z istotą takiego wsparcia i jest w dodatku nierealne – podkreśla Wojciech Jaciubek.

– Takie zmiany interpretacji powodują tylko niepotrzebne problemy i zamieszanie. Jeśli fiskus chce opodatkować jakieś świadczenia, powinien zrobić to na drodze legislacyjnej. A jeśli uważa, że ktoś uchyla się od podatków, może go przecież skontrolować – mówi Grzegorz Gębka.

Pamiętajmy też, że jeśli to, co robi internauta, jest działalnością gospodarczą, przychody trzeba rozliczyć w firmie.

ustawa o podatku od spadków i darowizn

Kiedyś anonimowość nie przeszkadzała

Z wcześniejszych interpretacji o internetowych zbiórkach wynika, że fiskusowi anonimowe wpłaty w niczym nie przeszkadzały. Spójrzmy na sprawę przewlekle chorego mężczyzny (o której wspomnieliśmy obok). Dostał on 447 wpłat od różnych osób. Dwie z nich przekroczyły najniższą kwotę wolną od podatku określoną w ustawie o podatku od spadków i darowizn. Skarbówka uznała, że na podstawie tej ustawy musi od tych dwóch wpłat zapłacić podatek. Mężczyźnie nie pomógł argument, że nie zna swoich dobroczyńców. Wskazywał, że jeden z nich jest w ogóle anonimowy, drugi podał imię i nazwisko, ale nie można sprawdzić, czy są prawdziwe. Nie zawierał z nimi żadnej umowy. Nie jest w stanie stwierdzić, czy łączą go z darczyńcami jakieś więzy pokrewieństwa. Zdaniem fiskusa brak umowy nie oznacza, że nie doszło do darowizny. A jeśli nie można określić stopnia pokrewieństwa z darczyńcą, to obdarowanego należy zaliczyć do trzeciej grupy (w której kwota wolna jest najniższa). Przy wpisywaniu darowizn do zeznania trzeba wskazać, że jeden darczyńca jest anonimowy, oraz podać imię i nazwisko drugiego.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516301-Nowe-interpretacje-o-zrzutkach–Czy-wplaty-sa-opodatkowane-.html

 4. Wydatkowanie pieniędzy przez organizacje pożytku publicznego

28 maja 2024 | Administracja i samorząd | Dawid Feliszek

Każdy ma możliwość wskazania organizacji pożytku publicznego, do której może trafić 1,5 proc. kwoty podatku wykazanej w rocznym zeznaniu podatkowym. Zasady wydatkowania tych środków nie są ściśle uregulowane. Powstaje pytanie, na jakie cele OPP mogą je spożytkować.

Prawo do gromadzenia środków w ramach 1,5 proc. podatku PIT jest elementem wyróżniającym i w zasadzie główną cechą organizacji pożytku publicznego.

Gromadzenie środków
Przywilej ten wynika z art. 27 ust. 1 ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie, zgodnie z którym podatnik podatku dochodowego od osób fizycznych może, na zasadach i w trybie określonym w przepisach odrębnych, przekazać 1,5 proc. podatku obliczonego zgodnie z odrębnymi przepisami na rzecz wybranej przez siebie organizacji pożytku publicznego.

Ile to jest
Przy rocznych przychodach z PIT na poziomie 135 mld złotych jest to zatem łączna kwota prawie 2 mld złotych, o które mogą postarać się OPP. Nic dziwnego więc, że organizacje rok w rok przygotowują różnego rodzaju kampanie promocyjne mające zachęcić podatników do przekazania swojej części podatku właśnie do tych organizacji. W ramach tych kampanii niejednokrotnie informują, jaki jest ich profil działalności lub nawet przedstawiają konkretne cele, na jakie chcą spożytkować otrzymane środki. Pozostaje zatem otwarta kwestia w jaki sposób organizacje pożytku publicznego mogą dysponować zgromadzonymi środkami.

Szeroki zakres zadań
Zakres wydatkowania środków otrzymanych przez OPP w ramach 1,5 proc. podatku ustawodawca wyznaczył w art. 27 ust. 2 ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie stwierdzając, że otrzymane przez organizację pożytku publicznego środki finansowe pochodzące z 1,5 proc. podatku dochodowego od osób fizycznych mogą być wykorzystane wyłącznie na prowadzenie działalności pożytku publicznego. Oznacza to bardzo szeroki wachlarz możliwości, gdyż działalnością pożytku publicznego jest działalność społecznie użyteczna, prowadzona przez organizacje pozarządowe w sferze zadań publicznych określonych w ustawie (art. 3 ust. 1 ustawy). Tych katalog został zaś rozpisany w art. 4 ust. 1 ustawy i zawiera w sobie 34 różne pozycje tworzące rozległe spektrum możliwych rodzajów działalności publicznej, gdyż w wymienionych przykładach zawiera się zdecydowana większość możliwych do prowadzenia działalności, które byłyby społecznie użyteczne. Prawdziwy problem nie tkwi zatem w wyznaczonym przez prawo zakresie możliwości przeznaczenia środków zgromadzonych w tamach 1,5 proc. podatku, ale tak naprawdę w możliwości zakwalifikowania konkretnego wydatku jako rozdysponowanego w celu prowadzenia działalności pożytku publicznego. Czy zatem każdy koszt danej organizacji pożytku publicznego może być pokryty z pieniędzy otrzymanych od podatników? I dalej – jakie koszty organizacja może pokrywać ze środków pochodzących z 1,5 proc. podatku?

Koszty bezpośrednie i pośrednie
Niewątpliwie wykorzystanie przez organizację pożytku publicznego środków pochodzących z 1,5 proc. podatku celem pokrycia kosztów bezpośrednio związanych z prowadzoną działalnością pożytku publicznego będzie uznane za prawidłowe wykorzystanie tych środków. Do takich kosztów należą – w przypadku działalności na rzecz osób niepełnosprawnych przykładowo koszty sprzętu dla tych osób pozwalającego im na wygodniejsze funkcjonowanie, a w przypadku działalności na rzecz integracji cudzoziemców mogą to być koszty wynajęcia sali prowadzącego i cateringu na szkolenie dotyczące polskiej kultury i zwyczajów. Do tego dochodzą jeszcze koszty pośrednie takie, jak osoby kierujące taką organizacją czy koszty ogólnego zarządu. I tutaj właśnie najbardziej naglące staje się pytanie, czy są to wydatki, które mogą zostać pokryte ze środków pochodzących z 1,5 proc. podatku. Z jednej strony są to przecież koszty niezbędne dla prowadzenia działalności – organizacja przecież potrzebuje sprawnego zarządzania, funkcjonalnej przestrzeni operacyjnej czy rozwijania kompetencji swoich pracowników. Z drugiej jednak strony związek przyczynowo skutkowy pomiędzy takimi działaniami a działalnością pożytku publicznego jest znacznie mniej ewidentny niż w przypadku kosztów bezpośrednich związanych z taką działalnością. Dobrym przykładem jest zakup samochodu służbowego dla prezesa zarządu fundacji mającej status OPP. Nie jest trudno uzasadnić taki zakup rozmiarami prowadzonej działalności, koniecznością odbywania dalekich podróży i potrzebą posiadania takiego pojazdu przez osobę zajmującą najwyższe stanowisko kierownicze w organizacji. Trzeba mieć jednak na uwadze, że taki wydatek wcale nie musi zostać uznany za niezbędny w związku z czym taki sposób wydatkowania środków otrzymanych w ramach 1,5 proc. podatku może zostać uznany za niewłaściwy i sprzeczny z art. 27 ust. 2 ustawy.

Dobre praktyki
Jak zatem uchronić organizację przed ryzykiem uznania danego wydatkowania środków otrzymanych od podatników za niewłaściwy? Po pierwsze, należy pamiętać o dobrym uzasadnieniu każdego takiego wydatku mając na uwadze podstawową regułą wydatkowania tych pieniędzy wyłącznie na realizowaną działalność pożytku publicznego. W przypadku kosztów bezpośrednio związanych z taką działalnością będzie to oczywiste. Dla kosztów jednak pośrednich warto przygotować uzasadnienie wskazujące na celowość poniesienia tego kosztu i pokrycia go właśnie takim kapitałem. Po drugie, warto pamiętać o pewnej proporcjonalności przy wykorzystywaniu tych pieniędzy. Jeżeli lwią część otrzymywanych środków OPP przeznaczać będzie na wynagrodzenia dla własnych pracowników, w szczególności zaś osób kierujących jej działalnością to zdecydowanie tworzy to wątpliwość czy środki te, aby na pewno są przeznaczone na działalność pożytku publicznego. Takiego problemu nie ma, gdy rzeczywiście większość z nich kierowana jest do kanału pokrywania kosztów bezpośrednich działalności, a tylko mniejsza część wykorzystywana jest na potrzeby wewnętrzne. I wreszcie po trzecie, nie można zapomnieć o transparentności. Gdy organizacja pożytku publicznego prowadząc kampanię mającą na celu zachęcenie podatników do przekazania 1,5 proc. swojego podatku właśnie na rzecz tej organizacji, przedstawiała konkretne cele, na które mają trafić te środki to nie może być mowy o wydatkowaniu ich na inne cele. Choć ustawa nie wprowadza szczegółowych trybów wydatkowania tych pieniędzy i decyzja o sposobie ich wykorzystania jest autonomicznym postanowieniem zarządu danej organizacji, to wysoce nieuczciwe względem podatnika byłoby wykorzystanie środków otrzymanych w ramach 1,5 proc. na cel inny niż deklarowany na etapie ich gromadzenia. Warto dodać, że organizacje pożytku publicznego mogą wydać te środki w dowolnym terminie – nie muszą się z tym spieszyć.

Cel szczegółowy
Nie można zapomnieć o tym, że funkcjonuje również coś takiego jak cel szczegółowy, to znaczy podatnik, który zamierza przekazać 1,5 proc. swojego podatku na rzecz danej organizacji pożytku publicznego może wskazać konkretny cel na jaki środki te mają zostać wykorzystane. Takie rozwiązanie sprawdza się przede wszystkim w organizacjach realizujących wiele projektów działalności pożytku publicznego umożliwiając podatnikom wsparcie tego jednego, konkretnego, interesującego ich projektu. Wskazanie celu szczegółowego również nie jest wiążące dla OPP, ale trudno nie uznać, że może być brane pod uwagę przy badaniu czy otrzymane środki zostały wydatkowane w sposób właściwy.

Konsekwencje wydatkowania
Podstawową konsekwencją niewłaściwego wydatkowania środków otrzymanych przez organizację w ramach 1,5 proc. podatku jest konieczność zwrotu niewłaściwie wydatkowanej kwoty wraz z odsetkami na rzecz Funduszu Wspierania Organizacji Pożytku Publicznego. Zgodnie z art. 27 ust. 2a ustawy, decyzję taką wydaje dyrektor Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, w której określa on kwotę podlegającą zwrotowi i termin, od którego naliczane są odsetki. Podstawą wydania takiej decyzji jest kontrola przeprowadzona przez Komitet do spraw Pożytku Publicznego lub inny organ kontroli państwowej bądź też naczelnika urzędu skarbowego lub celno-skarbowego. Sankcja ta dla organizacji jest dotkliwa o tyle, że dotyczy zwrotu środków, które zostały już wydane, zatem oznacza konieczność znalezienia nowego finansowania. Tym bardziej warto zadbać o to, aby sposób wydatkowania pieniędzy otrzymanych przez OPP w ramach 1,5 proc. podatku nie budził wątpliwości organów kontrolujących.

Dawid Feliszek
associate w JSP Legal/CEO w Global Business View

Zalety i wady elastyczności

Przepisy dotyczące funkcjonowania organizacji pożytku publicznego, w tym w szczególności sposobu i możliwości wydatkowania przez organizację środków zgromadzonych w ramach 1,5 proc. podatku nie są doregulowane. Ustawodawca zostawił dużo niezagospodarowanej przestrzeni zakładając, że są to przepisy służące budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, zatem tworzenie zawiłych formalności byłoby przeciwskuteczne. Jest to oczywiście ogromną zaletą tych przepisów. W toku codziennego funkcjonowania OPP można jednak natknąć się na wiele nierozwiązanych praktycznych problemów, na które nie jest łatwo znaleźć odpowiedź.

Przydałoby się stworzenie jasnych zasad, które pozwoliłyby organizacjom w prosty sposób określać, czy dany sposób wydatkowania pieniędzy otrzymanych od podatników będzie uznany za właściwy i tym samym organizacja nie musi martwić się o ryzyko ewentualnego zwrotu takich środków.

Prawo organizacji pozarządowych zdaje się dopiero rozwijać swoje skrzydła w Polsce, zatem z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że w tej dziedzinie czekają nas zmiany, które będą odpowiadać na rosnące potrzeby OPP. Nie można zapomnieć, że zdecydowana większość tych organizacji prowadzi działalność wysoce społecznie pożądaną wykonując przy tym niejedno z zadań administracji publicznej.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516151-Wydatkowanie-pieniedzy-przez-organizacje-pozytku-publicznego.html

 5. Opłata przyłączeniowa nie zwiększa wartości początkowej inwestycji w OZE

27 maja 2024 | Podatki | Rafał Kosiń Olga Rybak

Zdaniem organów podatkowych koszt opłaty przyłączeniowej przy inwestycjach związanych z budową farm wiatrowych i fotowoltaicznych jest kosztem uzyskania przychodów na zasadach ogólnych.

Podmioty prowadzące działalność w sektorze odnawialnych źródeł energii (OZE), czyli np. realizujące inwestycje polegające na budowie farm fotowoltaicznych lub farm wiatrowych, w ramach procesu inwestycyjnego ponoszą m.in. opłaty związane z przyłączeniem farm do sieci energetycznej. Obowiązek poniesienia tego typu wydatku wynika wprost z ustawy z 10 kwietnia 1997 r. Prawo energetyczne. Przyłączenie polega w praktyce na umożliwieniu dostarczania do sieci operatora energii elektrycznej, która jest wytworzona na farmie fotowoltaicznej czy wiatrowej. Operator jest obowiązany zapewnić realizację i finansowanie budowy i rozbudowy sieci, w tym na potrzeby przyłączania podmiotów ubiegających się o przyłączenie. Przedsiębiorstwo energetyczne, na mocy przepisów prawa obciąża podmiot przyłączany do sieci kosztami poniesionymi w celu dokonania przyłączenia. Tym samym w przypadku przyłączania nowo wybudowanych obiektów przyłącze energetyczne należy do rozbudowanej infrastruktury operatora i jest jego własnością, natomiast koszty związane z taką rozbudową, których wysokość jest proporcjonalna do wielkości mocy przyłączeniowej, są – w formie opłaty przyłączeniowej – przenoszone na inwestora.

W tym zakresie powstaje wątpliwość, czy taka opłata powinna zwiększyć wartość początkową inwestycji i być rozliczana dla celów podatkowych poprzez odpisy amortyzacyjne czy może powinna zostać ujęta na bieżąco w kosztach podatkowych. Przepisy ustawy o CIT nie odnoszą się wprost zarówno do opłat przyłączeniowych, jak i wszelkich innych kosztów o zbliżonym charakterze. Ustawodawca wyłącznie ogólnie wskazuje, że za koszty wytworzenia środka trwałego należy uznać wszelkie koszty, których poniesienie jest związane bezpośrednio z realizacją inwestycji. Na ten temat organy podatkowe miały okazję się wypowiadać w wydawanych interpretacjach podatkowych.

Stanowisko fiskusa kiedyś…
W latach 2015-2016 stanowisko prezentowane przez organy podatkowe w zakresie ujęcia kosztu opłaty przyłączeniowej w kosztach podatkowych było niejednolite.

Niektóre organy wskazywały, że koszty ponoszone z tytułu opłaty przyłączeniowej są na tyle ściśle powiązane z prowadzoną inwestycją, że powinny zwiększać wartość początkową inwestycji. Przykładowo takie stanowisko zostało zaprezentowane przez dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacjach indywidualnych ze stycznia 2016 r. (IPPB6/4510-402/15-2/AK i IPPB6/4510-452/15-2/AK). W tych interpretacjach organy podatkowe zgadzały się ze stanowiskami prezentowanymi przez wnioskodawców i wskazywały, że koszty przyłączenia do sieci energetycznej są związane z procesem wytworzenia nowego środka trwałego i mają na celu umożliwienie realizacji oraz uruchomienia inwestycji (w ww. przypadkach – farmy wiatrowej). Organ wskazał, że przyłącze stanowi integralną część inwestycji polegającej na budowie farmy wiatrowej, a bez umowy o przyłączeniu nie byłoby realnej możliwości sfinalizowania inwestycji. Tym samym poniesione koszty wykazują ścisły związek z prowadzoną inwestycją, gdyż nie doszłoby do ich poniesienia gdyby nie realizowano przedsięwzięcia w postaci budowy farmy wiatrowej.

Rok wcześniej natomiast ten sam dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie zaprezentował zupełnie odmienne stanowisko. W interpretacji indywidualnej z 14 grudnia 2015 r. (IPPB5/ 4510-1042/15-2/MR) organ zgodził się bowiem ze stanowiskiem prezentowanym przez wnioskodawcę, że opłata przyłączeniowa jest opłatą administracyjną niezbędną do sprzedaży energii elektrycznej. Wydatek na opłatę za przyłączenie do sieci będzie zatem związany z bieżącą eksploatacją środka trwałego już po jego zakupie/wytworzeniu, a tym samym nie mieści się w katalogu kosztów zwiększających wartość początkową środka trwałego.

… i obecnie
Zgodnie natomiast z najnowszym stanowiskiem prezentowanym przez dyrektora KIS opłaty za przyłącze energetyczne powinny być rozliczane w kosztach podatkowych na zasadach ogólnych, a nie zaliczane do wartości początkowej środków trwałych.

W tym zakresie można wskazać przykładowo na interpretacje indywidualne dyrektora KIS z sierpnia 2022 r. (0111- KDIB1-2.4010.360.2022.1.MZA i 0111-KDIB1-3.4010.372.2022. 1.PC) dotyczące budowy farm fotowoltaicznych. W tych interpretacjach organ podatkowy nie zgodził się ze stanowiskiem zaprezentowanym przez wnioskodawcę i uznał, że opłata przyłączeniowa co prawda jest związana z prowadzoną inwestycją w postaci budowy farm fotowoltaicznych, ale jednak ze swej istoty ma inny charakter niż wydatki mieszczące się w kategorii kosztu wytworzenia środka trwałego, a tym samym nie stanowi elementu jego wartości początkowej. Należy przy tym wskazać, że w złożonych wnioskach o wydanie tych interpretacji wnioskodawcy powoływali się na wcześniej już wskazane interpretacje indywidualne z 2016 r., w których organ podatkowy uznał, że koszty z tytułu opłaty przyłączeniowej powinny zwiększać wartość początkową inwestycji.

Trzeba także zauważyć, że w niektórych przypadkach to sami wnioskodawcy prezentują stanowisko, że opłata przyłączeniowa nie powiększa wartości początkowej inwestycji. Przykładowo w interpretacjach indywidualnych z 6 maja 2022 r. (0111-KDIB1-1.4010. 65.2022.1.SH i 0111-KDIB1-1.4010.66.2022.1.SH) dyrektor KIS zgodził się ze stanowiskiem wnioskodawców, że wydatek na opłatę za przyłączenie każdego środka trwałego do sieci traktować należy jako związany z bieżącą eksploatacją tych środków trwałych, gdyż jest to opłata o charakterze quasi-administracyjnym i nie powoduje ona wytworzenia środków trwałych. Przyłączenie energetyczne warunkuje jedynie zasilanie inwestycji, a więc wiąże się z jej eksploatacją, nie ma natomiast wpływu na koszty jej wybudowania. Opłata przyłączeniowa powinna więc być rozpoznawana w dniu jej poniesienia (tj. jako koszt pośredni).

Jak rozliczyć
Obecnie dyrektor KIS prezentuje stanowisko mówiące, że opłata przyłączeniowa związana z realizacją inwestycji farm fotowoltaicznych lub farm wiatrowych powinna być zaliczana do kosztów podatkowych na zasadach ogólnych i nie być zaliczana do wartości początkowej inwestycji. Mając jednak na względzie, że przepisy podatkowe nie regulują precyzyjnie tego zagadnienia oraz że stanowisko organów podatkowych w zakresie rozpoznawania kosztów opłaty przyłączeniowej zmieniało się na przestrzeni lat, nie można wykluczyć ryzyka, że podejście do tej kwestii ulegnie ponownej zmianie w przysz-łości. W konsekwencji naj- lepszym rozwiązaniem dla inwestora jest uzyskanie interpretacji indywidulanej potwierdzającej sposób rozliczenia takiej opłaty w jego indywidualnym przypadku. Wtedy, nawet w sytuacji zmiany linii interpretacyjnej organów podatkowych, podatnik posiadający własną interpretację i stosujący się do niej, będzie chroniony przed negatywnymi konsekwencjami odmiennego podejścia organów podatkowych.

Rafał Kosiń jest doradcą podatkowym, partnerem w Doradztwo Podatkowe WTS&SAJA Sp. z o.o.

Olga Rybak jest adwokatem, menedżerem w Doradztwo Podatkowe WTS&SAJA Sp. z o.o.

Podstawa prawna:
∑ art. 15 ust. 1 i art. 16g ust. 1 pkt 2 ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (tekst jedn. Dz.U. z 2023 r., poz. 2805 ze zm.)

https://archiwum.rp.pl/artykul/1516145-Oplata-przylaczeniowa-nie-zwieksza-wartosci-poczatkowej-inwestycji-w-OZE.html

 

Budownictwo i PZP | Prasówka | 29.05.2024 r.

Rynek Infrastruktury

 1. Powstanie obwodnica na wojewódzkiej trasie z Lublina do A4

Autor: ep. | Data publikacji: 27-05-2024

Blisko 6 km ma mieć obwodnica Tarnogrodu, którą wybuduje Zarząd Dróg Wojewódzkich w Lublinie. Nowa trasa powstanie w ciągu DW-835. Jeszcze do 12 lipca inwestor czeka na oferty od wykonawców.

Droga powstanie na terenie powiatu biłgorajskiego. Obwodnica ma wyprowadzić z Tarnogrodu ruch na trasie wojewódzkiej z Lublina w stronę autostrady A4. Będzie częścią trasy nr 835 Lublin – Wysokie – Biłgoraj – Sieniawa – Przeworsk – Kańczuga – Dynów – Grabownica Starzeńska.

Obwodnica zostanie poprowadzona po zachodniej stronie Tarnogrodu. W północnej części będzie przebiegała przez teren gminy Księżpol, natomiast w części południowej przez gminę Tarnogród.

Łącznie trasa ma mieć 5,8 km długości. Na trasie powstanie 5 skrzyżowań w postaci rond – powstaną na przecięciach z drogami nr 835, z drogą powiatową nr DP 2941l – ul. Nadstawną, z DW – 863 – ul. Świętego Jana Pawła II, drogą gminą – ul. Przedmieście Błonie oraz z DW- 835.

Samorząd szacuje koszty budowy drogi na ok. 85 mln zł. Na oferty czeka jeszcze do 12 lipca.

Wykonawca, który zostanie wybrany będzie musiał wykonać drogę w ciągu 20 miesięcy.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/powstanie-obwodnica-na-wojewodzkiej-trasie-z-lublina-w-strone-a4-91394.html

 2. Podkarpackie. GDDKiA ogłasza ważny przetarg ws. obwodnicy Pilzna

Autor: Grzegorz Rekiel | Data publikacji: 27-05-2024

Firmy, która będzie sprawować nadzór nad projektowaniem i budową obwodnicy Pilzna w ciągu drogi krajowej numer 73, szuka Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.

Przebieg 2,6-kilometrowej obwodnicy rozpocznie się w miejscu skrzyżowania DK94 z DK73 w Pilźnie (ul. Lwowska), gdzie zaprojektowano rondo. Koniec odcinka będzie zlokalizowany w miejscowości Zawadka Brzostecka (początek obwodnicy Brzostku i Kołaczyc). Obwodnica będzie przebiegała nad rzeką Dulcza. Na końcowym odcinku włączy się do istniejącej DK73 za pomocą ronda w odległości ok. 1,2 km za istniejącym skrzyżowaniem z drogą gminną w kierunku Jasła.

Niedawno GDDKiA ogłosiła przetarg na zaprojektowanie i budowę obwodnicy. Jest to drugie zadanie z Programu Budowy 100 obwodnic na Podkarpaciu, które zostanie skierowane do realizacji. Termin otwarcia ofert został wyznaczony na 17 czerwca.

Kolejny przetarg
Teraz urzędnicy szukają firmy, która będzie sprawować nadzór nad projektowaniem i realizacją robót, a także zarządzać kontraktem. Do zadań wykonawcy należeć będzie: pełnienie nadzoru nad projektowaniem, weryfikacja dokumentacji projektowej, jej kompletności, wzajemnej zgodności, weryfikacja wyników dokonania kontrolnych obliczeń w celu znalezienia ewentualnych błędów; zarządzanie, pełnienie nadzoru inwestorskiego oraz kontrola nad realizacją robót aż do daty wystawienia ostatecznego świadectwa płatności czy prowadzenie działań informacyjnych i promocyjnych związanych z realizacją projektu i współpraca w tym zakresie ze służbami GDDKiA.

Na oferty zainteresowanych firm GDDKiA czeka do 3 lipca. Termin związania ofertą upływa 30 września. Przy wyborze zwycięzcy urzędnicy wezmą pod uwagę przede wszystkim cenę (waga 60 %, im niższa, tym więcej punktów), ale też jakość (26 %) oraz doświadczenie personelu konsultanta (14 %). Obowiązuje wadium w wysokości 60 tysięcy złotych.

Przypomnijmy, że inwestycja zlokalizowana jest na terenie powiatu dębickiego i przebiega przez tereny gminy miejsko – wiejskie Pilzna. Obwodnica będzie drogą klasy GP (droga główna ruchu przyspieszonego) o przekroju 1×2, czyli po jednym pasie w każdym kierunku wraz z infrastrukturą towarzyszącą (odwodnienie, oświetlenie, urządzenia ochrony środowiska, urządzenia BRD).

W ramach zadania wybudowane zostaną jezdnie dodatkowe (równoległe do trasy głównej), obsługujące tereny przyległe do obwodnicy, drogi dla pieszych i rowerów oraz system zarządzania ruchem. Przez rzekę Dulcza zostanie wybudowany most. Powstaną także przejścia dla zwierząt, ekrany akustyczne i przeciwolśnieniowe oraz zbiorniki retencyjne.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/podkarpackie-gddkia-oglasza-wazny-przetarg-ws-obwodnicy-pilzna–91391.html

Rzeczpospolita

Zielona rewolucja w polskich miastach. Muszą stworzyć plany klimatyczne

Aktualizacja: 28.05.2024 06:07 | Publikacja: 28.05.2024 04:30

Wszystkie miasta powyżej 20 tys. mieszkańców będą musiały opracować miejskie plany adaptacji do zmian klimatu. Będą zobowiązane nie tylko do zazielenienia terenów miejskich, ale i np. takich innowacji jak tworzenie miejsc na gromadzenie wody spływającej z okolicy i zabezpieczającej budynki przed podtopieniami.

Może to być konkretny plan, w jaki sposób małymi krokami ratować klimat. Wzrośnie wartość dofinansowania na wymianę pieca, termomodernizację lub odnawialne źródła energii w ramach programu „Stop smog”, a do tego wszystkie miasta mające powyżej 20 tys. mieszkańców, czyli łącznie 209 miast w całej Polsce, mają opracować tzw. miejskie plany adaptacji do zmian klimatu. Zakłada to projekt nowelizacji ustawy – Prawo ochrony środowiska oraz niektórych innych ustaw.

Będą dofinansowania na miejskie plany adaptacji do zmian klimatu
Celem miejskiego planu adaptacji do zmian klimatu jest podniesienie odporności miasta na zmieniające się warunki klimatyczne, czyli m.in. na ekstremalne upały, susze, powodzie. Dotychczas takie plany miały 44 miasta powyżej 100 tys. mieszkańców. Przykładowymi działaniami adaptacyjnymi są: zwiększenie udziału powierzchni biologicznie czynnej poprzez ograniczanie tzw. betonozy, budowa miejskiego systemu optymalizacji zaopatrzenia i zużycia wody w mieście czy dostosowanie do skutków zmian klimatu systemu komunikacji publicznej.

Zygmunt Frankiewicz, prezes Związku Miast Polskich, uważa, że potrzebne są realizacje tego typu inwestycji, a w samorządach jest wiele pomysłów, którymi chętnie się wymieniają. – Pomysły, które powstają w samorządach, są niesamowite, dlatego ważne jest dzielenie się tą wiedzą – podkreśla prezes Frankiewicz. Chociaż ich realizacja będzie bardzo kosztowna, to możliwe jest wykonywanie ich krok po kroku, w miarę możliwości finansowych czy wykonawczych.

Zygmunt Frankiewicz uważa, że posiadanie strategii dostosowania do zmian klimatu jest ważne, ponieważ odpowiednio zorganizowanie działania powodują efekt synergii. – Wszyscy na tym skorzystają, bo takie miasto będzie bardziej przyjazne dla mieszkańców – mówi „Rzeczpospolitej”.

W obecnej perspektywie finansowej UE miasta mogą sięgnąć po środki na opracowanie i realizację planów adaptacji
– Pieniądze na tego typu inwestycje pojawią się wraz z nadchodzącymi funduszami unijnym, m.in. z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, Funduszu Spójności oraz Krajowego Planu Odbudowy – zaznacza prawnik Wojciech Modzelewski z Fundacji ClientEarth.

Zgodnie z uzasadnieniem projektu, w obecnej perspektywie finansowej UE miasta mogą sięgnąć po środki na opracowanie i realizację planów adaptacji.

Miejskie plany adaptacji do zmian klimatu: Dodatkowy biurokratyczny obowiązek dla samorządów
Związek Powiatów Polskich uważa jednak, że tworzenie miejskiego planu adaptacji z perspektywy samorządu to dodatkowy biurokratyczny obowiązek. Jak zauważa, nie będzie on aktem prawa miejscowego wpływającym na inne dokumenty. Grzegorz Kubalski, zastępca dyrektora biura w Związku Powiatów Polskich mówi, że miejskie plany adaptacji do zmian klimatu są dokumentem nadmiarowym, ponieważ elementy z nim związane powinny być zawarte w strategii rozwoju gminy lub powiatu.

Jak przypomina, zarówno powiaty, jak i gminy muszą obowiązkowo przygotowywać Programy Ochrony Środowiska, które są w części związane z miejskimi planami adaptacji do zmian klimatu. – Wskazywaliśmy, że sposób działania rządu jest taki, że jeżeli widzi gdzieś problem, to po prostu tworzy nowy program, który będzie trzeba wykonać, podczas gdy lepiej jest planować w sposób kompleksowy, z uwzględnieniem wszystkich czynników – uważa Grzegorz Kubalski.

Wyzwania środowiskowe i klimatyczne dotyczą różnych kwestii
Prof. Maciej J. Nowak, radca prawny i kierownik Katedry Nieruchomości Wydziału Ekonomicznego Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie, pozytywnie ocenia zawarte w projekcie przepisy, szczególnie te dotyczące monitorowania realizacji planu na podstawie konkretnych wskaźników oraz rozwoju zieleni w miastach. – W ramach nowelizacji zakresu strategii rozwoju trochę źle brzmi sformułowanie „wymiar klimatyczno-środowiskowy” ujęty jako jeden z celów strategicznego rozwoju. Wyzwania klimatyczne i wyzwania środowiskowe, rzeczywiście częściowo są wspólne, ale jednocześnie mają odmienny, znacznie szerszy zakres. Nie wiem, czy dobrze byłoby narzucać ustawowo samorządom wskazane uproszczenie – wskazuje prof. Nowak.

Ekspert pozytywnie ocenia uzupełnienie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym o kwestie klimatyczne, zwracając jednak uwagę, że proponowane ujęcie, czyli obowiązek „zmniejszenia podatności na zmiany klimatu” przez gminy wprowadza w błąd, ponieważ wyzwania klimatyczne – zarówno adaptacyjne, jak i mitygacyjne – mają znacznie szerszy zakres. – Rekomendowałbym wyodrębnienie w art. 1 ust. 2 osobnego punktu dotyczącego wyzwań klimatycznych. Mógłby on np. brzmieć: „wymagania wynikające z ochrony i adaptacji do zmian klimatu” – podkreśla.

Wyższe dofinansowania na termomodernizację i wymianę pieca
Projekt nowelizacji zakłada także zwiększenia współfinansowania przedsięwzięć niskoemisyjnych, czyli m.in. termomodernizacji czy wymiany źródeł ciepła ze środków Funduszu Termomodernizacji i Remontów do poziomu 90 proc. (obecnie jest 70 proc.). Równocześnie zmniejszony zostanie wkład własny gminy na realizację takich przedsięwzięć niskoemisyjnych do poziomu 10 proc. (jest 30 proc.). Z kolei kwota na realizację inwestycji zostanie podwyższona prawie dwukrotnie, z 53 tys. zł do 106 tys. zł.

Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego podkreśla, że jest to wsparcie gmin, które podjęły się udziału w programie „Stop smog”. Z uwagi na niskie kwoty dofinansowania w stosunku do programu „Czyste powietrze” nie cieszył się on jednak zainteresowaniem mieszkańców. W programie „Stop smog” dotychczas wzięło udział zaledwie kilkadziesiąt z 2477 gmin w całej Polsce. Ekspert podkreśla, że podwyższenie maksymalnej kwoty dofinansowania jest zasadniczą zmianą, ponieważ ma na celu dostosować wysokość dofinansowania do programu „Czyste powietrze”, w którym maksymalne dofinansowanie wynosi 135 tys. zł. Andrzej Guła liczy, że teraz gminom uda się dokończyć realizację programu. – Nie spodziewałbym się rozwoju programu „Stop smog”, a raczej zrealizowania do końca już rozpoczętych inwestycji. Wiadomo, że gdy jest taka różnica w dofinansowaniu, jest problem z zakończeniem projektu. Wskutek podwyższenia kwoty dofinansowania „Stop smog”, wyższe dofinansowanie miałyby także otrzymać osoby, które zgłosiły akces do programu, ale nie rozpoczęły jeszcze inwestycji – podkreśla Andrzej Guła.

Założenia związane z dofinansowaniem mają pomóc w realizacji kamienia milowego do otrzymania środków z KPO
Ekspert zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną zmianę w programie – ma zniknąć kryterium majątkowe, a pozostać jedynie dochodowe. W praktyce chodzi o sytuacje, gdy ktoś niewiele zarabia, ale gdyby sprzedał swój majątek, np. działki, miałby dużo pieniędzy. – Gminy często zwracały uwagę na trudności w weryfikacji sytuacji majątkowej osób korzystających z programu – podkreśla Andrzej Guła.

Co dalej z programem „Stop smog”
Ekspert zaznacza, że chociaż program „Stop smog” nie cieszył się dużym zainteresowaniem, to jego główną zaletą było zaangażowanie gminy. To urzędnicy informowali bowiem swoich najbiedniejszych mieszkańców o dofinansowaniu w wysokości do 100 proc. i pomagali im przejść przez całą ścieżkę procesu inwestycji. W programie „Czyste powietrze” to mieszkańcy muszą się natomiast postarać o dofinansowanie. Andrzej Guła liczy, że te dobre praktyki dotyczące zaangażowania urzędników będą wykorzystane w programie „Czyste powietrze”, chociaż dodaje, że na ten program środki finansowe zapewnione są zaledwie na dwa najbliższe lata.

Wątpliwości rodzi fakt, że w programie „Stop smog” nie jest wymagany wkład własny od mieszkańca, a jedynie od gminy, która prowadzi program. Andrzej Guła zaznacza jednak, że są osoby, które nie mają 7 tys. czy 10 tys. zł na taki wkład i zamiast zastanawiać się nad obniżeniem dofinansowania, należy skupić się na uszczelnieniu systemu tak, aby dofinansowania nie otrzymywały osoby, które nie są ubogie i mają pieniądze na realizację inwestycji.

