Budownictwo i PZP | Prasówka | 21.08.2025 r.

Rynek Infrastruktury

1. GDDKiA nie przejmie „krajówek” na terenie miast na prawach powiatu

Autor: Damian Kelman | Data publikacji: 19-08-2025

Ministerstwo Infrastruktury nie planuje przekazać GDDKiA zarządzania drogami krajowymi w miastach na prawach powiatu – mimo postulatów parlamentarzystów i głosów samorządów wskazujących na nierówność systemu. Rząd pozostaje przy obecnym modelu, argumentując jego funkcjonalność oraz obawy o skutki majątkowe ewentualnych zmian.

Sprawa zarządzaniem drogami krajowymi w miastach na prawach powiatu wróciła na tapet przy okazji zamknięcia niebezpiecznej estakady w Chorzowie w ciągu drogi krajowej nr 79 na ulicy Katowickiej. Wówczas m.in. podczas Sejmowe Komisji Infrastruktury politycy wskazywali na konieczność wprowadzenia nowej kategorii dróg, a sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Przemysław Koperski stwierdził, że jest to cenny postulat.

Posłowie chcą zmian
Dyskusja wróciła za sprawą interpelacji posłów Tomasza Nowaka i Krzysztofa Gadowskiego, którzy złożyli interpelację do ministra infrastruktury w sprawie przejęcia dróg krajowych znajdujących się w zarządzie miast na prawach powiatu przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad.

– Obecnie zarządzanie siecią dróg krajowych w Polsce cechuje się istotnym wyjątkiem – odcinki przebiegające przez miasta na prawach powiatu nie znajdują się w gestii Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, lecz pozostają pod zarządem tychże miast. Oznacza to, że mimo iż formalnie są to drogi krajowe, za ich utrzymanie, remonty, organizację ruchu i finansowanie odpowiedzialne są jednostki samorządu terytorialnego. Tymczasem za pozostałą część ciągu danej drogi odpowiada administracja rządowa. Taki dualizm prowadzi do licznych problemów praktycznych – w tym trudności w zapewnieniu spójnych standardów technicznych, bezpieczeństwa i planowania inwestycji na całej długości danej drogi krajowej. Samorządy obarczone są kosztami utrzymania infrastruktury o znaczeniu krajowym bez odpowiedniego wsparcia finansowego – uważają politycy.

Dodatkowo wskazują, że na niektórych odcinkach dróg krajowych zarządzanych przez GDDKiA pobierane są opłaty za przejazd (np. w systemie e-TOLL lub poprzez koncesjonariuszy), podczas gdy miasta na prawach powiatu nie mają możliwości ani kompetencji do stosowania podobnych mechanizmów. Powoduje to nierówność w traktowaniu użytkowników drogi krajowej oraz dodatkowo pogłębia dysproporcje w finansowaniu jej utrzymania. Uważają również, że ta sytuacja może skutkować paradoksem, w którym część infrastruktury generuje przychody do budżetu centralnego, a inna – o tym samym statusie prawnym – jest obciążeniem dla lokalnych budżetów.

– Postulat objęcia wszystkich dróg krajowych jednolitym systemem zarządzania wydaje się nie tylko racjonalny z punktu widzenia interesu publicznego, ale również zgodny z zasadą sprawiedliwości finansowej i równego traktowania uczestników ruchu drogowego – podsumowują, pytając ministra o m.in. plany nowelizacji ustawy o drogach publicznych w kierunku ujednolicenia zarządzania drogami krajowymi.

Zmian na razie nie będzie
Do sprawy odniósł się sekretarz stanu w resorcie – Stanisław Bukowiec. Na początku objaśnił obecnie obowiązujący system, przypominając chociażby, że problematykę dróg publicznych reguluje ustawa z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych, a zgodnie z obowiązującym od 1 stycznia 1999 r. – art. 2a ustawy o drogach publicznych drogi krajowe stanowią własność Skarbu Państwa, natomiast drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne własność właściwego samorządu województwa, powiatu lub gminy.

Bukowiec uważa, iż obecna konstrukcja prawna odzwierciedla zasadę „jedno miasto – jeden zarządca drogi”, a taki sposób zarządzania na obszarze miasta na prawach powiatu, tj. przez jeden podmiot, jest funkcjonalny i efektywny.

– Należy podkreślić, że obszary miast na prawach powiatu są to specyficzne obszary charakteryzujące się: dużą gęstością zaludnienia, specyficzną siecią dróg publicznych m.in. gęstą siecią ulic oraz znacznym natężeniem ruchu. Także z punktu widzenia ewentualnej przebudowy czy remontu danego odcinka drogi w obrębie miasta na prawach powiatu, zasadnym jest, aby w rękach jednego podmiotu było ustalenie np. harmonogramu robót, czy zmiany organizacji ruchu. Konstrukcję przyjętą w art. 19 ust. 5 ustawy o drogach publicznych należy zatem uznać za zasadną. Natomiast zmiana ww. przepisu wydaje się szkodliwa w szczególności dla organizacji ruchu – dodaje.

Wiceminister zdradził również, że dotychczas nie były kierowane do resortu żadne postulaty dotyczące przejęcia przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad dróg krajowych znajdujących się w zarządzie miast na prawach powiatu, jednak w kontekście zmiany art. 2a ustawy o drogach publicznych była rozważana możliwość uzupełnienia przepisu o zapis, że drogi krajowe, z wyjątkiem autostrad i dróg ekspresowych, drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne w granicach miast na prawach powiatu stanowią własność tych miast.

– Kwestia ta była przedmiotem rozmów z Ministerstwem Finansów, w trakcie których zwrócono uwagę na aspekt pozbawienia samorządów mienia, poprzez przeniesienie własności nieruchomości, na których umiejscowione są drogi, na rzecz miast na prawach powiatu. Natomiast dokonanie przeniesienia praw własności tych nieruchomości mogłoby spowodować wystąpienia samorządów z roszczeniami o wypłaty odszkodowań w zamian za utracone mienie. Kwestia ta była przyczyną sprzeciwu Ministerstwa Finansów wobec proponowanych zmian. W związku z powyższym zaprzestano prac nad projektem – informuje Bukowiec, wskazując ponadto, że podczas ostatnich dyskusji na podkomisji sejmowej przedstawiciel Związku Miast Polskich, który zaproponował wprowadzenie w ustawie o drogach publicznych zmian legislacyjnych polegających na jednoznacznym wskazaniu, że drogi krajowe, z wyjątkiem autostrad i dróg ekspresowych, drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne w granicach miast na prawach powiatu stanowią własność tych miast i tym samym propozycje te zmierzają w innym kierunku niż propozycje przedstawione w interpelacji.

Stanisław Bukowiec odniósł się również do kwestii wprowadzenia rozwiązań kompensacyjnych dla miast utrzymujących drogi krajowej. Objaśnił, że w całej polskiej sieci dróg krajowych opłatą elektroniczną dla pojazdów ciężkich objęte są, co do zasady, drogi najwyższych klas A i S, a w przypadku dróg krajowych niższych klas wyłącznie około osiem procent całej sieci dróg krajowych tego typu objętych jest odpłatnością. Oznacza to, że odcinki te włączane są do płatnych sieci dróg wyjątkowo, np. w ramach ucieczki ruchu z dróg wyższych klas czy przy ponadprzeciętnym średnim ruchu pojazdów ciężkich, w związku z czym nie ma uzasadnienia dla wprowadzenia takich rozwiązań dla miast na prawach powiatu utrzymujących drogi krajowe.

Na koniec wiceminister raz jeszcze przypomniał, że w granicach miast na prawach powiatu zadania w zakresie finansowania, budowy, przebudowy, remontu, utrzymania, ochrony i zarządzania drogami publicznymi, z wyjątkiem autostrad i dróg ekspresowych, finansowane są z budżetów tych miast, jednak w gestii ministra infrastruktury na wsparcie zadań własnych jednostek samorządu terytorialnego realizowanych na drogach publicznych pozostawała dotychczas rezerwa subwencji ogólnej, tworzona w budżecie państwa na mocy ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, o dofinansowanie z której mogły się ubiegać również miasta na prawach powiatu na drogi krajowe.

Finalnie przekazał, iż obecnie resort nie rozważa przekazania zarządzania drogami krajowymi w miastach na prawach powiatu Generalnemu Dyrektorowi Dróg Krajowych i Autostrad.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/polityka-i-prawo/gddkia-nie-przejmie-krajowek-na-terenie-miast-na-prawach-powiatu-96299.html

2. PZP pod Lupą. Certyfikacja Wykonawców

Autor: Magda Dzido, adwokat, DSK Kancelaria | Data publikacji: 19-08-2025

W cyklu artykułów “PZP pod lupą”, eksperci DSK Kancelaria skupiają się na najważniejszych zmianach, jakie planowane są w ustawie Prawo Zamówień Publicznych – przedstawiając ich kluczowe założenia i możliwe skutki.

Certyfikacja Wykonawców miała początkowo zacząć obowiązywać 1 lipca 2025 roku. Obecnie wciąż jednak trwają prace nad Projektem ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Podstawę prawną do wprowadzenia ustawy o certyfikacji wykonawców stanowi art. 64 Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/24/UE z dnia 26 lutego 2014 r. w sprawie zamówień publicznych. Projektowana ustawa określi zasady, zakres i warunki udzielania certyfikacji, procedurę ubiegania się o certyfikat oraz zasady jego wykorzystywania przez wykonawców.

