Budownictwo | 9 września 2022 r.

Bankier

Blocher: Rynek budowlany może się skurczyć o 30-40 proc., jeśli nie będzie nowych zamówień

publikacja 2022-09-09 11:54

Rynek budowlany może się skurczyć o 30-40 proc. w ciągu ok. dwóch lat, jeśli nie pojawią się nowe zamówienia – ocenił Dariusz Blocher, członek rady nadzorczej Budimeksu.

„Dla branży budowlanej to będą ciężkie lata, na szczęście z pewną poduszką finansową, bo lata 2020-2021 pozwoliły większości firm odbudować zasoby gotówkowe. Mamy bardzo dużo zmiennych, które się pojawiły: wojna, w związku z tym niepewność. Inwestorzy prywatni wstrzymują inwestycje, co najmniej 50 proc. Mamy bardzo wysoką inflację, gigantyczny wzrost kosztów nośników energii i wysokie stopy procentowe” – powiedział PAP Biznes Dariusz Blocher, w kuluarach Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

„Państwo polskie też dużo nie inwestuje, jest problem z poziomem inwestycji w drogi, na kolejach. Samorządy nie prowadzą inwestycji, bo nie są w stanie uzyskać oferty na poziomie zabudżetowanym. Pieniądze z KPO nie płyną, już powinniśmy konsumować pieniądze z nowej perspektywy unijnej, ważnej dla branży budowlanej. Jeśli to się nie wydarzy, to branża się skurczy o 40 proc. w ciągu dwóch lat” – dodał Blocher.

Jak wskazał, branża budowlana żyje z zawartych wcześniej kontraktów i portfel zamówień musi być uzupełniany.

„Jeśli nie będziemy uzupełniać portfeli zamówień w stopniu, którego byśmy oczekiwali, to będzie problem. W normalnych cyklach, gdy nie było koniunktury, gdy kończyły się perspektywy unijne, to produkcja budowlano-montażowa spadała o 15-20 proc. Jeśli dołożymy teraz jeszcze prywatnych inwestorów, którzy się boją, zawieszają przetargi, to będziemy mieć 30-40 proc. spadku rynku budowlanego, jako produkcji budowlano-montażowej” – powiedział.

„Już dzisiaj budujemy dużo mniej, ale tego nie widać, bo budujemy drożej” – dodał.

Jego zdaniem w najbliższych sześciu miesiącach nie powinno być upadłości firm budowlanych, ale jeśli nie będzie nowych zleceń z odpowiednimi cenami, to można się spodziewać bankructw, choć bardziej punktowo.

„Musi być napływ nowych zleceń. To uratuje te firmy, jeśli nie zaczną nierozsądnie konkurować” – powiedział Blocher.

Zauważył, że pojawiają się pewne regulacje, które mogą wspomóc branżę. Jak wskazał, GDDKiA podniosła indeksację cen do 10 proc. z 5 proc., o podobnym kroku myślą samorządy.

Blocher, pytany o sytuację na rynku materiałów budowlanych, odpowiedział: „Ceny stali są niższe, ale już słychać, że z powodu wysokich cen energii huty wygaszają produkcję, więc można się spodziewać wzrostów. W gospodarce jeszcze nie widzimy na dużą skalę wzrostu kosztów energii i gazu, gdyż większość firm ma zabezpieczone ceny energii na pół roku, na rok. Dopiero niedługo będzie to widać w cenach materiałów. Drożeją materiały oparte na chemii budowlanej, plastiki, kleje, farby. Kruszywa nie drożeją, ale ich przetworzenie już tak” – powiedział Dariusz Blocher.

Jego zdaniem w dłuższej perspektywie wielką szansą dla polskich firm budowlanych może być odbudowa Ukrainy.

Członek rady nadzorczej Budimeksu, pytany o drugie półrocze w grupie, odpowiedział: „Budimex ma wysoki portfel zamówień, prowadzi konserwatywną politykę w rachunku zysków i strat, tworząc rezerwy, gdy widzi ryzyka. Będzie stabilnie, rentowność nie będzie rosła w stosuku do II półrocza zeszłego roku, sprzedaż też nie, to będzie stabilne. Kurczyć się jednak będzie istotnie portfel zamówień”.

Blocher wskazał, że Budimex dywersyfikuje działalność, zwiększając przychody w usługach, wychodząc na rynki zagraniczne, rozwijając elektromobilność.

Anna Pełka (PAP Biznes)

pel/ gor/

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Rynek-budowlany-moze-sie-skurczyc-o-30-40-proc-jesli-nie-bedzie-nowych-zamowien-Blocher-8403340.html

 

W gospodarce

Budownictwo przyszłości to odpowiedź na potrzeby ludzi

Opublikowano: 2 września 2022, 22:30

Kondycja branży budowlanej to barometr stanu każdej gospodarki. W wartościach bezwzględnych w Polsce to 11–12 proc. rocznych dochodów sektora finansów publicznych. Dlatego za ważny i potrzebny należy uznać cykl debat dedykowanych temu sektorowi w ramach projektu wGospodarce.pl. Platforma rzeczywistej dyskusji pozwoliła całej branży wejść w dialog z administracją w obszarze kwestii kluczowych: rosnących cen materiałów, waloryzacji, regulacji prawnych czy wyzwań związanych z rynkiem pracy.

Półmetek kolejnego roku skłania do refleksji. Po okresie optymizmu związanego z odpornością branży budowlanej na negatywne skutki pandemii nadszedł rok naznaczony konfliktem za sąsiednią granicą. O ile okres epidemii mijał pod hasłem zerwanych łańcuchów dostaw czy chwilowych problemów z rękoma do pracy, o tyle obecnie naszą rzeczywistość dominują słowa „inflacja”, „rosnące koszty materiałów” czy „waloryzacja”. Odnosząc się do wzrostu cen materiałów budowlanych, to szczęśliwie na chwilę obecną proces ten wyhamował i można nawet zaobserwować tendencje odwrotne, aczkolwiek ich poziom w porównaniu z rokiem 2021 jest nadal wysoki. Analiza obecnych trendów wskazuje, że jest to powiązane m.in. ze zmniejszonym popytem rynkowym. Wyhamowanie sektora budownictwa mieszkaniowego oraz opóźnienia w wydawaniu decyzji ZRID powodują większą dostępność materiałów czy brygad roboczych. Nie można jednak na chwilę obecną uznać takiej sytuacji za trwałą – już dziś prognozujemy większe spadki w czwartym kwartale 2022.

Materiały, które nadal odnotowujemy na wysokim poziomie, są w dużej mierze uzależnione od czynników kosztotwórczych, takich jak gaz, ropa, energia, kursy walut. Przykładem takiego materiału jest np. szkło, używane w budynkach kubaturowych do realizacji fasad, a stanowi ono dość znaczną składową kosztową budynku. Dlatego we wszystkich zakresach, gdzie duży jest udział kosztów energii elektrycznej, paliwa, transportu, a materiały sprowadzane są z UE, nadal musimy uwzględniać w projekcjach kosztowych wzrost cen. W pozostałych – ceny są wysokie, ale jednak stabilne.

Problematyka rosnących w ekspresowym tempie cen materiałów nie tylko zdezaktualizowała kosztorysy realizowanych inwestycji, lecz także wywołała globalną dyskusję o konieczności podjęcia szybkich i skutecznych działań oraz o skutkach ich braku. Rynek zamawiających nie jest jednolity, bo to wachlarz podmiotów, począwszy od spółek Skarbu Państwa, a skończywszy na jednostkach samorządu terytorialnego czy inwestorach prywatnych. Wypracowanie jednego rozwiązania nie jest możliwe, ale zbudowanie porozumienia wokół problemu i woli jego rozwiązania – już tak.

W ramach prowadzonego ze stroną publiczną dialogu branża prezentuje pogląd, że waloryzacja to de facto zwrot kosztów. Nowe kontrakty, obecnie podpisywane, mają 10-procentowy limit waloryzacji, ale w budżecie to wciąż tylko 100 proc., a nie 110 proc. To tylko limit do wykorzystania. Na ile jest on naprawdę realny, można zobaczyć na kontraktach, które nie są limitowane. One do dzisiaj trwają, są realizowane, i tam waloryzacja wynosi kilkanaście procent, czasem nawet 20.

Niestety pięcioprocentowy limit na wielu kontraktach został już dawno przekroczony, a w obecnej sytuacji ich realizacja jest po prostu nieopłacalna dla firm. I to niczyja wina, że tego nie przewidziano. Wystąpiła sytuacja nadzwyczajna i należy w tej chwili takie kontrakty dostosować do realiów kosztowych albo od nich odstąpić. W tym kontekście wszyscy mamy już doświadczenia z poprzedniej dekady, że ponowne rozpisanie kontraktu przez stronę publiczną daje w efekcie kilkukrotnie droższe oferty niż utrzymanie i dostosowanie ich zapisów.

Z pewnością nie należy zapominać też o kontraktach realizowanych przez jednostki samorządu terytorialnego. Tam w zasadzie nie ma żadnych zapisów waloryzacyjnych, ponadto nie ma na nie finansowania, co stanowi dużo bardziej istotny problem. Tu również należy szukać rozwiązań, bo to często rynek małych wykonawców, którzy nie będą realizować zadań poniżej kosztów.

Reasumując wątek waloryzacji, trzeba podkreślić, że zapisy kontraktowe nie wytrzymały konfrontacji z tą nadzwyczajną sytuacją, jaką jest wojna. Na szczęście kilkumiesięczna dyskusja na rynku budowlanym, pod kątem wypracowania optymalnych rozwiązań, zaczyna przynosić efekty m.in. w postaci zawieranych już w inwestycjach drogowych aneksów do umów, urealniających warunki stosowania waloryzacji. Jako cała branża jesteśmy przekonani, że ekstrapolacja tych rozwiązań na pozostałe kontrakty to tylko kwestia czasu.

Odnosząc się do kwestii rynku pracy, według portalu wielkiebudowanie.pl od początku maja tego roku powoli rośnie liczba osób szukających pracy w budownictwie, choć wielkość zatrudnienia jest niższa niż w marcu. Wiosenna fala wzrostu zatrudnienia w budownictwie już minęła, a kolejnej bez wdrożenia środków z KPO nie będzie. A nawet jeśli te środki się pojawią, to i tak zostaną najwcześniej wdrożone w ramach projektów w przyszłym roku.

Oznacza to tyle, że w kolejnych miesiącach może spadać zapotrzebowanie na robotników budowlanych, a nadal będzie rosła liczba szukających pracy zwalnianych z upadających firm. Proces nie będzie szybki, ale pod koniec roku będzie już odczuwalny. Bezrobocie w budownictwie na pewno wzrośnie, mimo że obecnie aż 89 proc. firm budowlanych deklaruje niedobór kadr i chętnie zatrudnia. To katastrofalna dysproporcja generująca wzrost kosztów pracy.

Równocześnie na sytuację kadr w budownictwie należy patrzeć w szerszej perspektywie – wyzwań dla systemu edukacji. W połowie ubiegłego roku PARP opublikowała raport „Branżowy Bilans Kapitału Ludzkiego – branża budowlana”. Według badanych firm budowlanych głównym wyzwaniem branży w perspektywie pięciu lat jest starzenie się kadr, odpływ zagranicznych pracowników z polskiego rynku do państw Europy Zachodniej lub do krajów macierzystych, np. Białorusi, Ukrainy; brak zainteresowania młodzieży karierą w branży budowlanej w wyniku spadku jej prestiżu oraz brak nowych pracowników ze względu na niechęć młodych ludzi do podejmowania pracy fizycznej; zbyt wysokie oczekiwania płacowe młodych pracowników oraz ich niechęć do szkolenia i podnoszenia swoich kwalifikacji.

Generalni Wykonawcy zrzeszeni w ramach PZPB stoją na stanowisku, że rozwiązaniem powinna być odbudowa renomy szkół branżowych i techników oraz etosu zawodu budowlańca. Równie istotne jest dostosowanie aktualnego systemu kształcenia do sytuacji na rynku. Szkoły branżowe i zespoły szkół technicznych w zbyt małym stopniu obecnie uczą umiejętności praktycznych. Dlatego konieczny jest rozwój współpracy na linii biznes – edukacja, tak aby przyszli pracownicy mieli szansę na naukę u boku doświadczonych fachowców z wykorzystaniem rozwiązań technicznych i technologicznych stosowanych na współczesnych placach budów.

To szczególnie ważne, gdyż branżę czekają istotne przemiany technologiczne: technologie ekologiczne, zastosowanie energii odnawialnej w budownictwie, BIM, rosnąca automatyzacja czy kompetencje w zakresie wizualizacji 3D. Współczesny pracownik branży budowlanej to nie jest już przysłowiowy Maliniak, ale fachowiec z twardymi kompetencjami.

Co ważne, myśląc dziś o przyszłości branży budowlanej, należy podkreślić, że kierunek jej rozwoju determinują przede wszystkim oczekiwania partnerów biznesowych i klientów. Kondycja wykonawców będzie zależeć w tym samym stopniu od sytuacji gospodarczej, w tym wysokości dofinansowania unijnego w nowej perspektywie oraz skutecznych rozwiązań mitygujących skutki wojny na Ukrainie, inflację i wzrost cen materiałów.

Budownictwo przyszłości powinno być też odpowiedzią na potrzeby ludzi, co oznacza wyjście naprzeciw nowym wymaganiom dotyczącym energooszczędności czy ekologii. Głównym trendem wpływającym na branżę budowlaną będzie właśnie zapotrzebowanie na energię, które rośnie w dużym tempie. Powinno to stanowić dla nas impuls do wdrażania technologii, które pozwolą zoptymalizować procesy i zwiększyć wydajność, której rezerwy są nadal w budownictwie znaczące.

Piotr Kledzik prezes zarządu PORR

https://wgospodarce.pl/informacje/116561-budownictwo-przyszlosci-to-odpowiedz-na-potrzeby-ludzi

 

Rynek Infrastruktury

 1. STRABAG: Trudna sytuacja na kolei. Brakuje waloryzacji i przetargów

Łukasz Malinowski | 05.09.2022

– Wszyscy uczestnicy rynku wyrażają pogląd, że można zaimplantować wypracowane rozwiązania drogowe także do zadań realizowanych na kolei. Rozwiązanie tego problemu jest konieczne, gdyż jego brak może mieć wpływ na kondycję finansową firm działających na rynku kolejowym – mówi Wojciech Trojanowski, członek zarządu STRABAG. Dodaje także, że branża oczekuje na zapowiadane przez PKP PLK przetargi, których brak wpływa niekorzystnie na poziom wykorzystania potencjału wykonawców.

Łukasz Malinowski, Rynek Infrastruktury. Jak STRABAG obecną sytuację w sektorze budowlanym – zwłaszcza w zakresie inwestycji drogowych i kolejowych? Czy zróżnicowane podejście ustawodawcy do tych branż jest uzasadnione?

Wojciech Trojanowski, członek zarządu STRABAG: Sytuacja w sektorze budownictwa kolejowego jest obecnie trudna. Stan podpisanych umów na roboty kolejowe zlecone przez PKP PLK dla wszystkich uczestników rynku wynosi 1 mld PLN. Branża oczekuje na kolejne zapowiedziane przez PKP PLK przetargi. Wpływa to niekorzystnie na zaangażowanie potencjału produkcyjnego wszystkich wykonawców. Co więcej, obecny stan powoduje dużą walkę cenową o każdy kontrakt. Negatywny wpływ na sektor miała ubiegłoroczna przerwa w procesie przetargowym, która jednocześnie nałożyła się na okres wielkiej niepewności cenowej spowodowanej pandemią, inflacją i wojną w Ukrainie.

Sytuację na rynku kolejowym komplikuje fakt braku wypłat waloryzacji na kontraktach podpisanych przed wprowadzeniem tzw. wzoru koszyka waloryzacyjnego. Mamy nadzieję na przyjęcie rozwiązań waloryzacyjnych także dla tych, toczących się wieloletnich kontraktów, dla których wykonawca, w momencie składania ofert nie mógł przewidzieć inflacji i wzrostu cen w tak długim okresie. Co więcej na koszty realizacji zdecydowanej większości projektów kolejowych wpływa ma przedłużający się czas budowy m.in. ze względu na braku możliwości zamknięć torowych lub przedłużających się decyzji administracyjnych oraz innych powodów, których wykonawca nie mógł przewidzieć na etapie składania oferty. Konieczne jest zatem przyjęcie rozwiązań już wypracowanych, tak by wykonawców na rynku kolejowym i drogowym obejmowały podobne zapisy umów. Co oznacza podniesie limitu waloryzacji przynajmniej z 5 na 10% i wprowadzenie takiej zasady również na kontraktach nie posiadających tzw. koszyka waloryzacyjnego. Chodzi o waloryzację robót wykonanych i sprzedanych po 24 lutego 2022, czyli od daty, która kompletnie zmieniła otoczenie gospodarcze.

Jakie mogą być konsekwencje braku waloryzacji kontraktów kolejowych?

Konieczne jest wypracowanie podobnych rozwiązań do tych, które wprowadzono już w kontraktach drogowych. To jest proces, który powinien być kontynuowany na kolei. Brak takiego rozwiązania nie pozwala na procedowanie rzetelnego zwrotu waloryzacji nie tylko dla generalnych wykonawców, ale i dla podwykonawców. W umowach bowiem obowiązują analogiczne zasady rozliczeń jakie posiadają zapisy pomiędzy zamawiającym i generalnym wykonawcą. Wszyscy uczestnicy rynku wyrażają pogląd, że można zaimplantować wypracowane rozwiązania drogowe także do zadań realizowanych na kolei. Rozwiązanie tego problemu jest konieczne, gdyż jego brak może mieć wpływ na kondycję finansową firm działających na rynku kolejowym.

To może chociaż sytuacja na samym rynku budowlanym uległa poprawie? Wzrosty cen już wyhamowały, ale czy można mówić o poprawie?

Obecnie sytuacja na rynku cen materiałów budowlanych się nieco ustabilizowała. Przy czym niestety jest to stabilizacja na wysokim poziomie. Dla przykładu stal kosztuje obecnie już tyle ile przed wybuchem wojny w Ukrainie, jednak jest dwa razy droższa niż 2021 roku. Trudno obecnie oczekiwać dalszych spadków cen przy znaczących wzrostach kosztów energii elektrycznej. Zauważalny jest zmniejszony popyt na materiały budowlane, co powodowane jest słabnącymi inwestycjami. Z jednej strony maleje popyt, a z drugiej koszty wytwarzania i problemy logistyczne powodują utrzymywanie się cen na wysokim poziomie, co wpływa niekorzystanie na rentowność realizowanych kontraktów. Nawet jeśli gospodarka mocno wyhamuje, przy panujących obecnie realiach rynkowych, nie ma co liczyć na znaczące obniżki cen materiałów budowlanych.

Kolej i drogi to nie wszystko. Czekamy również na napływ funduszy z KPO oraz poprawę w segmencie samorządowym.

Oczywiście polska gospodarka czeka na środki z KPO, które w obecnej sytuacji z pewnością pomogłyby w realizacji wielu inwestycji infrastrukturalnych. Jednocześnie nie możemy zapominać o inwestycjach samorządowych, które zostały ujęte w tym programie. Nie są to bynajmniej same drogi. Wpisane zostały tam inwestycje w ochronę zdrowia oraz projekty związane z edukacją. Inwestycje regionalne w dużo większym stopniu niż infrastrukturalne zależne są od środków unijnych. Samorządy borykają się z problemami finansowymi, widzimy to w rozpisywanych przetargach, gdzie zakładane budżety w większości przypadków są znacząco niedoszacowane, poniżej składanych ofert. Rozbieżności sięgają od 20 % do nawet 40%. Blisko płowa przetargów samorządowych, ze względu na organiczne budżety jest unieważniana, ponieważ samorządy nie mają dodatkowych środków. Część inwestycji samorządowych ma powstać w ramach Programu inwestycji strategicznych Polski Ład. Tu także konieczne jest wprowadzenie mechanizmu waloryzacyjnego i wskazane byłoby wypracowanie i przyjęcie rozwiązań, które zaproponowano w kontraktach drogowych.

Pomimo tych wszystkich trudności jak dotąd produkcja budowlana w kraju rosła.

Dane GUS mówią, że w ujęciu rocznym, produkcja budowlano-montażowa w I półroczu 2022 roku wzrosła o 12 proc. Jednakże już w czerwcu była mniejsza o połowę. Widać, że spowolnianie wkroczyło do sektora. Znacząco wzrosły nie tylko koszty materiałów budowalnych. Wzrosły koszty kredytu, koszty pracy, nasiliły się problemy logistyczne są też braki kadrowe. Inwestorzy prywatni obserwują rynek i wstrzymują się z decyzjami o rozpoczęciu budowy obiektów komercyjnych. Nie wspomnę o znaczącym spowolnieniu w sektorze deweloperskim. Wszystko wskazuje na to, że tak duży wzrost produkcji już jest za nami – teraz wejdziemy w okres spowolnienia i ostrego hamowania w produkcji budowlano – montażowej w tym zakresie.

Ze względu na zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe popyt na tego typu inwestycje utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Ze względu na zmiany w strukturze łańcuchów logistycznych, konieczności składowania półproduktów i materiałów rynek ten będzie się z pewnością dalej rozwijał. Zauważmy, że ze względu na wojnę w Ukrainie, Polska, ze względu na wspólną granicę, stała się naturalnym zapleczem logistycznym dla naszego wschodniego sąsiada. Segment inwestycji publicznych ze względu na fundusze unijne z nowej perspektywy może otrzymać zastrzyk finansowy dopiero na przełomie 2023 i 2024 roku. Według przewidywań, inwestycje w tym sektorze budownictwa czeka z pewnością spowolnienie.

Na koniec wróćmy jeszcze do kwestii kadr. Szansą na jego rozwiązanie w pewnym stopniu było pozyskanie pracowników ze Wschodu. Wojna w Ukrainie to zmieniła, ale jak sytuacja wygląda po kilku miesiącach walk?

Polski sektor budowlany boryka się z brakami kadrowymi. Szacuje się, że w wyniku wojny na Ukrainie w budownictwie ubyło aż 30 proc. pracowników. Wiele inwestycji infrastrukturalnych jest prowadzonych we wschodniej części kraju. Tu konkurujemy o kadry, dotyczy to w szczególności w firm podwykonawczych. Jako firma mamy dość dobrą sytuacje kadrową, ze względu na potencjał związany z zatrudnieniem na kontraktach własnych pracowników. Dotyczy to także inwestycji kolejowych, gdzie siłami własnymi prowadzimy inwestycje. Co nie znaczy, że problem ten nas nie dotyka. Będzie on narastał ze względu na średnią wieku pracowników oraz brak zainteresowania młodych ludzi wejściem do zawodu. Dlatego podejmujemy starania związane z aktywizacją młodych, by zachęcić ich do rozwoju kariery zawodowej właśnie w branży budowlanej. Dzięki porozumieniu STRABAG z władzami miasta Rzeszowa od nowego roku szkolnego 2022 /2023 młodzież z Ukrainy będzie mogła uczyć się zawodu operatora maszyn i urządzeń do robót ziemnych i drogowych w Zespole Szkół Kształcenia Ustawicznego w Rzeszowie. Kształcenie odbywać się będzie według programu Ministerstwa Edukacji i Nauki i zapewni uzyskanie dyplomu i uprawnień zawodowych. Dla młodzieży z Ukrainy zagwarantowane będą także dodatkowe lekcje wyrównawcze z j. polskiego oraz poza nauką przedmiotów zawodowych: język ukraiński i kultura ukraińska. STRABAG objął patronatem klasę nauki zawodu oferując swoją pomoc przy organizacji zajęć kształcenia zawodowego. Podjęliśmy współpracę z Urzędem Pracy w Rzeszowie, który na naszych budowach kręci filmy w technologii wirtualnej rzeczywistości (VR), pokazujące charakter pracy operatorów maszyn, geodetów oraz brukarzy. Materiały te będą pokazywane na lekcjach doradztwa zawodowego uczniom najstarszych klas szkół podstawowych regionu, by zachęcić do kontynuowania nauki w zawodzie.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/mobile/strabag-trudna-sytuacja-na-kolei-brakuje-waloryzacji-i-przetargow-82783.html

 2. Blisko 4,8 mld zł na infrastrukturę w pobliżu planowanej elektrowni jądrowej

Elżbieta Pałys | źródło: RI | 06.09.2022

Wydatki związane z inwestycjami infrastrukturalnymi w związku z planowaną budową elektrowni jądrowej mają kosztować blisko 4,8 mld zł. Rząd chce je zagwarantować w specjalnym programie, który ma zapewnić wsparcie dla inwestycji drogowych, kolejowych i hydrotechnicznych w pobliżu planowanej elektrowni.

Mowa o programie Program wspierania inwestycji infrastrukturalnych w związku z realizacją kluczowych inwestycji w zakresie strategicznej infrastruktury energetycznej w województwie pomorskim. Taki dokument ma być przyjęty przez rząd jeszcze w trzecim kwartale tego roku.

Program ma być realizowany w latach 2022-2029 obejmować inwestycje, których finansowanie nie jest przewidziane w innych programach, a które mają się przełożyć na sprawna realizację infrastruktury energetycznej w woj. pomorskim.

W ramach szykowanego programu wspierane mają być inwestycje z trzech obszarów: hydrotechnicznego (budowa infrastruktury hydrotechnicznej w granicach pasa technicznego na obszarze gmin Choczewo lub Krokowa oraz na obszarach morskich), a także drogowego i kolejowego.

W obszarze drogowym chodzi o budowę drogi krajowej zapewniającej dojazd do przyszłej elektrowni – ma ją połączyć z drogą ekspresowa S6. GDDKiA rozpoczęła już proces przygotowania tej inwestycji.

W zakresie kolejowym chodzi o budowę, przebudowę lub remont infrastruktury kolejowej zapewniającej dojazd do gmin Nowa Wieś Lęborska, Lębork, Wicko, Łeba, Wejherowo, Choczewo, Gniewino i Krokowa, w zależności od realizowanego wariantu. Mowa o liniach kolejowych wraz z sieciami trakcyjnymi, stacjach pasażerskich, terminalach towarowych i obiektach inżynieryjnych. Także i PKP PLK rozpoczęły już przygotowania do tych inwestycji.

Na realizację programu planowane są wydatki z budżetu państwa w kwocie 4,782 mld zł. Z tego ponad 916 mln zł na inwestycje hydrotechniczne, 1,032 mld zł na inwestycje drogowe oraz ponad 2,834 mld zł na inwestycje realizowane przez PKP PLK.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/blisko-48-mld-zl-na-infrastrukture-w-poblizu-planowanej-elektrowni-jadrowej–82828.html

 

Wnp

 1. Porr z kontraktem na rewitalizację tunelu kolejowego z XIX wieku

ICH | Dodano: 08-09-2022 16:45

PKP PLK podpisały z konsorcjum firm Porr i Porr GmbH & Co. KGaA umowę na rewitalizację XIX-wiecznego tunelu kolejowego na linii Wrocław – Jelenia Góra koło Trzcińska (Dolny Śląsk). Wartość kontraktu to blisko 85 mln zł. Zakończenie prac przewidziane jest w 2024.

PKP Polskie Linie Kolejowe (PKP PLK) podały, że za blisko 85 mln zł inwestycję „Rewitalizacja tunelu liniowego w km 118,700 wraz z infrastrukturą towarzyszącą”, w ramach projektu „Prace na linii kolejowej nr 274 Wrocław – Zgorzelec na odcinku Wrocław – Jelenia Góra oraz przyległych łącznicach” zrealizuje konsorcjum Porr SA i Porr GmbH & Co. KGaA.

Wykonawca wykorzysta specjalną maszynę w technologii robót „tunel w tunelu”
– Nowoczesne technologie stosowane przy inwestycjach zapewniają dobrą jakość robót oraz utrzymanie dogodnych warunków podróży i przewozu towarów – powiedział Arnold Bresch, członek zarządu PKP PLK, cytowany w komunikacie.

– Takie rozwiązanie zastosujemy do przebudowy tunelu na trasie Wrocław – Jelenia Góra. Wykonawca wykorzysta specjalną maszynę w technologii robót „tunel w tunelu” – stwierdził Arnold Bresch.

Spółka podała, że prace obejmą odnowienie blisko 300 m tunelu. Wewnątrz obiektu rozebrana zostanie kamienna obudowa, którą zastąpi żelbetowa konstrukcja. Dzięki „poszerzeniu” tunelu będzie mogło, jak podano, przejeżdżać więcej pociągów i możliwe będą, nierealizowane obecnie, równoczesne przejazdy składów po obu torach.

Tunel między Trzcińskiem a Wojanowem powstał w II połowie XIX wieku
Renowacja obejmie ściany oporowe i odwodnienie. Wymienione zostaną tory i sieć trakcyjna.
Prace zaplanowano z wykorzystaniem technologii, która pozwoli na maksymalne utrzymywanie przejezdności linii. Użyta zostanie maszyna typu „TEM” w technologii robót „tunel w tunelu”.

PKP PLK wyjaśniają, że maszyna umożliwia skucie materiału skalnego poszerzenie tunelu do wymaganych wymiarów oraz „natryskanie” betonu na ściany. Obudowa maszyny tworzy wolną przestrzeń do bezpiecznego przejazdu pociągów bez zabudowy dodatkowych osłon toru.

PKP PLK podały, że tunel między Trzcińskiem a Wojanowem powstał w II połowie XIX w. Liczący 293 m długości obiekt znajduje się pod wzniesieniem Góry Tunelowej (440 m n.p.m.) na terenie Wzgórz Dziwiszowskich kilkanaście kilometrów od Jeleniej Góry . Obiekt jest ważny w przewozach pasażerskich. Zapewnia także obsługę sudeckich kopalni odkrywkowych.

https://www.wnp.pl/budownictwo/porr-z-kontraktem-na-rewitalizacje-tunelu-kolejowego-z-xix-wieku,620355.html

 2. Będzie dodatkowe 1,2 mld zł dotacji na budowę mieszkań

Bartosz Dyląg | Dodano: 09-09-2022 14:19

Bank Gospodarstwa Krajowego jeszcze w 2022 roku będzie mógł udzielić dodatkowo ponad 1,2 mld zł dotacji na budowę mieszkań. Wszystko dzięki zmianie w ustawie o finansowym wsparciu niektórych przedsięwzięć mieszkaniowych.

Dodatkowe środki pozwolą Bankowi Gospodarstwa Krajowego na wznowienie udzielania dotacji z programu bezzwrotnego wsparcia budownictwa. Pieniądze w programie są przeznaczone przede wszystkim na tworzenie i modernizację zasobów mieszkaniowych gmin.

– Zmiany ustawowe wynikają z ogromnego zainteresowania programem po ubiegłorocznym zwiększeniu poziomów dofinansowania inwestycji mieszkaniowych – mówi Przemysław Osuch, dyrektor Departamentu Funduszy Mieszkaniowych w BGK.

Podstawowa wysokość dofinansowania wynosi 80 proc. kosztów inwestycji. Dzięki wprowadzonym zmianom, jeżeli w trakcie realizacji koszty inwestycji wzrosną, bank będzie mógł podwyższyć wysokość wsparcia o nawet 20 proc. pierwotnie przyznanej kwoty.

– Do tej pory nie było to możliwe – określona w umowie kwota wsparcia stanowiła maksymalny limit dofinansowania. W sytuacji, kiedy na rynku mieszkaniowym dynamicznie rosną ceny materiałów i kosztów wykonania robót budowlanych, możliwość podwyższenia dofinansowania w trakcie realizacji przedsięwzięcia to znaczne wsparcie dla inwestorów – wyjaśnia Przemysław Osuch.

Do końca sierpnia do BGK wpłynęło ponad 300 wniosków na 1 mld zł
W ubiegłym roku BGK przyjął 288 wniosków i udzielił wsparcia w kwocie ponad 1,3 mld zł. Zainteresowanie programem nie słabnie, tylko do końca sierpnia do BGK wpłynęło ponad 300 wniosków na kwotę niemal 1 mld zł, wnioski obejmują realizację ponad 5 tys. lokali mieszkalnych.

Pieniądze w programie bezzwrotnego wsparcia budownictwa pochodzą z Funduszu Dopłat. Dzięki temu wsparciu z budżetu państwa od 2007 roku w całej Polsce powstało już prawie 27,5 tysiąca lokali mieszkalnych, mieszkań chronionych, miejsc w noclegowniach i domach dla osób bezdomnych, a kolejne 11,8 tysiąca jest w trakcie realizacji. Bank Gospodarstwa Krajowego przyznał na ten cel dotacje w łącznej wysokości 3,2 mld zł.

Wnioski o wsparcie z programu można składać przez cały rok. Wnioski kwalifikowane są do udzielenia wsparcia w okresie od lutego do końca września.

https://www.wnp.pl/budownictwo/bedzie-dodatkowe-1-2-mld-zl-dotacji-na-budowe-mieszkan,620700.html

 

Podatki | Prasówka | 7.09.2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Nie każdy udział wyklucza z estońskiego CIT

Łukasz Zalewski | 31 sierpnia 2022, 16:00

Posiadanie udziałów w kapitale rezerwowym towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych nie pozbawia prawa do wyboru ryczałtu od dochodów spółek – potwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Spytała o to spółka, która świadczy usługi montażu, a dodatkowo oferuje klientom ubezpieczenie od zdarzeń losowych, kradzieży oraz typu assistance. W tym celu zawiera umowy z ubezpieczycielem, który nie jest spółką prawa handlowego, tylko działa jako towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych (TUW).

Zgodnie z ustawą o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej (Dz.U. z 2021 r. poz. 1130 ze zm.) oraz swoim statutem podmiot ten może świadczyć usługi głównie dla swoich członków na zasadzie wzajemności. Wymaga to wykupienia przez członka udziałów w kapitale rezerwowym.

Spółka kupiła takie udziały za symboliczną kwotę 110 zł, stając się członkiem towarzystwa. Udziały te nie dają jej praw korporacyjnych, w tym prawa do udziału w zysku.

Jej wątpliwości dotyczyły tego, czy mimo posiadania tych udziałów może wybrać estoński CIT, czyli ryczałt od dochodów spółek. Artykuł 28j ust. 1 pkt 5 ustawy o CIT wymaga bowiem, aby spółka, która wybierze estoński CIT, nie miała udziałów (akcji) w kapitale innej spółki, tytułów uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym lub w instytucji wspólnego inwestowania, ogółu praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną oraz innych praw majątkowych związanych z prawem do otrzymania świadczenia jako założyciel (fundator) lub beneficjent fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym.

Spółka uważała, że użyte w tym przepisie pojęcie udziałów oznacza udziały w rozumieniu kodeksu spółek handlowych, a nie udziały w kapitale rezerwowym towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, niebędącego spółką w rozumieniu kodeksu spółek handlowych ani ustawy o CIT.

Przekonywała, że celem ustawowego ograniczenia było zablokowanie możliwości korzystania z estońskiego CIT przez podmioty powiązane.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej zgodził się z nią. Potwierdził, że towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych nie zostały wymienione w art. 28j ust. 1 pkt 5 ustawy o CIT jako podmioty, w których posiadanie udziałów (akcji) wyklucza opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek.

Zaznaczył, że jego interpretacja dotyczy tylko jednego warunku – wynikającego z art. 28j ust. 1 pkt 5 ustawy o CIT. Nie odnosi się do innych wymogów, które muszą być spełnione, by móc wybrać ryczałt od dochodów spółek.

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 22 sierpnia 2022 r., sygn. 0111-KDIB1-2.4010.138.2022.1.DP

https://podatki.gazetaprawna.pl/cit/artykuly/8527229,udzial-kapital-rezerwowy-estonski-cit.html

 2. Pożyczka od innej spółki: Czy trzeba płacić PCC?

Agnieszka Pokojska | 5 września 2022, 08:30

Spółka, która otrzymała pożyczkę od innej spółki zwolnionej z tego tytułu z VAT, nie płaci od tej umowy podatku od czynności cywilnoprawnych – potwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Spytała o to spółka jawna zajmująca się sprzedażą hurtową drewna, materiałów budowlanych i wyposażenia sanitarnego (spółka A). Jest ona czynnym podatnikiem VAT. Udzieliła ona spółce z o.o. (spółce B) pożyczki.

Z otrzymanej przez nią wcześniej interpretacji indywidualnej (z 30 czerwca 2022 r., sygn. 0113-KDIPT1-2.4012.297.2022.3.AM) wynikało, że pożyczka ta stanowi odpłatne świadczenie usług, o którym mowa w art. 8 ust. 1 ustawy o VAT i zasadniczo podlega opodatkowaniu. Zarazem jednak jest to czynność zwolniona z VAT na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 38 ustawy – potwierdzała tamta interpretacja.

Dyrektor KIS uważa bowiem, że takie usługi, mimo że sporadyczne, okazjonalne, jednostkowe i niepokrywające się z przedmiotem działalności gospodarczej pożyczkodawcy, też są zwolnione z VAT. Potwierdził to także w innych interpretacjach, np. z 5 sierpnia 2022 r. (sygn. 0111-KDIB3-1.4012.400.2022.4.WN), z 29 stycznia 2021 r. (0111 KDIB3-1.4012.986.2020. 2.KO).

Spółka A chciała się więc upewnić, że skoro udzielona przez nią pożyczka jest zwolniona z VAT, to spółka B (jako pożyczkobiorca) nie musi płacić od niej podatku od czynności cywilnoprawnych.

Dyrektor KIS to potwierdził. Przypomniał, że zgodnie z art. 2 pkt 4 ustawy o PCC nie są opodatkowane, z pewnymi wyłączeniami, czynności:
– w zakresie, w jakim są opodatkowane VAT,
– jeżeli przynajmniej jedna ze stron jest zwolniona z VAT z tytułu dokonania tej czynności.

Skoro zatem otrzymana przez spółkę B pożyczka jest zwolniona z VAT, to ma tu zastosowanie art. 2 pkt 4 lit. b ustawy o PCC i na spółce B nie ciąży obowiązek podatkowy w PCC – stwierdził dyrektor KIS. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 26 sierpnia 2022 r., sygn. 0111-KDIB2-2.4014.178.2022.1.PB

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8529029,pozyczka-od-innej-spolki-pcc.html

 3. Ulga B+R obejmuje też urlop i chorobę

Łukasz Zalewski | 5 września 2022, 08:15

Do kosztów kwalifikowanych działalności badawczo-rozwojowej można zaliczać również wydatki na wynagrodzenie za czas urlopu i zwolnienia chorobowego – orzekł NSA

Chodziło o obecny stan prawny, obowiązujący od 1 stycznia 2018 r. Ustawodawca doprecyzował wtedy art. 18d ust. 2 pkt 1 ustawy o CIT.

Sprawa dotyczyła spółki, która w związku z prowadzeniem działalności badawczo-rozwojowej ponosi koszty zatrudnienia pracowników oraz innych osób angażowanych na podstawie umów o dzieło lub zlecenia.

Spółka prowadzi ewidencję czasu pracy poświęconego przez poszczególne osoby na działalność badawczo-rozwojową. Oprócz wynagrodzeń zasadniczych płaci im za czas choroby i urlopu.

Spór z fiskusem dotyczył tego, czy należności za urlop i czas choroby przysługujące pracownikom oraz osobom zatrudnionym na podstawie umowy o dzieło lub zlecenia są kosztami kwalifikowanymi dla celów ulgi B+R.

Spółka była tego zdania, ponieważ – jak wskazywała – zgodnie z art. 18d ust. 2 pkt 1 ustawy o CIT, za koszty kwalifikowane uznaje się należności poniesione w danym miesiącu z tytułów, o których mowa w art. 12 ust. 1 ustawy o PIT – w takiej części, w jakiej czas przeznaczony na realizację działalności badawczo-rozwojowej pozostaje w ogólnym czasie pracy pracownika w danym miesiącu. Dlatego wszystkie należności pracownika realizującego działalność badawczo-rozwojową stanowią koszty kwalifikowane i to niezależnie od tego, czy chodzi o osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę, zlecenia czy umowy o dzieło – argumentowała spółka.

Nie zgodził się z nią dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. Stwierdził, że w czasie urlopu lub choroby pracownik nie realizuje działalności badawczo-rozwojowej. Dlatego jeżeli nie przepracuje pełnego miesiąca, to wynagrodzenie za czas urlopu lub choroby nie może być zaliczane do kosztów kwalifikowanych dla celów ulgi B+R.

Interpretację tę uchylił WSA w Olsztynie (sygn. akt I SA/Ol 441/19). Wyjaśnił, że kosztem kwalifikowanym są wszystkie składniki wynagrodzenia, które przysługują pracownikowi zgodnie z kodeksem pracy, także te za okres, kiedy nie wykonuje on pracy. Nie ma podstaw do wyłączenia przychodów, gdy pracownik B+R nie świadczy pracy z powodu urlopu, choroby lub innej usprawiedliwionej nieobecności – orzekł sąd.

Podkreślił natomiast, że zgodnie z art. 18d ust. 2 pkt 1 ustawy o CIT koszty zatrudnienia są kosztem kwalifikowanym w takiej części, w jakiej czas przeznaczony na realizację działalności badawczo-rozwojowej pozostaje w ogólnym czasie pracy pracownika w danym miesiącu. Dlatego należy obliczyć czas pracy ogółem i czas przeznaczony na działalność badawczo-rozwojową – po to, aby ustalić proporcję. Taką samą proporcję trzeba zastosować również do wynagrodzenia za okres choroby czy urlopu, i to niezależnie od tego, czy zatrudnienie jest na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenia czy o dzieło – stwierdził WSA, wskazując na art. 18d ust. 2 pkt 1a ustawy o CIT.

Zgodził się z tym Naczelny Sąd Administracyjny. Orzekł, że sąd I instancji prawidłowo zinterpretował art. 18d ust. 2 pkt 1 i 1a ustawy o CIT. Jak uzasadnił sędzia Sylwester Golec, świadczenia ze stosunku pracy obejmują wynagrodzenie nie tylko za czas pracy, lecz także inne należności składające się na wynagrodzenie pracownika. Artykuł 18d ust. 2 pkt 1 ustawy o CIT wskazuje też, jak należy rozdzielić koszty, które ponosi podatnik na działalność B+R i pozostałą.

– Trafne jest stwierdzenie, że kosztem tym są również świadczenia pracownicze, które wchodzą w zakres art. 12 ust. 1 ustawy o PIT, a które nie są wynagrodzeniem za pracę realnie wykonaną. Chodzi więc o wynagrodzenie za czas urlopu czy choroby – wyjaśnił sędzia Golec.

Zdaniem NSA tak samo trzeba podchodzić do wynagrodzenia z tytułu umów cywilnoprawnych.

orzecznictwo

Wyrok NSA z 1 września 2022 r., sygn. akt II FSK 3033/19

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8529607,orzeczenie-nsa-urlop-choroba-ulga-br.html

 4. Handel tokenami NFT – co z VAT i podatkiem dochodowym?

Mariusz Szulc | wczoraj, 07:24

Sprzedaż tokenów NFT jest opodatkowana na innych zasadach niż zbycie kryptowaluty – stwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w dwóch interpretacjach.

Obie są precedensowe. Wynika z nich, że podatnik powinien rozliczyć VAT już od samej wymiany tokena na wirtualną walutę. Natomiast na gruncie przepisów o podatku dochodowym jest to przychód z działalności gospodarczej, a nie z zysków kapitałowych.

NFT to cyfrowe zapisy
Obie interpretacje dotyczyły opodatkowania tokenów NFT (ang. non-fungible token). NFT to cyfrowe zapisy, są oparte na technologii blockchain, ale nie są kryptowalutą, ponieważ są niewymienialne.

Tokeny NFT stanowią cyfrowy certyfikat potwierdzający własność jakiegoś dzieła, np. sztuki graficznej, muzyki, filmu, przedmiotu z gry komputerowej (np. zbroi wojownika).

Mają unikalną wartość uzależnioną od ich wyceny. Nie ma jednego kursu wymiany, co różni tokeny od waluty wirtualnej, np. bitcoina, ethereum.

Tokeny z założenia nie spełniają definicji waluty wirtualnej
To oznacza, że tokeny z założenia nie spełniają definicji waluty wirtualnej w rozumieniu art. 2 pkt 26 ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 593 ze zm.). Kluczowym elementem waluty wirtualnej jest:
■ wymienialność w obrocie gospodarczym „na prawne środki płatnicze i akceptowane jako środek wymiany”,
■ możliwość przechowywania lub przeniesienia elektronicznego oraz
■ to, że może być ona przedmiotem handlu elektronicznego.

Skutki podatkowe handlu tokenami NFT
Tokeny NFT nie spełniają warunków tej definicji (bo są niewymienialne), ale zdarza się, że są one sprzedawane w celach inwestycyjnych za pośrednictwem giełd kryptowalut. Powstaje wtedy pytanie, czy można by je wówczas traktować jak wymienialną walutę wirtualną. Miałoby to kluczowe znaczenie dla opodatkowania.

Sprzedaż kryptowalut jest bowiem zwolniona z VAT jako świadczenie usługi finansowej. Tak orzekł Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku z 22 października 2015 r. (sygn. akt C-264/14).

Przychody z kryptowalut są traktowane jako przychody z zysków kapitałowych, z tym że podatek pojawia się dopiero, gdy kupujący wymieni kryptowalutę na towar, usługę lub na tradycyjną walutę. Podatek wynosi wtedy 19 proc., a transakcję należy rozliczyć podobnie jak sprzedaż papierów wartościowych (np. akcji), czyli w zeznaniu rocznym PIT-38.

Zdaniem dyrektora KIS nie dotyczy to jednak handlu tokenami NFT, bo z założenia nie spełniają one definicji waluty wirtualnej. Taki wniosek płynie z dwóch najnowszych interpretacji.

Jak NFT, to z VAT
Wystąpiła o nie spółka kapitałowa, która planuje poszerzyć zakres działalności gospodarczej o wytwarzanie, a następnie sprzedaż unikalnych NFT. Kupujący tokeny płaciliby za nie kryptowalutami, które spółka następnie wymieniałaby lub sprzedawała, by pozyskać inną kryptowalutę lub tradycyjną walutę.