Założenia związane z dofinansowaniem mają pomóc w realizacji kamienia milowego do otrzymania środków z KPO. Polska ma bowiem przygotować i wdrożyć skuteczne rozwiązania mające na celu przyśpieszenie procesu zielonej transformacji.

https://www.rp.pl/zadania/art40468371-zielona-rewolucja-w-polskich-miastach-musza-stworzyc-plany-klimatyczne

Forsal

 1. Sejm przyjął dodatkowe osłony dla indywidualnych odbiorców energii. Rachunki za prą będą niższe

oprac. Roma Bojanowicz | 24 maja 2024, 16:27

Sejm przyjął poprawki Senatu do ustawy ws. osłon dla odbiorców energii. Inflacja CPI w Polsce w drugiej połowie 2024 roku będzie niższa o ok. 0,4 pkt. – poinformował PAP Biznes minister finansów Andrzej Domański.

„Przyjęte wczoraj przez Sejm poprawki do ustawy ws. osłon dla odbiorców energii obniżą inflację CPI w Polsce w drugiej połowie 2024 r. o ok. 0,4 pkt. proc.” – powiedział minister finansów.

Bez opłaty mocowej rachunki będą niższe

Sejm w czwartek przyjął poprawki Senatu do ustawy ws. osłon dla odbiorców energii, w tym tę o czasowym zwolnieniu gospodarstw domowych z opłaty mocowej. Nowe przepisy wprowadzają m.in. bon energetyczny dla gospodarstw o niższych dochodach, a także na II półrocze cenę maksymalną za energię elektryczną.

Najważniejszą z poprawek Senatu, jaką poparła niższa izba parlamentu, jest czasowe (od 1 lipca do 31 grudnia br.) zwolnienie gospodarstw domowych z opłaty mocowej, które miałoby dodatkowo ograniczyć prognozowany od 1 lipca wzrost rachunków za energię elektryczną.

https://forsal.pl/gospodarka/inflacja/artykuly/9514429,sejm-przyjal-dodatkowe-oslony-dla-indywidualnych-odbiorcow-energii-ra.html

 2. Zagrożenie blackoutem rośnie. Polska bez pomysłu na transformację energetyczną [RAPORT]

oprac. Roma Bojanowicz | wczoraj, 09:07

Od transformacji energetycznej Polska gospodarka nie ucieknie. Zamiast planu jak uniezależnić się od importu surowców energetycznych, co roku tracimy GWh bezemisyjnej energii z OZE, zwracają uwagę autorzy raportu Forum Energii pt. „Transformacja energetyczna w Polsce”. Czy Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu tworzony przez MKiŚ połączy wszystkie elementy energetycznej układanki i zapewni polskiej gospodarce odpowiednie wsparcie?

W najnowszej, siódmej edycji raportu „Transformacja energetyczna w Polsce”, Forum Energii (FE) wskazało, że presja na zmiany w energetyce, od których zależeć będzie rozwój polskiego PKB, rośnie, a „transformacja energetyczna w Polsce nie ma sternika”.

Uzależnieni od węgla z importu
„Brakuje jednego ośrodka, który zarządzałby tym procesem, dlatego zachodzące zmiany odbywają się w chaosie. Polska nigdy nie doczekała się kompleksowej wizji dekarbonizacji gospodarki ani planu ograniczania zależności od surowców energetycznych sprowadzanych zza granicy” – podkreślili autorzy raportu.

Wskazano, że obecnie, kiedy Ministerstwo Klimatu i Środowiska opracowuje nowy Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu, jest najlepszy moment na wyznaczenie „jasnego” kierunku transformacji. „Jest to niezbędne, aby przygotować społeczeństwo i firmy na nadchodzące zmiany, ważne dla ukierunkowania inwestycji, mobilizacji biznesu, obniżania kosztów energii i odpowiedniego planowania wydatków” – ocenili eksperci FE.

Inwestycje w energetykę to podstawa
„Bezpieczne i zrównoważone dostawy energii elektrycznej są warunkiem elektryfikacji całej gospodarki” – podkreśliła cytowana w raporcie prezes Forum Energii Joanna Pandera. W jej ocenie ogromnym wyzwaniem staje się mobilizowanie inwestycji – zarówno w spółkach energetycznych, jak i przez inwestorów prywatnych, w tym gospodarstwa domowe.

„Decydentom umyka, że energetyka jest dla ludzi i tę skomplikowaną układankę trzeba poustawiać tak, aby w uczciwy i przejrzysty sposób informować o realnych kosztach, ale też wyzwaniach związanych z ograniczaniem emisji i bezpieczeństwem energetycznym w bardzo zmiennym i niestabilnym świecie” – podkreśliła Pandera.

Polska energia najtańsza w UE
Zgodnie z raportem FE, uwzględniając wszystkie podatki i daniny, w I półroczu 2023 r. cena energii elektrycznej w Polsce dla gospodarstw domowych wynosiła 19,9 eurocenta/kWh, to o 56 proc. mniej niż w Niemczech, 47 proc. mniej niż w Czechach i o 7 proc. mniej niż na Słowacji. Średnia cena energii elektrycznej dla przemysłu w Polsce wynosiła 21,35 eurocenta/kWh i była wyższa o 7 proc. niż dla gospodarstw domowych.

Na koniec 2023 r. z kolei ceny energii spot w Niemczech były niższe o 14 proc., w Czechach o 11 proc., na Słowacji o 7 proc., a na Litwie o 4 proc. niż w Polsce. W Szwecji było taniej o 61 proc. – wskazano w opracowaniu.

Trudne pożegnanie z węglem
W raporcie zwrócono uwagę, że transformacja energetyczna w Polsce postępuje, a 2023 rok był rokiem „prawdziwych rekordów”. „Choć nadal głównym źródłem produkcji energii elektrycznej pozostaje węgiel, jego udział w miksie spadł do najniższego w historii poziomu 60,5 proc. – to o 10 p.p. mniej niż rok wcześniej” – zaznaczyli autorzy raportu.

Zgodnie z szacunkami FE w 2023 r. zużycie węgla kamiennego wyniosło ok. 57 mln ton, co oznacza spadek względem 2022 r. o ok. 8 mln ton (-12 proc. r/r). Szacunkowe zużycie węgla kamiennego energetycznego natomiast spadło w 2023 r. 16 proc. (-8,3 mln ton) r/r, do ok. 45 mln ton.

Bez pomysłu na OZE
Dodano też, że produkcja z OZE wzrosła o 6,2 p.p w porównaniu z rokiem poprzednim i sięgnęła po raz pierwszy 27 proc. udział w miksie energetycznym. Jednocześnie wzrosła produkcja energii z gazu – o ponad 40 proc. osiągając, 9,9 proc. udział w miksie energetycznym.

W opinii ekspertów FE rozwój OZE w Polsce „nie wynika ze świadomego planu państwa wobec inwestycji w OZE, a jest raczej efektem działania rynku i zniesienia blokad”.

Zwrócono uwagę, że hurtowe ceny energii w Polsce na tle innych krajów UE utrzymują się na „bardzo wysokim” poziomie, „szybko” rośnie też uzależnienie gospodarki od importowanych paliw kopalnych.

Emisje CO2 piętą achillesową polskiej elektroenergetyki
W raporcie wskazano, że polska elektroenergetyka nadal jest najbardziej emisyjna w całej UE, a pod względem intensywności emisji (ile ton CO2 zostało średnio wyemitowanych przy zużyciu jednej jednostki energii pierwotnej np. węgla) jest 3. krajem na świecie po Kazachstanie i RPA. „Znaczny poziom emisji przekłada się na wysokie ceny energii, a w przemyśle – na spadek konkurencyjności ze względu na wysoki ślad węglowy towarów produkowanych w Polsce. Jeśli nic się nie zmieni, w kolejnych latach polska gospodarka narażona będzie na spadek inwestycji” – podkreślono w opracowaniu.

Według szacunków FE w 2023 r. emisje brutto w Polsce spadły względem 2022 r. o 5,5 proc., do ok. 364 mln t CO2e (ekwiwalent dwutlenku węgla). Najwięcej emisji gazów cieplarnianych pochodziło z produkcji energii elektrycznej i ciepła: 124 mln t CO2e, tj. 34 proc. szacunkowych łącznych emisji brutto. Oznacza to spadek względem 2022 r. o 21,4 mln t CO2e (-15 proc. r/r). Z raportu wynika także, że względem 1990 r. emisje z elektrowni i elektrociepłowni spadły o 38,9 proc, a z ciepłowni o 76,2 proc.

Z danych przedstawionych przez FE wynika też, że wolumen sprzedanych przez Polskę uprawnień do emisji wyniósł w 2023 r. 65,1 mln ton. To o 2,1 mln ton więcej niż w 2022 r. Budżet kraju zyskał 24,67 mld zł na aukcjach uprawnień do emisji CO2 (EUA i EUAA). To o 1,4 mld zł więcej niż w 2022 r. „Ważne staje się patrzenie na wykorzystanie energii w całej gospodarce: kompleksowo – a nie wyłącznie w podziale na poszczególne branże” – dodali eksperci.

Kto zarządza transformacją energetyczną?
Według FE brak spójnego planu na transformację skutkuje rosnącymi ryzykami związanymi z bilansowaniem systemu i zachowaniem jego bezpieczeństwa. Wskazali, że z roku na rok rośnie niedyspozycyjność jednostek konwencjonalnych. Poziom rezerw mocy pozostaje niski (w ubiegłym roku wyniósł minimalnie 1,4 GW, czyli nie poprawił się względem 2022 r.).

„Nieelastyczne bloki węglowe nie są w stanie w słoneczne południe pracować na odpowiednio niskich minimach, a wieczorem szybko zwiększyć swoją moc. Do tego dochodzi niemal całkowity brak magazynów energii. Taka kombinacja zmusza operatora do ograniczania pracy źródeł odnawialnych – pomimo tego, że produkują wówczas niemal darmową energię” – zauważono.

W raporcie dodano, że tylko w 2023 r. w ten sposób straciliśmy 74 GWh energii elektrycznej, ale skala problemu „szybko narasta”. „Od stycznia do połowy maja br. nierynkowemu redysponowaniu (odgórne ograniczenie produkcji – PAP) poddano ponad 400 GWh energii. To tyle, ile w tym okresie zużyło blisko pół miliona gospodarstw domowych” – wyliczył starszy analityk w Forum Energii Marcin Dusiło.

Fundacja FE jest „think-tankiem” prowadzącym badania analityczne, naukowe oraz popularyzującą wyniki tych badań. Zespół Forum Energii tworzą eksperci z dziedziny energetyki, ciepłownictwa, przemysłu, efektywności energetycznej oraz ekonomii.

autor: Anna Bytniewska

https://forsal.pl/biznes/energetyka/artykuly/9515232,zagrozenie-blackoutem-rosnie-polska-bez-pomyslu-na-transformacje-ener.html

Prawo

NSA wyda uchwałę pilotażową – jest projekt zmian w postępowaniu przed sądami administracyjnymi

Patrycja Rojek-Socha | Renata Krupa-Dąbrowska | Robert Horbaczewski | Data dodania: 28.05.2024

Naczelny Sąd Administracyjny jest zakorkowany. Czas oczekiwania na rozpoznanie skargi kasacyjnej w sprawach, w których strona wniosła o wyznaczenie rozprawy, przekracza cztery lata. Pomysł na to, jak rozwiązać problem ma sam NSA. Przygotował projekt zmian, do którego dotarło Prawo.pl. Przy okazji chce uprościć i uporządkować postępowanie. Konsultacje ruszają w środę. Niektóre zmiany już niepokoją prawników.

Szykują się zmiany w sądownictwie administracyjnym. NSA przygotowało propozycję nowelizacji przepisów prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi oraz niektórych innych ustaw. Mają one m.in. poprawić dostęp do sądu administracyjnego. Są wynikiem analizy dotychczasowej działalności orzeczniczej sądów administracyjnych.

W opinii prawników proponowana nowelizacja powinna też przyśpieszyć postępowanie sądowoadministracyjne. – Obecnie czas oczekiwania na rozpoznanie skargi kasacyjnej przez NSA w sprawach, w których strona wniosła o wyznaczenie rozprawy, przekracza cztery lata. Dochodzi do absurdalnych sytuacji, kiedy w czasie oczekiwania na wyrok, ulega zmianie ugruntowana linia orzecznicza czy nowelizowane są przepisy, a przecież NSA orzeka według stanu prawnego obowiązującego w chwili wyrokowania, a nie wniesienia skargi kasacyjnej – komentuje Maciej Obrębski, adwokat, partner w kancelarii Obrębski Adwokaci i Radcowie.

Nowość – uchwała pilotażowa
Nowością ma być wprowadzenie do katalogu uchwał podejmowanych przez Naczelny Sąd Administracyjny — tzw. uchwał pilotażowych. Jej podjęcie możliwe będzie z inicjatywy składu orzekającego wojewódzkiego sądu administracyjnego, a jej celem  ma być zapewnienie jednolitej wykładni prawa w tożsamych sprawach administracyjnych, w których rozstrzygnięcie powinno zależeć tylko od oceny prawnej.

Rozstrzygnięcie zawarte w uchwale pilotażowej – jak wskazano w projekcie – będzie korzystało z tzw. ogólnej mocy wiążącej tylko w tej sprawie, w której sąd pierwszej instancji wystąpi o podjęcie uchwały. W każdej innej tożsamej sprawie sąd pierwszej instancji będzie mógł zastosować pogląd wyrażony w uchwale pilotażowej albo wystąpić do Naczelnego Sądu Administracyjnego, na podstawie art. 269 1 p.p.s.a., o podjęcie kolejnej uchwały dotyczącej zagadnienia prawnego rozstrzygniętego w uchwale pilotażowej. – W ten sposób zachowana jest gwarancja niezawisłego prezentowania poglądu prawnego przez sąd pierwszej instancji – wskazują projektodawcy.

– Jednolitość orzecznictwa sądowoadministracyjnego jest wartością samą w sobie. Sądy administracyjne zasadniczo dokonują wykładni prawa publicznego (zwłaszcza administracyjnego i podatkowego), którego jednolite („równe”) stosowanie wobec obywateli ma szczególnie istotne znaczenie w demokratycznym państwie prawnym. Dlatego też wprowadzenie kolejnej instytucji (typu uchwały NSA) ujednolicającej orzecznictwo oceniam pozytywnie. Generalnie powinno być tak, że przynajmniej część uchwał pilotażowych odniesie pożądany skutek i faktycznie „zakończy” procedowanie w pewnej grupie spraw – WSA „łatwiej” wydadzą w tych sprawach orzeczenia – ocenia prof. Rafał Stankiewicz, szef Ośrodka Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych.

Propozycję uchwał pilotażowych chwali mec. Maciej Obrębski. Ma jednak też zastrzeżenia.  – Zmniejszeniu powinno ulec kryterium ilościowe (co najmniej 10 spraw). Przykładowo, w sprawach podatkowych lub dotyczących szeroko pojętych dopłat dla rolników, organy uprawnione są do wznowienia postępowań w terminie, co do zasady, pięciu lat od doręczenia decyzji. Tym samym w odniesieniu do jednego podatnika albo beneficjenta dopłat zazwyczaj nie będzie wydanych więcej niż pięć decyzji. Należy mieć na uwadze, że decyzje te opierają się bardzo często na takich samych podstawach faktycznych i prawnych i tym samym w pełni kwalifikowałyby się do wydania przez WSA postanowienia o przekazaniu zagadnienia prawnego do rozstrzygnięcia NSA. Optymalnym rozwiązaniem wydaje się liczba pięciu spraw – twierdzi.

Według niego w projekcie powinien znaleźć się wyraźny przepis zapewniający stronom postępowania przed WSA możliwość czynnego udziału w postępowaniu przed NSA w sprawie wydania tej uchwały. – Trzeba mieć na uwadze, że Naczelny Sąd Administracyjny na dalszym etapie może być w tych sprawach sądem II instancji i trudno spodziewać się innego rozstrzygnięcia w wyniku rozpoznania skargi kasacyjnej niż to zgodne z treścią uchwały pilotażowej, która będzie miała postać co najmniej uchwały siódemkowej. Łatwo w tym zakresie naruszyć zasadę dwuinstancyjności postępowania i doprowadzić do sytuacji, w której II instancja stanie się de facto tylko formalnością, a nie szansą na zmianę orzeczenia WSA. Dlatego też tak ważne jest zapewnienie udziału stronom w tym postępowaniu i możliwość złożenia stanowiska merytorycznego w odpowiedzi na postanowienie WSA – podkreśla.

Posiedzenia niejawne wyjątkowo, ale i na wniosek stron
Jak wskazano w uzasadnieniu, zasadą pozostanie jawność posiedzeń sądowych, oznaczająca rozpoznanie sprawy na rozprawie. Wprowadzony zostanie jednak katalog wyjątków obejmujących sytuacje pozwalające dotychczas na rozpoznanie sprawy w postępowaniu uproszczonym (art. 119) oraz rozpoznanie sprzeciwu od decyzji (art. 64d).

Sprawa będzie więc rozpoznawana na posiedzeniu niejawnym, gdy:

– przedmiotem skargi jest postanowienie wydane w postępowaniu administracyjnym, na które służy zażalenie albo kończące postępowanie, a także postanowienie rozstrzygające sprawę co do istoty oraz wydane w postępowaniu egzekucyjnym i zabezpieczającym, na które służy zażalenie;
– przedmiotem skargi jest bezczynność lub przewlekłe prowadzenie postępowania;
– przedmiotem rozpoznania są sprawy, o których mowa w art. 3 par. 2 pkt 4a i 4b (m.in. pisemne interpretacje przepisów prawa podatkowego wydawane w indywidualnych sprawach, opinie zabezpieczające i odmowy wydania opinii zabezpieczających);
– przedmiotem rozpoznania jest sprzeciw od decyzji, o którym mowa w art. 3 par. 2a – chodzi o uchylenie decyzji przez organ;
– przedmiotem rozpoznania są sprawy, o których mowa w art. 119 (postępowania uproszczone).

O posiedzenie niejawne będzie mogła też zawnioskować strona i taki tryb będzie możliwy, jeśli żadna z pozostałych stron, w terminie siedmiu dni od doręczenia zawiadomienia o złożeniu takiego wniosku, nie zażąda przeprowadzenia rozprawy. W pierwszych czterech przypadkach i przy wniosku strony potrzebny będzie skład trzech sędziów.

Wnioskujesz o tryb zdalny? Odpowiadasz za połączenie
Projekt zakłada również możliwość zarządzenia rozprawy zdalnej na wniosek strony. Równocześnie proponowane jest nowe brzmienie art. 94 par. 2 p.p.s.a, przewiduje ono możliwość prowadzenia rozprawy zdalnej w postaci hybrydowej. Oznacza to, że skład orzekający oraz przynajmniej jedna spośród stron będzie się znajdować w tym samym miejscu, na ogół w budynku sądu, podczas gdy pozostali uczestnicy dołączą do rozprawy w trybie elektronicznym.

Profesor Stankiewicz zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię. – Projekt rezygnuje z obowiązku uczestniczenia w posiedzeniu zdalnym w budynku innego sądu. W istocie odciąża to organy wymiaru sprawiedliwości oraz kreuje naturalną możliwość by przykładowo pełnomocnik strony mógł partycypować w posiedzeniu łącząc się z sądem ze swojej kancelarii – zaznacza.

W przypadku naruszenia w trakcie takiego posiedzenia powagi, spokoju lub porządku czynności sądowych, obowiązywać będzie art. 98a p.p.s.a, który odnosi się do przepisów dotyczących policji sesyjnych z Prawa o ustroju sądów powszechnych.

Co więcej, w myśl proponowanych przepisów na stronie będzie spoczywać obowiązek zapewnienia nieprzerwanego połączenia internetowego z sądem. W przypadku problemów technicznych uniemożliwiających transmisję obrazu z miejsca pobytu strony, stwierdzonych w trakcie posiedzenia zdalnego, przewodniczący będzie mógł zarządzić przeprowadzenie posiedzenia zdalnego bez jednoczesnego przekazu obrazu z miejsca pobytu strony. Jak wskazano w uzasadnieniu, przeszkody techniczne nie leżące po stronie sądu nie będą wstrzymywać rozpoznania przez niego sprawy.

Propozycja wprowadza też art. 106 p.p.s.a, w myśl którego możliwa będzie rezygnacja ze sprawozdania. Kiedy? Na zgodny wniosek obecnych stron albo w przypadku ich niestawiennictwa, chyba że rozprawa odbywa się z udziałem publiczności.

Sąd ograniczony do tego, co skarżący zgłosi
Propozycja przewiduje również dodanie nowego art. 134 par. 1 la w brzmieniu: W sprawach skarg, o których mowa w art. 3 par. 2 pkt 5 i 6, sąd rozstrzyga w granicach danej sprawy, będąc związany zarzutami i wnioskami skargi oraz powołaną podstawą prawną.

Autorzy zmian uzasadniają, że nowy przepis jest konsekwencją przyjęcia w polskim modelu kontroli przez sąd administracyjny legalności aktów normatywnych organów samorządu terytorialnego i terenowych organów administracji rządowej, zasady skargowości. Czyli, że sąd administracyjny nie powinien wypowiadać się o legalności nom prawnych, które nie są przedmiotem jego kontroli w rozstrzyganej sprawie. Proponowane rozwiązanie ma więc w ocenia autorów zapewnić, by zaskarżone akty organów jednostek samorządu terytorialnego i organów administracji rządowej były poddawane weryfikacji w zakresie zgodności z normami wyższego stopnia tylko w zakresie, w jakim zostały one zakwestionowane w skardze.

Marta Lipińska, radca prawny w GWW Grynhoff i Partnerzy, uważa, że zmiana jest istotna. – Dotyczyć będzie m.in. aktów prawa miejscowego, przykładowo, uchwał w sprawie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego lub gospodarki odpadami. Sąd nie będzie badał zgodności takich uchwał z prawem kompleksowo, lecz w zakresie określonym ściśle w skardze. Wprowadzenie tej zmiany może jednak negatywnie wpłynąć na skuteczność wniesienia skargi lub wręcz ograniczenie korzystania z tej instytucji, gdyż do jej poprawnego sporządzenia może być potrzebna pomoc profesjonalnego pełnomocnika – wskazuje Lipińska.

Krytycznie proponowany przepis ocenia także dr Jarosław Dolny, radca prawny, wykładowca Wyższej Szkoły Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu. Uważa, że zaproponowana regulacja ogranicza możliwości skarżących, bo rola sądu zostanie ukierunkowana tylko i wyłącznie na te zarzuty, które zostaną podniesione w środku zaskarżenia.  – A zdarza się często w praktyce, że nieprawidłowość danego aktu tkwi w innych przyczynach, niż te, które wyartykułował skarżący. Zmiana spowoduje, że sąd nie będzie oceniał sprawy, tak jak dotychczas, w całokształcie, badał, czy dany akt został wydany w sposób legalny i prawidłowy. Będzie to niekorzystne zarówno dla skarżących, jak i porządku prawnego. Skutek może być taki, że nieprawidłowe akty pozostaną w obrocie prawnym, jeśli skarżący nie zwróci na uwagi na konkretne nieprawidłowości – uzasadnia Dolny.

Za pozytywny kierunek prawnicy uznają natomiast zaproponowane regulacje dotyczące sporządzania z urzędu uzasadnienia w takich sprawach (nowelizacja art. 141 p.p.s.a). – Zmiany spowodują uzasadnianie z urzędu wszystkich spraw danej kategorii. Nie będzie potrzebny wniosek strony w tym aspekcie, dając skarżącemu i organowi wiedzę na temat merytorycznych przyczyn rozstrzygnięcia, co być może wpłynie pozytywnie na przyszłe działania organu – wskazuje Marta Lipińska.

https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/co-w-projekcie-zmian-w-postepowaniu-przed-sadami-administracyjnymi,527186.html

Business Insider

Tak zarabia czołowy polski deweloper. Inwestorzy pozytywnie zaskoczeni

MR | 28 maja 2024, 9:41.

Echo Investment, czwarta co do wielkości grupa deweloperska w Polsce (pod względem przychodów), opublikowała sprawozdanie finansowe za I kwartał 2024 r. I choć okazały się sporo gorsze niż w poprzednich trzech miesiącach, to urosły rok do roku i przekroczyły prognozy. Rynkowi rezultaty się spodobały, rano kurs rósł i kapitalizacja grupy przekracza już 2 mld zł.

Echo Investment zanotował w I kwartale 2024 r. wyniki lekko przekraczające prognozy i lepsze w ujęciu rok do roku.
Echo Investment zanotował w I kwartale 2024 r. wyniki lekko przekraczające prognozy i lepsze w ujęciu rok do roku. | Foto: Fotokon / Shutterstock

Grupa kapitałowa Echo Investment wypracowała w I kwartale 2024 r. 13,3 mln zł zysku netto (przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej). To rezultat lepszy od prognozowanych 7 mln zł i o 15 proc. większy niż rok temu. Jednak w ujęciu kwartalnym zysk spadł o 60 proc.

Wynik operacyjny wyniósł 43,4 mln zł, czyli także okazał się wyższy od oczekiwań (średnia prognoz zakładała 53,8 mln zł). To oznacza wzrost rok do roku o 72 proc. i spadek o 46 proc. wobec IV kwartału 2023 r.

Przychody sięgnęły prawie 360 mln zł, czyli wyraźnie przekroczyły prognozy (o niemal 11 proc.), co oznacza wzrost o 71 proc. i spadek o 61 proc. (odpowiednio w ujęciu rok do roku i kwartał do kwartału). Spadek przychodów (a więc i wyników) w ujęciu kwartalnym wynika najprawdopodobniej z czynników sezonowych: ostatnie trzy miesiące roku są dla deweloperów zwykle okresem żniw.

Zysk brutto ze sprzedaży w I kwartale wyniósł 125 mln zł w porównaniu do 71,3 mln zł przed rokiem. To oznacza, że marża brutto na sprzedaży wyniosła 34,9 proc. Jednak warto pamiętać, że to nie jest kluczowy parametr, określający rentowność deweloperów, ponieważ nie uwzględnia szeregu istotnych kosztów, które obniżają faktyczny zysk firmy (zysk netto). Więcej na ten temat piszemy w tekście „Deweloperzy łupią klientów? Ile tak naprawdę zarabiają”.

„Rozwijając działalność w oparciu o strategię rentownego wzrostu, koncentrujemy się na nowych projektach najwyższej jakości w sektorze mieszkaniowym i komercyjnym, jak również na alternatywnych przedsięwzięciach w segmencie living. Takie podejście zapewniło nam w pierwszym kwartale stabilność, wzmocnioną rozwojem biznesu w sektorze akademików, który ma duży potencjał i stanowi podstawę do poszerzenia atrakcyjnej oferty dla naszych klientów, inwestorów i innych interesariuszy” – ocenił, cytowany w komunikacie prasowym, prezes Nicklas Lindberg.


| Echo Investment

W I kwartale 2024 r. grupa sprzedała 410 mieszkań i przekazała klucze do 415 mieszkań. Obecnie dysponuje bankiem ziemi, który umożliwia realizację około 10 tys. mieszkań na sprzedaż pod marką Archicom w największych miastach w Polsce.

Resi4Rent, podmiot oferujący usługę mieszkań w abonamencie, posiada ponad 4,1 tys. gotowych mieszkań na wynajem. Portfolio Resi4Rent obejmuje ponadto 8,8 tys. mieszkań w realizacji i projektowaniu, z czego budowa 371 z nich rozpoczęła się w pierwszym kwartale 2024 r.

W ramach Grupy Echo-Archicom realizowanych jest obecnie ponad 4 tys. mieszkań na sprzedaż, a budowa kolejnych 2,9 tys. wystartuje do końca 2024 r. W pierwszym kwartale rozpoczęła się budowa ponad 1,3 tys. mieszkań.

W Warszawie stan surowy osiągnął budynek Office House (31 tys. mkw.), a obok ruszyła realizacja apartamentowca M7 (140 mieszkań premium Archicom Collection) – to odpowiednio pierwszy biurowy i mieszkaniowy komponent wielofunkcyjnego kwartału Towarowa 22.

We Wrocławiu trwa budowa pierwszego etapu biurowego projektu Swobodna SPOT. W Krakowie grupa jest gotowa do rozpoczęcia realizacji projektu mixed-use WITA, obejmującego m.in. ponad 26 tys. powierzchni komercyjnej i 176 apartamentów.

Łączna wartość aktywów grupy na koniec marca 2024 r. wyniosła ponad 6,2 mld zł, a zapasy gotówki przekroczyły 772 mln zł.

Inwestorom najwyraźniej spodobał się raport, ponieważ kurs akcji Echo Investment na GPW ruszył w górę. Rano zyskiwał 2,5 proc. i za jedną akcję płacono 4,93 zł (w tym czasie sWIG80, do którego zaliczana jest spółka, rósł tylko symbolicznie). Od początku roku notowania grupy zyskały ponad 23 proc. i jej kapitalizacja lekko przekracza 2 mld zł.

https://businessinsider.com.pl/gielda/wiadomosci/tak-zarabia-czolowy-polski-deweloper-wysoka-rentownosc/vjpz7lq

Wnp

Polskie porty morskie szykują się na „każdą ewentualność”. Pójdą na to miliardy złotych

Piotr Wiewióra | Dodano: 28-05-2024 06:02

Ogromne pieniądze trzeba było zainwestować w rozwój polskich portów morskich, żeby przystosować je do sytuacji po wybuchu wojny na Ukrainie. Udało się, ale kolejne inwestycje są niezbędne, żeby być na bieżąco z trendami, a nawet je wyprzedzać.

– O sytuacji portów – obecnej, tej sprzed kilku lat, a także najbliższej przyszłości, dyskutowali uczestnicy panelu „Polskie porty morskie”, zorganizowanego w ramach XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

– Prezes OT Logistics Kamil Jedynak zauważył, że głównym celem, jeśli chodzi o rozwój portów, jest osiągnięcie pełnej uniwersalności. – Nie sposób przewidzieć, co wydarzy się nawet w najbliższej przyszłości, musimy więc być przygotowani na każdą ewentualność – powiedział, zaznaczając, że geopolityka ma duży wpływ na cały biznes morski.

– Przedstawiciele zarządów portów i spółek PKP poinformowali o kluczowych inwestycjach – realizowanych i planowanych – także w kontekście pojawiających się w branży trendów, a przedstawicielka Banku Gospodarstwa Krajowego Anna Łopaciuk zapewniła, że bank jest zainteresowany ich finansowaniem.

Paneliści, którzy brali udział w sesji „Polskie porty morskie” w trakcie XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego zgodzili się co do tego, że geopolityka ma duży wpływ na funkcjonowanie portów i generalnie działalność biznesu morskiego, czego przykładem jest rok 2022 i wybuch wojny na Ukrainie.

– Jakiekolwiek zaburzenia na świecie związane z koniunkturą, wojnami, regulacjami natychmiast powodują zmiany szlaków m.in. morskich – zaznaczył Kamil Jedynak, prezes zarządu OT Logistics, dodając, że w ostatnich latach były to bardzo dynamiczne zmiany, wymagające przemodelowania podejścia do biznesu portowego i logistycznego. – A w portach nie tak łatwo duże zmiany wprowadzić, ponieważ wymaga to wielomilionowych inwestycji oraz czasu – wskazał.

Kamil Jedynak: musimy być przygotowani na każdą ewentualność
Zauważył, że głównym celem jest osiągnięcie pełnej uniwersalności.

– Nie sposób przewidzieć, co wydarzy się nawet w najbliższej przyszłości, musimy więc być przygotowani na każdą ewentualność – powiedział.

Prezes OT Logistics Kamil Jedynak (fot. PTWP)
Prezes OT Logistics Kamil Jedynak (fot. PTWP)

Podkreślił, że OT Logistics zamierza w najbliższej przyszłości aktywniej zaangażować się w biznes agro, który wydaje się najbardziej rozwojowy i stabilny.

– Produkcja w Polsce co roku wzrasta, zapotrzebowanie na świecie też. To najbardziej stabilny biznes w perspektywie kolejnych lat – stwierdził Kamil Jedynak.

Jak dodał, z tego wynika decyzja o rozbudowie terminalu w Gdyni, a także ukończenie inwestycji w porcie w Świnoujściu, polegającej na budowie najnowocześniejszego terminalu o bardzo dużych mocach przerobowych.

PKP Cargo pomagało Ukrainie i transportowało węgiel do polskich domów, ale brakowało zasobów na realizację innych kontraktów
Sytuacja geopolityczna mocno wpłynęła też na funkcjonowanie kolejowych przewoźników, którzy przecież często transportują towary z i do portów morskich. W 2022 r. spółka PKP Cargo pomogła w transporcie węgla, dzięki czemu Polacy mieli czym ogrzać swoje domu, ale zapłaciła za to wysoką cenę.

– Dostarczyliśmy węgiel do elektrowni i ciepłowni w Polsce. Tak duża zmiana nie mogła nie mieć wpływu na funkcjonowanie spółki. Wymagało to sprawnego przygotowania i przemieszczenia zasobów – taborowych i ludzkich – powiedział Remigiusz Szymański, zastępca dyrektora biura handlowego rynku przewozów międzynarodowych i intermodalnych PKP Cargo. – W 2022 r. mierzyliśmy się z dużym zapotrzebowaniem partnerów ukraińskich. Wystąpiliśmy do partnerów o wsparcie w zakresie wagonów specjalistycznych, ale większość nie była na to gotowa – nawet duże zachodnioeuropejskie spółki. A my musieliśmy realizować aktualne kontrakty i reagować na zwiększone oczekiwania rynku ukraińskiego – przyznał.

Dodał, że było to również spore wyzwanie dla pracowników, wymagające ponadprzeciętnego zaangażowania i zarządzania zasobami.

– Nie byliśmy w stanie obsłużyć 100 proc. zleceń i część partnerów znalazła alternatywne rozwiązania przewozowe – przyznał.

Remigiusz Szymański, zastępca dyrektora biura handlowego rynku przewozów międzynarodowych i intermodalnych PKP Cargo (fot. PTWP)
Remigiusz Szymański, zastępca dyrektora biura handlowego rynku przewozów międzynarodowych i intermodalnych PKP Cargo (fot. PTWP)

Konieczność zmian w infrastrukturze logistycznej w portach i na kolei dostrzegł Bank Gospodarstwa Krajowego.

– Europejskie porty stanęły przed wielkim wyzwaniem w momencie pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę – zarówno z dywersyfikacją surowców energetycznych, jak i transportem zboża czy produktów agro. To też pokazało, jak ważna jest elastyczność i zdolność dostosowania się do nowych warunków rynkowych – nie tylko portów, ale całego otoczenia logistycznego i transportowego – zauważyła Anna Łopaciuk, dyrektor Programu Infrastruktura, Transport i Logistyka w BGK.

– W tej pierwszej fazie spółki borykały się z trudnościami płynnościowymi dotyczącymi płatności. Jako BGK podejmowaliśmy działania interwencyjne w tym zakresie – zaznaczyła.

BGK chętnie sfinansuje inwestycje w porty i centra logistyczne, nawet te charakteryzujące się podwyższonym ryzykiem
Anna Łopaciuk zwróciła uwagę, że pewne inwestycje czy strategie nie są planowane na teraz, sam proces trwa kilka lat, a czasem nawet dłużej, natomiast infrastruktura jest budowana na kilkadziesiąt lat.

– Procesy, które obserwujemy, miały swój początek dużo wcześniej. Widać pewne dostosowania, chęć przeorientowania łańcuchów dostaw czy też budowania sobie dodatkowych szlaków i zabezpieczenia tych szlaków – przyznała. – BGK jest naturalnym partnerem, który bardzo chętnie takie inwestycje finansuje – czy to w porty, centra logistyczne, czy każdą inną infrastrukturę liniową i to nie tylko w Polsce, ale też za granicą. Dla nas bardzo ważne jest to, żeby polskie przedsiębiorstwa były konkurencyjne w skali globalnej, żeby transport i nasza pozycja geograficzna były wykorzystywane dużo szerzej.