8 kwietnia 2025 roku Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych, przedłożony przez Ministra Rozwoju i Technologii. Nowe przepisy mają wejść w życie zasadniczo po 10 miesiącach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Certyfikacja ma polegać na złożeniu przez Wykonawcę odpowiednich dokumentów do podmiotu certyfikującego, akredytowanego przez Polskie Centrum Akredytacji. Niezależne, wyspecjalizowane jednostki będą dokonywać weryfikacji sytuacji Wykonawcy pod kątem spełniania określonych wymagań. Jeśli wszystkie kryteria zostaną spełnione, Wykonawca otrzyma certyfikat.

Następnie, przez cały okres ważności certyfikatu, będzie mógł się nim posługiwać, co uprości ubieganie się o nowe zamówienia publiczne. Dokument ma obowiązywać przez określony czas: od roku do 3 lat, licząc od daty jej udzielenia, zgodnie z żądaniem Wykonawcy.

Ważne certyfikaty będą zamieszczone w jawnej i ogólnodostępnej, nieodpłatnej bazie certyfikatów- rejestrze Baz Danych o Certyfikacji Wykonawcy Zamówień Publicznych, za wyjątkiem informacji dot. prawomocnego skazania za przestępstwo, porozumień zawartych w celu zakłócenia konkurencji, tajemnicy przedsiębiorstwa, toczących się postępowań o certyfikację oraz treści złożonych wniosków.

Obowiązkiem Wykonawcy będzie informowanie podmiotu certyfikującego o wszelkich zmianach w sytuacji firmy, które mogą wpłynąć na ważność certyfikatu. Wykonawca będzie mógł ubiegać się o wydanie dwóch typów certyfikatów:

  • pierwszy będzie potwierdzał, że wykonawca nie podlega wykluczeniu z postępowania dotyczącego dostaw, usług czy robót budowlanych, np. ze względu na brak zaległości podatkowych czy niekaralność,
  • drugi certyfikat poświadczy spełnianie warunków udziału w postępowaniu, takich jak posiadanie odpowiedniego doświadczenia, wykwalifikowanego personelu czy niezbędnego sprzętu.

Certyfikacja wykonawców nie będzie obowiązkowa i to wykonawca będzie samodzielnie decydował czy chce w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego posługiwać się stosownym certyfikatem, czy też będzie wykazywać swoją sytuację podmiotową w dotychczasowy sposób.

W sytuacji, gdy wykonawca w danym postępowaniu się na to zdecyduje, zamawiający nie będzie mógł żądać podmiotowych środków dowodowych w zakresie, w jakim potwierdzenie braku istnienia podstaw wykluczenia lub potwierdzenie spełniania warunków udziału w postępowaniu wynika z certyfikatu.

Wydanie certyfikatu będzie odpłatne- zgodnie z art. 25 projektu ustawy wysokość opłat zostanie ustalona w umowie zawieranej między podmiotem certyfikującym a Wykonawcą.

Wydaje się, że certyfikacja wykonawców, chociaż fakultatywna, przyniesie wiele korzyści dla obu stron postępowania przetargowego.

Dzięki certyfikacji Wykonawca uniknie konieczności każdorazowego składania tych samych dokumentów, m.in. zaświadczenia z Urzędu Skarbowego, ZUS czy informacji z Krajowego Rejestru Karnego. Wystarczające bowiem będzie ich jednorazowe przedstawienie na potrzeby certyfikacji.

Dla większości wykonawców regularnie uczestniczących w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego nowe regulacje oznaczają więc znaczną wygodę. Dzięki certyfikacji możliwe będzie zaoszczędzenie czasu i nakładów finansowych na przygotowanie ofert i żmudne gromadzenie dokumentów, co uprości cały proces składania ofert.

Posiadanie certyfikatu może również zwiększyć konkurencyjność firmy na rynku zamówień publicznych, poprzez zwiększenie potencjału zaufania w oczach zamawiających.

Zamawiający z kolei będą mieli łatwiejszą możliwość oceny rzetelności i kompetencji potencjalnych wykonawców, co finalnie powinno przełożyć się na szybszy przebieg postępowań przetargowych.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/polityka-i-prawo/pzp-pod-lupa-certyfikacja-wykonawcow-96411.html

Dziennik Gazeta Prawna

Coraz dłużej trzeba czekać na wyrok Krajowej Izby Odwoławczej

Sławomir Wikariak | 13 sierpnia 2025

Nawet półtora miesiąca trzeba dziś czekać na rozstrzygnięcie odwołania wniesionego do KIO w sprawie postępowania o zamówienie publiczne. To efekt dużego wzrostu liczby sporów przetargowych. Najdłużej zajmuje przekazanie odwołania przez UZP.

Cały system zamówień publicznych został skonstruowany w taki sposób, by przetargi trwały jak najkrócej. Temu celowi podporządkowano też procedurę rozpoznawania odwołań przez Krajową Izbę Odwoławczą. Wynikający z ustawy instrukcyjny termin na rozstrzygnięcie sprawy wynosi 15 dni. Jeszcze w 2023 r. na wyrok oczekiwało się średnio nawet o dzień krócej. W 2024 r. czas ten wydłużył się do 20 dni. W lipcu tego roku na wyznaczenie pierwszego posiedzenia trzeba było już czekać 36 dni. Wyroki zaś często zapadają jeszcze później.

– To poważny problem dla zamawiających, ale i całego systemu zamówień publicznych. Organizator przetargu rezerwuje zazwyczaj 12–18 dni dodatkowych na ewentualne rozstrzygnięcie odwołania, tymczasem okazuje się, że powinien liczyć się nawet z trzy razy dłuższym terminem. Rozbija to plany zakupowe, opóźnia też realizację samych inwestycji – zauważa Piotr Trębicki, radca prawny i wspólnik w kancelarii Trębicki Hołowińska.

Najdalej idące skutki mogą dotknąć inwestycji dofinansowanych ze środków unijnych, zwłaszcza w przypadku pieniędzy z KPO, gdzie terminy są nadzwyczaj krótkie.

– Tak naprawdę wpływają jednak na wszystkich uczestników rynku zamówień. Opóźnienie rzędu miesiąca czy dwóch może oznaczać, że roboty budowlane wystartują w okresie jesienno-zimowym, gdy aura może opóźnić, a nawet zablokować ich wykonanie – zwraca uwagę Artur Wawryło, prawnik prowadzący Kancelarię Zamówień Publicznych.

– Wykonawcy z jednej strony mogą w czasie oczekiwania na rozstrzygnięcie nabrać nowych zleceń, z drugiej – gdyby chcieli zachować pełne moce – będą mieli przestoje – dodaje ekspert.

W tym czasie mogą się też zmienić warunki finansowe.

– Nie raz widziałem drastyczne zmiany sytuacji w przetargu, bo wzrosły czy spadły kursy walut, ceny ropy, ceny materiałów budowlanych itp. Dziś na ocenę KIO czekają oferty składane w maju czy czerwcu. Przestają one być aktualne. Zmieniają się ceny i stawki – mówi Piotr Trębicki.

– Przepisy przewidują szacowanie wartości zamówień na trzy lub sześć miesięcy naprzód. Czekanie na orzeczenie KIO dwóch miesięcy może znacznie zmienić aktualność tych wyliczeń – dopowiada.

Wąskie gardło w UZP
DGP zapytał KIO i Urząd Zamówień Publicznych o przyczyny opóźnień. Okazuje się, że najwięcej czasu zajmuje przekazanie odwołania do KIO. Od czasu jego wpłynięcia do UZP do momentu przesłania KIO mija średnio 20–25 dni.

– Wynika to z konieczności ręcznej weryfikacji dokumentacji, która w znacznej części jest skanem bez warstwy tekstowej. Nałożyły się na to ogólny wzrost liczby odwołań oraz dostępne na obecną chwilę możliwości operacyjne Biura Odwołań – tłumaczy Michał Trybusz, rzecznik prasowy UZP.

Bezpośrednią przyczyną jest wzrost liczby sporów przetargowych. O ile w 2023 r. wniesiono ich ok. 3,5 tys., o tyle w tym roku ich liczba może przekroczyć 6 tys. (patrz: grafika). UZP zapewnia, że podjął już działania mające usprawnić proces przekazywania odwołań przez Biuro Odwołań.

– Dodatkowo 1 sierpnia 2025 r. opublikowaliśmy komunikat na temat możliwości optymalizacji procesu odwoławczego. Wskazano w nim m.in. działania usprawniające obieg dokumentów – dodaje Michał Trybusz.

Wstępnej weryfikacji odwołań mogłoby przede wszystkim pomóc przesyłanie ich w formie tekstowej. Dziś najczęściej są to pliki PDF zawierające skan papierowych dokumentów. Takich plików nie można przeszukiwać i weryfikować w sposób zautomatyzowany. Dodatkowym problemem jest dublowanie odwołań i przesyłanie ich różnymi kanałami (np. za pośrednictwem usługi ePUAP i e-Doręczeń). UZP zaapelował do wykonawców, by odwołania miały warstwę tekstową, a nie obrazkową i żeby je przesyłać jednym, wybranym kanałem komunikacji elektronicznej.

– To małe kroki dla odwołujących, przekładające się jednak na sprawniejszą obsługę kancelaryjno-organizacyjną – zauważa rzecznik prasowy UZP.