Spółka uważała, że sprzedaż NFT w zamian za kryptowaluty będzie bez VAT, bo – jak argumentowała – transfer tokenu nie wiąże się z przeniesieniem jakichkolwiek praw własności intelektualnej do cyfrowego aktywa ani nie oznacza przyznania licencji. Nie jest też dostawą towaru, bo NFT nie jest towarem.

Nie można tego traktować również jako odpłatnego świadczenia usług, bo kryptowaluta nie jest prawnym środkiem płatniczym, towarem, usługą ani prawem majątkowym – przekonywała spółka.

Dyrektor KIS był jednak innego zdania. Stwierdził, że spółka wyświadczy odpłatną usługę wykorzystania mocy obliczeniowej komputera do wytworzenia NFT, a skoro otrzyma wynagrodzenie (w postaci kryptowaluty), to spełnione zostaną wszelkie warunki, aby świadczenie to było opodatkowane VAT.

Nie ma przy tym znaczenia charakter otrzymanego wynagrodzenia – wyjaśnił dyrektor KIS.

Biznes jak każdy inny
Dyrektor KIS nie zgodził się też ze spółką co do skutków tych transakcji na gruncie przepisów o podatku dochodowym. Spółka twierdziła, że uzyska przychód nie z chwilą sprzedaży tokenów NFT za kryptowalutę, lecz dopiero gdy pozyskaną w ten sposób kryptowalutę sprzeda na tradycyjną walutę.

Dyrektor stwierdził jednak, że w tym wypadku będziemy mieć do czynienia z innymi zasadami opodatkowania. Skoro bowiem tokeny NFT nie są kryptowalutą, to wskutek ich sprzedaży nie powstanie przychód ani z zysków kapitałowych, ani z praw majątkowych. Spółka uzyska przychód z prowadzonej działalności gospodarczej, a więc na podstawie art. 12 ust. 3 ustawy o CIT – stwierdził organ.

Wyjaśnił, że przychód ten powstanie w najwcześniejszym momencie, o którym mowa w art. 12 ust. 3a ustawy o CIT. Zgodnie z tym przepisem przychód powstaje z chwilą wydania rzeczy, zbycia prawa majątkowego lub wykonania usługi, albo częściowego wykonania usługi, nie później niż dzień wystawienia faktury albo uregulowania należności.

Interpretacje indywidualne dyrektora KIS z 26 sierpnia 2022 r. (sygn. 0111-KDIB1-1.4010.315.2022.6.SG) i z 29 sierpnia 2022 r. (sygn. 0111-KDIB3-1.4012.346.2022.7.ICZ)

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8530873,nft-tokeny-sprzedaz-vat-podatek-dochodowy-interpretacja-kis.html

 5. Zmiany w SLIM VAT 3 dobre dla sprzedawcy, niekoniecznie dla nabywcy

Łukasz Zalewski | dzisiaj, 07:00

Sprzedawca nie będzie musiał wystawiać faktury zaliczkowej, jeśli zaliczka i dostawa towaru lub wykonanie usługi będą w tym samym miesiącu. Ale za to nabywca będzie musiał czekać z odliczeniem podatku, aż otrzyma fakturę końcową.

Jeżeli dojdzie do opóźnienia dostawy lub wykonania usługi, to nabywca odliczy podatek naliczony później. Zdaniem ekspertów najbardziej mogą na tym ucierpieć nabywcy rozliczający VAT kwartalnie.

Dlatego eksperci radzą, by kontrahenci umawiali się między sobą, czy będzie jednak faktura zaliczkowa, czy jej nie będzie.

Formalnie jednak sprzedawca, który nie będzie chciał wystawiać faktury zaliczkowej, nie będzie musiał pytać kupującego o zgodę na to.

Dobra zmiana
Zmianę zakłada projekt nowelizacji kilku ustaw, w tym o VAT, zwany SLIM VAT 3. Przewidziano w nim dodanie do art. 106b ustawy o VAT nowych ustępów 1a i 1b.

Pierwszy z nich umożliwi sprzedawcom niewystawianie faktur zaliczkowych w określonych przypadkach. Jeżeli więc sprzedawca dostanie zaliczkę od nabywcy i w tym samym miesiącu dokona dostawy towaru lub wykona usługę, to będzie mógł:
– wystawić dwie faktury – zaliczkową i końcową, lub
– wystawić tylko fakturę końcową.

Nic nie zmieni się natomiast, jeżeli sprzedawca dostanie zaliczkę w jednym miesiącu, a dokona dostawy lub wykona usługę w innym. Wówczas – tak jak dziś – będzie musiał wystawić faktury zaliczkową i końcową.

Co więcej, zmiana ma dotyczyć tylko przypadków, gdy termin wystawienia faktury jest określany na ogólnych zasadach, zgodnie z art. 106i ust. 1 ustawy o VAT, a więc nie później niż 15. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym dokonano czynności (otrzymano całość lub część zapłaty od nabywcy).

Nic się nie zmieni, jeżeli ustawa o VAT przewiduje szczególne terminy wystawiania faktur (art. 106i ust. 3–8). Będzie to wynikać z nowego ust. 1b w art. 106b.

Dziś trzeba kombinować
Obecnie zdarza się, że podatnicy postępują w podobny sposób, jak to przewiduje SLIM VAT 3, ale – jak mówi Krystian Łatka, doradca podatkowy z Instytutu Studiów Podatkowych – nie ma przepisu, który by na to wprost pozwalał. Ustawa o VAT traktuje bowiem zaliczkę jako osobne zdarzenie wymagające udokumentowania fakturą.

– Sprzedawcy wystawiają więc tzw. hybrydowe faktury, wskazując w nich jako datę dostawy datę sprzedaży, a w dodatkowych informacjach – datę otrzymania całości lub części należności – wyjaśnia ekspert. To – jak mówi – upraszcza dokumentowanie i zmniejsza liczbę dokumentów, ale jest działaniem obok prawa.

– Jednocześnie od dawna funkcjonuje fakturowanie zbiorcze za okresy miesięczne, więc obecny wymóg osobnego fakturowania zaliczek jest nieuzasadniony – komentuje Krystian Łatka. Uważa więc planowaną zmianę za korzystną dla sprzedawców.

Zwraca również uwagę, że sprzedawcy będą mieli wybór – nie będą musieli wystawić faktury zaliczkowej, ale nadal będą mogli to zrobić. Słowem, sami będą decydować, czy wystawić jedną fakturę (tylko końcową), czy dwie (zaliczkową i końcową), jeżeli zaliczka i dostawa lub usługa będą w tym samym miesiącu.

Gdy będzie opóźnienie
Problem pojawi się, gdy dostawa lub wykonanie usługi się opóźnią i dojdzie do nich dopiero w kolejnych miesiącach. Co to oznacza dla sprzedawcy?

Tłumaczy to Agnieszka Bieńkowska, doradca podatkowy i partner w Gekko Taxens.

Przykład

W związku z zawarciem umowy o świadczenie usług projektowych sprzedawca otrzyma 1 marca od nabywcy zaliczkę w wysokości 90 proc. uzgodnionej należności. Strony ustaliły, że usługa zostanie wykonana do 31 marca. Sprzedawca postanowi skorzystać z uproszczenia i nie udokumentuje otrzymanej zaliczki fakturą.

Jeśli usługa zostanie wykonana do 31 marca, to sprzedawca będzie mógłby odstąpić od wystawienia faktury zaliczkowej i udokumentuje całość fakturą końcową.

Inaczej będzie, jeżeli sprzedawca nie dotrzyma umówionego terminu (np. z powodu opóźnienia po stronie podwykonawcy) i dostarczy projekt dopiero 1 kwietnia. Będzie to już inny miesiąc niż ten, w którym sprzedawca dostał zaliczkę.

W takiej sytuacji sprzedawca będzie musiał wystawić dwie faktury – jedną w celu udokumentowania otrzymania zaliczki, drugą w związku z ostatecznym wykonaniem usługi.

– Nie ma znaczenia, że faktura zaliczkowa będzie wystawiana już po zakończeniu usługi – tłumaczy Agnieszka Bieńkowska.

Faktura przed dostawą
Co w sytuacji, gdy sprzedawca nie wystawi faktury zaliczkowej, natomiast będzie chciał wystawić fakturę końcową jeszcze przed dostawą lub wykonaniem usługi?

– Ustawa o VAT już dziś dopuszcza wystawianie faktur do 60 dni przed dokonaniem dostawy lub wykonaniem usługi. Pakiet SLIM VAT 3 nie wprowadza zmian w tym zakresie – tłumaczy Agnieszka Bieńkowska.

Oznacza to, że po wejściu w życie tej nowelizacji sprzedawca będzie więc mógł wystawić jedynie fakturę końcową jeszcze przed dokonaniem dostawy lub wykonaniem usługi.

– Problem polega na tym, że na moment jej wystawienia sprzedawca nie będzie miał pewności, czy spełni warunki pozwalające na odstąpienie od obowiązku wystawienia faktury zaliczkowej – zwraca uwagę ekspertka.

Jeśli warunki te zostaną spełnione (dostawa lub usługa będą miały miejsce w tym samym miesiącu, co miesiąc otrzymania zaliczki), to wystawiona przez sprzedawcę faktura będzie poprawna.

– Jeśli jednak sprzedawca nie wystawi faktury zaliczkowej, a następnie nie spełni warunków pozwalających na odstąpienie od tego obowiązku (np. z uwagi na opóźnienia jego kontrahentów) i dostawa będzie miała miejsce w kolejnym miesiącu, to pojawi się wątpliwość, czy sporządzona faktura nie powinna zostać skorygowana i czy nie powinna zostać wystawiona brakująca faktura zaliczkowa – zwraca uwagę Agnieszka Bieńkowska.

Efekt będzie jednak taki, że zaległa faktura zaliczkowa będzie miała tę samą datę wystawienia, co faktura końcowa.

– Jeśli daty miałyby być te same, to czy różnica faktycznie ma polegać na wystawieniu dwóch dokumentów zamiast jednego? Czy nie można jednak uznać, że faktura końcowa w zakresie, w jakim dokumentuje kwotę zaliczki, jest jednocześnie fakturą zaliczkową? – zastanawia się ekspertka.

Dodaje, że już dziś dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej dopuszcza możliwość takiego „zbiorczego ujmowania”, mimo że nie wynika to z przepisów.

Problem dla nabywców
Zmiana będzie miała konsekwencje także dla kupujących. Dziś nabywca ma prawo odliczyć kwotę VAT naliczonego przypadającą na zapłaconą przez niego zaliczkę.

Po zmianach, jeżeli sprzedawca nie wystawi faktury zaliczkowej, to nabywca będzie musiał czekać z odliczeniem VAT, aż dostanie fakturę końcową.

Może to być niekorzystne zwłaszcza dla nabywców rozliczających się z VAT kwartalnie.

Agnieszka Bieńkowska tłumaczy to na przykładzie.

Przykład

W związku z zawarciem umowy o świadczenie usług projektowych sprzedawca otrzyma 1 marca od nabywcy zaliczkę w wysokości 90 proc. uzgodnionej należności. Strony ustaliły, że usługa zostanie wykonana do 31 marca. Sprzedawca postanowi skorzystać z uproszczenia i nie udokumentuje otrzymanej zaliczki fakturą.

Dojdzie jednak do opóźnienia po stronie podwykonawcy i w rezultacie sprzedawca przekroczy uzgodniony termin. Dostarczy projekt dopiero 1 kwietnia.

W takiej sytuacji sprzedawca będzie musiał wystawić dwie faktury – jedną w celu udokumentowania otrzymania zaliczki, drugą w związku z ostatecznym wykonaniem usługi.

Obie faktury wystawi w kwietniu i w tym miesiącu trafią one do nabywcy.

W konsekwencji nabywca będzie mógł odliczyć VAT dopiero w rozliczeniu za kwiecień. Nie będzie mógł odliczyć VAT naliczonego przypadającego na wpłaconą zaliczkę w rozliczeniu za marzec.

Jeżeli nabywca rozlicza VAT kwartalnie, to odroczenie odliczenia przesunie się na kolejny kwartał.

Warto się porozumieć
– Jeżeli nabywcy zależy na przyspieszeniu odliczenia podatku, to kontrahenci będą mogli ustalić, że zaliczka zostanie jednak odrębnie udokumentowana – zwraca uwagę Krystian Łatka.

Agnieszka Bieńkowska dodaje, że kontrahenci będą też mogli umówić się – tak jak obecnie – aby sprzedawca nie zwlekał z wystawieniem faktury końcowej do ostatniego dnia ustawowego terminu, czyli do 15. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym dokonano dostawy towaru lub wykonano usługę (otrzymano całość lub część zapłaty od nabywcy).

Jeśli przykładowo sprzedawca wie, że wykona usługę w styczniu, to aby uniknąć przesunięcia terminu odliczenia przez nabywcę na luty, obaj kontrahenci mogą zastrzec w umowie, że sprzedawca wystawi fakturę końcową i dostarczy nabywcy w tym samym dniu, w którym wykonana zostanie usługa.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8531578,vat-slim-vat-3-zmiany-sprzedawca-nabywca-podatki.html

 

Rzeczpospolita

 1. Zmiana formy działalności bez konsekwencji w PIT

01 września 2022 | Prawo co dnia | Aleksandra Tarka

Przy samym przekształceniu spółki z o.o. w akcyjną nie rośnie wartość rynkowych udziałów. Zmienia się tylko ich struktura i nie można mówić o uzyskaniu przez wspólników faktycznego dochodu.

W środę Naczelny Sąd Administracyjny wydał ważny wyrok dla wspólników firm, które planują zmianę formy działalności.

Konkretnie chodziło o przekształcenia spółki z o.o. w akcyjną. We wniosku o interpretację jeden z jej wspólników wyjaśnił, że w związku z rozwojem firmy wraz z pozostałymi planują zmianę jej formy. Na dzień przekształcenia nie zostaną jednak wniesione żadne dodatkowe składniki majątku. Skład osobowy, proporcja, w jakiej uczestniczą w kapitale zakładowym spółki, i suma kapitałów własnych też się nie zmienią. Co prawda wspólnicy nie wykluczyli zmiany wartości nominalnej, ale wartość rynkowa i bilansowa spółki przekształconej i wartość akcji na wspólnika pozostanie taka sama. Dlatego podatnik był przekonany, że przekształcenie będzie dla niego neutralne na gruncie PIT.

Inaczej uznał fiskus. Stwierdził, że podwyższenie kapitału zakładowego w związku z przekształceniem spowoduje powstanie u wspólnika dochodu z udziału w zyskach osób prawnych. Z wniosku wynika bowiem, że kapitał zakładowy spółki przekształconej może być wyższy niż przekształcanej. Podatnik uzyska więc faktyczne przysporzenie. To stanowisko zaakceptował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie.

Inaczej na sprawę spojrzał dopiero NSA. Uwzględniając skargę kasacyjną wspólnika. Podkreślił, że w spornym przypadku chodzi jedynie o przekształcenie spółki. Zmieniona zostanie tylko forma działalności. Nie zmieni się, ani nie podwyższy kapitał zakładowy. Dlatego w ocenie NSA nie można mówić o jakimkolwiek realnym wzroście wartości. Nie wynika on ani z opisu stanu faktycznego, ani z przepisów prawa, a nie można wprowadzać obowiązku opodatkowania czynności, które de facto mu nie podlegają. Przy przekształceniu spółki z o.o. w akcyjną praktycznie nie dochodzi do wzrostu wartości rynkowych udziałów. Zmienia się ich struktura, bo stają się one akcjami i proporcja zmiany udziałów do akcji może być różna.

Jak jednak wyjaśniła sędzia sprawozdawca Jolanta Strumiłło, nie polega to na uzyskaniu faktycznego dochodu przez wspólników, bo chodzi tylko o przekształcenie spółki, a nie o emisję akcji czy inne czynności.

Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: II FSK 2855/19.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479693-Zmiana-formy-dzialalnosci-bez-konsekwencji-w-PIT.html#.YxiYkuxBxhF

 2. Podatek zależy od wykorzystania nieruchomości przez firmę

02 września 2022 | Nieruchomości w Ekonomii | Aleksandra Tarka

Jeżeli podatnik twierdzi, że dana nieruchomość nie ma związku z jego działalnością, nie jest, a nawet nie może być w niej wykorzystywana, to fiskus musi rozważyć takie argumenty. W razie potrzeby ma przeprowadzić dodatkowe postępowanie dowodowe i odnieść się do tej kwestii.

Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Lublinie uwzględnił skargę spółki, która nie zgadzała się z wysokością naliczonego jej podatku od nieruchomości za 2019 r. Urzędnicy samorządowego fiskusa zażądali ponad 160 tys. zł. W dużej mierze wynikało to z przyjęcia do opodatkowania według najwyższej stawki gruntów oraz budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Fiskus wskazał m.in., że firma nie traci statusu przedsiębiorcy przez zawieszenie prowadzenia działalności gospodarczej. Posiadane przez niego grunty, budynki i budowle są nadal w posiadaniu prowadzącego działalność gospodarczą. A czasowe lub stałe niewykorzystywanie budynków oraz gruntów na działalność gospodarczą nie stanowi podstawy do naliczania podatku od budynków niezwiązanych z działalnością gospodarczą oraz gruntów pozostałych.

Spółka nie zgadzała się z taką wykładnią przepisów. Zarzucała urzędnikom zaniechanie wszechstronnego wyjaśnienia sprawy oraz dowolną, arbitralną i wybiórczą ocenę materiału dowodowego. Tłumaczyła, że dużą część budynków od 2005 r. wyłączyła z wykorzystywania do prowadzenia działalności gospodarczej, od dawna w miejscu ich położenia jej nie prowadzi, a od 28 grudnia 2018 r. w ogóle cała działalność jest zawieszona.

Urzędnicy nie zmienili zdania. Rację spółce przyznał dopiero lubelski WSA. Co prawda zgodził się z fiskusem, że co do zasady ma rację, iż zawieszenie działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę nie oznacza ustania jego bytu prawnego i prawnopodatkowego. Jednak zdaniem sądu dokonana w sprawie ocena nie uwzględnia ustaleń i dowodów, a przede wszystkim wskazań interpretacyjnych z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 24 lutego 2021 r. (sygn. SK 39/19). I to właśnie to orzeczenie miało istotny wpływ na rozstrzygnięcie.

Orzecznictwo TK nie pozostawia już bowiem wątpliwości, że przedsiębiorcy nie mogą być obciążani wyższą stawką podatku jedynie z powodu posiadania nieruchomości, które nie służą im do prowadzenia działalności gospodarczej. A pogląd ten ma swoje przełożenie na orzecznictwo sądów administracyjnych, w tym Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Jak tłumaczył WSA, wynika z niego, że posiadanie przez przedsiębiorcę nieruchomości nie może stanowić jedynego kryterium decydującego o możliwości uwzględnienia podwyższonej stawki opodatkowania.

W spornej sprawie co prawda spółka nie współpracowała w sposób należyty w ramach dokonania ustaleń powierzchni użytkowej. Ale odmówiła sprecyzowania danych dotyczących powierzchni użytkowej, powołując się na taki stan techniczny obiektów, który uniemożliwia ich opodatkowanie jako budynków. A już na pewno wyklucza stwierdzenie, że mogą one choćby potencjalnie i po wykonaniu remontu lub adaptacji służyć działalności gospodarczej.

I te okoliczności zdaniem WSA nie zostały należycie zbadane ani rozważone. Zwłaszcza że TK otworzył możliwość analizowania każdego przypadku pod kątem zarówno faktycznego, jak również potencjalnego związku nieruchomości z działalnością gospodarczą podatnika.

Podwyższona stawka opodatkowania nie będzie mogła znaleźć zastosowania w przypadku wystąpienia obiektywnej i niezależnej od przedsiębiorcy, a także niedającej się przewidzieć przeszkody, całkowicie uniemożliwiającej prowadzenie lub kontynuowanie działalności gospodarczej. Nie dotyczy to tylko sytuacji, gdy w czasie trwania takiej przeszkody przedsiębiorca, w posiadaniu którego znajduje się nieruchomość, samodzielnie podejmuje czynności mające na celu jej przygotowanie do przyszłej (planowanej) działalności, podnosi dla jej celów walory użytkowe nieruchomości, funkcjonalnie wiążąc ją z prowadzonym przedsiębiorstwem, lub rozlicza w ramach działalności gospodarczej inne koszty z nią związane.

Jeżeli podatnik twierdzi, że dana nieruchomość nie ma związku z jego działalnością, nie jest, a nawet nie może być w niej wykorzystywana, to w ocenie WSA fiskus obowiązany jest rozważyć takie argumenty, a w razie potrzeby przeprowadzić też dodatkowe postępowanie dowodowe i odnieść się do tej kwestii. Wyrok nie jest prawomocny.

Sygn. akt I SA/Lu 311/21

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479740-Podatek-zalezy-od-wykorzystania-nieruchomosci-przez-firme.html#.YxibPexBxhE

 3. Definicji działalności B+R nie można zawężać

05 września 2022 | Podatki i księgowość | Aleksander Sipior Adam Gawlik

Organ podatkowy nie ma kompetencji do modyfikowania wniosku o interpretację ani do kreowania stanu faktycznego. Nie może też wprowadzać własnych, pozaustawowych kryteriów oceny faktów opisanych przez wnioskodawcę – potwierdził NSA.

Sprawa dotyczyła spółki z branży CRO (contract research organization), która wspierając branżę farmaceutyczną, biotechnologiczną i sprzętu medycznego, zajmuje się świadczeniem usług w zakresie przeprowadzania badań klinicznych. Co istotne, spółka zajmuje się kompleksowym świadczeniem usług w tym zakresie, co oznacza m.in., że jej pracownicy wykonują prace badawczo-rozwojowe w ramach opracowywania strategii przeprowadzenia badań klinicznych. Spółka prowadzi również koordynację administracyjną procesu przeprowadzania tych badań (np. przygotowywanie wzorów oświadczeń zgody dla pacjenta czy umów ze szpitalem), a także pomaga opracować całą strategię wprowadzania produktu na rynek.

Spółka wystąpiła z wnioskiem o interpretację indywidualną, pytając czy prawidłowe jest jej stanowisko, zgodnie z którym działalność w zakresie badań klinicznych spełnia definicję działalności badawczo-rozwojowej, o której mowa w ustawie o CIT i tym samym czy ma prawo do odliczenia od podstawy opodatkowania kosztów kwalifikowanych prowadzonej działalności B+R. Organ podatkowy wskazał, że spółka podejmuje działania tylko pośrednio związane z działalnością badawczo-rozwojową. W jego ocenie rola spółki ogranicza się wyłącznie do wtórnego działania, a nie do przeprowadzania badań badawczo-rozwojowych, co jest istotą działalności B+R. W efekcie organ nie zgodził się, aby działalność spółki dotyczącą świadczenia usług w zakresie badań klinicznych zakwalifikować jako działalność badawczo-rozwojową.

Poszczególne etapy projektu…
Innego zdania był jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. W wyroku z 10 listopada 2021 r. (III SA/Wa 1162/21) wskazał, że bez działań spółki, które podejmuje w ramach badań klinicznych, nie jest możliwe ustalenie czy nowy lek działa i jak powinien być aplikowany. Tym samym, nie ma powodów do rozdzielania tego etapu prac badawczo-rozwojowych od prac teoretycznych. Dodatkowo sąd, powołując się sytuację związaną z pandemią Covid-19, wskazał, że uznanie badań klinicznych za element prac badawczo-rozwojowych nowej substancji leczniczej powinno być jasne i niezaprzeczalne.

Stanowisko organu było tym bardziej zaskakujące, że w oficjalnych objaśnieniach wydanych przez ministra finansów (dotyczących wprawdzie ulgi IP Box, czyli preferencyjnego opodatkowania dochodów z własności intelektualnej, ale odnoszącej się również do definicji działalności B+R) jako przykład działalności badawczo-rozwojowej wskazano prowadzony przez szpital specjalny program badań krwi dla pacjentów przyjmujących nowe leki w celu analizy wpływu leków na schorzenia i choroby pacjentów i odpowiedniej modyfikacji leków dla zwiększenia ich skuteczności w zwalczaniu schorzeń i chorób. Skoro zatem szpital, zaangażowany w proces badań klinicznych, został uznany za prowadzący prace badawczo-rozwojowe, to decyzja organu o odmiennym potraktowaniu podmiotu, który także jest zaangażowany w proces badań nad nowymi lekami, mogła budzić zastrzeżenia.

…stanowią jedną całość
Ostatecznie stanowisko WSA potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny. W uzasadnieniu do wyroku z 17 maja 2022 r. (II FSK 321/22) podkreślił, że innowacyjne procesy gospodarcze są na tyle skomplikowane, że bardzo często kolejne etapy prac przenikają się wzajemnie i są realizowane przez różne wyspecjalizowane podmioty. Nie można więc oddzielić etapu badań klinicznych od całego procesu wdrożenia nowego produktu na rynek. Tym samym, nie ma żadnych podstaw do rozdzielania i kwalifikowania wykonywanych przez spółkę prac prowadzonych nad powstaniem nowego leku jako badań bezpośrednich czy pośrednich i dokonywania ich oceny pod tym kątem.

NSA, podobnie jak wcześniej WSA, stanowczo podkreślił, że organ nie ma kompetencji do modyfikowania wniosku ani do kreowania stanu faktycznego. Nie może też wprowadzać własnych, pozaustawowych kryteriów oceny stanu opisanego we wniosku o interpretację, a takim było powołanie się na pośredni związek podejmowanych przez spółkę działań z działalnością badawczo-rozwojową.

DKIS uchyla się od odpowiedzi
Warto zauważyć, że ostatnie spory podatników z organami podatkowymi w zakresie interpretacji dotyczących działalności badawczo-rozwojowej (a w konsekwencji, korzystania z ulgi B+R oraz preferencyjnego opodatkowania dochodów z kwalifikowanych praw własności intelektualnej – IP Box) dotyczą w ostatnich latach nie tylko uznania prac poszczególnych podatników za działalność B+R, ale również samego faktu unikania przez dyrektora KIS udzielenia odpowiedzi na tak postawione pytanie. Organy podatkowe często domagają się od podatnika, by on sam w opisie stanu faktycznego (a zatem w tej części wniosku o interpretację, w której podatnik zobowiązany jest podać fakty, a nie ich własną ocenę prawną) wskazał, czy prowadzi działalność badawczo-rozwojową. Jeżeli podatnik nie chce udzielić takiej odpowiedzi (uznając, że jest to zadanie organu podatkowego), to odmawiają wydania interpretacji wskazując, że definicja działalności B+R nie jest elementem prawa podatkowego.

Także w tym zakresie sądy administracyjne stają po stronie podatników, czego przykładem jest wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 23 listopada 2021 r. (II FSK 1049/21), w którym sąd wskazał, że „Ze względu na bezpośrednie odwołanie się do tej ostatniej w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych i wyraźne wskazanie, że definicję tę należy rozumieć w konkretny sposób, tj. przedstawiony w ustawie – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, przedmiotowe zapisy są elementem systemu prawa podatkowego. Nie może ulegać wątpliwości, iż powinny być rozpatrywane przez organ w kontekście oceny prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej (…)”, a „stwierdzenie organu o wymijającej odpowiedzi skarżącego odnoszącej się do pytania na które oczekiwał odpowiedzi od organu interpretacyjnego, w ocenie Naczelnego Sądu Administracyjne świadczy o tym, że to organ uchylił się od ustosunkowania się do przedstawionego stanu faktycznego (do tego uzupełnionego przez skarżącego), domagając się od niego odpowiedzi na postawione we wniosku pytanie”.

Adam Gawlik jest Seniorem w dziale doradztwa podatkowego, EY Polska

Podstawa prawna:

∑ art. 4a pkt 26, 27 i 28 oraz art. 18d ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (tekst jedn. Dz.U. z 2021 r., poz. 1800 ze zm.)

Aleksander Sipior

starszy menedżer w dziale doradztwa podatkowego EY

Skarbówka stara się ograniczyć wykorzystanie ulg podatkowych

W ostatnim czasie obserwujemy w działalności dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej dwa niebezpieczne trendy w sprawach dotyczących ulg podatkowych związanych z działalnością badawczo-rozwojową. Pierwszy z nich polega odmawianiu podatnikom wydania interpretacji indywidualnej potwierdzającej, że prowadzona przez nich działalność, opisana w stanie faktycznym wniosku o interpretację, spełnia ustawowe kryteria B+R. Druga natomiast polega na wydawaniu interpretacji negatywnych, w których uzasadnienie odwołuje się do dodatkowych warunków, których ustawodawca nie wprowadził do przepisów. Oba te trendy w oczywisty sposób zmierzają do ograniczenia zakresu wykorzystania przez podatników ulg podatkowych, co wydaje się postawą sprzeczną z komunikowanymi przez Ministerstwo Finansów celami i zamierzeniami.

Na szczęście orzecznictwo sądów administracyjnych, zarówno w pierwszej, jak i drugiej instancji, zaczyna korygować zapędy dyrektora KIS w ograniczaniu praktycznego zastosowania ulg podatkowych. Widoczne jest to przede wszystkim w wyroku omawianym w artykule – jest on w oczywisty sposób ważny dla branży badań klinicznych (która chyba w ocenie każdego, z wyjątkiem dyrektora KIS, stanowi istotny obszar na mapie podmiotów kontrybuujących do postępu w istotnych dla społeczeństwa dziedzinach), ale także dla wszystkich innych podatników zainteresowanych tą preferencją. Istotność tego wyroku opiera się bowiem w szczególności na wyraźnym komunikacie do organów podatkowych, że nie mają one prawa stawiać jakichkolwiek warunków do skorzystania z ulgi B+R (co jednak powinno rozciągać się na wszystkie inne ulgi podatkowe), które nie zostały wprost wyrażone w treści przepisów podatkowych.

Po drugie, Naczelny Sąd Administracyjny dodatkowo daje do zrozumienia, że organy podatkowe są właściwe i upoważnione do oceny spełnienia kryteriów uznania działalności za B+R. W konsekwencji, podatnik opisujący wyczerpująco swoją działalność we wniosku o interpretację indywidualną, ma prawo oczekiwać, że interpretacyjny organ podatkowy do tego opisu się odniesie i wyda ocenę przedstawionego stanowiska. Wpisuje się to w pogląd wprost wyrażony przez NSA w wyroku z 23 listopada 2021 r. (II FSK 1049/21).

Orzeczenia sądów administracyjnych wydawane w ostatnich miesiącach stanowią istotny sygnał skierowany do organów podatkowych, wyznaczający ich rolę i kompetencje w procesie wykładni przepisów prawa podatkowego, której lustrzanym odbiciem są uprawnienia podatnika, a także zakres oceny stanów faktycznych w świetle przesłanek ustawowych. Podatnikom pozostaje mieć nadzieję, że dyrektor KIS w wydawanych interpretacjach weźmie pod uwagę kształtujące się orzecznictwo i skróci proces dochodzenia do poprawnych interpretacji podatkowych, oszczędzając podatnikom konieczności walki w sądach administracyjnych. Gdyby jednak tak się nie stało, ów sygnał jest także informacją dla podatników, że na etapie postępowań sądowo-administracyjnych mogą spodziewać się dobrej jakości analizy prawnej i poprawnego zastosowania istniejących już przecież od dawna przepisów.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479828-Definicji-dzialalnosci-B+R-nie-mozna-zawezac.html#.YxiaO-xBxhF

 4. Firma daje nocleg, więc jest przychód

06 września 2022 | Prawo co dnia | Monika Pogroszewska

Załoga zapłaci PIT od wartości udostępnionej kwatery.

Skarbówka wciąż niekorzystnie interpretuje przepisy dotyczące noclegów dla pracowników. Domaga się podatku od wartości kwatery, która jest udostępniona nieodpłatnie.

Tak było w sprawie spółki, która zatrudnia pracowników do obsługi linii produkcyjnych. Zapewnia im zakwaterowanie w hotelach i mieszkaniach prywatnych. Pracownicy ponoszą za to symboliczną opłatę. Zdaniem fiskusa, skoro spółka zapewnia załodze zakwaterowanie, to wartość tych świadczeń stanowi dla zatrudnionych przychód. Pracodawca musi obliczyć, pobrać i odprowadzić zaliczki na PIT.

Numer interpretacji: 0114-KDIP2-2.4011.510.2022.2.ASK

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479955-Firma-daje-nocleg-wiec-jest-przychod.html#.Yxia–xBxhF

 5. Wartości diet z tytułu podróży służbowych a koszty uzyskania przychodów

07 września 2022 | Rachunkowość | Jędrzej Król

Przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą w zakresie usług transportowych ma możliwość zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów wartości diet z tytułu podróży służbowych.

Jeżeli wydatki z tytułu diet za czas przebywania podatnika prowadzącego działalność gospodarczą w zakresie usług transportowych w podróży służbowej zarówno w Polsce, jak i za granicą, spełniają przesłanki zawarte w art. 22 ust. 1 ustawy o PIT, tj. zostały poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów z tej działalności, to podatnik ma prawo zaliczyć poniesione z tego tytułu wydatki do kosztów uzyskania przychodów prowadzonej działalności gospodarczej, jednakże wyłącznie w części nieprzekraczającej wysokości diet przysługujących pracownikom, określonej w odrębnych przepisach wydanych przez właściwego ministra.

To wniosek wynikający z wydanej 23 czerwca 2022 r. interpretacji dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej (0113- KDIPT2-1.4011.414.2022.2.ID).

Przedmiotowa interpretacja indywidualna zasługuje na uwagę ze względu na potwierdzenie przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej możliwości zaliczenia przez przedsiębiorcę prowadzącego działalność gospodarczą w zakresie usług transportowych do kosztów uzyskania przychodów wartości diet z tytułu podróży służbowych, związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą, do określonej wysokości.

Stan faktyczny
Stosownie do przedstawionego stanu faktycznego, wnioskodawcą jest osoba fizyczna, która prowadzi działalność gospodarczą w zakresie świadczenia usług transportowych na terenie Polski oraz poza jej granicami, będąca polskim rezydentem podatkowym podlegającym nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu w Polsce.

W celu zrealizowania wszystkich zamówień często sam właściciel kieruje pojazdami ciężarowymi w ramach świadczonych usług, tj. w celu realizacji przyjętego zlecenia na wykonanie usługi transportowej. W związku z tym, przebywa w podróży służbowej w kraju lub poza granicami Polski na takich samych zasadach jak pracownicy i ponosi koszty związane m.in. z dietą z tego tytułu.

Wnioskodawca wskazał, że wartość diet z tytułu podróży służbowych, w części nieprzekraczającej wysokości diet przysługujących pracownikom, określonych w rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 29 stycznia 2013 r. w sprawie należności przysługujących pracownikowi zatrudnionemu w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży służbowej (tekst jedn.DzU z 2013 r., poz. 167) obliczana jest na podstawie elektronicznego zapisu czasu pracy kierowcy dla każdego wyjazdu z określonymi datami i godzinami rozpoczęcia wyjazdu, przekraczania poszczególnych granic oraz zakończenia wyjazdu.

Następnie wnioskodawca wystąpił z wnioskiem do dyrektora KIS o wydanie interpretacji indywidualnej dotyczącej podatku dochodowego od osób fizycznych w zakresie możliwości zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów działalności gospodarczej wartości diet z tytułu podróży służbowych wyłącznie w jego zakresie jako właściciela – kierowcy, w części nieprzekraczającej wysokości diet przysługujących pracownikom.

Stanowisko KIS
Organ wskazał, że zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy o PIT kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. 23, co oznacza, że zaliczenie wydatków do kosztów podatkowych jest możliwe, jeżeli zostaną spełnione kryteria wynikające z ww. przepisu.

Regulacje prawne dotyczące zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów kosztów podróży służbowych osób prowadzących działalność gospodarczą zawarte zostały w art. 23 ust. 1 pkt 52 tej ustawy, zgodnie z którym nie uważa się za koszty uzyskania przychodów wartości diet z tytułu podróży służbowych osób prowadzących działalność gospodarczą i osób z nimi współpracujących – w części przekraczającej wysokość diet przysługujących pracownikom, określoną w odrębnych przepisach wydanych przez właściwego ministra.

Jak prawidłowo wskazał dyrektor KIS należy podkreślić odmienny charakter regulacji w przypadku pracownika i osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą. Pracownikowi cel podróży służbowej określa pracodawca w poleceniu odbycia podróży służbowej, natomiast w odniesieniu do przedsiębiorcy, istotnym kryterium dla uznania wyjazdu za podróż służbową powinno być ustalenie, czy wyjazd ma bezpośredni związek z prowadzoną działalnością.

Organ słusznie zauważył, że odesłanie art. 23 ust. 1 pkt 52 ustawy o PIT do pojęcia pracownika może mieć zastosowanie jedynie w kontekście ograniczenia wysokości diety z tytułu podróży służbowych osób prowadzących działalność gospodarczą, nie zaś samej zasady dopuszczalności zastosowania tego przepisu do wymienionych w nim podmiotów. Z regulacji tej wynika konieczność wyłączenia z kosztów podatkowych wartości diet z tytułu podróży służbowych osób prowadzących działalność gospodarczą, ale tylko w części przekraczającej wysokość diet przysługujących pracownikom. W konsekwencji, oznacza to, że osobom tym przysługuje prawo uwzględniania w kosztach uzyskania przychodu wartości diet za czas podróży służbowych w ramach określonego limitu, tj. do wysokości diet przysługujących pracownikom.

Powołane przepisy nie przewidują żadnych wyłączeń o charakterze przedmiotowym lub podmiotowym, wobec tego nieuprawnione jest różnicowanie osób prowadzących działalność gospodarczą według rodzaju tej działalności.

Jednocześnie należy podkreślić, że problematyka dotycząca podróży służbowych, odbywanych w ramach prowadzonej działalności gospodarczej wielokrotnie znajdywała odzwierciedlenie w orzecznictwie sądów administracyjnych, które ukształtowało w tym zakresie jednolitą linię rozstrzygnięć, wskazując, że nie znajduje uzasadnienia stanowisko, iż jedynie podróże mające na celu czynności incydentalne spełniają wymogi podróży służbowych, natomiast realizowanie zasadniczego przedmiotu działalności nie wchodzi w zakres podróży służbowych. W orzecznictwie przyjmuje się, że podróżą służbową jest również realizowanie przedmiotu działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę poza stałym miejscem działalności.

W konsekwencji, organ słusznie wskazał, że jeżeli wydatki z tytułu diet za czas przebywania w podróży służbowej zarówno w Polsce, jak i za granicą, spełniają przesłanki zawarte w art. 22 ust. 1 ustawy o PIT, tj. zostały poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów z tej działalności, to wówczas przysługuje prawo do zaliczenia poniesionych z tego tytułu wydatków do kosztów uzyskania przychodów prowadzonej działalności gospodarczej, jednak tylko w części nieprzekraczającej wysokości diet przysługujących pracownikom, określonej w odrębnych przepisach wydanych przez właściwego ministra, tj. w rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 29 stycznia 2013 r. w sprawie należności przysługujących pracownikowi zatrudnionemu w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży służbowej.

starszy konsultant w dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479973-Wartosci-diet-z-tytulu-podrozy-sluzbowych-a-koszty-uzyskania-przychodow.html#.Yxibs-xBxhF

 

PZP | Prasówka | 6 września 2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Unieważnienie przetargu dopuszczalne tylko wyjątkowo

Sławomir Wikariak | 1 września 2022, 08:05

Zamawiający nie może ot tak unieważnić przetargu, nawet jeśli popełnił błędy w specyfikacji. Zwłaszcza jeśli kolejny, na to samo, wszczyna dwa dni później – uznała Krajowa Izba Odwoławcza.

Urzędnikom czasem wygodniej jest rozpisać nowy przetarg, niż kontynuować już rozpoczęty. Jednak przepisy pozwalają na to tylko w konkretnych sytuacjach. Jedna z nich jest uregulowana w art. 256 ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1710). Przepis ten pozwala zamawiającym unieważnić postępowanie, jeżeli wystąpiły okoliczności powodujące, że dalsze jego prowadzenie jest nieuzasadnione. Klasycznym przykładem może być przetarg na remont budynku, który w trakcie jego prowadzenia się zawalił. Oczywiste jest, że skoro nie ma czego remontować, to nie można udzielić takiego zamówienia.

W prowadzonym przez gminę Miedzna przetargu na budowę przydomowych oczyszczalni taka sytuacja nie wystąpiła. Na specyfikację wniosła natomiast odwołanie jedna z zainteresowanych tym zleceniem firm. Zamawiający uwzględnił je w całości. Zamiast jednak wprowadzić zmiany w dokumentacji, unieważnił przetarg, powołując się na wspomniany art. 256 ustawy p.z.p. Dwa dni później ogłosił zaś kolejny dokładnie na to samo. Specyfikacji jednak nie zmienił.

W związku z nowym postępowaniem jedna firma wniosła dwa odwołania. Pierwsze kwestionujące unieważnienie poprzedniego przetargu, drugie dotyczące postanowień specyfikacji w nowym. Zwróciła uwagę, że w uzasadnieniu decyzji o unieważnieniu zamawiający przeczy samemu sobie. Z jednej bowiem strony przekonuje, że kontynuowanie wcześniejszego przetargu jest nieuzasadnione z powodu szeregu zmian, które musiałby wprowadzić do specyfikacji, z drugiej natomiast, już dwa dni później, publikuje nowe ogłoszenie o tym samym zamówieniu, z praktycznie niezmienioną dokumentacją. Polski przepis dotyczący unieważnienia postępowania jest odzwierciedleniem unijnej regulacji. W motywie 81 dyrektywy 2014/24/UE w sprawie zamówień publicznych rzeczywiście przewidziano możliwość unieważnienia przetargu w przypadku zmiany specyfikacji, ale tylko wtedy, jeśli istotnie modyfikowany jest charakter zamówienia. Tu zaś trudno mówić o takiej sytuacji, skoro przedmiot zamówienia jest ten sam, a co więcej, dokumentacja też nie została zmieniona.

Krajowa Izba Odwoławcza w pełni zgodziła się z tą argumentacją. Jej zdaniem wszystkie działania zamawiającego przeczą temu, co sam napisał w uzasadnieniu decyzji o unieważnieniu przetargu.

„Zamawiający bowiem ogłosił nowe postępowanie na tożsamy przedmiot zamówienia (okoliczność bezsporna) już dwa dni później. Nie dokonał zapowiadanych zmian, nie zmienił się charakter zamówienia, jego zakres pozostał bez zmian, nie uległ również zmianie krąg potencjalnych zainteresowanych wykonawców. Inaczej mówiąc, wbrew stwierdzeniom zamawiającego, dalsze prowadzenie poprzedniego postępowania było i nadal jest zasadne” – napisał w uzasadnieniu wyroku przewodniczący składu orzekającego Ryszard Tetzlaff. Nakazując kontynuowanie poprzedniego przetargu, zwrócił dodatkowo uwagę, że zamawiający musi zmodyfikować specyfikację zgodnie z żądaniami wykonawcy, skoro sam się do tego zobowiązał, uwzględniając wcześniejsze odwołanie.

– Zamawiający wszczyna postępowanie po to, aby wybrać ofertę i zawrzeć umowę, a następnie zrealizować przedmiot zamówienia. Dlatego też przesłanki unieważnienia postępowania muszą być przestrzegane ściśle – komentuje wyrok Mateusz Brzeziński, partner w kancelarii JBP Jarzyński Brzeziński Partners, która reprezentowała odwołującą się firmę.

– Jeżeli zatem zamawiający będzie chciał w niedalekiej przyszłości przeprowadzić kolejne postępowanie na ten sam przedmiot zamówienia, to nie będzie ziszczała się możliwość dokonania czynności unieważnienia postępowania na podstawie art. 256 p.z.p. Obowiązkiem zamawiającego jest udowodnienie, że w jego interesie nie leży prowadzenie postępowania w tym konkretnym przedmiocie zamówienia. Jeśli zaś dalej chce nabyć dany przedmiot zamówienia, może dokonywać stosownych zmian specyfikacji bez konieczności unieważniania postępowania – dodaje. ©℗

orzecznictwo

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 11 sierpnia 2022 r., sygn. akt KIO 2027/22 i 2028/22 (sprawy połączone)

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8527564,kiedy-mozna-uniewaznic-przetarg.html

 2. Specustawa waloryzacyjna: Będzie możliwość podwyższania wynagrodzeń dla firm realizujących publiczne kontrakty

Sławomir Wikariak | wczoraj, 08:35

Rządowa autopoprawka, do której dotarł DGP, ma umożliwić podwyższanie wynagrodzeń dla firm realizujących publiczne kontrakty. Przedsiębiorcy uważają jednak, że nie poprawi znacząco ich sytuacji

Coraz większą inflację szczególnie odczuwają firmy realizujące kontrakty publiczne, gdyż wielu zamawiających odmawia podwyższenia wynagrodzeń. Już w czerwcu Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiedziało przygotowanie projektu specustawy waloryzacyjnej. Nowe rozwiązania mają jednak trafić do projektu o zmianie niektórych ustaw w celu uproszczenia procedur administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców, który znajduje się już w Sejmie. MRiT przygotowało do niego poprawkę, która ma wprowadzić regulacje umożliwiające zmiany w umowach o zamówienia publiczne, w tym podwyższanie wynagrodzeń.

Zmiany już dziś dopuszczalne
Poprawka wprowadza do wspomnianej ustawy art. 41a, zgodnie z którym „w związku z istotną zmianą cen materiałów lub kosztów związanych z realizacją zamówienia, których zamawiający, działając z należytą starannością, nie mógł przewidzieć, dopuszczalna jest zmiana umowy”. W kolejnych punktach przepis ten precyzuje, że możliwa jest zmiana wysokości wynagrodzenia, dodanie klauzul waloryzacyjnych w umowach, które ich nie przewidywały, albo podwyższenie ich wysokości. Warunek? Wzrost wynagrodzenia nie przekroczy 50 proc. wartości pierwotnej umowy. Dopuszczalna jest również modyfikacja zakresu świadczenia, terminu lub sposobu wykonania.

