Budownictwo i PZP | Prasówka | 29.01.2026 r.
GOV.PL
208 mln zł na rozwój sieci elektroenergetycznych na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie
Publikacja: 28.01.2026
Ministerstwo Klimatu i Środowiska podpisało umowy o dofinansowanie dwóch projektów realizowanych przez PGE Dystrybucja S.A., które przyczynią się do rozwoju inteligentnych sieci elektroenergetycznych w województwach podkarpackim i lubelskim. Inwestycje zwiększą bezpieczeństwo dostaw energii, umożliwią dalszy rozwój odnawialnych źródeł energii oraz wesprą rozwój elektromobilności i lokalnej przedsiębiorczości.
Najważniejsze informacje:
- Podpisano dwie umowy o dofinansowanie w ramach Funduszy Europejskich dla Polski Wschodniej.
- Łączna wartość projektów przekracza 523 mln zł, a dofinansowanie ze środków UE wynosi ponad 208 mln zł.
- Środki zostaną przeznaczone na budowę i modernizację stacji elektroenergetycznych oraz linii wysokiego napięcia.
- Inwestycje zwiększą możliwości przyłączania odnawialnych źródeł energii oraz poprawią stabilność systemu elektroenergetycznego.
- Inwestycje obejmą również kablowanie sieci, co zwiększa jej odporność na ekstremalne zjawiska pogodowe.
- Beneficjentem projektów jest PGE Dystrybucja S.A.
Inwestycje obejmą m.in. budowę nowych i modernizację istniejących stacji elektroenergetycznych oraz budowę i przebudowę linii energetycznych, w tym ich kablowanie. Ich celem jest zarówno zwiększenie możliwości przyłączenia odnawialnych źródeł energii, jak i poprawa bezpieczeństwa energetycznego, zwłaszcza odporności na trudne warunki atmosferyczne.
„Od dwóch lat mówimy, że Polska jest jednym wielkim energetycznym placem budowy – i to wcale nie jest przesada. Od Bałtyku po Podkarpacie, przez Lubelszczyznę, w całym kraju realizowane są nowe inwestycje. Przechodzimy dziś przez ogromny proces modernizacji, konieczny do wzmocnienia naszej infrastruktury energetycznej. Dzisiejszy dzień to kolejny punkt na mapie tego placu budowy i kolejny etap, który musimy odhaczyć, by móc wyznaczać następne zadania i cele”
– powiedziała ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska podczas uroczystego podpisania umów o dofinansowanie dwóch projektów na rozwój sieci elektroenergetycznej realizowanych przez PGE Dystrybucja S.A.
Nowe, finansowane ze środków Ministerstwa Klimatu i Środowiska, umowy obejmują inwestycje PGE Dystrybucja na terenie Oddziału Rzeszów i Oddziału Zamość. W ramach projektu rzeszowskiego przewidziano realizację 6 zadań, w tym m.in. budowę stacji 110/15 kV Krosno, oraz stacji 110/15 kV Błażowa. Wartość przyznanego dofinansowania dla tego projektu wynosi blisko 76,5 mln zł. Z kolei projekt realizowany w Oddziale Zamość otrzymał dofinansowanie ponad 131,7 mln zł. Środki te zostaną wykorzystane m.in. na budowę linii 110 kV relacji Chełm-Dorohusk oraz budowę stacji 110/15 kV Dorohusk.
„Przyspieszyliśmy proces zmian oraz budowę odporności polskiej energetyki. Rozwój odnawialnych źródeł energii i stworzenie warunków do ich szybkiego wzrostu były dla nas priorytetem. Jednocześnie mieliśmy pełną świadomość, że samo zwiększanie liczby instalacji OZE nie wystarczy – jednym z największych wyzwań jest przygotowanie całego systemu tak, aby pracował stabilnie i pozwalał tym źródłom działać efektywnie. Dlatego konieczna jest modernizacja i przebudowa infrastruktury energetycznej. A to właśnie teraz realizujemy – krok po kroku, konsekwentnie, w całym kraju”
– mówiła ministra klimatu i środowiska w Lublinie.
Oba projekty znacząco zwiększą bezpieczeństwo energetyczne regionów położonych przy wschodniej granicy Polski. W projektach zaplanowano również kablowanie odcinków linii, co ma szczególne znaczenie w kontekście rosnącej częstotliwości ekstremalnych zjawisk pogodowych: intensywnych opadów śniegu, oblodzenia czy silnego wiatru. Linie napowietrzne są szczególnie podatne na tego typu czynniki, podczas gdy linie kablowe charakteryzują się wysoką odpornością i znacząco zmniejszają ryzyko awarii masowych. Przykładem takiego zadania jest wyprowadzenie linii 110 kV Przeworsk-Przemyśl do stacji Munina, w którym wraz z blisko dwukilometrową linią kablową zostanie ułożony trakt światłowodowy na potrzeby łączności oraz komunikacji zabezpieczeń.
