Budownictwo i PZP | Prasówka | 19.02.2026 r.
Rynek Infrastruktury
1. Budimex: ponad 1,8 mld zł w kontraktach militarnych w ciągu 3 lat
Autor: Łukasz Malinowski | Data publikacji: 18-02-2026
Wzrost wydatków MON na inwestycje obronne o charakterze budowlanym ma już istotne znacznie dla rynku. – W ciągu ostatnich 3 lat Budimex realizował około 25 kontraktów militarnych o łącznej wartości powyżej 1.8 mld PLN – wskazuje Cezary Łysenko, członek zarządu spółki.
Wydatki Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) na inwestycje budowlane rosną w szybkim tempie. Jeszcze w 2019 roku na ten cel przeznaczano 1,6 mld zł, dziś mówimy już o wielokrotnie wyższych kwotach, a prognozy na najbliższe lata wskazują na dalsze przyspieszenie.
Dynamiczny wzrost wydatków wpisuje się w szerszy trend zwiększania nakładów na obronność. W 2025 roku Polska przeznaczyła na ten cel 4,7 proc. PKB, czyli blisko 187 mld zł, a w 2026 roku zapowiadany jest kolejny wzrost. Dodatkowym impulsem mają być środki z Krajowego Planu Odbudowy – do 30 mld zł, które w ramach nowo tworzonego Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności mają trafić m.in. na inwestycje infrastrukturalne i projekty o podwójnym, cywilno-wojskowym zastosowaniu. Rosnący strumień pieniędzy oznacza także nowe możliwości dla sektora budowlanego. Inwestycje realizowane na rzecz wojska wymagają jednak spełnienia rygorystycznych wymogów bezpieczeństwa i dostępu do informacji niejawnych. Firmy posiadające odpowiednie certyfikaty, w tym uprawnienia krajowe, unijne i natowskie, już dziś uczestniczą w realizacji kontraktów wojskowych i przygotowują się na dalszy wzrost tego segmentu rynku.
Cezary Łysenko, członek zarządu Budimeksu, podkreśla, że spółka uczestniczy w większości postępowań ogłaszanych przez jednostki podległe Ministerstwu Obrony Narodowej. Jak zaznacza, dotyczy to zarówno inwestycji stricte wojskowych, jak i projektów realizowanych w formule dual use, wspólnie z innymi jednostkami samorządowymi lub publicznymi.
– Zakładając, że nakłady na obronność będą się zwiększały z kwartału na kwartał i z roku na rok, zamierzamy konsekwentnie wzmacniać ten segment naszej działalności– dodaje przedstawiciel spółki. Kontrakty militarne, jak podkreśla członek zarządu Budimeksu, różnią się istotnie od standardowych postępowań publicznych. – Wynika to przede wszystkim z ich zastrzeżonego charakteru. Osoby realizujące takie zadania muszą być odpowiednio przeszkolone i posiadać wymagane certyfikaty bezpieczeństwa, a firma musi posiadać odpowiednie kompetencje do przetwarzania dokumentacji niejawnej – mówi. Zaznacza przy tym, że Budimex dysponuje wszystkimi wymaganymi uprawnieniami. – Posiadamy uprawnienia do przetwarzania informacji niejawnych o klauzulach zastrzeżone, poufne i tajne, a także w standardach międzynarodowych – „NATO Secret i „Secret EU”. Łysenko zwraca uwagę, że wymogi certyfikacyjne w naturalny sposób ograniczają liczbę podmiotów mogących brać udział w tego typu postępowaniach. – Większość firm posiadających takie certyfikaty ma jednak niewielkie możliwości przerobowe i wykonawcze. Na tym tle Budimex się wyróżnia – podkreśla.
Charakter realizowanych prac, jak zaznacza, nie odbiega zasadniczo od klasycznych robót inżynierskich. Obejmują one zarówno infrastrukturę drogową i towarzyszącą, jak i prace ogólnobudowlane oraz realizację różnego rodzaju obiektów halowych. – To są kompetencje, które funkcjonują również w standardowych zamówieniach publicznych – wskazuje.
Różnice pojawiają się natomiast w procedurach administracyjnych. – Najczęściej są to kontrakty realizowane w formule „buduj”, a nie „projektuj i buduj”. Pozwolenie na budowę jest już wydane, a część obiektów jest objęta szybszym procesem przygotowania inwestycji – tłumaczy. Jak dodaje, także kwestie środowiskowe mają w tym przypadku inną specyfikę, a decyzje podejmowane są według odmiennych zasad. To przyspiesza procedury i rozpoczęcie prac, ale jednocześnie wiele kontraktów z sektora obronnego wiąże się z relatywnie krótkimi terminami realizacji.
2. Czy ubezpieczyciel OC schodzi z terenu budowy wraz z Wykonawcą?
Autor: Artykuł partnera | Data publikacji: 17-02-2026
Rozwiązanie umowy nie oznacza ustania odpowiedzialności cywilnej stron. Nawet bezusterkowa finalizacja projektu zgodnie z założonym przez strony terminem i przy zachowaniu ustalonego budżetu będzie skutkować wygaśnięciem określonych ryzyk, zmianą oraz powstaniem ryzyk nowych.
Zdarza się jednak, że poziom skomplikowania procesu inwestycyjnego prowadzi do szczególnych sytuacji, w której rozwiązanie umowy następuje w samym środku realizacji założonych kontraktem prac. Jeżeli dodamy do tego, że czasem przedmiot prac od początku oceniany jest jako szczególnie wymagający, a na etapie prac okazuje się jeszcze większym wyzwaniem – sytuacja staje się trudna na wielu płaszczyznach, także z perspektywy odpowiedzialności cywilnej.
Duże inwestycje budowlane zabezpieczane są różnego rodzaju produktami ubezpieczeniowymi. Za ochronę w zakresie odpowiedzialności cywilnej – wobec roszczeń osób trzecich – odpowiadają przede wszystkim ubezpieczenie tzw. OC ogólne oraz OC zawodowe architekta, projektanta i inżyniera. Pierwsze koncertuje się na zabezpieczeniu prac budowlanych, drugie określonych czynności zawodowych związanych z szeroko pojętym projektowaniem. Przykładowo, ochroną powinny być objęte uszkodzenia infrastruktury otaczającej np. na skutek uszkodzenia fundamentów kamienicy w związku z trwającymi obok pracami, jak i powstała wiele lat później szkoda, która jest skutkiem wcześniejszych błędnych obliczeń konstrukcyjnych projektanta. Ochrona ubezpieczeniowa może zatem być zapewniona zarówno dla roszczeń w trakcie prowadzenia prac, jak i często dla tych które zmaterializują się lata po oddaniu inwestycji.
Zakończenie współpracy przy projekcie w trakcie jego „gorącej fazy” realizacji oznacza dla Wykonawcy z jednej strony zakończenie prac i najczęściej w tym zakresie ograniczenie ryzyka z nimi związanego. Prace, które już zostały wykonane mogą jednak nadal generować odpowiedzialność. Część prac, ta planowana a niewykonana, nie będzie rodzić zakładanego wcześniej ryzyka. Powstają jednak ryzyka nowe, jak te związane z przerwaniem czy też przyspieszonym zakończeniem realizacji procesów, w tym zabezpieczenie terenu budowy, jego inwentaryzacją, a także inne obowiązki związane z wypracowanym przez strony porozumieniem co do zakończenia współpracy.
Na tym etapie powstać powinno pytanie, co należy zrobić z zwartymi dla kontraktu umowami ubezpieczenia? Odpowiedź nie jest prosta. Jeżeli ryzyko nie zrealizowało się wcale, teoretycznie powinno dojść do ich rozwiązania z mocy prawa, zwrotu poniesionych kosztów i umorzenia pozostałych płatności. W omawianej sytuacji doszło jednak z pewnością do skutecznego udzielenia ochrony ubezpieczeniowej przez ubezpieczyciela w części obejmującej wykonane prace do momentu rozwiązania umowy. Faktycznie, wartości te są mniejsze niż pierwotnie zakładane, co w idealnym przypadku wskazywałoby na możliwość korzystnego rozliczenia (zwrotu części składki) i zamknięcia umów ubezpieczenia.