– Niestety trudno mieć nadzieję, żeby ta ustawa poprawiła sytuację wykonawców. Zmiana umowy, tak jak jest to obecnie, będzie uzależniona wyłącznie od widzimisię zamawiającego. Albo zechce podwyższyć wynagrodzenie, albo nie. Projekt zakłada bowiem fakultatywność waloryzacji. Czyli w praktyce jedynie potwierdza to, co było wiadome już od dawna – że z uwagi na wyjątkową sytuację zmiany umów są dopuszczalne – zauważa Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Mówiąc wprost – dziś także, bez tych nowych przepisów, zamawiający mogą podwyższać zapłatę wykonawcom. Już w marcu 2022 r. Urząd Zamówień Publicznych wydał opinię, która potwierdziła możliwość zmiany umów z powodu nadzwyczajnej sytuacji na rynku wynikającej z napaści Rosji na Ukrainę. Ostatnio stanowisko w tej sprawie zajęła też Prokuratoria Generalna RP, która w swych wytycznych zachęca do zmian w kontraktach, przekonując, że ostateczne koszty upadłości przedsiębiorców może ponieść sama administracja. Przepisy proponowane przez MRiT sankcjonują więc coś, co jest jak najbardziej dopuszczalne także na podstawie obecnego prawa. Z czego zresztą część zamawiających korzysta, przystając na waloryzację kontraktów (patrz: infografika). Problem w tym, że są oni w mniejszości. Nowe regulacje tego nie zmienią, bo decyzja o tym, czy zgodzić się na aneks, czy też nie, nadal będzie indywidualnie podejmowana przez organizatorów przetargów.

Na podstawie wskaźnika GUS
Projekt nie precyzuje też żadnej procedury związanej z ewentualną waloryzacją. Nie określa chociażby terminu, w jakim zamawiający powinien ustosunkować się do wniosku wykonawcy, nie nakazuje uzasadniania podjętej decyzji. W praktyce zamawiający nadal będą więc mogli zwyczajnie ignorować prośby przedsiębiorców, pozostawiając je bez jakiejkolwiek odpowiedzi. Jedyną drogą pozostanie im dochodzenie roszczeń przed sądem. Mogą też oczywiście zrywać umowy, tyle że, jak ostrzega Prokuratoria Generalna RP we wspomnianym stanowisku, będzie to niekorzystne dla strony publicznej. Jeśli bowiem uwzględni się upadłość przedsiębiorcy, odstąpienie przez niego od umowy, konieczność inwentaryzacji i zabezpieczenia robót oraz czas potrzebny na przeprowadzenie kolejnego przetargu, to koszty dla zamawiającego bez wątpienia znacznie przewyższą podwyżkę, której domaga się dotychczasowy wykonawca. Tym bardziej że nowy w swej ofercie zaproponuje już dużo wyższą cenę, uwzględniającą inflację.

Poprawka wprowadza natomiast regulację, która może uprościć zasady zmian kontraktowych, o ile oczywiście zamawiający się na nią zgodzi. Przewiduje bowiem wprost możliwość określenia wysokości waloryzacji na podstawie wskaźników zmiany cen i kosztów, w tym wskaźnika ogłaszanego przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Mogłoby to ograniczyć formalności. Wielu zamawiających wymaga bowiem dokładnego wykazania wzrostu kosztów, czasem nawet żądając potwierdzenia, ile w dniu tankowania wynosiła cena benzyny. Zgodnie z propozycją można byłoby się odwołać do ogólnych danych, nawet wysokości inflacji, i na tej podstawie zwiększać wynagrodzenie.

Projekt mówi o równomiernym rozkładzie zwiększanych kosztów wykonania zamówienia.

– Niepokoi mnie to sformułowanie. Po pierwsze, nie jestem pewien, jak je rozumieć, bo nie jest równoznaczne z podziałem po połowie. Po drugie, to zamknięcie możliwości podwyższenia wynagrodzenia powyżej tego pułapu, nawet gdyby zamawiający sam uznał, że jest to niezbędne, choćby z powodu tego, że wykonawca udowodnił mu wyjątkowo znaczący wzrost kosztów – zwraca uwagę Grzegorz Lang.

Jeśli dojdzie do podwyższenia wynagrodzenia, to zgodnie z rządową propozycją przedsiębiorca byłby zobowiązany do podwyższenia zapłaty swym podwykonawcom w zakresie odpowiadającym zmianom cen materiałów lub kosztów tych ostatnich. ©℗

Skokowy wzrost zmian w umowachSkokowy wzrost zmian w umowach / Dziennik Gazeta Prawna – wydanie cyfrowe

Etap legislacyjny
Projekt ustawy, do której skierowano poprawkę, jest po I czytaniu w Sejmie i trafił do komisji nadzwyczajnej ds. deregulacji

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8529074,waloryzacja-zamowienia-publiczne-specustawa.html

 3. Stołeczny ratusz nie składa broni w sprawie śmieci

Sławomir Wikariak | dzisiaj, 06:30

Ważą się losy miliardowego kontraktu na odbiór warszawskich odpadów. Urzędnicy przekonują przed sądem, że mają prawo zlecić go bez przetargu miejskiej spółce MPO.

Warszawski ratusz uznał, że może z wolnej ręki udzielić zamówienia na odbiór odpadów z połowy stołecznych dzielnic. Opiewająca na ok. 974 mln zł umowa na lata 2022-2026 miała zostać zawarta z Miejskim Przedsiębiorstwem Oczyszczania w m.st. Warszawie z wykorzystaniem procedury in-house. Zablokowała ją jednak Krajowa Izba Odwoławcza, która uznała, że stolica nie spełniła ustawowych warunków, by skorzystać ze wspomnianej ścieżki. Miasto oraz MPO walczą przed sądem o uchylenie tego orzeczenia. Po trwających cały dzień wystąpieniach stron Sąd Okręgowy w Warszawie odroczył rozprawę do 23 września 2022 r. Prawdopodobnie wtedy zapadnie wyrok. Wcześniej przed tym samym sądem wyznaczone są terminy trzech innych spraw dotyczących tego samego zamówienia, tym razem ze skarg przedsiębiorców. Choć wygrali oni przed KIO, to izba nie uwzględniła ich wszystkich zarzutów, dlatego postanowili walczyć dalej przed sądem.

Procedura in-house – jaki przychód się liczy
In-house jest wyjątkiem od naczelnej zasady udzielania zamówień publicznych, czyli konkurencyjności. Zarówno unijny, jak i polski ustawodawca uznał, że można z niej zwolnić spółki komunalne, które należą do samorządu, nie mają kapitału prywatnego i świadczą ponad 90 proc. działalności na rzecz macierzystej jednostki. KIO w swym wyroku uznała, że w przypadku Warszawy ten ostatni warunek nie jest spełniony.

Biegły rewident potwierdził, że to z miejskiej kasy pochodzi 90 proc. wszystkich przychodów osiąganych przez MPO. Zdecydowana większość z nich dotyczyła wywozu i zagospodarowania śmieci. Problem w tym, że MPO nie jest w stanie samodzielnie ich zagospodarować, bo nie dysponuje instalacją, która mogłaby przetworzyć wszystkie odpady. Dlatego też sporą część zleca przedsiębiorstwom prywatnym. Robi to przez organizację otwartych przetargów publicznych. Ostatecznie to jednak nie MPO, tylko prywatne firmy przetwarzają część śmieci. Choć więc miasto płaci za to swej spółce komunalnej, to ta z kolei z tych pieniędzy opłaca usługi dalszych podwykonawców. Zdaniem KIO cała część, która jest dalej podzlecana, nie może być wliczona do wspomnianych 90 proc. przychodu.

„Zamawiający zaliczył do przychodu z powierzonych MPO do realizacji zadań tę część, jaką MPO uzyskuje nie z racji faktycznego świadczenia usługi polegającej na zagospodarowaniu odpadów, ale udziału w organizacji tego zagospodarowania, co następowało w formule ogłaszanych przetargów. Faktyczna rola MPO w tym zakresie sprowadzona została do organizatora przetargu i podmiotu pośredniczącego w przekazywaniu środków na wynagrodzenie należne z tytułu świadczenia usługi podmiotom trzecim” – napisano w uzasadnieniu wyroku KIO (sygn. akt 561/22, 563/22, 573/22, 574/22, 575/22, 577/22, 579/22, 581/22, 587/22, 589/22).

Miasto i MPO podważają w swych skargach tę interpretację. Ich zdaniem żaden z przepisów nie wymaga tego, by zadania zaliczane jako działalność na rzecz miasta musiały być realizowane samodzielnie, bez udziału podwykonawców. Podczas rozprawy pełnomocnicy złożyli do akt opinię departamentu prawnego Urzędu Zamówień Publicznych, która ma być zbieżna z tą argumentacją.

– Potwierdza ona wykładnię przepisów in-house, zgodnie z którą przy badaniu przesłanki przychodowej zasadniczo nie ma znaczenia źródło przychodów wykonawcy, o ile są skorelowane z zadaniami powierzonymi przez zamawiającego – w przypadku mojego mocodawcy z zagospodarowaniem odpadów z m.st. Warszawy. Wykonawca realizujący takie zadania może posiłkować się przy tym osobami trzecimi – mówi dr Robert Siwik, radca prawny, adiunkt INP PAN, pełnomocnik MPO.

Zamówienia publiczne – czy sprawdzać potencjał techniczny?
KIO uznała również, że MPO nie wykazało potencjału technicznego (wystarczającej liczby specjalistycznych samochodów) oraz kadrowego (wystarczającej liczby pracowników), by móc obsłużyć dziewięć dzielnic. To zaś ma świadczyć o tym, że miejska spółka musiałaby skorzystać z pomocy podwykonawców, co z kolei jest zakazane przepisami, przynajmniej w zakresie kluczowej części zamówienia.

To również zostało zakwestionowane przed sądem. Pełnomocnicy miasta i MPO zwrócili uwagę, że art. 214 ust. 1 pkt 11 ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1710), który wskazuje wszystkie warunki niezbędne do skorzystania z procedury in-house, w żaden sposób nie wspomina o weryfikacji potencjału. Taką interpretację także ma potwierdzać opinia UZP. Rzeczywiście w tym dokumencie napisano, że konieczność osobistego wykonania kluczowej części zamówienia „nie stanowi dodatkowej przesłanki udzielenia zamówienia w trybie z wolnej ręki na podstawie art. 214 ust. 11 ustawy p.z.p., lecz jest samodzielnym przepisem, wskazującym na szczególny charakter zamówień typu in-house”.

– Cieszymy się, że UZP podzielił stanowisko miasta i MPO w dwóch kluczowych dla sprawy kwestiach prawnych. Po pierwsze, że ustawa p.z.p. nie wprowadza warunku co do konieczności osobistego wykonania usług dla zaliczenia przychodów w ramach oceny spełnienia przesłanki przychodowej. Po drugie, iż ograniczenie dotyczące podwykonawstwa zawarte w art. 214 ust. 9 ustawy p.z.p. nie stanowi dodatkowej przesłanki udzielenia zamówienia in-house – komentuje Agnieszka Jakubowska, dyrektor Biura Gospodarki Odpadami w Urzędzie m.st. Warszawy.

Firmy chcą, aby w sprawie wypowiedział się TSUE
Uczestniczące w tym procesie firmy nie tylko oponują przeciwko interpretacji przepisów forsowanej przez miejski ratusz, lecz także przekonują, że sprawa jest na tyle istotna systemowo, że powinien się w niej wypowiedzieć Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Dlatego też złożyli wniosek o skierowanie pytań prejudycjalnych przez sąd.

– W tej sprawie pojawia się kilka zagadnień, które nie zostały jednoznacznie przesądzone w przepisach i przez to mogą budzić wątpliwości. Po pierwsze, wskazałbym na problem funkcjonowania w polskich realiach dotyczących gospodarki komunalnej dwóch równoległych reżimów, które umożliwiają gminom powierzanie realizacji zadań własnym spółkom bez konieczności przeprowadzania postępowań konkurencyjnych. Jeden z nich został przewidziany w przepisach o zamówieniach i jest określany jako zamówienia in-house, a podstawą drugiego – tzw. in-house administracyjnego – są przepisy o gospodarce komunalnej i o samorządzie. Ich wzajemne relacje nie zostały zdefiniowane i w żaden sposób wyjaśnione – zauważa dr Wojciech Hartung, adwokat z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, która reprezentowała jedną z odwołujących się firm przed KIO.

– Po drugie, zasadne byłoby uzyskanie jednoznacznego stanowiska TSUE w kwestii podwykonawstwa. Choć w mojej ocenie obowiązek osobistego wykonania zamówienia przez podmiot wewnętrzny wynika z przepisów i istoty tego instrumentu, to być może konieczne jest rozwianie ewentualnych wątpliwości w tym zakresie. To oczywiście nie wyczerpuje listy wątpliwości dotyczących procedury in-house. Istotna jest chociażby ocena możliwości jego wykorzystania z punktu widzenia przepisów o ochronie konkurencji i pomocy publicznej – dodaje prawnik.
Sąd nie rozstrzygnął jeszcze tego wniosku. ©℗
Zamówienia in-house w 2021 r.

Zamówienia in-house w 2021 r. / Dziennik Gazeta Prawna – wydanie cyfrowe

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8530888,zamowienia-publiczne-smieci-warszawa-kontrakt-na-odbior-odpadow.html

 

Prawo

Pandemiczny przepis zniknął z zamówień publicznych, wolno potrącać kary

Renata Krupa-Dąbrowska | Data dodania: 05.09.2022

Przepis, który przez ostatnie dwa lata zakazywał potrącania kar umownych w zamówieniach publicznych, przestał obowiązywać. Niektórzy wykonawcy zostali pozbawieni szans obrony przed egzekucją kar umownych, mimo że stan zagrożenia epidemicznego wciąż obowiązuje. Natomiast zamawiający są zadowoleni z takiego obrotu sprawy, wreszcie będą mogli ścigać niesolidnych kontrahentów.

Przepis „zamrażający” na czas pandemii  w zamówieniach publicznych potrącanie kar umownych oraz dochodzenie ich z zabezpieczenia należytego wykonania umowy stracił ważność 24 sierpnia 2022 r. Chodzi o art. 15r ze zn 1  specustawy covidowej.

Niektórzy wykonawcy zostali pozbawieni szans obrony przed  egzekucją kar umownych. Tymczasem stan zagrożenia epidemicznego wciąż obowiązuje. Natomiast zamawiający są zadowoleni z takiego obrotu sprawy, wreszcie będą mogli ścigać niesolidnych. Tłumaczą, że ” zamrożenie” kar miało być na chwilę, a obowiązywało dwa lata. Nie wszyscy jednak będą mieli prawo do potrącenia kar od ręki. Możliwość korzystania z tego uprawnienia będzie rozłożona w czasie.

Trzy etapy odchodzenia od kar
Art. 15r ze zn1 ustawy z  2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych uchyliła nowelizacja z 5 sierpnia 2022 ustawy o Rządowym Funduszu Rozwoju Dróg oraz niektórych innych ustaw.

– Przepis zakładał, że dopóki będą przesłanki do utrzymania stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce oraz przez 90 dni po ich ustaniu samodzielna egzekucja kar umownych przez zamawiających będzie ograniczona. Ustawodawca doszedł jednak  do wniosku, że utrzymanie ograniczeń miałoby negatywne skutki dla wykonawców, gwarantów, a także dla zamawiających, którzy mogą mieć problemy z wyegzekwowaniem skumulowanych kar umownych. Z uzasadnienia projektu noweli dowiadujemy się także, że uchylenie art. 15r ze zn 1 postulowali zamawiający i banki. Uchylono zatem obowiązujący zakaz w całości bez jakiegokolwiek vacatio legis – twierdzi Mirella Lechna-Marchewka, wspólnik kierujący wrocławskim biurem Kancelarii Prawnej Wardyński i Wspólnicy.

Samo uchylenie przepisów nie załatwia jeszcze sprawy. Przepisy przejściowe noweli odraczają przywrócenie potrącenia kar umownych lub zaspokojenia kary z gwarancji bankowej przez zamawiających a konkretnie art.32.

Mirella Lechna-Marchewka wyjaśnia, że aby jednak odroczenie chroniło przed dochodzeniem kary umownej z zabezpieczenia należytego wykonania umowy, wykonawca musi przedłużyć ważność takiego zabezpieczenia na 14 dni przed jej upływem, jeśli upływ ten ma nastąpić na ponad 13 dni przed datą, w której potrącenie kary umownej staje się możliwe.

– Przepisy covidowe znacznie ograniczały możliwości zamawiających w zakresie potrącania kar umownych z wynagrodzenia wykonawcy lub innych jego wierzytelności i korzystanie z zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Teraz zostały przywrócone, ale – uwaga – nie od razu – tłumaczy Jacek Liput radca prawny, partner w Kancelarii Gawroński & Partners.

Najważniejszą zasadą jest ( z wyjątkami), że uprawnienia zamawiających do potrącenia kar będą znowu przysługiwać zamawiającym:

1. Od 1 października 2022 r. w zakresie zdarzeń powstałych do 31 grudnia 2020 r.,
2. Od 1 stycznia 2023 r. w zakresie zdarzeń powstałych w okresie od 1 stycznia 2021 r. do 31 grudnia 2021 r., oraz
3. Od 1 kwietnia 2023 r. w zakresie zdarzeń powstałych w okresie od 1 stycznia 2022 r. do 24 sierpnia 2022 r.

Więcej wad, czy zalet?
Zdania na temat uchylenia przepisu są podzielone.  – Wykonawcy zamówień publicznych mogą czuć się rozczarowani. Z dnia na dzień bowiem zostali pozbawieni możliwości obrony przed natychmiastową egzekucją kar umownych, chociaż stan zagrożenia epidemicznego wciąż obowiązuje i choć mieli podstawy zakładać, że do egzekucji (w drodze potrącenia lub ściągnięcia środków z gwarancji bankowej) kar umownych powstałych w czasie epidemii COVID-19 może dojść dopiero w trzy miesiące po formalnym ustaniu prawdopodobieństwa powstania epidemii – uważa Mirella Lechna-Marchewka.

Przepis jest też krytykowany. – Okres obowiązywania tego przepisu z założenia miał być krótki i nie miał on w sposób trwały wpływać na rynek zamówień publicznych. Tak daleka ingerencja ustawowa, również w już istniejące stosunki cywilnoprawne, powinna być bardzo rozsądnie rozważonym wyjątkiem. Tymczasem przepis wpływał na rynek zamówień publicznych przez ponad dwa lata, a przepisy go uchylające zostały powiązane z regułami przejściowymi, które jeszcze przez kilka miesięcy będą tamująco wpływać na realną możliwość dyscyplinowania wykonawców podstawowym instrumentem kontraktowym, jakim są kary umowne (skorzystanie z dogodnego sposobu dochodzenia roszczeń z kar umownych za zdarzenia przeszłe, które zaistniały do 24 sierpnia 2022 r., zostało odroczone w czasie) – wyjaśnia Konrad Różowicz, partner w Kancelarii Prawnej  Dr Krystian Ziemski & Partners.

W jego ocenie przepis ten powinien być uchylony dużo wcześniej, a samo jego wprowadzenie wywoływało znaczne wątpliwości, m.in. ze względu na to, że jedyny związek tego przepisu z sytuacją covidową opierał się na powiązaniu czasowym (zaistnienie sytuacji, która aktualizowała podstawę do naliczenia kar w dobie epidemii). Ponadto podstawa naliczenia kary umownej nijak się miała do  turbulencji związanymi z epidemią.

Koniec z cwaniactwem? 
Okazuje się, że „zamrożenie” kar było nadużywane przez niektóre firmy. – Art. 15r ze zn 1 miał  z założenia chronić interes wykonawców, ale to są różne podmioty rynkowe. W tym gronie są takie, które dochowują należytej staranności i kary umowne naliczane są incydentalnie. Są również i tacy wykonawcy, którzy wręcz swoją strategię biznesową opierają na wykorzystywaniu luk kontraktowych lub ich wytwarzaniu, a także chłodnej kalkulacji opłacalności otrzymania kar umownych, względem kosztów należytego wykonania zamówienia, w szczególności w zakresie obowiązków dodatkowych. W konsekwencji przepis w powiązaniu z realiami rynku zamówień publicznych, w pewnym zakresie generował sytuację kolizyjną z podstawowym fundamentem rynku zamówień publicznych – uczciwą konkurencją oraz równym traktowaniem wykonawców – twierdzi Konrad Różowicz.

Prawnicy wyliczają też kolejne wady art.15r ze zn 1. Ich zdaniem tamował przepływ środków  finansowych na rzecz zamawiających, np. jednostek samorządu terytorialnego, generował zwiększoną ilość sporów sądowych, z założenia o długotrwałym okresie procedowania.

Dodatkowo uchylenie przepisu pozwoli zamknąć okres, w którym nie można mieć pewności, czy podmioty aktualnie funkcjonujące na rynku, pozostaną na nim w momencie w którym powstanie realna konieczność zapłaty tychże kar. Taki stan niepewności obrotu prawnego nie powinien trwać w zbyt długim okresie, gdyż może efektem tsunami wpłynąć na rynek zamówień publicznych.

Przepis miał też swoje zalety. Podmioty  publiczne chętniej zawierały ugody.

https://www.prawo.pl/biznes/czy-wolno-potracac-kary-umowne-w-zamowieniach-publicznych,517086.html

 

Portal Komunalny

FPP: Spółki komunalne muszą stosować zamówienia publiczne

MŁ | 06.09.2022 13:58

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że należy w pełni poprzeć stanowisko Urzędu Zamówień Publicznych wobec postulatu Związku Miast Polskich w sprawie zwolnienia spółek komunalnych z obowiązku stosowania prawa zamówień publicznych, gdy prowadzą działalność komercyjną.

Spółki komunalne korzystające ze szczególnej pozycji w związku z wykonywaniem zadań użyteczności publicznej musza stosować zamówienia, nawet jeżeli równocześnie prowadzą działalność komercyjną. Tylko w ten sposób jest szansa na zachowanie równej konkurencji na rynku i zapewnienie szerokiego dostępu do zamówień udzielanych ze środków o charakterze publicznym.

Publiczny charakter rodzi obowiązki publiczne
Sektor publiczny, w tym spółki komunalne, dysponując środkami publicznymi powinny zachować zasady otwartego dostępu, konkurencyjności i przejrzystości. Przestrzeganie tych zasad to najlepsza gwarancja gospodarnego wydatkowania wspólnych pieniędzy i wspierania równej konkurencji. Dlatego nie tylko władze, ale także inne podmioty publiczne utworzone w celach nie mających charakteru przemysłowego albo handlowego (tzw. podmioty prawa publicznego) zostały zobowiązane do stosowania prawa zamówień publicznych.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już w 1996 r. w sprawie Mannesmann nie miał wątpliwości, że podmiot prawa publicznego jest zobowiązany do stosowania prawa zamówień publicznych, nawet jeżeli prowadzi także działalność komercyjną.

Działalność gospodarcza powinna być pozostawiona przede wszystkim przedsiębiorcom
„Przedsiębiorczość lokalna to ważna część polskiej gospodarki. Dla rozwoju lokalnej przedsiębiorczości ważne są nie tylko warunki stwarzane przez państwo, ale także praktyki na poziomie lokalnym. Samorząd, podobnie jak inne władze publiczne, powinien przede wszystkim sprawować władzę i zarządzać usługami publicznymi. Tak widzieli to twórcy polskiego samorządu terytorialnego, gdy przyjmując ustawę o samorządzie gminnym uznali, że zadaniami użyteczności publicznej są zadania własne gminy, których celem jest bieżące i nieprzerwane zaspokajanie zbiorowych potrzeb ludności w drodze świadczenia usług powszechnie dostępnych. Działalność gospodarcza powinna być pozostawiona przede wszystkim przedsiębiorcom. Sektor publiczny nie może „wypychać” przedsiębiorców prywatnych z rynku. Ekspansja sektora publicznego w gospodarce podważa istotę ustroju gospodarczego Polski, czyli „społeczną gospodarkę rynkową”, która zgodnie z art. 20 Konstytucji, opiera się m.in. na własności prywatnej i wolności działalności gospodarczej” – podkreśla Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Bieżące i nieprzerwane zaspokajanie zbiorowych potrzeb ludności
Gospodarka komunalna obejmuje w szczególności zadania o charakterze użyteczności publicznej, których celem jest bieżące i nieprzerwane zaspokajanie zbiorowych potrzeb ludności w drodze świadczenia usług powszechnie dostępnych. Prowadzenie przez samorządy, w tym spółki komunalne, działalności stricte komercyjnej poza sferą użyteczności publicznej jest ściśle ograniczone do sfer, w których istnieją niezaspokojone potrzeby wspólnoty samorządowej na rynku lokalnym lub występujące w gminie bezrobocie w znacznym stopniu wpływa ujemnie na poziom życia wspólnoty samorządowej, a zastosowanie innych działań i wynikających z obowiązujących przepisów środków prawnych nie doprowadziło do aktywizacji gospodarczej, a w szczególności do znacznego ożywienia rynku lokalnego lub trwałego ograniczenia bezrobocia. (art. 10 ustawy o gospodarce komunalnej).

https://portalkomunalny.pl/fpp-spolki-komunalne-musza-stosowac-zamowienia-publiczne-526902/

 

Budownictwo | 2 września 2022 r.

Rzeczpospolita

 1. W budowlance nadchodzi mocniejsze hamowanie rynku

Adam Roguski | Publikacja: 29.08.2022 03:00

W ujęciu realnym w tym roku produkcja budowlano-montażowa skurczy się o kilka procent, a w przyszłym o nawet 15–20 proc. – prognozuje PMR.

Według GUS po siedmiu miesiącach br. produkcja budowlano-montażowa wzrosła o prawie 11 proc., w samym lipcu o ponad 4 proc., choć ekonomiści oczekiwali ponad 6 proc. – Dane na papierze wyglądają jeszcze całkiem przyzwoicie, budownictwo wciąż utrzymuje dodatnią dynamikę, ale to taka branża, gdzie zjawiska obserwowane teraz na statystyki przekładają się z kilkumiesięcznym opóźnieniem – powiedział w programie „Prosto z Parkietu” Szymon Jungiewicz, szef zespołu analiz rynku budowlanego w firmie PMR.

– W I półroczu mieliśmy do czynienia jeszcze z bardzo silnym rynkiem, spodziewamy się wyraźnie słabszej II połowy. W wariancie bazowym uznajemy, że rynek urośnie nominalnie o około 6 proc., a realnie będzie to 5–6-proc. spadek. Biorąc pod uwagę wszystkie informacje, które ostatnio do nas dopływają – np. o zawirowaniach na rynku surowców energetycznych, o spodziewanych podwyżkach cen nośników energii jesienią, słabe dane o nowych inwestycjach mieszkaniowych – skłonni jesteśmy prognozować wariant bardziej pesymistyczny. Tu spadki mogą być nieco głębsze, sięgające realnie 10 proc. w tym roku, a w 2023 r. najbardziej prawdopodobny przedział to 15–20 proc. – dodał.

https://www.rp.pl/budownictwo/art36946121-w-budowlance-nadchodzi-mocniejsze-hamowanie-rynku

 2. Płochocki: Ulga podatkowa, szybka legislacja, poluzowanie kredytowego gorsetu

Adam Roguski | Publikacja: 26.08.2022 03:00

Rynek mieszkaniowy można pobudzić bez konieczności angażowania pieniędzy z budżetu państwa – mówi Konrad Płochocki, wiceprezes i dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Rynek mieszkaniowy się kurczy. Według szacunków JLL w I półroczu w sześciu głównych aglomeracjach sprzedano nieco ponad 19 tys. lokali, z czego nieco ponad 9 tys. w II kwartale, co cofa nas do I półrocza 2014 r. Głównym winowajcą jest spadek popytu na kredyty hipoteczne – indeks BIK co miesiąc zalicza kolejne minima, od kiedy ta instytucja monitoruje rynek. Jak z punktu widzenia deweloperów oceniacie perspektywy II półrocza?

II półrocze będzie bardzo trudne, jesteśmy tego absolutnie świadomi i głośno o tym mówimy. W lipcu zobaczyliśmy spadek liczby mieszkań w rozpoczynanych inwestycjach o 44 proc. rok do roku i miesiąc do miesiąca. Mniej więcej spodziewamy się, że w całym 2022 r. rozpoczniemy budowę o około 40 proc. mniej lokali niż w 2021 r.

Klientów jest zdecydowanie mniej, choć lipiec i sierpień może były troszkę lepsze niż czerwiec, to nie upatrujemy tutaj jakiegoś zdecydowanego odbicia. Nie jest tak, że potrzeby mieszkaniowe zniknęły, one nawet wzrosły w wyniku przyjazdu bardzo dużej grupy uchodźców i wzroście zapotrzebowania na wynajem. Klienci odbijają się od banków po weryfikacji zdolności kredytowej. W ciągu roku większość z nas straciła ponad połowę zdolności – jeszcze rok temu bank był gotowy pożyczyć 500 tys. zł, a dziś – przy takich samych zarobkach wnioskującego – nie da nawet 250 tys. zł, a to nie wystarcza już na zakup choćby kawalerki w największych miastach.

Szybki i mocny wzrost stóp to jedno, na zapaść na rynku hipotek wpłynęła też rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, która nakazuje bankom sprawdzać, czy klient przetrwa stopy o 5 pkt proc. wyższe od bieżących. Apelowaliście do KNF o zniesienie lub poluzowanie tej zasady. Dostaliście odpowiedź?

Wnioskowaliśmy o dwie rzeczy. Po pierwsze, aby zmniejszyć bufor, bo doliczanie dodatkowych 5 pkt proc. miało sens, gdy stopy były na poziomie 1 proc., ale dziś ekonomiści są absolutnie przekonani, że jesteśmy w szczytowym punkcie podwyżek stóp, może będzie jeszcze jedna, dwie, a może wcale i przy obecnym poziomie 6,5 proc. może nie ma już sensu doliczać dodatkowo 5 pkt proc. przy badaniu. Rekomendacja KNF powinna zadziałać antycyklicznie, a zbiegła się w czasie z szybkim podnoszeniem stóp. Sama idea motywująca KNF do wydania rekomendacji, czyli zapewnienie bezpieczeństwa, jest absolutnie słuszna i zrozumiała, ale dziś bufor 5 pkt proc. jest za duży.

Druga sprawa to apel o odstąpienie od takiego bufora w przypadku kredytów o okresowo stałej stopie, bo klienci zaciągający takie pożyczki są narażeni na zmianę stopy co pięć–sześć lat.

Odpowiedź KNF była taka, że jeżeli chodzi o kredyty ze zmienną stopą, obniżanie bufora byłoby przedwczesne, ale jeżeli chodzi o kredyty ze stałą stopą, stanowisko jest trochę enigmatycznie i może nie do końca wprost wyrażone – można z niego jednak wywnioskować, że banki są upoważnione do tego, aby w przypadku kredytów o stałej stopie inaczej liczyć ryzyko. KNF sugeruje, że jej rekomendacja nie wyklucza tego, by banki przyjmowały niższy bufor. Taka odpowiedź jest niewystarczająca, bo banki bardzo skrupulatnie dostosowują się do zaleceń KNF. Żeby rzeczywiście mogły spokojnie przyjmować niższy bufor przy kredytach ze stałą stopą, potrzebna jest wyraźna rekomendacja albo więcej niż półoficjalna odpowiedź.

Wspomniał pan o zwiększonym popycie na mieszkania na wynajem, na co ma wpływ fala uchodźców, ale i Polacy, którzy nie mogą kupić lokalu na własność. Oferta najmu stopniała, stawki poszły w górę. Kolejny wasz apel trafił do rządzących – chodzi o ulgę przy zakupie lokalu na wynajem. To poszerzyłoby zasób rynkowy i poprawiło sprzedaż mieszkań. Jak miałoby to działać?

Zwróciliśmy się z taką inicjatywą do resortów rozwoju i finansów. Wraz z napływem uchodźców potrzeby mieszkaniowe w Polsce są większe niż kiedykolwiek, za chwilę zobaczymy wysyp memów o tym, jak horrendalne są ceny dla studentów. Kończą się wakacje, studenci zaczynają szukać lokali na wynajem i zderzają się z niezwykle wysokimi stawkami. W reakcji na zduszony sytuacją na rynku kredytów popyt na mieszkania produkcja spada i za jakiś czas pogorszy się sytuacja naszych kooperantów: producentów materiałów budowlanych i wykończeniowych, mebli itd., czyli niezwykle mocnej gałęzi gospodarki.

Poszukując jakiegoś racjonalnego rozwiązania, staraliśmy się znaleźć takie, które nie wymagałoby angażowania środków budżetowych. Nasz pomysł polega na tym, że dzisiaj cały czas mamy wysoki poziom oszczędności Polaków, którzy szukają dla tych pieniędzy ochrony. Widzimy, że dużo pieniędzy wypływa na zagraniczne rynki nieruchomości – o tym mówią biura zajmujące się pośredniczeniem w zakupie w Hiszpanii czy w Portugalii. Chcielibyśmy, by rząd uruchomił coś, co już kiedyś u nas funkcjonowało, a więc ulgę na wynajem, która zakłada, że jeżeli ktoś zainwestuje w polską gospodarkę, kupi mieszkanie i wynajmie go na określonych warunkach, to część nakładów będzie mógł odliczyć od podatku w kolejnych latach. To wzmocniłoby rynek najmu i uspokoiło wzrost stawek, który inaczej będzie postępować, powodując coraz większe niezadowolenie najemców. To wzmocniłoby też rynek deweloperski i towarzyszące mu branże, o których mówiłem. Dla budżetu nie wiązałoby się to z żadnymi kosztami w krótkim terminie, bo kto dziś kupiłby takie mieszkanie z ulgą, na rynek najmu weszłoby ono najszybciej za dwa lata. Pierwsze skutki budżetowe to zatem okolice 2025 r. Taki program działa m.in. we Francji, gdzie też obywatele szukali okazji na rynkach nieruchomości za granicą.

Oczywiście, z radością przyjęlibyśmy odważniejsze decyzje rządu, w rodzaju powrotu do programów Mieszkanie dla Młodych czy Rodzina na Swoim, są koncepcje uruchomienia linii kredytowej dla banków komercyjnych na udzielanie pożyczek na pierwsze mieszkanie po niższej stopie procentowej, być może stałej. To jednak wiąże się z wydatkami budżetowymi i rozumiemy, że sytuacja jest trudna.

Przydałyby się też bardziej zdecydowane działania legislacyjne – np. przekształcenie terenów po centrach handlowych i po biurowcach pod mieszkaniówkę. Dyskusje na ten temat i prace trwają zdecydowanie za długo. Będzie jak z kredytem z gwarantowanym wkładem – idea była dobra, ale wdrożenie nastąpiło, kiedy warunki rynkowe okazały się już zupełnie inne i wymagające innych instrumentów.

Ruszył sezon publikacji wyników finansowych deweloperów z giełdy, za chwilę znów pojawią się pytania o 30-proc. marże – oczywiście mówimy o pierwszej marży, czyli przed kosztami sprzedaży, marketingu, funkcjonowania spółki, finansowania dłużnego i przed opodatkowaniem.

Mówimy o marży bez tych wspomnianych przez pana pozycji kosztowych i generowanej na produkcie, którego wytworzenie zajmuje średnio pięć lat. 30 proc. to poziom osiągany przez elitę elity, spółki giełdowe działające od dekad, które mają największe kapitały i korzystają ze skali. Średnia marża brutto ze sprzedaży w branży to 20 proc., a w najbliższym czasie to na pewno będą niższe poziomy. Skoro deweloperzy zamrażają pieniądze na kilka lat, to w tym kontekście 20 proc. to nie jest nic nadzwyczaj wysokiego. Przy niższym poziomie żaden bank nie udzieliłby finansowania, uznając ryzyko za zbyt duże.

Konrad Płochocki

Działa w Polskim Związku Firm Deweloperskich od 2012 r. Wcześniej pracował w międzynarodowych kancelariach i instytucjach związanych z obrotem i finansowaniem rynku nieruchomości, w tym w CMS Cameron McKenna. Brał udział w działaniach legislacyjnych, m.in. w powstawaniu ustawy deweloperskiej. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim.

https://www.rp.pl/budownictwo/art36935831-plochocki-ulga-podatkowa-szybka-legislacja-poluzowanie-kredytowego-gorsetu

 

Prawo

Będą zmiany w prawie budowlanym – szybka procedura nie tylko dla domów do 70 mkw.

Renata Krupa-Dąbrowska | Data dodania: 01.09.2022

Lista inwestycji wymagających pozwolenia na budowę lub zgłoszenia skurczy się jeszcze bardziej. Dwukondygnacyjne domy jednorodzinne będzie można budować na uproszczonych zasadach, tak jak według obowiązujących już przepisów domy do 70 mkw. Takie m.in. zmiany planuje wprowadzić Ministerstwo Rozwoju i Technologii w prawie budowlanym. Prawo.pl dotarło do projektu zmian.

Szykują się kolejne uproszczenia w formalnościach budowlanych. Na listę inwestycji nie wymagających ani zgłoszenia, ani pozwolenia na budowę trafią m.in. zadaszone tarasy do 35 mkw. oraz oczka i baseny do 50 mkw. na działkach letniskowych. Zmienią się też zasady przenoszenia pozwoleń na budowę. Na portalu e‑Budownictwo powstanie Baza Projektów Budowlanych, a  starostwa nie będą już zatwierdzać projektu zagospodarowania działki lub terenu oraz projektu architektoniczno‑budowlanego a jedynie udzielać pozwolenia na budowę. Zmiany czekają też budujących domy jednorodzinne.

– Lektura projektu nowelizacji prawa budowlanego wzbudza skrajne emocje – część rozwiązań stanowi świetne dostosowanie prawa do utrwalonej praktyki, ale niektóre propozycje z pewnością wzbudzą wiele kontrowersji – uważa Martyna Sługocka, senior associate w kancelarii GWW”, autorka Legal Alertu.

Dłuższa lista inwestycji na uproszczonych zasadach
Projekt noweli przewiduje, że bez formalności będzie można budować zadaszone tarasy do 35 mkw. (dziś dotyczy to tylko tarasów niezadaszonych), a te zadaszone powyżej 35 mkw. – na zgłoszenie. Na  zgłoszenie wolno będzie budować zbiorniki na wody opadowe lub roztopowe o pojemności większej niż 5 m. sześć.  i nie większej niż 15 m. sześć.  oraz wyloty do cieków naturalnych. – Są to inwestycje, których kwalifikacja w praktyce powodowała wiele trudności, więc zmiany te oceniam pozytywne – mówi Martyna Sługocka.

Uproszczenia dotyczące zadaszonych tarasów nie podobają się Marioli Berdysz, architektce, dyrektorowi fundacji Wszechnica Budowlana. – Takie rozwiązanie jest niebezpieczne. To przecież nic innego jak rozbudowa domu a co najmniej ingerencja w elementy konstrukcyjne (na czymś zadaszenie trzeba oprzeć). Różnica jest taka, że w przypadku rozbudowy generalnie trzeba mieć pozwolenie na budowę (z wyjątkiem rozbudowy, która nie spowoduje zwiększenia obszaru ograniczenia zabudowy powierzchni własnej działki) a w tym wypadku tak nie jest – tłumaczy. I wyjaśnia, że jakiś czas temu w prawie budowlanym zwolniono z obowiązku uzyskiwania pozwolenia na budowę ganków (max. 2) i oranżerie do 35 mkw. (także max 2.), teraz w tym trybie pojawia się możliwość budowy zadaszonych tarasów powyżej 35 mkw.  (bez ograniczenia ich ilości).

– Na uproszczonych zasadach będzie wolno więc zwiększyć powierzchnię zabudowy domu ponad 175 mkw! A tam, gdzie nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego nie trzeba też nawet  warunków zabudowy. Czy to dobrze? Moim zdaniem nie, ponieważ nie mamy sprawnie działającego ani  nadzoru budowlanego ani samorządów lokalnych. Tymczasem zawsze znajdzie się osoba, która będzie naciągała przepisy do swoich potrzeb. I pod pretekstem np.  budowy tarasu i ganku rozbuduje w mocno uproszczonym trybie dom – wyjaśnia Mariola Berdysz.

Według niej w projekcie zapomina się  o sąsiadach. Przy budowie lub rozbudowie domu na zgłoszenie obszar, w którym wystąpią ograniczenia w zabudowie, musi się mieścić w granicach działki. W przypadku tarasów, ganków i oranżerii tak nie jest.  Można rozbudować dom o oranżerie, ganek lub zadaszony taras tak, że zajrzy się do okien sąsiada.

W projekcie rezygnuje się z formalności przy  budowie oczek i basenów do 50 mkw. na działkach  rekreacji indywidualnej.  – To rozwiązanie jest dobre. Skoro zwolnione są z obowiązku zgłoszenia i pozwolenia na budowę oczka i baseny do 50 mkw. przy domach jednorodzinnych, to powinno tak być w wypadku domów letniskowych – uważa Mariola Berdysz.

Będą też zmiany dotyczące wielkości otworów okiennych i drzwiowych. Organy administracji budowlanej  wielokrotnie przyjmowały, że zmiana wielkości otworów okiennych czy drzwiowych to roboty wymagające uzyskania pozwolenia na budowę z czym nie zgadzali się inwestorzy. Projekt nowelizacji rozwiązuje ten konflikt wprost wskazując, że zgłoszenia wymaga przebudowa przegród zewnętrznych oraz elementów konstrukcyjnych budynków polegającej na wykonaniu, powiększeniu lub zmniejszeniu okien lub drzwi, o ile nie prowadzi ona do zwiększenia obszaru oddziaływania obiektu poza działkę, na której budynek jest usytuowany.

Domki jednorodzinne – prosto, ale czy bezpiecznie?  
W projekcie proponuje się również, aby wszystkie domy jednorodzinne budowane na zgłoszenie były objęte taką samą uproszczoną procedurą, z której obecnie korzystają domy do 70 mkw. Będzie wystarczyło więc złożyć wniosek z dokumentacją projektową i trzema oświadczeniami. Po pierwsze, że buduje się na własne cele mieszkaniowe po drugie, że inwestor będzie kierował budową w przypadku niepowołania kierownika budowy i po trzecie – o kompletności dokumentacji.  Starosta musi przyjąć taki wniosek, nie ma prawa wnieść sprzeciwu. Budowa nie musi mieć kierownika budowy ani dziennika budowy. Jej obszar oddziaływania ma mieścić się w całości na działce lub działkach, na których zostały zaprojektowane

– Takie rozwiązanie jest dobre w państwach, które mają sprawny nadzór budowlany (zareaguje w trakcie realizacji robót), w Polsce tak nie jest. Istnieje też niebezpieczeństwo, że taka inwestycja zostanie uznana za niezgodną z obowiązującym przepisami i trzeba będzie ją rozebrać – ostrzega Mariola Berdysz.

Pozwolenia na budowę: zmiana terminów i przenoszenie
Ministerstwo rozwoju planuje zmienić terminy na wydanie pozwolenia na budowę, po upływie których organ wyższego stopnia wymierza karę w wysokości 500 zł za każdy dzień zwłoki. W projekcie przewidziano 21 dni od dnia złożenia wniosku o wydanie takiej decyzji jeżeli inwestor jest jedyną stroną postępowania oraz 45 dni od dnia złożenia wniosku o wydanie takiej decyzji jeżeli inwestor nie jest jedyną stroną postępowania.

– Obecnie urzędnicy mają  problem z dochowaniem 65-dniowego terminu, więc jest możliwe, że jego skrócenie w połączeniu z ograniczeniem kompetencji organów wydających pozwolenia na budowę ma się zrównoważyć w taki sposób, aby zwolnienia jednak nie były konieczne – uważa Martyna Sługocka.

Szykują się też zmiany dotyczące przeniesienia pozwolenia na budowę (art. 40). Proponowane rozwiązania  wprost stanowią, że wniosek o przeniesienie pozwolenia może dotyczyć przeniesienia decyzji w części, pod warunkiem, że zarówno przenoszona część decyzji, jak i część decyzji, która nie ma być przeniesiona, będą obejmować obiekty budowlane lub zespoły obiektów budowlanych wraz ze związanymi z nimi urządzeniami budowlanymi mogące samodzielnie funkcjonować zgodnie z przeznaczeniem. Jednak w takiej sytuacji nowy inwestor będzie miał obowiązek dołączyć do wniosku również oświadczenie o otrzymaniu od dotychczasowego inwestora projektu budowlanego lub kopii projektu sporządzonej w formie pozwalającej na wykorzystanie zgodnie z przeznaczeniem.

Powstanie Baza Projektów Budowlanych
Na  portalu e-Budownictwo powstanie Baza Projektów Budowlanych (BPB), w których gromadzone będą projekty budowlane, w tym projekty zagospodarowania działki lub terenu, projekty architektoniczno­-budowlane i projekty techniczne, sporządzone w postaci elektronicznej, zamieszczone przez użytkowników kont. Jednocześnie portal ten będzie uniemożliwiał dokonywanie zmian przez użytkowników kont w projektach budowlanych zamieszczonych w BPB.

– Projektowi budowlanemu zamieszczanemu w BPB portal e-Budownictwo zostanie przydzielony indywidualny numer. Dzięki temu w nowelizacji pojawiło się rozwiązanie, zgodnie z którym zamiast załączać projekt zagospodarowania działki lub terenu oraz projekt architektoniczno-budowlany, inwestor może załączyć informację zawierającą indywidualne numery projektów, jeżeli projekty zostały zamieszczone w Bazie Projektów Budowlanych – wyjaśnia Martyna Sługocka.

Cyfryzacja budownictwa, kolejny krok
W projekcie znalazły się również przepisy dotyczące cyfryzacji procesu inwestycyjnego. Wszystkie wnioski, zawiadomienia i zgłoszenia będą składane wyłącznie w formie dokumentu elektronicznego opatrzonego kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym. Podobnie załączniki do nich będą musiały przybrać formę dokumentu elektronicznego, kopii dokumentu elektronicznego albo cyfrowego odwzorowania dokumentu w postaci papierowej zapewniającego jego czytelność, w szczególności zdjęcia bądź skanu.

Jednocześnie organy administracji publicznej prowadzące postępowania administracyjne w zakresie procesu inwestycyjno-budowlanego uzyskają dostęp do teleinformatycznego Systemu do Obsługi Postępowań Administracyjnych w Budownictwie, którego funkcjonowanie ma zapewnić Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego.