Anna Łopaciuk, dyrektor Programu Infrastruktura, Transport i Logistyka w BGK (fot. PTWP)
Anna Łopaciuk, dyrektor Programu Infrastruktura, Transport i Logistyka w BGK (fot. PTWP)

Bank oferuje szeroki wachlarz finansowania w zakresie eksportu i ekspansji, dysponując funduszami powołanymi do tego, żeby wspierać duże inwestycje strukturalne, nie tylko w rejonie Polski, ale całego Trójmorza.

– Ostatnio sfinansowaliśmy port w Burgas, który również jest ważnym elementem, jeśli chodzi o rozwój tego obszaru czy regionu. Bardzo przychylnie patrzymy na tego rodzaju inwestycje, chętnie podejmujemy się również podwyższonego ryzyka, żeby umożliwiać naszym spółkom wchodzenie na rynki w zasadzie określane jako niehandlowe. Staramy się, żeby rozwój branży transportowej był jak najszerszy, by zapewnić bezpieczeństwo i dywersyfikację naszym przedsiębiorstwom – podsumowała.

Zarządcy portów reagują na trendy, więc kolejne inwestycje w trakcie i w planach
O wspomnianym rozwoju w postaci szeroko zakrojonych inwestycji, dyskutowano podczas panelu również odnośnie przyszłości i w oderwaniu od sytuacji geopolitycznej. Prowadzący sesję zastępca redaktora naczelnego portalu WNP.PL Adrian Ołdak pytał uczestników, czy i w jaki sposób starają się przystosowywać do panujących trendów i przygotowywać na nowe.

Zastępca redaktora naczelnego WNP.PL Adrian Ołdak (fot. PTWP)
Zastępca redaktora naczelnego WNP.PL Adrian Ołdak (fot. PTWP)

Dyrektor Pionu Inwestycji w Zarządzie Morskiego Portu Gdańsk Stefan Rudnik mówił m.in. o nadziei na wsparcie z Krajowego Planu Odbudowy dużej inwestycji portu offshore.

– To jest moje wielkie marzenie, żeby terminal instalacyjny w Gdańsku powstał. Wydaje mi się, że ta sprawa dobrnie do szczęśliwego końca. To projekt, który został wpisany do KPO i który jest obecnie w trakcie procesu notyfikacji w Komisji Europejskiej. Zarząd portu nie jest jednak inwestorem, tylko nasz dzierżawca, który zostanie wybrany w procesie przetargowym. Wybór dzierżawcy, który wybuduje terminal instalacyjny T5, jest w trakcie procesu przetargowego. A Baltic Hub czeka na potwierdzenie finansowania – zakomunikował.

Dyrektor Pionu Inwestycji w Zarządzie Morskiego Portu Gdańsk Stefan Rudnik (Fot. PTWP)
Dyrektor Pionu Inwestycji w Zarządzie Morskiego Portu Gdańsk Stefan Rudnik (Fot. PTWP)

Podkreślił, że gdański zarząd sporo planuje, co jest efektem miejsca, w którym się znalazł.

– Nasze wzrosty są efektem geopolityki. Ale to także efekt naszej konsekwentnej polityki inwestycyjnej i naszych partnerów, którzy zainwestowali w infrastrukturę dostępową od strony wodnej, w głębokowodnej części portu – wskazał. – Mam tu na myśli rozbudowę falochronów w porcie zewnętrznym i tor wodny, który został pogłębiony i poszerzony. Pogłębiono też obrotnice tak, żeby do Baltic Hub i nie tylko mogły zawijać największe statki oceaniczne – wymienił.

Poinformował, że jeśli chodzi o Baltic Hub, terminal T3 jest w trakcie rozbudowy. Mówił też o inwestycji w porcie głębokowodnym i w części portu północnego w terminal FSRU, który zapewni bezpieczeństwo energetyczne w zakresie dostaw gazu LNG.

– To wielomiliardowe inwestycje, które zmienią kształt Portu Gdańsk – zakończył.

Terminal kontenerowy głębokowodny i port instalacyjny dla morskiego energetyki wiatrowej w Świnoujściu

Prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście Jarosław Siergiej zauważył, że i w tych portach bardzo dużo się dzieje pod kątem inwestycyjnym.

– Wyjściem, jeśli chodzi o reedukację niepewności w przypadku portów morskich, jest ich uniwersalizm, czyli przystosowanie ich do tego, żeby ładunki czy funkcje portowe były zdywersyfikowane – podkreślił. – Jeśli chodzi o terminal kontenerowy głębokowodny w Świnoujściu, jesteśmy na początku tego procesu. Biznes odpowiedział pozytywnie na ideę budowy terminalu – zauważył, informując, że wybrał już korzystniejszą ofertę w przetargu, należącą do podmiotu biznesowego.

Kolejna inwestycja to budowa portu instalacyjnego w Świnoujściu dla morskiej energetyki wiatrowej, gdzie inwestorem jest Zarząd Portów Morskich w części hydrotechnicznej oraz spółka Orlen Neptun w części lądowej.

– Oprócz niepewności gospodarczej związanej z geopolityką, zarządy portów odpowiadają na bieżące trendy w gospodarce, jak np. rozwój morskiej energetyki wiatrowej. Taki terminal instalacyjny jest niezbędny – stwierdził Jarosław Siergiej.

Prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście Jarosław Siergiej (fot. PTWP)
Prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście Jarosław Siergiej (fot. PTWP)

Według niego zarządcy portów muszą mieć też wizję budowy infrastruktury, która na razie nie ma jasno określonego przeznaczenia.

– Dlatego obszary portu w Szczecinie w basenie kaszubskim oraz kanale dębickim dostosowujemy do większych głębokości. Kanał dostępowy z portu w Szczecinie do portu w Świnoujściu został już przed urząd morski pogłębiony do 12,5 m, co daje możliwość przyjmowania statków o większym zanurzeniu i tonażu, a zatem mniejszych kosztów jednostkowych. Zarząd portów morskich dostosowuje infrastrukturę, żeby takie statki przyjąć – powiedział.

Prace na terminale trzecim zgodnie z harmonogramem
Członek zarządu i dyrektor operacyjny budownictwa infrastrukturalnego w firmie Budimex Cezary Łysenko przekazał, jaki jest stan zaawansowania prac na wspomnianym już terminalu trzecim (Baltic Hub).

– Generalnie jesteśmy już po zalądowieniu, więc sztuczną wyspę mamy usypaną i wzmocnią. W tej chwili finalizujemy główną część nabrzeża w postaci obudowy żelbetowej i w dużej części mamy już zaawansowane belki podsuwnicowe. Do połowy tego roku chcemy udostępnić część nabrzeża, żeby można było odebrać dźwigi – wyjaśnił.

Dodał, że cała inwestycja idzie w zgodzie z harmonogramem, a w niektórych elementach nawet jest on wyprzedzany. Zakończenie zaplanowane zostało w III kwartale 2025 r.

– I ten termin na pewno będzie dotrzymany. Wszystkie problemy, które mieliśmy, zostały rozwiązane – zaznaczył Cezary Łysenko, wskazując, że tego rodzaju roboty mają swoją specyfikę. – Jest dużo okresów przerw, kiedy pogoda nie pozwala nawet wejść na plac budowy.

Członek zarządu i dyrektor operacyjny budownictwa infrastrukturalnego w firmie Budimex Cezary Łysenko (Fot. PTWP)
Członek zarządu i dyrektor operacyjny budownictwa infrastrukturalnego w firmie Budimex Cezary Łysenko (Fot. PTWP)

Konieczne są inwestycje w infrastrukturę transportową m.in. na Ukrainę
Niezależnie od trendów trzeba jednak pamiętać, że wojna na Ukrainie trwa dalej, więc z punktu widzenia geopolityki trudno mówić o stabilności. Firmy nadal więc borykają się z trudnościami, jeśli chodzi o transport i łańcuchy dostaw. Konieczne są inwestycje w infrastrukturę transportową m.in. na Ukrainę.

– Jeśli chodzi o linię na Ukrainę, to problemem nie jest sama przepustowość linii do przejścia w Dorohusku czy w Medyce, które to jest końcem magistrali modernizowanej od początku lat dwutysięcznych, magistrali E30 od Krakowa do Rzeszowa i dalej do granicy – zauważył Marcin Mochocki, członek zarządu i dyrektor ds. realizacji inwestycji w PKP Polskie Linie Kolejowe. – Jakimś wąskim gardłem są przejścia graniczne, takie same punkty styku jak w portach morskich. To punkty styku na zmianie toru normalnego i toru szerokiego. Zarówno dla stacji w Dorohusku, jak i dla stacji w Medyce jest specjalny program inwestycyjny zwiększający przepustowość tych stacji, żeby przeładunek z toru szerokiego na tor normalny był sprawniejszy – wyjaśnił.

Marcin Mochocki, członek zarządu, dyrektor ds. realizacji inwestycji, PKP PLK (fot. PTWP)
Marcin Mochocki, członek zarządu, dyrektor ds. realizacji inwestycji, PKP PLK (fot. PTWP)

Mówił też m.in. o inwestycji na linii 201, czyli alternatywnym wylocie z portów Trójmiasta.

– Obecnie to linia jednotorowa niezelektryfikowana. Przetargi może zakończą się w 2024 i 2025 r. – dodał.

Pogorszenie w transporcie kontenerowym, ale chwilowe. „Transport intermodalny nadal jest perspektywiczny”
W ostatnim roku odnotowano nieznaczne spadki w zakresie transportu kontenerowego, ale uczestnicy zgodnie stwierdzili, że nie ma się czego obawiać w dłuższej perspektywie.

– W 2023 r. odczuwaliśmy skutki zmiany kierunku dostaw węgla, niemniej w niektórych grupach towarowych widzimy systematyczny wzrost towaru, jak chociażby przewozy stali czy artykułów chemicznych w kontenerach – zauważył Remigiusz Szymański z PKP Cargo.

Przekonywał, że transport intermodalny nadal jest perspektywiczny. Przypomniał m.in. o otwartym w ubiegłym roku terminalu intermodalnym w Zduńskiej Woli-Karsznicach.

– W tym roku rozpoczęliśmy projekt i uruchomiliśmy przewóz w relacji Zduńska Wola Karsznice – Rotterdam m.in. naczep ciągnikowych. Kilka lat temu wyprodukowaliśmy kontener do przewozu cukru luzem. Są wyprodukowane i wykończone w taki sposób, aby zachować szczelność i czystość towaru także podczas przeładunku – poinformował.

Przyznał jednak, że pewnym wyzwaniem dla transportu intermodalnego jest przewóz kontenerów i naczep chłodniczych.

– Obecnie brak wagonów, które miałyby możliwość poboru energii z sieci. W transporcie międzynarodowym jest różne napięcie sieci. W Europie Zachodniej widzimy, że pociągi z kontenerami chłodniczymi są przewożone, aczkolwiek są to kontenery wyposażone w niezależne agregaty zasilane przede wszystkim dieslem – skwitował.

https://www.wnp.pl/budownictwo/infrastrukturalne/polskie-porty-morskie-szykuja-sie-na-kazda-ewentualnosc-pojda-na-to-miliardy-zlotych,838097.html

 

 

Budownictwo i PZP | Prasówka | 23.05.2024 r.

Rynek Infrastruktury

 1. W Małopolsce i na Śląsku powstanie nowa droga ekspresowa? Jest apel

Grzegorz Rekiel | Data publikacji: 18-05-2024

Budowę drogi ekspresowej S94 między Dąbrową Górniczą a Krakowem w miejscu „zwykłej drogi krajowej” proponuje poseł Łukasz Kmita.

Poseł zauważył, że zarówno autostrada A4 na odcinku Kraków-Katowice, jak i droga krajowa nr 94 przebiegająca przez Olkusz generują duży ruch pojazdów osobowych i ciężarowych.

– Jest konieczność podjęcia przez Ministerstwo Infrastruktury we współpracy z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad szeregu działań zmierzających w przyszłości do znacznego upłynnienia ruchu na osi wschód-zachód – ocenił Kmita.

Zdaniem parlamentarzysty, jednym z elementów projektu mogłoby być przygotowanie po śladzie istniejącej drogi DK94 nowego odcinka drogi ekspresowej S94.

Nowa droga ekspresowa S94 łączyłaby trasę S1 (na wysokości Dąbrowy Górniczej) i dalej biegłaby przez Olkusz, gdzie wraz z budową nowej północnej obwodnicy miasta prowadziłaby po nowym śladzie w kierunku drogi S52 stanowiącej część północnej obwodnicy miasta Krakowa.

Kmita ocenił, że „dostosowanie obecnej DK94 na odcinku Dąbrowa Górnicza-Olkusz do standardu drogi ekspresowej wydaje się być zadaniem możliwym szybko do wykonania i przy stosunkowo niewielkich nakładach inwestycyjnych”.

– Na wskazanym odcinku należałoby zlikwidować skrzyżowania kolizyjne na poziomie istniejących dróg i wybudować bezkolizyjne zjazdy (na poziomie „plus jeden” lub „minus jeden”) w miejscu istniejących skrzyżowań wraz z dobudową dróg zbiorczych. Trudniejszym do wykonania byłby odcinek Olkusz-Kraków, ale jestem przekonany, że zadanie to byłoby możliwe przy wypracowaniu konsensusu ze społecznością lokalną – czytamy w interpelacji do ministra infrastruktury. Resort jeszcze nie odniósł się do pomysłu.

Kmita ocenił, że „nowa trasa w standardzie drogi ekspresowej umożliwiałaby szybki przejazd pomiędzy aglomeracją śląsko-zagłębiowską, a metropolią krakowską i byłaby także strategicznie ważna, jeśli chodzi o połączenie lotniska Kraków Balice–Katowice Pyrzowice”.

S94 przejęłaby zdaniem posła część ruchu z Łodzi i Częstochowy kierującego się w kierunku stolicy Małopolski, gdyż byłaby najkrótszym połączeniem drogowym na tej trasie.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/w-malopolsce-i-na-slasku-powstanie-nowa-droga-ekspresowa-jest-apel–91195.html

 2. Jest umowa na realizację odcinka S12

Mikołaj Kobryński | Data publikacji: 22-05-2024

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podpisała umowę o wartości ponad 452 mln zł z Budimeksem na realizację odcinka drogi ekspresowej S12 na 14,5-kilometrowym odcinku łączącym granicę województw łódzkiego i mazowieckiego z Przysuchą. Już wkrótce podpisana zostanie kolejna umowa, dotycząca realizacji fragmentu o podobnej długości na wschód od Przysuchy.

Droga ekspresowa S12, która docelowo połączy autostradę A1 w rejonie Piotrkowa Trybunalskiego z granicą polsko-ukraińską w Dorohusku, ma mieć docelowo ok. 315 kilometrów długości. Dziś liczy jedynie niespełna 98 kilometrów, przy czym blisko 9-kilometrowy odcinek jest jednojezdniowy. Trzeba jednak zastrzec, że przeważająca część istniejących odcinków pokrywa się z przebiegiem drogi ekspresowej S17. W najbliższych latach ów stan rzeczy ulegnie jednak zmianie.

Najbardziej zaawansowana jest realizacja odcinków na wschód od Lublina – trwa budowa obwodnicy Chełma, która powinna zostać udostępniona kierowcom już w przyszłym roku w kwietniu natomiast w przypadku większości pozostałych fragmentów ruszyły już prace projektowe, co umożliwi oddanie ich do użytku do połowy 2027 roku. Dla całego przebiegu pomiędzy autostradą A1 a drogą ekspresową S7 wydano już decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, zatwierdzającą ostateczny przebieg trasy. Najmniej zaawansowane są przygotowania do budowy trasy w południowo-wschodniej części województwa mazowieckiego – nie wydano jeszcze decyzji środowiskowej dla żadnego odcinka pomiędzy Radomiem a istniejącą obwodnicą Puław.


mat. pras. GDDKiA

Już wkrótce rozpocznie się jednak projektowanie pierwszych dwóch odcinków w południowo-zachodniej części regionu. Jak informowaliśmy na łamach “Rynku Infrastruktury” w grudniu ubiegłego roku, zainteresowanie ich realizacją było bardzo duże. W przypadku odcinka łączącego granicę województw łódzkiego i mazowieckiego z Przysuchą Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podpisała dziś umowę z Budimeksem na jego zaprojektowanie i wybudowanie. Wartość kontraktu opiewa na ponad 452 mln zł. Nowy fragment zastąpi istniejącą drogę krajową nr 12. Będzie to od razu droga w układzie 2×2. Każdy pas ruchu będzie miał 3,5 metra szerokości, natomiast szerokość pasów awaryjnych wyniesie 2,5 metra. Na skrzyżowaniu z drogą wojewódzką nr 728 w rejonie miejscowości Gielniów powstanie węzeł.

Na nowym fragmencie zaplanowano aż 20 obiektów inżynieryjnych – wiadukty w ciągu drogi ekspresowej i nad nią, przepusty oraz przejścia dla zwierząt. W sąsiedztwie trasy powstać ma również infrastruktura dla pieszych i rowerzystów. Co istotne, w gestii wykonawcy pozostanie wybór nawierzchni, dlatego na obecnym etapie nie jest przesądzone, czy będzie to nawierzchnia bitumiczna, czy też betonowa.

Budimex będzie miał 21 miesiące na opracowanie dokumentacji projektowej oraz uzyskanie decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej, czyli tzw. decyzji ZRID. Z kolei na realizację robót budowlanych przewidziano 22 miesiące, nie licząc przerw w okresach zimowych. Jak wskazuje GDDKiA w komunikacie prasowym, w kolejnych tygodniach należy spodziewać się podpisania kolejnej umowy, dotyczącej realizacji w systemie “projektuj i buduj” odcinka łączącego Przysuchę i Wieniawę. W efekcie już wkrótce w województwie mazowieckim na etapie realizacji znajdą się fragmenty drogi ekspresowej S12 o łącznej długości przekraczającej 30 kilometrów. W przetargu na odcinek Przysucha – Wieniawa za najbardziej korzystną uznana została oferta złożona przez konsorcjum Mirbudu i Kobylarni.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/jest-umowa-na-realizacje-odcinka-s12-91343.html

 3. Wielkopolskie. GDDKiA unieważnia ważny przetarg ws. S11

Grzegorz Rekiel | Data publikacji: 22-05-2024

Firmy, która będzie pełnić nadzór nad projektowaniem i realizacją robót oraz zarządzać dobudową drugiej jezdni obwodnicy Kępna w ciągu S11, szukała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Przetarg w tej sprawie został unieważniony.

Chodzi o odcinek o długości prawie 4 kilometrów. Dobudowana ma zostać druga jezdnia istniejącej obwodnicy Kępna w ciągu trasy S11. Fragment zlokalizowany jest w powiecie kępińskim na terenie gmin Kępno oraz Baranów. To część trasy Ostrów Wielkopolski-Kępno.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad szukała firmy, która będzie pełnić nadzór nad projektowaniem i realizacją robót oraz zarządzać kontraktem.

Niedawno postępowanie w tej sprawie zostało unieważnione, bo żadna z ofert nie mieściła się w zarezerwowanej przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad kwocie ok. 3,4 mln zł (część ofert została odrzucona). Urzędnicy zdecydowali, że nie będą dokładać brakujących pieniędzy.

Najmniej, bo ok. 3,6 mln zł oczekiwało Biuro Inżynierskie Via Regia, a najwięcej, bo ok. 6,9 mln zł – DTŚ z Katowic. Na ok. 3,8 mln zł wyceniła swoją ofertę spółka BBC Best Building Consultants, na ok. 5,9 mln zł – Lafrentz Polska, na 5,2 mln zł – MGGP z Tarnowa, na ok. 4,1 mln zł – NBQ ze Szczecina, na ok. 6,4 mln zł – PHU BAUMARK, na ok. 5,2 mln zł – TPF z Warszawy, a na ok. 4,6 mln zł – ZBM z Warszawy.

Przy wyborze zwycięzcy GDDKiA brała pod uwagę przede wszystkim cenę (waga 60 %, im niższa, tym więcej punktów), ale też jakość (26 %) oraz doświadczenie personelu (14 %). Obowiązywało 28 tysięcy złotych wadium.

Przypomnijmy, że w lutym 2023 roku Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Poznaniu wydał decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach dla budowy S11 Ostrów Wielkopolski-Kępno. W wydanej decyzji zatwierdzono do realizacji wariant nr 3, według którego droga ma mieć ok. 30 km długości. Ten sam dokument obejmuje również dobudowę drugiej jezdni na istniejącej obwodnicy Kępna w ciągu S11.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/wielkopolskie-gddkia-uniewaznia-wazny-przetarg-ws-s11-91341.html

 4. Obwodnica Stargardu: Strabag z najkorzystniejszą ofertą

Mikołaj Kobryński | Data publikacji: 22-05-2024

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad uznała ofertę złożoną przez Strabag za najkorzystniejszą w przetargu na realizację obwodnicy Stargardu w przebiegu drogi krajowej nr 20. Jeżeli nie wpłyną odwołania, możliwe będzie zawarcie umowy o wartości nieco ponad 76 mln zł.

Jak informowaliśmy na łamach “Rynku Infrastruktury” w grudniu ubiegłego roku, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetarg na realizację w systemie “projektuj i buduj” obwodnicy liczącego ponad 67 tys. Stargardu. To czwarte co do liczby mieszkańców miasto na Pomorzu Zachodnim i jednocześnie drugie największe w aglomeracji szczecińskiej. Nowy fragment powstanie w przebiegu drogi krajowej nr 20. Realizacja inwestycji została uwzględniona w rządowym Programie Budowy 100 Obwodnic.


W marcu otwarte zostały oferty w przetargu. Realizacją inwestycji zainteresowanych było aż 7 podmiotów. Najtańszą ofertę złożył Strabag. W dniu 21 maja została ona uznana przez GDDKiA jako najbardziej korzystna. Jeśli przez kolejnych 10 dni pozostali oferenci nie złożą odwołań, po zakończeniu kontroli uprzedniej Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych możliwe będzie podpisanie umowy o wartości ponad 76 mln zł.

17 miesięcy na prace projektowe, 15 miesięcy na roboty budowlane

Głównym kryterium oceny ofert w przetargu była cena. Z tego tytułu można było uzyskać do 55% punktów. Przewidziano także trzy kryteria pozacenowe. Maksymalnie 30% punktów przewidziano za przedłużenie okresu gwarancji jakości na obiekty mostowe wraz z ich wyposażeniem. Do 10% punktów uzyskać można było za przedłużenie okresu gwarancji jakości na instalacje zasilające oraz konstrukcje wsporcze. Dodatkowo 5% punktów przewidziano za zagospodarowanie na placu budowy destruktu asfaltowego.

Od dnia podpisania umowy wykonawca będzie miał 17 miesięcy na opracowanie dokumentacji projektowej i uzyskanie decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej. Na roboty budowlane przewidziano natomiast 15 miesięcy z wyłączeniem okresów zimowych. W efekcie wschodnia obwodnica Stargardu powinna zostać oddana do użytku już w 2027 roku.

W ramach inwestycji oprócz trasy głównej powstaną również jezdnie dodatkowe w pasie obwodnicy, infrastruktura dla pieszych i rowerzystów, obiekty inżynierskie na samej obwodnicy oraz krzyżujących się z nią innych drogach, urządzenia ochrony środowiska i bezpieczeństwa ruchu drogowego, system odwodnienia terenu, oświetlenie drogowe, sieć teletechniczna oraz miejsce przeznaczone do ważenia i kontroli pojazdów.

4 razy szybciej, 3 kilometry do pokonania mniej

Od 2009 roku Stargard posiada południową obwodnicę w przebiegu drogi ekspresowej S10, jednak przez wschodnie dzielnice miasta nadal przebiega DK nr 20. Obecnie z węzła Stargard Wschód kierowcy muszą się cofać przez miejscowości Święte i Strachocin, a następnie przejechać przez wschodnie dzielnice Stargardu. Budowa obwodnicy Stargardu w przebiegu DK nr 20 jest zatem od lat oczekiwana zarówno przez społeczność lokalną, jak i kierowców zmierzających ze Szczecina w kierunku Szczecinka, czy miast w powiecie drawskim.


Obwodnica Stargardu w przebiegu DK nr 20 powstanie na wschód od miasta, węzeł Stargard Wschód na drodze ekspresowej S10 z jej istniejącym fragmentem, przechodząc w kierunku północnym przez dolinę rzeki Krępiel, a następnie przecinając drogę powiatową oraz linię kolejową nr 202. Decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach dla inwestycji została wydana w maju ubiegłego roku.

Nowe połączenie w standardzie drogi głównej ruchu przyspieszonego skróci drogę o 3 kilometry – z 7,5 kilometra obecnie do 4,5 kilometrów. Jak wskazuje GDDKiA, umożliwi to cztery razy szybsze pokonanie odcinka od drogi ekspresowej S10 do miejsca, w którym przewidziano włączenie obwodnicy do istniejącego przebiegu drogi krajowej nr 20, a które znajduje się ok. 500 metrów od obecnych granic administracyjnych miasta. Będzie to możliwe zarówno dzięki skróceniu przebiegu trasy, jak również ominięciu spowalniających ruch pojazdów skrzyżowań i przejść dla pieszych.

Nowy układ drogowy

Zmian w układzie drogowym Stargardu będzie znacznie więcej. Realizowana jest bowiem północna obwodnica miasta w przebiegu drogi wojewódzkiej nr 106. Zapewni ona połączenie węzła Stargard Zachód na drodze ekspresowej S10 z miejscem włączenia obwodnicy wschodniej do istniejącego przebiegu drogi krajowej nr 20, co umożliwi ominięcie osiedli w zachodniej części miasta.

Wówczas możliwe będzie ominięcie miasta w relacjach tranzytowych nie tylko na trasach zarządzanych przez GDDKiA, ale i drogach wojewódzkich, na przykład w ruchu z Pyrzyc do Goleniowa. Inwestycja uzyskała dofinansowanie z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Północna obwodnica Stargardu będzie połączona z obwodnicą w przebiegu DK nr 20.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/obwodnica-stargardu-strabag-z-najkorzystniejsza-oferta-91338.html

 5. Gdańsk: Co dalej z głębokowodnym terminalem zbożowym?

Mikołaj Kobryński | Data publikacji: 20-05-2024

Unieważnienie przetargu na dzierżawę terenu w głębokowodnej części portu morskiego w Gdańsku, przeznaczonego dla terminala zbożowego, wzbudziło duże emocje. Decyzja została podjęta przed terminem otwarcia ofert. Administracja portowa wyjaśnia jednak, że jej przyczyną są sygnały płynące z rynku. Ogłoszenie nowego przetargu ma nastąpić jeszcze w tym roku.

Jak informowaliśmy na łamach “Rynku Infrastruktury” w ubiegłym tygodniu, Zarząd Morskiego Portu Gdańsk podjął decyzję o unieważnieniu postępowania przetargowego dotyczącego dzierżawy terenu pod budowę terminala zbożowego. Ów teren znajduje się w głębokowodnej części gdańskiego portu morskiego – pomiędzy Pirsem Rudowym w Porcie Północnym a głębokowodnym terminalem kontenerowym Baltic Hub. Spółka nie przekazała wówczas przyczyn odwołania przetargu, które nastąpiło jeszcze przed terminem otwarcia ofert.


wiz. Zarząd Morskiego Portu Gdańsk

Przypomnijmy, że przetarg obejmował dzierżawę terenu o łącznej powierzchni 24 hektarów. Co istotne, na tym obszarze obowiązuje pozwolenie na budowę, obejmujące wszystkie kluczowe elementy terminala zbożowego, takie jak torowiska, parking, drogi dojazdowe, infrastruktura hydrotechniczna do cumowania statków, czy też infrastruktura magazynowa i przeładunkowa. Tym samym inwestor mógłby szybko rozpocząć prace budowlane, a co za tym idzie w nieodległej przyszłości rozpocząć działalność operacyjną. Warto w tym kontekście dodać, że dla terminala zbożowego dostępna byłaby południowa część Pirsu Rudowego, dlatego nie byłaby konieczna realizacja inwestycji hydrotechnicznych.

Dziś spółka poinformowała, że decydujący wpływ na unieważnienie przetargu miały sygnały płynące z rynku. ZMPG tłumaczy, że przetarg był przedmiotem zainteresowania kilku podmiotów, które skierowały niemal 300 pytań. W pytaniach zainteresowane podmioty sygnalizowały potrzebę zmiany warunków. W zaistniałej sytuacji zarząd ZMPG doszedł do przekonania, że optymalnym rozwiązaniem będzie odwołanie przetargu przed terminem składania ofert. Nowy przetarg ma zostać ogłoszony jeszcze w tym roku. ZMPG deklaruje, że intensywne prace nad określeniem nowych warunków rozpoczęły się w dniu 15 maja.

Pechowy teren

Można powiedzieć, że rzeczony obszar od lat nie ma szczęścia do inwestycji, pomimo niewątpliwych atutów. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim dostęp do głębokowodnego nabrzeża, umożliwiającego obsługę masowców klasy Neopanamax o zanurzeniu na poziomie 15 metrów i nośności rzędu 120 tys. DWT. Dużą zaletą jest także zmodernizowana drogowa i kolejowa infrastruktura dostępowa. W roku 1998 kanadyjski inwestor rozpoczął budowę terminala zbożowo-paszowego, która jednak została przerwana. Do dziś znajduje się tu kilkanaście opuszczonych silosów, które od lat coraz bardziej niszczeją.


OpenStreetMap

W przeszłości do budowy nowego terminala zbożowego w tej lokalizacji, częściowo z wykorzystaniem istniejącej infrastruktury, przymierzała się spółka OT Logistics. Obiekt miał zapewnić zdolności przeładunkowe rzędu 8 mln ton w skali roku. Spółka podpisała nawet 30-letnią umowę dotyczącą dzierżawy nieruchomości. Doszło do tego pod koniec 2015 roku. W roku 2020 została ona jednak rozwiązana. OT Logistics przechodziło wówczas restrukturyzację. Wpływ na podjętą decyzję mogła mieć także niepewność na rynku, wywołana ekonomicznymi konsekwencjami pandemii COVID-19. Spółka przekazała wówczas ZMPG dokumentację projektową oraz wszelkie niezbędne pozwolenia.

Perspektywy wzrostu przeładunków zbóż a infrastruktura portowa

W poprzedniej kadencji parlamentu politycy Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie zapewniali, że nowy terminal zbożowy w Gdańsku wybuduje państwo. – W przyszłym roku planujemy rozpocząć prace, tak aby docelowo mieć dwa agroporty dedykowane Ministerstwu Rolnictwa – mówił ówczesny wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski. Jednak w poprzednim przetargu na dzierżawę terenu, ogłoszonym w grudniu 2021 roku, oferty złożyły jedynie Baltic Hub oraz duńska spółka CM Partner. W roku 2022 przetarg został unieważniony bez podania przyczyny.

– Inni działają, a my unieważniamy przetargi. Nie mamy nowych inwestycji ani widoku, bo wszystko zostało właśnie odwołane. Tak tracimy możliwość utworzenia silnego rynku zbożowego, benchmarku w rejonie, do którego by się wszyscy odnosili, po ile jest dziś zboże w portach w Gdańsku czy Gdyni – mówił w wypowiedzi dla “Rzeczpospolitej” Przemysław Błażejewski z BTS Brokers, jednego z największych brokerów zbożowych na polskim rynku. W tym kontekście warto dodać, że unieważnienie przetargu przez ZMPG poprzedziła podobna decyzja dotycząca dzierżawy terminala zbożowego w porcie morskim w Gdyni.

Tymczasem popyt na przeładunki zbóż rośnie. Zaistniała sytuacja jest zatem wysoce problematyczna dla sektora rolno-spożywczego. Brak głębokowodnego terminala zbożowego utrudnia eksport nadwyżek zbóż krajowej produkcji, nie wspominając o zbożu ukraińskim, którego nadpodaż na polskim rynku stanowiła w ostatnich kwartałach ogromny problem dla polskich rolników. Obecnie w polskich portach morskich najwięcej zbóż przeładowuje się w Gdyni – w 2023 przeładowano aż 6,8 mln ton, podczas gdy w Gdańsku 3,1 mln ton, zaś w zespole Szczecin-Świnoujście 2,6 mln ton.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/intermodal-i-logistyka/gdansk-co-dalej-z-glebokowodnym-terminalem-zbozowym-91310.html

 6. Idzie kumulacja inwestycji. Będą problemy z kadrami

Newseria Biznes | Data publikacji: 21-05-2024

W związku z odblokowaniem środków unijnych firmy – zwłaszcza z sektora budowlanego – spodziewają się w tym roku boomu w inwestycjach infrastrukturalnych. Barierą dla ich realizacji może się jednak okazać dostępność rąk do pracy. Przedsiębiorcy obawiają się też, że kumulacja inwestycji w krótkim czasie może pociągnąć za sobą wzrost popytu nie tylko na kadry, ale i materiały czy specjalistyczne usługi podwykonawcze, co z kolei może się przełożyć na wzrost cen. – Od strony formalnej jesteśmy przygotowani do poradzenia sobie z tą kumulacją. Jest możliwość punktowych zmian w prawie zamówień publicznych i tego nie wykluczam – mówi Hubert Nowak, prezes Urzędu Zamówień Publicznych.

Pod koniec lutego br. – po prawie trzyletnim przestoju – przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen poinformowała o odblokowaniu funduszy europejskich dla Polski. To w sumie 137 mld euro, czyli około 600 mld zł, z polityki spójności oraz Krajowego Planu Odbudowy (59,8 mld euro, w tym 25,27 mld euro w postaci dotacji oraz 34,54 mld euro w formie preferencyjnych pożyczek). Długo wyczekiwany napływ środków unijnych ma zapewnić polskiej gospodarce impuls rozwojowy i spowodować boom w inwestycjach infrastrukturalnych, na co liczą m.in. firmy z branży budownictwa kolejowego i drogowego. Przedsiębiorcy obawiają się jednak, że – po trzech ostatnich latach naznaczonych brakiem kontraktów i pogarszającą się sytuacją finansową – mogą się pojawić problemy z kumulacją nowych zamówień i zrealizowaniem ich wszystkich w założonym terminie. Zwłaszcza że w przypadku KPO czas na wydatkowanie większości środków upływa w 2026 roku.

– Największym oczekiwaniem i wyzwaniem, z którym nam wszystkim przyjdzie się zmierzyć w związku ze spodziewaną kumulacją inwestycji, są kwestie związane z kadrami i zasobami, z dostępnością i profesjonalizacją tych kadr i zasobów, bo wszystko ma ograniczony horyzont czasowy – mówi agencji Newseria Biznes Hubert Nowak.

Dane z „Szybkiego Monitoringu” Narodowego Banku Polskiego, aktualizowane w kwietniu br., wskazują na wyraźną poprawę optymizmu inwestycyjnego przedsiębiorstw w II kwartale tego roku – firmy stopniowo zwiększają zainteresowanie rozpoczynaniem nowych inwestycji i coraz częściej deklarują zamiar kontynuowania już rozpoczętych projektów. W ujęciu branżowym znaczącego wzrostu aktywności inwestycyjnej oczekuje przede wszystkim budownictwo, które spodziewa się wyższego popytu na swoje usługi m.in. w związku z napływem środków unijnych. Według SM NBP przedsiębiorstwa budowlane już od pięciu kwartałów rozpoczynają coraz więcej nowych inwestycji i planują istotne zwiększenie ich skali.

– W zakresie zamówień publicznych od strony formalnej jesteśmy przygotowani do poradzenia sobie z tą kumulacją. Mamy wszystkie narzędzia i rozwiązania prawne, które odpowiadają na potrzeby związane z realizacją tych kontraktów. Natomiast może się zdarzyć, że zasoby ludzkie, kadrowe – czy to po stronie zamawiających, czy po stronie wykonawców – mogą się okazać niewystarczające – mówi prezes Urzędu Zamówień Publicznych

Firmy obawiają się też, że kumulacja inwestycji infrastrukturalnych w krótkim czasie może pociągnąć za sobą wzrost popytu nie tylko na kadry, ale i materiały czy specjalistyczne usługi podwykonawcze, a to z kolei przełoży się na wzrost cen. Obawy wciąż budzi też niesprzyjające, zdaniem przedsiębiorców, otoczenie prawne, w tym niedoskonałe PZP, m.in. w kontekście problemów z klauzulami waloryzacyjnymi, licznych odwołań i sporów sądowych czy obowiązujących mechanizmów wyboru wykonawców, w których dominującą rolę wciąż odgrywa cena.