Z drugiej strony, zmiana zakresu i charakteru prac, w tym ich nagłe zatrzymanie może spowodować istotną zmianę ryzyka zgłoszonego pierwotnie ubezpieczycielowi. To prowadzić może do wniosku, że ochrona ubezpieczeniowa nie odzwierciedla aktualnej i przyszłej ekspozycji na ryzyko. W skrajnych przypadkach np. związanych z nagłym zatrzymaniem prac lub czasowym zabezpieczeniem, ochrona powinna funkcjonować skutecznie wobec zdarzeń z ostatnich dni, tygodni czy miesięcy.
W omawianym przypadku z pewnością zaczną lub zaczęły się już materializować ryzyka nowe, jak choćby związane z koniecznością pilnego zinwentaryzowania i zabezpieczenia robót liniowych oraz zejścia z terenu budowy. Ryzyka, które warto jest objąć ochroną, czy to ze względu na uzgodnienia stron, czy dla zabezpieczenia własnej odpowiedzialności. Równocześnie nie zniknie odpowiedzialność za przyszłe roszczenia lub szkody związane z wykonanymi już pracami.
Stąd dobrą praktyką rynkową w interesie wszystkich stron procesu budowlanego, w szczególności Inwestora, Generalnego Wykonawcy i Projektanta byłoby rozstawanie się w miarę możliwości na rozsądnych zasadach, w atmosferze współpracy i profesjonalizmu.
Z punktu widzenia ryzyka ubezpieczeniowego taka współpraca będzie dobrze postrzegana, ułatwi współpracę przy zapewnieniu ochrony. Dlatego ważna jest także rozmowa Ubezpieczającego z Ubezpieczycielem. Wymiana informacji i współpraca są niezbędne celem ustalenia czy i jak umowy ubezpieczenia mają działać na przyszłość, obecnie, ale także wstecz. W trakcie rozmowy na poziomie inżynierów i prawników może okazać się, że inwestycja zrealizowana w połowie może nieść dużo mniejsze, lub dużo większe ryzyko odpowiedzialności. Czasem powstanie wątpliwość, czy część prac nie wymaga osobnego potwierdzenia udzielanej ochrony.
Natomiast sytuacje, gdzie umowy ubezpieczenia zawarte na potrzeby realizacji inwestycji można rozszerzyć na nowego Generalnego Wykonawcę lub nowego Projektanta, występują zazwyczaj wyłącznie wtedy, kiedy Ubezpieczającym jest Inwestor lub osoba trzecia względem podmiotów realizujących prace projektowe i budowlane. W przypadku jednak kontraktów skomplikowanych, przekazywanych w samym środku trudnych prac lub z obciążeniem zdarzeniami mogącymi skutkować roszczeniami, i to należałoby uznać za niespotykane. Trudności w tego typu zabiegach zaradczych jest wiele. Nawet bowiem po przekazaniu ciężaru zawarcia umowy ubezpieczenia dla celu dokończenia realizacji przez nowego Wykonawcę, niezwykle skomplikowane może okazać się ustalenie odpowiedniego zakresu ochrony. Część prac została przecież wykonana i nie sposób obarczać odpowiedzialnością za nie podmiot, który ich nie wykonał – mimo że zasadniczo to on już ponosi odpowiedzialność za doprowadzenie realizacji do końca. Trudno sobie wyobrazić bowiem, że inwestycja zostanie opracowana oraz wykonana zupełnie od początku.
Podmioty schodzące z terenu budowy chronić powinny dodatkowo tzw. polisy obrotowe, czyli umowy ubezpieczenia, które dotyczą całej działalności przedsiębiorstwa i odnawiane są co roku. To jest także czas i miejsce na ich audyt i ocenę skuteczności co do zabezpieczenia ryzyk.
Inwestor natomiast może stanąć przed wyzwaniem związanym z zawarciem ochrony ubezpieczeniowej dla kontraktu w toku. Założenie z góry, że właściwe byłoby w tej sytuacji umowne przerzucenie odpowiedzialności na przyszłych wykonawców prac może być – jak wskazano wyżej – pochopne, a co najmniej winno być należycie wycenione przy określaniu budżetu. Wszystko to wskazuje palącą konieczność szeroko zakrojonych rozmów i rozpoznania możliwości rynku ubezpieczeniowego.
Sytuacje, o których mowa powyżej należą do zdecydowanie najtrudniejszych, w których taktyka powinna być ustalana indywidualnie biorąc pod uwagę wszystkie czynniki faktyczne i prawne. Wobec powyższego uniwersalną wskazówką dla skutecznych działań stron co do posiadanych umów ubezpieczenia jest ustalenie wzajemnych praw i obowiązków związanych z zakończeniem kontraktu, a także rozważenie odpowiedzialności wobec osób trzecich Ustalenie swoich oczekiwań co do umów i otwarta rozmowa z ubezpieczycielem to zatem podstawa działań, w których nieocenione jest wsparcie wyspecjalizowanego i rozumiejącego sytuację brokera ubezpieczeniowego.
3. Wszyscy ruszą w tym samym czasie. Łysenko: Przy tej skali inwestycji, przyblokujemy urzędy
Autor: Elżbieta Pałys | Data publikacji: 16-02-2026
Przetargi ruszyły. PKP PLK wypuściła na rynek postępowania o historycznej wartości, a GDDKiA w ostatnim kwartale dorzuciła całą roczną pulę. To jeszcze nie jest spiętrzenie – ono nadejdzie w fazie realizacji i najsilniej będzie odczuwane w urzędach. Już dziś procedury związane z wydawaniem zezwoleń łapią zadyszkę, a kolejki po decyzje wciąż rosną. – Przy tak dużej skali inwestycji przyblokujemy urzędy – ostrzega Cezary Łysenko, członek zarządu w spółce Budimex. Największym wąskim gardłem jest ponowna ocena oddziaływania na środowisko. – Z ilości pytań i odpowiedzi, które przygotowujemy, mogłyby powstawać książki, a najczęściej jest tak, że w dokumentacjach po złożeniu wniosku o drugą ocenę nic się nie zmienia – podkreśla nasz rozmówca.
Elżbieta Pałys, RynekInfrastruktury.pl: W ubiegłym roku branża obawiała się czy GDDKiA ogłosi tyle przetargów, ile zapowiedziała. Przetargi ostatecznie ruszyły, ale ogłoszenia skoncentrowały się w końcówce roku. Lepiej późno i naraz niż wcale?
Cezary Łysenko, członek zarządu Budimex: Oczywiście liczyliśmy na to, że harmonogram przetargów będzie rozłożony równomiernie w ciągu roku. Generalna Dyrekcja miała swoje powody, żeby ogłosić je w ostatnim kwartale – a zdecydowaną większość w grudniu. To zresztą dobra informacja, bo to pokazuje, że program budowy dróg ekspresowych i autostrad nadal jest w fazie realizacji, nikt go nie zatrzymał i możemy liczyć na to, że zostanie wykonany w całości.
W tej chwili przygotowanie wszystkich ofert jednocześnie mocno angażuje nasze zasoby, ale mieliśmy już podobne okresy w swojej historii, więc jesteśmy na to przygotowani. Na pewno złożymy oferty we wszystkich postępowaniach.
Jedno to składanie ofert w jednym czasie, drugie realizacja. Branża od dawna obawia się kumulacji. Czy już mamy z nią do czynienia czy ona dopiero nadejdzie?
Fakt, że zapytania ofertowe pojawiły się w tak bliskim odstępie czasowym, jest rzeczywiście mniejszym zagrożeniem niż to, że większość tych inwestycji będzie rozpoczynała się w tym samym czasie.
Przygotowanie oferty jest najmniejszym z kosztów, jakie ponosimy w związku z inwestycją. Prawdziwe wyzwania zaczynają się na etapie realizacji: zakupy materiałów, pozyskiwanie podwykonawców, organizacja zaplecza i placu budowy, a także obsługa fali spraw administracyjnych – od decyzji ZRID przez postanowienia związane z decyzjami środowiskowymi, po pozwolenia wodnoprawne. To wszystko może nastąpić w jednym czasie i przy tej skali inwestycji z jednej strony obciążyć urzędy, a z drugiej – producentów i dostawców. W efekcie może to wpłynąć na tempo i efektywność realizacji inwestycji.