Zmiany dla administracji budowlanej
Szykują się również zmiany dotyczące bezpośrednio organów administracji architektoniczno-budowlanej. Nie będą już zatwierdzać projektu zagospodarowania działki lub terenu oraz projektu architektoniczno-budowlanego a jedynie udzielać pozwolenia na budowę.

– Ta zmiana spowoduje pewnie wiele niejasności. Moje duże obawy wzbudza planowany do wprowadzenia przepis o treści:  „Organ administracji architektoniczno-budowlanej nie sprawdza zgodności projektu zagospodarowania działki lub terenu z przepisami techniczno­-budowlanymi”. Z jednej strony z powodu kwestionowania przez organy zgodności projektu zagospodarowania terenu (pzt) z warunkami technicznymi inwestorzy wielokrotnie mieli problemy, ale równie często organy słusznie wskazywały na naruszenia tych przepisów nakładając na inwestorów obowiązek doprowadzenia pzt do zgodności z przepisami techniczno-budowlanymi. W efekcie powstawały inwestycje zgodne z warunkami technicznymi, co ostatecznie było korzystne dla wszystkich. Wprowadzenie omawianego przepisu odbierze organom ab znaczną część kompetencji a w konsekwencji może doprowadzić także do zwolnień w tych organach – tłumaczy Martyna Sługocka.

https://www.prawo.pl/prawo/szybka-procedura-budowy-nie-tylko-dla-domow-do-70-mkw,517048.html

 

Wnp

 1. Czarny sen deweloperów się spełnia. Sprzedaż spada o ponad 70 proc.

Autor: HB | Dodano: 01-09-2022 18:43

Giełdowy deweloper Atal zawarł w sierpniu 2022 roku 130 umów deweloperskich i przedwstępnych, co oznacza spadek o 75 proc. w ujęciu rok do roku. W sierpniu 2021 tego typu umów zawarto ponad 500.

Sierpniowy wynik i tak jest nieco lepszy od lipcowego, kiedy Atal podpisał zaledwie 117 umów deweloperskich i przedwstępnych (rok wcześniej 359). W czerwcu bieżącego roku deweloper zawarł 163 tego typu umowy (wobec 426 w czerwcu 2021), a w maju 212 (wobec 377 rok wcześniej).

Łącznie, w okresie ośmiu miesięcy 2022 roku Atal zawarł 1 583 umowy deweloperskie i przedwstępne.

Dane za sierpień 2022 roku wykazują aż 75-proc. spadek podpisanych umów w ujęciu rok do roku. Narastająco, w okresie od stycznia do sierpnia Atal zawarł w 2022 roku o 46 proc. mniej umów w ujęciu rok do roku (w analogicznym okresie 2021 było to 2 918 umów).

Atal to firma deweloperska specjalizująca się w budownictwie kompleksów mieszkaniowych, apartamentów oraz lokali komercyjnych, zlokalizowanych w obrębie największych miast w Polsce. W aktualnej ofercie sprzedaży znajdują się inwestycje deweloperskie realizowane w Gliwicach, Katowicach, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście i Poznaniu.

https://www.wnp.pl/budownictwo/czarny-sen-deweloperow-sie-spelnia-sprzedaz-spada-o-ponad-70-proc,617962.html

 2. Unibep zwiększył sprzedaż niemal o połowę

Bartosz Dyląg | Dodano: 01-09-2022 10:49

Około 38 mln zł zysku netto (wzrost o około 138 proc. rok do roku) przy sprzedaży na poziomie około 1 mld zł (wzrost o około 47 proc.) – takie są wyniki budowlanej grupy Unibep za I półrocze 2022. W portfelu zamówień firma ma podpisane umowy o wartości około 3,5 mld zł.

– Budownictwo kubaturowe spółki prowadzi obecnie ok. 40 projektów na terenie kraju, realizując kontrakty dla inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych.
– Zdaniem prezesa firmy, budownictwo jest jednym z sektorów gospodarki, który najmocniej odczuł konsekwencje konfliktu zbrojnego, trwającego od kilku miesięcy na Ukrainie.
– Prezes podkreśla, że Unibep jest spółką, która od 2008 roku regularnie wypłaca dywidendę. W czerwcu 2022 r. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zdecydowało, że spółka wypłaci akcjonariuszom dywidendę w wysokości 0,50 zł za akcję.

– Na znaczący wzrost zysku wpłynęła głównie wysoka liczba przekazanych mieszkań w segmencie deweloperskim i jego wysoka marżowość – tak wyniki Unibepu komentuje prezes firmy Leszek Gołąbiecki.

– Wyniki pozostałych segmentów, biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną i gospodarczą, są zgodne z oczekiwaniami – dodaje.

Budowlana grupa miała w I połowie 2022 roku 38 mln zł zysku netto (wzrost o około 138 proc. rok do roku) przy sprzedaży na poziomie około 1 mld zł (wzrost o około 47 proc.).

Waloryzacja umów cieszy, choć jest zbyt niska
Zdaniem prezesa firmy, budownictwo jest jednym z sektorów gospodarki, który najmocniej odczuł konsekwencje konfliktu zbrojnego, trwającego od kilku miesięcy na Ukrainie. Duże wzrosty cen energii i paliwa, bezprecedensowe podwyżki cen materiałów i usług, zerwane łańcuchy dostaw, wysoka inflacja, presja płacowa, zahamowanie inwestycji, zwłaszcza wśród inwestorów prywatnych – to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi stoi branża budowlana po ataku Rosji na Ukrainę.

Co prawda ostatnie miesiące, pomimo trudnej sytuacji geopolitycznej, przyniosły częściową stabilizację – chodzi tu głównie o zahamowanie dynamicznego wzrostu cen materiałów, które jednak nadal znajdują się na wysokim poziomie – to jednak rosnące ceny energii mocno wpływają na bieżącą działalność branży budowlanej i wyniki firm.

– W grupie Unibep większość naszych kontraktów mamy podpisanych z prywatnymi inwestorami, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Rozmawiamy z nimi o dopłatach i waloryzacji umów, które – trzeba przyznać – nie zawsze w całości rekompensują wzrost cen materiałów i usług. Tym niemniej, cieszy nas zrozumienie większości inwestorów i szukanie takich rozwiązań, które pozwalają wszystkim stronom procesu budowlanego na realizację założonych celów biznesowych – komentuje Gołąbiecki.

– W przypadku instytucji publicznych, w tym zamawiających inwestycje w segmencie infrastrukturalnym, cieszy zmiana podejścia inwestorów i podniesienie waloryzacji umów do poziomu 10 proc., jednak w naszym przekonaniu jest to zdecydowanie za niski poziom waloryzacji – podkreśla.

Budownictwo kubaturowe prowadzi obecnie ok. 40 projektów na terenie niemal całego kraju, realizując kontrakty dla inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. Jego portfel zamówień to ok. 1,6 mld zł.

Segment budownictwa przemysłowo-energetycznego konsekwentnie rozwija swoją działalność, pracując dla takich marek zagranicznych jak Panattoni, Mondi czy Viessmann, ale także realizując projekty energetyczne dla m.in. Spółdzielni Mieszkaniowej w Ełku. Portfel zamówień tego segmentu to ok. 760 mln zł.

Oddział Intrastruktury Unibep obecnie prowadzi ok. 30 projektów infrastrukturalnych na terenie czterech województw: podlaskiego, mazowieckiego, lubelskiego i warmińsko-mazurskiego – od prac remontowych po budowę dróg ekspresowych. Ma podpisane umowy na kwotę ok. 840 mln zł.

Z kolei Budrex – spółki budującej wiadukty, mosty i inne obiekty inżynierskie – skupia się na ścisłej współpracy z Oddziałem Infrastruktury Unibepu oraz pracy jako podwykonawca u innych generalnych wykonawców, którzy pracują przy realizacji dużych inwestycji infrastrukturalnych, prowadzonych w Polsce Wschodniej. Obecnie portfel spółki jest w wysokości ok. 130 mln zł.

Unihouse SA – spółka zależna Unibep SA, producent wielorodzinnych budynków w technologii drewnianej – wynosi ok. 200 mln zł. W III kwartale 2022 r. firma finalizuje budowę ponad 330 wystandaryzowanych modułów dla Adapteo (dawniej Cramo). Spółka konsekwentnie rozwija swoją działalność na rynku niemieckim – posiada tam zlecenia na niemal 100 mln zł. Niewykluczone, że Unihouse SA włączy się w realizację osiedli mieszkaniowych, które powstaną w Ukrainie.

W sumie portfel zleceń wszystkich segmentów ma wartość ok. 3,5 mld zł. Warto dodać, że tylko w II i III kwartale 2022 r. spółki z Grupy Unibep podpisały umowy na kwotę ok. 720 mln zł.

Deweloper radzi sobie z trudnościami
W pierwszej połowie 2022 roku Grupa Unidevelopment wprowadziła na rynek kolejne inwestycje – na początku roku ruszyła sprzedaż mieszkań w inwestycji Pauza Ochota w Warszawie, zaś w Poznaniu nasz deweloper kontynuuje budowę wieloetapowego projektu Fama Jeżyce. Spółka wprowadziła do oferty także inwestycję Idea Venus w Radomiu. To kolejny etap projektu, realizowanego w radomskiej dzielnicy Wacyn. W pierwszej połowie 2022 roku w Radomiu Unidevelopment SA rozpoczęła też sprzedaż deweloperską kolejnych 24 mieszkań w domach w zabudowie bliźniaczej w ramach inwestycji Idea Ogrody.

– W mojej ocenie dotychczasowa sprzedaż i struktura oferty pozwala Unidevelopment SA na stabilną działalność, pomimo wymagającej sytuacji rynkowej, wynikającej z czynników geopolitycznych i makroekonomicznych – ocenia prezes Gołąbiecki.

– W drugiej połowie 2022 roku, dzięki przekazaniom mieszkań w ramach ukończonych już projektów deweloperskich, spółka planuje realizację swoich założeń ekonomicznych. Oczywiście firma na bieżąco analizuje dzisiejszą i prognozowaną sytuację makroekonomiczną oraz rynkową – dodaje.

Unibep wypłaci rekordową dywidendę
Prezes podkreśla, że Unibep jest spółką, która od 2008 roku regularnie wypłaca dywidendę. W czerwcu 2022 r. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zdecydowało, że spółka wypłaci akcjonariuszom dywidendę w wysokości 0,50 zł za akcję. Pierwsza transza została zrealizowana 2 sierpnia, kolejna wypłata jest zaplanowana na dzień 3 października 2022 r.

– To rekordowa dywidenda w historii spółki – mówi prezes Gołąbiecki.

Dodaje, że od lat niezmiennymi priorytetami działalności grupy pozostaje wysoka jakość naszych usług i produktów, terminowość realizacji, dbanie o zadowolenie klientów oraz stabilność firmy, w tym w obszarze finansów, a także troska o kadrę.

– Konflikt zbrojny w Ukrainie, niestabilna sytuacja geopolityczna oraz wysoka inflacja w kraju generują mnóstwo ryzyk, z którymi codziennie mierzymy się. Dlatego na bieżąco analizujemy sytuację rynkową i elastycznie reagujemy na zmiany w otoczeniu. Dziś głównym celem operacyjnym jest obrona wyniku na każdym prowadzonym przez nas projekcie budowlanym, co przy niestabilnej sytuacji, z jaką mamy do czynienia, wymaga elastyczności i szybkości w działaniu – mówi Leszek Gołąbiecki.

– Jesteśmy przygotowani na różne scenariusze rozwoju wydarzeń, również negatywne, choć zdajemy sobie sprawę, że w obecnej rzeczywistości niestety nie wszystko zależy od nas – podsumowuje.

https://www.wnp.pl/budownictwo/unibep-zwiekszyl-sprzedaz-niemal-o-polowe,617645.html

 3. Budimex znacząco zwiększył przychody

Bartosz Dyląg | Dodano: 01-09-2022 09:44

Budimex wypracował w II kwartale 2022 roku 144,86 mln zł skonsolidowanego zysku netto z działalności kontynuowanej, przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej. Rok wcześniej było to 158,21 mln zł – raportuje spółka.

Zysk operacyjny Budimeksu w II kwartale 2022 roku sięgnął 177,26 mln zł w porównaniu do 213,58 mln zł zysku przed rokiem.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 2 399,24 mln zł w porównaniu z 1 996,31 mln zł rok wcześniej.

Firma podała w raporcie, że w okresie sześciu miesięcy zakończonym 30 czerwca 2022 roku grupa kapitałowa uzyskała przychody ze sprzedaży w wysokości 3 998,229 mln zł, co stanowi wzrost o 23,4 proc. w porównaniu do przychodów uzyskanych w tym samym okresie 2021 roku.

„Zysk brutto ze sprzedaży w pierwszym półroczu 2022 roku wyniósł 395 988 tys. zł, natomiast w roku poprzednim w tym samym okresie osiągnął wartość 375 645 tys. zł. Rentowność brutto sprzedaży w pierwszym półroczu 2022 roku wyniosła zatem 9,9 proc., a w pierwszym półroczu roku poprzedniego wskaźnik ten wynosił 11,6 proc.” – czytamy w raporcie.

https://www.wnp.pl/budownictwo/budimex-znaczaco-zwiekszyl-przychody,617651.html

 

Podatki | Prasówka | 1.09.2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Zatrzymany zysk bez podatku, ale od 50 proc. VAT może być estoński CIT

Katarzyna Jędrzejewska | 25 sierpnia 2022, 08:00

Sama decyzja o rezygnacji z opodatkowania estońskim CIT nie oznacza, że spółka musi od razu, w momencie rezygnacji, zapłacić podatek od wygenerowanego zysku. Jeżeli zysk ten będzie reinwestowany albo zatrzymywany w spółce, to nie zapłaci ona podatku, mimo że nie będzie już podatnikiem estońskiego CIT – wyjaśnił dyrektor KIS.

Dodał, że zysk wypracowany w okresie, gdy spółka była objęta estońskim CIT, będzie opodatkowany dopiero w momencie jego faktycznej redystrybucji.

Odpowiedź dyrektora KIS dotyczy zarówno sytuacji, gdy spółka podejmie decyzję o rezygnacji z estońskiego CIT po upływie czteroletniego okresu opodatkowania tym ryczałtem, jak i w sytuacji, gdy taką decyzję podejmie wcześniej. W obu przypadkach – jak potwierdził organ – nie trzeba płacić podatku niezwłocznie po zakończeniu opodatkowania w formie estońskiego CIT, tj. do końca trzeciego miesiąca roku podatkowego następującego po ostatnim roku opodatkowania tych ryczałtem.

Ważne, żeby zyski wypracowane w okresie, gdy spółka była objęta estońskim CIT, nie zostały wypłacone udziałowcom. Spółka zapłaci więc podatek dopiero w chwili ich faktycznego rozdysponowania, tj. przeznaczenia do dystrybucji w jakiejkolwiek formie, w tym w postaci dywidendy – wyjaśnił organ.

Dyrektor KIS odniósł się również do innej kwestii, o której mowa w art. 28m ust. 4 pkt 2 ustawy o CIT. Przepis ten wskazuje, kiedy wydatki i odpisy amortyzacyjne związane z używaniem samochodów osobowych w spółce z estońskim CIT nie są zaliczane do jej ukrytych zysków. Kluczowym warunkiem jest, aby pojazd był wykorzystywany wyłącznie na cele działalności gospodarczej.

Spółka spytała, co w sytuacji, gdy jej udziałowcy wykorzystują samochody osobowe również w innych celach, niezwiązanych z jej działalnością gospodarczą. Organ potwierdził, że wówczas, na potrzeby ustalenia dochodu z ukrytych zysków, należy uwzględniać kwoty netto danego wydatku wraz z niepodlegającą odliczeniu częścią VAT naliczonego. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 22.08.2022 r., sygn. 0111-KDIB1-1.4010.112.2022.1.BS

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8523880,estonski-cit-rezygnacja-jaki-podatek.html

 2. W VAT nie jest ważne, kto dostał warunki zabudowy

Łukasz Zalewski | 25 sierpnia 2022, 08:10

Jeżeli poprzedni właściciel uzyskał decyzję o warunkach zabudowy działki, a nowy, profesjonalnie działający podmiot ją sprzedaje, to transakcja dotyczy gruntu budowlanego, opodatkowanego VAT – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie.

Chodziło o spółkę z o.o., która kupiła niezabudowaną działkę od osoby prywatnej. Osoba ta nabyła grunt kilka lat wcześniej od kobiety, która planowała wybudować na nim dom. Uzyskała nawet decyzję o warunkach zabudowy. Nie zrealizowała jednak tych planów, a działkę sprzedała. Sama natomiast niedługo później zmarła.

Następnie doszło do kolejnej transakcji – działkę kupiła spółka, która również nic na niej nie wybudowała. Jakiś czas po zakupie sprzedała ona tę nieruchomość kolejnej osobie prywatnej.

Spór z fiskusem dotyczył tego, czy w takich okolicznościach sprzedaż przez spółkę podlegała VAT, tj. gdy jeden z wcześniejszych właścicieli uzyskał decyzję o warunkach zabudowy.

Spółka uważała, że od a przez nią sprzedaży nie powinno być VAT, tylko podatek od czynności cywilnoprawnych, a nie VAT. Przekonywała bowiem, że w tym wypadku nie działała jako podatnik VAT. Tłumaczyła to tym, że w okresie poprzedzającym sprzedaż nieruchomości nie wykonywała żadnych czynności opodatkowanych. Ponadto – jak wskazywała – obrót nieruchomościami nie jest przedmiotem jej działalności gospodarczej, sprzedaż miała charakter okazjonalny.

Spółka uważała, że nawet gdyby przyjąć, iż transakcja jest opodatkowana VAT, to i tak powinna być ona zwolniona z tego podatku na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 9 ustawy o VAT. Spółka podnosiła też inne argumenty: że przedmiotem sprzedaży nie był grunt zabudowany ani budowlany, a transakcja powinna być wyłączona z VAT również z tego powodu, że chodziło o sprzedaż przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej nie zgodził się z tym, że była to sprzedaż przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części. Nie podzielił również zdania, że transakcja była zwolniona z VAT.

Wskazał, że zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 9 ustawy o VAT zwalnia się z podatku dostawę terenów niezabudowanych innych niż tereny budowlane. Zwolnienie obejmuje więc dostawy, których przedmiotem jest grunt niezabudowany i jednocześnie o przeznaczeniu innym niż budowlane. Przez tereny budowlane – jak wynika z art. 2 pkt 33 ustawy o VAT – rozumie się grunty przeznaczone pod zabudowę zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, a w przypadku braku takiego planu – zgodnie z decyzją o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, o których mowa w przepisach o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Organ stwierdził więc, że skoro dla działki została wydana decyzja o warunkach zabudowy i pozostaje ona nadal w mocy (nie wygasła), to oznacza, że spółka sprzedała teren zabudowany. Taka sprzedaż jest opodatkowana VAT – stwierdził w interpretacji (sygn. 0114-KDIP4-2.4012.526.2021.3.AA).

Zgodził się z nim Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Orzekł, że skoro dla działki została wydana decyzja o warunkach zabudowy, to należało uznać ją za grunt budowlany. A dostawa takiego gruntu nie jest zwolniona z VAT (art. 43 ust. 1 pkt 9 ustawy).

Uzasadniając wyrok, sędzia Paweł Dębkowski wyjaśnił, że kwestia transakcji incydentalnych mogłaby być rozważona, gdyby chodziło o osobę fizyczną władającą majątkiem prywatnym, a nie o spółkę. Jest ona bowiem spółką prawa handlowego i nabyła nieruchomość, która stanowiła składnik jej przedsiębiorstwa. Sprzedając ją, spółka działała więc jako podatnik VAT – orzekł sąd.

Wyrok jest nieprawomocny. ©℗

orzecznictwo

Wyrok WSA w Warszawie z 22 sierpnia 2022 r., sygn. akt III SA/Wa 317/22

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8523890,decyzja-o-warunkach-zabudowy-vat.html

 3. Młodzi informatycy też mogą być zwolnieni z PIT

Agnieszka Pokojska | 29 sierpnia 2022, 07:45

Jeżeli zleceniodawca nie wyodrębnia w wypłacanym wynagrodzeniu przychodów z praw majątkowych, to do całej wypłacanej kwoty może zastosować ulgę dla osób do 26. roku życia – potwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Spytała o to spółka, która prowadzi działalność gospodarczą w zakresie projektowania i tworzenia oprogramowania. Zawiera ona umowy zlecenia z osobami poniżej 26. roku życia. Na tej podstawie młodzi zleceniobiorcy wykonują usługi m.in. projektowania, tworzenia i programowania aplikacji oraz systemów komputerowych, opracowywania dokumentacji, testowania, modyfikacji i rozwoju tworzonego oprogramowania.

Autorskie prawa majątkowe do tych utworów przenoszą na spółkę. Dodatkowo wykonują inne prace, takie jak: usuwanie błędów w tworzonych bądź utrzymywanych aplikacjach, analizy potencjalnych problemów, jakie może napotkać użytkownik oprogramowania, utrzymywanie kontaktów z klientami, pomoc przy organizacji eventów online i offline (warsztaty, konferencja, webinar).

Za wszystkie te czynności młodzi zleceniobiorcy dostają jedno wynagrodzenie. Również honorarium autorskie nie jest wyodrębnione w umowie, a w trakcie wykonania zlecenia nie jest ewidencjonowany czas poświęcony na wytworzenie utworów i pozostałe czynności. Spółka dodała, że wynagrodzenie uzyskiwane przez młodego zleceniobiorcę nie przekracza w roku podatkowym 85 528 zł. Chciała się upewnić, że do całej wypłacanej kwoty może zastosować ulgę dla młodych.

Dyrektor KIS to potwierdził. Wyjaśnił, że w tych okolicznościach nie należy zaliczać wynagrodzenia zleceniobiorcy do przychodów z praw majątkowych (art. 18 ustawy o PIT). W istocie bowiem nie jest to wynagrodzenie za rozporządzanie prawami autorskimi do utworów.

W tej sytuacji należy uznać, że jest to przychód, o którym mowa w art. 13 pkt 8 lit. a ustawy, a zatem jest on objęty ulgą dla młodych.

Inaczej byłoby, gdyby wyodrębnione było wynagrodzenie z tytułu praw autorskich, w tym również z odpłatnego zbycia tych praw – dodał dyrektor KIS. Wyjaśnił, że byłyby to wówczas przychody z praw majątkowych, o których mowa w art. 18 ustawy o PIT. Nie są one objęte ulgą dla osób do 26. roku życia. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 25 sierpnia 2022 r., sygn. 0114-KDIP3-2.4011.663.2022.2.BM

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8525449,zwolnienie-z-pit-informatycy-przychody.html

 4. Zabytku nie musi odnowić jego właściciel

Łukasz Zalewski | 29 sierpnia 2022, 17:00

Ulga na zabytki przysługuje również wtedy, gdy właściciel zlecił prace remontowe wykonawcy będącemu podatnikiem VAT, a pozwolenie na prace remontowe wydał powiatowy, a nie wojewódzki konserwator zabytków – potwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

O interpretację wystąpił mężczyzna, który prowadzi z żoną, w formie spółki cywilnej, hurtownię tekstyliów. W tym celu korzysta z budynku starego młyna. Oboje z żoną są jego właścicielami, a budynek jest wpisany do rejestru zabytków, najstarsza jego część ma 600 lat. Podatnik postanowił przeprowadzić prace remontowo-modernizacyjne, na które zgodził się powiatowy konserwator zabytków. Szacowany koszt remontu ma wynieść 662 tys. zł.

Roboty zaczęły się już 15 marca br., a ich zakończenie planowane jest na 14 lutego 2025 r. Część prac ma być wykonana przy pomocy zatrudnionych pracowników, a pozostałą część zrealizowałyby firmy specjalizujące się w remontach, będące podatnikami VAT. One także kupią niezbędne do remontu materiały budowlane.

Dodatkowo, na mocy dwóch kolejnych decyzji powiatowego konserwatora zabytków, zostanie wyremontowane ogrodzenie, a na dachu młyna zostaną zamontowane panele fotowoltaiczne.

Podatnik uważał, że choć w art. 26hb ust. 2 pkt 2 lit. a ustawy o PIT mowa jest o pozwoleniu wojewódzkiego konserwatora zabytków, to wystarczy zezwolenie powiatowego konserwatora, bo – jak przekonywał – podstawa prawna jest taka sama. Jest nią ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 840). Ponadto – wskazał – na mocy porozumienia między wojewodą oraz powiatem pozwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków dla działki, której podatnik jest współwłaścicielem, wydaje powiatowy konserwator.

W ramach ulgi na zabytki chciał odliczyć zarówno wydatki na prace remontowe wykonane przez zatrudnionych pracowników, jak i te, które planował zlecić specjalistycznym firmom, będącym podatnikami VAT. Argumentował, że przepisy o uldze na zabytki (art. 26hb) nie nakazują samodzielnego wykonania remontu ani konserwacji zabytków. Może je zrealizować wykonawca robót, a ulgą objęte są również udokumentowane zakupy materiałów budowlanych – utrzymywał.

Chciał się też upewnić, że w ramach ulgi będzie mógł odliczyć wydatek na fotowoltaikę, którą częściowo pokrył z własnej kieszeni. Uważał, że ulgą nie będzie objęta tylko ta część wydatków, która została sfinansowana z urzędu marszałkowskiego.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej zgodził się z podatnikiem we wszystkich tych kwestiach. Przypomniał, że podatnik, który poniesie wydatki na prace konserwatorskie, restauratorskie lub roboty budowlane w zabytku nieruchomym, może odliczyć 50 proc. tych wydatków od podstawy opodatkowania z tytułu ulgi na zabytki, o ile spełni warunki wynikające z art. 26hb ustawy o PIT, w tym ma fakturę wystawioną przez podatnika VAT niekorzystającego ze zwolnienia od tego podatku.

Wydatki można odliczać maksymalnie przez sześć kolejnych lat, licząc od końca roku podatkowego, w którym dokonano odliczenia po raz pierwszy.

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 28 lipca 2022 r., sygn. 0113-KDIPT2-1.4011.394.2022.2.KO

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8525761,interpretacja-zabytek-renowacja-wlasciciel-vat.html

 5. Ulga dla frankowiczów nie przysługuje na kredyty inwestycyjne

Mariusz Szulc | wczoraj, 07:39

Przedsiębiorca, który kupił nieruchomość za pieniądze z kredytu udzielonego na rozwój firmy, nie skorzysta z zaniechania poboru podatku, gdy bank umorzy jego zobowiązanie kredytowe – wynika z interpretacji dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej.

Spytała o to kobieta, która przez ponad 20 lat prowadziła działalność gospodarczą, świadcząc usługi hotelowe. Za pieniądze z kredytu inwestycyjnego zaciągniętego na rozwój firmy kupiła w 2006 r. nieruchomość wczasową wraz z mieszkaniem. Całkowita powierzchnia nieruchomości wynosiła 637 mkw.

W 2012 r. kobieta przeprowadziła się wraz z mężem do tego mieszkania i w nim się zameldowała. W pozostałej części nieruchomości prowadziła pensjonat.
Gdy mąż zachorował, działalność gospodarcza podupadła, co przełożyło się na opóźnienia w spłacie kredytu. Bank naliczał z tego tytułu odsetki karne.

Wtedy żona porozumiała się z bankiem i zmieniła sposób użytkowania nieruchomości na lokale letniskowe z możliwością zameldowania. Następnie wyodrębniła je i sprzedała, co pozwoliło jej spłacić kredyt.

Zawarła też ugodę, w której bank zgodził się na umorzenie odsetek karnych od kredytu. Bank wystawił w związku z tym informację PIT-11, w której wykazał wysokość osiągniętego w ten sposób przez kobietę przychodu.

Ona sama uważała, że choć bank wystawił informację PIT-11, to nie zapłaci ona PIT od umorzenia, bo może skorzystać z zaniechania poboru podatku na podstawie rozporządzenia ministra finansów z 27 marca 2020 r. w sprawie zaniechania poboru podatku dochodowego od niektórych dochodów (przychodów) związanych z kredytem hipotecznym udzielonym na cele mieszkaniowe (Dz.U. z 2020 r. poz. 548). Dotyczyło ono przychodów (dochodów) osiągniętych w okresie od 1 stycznia 2019 r. do końca 2021 r. Obecnie ta sama preferencja podatkowa wynika z rozporządzenia z 11 marca 2022 r. (Dz.U. poz. 592).

Kobieta argumentowała, że spełnia warunki zaniechania poboru podatku – przeznaczyła kupioną nieruchomość na własne cele mieszkaniowe, a przychód z tytułu umorzenia odsetek karnych od kredytu osiągnęła w okresie od 2019 r. do końca 2021 r.

Innego zdania był dyrektor KIS. Stwierdził, że kobieta nie spełniła podstawowego warunku dotyczącego zaniechania poboru podatku. Kupiła bowiem nieruchomość za środki z kredytu inwestycyjnego.

Kredyt inwestycyjny to – jak wyjaśnił organ – kredyt bankowy, którego przeznaczeniem jest umożliwienie prowadzenia działalności rozwojowej, a to oznacza, że kobieta powinna była zadeklarować wysokość przychodu z tytułu umorzonych odsetek karnych w zeznaniu rocznym i zapłacić należny od nich podatek. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 25 sierpnia 2022 r., sygn. 0113-KDIPT2-2.4011.469.2022.2.EC

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8526853,ulga-dla-frankowiczow-kredyty-inwestycyjne.html

 

Rzeczpospolita

 1. Fiskus nie może pomijać danych

25 sierpnia 2022 | Prawo co dnia | Aleksandra Tarka

Skuteczne doręczanie pisma w formie dokumentu elektronicznego w procedurze podatkowej może polegać na doręczeniu jego wydruku. Ma ono jednak zawierać obligatoryjne elementy, w szczególności identyfikator nadawany przez system teleinformatyczny.

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną fiskusa, który spierał się z podatnikiem o wykładnię przepisów podatkowych. Zasadniczo sprawa dotyczyła nadwyżki VAT do zwrotu na rachunek bankowy za listopad 2015 r. Ostatecznie spór sprowadził się do oceny, czy fiskus skutecznie i zgodnie z przepisami doręczył podatnikowi decyzję.

Z akt sprawy wynikało bowiem, że ta została wydana w formie elektronicznej, była opatrzona kwalifikowanym podpisem elektronicznym i doręczona adresatowi bezpośrednio. Wydruk decyzji nie zawierał jednak przewidzianego w art. 144b § 2 pkt 2 ordynacji podatkowej identyfikatora pisma, nadawanego przez system teleinformatyczny. I tak pojawiło się pytanie, czy doręczenie wydruku decyzji bez niego należało uznać za skuteczne.

Fiskus problemu nie widział, ale sądy administracyjne tak. NSA, który ostatecznie oddalił skargę kasacyjną urzędników, przypomniał, że dla papierowej formy pism przepisy ordynacji podatkowej przewidują trzy rozwiązania, zależne od sposobu ich podpisania oraz rodzaju zobowiązania podatkowego. Jednym z nich jest istotna dla sprawy forma elektroniczna, wydrukowana i doręczona tradycyjnie, szczegółowo uregulowana w art. 144b o.p.

Jak tłumaczył sąd, doręczenie pism wydawanych w formie dokumentu elektronicznego, które zostały opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo osobistym, może polegać na przekazaniu wydruku odzwierciedlającego jego treść. NSA potwierdził, że jest to forma przewidziana przez ustawodawcę w sytuacji, kiedy fiskus nie ma możliwości doręczenia adresatowi pisma podpisanego w formie elektronicznej. Wówczas e-dokument przekształca się, poprzez wydruk, w pismo papierowe, które następnie doręcza się w sposób tradycyjny.

Jednak, jak tłumaczył NSA, moc dokumentu urzędowego uzyskuje wydruk pisma, które spełnia warunki określone art. 144b § 2 ordynacji podatkowej. Dopiero taki korzysta z domniemania autentyczności.

W spornej sprawie doręczony wydruk nie spełniał jednego z istotnych warunków uznania wydruku za doręczony, tj. nie miał identyfikatora nadawanego w systemie teleinformatycznym. A zdaniem NSA nie sposób zaakceptować argumentacji fiskusa o nieistotności uchybienia, i to nawet jeśli podatnik zapoznał się z treścią rozstrzygnięcia i wniósł odwołanie na czas. Jak bowiem tłumaczył sąd, skoro normy prawne nakładają na organ podatkowy obowiązek określonego działania, nie jest dopuszczalne, aby skutki błędu w ich realizacji były przerzucane na stronę. Zwłaszcza gdy ustawodawca wiąże z doręczeniem wiele skutków.

Doręczony wydruk nie został sporządzony zgodnie z przepisami, więc nie korzysta z domniemania autentyczności i zgodności z prawdą. To z kolei prowadzi do braku skutecznego jego doręczenia i decyzja nie została wprowadzona do obrotu prawnego. Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: I FSK 217/22

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479299-Fiskus-nie-moze-pomijac-danych.html#.YxCOa-xBxhF

 2. Szkolenia produktowe nie są zwolnione z VAT

29 sierpnia 2022 | Podatki i księgowość | Karolina Gierszewska

Warsztaty z zasad działania konkretnego produktu (monitora interaktywnego wraz z oprogramowaniem i systemu internetowego) nie mają bezpośredniego związku z branżą lub zawodem. Są zatem opodatkowane według stawki 23 proc.

Nasza uczelnia (jednostka finansów publicznych) otrzymała od kontrahenta fakturę za udział w szkoleniu online dla pracowników Działu Rekrutacji oraz Działu Nowych Mediów. Szkolenie dotyczyło obsługi systemu internetowej rekrutacji cudzoziemców. Swoim zakresem obejmowało m.in. sposób konfiguracji systemu. W ramach szkolenia zaprezentowano również praktyczne wykorzystanie modułu marketingowego umożliwiającego usprawnienie działań promocyjnych podejmowanych przez naszą uczelnię. System internetowy nabyliśmy w 2020 r. Obecnie co roku płacimy licencję za możliwość używania systemu (i jego aktualizacje lub nowe moduły). Zamówiliśmy także usługę szkolenia z obsługi monitora i jego oprogramowania, w którym wezmą udział wybrani pracownicy uczelni (monitor to skomplikowana aparatura wspomagająca urządzenia medyczne; został nabyty w odrębnym postępowaniu w ramach zamówień publicznych).

Jaką stawkę podatku sprzedawcy powinni zastosować na wystawianych na naszą rzecz fakturach? Czy można uznać, że mamy do czynienia z usługą tzw. kształceniem zawodowego i sprzedawca może zastosować zwolnienie z VAT na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 29 lit. c ustawy o VAT (finanse uczelni to środki publiczne)? – pyta czytelnik.

Zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 29 lit. c ustawy o VAT zwalnia się od podatku usługi kształcenia zawodowego lub przekwalifikowania zawodowego, inne niż wymienione w pkt 26 (czyli – w uproszczeniu – inne niż realizowane przez placówki systemu oświaty i szkolnictwa wyższego) finansowane w całości ze środków publicznych.

W opisanych przypadkach konieczne jest rozstrzygnięcie czy oferowane przez sprzedawców szkolenia (de facto szkolenia produktowe, których celem jest poznanie działania towaru – monitora lub systemu internetowego) są usługą kształcenia zawodowego lub przekwalifikowania zawodowego. Sam fakt finansowania świadczenia ze środków publicznych jest bowiem bezsporny.

Związek z branżą lub zawodem
W myśl art. 44 rozporządzenia wykonawczego Rady (UE) nr 282/2011 z 15 marca 2011 r. ustanawiającego środki wykonawcze do dyrektywy 2006/112/WE w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, usługi w zakresie kształcenia zawodowego lub przekwalifikowania obejmują nauczanie pozostające w bezpośrednim związku z branżą lub zawodem, jak również nauczanie mające na celu uzyskanie lub uaktualnienie wiedzy do celów zawodowych. Czas trwania kursu w zakresie kształcenia zawodowego lub przekwalifikowania nie ma w tym przypadku znaczenia.

W mojej opinii trudno przyjąć, że szkolenie z zasad działania konkretnego produktu (tut. monitora interaktywnego wraz z oprogramowaniem czy też nabytego systemu internetowego) stanowiło nauczanie pozostające w bezpośrednim związku z branżą lub zawodem albo mające na celu uzyskanie lub uaktualnienie wiedzy do celów zawodowych. Znajomość obsługi tego typu sprzętu czy oprogramowania nie stanowi elementu koniecznego do uzyskania uprawnień w zakresie jakiegokolwiek zawodu. Nie jest to również jeden z koniecznych elementów związanych z podnoszeniem kalifikacji branżowych.

Zaprezentowanie sprzętu
W opisanych przypadkach nie mamy do czynienia ze szkoleniem w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jest to tzw. szkolenie produktowe. Uczenia nabyła towar oraz oprogramowanie od tych samych sprzedawców, od których obecnie nabywa szkolenie. Na bieżąco będzie z niego korzystać. Obecnie nabywa dodatkową odpłatną usługę, na podstawie której sprzedawca zaprezentuje pracownikom uczelni w jaki sposób korzystać z monitora czy oprogramowania (jak najlepiej wykorzystać jego funkcje, moduły etc.).

Mamy tutaj do czynienia nie tyle z przyuczeniem do zawodu czy elementów zawodu, co z pokazaniem przez sprzedawcę towaru/usługi jak optymalnie wykorzystywać jego funkcje. Sprzedawca pokazuje w jaki sposób, przy użyciu jakich parametrów najlepiej wykorzystać wszystkie funkcje jakie oferuje sprzedany uprzednio produkt. Celem szkolenia jest nie tyle podniesienie kompetencji zawodowych pracowników uczelni, co pokazanie zakresu funkcji sprzedanego sprzętu. Jest to coś a la usługa doradztwa z optymalnego korzystania ze sprzedanego uprzednio produktu.

Podobnie wypowiedział się dyrektor Izby Skarbowej w Łodzi w interpretacji z 6 lipca 2016 r. (1061-IPTPP1.4512.286. 2016.2.AK oraz 1061-IPTPP1.4512.268.2016.2.AK). Interpretacja dotyczyła szkolenia z obsługi systemu ERP, czyli systemu wykorzystywanego przy wykonywaniu zawodu, np. księgowego.

Względem tego typu szkolenia nie może znaleźć zastosowania zwolnienie przewidziane w art. 43 ust. 1 pkt 29 lit. c ustawy o VAT. Świadczenie powinno być opodatkowane 23-proc. stawką VAT.

Autorka jest doradcą podatkowym, prezesem zarządu Tributis Group Sp. z o.o. spółki doradztwa podatkowego

Podstawa prawna:

∑ art. 43 ust. 1 pkt 29 lit. c ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (tekst jedn. Dz.U. z 2022 r. poz. 931 ze zm.)

∑ art. 44 rozporządzenia wykonawczego Rady (UE) nr 282/2011 z 15 marca 2011 r. ustanawiającego środki wykonawcze do dyrektywy 2006/112/WE w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.U.UE.L.2011.77.1)

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479383-Szkolenia-produktowe-nie%C2%A0sa-zwolnione-z%C2%A0VAT.html#.YxCQN-xBxhF

 3. Obowiązek stosowania e-faktur odroczony o kolejny rok

29 sierpnia 2022 | Podatki i księgowość | Monika Bilska

Wystawianie faktur ustrukturyzowanych w Krajowym Systemie e-Faktur (KSeF) stanie się obligatoryjne od 2024 roku – tak wynika z projektu decyzji derogacyjnej Rady UE.

Gdy Ministerstwo Finansów wprowadzało obowiązek miesięcznego raportowania plików JPK, wielu przedsiębiorców nie zdawało sobie sprawy jak rewolucyjna jest to zmiana w polskim systemie wymiany informacji pomiędzy nimi a organami Krajowej Administracji Skarbowej. Zmiana ta wymagała od przedsiębiorców przede wszystkim dostosowania ich systemów finansowo-księgowych do wymagań funkcjonalnych związanych z obowiązkiem raportowania JPK, co – jak się okazało – było procesem czaso- i kosztochłonnym. Poza tym, raportowanie JPK wiązało się z wprowadzeniem wielu nowych obowiązków, które dla przeciętnego przedsiębiorcy stanowiły wyzwanie. W szczególności, podatnicy skarżyli się na liczne wątpliwości merytoryczne oraz wyzwania techniczne, którym zmuszeni byli sprostać w toku prac implementacyjnych.

Warto zatem, kierując się doświadczeniami z implementacji JPK, nie czekać do ostatniej chwili z rozpoczęciem prac nad wdrożeniem rozwiązań umożliwiających wystawianie faktur ustrukturyzowanych w KSeF.

Celem przygotowania się do obowiązkowego e-fakturowania podatnicy, w pierwszej kolejności, powinni zapewnić możliwość przesyłania faktur do Krajowego Systemu e-Faktur poprzez dostosowanie swoich programów do wystawiania faktur i/lub systemów finansowo-księgowych do nowych wymogów. W tym celu konieczne może się okazać wsparcie dostawcy oprogramowania lub informatyków.

Nie można również zapomnieć o tym, że od momentu rozpoczęcia wystawiania e-faktur w KSeF konieczna stanie się, większa niż do tej pory, dbałość o prawidłowe pod względem merytorycznym wystawianie faktur. U źródła założeń ustawodawcy wprowadzającego KSeF leży bowiem uzyskiwanie w czasie rzeczywistym informacji o zachodzących transakcjach między przedsiębiorcami wraz ze wskazaną treścią faktury, co umożliwi fiskusowi niezwłoczne zaznajomienie się z przedmiotem i przebiegiem transakcji. Ma to na celu usprawnienie kontroli podatkowej oraz poprawę jej wyników, dostęp do danych w łatwym do analizy formacie, czy wreszcie jeszcze większą automatyzacja procesów kontrolnych.

Wydaje się zatem, że osoby odpowiedzialne w firmie za kwestie finansowo-księgowe powinny przejść szkolenia wdrażające w funkcjonowanie w ramach KSeF. Konieczne może stać się również wdrożenie w strukturze danego podmiotu potencjalnego nowego podziału ról czy zakresu obowiązków poszczególnych pracowników.

Autorka jest doradcą podatkowym z kancelarii Sendero Tax & Legal

Podstawa prawna:

art. 2 pkt 32a oraz art. 106na – 106ne ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (tekst jedn. Dz.U. z 2022 r., poz. 931 ze zm.)

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479376-Obowiazek-stosowania-e-faktur-odroczony-o-kolejny-rok.html#.YxCQfOxBxhE

 4. Za handel bonami sankcji na razie nie przewidziano

30 sierpnia 2022 | Prawo co dnia | Szymon Cydzik

Sprzedaż bonów turystycznych jest nielegalna, ale ukaranie za nią może być trudne.

Zbliża się wrzesień, a wraz z nim koniec ważności Polskiego Bonu Turystycznego. Co prawda rząd nie wyklucza przedłużenia możliwości jego wykorzystania do końca marca 2023 r. (tak żeby objął przerwę świąteczną i ferie), ale wiążące decyzje jeszcze nie zapadły. W czasie roku szkolnego trudno będzie rodzicom wykorzystać bon na wyjazd z dzieckiem, niektórzy mogą więc próbować go sprzedać lub wymienić na inne świadczenie. Jest to jednak nielegalne, gdyż zgodnie z art. 5 ust. 5 ustawy o Polskim Bonie Turystycznym nie podlega on wymianie na gotówkę, inne prawne środki płatnicze lub inne środki wymiany.

Mimo to już od wprowadzenia bonu w 2020 r. pojawiają się osoby, które w internecie ogłaszają, że odsprzedadzą bon za kwotę niższą od jego wartości (500 zł na każde dziecko). Często jest to zwyczajne oszustwo – kupujący wysyła pieniądze, po czym kontakt się urywa lub dostaje on przypadkowy ciąg liczb bądź też kod już wykorzystany. Nawet jednak gdy sprzedawca jest uczciwy wobec kupującego, realizacja cudzego bonu nie jest prosta – prócz samego kodu trzeba bowiem podać PIN otrzymywany esemesem na numer podany przy aktywacji. Wymaga to więc stałego kontaktu ze sprzedawcą.

– Ustawodawca nie przewidział jednak wprost w ustawie sankcji dla osób sprzedających przysługujące im bony turystyczne – mówi radca prawny Anna Kuźniak, specjalizująca się w prawie turystycznym.

Artykuł 39 ustawy o PBT przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności lub do trzech lat więzienia za „przyjmowanie płatności za realizację bonu niezgodnie z przeznaczeniem”. Z kolei w uzasadnieniu tego artykułu wskazano, że dotyczy on sytuacji, gdy płatność z bonu pobrano na inną usługę lub imprezę niż wskazana w ustawie (np. poza Polską).

– Z powyższego w mojej opinii wynika, iż pierwotnym celem ustawodawcy było odniesienie przepisu wyłącznie do przedsiębiorców, którzy bony turystyczne realizują niezgodnie z ich przeznaczeniem, nie zaś do osób, które środki pieniężne za odsprzedaż bonu przyjmują – mówi mec. Anna Kuźniak. – Nie można wykluczyć jednak, iż Polska Organizacja Turystyczna, kierująca do organów ścigania stosowne zawiadomienia, w związku ze spływającymi na specjalny adres e-mailowy nieprawidłowościami, będzie starała się przeforsować rozszerzającą wykładnię tego przepisu, odnosząc go także do osób handlujących bonami, argumentując, iż powyższe stanowi przyjęcie płatności za – pośrednio – realizację bonu niezgodnie z ustawą – dodaje.

Korzystanie z cudzego bonu turystycznego może też być uznane za oszustwo (art. 286 kodeksu karnego).

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479541-Za-handel-bonami-sankcji-na-razie-nie-przewidziano.html#.YxCQu-xBxhF

 5. Karty pre-paid dla pracowników będą kosztem

31 sierpnia 2022 | Rachunkowość | Bartosz Mielniczek

Wydatki związane z zasilaniem kart przedpłaconych dla przedstawicieli handlowych podatnika mogą zostać uznane za koszty uzyskania przychodów w podatku dochodowym od osób prawnych.