– Cena zawsze będzie kluczowym elementem – podkreśla Hubert Nowak. – Podczas prywatnych zakupów pierwszym, co nas interesuje, też jest cena. Oczywiście inne kryteria, np. jakościowe czy dotyczące terminu wykonania, zawsze ze sobą współgrają, ale jednak zawsze cena ma znaczenie. Podobnie jak w naszych prywatnych przyzwyczajeniach zakupowych, kiedy kupujemy samochód, dom czy zamawiamy usługę serwisową. I tak samo ta cena zawsze będzie miała znaczenie na rynku publicznym. Pytaniem pozostaje, jak zapewnić, żeby – obok tej ceny – jakość i terminowość też była na odpowiednim poziomie, i na to każdy z zamawiających próbuje sobie odpowiedzieć.

Jak podkreśla, prawo zamówień publicznych nie jest w tej chwili żadnym blokerem ani hamulcowym tych inwestycji, które nas czekają.

– Jest tam bardzo wiele elastycznych elementów, negocjacyjnych czy związanych ze współpracą stron w momencie, kiedy pojawiają się np. kłopoty związane z transparentnością, a więc dotarciem do jak najszerszego kręgu rynku. Tak więc myślę, że tutaj, jeśli chodzi o twarde, sztywne prawo, mamy ten temat wyeksplorowany. Oczywiście jest możliwość jakichś punktowych zmian i tego nie wykluczam. Natomiast co do zasady myślę, że pod kątem twardego prawa jesteśmy przygotowani na nadchodzącą kulminację inwestycji – mówi prezes UZP.

W Polsce od 1 stycznia 2021 roku obowiązuje znowelizowane Prawo zamówień publicznych (uchwalone we wrześniu 2019 roku i wprowadzone po długim okresie vacatio legis, żeby zapewnić uczestnikom rynku zamówień publicznych czas na przystosowanie się do funkcjonowania według nowych zasad). Nowe PZP zastąpiły przepisy obowiązujące od ponad 15 lat, a celem reformy było m.in. dostosowanie ich do nowych realiów gospodarczych, wprowadzenie bardziej przejrzystych procedur i wyeliminowanie wad, które zniechęcały wykonawców do ubiegania się o zamówienia publiczne (średnia liczba ofert składanych w postępowaniach z roku na rok spadała).

Urząd Zamówień Publicznych – w komunikacie dotyczącym priorytetów działań urzędu na 2024 rok – zapowiedział już kontynuację rozpoczętego w ub.r. przeglądu nowego PZP po trzech latach jego obowiązywania. „Jest on naturalnym dopełnieniem całego procesu powstawania PZP. Trzy pełne lata doświadczeń obowiązywania nowej ustawy to dobry moment, aby zidentyfikować te obszary, które można ulepszyć” – wskazano.

PZP, czyli zasady regulujące udzielanie zamówień publicznych, jest kluczową formą udziału sektora publicznego w gospodarce, przede wszystkim w sektorze budowlanym. Zgodnie z nimi ponad 32 tys. podmiotów zamawia w Polsce towary, usługi i roboty budowlane. W wielu branżach dla co czwartego przedsiębiorcy zamówienia publiczne odpowiadają za ponad połowę jego przychodów, a dla co 10. generują aż 75 proc. przychodów. Ogólna wartość zamówień udzielanych w procedurach PZP to blisko 200 mld zł rocznie, co stanowi ok. 10 proc. krajowego PKB.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/biznes-i-przemysl/nadchodzi-kumulacja-inwestycji-finansowanych-ze-srodkow-ue-wykonawcy-musza-sie-przygotowac-na-problemy-z-dostepnoscia-kadr-i-zasobow-91262.html

 7. Kolej piętą achillesową portów. Czy będzie przyspieszenie inwestycji?

Newseria Biznes | Data publikacji: 21-05-2024

Nazywane polskim oknem na Skandynawię oraz będące ważnym węzłem logistycznym między południem i północą Europy Porty Szczecin–Świnoujście dynamicznie się rozwijają. W kwietniu 2024 roku wydano decyzję lokalizacyjną dotycząca terminalu kontenerowego w Świnoujściu, który ma szansę powstać do końca 2028 roku. Zdaniem ekspertów szczególnie ważnym elementem rozwoju portów, podobnie jak w przypadku innych portów w Polsce, jest transport kolejowy i w tym zakresie inwestycje są szczególnie potrzebne. – To nasza pięta achillesowa – przyznaje Rafał Zahorski, pełnomocnik zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście ds. rozwoju.

Szczecin i Świnoujście to ważny „duet” w polskim transporcie morskim. Oba miasta to najbardziej na zachód wysunięte ośrodki w naszym kraju, a ich położenie nad Bałtykiem i w bezpośrednim sąsiedztwie ujścia Odry do Zalewu Szczecińskiego, a także granicy z Niemcami to potężny z logistycznego punktu widzenia atut. Obecnie w przypadku Szczecina i Świnoujścia mówimy o jednym z największych w regionie Bałtyku zespole portowym, który leży na szlaku łączącym Skandynawię ze środkową i południową Europą. Ich położenie jest także szczególnie istotne dla transportu między państwami bałtyckimi a Niemcami. Między innymi z tego powodu cały zespół potrzebuje inwestycji, które mogą wpłynąć na dynamiczny rozwój. Tym bardziej że nakłady na nowe elementy infrastrukturalne ponoszą dziś porty na całym świecie.

– Wszystkie porty bardzo mocno w tej chwili inwestują. Ale mogą one inwestować tylko w swoich granicach, a nie poza nimi. A niestety piętą achillesową naszych portów jest transport kolejowy, czyli droga, którą ładunki dojeżdżają do portów bądź te porty opuszczają. Bez skomunikowania portów na odpowiednim poziomie, bez wyregulowania parametrów na poziomie Europy Zachodniej – mowa jest o długości pociągów 750 m, o ich wadze, nacisku na tor i ich prędkości – będzie nam bardzo ciężko konkurować jako portom morskim. Stąd takie, a nie inne wyniki portów, które byłyby dużo lepsze, gdyby transport kolejowy u nas działał tak jak w Europie Zachodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Rafał Zahorski.

Jak wynika z raportu Actia Forum, w ubiegłym roku porty w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Świnoujściu przeładowały łącznie ponad 145 mln t przeładunków. Łączny wynik był o 10 proc. wyższy niż rok wcześniej, jednak wzrost został odnotowany w Porcie Gdańsk (+18,67 proc.) oraz Porcie Gdynia (+5,25 proc.), natomiast Porty Szczecin–Świnoujście zanotowały 4-proc. spadek. Osłabieniu uległy m.in. przeładunki kontenerów i to drugi rok z rzędu. W Portach Szczecin–Świnoujście spadek w tym segmencie wyniósł ponad 10 proc. Najbardziej rosły za to przeładunki zbóż i paliw płynnych, na co wpływ miała wojna w Ukrainie.

Porty Szczecin i Świnoujście mówią o inwestycyjnym „must have” w zakresie kolei, który mógłby wpłynąć na ich wyniki w kolejnych latach. Oba miasta czekają na modernizację bardzo ważnej linii kolejowej przebiegającej z Dolnego Śląska przez województwo lubuskie aż do Pomorza Zachodniego. Mowa o linii 273 łączącej Wrocław ze Szczecinem i dalej linii 401 Szczecin–Świnoujście.

– Ona ma międzynarodowe oznaczenie C59 i zwana jest „Nadodrzanką” od swojego przebiegu. To jest główna bazowa linia cargo dla całej zachodniej Polski, nie tylko dla portu Szczecin–Świnoujście. Łączy Skandynawię poprzez żeglugę morską i żeglugę promową, ten ładunek idzie przez całą Polskę i na południe Europy, np. do Szwajcarii, Austrii, Czech, Słowacji i innych krajów. To jest naturalna droga transportu, ale żeby ona była konkurencyjna i wydajna, to musi być w europejskim standardzie. Na to czekamy. Widać powoli, że „Nadodrzanka” się budzi, może będzie modernizacja – ocenia ekspert.

8 maja zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście podpisał umowę na dofinansowanie multimodalnego kolejowego węzła przeładunkowego na Półwyspie Ostrów Grabowski w Porcie Szczecińskim. Całkowita wartość projektu wynosi 8,7 mln euro, natomiast dofinansowywanie wyniesie 4,3 mln euro. Rozpoczęcie realizacji projektu zostało zaplanowane na czerwiec 2024 roku, a jego zakończenie – na listopad 2026 roku. W ramach inwestycji wybudowana zostanie kolejowa stacja przeładunkowa o powierzchni około 11 tys. mkw., przebudowana zostanie rampa ro-ro tak, by umożliwiała obsługę dużych statków. Przyszły multimodalny kolejowy węzeł przeładunkowy wraz z infrastrukturą na potrzeby cywilne i wojskowe ma zapewnić sprawny przeładunek jednostek intermodalnych i sprzętu wojskowego na kolej. Zostanie on połączony z istniejącym systemem wewnętrznej kolei portowej oraz wewnętrznymi drogami portowymi połączonymi siecią bazową TEN-T. Projekt dostosuje infrastrukturę portu do obsługi dostaw zarówno cywilnych, jak i wojskowych, bez powstawania zatorów w transporcie kolejowym. To jeden z elementów zwiększania bezpieczeństwa granic UE i wschodniej flanki NATO.

Inwestycje w kolej są dla zachodniopomorskich portów istotne także w kontekście rozbudowy terminala kontenerowego w Świnoujściu. W kwietniu zarząd otrzymał od wojewody decyzję lokalizacyjną dla tego projektu.

– Jesteśmy w okresie przygotowawczym do realizacji pierwszej fazy terminalu, czyli mówimy o maksymalnej ilości ładunku przechodzącego przez terminal na poziomie około 1 mln TEU. Ta pierwsza faza jest bardzo zaawansowana, a decyzja lokalizacyjna tak naprawdę jest jednym z etapów, których jest jeszcze bardzo dużo. Dzisiaj wygląda na to, że ten terminal ma szansę w tej pierwszej fazie rozpocząć swoje działanie na koniec 2028 roku, ale to jest na razie delikatnie mówione, ten termin może się zmienić, bo zawsze mogą się pojawić jakieś nieprzewidywane kwestie, jak materiały wybuchowe, bomby w miejscu inwestycji – mówi pełnomocnik zarządu Morskich Portów Szczecin–Świnoujście ds. rozwoju.

Docelowo terminal będzie w stanie obsłużyć do 2 mln TEU rocznie, obsługując jednocześnie dwa statki, jeden o długości 400 m i jeden o długości 200 m. To strategiczna inwestycja zarówno w obszarze gospodarki, jak i bezpieczeństwa państwa.

Obecnie port w Świnoujściu może przyjmować statki o zanurzeniu do 13,5 m oraz długości do 270 m. Z kolei oddalony o blisko 70 km od Bałtyku port w Szczecinie może przyjmować jednostki o nieco mniejszym zanurzeniu – do 9,15 m i długości maksymalnej 215 m. Oba porty są połączone torem wodnym przez Zalew Szczeciński, którego pokonanie trwa około 4 godz.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/intermodal-i-logistyka/kolej-pozostaje-pieta-achillesowa-polskich-portow-zarzady-licza-na-przyspieszenie-inwestycji-w-tym-obszarze-91263.html

 

Wnp

 1. Rusza krytyczna inwestycja kolejowa dla naszej części Europy

Bartosz Dyląg | Dodano: 22-05-2024 09:36

Łotwa rozpoczyna budowę głównej linii Rail Baltica. Wśród wykonawców inwestycji znalazł się Budimex. Polska firma budowlana liczy też na kolejne na przetargi dotyczące infrastruktury kolejowej w krajach bałtyckich.

– Łotwa rozpoczyna budowę głównej linii Rail Baltica.
– W skład konsorcjum realizującego łotewski odcinek Rail Baltica wchodzą firmy budowlane Eiffage Génie Civil SAS, Rizzani de Eccher oraz Budimex.
– Każdego roku przewidziano w kontrakcie wynagrodzenie na poziomie 75-100 mln euro, z czego zakres Budimeksu wynosi 30 proc.

Budowa około 220 km magistrali kolejowej, 175 obiektów inżynieryjnych i 11 przejść dla zwierząt, zostanie zrealizowana przez spółkę joint venture ERB Rail JV, w skład której wchodzą Eiffage Génie Civil SAS z Francji, Budimex z Polski oraz włoski Rizzani de Eccher.

Cały kontrakt na budowę łotewskiej części linii Rail Baltica jest nietypowy, podzielony na 67 odcinków.

Przyszły obiekt utrzymania infrastruktury Rail Baltica
Jak informuje Budimex, realizacja będzie prowadzona etapami, poczynając od pierwszego odcinka prac budowlanych w regionie Bauska koło Iecava, gdzie zlokalizowany będzie przyszły obiekt utrzymania infrastruktury Rail Baltica.

Prace budowlane na głównej linii Rail Baltica obejmą poza Rygą podtorza kolejowe – nasypy, przejazdy drogowe oraz nawierzchnie kolejowe, w tym tory i inną infrastrukturę towarzyszącą.

Szacunkowa wartość kontraktu wynosi 3,7 miliarda euro. Konkretne koszty poszczególnych odcinków robót zostaną wyliczone po zapoznaniu się z projektami budowlanymi.

ERB Rail rozpocznie budowę pierwszego etapu w regionie Bauska niedaleko Iecava, gdzie zlokalizowane będzie centrum utrzymania infrastruktury Rail Baltica. Całkowita powierzchnia centrum serwisowego planowana jest na około 16,5 ha.

Przedsięwzięcie Rail Baltica jest krytyczne dla Europy
Jak mówi w rozmowie z WNP.PL minister transportu Łotwy Kaspars Briskens, plan inwestycyjny zakłada, że projekt Rail Baltica w trzech krajach bałtyckich zostanie zakończony do 2030 roku.

– To bardzo ambitny termin, który jest możliwy do zrealizowania. Będziemy starać się zrobić wszystko, by tego terminu dotrzymać – wskazuje Kaspars Briskens.

W jego ocenie to przedsięwzięcie jest krytyczne dla Europy, „z punktu widzenia polityki środowiskowej, która dla Unii Europejskiej jest ważniejsza niż kiedykolwiek”.

– Dlatego chcemy przyspieszać realizację tego przedsięwzięcia. Wiemy doskonale, że Polska szybko realizuje swój odcinek Rail Baltica, dlatego chcemy na czas oddać łotewski odcinek tej trasy, który połączy Rygę z Warszawą – mówi Kaspars Briskens.

Kontrakt nietypowy, podzielony na 67 odcinków
Prezes Budimeksu Artur Popko wyjaśnia, że spółka na początku września wejdzie na teren budowy i rozpocznie prace.

Każdego roku przewidziano w kontrakcie wynagrodzenie na poziomie 400 mln euro, z czego zakres Budimeksu wynosi 30 proc.

Jak wyjaśnia Artur Popko, liczba pracowników Budimeksu przy realizacji Rail Baltica na Łotwie będzie systematycznie wzrastała.

– W przyszłym roku, w zależności od przekazywanego frontu prac, będzie to kilkaset osób. Docelowo, kiedy prace będą realizowane na całym odcinku, 230 km, może tu pracować 1500 pracowników – wyjaśnia prezes Budimeksu.

Zaznacza, że Eiffage, Rizzani i Budimex to konsorcjum zintegrowane.

Z kolei Maciej Olek, członek zarządu firmy dodaje, że Budimex starannie śledzi przetargi na Liwie i w Estonii. – Na Litwie są to bardzo małe projekty, Litwini zdecydowali się robić to bardzo małymi odcinkami, gdzie nie bylibyśmy konkurencyjni – wyjaśnia Maciej Olek.

Maciej Olek dodaje, że sytuacja na estońskim rynku budowlanym jest podobna jak na Litwie. – Jesteśmy w stałym kontakcie z zarządcą infrastruktury w Estonii i jeżeli ruszą przetargi na nawierzchnię kolejową, gdzie moglibyśmy nasz sprzęt i siły wykorzystać, złożymy w nich oferty – wskazuje Maciej Olek.

https://www.wnp.pl/budownictwo/rusza-krytyczna-inwestycja-kolejowa-dla-naszej-czesci-europy,837253.html

 2. PKP PLK ujawni wkrótce swój plan przetargów

Adrian Ołdak | Dodano: 21-05-2024 16:05

PKP Polskie Linie Kolejowe do końca maja chcą przedstawić rynkowi plan inwestycji po przeglądzie dokonanym przez nowe władze spółki. Prezes Piotr Wyborski mówi w rozmowie z WNP.PL, jak firma, która zarządza infrastrukturą kolejową w Polsce, zmieni się i co jest jego celem.

– Nowe władze PKP PLK chcą dokładnie przyjrzeć się inwestycjom, efektywności systemu kolejowego oraz sprawom kadrowym w spółce.
– PKP PLK nie planują wzmocnienia przez przejęcie jednej z firm projektowych, ale chcą zdecydowanie więcej wymagać od projektantów i firm wykonawczych.
– Nowy zarząd na razie musi przeanalizować stratę 937 mln zł za rok 2023. Chodzi o to, żeby uniknąć restrukturyzacji spółki.

Nowy prezes PKP PLK Piotr Wyborski chce w najbliższych miesiącach i latach skupić się na trzech obszarach w spółce.

– Pierwszy to inwestycje. Mamy zarówno Krajowy Program Kolejowy, jak i inne programy: Kolej Plus czy Program Przystankowy. Łącznie są warte ponad 100 mld zł. Naszym celem jest przede wszystkim wysoka efektywność projektów inwestycyjnych podejmowanych w ich ramach. Jest teraz dobry moment, aby ją podnieść. Chodzi o uzyskanie w poszczególnych przedsięwzięciach najlepszej prędkości, najlepszej przepustowości, najlepszego czasu przejazdu – mówi Piotr Wyborski.

Drugi obszar to efektywność firmy pod względem organizacyjnym. Czyli na ile spółka PKP PLK, zatrudniająca 36 tys. osób i dysponująca budżetem operacyjnym w wysokości 10 mld zł, jest w stanie sprostać potrzebom przewoźników. Jest tu dużo elementów do poprawy. Wynika to m.in. z postępu technicznego, z cyfryzacji. Z tego powodu w zarządzie wytypowano osobę odpowiedzialną za transformację cyfrową. To Piotr Kubicki.

– Trzeci obszar, którym chcemy się zająć, to kadry. W najbliższym czasie wielu pracowników wejdzie w wiek emerytalny. Wyzwaniem jest ich zastąpienie i znalezienie środków czy odpowiednich zachęt, po to, żeby firmę zasilali nowi ludzie. PLK są znane ze swojej stabilności, ale chcemy, żeby były bardziej efektywne – wyjaśnia ich prezes.

Projektowanie układów torowych ma być lepsze, chodzi o większą efektywność ruchu
Wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak po objęciu urzędu na przełomie grudnia i stycznia mocno skrytykował jakość projektów prowadzonych przez PKP PLK, część z nich oceniając jako dysfunkcyjne, ze słynną towarową obwodnicą Poznania na czele.

Teraz ma być lepiej. PKP PLK nie planuje wprawdzie wzmocnienia przez akwizycję jednej z firm projektowych, ale ma inny pomysł.

– Zdecydowanie chcemy wymagać od projektantów, ale też firm wykonawczych projektów, aby wykorzystać maksymalnie posiadane przez nas środki i umożliwić tworzenie rozwiązań torowych oraz systemu sterowania ruchem kolejowym pozwalających na dużą przepustowość i wysoką prędkość przejazdu – zapowiada Piotr Wyborski.

Kiedy podniesienie efektywności ruchu kolejowego dostrzegą pasażerowie i przewoźnicy?

Jak odpowiada Piotr Wyborski, działania, które podejmuje zarząd, są wielotorowe. Pewne procesy wewnętrzne można poprawić w ciągu kilku, kilkunastu miesięcy, ale pewna część z nich będzie wymagać perspektywy dwu-, trzyletniej.

– W lutym, kiedy zmienił się zarząd spółki, zaczęliśmy przegląd projektów inwestycyjnych po to, żeby upewnić się, które z nich powinny być poprawione na etapie projektowania, aby nie skończyło się tylko na odtworzeniu znanych wcześniej prędkości przejazdu, ale żeby udało się zwiększyć efektywność modernizowanej infrastruktury – mówi prezes PKP PLK.

Efekty przeglądu mają być znane pod koniec maja. Wtedy firma zakomunikuje rynkowi i opinii publicznej, co i jak będzie budowane w tym roku i w kolejnych latach.

Już w pierwszych tygodniach po powołaniu zarząd PKP PLK doprowadził do podpisania zaległych umów, w sumie na ponad 8 mld zł, co zaowocuje rozpoczęciem pracy. Największy projekt w tej puli to modernizacja linii E65 na odcinku z Katowic Zawodzia przez Katowice do stacji Katowice Piotrowice. Oprócz tego podpisano umowy na mniejsze projekty w ramach Krajowego Planu Odbudowy, np. odcinek Klęczany-Limanowa czy Kępno-Oleśnica.

Jak duża strata PKP PLK za 2023 r. może odbić się na bieżącej pracy spółki?
PKP PLK poinformowała niedawno o dużej stracie za rok 2023, wynoszącej 937 mln zł. To efekt roszczeń wykonawców wobec spółki.

– Badamy, jaki to ma wpływ na bieżące funkcjonowanie spółki. Konieczność zapłaty pojawi się, gdy ustali się to mediacjach z wykonawcą lub po wyroku sądu. Sprawdzamy, ile jest roszczeń i czy w ogóle możliwe jest ich sfinansowanie w ramach projektów inwestycyjnych, do których się one odnoszą. Uważam, że część z nich może dotyczyć projektów, które są już dziś rozliczone, a ich budżety zamknięte. W związku z tym będziemy musieli zapewnić środki własne lub inną metodę finansowania roszczeń. Chcielibyśmy oczywiście tego uniknąć po to, żeby nie przeprowadzać niepotrzebnej restrukturyzacji PKP PLK – mówi Piotr Wyborski.

W rozmowie także o tym, jak PKP PLK widzą swoją rolę w rozbudowie systemu kolejowego w Polsce, jeśli model budowy tzw. piasty i szprych w oparciu o koncepcję Centralnego Portu Komunikacyjnego przejdzie do lamusa.

https://www.wnp.pl/budownictwo/pkp-plk-ujawni-wkrotce-swoj-plan-przetargow,836679.html

 

Dziennik Gazeta Prawna

 1. SN: Przedawnienie może nastąpić w dzień wolny od pracy

Michał Culepa | wczoraj, 16:22

Jeżeli termin przedawnienia upływa w sobotę, niedzielę czy dzień wolny od pracy, nie obowiązuje reguła przedłużenia tego terminu do następnego dnia roboczego. To sedno fundamentalnego rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego w kwestii liczenia terminów przedawnienia.

Zapadło ono na kanwie sprawy o zapłatę blisko 220 tys. zł tytułem faktury za dostarczone przez spółkę artykuły medyczne. Odbiorca nie opłacił faktury, a później przez prawie dwa lata trwały przepychanki pomiędzy sprzedawcą a odbiorcą. Ostatecznie sprawie przyjrzał się sąd w dwóch instancjach a następnie SN.

Skargę kasacyjną złożył pełnomocnik pozwanego. SN, obradując w składzie siedmiu sędziów, wydał uchwałę, zgodnie z którą art. 115 k.c. nie ma zastosowania do upływu terminu przedawnienia.

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/9512793,sn-przedawnienie-moze-nastapic-w-dzien-wolny-od-pracy.html

 2. Prawo powinno gwarantować ciemność nocą

Jolanta Szymczyk-Przewoźna | 20 maja 2024, 08:02

Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska widzi potrzebę doprecyzowania przepisów regulujących przeprowadzanie przez inwestora analiz dotyczących zanieczyszczenia światłem w ramach oceny oddziaływania na środowisko danego przedsięwzięcia.

Nadmiar światła nocą szkodzi ludziom, roślinom i zwierzętom, tak samo jak hałas czy odór. Rzecznik praw obywatelskich, motywowany licznymi skargami, stara się już od 10 lat zwrócić rządzącym uwagę na ten problem. Lista ministerstw i instytucji, w których interweniował, jest długa. W zasadzie wszyscy się zgadzają, że problem jest, ale, jak podsumowuje odpowiedzi Biuro RPO, „jego rozwiązanie na poziomie legislacyjnym jawi się jako problematyczne z uwagi na interdyscyplinarność zagadnienia”.

GDOŚ, do której ostatnio zwrócił się w tej sprawie prof. Marcin Wiącek, również uważa, że sama problemu nie rozwiąże, choćby z tego powodu, że nie każda inwestycja wymaga przedstawienia oceny oddziaływania na środowisko. Nie ma jednak wątpliwości, że niezbędne jest uregulowanie kwestii definicji światła oraz zanieczyszczenia światłem lub rozszerzenie definicji terminu „emisja” z ustawy – Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 54).

GDOŚ obawia się, że samo doprecyzowanie przepisów we wspomnianej ustawie, przy braku norm czy chociażby wytycznych i dobrych praktyk, może wprowadzić trudności dla osób przygotowujących raporty o oddziaływaniu na środowisko i organów ochrony środowiska analizujących je w postępowaniu w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, ze względu na brak punktów odniesienia przy ocenie. Dlatego uważa, że zmiana przepisów powinna być szersza.

To samo postuluje Light Pollution Think Tank, którego zespół tworzą w większości naukowcy. LPTT opracował, a Centrum Badań Kosmicznych PAN wydało raport „Zanieczyszczenie światłem w Polsce”. Wynika z niego, że niebo skażone nadmiernym światłem ma nad sobą nocą prawie każdy mieszkaniec Polski. Zdaniem naukowców najwyższa pora, żeby nadmierne światło pojawiło się w prawie jako zagrożenie i zostało uwzględnione w definicji emisji.

Problem zanieczyszczeń światłem i potrzeba zmian w przepisach były też tematem petycji, jaka wpłynęła do senackiej komisji petycji. Senatorowie zapytają ministerstwa o opinię na ten temat.©℗

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/9510335,prawo-powinno-gwarantowac-ciemnosc-noca.html

 

Rzeczpospolita

Zdalne rozprawy przed KIO mogą skutkować większą liczbą odwołań

Karina Knorps-Tuszyńska | Publikacja: 20.05.2024 20:40

Elektronizacja postępowań przed Krajową Izbą Odwoławczą to krok w dobrym kierunku – oceniają eksperci. Widzą jednak mankamenty projektu ustawy przygotowanego przez resort rozwoju.

Obecnie obowiązujące prawo zamówień publicznych nie przewiduje możliwości przeprowadzenia online postępowania odwoławczego przez KIO. Zmienić ma to zaproponowana przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii tzw. ustawa deregulacyjna, której projekt jest właśnie opiniowany (pełna nazwa to: projekt nowelizacji niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego). Po jej wejściu w życie zdalne rozprawy będą regułą, choć wykonawcom i zamawiającym pozostanie możliwość wyboru tradycyjnej formy procedowania.

Zdalne rozprawy przed KIO to mniejsze koszty dla przedsiębiorców
– Zdalne uczestnictwo w postępowaniu odwoławczym może przyczynić się do wzrostu liczby odwołań składanych przez przedsiębiorców mieszkających w odległych regionach czy też poza granicami Polski, dla których podróż do Warszawy pochłania cenny czas i generuje dodatkowe koszty – uważa Monika Gnacy-Witt z Kancelarii Adwokackiej Duraj Reck i Partnerzy.

Zmianę tę chwali też radca prawny dr Jarosław Kola z Wydziału Prawa i Administracji UAM. Jak przyznaje, choć osobisty udział ułatwia efektywne prezentowanie argumentacji procesowej, to zaangażowanie wszystkich przedstawicieli stron przez cały tok rozprawy bywa uciążliwe, a nie zawsze jest konieczne.

– Dlatego wprowadzenie możliwości zdalnego uczestnictwa jest krokiem w dobrym kierunku – podkreśla dr Kola.

Przedsiębiorca decyzję o odwołaniu będzie musiał podjąć ekspresowo
Widzi jednak mankamenty projektu. Jednym z nich jest skrócenie terminu na zgłoszenie przystąpienia do postępowania odwoławczego z obecnych trzech do dwóch dni. Jak wyjaśnia, już dziś przedsiębiorcy muszą szybko podejmować decyzję. Po zmianach w niektórych przypadkach w praktyce będą mieć zaledwie kilka godzin na ocenę sytuacji.

Z kolei obaw o zachowanie wszystkich gwarancji ochrony praw stron nie kryje radczyni prawna Agnieszka Chwiałkowska, partner w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr. Jej zastrzeżenia budzi regulacja, zgodnie z którą wszystkie dowody miałyby zostać przedstawione przed rozprawą. Prawniczka zauważa, że postępowanie odwoławcze jest bardzo dynamiczne i skoncentrowane, a co za tym idzie potrzeba powołania dowodu czy nawet możliwość jego pozyskania przez strony nierzadko powstaje dopiero w trakcie rozprawy. Dodajmy, że obecnie zgodnie z art. 535 ustawy – Prawo zamówień publicznych, dowody w postępowaniu odwoławczym można przedstawiać aż do zamknięcia rozprawy przed KIO.

Projektodawcy przekonują, że zmiana jest konieczna dla zapewnienia terminowego rozpatrywania odwołań w związku z dopuszczeniem zdalnych rozpraw, w trakcie których możliwość składania pism i dokumentów będzie siłą rzeczy technicznie ograniczona.

– Wydaje się jednak, że ten aspekt zdalnych rozpraw można byłoby rozwiązać w inny sposób np. zarządzając przerwę, w trakcie której strony i uczestnicy mogliby zapoznać się z przesłanym elektronicznie dokumentem – ocenia mec. Agnieszka Chwiałkowska.

etap legislacyjny: projekt po konsultacjach

https://www.rp.pl/abc-firmy/art40395921-zdalne-rozprawy-przed-kio-moga-skutkowac-wieksza-liczba-odwolan

 

Podatki | Prasówka | 16-22.05.2024

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Unijne zmiany w podatku u źródła o krok bliżej. Ministrowie finansów UE zgodzili się na przyjęcie projektu

Mariusz Szulc | 16 maja 2024, 07:30

Ministrowie finansów 27 państw Unii Europejskiej zgodzili się na przyjęcie projektu dyrektywy, która ma ułatwić rozliczanie bądź zwrot podatku u źródła od wypłacanych za granicę dywidend i odsetek z tytułu akcji i obligacji znajdujących się w publicznym obrocie.

Projekt tzw. dyrektywy FASTER będzie musiał zostać teraz skonsultowany z Parlamentem Europejskim, a następnie, po kontroli prawno-językowej, zostanie oficjalnie przyjęty przez unijną Radę ds. Gospodarczych i Finansowych (ECOFIN). Wydaje się to już wyłącznie formalnością.

Dyrektywa, po jej opublikowaniu w Dzienniku Urzędowym UE, powinna zostać wdrożona przez państwa członkowskie najpóźniej do 31 grudnia 2028 r., ale jej przepisy mają zacząć obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2030 r.

Były afery, jest reakcja
O szczegółach projektowanej dyrektywy mówił w listopadzie w 2023 r. w wywiadzie dla DGP Benjamin Angel, dyrektor ds. podatków bezpośrednich, koordynacji podatkowej, analizy ekonomicznej i oceny w Komisji Europejskiej (patrz: „Chcemy ułatwić życie małym i średnim firmom”, DGP nr 225/2023).

Tłumaczył, że zmiany są niezbędne z uwagi na głośne afery finansowe określane jako tzw. cum-ex i cum-cum. Spowodowały one ogromne straty finansowe dla budżetów niektórych państw, a były możliwe z uwagi na niedoskonałości obecnych zasad zwrotu nadpłaconego podatku u źródła.

Odpowiedzią na to ma być właśnie dyrektywa FASTER. Jej projekt zakłada wprowadzenie unijnego certyfikatu rezydencji, który pomoże skorzystać z dwóch przyśpieszonych procedur pozwalających na preferencje w zakresie podatku u źródła. Certyfikaty mają zawierać ustandaryzowaną ilość danych, a proces ich wydania ma być zautomatyzowany.

Państwa członkowskie będą mogły wybrać, którą z procedur zastosować. Będą mogły też łączyć obie.

Pierwsza to tzw. procedura ulgi u źródła, zgodnie z którą krajowy płatnik w momencie wypłaty za granicę dywidendy lub odsetek potrącałby daninę według stawki przewidzianej w międzynarodowej (dwustronnej) umowie o unikaniu podwójnego opodatkowania. Co do zasady jest to stawka znacząco niższa niż krajowa stawka podatku.

Druga to tzw. procedura szybkiego zwrotu, zgodnie z którą płatnik stosowałby co prawda wyższą stawkę krajową, ale nadpłacony podatek byłby zwracany szybciej niż dziś (w Polsce przepisy dopuszczają 6 miesięcy). Najnowsza wersja projektu dyrektywy mówi o 60 dniach od końca miesiąca, w którym nastąpiła płatność za granicę (wcześniej zakładano, że będzie to 50 dni).

Nadal można byłoby stosować obecne bardziej sformalizowane reguły zwrotu daniny, np. gdy administracja podatkowa napotka podejrzaną sytuację.

Certyfikowani pośrednicy
Co do zasady podatnicy mogliby korzystać z nowych procedur dzięki współpracy z certyfikowanymi pośrednikami finansowymi. Projektowana dyrektywa zakłada powstanie krajowych rejestrów takich pośredników. Byłyby one publikowane na wspólnym europejskim portalu internetowym.

Certyfikowani pośrednicy mieliby określone obowiązki sprawozdawcze i musieliby przekazywać fiskusowi informacje pozwalające na ustalenie tożsamości końcowego inwestora i jego uprawnienia w zakresie korzystania z preferencji w podatku u źródła.

Za nieprzestrzeganie przepisów dyrektywy FASTER państwa członkowskie mogłyby nakładać sankcje.©℗

VIDA jeszcze poczeka
Ministrowie finansów nie zaakceptowali natomiast tzw. unijnego pakietu VIDA (ang. VAT in Digital Age). Przypomnijmy, że na pakiet składają się trzy elementy:

• jednolita rejestracja dla celów VAT w całej Unii Europejskiej;

• zmiany w zakresie odpowiedzialności platform internetowych za pobór podatków;

• e-fakturowanie w transakcjach wewnątrzwspólnotowych.

Bruksela chce przyjąć wszystkie trzy filary pakietu łącznie. Problem polega na tym, że część tego pakietu zawetowała Estonia. Chodzi o rozliczenia platform internetowych, ponieważ założenie jest takie, że Uber, Airbnb itp. będą (jako tzw. uznani dostawcy) odpowiedzialni za pobór i wpłatę VAT od świadczonej usługi.

Kolejna próba przekonania Tallina ma zostać podjęta 21 czerwca br. na następnym posiedzeniu ECOFIN.

Z kolei dla Polski istotne może być przesunięcie z 2027 r. na 2035 r. planowanej daty ujednolicenia krajowych standardów e-fakturowania (Krajowego Systemu e-Faktur) ze standardami unijnymi.

Polska, Włochy i Francja zgłaszały obawy, że utrzymanie pierwotnie założonej daty narazi podatników na podwójne wydatki związane z wdrażaniem e-fakturowania. Płaciliby oni za dostosowanie się do krajowego standardu, a następnie w szybkim czasie musieliby dostosować się do standardów unijnych, co również by kosztowało.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9508070,unijne-zmiany-w-podatku-u-zrodla-o-krok-blizej-ministrowie-finansow-u.html

 2. Nikną nadzieje na odzyskanie VAT po wyroku TSUE

Katarzyna Jędrzejewska | 16 maja 2024, 07:19

Rok temu unijny trybunał orzekł, że fiskus nie może odmówić prawa do odliczenia VAT z tego tylko powodu, że dana czynność była nieważna w świetle prawa krajowego (polskiego). Ale kto liczy na uchylenie ostatecznej decyzji skarbówki lub prawomocnego wyroku sądu, może się srodze zawieść.