Ze ZRID-ami już teraz mamy problem – od dawna wykonawcy wskazują, że procedury administracyjne wydłużają okres realizacji. Z drugiej strony zwraca się uwagę na liczne odwołania do KIO, które wydłużają postępowania przetargowe. Co jest obecnie większym problemem – odwołania czy długie procedury zridowskie?
Jednym z czynników wydłużających procedury na etapie wydawania decyzji ZRID jest konieczność przeprowadzenia ponownej oceny oddziaływania na środowisko i wydania postanowienia o zgodności dokumentacji z decyzją środowiskową. Ten etap ustawowo powinien trwać 45 dni, niestety najczęściej trwa dużo dłużej. W międzyczasie prowadzone są konsultacje społeczne, dopuszczane są także wnioski o dodatkowe weryfikacje ze strony interesariuszy zewnętrznych, którzy zastrzegają sobie prawo do opiniowania poszczególnych dokumentacji.
Skala wniosków i liczba zgłaszanych zapytań powodują, że to badanie trwa bardzo długo. Moim zdaniem ten etap wymaga korekty. Gdyby zaangażowanie w konsultacje społeczne i instytucjonalne skoncentrować tylko na etapie decyzji środowiskowej, to znacząco przyśpieszyłoby to wydawanie decyzji ZRID. W ramach ponownej oceny oddziaływania na środowisko, postanowienie o zgodności dokumentacji z decyzją środowiskową można by zostawić administracji środowiskowej – bez ponownych konsultacji instytucji zewnętrznych i społeczeństwa.
Uważam, że jesteśmy już wystarczająco dojrzałym krajem pod względem inwestycyjnym, a administracja jest na tyle dobrze przygotowana, żeby samodzielnie takie stanowisko zajmować.
W czasach, gdy projekty były realizowane w dwóch różnych formułach, czyli mniej więcej połowa trafiała na rynek w formule „buduj”, a druga połowa „projektuj i buduj”, dociążenie instytucji było bardziej równomiernie rozłożone w czasie na struktury administracyjne. Dzisiaj, gdy mamy większość tematów w formule „projektuj i buduj”, praktycznie każda inwestycja drogowa musi przejść ponowną ścieżkę weryfikacji zgodności z wydanymi decyzjami na etapie przygotowania projektu, a urzędy są zasypane dokumentacjami.
Z liczby pytań i odpowiedzi, które przygotowujemy, mogłyby powstawać książki, a najczęściej jest tak, że po złożeniu wniosku o ponowną ocenę oddziaływania na środowisko w dokumentacji nie wprowadza się kosmetyczne korekty, a często nie wprowadza się żadnych zmian.
Często nic się nie zmienia, czyli podobnie jak po odwołaniach do KIO?
Dokładnie tak.
W takim razie czy przedłużanie przetargów przez odwołania to słuszny zarzut w kierunku wykonawców?
Odwołanie do KIO było naturalną ścieżką, by wykonawcy mogli zawalczyć o potwierdzenie prawidłowości swojej oferty lub też wskazać i udowodnić nieprawidłowości, których zamawiający mógł nie dostrzec na etapie badania oferty najkorzystniejszej. To miało też większy sens wtedy, kiedy jeszcze nie było artykułów 108 i 109 Prawa zamówień publicznych mówiących o przesłankach wykluczenia oraz instytucji samooczyszczenia (tzw. self-cleaningu).
Skala procedur związanych z self-cleaning’iem stała się na tyle duża, że dzisiaj zamawiający – zamiast koncentrować się na kryteriach przetargu, takich jak okres gwarancji, zasoby sprzętowe, zasoby wykonawcze czy doświadczenie wykonawcy -poświęca czas na analizę ogromnej ilości załączników do oferty i rozliczanie nieprawidłowości, które miały miejsce w przeszłości. Warto postawić pytanie: czy to, co miało miejsce wstecz, powinno być w ogóle przedmiotem badania? Inwestycje dopiero będą realizowane, więc być może w przypadku gdy ktoś ma odpowiednie referencje, spełnia wymagane kryteria, powinny być dopuszczone same oświadczenia, czy skrócona wersja self-cleaningu.
Z drugiej strony swoboda ekonomiczna w zgłaszaniu protestów i odwołań do KIO jest obecnie nieproporcjonalna do skali inwestycji, które realizujemy. Coraz więcej przetargów przekracza wartość pół miliarda złotych, a odwołanie do KIO można złożyć, wnosząc opłatę w wysokości 20 tysięcy złotych.
Z tej sytuacji bardzo dobrze wybrnęły Czechy, które wprowadziły w przypadku odwołań opłatę procentową uzależnioną od wartości oferty. To zwiększa dyscyplinę po stronie wykonawców, którzy zastanawiają się czy składane odwołanie jest merytorycznie uzasadnione. U nas natomiast odwołania składane są bardzo często – nierzadko także „na wszelki wypadek”.
Warto byłoby ten przykład z Czech wykorzystać u nas?
Oczywiście.
A jakie jeszcze dobre praktyki od naszych sąsiadów można zastosować w naszym kraju?
Z Niemiec warto zaczerpnąć rozwiązanie, w którym na etapie badania oferty zamawiający ma prawo do bezpośredniej konsultacji z zespołem, który jest dedykowany dla danej inwestycji. Może sprawdzić kompetencje techniczne, językowe, a także doświadczenie oraz komunikację z wykonawcą – po prostu siadając przy stole i rozmawiając można potwierdzić, że to co przyświecało w założeniach oraz intencjach wykonawcy, które stały za przygotowaniem oferty, jest zgodne z oczekiwaniami inwestora.
Taki tryb konsultacji częściowo eliminuje problem nierównej konkurencji na rynku np. ze strony firm-teczek, które składają przypadkowe oferty licząc, że może uda się zdobyć kontrakt?
Tak jest. Taka konfrontacja jest jednym ze sposób weryfikacji wykonawcy.
U nas między innymi ten problem miał być wyeliminowany dzięki wdrożeniu wyroku TSUE. Czy widać już jego efekty?
Tak, widzimy, że w wielu przetargach nie występują firmy spoza Unii Europejskiej, choć nie we wszystkich. Rozumiem też zamawiających: nie chcą ograniczać konkurencyjności w pewnych specjalistycznych zakresach, bo nie wszystkie firmy na terenie kraju mają odpowiednie kompetencje.
A czy zmniejszyła się konkurencja między firmami?
Jest zdecydowanie odwrotnie. Firmy konkurują bardzo mocno, bo dla wielu z nich to walka o przetrwanie. Wstrzymane przetargi w roku 2024 i w pierwszej połowie roku 2025 spowodowały, że wiele firm wykorzystało swój portfel zamówień i dzisiaj próbują go za wszelką cenę odbudować.
Rozpiętość wartości ofert, którą obserwujemy w przetargach drogowych, jest ogromna. Jeszcze do niedawna różnice między ofertami wynosiły 1–5 procent, a dzisiaj wynoszą od kilku do nawet kilkudziesięciu.
Po ostatnim roku na tle Generalnej Dyrekcji to PKP PLK wyrosła na mocno obecnego na rynku zamawiającego. Budimex realizuje inwestycje w różnych sektorach, kto jest dla was najbardziej stabilnym inwestorem?
Mimo pewnych zawirowań w ogłaszaniu przetargów, z perspektywy rynku drogowego uważamy, że najpewniejszym zamawiającym pozostaje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Notujemy też bardzo stabilne portfele i dobrze przygotowane harmonogramy w zarządach dróg wojewódzkich. To nas przyciąga do tych inwestorów, bo widzimy, że na przestrzeni lat uczą się jak powinny być prowadzone inwestycje. Mamy tam do czynienia z ciągłością nadzorów i optymalnym wydatkowaniem środków. Samorządy wojewódzkie posługują się stałymi zespołami, które pracują w odpowiednim harmonogramie, rozłożonym w czasie.