Takie stanowisko zajął dyrektor KIS w interpretacji indywidualnej z 10 czerwca 2022 r. (0111- KDIB2-1.4010.129.2022.4.DD).

Stan faktyczny
W omawianej sprawie, wnioskodawca prowadził sprzedaż swoich produktów m.in. za pośrednictwem przedstawicieli handlowych. W ramach prowadzonej działalności gospodarczej, jako formę systemu motywacyjnego, oferował im dodatek do wynagrodzenia podstawowego w postaci kart przedpłaconych, tzw. pre-paid, które były wręczane pracownikom. Spółka zasilała wspomniane karty określonymi kwotami w zależności od osiąganych przez przedstawicieli handlowych wyników sprzedażowych. Jednocześnie, pracownicy Spółki – w tym wypadku przedstawiciele handlowi – mogły użytkować środki zgromadzone na kartach w sposób dowolny, wedle własnego uznania.

Jak wskazano we wniosku, płatności dokonywane za pomocą omawianych kart były obsługiwane w większości sklepów stacjonarnych w Polsce – w praktyce więc umożliwiało to wydatkowanie zgromadzonych na nich środków na prywatne cele konsumpcyjne. Spółka nie narzucała bowiem sposobu, w jaki jej pracownicy mieliby je użytkować – mieli oni w tym zakresie pełną swobodę.

We wniosku o wydanie interpretacji wnioskodawca wskazał, że omawiany program motywacyjny był częścią „akcji marketingowej”, nazwanej we wniosku „Programem”, skierowanej jednak do pracowników, nie zaś potencjalnych klientów. Działania promocyjne miały zaś polegać na zachęcaniu pracowników do większego zaangażowania w budowanie dobrych wyników sprzedażowych spółki. Jednocześnie w ramach Programu Spółka przewidywała możliwość wypłaty dodatkowego wynagrodzenia dla pracowników zamiast zasilania środkami kart pre-paid. W związku z Programem, ponoszone były również wydatki związane z jego organizacją i utrzymaniem (m.in. z zamówieniami kart i ich obsługą przez operatora).

W związku z tym, we wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej spółka zadała pytanie, czy prawidłowym będzie uznanie wydatków związanych z Programem za koszty uzyskania przychodu w podatku dochodowym od osób prawnych. Spółka stała na stanowisku, że powyższa kwalifikacja wydatków związanych z programem motywacyjnym/akcją marketingową będzie zgodna z przepisami dotyczącymi CIT, gdyż będą one ponoszone w celu osiągnięcia przychodów, lub zachowania albo zabezpieczenia ich źródła.

Stanowisko organu podatkowego
Organ uznał powyższe stanowisko za prawidłowe. Zdaniem dyrektora KIS, omawianych wydatków nie należy rozpatrywać pod kątem art. 16 ust. 1 pkt 28 jako kosztów reprezentacji, ani też pod kątem art. 16 ust. 1 pkt 45 – tzn. jako wydatków na działalność socjalną. Wydatki związane z Programem nie są bowiem skierowane „na zewnątrz”, czyli do kontrahentów (lub potencjalnych kontrahentów) Spółki, lecz dotyczą jej pracowników, w tym wypadku – przedstawicieli handlowych. Organ wskazał zatem, że zasadność poniesionych wydatków należy rozpatrywać pod kątem spełnienia przesłanek wynikających z art. 15 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych – zaś omawiany system motywacyjny/akcja marketingowa ma na celu zwiększenie i zintensyfikowanie sprzedaży asortymentów Spółki poprzez zwiększoną aktywność przedstawicieli handlowych, wobec czego zaliczenie wskazanych wydatków do kosztów uzyskania przychodów należy uznać za zasadne.

Zdaniem autora
Bartosz Mielniczek

konsultant w dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte

Zajęte przez organ stanowisko nie powinno być zaskoczeniem. W omawianej sprawie, wnioskodawca chcąc zachęcić pracujących dla niego przedstawicieli handlowych, oferował im system zachęt finansowych, także w postaci zasilania określonymi kwotami kart przedpłaconych, z których pracownicy mieli możliwość korzystania w dowolny sposób. W praktyce więc był to system premiowy dedykowany dla określonej grupy pracowników, co do zasady więc wydatki z nim związane należałoby uznać za wydatki pracownicze. Nie ma przy tym większego znaczenia, czy w uzasadnieniu wniosku spółka zakwalifikowała omawiane wydatki jako koszty związane z wynagrodzeniami swoich pracowników, czy też jako „akcję marketingową” (choć może być to zastanawiające). Główną przesłanką przy kwalifikacji danych wydatków jak koszty uzyskania przychodów w podatku dochodowym od osób prawnych jest bowiem ich związek z osiąganymi przez podatnika przychodami. System zachęt finansowych dla pracowników i koszty jego obsługi bez wątpienia spełniają kryteria konieczne dla uznania je za koszty podatkowe – nie jest przy tym istotny fakt, czy jest on realizowany poprzez zasilanie kart przedpłaconych dla pracowników, czy w formie bezpośrednich przelewów na ich konta.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1479516-Karty-pre-paid-dla-pracownikow-beda-kosztem.html#.YxCRIexBxhF

 

PZP | Prasówka | 30 sierpnia 2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Kary umowne znów mogą być potrącane z wynagrodzenia

Sławomir Wikariak | wczoraj, 07:48

Uchylono antycovidową regulację, która zabraniała wykonawcom zamówień publicznych potrącać kary umowne z wynagrodzenia. Pierwszych potrąceń zamawiający będą mogli dokonać od października 2022 r.

W czerwcu 2020 r. do ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 2095 ze zm.; dalej: tarcza antykryzysowa) wprowadzono art.15r1 ust. 1, który zakazał zamawiającym potrącania z wynagrodzenia wykonawców kar umownych za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy. Miało to pomóc przedsiębiorcom, którzy z powodu pandemii napotykali problemy z realizacją zamówień. Blokowanie zapłaty mogłoby spotęgować ich kłopoty.

Obowiązująca od 24 sierpnia 2022 r. nowelizacja ustawy o Rządowym Funduszu Rozwoju Dróg oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2022 r. poz. 1768) uchyliła tę regulację (art. 10 ustawy). Potrącenia nie będą jednak możliwe od razu – w zależności od tego, w jakiej dacie wystąpiły zdarzenia będące ich podstawą, zaczną być realizowane od 1 października 2022 r. (zdarzenia do 31 grudnia 2020 r.), 1 stycznia 2023 r. (zdarzenia od 1 stycznia 2021 r. do 31 grudnia 2021 r.) oraz 1 kwietnia 2023 r. (zdarzenia od 1 stycznia 2022 r. do dnia wejścia w życie ustawy). Wyjątkiem są sytuacje, gdy kończy się termin ważności zabezpieczenia należytego wykonania umowy – wówczas potrąceń można dokonać wcześniej.

„Wprowadzenie zróżnicowanych terminów do dochodzenia roszczeń wobec wykonawców przez zamawiających z umów już wykonanych jest korzystne dla wykonawców i gwarantów, ma na celu umożliwienie przygotowania się do spłaty zobowiązań – skumulowanych kar umownych” – wyjaśniono w uzasadnieniu projektu.

W praktyce wielu zamawiających dokonywało potrąceń na długo przed uchyleniem art.15r1 ust. 1 tarczy antykryzysowej. Wielu interpretowało przepis w ten sposób, że potrącenie jest zakazane wyłącznie wtedy, gdy uchybienie wykonawcy ma związek z epidemią, a więc przykładowo opóźnienie w wykonaniu robót budowlanych wynika z choroby pracowników, i zatrzymywało pieniądze z tytułu naliczonych kar umownych. Wykonawcy nierzadko słyszeli wprost, że jak chcą, to mogą iść do sądu, ale wyrok zapadnie długo po uchyleniu tarczy antykryzysowej.

– Z tym przepisem było tak, jak z nowelizacją k.p.c. w prawniczej anegdocie o sędzim sądu rejonowego z małego miasta, który skwitował ją słowami „u nas się to nie przyjęło”. Nie wszyscy zamawiający respektowali covidowe zasady – przyznaje Łukasz Mróz, partner zarządzający w kancelarii Mróz Radcy Prawni.

– Od początku było wiadome, że mówimy o czasowym rozłożeniu parasola ochronnego nad wykonawcami. Wydaje mi się, że i tak pozostawał długo otwarty. Nie mam problemu z tym, że przepis uchylony został akurat teraz. Jasno oznaczony w ustawie kalendarz daje wykonawcom wskazówkę, kiedy mogą spodziewać się w swoich skrzynkach pocztowych oświadczeń o potrąceniu kar oraz korespondencji z sądu w sprawach o zapłatę kar wytoczonych przez zamawiających – dodaje radca prawny. ©℗

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8525464,zamowienia-publiczne-przetargi-kary-umowne.html

 2. Publiczny kontrakt? Firmy uciekają z rynku zamówień publicznych

Sławomir Wikariak | wczoraj, 07:15

Tylko 2,29 oferty przypada średnio na jeden przetarg. Firmy uciekają z rynku zamówień publicznych m.in. z powodu niechęci urzędników do waloryzacji wynagrodzeń

Już ubiegły rok pokazał nieco mniejsze zainteresowanie przedsiębiorców publicznymi przetargami, ale prawdziwe zaniepokojenie mogą wywoływać dane za pierwsze półrocze 2022 r. Na jeden przetarg o wartości poniżej progów unijnych przypada zaledwie 2,29 oferty. Biorąc pod uwagę, że część z nich jest odrzucana, w wielu przypadkach nie można mówić praktycznie o żadnej konkurencji.

– Obawiam się, że to dopiero początek tego trendu i coraz więcej firm, zwłaszcza małych i średnich, będzie rezygnować z ubiegania się o publiczne zamówienia. Największym problemem jest w tej chwili brak waloryzacji wynagrodzeń – zauważa Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Mimo wytycznych Urzędu Zamówień Publicznych czy Prokuratorii Generalnej RP, które wprost mówią o możliwości podwyższania wynagrodzenia z powodu szalejącej inflacji, wielu zamawiających wciąż odmawia aneksowania umów. Trudno się więc dziwić, że firmy nie kwapią się do zawierania kolejnych. Zapowiadany już w czerwcu przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii projekt specustawy waloryzacyjnej wciąż jeszcze nie powstał.

Paradoksem jest to, że obowiązujące od początku 2021 r. przepisy o zamówieniach publicznych przewidują wiele ułatwień, które miały zachęcić wykonawców do startu w przetargach. UZP przestrzega jednak, by na podstawie tak krótkiego okresu ich obowiązywania nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Jego zdaniem zmniejszenie średniej liczby ofert należy tłumaczyć przede wszystkim nadzwyczajną sytuacją, w jakiej znalazła się Polska. Możliwości wykonawców do realizacji zamówień ogranicza wojna w Ukrainie, pandemia koronawirusa, przerwane łańcuchy dostaw i coraz bardziej dotkliwy brak rąk do pracy.

Po dwóch latach rosnącej konkurencji na rynku zamówień publicznych już ubiegły rok pokazał nieco mniejsze zainteresowanie przedsiębiorców publicznymi przetargami. Jednak prawdziwe zaniepokojenie mogą wywoływać dane za pierwsze półrocze 2022 r. Na jeden przetarg o wartości poniżej progów unijnych przypada zaledwie 2,29 oferty. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda, gdy weźmie się pod uwagę, że część ofert jest z różnych powodów odrzucana. To oznacza, że w wielu przetargach nie można mówić praktycznie o żadnej konkurencji. Coraz więcej jest też takich, w których nikt nie startuje.

– Obawiam się, że to dopiero początek złego trendu i coraz więcej firm, zwłaszcza małych i średnich, będzie rezygnować z ubiegania się o publiczne zamówienia. Ogólnie trudna dla przedsiębiorców sytuacja na tym rynku jest spotęgowana brakiem elastyczności zamawiających. Największym problemem jest w tej chwili brak waloryzacji wynagrodzeń, który powoduje, że wykonawcom bardziej opłaca się zrywać kontrakty, nawet licząc się z karami umownymi, niż je realizować – zauważa Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich oraz przewodniczący Rady Zamówień Publicznych.

Jeśli przetarg trwa przykładowo dwa miesiące, to już przed zawarciem umowy ceny zaproponowane w ofercie przestają odpowiadać warunkom rynkowym. A co powiedzieć o kontraktach zawieranych na lata? Owszem, wiele z nich zgodnie z nowymi przepisami musi zawierać klauzule waloryzacyjne. Tyle że standardem jest ograniczanie ich działania do 3-5 proc. wartości zamówienia. Tymczasem ceny towarów czy usług drożeją w dwucyfrowym tempie.

Zachętę do waloryzacji wynagrodzeń miała stanowić specustawa, której pilne przygotowanie już w czerwcu zapowiedziało Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Choć kończy się sierpień, wciąż jednak nie przedstawiono nawet jej projektu. Co prawda wytyczne Urzędu Zamówień Publicznych oraz Prokuratorii Generalnej RP jednoznacznie wskazują, że już obecne przepisy pozwalają na waloryzację kontraktów ze względu na wyjątkową sytuację, ale większość zamawiających nie kwapi się ku temu. W tej sytuacji trudno się dziwić, że przedsiębiorcy nie są skłonni do zawierania kolejnych umów.

Zmiany wymagają czasu
Konkurencyjność od wielu lat jest piętą achillesową polskiego rynku zamówień publicznych. Najwyższą odnotowano w 2005 r., kiedy na jeden przetarg przypadało średnio 4,4 oferty. Od tego czasu było już tylko gorzej. Najniższy poziom zanotowano w 2018 r., potem zaczął on rosnąć i to nawet podczas pandemii. Teraz znów jesteśmy najbliżej najgorszych wskaźników w historii.

Za ostatni okres brakuje danych z rynku europejskiego, które można byłoby zestawić z polskimi. Pewien obraz dają natomiast dane Komisji Europejskiej za lata 2018-2019. W tym czasie aż 43 proc. polskich postępowań kończyło się złożeniem tylko jednej oferty, co plasowało nas w końcówce UE. Na Węgrzech takich przetargów było wówczas 39 proc., w Niemczech – 18 proc., a w Szwecji – 9 proc.

– Poziom konkurencyjności zamówień publicznych od lat jest uznawany za zbyt niski w stosunku do roli tego sektora. Moim zdaniem mała konkurencyjność wynika m.in. ze wciąż zbyt proceduralnego podejścia do przetargów, których celem jest przecież pozyskanie przez stronę publiczną określonego dobra w zamian za wymierną korzyść dla wykonawcy. W wielu branżach nadal jest problem z uwzględnianiem aspektów jakościowych, a także efektywnością ocenianą przez pryzmat kosztów cyklu życia, a nie jedynie kosztu nabycia – zwraca uwagę Anna Szymańska, radca prawny z kancelarii Dentons i członek Stowarzyszenia Prawa Zamówień Publicznych.

Paradoksalnie poprawa konkurencyjności była jednym z głównych celów obowiązującej od początku 2021 r. ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1710). Jak pokazują dane, nie udało się go osiągnąć. Eksperci zwracają jednak uwagę, że za wcześnie, by oceniać skuteczność nowych regulacji.

– Sytuację teoretycznie mogą poprawić regulacje takie jak klauzule waloryzacyjne, zakaz stosowania klauzul abuzywnych, limity kar umownych czy ustawowy obowiązek współpracy przy realizacji zamówienia publicznego. Praktyka już pokazuje, że w niektórych przypadkach można wypracować obiektywnie efektywne rozwiązania kontraktowe. Dzieje się to jednak zbyt wolno, często dopiero w wyniku np. postępowań odwoławczych. Generalnie wypracowanie lepszych standardów rynkowych wymaga czasu i pieniędzy, a jednego i drugiego obecnie brakuje – komentuje Anna Szymańska. Ona również obawia się dalszego odpływu przedsiębiorców. Jej zdaniem trend ten mogłoby zahamować jedynie bardziej partnerskie podejście stron, szybkie rozwiązywanie problemów i zmiana zachowawczego dziś podejścia do zarządzania okolicznościami, które są niezależne od stron.

Problemem jest to, że choć nowa ustawa rzeczywiście wprowadziła szereg ułatwień mogących poprawić sytuację wykonawców, to jednocześnie ich stosowanie zależy często od samych zamawiających. Dla przykładu – nowe przepisy zniosły obowiązek żądania wadium przy zamówieniach powyżej progów unijnych. Zamawiający jednak niezbyt chętnie korzystają z tej możliwości i wpłacenie wadium wciąż jest standardowym wymogiem.

Inny przykład – zaliczki i płatności częściowe. Owszem, przepisy wymagają ich przy dłuższych umowach, ale wielu zamawiających wciąż różnymi sposobami odracza terminy płatności (zwłaszcza znajdujące się w złej sytuacji finansowej szpitale). W ramach Rządowego Funduszu Polski Ład, który ma pomóc odbudować gospodarkę po pandemii, rozdzielane są dziesiątki miliardów złotych na inwestycje. Tyle że firmy startujące w przetargach na ich realizację muszą liczyć się z tym, że najpierw same sfinansują inwestycję. Jeśli umowa trwa krócej niż rok, rządowe pieniądze są wypłacane dopiero po zakończeniu kontraktu.

Obiektywne przeszkody
UZP przestrzega, by na podstawie najnowszych danych nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków.

– Nowa ustawa p.z.p. w sposób istotny uelastyczniła proces udzielania zamówień poniżej progów unijnych, a także wprowadziła mechanizmy dające zamawiającym i wykonawcom większą swobodę kształtowania wzajemnych relacji. Jak każda tego typu zmiana w prawie, wymaga ona jednak odpowiedniego ukorzenienia się wśród uczestników rynku i na efekty regulacji trzeba chwilę poczekać – przekonuje Michał Trybusz, rzecznik prasowy UZP.

Jego zdaniem spadek średniej liczby ofert należy tłumaczyć przede wszystkim nadzwyczajną sytuacją, w której znalazła się Polska. Wojna w Ukrainie, pandemia koronawirusa, przerwane łańcuchy dostaw czy coraz bardziej dotkliwy brak rąk do pracy zmniejsza możliwości wykonawców do realizacji zamówień.

– Generalną zasadą funkcjonującą w normalnych warunkach rynkowych od roku 2018 do 2020 był systematyczny wzrost liczby składanych ofert. Natomiast w obecnym okresie w warunkach rynkowych poddanych permanentnym turbulencjom ekonomicznym zanotowano stosunkowo nieznaczny spadek. Mimo niepewności rynkowej zamówienia publiczne nadal są atrakcyjne dla wykonawców – zauważa Michał Trybusz.
Coraz mniej konkurencji na publicznym rynku
Coraz mniej konkurencji na publicznym rynku / Dziennik Gazeta Prawna – wydanie cyfrowe

https://serwisy.gazetaprawna.pl/msp/artykuly/8525702,zamowienia-publiczne-firmy-rezygnuja-z-przetargow.html

 3. Aby odzyskać wadium, lepiej iść do sądu

Sławomir Wikariak | 24 sierpnia 2022, 08:39

Nawet jeśli zamawiający bezprawnie zatrzymał wadium, to wnoszenie odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej w oderwaniu od innych zarzutów najczęściej nie ma sensu. Konieczny jest pozew do sądu cywilnego

We wczorajszym wydaniu DGP opisaliśmy wyrok KIO potwierdzający, że już samo nieuzupełnienie dokumentów na żądanie zamawiającego może oznaczać utratę wadium wniesionego przez firmę (wyrok z 3 sierpnia 2022 r., sygn. akt KIO 1847/22). Podstawę prawną daje ku temu art. 98 ust. 6 ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1710), zgodnie z którym zamawiający zatrzymuje wadium wraz z odsetkami, jeżeli wykonawca w odpowiedzi na wezwanie, z przyczyn leżących po jego stronie, nie złożył dokumentów, co spowodowało brak możliwości wybrania oferty złożonej przez wykonawcę jako najkorzystniejszej. Choć celem tego przepisu było zapobieganie zmowom przetargowym (firmy celowo nie uzupełniają dokumentów, żeby zamawiający musiał wybrać droższą ofertę), to okazuje się, że wadium może zostać zatrzymane, nawet gdy w przetargu złożono jedną ofertę, a więc siłą rzeczy o zmowie cenowej nie mogłoby być mowy.

Zatrzymanie wadium z powodu nieuzupełnienia dokumentów można oczywiście próbować podważać. Np. wtedy, gdy przyczyny ich niedostarczenia nie leżały po stronie wykonawcy, ale również odwołując się do wykładni celowościowej tego przepisu. W „Komentarzu do Prawa zamówień publicznych” Urzędu Zamówień Publicznych podkreślono, że „zatrzymanie wadium nie wchodzi w grę, gdy wykonawca działa w dobrej wierze, czyli błędnym, ale usprawiedliwionym przekonaniu, że spełnia warunki zamówienia”.

Jak pokazuje orzecznictwo KIO i sądów, zarzut dotyczący bezpodstawnego zatrzymania wadium nie może być samodzielną przyczyną złożenia odwołania. Bo nawet jeśli zostałby uwzględniony, to i tak nie miałoby to wpływu na wynik przetargu. Zgodnie z art. 554 ust. 1 pkt 1 ustawy p.z.p. KIO może uwzględnić odwołanie tylko wtedy, gdy naruszenie przepisów ustawy miało lub może mieć istotny wpływ na wynik postępowania o udzielenie zamówienia.

Zdarza się, że KIO przyznaje rację wykonawcy i zgadza się z zarzutem bezpodstawnego zatrzymania wadium. I tak jednak ten nie może go wówczas uwzględnić.

„Mimo stwierdzenia, że zamawiający nie wykazał zasadności czynności zatrzymania wadium, odwołanie nie mogło być przez Izbę uwzględnione, ponieważ naruszenie przepisów ustawy, które odwołujący zarzucał zamawiającemu, nie miało i nie może mieć żadnego wpływu na wynik postępowania. Odwołujący wyniku tego postępowania w ogóle nie kwestionował, nie kwestionował też czynności poprzedzających wybór najkorzystniejszej oferty, w szczególności odrzucenia własnej oferty. Zarzut odwołania sprowadzał się wyłącznie do zatrzymania wadium. W tej sytuacji brak było podstaw do uwzględnienia odwołania” – podkreślono w uzasadnieniu wyroku z 2 listopada 2021 r. (KIO 2971/21).

Podobne argumenty można znaleźć w orzecznictwie sądów, np. w wyroku Sądu Okręgowego w Szczecinie z 21 grudnia 2016 r. (VIII Gz 218/16), w którym stwierdzono wprost, że „czynność zatrzymania przez zamawiającego wadium nie ma wpływu na wybór najkorzystniejszej oferty przez zamawiającego, a więc nie wpływa na wynik postępowania”.

Wniesienie odwołania do KIO w takich sytuacjach nie tylko nic nie daje, ale dodatkowo naraża firmę na niemałe koszty. Jeśli więc uważa ona, że wadium zatrzymano bezprawnie, powinna od razu składać pozew do sądu cywilnego z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia się. Jak pokazuje orzecznictwo sądowe, takie sprawy nierzadko kończą się zwycięstwem wykonawcy.

W odwołaniu do KIO zarzut ten jest sens stawiać tylko wtedy, gdy towarzyszą mu inne, których rozstrzygnięcie może wpłynąć na wynik przetargu. Najczęściej wtedy, gdy jest spór, czy złożone dokumenty potwierdzają, czy też nie potwierdzają spełnienia warunków. Wówczas KIO powinna go rozpoznać, co potwierdza jej orzecznictwo.

„Czynność zatrzymania wadium miała charakter wynikowy wobec pozostałych czynności podjętych przez zamawiającego w toku prowadzonego postępowania, tj. odrzucenia oferty odwołującego oraz wezwania go do uzupełnienia dokumentów podmiotowych. W ocenie Izby zarzut zatrzymania wadium w postępowaniu, skorelowany z innymi zaskarżonymi czynnościami, mógłby być przedmiotem rozstrzygnięcia jako zarzut wynikowy i powiązany z tymi zarzutami wyłącznie na skutek uwzględnienia odwołania w zakresie umożliwiającym wykonawcy uzyskanie zamówienia” – napisano w uzasadnieniu wyroku z 3 stycznia 2022 r. (KIO 3630/21).

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8523412,zamowienia-publiczne-odzyskanie-wadium-kio-pozew-sad.html

 

Portal ZP

 1. Zamawiający musi poprawić omyłkę w ofercie, nawet jeśli dotyczy elementów zamówienia

Redakcja Portalu | Dodano: 30 sierpnia 2022

Zakaz dokonywania w ofercie tych poprawek, które powodują istotną zmianę treści oferty, nie jest tożsamy z zakazem korekty omyłek, które dotyczą istotnych elementów przedmiotu zamówienia (wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 2 czerwca 2022 r., sygn. akt KIO 1292/22).

Nie sposób zakładać, że wykonawca z premedytacją pominął ceny jednostkowe dla jednej z pozycji formularza cenowego, określając jednak wartość tej pozycji. Taka teza jest pozbawiona logicznych podstaw. Wykonawca ujął pozycję 1.4 w formularzu cenowym, uwzględnił określoną przez zamawiającego krotność i podał wartość tej pozycji, nie wpisując jedynie cen jednostkowych. Nie można więc zakładać, że jego zamiarem było niezaoferowanie prac określonych w tej pozycji. Przeciwnie, taki sposób wypełnienia formularza wskazuje na omyłkę.

Trudno przyjmować, aby wykonawca intencjonalnie złożył ofertę, w której nie oferuje wykonania jednego z wielu rodzajów prac składających się na przedmiot zamówienia. Warto zauważyć, że formularz cenowy zawierał wszelkie informacje niezbędne do poprawienia omyłki i nie istniały żadne alternatywne sposoby jej korekty, które miałyby matematyczne i logiczne podstawy.

Skoro wartość pozycji 1.4 została określona na 0,00 zł, to ceny jednostkowe nie mogły być inne niż 0,00 zł. W tej sytuacji brak jest podstaw do twierdzenia, że ewentualna dopuszczalność poprawienia omyłki mogła być oceniana po uzyskaniu od wykonawcy wyjaśnień. Nie było bowiem uzasadnionych wątpliwości co do treści oferty wykonawcy. Korekta omyłki w sposób dokonany przez zamawiającego nie spowodowała żadnych istotnych zmian w treści oferty. Artykuł 223 ust. 2 pkt 3 ustawy Pzp zakazuje dokonywania w ofercie takich poprawek, które powodują istotną zmianę treści oferty. Nie jest to tożsame z zakazem poprawiania omyłek dotyczących istotnych elementów przedmiotu zamówienia.

O korekcie omyłek w ofertach piszemy także tutaj:

Ocena ofert/Omyłki w ofertach

https://www.portalzp.pl/nowosci/zamawiajacy-musi-poprawic-omylke-w-ofercie-nawet-jesli-dotyczy-elementow-zamowienia–28064.html

 2. Przypominamy o obowiązkach zamawiających związanych z regulacjami ustawy o elektromobilności

Krzysztof Hodt | Dodano: 29 sierpnia 2022

Ustawa z 11 stycznia 2018 r. o elektromobilności i paliwach alternatywnych zawiera określone nowe obowiązki, jakie muszą realizować podmioty z sektora administracji rządowej, samorządowej oraz wszystkie pozostałe jednostki zamawiające. Przykładowo art. 34 ust. 1 ustawy wymaga, aby od 1 stycznia 2025 r. wśród pojazdów samochodowych, jakie użytkują urzędy naczelnych i centralnych organów administracji państwowej, było co najmniej 50% pojazdów elektrycznych. Szczegółowe omówienie regulacji ustawy o elektromobilności znajdziesz w cyklu 4 artykułów, jaki ukazał się w naszym serwisie. W poniższym krótki opracowaniu przeczytasz o tym, czy spółka miejska, która chce zamówić usługę ochrony powyżej 750 tys. euro, powinna stosować wymogi z ustawy o elektromobilności.

Pewien zamawiający – spółka miejska – który jest podmiotem z art. 4 pkt 3 ustawy Pzp, chce zamówić usługę ochrony na okres 12 miesięcy o wartości poniżej progu 750.000 euro. Pyta, czy w związku z tym ciążą na nim jakieś obowiązki wynikające z ustawy o elektromobilności, które powinien uwzględnić w SWZ i wzorze umowy.

Należy wyjaśnić, że z wszczęciem postępowania na usługi ochrony nie wiążą się w tym przypadku żadne obowiązki wynikające z ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych.

W ustawie można wyróżnić trzy zagadnienia, które potencjalnie mogą przełożyć się na postępowania o udzielenie zamówienia publicznego prowadzone przez jednostki samorządu terytorialnego:

1) obowiązek zapewnienia odpowiedniego poziomu floty przez administrację samorządową – dotyczy on wyłącznie jednostek samorządu terytorialnego mających co najmniej 50.000 mieszkańców;

2) obowiązek realizowania zadań publicznych jednostek samorządu terytorialnego przez podmioty dysponujące pojazdami elektrycznymi lub napędzane gazem ziemnym – w tym przypadku również obowiązek został nałożony wyłącznie na jednostki samorządowe mające co najmniej 50.000 mieszkańców;

Ważne

Problematyczne może być rozgraniczenie, które z zamówień są udzielane w celu realizacji zadań własnych (publicznych) JST, a które mają jedynie znaczenie wspomagające. Można przyjąć, że zamówienia służące funkcjonowaniu urzędu (np. zakup artykułów biurowych, komputerów, czy też świadczenie obsługi prawnej) ma charakter poboczny względem zadań własnych. W takim przypadku nie ma obowiązku ich realizacji przy udziale pojazdów elektrycznych lub napędzanych gazem ziemnym.

3) obowiązek uwzględnienia pojazdów nisko- i zeroemisyjnych w ramach zamówień publicznych – chodzi tu o zamówienia o wartości równej lub przekraczającej progi unijne, których przedmiotem jest nabycie (na podstawie umowy sprzedaży, leasingu, najmu lub dzierżawy) pojazdów samochodowych określonych kategorii.

Żaden z przedstawionych wyżej obowiązków nie dotyczy postępowania o wartości mniejszej niż progi unijne, którego przedmiotem są usługi ochrony.

Przypominamy o cyklu artykułów na naszej stronie WWW dotyczących obowiązków zamawiających, jakie wynikają z ustawy o elektromobilności:

1. Ustawa o elektromobilności – obowiązki zamawiających z administracji rządowej i samorządowej (cz. I)
2. Do 31 stycznia br. złóż sprawozdanie o liczbie pojazdów zero- i niskoemisyjnych w Twoich zamówieniach (cz. II)
3. Jak dokonać zamówienia publicznego według ustawy o elektromobilności – zapisy dokumentów zamówienia (cz. III)
4. Obowiązki z ustawy o elektromobilności dla wszystkich zamawiających (cz. IV)
5. Ustawa o elektromobilności a zamówienia publiczne – 4 praktyczne pytania zamawiających i podpowiedzi eksperta
Krzysztof Hodt

https://www.portalzp.pl/nowosci/przypominamy-o-obowiazkach-zamawiajacych-zwiazanych-z-regulacjami-ustawy-o-elektromobilnosci-28061.html

 

Budownictwo | 29 sierpnia 2022 r.

Rzeczpospolita

Branża w taktycznym odwrocie. Czego się spodziewać w budownictwie?

Adam Roguski, 24.08.2022

Najbliższe kwartały to walka o utrzymanie marż w warunkach malejących przychodów i niebezpiecznie wysokich kosztów – ocenia ekspert branżowej gildii.

W lipcu produkcja budowlano-montażowa w Polsce wzrosła o 4,2 proc. rok do roku, podczas gdy ankietowani przez nas ekonomiści spodziewali się zwyżki o 6,1 proc. To również wynik najsłabszy od grudnia ub.r. Po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych produkcja budowlana wzrosła w lipcu 7,7 proc. rok do roku i skurczyła się o 0,5 proc. miesiąc do miesiąca – była to już czwarta zniżka aktywności w budownictwie w tym roku.

– Polskie budownictwo zaczęło hamować na przełomie II i III kwartału – komentuje Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Z powodu rekordowych kosztów wykonawstwa, rosnących stóp procentowych i ogólnej niepewności odnośnie do rozwoju sytuacji gospodarczej i politycznej na świecie wielu inwestorów wstrzymuje się z uruchamianiem nowych projektów w segmencie prywatnym, głównie mieszkaniowym i biurowym. Do spowolnienia inwestycyjnego doszło nawet na rynku magazynowym – wylicza.

Ekspert zaznacza, że w przypadku rynku publicznego trwa oczekiwanie na pieniądze z budżetu UE na lata 2021–2027, które na większą skalę napłyną do Polski dopiero w okolicach 2024 r. Jednocześnie istnieje poważne ryzyko, że z powodu politycznego sporu na linii Warszawa–Bruksela nie trafią do nas w najbliższym czasie fundusze z KPO.

– Byłaby to bardzo zła informacja dla inwestycji kolejowych, energetycznych i samorządowych, które są mocno uzależnione od finansowania unijnego – mówi Kaźmierczak.

Ekonomista zaznacza, że w najbliższych kwartałach największym wyzwaniem dla budownictwa będzie walka o utrzymanie marż w warunkach malejących przychodów i niebezpiecznie wysokich kosztów.

– Co prawda, w ostatnich tygodniach przestały rosnąć ceny materiałów, ale nadal są one dwa razy wyższe niż na początku 2021 r. Ceny paliw spadły od czerwcowych szczytów o około 20 proc., ale są wciąż bardzo wysokie. Dynamika wynagrodzeń w budownictwie też wyhamowała, niemniej ciągle jest dwucyfrowa. Jednocześnie spadek inwestycji zwiększy rywalizację o pozyskanie nowych kontraktów, a firmy muszą konkurować najniższą ceną. To może mieć wpływ na wyniki finansowe branży budowlanej w latach 2023–2024 – prognozuje Kaźmierczak.

Dużo będzie zależeć od wielkości oraz struktury posiadanych przez spółki portfeli zamówień.

Na warszawskiej giełdzie załamania nastrojów nie widać, raczej wyczekiwanie. Od rosyjskiej inwazji na Ukrainę indeks WIG-budownictwo poruszał się w trendzie bocznym, by w połowie lipca spróbować wspinaczki, ale udało się tylko częściowo. Na parkiecie notowani są najwięksi generalni wykonawcy w Polsce, którzy zdołali zgromadzić duże i zdywersyfikowane portfele. W trudniejszej sytuacji będą mniejsi gracze i podwykonawcy.

Duży spadek aktywności inwestycyjnej zanotowano w lipcu na rynku mieszkaniowym. Deweloperzy ruszyli w Polsce z budową prawie 8,4 tys. mieszkań. To o 44 proc. mniej rok do roku i 47 proc. mniej miesiąc do miesiąca. Pomijając styczeń br., z negatywnym wpływem omikrona i kwarantann, lipcowy wynik jest najgorszy od kwietnia i maja 2020 r., kiedy zaatakowała pandemia. To efekt pogarszającej się sytuacji nabywców – zmniejszenia dostępności kredytów hipotecznych do poziomów najniższych w historii monitoringu BIK, a co za tym idzie, coraz niższej sprzedaży lokali.

https://www.rp.pl/budownictwo/art36921581-branza-w-taktycznym-odwrocie-czego-sie-spodziewac-w-budownictwie

Rynek Infrastruktury

GUS podał lipcowe wyniki produkcji budowlano-montażowej. „Dołki jeszcze przed nami”

26.08.2022

Była o 4,2 % wyższa, licząc rok do roku, ale spadła aż o 6,3 % w ujęciu miesięcznym – znamy lipcowe wyniki produkcji budowlano-montażowej

Wstępne dane podał niedawno Główny Urząd Statystyczny. W lipcu tego roku produkcja budowlano-montażowa w tzw. cenach stałych była w Polsce o 4,2 % wyższa w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. (przed rokiem odnotowano wzrost o 3,2 %, w analizie bierze się pod uwagę firmy zatrudniające ponad 9 osób). Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 7,7 % r/r.

W lipcu w porównaniu z analogicznym miesiącem 2021 r. produkcja była o 2 % wyższa dla robót inwestycyjnych (przed rokiem odnotowano spadek o 2 %), a o 7,6 % wyższa dla robót remontowych (w 2021 r. wzrost wyniósł 8,6 %). – Zwiększenie wartości produkcji budowlano-montażowej odnotowano w skali roku dla przedsiębiorstw zajmujących się budową budynków (o 11,7%) oraz wśród firm specjalizujących się we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej (o 2,2%), podczas gdy w podmiotach realizujących roboty budowlane specjalistyczne nastąpił spadek o 1,4% – czytamy w analizie.

Z kolei porównując dane za lipiec i czerwiec tego roku produkcja budowlano-montażowa spadła o 6,3 % (rok temu odnotowano spadek o 4,7 %). Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych produkcja spadła o 0,5 %, licząc miesiąc do miesiąca.

W stosunku do czerwca tego roku o 1,5 % zmalała wartość robót wśród firm wykonujących prace budowlane specjalistyczne; o 4,7 % w kategorii przedsiębiorstw specjalizujących się we wznoszeniu budynków; a aż o 10,5 % wśród firm budujących obiekty inżynierii lądowej i wodnej.

Odnosząc się do spadku produkcji w ujęciu miesięcznym analitycy mBank Research ocenili na Twitterze, że obserwujemy tzw. oscylacje wygasające. – To oznacza, że zygzakowanie w dół zamieniło się chwilowo w bardziej monotoniczny spadek. Dołki jeszcze daleko przed nami, bo brakuje fundamentów pod poprawę sytuacji – czytamy w tweecie.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/gus-podal-lipcowe-wyniki-produkcji-budowlanomontazowej-dolki-jeszcze-przed-nami-82689.html

Gazeta Prawna

Elektronizacja w budownictwie (prawie) dopięta

23.08.2022

Już wkrótce niemal wszystkie formalności inwestorzy będą mogli załatwić online. Z nowym rokiem da się wprowadzić do sieci książkę obiektu budowlanego, a kilka tygodni później także dziennik budowy

Te i inne zmiany – pogłębiające proces elektronizacji procedur dla inwestorów, a niewątpliwie ułatwiające im działalność – niesie ze sobą ostatnia nowelizacja prawa budowlanego z 7 lipca 2022 r. (Dz.U. z 2022 r. poz. 1557). Nowe przepisy wchodzą w życie stopniowo: już dziś możemy korzystać z zawierającego coraz więcej procedur portalu e-Budownictwo (doprecyzowano jego działanie w przepisach ustawy) i z aplikacji e-CRUB dowiedzieć się, czy fachowiec posiada odpowiednie uprawnienia (od sierpnia działa ona na zmienionych zasadach). Jednak w przypadku najbardziej istotnych dla przedsiębiorców zmian – czyli wspomnianej elektronizacji książki obiektu budowlanego czy dziennika budowy – zdecydowano się wprowadzić vacatio legis, aby przedsiębiorcy mieli czas na przygotowania. Co więcej: ustawa zmieniająca wprowadza też przepisy przejściowe, na podstawie których dotychczasowe regulacje przez jeszcze kilka lat będziemy mogli stosować równolegle z nowymi. Jednym zdaniem: zanim nastąpi przymus – inwestorzy będą mogli wybrać, czy chcą korzystać z rozwiązań online, czy pozostać przez pewien czas przy papierze.

portal e-budownictwo

Zmienione prawo budowlane reguluje zasady prowadzenia i korzystania z portalu e-Budownictwo (którym inwestorzy mogli w pewnym zakresie posiłkować się już wcześniej). Znowelizowane przepisy mówią, że ma on obowiązkowo umożliwiać złożenie 18 rodzajów wniosków enumeratywnie wymienionych w art. 79a ust. 1 (ramka). Gdy zamykaliśmy ten numer, na stronie brakowało jeszcze dwóch stosunkowo rzadko używanych wzorów formularzy, natomiast niektóre były dostępne w kilku wersjach, np. wyodrębnione zostało zgłoszenie domu jednorodzinnego, a jeszcze oddzielnie potraktowano domy jednorodzinne do 70 mkw. Licząc wszystkie wzory, łącznie z wersjami dodatkowymi, na obecnie funkcjonującej stronie znajduje się 26 formularzy, a GUNB zapewnia, że kolejne są w przygotowaniu. Wygenerowanie wniosku polega na wypełnieniu odpowiedniego formularza (generatora wniosku) oraz zapisaniu go w postaci pliku komputerowego poza portalem e-Budownictwo albo jego wydrukowaniu. Żeby tego dokonać, trzeba wcześniej założyć na portalu własne konto. Jak wyjaśnia GUNB, można się zalogować przy użyciu profilu zaufanego, e-dowodu albo bankowości elektronicznej. W tym celu należy podać swój e-mail i hasło, a następnie aktywować konto. Na adres mailowy przyjdzie wówczas e-mail z linkiem aktywacyjnym. Ten, kto założył konto, staje się wyłącznym jego użytkownikiem, a portal zabezpiecza je przed dostępem osób trzecich.

Złożenie wniosku trochę inaczej

Portal umożliwia też przesłanie i złożenie wniosku. W praktyce, by to zrobić, należy wejść na stronę https://e-budownictwo.gunb.gov.pl/ i postępować zgodnie z instrukcją na niej zamieszczoną. Dodajmy, że wcześniej adresatem była strona BIP właściwego urzędu. To się zmieniło. Przy wielu formalnościach dostępnych elektronicznie ustawodawca zaznacza, że miejsce, na które można przesyłać elektronicznie dokument, to już nie strona BIP urzędu, a portal e-Budownictwo. Składając wniosek, trzeba jednak podać właściwy organ, bo portal automatycznie przesyła dokumenty do odpowiedniego urzędu. Przepisy dotyczące portalu weszły w życie 10 sierpnia 2022 r.

 Czy użytkownik ma dostęp do archiwalnych wniosków?

Tak. Na koncie użytkownika są gromadzone formularze wypełnione i zapisane przez daną osobę. Warto jednak wiedzieć, że konto na portalu e-Budownictwo jest automatycznie usuwane po upływie dwóch lat od ostatniego logowania. Ponadto użytkownik konta w każdym momencie może je usunąć.

elektroniczny dziennik budowy (edb)

Prawdziwa e-rewolucja czeka najważniejszy dokument na budowie, czyli dziennik budowy. Zgodnie z obecnymi przepisami powinien on być prowadzony w określony sposób (w wersji papierowej) i przechowywany w bezpiecznym miejscu. Na bieżąco należy w nim rejestrować przebieg robót budowlanych oraz wszelkich okoliczności i zdarzeń mających związek z ich wykonywaniem – sposób jego prowadzenia precyzuje rozporządzenie ministra rozwoju, pracy i technologii z 6 września 2021 r. w sprawie sposobu prowadzenia dzienników budowy, montażu i rozbiórki (Dz.U. z 2021 r. poz. 1686). To jednak się zmieni już od 27 stycznia 2023 r. Pojawi się wówczas możliwość prowadzenia go elektronicznie – alternatywnie wobec wersji papierowej. Dziennikowi poświęcony został cały nowy rozdział (5a, czyli art. 47a i nast.) w znowelizowanym 7 lipca prawie budowlanym. Czytamy w nim, że w elektronicznym dzienniku budowy (EDB), podobnie jak obecnie, zapisywane będą wszystkie istotne zdarzenia, które dokumentują przebieg robót budowlanych. Przepisy obowiązujące od 27 stycznia wyraźnie mówią, że dziennik prowadzi się odrębnie dla każdego obiektu budowlanego wymagającego pozwolenia na budowę, pozwolenia na rozbiórkę albo zgłoszenia, a w przypadku obiektów liniowych dziennik można prowadzić odrębnie dla każdego wydzielonego odcinka robót. Dotychczasowy, odnoszący się do dziennika, art. 45 mocno skrócono i wynikać z niego będzie tylko to, że taki dziennik prowadzi się zgodnie z przepisami rozdziału 5a dla robót budowlanych wymagających ustanowienia kierownika budowy.

Przygotowywany obecnie przez GUNB specjalny system EDB umożliwi realizację wszystkich tych czynności online. Pozwoli on też inwestorowi występować z wnioskiem o wydanie dziennika przez internet. Tą samą drogą złoży on dziennik wraz z wnioskiem o pozwolenie na użytkowanie obiektu.

Powinności inwestora

By dokonać tych czynności, trzeba będzie założyć konto w systemie EDB. Będzie to mógł zrobić tylko inwestor. Dziennik pojawi się na jego koncie i będzie mógł on od tego momentu dokonywać w nim wpisów. Na udostępnienie konta organ będzie miał trzy dni. Także w systemie EDB inwestor będzie udostępniał dziennik budowy uczestnikom procesu budowlanego, w tym przede wszystkim kierownikowi budowy. Każda z tych osób będzie się musiała zarejestrować w systemie. Od każdego inwestora wymagane będzie dołączenie do dziennika budowy kopii uprawnień budowlanych osób pełniących funkcje:

  • kierownika budowy,
  • kierownika robót,
  • inspektora nadzoru inwestorskiego,
  • ewentualnie projektanta sprawującego nadzór autorski, o ile taki jest sprawowany.

Uwaga! Dołączenie do dziennika budowy kopii uprawnień budowlanych uczestników procesu budowlanego to nowe zadanie inwestora (obecnie nie ma takiego wymogu). Jak wynika z uzasadnienia do ustawy ma to ułatwić organom nadzoru czynności kontrolne. Ale dobrą wiadomością jest, że jeżeli pełniący omawiane funkcje są wpisani do centralnego rejestru osób posiadających uprawnienia budowlane (e-CRUB – o nim dalej), to kopii uprawnień nie będzie trzeba dołączać.

Jakie formularze wypełnimy przez portal?