Trybunał Sprawiedliwości UE stwierdził bowiem jednocześnie, że można odmówić prawa do odliczenia podatku, jeżeli zostanie wykazane, na podstawie obiektywnych przesłanek, iż doszło do oszustwa lub nadużycia. Tego trzymają się teraz polskie sądy, odmawiając prawa do wznowienia postępowań zakończonych ostateczną decyzją fiskusa lub prawomocnym wyrokiem.

Dowodem na to są wyroki wojewódzkich sądów administracyjnych: w Olsztynie z 24 kwietnia 2024 r. (sygn. akt I SA/Ol 100/24 i I SA/Ol 101/24) i w Rzeszowie z 22 lutego br. (I SA/Rz 554/23).

Problem dotyczy skutków orzeczenia TSUE z 25 maja 2023 r. w sprawie C-114/22. Pozornie wydawało się ono bardzo korzystne dla podatników, a w tym przekonaniu mógł ich jeszcze utwierdzić wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 7 września 2023 r. (I FSK 897/19). Jednak późniejsze orzeczenia tego i innych sądów są już jak kubeł zimnej wody.

Co orzekł TSUE
Wyrok TSUE dotyczył polskiego przepisu – art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. c ustawy o VAT. Zabrania on odliczania VAT z faktur potwierdzających czynności, do których mają zastosowanie art. 58 i 83 kodeksu cywilnego – w części dotyczącej tych czynności.

Artykuł 58 k.c. wskazuje, które czynności prawne są nieważne. Są to czynności:
– sprzeczne z ustawą albo mające na celu obejście ustawy (z wyjątkami),
– sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

Czynność może być nieważna np. z powodu niezachowania wymaganej prawem formy umowy (np. notarialnej).

Z kolei art. 83 k.c. mówi o nieważności oświadczenia woli, które zostało złożone dla pozoru.

TSUE uznał, że nie wystarczy uznanie transakcji za pozorną lub nieważną na podstawie krajowego prawa cywilnego. Poszczególne państwa unijne mają bowiem różne systemy prawa prywatnego i gdyby brać pod uwagę wymogi każdego z nich (dotyczące formy czynności prawnej), to w jednym państwie zobowiązanie w VAT by powstawało, a w drugim nie.

Trybunał orzekł więc, że nie można pozbawić podatnika prawa do odliczenia naliczonego VAT „z tego tylko powodu, że podlegająca opodatkowaniu transakcja gospodarcza jest uważana za pozorną i dotknięta nieważnością na podstawie przepisów krajowego prawa cywilnego, bez konieczności wykazania, iż:
– zostały spełnione przesłanki pozwalające na zakwalifikowanie, w świetle prawa Unii, tej transakcji jako pozornej lub
– w przypadku gdy rzeczona transakcja została faktycznie dokonana – że jest ona wynikiem oszustwa w zakresie VAT lub nadużycia prawa”.

Innymi słowy fiskus, aby odmówić prawa do odliczenia VAT, musi wykazać, że transakcja była pozorna w świetle unijnego prawa, lub – jeżeli miała faktycznie miejsce – że jest ona wynikiem oszustwa w zakresie VAT lub nadużycia prawa.

Co na to NSA?
Wyrok TSUE nie spowodował uchylenia art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. c ustawy o VAT, ale sądy przy rozpatrywaniu kolejnych spraw kierują się już wskazówkami trybunału.

We wspomnianym wyroku z 7 września 2023 r. (I FSK 897/19) NSA uchylił decyzje organów podatkowych obu instancji (a także wyrok sądu I instancji). Za bez znaczenia uznał podnoszone przez fiskusa argumenty dotyczące: nieważności umowy dzierżawy, braku pozwolenia na budowę, braku właściwych gwarancji dla interesów finansowych spółki.

„W obecnym stanie prawnym nie ma wątpliwości, że czynności, które są nieważne na gruncie prawa cywilnego z powodu niezachowania wymaganej formy, mogą podlegać opodatkowaniu. Decydujące znaczenie zyskuje bowiem nie stan prawny (na gruncie prawa cywilnego), lecz ekonomiczny aspekt transakcji. Tym samym czynność nieważna na gruncie prawa cywilnego może być uznana za wykonaną skutecznie na gruncie ustawy o VAT” – orzekł sąd kasacyjny.

Nie zawsze pozytywnie
Całkiem inaczej zakończyła się sprawa rozpatrzona przez NSA 7 listopada 2023 r. (I FSK 40/20). Nie budziło wątpliwości sądu, że transakcje dzierżawy i poddzierżawy miały na celu nadużycie prawa podatkowego – tak bezsprzecznie ustalił fiskus. W takim razie trafnie zastosował on art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. c ustawy o VAT i spółka nie ma prawa odliczyć VAT naliczonego – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny.

W nadzwyczajnym trybie
Bezskuteczne okazują się też starania podatników o wznowienie postępowania zakończonego ostateczną decyzją fiskusa. To nadzwyczajny tryb przewidziany w art. 240 par. 1 pkt 11 ordynacji podatkowej. Zgodnie z tym przepisem w sprawie zakończonej decyzją ostateczną wznawia się postępowanie, jeżeli wpływ na treść tej decyzji ma orzeczenie TSUE.

Ale we wspomnianych wyrokach z 24 kwietnia 2024 r. (I SA/Ol 100/24 i I SA/Ol 101/24) WSA w Olsztynie doszedł do wniosku, że zgromadzone przez skarbówkę dowody jednoznacznie wskazują na nadużycie prawa przez spółkę. Jedynym i zamierzonym skutkiem transakcji była bowiem korzyść podatkowa, polegająca na wygenerowaniu nienależnego zwrotu VAT – stwierdził olsztyński sąd.

Uznał, że taki zwrot byłby sprzeczny z art. 86 ust. 1 ustawy o VAT, a zatem w tej sprawie wyrok TSUE z 25 maja 2023 r. nie ma zastosowania.

Inny nadzwyczajny tryb przewiduje art. 272 par. 2a ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1634 ze zm.). W tym wypadku nie chodzi o wznowienie postępowania podatkowego (zakończonego ostateczną decyzją skarbówki), ale sądowoadministracyjnego (zakończonego prawomocnym wyrokiem). Można żądać jego wznowienia, gdy zapadło orzeczenie TSUE, które ma wpływ na treść wyroku wydanego już przez polski sąd.

Jednak 22 lutego 2024 r. WSA w Rzeszowie (I SA/Rz 554/23) nie znalazł podstaw do uchylenia swojego wcześniejszego wyroku z 13 grudnia 2022 r. Stwierdził, że organy podatkowe jednoznacznie wykazały nadużycie prawa polegające na uzyskaniu korzyści podatkowej sprzecznej z systemem VAT. W tej sprawie zatem nie ma zastosowania wyrok TSUE z 25 maja 2023 r. – orzekł rzeszowski WSA i oddalił skargę o wznowienie postępowania.©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9508074,nikna-nadzieje-na-odzyskanie-vat-po-wyroku-tsue.html

 3. Fundacje rodzinne mają problem z podatkiem od budynków. Muszą go płacić i nie potrącą od CIT

Agnieszka Pokojska | dzisiaj, 07:00

Nie dość, że fundacje rodzinne muszą płacić podatek od budynków, co według ekspertów już jest kuriozalne, to nie potrącą go od 15-proc. CIT. Mogą go odjąć tylko od sankcyjnego, 25-proc. CIT.

Jest jednak mało prawdopodobne, aby fundacje świadomie decydowały się na zapłatę 25-proc. CIT. – Byłoby to nierozsądne – mówi w dzisiejszym wywiadzie dr Jowita Pustuł (patrz: rozmowa na s. B3).

To oznacza, że chcąc uniknąć podatku dochodowego, fundacje zapłacą drugi – od przychodów z budynków.

Dziś mija rok od wejścia w życie ustawy o fundacji rodzinnej (Dz.U. z 2023 r. poz. 326 ze zm.). Zasady opodatkowania tej instytucji są bardzo korzystne, ale pojawia się coraz więcej interpretacji indywidualnych, które mogą wskazywać na podatkowe ryzyko.

Dodatkowy podatek

Przykładem jest interpretacja dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 28 marca 2024 r. (sygn. 0111-KDIB1-2.4010.3.2024.1.MK). Wspominaliśmy już o niej w zestawieniu najważniejszych interpretacji, które zamieściliśmy w artykule „Rok fundacji rodzinnej. Dużo korzyści, ale są ryzyka” (DGP nr 97/2024).

Potwierdza ona, że fundacje rodzinne nie są wyłączone z podatku od przychodów z budynków. Chodzi o opodatkowanie stawką 0,035 proc. miesięcznie, czyli 0,42 proc. rocznie, wartości budynków przekraczającej 10 mln zł.

Pierwotnie zakładano, że przepisy o tym podatku nie będą miały zastosowania do fundacji rodzinnej. Ostatecznie jednak Sejm uchwalił co innego, a zmiana w tym zakresie została wprowadzona na ostatnim etapie prac parlamentarnych. Ministerstwo Finansów argumentowało wówczas, że nie chce, aby fundacje były zakładane w celu uniknięcia podatku od przychodów z budynków.

Problem polega na tym, że fundacje rodzinne nie tylko są nim objęte, lecz w zasadzie nie mogą go odliczyć od CIT jak inni podatnicy.

Zasadą jest bowiem, że podatek od przychodów z budynków można odliczyć od 19-proc. lub 9-proc. CIT, a nawet już od miesięcznej zaliczki na podatek dochodowy (art. 24b ust. 13 ustawy o CIT). Jeżeli nie zostanie on odliczony w trakcie roku, to można go odjąć przy rozliczeniu rocznym CIT.

W przypadku fundacji rodzinnej jest to niemożliwe. Nie da się odjąć podatku od przychodów z budynków od 15-proc. CIT. Można go potrącić tylko od sankcyjnego, 25-proc. CIT.

Na odrębnych zasadach
Przypomnijmy, że co do zasady fundacje rodzinne są zwolnione z podatku dochodowego. Płacą 15-proc. CIT dopiero w momencie wypłaty świadczeń na rzecz fundatora lub beneficjenta albo przekazania im mienia wskutek własnej likwidacji.

Tylko jeżeli fundacja rodzinna wykonuje działalność wykraczającą poza dozwolony zakres (art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej), musi zapłacić CIT, i to według sankcyjnej stawki 25 proc. Za taką niedozwoloną działalność fiskus uważa m.in.: najem apartamentów, wniesienie kupionej przez fundację rodzinną nieruchomości na pokrycie udziałów w kapitale zakładowym spółki kapitałowej.

I tylko od tego 25-proc. CIT można odliczyć podatek od przychodów z budynków – stwierdził dyrektor KIS we wspomnianej interpretacji z 28 marca 2024 r.

Wyjaśnił, że takie odliczenie jest możliwe tylko od podatku obliczanego na podstawie art. 24r ust. 1 ustawy o CIT. Dlatego w miejsce podstawowych stawek podatku 19 proc. lub 9 proc. ma tu zastosowanie stawka 25 proc. Potwierdzeniem tego – dodał – jest konstrukcja zeznania rocznego CIT-8.

Natomiast przepis, który mówi o 15-proc. CIT, nie umożliwia odliczania podatku od przychodów z budynków, bo określa podstawę opodatkowania i terminy wpłaty CIT według całkiem odmiennych zasad niż przy zastosowaniu stawek 19 proc. i 9 proc. – stwierdził dyrektor KIS, wskazując na art. 24q ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT.

Co to w praktyce oznacza, tłumaczy na przykładzie Natalia Kamińska-Kubiak, menedżer i doradca podatkowy w Grant Thornton:

Przykład

Fundacja rodzinna wynajmuje na rzecz podmiotu niepowiązanego swoją nieruchomość (o wartości powyżej 10 mln zł), na której ten prowadzi swoją działalność gospodarczą, np. najem powierzchni biurowych. Zgodnie z art. 6 ust. 1 pkt 25 ustawy CIT przychody z tego najmu będą zwolnione z CIT. Fundacja rodzinna zapłaci 15-proc. CIT w momencie wypłaty tych przychodów beneficjentom. Będzie też musiała zapłacić podatek od przychodów z budynków. Nie będzie mogła go odliczyć od zapłaconego CIT.

Brak konsekwencji
Zdaniem ekspertów fundacje rodzinne w ogóle nie powinny być objęte podatkiem od przychodów z budynków.

– Obciążenie fundacji rodzinnych podatkiem od przychodów z budynków w istocie zniechęca do gromadzenia majątku rodzinnego, na który często składają się właśnie nieruchomości – zwraca uwagę Damian Kłosowicz, konsultant podatkowy w firmie doradczej Olesiński i Wspólnicy.

Uważa, że skoro zwolniono fundacje rodzinne z CIT, to nie ma podstaw do obciążania ich podatkiem, który ma przeciwdziałać unikaniu podatku dochodowego.

– To kuriozalne. Trudno uciekać przed czymś, czego nie ma – mówi ekspert.

Tego samego zdania jest Natalia Kamińska-Kubiak.

– Ustawodawca wprowadził podatek od przychodów z budynków, aby zniechęcić podatników do uciekania od płacenia podatku dochodowego. Stąd nawet jego początkowa nazwa: podatek minimalny – przypomina ekspertka.

Jej zdaniem przy uchwalaniu przepisów o fundacji rodzinnej nie tylko nie wzięto pod uwagę specyfiki takiej fundacji (w porównaniu z działalnością typowego podatnika CIT), lecz także zabrakło konsekwencji w jej opodatkowaniu.

– Poza tym w prawie podatkowym jest wiele instrumentów przeciwdziałających unikaniu opodatkowania – na czele z klauzulą GAAR – które już teraz mogą być z powodzeniem stosowane w przypadku fundacji rodzinnych – dodaje Damian Kłosowicz.

Kiedy go nie będzie
Natalia Kamińska-Kubiak zwraca natomiast uwagę na to, że fundacje rodzinne nie zawsze zapłacą podatek od przychodów z budynków. Tłumaczy to na następujących przykładach:

Przykład 2

Fundacja rodzinna ma nie ruchomość (o wartości powyżej 10 mln zł), nie wynajmuje jej, ale wykorzystuje do celów własnych lub udostępnia fundatorowi i pozostałym beneficjentom. Od takiego udostępnienia jako świadczenia niepieniężnego jest 15-proc. CIT. Natomiast nie wystąpi podatek od przychodów z budynków, ponieważ nieruchomość nie została oddana do używania na podstawie umowy najmu, dzierżawy lub innej umowy o podobnym charakterze.

Przykład 3

Fundacja rodzinna wynajmuje na rzecz podmiotu powiązanego swoją nieruchomość (o wartości powyżej 10 mln zł), na której ten prowadzi działalność gospodarczą, np. najem powierzchni biurowych. Zgodnie z art. 6 ust. 8 ustawy CIT wszelkie przychody z tego najmu będą opodatkowane 25-proc CIT. W efekcie fundacja rodzinna będzie mogła odliczyć podatek od przychodów z budynków od 25-proc. CIT.©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9512062,fundacje-rodzinne-maja-problem-z-podatkiem-od-budynkow-musza-go-placi.html

 4. Pustuł: Fundacja rodzinna może nabyć akcje we wtorek, a w piątek sprzedać je bez podatku [WYWIAD]

Katarzyna Jędrzejewska | dzisiaj, 08:02

– Nie sądzę, aby którakolwiek fundacja rodzinna planowała wykonywanie działalności wykraczającej poza zakres określony w art. 5 ustawy i płacenie 25-proc. CIT z tego tytułu. Byłoby to nierozsądne. Taką działalność pozostawia się w spółkach zależnych od fundacji – mówi dr Jowita Pustuł, doradca podatkowy i radca prawny w kancelarii PUSTULTAX.

Prowadząc bieżącą działalność gospodarczą, fundacja rodzinna co do zasady nie płaci CIT. Musi to być jednak działalność wskazana w art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej (Dz.U. z 2023 r. poz. 326 ze zm.). Przypomnijmy krótko – jaka działalność jest zwolniona z opodatkowania?

Jej zakres jest dość szeroki. Obejmuje między innymi nabywanie i zbywanie papierów wartościowych, instrumentów pochodnych, praw o podobnym charakterze. Fundacja może sprzedać udziały albo akcje i nie zapłaci z tego tytułu CIT. Może też stać się wspólnikiem spółki z o.o. bądź akcyjnej i nie zapłaci podatku od otrzymywanych dywidend. Dyrektor KIS potwierdza też, że fundacje rodzinne nie płacą podatku przy zbyciu udziałów i akcji, i to niezależnie od tego, ile czasu upłynęło między nabyciem a zbyciem takich składników majątku. Innymi słowy, fundacja rodzinna może stać się właścicielem akcji we wtorek, a sprzedać je w piątek, i podatku nie zapłaci.

Fundacja może też prowadzić działalność w zakresie najmu lub dzierżawy…
Tak, ale planując przeniesienie na fundację rodzinną nieruchomości, trzeba się dobrze zastanowić. To musi być przemyślana decyzja, zwłaszcza z uwagi na VAT, bo może się zdarzyć, że przeniesienie własności nieruchomości na fundację rodzinną będzie czynnością opodatkowaną tym podatkiem. Być może czasem lepiej będzie sprzedać fundacji nieruchomość, niż wnieść ją tytułem wkładu. Należy też się zastanowić, w jaki sposób fundacja rodzinna będzie wykorzystywać nabyte nieruchomości. W art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej wymieniono zbywanie mienia, ale tylko pod warunkiem, że nie zostało ono nabyte przez fundację wyłącznie w celu dalszego zbycia. Jeśli fundacja rodzinna nabywa nieruchomość w celu jej dalszej sprzedaży, to taka działalność nie jest zwolniona z CIT, tylko opodatkowana przy zastosowaniu stawki 25 proc.

Swoją drogą nie sądzę, żeby którakolwiek fundacja rodzinna planowała wykonywanie działalności wykraczającej poza zakres określony w art. 5 ustawy i płacenie 25-proc. CIT z tego tytułu. Byłoby to nierozsądne. Jeśli planowane jest prowadzenie działalności nieobjętej art. 5 ustawy, to taką działalność pozostawia się w spółkach zależnych od fundacji rodzinnej. Spółki płacą wówczas „zwykły” CIT, czyli obliczony przy zastosowaniu stawki 9 proc. albo 19 proc. Fundacja rodzinna, jako udziałowiec czy akcjonariusz takich spółek, nie płaci podatku od wypłacanych przez nie dywidend.

Wracając do nieruchomości… Kiedy powinniśmy przyjąć, że fundacja rodzinna nabyła nieruchomość w celu jej dalszego zbycia?
W przepisach nie znajdujemy odpowiedzi na to pytanie. Nie wiadomo więc, ile czasu ma upłynąć między dniem nabycia a dniem zbycia. Czy wystarczy rok, 5 lat, a może 10 lat? Nie wiadomo też, czy powinno się zwracać uwagę na inne okoliczności, na przykład wolę fundatora wyrażoną w statucie. Z pewnością na tym tle mogą powstać spory z organami podatkowymi.

Co jeszcze może być istotne, gdy chcemy wnieść do fundacji nieruchomości?
Warto wziąć pod uwagę to, że fundacja może zostać zobowiązana do zapłaty podatku od przychodów z budynków, o którym mowa w art. 24b ustawy o CIT. W tym zakresie zwolnienie podmiotowe nie zadziała, fundacja rodzinna płaci ten podatek na zasadach obowiązujących innych podatników CIT. Powinniśmy więc o tym pomyśleć zwłaszcza wtedy, gdy rozważamy przeniesienie na fundację rodzinną własności budynku położonego w Polsce, o wartości przewyższającej 10 mln zł, będącego przedmiotem najmu bądź dzierżawy (przy czym kwota 10 mln zł dotyczy łącznej wartości początkowej wszystkich budynków oddanych w całości albo w części do używania na podstawie umowy najmu, dzierżawy lub innej umowy o podobnym charakterze). Niestety, sytuacja fundacji rodzinnej może być pod tym względem gorsza od sytuacji spółki będącej właścicielem takiego samego składnika majątkowego.

Dlaczego?
Co do zasady podatek od przychodów z budynków ma być dla podatników neutralny. Dlatego zwykły podatnik CIT, na przykład spółka z o.o., odlicza go od zaliczki na CIT skalkulowanej na zasadach ogólnych. Jeżeli wysokość zaliczki jest wyższa od kwoty podatku od przychodów z budynków, to takiego podatku spółka nie płaci. Natomiast fundacja rodzinna jest opodatkowana w inny sposób niż spółka; co do zasady płaci 15-proc. CIT dopiero w momencie przekazywania świadczeń na rzecz beneficjentów. W związku z tym dyrektor KIS stoi na stanowisku, że podatek od przychodów z budynków nie może zostać odliczony od 15-proc. CIT fundacji rodzinnej. Można go odliczyć tylko wtedy, gdy fundacja rodzinna prowadzi działalność wykraczającą poza zakres działalności wskazanej w art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej, czyli gdy prowadzi działalność opodatkowaną 25-proc. CIT – twierdzi dyrektor KIS. W praktyce będzie to równoznaczne z pozbawieniem fundacji rodzinnych możliwości odliczenia podatku od przychodów z budynków.

Jak rozumieć użyte w art. 24b ust. 19 ustawy o CIT stwierdzenie, że zasady obliczenia podatku od przychodów z budynków stosuje się „odpowiednio” do fundacji rodzinnej?
Tego do końca nie wiadomo, bo użycie sformułowania „odpowiednio” zawsze budzi wątpliwości. To nie jest precyzyjne. Na pewno do fundacji rodzinnej nie ma zastosowania cały art. 24b ustawy o CIT, a tylko jego część, a konkretnie ustępy 1–14. Tym samym pobawiono fundacje rodzinne prawa do ubiegania się o zwrot zapłaconego podatku od przychodów z budynków, ponieważ prawo do takiego zwrotu przewidziano w art. 24b ust. 15 ustawy o CIT. W związku z tym, jeżeli spółka z o.o. wykazuje straty z tytułu prowadzonej działalności, a płaci w trakcie roku podatek od przychodów z budynków, to może wystąpić o jego zwrot. W takiej sytuacji organ podatkowy analizuje zasadność takiego zwrotu, z reguły prosi o dodatkowe wyjaśnienia, żeby sprawdzić, czy spółka nie zawyżyła sztucznie koszów uzyskania przychodów. Jeżeli prawidłowo obliczyła ona wysokość przychodów i kosztów, to urząd skarbowy zwraca jej podatek od przychodów z budynków. Natomiast fundacji rodzinnej go nie zwróci.

Czy tylko dlatego, że art. 24b ust. 15 ustawy o CIT nie ma odpowiedniego zastosowania do fundacji rodzinnej?
Tak, ale trudno zrozumieć przyczynę takiego stanu rzeczy. Nie znajduję racjonalnego uzasadnienia.

Czy możemy zatem powiedzieć, że działalność fundacji rodzinnej związana z nieruchomościami może być ryzykowna?
Na pewno fundacja rodzinna może być właścicielem nieruchomości i długoterminowo je wynajmować czy wydzierżawiać. Nie widzę tu większego ryzyka ze stosowaniem zwolnienia, o ile osobami korzystającymi z takiej nieruchomości są osoby obce. Pod uwagę trzeba bowiem wziąć także szczególne regulacje odnoszące się do transakcji zawieranych z fundatorem, beneficjentem fundacji lub podmiotem powiązanym (z fundatorem, beneficjentem czy też fundacją rodzinną). Jeśli fundacja rodzinna zawiera z takimi podmiotami umowę najmu, dzierżawy lub inną umowę o podobnym charakterze, której przedmiotem jest przedsiębiorstwo, zorganizowana część przedsiębiorstwa lub składniki majątku służące prowadzeniu działalności, to zwolnienie nie obowiązuje. W związku z tym, gdyby fundacja wynajęła nieruchomość na rzecz swojego beneficjenta, nawet długoterminowo, to płaci 19-proc CIT.

Ale może być jeszcze inaczej. Okazuje się, że z tytułu najmu fundacja rodzinna może zapłacić nawet 25-proc. CIT, jeśli jest właścicielem budynku i oferuje krótkoterminowy najem apartamentów. Tak wynika z wydawanych przez dyrektora KIS interpretacji indywidualnych. Trudno oprzeć się wrażeniu, że próbuje się w ten sposób zniechęcić fundacje rodzinne do prowadzenia tego rodzaju działalności.

W opinii dyrektora KIS tego organu najem krótkoterminowy nie jest najmem, czyli nie jest objęty zakresem art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej.

Dlaczego?
Argumentem dyrektora KIS jest to, że przy najmie krótkoterminowym nie spisuje się z reguły protokołu odbioru lokalu, nie dochodzi do płatności cyklicznych itp. W konsekwencji, jeśli fundacja rodzinna oddaje w najem krótkoterminowy apartamenty, to płaci 25-proc. CIT. Stanowisko to jest tym bardziej zaskakujące, że interpretując art. 24b ustawy o CIT, który dotyczy podatku od przychodów z budynków, dyrektor KIS zajmuje stanowisko całkiem odwrotne. Twierdzi, że udostępnianie apartamentów w ramach świadczonych usług krótkoterminowego pobytu i noclegu wypełnia warunek, o którym mowa w art. 24b ust. 1 pkt 2, a zatem, że umowa krótkoterminowego najmu apartamentu jest umową o podobnym charakterze do umowy najmu lub dzierżawy.

Kto więc może spać spokojnie?
Na razie nie ma zaskoczeń, jeśli chodzi o stanowisko dyrektora KIS co do możliwości zwolnienia z opodatkowania wkładów wnoszonych do fundacji rodzinnej. W wielu interpretacjach potwierdzono, że fundacja rodzinna nie płaci podatku od wkładów, które otrzymuje od fundatora. Nie ma znaczenia, co jest przedmiotem wkładu. Mogą to być środki pieniężne, udziały, akcje, nieruchomości czy inne składniki majątku. Dyrektor KIS potwierdził też, że fundacja rodzinna może korzystać ze zwolnienia od opodatkowania dochodów uzyskiwanych z tytułu uczestnictwa w luksemburskich alternatywnych funduszach inwestycyjnych typu RAIF, będących odpowiednikiem funduszy określonych w polskich przepisach. W związku z tym zakres zwolnienia od opodatkowania może być naprawdę szeroki. Dlatego warto się interesować tematem fundacji rodzinnych. ©℗

Rozmawiała Katarzyna Jędrzejewska

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9512070,pustul-fundacja-rodzinna-moze-nabyc-akcje-we-wtorek-a-w-piatek-sprze.html

 5. Komputerowe serwery to urządzenia przemysłowe. Orzeczenie NSA

Robert P. Stępień | 20 maja 2024, 16:00

Współcześnie nie należy ograniczać przymiotnika „przemysłowy” do kategorii przedmiotów produkowanych w fabrykach taśmowo, seryjnie i na dużą skalę. O tym, czy coś w danej branży jest przemysłowe, decyduje stałe wykorzystanie w prowadzonej przez dany podmiot działalności gospodarczej – orzekł NSA.

Chodziło o to, czy od wypłacanych za granicę należności za wynajem komputerowych serwerów polska spółka ma potrącać podatek u źródła.

Równie profiskalnie Naczelny Sąd Administracyjny orzekł w lutym br., gdy stwierdził, że urządzeniem przemysłowym są też plastikowe maty wykorzystywane do ułatwienia dojazdu przez pole do farmy wiatrowej (sygn. akt II FSK 714/21).

W uzasadnieniu tamtego orzeczenia NSA podkreślił, że z aktualnej linii orzeczniczej wynika, iż za takie urządzenia nie mogą być uznane np. serwery. Sam jednak tego poglądu nie podzielił.

W minionym tygodniu podtrzymał swoje stanowisko, że pojęcie urządzenia przemysłowego należy rozumieć szerzej. Uznał, że definiowanie go tylko przez pryzmat przemysłu w jego tradycyjnym rozumieniu jest archaiczne.

Wyjaśnił, że dziś branża IT jest tak naprawdę przemysłem, a decydujące dla przemysłowości urządzenia jest to, czy jest ono wykorzystywane w działalności gospodarczej w ogóle, a nie z zawężeniem jej do przemysłu ciężkiego (np. huty, fabryki, kopalni) czy lekkiego (np. włókienniczego).

Spór o serwery
Wyrok zapadł w sprawie łódzkiej spółki będącej częścią międzynarodowego koncernu informatycznego. W ramach swojej działalności spółka korzysta z usług niemieckiego podmiotu powiązanego, w tym z udostępnianego przez niego miejsca na serwerach znajdujących się w Niemczech.

Jej wątpliwość dotyczyła tego, czy od wynagrodzenia płaconego niemieckiemu podmiotowi za świadczone na jej rzecz usługi informatyczne, w tym wynajem serwerów, ma potrącać w Polsce podatek u źródła.

Sama była zdania, że nie ma takiego obowiązku, bo – jak uzasadniała – świadczenia niemieckiego kontrahenta nie mieszczą się w żadnej z kategorii wymienionych w art. 21 ust. 1 ustawy o CIT. Nie są to zwłaszcza należności za usługi doradcze, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych czy korzystania z urządzeń przemysłowych – argumentowała.

Dyrektor KIS zgodził się z nią, że usługi IT nie mieszczą się w kategorii usług doradczych, zarządzania i kontroli ani przetwarzania danych. Za nieprawidłowe uznał natomiast stanowisko spółki, że nie są to też płatności za użytkowanie urządzeń przemysłowych.

Stwierdził, że usługi dostępu do serwerów (czyli za przydzielenie przestrzeni do umieszczania plików, skrzynek pocztowych, usług sieciowych) należy uznać za usługi użytkowania urządzeń przemysłowych w rozumieniu art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT oraz art. 12 ust. 3 polsko-niemieckiej umowy w sprawie unikania podwójnego opodatkowania (Dz.U. z 2005 r. nr 12, poz. 90).

Dlatego spółka musi pobrać podatek u źródła i wpłacić go na rachunek polskiego urzędu skarbowego – podsumował dyrektor KIS.

To nie urządzenie przemysłowe
Nie zgodził się z nim WSA w Łodzi (I SA/Łd 141/21). Uznał, że dyrektor KIS błędnie zrozumiał art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT i zawarte w nim pojęcie urządzenia przemysłowego. Nie można go interpretować maksymalnie szeroko, kwalifikując zasoby serwerowni do kategorii urządzeń przemysłowych – orzekł łódzki sąd.

Wyjaśnił, że na przeszkodzie takiemu rozumieniu stoi wykładnia językowa przymiotnika „przemysłowy”. Udostępnianie miejsca w chmurze (pamięci masowej) za pomocą serwera lub innego urządzenia informatycznego nie ma nic wspólnego z przemysłem, a zatem wynagrodzenie za usługi świadczone przez podmiot niemiecki nie kwalifikuje się do objęcia go podatkiem u źródła – stwierdził WSA.

Liczy się wykorzystanie w biznesie
NSA był innego zdania. Zgodził się co prawda z łódzkim sądem, że decydująca jest wykładnia językowa, ale – jak podkreślił – język i znaczenia pojęć ewoluują wraz ze zmieniającą się rzeczywistością i to, co nie było przemysłowe kilkadziesiąt lat temu, dzisiaj może być już za takie uznane.

W tym kontekście NSA za kluczowe uznał to, czy dane urządzenie jest wykorzystywane stale w działalności gospodarczej prowadzonej przez dany podmiot.

Jak wyjaśniała sędzia Alicja Polańska, branżę IT można dziś już śmiało nazwać przemysłem, dlatego urządzenia w niej wykorzystywane – zwłaszcza serwery czy inne urządzenia komputerowe służące do udostępniania przestrzeni informatycznej – są urządzeniami przemysłowymi, wykorzystywanymi permanentnie i na masową skalę do zarabiania pieniędzy.

– Tu chodzi o wykorzystanie tych urządzeń w ogóle, w typowej dla danej branży działalności komercyjnej. Dzisiaj podział na przemysł ciężki i lekki, kojarzenie go z wielkimi zakładami i wykorzystaniem gigantycznych maszyn czy olbrzymich źródeł energii jest archaizmem – mówiła sędzia Polańska.

Równe traktowanie w obu krajach
NSA uznał także, że pojęcie urządzenia przemysłowego należy interpretować z uwzględnieniem art. 21 ust. 2 ustawy o CIT. Przepis ten mówi, że „przepisy ust. 1 stosuje się z uwzględnieniem umów w sprawie zapobieżenia podwójnemu opodatkowaniu, których stroną jest Rzeczpospolita Polska”.

W tym konkretnym przypadku chodziło o art. 12 ust. 3 umowy polsko-niemieckiej z 2003 r.

Sąd podkreślił, że umowa ta jest sporządzona po polsku i niemiecku, natomiast nie ma jej wersji w języku angielskim, która w razie rozbieżności w tłumaczeniu jest zwyczajowo przyjmowana za rozstrzygającą. Dlatego w ocenie NSA należało oprzeć się nie tylko na polskiej wersji językowej, która mówi o urządzeniu „przemysłowym”, lecz także na wersji niemieckiej, gdzie użyto wyrazu „gewerblischer”.

Słowo to, według niemiecko-polskiego słownika, oznacza „związany z działalnością gospodarczą, mający charakter gospodarczy, przemysłowy, rzemieślniczy” – zwróciła uwagę sędzia Polańska.

To w ocenie NSA oznacza, że sama wykładnia uwzględniająca słownikowe tłumaczenie źródła niemieckiego nie pozwala ograniczyć znaczenia tego słowa do przemysłu w tradycyjnym jego pojmowaniu.

– Jest przeciwnie. Skoro słownik wskazuje, że można ten wyraz odnieść do rzemiosła i działalności gospodarczej w ogóle, to nie można go zawężać do sprzętu wykorzystywanego w fabrykach – tłumaczyła sędzia Polańska.

Zdaniem NSA, gdyby przyjąć takie stanowisko, jakie zaprezentował sąd I instancji, to prowadziłoby to do odmiennego podejścia do podatników w Polsce i Niemczech. Bo podmiot niemiecki nie byłby traktowany w Polsce jako oddający do korzystania „urządzenie przemysłowe”, za to podmiot polski czyniący to samo na rzecz podmiotu niemieckiego byłby traktowany przez niemiecką skarbówkę jako podlegający tamtejszemu podatkowi u źródła.

– To oznaczałoby nierówne traktowanie podatników w obu krajach w takich samych stanach faktycznych – podsumowała sędzia Polańska.©℗

orzecznictwo

Podstawa prawna
Wyrok NSA z 26 maja 2024 r., sygn. akt II FSK 1078/21

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9510367,komputerowe-serwery-to-urzadzenia-przemyslowe-orzeczenie-nsa.html

 

Rzeczpospolita

 1. Rząd marnuje szansę na naprawę podatku Belki

20 maja 2024 | Ekonomia i rynek | Grzegorz Siemiończyk

Podatek od zysków kapitałowych wymaga zmian, ale te, nad którymi pracuje resort finansów, mogą tę daninę nadmiernie skomplikować – uważają przedstawiciele rynku kapitałowego.


źródło: Rzeczpospolita

Tymczasowy w zamierzeniu ówczesnych władz podatek od zysków kapitałowych, potocznie nazywany podatkiem Belki, istnieje już od 2002 r. W tym czasie jego konstrukcja i zasady poboru kilka razy się zmieniały, a nad kolejną reformą pracuje obecny rząd.

To dla rynku kapitałowego potencjalnie dobra wiadomość. Podatek Belki, który w pierwszych latach obejmował tylko odsetki od oszczędności zgromadzonych w bankach, ale nie zyski z inwestycji na giełdzie, dziś uchodzi za jedną z istotnych barier rozwoju rynku kapitałowego – szczególnie w połączeniu z atrakcyjniejszym opodatkowaniem inwestycji w nieruchomości.

Ten wniosek potwierdza ankieta wśród ponad 40 cenionych osobistości związanych z polską giełdą, którą inauguruje panel inwestorów gazety „Parkiet”, siostrzanego tytułu „Rzeczpospolitej”. Uczestnicy naszej sondy krytycznie oceniają obecną konstrukcję podatku od zysków kapitałowych. Ale kierunku zmian, nad którymi pracuje rząd, też nie pochwalają.