Braki kadrowe w KIO i UZP
Choć optymalizacja sposobu wnoszenia odwołań może usprawnić procedurę ich przekazania, to rozwiązaniem problemu może być jedynie wsparcie kadrowe. I to zarówno Biura Odwołań UZP, jak i samej KIO. Wiąże się to ze znacznym wzrostem liczby odwołań. W pierwszej połowie 2025 r. wpłynęło ich już 3200, a więc niewiele mniej niż w całym 2022 r. (patrz: grafika). Tymczasem KIO ma wciąż podobną liczbę członków orzekających.

– Wzrost liczby spraw nie był równoważony proporcjonalnym zwiększeniem zatrudnienia – mówi Jan Kuzawiński, prezes KIO, która w tej chwili liczy 52 członków (od września będzie ich 56).

– Regularnie wnioskuję o zwiększenie liczby członków izby do 70, ale obecnie, mając na uwadze stale rosnącą liczbę odwołań, zasadnym wydaje się już nawet 80–90 członków. Wówczas możliwym byłoby zapewnienie odpowiedniego czasu rozpoznawania odwołań, ale też zagwarantowanie orzecznikom odpowiedniego czasu na namysł, na pogłębioną analizę, sprzyjałoby to też jednolitości orzecznictwa. Polski system środków odwoławczych stawiany jest w UE za wzór do naśladowania – należy zapobiec jego załamaniu się z uwagi na niedofinansowanie, zwłaszcza że izba – pomimo niezmiennej od 15 lat wysokości wpisów – przynosi do budżetu dochody – zaznacza prezes Kuzawiński.

Problem w tym, że samo zwiększenie liczebności KIO może nic nie dać. Już dzisiaj są wakaty, tymczasem nabory nie cieszą się zbyt dużą popularnością. Ostatnie postępowanie kwalifikacyjne zorganizowano na 13 miejsc, a ostatecznie izba zostanie wzmocniona jedynie sześcioma nowymi orzecznikami. Co prawda zgłosiło się 16 chętnych, ale część kandydatów nie spełniała wymogów formalnych, część zrezygnowała, a dwie nie zdały egzaminu.

– Pokazuje to, że zainteresowanie karierą członka izby jest małe, co mnie nie dziwi – nowa ustawa wprowadziła wymóg posiadania tytułu zawodowego, a nie poszły za tym wzrost wynagrodzenia czy inne czynniki mogące uczynić ten zawód bardziej atrakcyjnym – wskazuje Jan Kuzawiński.

– Rośnie wypalenie, przemęczenie, za czym idą kolejne zwolnienia lekarskie. Być może członek KIO nie ma tylu spraw na referacie, co sędzia w Warszawie, ale tutaj tempo procedowania jest zupełnie inne, a odpowiedzialność jest ogromna. W zasadzie każda nasza sprawa kwotowo wpisuje się we właściwość sądu okręgowego. Tyle że sytuacja sędziów sądów powszechnych czy administracyjnych jest też zupełnie inna niż członków KIO – my nie mamy drogi awansu do sądu, nie ma żadnej możliwości podjęcia dodatkowych zajęć zarobkowych, nie ma stanu spoczynku, dodatkowego urlopu, no i oczywiście wynagrodzenie zupełnie nie przystaje do wynagrodzeń sędziów – wylicza prezes KIO.

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/9861317,coraz-dluzej-trzeba-czekac-na-wyrok-krajowej-izby-odwolawczej.html

Prawo.pl

NSA: Samo niedochowanie terminu nie może uzasadniać rozbiórki obiektu

Dorian Lesner | Data dodania: 18.08.2025

Organ stwierdził, że inwestor wykonał nakazane roboty budowlane. Skarżący mieli inne zdanie, ponieważ prace zostały zrealizowane po upływie wyznaczonego terminu. Naczelny Sąd Administracyjny wskazał, że jeżeli inwestor uchybił terminowi, ale wykonał nałożony na niego obowiązek przed wydaniem decyzji, to samo niedochowanie terminu nie może być samoistną podstawą do wydania decyzji nakazującej rozbiórkę obiektu lub jego części.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie oddalił skargę na decyzję utrzymującą w mocy rozstrzygnięcie stwierdzające, że inwestor wykonał nakazane roboty budowlane. W skardze kasacyjnej od wydanego wyroku zarzucono, że inwestor nie wykonał nałożonych obowiązków, ponieważ zrealizował je po terminie wskazanym przez organ nadzoru budowlanego.

Wykonanie obowiązku jest sprawdzane przez organ
Sprawa trafiła więc na wokandę Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zgodnie z art. 51 ust. 1 pkt 2 ustawy Prawo budowlane (dalej jako: u.p.b.), organ nadzoru budowlanego nakłada w drodze decyzji obowiązek wykonania określonych czynności lub robót budowlanych w celu doprowadzenia wykonywanych robót budowlanych do stanu zgodnego z prawem, określając termin ich wykonania.

Stosownie zaś do art. 51 ust. 3 ww. ustawy, po upływie terminu lub na wniosek inwestora, organ nadzoru budowlanego sprawdza wykonanie nałożonego obowiązku. W przypadku wykonania nakazanych robót wydawana jest decyzja potwierdzająca ten fakt (art. 51 ust. 3 pkt 1 u.p.b.). Natomiast w sytuacji, gdy nałożony obowiązek nie został wykonany, wydawane jest rozstrzygnięcie nakazujące zaniechanie dalszych robót budowlanych bądź rozbiórkę obiektu lub jego części, bądź doprowadzenie obiektu do stanu poprzedniego (art. 51 ust. 3 pkt 2 u.p.b.).

Samo niedochowanie terminu nie wywołuje negatywnych konsekwencji
NSA wskazał, że istotą trybu naprawczego określonego w art. 50-51 u.p.b., jest doprowadzenie inwestycji do stanu zgodnego z prawem. Dlatego też racjonalny ustawodawca nie wiąże negatywnych skutków, o jakich mowa w art. 51 ust. 3 pkt 2 u.p.b., z niewykonaniem w terminie nałożonych obowiązków. Sąd podkreślił, że sporny termin ma charakter procesowy i jego upływ nie skutkuje wygaśnięciem określonych uprawnień. Tym samym, jeżeli inwestor uchybił wyznaczonemu terminowi, ale wykonał nałożony na niego obowiązek przed wydaniem decyzji w trybie art. 51 ust. 3 u.p.b., to samo niedochowanie terminu nie może być samoistną podstawą do wydania decyzji nakazującej rozbiórkę obiektu lub jego części. Po jego upływie organ nadzoru budowlanego jest zobowiązany podjąć czynności zmierzające do sprawdzenia, czy inwestor wykonał nałożone na niego obowiązki.

Nałożone obowiązki zostały wykonane
Skarżący kwestionowali ocenę, że inwestor wykonał obowiązki, ponieważ zrealizował je po terminie. Sąd zwrócił uwagę, że stanowisko to zasadniczo nie przeczy ocenie, że organy dokonały ustalenia, że nakazane roboty budowlane zostały wykonane. W świetle powyższego, argumentacja skarżących, oparta na nieterminowym wykonaniu nałożonych obowiązków, nie mogła skutecznie prowadzić do podważenia legalności spornej decyzji. Sąd podkreślił, że skoro w niniejszej sprawie zostało przeprowadzone postępowanie wyjaśniające, które potwierdziło wykonanie obowiązków, to nie zaistniały przesłanki do zastosowania art. 51 ust. 3 pkt 2 u.p.b. Przepis ten bowiem wyraźnie odnosi się do przypadku niewykonania obowiązku, a nie niedochowania zakreślonego terminu. Mając powyższe na uwadze, skarga kasacyjna została oddalona.

Wyrok NSA z 25 czerwca 2025 r., sygn. akt II OSK 270/23

https://www.prawo.pl/biznes/nieterminowe-wykonanie-obowiazku-nie-uzasadnia-nakazu-rozbiorki,534375.html

Wnp

1. Jest przetarg na budowę dróg prowadzących do Zakopianki

Źródło: PAP/rs | Dodano: 19 sierpnia 2025 11:37

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetarg na zaprojektowanie i rozbudowę dróg lokalnych po obu stronach Zakopianki w Krzyszkowicach, które mają połączyć posesje mieszkańców z budowanym tam węzłem. Wykonawca będzie miał na realizację inwestycji niecałe trzy lata.

Przetarg dotyczy ok. 600 metrów dróg, które mają pojawić się po obu stronach Zakopianki w Krzyszkowicach między Krakowem a Myślenicami. Inwestycja jest związana z realizacją nowych węzłów przy Zakopiance i zamykaniem dotychczasowych skrzyżowań. Według zapowiedzi budowa tych dróg poprawi dostęp mieszkańców do powstającego obecnie węzła w Krzyszkowicach i ułatwi im wjazd na DK7. Na oferty GDDKiA czeka do 29 sierpnia.

„W Krzyszkowicach budujemy już tunel pod DK7, a dodatkowo chcemy zamknąć sześć zjazdów z Zakopianki. Żeby to zrobić, musimy zapewnić mieszkańcom możliwość włączenia się do ruchu na DK7 w innym miejscu. Tym innym, zdecydowanie bezpieczniejszym miejscem, będzie powstający właśnie węzeł. Budowa 560 m nowych i poszerzenie 410 m już istniejących dróg wzdłuż Zakopianki połączy krzyszkowickie posesje z tunelem pod Zakopianką” – wyjaśnił w informacji prasowej przedstawiciel GDDKiA Kacper Michna.

Powstaną też trzy nowe mosty na Krzyszkowiance i Młynówce. Wykonawca po podpisaniu umowy będzie miał niecałe trzy lata na przygotowanie projektu prac, uzyskanie zezwoleń i realizację inwestycji.