Obowiązujący od 10 sierpnia 2022 r. art. 79a. ust. 1 prawa budowlanego mówi, że portal e-Budownictwo ma zapewniać możliwość utworzenia:

1) wniosku o pozwolenie na budowę;

2) zgłoszenia budowy lub wykonywania innych robót budowlanych. W ramach tego punktu inwestor może obecnie wybrać także odrębne wnioski na zgłoszenie:

– budowy lub przebudowy domu jednorodzinnego,

– robót budowlanych,

– budowy domu jednorodzinnego do 70 mkw.;

3) wniosku o pozwolenie na rozbiórkę;

4) zgłoszenia rozbiórki;

5) oświadczenia o posiadanym prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane;

6) wniosku o wydanie odrębnej decyzji o zatwierdzeniu projektu zagospodarowania działki lub terenu lub projektu architektoniczno-budowlanego;

7) wniosku o zmianę pozwolenia na budowę;

8) wniosku o wydanie pozwolenia na budowę tymczasowego obiektu budowlanego;

9) wniosku o przeniesienie decyzji o pozwoleniu na budowę;

10) wniosku o przeniesienie decyzji o pozwoleniu na wznowienie robót budowlanych, o której mowa w art. 51 ust. 4;

11) wniosku o przeniesienie praw i obowiązków wynikających ze zgłoszenia, wobec którego organ nie wniósł sprzeciwu;

12) zawiadomienia o zamierzonym terminie rozpoczęcia robót budowlanych;

13) wniosku o wydanie decyzji o wyłączeniu stosowania przepisów art. 45a ust. 1 (dotyczących niektórych obowiązków kierownika budowy, m.in. zabezpieczenia czy oznakowania terenu budowy); (do zamknięcia numery nie było go na stronie);

14) wniosku o wydanie decyzji o niezbędności wejścia do sąsiedniego budynku, lokalu lub na teren sąsiedniej nieruchomości;

15) wniosku o wszczęcie uproszczonego postępowania legalizacyjnego; (do zamknięcia numeru nie było go na stronie);

16) zawiadomienia o zakończeniu budowy (dostępny jest też odrębny wniosek o zakończenie budowy domu jednorodzinnego);

17) wniosku o pozwolenie na użytkowanie;

18) zgłoszenia zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego lub jego części.

Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego może też zamieścić w portalu e-Budownictwo, do dobrowolnego stosowania, formularze innych dokumentów. Obecnie na tej stronie są zamieszczone:

– wniosek o ustalenie lokalizacji inwestycji celu publicznego albo warunków zabudowy;

– wniosek o sporządzenie planu miejscowego lub o zmianę planu miejscowego.

Znajdziemy tam też ponadto funkcję do uzupełniania wniosków.

Za prowadzenie dziennika będzie odpowiadał, tak jak do tej pory, kierownik budowy, którego upoważnia inwestor, przy czym osób uprawnionych do wprowadzania wpisów jest więcej. Kierownik budowy albo robót ma prawo go udostępnić geodecie uprawnionemu wykonującemu na terenie budowy czynności geodezyjne, a także upoważnionym pracownikom organów nadzoru budowlanego i innych organów, które mają prawo przeprowadzać kontrole przestrzegania przepisów na terenie budowy.

Adres strony internetowej, na której jest udostępniony system EDB, znajdzie się na stronie GUNB. Konkretny dziennik będzie można odnaleźć na stronie po jego indywidualnym numerze. Do skorzystania z EDB nie będzie konieczne instalowanie dodatkowego oprogramowania na komputerze. Wystarczyć ma standardowa przeglądarka internetowa. Obsługa systemu ma być także możliwa ze smartfonu lub tabletu. Aplikacja EDB w wersji mobilnej ma być bowiem dostosowana do urządzeń mobilnych z systemem Android i iOS.

Uwaga! Szczegóły dotyczące systemu EDB, w tym sposób dokonywania wpisów czy sposób uwierzytelniania i autoryzacji, określi rozporządzenie (którego jeszcze nie ma).

 Co będzie niezbędne do założenia konta w systemie EDB?

Występując o wydanie elektronicznego dziennika budowy, inwestor poda:

  • imię i nazwisko;
  • dane dotyczące decyzji uprawniającej do wykonywania robót budowlanych albo zgłoszenia (w tym: nazwę organu wydającego, datę wydania decyzji albo dokonania zgłoszenia, numer decyzji lub znak sprawy);
  • adres e-mail.

Osoba, która założy konto w systemie EDB, stanie się wyłącznym jego użytkownikiem, jest ono zabezpieczone przed dostępem osób trzecich.

 Czy będzie można uzyskać dostęp do elektronicznego dziennika budowy przy zmianie inwestora?

Tak, gdy dojdzie do zmiany inwestora robót, dla których prowadzony był elektroniczny dziennik, przepisy zapewniają nowemu inwestorowi dostęp do dziennika budowy w systemie EDB. Uzyska go w ciągu trzech dni od tego dnia, w którym decyzja uprawniająca go do bycia nowym inwestorem stała się wykonalna.

 Czy będzie możliwe przejście z wersji papierowej na elektroniczną?

Tak. Znowelizowane prawo budowlane umożliwia przejście z dziennika papierowego na elektroniczny. Wystarczy, że inwestor wystąpi o wydanie dziennika budowy w postaci elektronicznej. Gdy zostanie on już wydany, kierownik budowy lub inwestor zamknie wpisem dziennik w postaci papierowej. Taka droga jest jednak możliwa tylko w jedną stronę, nie ma możliwości wycofania się z elektronicznego dziennika i powrotu do papieru.

 Jak długo dziennik będzie przechowywany w systemie?

System EDB ma przechowywać dane zawarte w elektronicznym dzienniku budowy nie dłużej niż przez 25 lat od dnia udzielenia pozwolenia na użytkowanie (w przypadku budowy) albo zamknięcia innych robót budowlanych. Po upływie tego okresu dane dotyczące indywidualnego dziennika budowy będą usuwane.

 Kto jest uprawniony do dokonywania wpisów?

W dzienniku budowy mogą to robić:

1) uczestnicy procesu budowlanego (czyli inwestor, inspektor nadzoru inwestorskiego, projektant, kierownik budowy, kierownik robót);

2) geodeta uprawniony wykonujący na terenie budowy czynności geodezyjne;

3) upoważnieni pracownicy organów nadzoru budowlanego i innych organów uprawnionych do kontroli przestrzegania przepisów na terenie budowy w ramach prowadzonych czynności kontrolnych.

Odchodzenie od papieru

Inwestorzy muszą się też powoli przygotować na koniec możliwości prowadzenia dziennika budowy w wersji papierowej. W takiej postaci ma on funkcjonować do 31 grudnia 2029 r. Powyższe ograniczenie nie będzie dotyczyło dziennika budowy dla robót budowlanych na terenach zamkniętych ustalonych decyzją ministra obrony narodowej (nadal będzie można prowadzić go w wersji papierowej).

Ustawodawca zadbał też o złagodzenie przejścia na nowy system i wprowadził przepisy przejściowe. I tak dzienniki budowy, montażu i rozbiórki wydane lub ostemplowane przez organy administracji architektoniczno-budowlanej albo nadzoru budowlanego na podstawie art. 45 mają być prowadzone na dotychczasowych zasadach. Co więcej: jeszcze przez rok – począwszy od 27 stycznia 2023 r. – inwestor będzie mógł wystąpić o wydanie lub ostemplowanie dziennika budowy, montażu lub rozbiórki zgodnie ze starymi przepisami i prowadzić go zgodnie z obecnie obowiązującym prawem. Dziś dziennik budowy po zakończeniu inwestycji jest dostarczany właściwemu organowi. Jeśli prowadzony będzie w formie elektronicznej, wówczas ten obowiązek odpadnie. Wystarczające będzie podanie numeru dziennika, a organ nadzoru budowanego zapozna się z wpisami do niego przez system EDB.

cyfrowa książka obiektu budowlanego (c-kob)

Dla wielu przedsiębiorców istotne jest również przejście z papieru do sieci innego dokumentu: książki obiektu budowlanego – i to już od 1 stycznia 2023 r. Elektronizacji tej książki poświęcono odrębny rozdział (5d) w prawie budowlanym.

Przypomnijmy: książka obiektu budowlanego jest wymagana dla niektórych budynków – np. domów wielorodzinnych, większych inwestycji; obowiązkiem nie są zaś objęte budynki jednorodzinne, zagrodowe i letniskowe. W książce właściciel lub zarządca dokonują wpisów w zakresie informacji o obiekcie budowlanym, jego właścicielach i zarządcach, kontrolach, ekspertyzach i opiniach technicznych dotyczących obiektu, wydanych dla obiektu decyzjach czy zaświadczeniach, remontach, przebudowach, ew. katastrofach budowlanych. Wzór książki w wersji papierowej określa obecnie rozporządzenie ministra infrastruktury z 3 lipca 2003 r. w sprawie książki obiektu budowlanego (Dz.U. z 2003 r. poz. 1134). Założyć ją trzeba co do zasady w ciągu 30 dni od uzyskania pozwolenia na użytkowanie.

Cyfrowa książka będzie miała formę aplikacji (GUNB określa ją jako system c-KOB), w której każdy właściciel lub zarządca dokonywać ma odpowiednich wpisów. Dostęp do tego systemu wymagać będzie uwierzytelnienia i autoryzacji osoby w tym systemie za pośrednictwem założonego w nim konta. Każda książka będzie miała przypisany sobie numer. Od 2027 r. książka obiektu będzie dostępna wyłącznie w formie elektronicznej.

O tym, kto konkretnie będzie prowadził cyfrową książkę, zdecyduje właściciel lub zarządca obiektu (to on wskaże osobę fizyczną za to odpowiedzialną). Przy jej zakładaniu do systemu c-KOB trzeba będzie wprowadzić:

  • dane dotyczące właściciela lub zarządcy obiektu budowlanego, w tym także jego adres mailowy;
  • analogiczne dane osoby prowadzącej książkę oraz tytuł prawny, z którego wynika uprawnienie do reprezentowania właściciela lub zarządcy;
  • dane dotyczące obiektu budowlanego, w szczególności adres i lokalizację obiektu na mapie w systemie c-KOB;
  • dokument, z którego wynika tytuł prawny właściciela lub zarządcy do obiektu budowlanego.

Osoba prowadząca książkę dołączy do niej plan sytuacyjny. Ma on zawierać zaznaczone granice nieruchomości, na której jest usytuowany obiekt; określenie istniejących miejsc przyłączenia go do sieci uzbrojenia; określenie istniejących miejsc usytuowania urządzeń przeznaczonych do odcinania instalacji od przyłączy oraz przyłączy od sieci; pokazanie przebiegu istniejących dróg pożarowych, a także miejsc usytuowania istniejących hydrantów zewnętrznych lub innych punktów poboru wody do celów przeciwpożarowych oraz stanowisk czerpania wody. Jeżeli zaś urządzenia do odcinania instalacji od przyłączy znajdują się wewnątrz budynku, to dołącza się opis pozwalający na ich zlokalizowanie. Jeśli chodzi natomiast o sieci infrastruktury – należy oznaczyć ich lokalizację w terenie.

Prowadzoną w systemie c-KOB książkę właściciel lub zarządca zamknie dopiero w terminie miesiąca od dnia zakończenia rozbiórki obiektu budowlanego. Po upływie 10 lat od dnia zamknięcia dane zgromadzone w c-KOB będą automatycznie usuwane.

Tak jak w przypadku elektronicznego dziennika budowy nie wszystkie wymagania dotyczące c-KOB są obecnie dokładnie znane. W tym przypadku powinny się jeszcze pojawić rozporządzenia – o szczegółowym sposobie prowadzenia książki obiektu budowlanego w postaci papierowej i elektronicznej, w tym dokonywaniu wpisów oraz o szczegółowym sposobie uwierzytelniania i autoryzacji w c-KOB.

Przepisy przejściowe

Przepisy przejściowe mówią, że nawet po 1 stycznia 2023 r. do prowadzenia książki obiektu budowlanego założonej zgodnie z obowiązującymi jeszcze obecnie przepisami stosuje się przepisy dotychczasowe. Co więcej: papierową książkę można będzie jeszcze założyć do 31 grudnia 2023 r., ale maksymalnie będzie można posługiwać się nią do końca grudnia 2026 r., Potem już trzeba będzie założyć jej odpowiednik cyfrowy. Książkę obiektu budowlanego w postaci papierowej właściciel lub zarządca będzie miał obowiązek zamknąć stosownym wpisem i przechować przez 10 lat od tej daty.

centralny rejestr osób posiadających uprawnienia budowlane (e-crub)

Ten elektroniczny system ruszył 1 sierpnia 2022 r. E-CRUB zastąpił stosowany do tej pory prosty centralny rejestr osób posiadających uprawnienia budowlane, w którym w praktyce można było sprawdzić tylko tych, którzy zgodzili się na publikację swoich danych. Publiczną wyszukiwarkę znajdziemy pod adresem: https://e-crub.gunb.gov.pl

Wcześniej zasady prowadzenia rejestru określało dedykowane rozporządzenie, obecnie znaczna część procedur trafiła do ustawy. Rejestr w systemie e-CRUB prowadzi główny inspektor nadzoru budowlanego. Zawiera on nie tylko dane osób z uprawnieniami, ale też ukaranych z tytułu odpowiedzialności zawodowej w budownictwie. W ramach e-CRUB izby samorządu zawodowego (Polska Izby Inżynierów Budownictwa oraz Izba Architektów RP) mają na bieżąco uzupełniać informacje o wpisie danej osoby na listę członków, jej zawieszeniu lub wykreśleniu. Zrezygnowano zaś z przesyłania przez izby pisemnych wniosków o wpis do GUNB, co przyspieszy pojawianie się nowych danych w systemie. Dzięki temu np. osoby zaraz po zdanym egzaminie będą mogły legitymować się swoimi uprawnieniami, co przyspieszy możliwość rozpoczęcia przez nie wykonywania zawodu.

Aplikacja pozwala podmiotom zatrudniającym inżynierów i projektantów na szybkie sprawdzenie ich kwalifikacji zawodowych. Zaś inwestorzy dzięki rejestrowi nie muszą dołączać do projektu ani do zawiadomienia o zamierzonym terminie rozpoczęcia robót:

  • decyzji o nadaniu uprawnień budowlanych,
  • zaświadczenia o przynależności do izby samorządu zawodowego.

Jednak taki dokument warto nadal mieć w wersji pisemnej. Bowiem jeśli dojdzie do awarii lub przerwy w działaniu systemu e-CRUB, organy administracji architektoniczno-budowlanej i nadzoru budowlanego mogą zażądać przedstawienia kopii uprawnień lub zaświadczenia o przynależności do izby.

Jak się wpisać do rejestru?

O ile fachowcy, którzy uzyskali uprawnienia pod rządami obecnego prawa budowlanego, znajdą się w systemie niejako automatycznie, o tyle osoby mające uprawnienia budowlane wydane przed 1 stycznia 1995 r., które są członkami ww. izb i które zechcą znaleźć się w e-CRUB, muszą złożyć odpowiedni wniosek. Aplikacja zawiera takie dane jak: imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer PESEL (dla cudzoziemców nr paszportu), informację o wykształceniu, tytułach zawodowych i stopniach naukowych, numer, datę, miejsce, organ i podstawę prawną wydania decyzji, numer, specjalność i zakres uprawnień, informację o przynależności do właściwej okręgowej izby samorządu zawodowego, pozycję i datę wpisu do rejestru.

Nie wszystkie dane są powszechnie dostępne po otwarciu publicznej dostępnej wersji systemu. Jednak bez problemu można będzie sprawdzić imię i nazwisko, województwo, numer uprawnień, ich dziedzinę, specjalność i zakres. W systemie jest miejsce na dodatkowe dane, takie jak: adres do korespondencji, numer telefonu, e-mail. Mogą być one jednak publikowane tylko za zgodą zainteresowanych osób posiadających uprawnienia.

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8521864,prawo-budowalne-zmiany-e-budownictwo.html

WNP.PL

1. Ważny odcinek A1 doczeka się naprawy. GDDKiA ogłosiła przetarg

Przetarg na ekspertyzę i zaprojektowanie naprawy uszkodzonej nawierzchni oddanego do ruchu w 2012 r. odcinka autostrady A1 Piekary Śląskie–Pyrzowice ogłosił katowicki oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad – wynika ze środowej informacji GDDKiA.

– Okres gwarancyjny tego odcinka autostrady zakończył się. Nierówności, które pojawiały się w okresie gwarancyjnym w poprzednich latach, były przez wykonawcę naprawiane. Obecne uszkodzenia muszą zostać naprawione przez GDDKiA w ramach własnych środków finansowych.

– Liczący ponad 16 km odcinek autostrady A1 z Pyrzowic do Piekar Śląskich budował w latach 2009-2012 Budimex, w konsorcjum z Mostostalem Warszawa.

– Wartą 1,5 mld zł umowę podpisano w lipcu 2009 r.

https://www.wnp.pl/budownictwo/wazny-odcinek-a1-doczeka-sie-naprawy-gddkia-oglosila-przetarg,615059.html

2. Turecka firma wygrała przetarg na odcinek drogi S17

Oferta tureckiej firmy Kolin İnşaat Turizm Sanayi Ve Ticaret opiewająca na około 822,4 mln zł została wybrana jako najkorzystniejsza w przetargu na zaprojektowanie i budowę odcinka Zamość Południe – Tomaszów Lubelski drogi ekspresowej S17 między Zamościem a Hrebennem – poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Oddział Lublin.

Generalna Dyrekcja Dróg krajowych i Autostrad Oddział Lublin (dalej GDDKiA) podała, że oferta tureckiej firmy Kolin İnşaat Turizm Sanayi Ve Ticaret opiewająca na około 822,4 mln zł została wybrana jako najkorzystniejsza w przetargu na zaprojektowanie i budowę odcinka Zamość Południe – Tomaszów Lubelski drogi ekspresowej S17 między Zamościem a Hrebennem.

Odcinek o długości około 18,5 km

Odcinek S17 Zamość Południe – Tomaszów Lubelski, którego długość to około 18,5 km ma przebiegać będzie wzdłuż obecnej drogi krajowej nr 17 po jej wschodniej stronie.

GDDKiA poinformowała, że za węzłem Zamość Południe nowa trasa ominie las w Księżostanach, a następnie zbliży się do DK17.

W ramach inwestycji powstanie m.in. węzeł Tarnawatka na skrzyżowaniu z drogą prowadzącą w kierunku Łaszczowa, a także para Miejsc Obsługi Podróżnych Krynice.

Za Tarnawatką trasa przebiegać będzie w korytarzu obecnej DK17 i zakończy się w okolicach Dąbrowy Tomaszowskiej, gdzie połączy się obwodnicą Tomaszowa Lubelskiego, która jest w eksploatacji (udostępniona została pierwsza nitka, trwa budowa drugiej).

Oferty w ramach szacunków kosztorysowych

GDDKiA podała ponadto, że dla odcinków Zamość Wschód – Zamość Południe (ok. 12,5 km) oraz Tomaszów Lubelski – Hrebenne (17,5 km) wybrane zostały oferty firmy Budimex, o czym informowaliśmy wcześniej.

GDDKiA wskazała, że wybrane oferty tj. Budimeksu i  Kolin İnşaat Turizm Sanayi Ve Ticaret mieszczą się w  jej  szacunkach kosztorysowych. Budżet na realizację trzech odcinków S17 wynosił ok. 1,95 mld zł, a suma z wybranych ofert to ok. 1,86 mld zł.

GDDKiA podała, że pozostali oferenci mają 10 dni na złożenie odwołań. Jeśli ich nie będzie, dokumentacja przetargowa trafi do standardowej kontroli Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych. Po jej zakończeniu i przedstawieniu gwarancji należytego wykonania umowy będzie możliwe podpisanie kontraktów z wykonawcami, co planowane jest w IV kwartale 2022 roku.

https://www.wnp.pl/budownictwo/turecka-firma-wygrala-przetarg-na-odcinek-drogi-s17,615243.html

 

PZP | Prasówka | 23 sierpnia 2022 r.

Rzeczpospolita

Prokuratoria jest za waloryzacją umów i kontraktów budowlanych

18.08.2022, Małgorzata Kaliszewska

Zamawiający uchylający się od wyrównania wykonawcom realnych kosztów budów nie mogą już powoływać się na strach przed organami ścigania.

Zdaniem Prokuratorii Generalnej lepiej waloryzować umowy, niż ponosić finansowe konsekwencje schodzenia wykonawców z budów. Wystosowała także wytyczne, jak prawidłowo przeprowadzić waloryzacje. Nie są przymusowe ani wiążące.

– Powinny być ważnym sygnałem dla zamawiających, którzy dotychczas nie byli skorzy do waloryzacji wynagrodzenia, i powinny rozwiać obawy zamawiających przed ewentualnymi konsekwencjami kontroli – uważa Tomasz Latawiec, prezes Stowarzyszenia Inżynierów Doradców i Rzeczoznawców SIDIR.

Zerwanie umowy na prace budowlane zazwyczaj oznacza konieczność przeprowadzenia inwentaryzacji, zabezpieczenia placu budowy i przeprowadzenia kolejnego postępowania wyłaniającego następnego wykonawcę. W praktyce oznacza też dosypanie pieniędzy do kontraktu, którego zamawiający nie chciał wcześniej waloryzować. Ten właśnie argument przekonał PG do wystosowania jej stanowiska.

Porównanie prawdopodobnych w konkretnych okolicznościach scenariuszy może prowadzić do wniosku, że działaniem, które można ocenić jako niegospodarne, byłaby odmowa podwyższenia wynagrodzenia wykonawcy – czytamy w opinii PG.

Jak przypomina radca prawna Agnieszka Szulakowska, ekspertka prawa zamówień publicznych, wcześniej podobne stanowisko opracował Urząd Zamówień Publicznych.

– Jeżeli waloryzacja wynagrodzenia wymaga zmiany umowy w sprawie zamówienia publicznego, to można dla umów zawartych przed 1 stycznia 2021 r. skorzystać z przesłanki wynikającej z art. 144 ust. 1 pkt 3 pzp z 2004 r., zaś dla umów zawartych od 1 stycznia 2021 r. art. 455 ust. 1 pkt 4 pzp z 2019 r. W takiej sytuacji zamawiający nie muszą już poszukiwać innej podstawy prawnej w kodeksie cywilnym niż art. 353 [1] – wyjaśnia prawniczka.

Prokuratoria w wydanym przez siebie opracowaniu wskazuje, że planowana zmiana umowy powinna podlegać nie tylko analizie pod kątem dopuszczalności w świetle pzp, ale także, równolegle, weryfikacji przez jednostkę sektora finansów publicznych pod kątem gospodarności działania.

https://www.rp.pl/finanse/art36890671-prokuratoria-jest-za-waloryzacja-umow-i-kontraktow-budowlanych

Gazeta Prawna

Sąd skontrolował treść gwarancji wadialnych. Nie dyskwalifikują one oferty

22.08.2022, Sławomir Wikariak

Gwarancje zastrzegające, że żądanie zapłaty musi zostać złożone w terminie, nie dyskwalifikują oferty – uznał Sąd Zamówień Publicznych w dwóch najnowszych wyrokach.

To kolejna odsłona opisywanego przez DGP sporu interpretacyjnego sprawiającego, że firmy tracą szanse na wygrywanie wielomilionowych przetargów z powodu treści dokumentów, na których wystawienie nie mają wpływu. Chodzi o gwarancje wadialne. Część banków i ubezpieczycieli zaznacza w nich, że żądanie zapłaty z gwarancji musi zostać zgłoszone w terminie jej ważności. To zaś jest kwestionowane przed Krajową Izbą Odwoławczą, która w części wyroków (orzecznictwo nie jest tu jednolite) uznaje, że taka treść niewystarczająco zabezpiecza interes zamawiających. W praktyce skraca bowiem termin obowiązywania gwarancji. Zanim zamawiający wystąpi do gwaranta i prześle pismo, może upłynąć kilka dni. Tymczasem przesłanki do zatrzymania wadium mogą się ziścić nawet w ostatniej chwili.

W ostatnim czasie w tej kwestii dwukrotnie wypowiedział się Sąd Zamówień Publicznych, w obydwu wyrokach uznając, że taka klauzula nie dyskwalifikuje oferty. Najnowszy wyrok zapadł w miniony czwartek. Spór dotyczył przetargu na kompleksowe utrzymanie dróg krajowych zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Zielonej Górze. Wadium wyniosło w nim milion złotych. Konsorcjum, którego ofertę uznano za najkorzystniejszą, wniosło je w postaci gwarancji ubezpieczeniowej. Towarzystwo Ubezpieczeń Europa SA ustaliło jego ważność od 18 marca 2022 r. do 15 lipca 2022 r., kiedy to upływał termin związania ofertą. Do dokumentu wpisało dodatkowo klauzulę, zgodnie z którą wypłata nastąpi w terminie 14 dni roboczych „od dnia doręczenia gwarantowi w terminie ważności gwarancji pierwszego pisemnego żądania zapłaty”.

KIO nakazała odrzucić tę ofertę (wyrok z 2 czerwca 2022 r., sygn. akt KIO 1292/22).

„Postanowienie gwarancji zobowiązujące do zgłoszenia żądania zapłaty w terminie jej ważności stanowi niezasadne zawężenie możliwości dochodzenia przez zamawiającego kwoty należnej z tytułu wadium, nie zawsze bowiem w praktyce będzie możliwe zgłoszenie żądania zapłaty w terminie ważności wadium, w szczególności gdy podstawy do jego zatrzymania zaktualizują się w ostatnim dniu tej ważności” – czytamy w uzasadnieniu.

Wyrok ten zaskarżyły zarówno GDDKiA, jak i konsorcjum, którego ofertę nakazano w nim odrzucić. Sąd uwzględnił skargi i uchylił to rozstrzygnięcie. Z relacji jednego z uczestników rozprawy wynika, że w ustnych motywach wskazał przede wszystkim na art. 97 ust. 5 ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1710). Przepis ten wskazuje jedynie, że wadium wnosi się przed upływem terminu składania ofert i utrzymuje nieprzerwanie do dnia upływu terminu związania ofertą. Ten warunek został więc spełniony przez konsorcjum (wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 18 sierpnia 2022 r., sygn. akt XXIII Zs 103/22). Wcześniej zbieżne z tym rozstrzygnięciem stanowisko ten sam zajął w wyroku z 1 sierpnia 2022 r., sygn. akt XXIII Zs 81/22.

Jeśli weźmiemy pod uwagę specjalistyczny charakter Sądu Zamówień Publicznych i jego niewielki skład, można spodziewać się, że jest to początek linii orzeczniczej. Gdyby tak się stało, to prawdopodobnie z czasem musiałaby się do niego również dostosować KIO. Problemowi rozbieżnych interpretacji w zakresie tych samych treści gwarancji wadialnych przygląda się również Urząd Zamówień Publicznych, który zapowiedział analizę najnowszego orzecznictwa, a także przygotowanie własnej opinii prawnej w tej sprawie.

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8521642,zamowienia-publiczne-przetargi-gwarancje-wadialne.html

Rynek Infrastruktury

Polaqua nie podpisała umów na S6 z Koszalina do Słupska

Firma Polaqua nie podpisała umów na realizację odcinków S6 Koszalin – Sławno i Sławno – Słupsk. Jak poinformowała GDDKiA, oznacza to konieczność powtórnego badania ofert.

Kwestia budowy dwóch odcinków drogi ekspresowej  S6 toczy się od dłuższego czasu. Otwarcie ofert nastąpiło pod koniec grudnia –  dla odcinka Koszalin – Sławno wpłynęło dwanaście, natomiast dla odcinka Sławno – Słupsk dziesięć ofert.

Były odwołania

Po przetargu Krajowa Izba Odwoławcza musiała rozpatrzyć odwołania w sprawie najkorzystniejszej oferty na budowę S6 między obwodnicą Koszalina i Sianowa a obwodnicą Sławna. Zostały one oddalone, co oznaczało że najkorzystniejszą ofertą pozostała propozycja firmy Polaqua. Ta sama firma wygrała przetarg na sąsiedni odcinek ekspresowej szóstki. Teraz jednak, na trzy dni przed złożeniem podpisu, wycofała się z postępowania.

W komunikacie GDDKiA zaznacza, że oznacza to konieczność powtórnego badania ofert i wyboru najkorzystniejszej spośród pozostałych ofert złożonych w postępowaniu przetargowym. Podkreśla też, że Polaqua aktywnie uczestniczyła w rozprawach KIO. Bez uwag zostały zakończone kontrole uprzednie Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, dla odcinka Koszalin-Sławno kontrola została zakończona 8 sierpnia 2022 roku, natomiast dla odcinka Sławno-Słupsk 17 czerwca 2022 roku.

– W ostatnich tygodniach uzgodniono zapisy gwarancji należytego wykonania umów. Zostały również ustalone zapisy aneksów zwiększających limit waloryzacji. Wykonawca w dniu 1 sierpnia 2022 otrzymał zaproszenie na podpisanie umowy dla odc. Sławno-Słupsk, natomiast 8 sierpnia dla odc. Koszalin-Sławno, podpisanie umów został wyznaczony na 19 sierpnia. Na trzy dni przed tym terminem otrzymaliśmy informację o odstąpieniu wykonawcy od podpisania umów – podaje inwestor.

Ponowna ocena ofert

Jeżeli wykonawca uchyli się od podpisania umowy, zgodnie z prawem zamówień publicznych zamawiający może dokonać ponownej oceny ofert. Z powodu galopującej inflacji, do takiej sytuacji dochodzi w przetargach coraz częściej. GDDKiA zapewnia, że czynności badania i oceny pozostałych ofert już się rozpoczęły.

Przypomnijmy, że dla odcinka Koszalin-Sławno są to oferty następujących wykonawców:

– Kobylarnia S.A. (lider konsorcjum), wartość oferty: 657,93 mln zł

– Stecol Corporation, wartość oferty: 692,52 mln zł

– Przedsiębiorstwo Usłuch Technicznych Intercor Sp. z o.o.,wartość oferty: 701,1 mln zł

– NDI S.A. (lider konsorcum), wartość oferty: 743,28 mln zł

– PORR S.A., wartość oferty: 752,96 mln zł

– Budimex S.A., wartość oferty: 768,35 mln zł

– Strabag Sp. z o.o., wartość oferty: 773,76 mln zł

– Mota Engil Central Europe S.A., wartość oferty: 779,65 mln zł

– Mostostal Warszawa S.A. (lider konsorcum), wartość oferty: 787,35 mln zł

– Polimex Infrastruktura Sp. z o.o. (lider konsorcum), wartość oferty: 819,23 mln zł

– China Shandong International Economic & Technical Cooperation Group Ltd., wartość oferty: 841,29 mln zł

Dla odcinka Sławno-Słupsk są to oferty następujących wykonawców:

– Stecol Corporation, wartość oferty: 701,63 mln zł

– Kobylarnia S.A. (lider konsorcjum), wartość oferty: 717,46 mln zł

– NDI S.A. (lider konsorcum), wartość oferty: 743,92 mln zł

– China Shangdong International Economic & Technical Cooperation Group Ltd, wartość oferty: 754,49 mln zł

– PORR S.A., wartość oferty: 762,97 mln zł

– Budimex S.A., wartość oferty: 769,12 mln zł

– Mostostal Warszawa S.A. (lider konsorcum), wartość oferty: 800,9 mln zł

– Mota-Engil Central Europe S.A., wartość oferty: 807,4 mln zł

Niedwuznacznie GDDKiA komunikuje też, że „ważnym jest aby wykonawcy odpowiedzialnie podchodzili do zawieranych umów i składanych ofert, a podpisując umowy mieli świadomość realizacji kontraktu na realiach złożonej oferty”. – Ewentualne odstąpienie od realizacji umowy w trakcie trwania kontraktu niesie ze sobą większe koszty i przesunięcie realizacji zadania. Tylko należyta wycena usług gwarantuje stabilną realizację danego kontraktu. Dzięki niej wszystkie prace prowadzone przy inwestycjach zostaną wykonane terminowo i z zachowaniem odpowiedniej jakości – czytamy w komunikacie.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/polaqua-nie-podpisala-umow-na-s6-z-koszalina-do-slupska-82604.html

WNP.PL

Dynamika produkcji budowlano-montażowej w lipcu 2022 roku

Według wstępnych danych produkcja budowlano-montażowa (w cenach stałych) zrealizowana na terenie kraju przez przedsiębiorstwa budowlane o liczbie pracujących powyżej 9 osób w lipcu br. była wyższa o 4,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku (przed rokiem wzrost o 3,2 proc.) oraz niższa o 6,3 proc. w stosunku do czerwca br.  roku (przed rokiem spadek o 4,7 proc.) – wynika z najnowszych danych GUS.

W lipcu 2022 roku, zwiększenie wartości produkcji budowlano-montażowej odnotowano w skali roku dla przedsiębiorstw zajmujących się budową budynków – o 11,7 proc. oraz wśród jednostek specjalizujących się we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej – o 2,2 proc, podczas gdy w podmiotach realizujących roboty budowlane specjalistyczne nastąpił spadek o 1,4 proc.

W stosunku do czerwca bieżącego roku, zaobserowano zmniejszenie wartości robót wśród przedsiębiorstw wykonujących prace budowlane specjalistyczne – o 1,5 proc., specjalizujących się we wznoszeniu budynków – o 4,7 proc. oraz zajmujących się budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej – o 10,5 proc.

W okresie styczeń – lipiec bieżącego roku, sprzedaż prac budowlano-montażowych wzrosła w skali roku we wszystkich działach sekcji budownictwo. W podmiotach realizujących prace z zakresu budowy budynków – o 21,6 proc., wykonujących roboty budowlane specjalistyczne – o 6,5 proc. oraz specjalizujących się we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej – o 4,7 proc.

Produkcja budowlano-montażowa w lipcu 2022 roku, w porównaniu z analogicznym miesiącem poprzedniego roku, była wyższa zarówno dla robót o charakterze inwestycyjnym – o 2,0 proc. (w 2021 r. spadek o 0,1 proc.) jak i remontowym – o 7,6 proc. (w 2021 r. wzrost o 8,6 proc.).

W okresie styczeń – lipiec 2022 roku, w odniesieniu do tego samego okresu poprzedniego roku, wystąpił wzrost wartości robót inwestycyjnych o 5,6 proc. (w 2021 r. spadek o 5,8 proc.) oraz remontowych o 18,6 proc. (w 2021 r. wzrost o 8,4 proc.).

Dynamika produkcji budowlano-montażowej w lipcu br. (w cenach stałych), w porównaniu do przeciętnej miesięcznej wartości z roku 2015, wyniosła 125,7.

Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, produkcja budowlano-montażowa ukształtowała się na poziomie wyższym o 7,7 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku oraz o 0,5 proc. niższym w porównaniu z czerwcem 2022 roku.

https://www.wnp.pl/budownictwo/dynamika-produkcji-budowlano-montazowej-w-lipcu-2022-roku,614220.html

PORTAL ZP.PL

Zamawiający ma prawo unieważnić podjęte przez siebie czynności

Izba stanęła na stanowisku, że zamawiający unieważniając przetarg na rozstrzyganym etapie, stworzył sytuację prawną, która powoduje, że nawet wcześniejsze, domniemane i hipotetyczne naruszenie przez niego ustawy Pzp jest irrelewantne dla oceny możliwości poniesienia przez odwołującego szkody w przyszłości. Będzie on bowiem miał prawo skorzystać z nowego środka ochrony prawnej, po tym jak zamawiający powtórzy badanie i ocenę oferty konkurencyjnej, a następnie ponownie wybierze najkorzystniejszą ofertę (wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 6 czerwca 2022 r., sygn. akt KIO 1310/22).

Zamawiający w swojej odpowiedzi na odwołanie oświadczył, że unieważnił czynność wyboru najkorzystniejszej oferty. Zobowiązał się, że podejmie dalsze czynności w toku postępowania o udzielenie zamówienia publicznego w granicach art. 128 ustawy Pzp. Na obecnym etapie wynik badania i oceny ofert, a także przyszłego wyboru najkorzystniejszej oferty nie jest przesądzony.

O tym, jak krok po kroku przygotować ofertę (a potem, jak oceni ją zamawiający), piszemy m.in. w opracowaniu.

https://www.portalzp.pl/nowosci/zamawiajacy-ma-prawo-uniewaznic-podjete-przez-siebie-czynnosci-28050.html

BUDOWNICTWO | Prasówka | 19.08.2022 r.

Prawo

 1. Kolejna rewolucja w prawie budowlanym – pozwolenia na użytkowanie do lamusa

Renata Krupa-Dąbrowska | Data dodania: 17.08.2022

Rząd planuje kolejne zmiany w prawie budowlanym. Chce ograniczyć wydawanie pozwoleń na użytkowanie domów jednorodzinnych. Zasadą będzie proste zawiadomienie o zakończeniu budowy. Pozwolenie na użytkowanie będzie wymagane jedynie wówczas, gdy przystąpienie do użytkowania obiektu budowlanego nastąpi przed wykonaniem wszystkich robót budowlanych.

Szykują się kolejne zmiany w prawie budowlanym. W wykazie prac legislacyjnych rząd pojawiła się informacja na ten temat. Podobnie, jak w wypadku prac nad  poprzednimi nowelami tego prawa rząd chce przyspieszyć proces inwestycyjno-budowlany i zmniejszyć obciążenia zarówno w stosunku do inwestorów, jak też organów administracji architektoniczno-budowlanej i nadzoru budowlanego.

Brak sprzeciwu przy zgłoszeniu każdego domu jednorodzinnego
Nie tylko w wypadku domów o powierzchni do 70 mkw. starosta nie będzie mógł wnieść sprzeciwu od zgłoszenia. Podobne zasady będą obowiązywały także w wypadku innych domów jednorodzinnych budowanych na zgłoszenie.

Projekt ma rozszerzyć katalog inwestycji (budów) niewymagających pozwolenia na budowę, a wymagających jedynie zgłoszenia, oraz katalogu inwestycji (budów) niewymagających ani pozwolenia na budowę, ani zgłoszenia. Do katalogu inwestycji zwolnionych z pozwolenia na budowę, ale wymagających zgłoszenia, proponuje się dodać:  części budowlane wolno stojącej elektrowni wiatrowej, której całkowita wysokość jest większa niż 3 m i nie większa niż 12 m oraz której moc nie przekracza mocy mikroinstalacji, a odległość jej usytuowania od granic działki jest nie mniejsza niż jej całkowita wysokość.

Jednocześnie takie inwestycje na etapie zgłoszenia będą wymagały sporządzenia planu sytuacyjnego i projektu architektoniczno-budowlanego, a na etapie rozpoczęcia robót budowlanych konieczne będzie sporządzenie projektu technicznego i zapewnienie udziału kierownika budowy. Natomiast takie obiekty, ale o wysokości do 3 m, będą zwolnione z pozwolenia na budowę i zgłoszenia.

Ułatwienia  pomagające w walce z suszą 
Ponadto w celu walki z suszą proponuje się, aby jedynie zgłoszenia wymagała budowa wylotów do cieków naturalnych i budowa zbiorników na wody opadowe lub roztopowe o pojemności większej niż 3 m. sześć.  i nie większej niż 10 m. sześć. Przy czym budowa takich zbiorników do 3 m. sześć. nie będzie wymagała nawet zgłoszenia.

Zdaniem rządu projektowana zmiana w zakresie budowy zbiorników na wody opadowe i roztopowe powinna przyczynić się także do usprawnienia realizacji programu priorytetowego „Moja Woda” finansowanego ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Utworzenie Bazy Projektów Budowlanych
Projekt ma przewidywać utworzenie Bazy Projektów Budowlanych, której głównym celem będzie ułatwianie dostępu do projektów budowlanych i ich poszczególnych elementów (sporządzonych w postaci elektronicznej) organom administracji architektoniczno-budowlanej i nadzoru budowlanego w przypadku wniosków np. o pozwolenie na budowę lub o pozwolenie na użytkowanie, zgłoszeń i zawiadomień.

Zgodnie z przepisami projektowanej ustawy inwestor, zamiast załączać do wniosków, zgłoszeń czy zawiadomień projekt budowlany, będzie mógł wskazywać indywidualny numer projektu, który został umieszczony (przez np. inwestora lub projektanta) w Bazie Projektów Budowlanych. Organ obsługujący wniosek, zgłoszenie czy zawiadomienie nie będzie zaś sprawdzał i weryfikował projektu w postaci papierowej, zaś będzie miał wgląd do projektu poprzez Bazę.

W opinii rządu wprowadzenie Bazy Projektów Budowlanych usprawni działanie organów administracji architektoniczno-budowlanej oraz organów nadzoru budowlanego. Organy administracji architektoniczno-budowlanej nie będą musiały już bowiem przekazywać do organów nadzoru budowlanego projektów budowlanych umieszczonych w Bazie Projektów Budowlanych, z uwagi na fakt, że dostęp i wgląd do tych projektów nastąpi przez Bazę Projektów Budowlanych.

Kary za nieterminowe wydawanie pozwolenia na rozbiórkę
Proponuje SIĘ  także wprowadzenie przepisów umożliwiających nakładanie kar za nieterminowe wydawanie pozwolenia na rozbiórkę. Zdaniem rządu brak jasnej i precyzyjnej regulacji w tym zakresie budził dotychczas szereg wątpliwości.

Jednocześnie proponuje się doprecyzowanie przepisów dotyczących rejestrów wniosków o pozwolenie na budowę i decyzji o pozwoleniu na budowę, tak aby rejestry te obejmowały również wnioski o pozwoleniu na rozbiórkę i decyzje o pozwoleniu na rozbiórkę, gdyż tylko na podstawie rejestru wniosków o pozwolenie na budowę i decyzji o pozwoleniu na budowę sprawdza się terminowość wydawania pozwoleń i nakłada się kary za przekroczenie terminów.

Oddawanie budynków do użytkowania
Projekt przewiduje zmiany, których celem jest rozszerzenie zasady oddawania do użytkowania obiektów budowlanych w drodze zawiadomienia o zakończeniu budowy oraz ograniczenie wydawania decyzji o pozwoleniu na użytkowanie. Proponuje się, aby pozwolenie na użytkowanie było wymagane jedynie wówczas, gdy przystąpienie do użytkowania obiektu budowlanego ma nastąpić przed wykonaniem wszystkich robót budowlanych oraz, gdy sam inwestor dobrowolnie o to występuje, mimo że uzyskanie decyzji o pozwoleniu na użytkowanie nie jest wymagane. W pozostałych przypadkach wymagane byłoby zawiadomienie o zakończeniu budowy.

Ponadto rząd chce  zrezygnować w stosunku do domów jednorodzinnych oraz obiektów budowlanych kategorii III z procedury formalnego oddawania do użytkowania, tak aby oddanie do użytkowania ww. obiektów następowało już z chwilą złożenia przez kierownika budowy oświadczenia o zakończeniu budowy i możliwości przystąpienia do użytkowania obiektu budowlanego.

Przed przystąpieniem do użytkowania do dokumentacji budowy konieczne będzie jednak dołączenie m.in. projektu technicznego, protokołów badań i sprawdzeń: przyłączy i instalacji, zapewniających użytkowanie obiektu budowlanego zgodnie z przeznaczeniem, dokumentacji geodezyjnej, zawierającej wyniki geodezyjnej inwentaryzacji powykonawczej oraz informację o zgodności usytuowania obiektu budowlanego z projektem zagospodarowania działki lub terenu lub odstępstwach od tego projektu. Ponadto, w celu weryfikacji wykonania obiektu budowlanego zgodnie z projektem budowlanym proponuje się dołączać do dokumentacji budowy, wykonaną przez kierownika budowy, dokumentację fotograficzną.

https://www.prawo.pl/biznes/zawiadomienie-o-zakonczeniu-budowy-dla-wszystkich-obiektow,516791.html

 2. Przed inwestycją konieczny raport o oddziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko

Jakub Suchoń | Data dodania: 17.08.2022

Inwestor musi ustalić, zanim przystąpi do przeprowadzenia swojej inwestycji, zakres jej potencjalnego oddziaływania na środowisko. Pozwala to zaoszczędzić czas i koszty, ponieważ powinien on otrzymać od właściwego organu postanowienie z wyszczególnionymi działaniami koniecznymi dla przygotowania raportu. Dużo zależy od tego, czy przedsięwzięcie będzie znacząco oddziaływać na środowisko.

Jedną z najważniejszych kwestii, którą dany inwestor musi ustalić zanim przystąpi do przeprowadzenia swojej inwestycji, jest zakres jej potencjalnego oddziaływania na środowisko. Obowiązek ten wynika z ustawy z 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (Dz.U. z 2022 r. poz. 1029, dalej jako:  ustawa środowiskowa). W konsekwencji, przygotowując się do rozpoczęcia potencjalnej inwestycji, dany inwestor będzie musiał przeprowadzić szereg badań specjalistycznych oraz wystąpić do właściwych organów w celu uzyskania informacji potrzebnych mu do prawidłowej oceny oddziaływania na środowisko.

Określenie charakteru przedsięwzięcia
Przepisy Działu V ustawy środowiskowej określają kryteria i zakres oceniania potencjalnego oddziaływania danego przedsięwzięcia na środowisko oraz obszar Natura 2000, przyjmując przy tym podział na:

– przedsięwzięcia, które zawsze znacząco oddziałują na środowisko
– przedsięwzięcia, które potencjalnie znacząco oddziałują na środowisko.

Aktualna lista takich przedsięwzięć wymieniona została przez Radę Ministrów w rozporządzeniu z 10 września 2019 r. w sprawie przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko (Dz.U. z 2019 r. poz. 1839). Zasadnicza różnica między tymi dwoma rodzajami przedsięwzięć objawia się w tym, że dla:

– przedsięwzięcia, które zawsze znacząco oddziałują na środowisko – zawsze konieczne jest przeprowadzenie oceny oddziaływania na środowisko,
– przedsięwzięcia, które potencjalnie znacząco oddziałują na środowisko – obowiązek oceny oddziaływania na środowisko stwierdza właściwy organ, w drodze postanowienia, po wcześniejszym zasięgnięciu opinii regionalnego dyrektora ochrony środowiska, właściwego organu Państwowej Inspekcji Sanitarnej, organu właściwego do wydania oceny wodnoprawnej i ewentualnie organu właściwego do wydania pozwolenia zintegrowanego oraz zapewnieniu możliwości udziału społeczeństwa w postępowaniu.

Właściwym organem do przeprowadzenia oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko jest ten organ, który byłby właściwy w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Art. 75 ustawy środowiskowej zawiera katalog organów, które zależnie od rodzaju przedsięwzięcia, przeprowadzać będę takie postępowania:

– Regionalny dyrektor ochrony środowiska,
– Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska,
– Starosta,
– Dyrektor regionalnej dyrekcji Lasów Państwowych,
– Wójt, burmistrz, prezydent miasta.