Likwidacja czy zmiana?
Do udziału w panelu inwestorów zaprosiliśmy ponad 70 osób związanych z rynkiem kapitałowym. Na tej liście są byli prezesi Giełdy Papierów Wartościowych, członkowie kierowniczych gremiów domów maklerskich i towarzystw funduszy inwestycyjnych, a także wybitni analitycy i zarządzający funduszami.

W pierwszej rundzie panelu udział wzięły 43 osoby. Niemal 84 proc. z nich zgodziło się z tezą, że „konstrukcja lub wysokość podatku od zysków kapitałowych wymaga zmian”. Przeciwnego zdania było niespełna 10 proc. respondentów.

– Ten podatek pobierany jest od środków już wcześniej opodatkowanych, więc w ogóle go nie powinno być – mówi Paweł Karczewski, prezes Superfund TFI.

Ale większość ankietowanych uważa, że podatek Belki wymaga korekty, ale nie likwidacji.

– Podatek od zysków kapitałowych nie jest głównym problemem polskiego rynku kapitałowego, ale gdy rynek nie działa optymalnie, państwo powinno poszukiwać możliwości poprawy tej sytuacji. Jednym z możliwych rozwiązań mogą być zmiany w tym podatku, które promowałyby wykorzystanie rynku kapitałowego do budowania oszczędności w społeczeństwie. Chodzi jednak o korektę i modyfikację, a nie całkowite zniesienie tego podatku – mówi Mikołaj Raczyński, dyrektor generalny Portu w Polsce. – W każdym kraju rozwiniętym co do zasady dochody z kapitału są opodatkowane, czasem w ramach PIT. Na tym tle polska stawka podatku od zysków kapitałowych nie jest szczególnie wysoka, choć można by rozważyć wprowadzenie kwoty wolnej od podatku, ewentualnie połączonej z niższą stawką dla inwestycji długoterminowych w ramach pewnych limitów – dodaje.

Krok w złym kierunku
To, że obecna konstrukcja podatku od zysków kapitałowych nie rozróżnia inwestycji długoterminowych od krótkoterminowych, uchodzi za jeden z największych mankamentów tej daniny.

Z tezą, że „zyski z inwestycji (także lokat) długoterminowych powinny być preferencyjnie opodatkowane w stosunku do zysków z inwestycji krótkoterminowych” zgodziło się 74 proc. uczestników pierwszej rundy panelu inwestorów. – Likwidacja tzw. podatku Belki, zwłaszcza wobec oszczędności długoterminowych, jest pożądana. W Polsce brakuje krajowego kapitału i oszczędności długoterminowych, które mogłyby wspomóc finansowanie inwestycji – mówi prof. Małgorzata Zaleska, była prezeska GPW, obecnie dyrektorka Instytutu Bankowości SGH.

Ale co do szczegółów zróżnicowania stawki podatku Belki w zależności od horyzontu inwestycji zgody wśród ekspertów nie ma. Sporna jest już sama definicja inwestycji długoterminowej. Niektórzy uważają, że już roczna inwestycja powinna być traktowana ulgowo. Inni sądzą, że ten próg powinien wynosić pięć lat. Źródłem kontrowersji jest też traktowanie lokat bankowych. Niektórzy z ankietowanych uważają, że ich żadne ulgi nie powinny dotyczyć, niezależnie od horyzontu oszczędzania. – Depozyty bankowe nie są twórcze dla środowiska rynku kapitałowego. Banki dysponują nieporównywalnie silniejszą pozycją kapitałową, wykorzystując choćby marketing i rozbudowane IT do wzrostu bazy depozytowej. Celem regulatora powinno być dążenie do dynamiczniejszego rozwoju rynku kapitałowego – mówi Mateusz Walczak, prezes DM NWAI. Ale, jak wynika z naszej sondy, większość ludzi rynku nie zgadza się z postulatem, aby preferencyjnie traktować ryzykowne inwestycje, w tym w akcje.

W tle tej debaty są obawy, aby nadmiernie podatku od zysków kapitałowych nie skomplikować. Uczestnicy naszego panelu mają np. spore wątpliwości co do tego, czy należałoby rozszerzyć na wszystkie aktywa finansowe wprowadzoną w tym roku możliwość kompensowania zysków i strat z inwestycji w akcje i jednostki funduszy. Choć jest to korzystne dla inwestorów, komplikuje rozliczenia podatkowe.

W tym kontekście uczestnicy rynku kapitałowego nie zostawiają suchej nitki na zmianach w podatku Belki, nad którymi pracuje obecny rząd. Z ostatnich wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Finansów wynika, że planowane jest wprowadzenie kwoty wolnej od tej daniny, która będzie stanowiła iloczyn 100 tys. zł oraz stopy depozytowej NBP i będzie osobno liczona dla produktów bankowych oraz dla papierów wartościowych. Niemal 84 proc. z uczestników naszej sondy uważa, że taka reforma zbyt mocno komplikowałaby zasady podatku od zysków kapitałowych.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515781-Rzad-marnuje-szanse-na-naprawe-podatku-Belki.html

 2. Transakcje z podmiotami powiązanymi nie zawsze są przeszkodą w wyborze estońskiego CIT

20 maja 2024 | Podatki i rachunkowość | Magdalena Skrzypczak

Jednym z warunków wyboru ryczałtu od dochodów spółek jest osiąganie mniej niż 50 proc. przychodów z transakcji z podmiotami powiązanymi, w przypadku gdy nie jest wytwarzana wartość dodana pod względem ekonomicznym lub wartość ta jest znikoma. Przyjęcie korzystnej definicji wartości dodanej nie wyłącza możliwości opodatkowania estońskim CIT.

Ryczałt od dochodów spółek, czyli tzw. estoński CIT został wprowadzony do polskiego systemu prawnego w 2021 r. Z przepisów o estońskim CIT może skorzystać określona grupa podatników. Ustawodawca wprowadził m.in. katalog przesłanek, które muszą być spełnione przez podatników, aby mogli oni skorzystać z opodatkowania estońskim CIT.

Dla kogo ryczałt
Jednym z warunków, jaki należy spełnić, aby móc skorzystać z opodatkowania estońskim CIT jest posiadanie mniej niż 50 proc. przychodów pasywnych. Jak bowiem wynika z przewodnika dotyczącego ryczałtu od dochodów spółek z 23 grudnia 2021 r., wprowadzone w art. 28j ust. 1 pkt 2 ustawy o CIT warunki dotyczące struktury przychodów mają w zamierzeniu ograniczać możliwość korzystania z nowej formy opodatkowania tym podmiotom, które nie prowadzą aktywnej działalności gospodarczej, a swoje dochody opierają na pasywnych źródłach przychodów.

Zgodnie z art. 28j ust. 1 pkt 2 lit. g ustawy o CIT opodatkowaniu ryczałtem może podlegać podatnik, jeżeli mniej niż 50 proc. przychodów z działalności osiągniętych w poprzednim roku podatkowym, liczonych z uwzględnieniem kwoty należnego podatku od towarów i usług, pochodzi z transakcji z podmiotami powiązanymi, w przypadku gdy w związku z tymi transakcjami nie jest wytwarzana wartość dodana pod względem ekonomicznym lub wartość ta jest znikoma.

Istotne znaczenie w kontekście przywołanego przepisu ma definicja wartości dodanej pod względem ekonomicznym. Ustawodawca nie zdecydował się jednak na zdefiniowanie tego pojęcia. Zadania ustalenia definicji podejmują się organy podatkowe w wydawanych interpretacjach indywidualnych.

Ekonomiczna wartość dodana
Organy niejednokrotnie odwołują się do słownikowej definicji tego pojęcia, zgodnie z którą ekonomiczna wartość dodana (EVA – Economical Value Added) stanowi jedną z miar efektywności działania danego przedsiębiorcy i wyliczana jest według określonego wzoru. W tym przypadku ekonomiczna wartość dodana bazuje na zasadzie osiągnięcia przez firmę stopy zwrotu z całego zainwestowanego kapitału o wartości przewyższającej jego koszt. Takie podejście zaprezentowane zostało m.in. w interpretacji indywidualnej dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 18 stycznia 2023 r. (0114-KDIP2-2.4010.194.2022. 2.KW).

Jednak organy podatkowe przyjmują również inne znaczenie wartości dodanej pod względem ekonomicznym i uznają, że marża osiągana na konkretnej transakcji nie stanowi wyłącznego elementu kalkulacji wartości dodanej pod względem ekonomicznym. Zdaniem organów podatkowych możliwe jest, że przy dodatniej marży ekonomiczna wartość dodana nie powstanie lub będzie znikoma. Na przykład w interpretacji indywidualnej z 13 stycznia 2023 r. (0111-KDIB1-2.4010. 753.2022.2.ANK) dyrektor KIS uznał, że dla ustalenia wartości dodanej pod względem ekonomicznym należy wziąć pod uwagę rodzaj i zakres czynności, jakie są dokonywane w danej fazie obrotu, zakres zaangażowanych zasobów, towarzyszących transakcji oraz pracę personelu spółki, co może pozwolić stwierdzić, że świadczone usługi przyczynią się do powstania wartości dodanej, a wartość ta nie będzie znikoma.

Należy pamiętać, że uregulowania ustawy o CIT odnoszą się w omawianym zakresie do wartości dodanej na poziomie konkretnej transakcji z podmiotami powiązanymi. W związku z tym, jak zauważył podatnik w interpretacji indywidualnej z 15 listopada 2023 r. (0114-KDIP2-2.4010.510.2023. 1.RK), pojęcie wartości dodanej należy rozumieć jako wartość mikroekonomiczną. Wartość dodana stanowi wówczas przyrost wartości dóbr w wyniku procesu produkcji. Może ona być również definiowana jako różnica pomiędzy przychodem ze sprzedaży a kosztem pozyskania koniecznych nakładów; różnica pomiędzy przychodem ze sprzedaży a kosztem nabycia dóbr i usług od innych podmiotów.

W konsekwencji wartość dodana stanowi różnicę pomiędzy wartością rynkową produktu lub usługi a kosztami wytworzenia. Przyjmując takie rozumienie wartości dodanej można uznać, że w przypadku uzyskiwania przychodów ze sprzedaży dokonywanej na rzecz podmiotu powiązanego nie mamy do czynienia z przychodem pasywnym.

Wprawdzie ustawodawca co do zasady uniemożliwia skorzystanie z rozliczenia się na zasadach ryczałtu od dochodów spółek podmiotom uzyskującym 50 proc. lub więcej przychodów z działalności osiągniętych w poprzednim roku podatkowym z transakcji z podmiotami powiązanymi, jednak podmioty przekraczające ustalony w ustawie pułap i prowadzące aktywną działalność gospodarczą nadal mają możliwość opodatkowania estońskim CIT, jeśli tylko wytwarzana jest wartość dodana pod względem ekonomicznym. Jak widać, organy podatkowe przyjmują różnorakie definicje tego pojęcia, co w praktyce umożliwia podatnikom stosowanie opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek.

Autorka jest młodszym konsultantem podatkowym w Subteno Tax Komorniczak i Wspólnicy sp.k.

Podstawa prawna:

∑ art. 28j ust. 1 pkt 2 lit. g ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (tekst jedn. Dz.U. z 2023 r., poz. 2805 ze zm.)

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515668-Transakcje-z-podmiotami-powiazanymi-nie-zawsze-sa-przeszkoda-w-wyborze-estonskiego-CIT.html

 3. Lokal usługowy może wyjątkowo stanowić ZCP

20 maja 2024 | Podatki i rachunkowość | Piotr Jurczak

Skoro lokal wraz z ciążącymi na nim zobowiązaniami i należnościami będzie wyodrębniony organizacyjnie, finansowo i funkcjonalnie, a nabywca będzie kontynuował prowadzoną dotychczas działalność gospodarczą (najem), to transakcja nie będzie podlegała opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług.

Tak wynika z interpretacji indywidualnej dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 11 stycznia 2024 r. (0113-KDIPT1-3.4012.710.2023.3.MK).

Spółka z o.o. będąca czynnym podatnikiem VAT (dalej: wnioskodawca) planuje zbyć lokal usługowy (dalej: lokal), który obecnie jest przedmiotem wynajmu. Wnioskodawca osiąga zdecydowaną większość (ok. 95 proc.) swoich przychodów z tytułu wynajmu lokalu. Pozostałe przychody osiąga z działalności niezwiązanej z lokalem. Wnioskodawca we wniosku o interpretację wskazał na trzy obszary wyodrębnienia lokalu w istniejącym przedsiębiorstwie. W skład zbywanego przedsiębiorstwa mają wchodzić (oprócz lokalu) przede wszystkim prawa i obowiązki z umów o zarządzanie lokalem, a także wierzytelności oraz zobowiązania powstałe wskutek działalności lokalu (wyodrębnienie organizacyjne). Ponadto na podstawie ewidencji księgowej lokalowi można przyporządkować przychody i koszty prowadzonej działalności (wyodrębnienie finansowe). Opierając się wyłącznie na składnikach majątku podlegających przeniesieniu w ramach przedsiębiorstwa, będzie możliwe samodzielne prowadzenie działalności gospodarczej, co sprawia, że przenoszone aktywa są funkcjonalnie wyodrębnione. Ponadto nabywca zamierza prowadzić wynajem lokalu w dokładnie taki sam sposób jak zbywca, a suma aktywów będących przedmiotem zbycia będzie umożliwiała bez żadnych modyfikacji i zmian dalsze prowadzenie działalności w zakresie wynajmu lokalu w sposób dotychczasowy. Zdaniem wnioskodawcy lokal będzie stanowił zespół składników materialnych niezbędny i wystarczający do samodzielnego wykonywania zadań. Wnioskodawca zajął stanowisko, że zbycie lokalu wraz ze wskazanymi wyżej należnościami i zobowiązaniami nie będzie podlegało opodatkowaniu VAT jako zbycie zorganizowanej części przedsiębiorstwa.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej zgodził się ze stanowiskiem wnioskodawcy. Swój pogląd uzasadnił tym, że skoro lokal wraz z ciążącymi na nim zobowiązaniami i należnościami będzie wyodrębniony organizacyjnie, finansowo i funkcjonalnie, a nabywca będzie kontynuował prowadzoną dotychczas przez wnioskodawcę działalność gospodarczą, to przedmiotowa transakcja będzie stanowić zbycie zorganizowanej części przedsiębiorstwa, o której mowa w art. 2 pkt 27e ustawy o VAT. W konsekwencji analizowana transakcja w związku z art. 6 pkt 1 ustawy o VAT nie będzie podlegała opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług.

Komentarz eksperta
Piotr Jurczak, Senior Associate w PwC

Moim zdaniem komentowana interpretacja może mieć głównie walor informacyjny, gdyż w wezwaniu do uzupełnienia braków dyrektor KIS wezwał podatnika do określenia czy lokal będzie stanowił przedsiębiorstwo w rozumieniu ustawy o VAT, co w połączeniu z twierdzącą odpowiedzią wnioskodawcy zmusiło do uznania jego stanowiska za prawidłowe. W związku z tym można mieć wątpliwości czy komentowana interpretacja indywidualna faktycznie zapewnia wiarygodną ochronę przed reklasyfikacją zbycia lokalu ze sprzedaży przedsiębiorstwa na sprzedaż aktywów i domiaru podatku od towarów i usług. Co do zasady podatnik powinien w opisie stanu faktycznego wystrzegać się jakichkolwiek zdań ocennych czy kwalifikujących przedstawiony stan faktyczny do definicji ustawowych, ponieważ w praktyce zdarzają się przypadki podważania mocy ochronnej interpretacji poprzez uznanie, że stan faktyczny opisany we wniosku (tutaj uznanie za ZCP zbywanych aktywów) nie odpowiada stanowi rzeczywistemu. Niestety zdarza się, że dyrektor KIS wzywa do uzupełnienia wniosku w zakresie kwalifikacji stanu faktycznego jako ZCP, zastawiając w ten sposób „pułapkę” na podatnika.

W przypadku dostaw nieruchomości zasadą jest opodatkowanie dostawy VAT, a istnienie ZCP – wyjątkiem. Dyrektor KIS – poza przesłankami wystąpienia ZCP wskazanymi w art. 2 pkt 27e ustawy o VAT – wskazał również inne przesłanki istnienia ZCP w transakcji nieruchomościowej w sposób zbieżny z objaśnieniami podatkowymi z 11 grudnia 2018 r. w sprawie opodatkowania podatkiem od towarów i usług transakcji zbycia nieruchomości komercyjnych (dalej: objaśnienia). W świetle objaśnień, aby zbycie danej nieruchomości komercyjnej mogło zostać zakwalifikowane jako ZCP, należy uwzględnić – oprócz przesłanek wyrażonych wprost w ustawie – jeszcze dwa kryteria.

Pierwsze kryterium dotyczy tego czy nabywca ma zamiar i faktyczną możliwość kontynuowania działalności prowadzonej dotychczas przez zbywcę. Objaśnienia nakazują w szczególności zbadanie czy nabywca zamierza wystąpić o wydanie decyzji o warunkach zabudowy albo o zatwierdzenie projektu budowlanego, czy zamierza zlecić opracowanie koncepcji nowego zagospodarowania nieruchomości. W analizowanym stanie faktycznym nie było wątpliwości, że nabywca zamierza kontynuować działalność przedsiębiorstwa zbywcy, ponieważ wnioskodawca wskazał we wniosku, że nabywca nie zamierza wprowadzać żadnych zmian w dotychczasowym funkcjonowaniu lokalu. Z kolei drugie kryterium nakazuje potwierdzić czy przekazane w ramach transakcji aktywa faktycznie umożliwiają kontynuowanie działalności zbywcy. Objaśnienia wskazują, że do takich aktywów – poza lokalem i jego infrastrukturą towarzyszącą – należą w szczególności prawa i obowiązki wynikające z umów najmu, a także należności o charakterze pieniężnym związane z lokalem i umowy o zarządzanie nieruchomością. Wnioskodawca wskazał, że wszystkie te aktywa będą przeniesione w ramach umowy sprzedaży.

Wydaje się więc, że omawiana interpretacja indywidualna stanowi potwierdzenie poglądów wyrażonych uprzednio w objaśnieniach.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515673-Lokal-uslugowy-moze-wyjatkowo-stanowic-ZCP.html

 4. Repolonizacja bardzo pożądana

21 maja 2024 | Prawo co dnia | Paweł Rochowicz

Podatkowa ulga dla fundacji rodzinnych, choć nie do końca precyzyjna, przyczyniła się do zarejestrowania już prawie tysiąca takich podmiotów.

Do końca kwietnia zarejestrowano 980 fundacji rodzinnych. Będzie ich coraz więcej, bo z każdym miesiącem rośnie liczba zainteresowanych fundatorów. W sumie przez niemal rok obowiązywania ustawy o tych fundacjach złożono 1538 wniosków w tej sprawie. Takie statystyki, z Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim, podaje kancelaria prawna Tomczykowski Tomczykowska w swoim raporcie o fundacjach.

Co do zasady fundacja rodzinna jest sposobem na zapewnienie integralności rodzinnego majątku przy sukcesji pokoleniowej. Jednak, jak przyznają autorzy raportu, dość istotną zachętą do zakładania fundacji jest ulga w podatku dochodowym od osób prawnych. Dochód z działalności gospodarczej fundacji jest zwolniony z CIT, choć owa działalność może się odbywać w dość ograniczonym zakresie. I właśnie tego zakresu najczęściej dotyczyły wnioski o interpretacje prawa podatkowego, składane do Krajowej Informacji Skarbowej. Jak wskazano w raporcie, do tej pory organy podatkowe wydały ponad 170 interpretacji indywidualnych dotyczących fundacji rodzinnych.

Odnosiły się one do podatkowych konsekwencji m.in. udzielania przez fundację licencji, najmu krótkoterminowego nieruchomości należących do fundacji czy lokowania fundacyjnych środków na lokacie terminowej. Jak policzyli autorzy raportu, w 2/3 przypadków wydane interpretacje potwierdzały korzyści dla fundacji.

Jak zauważa doradca podatkowy Anna Turska-Tomczykowska, współautorka raportu, w ubiegłym roku podatnicy pytali głównie o zakładanie fundacji, a w tym dominują kwestie dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej i jej dozwolonego zakresu. – Liczba wydanych interpretacji niedługo przekroczy 200. Wiele fundacji działa już pełną parą, a przepisy dotyczące zakresu zwolnienia w podatkach dochodowych są na tyle ogólne, że wymagają wyjaśnień i doprecyzowania – zauważa ekspertka. Dodaje, że na tle dotychczas wydanych interpretacji już powstały spory sięgające wojewódzkich sądów administracyjnych. Do tej pory wydały one 14 wyroków.

– Zanim w Polsce powstała fundacja rodzinna, wielu przedsiębiorców musiało skorzystać z podobnych rozwiązań za granicą. Warto rozważyć wprowadzenie ulgi podatkowej dla przedsiębiorców, którzy chcieliby wycofać aktywa z zagranicznych fundacji pod warunkiem ich wniesienia do polskiej fundacji. Dziś taka „repolonizacja” powoduje konieczność zapłacenia CIT lub płacenia podwójnego podatku, co zniechęca przedsiębiorców do tego kroku – zauważa Anna Turska-Tomczykowska.

Z praktycznych obserwacji ekspertów wynika, że choć proces rejestracji fundacji rodzinnych przebiega dość sprawnie, to mógłby być jeszcze szybszy, gdyby go zelektronizować. Takiej możliwości dziś brakuje.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515843-Repolonizacja-bardzo-pozadana.html

 5. Rozliczenie daniny solidarnościowej

20 maja 2024 | Podatki i rachunkowość | Łukasz Błażewicz

Danina stanowi dodatkowe obciążenie dla osób o rocznych dochodach przekraczających 1 mln zł. Dotyczy stosunkowo niewielu podatników, niemniej sposób jej kalkulacji budzi spore wątpliwości.

Daninie solidarnościowej (uregulowanej w art. 30h oraz art. 30i ustawy o PIT) podlega nadwyżka sumy dochodów objętych PIT (pomniejszonych o wskazane w ustawie o PIT odliczenia) ponad 1 mln zł. Przy jej obliczaniu bierze się pod uwagę dochody wykazane w rocznych zeznaniach podatkowych, składanych w ustawowych terminach przypadających od 1 maja roku poprzedniego do 30 kwietnia danego roku. Stawka daniny solidarnościowej wynosi 4 proc. podstawy jej obliczenia. Deklaracja dotycząca daniny solidarnościowej (DSF-1) za dany rok jest składana do 30 kwietnia tego roku.

Dochody uwzględniane przy obliczaniu daniny
Podstawą obliczenia daniny solidarnościowej jest suma dochodów:

∑ opodatkowanych według progresywnej skali podatkowej – art. 27 ust. 1 i 9 ustawy o PIT (rozliczanych na formularzach zeznań rocznych PIT-36 lub PIT-37),

∑ z odpłatnego zbycia papierów wartościowych, udziałów lub akcji – art. 30b ustawy o PIT (zeznanie PIT-38),

∑ z działalności gospodarczej objętej podatkiem liniowym – art. 30c ustawy o PIT (zeznanie PIT-36L),

∑ z zagranicznej jednostki kontrolowanej – art. 30f ustawy o PIT (formularz PIT-CFC).

W ramach dochodów opodatkowanych według progresywnej skali podatkowej uwzględnia się dochody uzyskane za granicą, rozliczane metodą odliczenia proporcjonalnego (art. 27 ust. 9 ustawy o PIT). Polega ona na tym, że od podatku obliczonego w Polsce od sumy dochodów polskich i zagranicznych odlicza się podatek zapłacony za granicą, ale nie więcej niż wynosi proporcja, w jakiej kwota podatku obliczonego w Polsce, przypada na dochód zapłacony za granicą.

Do podstawy obliczenia daniny solidarnościowej nie są natomiast brane m.in.:

∑ przychody z działalności opodatkowanej ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych,

∑ dochody ze zbycia nieruchomości (art. 30e ustawy o PIT),

∑ dochody opodatkowane na zasadach IP BOX (art. 30ca ustawy o PIT),

∑ dochody z dywidend i odsetek opodatkowane zryczałtowanym podatkiem dochodowym (art. 30a ustawy o PIT).

Odliczenia od dochodu
Zgodnie z art. 30h ust. 2 ustawy o PIT od sumy dochodów stanowiących podstawę obliczenia daniny odlicza się:

∑ składki na ubezpieczenia społeczne podatnika i osób z nim współpracujących (zarówno zapłacone przez podatnika, jak i potrącone przez płatnika),

∑ składki na ubezpieczenie zdrowotne przedsiębiorcy i osób z nim współpracujących (tylko w przypadku przedsiębiorców objętych podatkiem liniowym i w ramach ustawowego limitu – łączna wysokość odliczenia tytułem tych składek zapłaconych w 2023 r. nie może przekroczyć 10 200 zł),

∑ kwoty odliczane od podstawy opodatkowania podatkiem od dochodów zagranicznych jednostek kontrolowanych, tj.:

– w podstawie opodatkowania podatnika dywidendę otrzymaną od zagranicznej jednostki kontrolowanej,

– dochód z odpłatnego zbycia przez podatnika udziału w zagranicznej jednostce kontrolowanej, w części uwzględnionej w jego podstawie opodatkowania.

Czy można odliczyć stratę
W praktyce pojawiła się wątpliwość dotycząca odliczania straty z lat ubiegłych. Podatnik, który w danym roku (np. 2022) poniósł stratę podatkową z działalności gospodarczej, a w następnym roku (2023) osiągnął dochód do opodatkowania PIT, ma prawo do odliczenia straty od uzyskanego dochodu. Czy jednak także dochód będący podstawą obliczenia daniny może być pomniejszony o tę stratę?

Organy podatkowe wskazywały, że przepisy o daninie solidarnościowej nie wyłączają wprost strat z lat ubiegłych z podstawy obliczenia daniny (w przeciwieństwie np. do kwoty składek na ubezpieczenia społeczne). Jest nią więc dochód podatnika wykazany w odpowiednim zeznaniu podatkowym, bez pomniejszenia go o stratę, odliczaną dla celów obliczenia PIT (np. interpretacja dyrektora KIS z 30 lipca 2021 r., 0114-KDIP3-2.4011.383.2021.2.MJ).

Podatnicy nie zgadzali się z tym rygorystycznym podejściem, a ich stanowisko podzieliły sądy administracyjne, argumentując, że z przepisów o daninie solidarnościowej nie wynikają szczególne zasady kalkulacji dochodu z poszczególnych tytułów, wchodzących do podstawy obliczenia daniny. Zastosowanie mają zatem ogólne zasady, z których wynika, że przy obliczaniu dochodu z działalności gospodarczej uwzględnia się poniesioną stratę z lat ubiegłych (np. wyroki NSA z 19 lipca 2022 r., II FSK 452/22, i 14 lutego 2023 r., II FSK 1099/22).

W związku z ugruntowanym stanowiskiem sądów, organy podatkowe zrewidowały swój pogląd. Szef KAS wydał 1 kwiet- nia 2024 r. interpretację (DOP3. 8220.2.2024.HTCE) zmieniającą stanowisko zawarte w przywołanej interpretacji indywidualnej z 30 lipca 2021 r. i potwierdzającą, że dochód będący podstawą obliczenia daniny solidarnościowej może być pomniejszony o stratę z lat ubiegłych (por. też analogiczne interpretacje zmieniające z 1 marca 2024 r., DOP3.8220.7.2024.HTCE i 29 lutego 2024 r., DOP3.8220.10. 2024.HTCE).

Na trwałą modyfikację stanowiska organów w tej kwestii wskazuje również to, że nie wniosły one skarg kasacyjnych od ostatnich pozytywnych dla podatników wyroków sądów administracyjnych (m.in. od wyroku WSA w Poznaniu z 14 grudnia 2023 r., I SA/Po 612/23).

Co istotne, stratę z lat ubiegłych mogą również uwzględnić podatnicy uzyskujący w danym roku dochody ze zbycia papierów wartościowych, udziałów lub akcji. Potwierdza to interpretacja dyrektora KIS z 9 stycznia 2024 r. (0115-KDIT3.4011.750. 2023.1.PS).

Podatnicy, którzy w poprzednich latach zapłacili daninę solidarnościową, a przy jej kalkulacji nie pomniejszyli dochodu o stratę, powinni rozważyć złożenie stosownej korekty rozliczeń.

Co z pozostałymi odliczeniami
Kalkulując podstawę obliczenia daniny solidarnościowej nie można natomiast uwzględniać innych odliczeń, jakie mogą być dokonywane od podstawy opodatkowania (zgodnie z art. 26 ustawy o PIT), w tym:

∑ wpłat na IKZE,

∑ darowizn (np. na cele pożytku publicznego),

∑ wydatków na używanie Internetu,

∑ wydatków na cele rehabilitacyjne.

Jak zostało wskazane, wprost w art. 30h z podstawy opodatkowania daniny solidarnościowej wyłączono składki na ubezpieczenie społeczne, co wskazuje że inne odliczenia od podstawy opodatkowania nie pomniejszają podstawy obliczenia daniny solidarnościowej.

Takie stanowisko, jest potwierdzane przez organy podatkowe. Nie zgadzają się one na pomniejszenie podstawy obliczenia daniny o ulgę na złe długi, uregulowaną art. 26i ustawy o PIT (por. interpretacja dyrektora KIS z 15 marca 2024 r., 0115-KDIT1. 4011.828.2023.1.MK).

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515663-Rozliczenie-daniny-solidarnosciowej.html

 

Budownictwo i PZP | Prasówka | 17.05.2024 r.

Rynek Infrastruktury

 1. Proces składania roszczeń w nowej formule- FIDIC wyd. 2017 r.

art. sponsorowany | Data publikacji: 14-05-2024

Na przestrzeni ostatnich dekad, międzynarodowe standardy zarządzania projektami budowlanymi, w tym te opracowane przez Międzynarodową Federację Inżynierów Konsultantów (FIDIC), zyskały na znaczeniu w związku z globalizacją rynku budowlanego. FIDIC, znany ze swoich szczegółowych warunków kontraktowych, stał się punktem odniesienia dla wielu krajów, w tym Polski, która adaptuje te standardy. Jednakże, polski rynek zamówień publicznych stosuje te regulacje w formie znacznie zmodyfikowanej.

Adaptacje te, choć konieczne ze względu na specyfikę lokalnego prawa i praktyki, mogą niekiedy oddalać się od pierwotnych zasad i intencji, które FIDIC promuje. Dlatego dla profesjonalistów działających w polskim sektorze budowlanym, jak również dla tych, którzy planują wchodzić na ten rynek, kluczowe jest zrozumienie zarówno oryginalnych regulacji FIDIC, jak i ich lokalnych adaptacji. Pozwala to nie tylko na lepsze poruszanie się po zawiłych aspektach zamówień publicznych, ale również na efektywne zarządzanie ryzykiem i optymalizację procesów kontraktowych.

W niniejszym artykule główny nacisk położony jest na regulacje FIDIC w ich oryginalnym brzmieniu, zwłaszcza w kontekście roszczeń, które są nieodzownym elementem każdej inwestycji.

1. FIDIC – wydanie z 1999 r. (dalej: FIDIC 1999)

Proces składania roszczeń w oparciu o FIDIC ewoluował na przestrzeni kolejnych edycji tego opracowania.
FIDIC z 1999 r. zakładał procedurę dość uproszczoną i jednolitą, skupiającą się głównie na uprawnieniach Wykonawcy w tym zakresie, nie uzależniając przy tym przebiegu procedury od rodzaju roszczenia.

Podział procedury roszczeniowej zasadniczo opierał się na czterech etapach tj.:
1. Powiadomienie o roszczeniu (PoR)
2. Złożenie pełnego szczegółowego roszczenia (PsR)
3. (ewentualnie) Roszczeń o charakterze przejściowym
4. Roszczenie o charakterze ostatecznym.

Obowiązki Inżyniera w tej edycji FIDIC-a były zdecydowanie bardziej ograniczone i sprowadzały się wyłącznie do wydania zatwierdzenia lub odrzucenia roszczenia (wraz z uzasadnieniem) w terminie 42 dni od przedłożenia roszczenia przez Wykonawcę.

Kolejno, w przypadku zatwierdzenia roszczenia, Inżynier wydawał Określenie z trybie Subklauzuli 3.5 [Określenia], aby uzgodnić należnego Wykonawcy przedłużenie realizacji terminów kontraktowych lub żądanej przez niego dodatkowej płatności.

2. FIDIC – wydanie z 2017 r.

Wydanie FIDIC-a z 2017 r. znaczne rozbudowało procedurę roszczeniową i wprowadziło podział na dwa odrębne tryby. Warto wskazać, że autorzy rozszerzyli Klauzulę 20 również o roszczenia Zamawiającego, które w wydaniu z 1999 r. były przedmiotem odrębnych i dość ogólnikowych regulacji.

Do najistotniejszych różnic można zaliczyć również rozszerzony zakres obowiązków Inżyniera, na którego Warunki Kontraktu nakładają więcej wymogów w kontekście oceny składanych roszczeń.

Rozszerzony katalog roszczeń

Subklauzula 20.1 w FIDIC-u 2017, wprowadziła dodatkowy, trzeci rodzaj roszczeń. W dotychczasowym wydaniu, funkcjonowały wyłącznie roszczenia finansowe i czasowe. Natomiast FIDIC 2017 dzieli roszczenia według ich przedmiotu na:
1. czasowe – żądanie przez Wykonawcę zmiany terminów kontraktowych (Czasu na Ukończenie lub Kamieni Milowych) lub – w przypadku Zamawiających – roszczenie o przedłużenie Okresu Zgłaszania Wad,
2. finansowe – opierające się o uprawnienie do dodatkowej płatności (Wykonawca) lub obniżenia Ceny Kontraktowej (Zamawiający),
3. innego rodzaju – pozostałe, nie objęte zakresem z pkt (a) i (b)

Tryb składania roszczeń czasowych (1) i finansowych (2)

a) Powiadomienie o Roszczeniu

Na tym etapie nie ma praktycznie żadnych różnic w stosunku do procedury obowiązującej w ramach FIDIC-a z 1999 r.

Z zapisów Subklauzuli 20.2.1 wynika zobowiązanie do przedkładania Powiadomień o Roszczeniu w sytuacji, gdy Strona uważa, że dana okoliczność (wynikająca bezpośrednio z Warunków Kontraktu lub związana z Kontraktem w inny sposób) może stanowić podstawę do roszczenia terminowego lub finansowego.
Podobnie jak w FIDIC-u z 1999 r. klauzula 20.1 zakreśla jednoznacznie termin, w jakim takie powiadomienie winno zostać złożone wraz z określeniem skutków jego niedotrzymania – jest to analogicznie termin 28 dni, po tym, jak Strona dowiedziała się lub powinna była się dowiedzieć o zdarzeniu lub okoliczności powodującej roszczenie finansowe lub terminowe.
Naruszenie wskazanego terminu przez Stronę obwarowane jest sankcją w postaci utraty uprawnień do skutecznego żądania w zakresie zmiany terminów umownych oraz żądań finansowych, a także zwolnieniem drugiej Strony z odpowiedzialności z tytułu takiego roszczenia. Istnieje w tym zakresie jednak pewna furtka, o której mowa poniżej

b) Wstępna odpowiedź Inżyniera – weryfikacja Powiadomienia o Roszczeniu –

Całkowitym novum jest wprowadzona w FIDIC-u 2017 procedura weryfikacji powiadomień przez Inżyniera.
Jeżeli zdaniem Inżyniera, Strona Kontraktu przekroczyła 28-dniowy termin na złożenie PoR, może on, w terminie 14 dni od jego otrzymania, wystosować własne Powiadomienie, w którym wskaże na opisywane naruszenie.