Węzeł w Krzyszkowicach i związana z nim rozbudowa dróg lokalnych to kolejne etapy modernizacji Zakopianki między Krakowem a Myślenicami. Jej celem jest zwiększenie przepustowości tej trasy i poprawa bezpieczeństwa kierowców i pieszych. W ub. r. powstał węzeł drogowy w Gaju oraz kładki w Mogilanach i Głogoczowie. Na początku maja br. GDDKiA złożyła do Wojewody Małopolskiego wniosek o pozwolenie na budowę węzła w Jaworniku.

https://www.wnp.pl/budownictwo/jest-przetarg-na-budowe-drog-prowadzacych-do-zakopianki,975449.html

2. Na polskiej kolei pieniądze to nie wszystko. Rynek wciąż czeka na zmiany w ustawie

Michał Wroński | Dodano: 13 sierpnia 2025 18:12

Najwcześniej we wrześniu dowiemy się czegoś o ewentualnej zmianie w ustawie o Funduszu Kolejowym. Ujawnione w maju informacje o rozpoczęciu przez rząd prac nad zmianą modelu finansowania inwestycji kolejowych wywołały ostrożny optymizm wśród wykonawców i branżowych organizacji, ale konkretów wciąż nie poznaliśmy. Nikt nie ma wątpliwości, że głównym rozgrywającym w tej sprawie pozostaje Ministerstwo Finansów. A te nie kwapi się do zdradzania szczegółów prac.

  • Fundusz Kolejowy od lat pozostaje „ubogim krewnym” Krajowego Funduszu Drogowego, ale jego największy problem stanowi brak elastyczności, który ogranicza mu możliwość pozyskiwania finansowania.
  • Bez decyzji politycznej o zasileniu Funduszu Kolejowego lub wskazania źródła, z którego można by spłacić zaciągnięty przez niego dług, nie ma co liczyć, że rola tego instrumentu w finansowaniu inwestycji infrastrukturalnych wzrośnie.
  • Na styku resortu finansów, infrastruktury oraz Kancelarii Premiera Rady Ministrów trwają prace nad zmianą ustawy, lecz na razie brak jakichkolwiek informacji na temat tego, kiedy i jakie efekty one przyniosą.

Pieniądze są, ale w różnych szufladkach. To przeszkadza w prowadzeniu inwestycji
Pod koniec lipca minęły równo dwa miesiące, odkąd przez media przemknęła wiadomość o tym, że rząd rozpoczyna prace nad zmianą modelu finansowania inwestycji kolejowych.

– Nigdy tak daleko nie zaszliśmy z naszym pomysłem – mówił pod koniec maja Adrian Furgalski, przewodniczący zarządu Railway Business Forum, informując o spotkaniu premiera Donalda Tuska z ministrem finansów Andrzejem Domańskim i rozpoczęciu rozmów na temat nowej ustawy o finansowaniu kolei.

Wspomniany powyżej „nasz pomysł” to nic innego jak przedstawiony wspólnie przez RBF oraz Izbę Gospodarczą Transportu Lądowego projekt reformy Funduszu Kolejowego. W myśl tego projektu Fundusz Kolejowy miał się upodobnić do Krajowego Funduszu Drogowego, który od lat z powodzeniem zapewnia stabilne finansowanie dla inwestycji drogowych w Polsce.

– Bez Funduszu Kolejowego nie wyobrażam sobie przyszłości inwestycji kolejowych w Polsce – ostrzegała podczas tegorocznej edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego Marita Szustak, prezes zarządu IGTL, wskazując na strukturalną słabość i nieefektywność obecnego modelu finansowania inwestycji kolejowych w Polsce.

Przyczyną tej słabości jest nie tyle brak pieniędzy, lecz posiadanie przez PKP PLK kilkunastu źródeł finansowania o różnych zasadach, różnych okresach dostępności oraz różnych parametrach, co mocno ogranicza elastyczność przy planowaniu inwestycji.

– Te pule są „poogradzane” i można je tylko w odpowiedni sposób wykorzystać. W efekcie bywa, że dłuższy czas szukamy finansowania na kilka milionów zł – przyznał Marcin Mochocki, członek zarządu i zarazem dyrektor ds. realizacji inwestycji w PKP PLK.

Taki stan rzeczy sprawia, że PLK zajmuje się tyleż samą realizacją inwestycji, co księgowością, zaś wykonawcy muszą się mierzyć z powtarzającymi się „dołkami i górkami inwestycyjnymi” oraz towarzyszącymi im problemami z logistyką, wzrostem cen materiałów oraz odpływem wykwalifikowanej kadry. Finalnie skutkuje to utratą konkurencyjności sektora.

Do przełamania impasu potrzebna jest decyzja polityczna. Na razie jednak zapadła cisza
Zmienić miałaby to właśnie reforma Funduszu Kolejowego. Aktualnie zasilają go głównie wpływy z opłaty paliwowej oraz odsetki z tytułu oprocentowania jego środków. W nowym modelu miałyby do niego trafiać środki z UE i budżetu państwa, Fundusz miałby zyskać realną możliwość zadłużania się i rolowania długu. Obecnie przepisy dopuszczają pozyskiwanie przez Fundusz środków z kredytów czy emisji obligacji, ale dotychczas Fundusz z tej opcji nie korzystał.

– My dług możemy pozyskać, ale musimy mieć źródło spłaty tego zadłużenia – tłumaczyła podczas EEC Anna Łopaciuk, dyrektor ds. inwestycji infrastruktury transportu w Banku Gospodarstwa Krajowego. Jasno dała też do zrozumienia, że bez decyzji politycznej o zasileniu Funduszu Kolejowego lub wskazania źródła, z którego miano by spłacić zaciągnięty przez Fundusz dług, nie ma co liczyć, że wzrośnie rola tego instrumentu w finansowaniu inwestycji infrastrukturalnych.

– My nie chcemy żadnych dodatkowych pieniędzy. Chodzi o stworzenie innego mechanizmu na tych samych środkach, które teraz są, jest tylko potrzebna decyzja polityczna – wzywała Marita Szustak.

Po majowym spotkaniu szefa rządu z ministrem finansów wydawało się, że taka decyzja zapadła albo przynajmniej ma szansę niebawem zapaść. W branży pojawił się umiarkowany optymizm.

– Jeżeli zostanie to dowiezione, w przetargach powinna pojawić się stabilność. Fundusz Kolejowy ma umożliwić zamawiającemu ogłaszanie ich w sposób ciągły, bez czekania na transfer pieniędzy z Brukseli (…) Nie ma być to jednak panaceum na obecne problemy, ale ma pomóc ustabilizować rynek na lata. To ma być rozwiązanie systemowe, które pozwoli rozwijać się kolei – komentował w rozmowie z WNP Wiesław Nowak, prezes ZUE.

Dzisiaj w sprawie nadal jednak więcej jest znaków zapytania niż konkretów. Pytane przez nas o stan prac nad nowelizacją ustawy o Funduszu Kolejowym i ewentualne uwzględnienie postulatów organizacji branżowych Ministerstwo Finansów od blisko dwóch tygodni milczy. Przedstawiciele branży informują, że na żadne spotkanie w sprawie Funduszu Kolejowego nie zostali przez stronę rządową zaproszeni, choć z ich wiedzy wynika, że jakieś prace na styku resortu finansów, infrastruktury oraz KPRM trwają.

– We wrześniu będzie posiedzenie sejmowej Komisji Infrastruktury, na której ma być przedstawiony stan prac – przekazał nam Adrian Furgalski.

https://www.wnp.pl/budownictwo/na-polskiej-kolei-pieniadze-to-nie-wszystko-rynek-wciaz-czeka-na-zmiany-w-ustawie,973268.html

Portal ZP

1. Kalkulacja rażąco niskiej ceny – jak ją obliczyć na przykładach

Katarzyna Bełdowska | Stan prawny na dzień: 13.08.2025

Kalkulacja rażąco niskiej ceny w zamówieniach publicznych to proces, który wymaga od zamawiającego szczególnej staranności i znajomości przepisów ustawy Pzp. W praktyce oznacza to nie tylko obowiązek matematycznego porównania cen ofert, ale też umiejętność prawidłowego ich zakwalifikowania do analizy. Kiedy cena oferty powinna wzbudzić wątpliwości? Czy zawsze trzeba wzywać do wyjaśnień sposobu kalkulacji ceny? W artykule wyjaśniamy, jak krok po kroku przebiega kalkulacja rażąco niskiej ceny i jakie obowiązki ciążą na zamawiającym. Na końcu artykułu znajdziesz gotową check listę z obowiązkami do odhaczenia przy weryfikacji oferty pod kątem zaniżenia wynagrodzenia.