Dla zespołu kolejowego kluczowym klientem jest PKP PLK. Warto to podkreślić i docenić, bo PKP PLK długo przygotowywała się do inwestycji, które ogłosiła teraz. One są częściowo powiązane z Portem Polska, częściowo z Rail Baltica, a liczba przetargów ogłoszonych w roku 2025 ma bezprecedensową skalę. Dzisiaj na segment kolejowy trzeba patrzeć z optymizmem.
Wspomniał Pan o zarządach dróg wojewódzkich. Czy to znaczy, że mimo wielkich wyzwań ogólnokrajowych jesteście zainteresowani realizacją inwestycji na poziomie samorządowym?
Oczywiście. Z portfela 82 kontraktów drogowych, które dzisiaj realizujemy na rynku krajowym, tylko 24 to kontrakty Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Pozostałe są dla zarządów dróg wojewódzkich oraz innych samorządów.
Budimex jest pierwszym wykonawcą dla GDDKiA, dla której realizuje najwięcej zadań. Czy drogi są nadal pierwsze dla Budimeksu patrząc na strukturę portfela zamówień?
Tak, ale w kolejnych latach ta proporcja najprawdopodobniej się zmieni. Dziś drogi stanowią 61 proc. naszego portfela, a kolej 18 proc. Jeśli jednak spojrzymy na przetargi, gdzie mamy dobrze ocenione oferty kolejowe, można zakładać, że za dwa lata ta struktura portfela może ulec zmianie.
Przypuszczam, że w drugim, trzecim kwartale 2027 roku podział portfela między budownictwo drogowe a kolejowe będzie wynosił 50 na 50.
A inne obszary?
Mamy jeszcze obszar energetyczny – i tu portfel konsekwentnie rośnie, choć na tle pozostałych jest jeszcze niewielki – to kilkaset milionów złotych. Inwestycje energetyczne jeszcze nie są tak duże i liczne jak drogowe czy kolejowe.
Obszar hydrotechniczny, który uzupełnia naszą działalność budowlaną to blisko miliard złotych. Te inwestycje są dla nas bardzo ciekawe, bo budują nasze unikalne kompetencje – firm hydrotechnicznych, szczególnie w zakresie robót portowych, jest niewiele. Pokaźny, bo blisko 19 proc. udział kontraktów ogólnobudowlanych w portfelu, to bardzo ważny filar naszego biznesu.
Unikalne kompetencje Budimex zdobył między innymi przy budowie terminala T3 dla Baltic Hub. Czy to doświadczenie już wykorzystujecie powołując się na nie w przetargach międzynarodowych?
Jeszcze nie, ale do takich przetargów się przygotowujemy. Najbliższe dwa będą realizowane w krajach bałtyckich i to będą bardzo podobne prace do tych, które realizowaliśmy na terminalu trzecim DCT. Dziś te kompetencje wykorzystujemy choćby przy budowie falochronów i nabrzeży w Porcie Gdańsk.
Będziecie w stanie startować samodzielnie w większych przetargach hydrotechnicznych?
To zależy od struktury przetargu. Jeśli to będą przetargi czysto inżynieryjne, czyli tzw. superstructure – budowa nabrzeży, terminali – to oczywiście będziemy gotowi startować samodzielnie.
Dziś jeszcze nie jesteśmy gotowi do prowadzenia robót pogłębiarskich, tzw. dredgingowych, szczególnie w bardzo dużych wolumenach, powyżej 200 tys. m³ urobku. Do tego potrzebny jest odpowiedni sprzęt i kompetencje, dlatego korzystamy tu ze wsparcia partnerów, najczęściej belgijskich.
Przygotowujecie się także do udziału w projektach energetyki jądrowej. Jak widzicie tu swoją rolę?
To bardzo szeroki obszar – energetyka jądrowa to nie tylko sam reaktor i elementy towarzyszące, ale też cały układ zaplecza: zakwaterowanie pracowników budowy i późniejszej obsługi elektrowni, centra szkoleniowe czy place magazynowe na komponenty wykorzystywane w trakcie eksploatacji. Prawdę mówiąc, w energetyce jądrowej mamy zajęcie dla praktycznie wszystkich naszych dywizji: drogowej, kubaturowej, energetycznej, ale również kolejowej, która będzie uczestniczyła w przetargach związanych ze zwiększeniem dostępności transportu kolejowego na Pomorzu.
To projekt wielofunkcyjny, w tym hydrotechniczny. Sam MOLF to ogromna inwestycja, która ma umożliwić logistykę morską ciężkich elementów dla elektrowni – takich jak turbiny czy różnego rodzaju zbiorniki. Będą one transportowane drogą morską, bo tego rodzaju ładunków nie da się sprawnie przewozić drogami lądowymi.
Co daje Budimeksowi w tym kontekście certyfikat ISO, który niedawno otrzymaliście?
Przede wszystkim otwiera nam drzwi do pełnoprawnego dialogu z klientem i pozwala potwierdzić nasze kompetencje. Każdy certyfikat to efekt wielomiesięcznej pracy, budowania kompetencji zespołów oraz ich niezależnej weryfikacji przez instytucje certyfikujące. Dla klienta to ważna informacja, że jesteśmy do tych inwestycji bardzo dobrze przygotowani – najlepiej spośród polskich firm.
Czyli czujecie, że jesteście krok przed rynkiem?
Tak, czujemy, że jesteśmy krok przed rynkiem, ale też robimy wszystko, żeby tę przewagę utrzymać.
4. Ustalono lokalizację kluczowego gazociągu dla Europy Środkowo-Wschodniej
Autor: Damian Kelman | Data publikacji: 16-02-2026
Gaz-System prowadzi działania związane z największym zadaniem inwestycyjnym w południowej Polsce. Chodzi o dwa gazociągi o łącznej długości ponad 280 kilometrów, które ułatwią współpracę systemu przesyłowego z trzema interkonektorami: Litwą, Słowacją i Ukrainą, a także umożliwia transport z budowanego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej. Właśnie uzyskano komplet decyzji lokalizacyjnych.
Inwestycja przebiegająca przez województwa lubelskie i podkarpackie uzyskała wszystkich pięć decyzji od wojewodów. Celem projektu jest połączenie węzłów we Wronowie i Strachocinie.
Jak informuje Gaz-System, planowane w ramach inwestycji gazociągi Wronów – Rozwadów i Rozwadów – Strachocina są elementami programu inwestycyjnego Korytarz Centrum-Wschód, w którego skład wchodzą działające już gazociąg Gustorzyn – Wronów oraz transgraniczne połączenie Polska – Litwa. Wraz z pierwszym z nich, sieć z Wronowa do Strachociny będzie stanowić główną magistralę przesyłową w tej części kraju.

Gazociąg DN 1000 Wronów – Rozwadów będzie miał ok. 120 km długości i przebiegał będzie przez 11 gmin w woj. lubelskim oraz dwie w podkarpackim, a na jego trasie przewidziano budowę sześciu zespołów zaporowo upustowych. Gazociąg Rozwadów – Strachocina z kolei będzie miał ok. 162 km i zlokalizowany będzie w 19 gminach w woj. podkarpackim.

Rozpoczęcie robót budowlanych planowane jest na przełom 2026 i 2027 roku. W tym roku natomiast Gaz-System wyłoni wykonawcę, wykona geodezyjne wytyczenie pasa budowlano-montażowego, a także przeprowadzi sprawdzenie archeologiczne i zabezpieczenie saperskie.
Prawo.pl
1. Rząd przyjął projekt zmian w ustawie o PIP i nowe przepisy o mobbingu
Data dodania: 17.02.2026 | Grażyna J. Leśniak
Rada Ministrów przyjęła we wtorek, 17 lutego, projekt zmian w ustawie o PIP, dotyczący przyznania inspekcji pracy uprawnienia do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę na mocy decyzji administracyjnej. Rząd pochyli się nad projektem przygotowanym przez MRPiPS, choć jeszcze w piątek, 13 lutego, Rządowe Centrum Legislacji wskazywało, że projekt wymaga dopracowania pod względem prawnym, redakcyjnym i legislacyjnym. Akceptację rządu uzyskał też projekt wprowadzający zmienione przepisy o mobbingu.