Szczególnie istotny jest w tym zakresie fakt, że brak złożenia takiego Powiadomienia przez Inżyniera w powyższym, 14-dniowym terminie, powoduje, iż PoR uznawane jest za złożone terminowo, co stanowi zasadniczą różnicę w stosunku do regulacji z FIDIC-a w edycji z 1999 r. Tym samym, uchybienie terminowe Inżyniera, może stanowić szansę dla roszczącej Strony na zachowanie swoich uprawnień.
Jeżeli Strona występująca z Roszczeniem nie zgadza się z treścią Powiadomienia Inżyniera lub uważa, że nieterminowe złożenie PoR było uzasadnione, ma prawo przedłożyć Pełne szczegółowe Roszczenie, wraz z argumentacją na obronę swojego stanowiska – co stanowi kolejną odrębność od stosowanej dotychczas procedury.
Jeśli z kolei druga Strona, przeciwko której złożono Roszczenie, sprzeciwi się jednak uznaniu PoR za złożone w terminie, ma prawo złożyć własne Powiadomienie do Inżyniera wraz z uzasadnieniem. Inżynier rozpatrzy taki sprzeciw, wydając Określenie w trybie Subklauzuli 3.5, gdzie wskaże czy PoR zostało złożone skutecznie albo dlaczego ewentualne naruszenie terminu na złożenie PoR było uzasadnione, biorąc pod uwagę wskazane w Subklauzuli 20.2.5 okoliczności.

c) Pełne szczegółowe Roszczenie

W terminie 84 dni od dnia, kiedy Strona dowiedziała się lub była powinna się dowiedzieć o zdarzeniu lub okoliczności będącej podstawą Roszczenia, strona składająca Roszczenie powinna przedłożyć Pełne szczegółowe Roszczenie (PsR).
Rolą PsR jest szczegółowe przedstawienie zakresu swoich żądań wraz z ich odpowiednim uzasadnieniem. W tym zakresie Strona przedstawia przede wszystkim opis zdarzenia będącego powodem Roszczenia, wskazuje Inżynierowi podstawy kontraktowe oraz prawne Roszczenia, a także uzasadnia zakres swoich roszczeń finansowych i czasowych.Jeżeli Strona występująca z roszczeniem nie przekaże w powyższym terminie, opisu podstawy swojego Roszczenia, to PoR będzie uznane za wygasłe, a Inżynier wystosuje odpowiednie Powiadomienie w tym zakresie w ciągu 14 dni od upływu terminu przewidzianego dla Strony roszczącej. Jeżeli Inżynier takiego Powiadomienia jednak nie złoży, to PoR nadal będzie uważane za złożone w terminie. W tym zakresie Stronom również przysługują analogiczne środki odwoławcze od działania Inżyniera – tak jak w przypadku powiadomienia o roszczeniu – co jest kolejnym nowym elementem występującym w Warunkach Kontraktu z 2017 r.

W sytuacji, w której okoliczności, stanowiące podstawę Roszczenia nie ustały i mają charakter ciągły, Wykonawca przedkładać będzie Inżynierowi PsR w odstępach miesięcznych. Inżynier zobligowany jest – w stosunku do pierwszego Roszczenia przejściowego – przedstawić swoją odpowiedź w formie Powiadomienia w terminie 42 dni od jego otrzymania.
W terminie 28 dni od dnia ustania okoliczności powodujących Roszczenie, Strona roszcząca złoży Roszczenie ostateczne.

d) Rozstrzygnięcie Roszczenia

Inżynier zobowiązany jest przeprowadzić ze Stronami Kontraktu Konsultacje, w celu osiągnięcia porozumienia.

W zależności od przebiegu tych konsultacji, po stronie Inżyniera występuje obowiązek wydania Powiadomienia:
– o Uzgodnieniu Stron – jeśli Strony osiągną porozumienie w przedmiocie Roszczenia w terminie 42 dni od dnia wystosowania przez Stronę roszczącą Pełnego Szczegółowego Roszczenia albo Roszczenia ostatecznego (w przypadku roszczeń opartych o skutki o charakterze ciągłym);
– o określeniu Inżyniera – w terminie 42 dni od upływu terminu na osiągniecie uzgodnienia przez Strony. Określenie Inżyniera będzie sprawiedliwym określeniem danego Roszczenia, uwzględniającym wszelkie okoliczności sprawy i zawierającym szczegółowe uzasadnienie.

W przypadku braku terminowego wydania takiego Powiadomienia, uznaje się, że Inżynier odrzucił Roszczenie.

Skutkiem rozstrzygnięcia danego Roszczenia w ramach Uzgodnienia Stron lub określenia Inżyniera jest jednoznaczne ustalenie zakresu roszczenia finansowego lub terminowego.

Wydanie przez Inżyniera takiego określenia nie jest jednak czynnością ostateczną, zamykającą Stronom możliwość dochodzenia swoich praw. Jeżeli któraś ze strony nie jest zadowolona z treści określenia Inżyniera, ma prawo przekazać Powiadomienie o Niezadowoleniu z określenia Inżyniera (dalej: PoN) w terminie 28 dni od daty otrzymania Powiadomienia Inżyniera o określeniu. Następnie, każda ze Stron będzie miała prawo postępować zgodnie z Subklauzulą 21.4 i przedłożyć Spór przed Komisję Unikania Sporów i Rozjemstwa.

Jeżeli jednak żadna ze Stron nie przedłoży PoN w oznaczonym, 28-dniowym terminie, określenie Inżyniera uznane za wiążące i ostateczne.

Tryb składania roszczeń innych niż finansowe lub czasowe (c)

W przypadku Roszczeń, w ramach których Strona uważa, że przysługuje jej uprawnienie odrębne od żądania finansowego lub terminowego, procedura jest znacznie mniej sformalizowana. Przedmiotem takich Roszczeń są często działania Inżyniera (jego określenia, polecenia czy opinie) – czego również brakowało w poprzedniej edycji FIDIC-a.

W sytuacji, gdy druga Strona lub Inżynier nie zgadzają się z przedstawionym Roszczeniem, Stronie przysługuje prawo do złożenia Powiadomienia, które zawierać będzie wszelkie szczegóły sprawy i odnosić się do braku zgody wyrażonej przez drugą Stronę lub Inżyniera.

Również w tym zakresie, podobnie jak w przypadku Roszczeń czasowych lub finansowych ((a) i (b)), Strony mają czas na osiągniecie uzgodnienia w terminie 42 dni od otrzymania takiego Powiadomienia.
W przypadku braku osiągniecia porozumienia (uzgodnienia) przez Strony, Inżynier wydaje określenie, wydając stanowisko co do zasadności Roszczenia – podobnie jednak jak w przypadku roszczeń finansowych i czasowych ((a) i (b)), Strony mają prawo wyrazić swój sprzeciw wobec oceny Inżyniera.

Powyższe regulacje stanowią oczywiście wzorzec ujęty w FIDIC-u w jego oryginalnym brzmieniu i zwłaszcza na rynku polskim – ulegają znacznym modyfikacjom, głównie na niekorzyść wykonawców. Taka praktyka powoduje, że i tak już mocno naruszona równowaga stron kontraktu ulega jeszcze większemu zachwianiu na korzyść zamawiających.

Warto jednak wiedzieć, jakie są tendencje w tym zakresie na innych rynkach i jakie idee przyświecały twórcom FIDIC-a – być może z czasem również polscy zamawiający publiczni zaczną podchodzić do sprawy inaczej?

Autor: Jędrzej Witaszczak, radca prawny, DSK Kancelaria

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/polityka-i-prawo/proces-skladania-roszczen-w-nowej-formule–fidic-wyd-2017-r-91206.html

 2. Budimex ma kontrakt drogowy za 150 mln zł

Redakcja | Data publikacji: 15-05-2024

Jest już umowa na budowę II etapu obwodnicy Sanoka w ciągu drogi krajowej nr 28. Wykonawcą jest Budimex. Zawarty właśnie kontrakt ma wartość 152,3 mln zł.

Budimex ma kontrakt drogowy za 150 mln zł
fot. GDDKiA

Droga, która powstanie w ramach tego kontraktu, połączy odcinek drogi zrealizowany w ramach I etapu z DK-28 w Bykowcach na drugim brzegu Sanu.

Wybudowany zostanie odcinek o długości 3 km. Na początkowym odcinku obwodnica będzie wykorzystywała przebieg istniejącej DK-84, a następnie zostanie skierowana na północ na drugą stronę Sanu. Jak podaje GDDKiA, na wspólnym przebiegu z DK-84 droga wyposażona zostanie w pas wielofunkcyjny.

W ramach zadania powstaną: dwa skrzyżowania typu rondo w miejscach krzyżowania się obwodnicy z istniejącymi drogami krajowymi (DK-84 i DK-28), chodniki, ścieżki pieszo – rowerowe oraz jezdnie dodatkowe do obsługi przyległych nieruchomości.

Wybudowane zostaną także cztery mosty z dodatkowa funkcją ekologiczną, trzy przepusty i mur oporowy. Istotną częścią kontraktu będzie budowa 330-metrowego mostu nad linią kolejową i rzeką San. Przęsło nurtowe obiektu będzie miało 150 m długości.

Droga krajowa nr 28 w obecnym przebiegu przechodzi przez teren miasta w obszarze gęstej zabudowy mieszkaniowej, a jej przebieg przecinają przejścia dla pieszych oraz jednopoziomowe skrzyżowania.

Pierwszy etap obwodnicy został oddany do ruchu 30 stycznia 2020 r. Ta inwestycja pozwoliła na skierowanie ruchu tranzytowego z kierunku Krosna na DK-28 i DK-84 w kierunku przejścia granicznego Krościenko – Smolnica. Budowa II etapu domknie obwodnicę w ciągu DK-28 ułatwiając wyjazd w kierunku Przemyśla i przejścia granicznego w Medyce i Korczowej.

Drugi etap obwodnicy Sanoka będzie realizowany w ramach Programu budowy 100 obwodnic w województwie podkarpackim. To pierwsze zadanie z tego programu, które wchodzi do realizacji.

Prace powinny być wykonane w ciągu 39 miesięcy z wyłączeniem okresów zimowych.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/budimex-ma-kontrakt-drogowy-za-150-mln-zl-91232.html

 3. Kto doradzi przy budowie tunelu na S19?

ep. | Data publikacji: 16-05-2024

Na odcinku drogi S119 Lutcza – Domaradz budowany będzie blisko kilometrowy tunel pod górą Hyb. Będzie drążony w trudnym terenie o skomplikowanej budowie geologicznej. Dodatkowo trzeba się będzie uporać z zagrożeniem osuwiskowym. Zamawiający chce zaangażować doradcę naukowo – technicznego dla tej inwestycji. Wykonawca jest już wybrany i czeka na podpisanie umowy.

Rzeszowska GDDKiA ogłosiła przetarg na doradztwo naukowo-techniczne, czyli nadzór naukowy na potrzeby projektowania i realizacji robót w zakresie tunelu oraz zabezpieczenia osuwisk na odcinku S19 Lutcza – Domaradz (z węzłem).

Zadaniem przyszłego nadzorcy będzie m.in. weryfikacja opracowanych przez wykonawcę robót rozwiązań projektowych oraz projektów wykonawczych/technicznych/technologicznych z uwzględnieniem zarówno wymogów formalnych, jak i dostępnej wiedzy technicznej, opiniowanie zagadnień, które będą wynikały na etapie drążenia tunelu przejść poprzecznych w obiekcie czy zabezpieczenia portali tunelu i osuwisk, a także weryfikacja zastosowanych technologii.

Doradca naukowy będzie też weryfikował obliczenia wykonawcy dotyczące założeń do obliczeń w zakresie projektów zabezpieczenia osuwisk i terenów predysponowanych osuwiskowo na kolejnych etapach prac oraz rozwiązania dotyczące wyposażenia tunelu i jego infrastruktury. Jego zadaniem będzie także analiza parametrów masywu skalnego na etapie prac projektowych oraz czoła przodka podczas drążenia tunelu, z możliwością wystąpienia węglowodorów w tym metanu.

Na oferty wykonawców GDDKiA czeka do 21 czerwca. Potencjalny wykonawca musi wykazać się m.in. wykonaniem w ciągu ostatnich 5 lat min. dwóch usług polegających na wykonaniu ekspertyz dotyczących realizacji tunelu realizowanego we fliszu o długości co najmniej 500 metrów oraz wykazać się wiedzą i doświadczeniem w ciągu ostatnich 10 lat w postaci prowadzenia kształcenia i działalności naukowej i usług badawczych, w tym wydaniem co najmniej 2 publikacji naukowo-technicznych dotyczących geologii inżynierskiej lub geotechniki lub geomechaniki lub budowy bądź technologii budowy tunelu.

Odcinek drogi ekspresowej S19 Lutcza – Domaradz ma mieć 6,43 km długości, w tym 990 m tunelu pod górą Hyb. Trasa będzie przebiegać po zróżnicowanym wysokościowo terenie o skomplikowanej budowie geologicznej – fliszu karpackiego. Będzie to skomplikowana inwestycja.

GDDKiA trzy razy ogłaszała przetarg na projekt i budowę trasy (przetargi były unieważniane z powodu zbyt wysokich cen). Obecnie trwa postępowanie ogłoszone jeszcze w grudniu 2022 roku. w listopadzie 2023 r. jako najkorzystniejsza wybrana została oferta firmy Kolin warta 1,416 mld zł. Od tego rozstrzygnięcia były odwołania do KIO oraz skarga do sądu. Wybór został podtrzymany. – Przygotowujemy się do podpisania umowy z wykonawcą – informuje Joanna Rarus, rzeczniczka prasowa rzeszowskiej GDDKiA.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/kto-doradzi-przy-budowie-tunelu-na-s19–91243.html

 4. Budowa elektrowni jądrowej szansą na wzrost kompetencji polskich inżynierów

Kasper Fiszer | Data publikacji: 16-05-2024

Jaką rolę w powstawaniu polskiej elektrowni jądrowej będą mieli polscy inżynierowie? Przedstawiciele branży mówią o dużym potencjale krajowego rynku. Liczą przy tym, że uda się zbudować kompetencje, które okażą się przydatne także w realizacji kontraktów zagranicznych.

– Program jądrowy toczy się do przodu – zapewniał podczas Kongresu Projektantów i Inżynierów Andrzej Sidło, radca w Departamencie Energetyki Jądrowej Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Relacjonował, że w kwietniu rozpoczął się proces audytu dotychczasowych przygotowań prowadzony przez Międzynarodową agencję Energetyki Jądrowej. Zapewnił równocześnie, że dotychczas Polska wzorcowo wypełniała zalecenia tej wiedeńskiej agencji ONZ. Przyznał jednak, że w tegorocznej aktualizacji dokumentów rządowych opisujących harmonogram działań może dojść do opóźnienia o kilkanaście miesięcy kolejnych etapów realizacji zakładanej budowy elektrowni.

Opóźnienie prac może mieć bardzo poważne skutki

Za budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej ma odpowiadać w ramach konsorcjum firma Bechtel. – Jeśli chodzi o energetykę jądrową, mamy jej renesans. Nie tylko Polska uczestniczy w wyścigu o to, kto będzie wiódł prym w realizacji tego typu projektów – stwierdził Leszek Hołda, prezes Bechtel Polska. Jego przedsiębiorstwo chce wykorzystać tę okoliczność, budując w naszym kraju zespół inżynierów gotowych do działania także na innych rynkach. – Chcemy zaistnieć w Polsce jako marka, która przynosi ze sobą gigantyczny know-how – podkreślał, dodając, że Bechtel ma 125-letnie doświadczenie w dziedzinie budownictwa i pozostaje jednym z liderów na rynku amerykańskim. Wśród dotychczasowych realizacji firmy znajdują się np. dwa ostatnie włączone reaktory działające w stanie Georgia w USA.

Prezes Bechtel Polska zachęcał polskie władze do utrzymania dotychczasowego harmonogramu działań, argumentując to brakiem dostatecznych zasobów, by możliwa była równoczesna realizacja wszystkich planowanych projektów jądrowych na świecie. Ewentualne opóźnienie mogłoby więc skutkować koniecznością przesunięcia budowy o wiele lat, bo swoje przedsięwzięcia zaczęłyby inne kraje. – Najwyższe koszty powstają wtedy, gdy projekt jest opóźniony – przekonywał natomiast Mirosław Kowalik, prezes zarządu drugiego z konsorcjantów, Westinghouse Polska. Ma to związek głównie z dużą wysokością kosztów finansowania inwestycji.

Amerykanie otwarci na polski kapitał

Na ile przy budowie elektrowni znajdą zatrudnienie polskie firmy? Choć zawarte dotychczas umowy pomiędzy stroną polską a amerykańską nie precyzują wymaganego udziału tzw. local content, zdaniem Moniki Silvy z Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska rozmowy cechuje w tym zakresie duża otwartość. – Firmy Westinghouse i Bechtel robią naprawdę dużą robotę, by local content zbadać – mówiła zastępczyni dyrektora generalnego IGEOŚ. Dodała także, że polskie przedsiębiorstwa mają duży potencjał do uczestnictwa w tego rodzaju przedsięwzięciach infrastrukturalnych, bo niemal sto firm ma już doświadczenie w branży energetyki jądrowej zebrane na całym świecie.

– Ważne jest, czy będziemy dostarczać usługę intelektualną projektantów i inżynierów, czy też będziemy wiedzieli doskonale, gdzie i jak wydobyć konkretne kruszywo i jak je dostarczyć – zaznaczył Krzysztof Wojtkowski, inżynier z ZBM. Wyraził też nadzieję, że budowa kolejnych bloków będzie okazją do budowy kompetencji polskich zespołów i łańcuchów dostaw. Atutem polskich przedsiębiorstw może być przy tym dobra znajomość miejscowego rynku i lokalnych uwarunkowań.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/inzynieria-i-innowacje/budowa-elektrowni-jadrowej-szansa-na-wzrost-kompetencji-polskich-inzynierow–91103.html

 

Prawo

Budynek powstanie bliżej sąsiada. Przepisy już opublikowane, wejdą w życie 15 sierpnia

Renata Krupa-Dąbrowska | Data dodania: 15.05.2024

Łatwiej będzie zabudować działkę o nietypowym kształcie oraz stawiać bliżej siebie budynki zwrócone ścianą z oknami lub drzwiami w stronę granicy działki. 15 sierpnia wchodzą w życie przepisy w tej sprawie. Obecnie projektanci mają problemy w ustalaniu tych odległości. Problem w tym, że podobnym czasie wejdą w życie dwie różne zmiany dotyczące zasad usytuowania budynków. Może to spowodować chaos interpretacyjny.

Minister rozwoju i technologii podpisał przepisy ujednolicające niektóre zasady sytuowania budynków na działkach budowlanych oraz zachęcające inwestorów do stosowania większej liczby drewnianych elementów w nowych obiektach. Chodzi o zmiany do rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (dalej jako: rozporządzenie). Zostały one opublikowane w Dzienniku Ustaw z datą 14 maja pod pozycją 726. Oznacza to, że zmiany wejdą w życie 15 sierpnia 2024 r. (po upływie trzech miesięcy od dnia publikacji w Dzienniku Ustaw).

To kolejna nowela tego rozporządzenia. 1 sierpnia wejdą w życie przepisy o tzw. patodewloperce, które również modyfikują zasady sytuowania budynków na działce (czytaj więcej w LEX: Zasady sytuowania budynków na działce po nowelizacji 2024 r. >) W opinii ekspertów obie nowele uzupełniają się. Nie ma między nimi kolizji. Tym niemniej źle się jednak stało, że w podobnym czasie wejdą w życie dwie różne zmiany. Może to spowodować chaos interpretacyjny.

Zmiany w sytuowaniu budynków na działce
Nowela rozporządzenia wprowadza zmiany do par. 12 określającego odległości pomiędzy budynkami. Przewiduje, że każda płaszczyzna powstała w wyniku załamania lub uskoku ściany będzie się traktować jako oddzielną ścianę. Z uzasadnienia projektu wynika, że celem zmiany jest wyprostowanie błędnej interpretacji przepisów. Niektóre starostwa (prezydenci miast na prawach powiatu) utożsamiają pojęcie elewacji z pojęciem ściany, co nie było intencją projektodawcy.

W par. 12 będzie nowy ustęp – 1a. Wynika z niego, że będzie można zbliżyć budynki ze ścianą usytuowaną w sposób inny niż równoległy w stronę granicy działki, na której sytuowany jest budynek, w taki sposób, by to lokalizacja zewnętrznej krawędzi okna lub drzwi determinowała konieczność zachowania odległości 4 m.  W pomiarach ma być przyjmowany natomiast najdalej wysunięty element ramy lub innych elementów okna lub drzwi.

W przypadku budynku zwróconego ścianą z oknami lub drzwiami w stronę granicy działki budowlanej, na której jest on sytuowany, będzie możliwość zmniejszenia wymaganej odległości 4 m (lecz nie mniej niż do 3 m), gdy zostaną spełnione łącznie dwa warunki:

– ściana budynku usytuowana jest w sposób inny niż równoległy w stronę granicy działki,
– odległość zewnętrznej krawędzi okna lub drzwi wynosi nie mniej niż 4 m od granicy tej działki.

Dzięki temu, zdaniem autorów projektu, możliwe będzie optymalne usytuowanie ściany budynku na działkach o nietypowym kształcie oraz w sposób inny niż równoległy.

Eksperci chwalą zmianę. – Inwestorów na pewno ona ucieszy, ale sąsiadów może zaniepokoić możliwość zbliżenia budynku zwróconego ścianą z oknami lub drzwiami w stronę granicy działki. Obecnie projektanci mają problemy w ustalaniu tych odległości oraz z pomiarami na działkach o nietypowym kształcie przy jednoczesnym sytuowaniu budynku w sposób inny niż równoległy do granicy działki. Wydaje się słusznym wskazanie przez projektodawcę w uzasadnieniu projektu nowelizacji, że w takiej sytuacji w pomiarach należy przyjąć najdalej wysunięty element ramy lub innych elementów okna lub drzwi – uważa Piotr Jarzyński, prawnik z Kancelarii Prawnej Jarzyński & Wspólnicy, ekspert Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej.

I uspokaja, że dodane przepisy nie będą dotyczyć mającej wejść w życie 1 sierpnia 2024 r. regulacji co do odległości budynku mieszkalnego wielorodzinnego o wysokości ponad 4 kondygnacji nadziemnych od granicy działki, która ma wynosić 5 m bez względu na to, czy ściana będzie miała okna lub drzwi. – To zapewne nie ucieszy deweloperów, którzy także chcieliby mieć podobny wyjątek, choć stanowiłby on odstępstwo od tej nowej zasady, że odległość budynku od granicy działki ma zawsze wynosić 5 m. – podkreśla.

Do par. 12 dodano też ust. 10a, wprowadzający nowy załącznik nr 1a do rozporządzenia, pokazujący graficznie sposób określania minimalnej odległości usytuowania ścian budynku od granicy działki budowlanej. Na schematycznych przykładowych rysunkach przedstawiono odległości usytuowania ściany budynku w stosunku do granicy działki budowlanej, co ma pomóc w prawidłowym określaniu minimalnej odległości ściany budynku od granicy działki budowlanej.

I to rozwiązanie jest chwalone. – To ciekawy pomysł. Gdyby wprowadzono więcej tego typu rysunków, to byłaby szansa na ujednolicenie orzecznictwa organów i sądów administracyjnych oraz ucięcia niektórych sporów co do interpretacji przepisów – mówi Piotr Jarzyński.

Co powiat to inna interpretacja 
Zdaniem prawników istnieje też szansa, że niektóre zmiany ujednolicą w jakimś stopniu interpretację przepisów prawa budowlanego. Starostwa interpretują je różnie. O prawie budowanym mówi się wręcz, że ma charakter powiatowy.

– Par. 12 jest jednym z częściej interpretowanych przepisów, nie tylko na etapie uzyskania pozwolenia na budowę czy zgłoszenia, ale także na etapie legalizacji przez nadzór budowlany. – Jest on różnie interpretowany przez organy, zwłaszcza jeśli obiekt nie jest klasyczną bryłą, tylko np. jest ścięty z jednej strony, albo ma kształt rotundy. Problemów przysparza mierzenie tych obiektów, zwłaszcza przez nadzór budowlany. Nie do końca jest jasne, w którym punkcie obiekt powinien spełniać wymóg 3 czy 4 m. Przedstawiona na załączniku graficznym propozycja resortu powinna te wątpliwości rozwiać. Doprecyzowanie par. 12 w tym zakresie było zasadne – komentuje Joanna Maj, radca prawny w SWK Legal Sebzda-Załuska, Wójcik, Kamińska Radcowie Prawni.

W jej opinii źle się jednak stało, że w podobnym czasie wejdą w życie dwie różne zmiany dotyczące zasad usytuowania obiektów. Może to spowodować chaos interpretacyjny.

Więcej drewna w budynkach
W budynkach ma być również więcej elementów drewnianych. Będzie można bezpiecznie stawiać budynki o konstrukcji drewnianej (niskie (N) ZL III lub (N) ZL IV ). Nowela podnosi klasę odporności ogniowej przegród.

Ponadto w przepisach pojawi się obowiązek zabezpieczenia elementów nośnych ścian oddzielenia przeciwpożarowego okładzinami o zdolności do zabezpieczenia ogniochronnego K2 60, co zapewnia ochronę tych elementów przez minimum godzinę przed zapaleniem się, zwęgleniem lub innym uszkodzeniem, mającym znaczenie dla skuteczności ograniczenia rozprzestrzenia się pożaru wewnątrz budynku.

Przepisy przejściowe
W projekcie rozporządzenia przewidziano przepisy przejściowe, zgodnie z którymi, jeżeli przed dniem wejścia w życie rozporządzenia:

– złożono wniosek o pozwolenie na budowę, wniosek o wydanie odrębnej decyzji o zatwierdzeniu projektu zagospodarowania działki lub terenu lub projektu architektoniczno-budowlanego, wniosek o zmianę pozwolenia na budowę,
– wydano decyzję o pozwoleniu na budowę lub odrębną decyzję o zatwierdzeniu projektu zagospodarowania działki lub terenu lub projektu architektoniczno-budowlanego,
– zgłoszono budowę lub wykonanie innych robót budowlanych w przypadku, gdy nie jest wymagane uzyskanie decyzji o pozwoleniu na budowę,
– wydano decyzję o legalizacji samowoli budowlanej

– stosuje się przepisy dotychczasowe.

https://www.prawo.pl/biznes/budynek-powstanie-blizej-sasiada-odleglosci-na-dzialce-budowlanej-beda-liczone-inaczej,526859.html

 

Wnp

 1. Szykuje się spory kontrakt dla konsorcjum z Mirbudem

ICH | Dodano: 16-05-2024 17:44

Gmina Jawor wybrała ofertę konsorcjum firm Kobylarnia-Mirbud w przetargu na budowę i modernizację infrastruktury na terenie Dolnośląskiej Strefy Aktywności Gospodarczej. Wartość oferty to 56,949 mln zł brutto – poinformował Mirbud.

Zarząd Mirbudu poinformował, że 15 maja 2024 roku uzyskał informację od zamawiającego, którym jest Gmina Jawor, że w prowadzonym przez gminę przetargu jako najkorzystniejsza została wybrana oferta konsorcjum firm Kobylarnia-Mirbud.

Konkretnie chodzi o postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego pod nazwą „Budowa/modernizacja infrastruktury wodno-kanalizacyjnej, drogowej, elektroenergetycznej na terenie Dolnośląskiej Strefy Aktywności Gospodarczej – S3 Jawor”.

We wskazanym konsorcjum, którego ofertę wybrała Gmina Jawor, liderem jest Kobylarnia, która należy do Mirbudu, a wartość oferty konsorcjum to 56,949 mln zł brutto.

Największy akcjonariuszem Mirbudu – zgodnie z informacjami podawanymi przez GPW w Warszawie – jest Jerzy Mirgos, który dysponuje 45,46 proc. głosów na walnym zgromadzeniu spółki.

https://www.wnp.pl/budownictwo/szykuje-sie-spory-kontrakt-dla-konsorcjum-z-mirbudem,835653.html

 2. Ważna zmiana przepisów budowlanych. Ma być łatwiej i taniej

PAP/AH | Dodano: 15-05-2024 19:12

Minister Rozwoju i Technologii podpisał rozporządzenie ws. m.in. zwiększenia zastosowania elementów drewnianych w budownictwie oraz umożliwiające optymalne usytuowanie ściany budynku na działkach o nietypowym kształcie – podał w środę resort rozwoju.

– Resort przekazał, że Minister Rozwoju i Technologii podpisał nowelizację rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie.
– Najważniejsze zmiany przewidują szersze zastosowanie elementów drewnianych oraz doprecyzowanie kwestii związanych z usytuowaniem budynków.
– Przepisy mają ułatwić projektowanie i uniknąć zbędnych a kosztownych rozwiązań

Ministerstwo wyjaśniło, że pierwsza zmiana polega na dopuszczeniu przy projektowaniu budynku zastosowania konstrukcyjnych elementów liniowych (o dominującym jednym wymiarze, takich jak belki, słupy, itp.) wykonanych z drewna klejonego warstwowo. Stanie się to możliwe, jeśli każdy wymiar przekroju poprzecznego tego elementu będzie wynosił nie mniej niż 14 cm, a klasa odporności ogniowej tych elementów będzie nie niższa niż R 30 oraz gdy zastosowano rozwiązania ograniczające możliwość rozprzestrzeniania się pożaru między kondygnacjami. Możliwość użycia takich elementów będzie dotyczyła jedynie budynków niskich (N) ZL – wskazano w komunikacie.

Więcej drewna w konstrukcjach budynków bez kosztownych zabezpieczeń
Resort zauważył, że dzięki zmianie możliwe będzie wykonywanie słupów czy belek z drewna struganego, dobrej jakości, bez konieczności stosowania „kosztownych i niekorzystnych dla środowiska zabezpieczeń ogniochronnych”. Oceniono, że z uwagi na „charakterystykę przekroju poprzecznego (pole przekroju, elementy zazwyczaj masywne), elementy te nie stanowią bezpośredniego zagrożenia pożarowego, a dodatkowo charakteryzują się wysoką klasą odporności ogniowej, co wpływa na bezpieczeństwo budynku”.

Zgodnie z nowymi przepisami dopuszczalne będzie również stosowanie elementów drewnianych w konstrukcjach dachowych także w budynku niskim (N) lub średniowysokim (SW), hali sportowej lub krytym basenie. „Złagodzenie wymagań w stosunku do budynków hal sportowych i basenów zostało wprowadzone z uwagi na charakter użytkowania tych obiektów, w których zagrożenie pożarem jest mniejsze” – wskazano.

Ważne zmiany dotyczące sytuowania budynków na działce budowlanej
W noweli rozporządzenia doprecyzowano też zasady sytuowania budynków na działce budowlanej w związku z pojawiającymi się wątpliwościami interpretacyjnymi.

W rozporządzeniu wskazano bowiem, że każdą płaszczyznę powstałą w wyniku załamania lub uskoku ściany traktuje się jako oddzielną ścianę. „Zmiana ma na celu doprecyzowanie kwestii związanych z błędną interpretacją przepisów przez niektóre organy administracji architektoniczno-budowlanej, które utożsamiają pojęcie elewacji z pojęciem ściany” – wyjaśnił resort.

Ponadto dopuszczono możliwość zbliżenia budynku ze ścianą usytuowaną w sposób inny niż równoległy w stronę granicy działki, na której sytuowany jest budynek, w taki sposób, by to lokalizacja zewnętrznej krawędzi okna lub drzwi determinowała konieczność zachowania odległości 4 m. Zaznaczono, że w pomiarach należy przyjąć najdalej wysunięty element ramy lub innych elementów okna lub drzwi.

Ministerstwo wskazało, że zgodnie z wprowadzanym przepisem w przypadku budynku zwróconego ścianą z oknami lub drzwiami w stronę granicy działki budowlanej, na której jest on sytuowany, będzie możliwość zmniejszenia wymaganej odległości 4 m (lecz nie mniej niż do 3 m), gdy zostaną spełnione łącznie dwa warunki: ściana budynku usytuowana jest w sposób inny niż równoległy w stronę granicy działki, odległość zewnętrznej krawędzi okna lub drzwi wynosi nie mniej niż 4 m od granicy tej działki. Dzięki temu możliwe będzie optymalne usytuowanie ściany budynku na działkach o nietypowym kształcie oraz w sposób inny niż równoległy.

https://www.wnp.pl/budownictwo/wazna-zmiana-przepisow-budowlanych-ma-byc-latwiej-i-taniej,835316.html

 

Portal ZP

Różne stawki VAT w ofertach, błędny VAT w ofercie, zmiana VAT w trakcie przetargu i realizacji zamówienia

Justyna Rek-Pawłowska | Stan prawny na dzień: 14.05.2024

Zamawiający, wybierając ofertę w prowadzonym postępowaniu, zobowiązany jest zawsze porównać zaoferowane przez wykonawców ceny. Te z kolei muszą przedstawiać całkowite koszty, jakie zamawiający będzie musiał ponieść, nabywając usługę, dostawę czy robotę budowlaną. W cenie uwzględnia się zatem m.in. podatek od towarów i usług oraz podatek akcyzowy, jeżeli na podstawie odrębnych przepisów sprzedaż towaru lub usługi podlega obciążeniu tymi podatkami. Warto przy tym pamiętać, że finalna ocena zastosowanego VAT należy do zamawiającego. To po jego stronie pozostaje stwierdzenie, czy podatek w danym przypadku został właściwie ustalony a następnie obliczony. Błędy w tym zakresie mogą dyskwalifikować ofertę z postępowania. Jak właściwie ocenić oferty, w których wskazano różne stawki podatku? Co zrobić, gdy VAT zmienia się w trakcie prowadzenia przetargu bądź po zawarciu umowy? Kiedy wolno skorygować VAT w ofercie, a kiedy należy ją odrzucić? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w artykule.

1. Zmiana sytuacji podatkowej wykonawcy w trakcie realizacji umowy – jak ją ocenić?

Pytanie
Wykonawca składając ofertę, nie był płatnikiem VAT. W trakcie realizacji zamówienia złożył jednak pismo do zamawiającego, że od danego dnia będzie takim płatnikiem. Czy zamawiający może podnieść mu wysokość wynagrodzenia (w umowie wskazanego jako kwota brutto) o VAT, który będzie musiał teraz płacić?

Odpowiedź
W moim przekonaniu zamawiający powinien realizować umowę na dotychczasowych zasadach. Wykonawca składając ofertę, mógł (powinien) przewidzieć, że w pewnym momencie zostanie płatnikiem VAT. Tym samym okoliczność taką powinien uwzględnić w wycenie swojego świadczenia.

Wyjaśnienie
Ustawa Pzp przewiduje, że zamawiający zawsze ma prawo zmienić umowę w zakresie jej nieistotnych elementów. Każda inna zmiana umowy (np. zmiana wynagrodzenia) musi spełniać jedną z przesłanek wskazanych w art. 455 ustawy Pzp. Uważam, że w sytuacji opisanej w pytaniu zamawiający nie ma, wynikających z ustawy Pzp, podstaw do zmiany umowy i zwiększenia wynagrodzenia wykonawcy.

Krzysztof Hodt

2. Czy wykonawca zawsze może zastosować podstawową 23% stawkę VAT zamiast obniżonej?

Pytanie
W postępowaniu na dostawy prowadzonym w trybie podstawowym bez negocjacji dwóch wykonawców w jednej pozycji zastosowało stawkę VAT 23% a jeden – 8%. Czy jeżeli stawka 8% jest poprawna, to oferty wykonawców, którzy zaoferowali stawkę podstawową 23%, będą podlegać odrzuceniu z art. 226 ust. 1 pkt 10 ustawy Pzp?

Odpowiedź
W świetle przedstawionych w pytaniu okoliczności nie należy opowiadać się za automatycznym odrzuceniem ofert wykonawców, którzy wskazali stawkę VAT w wysokości 23%. Przed podjęciem decyzji co do ewentualnego zastosowania art. 226 ust. 1 pkt 10 ustawy Pzp, w pierwszej kolejności rekomenduję zwrócenie się w trybie art. 223 ust. 1 ustawy Pzp o wyjaśnienie do wykonawców (w tym do tego, który zastosował stawkę VAT w wysokości 8%) w przedmiocie przyjętej stawki podatku.