Wnp
1. Co z „polonizacją” zamówień publicznych? Obietnicy premiera towarzyszą wątpliwości
Adam Pantak | Dodano: 26 stycznia 2026
Premier Donald Tusk zapowiedział, że zasada „najpierw polskie” stanie się żelazną regułą w zamówieniach publicznych. Portal WNP zapytał Urząd Zamówień Publicznych, czy wiążące Polskę unijne przepisy dają możliwość stosowania takich preferencji.
– Intensywna repolonizacja i odbudowa przemysłu, w tym przemysłu obronnego; zasada local content, czyli „najpierw polskie”, stanie się na dobre żelazną regułą w zamówieniach publicznych – powiedział w orędziu noworocznym premier Donald Tusk.
– Eksperci zajmujący się zamówieniami publicznymi mają poważne wątpliwości, czy wiążące Polskę unijne przepisy pozwolą na realizację obietnicy premiera. Portal WNP zapytał o tę sprawę Urząd Zamówień Publicznych.
– Choć bezpośrednie preferencje dla produktów krajowych są zakazane przez prawo UE (z uwagi na zasadę swobodnego przepływu towarów i usług), to w pełni zgodne z przepisami ustawy Prawo zamówień publicznych jest stosowanie obiektywnych, niedyskryminujących wymogów jakościowych – wyjaśnia Michał Trybusz, rzecznik prasowy Urzędu Zamówień Publicznych.
Jesienią 2025 r. w Ministerstwie Aktywów Państwowych powołano specjalny Zespół ds. udziału komponentu krajowego w kluczowych procesach inwestycyjnych. Jego celem jest m.in. zdefiniowanie pojęcia komponentu krajowego oraz określenie metodologii jego pomiaru. Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun wyjaśniał wówczas, że wspieranie tzw. local contentu i promowanie polskich przedsiębiorców to priorytety rządu.
– Intensywna repolonizacja i odbudowa przemysłu, w tym przemysłu obronnego; zasada local content, czyli „najpierw polskie”, stanie się na dobre żelazną regułą w zamówieniach publicznych – powiedział z kolei w orędziu noworocznym premier Donald Tusk.
Czy przepisy dają szansę na realizację tej obietnicy?
Zgodnie z ustawą Prawo zamówień publicznych oraz wiążącym Polskę prawem unijnym, do organizowanych w ramach zamówień publicznych przetargów na równych zasadach mogą stawać firmy polskie, jak i te pochodzące z innych krajów Unii Europejskiej oraz państw, z którymi UE ma zawarte odpowiednie umowy. Przepisy przewidują kilka wyjątków od tej reguły. Dotyczą one m.in. branży obronnej.
Prawnicy, z którymi rozmawiał portal WNP, mają poważne wątpliwości, czy realizacja obietnicy premiera będzie możliwa.
Zdaniem dr hab. Włodzimierza Dzierżanowskiego, radcy prawnego z Grupy Doradczej Sienna, jednym ze sposobów na premiowanie polskich wykonawców mogłoby być wprowadzenie w warunkach zamówienia wymogu posiadania przez wykonawcę doświadczenia nabytego przy realizacji zamówień w oparciu o przepisy prawa polskiego. To rozwiązanie można stosować wtedy, gdy znajomość krajowych procedur jest ważna dla prawidłowej realizacji zamówienia.
Co na to Urząd Zamówień Publicznych?
Z pytaniem o to, w jaki sposób i w jakim zakresie ma nastąpić zapowiadany przez premiera zwrot ku tzw. local content, zwróciliśmy się również do Urzędu Zamówień Publicznych. Poprosiliśmy o wskazanie, czy w nowych zamówieniach premiowane będą polskie przedsiębiorstwa.
– Odnosząc się do kwestii premiowania polskich wykonawców, musimy pamiętać, że podlegamy dyrektywom UE, które zabraniają nam stosowania preferencji krajowych. Choć bezpośrednie preferencje dla produktów krajowych są zakazane przez prawo UE (z uwagi na zasadę swobodnego przepływu towarów i usług), to w pełni zgodne z przepisami ustawy Prawo zamówień publicznych jest stosowanie obiektywnych, niedyskryminujących wymogów jakościowych – wyjaśnia Michał Trybusz, rzecznik prasowy Urzędu Zamówień Publicznych.
– Przełoży się to de facto na zamawianie produktów wysokiej jakości, w tym także produktów pochodzących od lokalnych producentów – dodaje.