Pierwszym punktem dzisiejszego porządku obrad Rady Ministrów był przygotowany projekt ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw (nr UD283). Umieszczenie projektu w planie prac rządu może stanowić nie lada zaskoczenie, zwłaszcza że w poniedziałek, 16 lutego, na stronie Rządowego Centrum Legislacji zostało opublikowane pismo RCL datowane na 13 lutego, adresowane do Tomasza Wlazło, dyrektora Departamentu Prawnego w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. RCL poinformował w nim, że niezbędne jest zrealizowanie w projekcie ustawy wszystkich ustaleń wskazanych w roboczych ustaleniach Stałego Komitetu Rady Ministrów z dnia 5 lutego 2026 r. (chodzi o uwagi 5.9 Ministra Finansów i Gospodarki (MF), 8.1 Prezesa Rządowego Centrum Legislacji oraz uwagi Wiceprzewodniczącego Stałego Komitetu Rady Ministrów zgłoszone na posiedzeniu). – Dodatkowo zauważa się, że projekt wymaga dopracowania pod względem prawnym, redakcyjnym i legislacyjnym. Uwagi do ewentualnego wykorzystania w ramach skierowania tego projektu do rozpatrzenia przez Radę Ministrów zostały przekazane w trybie roboczym w dniu 12 lutego 2026 r.
W piśmie tym Krzysztof Olszak, dyrektor Departamentu Prawa Społecznego w Rządowym Centrum Legislacji poinformował o odstąpieniu od rozpatrzenia projektu ustawy przez komisję prawniczą, bo – jak stwierdził – za ostateczną treść aktu normatywnego odpowiada wnioskujący, a projekt został zaakceptowany przez Departament Prawny w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Po południu Ministerstwo Rodziny, Pracy Polityki Społecznej poinformowało, że rząd przyjął projekt.
Projekt nadal budzi zastrzeżenia
Tymczasem projekt nadal budzi spore wątpliwości. Chociażby w kwestii wprowadzenia polecenia usunięcia naruszeń dotyczących funkcjonowania umowy cywilnoprawnej, lub faktycznego świadczenia pracy przez osobę za wynagrodzeniem, w warunkach, w których zgodnie z art. 22 par. 1 Kodeksu pracy, powinna być zawarta umowa o pracę. W najnowszym brzmieniu projektu ustawy, opublikowanym 16 lutego, przepis ten w dalszym ciągu jest nieprecyzyjny. Nie wiadomo np. ile czasu będzie miał podmiot na wykonanie polecenia. Uwagę na to zwraca Konfederacja Lewiatan, która w swoim stanowisku podkreśla, że proponowane rozwiązanie wymaga doprecyzowania. – Instytucja polecenia powinna służyć nie tylko nakazaniu dokonania przekształcenia umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę, ale również modyfikacji funkcjonowania umowy cywilnoprawnej w celu zapewnienia możliwości prawidłowego kontynuowania stosowania takiej umowy. Regulacja przyszłej ustawy powinna tę kwestię określać jednoznacznie. Nie jest jasne, jak w praktyce będzie realizowane wydawanie takich poleceń, jaki będzie termin na jego wykonanie, w jakim terminie będzie oceniane czy zostało należycie wykonane – czytamy.
Według Konfederacji Lewiatan, w projekcie ustawy nie ma szczegółowych uregulowań odnoszących się do samego polecenia. Obecne brzmienie art. 31 ustawy stanowi tylko, że protokół kontroli powinien zawierać m.in. treść decyzji ustnych i poleceń oraz informację o terminach ich realizacji. Po zmianie przepisów takie polecenie będzie odgrywało bardzo ważną rolę, może okazać się ważnym dowodem w postępowaniu sądowym, w przypadku odwołania od decyzji, o której mowa w art. 11 pkt. 7a. Co istotne, w art. 33 ust 1. pkt 2) ustawy jest wskazane, że w toku kontroli właściwy inspektor pracy kieruje wystąpienia i wydaje polecenia, o których mowa w art. 11 pkt 8 i art. 11b. Co oznacza, że nowy projekt ustawy nie nowelizuje już tego artykułu i nie odwołuje się do art. 11 ust.2.
– Od strony praktycznej zwracamy jeszcze uwagę, że obecnie zastrzeżenia do protokołu z przeprowadzonej kontroli można wnieść w ciągu 7 dni od dnia przedstawienia protokołu – jest to krótki termin. Natomiast po zmianie przepisów protokół zawierający przedmiotowe polecenie będzie rodził już dalej idące konsekwencje. Obecnie po przeprowadzonej kontroli PIP przekazywany jest protokół i jest możliwość wniesienia zastrzeżeń, następnie PIP może przekazać do pracodawcy Wystąpienie, na które jest określony konkretny termin do 30 dni, aby zawiadomić odpowiedni organ Państwowej Inspekcji Pracy o terminie i sposobie realizacji wniosków pokontrolnych. W związku z powyższym uwzględniając działania związane z Wystąpieniem, nasuwa się pytanie, jak po zmianie przepisów będą miały wyglądać działania związane z realizacją polecania w sprawie usunięcia naruszeń – wskazują pracodawcy.
Zastrzeżenia do przepisów ma również Business Centre Club, który – jak sam wskazuje – z ostrożnym niepokojem odnosi się do przyjętej przez Sejm ustawy wzmacniającej uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy. Zdaniem organizacji, choć cel regulacji – poprawa ochrony pracowników i eliminacja patologii na rynku pracy – jest zrozumiały, to przyjęte rozwiązania mogą prowadzić do nadmiernej presji kontrolnej wobec uczciwie działających przedsiębiorców.
BCC podkreśla, że skuteczna inspekcja pracy powinna opierać się nie tylko na sankcjach, ale także na dialogu, doradztwie i prewencji. Rozszerzanie kompetencji PIP bez równoczesnego wprowadzenia jasnych gwarancji dla firm może pogłębiać niepewność prawną.
– Strona pracodawców otrzymała projekt ustawy do przedstawienia uwag i termin ten mijał w dniu 13 lutego 2026 roku. Biorąc pod uwagę skalę zgłoszonych uwag – w naszej ocenie – jest nieprawdopodobne, aby w tak krótkim terminie uwagi te zostały poddane rzetelnej analizie. W ocenie BCC podczas procedowania nad tym projektem doszło do naruszenia zasad dialogu społecznego, co rzutuje na jakość przepisów i sytuację przedsiębiorców. Ani bowiem przedsiębiorcy, ani organ kontrolny nie są przygotowani na zmiany tak głęboko ingerujące w rynek pracy. – podkreśla Joanna Torbé-Jaćko ekspertka BCC ds prawa pracy i ubezpieczeń społecznych.
We wtorek rząd przyjął również nowelizację ustawy o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz ustawy – Kodeks postępowania cywilnego (nr UD183). Projekt przewiduje zmiany przepisów w zakresie mobbingu.
2. Nie tak łatwo wyciąć drzewo – w pierwszej kolejności oględziny miejsca
Data dodania: 18.02.2026 | Malwina Pasternak-Janik
Zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego za pomocą określonego zmysłu (wzroku, słuchu, dotyku, węchu, smaku) należy dokonać spostrzeżeń co do właściwości terenu, z którego ma być usuwane drzewo lub krzew. Oględziny w tym przypadku oznaczają bezpośrednie zbadanie przez organ, czy w obrębie przeznaczonego do usunięcia drzewa lub krzewu występują gatunki chronione. Jest to kluczowe w postępowaniu o wydanie zezwolenia na wycinkę.
Sednem sporu rozpatrywanego przez sądy dwóch instancji była planowana wycinka drzew pod zabudowę mieszkaniową. Stowarzyszenie działające na rzecz ochrony przyrody sprzeciwiło się decyzji prezydenta miasta Szczecin zezwalającej na usunięcie 113 sztuk drzew różnych gatunków rosnących na terenie działek ewidencyjnych. Zarówno Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Szczecinie, jak i Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie, do którego złożono skargę na decyzję SKO utrzymali zezwolenie w mocy.
Sąd oddalił skargę, ponieważ zezwolenie na wycięcie drzew było, jego zdaniem, zasadne. Po zweryfikowaniu przeprowadzonego postępowania administracyjnego stwierdził brak podstaw do uchylenia decyzji, skoro organy wyciągnęły prawidłowe wnioski, a ich ustalenia co do stanu faktycznego sprawy nie budziły żadnych wątpliwości (wyrok WSA w Szczecinie z 22 września 2022 r., sygn. akt II SA/Sz 406/22).