Wyjaśnienie
Konsekwencją zastosowania niewłaściwej stawki VAT w ofercie (jeżeli taka sytuacja wystąpiła) jest jej odrzucenie na podstawie art. 226 ust. 1 pkt 10 ustawy Pzp (zob. np. wyrok KIO z 27 lipca 2021 r., sygn. akt KIO 2028/21).

Przyjmuje się, że chodzi tutaj o każdy błąd polegający na zastosowaniu nieprawidłowej stawki VAT, niezależnie od tego, czy będzie to stawka niższa, czy wyższa od prawidłowej. Błąd w obliczeniu ceny zachodzi więc wówczas, gdy cena oferty została obliczona w sposób niezgodny ze sposobem jej obliczenia podanym w dokumentach zamówienia lub w cenie uwzględniono niewłaściwą stawkę VAT (zob. np. wyrok KIO z 8 lipca 2019 r., sygn. akt KIO 1046/19, KIO 1065/19, zachowujący co do istoty aktualność).

Podstawową stawką podatku od towarów i usług w Polsce jest stawka VAT wynosząca 23%. Stawka 8% to jedna ze stawek obniżonych znajdująca zastosowanie w szczególnych sytuacjach, a więc stanowiąca wyjątek od reguły.

W przypadku zastosowania przez wykonawców różnych stawek VAT zasadne wydaje się skorzystanie przez zamawiającego przed ewentualnym odrzuceniem oferty z możliwości określonej w art. 223 ust. 1 ustawy Pzp. Na podstawie tego przepisu w toku badania i oceny ofert zamawiający może żądać od wykonawców wyjaśnień dotyczących treści złożonych ofert oraz przedmiotowych środków dowodowych lub innych składanych dokumentów bądź oświadczeń.

Niedopuszczalne jest prowadzenie między zamawiającym a wykonawcą negocjacji dotyczących złożonej oferty oraz, z uwzględnieniem art. 187 ustawy Pzp, dokonywanie jakiejkolwiek zmiany w jej treści.

Skorzystanie z tego przepisu jest zasadne, gdy zamawiający ma wątpliwości co do jednoznacznego stwierdzenia o zgodności lub niezgodności oferty z warunkami zamówienia, których rozwianie może nastąpić wyłącznie przy udziale wykonawcy. Może to dotyczyć w mojej ocenie np. opisanej w pytaniu sytuacji i ułatwić podjęcie decyzji, czy zasadne będzie odrzucenie oferty wykonawcy, który zastosował stawkę VAT w wysokości 23%.

Podstawa prawna
art. 223 ust. 1, art. 226 ust. 1 pkt 10 ustawy z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (tekst jedn.: Dz.U. z 2023 r. poz. 1605 ze zm.).

Andrzela Gawrońska-Baran

3. Niewłaściwy VAT w jednej z konkurencyjnych ofert – jakie działania może podjąć wykonawca?

Pytanie
Zamawiający prowadzi postępowanie w trybie podstawowym bez negocjacji. W formularzu ofertowym wymagał podania:
a) cena ofertowa netto w wysokości ….. zł,
b) kwota VAT (…. %) …… zł,
c) cena ofertowa brutto (suma kwoty netto i VAT) …. zł.

Wykonawca 1 podał:
a) 174.000,00 zł netto
b) kwota VAT (… %) 0.00 zł,
c) marża 174.000,00 zł brutto.

Wykonawca 2 wskazał:
a) 174.000,00 zł netto,
b) kwota VAT (marża, VAT 23 % od marży),
c) 174.000,00 zł brutto.

Nasza oferta to:
a) 178.100,00 zł netto,
b) kwota VAT marża stawka 23% 3940 zł,
c) 178.100,00 brutto (VAT marża stawka 23%).

Wykonawca 1 i 2 nie podał prawidłowo wymaganej stawki VAT oraz kwoty tego podatku. Kwota VAT jest znana wykonawcy na etapie kalkulacji oferty. Czy możemy żądać od zamawiającego odrzucenia dwóch ofert ze względu na błąd w obliczeniu ceny?

Odpowiedź
To zamawiający odpowiada za prawidłowy przebieg postępowania, w tym za odrzucenie ofert zawierających błędy, których nie można konwalidować w granicach przewidzianych w ramach trybów naprawczych uregulowanych w ustawie Pzp. Jeżeli popełniono błędy (niepodlegające sanowaniu w trybie korekty oczywistej omyłki rachunkowej zgodnej z art. 223 ust. 1 pkt 2 ustawy Pzp lub innej omyłki polegającej na niezgodności oferty z dokumentami zamówienia, niepowodującej istotnych zmian w treści oferty na podstawie art. 223 ust. 1 pkt 3 ustawy Pzp) w formularzu asortymentowo-cenowym i ta oferta zostanie wybrana jako najkorzystniejsza, to wykonawcy są uprawnieni do skorzystania ze środków odwoławczych, kwestionując prawidłowy przebieg postępowania.

Nie ma przeszkód, aby wykonawca złożył oświadczenie wskazujące na uchybienia w ofertach innych wykonawców (w toku postępowania o udzielenie zamówienia), jednak przepisy takiego trybu nie przewidują. Ponadto, nie każda omyłka w wyliczeniach wykonawcy stanowi błąd w obliczeniu ceny kwalifikujący ofertę do odrzucenia zgodnie z art. 226 ust. 1 pkt 10 ustawy Pzp.

Wyjaśnienie
Pytający wskazał, że w toczącym się postępowaniu, wykonawcy w treści formularza cenowego podali błędną stawkę VAT oraz niewłaściwie, w rubryce wartość jednostkowa brutto, wskazali tę samą kwotę co w rubryce wartość jednostkowa netto.

Kwestię skutków takiego błędu w treści oferty analizował Sąd Najwyższy i w podjętej uchwale rozstrzygnął, że: „Niedopuszczalne jest uznanie za oczywistą omyłkę rachunkową wskazania błędnej stawki VAT. Jest to błąd w obliczeniu ceny skutkujący odrzuceniem oferty na podstawie art. 226 ust. 1 pkt 10 ustawy z 11 września 2019 r. Prawo zamówień publicznych – dalej p.z.p., chyba że jest to „inna omyłka”, możliwa do poprawienia zgodnie z art. 223 ust. 2 pkt 3 p.z.p.

Taka »inna omyłka powodująca niezgodność oferty z SWZ« może mieć miejsce jedynie wtedy, gdy zamawiający wskazał w SWZ stawkę VAT, która powinna być zastosowana, a wykonawca w ofercie przyjął inną i możliwe jest wykazanie, że było to wynikiem omyłki” (tak Sąd Najwyższy w uchwale z 20 października 2011 r., sygn. akt III CZP 52/11).

Dalej SN podał tam: „Jedynie wówczas, gdy zamawiający wskazał w specyfikacji konkretną stawkę podatku VAT, kształtującą także wysokość określonej w ofercie ceny, może dojść do ewentualnego wystąpienia innej omyłki, polegającej na niezgodności przyjętej w ofercie stawki VAT ze stawką zawartą w specyfikacji.

Niezgodność taka uzasadniałaby obowiązek poprawienia oferty i to tylko wówczas, gdy omyłka polegająca na takiej niezgodności nie powoduje istotnych zmian w treści oferty. W sytuacji, w której zamawiający nie określił w specyfikacji istotnych warunków zamówienia stawki podatku VAT, w ogóle nie może dojść do wystąpienia innej omyłki w rozumieniu art. 87 ust. 2 pkt 3 Pr. z.p., ponieważ nie wystąpi wówczas ustawowa przesłanka niezgodności oferty ze specyfikacją, wobec braku dwóch potrzebnych do porównania elementów, niezbędnych do oceny przesłanki w postaci zaistnienia niezgodności. W tej sytuacji w rachubę wchodzi wyłącznie ocena wystąpienia błędu w obliczeniu w ofercie ceny.

Wobec braku faktycznej możliwości odniesienia się do stawki podatku VAT na skutek jej nieuwzględnienia w specyfikacji istotnych warunków zamówienia, obowiązek zamawiającego musi ograniczyć się wyłącznie do oceny prawidłowości przyjętej w ofercie wykonawcy stawki podatku VAT, która jako element cenotwórczy miała bezpośredni wpływ na ukształtowanie wysokości przedstawionej w ofercie ceny.

Przyjęcie w ofercie nieprawidłowej stawki podatku VAT jest zatem równoznaczne z błędem w obliczeniu zawartej w ofercie ceny, polegającym na wadliwym doborze przez wykonawcę elementu mającego niewątpliwie wpływ na obliczenie wysokości zaoferowanej ceny. Innymi słowy, posłużenie się przez wykonawcę choćby tylko jednym nieprawidłowo określonym elementem kalkulacji ceny przekłada się na wystąpienie błędu w obliczeniu ceny, bez względu na skalę lub rozmiar stwierdzonego uchybienia.

Dla oceny, że doszło do wystąpienia błędu w obliczeniu ceny w rozumieniu art. 89 ust. 1 pkt 6 Pr.z.p., nie ma bezpośredniego znaczenia okoliczność, że przyjęcie nieprawidłowej stawki podatku VAT było zachowaniem świadomie zamierzonym przez wykonawcę lub nie miało takiego charakteru.

Nawet jeżeli obliczenie w ofercie wysokości ceny, dokonane z zastosowaniem nieprawidłowej stawki podatku VAT, nie było elementem manipulacji ze strony wykonawcy zmierzającego do uzyskania zamówienia publicznego, a tylko rezultatem błędnej interpretacji przepisów określających stawki tego podatku, to i tak nie neguje to wystąpienia błędu w obliczeniu ceny. Wystąpienie tego błędu, o którym stanowi art. 89 ust. 1 pkt 6 Pr. z.p., należy oceniać w kategoriach obiektywnych, a więc niezależnych od zawinienia lub motywów zachowania wykonawcy przy kształtowaniu treści oferty”.

Wobec powyższego, w zależności od stanu faktycznego, błąd wykonawcy można zakwalifikować jako:
– inną omyłkę polegającą na niezgodności oferty z dokumentami zamówienia, niepowodującą istotnych zmian w treści oferty, która może podlegać sprostowaniu zgodnie z art. 223 ust. 1 pkt 3 p.z.p., lub
– jeżeli w dokumentach zamówienia nie ma wskazanej prawidłowej stawki podatku VAT – błąd w obliczeniu ceny stanowiący podstawę odrzucenia oferty zgodnie z art. 226 ust. 1 pkt 10 ustawy Pzp.

WAŻNE!

Jeśli wykonawca zastosował błędną stawkę VAT, ale w dokumentacji zamówienia podano prawidłową stawkę, to błąd wykonawcy można sanować w trybie naprawczym z art. 223 ust. 2 pkt 3 ustawy Pzp (z uwzględnieniem pozostałych przesłanek kwalifikowania błędu jako omyłki). Jednak jeżeli wykonawca we własnym zakresie był zobowiązany do wskazania prawidłowej stawki podatku, to błąd w tym zakresie nie może stanowić omyłki i obarczoną nim ofertę należy odrzucić na podstawie art. 226 ust. 2 pkt 3 ustawy Pzp.

Odnosząc się do zadanego pytania, wykonawca nie jest uprawniony do wniesienia o odrzucenie ofert innych wykonawców. To zamawiający jest odpowiedzialny za prawidłowy przebieg postępowania i wybór oferty zgodnie z przepisami ustawy Pzp. Prawo nie zakazuje informowania zamawiającego o naruszeniach innych wykonawców, jednak taka informacja nie wywołuje skutków prawnych.

W sytuacji podjęcia czynności przez zamawiającego z naruszeniem przepisów ustawy Pzp lub zaniechania podjęcia czynności, do której był on zobowiązany, wykonawcom przysługuje droga odwoławcza, w której przebieg postępowania oceni KIO.

Maria Smolczewska

4. Zmiana stawki VAT na artykuły spożywcze a realizacja dotychczasowych umów

Pytanie
W związku ze zmianą stawki VAT na artykuły spożywcze od 1 kwietnia 2024 r. istnieje potrzeba aneksowania umów na dostawę tych artykułów. Załącznikiem do umowy jest formularz cenowy na poszczególne produkty. Postępowanie było prowadzone na podstawie art. 275 pkt 1 ustawy Pzp. W umowie jest zapis przewidujący możliwość zmian jej postanowień w stosunku do treści oferty, na podstawie której wybrano wykonawcę w przypadku zmiany wynagrodzenia po zmianie podatku od towarów i usług. Jak prawidłowo aneksować taką umowę? A co należy zrobić w sytuacji, gdy umowa nie przewiduje możliwości zmiany w przypadku modyfikacji VAT?

Odpowiedź
Z dniem 1 kwietnia 2024 r. przestała obowiązywać zerowa stawka VAT na żywność. Zmiana wysokości VAT wiąże się z koniecznością modyfikacji umów w sprawie zamówienia publicznego. Sposób działania w tym przypadku zależy od tego, czy umowa zawiera klauzule dotyczące waloryzacji czy nie.

Zmiana umów, w których przewidziano klauzule waloryzacyjne
Przepis art. 436 pkt 4 lit. b ustawy Pzp nakłada na zamawiających obowiązek przewidzenia w umowach zawieranych na okres dłuższy niż 12 miesięcy zasad wprowadzania zmian wysokości wynagrodzenia w przypadku zmiany stawki podatku od towarów i usług oraz podatku akcyzowego.

W komentarzu UZP do art. 436 (nb. 6) wyjaśniono, że celem tej regulacji jest „(…) ochrona wykonawcy przed stratami, jakie może ponieść w przypadku zamówienia długoterminowego w związku z podwyższeniem obciążeń finansowych, które stanowią element kosztów jego realizacji.

W oparciu o zawarte w treści umowy klauzule waloryzacyjne dokonywana będzie korekta wynagrodzenia przysługującego wykonawcy w sytuacji zaistnienia zmian przepisów, co jednocześnie będzie miało wpływ na koszty realizowanego zamówienia. Z drugiej strony ochrona, będąca konsekwencją powiązania wynagrodzenia wykonawcy ze stawkami pewnych należności publicznoprawnych kształtujących wysokość ceny za jego roboty lub usługi, będzie przysługiwać również zamawiającemu w przypadku obniżenia ciężarów, które podwyższały wynagrodzenie wykonawcy”.

Z uwagi na obowiązek wynikający z art. 436 pkt 4 lit. b ustawy Pzp, w przypadku umów zawieranych na czas dłuższy niż 12 miesięcy, zmiana umowy z powodu wzrostu stawki VAT nie powinna nastręczać problemów. Strony umowy postąpią zgodnie z postanowieniami przewidzianymi w jej treści i odpowiednio zmodyfikują umowę.

PRZYKŁAD
Przykładowe postanowienie dotyczące zmiany kontraktu może brzmieć: „W przypadku dokonanej ustawą lub rozporządzeniem zmiany procentowej stawki podatku od towarów i usług (VAT), kwota brutto niefakturowanej części wynagrodzenia zostanie aneksem dostosowana do obowiązującej stawki VAT”.

Zmiana taka może również odbyć się automatycznie (bez konieczności zawierania aneksu). Nastąpi to w sytuacji, gdy z samej treści umowy wynika, że wynagrodzenie należne wykonawcy podlega automatycznej waloryzacji odpowiednio o kwotę VAT wynikającą ze stawki tego podatku obowiązującej w chwili powstania obowiązku podatkowego. Wysokość wynagrodzenia należnego wykonawcy będzie wówczas ustalana każdorazowo z uwzględnieniem stawki VAT obowiązującej na dzień wystawienia faktury (powstania obowiązku podatkowego).

Warto też zauważyć, że większość zamawiających wprowadza klauzule dotyczące zmiany wysokości wynagrodzenia z uwagi na zmianę stawki VAT również do umów zawieranych na krócej niż 12 miesięcy. Działanie takie jest racjonalne i całkowicie zgodne z przepisami ustawy Pzp.

Gdy umowa nie przewiduje możliwości zmian…
Bardziej problematyczna będzie kwestia zmiany wynagrodzenia w wyniku zmiany stawki VAT w przypadku umowy, która nie zawiera postanowień dopuszczających taką zmianę. Ustawa Pzp przewiduje, że zamawiający zawsze ma prawo zmienić umowę w zakresie jej nieistotnych elementów. Każda inna zmiana umowy musi spełniać jedną z przesłanek z art. 455 ustawy Pzp.

W przypadku zmiany VAT w grę wchodzi jedynie art. 455 ust. 1 pkt 4 ustawy Pzp. Mówi on, że dopuszczalna jest zmiana umowy bez przeprowadzenia nowego postępowania o udzielenie zamówienia, jeżeli konieczność zmiany umowy, w tym w szczególności zmiany wysokości ceny, spowodowana jest okolicznościami, których zamawiający, działając z należytą starannością, nie mógł przewidzieć. Przy czym zmiana nie może modyfikować ogólnego charakteru umowy a wzrost ceny spowodowany każdą kolejną zmianą nie może przekroczyć 50% wartości pierwotnej umowy. Zmiana umowy z powołaniem się na przytoczoną przesłankę wymaga zatem wykazania, że zmiana wynika z nieprzewidzianych okoliczności.

Odnosząc to do aktualnej zmiany VAT na żywność, wydaje się niemożliwe, aby skutecznie wykazać, że zamawiający (jak i wykonawca) nie mógł przewidzieć zwiększenia do 5% stawki VAT. Przyjęcie zerowej stawki VAT na żywność miało charakter czasowy. Wynikało to wprost z treści aktu prawnego wprowadzającego taką zmianą.

W § 10 ust. 1 rozporządzenia ministra finansów z 9 grudnia 2023 r. w sprawie obniżonych stawek podatku od towarów i usług (Dz.U. z 2023 r. poz. 2670) wskazano bowiem, że „do dnia 31 marca 2024 r. obniżoną do wysokości 0% stawkę podatku stosuje się również do towarów spożywczych wymienionych w poz. 1–18 załącznika nr 10 do ustawy, innych niż klasyfikowane według Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług w grupowaniu usługi związane z wyżywieniem (PKWiU 56)”. Skoro nie ma możliwości wykazania nieprzewidywalnego charakteru sytuacji powodującej konieczność zmiany umowy, to zastosowanie art. 455 ust. 1 pkt 4 ustawy Pzp będzie niedopuszczalne.

Wydaje się zatem, że zamawiający, którzy nie wprowadzili postanowień umownych przewidujących zmianę wynagrodzenia wykonawcy w przypadku zmiany stawki VAT, nie będą mogli, bez naruszenia przepisów ustawy Pzp, dokonać takich modyfikacji.

W konsekwencji tego wykonawca, pomimo zwiększenia stawki VAT, będzie musiał realizować umowę po pierwotnie ustalonej cenie. Może to doprowadzić do zerwania przez niego umowy. Innym skutkiem może być dochodzenie roszczeń przez wykonawcę na drodze sądowej na podstawie art. 3571 Kodeksu cywilnego. Przepis ten przewiduje, że jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy.

Krzysztof Hodt

5. Jak sformułować aneks o zmianie stawki VAT na artykuły spożywcze od 1 kwietnia 2024 r.?

Pytanie
Od 01.04.2024 r. w związku ze zmianą stawki VAT na artykuły spożywcze do aneksu dołączę przepisany formularz asortymentowo-cenowy z nową stawką VAT. W jaki sposób powinnam zmienić aneksem zapis dotyczący wprowadzonej do umowy wartości brutto i zastosowanej stawki podatku VAT, skoro do 31.03.2024 r. obowiązywała stawka 0% a od 01.04.2024 r. 5 %, przy czym wartość netto umowy nie zmienia się? Zapis w umowie brzmi: „Wynagrodzenie wykonawcy za realizację przedmiotu umowy określonego w § 1 w zakresie zamówienia podstawowego ustala się na podstawie oferty wykonawcy tj. wartość brutto: ………….. (słownie: …………………………………………………..), na co składa się wartość netto w kwocie: ……………. zł (słownie: …………………………………………) oraz VAT w kwocie: ………. zł (słownie: ……………………………………….)”.

Odpowiedź
Bez znajomości treści oferty i formularza asortymentowo-cenowego oraz postanowień umowy trudno jednoznacznie rozstrzygnąć problem poruszony w pytaniu.

W mojej ocenie zamawiający może napisać w aneksie, że postanowienie umowy dotyczące wynagrodzenia zmienia się przykładowo w taki sposób: „Po rozliczeniu dostaw wykonanych do 31.03.2024 r. na kwotę netto ________ zł plus ___% VAT w kwocie ________ zł, co łącznie stanowi kwotę brutto ___________ zł, ustala się wynagrodzenie z tytułu wykonania pozostałej części umowy (od 1.04.2024 r.) w wysokości netto _____ zł plus 5% podatek VAT w kwocie _______ zł, co łącznie stanowi kwotę brutto ____________ zł”.

Krzysztof Hodt

6. Jak poprawnie ocenić ofertę wykonawcy, który jest zwolniony od VAT?

Pytanie
Jak ocenić oferty na opracowanie dokumentacji złożone przez dwóch wykonawców, z których jeden jest VAT-owcem, a drugi nie. Czy w przypadku „nie VAT-owca” cena netto jest jednocześnie ceną brutto, czy może należy doliczyć do niej VAT?

Odpowiedź
W przypadku wykonawców zwolnionych z VAT cena netto = cenie brutto i nie ma podstaw, by doliczać do niej podatek w jakiejkolwiek stawce.

Wyjaśnienie
Do podstawowych reguł udzielania zamówień należą zasady:
1) równego traktowania wykonawców oraz
2) prowadzenia postępowania w sposób zapewniający zachowanie uczciwej konkurencji.

Zakazują one zamawiającym faworyzowania wykonawców i nakazują jednakowo traktować wszystkich uczestników postępowania na każdym jego etapie, tak by mieli oni jednakowe szanse uzyskania zamówienia. Każdy z wykonawców powinien być zatem przez zamawiającego traktowany bez żadnych przywilejów i ulg. Podobnie oceny ofert należy dokonywać z uwzględnieniem tych samych kryteriów.

Celem postępowania o udzielenie zamówienia publicznego jest wybór najkorzystniejszej oferty oraz zawarcie umowy. Zgodnie z ustawą Pzp najkorzystniejszą ofertą jest ta:

która przedstawia najlepszy bilans ceny lub kosztu i innych kryteriów odnoszących się do przedmiotu zamówienia publicznego (przedmiotowy sposób oceny ofert ustawodawca przewidział jako obowiązkowy w przypadku zamówień publicznych z zakresu działalności twórczej lub naukowej, pod warunkiem, że przedmiotu zamówienia nie można z góry opisać w sposób jednoznaczny i wyczerpujący) albo
z najniższą ceną lub kosztem.
Ustawodawca przy definiowaniu ceny odsyła do ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług. Stosownie do jej przepisów przez cenę należy rozumieć wartość wyrażoną w jednostkach pieniężnych, którą kupujący jest zobowiązany zapłacić przedsiębiorcy za towar lub usługę. Uwzględnia się w niej podatek od towarów i usług oraz podatek akcyzowy, jeżeli na podstawie odrębnych przepisów sprzedaż towaru (usługi) podlega obciążeniu nimi.

WAŻNE!

W przypadku kryterium oceny ofert, jakim jest cena, dla porównania ofert w postępowaniu o zamówienie publiczne, zamawiający powinien brać pod uwagę całkowitą kwotę wydatkowanych przez siebie środków publicznych, a więc tę, którą będzie musiał zapłacić wykonawcy z tytułu realizacji zamówienia. Jest to suma brutto zawierająca podatek od towarów i usług oraz podatek akcyzowy, o ile są one należne na podstawie odrębnych przepisów.

Fakt zwolnienia określonego podmiotu od podatku od towarów i usług ma wpływ na cenę oferty. Tym samym, wykonawca, którego usługi nie są objęte VAT, ma większą szansę uzyskania zamówienia. Jednakże nie wynika to z nieuprawnionych zachowań zamawiającego, które naruszałyby zasadę równego traktowania wykonawców.

Podmiotowe zwolnienie od podatku od towarów i usług wynika z przepisów prawa, obowiązujących w równym stopniu wykonawców i zamawiającego. Zamawiający wybiera najkorzystniejszą ofertę na podstawie ustalonego przez siebie obiektywnego kryterium oceny ofert stosowanego jednakowo wobec wszystkich oferentów. Jest przy tym związany z jednej strony definicją ceny zawartą w ustawie Pzp a z drugiej – decyzją właściwych organów prawodawczych bądź wykonawczych, które udzieliły wykonawcy zwolnienia od VAT.

WAŻNE!

Zamawiający, który wybiera najkorzystniejszą ofertę z uwzględnieniem najniższej ceny – także w sytuacji, gdy z uwagi na zwolnienie podmiotowe wykonawcy od podatku od towarów i usług nie zawiera ona VAT – nie narusza zasad równego traktowania wykonawców i zachowania uczciwej konkurencji.

Renata Dzikowska

7. Co w przypadku różnych stawek VAT w ofertach?

Pytanie
Moje pytanie dotyczy kompleksowej usługi sprzątania i zastosowanych różnych stawek podatku VAT w ofertach. Zamawiający w formularzu ofertowym wyodrębnił czynności rozliczane według:
– miesięcznego ryczałtu oraz
– jednorazowego zlecenia do wykonania.

Wśród nich znajduje się sprzątanie tarasu zewnętrznego (maks. 24 zlecenia w okresie umowy). Przy każdej z pozycji w ramach jednorazowego zlecenia należało podać cenę netto za metr kwadratowy i określić stawkę VAT. Zamawiający w swojej kalkulacji przyjął dla wszystkich pozycji stawkę 23%. W trzech ofertach jest stawka 23%, jednak w jednej ofercie dla tarasów zewnętrznych podano stawkę 8%. Zamawiający wystąpił o wyjaśnienie do tego wykonawcy, który przyjął VAT 8%. Wykonawca złożył wyjaśnienia, które poddawane są obecnie szerszej analizie. Jak powinien postąpić dalej zamawiający, jeśli uzna wyjaśnienia i potwierdzi się stawka 8%? Wykonawca ze stawką 8% jest drugi w kolejności, jeśli chodzi o cenę. Czy zamawiający powinien wystąpić do trzech pozostałych wykonawców z prośbą o wyjaśnienie? Czy może na tym etapie uznać, że sam popełnił błąd, przyjmując stawkę 23% i przeszacować kwotę przeznaczoną na realizację zamówienia (ta kwota to wartość szacunkowa zamówienia + VAT)?

Odpowiedź

Jeśli zamawiający nie podał w dokumentacji postępowania wiążącej i prawidłowej stawki VAT, oferty z błędną stawką podatku będą podlegać odrzuceniu. Jeśli z dokumentacji wynika, jaka jest prawidłowa stawka VAT, oferty z nieprawidłową stawką należy poprawić.

Możliwość poprawienia oferty w zakresie zastosowanej w niej stawki podatku od towarów i usług istnieje wyłącznie wtedy, gdy zamawiający sam w dokumentach zamówienia podał prawidłową stawkę VAT. W innym przypadku oferty zawierające nieprawidłowy VAT będą podlegać odrzuceniu z powodu błędu w obliczeniu ceny.

Wyjaśnienie

Aktualne w tym temacie pozostają wskazania z uchwały Sądu Najwyższego z 20 października 2011 r. (sygn. akt III CZP 52/11), w której czytamy: „(…) W sytuacji, w której zamawiający nie określił w specyfikacji istotnych warunków zamówienia stawki podatku VAT w ogóle nie może dojść do wystąpienia innej omyłki (…), ponieważ nie wystąpi wówczas ustawowa przesłanka niezgodności oferty ze specyfikacją, wobec braku dwóch potrzebnych do porównania elementów, niezbędnych do oceny przesłanki w postaci zaistnienia niezgodności. W tej sytuacji w rachubę wchodzi wyłącznie ocena wystąpienia błędu w obliczeniu w ofercie ceny.

Wobec braku faktycznej możliwości odniesienia się do stawki podatku VAT na skutek jej nieuwzględnienia w specyfikacji istotnych warunków zamówienia, obowiązek zamawiającego musi ograniczyć się wyłącznie do oceny prawidłowości przyjętej w ofercie wykonawcy stawki podatku VAT, która jako element cenotwórczy miała bezpośredni wpływ na ukształtowanie wysokości przedstawionej w ofercie ceny. Przyjęcie w ofercie nieprawidłowej stawki podatku VAT jest zatem równoznaczne z błędem w obliczeniu zawartej w ofercie ceny, polegającym na wadliwym doborze przez wykonawcę elementu mającego niewątpliwie wpływ na obliczenie wysokości zaoferowanej ceny. Innymi słowy, posłużenie się przez wykonawcę choćby tylko jednym nieprawidłowo określonym elementem kalkulacji ceny przekłada się na wystąpienie błędu w obliczeniu ceny, bez względu na skalę lub rozmiar stwierdzonego uchybienia.

(…) Ustawowy obowiązek zamawiającego odrzucenia oferty zawierającej błędy w obliczeniu ceny zakłada wolę ustawodawcy zapewnienia stanu porównywalności ofert, z uwzględnieniem reguł uczciwej konkurencji pomiędzy wykonawcami zabiegającymi o uzyskanie zamówienia publicznego. Realizację tego słusznego założenia ustawodawcy zaburzałoby dokonywanie oceny ofert, w których ceny oferowane za wykonanie tej samej usługi byłyby skalkulowane z uwzględnieniem różnych stawek podatku VAT (…)”.

Z tego względu w pierwszej kolejności zamawiający powinien ustalić prawidłową stawkę VAT i jeśli nie podał prawidłowej stawki VAT w dokumentacji postępowania, odrzucić te oferty, które zawierają błędną stawkę VAT.

Justyna Andała-Sępkowska

Praca zbiorowa: Justyna Rek-Pawłowska, Andrzela Gawrońska-Baran, Krzysztof Hodt Maria Smolczewska, Renata Dzikowska

Opracowanie:

PODSTAWA PRAWNA

art. 223 ust. 2 pkt 3, art. 226 ust. 2 pkt 3, art. 455 ust. 1 pkt 1, art. 513 i nast. ustawy z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (tekst jedn.: Dz.U. z 2023 r. poz. 1605 ze zm.).

https://www.portalzp.pl/top-tematy/rozne-stawki-vat-w-ofertach-bledny-vat-w-ofercie-zmiana-vat-w-trakcie-przetargu-i-realizacji-zamowienia-33497.html

 

Dziennik Gazeta Prawna

KPO i spółki budowlane. Rekordowe otwarcie roku Budimeksu

Tomasz Jóźwik | 9 maja 2024, 07:44

Napływ na rynek unijnych pieniędzy zwiększy skalę działania krajowych firm, ale może też oznaczać problemy z dostępnością pracowników czy cenami materiałów.

Wyniki branży budowlanej podlegają istotnym wahaniom sezonowym, a pierwsze miesiące roku są z reguły najtrudniejsze. Znalazło to odbicie w przychodach ze sprzedaży Budimeksu, największej pod względem skali działania krajowej spółki budowlanej. W tej pozycji rachunku wyników w raporcie za I kw. firma zanotowała 15-proc. spadek w ujęciu rocznym.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że produkcja budowlano-montażowa w pierwszych trzech miesiącach 2024 r. była niższa niż przed rokiem o 11 proc. Zysk netto Budimeksu w tym okresie wyniósł 120 mln zł, co jest najlepszym otwarciem roku w historii firmy. „Na wzrost rentowności operacyjnej w pierwszym kwartale złożyło się kilka czynników. Jednym z nich była stabilizacja cen oraz większa dostępność materiałów budowalnych i usług podwykonawców” – wyjaśniła spółka w raporcie.

Rentowność Budimeksu jest wysoka, mimo że w przededniu uruchomienia nowych projektów finansowych ze środków unijnych – Krajowego Planu Odbudowy i budżetu na lata 2021–2027 – popyt na usługi budowlane nie jest duży. Świadczy o tym na przykład poziom zatrudnienia, który w ostatnich dwóch latach nieznacznie się obniżył w branży, choć biorąc pod uwagę wszystkie krajowe przedsiębiorstwa uwzględniane w wyliczeniach przez GUS pracuje więcej osób. W ostatnim czasie firmy nie skarżą się na brak wykwalifikowanych pracowników, bo ich tak pilnie nie potrzebują. Ale niebawem ta sytuacja może się zmienić.

– Napływ pieniędzy z KPO i z nowego unijnego budżetu powinien korzystnie wpłynąć na poziom przychodów spółek budowlanych – ocenia Krzysztof Pado, analityk Domu Maklerskiego BDM.

Mimo mniejszej liczby zleceń, charakterystycznej dla okresów przejściowych między kolejnymi unijnymi budżetami, w niektórych segmentach rynku sprzedaż budownictwa w statystykach GUS była w I kw. najwyższa w historii. Udział sektora mierzony relacją sprzedaży do wielkości PKB utrzymuje się w ostatnich latach na poziomie 4,4–4,8 proc.

Niecała branża jest mocno zależna od pieniędzy z Brukseli – na przykład rozstrzygane w zeszłym roku przetargi drogowe w większości są realizowane z krajowych środków. To m.in. sprzyjało Budimeksowi, którego przychody regularnie rosną i zbliżają się do 10 mld zł rocznie.

Nie jest jednak przesądzone, w jakim stopniu nowy zastrzyk finansowy, widoczny przede wszystkim w takich segmentach jak kolejnictwo, projekty termomodernizacyjne czy inwestycje w OZE, wpłynie na zyski firm. Krzysztof Pado zwraca uwagę, że w podobnej sytuacji budownictwo znajdowało się na przełomie lat 2015 i 2016, kiedy również w Polsce zmieniała się rządząca koalicja i jednocześnie znajdowaliśmy się na przełomie kolejnych unijnych budżetów. – Również wtedy mieliśmy przegląd ważnych projektów i przygotowania do nowych inwestycji. Kiedy w 2017 r. pieniądze popłynęły szerszym strumieniem, to zaczęły się kłopoty ze wzrostem cen materiałów czy z dostępnością pracowników. Efekt był taki, że część firm specjalizujących się w generalnym wykonawstwie dużych inwestycji miała problemy i ich zyski nie rosły. Teraz może być podobnie – mówi Pado.

Na te możliwe negatywne konsekwencje potencjalnej „klęski urodzaju” nakładają się wysokie poziomy kursów wielu firm budowlanych na GPW. Inwestorzy giełdowi często starają z pewnym wyprzedzeniem reagować na zmiany warunków rynkowych, które mogą w istotny sposób wpływać na wyniki finansowe, więc akcje z tego sektora kupują już od dłuższego czasu. Od jesieni 2022 r. w branży trwa hossa, w efekcie której indeks WIG Budownictwo zyskał ponad 100 proc. i jest na najwyższym poziomie od pierwszej dekady XXI w. Blisko historycznych maksimów znajdują się notowania Budimeksu. Kurs akcji przekracza 700 zł po tym, jak podwoił się w ostatnich 12 miesiącach. Wszyscy analitycy zajmujący się spółką wyceniają jej akcje poniżej bieżących notowań. Wśród rekomendacji przeważają zalecenia sugerujące pozbycie się tych papierów.

– Biorąc pod uwagę wskaźniki wyceny, Budimex należy do najdroższych spółek budowlanych na świecie. Pewnym uzasadnieniem dla kursu jest regularna i dość wysoka dywidenda, ale w notowaniach zawarte jest także założenie, że wyniki finansowe będą się w najbliższych latach szybko poprawiać. Budimeksowi może się udać spełnić oczekiwania, jeśli będzie się szybko rozwijał na rynkach zagranicznych, gdzie coraz odważniej wychodzi – ocenia Krzysztof Pado. Analityk przyznaje, że wysokie poziomy kursów i wyceny części firm budowlanych stawiają pod znakiem zapytania dalszą zwyżkę kursów w budownictwie pod wpływem oczekiwań na poprawę wyników po napływie środków unijnych. Ale też dostrzega obszary rynku, w których jest jeszcze potencjał do wzrostu notowań. ©℗

Wartość produkcji budowlano-montażowej

Wartość produkcji budowlano-montażowej / Dziennik Gazeta Prawna – wydanie cyfrowe

https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/9503366,kpo-i-spolki-budowlane-rekordowe-otwarcie-roku-budimeksu.html