W tym artykule:

  • Kalkulacja rażąco niskiej ceny lub kosztu opiera się na dwóch progach odniesienia – szacunkowej wartości zamówienia oraz średniej arytmetycznej cen ofert złożonych w terminie.
  • Przekroczenie 30% odchylenia względem któregokolwiek z tych progów rodzi obowiązek wezwania do wyjaśnień.
  • Zamawiający nie może odrzucić oferty bez uprzedniego wezwania do wyjaśnień w zakresie rażąco niskiej ceny. Obowiązek ten wynika bezpośrednio z art. 224 ustawy Pzp i stanowi element gwarantujący równe traktowanie wykonawców.
  • Kalkulacja rażąco niskiej ceny wymaga uprzedniej analizy wszystkich ofert za wyjątkiem tych podlegających odrzuceniu z uwagi na złożenie po terminie lub błąd w obliczeniu ceny.
  • Dopiero po ich wyeliminowaniu możliwe jest prawidłowe wyliczenie średniej arytmetycznej.
  • Nie zawsze cena niższa o 30% obliguje do wezwania do wyjaśnień – wyjątek stanowią sytuacje, gdy różnica wynika z oczywistych, znanych zamawiającemu okoliczności. Przykładem może być zawyżenie średniej przez jedną rażąco wysoką ofertę.
  • Kalkulacja rażąco niskiej ceny nie powinna ograniczać się do analizy matematycznej. Zamawiający ma obowiązek uwzględniać także czynniki rynkowe, specyfikę przedmiotu zamówienia i realność kosztów jego wykonania.
  • Badanie rażąco niskiej ceny musi odbywać się na etapie badania ofert – nie po ich ocenie ani tuż przed podpisaniem umowy.
  • W przypadku aukcji elektronicznej badanie rażąco niskiej ceny następuje dwukrotnie: przed jej rozpoczęciem oraz – jeśli cena zostanie istotnie obniżona – po zakończeniu aukcji.
  • Wątpliwości zamawiającego mogą dotyczyć nie tylko całkowitej ceny oferty, ale także istotnych części składowych, w tym cen jednostkowych, jeśli wydają się nierealne lub niewiarygodne.
  • Cena jednostkowa w wysokości 0 zł nie jest sama w sobie podstawą do zarzutu rażąco niskiej ceny – o ile nie dotyczy istotnej części zamówienia.
  • Procedura wyjaśnień może obejmować również prawo opcji – zamawiający może żądać wyjaśnień dotyczących zarówno zakresu podstawowego, jak i opcjonalnego.

Wezwanie do złożenia wyjaśnień – prawo czy obowiązek?
Wedle regulacji zawartej w art. 224 ustawy Prawo zamówień publicznych, zamawiający jest obowiązany ustalić, czy cena oferty nie zawiera rażąco niskiej ceny. Odrzucenie oferty jest możliwe dopiero po przeprowadzeniu wskazanej w ustawie Pzp procedury wyjaśnień rażąco niskiej ceny.

Dwa przypadki, w których wezwanie do wyjaśnień ceny oferty jest obowiązkowe
Zamawiający musi wezwać wykonawcę do wyjaśnienia kalkulacji kosztów, gdy cena całkowita oferty złożonej w terminie jest niższa o co najmniej 30% od:

1) szacunkowej wartości zamówienia (powiększonej o VAT), ustalonej przed wszczęciem postępowania, lub

2) średniej arytmetycznej cen złożonych ofert, o ile zostały one obliczone „bez błędu”.

Określając zasadność zastosowania tej regulacji, zamawiający bierze pod uwagę ceny wszystkich złożonych ofert, za wyjątkiem tych które podlegają odrzuceniu na podstawie:

– art. 226 ust. 1 pkt 1 – złożonych po terminie składania ofert,
– art. 226 ust. 1 pkt 10 – zawierających błąd w obliczeniu ceny.

WAZNE! Do wyliczenia średniej arytmetycznej cen ofert, o której mowa w przepisach o rażąco niskiej cenie, brane są pod uwagę oferty:

  • niepodlegające odrzuceniu oraz
  • odrzucone na podstawie innych podstaw prawnych niż art. 226 ust. 1 pkt 1 i 10, w tym np. te niezgodne z warunkami zamówienia.

Praktycznie rzecz ujmując, wezwanie do wyjaśnienia rażąco niskiej ceny powinno poprzedzić skrupulatne badanie każdej oferty pod kątem wszystkich przesłanek odrzucenia. Tylko takie działanie umożliwi bowiem ustalenie w sposób właściwy średniej arytmetycznej cen przyjmowanej do dalszych wyliczeń.

PRZYKŁAD

Zamawiający oszacował wartość zamówienia na 243.902,44 zł netto. Po doliczeniu 23% VAT (czyli 56.097,56 zł), otrzymał wartość brutto 300.000 zł.

Ceny ofert przedstawiają się następująco:

  • 298.000 zł,
  • 310.000 zł,
  • 302.000 zł,
  • 290.000 zł,
  • 200.000 zł.

Średnia arytmetyczna cen ofert wynosi: (298+310+302+290+200)/5 = 280.000 zł.

30% z 280.000 zł = 84.000 zł

Próg rażąco niskiej ceny: 280.000 zł – 84.000 zł = 196.000 zł.

Szacunkowa wartość zamówienia z VAT wynosi 300.000 zł.

30% x 300.000 zł = 90.000 zł

Próg rażąco niskiej ceny względem szacunkowej wartości zamówienia (brutto): 300.000 zł – 90.000 zł = 210.000 zł.

Zamawiający musi wezwać wykonawcę do złożenia wyjaśnień, jeżeli cena jego oferty wynosi poniżej:

  • 210.000 zł brutto (czyli 70% szacunkowej wartości z VAT), lub
  • 196.000 zł brutto (czyli 70% średniej arytmetycznej ofert złożonych w terminie bez błędu).

W przedstawionym przykładzie jedna oferta opiewa na 200.000 zł brutto.
Jest ona:

  • poniżej progu 210.000 zł – czyli 70% wartości szacunkowej z VAT,
  • ale powyżej 196.000 zł – czyli 70% średniej arytmetycznej ofert.

Mimo, że oferta nie przekracza 30% w odniesieniu do średniej, obowiązek wezwania do wyjaśnień wynika z przekroczenia progu w odniesieniu do szacunkowej wartości zamówienia. Podstawą wezwania jest art. 224 ust. 2 pkt 1 ustawy Pzp.

Wyjątek, kiedy nie trzeba wzywać do wyjaśnień kalkulacji cenowej
Ustawa Pzp przewiduje wyjątek – nawet jeśli cena jest niższa o 30%, zamawiający nie musi wzywać do wyjaśnień, jeśli różnica wynika z oczywistych okoliczności niewymagających wyjaśnienia, np.:

większość ofert mieści się w podobnym przedziale cenowym a jedna oferta jest rażąco wysoka i zawyża średnią.
wykonawcy obliczyli cenę przy uwzględnieniu różnych stawek VAT, a ich działanie znajdowało uzasadnienie w przepisach prawa.
Wątpliwości zamawiającego co do wysokości ceny – prawo czy obowiązek wezwania do wyjaśnienia?
Ustawodawca w art. 224 ust. 1 ustawy Pzp wskazuje, że jeżeli zaoferowana cena lub koszt, lub ich istotne części składowe:

  • wydają się rażąco niskie w stosunku do przedmiotu zamówienia lub
  • budzą wątpliwości zamawiającego co do możliwości wykonania przedmiotu zamówienia zgodnie z wymaganiami określonymi w dokumentach zamówienia lub wynikającymi z odrębnych przepisów,
  • zamawiający żąda od wykonawcy wyjaśnień, w tym złożenia dowodów w zakresie wyliczenia ceny lub kosztu, lub ich istotnych części składowych.

W praktyce przyjęło się traktować wezwanie z art. 224 ust. 1 ustawy Pzp jako fakultatywne, choć literalna treść przepisu na to nie wskazuje. Zawsze bowiem jeżeli cena budzi wątpliwości, zamawiający żąda wyjaśnień, a zatem jest do tego zobowiązany.

Orzecznictwo
Zgodnie z wyrokiem KIO z 22 lutego 2024 r. (sygn. akt KIO 334/24) art. 224 ustawy Pzp odnosi się nie tylko do progu 30%, ale wymaga od zamawiającego pogłębionej analizy, czy nie występują inne wątpliwości co do ceny oferty danego wykonawcy.

Zamawiający nie musi, a nawet nie powinien czekać, aż różnica między ofertami stanie się drastyczna. Nawet pozornie niewielka rozbieżność może uzasadniać wezwanie, jeśli zachodzą przesłanki faktyczne wskazujące na ryzyko nierzetelności obliczenia ceny.

Szacunkowa wartość usługi ochrony mienia, ustalona na podstawie minimalnych kosztów pracy i składek ZUS, wynosi 200.000 zł netto. Najniższa oferta opiewa na 185.000 zł, pozostałe na 198.000–210.000 zł. Choć różnica jest niewielka, może wynikać z nierealistycznego obniżenia wynagrodzeń lub pominięcia pewnych kosztów. Taka sytuacja powinna wzbudzić wątpliwości zamawiającego, co z kolei powinno skutkować wezwaniem do wyjaśnień.

Sformułowanie ustawowe cena lub koszt „wydają się rażąco niskie” odnosi się wyłącznie do oceny zamawiającego, a nie do zastrzeżeń innych wykonawców. Oznacza to, że:

  • to zamawiający decyduje, kiedy dana cena lub koszt budzi jego wątpliwości,
  • wykonawca nie ma prawa domagać się wyjaśnień od innego wykonawcy – jego zarzuty są prawnie irrelewantne,
  • ocena zamawiającego musi być rzetelna – nie wystarczy sama analiza matematyczna (np. porównanie ze średnią), lecz należy uwzględnić także okoliczności rynkowe, obowiązki prawne i specyfikę zamówienia.

Wykonawca, wezwany do wyjaśnień, twierdzi, że jego cena, pomimo znaczącego odchylenia od szacunkowej wartości zamówienia, jest zbliżona do budżetu przewidzianego na realizację, więc wezwanie jest niezasadne. To błędne rozumowanie.