Zgodnie z przepisami z art. 33 ustawy środowiskowej, po przystąpieniu do przeprowadzenia oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko, właściwy organ bez zbędnej zwłoki powinien podać do publicznej wiadomości stosowną informacje, w której określi nie tylko fakt wszczęcia postępowania, ale i wskaże przedmiot decyzji jak również poinformuje o możliwości zapoznania się z dokumentacją sprawy, składaniu uwag i wniosków, a jeżeli przeprowadzona ma być rozprawa administracyjna otwarta dla społeczeństwa, to również wskaże miejsce i termin na jaki ją zaplanowano.

Jaki zakres raportu
Najistotniejszym dowodem w postępowaniu oceniającym potencjalne oddziaływanie na środowisko, jest raport o oddziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko, który określony został w rozdziale 2 Działu V Ustawy (dalej jako: raport)).

Raport powinien zawierać informacje pozwalające na analizę wpływu danego przedsięwzięcia na środowisko oraz ludności, w tym wpływu na zdrowie i warunki życia ludzi, dobra materialne, zabytki, krajobraz (w tym krajobraz kulturowy), wzajemne oddziaływanie między tymi elementami oraz dostępność do złóż kopalin, jak również ryzyko wystąpienia poważnych awarii oraz katastrof naturalnych i budowlanych czy możliwości oraz sposoby zapobiegania i zmniejszania negatywnego oddziaływania potencjalnego przedsięwzięcia na środowisko oraz wymagany zakres monitoringu.

Przepisy szczególne, które w precyzyjny i konkretny sposób wskazują zagadnienia i kryteria, na których opierać się ma raport, znaleźć można w art. 66 ustawy środowiskowej.

Zakres raportu dla przedsięwzięć zawsze mogących znacznie oddziaływać na środowisko co do zasady leży w gestii potencjalnego inwestora. Jednakże, zgodnie z przepisami art. 63, 68 oraz 69 ustawy środowiskowej, zakres może zostać określony w drodze postanowienia wydanego przez właściwy organ. Dotyczy to:

– postępowań mogących potencjalnie oddziaływać na środowisko, jeśli właściwy organ stwierdzi konieczność dokonania oceny,
– postępowań mogących transgranicznie oddziaływać na środowisko,
– postępowań zawsze mogących oddziaływać na środowisko, jeżeli potencjalny inwestor wraz z wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej, zamiast Raportu złoży kartę informacyjną przedsięwzięcia wraz z wnioskiem o ustalenie zakresu raportu.

Organ właściwy w swoim postanowieniu określa wtedy zakres raportu (przy zasięgnięciu analogicznych opinii organów wymieniowych we wcześniejszej części artykułu), przy uwzględnieniu stanu współczesnej wiedzy i metod badań oraz istniejących możliwości technicznych i dostępności danych. Jednocześnie, określając zakres raportu organ właściwy może odstąpić od niektórych wymagań, czy też wskazać alternatywne rodzaje wariantów wymagających zbadania, wybrać zakres szczegółowości danych czy metody badań. Czynność taka nazywana jest również „scoping” od pochodzącego z języka angielskiego słowa „scope”, oznaczającego „zakres”, „zasięg” czy „pole działania”, a zaczerpniętego z prawodawstwa Unii Europejskiej.

Złożenie wniosku o ustalenie zakresu raportu pozwala zaoszczędzić potencjalnemu inwestorowi czas i koszty, ponieważ powinien on otrzymać od właściwego organu postanowienie z wyszczególnionymi działaniami koniecznymi do podjęcia w celu przygotowania raportu. W konsekwencji, potencjalny inwestor nie będzie musiał przeprowadzać działań, które nie są konieczne, jak również nie będzie musiał opóźniać postępowanie przez czasochłonne uzupełnienie ewentualnych braków raportu.

Reasumując, przy przedsięwzięciach mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, inwestor wraz w wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej składa kartę informacyjną przedsięwzięcia i czeka na ewentualne postanowienie właściwego organu, w którym wskazana zostanie konieczność sporządzenia raportu oraz jego zakres.

Natomiast, przy inwestycji będącej przedsięwzięciem zawsze znacząco oddziałującym na środowisko razem z  wnioskiem może złożyć raport i następnie oczekiwać na wezwania właściwego organu do uzupełnienia ewentualnych braków raportu czy udzielenia dodatkowych informacji, lub złożyć kartę informacyjną przedsięwzięcia wraz z wnioskiem o stwierdzenie zakresu oceny i oczekiwać wytycznych właściwego organu, które zostaną określone w jego postanowieniu.

Autor: Jakub Suchoń,  adwokat, BCLA Bisiorek Cieśliński i Partnerzy

https://www.prawo.pl/biznes/raport-o-oddzialywaniu-na-srodowisko-zakres-i-wymagania,144002.html

 3. Nie każdy balkon w bloku zabuduje się bez formalności i zgody sąsiadów

Martyna Sługocka | Data dodania: 15.08.2022

Prawo budowlane różnie traktuje zabudowę balkonu. W zależności od stosowanych materiałów i efektu końcowego możemy mieć do czynienia z instalacją urządzenia, a czasami nawet z rozbudową budynku. Dodatkowo we wspólnocie mieszkaniowej przeprowadzenie robót budowlanych mających ingerować w części wspólne wymaga uzyskania zgody współwłaścicieli.

Zgodnie z par. 14a ust. 2 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 16 sierpnia 1999 r. w sprawie warunków technicznych użytkowania budynków mieszkalnych na budynku mieszkalnym wielorodzinnym mogą być instalowane urządzenia związane z użytkowaniem budynku lub mieszkania, jak: kraty, żaluzje, rolety, zabudowy balkonów i loggii.

Balkon musi pozostać balkonem
W wyniku zainstalowania wspomnianych urządzeń nie powinno dojść do utraty swojej funkcji przez balkon, w szczególności nie powinien on zacząć pełnić funkcji dodatkowego pomieszczenia lokalu mieszkalnego. Dodatkowo instalowanie powinno nastąpić na balkonie, bez ingerencji w konstrukcję budynku.

Taka zabudowa powinna mieścić się w definicji urządzenia budowlanego z art. 3 pkt 9 ustawy – Prawo budowlane, czyli urządzenia technicznego związanego z obiektem budowlanym, zapewniającym możliwość użytkowania obiektu zgodnie z jego przeznaczeniem.

Instalowanie na obiektach budowlanych stanowiących albo niestanowiących całości techniczno-użytkowej urządzeń o wysokości powyżej 3 m wymaga zgłoszenia organowi administracji architektoniczno-budowlanej. Jeśli planowane do instalacji urządzenie będzie miało mniejszą wysokość to nie ma konieczności dokonywania zgłoszenia ani uzyskiwania pozwolenia na budowę (art. 29 ust. 3 i 4 Prawa budowlanego).

Zabytkowe budynki z pozwoleniem lub zgłoszeniem
Przepisy inaczej traktują  budynki wpisane do rejestru zabytków. W ich wypadku konieczne jest uzyskanie pozwolenia na budowę. Natomiast jeśli prace mają być wykonane na obszarze wpisanym do rejestru zabytków, to obowiązkowe jest ich zgłoszenie organowi administracji architektoniczno-budowlanej. Co więcej, zarówno do zgłoszenia jak i do wniosku o pozwolenia na budowę należy dołączyć pozwolenie właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków wydane na podstawie przepisów o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Rozbudowa budynku
Jeśli zabudowa balkonu doprowadzi do stanu faktycznego, w którym w mieszkaniu powstanie kolejne pomieszczenie (dodatkowy pokój) to takie roboty budowlane mogą być uznane za rozbudowę lub przebudowę budynku wymagającą pozwolenia na budowę i prowadzić do konieczności uzyskania innych decyzji, np. warunków zabudowy.

Warto zwrócić uwagę, że organy oraz orzecznictwo często mają rozbieżne stanowiska przy kwalifikacji zabudowy balkonu. Przykładowo można wskazać, na wyrok NSA z 22 czerwca 2016 r. (II OSK 2543/14), w którym wskazano, że „fakt zabudowy balkonu witryną szklaną w ramach PCV nie daje podstaw do kwalifikacji robót do rozbudowy w rozumieniu art. 3 pkt 6 pr. bud. Tego typu konstrukcji nie regulują wprost przepisy pr. bud. Nie ma usprawiedliwionych podstaw do kwalifikacji takiej konstrukcji do obiektu budowlanego lub jego części, a montażu takiej nietrwałej konstrukcji zabudowy balkonu jako budowy”.

Konieczność uzyskania zgody wspólnoty
Z art. 6 ustawy o własności lokali wynika, że ogół właścicieli, których lokale wchodzą w skład określonej nieruchomości, tworzy wspólnotę mieszkaniową. W budynku mieszkalnym wielorodzinnym poszczególne osoby są właścicielami swoich lokali oraz współwłaścicielami części wspólnych budynku. Oznacza to, że jeśli roboty budowlane mają ingerować w części wspólne to konieczne będzie uzyskanie zgody wspólnoty.

Autorka: dr. Martyna Sługocka, senior associate w kancelarii GWW, autorka Legal Alertu.

https://www.prawo.pl/biznes/jakie-formalnosci-zalatwic-zeby-zabudowac-balkon-we-wspolnocie-mieszkaniowej,289923.html

 

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Więcej swobody w projektowaniu dróg, ale koszty budowy też większe

Michał Bursztynowicz | 10 sierpnia 2022, 11:03

Brak od 21 września sztywnych wymogów technologicznych i materiałowych może także stwarzać pole do różnej interpretacji przepisów, a nawet nadużyć ze strony samorządów.

Za półtora miesiąca wejdzie w życie rozporządzenie ministra infrastruktury z 24 czerwca 2022 r. w sprawie przepisów techniczno-budowlanych dotyczących dróg publicznych (Dz.U. z 2022 r. poz. 1518), które otwiera nowy rozdział dla warunków technicznych budynków i innych obiektów wydawanych na podstawie prawa budowlanego. Przepisy te, inaczej niż było dotychczas, nie zawierają konkretnych wytycznych, które wskazują, jak drogę należy projektować czy budować. Nowe przepisy w tym zakresie mają być – jak zauważono w uzasadnieniu do projektu – uzupełniane wiedzą i doświadczeniem osób pełniących samodzielne funkcje w budownictwie. Jest to szczególnie istotne ze względu na to, że wzorce i standardy rekomendowane przez ministra właściwego ds. transportu oraz Polskie Normy, choć nadal aktualne i istotne, to mogą być stosowane dobrowolnie. Rozwiązanie należy ocenić pozytywnie, ponieważ przy takim założeniu rozporządzenie będzie mogło funkcjonować latami, uwzględniając zmiany w budownictwie i postęp techniczny, a jego konsekwencją będzie większa samodzielność i odpowiedzialność projektantów. Jednocześnie może to prowadzić do nadużyć – wynikających z chęci dostosowania projektu do wizji i oczekiwań inwestora – co może wpłynąć na bezpieczeństwo użytkowników drogi. Jednak czy tak się stanie, pokaże praktyka. Niemniej jednak wskazane zmiany bez wątpienia będą się wiązały ze wzrostem kosztów sporządzenia dokumentacji projektowej, a co za tym idzie – będą miały wpływ na wydatkowanie środków publicznych przez samorządy.

Zakres rozporządzenia
Nowe rozporządzenie – zastąpi ono aż trzy dotychczas obowiązujące akty prawne – będzie się stosować do projektowania, budowy, przebudowy lub użytkowania dróg publicznych oraz projektowania, budowy lub przebudowy urządzeń obcych sytuowanych w pasach drogowych tych dróg. I tu nic się nie zmieni, nowością jest jednak to, że przepisy określone w dziale II (podstawowe warunki) oraz dziale III rozdziałach 9 i 10 (drogowe obiekty inżynierskie, bezpieczeństwo pożarowe i przygotowanie do prowadzenia działań ratowniczych) będzie się stosować także do projektowania, budowy lub przebudowy drogowych obiektów inżynierskich w ramach dróg wewnętrznych. Zatem samorządy będą musiały odpowiednio projektować nie tylko drogi publiczne, lecz także, w powyższym zakresie, drogi wewnętrzne – uwzględniając przede wszystkim kwestie bezpieczeństwa konstrukcji i użytkowania obiektów inżynierskich. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na bardzo istotne rozwiązanie, które będzie mogło przyspieszyć czas projektowania drogi i uzyskania pozwolenia na budowę lub decyzji zezwalającej na realizację inwestycji drogowej, czyli odejście od procedury uzyskania odstępstwa od przepisów techniczno-budowlanych w trybie art. 9 ustawy z 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 2351; ost.zm. Dz.U. z 2022 r. poz. 1557). W rozporządzeniu wskazano bowiem, że jeżeli zostaną spełnione podstawowe warunki określone w dziale II, dopuszcza się niestosowanie przepisów działu III rozdziałów 1–9, które:
1) są sprzeczne z zakresem i sposobem prowadzenia robót budowlanych określonymi przez wojewódzkiego konserwatora zabytków w pozwoleniu na prowadzenie robót budowlanych (to, co do zasady, regulacja znana dotychczas);
2) nie mogą zostać spełnione w przypadkach:
a) ulic w strefach zamieszkania lub w strefach ograniczonej prędkości, w rozumieniu przepisów o ruchu drogowym,
b) drogowych odcinków lotniskowych stanowiących drogi lub odcinki dróg o znaczeniu obronnym, w rozumieniu przepisów o drogach publicznych,
c) części dróg i drogowych obiektów inżynierskich wykorzystywanych do czasowego prowadzenia ruchu drogowego w okresie budowy lub przebudowy drogi.

Trudne warunki i strefa bez przeszkód
Ustawodawca od 21 września postanowił także wprowadzić nowe pojęcia, m.in. trudnych warunków i strefy bez przeszkód. I tak trudne warunki to takie, które wynikają z istniejącego ukształtowania lub zagospodarowania terenu, ze stopnia złożoności warunków gruntowo-wodnych lub z konieczności ograniczenia oddziaływania drogi na środowisko, które przy zachowaniu podstawowych warunków, o których mowa w dziale II, uniemożliwiają zastosowanie rozwiązania standardowego lub powodują, że koszty zastosowania rozwiązania standardowego w cyklu życia drogi byłyby rażąco wysokie względem rozwiązania alternatywnego (par. 4 pkt 22). Przy czym zastosowanie przepisów, które odnoszą się do trudnych warunków, wymaga pisemnego uzasadnienia potwierdzającego brak możliwości lub rażąco wysokie koszty zastosowania rozwiązania standardowego względem rozwiązania alternatywnego, które dołącza się do dokumentacji projektowej. Przykładowo, zjazdu zwykłego nie projektuje się w obszarze węzła lub skrzyżowania, z wyjątkiem trudnych warunków (par. 55 ust. 2 zdanie 2).

Z kolei strefa bez przeszkód to obszar przylegający do jezdni, którego ukształtowanie i zagospodarowanie ograniczają negatywne skutki wypadków i kolizji drogowych związanych z niekontrolowanym zjechaniem pojazdu z jezdni (par. 4 pkt 21). Przykładowo: droga, na której prędkość dopuszczalna wynosi więcej niż 50 km/h, powinna mieć strefę bez przeszkód. Jeżeli zaprojektowanie strefy bez przeszkód okaże się niemożliwe, wówczas trzeba będzie zaprojektować barierę ochronną (par. 26 ust. 1). W ocenie autorów projektu strefa bez przeszkód ma być ważnym narzędziem kształtowania bezpieczeństwa na drogach publicznych, co ma być jednym z najistotniejszych założeń nowych wymagań technicznych w drogownictwie.

Zezwolenie na lokalizację zjazdu
Jedną z podstawowych decyzji wydawanych przez zarządców dróg jest zezwolenie na lokalizację zjazdu (lub jego przebudowę). Określa się w nim miejsce lokalizacji zjazdu i jego parametry techniczne. Te ostatnie zależały dotychczas od tego, czy mieliśmy do czynienia ze zjazdami publicznymi (związanymi – w uproszczeniu – z prowadzeniem działalności gospodarczej lub działalności o charakterze publicznym), czy też indywidualnymi. Podział ten generuje obecnie wiele problemów dla zarządców dróg, ponieważ jest uzależniony od faktu prowadzenia działalności gospodarczej w pobliżu zjazdu, a nie od rzeczywistego ruchu, jaki odbywa się w tym miejscu. Ponadto po zakończeniu prowadzenia działalności gospodarczej niejasny jest status takiego zjazdu, bo nie staje się on automatycznie zjazdem indywidualnym. W nowym rozporządzeniu ten podział został zastąpionym nowym. Zgodnie z nim zjazdy dzielą się na:
– zwykłe – do ruchu pojazdów albo pojazdów, pieszych i osób poruszających się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch,
– techniczne – wyłącznie do ruchu pojazdów obsługi drogi oraz wyjątkowo – do ruchu pojazdów służb ratowniczych,
– awaryjne – tylko do ruchu pojazdów służb ratowniczych oraz wyjątkowo do ruchu pojazdów obsługi drogi, przy czym na zjeździe technicznym lub awaryjnym należy projektować urządzenie uniemożliwiające ruch pojazdów, dla których nie jest on przeznaczony, oraz umożliwiające sprawny przejazd pojazdów służb ratowniczych (par. 54 ust. 4 i 5).

Dodatkowo prawodawca położył nacisk na kwestie bezpieczeństwa lokalizacji zjazdu z drogi. W tym celu wskazał, że parametry geometryczne zjazdu powinny umożliwiać przejazd pojazdu miarodajnego oraz uwzględniać uwarunkowania wynikające z ruchu pieszych, osób poruszających się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch, rowerów, hulajnóg elektrycznych lub urządzeń transportu osobistego (par. 56 ust. 2).

Lokalizacja urządzeń obcych
Zarządca drogi wydaje też zezwolenia na umieszczenie w pasie drogowym obiektów i urządzeń. W tym zakresie nowe rozporządzenie wskazuje, że urządzenie obce sytuuje się w pasie drogowym zgodnie z przepisami o drogach publicznych i w taki sposób, aby uwzględnić potrzebę ochrony drogi i zapewnienia bezpieczeństwa ruchu. Podziemne urządzenie obce umieszcza się zaś poza jezdnią, częścią pobocza o nawierzchni twardej i opaską wewnętrzną, na głębokości, która uniemożliwia naruszenie części i urządzeń drogi, drogowych budowli ziemnych oraz drogowych obiektów inżynierskich lub zmniejszenie ich stateczności. Dopuszcza się przy tym usytuowanie podziemnego urządzenia obcego pod jezdnią, częścią pobocza o nawierzchni twardej lub opaską wewnętrzną, na ulicy w trudnych warunkach lub przy przejściu poprzecznym, pod warunkiem że zwieńczenia studni znajdują się poza pasem przejazdu kół pojazdów. Naziemne lub nadziemne urządzenie obce oraz jego konstrukcję wsporczą sytuuje się w miejscu, w którym nie spowoduje ono ograniczeń w projektowaniu oraz użytkowaniu części i urządzeń drogi, drogowych budowli ziemnych oraz drogowych obiektów inżynierskich (par. 97).

Przepisy przejściowe
Jeżeli wniosek o wydanie decyzji o pozwoleniu na budowę lub decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej, a także odrębny wniosek o zatwierdzenie projektu zagospodarowania działki lub terenu, lub projektu architektoniczno-budowlanego, zostanie złożony przed 21 września 2022 r., zastosowanie znajdą dotychczasowe przepisy techniczno-budowlane. Podobnie będzie w sytuacji, gdy przed tą datą dokonano zgłoszenia budowy lub wykonywania innych robót budowlanych, czy też wszczęto postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego na opracowanie projektu lub na opracowanie projektu i wykonanie robót budowlanych. A ponieważ przepisy przejściowe milczą na temat przebudowy zjazdu, to wygląda na to, że zarządca drogi nie będzie mógł wydać zezwolenia na tego typu inwestycję na podstawie starego rozporządzenia o warunkach technicznych, nawet wtedy gdy procedura z jego wydaniem zostanie uruchomiona przed 21 września.

Ponadto w przepisach przejściowych zawarto regulację, zgodnie z którą jeżeli przed 21 września 2022 r.:
– został złożony wniosek o wydanie decyzji o pozwoleniu na budowę, a także odrębny wniosek o zatwierdzenie projektu zagospodarowania działki lub terenu, lub projektu architektoniczno-budowlanego, albo
– zostało dokonane zgłoszenie budowy lub wykonywania innych robót budowlanych czy wszczęte postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego na opracowanie projektu lub na opracowanie projektu i wykonanie robót budowlanych, albo
– zlecono wykonanie tych czynności w inny sposób, pod warunkiem że nie jest wymagane wszczęcie postępowania o udzielenie zamówienia publicznego

– do budowy lub przebudowy drogowego obiektu inżynierskiego w ramach drogi wewnętrznej nie stosuje się przepisów nowego rozporządzenia

https://serwisy.gazetaprawna.pl/samorzad/artykuly/8515718,wymogi-technologiczne-projektowanie-drog-wieksze-koszty-budowy.html

 2. Prezydent podpisał nowelizację ustawy o Rządowym Funduszu Rozwoju Dróg

Gazeta Prawna | 16 sierpnia 2022, 15:09

Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o Rządowym Funduszu Rozwoju Dróg – podała we wtorek Kancelaria Prezydenta RP.

Jak podała we wtorek Kancelaria Prezydenta RP, prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o zmianie ustawy o Rządowym Funduszu Rozwoju Dróg oraz niektórych innych ustaw.

Z komunikatu kancelarii prezydenta wynika, że zmiana ustawy o Rządowym Funduszu Rozwoju Dróg ma na celu rozszerzenia katalogu zadań dofinansowywanych ze środków funduszu. Chodzi o poszerzenie tego katalogu o przedsięwzięcia polegające na realizacji przez jednostki samorządu terytorialnego budowy, przebudowy lub remontu infrastruktury drogowej służącej dojazdowi do terminali intermodalnych lub do specjalnych stref ekonomicznych oraz na budowie, przebudowie lub remoncie dróg wojewódzkich lub na innych inwestycjach mających na celu wyłącznie poprawę bezpieczeństwa niechronionych uczestników ruchu, takich jak drogi dla pieszych, drogi dla pieszych i rowerów, drogi dla rowerów, przejścia dla pieszych, przejazdy dla rowerów oraz perony przystankowe wraz z dojściami do tych peronów na drogach wojewódzkich.

Poza tym dofinansowaniu ze środków funduszu będą podlegać inwestycje mające na celu poprawę bezpieczeństwa ruchu pieszych w obszarze oddziaływania przejść dla pieszych w ramach zadań powiatowych i gminnych, poprzez budowę, przebudowę lub remont takich elementów drogi jak: drogi dla pieszych, drogi dla pieszych i rowerów, drogi dla rowerów, przejścia dla pieszych, przejazdy dla rowerów i perony przystankowe wraz z dojściami do tych peronów oraz inwestycje realizowane po wyodrębnieniu w ramach zadań powiatowych i gminnych, zadań remontowych jako oddzielnych zadań realizowanych na drogach powiatowych i gminnych.

„Ponadto nowela zmienia formułę prawną, na podstawie której działa obecnie Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg. Przestanie on być państwowym funduszem celowym w rozumieniu ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych, a stanie się rachunkiem bankowym prowadzonym przez Bank Gospodarstwa Krajowego” – podano w komunikacie.

Kancelaria prezydenta podała także, że ustawa wchodzi w życie z dniem jej ogłoszenia, z wyjątkiem części przepisów, które wchodzą w życie od 21 września 2022 r. oraz 1 stycznia 2023 r. (PAP)

autor: Marek Siudaj

https://serwisy.gazetaprawna.pl/samorzad/artykuly/8518970,rzadowy-fundusz-rozwoju-drog-zmiany-2022.html

 3. Woonerf, czyli holenderski pomysł na pozbycie się betonozy z polskich miast

Gazeta Prawna dr Jan Kowalczyk | 13 sierpnia 2022, 07:30

Włodarzom i planistom wciąż brakuje inwencji, jak skutecznie przekształcać przestrzeń publiczną w sposób zrównoważony, zgodny z przyrodą i dla wszystkich mieszkańców. Rozwiązaniem może być utworzenie podwórców miejskich.

dr Jan Kowalczyk, Wyższa Szkoła Bankowa w Warszawie

Główną ideę woonerfu wiernie oddaje polskie tłumaczenie tego słowa – podwórzec miejski. Zgodnie z założeniami ma to być przestrzeń przypominająca podwórko – miejsce zabaw dla dzieci oraz spotkań i odpoczynku dla dorosłych. Jednocześnie jako przestrzeń typowa dla obszarów miejskich powinna zapewniać w miarę swobodne poruszanie się, również samochodom. Jednak zwykłe zwężenie ulicy i postawienie kilka ławek nie sprawia, że ulica zmienia się w miejski podwórzec. O woonerfie można bowiem mówić, gdy w organizacji przestrzeni są spełnione następujące warunki:
– priorytetowy pozostaje ruch pieszy i rowerowy,
– ruch samochodowy jest dopuszczony, ale następuje jego uspokojenie przez zastosowanie różnych instrumentów, takich jak progi zwalniające czy ograniczenia prędkości,
– przestrzeń zachowuje funkcjonalność dla kierowców – z woonerfu mogą w miarę normalnie korzystać pojazdy specjalne, np. karetki czy śmieciarki, pozostają miejsca postojowe,
– zostaje wprowadzona zieleń oraz elementy infrastruktury dla mieszkańców (np. meble miejskie, odpowiednie oświetlenie).

Woonerf odgrywa znacznie bardziej doniosłą rolę niż jedynie komunikacyjną – pozwala na kształtowanie więzi między mieszkańcami, a zatem staje się przestrzenią społeczną. Przypomina nieco dobrze znane deptaki, z tą różnicą, że na deptakach nie dopuszcza się ruchu samochodowego, a na podwórcu jest on możliwy.

W Polsce niekwestionowanym liderem w tworzeniu tego typu przestrzeni jest Łódź. Woonerfy można spotkać również m.in. w Gdyni czy Gdańsku. Na razie woonerf to idea realizowana głównie w dużych miastach jako uzupełnienie ogólnych działań rewitalizacyjnych, remontowych lub wprost mających na celu poprawę jakości przestrzeni. Nie oznacza to jednak, że podwórce miejskie są zarezerwowane jedynie dla tych największych ośrodków miejskich. Z całą pewnością idea woonerf może zostać zrealizowana również w miastach mniejszych (poniżej 50 tys. mieszkańców). Oprócz podstawowej funkcji miejsca spotkań dla lokalnej społeczności podwórce mogą odgrywać również rolę symboliczną – jako charakterystyczny element podnoszący turystyczną atrakcyjność miasta. Dobrze zaprojektowany woonerf jest nie tylko przyjemny dla oka, lecz także pozwala na spędzenie czasu w przestrzeni publicznej, co z punktu widzenia ruchu turystycznego ma istotne znaczenie. Podwórce miejskie tworzące przestrzeń współdzieloną wpisują się w nowoczesny sposób myślenia o mieście, podkreślając znaczenie przestrzeni społecznej oraz promując rozwiązania zielone, proekologiczne. W związku z tym należy się spodziewać, że moda na woonerfy w Polsce rozwinie się i prędko nie przeminie.

Podstawy prawne
W polskich uwarunkowaniach prawnych nie istnieje pojęcie woonerfu czy podwórca miejskiego – ani w dokumentach porządkujących planowanie przestrzenne, ani w prawie o ruchu drogowym. Z punktu widzenia organizacji ruchu dobrym rozwiązaniem wydaje się zastosowanie dla oznaczenia takiej przestrzeni znaku drogowego D-40 – „Strefa zamieszkania”. Umieszczany jest on w obszarach obejmujących drogi publiczne lub inne drogi, na których obowiązują szczególne zasady ruchu drogowego, a wjazdy i wyjazdy są oznaczone odpowiednimi znakami drogowymi (art. 2 pkt 16 prawa o ruchu drogowym; dalej: p.r.d.). Znak ten informuje, że w objętej nim strefie pieszy może się poruszać swobodnie po całej udostępnionej do użytku publicznej przestrzeni i ma pierwszeństwo przed pojazdami (art. 11 ust. 5 p.r.d.). Ponadto obowiązuje ograniczenie prędkości do 20 km/h (art. 20 ust. 2 p.r.d.), postój pojazdu jest dozwolony jedynie w miejscach do tego wyznaczonych (art. 49 ust. 2 pkt 2), a podczas opuszczania „strefy zamieszkania” należy ustąpić pierwszeństwa wszystkim uczestnikom ruchu drogowego – wyjeżdzający ze strefy jest włączającym się do ruchu (art. 17 ust. 1 pkt 1 p.r.d.).

Nie w każdym miejscu
Początkowo woonerfy tworzono głównie w przestrzeniach mieszkalnych na potrzeby lokalnej społeczności. Z czasem koncept ten zaczął być wykorzystany również przy zmianach centrów miast, w których wąskie, wielofunkcyjne ulice nie są rzadkością. Jednakże panująca ostatnio moda na woonerf (czasami rewitalizowane bądź przebudowane uliczki nazywa się szumnie woonerfami, chociaż nie wypełniają podstawowych założeń tego konceptu) nie powinna sprawić, że podwórce miejskie będą traktowane jako remedium na wszystkie problemy przestrzenne miast.

Woonerfy nie sprawdzą się na ulicach, które są istotne z punktu widzenia organizacji ruchu samochodowego. Postulat ograniczenia ruchu w miastach nie może być realizowany poprzez całkowite uniemożliwienie poruszania się pojazdów po ulicach. Ponadto należy pamiętać o pojazdach specjalnych, które muszą sprawnie się poruszać po miastach, a także o zaopatrzeniu.

Współcześnie koncept woonerfu jest chętnie wykorzystywany na śródmiejskich uliczkach, przy których funkcjonują liczne sklepy oraz obiekty gastronomiczne. Zamiast przestrzeni dla mieszkańców część woonerfu zajmują wówczas najczęściej ogródki gastronomiczne, które – bądź co bądź – również sprzyjają nawiązywaniu więzi społecznych. Ponadto koncept woonerfu umożliwia (a w zasadzie nakazuje) uwzględnienie zieleni. W związku z tym podwórce warto tworzyć tam, gdzie bez nich posadzenie drzew, krzewów czy rabat kwiatowych byłoby niemożliwe.

Ponadto współczesne badania urbanistów holenderskich wskazują, że woonerfy nie sprawdzają się wówczas, gdy nie stanowią spójnej części większej koncepcji urbanistycznej. Innymi słowy chodzi o to, że jeżeli na danym obszarze (np. w dzielnicy) znajduje się tylko jeden woonerf, to stanowi on raczej ciekawostkę. Mieszkańcy i turyści zaglądają tam, by zobaczyć podwórzec, ale potem mijają go i idą dalej. Wówczas, chociaż pod względem fizycznym woonerf spełnia swoje zadania, jego funkcja społeczna jest znacząco ograniczona. Urbaniści podkreślają, że woonerf powinien być wpisany w kontekst miejsca oraz w miarę możliwości otoczony podobnymi rozwiązaniami przestrzennymi. Aby zapewnić spójność, istotne jest zaangażowanie mieszkańców i innych użytkowników przestrzeni w proces planowania. [ramka 1] ©℗

Ramka 1

Zobacz, czy w twojej gminie to się sprawdzi ©℗

Aby w danej przestrzeni miejskiej woonerf miał sens, musi on spełniać następujące kryteria:
1. Komunikacyjne:
• zapewnienie połączenia woonerfu chodnikami oraz drogami dla rowerów z innymi ulicami miasta,
• spowolnienie i ograniczenie ruchu samochodowego nie powinno wpływać znacząco na natężenie ruchu na innych ulicach (ulica ma marginalne znaczenie dla systemu transportowego).
2. Funkcjonalne:
• woonerf powinien zachęcać mieszkańców, by chcieli spędzać w nim swój czas; wskazane jest, by w parterach budynków znajdowały się lokale użytkowe (szczególnie kawiarnie czy restauracje, których ogródki letnie mogłyby się znaleźć w przestrzeni woonerfu) – najlepiej w budynkach należących do miasta, by lokalne władze realnie wpływały na ofertę funkcjonalną woonerfu;
• musi to być przestrzeń dla wszystkich – nie powinno się zatem lokować przy nich jedynie funkcji komercyjnych; to doskonałe miejsce na siłownię plenerową, fontannę, mały plac zabaw itp.
3. Przestrzenne:
• konieczność posadzenia zieleni – zarówno niskiej (np. w postaci rabat kwietnych), jak i wysokiej (dające cień drzewa) i jej utrzymania w dobrym stanie;
• odpowiednie sąsiedztwo – woonerf powinien być wpisany w kontekst miejsca oraz w miarę możliwości otoczony podobnymi rozwiązaniami przestrzennymi.

Ramka 2

Dobre praktyki ©℗

Holandia, Delf

Uznaje się, że to w tym niderlandzkim miasteczku powstał pierwszy woonerf. Historia Delft nierozłącznie jest związana z kanałami wodnymi, które umożliwiały wymianę handlową i import towarów. Wpłynęło to na strukturę urbanistyczną miasteczka – na brzegach powstały wąskie uliczki, które pełniły wiele funkcji: rozładowywano i załadowywano na nich towar, zajmowano się handlem, tworzono przestrzenie do spotkań, wznoszono przy nich zabudowę mieszkalną. W związku z brakiem typowych przestrzeni publicznych, takich jak: parki, skwery czy place, uliczki położone wzdłuż kanałów stanowiły społeczne centrum miasta, w którym koncentrowała się aktywność mieszkańców. W latach 60. ubiegłego wieku, wraz z pojawianiem się coraz większej liczby samochodów w mieście i spadkiem znaczenia transportu kanałami, miejsca do rozładunku i załadunku barek oraz towarzyszące im targowiska zastąpiono parkingami, a piesi przestali odgrywać dominującą rolę.

Pod koniec lat 60. podjęto pierwsze próby przekształcenia przestrzeni wokół kanału. Nowatorski koncept nazwano woonerfem (co można przetłumaczyć jako ulica do mieszkania/życia). Jego głównym założeniem było stworzenie przestrzeni bezpiecznej dla dzieci, w której ruch samochodowy jest możliwy, jednak z zachowaniem kilku zasad. Ograniczono więc prędkość, a pieszym oddano całą szerokość jezdni, posadzono nowe drzewa, pojawiło się też odpowiednie oświetlenie. Utworzono również półprywatne przestrzenie dla mieszkańców, wokół ich domostw, którymi mogli gospodarować po swojemu. Nowatorski projekt okazał się niekwestionowanym sukcesem – z jednej strony kierowcy byli w stanie omijać wąskie uliczki przy kanałach, nie powodując dodatkowych korków, z drugiej strony – mieszkańcy odzyskali poczucie bezpieczeństwa.

Woonerf szybko zyskał poparcie władz lokalnych w innych holenderskich miastach. Szacuje się, że dziś ponad 6 tys. niderlandzkich ulic to woonerfy.

Polska, Łódź
We wrześniu 2012 r., w związku z Europejskim Tygodniem Zrównoważonego Transportu, władze miasta zdecydowały się na pilotażowy „dzień bez samochodu” na jednej z łódzkich ulic. Wybrano niespełna 200-metrową ulicę 6 Sierpnia, która miała duży potencjał z uwagi na położenie tuż przy ulicy Piotrkowskiej, a była dotychczas okryta złą sławą, bo przed laty działał tu sklepem z dopalaczami. Organizację happeningów towarzyszących zamknięciu ulicy powierzono zewnętrznemu operatorowi – jednej z funkcjonujących w mieście fundacji. Na ulicy rozłożono czerwony dywan, by piesi czuli się „gwiazdami na ulicy”, postawiono namioty umożliwiające wyświetlanie filmów, restauratorzy zyskali więcej miejsca na ogródki gastronomiczne. Akcja była na tyle udana, że Ministerstwo Ochrony Środowiska uznało ją za najlepszą w Polsce kampanię promującą Europejskich Tydzień Zrównoważonego Transportu w 2012 r. W Łodzi natomiast zaczęto rozważać, w jaki sposób można utrwalić pozytywne rezultaty tego eksperymentu. Uznano, że odpowiedzią na to wyzwanie może być właśnie woonerf. Projekt spotkał się z dużą aprobatą mieszkańców, o czym najlepiej świadczy to, że w 2013 r. został on wybrany jako projekt do realizacji w ramach kształtującego się właśnie budżetu obywatelskiego. Ostatecznie już w połowie następnego roku pionierski łódzki podwórzec został oddany do użytku. Przeobrażenie dotychczas nieprzyjaznej przestrzeni w miejsce pełne życia – z nową zielenią (dotychczas na ulicy nie było żadnych drzew) oraz ogródkami gastronomicznymi ‒ stało się faktem. Jak to zawsze bywa, oprócz głosów poparcia projekt zyskał też grono krytyków. Co ciekawe, należeli do nich również urbaniści i architekci reprezentujący istotne grona eksperckie. Twierdzono, że uspokojenie ruchu na ulicy łączącej Piotrkowską z Kościuszki, prowadzącą w stronę dworca Łódź Fabryczna, może spowodować paraliż komunikacyjny. Tak się jednak nie stało.

Sukces woonerfu na 6 Sierpnia spowodował istną modę na tego typu rozwiązania w Łodzi. Od tego czasu w mieście powstało wiele innych podobnych projektów (Pasaż Piramowicza, Pasaż Knychalskiego, ul. Zacisze), planowane są kolejne.

Podstawa prawna
art. 2 pkt 16, art. 11 ust. 5, art. 17 ust. 1 pkt 1, art. 20 ust. 2, art. 49 ust. 2 pkt 2 ustawy z 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 988; ost.zm. Dz.U. z 2022 r. poz. 1002)

https://serwisy.gazetaprawna.pl/samorzad/artykuly/8514861,woonerf-urbanistyka-miasta-podworzec-betonoza.html

 

Podatki | Prasówka | 17.08.2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. MF: Wadliwie zgłoszeni do estońskiego CIT dostaną szansę naprawy

Mariusz Szulc | 11 sierpnia 2022, 07:50 [aktualizacja 11 sierpnia 2022, 14:35]

Spółki, których pełnomocnicy złożyli do urzędu skarbowego zawiadomienie o wyborze ryczałtu od dochodów spółek na podstawie formularza UPL-1, otrzymują wezwania do usunięcia braków – twierdzi Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie DGP

Przekonuje, że tym samym firmy te nie tracą automatycznie prawa do opłacania estońskiego CIT z tego tylko powodu, że użyto niewłaściwego pełnomocnictwa. Prawo to przepadnie im dopiero, gdy nie uczynią zadość wezwaniu w określonym w nim terminie.

– Stanowisko resortu, choć niewątpliwie korzystne, nie jest do końca zgodne z prawdą. Znam przypadki, w których spółki po złożeniu przez ich pełnomocnika zawiadomienia o wyborze estońskiego CIT na podstawie pełnomocnictwa UPL-1 nie otrzymały do tej pory żadnego pisemnego wezwania do usunięcia braków, a wyłącznie telefon z urzędu skarbowego z informacją, że muszą skorygować rozliczenia i dopłacić zaległe zaliczki na CIT wraz z odsetkami – mówi Grzegorz Niebudek, adwokat, doradca podatkowy i partner zarządzający w LTCA.

Przyznaje natomiast, że odpowiedź MF daje nadzieję na zmianę działania organów podatkowych i że spółki, które nie otrzymały pisemnego wezwania do usunięcia braków, powinny spodziewać się go w najbliższej przyszłości. To pozwoli im naprawić błędy bez utraty prawa do korzystania z estońskiego CIT.

Nie pełnomocnictwo UPL-1 tylko PPS-1 lub PPO-1
Na problem z tym związany zwróciliśmy uwagę we wczorajszym artykule „Miał być estoński CIT, a jest niemałe zaskoczenie” (DGP nr 154/2022). Pisaliśmy o spółkach, które zleciły swoim pełnomocnikom (księgowym, doradcom podatkowym) złożenie zawiadomienia ZAW-RD o wyborze ryczałtu od dochodów spółek zwanego potocznie estońskim CIT.

Jeśli pełnomocnik złożył takie zawiadomienie w systemie e-Deklaracje na podstawie formularza UPL-1, czyli pełnomocnictwa do podpisywania elektronicznych deklaracji podatkowych, to postąpił wadliwie, a zawiadomienie było bezskuteczne. Fiskus twierdzi bowiem, że ZAW-RD nie jest deklaracją podatkową i pełnomocnik, który chce je złożyć, powinien działać na podstawie pełnomocnictwa szczególnego PPS-1 lub ogólnego PPO-1.

Problem polega na tym, że spółki dowiadują się o tym dopiero od niedawna, podczas gdy na estoński CIT przechodziły wiele miesięcy wcześniej, najczęściej od stycznia 2022 r. (zgodnie z art. 28j ust. 1 pkt 7 ustawy o CIT). Wtedy jednak nie dostawały żadnych sygnałów, że zawiadomienie ZAW-RD złożone przez ich pełnomocnika na podstawie formularza UPL-1 jest niewłaściwe. Mogły więc zakładać, że mają prawo do estońskiego CIT i nie muszą płacić zaliczek na klasyczny podatek dochodowy.

Teraz, gdy okazuje się, że złożone w przeszłości zawiadomienie ZAW-RD było bezskuteczne, spółka powinna skorygować swoje rozliczenia, czyli uregulować zaległe zaliczki na CIT, i to z odsetkami (ich aktualna stawka to 15 proc.).

Skarbówka powinna wysłać wezwanie do usunięcia wadliwych pełnomocnictw
Eksperci, których cytowaliśmy we wczorajszym artykule, nie zgadzali się z takimi konsekwencjami błędnie złożonego ZAW-RD. Ich zdaniem, nawet jeśli zawiera ono braki, to skarbówka powinna wysłać wezwania do ich usunięcia w terminie siedmiu dni (art. 169 ordynacji podatkowej). Dopiero gdy podatnik nie usunie braków w terminie, zawiadomienie ZAW-RD może zostać uznane za bezskuteczne.

Na prawidłowość takiego trybu postępowania przez urzędy wskazuje również odpowiedź, którą otrzymaliśmy z MF już po oddaniu do druku wczorajszego wydania DGP (patrz ramka).

Chaos w zawiadomieniach ZAW-RD
Jacek Lechna, menedżer w zespole bieżącego doradztwa podatkowego Grant Thornton, zwraca uwagę na chaos informacyjny, jaki od dłuższego czasu panuje w sprawie składania zawiadomień ZAW-RD.

Spółki i ich pełnomocnicy, którzy przy składaniu ZAW-RD kierowali się informacjami publikowanymi na stronie resortu finansów (https://www.podatki.gov.pl/cit/e-deklaracje-cit/formularze-cit/), mogli uznać, że zawiadomienie o wyborze estońskiego CIT jest deklaracją podatkową, tyle że można ją złożyć wyłącznie za pośrednictwem systemu e-Deklaracje.

Na tej stronie publikowane są bowiem deklaracje podatkowe i wśród nich znajdziemy właśnie ZAW-RD. Bazując więc na treści tej strony, należało uznać, że w celu złożenia ZAW-RD pełnomocnik musi mieć UPL-1.

Taką informację nadal można znaleźć na tej stronie MF. Co innego jednak wynika z odpowiedzi wiceministra finansów Artura Sobonia z 4 kwietnia br. na interpelację poselską nr 30734. Wyjaśniono w niej, że ZAW-RD nie jest deklaracją, a pełnomocnik, który składa to zawiadomienie, musi mieć pełnomocnictwo szczególne PPS-1 lub ogólne PPO-1.

– Wielu przedsiębiorców mogło nie wiedzieć o tej odpowiedzi na poselską interpelację, a sugerować się treścią dostępną na internetowych stronach MF. Mogli więc popaść w kłopoty nie z własnej winy – zwraca uwagę Jacek Lechna.

Tym bardziej – jak mówi – cieszy najnowsze stanowisko MF, z którego wynika, że otrzymanie wezwania i naprawienie błędu w terminie w nim wskazanym nie oznacza pozbawienia podatnika prawa do korzystania z estońskiego CIT.

Jak złożyć ZAW-RD
We wspomnianej odpowiedzi na poselską interpelację wskazano, że ZAW-RD może być złożone w formie papierowej lub za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej. W tym drugim przypadku jest to możliwe za pośrednictwem systemu e-Deklaracje, przy użyciu interaktywnego formularza oraz poprzez platformę e-PUAP jako pisma ogólnego w formacie PDF, uwierzytelnionego podpisem kwalifikowanym, poprzez profil zaufany albo podpis osobisty. ©℗

Odpowiedź MF na pytanie DGP

Zawiadomienie ZAW-RD nie jest deklaracją w myśl przepisów ustawy Ordynacja podatkowa, dlatego nie jest możliwe zastosowanie do niego pełnomocnictwa UPL-1. W konsekwencji organy podatkowe postępują prawidłowo, wzywając do uzupełnienia braków. Jednakże otrzymanie takiego wezwania nie oznacza pozbawienia podatnika prawa do korzystania z estońskiego CIT, jeżeli podatnik uzupełni te braki w terminie wskazanym w wezwaniu.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8516087,estonski-cit-ryczalt-od-dochodow-spolek.html

 2. Sprzedaż nieruchomości może być opodatkowana ryczałtem

Agnieszka Pokojska | 11 sierpnia 2022, 07:54

Sprzedaż nieruchomości może być opodatkowana 10-procentowym ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych – potwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. Dodał, że dotyczy to również otrzymanego wcześniej zadatku.

Spytał o to przedsiębiorca, który w ramach swojej działalności kupuje i sprzedaje nieruchomości (sklasyfikowane pod PKWiU – 68.10.1 – Kupno i sprzedaż nieruchomości na własny rachunek). Obecnie rozlicza się liniowo, ale rozważa przejście w 2023 r. na ryczałt od przychodów ewidencjonowanych.

Wyjaśnił, że w 2019 r. nabył nieruchomość do celów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, a teraz – w związku ze wzrostem cen – chce ją sprzedać. Jeszcze w tym roku chce podpisać umowę przedwstępną i niewykluczone, że otrzyma zaliczkę lub zadatek. Natomiast w 2023 r. ma zostać zawarta umowa przyrzeczona i wówczas otrzyma cenę, która przekroczy 2 mln euro.