Podejście proekologiczne przeciwko betonozie
Skargę kasacyjną od wyroku pierwszej instancji wywiodło stowarzyszenie, które zwróciło uwagę na naruszenie szeregu przepisów kodeksu postępowania administracyjnego oraz zbyt ogólnikowe i jednocześnie dowolne uzasadnienie wyroku bez uwzględnienia zasady zrównoważonego rozwoju oraz celów ochrony przyrody. Wyraziło dezaprobatę wobec wydania zezwolenia na wycinkę oraz odstąpienia od reguły zachowania drzew jako elementu przyrody podlegającego ochronie prawnej. Stowarzyszenie zakwestionowało także ustalenia organów, zgodnie z którymi młode nasadzenia zastępcze są w stanie wyrównać stan zadrzewnia składający się z dorodnych drzew.
Po rozpatrzeniu sprawy Naczelny Sąd Administracyjny w pierwszej kolejności przypomniał, że odmienne stanowisko sądu (w porównaniu do stanowiska zaprezentowanego przez stowarzyszenie) nie jest równoznaczne z błędną konstrukcją wydanego wyroku. Wbrew przekonaniom skarżącego wyrok, zarzut naruszenia przepisów postępowania musi odzwierciedlać istotny wpływ wskazanego uchybienia na wynik sprawy. Stowarzyszenie nie wskazało na żadne okoliczności powiązane z postawionymi zarzutami.
Łatwiej bez gatunków chronionych
Usunięcie drzewa lub krzewu z terenu nieruchomości lub jej części może nastąpić po uzyskaniu zezwolenia, bowiem obowiązek uzyskania zezwolenia jest pochodną ogólnego obowiązku ochrony środowiska. Duże znaczenie w sprawie miał fakt, że wycinka drzew z terenu planowanej inwestycji nie dotyczyła obszarów wymagających specjalnej ochrony – nie było chronionych gatunków roślin i zwierząt, nie był to także obszar Natura 2000. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Szczecinie stwierdził, że inwestycja deweloperska posiada nadrzędny interes publiczny, społeczny oraz gospodarczy, dlatego konieczne jest wycięcie drzew. Wyjaśnił, że dziko występująca populacja gatunków zostanie zachowana we właściwym stanie na skutek nadzoru przyrodniczego, dostosowania terminów wycinki drzew oraz działań rekompensujących utracone siedliska.
W opisanym przypadku organ dodatkowo uzależnił wydanie zezwolenia na wycinkę od dokonania nowych nasadzeń drzew w miejsce wyciętych. Wydający opinię rzeczoznawca budowlany w specjalności architektonicznej wskazał, że istniejące drzewa (przewaga wierzb) nie przetrwałyby w nowych warunkach. Z powodu podniesienia poziomu terenu i osuszenia gleby drastycznie zmienione zostałyby warunki siedliskowe skutkujące zamieraniem drzew. Poza tym teren inwestycji był gęsto nasycony sieciami infrastruktury technicznej. Usunięte drzewa miały zostać zastąpione nasadzeniami różnorodnych gatunków gotowych do przetrwania w warunkach zurbanizowanych. Zaplanowano nasadzenie drzew dekoracyjnych, osiągających odpowiednie i bezpieczne dla otoczenia rozmiary, zalecane do sadzenia w terenach zieleni osiedlowej.
Oględziny drzewostanu
NSA przypomniał, że organ rozpatrujący wniosek o wydanie zezwolenia na usunięcie drzewa lub krzewu jest zobowiązany przeprowadzić oględziny miejsca, z którego ma być usunięte drzewo lub krzew. Istotne znaczenie ma również dokumentacja tej czynności w postaci protokołu, zdjęć, szkiców. Oględziny miejsca usunięcia drzew lub krzewu oznaczają bezpośrednie zbadanie przez organ, czy w obrębie przeznaczonego do usunięcia drzewa lub krzewu występują gatunki chronione. Dokonujący oględzin bada za pomocą określonego zmysłu (wzroku, słuchu, dotyku, węchu, smaku) właściwości terenu, z którego ma być usuwane drzewo lub krzew.
Bezpośrednie spostrzeżenia organu miały miejsce w trakcie wizji lokalnej, w wyniku której ustalono, że zaprezentowana we wniosku inwentaryzacja odzwierciedlała stan faktyczny w terenie. Drzewa w większości pochodziły z samosiewu, niektóre stanowiły część ogródków działkowych, a pozostały teren był w ogóle nieużytkowany. Ocena drzewostanu pozwoliła wysnuć wniosek, że drzewa kolidują bezpośrednio i pośrednio z planowaną realizacją inwestycji.
Sprawa przeszła pełną drogę sądową i oba sądy uznały, że skarga nie zasługuje na uwzględnienie. Zdaniem NSA zasadne było odstąpienie od reguły zachowania drzew jako podlegającego ochronie prawnej elementu przyrody. Biorąc pod uwagę zasady zachowania zrównoważonego użytkowania oraz odnawiania zasobów, tworów i składników przyrody, Sąd uznał, że decyzja zezwalająca na wycinkę spełnia wymagania dotyczące odnawiania zasobów przyrody (poprzez zobowiązanie do rekompensaty zieleni i wykonania nasadzeń zastępczych).
Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 16 grudnia 2025 r., sygn. akt III OSK 230/23
3. PZP: Trwa ostra walka o kontrakt Rail Baltica
Data dodania: 18.02.2026 | Michał Kosiarski
Konsorcjum Mirbud-Torpol, którego oferta została wykluczona przez Krajową Izbę Odwoławczą z przetargu na modernizację linii kolejowej Białystok-Ełk, będącej częścią szklaku Rail Baltica, złożyło do Sadu Okręgowego wniosek o zabezpieczenie roszczenia, co ma polegać na wstrzymaniu zawarcia umowy z konsorcjum Budimex-PORR, którego oferta była druga w kolejności, ale o ok. 410 milionów złotych droższa.
Chodzi o istniejący od ponad 150 lat szlak kolejowy Białystok-Ełk. Do tej pory ten odcinek torów był znany głównie z tego, że po pierwszej wojnie światowej urzędnikiem kolejowym na jednej ze stacji na nim był Aleksander Kaczyński, dziadek byłego premiera Jarosława i nieżyjącego prezydenta Lecha. Teraz może się to zmienić, gdyż odcinek ten ma być fragmentem tworzonej Rail Baltica, czyli strategicznej normalnotorowej linii kolejowej łączącej Warszawę i Białystok z najważniejszymi miastami państw bałtyckich (Litwy, Łotwy i Estonii, a – dzięki połączeniu promowemu – także Finlandii). Głośno jest o nim z powodu kontrowersji przetargowych na jego modernizację.
W listopadzie konsorcjum Mirbud-Torpol zostało wskazane jako zwycięzca przetargu na przebudowę tego odcinka. Jednak po dwóch miesiącach Krajowa Izba Odwoławcza (KIO) nakazała inwestorowi (PKP Polskim Liniom Kolejowym) odrzucić ofertę konsorcjum Mirbud-Torpol z powodu braku w dokumentacji przetargowej informacji o nałożonej na Mirbud w 2022 r. karze środowiskowej w wysokości 15.000 złotych (wyrok KIO z 19 stycznia 2026 r., KIO 4908/25 i inne).
Przegrane konsorcjum chce się odwołać do Sądu Okręgowego w Warszawie, ale na razie zgłosiło wniosek o zabezpieczenie roszczenia. Zabezpieczenie ma polegać na wstrzymaniu zawarcia umowy – chodzi o niedopuszczenie do powstania nieodwracalnych skutków, jakie wywołałoby zawarcie przez PKP PLK umowy z innymi oferentami. Konsorcjum złoży także skargę od wyroku KIO.