  1. Po pierwsze, zgodnie z ustawą, odniesieniem jest szacunkowa wartość zamówienia powiększona o VAT, a nie wewnętrzny budżet zamawiającego, który może być niższy i nie odzwierciedla realiów rynkowych.
  2. Po drugie, nawet jeśli nie zachodzi ustawowy obowiązek wezwania, zamawiający ma prawo wszcząć procedurę wyjaśniającą, jeśli oferta budzi wątpliwości co do realności ceny lub możliwości wykonania zamówienia.

Kiedy wezwanie do wyjaśnień ma charakter fakultatywny?
Zamawiający może, ale nie musi wezwać do wyjaśnień, jeśli:

  • cena oferty jest niższa o co najmniej 30% od zaktualizowanej wartości zamówienia,
  • aktualizacja uwzględnia istotne zmiany rynkowe po wszczęciu postępowania (np. spadek cen surowców, nowelizacja przepisów płacowych, zmiana kursów walut).

Orzecznictwo
Zgodnie z wyrokiem KIO z 7 marca 2024 r. (sygn. akt KIO 533/24): „Wartość szacunkowa przedmiotu zamówienia ma znaczenie na etapie decyzji o wezwaniu wykonawców do wyjaśnienia cen ofert i kwestii, czy takie wezwanie ma charakter obowiązkowy, czy też zależy od zaistnienia wątpliwości po stronie zamawiającego. Po wezwaniu wykonawcy mają obowiązek wyjaśnienia swoich cen oraz wykazania ich realnego charakteru, niezależnie od podstaw wezwania. Stąd też fakt aktualizacji wartości szacunkowej zamówienia nie może mieć znaczenia dla pierwotnie dokonanej oceny tego, czy wykonawcy udowodnili realność oferowanych przez siebie cen ofert”.

Cena jednostkowa a rażąco niska cena oferty
Wątpliwości zamawiającego może budzić nie tylko cena oferty rozumiana jako wartość za realizację całego zakresu zamówienia, ale także istotne części składowe ceny lub kosztu, jeżeli wydają się rażąco niskie w stosunku do przedmiotu zamówienia lub budzą wątpliwości co do możliwości należytego wykonania zamówienia (art. 224 ust. 1 ustawy Pzp).

A contrario, jeżeli cena jednostkowa objęta wątpliwością nie stanowi istotnej części składowej ceny oferty, zamawiający nie wszczyna procedury wyjaśniającej.

Oferowanie ceny jednostkowej na poziomie 0 zł jest częstą praktyką wykonawców działających na rynku zamówień publicznych.

Dotychczasowe orzecznictwo nie odmawia wykonawcy prawa do wyceny pojedynczych pozycji kosztorysowych na poziomie 0 zł. Wskazuje się, że:

  • wpisanie w danej pozycji kwoty 0 zł jest jej wyceną – oznacza, jaką wartość przypisuje jej wykonawca,
  • wartość 0 zł nie świadczy o odmowie realizacji tej pozycji, ani o tym, że wykonawca się z niej nie wywiąże.

Jednostkowa cena 0 zł wielokrotnie była przedmiotem analizy KIO m.in. w poniższych wyrokach:

  • Izba uznała m.in. możliwość oferowania opłaty w wysokości „0 PLN” za poszczególne czynności bankowe, mając na uwadze specyfikę rynku usług bankowych (wyrok KIO z 12 lutego 2014 r., sygn. akt KIO 197/14).
  • KIO wskazuje, że 0 zł to także informacja o wycenie – wyrażenie przez wykonawcę braku wartości danej pozycji (sygn. akt KIO/UZP 496/10, KIO 1302/14).
  • Jeżeli nie uregulowano w SWZ zakazu wyceny na poziomie 0 zł, wówczas – jak stwierdziła Izba – nie ma podstaw do wyciągania negatywnych konsekwencji wobec wykonawcy, który takiej wyceny dokonał (wyrok KIO z 25 lutego 2019 r., sygn. akt KIO 259/19).

Podsumowując: cena jednostkowa wynosząca 0 zł nie stanowi sama w sobie podstawy do uznania, że oferta zawiera rażąco niską cenę. Jeżeli nie dotyczy istotnej części składowej ceny, nie ma podstaw do jej wyjaśniania w trybie art. 224 ust. 1 ustawy Pzp. Nie jest natomiast kwestionowana możliwość zastosowania procedury wyjaśnienia treści oferty z art. 223 ust. 1 ustawy Pzp.

Prawo opcji a weryfikacja ceny
Na podstawie art. 224 ustawy Pzp, zamawiający może weryfikować również cenę całkowitą łącznie z prawem opcji, jak i istotne części składowe tej ceny, w tym zarówno:

  • poszczególne ceny jednostkowe,
  • cenę za zakres podstawowy jak i
  • cenę opcji.

Zakres żądanych od wykonawcy informacji powinien wynikać z treści wezwania. Jeżeli jednak, zamawiający wzywa do wyjaśnienia ceny za realizację zamówienia, wykonawca powinien wyjaśnić cenę zarówno zakresu podstawowego jak i opcji.

Orzecznictwo
Zgodnie z wyrokiem KIO z 19 lipca 2022 r. (sygn. akt KIO 1767/22): „W tym miejscu należy wskazać, iż nie ma racji Odwołujący, twierdząc, że Zamawiający nie wskazał w treści wezwania szczegółowego sposobu przygotowania kalkulacji dla prawa opcji. Wezwanie nie ograniczało się tylko do zamówienia podstawowego. Dotyczyło zaoferowanej ceny za cały przedmiot zamówienia, a zatem również ceny za realizację zamówienia opcjonalnego”.

Właściwy moment na weryfikację rażąco niskiej ceny
Badanie ofert w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego przebiega według ściśle określonej kolejności, wynikającej z przepisów ustawy Pzp.

  1. Pierwszym etapem jest weryfikacja ofert pod kątem przesłanek ich odrzucenia, wskazanych w art. 226 ust. 1 ustawy Pzp. Na tym etapie zamawiający analizuje treść wszystkich złożonych ofert – sprawdza ich zgodność z wymaganiami SWZ, poprawia omyłki, uzupełnia (jeżeli przewidział taką możliwość) przedmiotowe środki dowodowe oraz weryfikuje, czy nie zachodzi przesłanka rażąco niskiej ceny. Tylko oferty, które nie podlegają odrzuceniu, mogą być oceniane według kryteriów określonych w dokumentach zamówienia.
  2. Jeżeli zamawiający stwierdzi, że oferta musi zostać odrzucona z innego powodu – np. wykonawca złożył więcej niż jedną ofertę (art. 226 ust. 1 pkt 3 w zw. z art. 218 ust. 1 ustawy Pzp) – nie ma obowiązku podejmowania dalszych czynności, w tym badania, czy zawiera rażąco niską cenę. Tego rodzaju analiza byłaby zbędna i stanowiłaby nieuzasadniony formalizm. Podobne podejście wynika również z art. 128 ust. 1 ustawy Pzp, zgodnie z którym uzupełnianie dokumentów nie jest wymagane, jeśli nie ma wpływu na konieczność odrzucenia oferty. Ta zasada znajduje również zastosowanie do badania rażąco niskiej ceny – jeśli oferta i tak podlega odrzuceniu, zamawiający nie musi prowadzić postępowania wyjaśniającego.
  3. Nie ma podstaw do tego, by weryfikować rażąco niską cenę po zakończeniu etapu oceny ofert, np. tuż przed podpisaniem umowy.

Orzecznictwo
Krajowa Izba Odwoławcza wwyroku z 12 marca 2024 r. (sygn. akt KIO 584/24)orzekła:

„Zamawiający nie przewidział na gruncie SWZ obowiązku przedłożenia wraz z ofertą kalkulacji kosztów miesięcznych, miała być ona dołączona jedynie do samej umowy. Jeżeli zatem kalkulacja ta nie była obligatoryjna na etapie oceny i badania ofert, co wynika z samej treści SWZ nieprzewidującej takiego załącznika do oferty, to wartości tam deklarowane przez wykonawców nie mogły stanowić podstawy do wszczęcia procedury wyjaśnienia możliwości wystąpienia rażąco niskiej ceny”.

Orzeczenie to jednoznacznie wskazuje, że badanie rażąco niskiej ceny musi odbywać się wyłącznie w fazie badania ofert, a nie na dalszych etapach postępowania – np. po ich ocenie, przed zawarciem umowy.

Wyjątek: dwukrotna weryfikacja rażąco niskiej ceny w toku aukcji elektronicznej
Zgodnie z art. 232 ust. 1 ustawy Pzp, do aukcji elektronicznej zapraszani są wyłącznie wykonawcy, których oferty nie podlegają odrzuceniu. Oznacza to, że przed jej rozpoczęciem zamawiający musi zakończyć weryfikację ofert pod kątem przesłanek z art. 226 ust. 1 ustawy Pzp – w tym rażąco niskiej ceny (pkt 8).

Potwierdza to wyrok KIO z 5 kwietnia 2018 r. (sygn. akt KIO 552/18):

„Z istoty aukcji elektronicznej wynika, że zaproszenie do udziału w niej adresowane jest wyłącznie do wykonawców, których oferty nie podlegają odrzuceniu. (…) Oznacza to, że zanim Zamawiający ustali krąg podmiotów uprawnionych do udziału w aukcji (oraz okoliczność, czy w ogóle aukcja może zostać przeprowadzona), zobligowany jest do zbadania ofert pod kątem przesłanek z art. 89 ust. 1 p.z.p. (obecnie: art. 226 ust. 1 – przyp. autora), odnoszącego się do przypadków, w których oferty podlegają odrzuceniu”.