Przedsiębiorca chciał się upewnić, czy przychód ze zbycia tej nieruchomości w 2023 r. (łącznie z uzyskanym jeszcze w 2022 r. zadatkiem lub zaliczką) będzie mógł opodatkować 10-proc. ryczałtem od dochodów ewidencjonowanych. Spytał także, czy uzyskanie w przyszłym roku przychodu powyżej 2 mln euro nie pozbawi go możliwości stosowania tej formy opodatkowania od kolejnego miesiąca.

Dyrektor KIS potwierdził, że ryczałt będzie możliwy. Wyjaśnił, że jeżeli podatnik wybierze go w 2023 r. (składając naczelnikowi urzędu skarbowego stosowne oświadczenie do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu osiągnięcia pierwszego przychodu), to będzie mógł zapłacić od przychodu ze sprzedaży nieruchomości 10-procentowy ryczałt. Warunkiem jest, aby w 2022 r. jego przychód nie przekroczył 2 mln euro (art. 6 ust. 4 pkt 1 ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym; t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1993, ze zm).

Organ potwierdził też, że otrzymane w 2022 r. zaliczka lub zadatek nie zostaną opodatkowane w momencie ich wpłaty, ale dopiero gdy przekształcą się w definitywną należność. Wyjaśnił, że „zapłata zaliczki uznawana jest za świadczenie zwrotne. Ze względu na możliwość (domagania się) jej zwrotu, nie jest pewne, czy przychód ostatecznie powstanie”. Staje się ona zatem przychodem dopiero w momencie sprzedaży nieruchomości. Takie same skutki wywołuje otrzymanie zadatku.

Jeżeli więc sprzedaż dojdzie do skutku w 2023 r., to zadatek lub zaliczka też będą opodatkowane 10-procentowym ryczałtem – podsumował dyrektor KIS.

Wyjaśnił także, że wysokość przychodów w roku bieżącym nie ma znaczenia dla możliwości opodatkowania w danym roku przychodów z działalności gospodarczej w tej formie. Jeżeli podatnik w trakcie 2023 r. przekroczy limit 2 mln euro, to prawo do ryczałtu ewidencjonowanego utraci dopiero w 2024 r. ©℗

Otrzymana zaliczka lub zadatek są opodatkowane dopiero, gdy przekształcą się w definitywną należność

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 8 sierpnia 2022 r., sygn. 0114-KDIP2-2.4011.418.2022.3.RK

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8516092,sprzedaz-nieruchomosci-ryczal-opodatkowanie.html

 3. Będą nowe wzory oświadczeń PIT

Agnieszka Pokojska | wczoraj, 07:26

Ministerstwo Finansów opublikowało na swojej stronie internetowej projekty formularzy PIT-2, PIT-2A, PIT-3. Ma to związek z korektą Polskiego Ładu, czyli nowelizacją z 9 czerwca 2022 r. (Dz.U. poz. 1265).

Przypomnijmy, że PIT-2 i PIT-2A to oświadczenia (wnioski), które podatnik składa płatnikowi (pracodawcy), by ten, przy obliczaniu miesięcznych zaliczek na PIT, potrącał 1/12 kwoty zmniejszającej podatek. W tym samym celu składa się PIT-3, z tym że do organu rentowego, np. w związku z wypłacaną emeryturą lub rentą.

Uwagi do planowanych zmian w tych drukach można zgłaszać do 19 sierpnia 2022 r. na adres: Konsultacje.WzoryPIT@mf.gov.pl.

Natomiast jeszcze tylko dziś (16 sierpnia br.) można przesyłać uwagi do projektowanych nowych formularzy: PIT-36, PIT-36S, PIT-36L, PIT-36LS, PIT-39 i nowych struktur ITP, ITP-Z. O szczegółach proponowanych rozwiązań pisaliśmy w artykule „Będą kolejne nowe formularze PIT i CIT” (DGP nr 153/2022).

Co się zmieni
Przypomnijmy, że od 1 sty cznia 2023 r. rozszerzony zostanie krąg płatników uprawnionych do potrącania kwoty zmniejszającej podatek przy poborze zaliczek na PIT.

Oświadczenie PIT-2 będą bowiem mogli składać nie tylko pracownicy, lecz także inni zatrudnieni, np. zleceniobiorcy, wykonawcy dzieł, członkowie zarządów i rad nadzorczych, osoby na kontraktach menedżerskich.

Co więcej, pomniejszenie zaliczki o kwotę zmniejszającą podatek będzie mogło stosować maksymalnie trzech płatników (pracodawców, zleceniodawców, ZUS). Każdy z nich skorzysta w takiej części kwoty zmniejszającej podatek, aby łącznie u wszystkich płatników nie przekroczyła ona w tym samym miesiącu 1/12 tej kwoty.

W oświadczeniu składanym płatnikowi podatnik będzie mógł więc wskazać, czy ma on pomniejszać zaliczkę o kwotę stanowiącą:
– 1/12 kwoty zmniejszającej podatek (300 zł), czy
– 1/24 kwoty zmniejszającej podatek (150 zł), czy
– 1/36 kwoty zmniejszającej podatek (100 zł).

Wszystko w jednym
Nowe wzory formularzy PIT-2 i PIT-3 będą miały znacznie szerszy zakres danych niż dotychczas.

Pojawią się pola, w których podatnik będzie mógł poinformować np., że:
– zamierza rozliczyć się wspólne z małżonkiem lub jako osoba samotnie wychowująca dziecko,
– spełnia warunki do zastosowania obowiązujących od 1 stycznia 2023 r. nowych ulg zero PIT, czyli dla rodziców posiadających co najmniej czworo dzieci, pracujących seniorów, osób powracających z zagranicy,
– chce bądź nie chce, aby płatnik stosował ulgę dla młodych, czyli dla osób do 26. roku życia.

Na nowych formularzach będzie też można wycofać wcześniejsze oświadczenia.

W uzasadnieniu do projektowanych formularzy Ministerstwo Finansów wyjaśniło, że będą one fakultatywne. Nie trzeba będzie ich stosować, jeżeli w firmie będzie przyjęty inny sposób składania oświadczeń i wniosków mających wpływ na obliczenie zaliczki. Natomiast płatnik nie będzie mógł odmówić przyjęcia oświadczeń i wniosków według wzoru PIT-2, PIT-2A i PIT-3.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8518672,oswiadczenia-pit-nowe-wzory.html

 4. Od wykroczeń i przestępstw skarbowych będą tylko niektóre urzędy

Mariusz Szulc | wczoraj, 07:28

Od 2023 r. prowadzeniem postępowań przygotowawczych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia skarbowe oraz w sprawach o przestępstwa wymienione w ustawie o rachunkowości będzie zajmować się 16 urzędów skarbowych.

One też będą występować przed sądem w tego typu sprawach, a będą wyznaczone dla poszczególnych 16 województw.

Zmiany – jak uzasadnia Ministerstwo Finansów – mają zwiększyć efektywność zarządzania zasobami kadrowymi Krajowej Administracji Skarbowej. Nowelizacja zniweluje nierównomierne obciążenie pracą w urzędach działających w ramach danej izby administracji skarbowej – tłumaczy resort.

W tym celu ma zostać zmienione rozporządzenie ministra finansów z 27 lutego 2017 r. w sprawie wyznaczenia organów Krajowej Administracji Skarbowej do wykonywania niektórych zadań KAS oraz określenia terytorialnego zasięgu ich działania (Dz.U. z 2019 r. poz. 2055 ze zm.).

Obecnie postępowania przygotowawcze w sprawie przestępstw i wykroczeń skarbowych oraz przestępstw określonych w art. 77–79 ustawy o rachunkowości (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 217 ze zm.) może prowadzić każdy urząd skarbowy. Podstawą prawną są tu art. 28 ust. 1 pkt 10 i pkt 11 ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 813 ze zm.).

Po zakończeniu postępowania przygotowawczego naczelnik urzędu skarbowego wnosi akt oskarżenia i występuje przed sądem w charakterze oskarżyciela. Wynika to z art. 155 par. 4 kodeksu karnego skarbowego oraz z art. 331 par. 1 kodeksu postępowania karnego.

Problem polega na tym, że – jak tłumaczy resort finansów – w wielu urzędach skarbowych funkcjonują jednoosobowe stanowiska komórek karnych skarbowych. Wieloosobowe stanowiska karne skarbowe funkcjonują zaś wyłącznie w niektórych urzędach skarbowych zlokalizowanych najczęściej w dużych miastach.

Co więcej, pracownicy zatrudnieni na jednoosobowych stanowiskach są odpowiedzialni nie tylko za prowadzenie postępowań przygotowawczych i za występowanie przed sądem (jeśli został już złożony akt oskarżenia), lecz także zajmują się innymi sprawami. Wystarczy więc, że taki pracownik jest z jakiegokolwiek powodu nieobecny w pracy, a wykonywanie przypisanych mu zadań jest mocno utrudnione.

Ma się to zmienić. Postępowaniami przygotowawczymi i prowadzeniem spraw przed sądem ma się zajmować wyłącznie 16 wyznaczonych urzędów skarbowych, w których funkcjonują wieloosobowe stanowiska karne skarbowe. Stanowiska te zostaną zasilone pracownikami ze zlikwidowanych jednoosobowych komórek karnych skarbowych.

Natomiast naczelnik innego urzędu skarbowego, który wykryje przestępstwo lub wykroczenie skarbowe albo przestępstwo przewidziane w ustawie o rachunkowości, będzie powiadamiał o tym właściwy urząd skarbowy, wyznaczony dla danego województwa.

Również postępowania wszczęte na podstawie dotychczasowych przepisów i niezakończone do 31 grudnia 2022 r. zostaną przekazane do 16 wyznaczonych urzędów skarbowych. Urzędy te będą również występować przed sądem, jeśli wcześniej został już złożony akt oskarżenia.

Nie zmieni się natomiast dotychczasowa właściwość w sprawach mandatowych. Nadal takie postępowania będą prowadzić wszyscy naczelnicy urzędów skarbowych.

Etap legislacyjny

Projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie wyznaczenia organów KAS do wykonywania niektórych zadań KAS oraz określenia terytorialnego zasięgu ich działania – w konsultacjach publicznych

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8518676,wykroczenia-skarbowe-postepowanie-niektore-urzedy.html

 5. Brak wypłaty zysku nie skutkuje nadpłatą PIT

Mariusz Szulc | wczoraj, 07:24

Zaliczki na PIT zapłacone od dochodu, który był należny, lecz nie został ostatecznie wypłacony, nie mogą być uznane za nadpłatę – wyjaśnił dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Pytanie zadali komandytariusze spółki komandytowej będącej udziałowcem spółki z o.o. W 2018 r. spółka z o.o. straciła płynność finansową i musiała złożyć wniosek o przyspieszone postępowanie układowe. Układ został zawarty w 2019 r. Na jego mocy wierzyciele otrzymali 20 proc. przysługujących im kwot, a pozostałe 80 proc. zostało umorzone.

Układ objął również komandytariuszy, którym przysługiwało roszczenie o wypłatę zysku na podstawie uchwały podjętej przed otwarciem postępowania układowego.

Spółki komandytowe były do końca 2020 r. (opcjonalnie do 1 maja 2021 r.) transparentne podatkowo, podatek dochodowy płacili tylko ich wspólnicy. Po tym, jak doszło do umorzenia 80 proc. zobowiązań spółki z o.o., komandytariusze stwierdzili, że nadpłacili zaliczki na PIT od całości zysku przysługującego im na podstawie uchwały. Uważali, że skoro zysk nie został im wypłacony (ani rozdysponowany w żaden inny sposób), to nie ma podstaw do jego opodatkowania. Powołali się m.in. na art. 52 par. 1 i par. 2 oraz art. 103 kodeksu spółek handlowych.

Domagali się więc, aby część zapłaconych przez nich zaliczek na PIT została uznana za nadpłatę w rozumieniu art. 72 par. 1 pkt 1 ordynacji podatkowej. Liczyli na to, że zostanie im ona zaliczona na poczet ich przyszłych zobowiązań podatkowych.

Nie zgodził się z tym dyrektor KIS. Przypomniał, że zgodnie z art. 72 par. 1 pkt 1 ordynacji za nadpłatę uważa się kwotę nadpłaconego lub nienależnie zapłaconego podatku. Nie można natomiast mówić o nadpłacie tylko dlatego, że wspólnicy nie otrzymali zysku w pełnej wysokości z uwagi na kłopoty finansowe spółki – stwierdził. Przypomniał, że zgodnie z art. 14 ust. 1 ustawy o PIT przychodem z działalności gospodarczej są kwoty należne, choćby nie zostały faktycznie otrzymane. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 3 sierpnia 2022 r., sygn. 0113-KDIPT2-3.4011.504.2022.1.RR

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8518671,interpretacja-nadplata-pit-brak-wyplaty-zysku-zaliczki-na-pit.html

 

Rzeczpospolita

 1. PIT może wpłacić wyręczyciel

11 sierpnia 2022 | Prawo co dnia | Aleksandra Tarka

Uiszczenie podatku z działalności wspólnika spółki jawnej, na jego dyspozycję i polecenie, może następować z jej konta, bez względu na kwotę. Jest to bowiem działanie wyłącznie o charakterze technicznym.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wielkopolskim przyznał rację podatnikowi, któremu fiskus zakwestionował sposób wpłaty PIT od prowadzonej przez niego działalności.

We wniosku o interpretację podatnik wyjaśnił, że jest udziałowcem spółki jawnej. Dochód przez nią osiągnięty jest dzielony między wspólników zgodnie z wysokością udziałów. Każdy jest zobowiązany do zapłaty zaliczki na PIT z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej.

Mężczyzna wskazał, że tak jak pozostali partnerzy biznesowi zlecił służbom finansowo-księgowym spółki wyliczanie kwot podatku od osiąganego przez każdego z nich dochodu. On sam w swoim imieniu wydał dyspozycję uiszczania należnego PIT bezpośrednio z konta spółki.

Uważał, że taka wpłata podatku z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej, na jego dyspozycje i polecenie, może następować z konta spółki, bo takie działanie ma wyłącznie charakter techniczny.

Inaczej sprawę ocenili urzędnicy. Wskazali na treść art. 62b ordynacji podatkowej, który ich zdaniem zawiera zamknięty katalog przypadków dopuszczających zapłatę podatku przez inny podmiot niż podatnik. Przede wszystkim jest to możliwe, gdy kwota podatku nie przekracza 1000 zł. Do tego ustawa określa inne warunki uznania skuteczności takiej spłaty.

Fiskus uznał, że owszem, zapłata podatku na rzecz wspólnika spółki jawnej przez inny podmiot jest możliwa, ale tylko w kwocie nieprzekraczającej 1000 zł. Jeżeli treść dowodu zapłaty nie budzi wątpliwości, że jest przeznaczona na zobowiązanie podatnika, możliwe będzie uznanie, że pochodzi z jego środków. Jeżeli jednak kwota podatku przekracza 1000 zł, taka zapłata jest niedopuszczalna.

Mężczyzna nie zgadzał się z taką wykładnią przepisów, zaskarżył ją do sądu i wygrał. Gorzowski WSA uznał, że art. 62b ordynacji podatkowej odnosi się wyłącznie do sytuacji, w której zapłaty podatku dokonuje inna osoba niż podatnik. Nie dotyczy zaś zapłaty podatku przez podatnika, który wyręczył się w tej czynności inną osobą.

W ocenie WSA w takim przypadku ta osoba dokonuje czynności technicznej, tj. wpłaca podatek za podatnika, działa jedynie jako „posłaniec”, „wyręczyciel” czy też „przekaziciel środków podatnika”. Sąd zastrzegł tylko, że warunkiem osiągnięcia skutku zapłaty jest to, by proces wyręczenia się miał charakter wyłącznie techniczny.

WSA podkreślił, że w spornej sprawie podatnik nie pytał o to, czy działanie spółki ma wyłącznie charakter techniczny, ale to stwierdza. Zdaniem sądu, interpretacja jest zatem wadliwa. Dopiero w ewentualnym postępowaniu podatkowym ciężar jednoznacznego potwierdzenia, że podatnik posłużył się wyręczycielem, będzie spoczywał na nim.

Wyrok nie jest prawomocny.

Sygnatura akt: I SA/Go 184/22

https://archiwum.rp.pl/artykul/1478490-PIT-moze-wplacic-wyreczyciel.html#.YvyO3uxBy3I

 2. Nowe prawo holdingowe – rewolucja w grupach spółek

12 sierpnia 2022 | Biznes w czasie pandemii | Katarzyna Bilewska

Niezbędne dla uzyskania statusu grupy spółek jest podjęcie przez zgromadzenie wspólników lub walne zgromadzenie spółki zależnej uchwały o uczestnictwie w grupie spółek, ze wskazaniem spółki dominującej, a kluczowa dla jej funkcjonowania – rejestracja holdingu w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Nowe prawo holdingowe, które wchodzi w życie jesienią, stawia przed holdingami faktycznymi pytanie o potrzebę i korzyści płynące z utworzenia grupy spółek w rozumieniu Kodeksu spółek handlowych (KSH). Sformalizowanie holdingów oznacza bowiem z jednej strony autoryzację kierowania się interesem grupy spółek oraz wykorzystywania wiążących poleceń w strukturze korporacyjnej, a z drugiej strony system rozszerzonej odpowiedzialności spółki dominującej wobec mniejszości i wierzycieli.

Zasady prawa holdingowego
Nowa regulacja prawa holdingowego będzie obowiązywać od 13 października 2022 r. Została ona dodana jako Dział IV („Grupa Spółek”) do Tytułu I KSH ustawą z 9 lutego 2002 r. (dalej „Nowelizacja”).

Wynikają z niej następujące zasady:

∑ grupa spółek ma charakter sformalizowany, a podleganie regulacji KSH dotyczącej grupy spółek jest uzależnione od uzyskania formalnego statusu grupy;

∑ grupa spółek będzie realizować interes grupy spółek;

∑ grupą spółek kierować będzie zarząd spółki dominującej, m.in. przy wykorzystaniu wiążących poleceń wydawanych zarządowi spółki zależnej;

∑ ochrona interesu wspólników mniejszościowych i wierzycieli spółek zależnych ma być realizowana tylko w określonych sytuacjach i przez konkretne instrumenty prawne (np. sell-out, naprawienie szkody związanej z obniżeniem wartości akcji, roszczenie „przebijające” wierzyciela w sytuacji bezskutecznej egzekucji).

Jak powstanie grupa spółek?
Pojęcie grupy spółek będzie odtąd zarezerwowane dla tych holdingów, które spełnią wymogi określone Nowelizacją. Zgodnie z nową definicją grupy spółek (art. 4 § 1 pkt 51 KSH), w jej skład wchodzić będą wyłącznie spółki kapitałowe, tj. spółka dominująca oraz jedna lub więcej spółek zależnych, które kierują się wspólną strategią w celu realizacji wspólnego interesu – interesu grupy spółek. Co istotne, w skład grupy jako spółka zależna nie może wejść spółka publiczna, spółka, która jest w likwidacji, upadłości lub też rozpoczęła podział swojego majątku (art. 2116 § 2 KSH). Kluczowe dla uzyskania statusu grupy spółek w rozumieniu KSH jest podjęcie przez zgromadzenie wspólników lub walne zgromadzenie spółki zależnej uchwały o uczestnictwie w grupie spółek, ze wskazaniem spółki dominującej >patrz infografika.

Jeżeli w skład grupy spółek ma wchodzić kilka spółek zależnych, każda z nich powinna podjąć odrębną uchwałę o uczestnictwie, ze wskazaniem spółki dominującej (art. 211 § 2 KSH). Treść uchwały nie powinna natomiast, wskazywać innych spółek zależnych, czyli „spółek-sióstr”. Uchwały o przystąpieniu do grupy spółek zapadać będą większością 3/4 głosów i mogą podlegać zaskarżeniu na zasadach ogólnych (art. 249 i nast. KSH, art. 422 i nast. KSH). Podjęcie takiej uchwały możliwe jest także przed 13 października 2022 r., przy czym jej skuteczność i rejestracja będą odroczone do czasu wejścia w życie Nowelizacji.

Grupa spółek istnieje od momentu wejścia w życie uchwały o przystąpieniu do grupy, a jej powstanie nie zależy do ujawnienia grupy spółek w rejestrze przedsiębiorców KRS, choć wpis do rejestru spółki dominującej i zależnej (lub w przypadku spółki matki mającej siedzibę za granicą, tylko do rejestru spółki zależnej) jest obligatoryjny.

W praktyce jednak to rejestracja holdingu w rejestrze przedsiębiorców KRS będzie kluczowa dla funkcjonowania grupy spółek. Od momentu ujawnienia wzmianki w rejestrze przedsiębiorców możliwe będzie bowiem stosowanie przepisów ułatwiających zarządzania grupą, a dotyczących:

∑ wiążących poleceń (art. 212 KSH);

∑ prawa kontroli spółki dominującej względem spółki zależnej (art. 216 KSH);

∑ prawa nadzoru rady nadzorczej spółki dominującej wobec spółek zależnych (art. 217 KSH);

∑ przymusowego odkupu (sell-out) i wykupu (squeeze- out) akcji i udziałów (art. 2110 2111 KSH)

∑ powoływania się przez menedżerów holdingu na interes grupy spółek (art. 211 § 4 KSH).

Interes grupy spółek a interes spółki zależnej
W Nowelizacji wprowadzono nowe pojęcie interesu grupy spółek (art. 211 § 1 i 4, 212 § 2 pkt 2 KSH), lecz go nie zdefiniowano, a także nie wskazano kto i w jakiej procedurze ma ów interes wyznaczyć. Z pewnością konieczne będzie tutaj sięgnięcie do strategii grupy spółek, która będzie ustalana na poziomie spółki – matki, z powołaniem się na uchwały jej wspólników (akcjonariuszy) lub radę nadzorczą spółki dominującej. „Odkodowanie”, co stanowi interes konkretnej grupy kapitałowej, jest natomiast kluczowe dla jej funkcjonowania, gdyż do interesu grupy spółek holding będzie się odwoływał w praktyce korporacyjnej, np. przy wydaniu wiążącego polecenia lub też obronie przed odpowiedzialnością za działanie szkodzące spółce zależnej (art. art. 211 § 4, 212 § 2 pkt 2 KSH).

Następstwem wprowadzenia pojęcia interesu grupy spółek jest immanentna kolizja pomiędzy tym interesem a interesem spółki zależnej. Co prawda, w uzasadnieniu do Nowelizacji wskazano, że implementowanie do KSH interesu grupy spółek nie daje ona podstaw do uznania jego nadrzędności nad interesem spółki, a jedynie ma być dyrektywą, aby dążyć do pogodzenia tych interesów, ale to wytyczna, która nie jest wystarczająca dla rozstrzygnięcia sytuacji konfliktowych, które w praktyce wystąpią.

Ustawa odnosi się do tego dylematu jedynie punktowo: w przypadku wydania wiążącego polecenia, spółka zależna (niebędąca spółką jednoosobową) może odmówić wykonania wiążącego polecenia wydanego przez spółkę dominującą, jeżeli istnieje uzasadniona obawa, że jest to sprzeczne z interesem (własnym) spółki zależnej i wyrządzi szkodę, która nie będzie naprawiona w ciągu 2 lat (art. 214 § 2 KSH).

Zresztą wprowadzenie interesu grupy spółek będzie oddziaływać także na sytuację spółek nie uczestniczących w sformalizowanych holdingach. W KSH pojawia się bowiem nowe pojęcie języka prawnego, co wymusi konieczność redefiniowania określonego przez orzecznictwo (por. wyrok SN z 5 listopada 2009 r., I CSK 158/09) interesu spółki, jako systemowo odrębnego od interesu grupy.

„Flagowe” wiążące polecenie
Najważniejszym instrumentem zarządzania grupą spółek jest wiążące polecenie, które wydaje spółce zależnej spółka dominująca, o ile jest to uzasadnione interesem grupy spółek. W praktyce polecenia te będzie wydawać zarząd spółki dominującej zarządowi spółki zależnej, który ma obowiązek ustosunkować się do polecenia podejmując uchwałę o wykonaniu lub o odmowie wykonania wiążącego polecenia.

Skorzystanie z instytucji wiążącego polecenia nakłada na oba zarządy daleko idące obowiązki i ryzyka.

Formułując wiążące polecenie zarząd spółki-matki będzie musiał, na piśmie lub w formie elektronicznej (art. 212 § 2-3 KSH):

∑ sprecyzować oczekiwane zachowanie spółki zależnej;

∑ wskazać, na czym polega realizacja interesu grupy spółek w drodze wykonania wiążącego polecenia;

∑ określić spodziewane korzyści spółki zależnej, które pojawią się w związku z wykonaniem wiążącego polecenia;

∑ określić szkody spółki zależnej, które będą następstwem wykonania polecenia, a nadto sposób i termin ich naprawienia.

Następnie, wiążące polecenie podlegać będzie weryfikacji przez zarząd spółki zależnej.

Podjęcie decyzji przez zarząd spółki zależnej odnośnie do wykonania lub odmowy wykonania polecenia jest obarczone natomiast znacznym ryzykiem perturbacji proceduralnych i błędnej oceny merytorycznej.

Po pierwsze, decyzja o wykonaniu lub odmowie wykonania wymaga podjęcia przez zarząd spółki zależnej uchwały, oraz, jeżeli zapada decyzja o odmowie wykonania, także sporządzenia jej uzasadnienia. Otwiera to drogę do kwestionowania wiążących poleceń na drodze sądowej, gdyż uchwały zarządów spółek podlegają zaskarżeniu na podstawie art. 189 KPC (por. Uchwała (7) SN z 18 września 2013 r., III CZP 13/13).

Po drugie, choć przesłanki odmowy wykonania polecenia zostały wskazane w Nowelizacji, mają one charakter ocenny i nakładają na menedżerów spółki zależnej konieczność formułowania prognoz biznesowych i hipotez. Odmowa wykonania wiążącego polecenia może bowiem nastąpić:

∑ w przypadku spółki zależnej jednoosobowej jedynie, gdyby wykonanie polecenia doprowadziło do niewypłacalności lub zagrożenia niewypłacalnością;

∑ w przypadku spółki zależnej jednoosobowej i innych spółek zależnych, gdyby istniała uzasadniona obawa, że polecenie jest sprzeczne z interesem spółki zależnej i wyrządzi jej szkodę, która nie będzie naprawiona w terminie 2 lat od zdarzenia wyrządzającego szkodę (w ocenie bierze się pod uwagę bilans korzyści uzyskanych w związku z uczestnictwem w grupie – swoiste compensatio lucri cum damno [potrącenie zysku ze stratą]).

Ukłon w stronę interesariuszy
Projektodawcy Nowelizacji deklarowali, że chcą przeciwdziałać ryzykom wspólników mniejszościowych spółki zależnej w grupie spółek przez wprowadzenie dodatkowych uprawnień mniejszości. Stanowią one, jednocześnie, katalog ryzyk organizacyjnych dla grupy i jej menedżerów, zainteresowanych efektywnością zarządzania.

Należą do nich:

1. wniosek do sądu rejestrowego o wyznaczenie audytora w celu zbadania rachunkowości oraz działalności grupy spółek, który mogą złożyć wspólnicy lub akcjonariusze spółki zależnej, reprezentujący co najmniej 10 procent kapitału zakładowego spółki zależnej; co istotne, sąd jest związany wnioskiem mniejszości i ma obowiązek wyznaczenia audytora, a może ograniczyć przedmiot badania lub ustalić sposób udostępnienia wyników badania jedynie na wniosek spółek z grupy, z uwzględnieniem interesów wnioskodawcy i zainteresowanych spółek (art. 219 § 1-4 KSH);

2. wniosek wspólników lub akcjonariuszy reprezentujących nie więcej niż 10 procent kapitału zakładowego spółki zależnej o umieszczenie w porządku obrad najbliższego zgromadzenia wspólników lub walnego zgromadzenia kwestii podjęcia uchwały o przymusowym odkupie udziałów lub akcji przez spółkę dominującą, reprezentującą (bezpośrednio lub na podstawie porozumień z innymi osobami) co najmniej 90 procent kapitału zakładowego spółki zależnej (sell- out) (art. 2110 § 1-2 KSH);

3. prawo każdego wspólnika lub akcjonariusza spółki zależnej do dochodzenia od spółki dominującej naprawienia szkody wyrządzonej spółce zależnej wskutek wykonania wiążącego polecenia, której termin naprawienia określony w wiążącym poleceniu minął bezskutecznie; do dochodzenia odszkodowania stosuje się przepisy KSH dotyczące actio pro socio [powództwa służącego dochodzeniu roszczeń odszkodowawczych na rzecz spółki przez wspólnika] (art. 2112 § 1-7 KSH);

4. prawo każdego wspólnika lub akcjonariusza spółki zależnej do dochodzenia od spółki dominującej odszkodowania za obniżenie wartości jego udziałów lub akcji jeżeli obniżenie było następstwem wykonania wiążącego polecenia; adresatem roszczenia może być jednak jedynie spółka dominująca, która w dniu wydania wiążącego polecenia dysponuje pośrednio lub bezpośrednio na zgromadzeniu spółki zależnej większością głosów umożliwiającą podjęcie uchwały o uczestnictwie w grupie spółek oraz o zmianie umowy lub statutu spółki zależnej (art. 2113 § 1-5 KSH).

Ochronie wierzycieli spółki zależnej ma służyć wprowadzenie odpowiedzialności „przebijającej” spółki dominującej wobec wierzycieli, jeżeli egzekucja przeciwko spółce zależnej okazała się bezskuteczna (art. 2114 § 1-5 KSH).

Wierzyciel może więc oprzeć swoje roszczenia na domniemaniach, zaś – na skutek przeniesienia ciężaru dowodu – to pozwana spółka dominująca będzie objęta obowiązkiem wykazania, że nie ponosi winy lub też, że szkoda nie powstała w następstwie wykonania przez spółkę zależną wiążącego polecenia, a ewentualnie także i tego, że szkoda nie powstała lub nie wynosi równowartości kwoty niezaspokojonej wierzytelności wobec spółki zależnej.

Korelatem ułatwień w zakresie zarządzania grupą mają być więc konkretne instrumenty stanowiące tarczę ochronną dla interesariuszy grupy – menedżerów, wspólników i wierzycieli spółek zależnych. Czas pokaże, czy te instrumenty stanowić będą efektywne zrównoważenie przewag organizacyjnych i biznesowych spółki dominującej.

—Prof. Katarzyna Bilewska, partner w Zespole Postępowań Sądowych i Arbitrażu, kieruje Praktyką Sporów Korporacyjnych w kancelarii Dentons

Podstawa prawna:

Ustawa z 9 lutego 2022 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (DzU z 2022 r., poz. 807)

W cyklu „Nowelizacja KSH” opublikowaliśmy:

∑ 1 lipca „Nadzór właścicielski w spółkach kapitałowych – nowe kompetencje rad nadzorczych” ,

∑ 15 lipca „Zmiany w zakresie operacyjnego działania organów w spółkach kapitałowych”

∑ 29 lipca „Nowe sankcje dla członków zarządu i rady nadzorczej spółek”

https://archiwum.rp.pl/artykul/1478470-Nowe-prawo-holdingowe-%E2%80%93-rewolucja-w-grupach-spolek.html#.YvyPD-xBy3I

 3. Fiskus nie pozwala odzyskać kosztów doradztwa i reklamy

12 sierpnia 2022 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Nie ma już ograniczeń w rozliczaniu usług niematerialnych, ale skarbówka każe je nadal stosować.

Przez cztery lata spółki męczyły się z przepisami ograniczającymi rozliczanie w kosztach CIT usług niematerialnych – doradczych, zarządczych czy reklamowych. Polski Ład zniósł limity. Fiskus nie zgadza się jednak na pełne rozliczenie nieodliczonych kosztów z poprzednich lat.

– Choć ograniczenia już nie obowiązują, skarbówka twierdzi, że firmy nadal muszą je stosować. To kontrowersyjne podejście – mówi Bartosz Sankiewicz, doradca podatkowy, partner w NGL Tax.

Nieodliczone wydatki z poprzednich lat
Chodzi o art. 15e ustawy o CIT. Od 2018 r. ograniczał rozliczanie w podatkowych kosztach wydatków na usługi niematerialne od podmiotów powiązanych.

– Roczny limit wynosił 3 mln zł powiększone o 5 proc. wartości wskaźnika tzw. podatkowej EBIDTY (zysk operacyjny) spółki. Zdecydowana większość firm z dużych grup kapitałowych go przekraczała. Nie mogły więc odliczyć wszystkich wydatków – mówi Bartosz Sankiewicz.

Artykuł 15e miał zahamować optymalizację podatkową polegającą na przerzucaniu kosztów do powiązanych spółek. Na cenzurowanym były m.in. usługi doradcze, zarządzania i kontroli, badania rynku, reklamowe, przetwarzania danych. Oraz „świadczenia o podobnym charakterze”. Efekt był taki, że spółki musiały przeglądać wszystkie umowy i analizować, które usługi są wyłączone z kosztów. A przepis bił rekordy popularności w interpretacjach i sprawach sądowych.

Polski Ład zniósł ograniczenie. Artykuł 15e ustawy o CIT od 1 stycznia 2022 r. już nie obowiązuje. Spółki odetchnęły i zaczęły się zastanawiać, czy można odzyskać nieodliczone w poprzednich latach koszty. Nadzieję pokładają w art. 15e ust. 9 ustawy o CIT, który stanowił, że wyłączone z kosztów wydatki można odliczyć w pięciu kolejnych latach. A także w przepisie przejściowym do Polskiego Ładu (art. 60 ust. 1), który gwarantuje zachowanie tego prawa.

Interpretacje skarbówki pokazują jednak, że odzyskanie wszystkich kosztów wcale nie będzie łatwe.

Oto przykłady. Z pytaniem do fiskusa wystąpiła spółka z o.o. zajmująca się skupem i przetwarzaniem odpadów. W ostatnich dwóch latach nabyła wiele usług niematerialnych od powiązanych firm. Z powodu ustawowych ograniczeń tylko część wydatków zaliczyła do podatkowych kosztów. Czy nieodliczoną nadwyżkę może rozliczyć w kosztach w 2022 r.?

Spółka twierdzi, że tak. Polski Ład zlikwidował bowiem ograniczenia. Jednocześnie przepis przejściowy dał prawo do odliczenia nadwyżki kosztów w kolejnych latach. Już bez limitu.

Surowe interpretacje
Co na to fiskus? Jego zdaniem, mimo że limit już nie obowiązuje, należy… nadal go stosować.

Podatnik, ustalając w 2022 r. prawo do odliczenia kosztów uprzednio wyłączonych na podstawie art. 15e ustawy o CIT, ustala limit odliczenia przypadający na dany rok – czytamy w interpretacji dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Reasumując, nadwyżkę kosztów z poprzednich lat nadal trzeba rozliczać z ograniczeniami (interpretacja nr 0111-KDIB1-2.4010.286.2022.1.EJ).

Podobnie było w sprawie spółki z o.o. sprzedającej farby i pokrycia. Chce rozliczyć nieodliczone koszty z lat 2018-2021.

Dla celów ustalenia limitu warunkującego prawo do odliczenia należy przyjmować, że art. 15e ustawy o CIT nadal jest stosowany – stwierdziła skarbówka (interpretacja nr 0111-KDIB2-1.4010.287. 2022.1.PB).

– Przepis przejściowy Polskiego Ładu odwołuje się do art. 15e ust. 9 ustawy o CIT. Ten stanowił, że nadwyżkę kosztów odliczamy „w ramach obowiązujących w danym roku limitów”. W 2022 r. limit już nie obowiązuje. Ze stanowiska skarbówki wynika jednak, że firmy muszą go stosować. I wiele z nich nie odzyska części nieodliczonych kosztów z poprzednich lat – podsumowuje Bartosz Sankiewicz.

Ekspert dodaje, że zgodnie z Polskim Ładem wydatki na usługi niematerialne od podmiotów powiązanych są uwzględniane w kalkulacji podatku minimalnego. Kwestia usług niematerialnych znalazła się też w przepisach o podatku od przerzucanych dochodów.

Paulina Karpińska-Huzior

adwokat i doradca podatkowy w kancelarii CMS

Przepisy ograniczające odliczanie wydatków na usługi niematerialne mocno utrudniły firmowe rozliczenia. Pamiętam wielogodzinne analizy umów, rozdzielanie na części faktur za ogólne usługi, np. wsparcia czy doradztwa, określanie wartości pojedynczych świadczeń i oczywiście spory z fiskusem. Dobrze, że tych przepisów już nie ma, bo napsuły firmom krwi. Niestety, stanowisko skarbówki pokazuje, że spółkom trudno będzie odzyskać wszystkie nieodliczone w poprzednich latach wydatki. Mogą oczywiście argumentować, że art. 15e ustawy o CIT był wyjątkiem od ogólnej zasady rozliczania wydatków w kosztach, a wyjątków nie należy interpretować rozszerzająco i na niekorzyść podatników. Niełatwo będzie jednak do tego przekonać sądy, a skarbówka na pewno z własnej woli nie ustąpi. W efekcie część kosztów bezpowrotnie przepadnie.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1478587-Fiskus-nie-pozwala-odzyskac-kosztow-doradztwa-i-reklamy.html#.YvyP_uxBy3J

 4. Na czym polega waloryzacja w zamówieniach publicznych (3)

16 sierpnia 2022 | Dobra Administracja | Konrad Dyda

Możliwość zmiany wynagrodzenia wykonawcy jest podstawą prawidłowej realizacji zamówień publicznych. Zawsze waloryzacja musi przebiegać w zgodzie z obiektywnymi uwarunkowaniami zdefiniowanymi przez ustawodawcę oraz strony umowy.

Ze skutkami wzrostu cen mierzy się dziś sektor publiczny, który przy malejących dochodach samorządów musi realizować zadania publiczne za wyższe ceny. Coraz częściej okazuje się, że ich wartość przekracza budżet przeznaczony na dane zadanie. Problem dotyka także umów, które zostały zawarte. Bez sprawiedliwej waloryzacji ich wykonywanie może być zagrożone. Na czym więc polega waloryzacja w zamówieniach publicznych?

Umowy należy zmieniać
Umów należy dotrzymywać – to podstawowa zasada prawa zobowiązań. Jednak w czasie wykonywania umowy mogą zajść okoliczności, które usprawiedliwiają jej zmianę. Za klasyczny przykład takiej sytuacji może zostać uznana nadzwyczajna zmiana stosunków.

W prawie zobowiązań jednym z ważniejszych zagadnień jest prawidłowe wyważenie proporcji pomiędzy stałością umowy – a więc prawidłowym realizowaniem tego, na co strony się umówiły – a możliwością jej zmiany związaną ze zmieniającymi się okolicznościami. Rozwiązanie wydaje się proste, jeżeli okoliczności zmieniły się na tyle, że istnieje racjonalna wątpliwość co do tego, że w nowych realiach kontrahenci nie zawarliby pierwotnej umowy, to można, a nawet należy ją zmienić, albo rozwiązać. Właściwie jest to także istota problemu waloryzacji umowy w sprawie zamówienia publicznego.

Żyjemy w niestabilnych pod względem ekonomicznym czasach. Wzrosty cen dają się we znaki na rynkach surowców czy materiałów budowlanych. Wahania cen są tak duże, że praktycznie nie sposób skalkulować kosztorysu z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

Dlatego tak istotną kwestią jest waloryzacja kontraktów w zamówieniach publicznych. Postulat wprowadzenia stosownych regulacji prawnych w tym zakresie pojawiał się od lat. Także obecnie rząd zapowiada wprowadzenie nowych przepisów podnoszących standard waloryzacji umów o zamówienia publiczne. Dopóki jednak stan prawny się nie zmieni – a na to się, jak na razie, nie zanosi – kluczowe znaczenie mają: art. 439–440 Prawa zamówień publicznych.

Zgodnie z tymi przepisami klauzula waloryzacyjna musi zostać zawarta w każdej umowie w sprawie realizacji zamówienia publicznego – zawartej na okres dłuższy niż 12 miesięcy – której przedmiotem są roboty budowlane lub usługi. Nie ma jednak przeszkód, aby klauzule waloryzacyjne wprowadzić do każdej umowy o zamówienie publiczne. Ważne, aby zawsze zostały one sporządzone zgodnie z wymaganiami określonymi przez ustawodawcę. Tu zaś liczy się przede wszystkim obiektywne podejście do problemu zmiany umowy.

Zgodnie z art. 439 Prawa zamówień waloryzacja wynagrodzenia należnego wykonawcy jest możliwa wówczas, gdy doszło do zmian ceny materiałów lub kosztów związanych z realizacją zamówienia. Jeżeli ceny lub koszty rosną, wzrastać powinno również wynagrodzenie wykonawcy. W przypadku zaś, gdy wskaźniki te maleją, wynagrodzenie powinno zostać zmniejszone. Dlatego waloryzacja umowy o zmówienie publiczne działa w dwie strony – jej kierunek zaś zależy od sytuacji gospodarczej.

Solidne kontrakty
Nie oznacza to, że zamawiający czy wykonawca mogą dowolnie – a tym bardziej arbitralnie – decydować o waloryzacji umowy. Tym samym nie każdy wniosek o waloryzację złożony przez wykonawcę musi być w całości i bezdyskusyjnie uwzględniony przez zamawiającego. Jednak zawsze powinien on stanowić początek negocjacji – odrzucenie takiej prośby może doprowadzić zamawiającego do sporych kłopotów. W każdym razie szczegółowe kwestie odnoszące się do waloryzacji powinny zostać zawarte w samej umowie w sprawie zamówienia – im szczegółowiej zostaną one napisane, tym lepiej.

Zawsze jednak – stosownie do art. 439 Prawa zamówień publicznych – klauzule waloryzacyjne w umowie muszą określać:

∑ poziom zmiany ceny materiałów lub kosztów, uprawniający strony umowy do żądania zmiany wynagrodzenia oraz początkowy termin ustalenia zmiany wynagrodzenia;

∑ sposób ustalania zmiany wynagrodzenia;

∑ sposób określenia wpływu zmiany ceny materiałów lub kosztów na koszt wykonania zamówienia oraz określenie okresów, w których może następować zmiana wynagrodzenia wykonawcy;

∑ maksymalną wartość zmiany wynagrodzenia, jaką dopuszcza zamawiający w efekcie zastosowania postanowień o zasadach wprowadzania zmian wysokości wynagrodzenia.

Jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Oczywiście wskazane zagadnienia mają charakter ogólny, jednak w pewnych aspektach doprecyzowuje je sam ustawodawca, umożliwiając także zamawiającemu i wykonawcy szczegółowe uregulowanie tego zagadnienia. Pierwszą sprawą, o której trzeba pamiętać jest początkowy termin waloryzacji. Jeżeli umowa została zawarta po upływie 180 dni od dnia upływu terminu składania ofert, początkowym terminem ustalenia zmiany wynagrodzenia jest dzień otwarcia ofert. Przy czym zamawiający może – ale nie musi – ustalić termin wcześniejszy. Dalej zmiany cen lub kosztów zawsze ustala się odnosząc się do ich poziomu, który został przyjęty przez wykonawcę w złożonej przez niego ofercie. W praktyce jest to jedno z najistotniejszych zagadnień w całej problematyce waloryzacji umów w sprawie zamówienia publicznego.

Obiektywne wskaźniki
Skoro od poziomu zmiany cen materiałów lub kosztów zależy to czy i ewentualnie w jakim zakresie zmieni się wynagrodzenie należne wykonawcy, to jasne jest, że ustalenie poziomu tych zmian jest kluczową sprawą dla waloryzacji. Ustawodawca jednoznacznie wyklucza możliwość dowolnego ustalania tych wskaźników, choć daje jednocześnie zamawiającemu i wykonawcy pewną swobodę. W umowie w sprawie zamówienia publicznego mogą oni wybrać jeden z dwóch sposobów ustalania zmiany cen/kosztów: odesłanie do wskaźnika zmiany ceny materiałów lub kosztów albo wskazanie innej podstawy. W pierwszym przypadku preferowane są dane publikowane przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego, natomiast w drugim wykaz rodzajów materiałów lub kosztów, w przypadku których zmiana ceny uprawnia strony do żądania zmiany wynagrodzenia.

Zawsze jednak chodzi o obiektywne wskaźniki. Z punktu widzenia zamawiających najlepszym rozwiązaniem jest odesłanie do danych GUS. Po pierwsze są one uznawane za miarodajne, co może mieć duże znaczenie w przypadku kontroli prawidłowości wydatkowania środków publicznych czy realizacji umowy. Po drugie zaś dają solidną podstawę do negocjacji z wykonawcą. W końcu ze statystyką trudno dyskutować.

Pierwszą część artykułu zatytułowaną „Jak wykonawcy widzą zamówienia publiczne” opublikowaliśmy 2 sierpnia

Drugą część zatytułowaną „Warto postawić na dialog” opublikowaliśmy 9 sierpnia w dodatku „Dobra administracja”

Konrad Dyda

prawnik w Kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni

Dziś – zwłaszcza w przypadku kontraktów podpisywanych przed kilkoma miesiącami – wielu wykonawców stoi przed dylematem: albo umówione wynagrodzenie zostanie zwaloryzowane, albo wykonawstwo przestanie się opłacać, co zmusi do zastanowienia się nad planem zerwania umowy. I chociaż jasne jest, że zerwanie umowy przez wykonawcę może wyeliminować go z rynku zamówień, to jednak często jest to cena, na którą przedsiębiorcy decydują się, aby uratować swoją firmę. To z kolei stawia zamawiających w podwójnie trudnej sytuacji. Raz dlatego, że muszą oni na nowo wybrać wykonawcą, a dwa, że na pewno ceny w nowych ofertach będą wyższe, niż te, które proponowano w przeszłości. Dlatego waloryzacja jest lepszym i jednocześnie bardziej opłacalnym rozwiązaniem.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1478570-Na-czym-polega-waloryzacja-w%C2%A0zamowieniach-publicznych-(3).html#.YvyQROxBy3J