Konsekwentnie stoimy na stanowisku, że niepodanie informacji o incydentalnej karze w dokumentach przetargowych nie powinno mieć wpływu na rozstrzygnięcie tego postępowania. Podejmiemy kroki prawne w obronie kontraktu, w którym nasza oferta była najkorzystniejsza. Warto zwrócić uwagę, że mówimy o karze w wysokości 15 tys. zł, przy czym najwyższa możliwa sankcja wynosiła 1 mln zł. Już sam wymiar kary pokazuje więc minimalną skalę naruszenia w tym przypadku. Inny kluczowy aspekt, to kwestia przedawnienia kary w toku postępowania przetargowego. Ta przedawniła się jeszcze przed decyzją o wyborze oferty naszego konsorcjum – czytamy w oświadczeniu spółki Mirbud.
Odnosząc się do komunikatu Mirbudu, rzeczniczka KIO Agnieszka Trojanowska zwraca uwagę, że nie da się na jego podstawie ustalić, jakie roszczenia i w jaki sposób spółka chce zabezpieczyć. Jej zdaniem, można jedynie przypuszczać, że chodzi o zabezpieczenie się przed zawarciem umowy przez zamawiającego z innym wykonawcą. Jak wskazuje Trojanowska, podstawą kwestionowanego przez Mirbud rozstrzygnięcia KIO nie był fakt nałożenia na wykonawcę kary środowiskowej, ale zatajenie przed zamawiającym informacji o obciążeniu taką karą.
Zamawiającego PKP PLK nie obowiązuje żaden inny zakaz prowadzenia postępowania o udzielenie zamówienia, poza zakazem zawarcia umowy do czasu ogłoszenia przez Izbę orzeczenia. To oznacza, że zamawiający może podejmować czynności w postępowaniu np. dokonać wyboru oferty najkorzystniejszej, natomiast do czasu rozpoznania odwołań przez KIO nie może zawrzeć umowy – podkreśla Trojanowska.
Zakaz zawarcia umowy nie obowiązuje ani w okresie do wniesienia skargi na orzeczenie KIO, ani w okresie prowadzenia postępowania skargowego przed sądem.
Fakt wniesienia wniosku o zabezpieczenie, także nie powoduje automatycznego zakazu podejmowania czynności przez zamawiającego. Wyłącznie w sytuacji, gdyby sąd rozpoznał wniosek o zabezpieczenie roszczenia pozytywnie i tego zabezpieczenia udzielił, wówczas zamawiający nie mógłby podejmować czynności, w takim zakresie, w jakim wynikałoby to z udzielonego zabezpieczenia – informuje Trojanowska.
PLK SA oświadczyły zaś, że prowadzą postępowanie zgodnie z ustawą z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (Dz. U. z 2024 r. poz. 1320). Jednocześnie PKP PLK działa zgodnie z wyrokami wydanymi w sprawie. I choć wykonawca ma prawo złożyć do sądu skargę na wyrok KIO wraz z wnioskiem o zabezpieczenie przed zawarciem umowy, to do sądu należy decyzja w sprawie takiego wniosku.
W przypadku odmowy sądu, zamawiający jest uprawniony do dalszych działań, w tym do zawarcia umowy. Decydujące będzie postanowienie sądu. Zawarcie umowy musi też zostać poprzedzone kontrolą prezesa Urzędu Zamówień Publicznych – podkreśla Tomasz Łotowski z zespołu prasowego PKP PLK.
Łotowski dodaje, że PKP PLK szacują obecnie możliwość podpisania umowy na drugi kwartał tego roku, a rozpoczęcie robót budowlanych w zakresie prac przygotowawczych – na czwarty kwartał. Realizacja umowy przewidziana jest na ponad trzy lata od dnia podpisania.
https://www.prawo.pl/biznes/rail-balitica-kio-mirbud-budimex,1539034.html
4. WSA: Pierwszy plan ogólny obronił się w sądzie
Data dodania: 13.02.2026 | Michał Kosiarski
Gmina Pyskowice na Górnym Śląsku od 10 października br. ma pierwszy w Polsce obowiązujący plan ogólny uchwalony na podstawie nowelizacji przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Gmina w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Gliwicach właśnie obroniła ten plan przed zarzutami skargi jednego z mieszkańców.
To kolejny rozdział sagi z uchwalaniem pierwszego planu ogólnego w tej gminie położonej koło Gliwic. Pyskowice były pierwszą polską gminą, która uchwaliła plan ogólny. Jako pierwsza miała też stwierdzoną jego nieważność (rozstrzygnięciem nadzorczym wojewody śląskiego). Pyskowice stały się więc też – chcąc nie chcąc – pionierem w uchwaleniu planu ogólnego po raz drugi, gdyż musiały powtórzyć procedurę po unieważnieniu pierwszej uchwały planistycznej. Teraz zaś ta gmina z Górnego Śląska przeciera szlaki w sądach administracyjnych.
Indywidualne zaskarżenie planu
Chodzi o uchwałę nr XIX/150/2025 Rady Miejskiej w Pyskowicach z 16 września 2025 r. Przyjęty nią plan ogólny – mimo, że tym razem nie został on zakwestionowany przez wojewodę – to stał się przedmiotem pierwszej skargi do sądu administracyjnego. Skarga jednego z mieszkańców Pyskowic trafiła do gminy w trybie przewidzianym w art. 101 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2025 r. poz. 1153). Przepis ten przewiduje, że jeśli ktoś stwierdzi, że jego interes prawny lub uprawnienie zostały naruszone, to może wnieść skargę do sądu administracyjnego. Można ją wnieść w każdym czasie, ale zawsze jedynie za pośrednictwem organu, który wydał uchwałę, czyli – w przypadku kwestionowania planu ogólnego – rady gminy.
Zarzuty podniesione w skardze dotyczyły w szczególności nieprawidłowego wyznaczenia stref planistycznych, wadliwości bilansu terenów mieszkaniowych, naruszenia zasady równego traktowania mieszkańców, braku dialogu społecznego, jak również naruszenia zasad ładu przestrzennego i zrównoważonego rozwoju.
Zgodnie z procedurą organ może uwzględnić skargę w całości w terminie 30 dni od dnia jej otrzymania – jeśli tego nie zrobi, przekazuje skargę wraz z aktami sprawy do WSA. Tak właśnie się stało w przypadku Pyskowic. Rada miejska – powołując się na art. 54 par. 2 ustawy z 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. z 2026 r. poz. 143, dalej jako p.p.s.a.) – podjęła specjalną uchwałę o przekazaniu skargi do WSA w Gliwicach. Radni – po analizie zarzutów skargi oraz dokumentacji prac planistycznych – stwierdzili, że plan ogólny Pyskowic został sporządzony i uchwalony z zachowaniem wymogów ustawy z 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz. U. z 2024 r. poz. 1130) oraz przepisów wykonawczych. Ponadto – jak podkreślała rada miejska Pyskowic – plan ogólny uwzględnił ustalenia obowiązujących miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (MPZP), Strategię Rozwoju Miasta, aktualne dane statystyczne i prognozy demograficzne oraz wyniki przeprowadzonych konsultacji społecznych. Dlatego zarzuty skargi nie znalazły potwierdzenia w zgromadzonym materiale. W czwartek ten pogląd radnych potwierdzili sędziowie WSA w Gliwicach.
Może być jeszcze skarga kasacyjna
Sąd administracyjny nie odrzucił skargi (czyli spełniała jego zdaniem wymogi formalne i skarżący miał legitymację skargową). Dlatego mogło dojść do jej merytorycznego rozpatrzenia. Orzeczenie oddalające skargę nie jest jeszcze prawomocne – od wyroku przysługuje jeszcze skarga kasacyjna do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Dokładną argumentację prawną poznamy, gdy będzie sporządzone – o ile w ogóle będzie – pisemne uzasadnienie tego wyroku. Z art. 141 par. 2 p.p.s.a. wynika bowiem, że jeżeli skarga została oddalona, a żadna ze stron nie złożyła w ustawowym terminie wniosku o uzasadnienie, sąd nie sporządza go w formie pisemnej.