Co istotne, jeśli po zakończeniu aukcji cena oferty jeszcze bardziej się obniży i wzbudzi nowe wątpliwości, zamawiający może ponownie wszcząć procedurę jej wyjaśnienia (art. 224 ustawy Pzp). Ostateczna weryfikacja przesłanek odrzucenia – w tym rażąco niskiej ceny, może więc nastąpić także po aukcji, przed wyborem najkorzystniejszej oferty.

Kiedy ryzyko odwołania na rażąco niską cenę?
Jeżeli kwestia możliwości wystąpienia rażąco niskiej ceny nie zostanie właściwie oceniona, zamawiający nie będzie przygotowany na ewentualne odparcie zarzutów zawartych w odwołaniu, które może wnieść wykonawca.

Jeżeli przedmiotem sporu jest rażąco niska cena oferty, ciężar dowodu, że oferta nie zawiera rażąco niskiej ceny, spoczywa na:

  • wykonawcy, który ją złożył, jeżeli jest stroną albo uczestnikiem postępowania odwoławczego, albo na
  • zamawiającym, jeżeli wykonawca, który złożył ofertę, nie jest uczestnikiem postępowania odwoławczego.

Spór na tym tle może powstać zarówno w sytuacji wyboru oferty, która wedle twierdzeń odwołującego nosi znamiona rażąco niskiej, jak i jej odrzucenia, w sytuacji gdy wykonawca, który ją złożył, kwestionuje prawidłowość czynności zamawiającego.

Podstawa prawna
art. 224 ustawy z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (tekst jedn.: Dz.U. z 2024 r. poz. 1320).

https://www.portalzp.pl/top-tematy/kalkulacja-razaco-niskiej-ceny-jak-ja-obliczyc-na-przykladach-35303.html

2. Zakup urządzenia medycznego a ograniczenie konkurencji – jak zgodnie z Pzp wybrać właściwą ścieżkę?

Justyna Andała-Sępkowska | Stan prawny na dzień: 20.08.2025

Zamawiający, który staje przed koniecznością zakupu specjalistycznego sprzętu – jak w przypadku szpitala potrzebującego robota medycznego – musi zachować równowagę między rzeczywistymi potrzebami a zasadą uczciwej konkurencji. Czy w sytuacji, gdy tylko jeden wykonawca oferuje urządzenie spełniające wymagania techniczne zamawiającego, możliwe jest zastosowanie trybu z wolnej ręki? A może bardziej transparentnym rozwiązaniem będzie przetarg na dzierżawę robota wraz z systemami kompatybilnymi? W artykule analizujemy, czy opis przedmiotu zamówienia ograniczający liczbę wykonawców może być zgodny z ustawą Pzp oraz jakie konsekwencje prawne może nieść za sobą podpisanie umowy testowania sprzętu medycznego przed ogłoszeniem postępowania.

Konkretna potrzeba, jeden wykonawca – jak dokonać zakupu, nie naruszając uczciwej konkurencji [ case study ]
Zamawiający – szpital potrzebuje urządzenia medycznego – robota. Jest to robot zastępujący człowieka, który odciąży personel. Na rynku jest dostępnych wiele takich urządzeń o różnej technologii działania, ale tylko jedno odpowiada parametrami wielkościowymi pomieszczeniom zamawiającego. Pozostałe modele są po prostu za duże. Skorzystanie z takiego robota spowoduje jednak, że zamawiający będzie zmuszony nabywać odpowiednie, kompatybilne z nim systemy elementów. Konkretnego robota i systemy oferuje tylko jedna firma na rynku. Podmiot ten zapewnia placówce bezpłatne testowanie urządzenia – w umowie znalazłby się zapis, że nie odbywa się to w celu udzielenia przyszłego zamówienia publicznego. Wówczas jednak postępowanie o zamówienie publiczne na systemy musiałoby zawierać wymóg kompatybilności z robotem. Co za tym idzie, podpisanie umowy testowania wymusiłoby opis przedmiotu zamówienia na systemy w taki sposób, że ofertę mogłaby złożyć jedna i ta sama firma. Czy wówczas zapis w umowie na testowanie o podpisaniu jej nie w zamian za zakupywanie innych produktów tej firmy nie budzi wątpliwości pod kątem zgodności z prawem?

Drugim rozwiązaniem jest ogłoszenie postępowania na dzierżawę robota wraz z kompatybilnymi elementami systemu. Czy takie rozwiązanie byłoby bardziej przejrzyste? Ofertę i tak będzie mogła złożyć ta sama firma, ale zamawiający ogłaszając przetarg, uzyskałby potwierdzenie, że faktycznie tylko ten jeden podmiot może to rozwiązanie zaoferować. Jeśli okaże się, że tak jest, wówczas jednak zamawiający będzie stratny z uwagi na rezygnację z bezpłatnego testowania w miejsce wydzierżawienia sprzętu.

Kiedy możliwe jest zastosowanie trybu z wolnej ręki?
W sytuacji opisanej w case study należy rozważyć wybór trybu zamówienia z wolnej ręki z uwagi na to, że dostawa może być świadczona tylko przez jednego wykonawcę z przyczyn technicznych o obiektywnym charakterze, jeżeli:

  • nie istnieje rozsądne rozwiązanie alternatywne lub rozwiązanie zastępcze, a
  • brak konkurencji nie jest wynikiem celowego zawężenia parametrów zamówienia.

Jeżeli jednak zamawiający po analizie rynku nie ma pewności, czy zachodzi ta przesłanka, wówczas powinien ogłosić postępowanie w trybie konkurencyjnym i tak opisać przedmiot zamówienia, aby zaspokoić swoje faktyczne potrzeby. Być może będzie wówczas konieczne ograniczenie konkurencji tylko do jednego podmiotu, ale jeśli wynika to z obiektywnych i odpowiednio uzasadnionych potrzeb zamawiającego, to nie powinien on spotkać się z zarzutami organów kontrolnych.

Czy opis przedmiotu zamówienia może ograniczać konkurencję?
Umyślne i nieuzasadnione ograniczanie konkurencji jest zakazane a opis przedmiotu zamówienia ma być sporządzony w sposób jednoznaczny i wyczerpujący, za pomocą dostatecznie dokładnych i zrozumiałych określeń, uwzględniając wymagania i okoliczności mogące mieć wpływ na sporządzenie oferty.

Aktualne w tym temacie pozostają wskazania z wyroku Krajowej Izby Odwoławczej z 26 sierpnia 2019 r. (sygn. akt KIO 1537/19): „(…) Istotne w niniejszej sprawie jest to, że Zamawiający określa swoje wymagania według własnych potrzeb, do czego jest uprawniony. Jeśli powyższe zapisy (dotyczące opisu przedmiotu zamówienia) nie naruszają zasady uczciwej konkurencji – co w tym postępowaniu odwoławczym nie zostało w żaden sposób uprawdopodobnione – Zamawiający uprawniony jest do określenia swoich wymagań według własnego uznania.

Owszem opis przedmiotu zamówienia nie może ograniczać uczciwej konkurencji, co wynika z przepisu art. 29 ust. 2 ustawy Pzp, jednak zgodzić należało się, iż nie jest tak, że Zamawiający w każdym przypadku ma otrzymać dokładnie to, co wskazuje wykonawca, gdyż Zamawiający jako dysponent postępowania decyduje wobec prowadzonego postępowania, co ma być przedmiotem zamówienia – z zastrzeżeniem oczywiście, że opis przedmiotu zamówienia nie może utrudniać uczciwej konkurencji. Ograniczenie konkurencji, na które powołuje się Odwołujący, nie ma znaczenia wobec ograniczenia wynikającego z ustawy Pzp.

W każdym przypadku – co do prowadzonego postępowania – konkurencja w jakimś stopniu jest ograniczona ze względu na wymagania postawione przez Zamawiającego (uzasadnione obiektywnymi potrzebami Zamawiającego). Nie jest zatem wystarczające powołanie się wyłącznie na kwestie subiektywnego przekonania o bardziej właściwym, lepszym działaniu preparatu. Istotnym w świetle art. 29 ust. 2 ustawy Pzp jest wykazanie, że Zamawiający poprzez wprowadzone postanowienia specyfikacji mógł utrudnić uczciwą konkurencję, co w niniejszym postępowaniu nie zostało w żaden sposób uprawdopodobnione.

Zamawiający uprawniony jest do określania wymagań według własnego uznania – a w tym stanie faktycznym potrzeby te w sposób obiektywny zostały określone przez Zamawiającego.

Owszem opis przedmiotu zamówienia – jak to już wskazano – nie może ograniczać konkurencji, jednak to że ograniczenie w danym postępowaniu ma miejsce, musi zostać uprawdopodobnione przez wykonawcę składającego odwołanie. Odwołujący jedynie wskazuje, że jego produkt byłby lepszym – wobec celu, jaki ma osiągnąć Zamawiający. W świetle ustawy Pzp, istotne jest uprawdopodobnienie ograniczenia konkurencji – nie zaś wskazanie na lepsze, skuteczniejsze działanie oferowanego produktu.

Zatem – wobec nieuprawdopodobnienia ograniczenia konkurencji oraz wobec uzasadnienia przez Zamawiającego swoich potrzeb i oczekiwań – poprzez złożone dokumenty w postaci pełnomocnictw oraz rekomendacji jak również objęcie refundacją wymaganych leków – Zamawiający miał podstawy do opisania przedmiotu zamówienia we wskazany przez siebie sposób.