Wyrok WSA w Gliwicach z 12 lutego br. (II SA/Gl 1501/25)
https://www.prawo.pl/biznes/wsa-plan-ogolny-wyrok-pyskowice,1538585.html
5. Rząd: Będzie łatwiejszy obrót nieruchomościami rolnymi
Data dodania: 17.02.2026 | Krzysztof Koślicki
Rada Ministrów przyjęła we wtorek projekt ustawy o zmianie ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego. Jak wskazuje resort rolnictwa, nowelizacja ma na celu uproszczenie obrotu nieruchomościami rolnymi przez przedsiębiorców. Chodzi tu m.in. o doprecyzowanie przepisów, aby ułatwić właścicielom firm realizację inwestycji i rozwój ich działalności. To element działań deregulacyjnych rządu.
– Nowe przepisy upraszczają i przyspieszają proces obrotu nieruchomościami rolnymi przez przedsiębiorców – wskazuje w komunikacie Rada Ministrów.
Wyjaśnia, że dotychczas przedsiębiorcy mieli problem z interpretacją zasad dotyczących nabywania nieruchomości rolnych w ramach przekształceń.
Według rządu zmiana prawa usunie wątpliwości w tym zakresie. Z przyjętego we wtorek projektu nowelizacji wynika, że przedsiębiorca, który przekształca swoją działalność z osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą na spółkę handlową, będzie mógł nabywać nieruchomości rolne bez konieczności uzyskiwania zgody Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Z kolei spółka handlowa, która przekształca się w inną spółkę handlową – w ogóle nie podlega ograniczeniom w nabywaniu nieruchomości rolnych.
Nowe przepisy mają wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
https://www.prawo.pl/biznes/obrot-nieruchomosciami-rolnymi-rzad-projekt-ustawy,1538992.html
Rzeczpospolita
To już pewne – będzie więcej czasu na przygotowanie planów ogólnych. Rząd zmieni przepisy
Publikacja: 14.01.2026 | Jolanta Szymczyk-Przewoźna
Nowelizacja ustawy planistycznej wydłuży czas na przyjęcie planów ogólnych. Choć Rada UE zgodziła się na to już w grudniu, rząd nie spieszył się z przygotowaniem projektu, by gminy nie spowalniały tempa prac.
Teraz wiceminister rozwoju i technologii Tomasz Lewandowski w odpowiedzi na pytanie „Rzeczpospolitej” zapowiada poszerzenie zakresu zmian w procedowanej nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. W projekcie znajdzie się wydłużenie terminu na przyjęcie planów ogólnych, do 31 sierpnia 2026 r.
Zgodę na to wyraziła Komisja Europejska i Rada UE. Wraz ze zmianą daty Ministerstwo Rozwoju i Technologii zaproponowało też obniżenie wskaźnika gmin, które mają wywiązać się z tego zadania w terminie, z 80 proc. do 50 proc. Wykonanie planu jest warunkiem otrzymania przez gminy pieniędzy z KPO na pokrycie części kosztów opracowania planów. Po tym, jak Rada UE zatwierdziła te propozycje, co, jak informuje „Rzeczpospolitą” Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej miało miejsce 12 grudnia 2025 r., rząd dostał zielone światło do zmiany ustawy. Bez tego nadal obowiązującym gminy terminem przyjęcia planów jest 30 czerwca 2026 r.
– Musieliśmy jeszcze doprecyzować z resortem funduszy kwestie rozliczeń środków na plany ogólne. Teraz wszystko jest już jasne, więc nowy termin znajdzie się w procedowanym projekcie nowelizacji ustawy planistycznej – mówi wiceminister Tomasz Lewandowski.
Z naszych informacji wynika, że ministerstwo rozwoju nie spieszyło się z nowelizacją, obawiając się, by zmniejszenie presji na gminy nie spowodowało, że spowolnią prace nad planami. Obawy resortu nie są bezpodstawne, ponieważ według informacji sprzed miesiąca, na ok. 2500 gmin, przyjąć plan udało się sześciu.
Ta statystyka powiększyła się niedawno o pierwsze duże miasto – Poznań.
– Na podstawie naszych doświadczeń mogę powiedzieć, że dwa dodatkowe miesiące w połączeniu z ułatwieniami, które wprowadzono w grudniu w uzgodnieniach mogą zdecydować, że gminy, które są zaawansowane w pracach zdążą w tym nowym terminie przyjąć plany. Mówiąc zaawansowane, myślę o etapie opiniowania i konsultacji. Jeśli ktoś nie ma jeszcze wyłonionego wykonawcy, to jemu te dwa miesiące nic nie dają – mówi Łukasz Mikuła, przewodniczący Komisji Polityki Przestrzennej Rady Miasta.
Dwa miesiące dłużej dla samorządów na plany ogólne
Doświadczenie Poznania pokazuje, że dla sprawnego przyjęcia planu ogólnego kluczowe są trzy kwestie. Przeprowadzenie prekonsultacji, które pozwalają wychwycić kwestie sporne i uwzględnić ich rozwiązanie w projekcie planu. Druga rzecz, to sprawny system opracowania uwag, a trzecia to scyfryzowane plany miejscowe. Poznaniowi pomogło też posiadanie własnej miejskiej pracowni projektowej.
Opinię Łukasza Mikuły o tym, że te dwa dodatkowe miesiące mają znaczenie potwierdza wiceminister funduszy i polityki regionalnej oraz były prezydent Sopotu, Jacek Karnowski.
– Każdy dodatkowy czas na przyjęcie planów ogólnych jest korzystny dla gmin. Od początku, gdy poprzednia ekipa rządząca przyjmowała ustawę, reformującą planowanie przestrzenne mówiliśmy, jako samorządowcy, że zapisane w niej terminy są nierealne do wykonania, biorąc pod uwagę skalę wyzwania – mówi minister Karnowski.
Dr hab. Maciej Nowak, radca prawny i kierownik Katedry Nieruchomości Wydziału Ekonomicznego ZUT w Szczecinie zwraca uwagę, że dotrzymanie terminu to jedna kwestia i dodatkowe dwa miesiące będą tu pomocne. Czym innym jest natomiast jakość planów.
– Od początku nad tą reformą ciąży zbyt krótki czas, jaki miały na ich przygotowanie, czego konsekwencją zapewne będzie zaskarżanie planów do sądów. To kolejne wyzwanie, które zaraz nam się pojawi. Żeby zaskarżyć plan wystarczy interes prawny: wydaje się, że takie przypadki będą się bardzo często zdarzać. W tym kontekście warto też się zastanowić, na ile sądy są przygotowane do rozstrzygania w tego typu sprawach. Obserwuję że wielu prawników, którzy doradzają przy planach ogólnych ma błędne podejście do tego dokumentu planistycznego – mówi prof. Nowak.
Inwestorzy czekają na plany
Plany to nie tylko problem gmin. Tempu ich przyjmowania przyglądają się też inwestorzy, ponieważ nieprzyjęcie planu w terminie spowoduje na obszarze, który nie jest pokryty miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, czyli większości Polski, paraliż inwestycyjny.
Dlatego radczyni prawna, dr Agnieszka Grabowska-Toś, ekspertka Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej uważa, że gminy, które dostaną trochę więcej czasu nie wyhamują prac.
– Przyczyną opóźnień w ich uchwalaniu jest, co do zasady, brak odpowiedniego vacatio legis i wcześniejszego przygotowania urzędników oraz zbyt mała liczba urbanistów. Wszystkie te kwestie były wielokrotnie podnoszone już na etapie prac nad projektem reformy (red. 2023 r.), jednak nie zostały wzięte pod uwagę. Dziś konsekwencje ponoszą wszyscy. Zarówno gminy, jak i właściciele nieruchomości, którzy funkcjonują w stanie niepewności prawnej co do przyszłych możliwości inwestycyjnych swoich działek – mówi ekspertka.
Potwierdza tę opinię radca prawny, Michał Kijewski, wspólnik w kancelarii Graś i Wspólnicy.
– Inwestorzy są zainteresowani tym, by gminy, jak najszybciej przyjęły plany ogólne. Czas oczekiwania na ich uchwalenie, to czas niepewności w obrocie gruntami. Plan ogólny określi funkcje dla poszczególnych obszarów gminy, a to, czy dany obszar będzie miał funkcję mieszkaniową czy usługową ma kluczowe znaczenie dla planujących inwestycje – mówi Michał Kijewski.
- 2479 gmin jest w Polsce;
- 6 tyle gmin miało w grudniu przyjęte plany ogólne;