Zauważyć na marginesie również należy, że Odwołujący nakazuje Zamawiającemu modyfikację przedmiotu zamówienia, nie wskazując jednocześnie właściwego brzmienia tej modyfikacji – jaka miałaby mieć miejsce. Bez znaczenia w niniejszej sprawie pozostaje kwestia dopuszczenia produktu Odwołującego do obrotu, jak również bez znaczenia pozostają złożone przez Odwołującego artykuły prasowe – wskazujące na lepsze, z praktycznego punktu widzenia działanie jego produktu – istotne w świetle ustawy Pzp jest uprawdopodobnienie, że wobec podjętych działań przez Zamawiającego nieuzasadnionych obiektywnymi potrzebami doszło do znaczącego ograniczenia kręgu potencjalnych wykonawców zdolnych do należytego wykonania zamówienia (…)”.

Wybór wykonawcy a przesłanki techniczne o obiektywnym charakterze
Zamawiający powinien w opisanym stanie faktycznym zweryfikować także ewentualność wystąpienia przesłanki uprawniającej do wyboru trybu zamówienia z wolnej ręki z powodu przyczyn technicznych.

Pamiętać trzeba, że: „(…) Zastosowanie trybu z wolnej ręki (…) uwarunkowane jest szczególnym charakterem danego zamówienia, istnieniem jego specyficznych cech technicznych powodujących, że na rynku nie występuje więcej niż jeden podmiot, który mógłby wykonać zamówienie, czyli istnienia faktycznego monopolu na rynku danych dostaw (orzeczenie ETS z dnia 18 maja 1995 r. w sprawie C-57/94 Komisja przeciwko Republice Włoskiej opubl. Zbiory orzecznictwa TE 1995 r., str. I-01249).

W kontekście powyższego, nie jest wystarczającym wskazanie, że dany wykonawca jest w stanie zrealizować zamówienie najlepiej i zagwarantować najwyższy poziom. Musi być on wykonawcą, który jako jedyny z przyczyn technicznych o obiektywnym charakterze jest zdolny do realizacji danego zamówienia publicznego.

W analizowanym postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego, nie ulega żadnej wątpliwości, że na rynku istnieje duża liczba podmiotów, mogących zrealizować zamówienie polegające na dostawie płynów dezynfekująco-myjących o wysokiej skuteczności biobójczej i gwarantujących najwyższą jakość procedur higienicznych. Już samo ustalenie tej okoliczności powoduje, że powołanie się przez Zamawiającego na przesłanki z art. 67 ust. 1 pkt 1 lit a ustawy Pzp jest bezpodstawne.

Jako argument przemawiający za koniecznością zakupu płynów dezynfekująco-myjących firmy Sterisol, Zamawiający wskazywał w toku kontroli okoliczność posiadania dozowników tego producenta, które to komponenty stanowią system zamknięty. Jednak, w ocenie Izby, wskazywana przyczyna techniczna nie ma charakteru obiektywnego, gdyż jest ona wynikiem sytuacji, do której wykreowania doprowadził sam Zamawiający, dokonując uprzednio zakupu dozowników Sterisol.

Pod pojęciem »przyczyny technicznej o obiektywnym charakterze« należy natomiast rozumieć sytuację niezależną od Zamawiającego, na którą nie ma on wpływu. Taka okoliczność w tym postępowaniu nie zachodzi, Zamawiający sam dokonując zakupu dozowników czy to w przetargu nieograniczonym czy w zamówieniach podprogowych – dla kolejno otwieranych budynków szpitala – doprowadził do stworzenia sztucznego monopolu i ograniczenia konkurencji w obszarze rynku, który jest rynkiem konkurencyjnym.

W świetle powyższego, niezasadną jest argumentacja Zamawiającego zawarta w treści zgłoszonych zastrzeżeń, że »przyczyny techniczne o obiektywnym charakterze« należy rozpatrywać jedynie w relacji pomiędzy posiadanymi dozownikami a zamawianymi wkładami a obiektywny charakter sprowadza się do zagwarantowania wysoce reżimowej biobójczości preparatu dezynfekującego i nierozerwalnie z tym związanej odpowiedzialności producenta za zdrowie pacjentów i personelu medycznego (…)” – uchwała Krajowej Izby Odwoławczej z 3 stycznia 2017 r. (sygn. akt KIO/KD 76/16).

Rekomendowana ścieżka działania
Jeśli pytający nie znajdzie faktycznych podstaw do zastosowania trybu zamówienia z wolnej ręki, może opisać przedmiot zamówienia w sposób, który rzeczywiście zabezpieczy jego interesy. Wówczas nawet jeżeli ograniczy w tym aspekcie konkurencję, jednak będzie to uzasadnione perspektywą zapewnienia odpowiedniej i najlepszej realizacji zamówienia, nie będzie to stanowić naruszenia ustawy Pzp.

Warto dodać, że wydatki publiczne powinny być dokonywane:

  • w sposób celowy i oszczędny,
  • z zachowaniem zasad uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów, optymalnego doboru metod i środków służących osiągnięciu założonych celów,
  • w sposób umożliwiający terminową realizację zadań,
  • w wysokości i terminach wynikających z wcześniej zaciągniętych zobowiązań.

Podstawa prawna
art. 99 i dalsze ustawy z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (tekst jedn.: Dz.U. z 2024 r. poz. 1320).

https://www.portalzp.pl/top-tematy/zakup-urzadzenia-medycznego-a-ograniczenie-konkurencji-jak-zgodnie-z-pzp-wybrac-wlasciwa-sciezke-35313.html

wPrzetargach

Ocena wyjaśnień wykonawcy a treść wezwania zamawiającego

Źródło: www.uzp.gov.pl | 20 sie 2025, 00:00

Zamawiający wezwał wykonawcę na podstawie art. 224 ust. 1 ustawy Pzp, do udzielenia wyjaśnień, w tym złożenia dowodów, w zakresie wyliczenia ceny lub kosztu, lub ich istotnych części składowych. Odpowiedzi na wezwanie wykonawca udzielił wyjaśnień.

W wyroku z dnia 19 lipca 2022 r., KIO 1699/22 Krajowa Izba Odwoławcza zgodziła się z odwołującym, że w odpowiedzi na wezwanie zamawiającego dotyczące udzielenia wyjaśnień w zakresie wyliczenia ceny lub kosztu oferty lub ich istotnych części składowych wykonawca obowiązany jest udzielić konkretnych i wyczerpujących wyjaśnień, popartych dowodami.

Krajowa Izba Odwoławcza zwróciła jednak uwagę, że przepisy ustawy Pzp nie wskazują konkretnego sposobu przedstawienia takich wyjaśnień, jak również nie określają konkretnych rodzajów dowodów, którymi winny zostać poparte wyjaśnienia. Jako jeden z takich dowodów dopuszcza się również kalkulację ceny sporządzoną przez wykonawcę. Ponadto oceny wyjaśnień udzielonych przez wykonawcę należy dokonywać przy uwzględnieniu konkretnych okoliczności sprawy, w tym treści wezwania zamawiającego.

Mając na uwadze powyższe Izba uznała, że nie doszło do naruszenia wskazanych przez odwołującego przepisów ustawy Pzp i w związku z tym odwołanie nie podlega uwzględnieniu. Wezwanie wystosowane przez zamawiającego do wykonawcy miało ogólny charakter. Zamawiający jedynie przykładowo wskazał, czego mogą dotyczyć wyjaśnienia wykonawcy. W odpowiedzi na wezwanie zamawiającego wykonawca przedstawił wyjaśnienia, do których zostały załączone dowody w postaci ofert podwykonawców oraz kalkulacja ceny. Istotnie, treść samych wyjaśnień miała bardzo ogólny charakter.

Jednakże do wyjaśnień tych, oprócz kalkulacji ceny, zostały złożone dowody w postaci ofert podwykonawców, z czego jedna dotyczyła kompleksowej realizacji zamówienia, dwie dotyczyły całościowego wykonania robót budowlanych, dwie dotyczyły wykonania instalacji sanitarnych, dwie dotyczyły wykonania instalacji elektrycznych oraz jedna dotyczyła wykonania dokumentacji. Na każdy zakres przedmiotu zamówienia wykonawca przedstawił kilka ofert podwykonawców – w przeważającym zakresie po trzy takie oferty. Jest to zatem odmienna sytuacja od takiej, w której poszczególne elementy składowe ceny zostałyby wykazane tylko jedną ofertą podwykonawcy. W ocenie składu orzekającego złożenie przez wykonawcę po kilka ofert podwykonawców na poszczególne zakresy przedmiotu zamówienia potwierdza realność cen przyjętych w kalkulacji. Należy również wskazać, że realizacja zamówienia została przewidziana w formule zaprojektuj i buduj, a zatem dokładna wartość robót nie jest na obecnym etapie znana.

Mając jednocześnie na uwadze, że cena oferty wykonawcy była bardzo zbliżona zarówno do ceny drugiej oferty, która została złożona w postępowaniu (jedynie odbiegała znacząco od oferty odwołującego), jak i ustalonej przez zamawiającego wartości zamówienia, ciężko w tych okolicznościach przyjąć, że cena oferty wykonawcy została skalkulowana na rażąco niskim poziomie.

https://www.wprzetargach.pl/kategorie/zzz/czy-oceny-wyjasnien-dotyczacych-wyliczenia-ceny-zawsze-nalezy-dokonywac-przy-uwzglednieniu-tresci-wezwania-zamawiajacego