Dyskryminowanie wykonawców spoza UE
Obowiązująca od października ub.r. nowelizacja Prawa zamówień publicznych – wdrażająca wyrok TSUE z 22 października 2024 r., zezwalający na niedopuszczanie do przetargów wykonawców spoza UE oraz tych państw, z którymi UE ma podpisane stosowne umowy – w praktyce zamknęła rynek przed tymi podmiotami. Najwięcej na tych zmianach straciły firmy tureckie, które w 2024 r. na zamówieniach publicznych zarobiły ponad 19 mld zł. Większość zleceń dotyczyła branży budowlanej.
Zapytaliśmy Urząd Zamówień Publicznych, czy odnotował zmniejszony udział firm z krajów trzecich w przetargach oraz czy tego rodzaju firmy skarżą obowiązujące przepisy, zarzucając organizatorom przetargów dyskryminację.
Opierając się chociażby na odwołaniach składanych do Krajowej Izby Odwoławczej czy kontrolach prowadzonych przez UZP, widzimy, że najwięksi zamawiający, prowadzący największe inwestycje, korzystają z możliwości wyłączenia podmiotowego wykonawców z państw trzecich – czytamy w nadesłanej do nas odpowiedzi.
UZP zaznacza jednak, że nie ma wystarczającej liczby danych, aby sformułować wiążące wnioski.
„Wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze – regulacje obowiązują krótko i trudno w precyzyjny sposób porównać analogiczne okresy i to, jak regulacje wpłynęły na obraz rynku. Po drugie – obecnie pracujemy nad zmianami w zakresie analizy danych, które pozwolą zyskać pełniejszy obraz tego, jakie decyzje podjęli zamawiający względem zagranicznych podmiotów startujących w postępowaniach” – stwierdza urząd.
2. Poszerzenie autostrady A4 Katowice – Kraków. GDDKiA przygotowuje przetarg
Źródło: PAP/DO | Dodano: 28 stycznia 2026
Szczegóły dotyczące poszerzenia autostrady A4 Katowice – Kraków zostaną określone po opracowaniu dokumentacji projektowej – poinformowało biuro prasowe Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA).
Obecnie GDDKiA przygotowuje się do ogłoszenia przetargu na wybór wykonawcy tej dokumentacji. Rozbudowa ma zostać zrealizowana z wykorzystaniem szerokiego pasa rozdziału, czyli terenu oddzielającego obie jezdnie trasy.
Jak przekazało biuro prasowe, przy planowaniu inwestycji Dyrekcja zamierza wykorzystać doświadczenia zdobyte przy rozbudowie autostrady A2 na odcinku Łódź – Warszawa, gdzie trwa przetarg na realizację prac, a także przy wcześniejszych zadaniach prowadzonych pod ruchem, m.in. na autostradzie A1 w województwach śląskim i łódzkim. Dotyczy to zarówno rozwiązań projektowych, organizacji ruchu, jak i samego procesu realizacji.
Dyrekcja wskazała, że podpisanie umów na rozbudowę A2 Łódź – Warszawa pozwoli również lepiej oszacować koszty prac planowanych na autostradzie A4 Katowice – Kraków, co będzie istotnym elementem dalszego przygotowania inwestycji.
Koncesja na A4 niedługo wygasa. Kto będzie zarządzać autostradą?
61-kilometrowy odcinek autostrady A4 Katowice – Kraków został w 1997 roku, na mocy koncesji, przekazany firmie Stalexport. Od tego czasu jest utrzymywany i zarządzany przez tę spółkę i jej podmiot zależny – obecnie odpowiada za to Stalexport Autostrada Małopolska. Koncesja wygasa w marcu 2027 roku. Rząd nie planuje jej przedłużenia ani wyboru nowego koncesjonariusza. Od 2027 roku podmiotem odpowiedzialnym za utrzymanie i zarządzanie tą drogą ma być Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.
Obecnie sieć krajowych dróg szybkiego ruchu w Polsce zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad liczy 5 tys. 465,7 km, z czego 1 tys. 896,5 km autostrad i 3 tys. 571,2 dróg ekspresowych.
3. Koniec deklaracji o local content. Rząd szykuje twarde definicje
Aleksandra Helbin | Dodano: 26 stycznia 2026
Local content przestał być jedynie hasłem, a stał się realnym i wymiernym elementem polityki gospodarczej państwa – mówi Ilona Deręgowska, wiceprezes ARP. Agencja koordynuje prace rządowego zespołu, który przygotowuje policzalną definicję udziału komponentu krajowego w strategicznych inwestycjach – od energetyki po infrastrukturę.
– Przy Ministerstwie Aktywów Państwowych działa Zespół ds. Udziału Komponentu Krajowego w Kluczowych Procesach Inwestycyjnych, który ma przygotować jednolitą, policzalną definicję local contentu oraz zasady jego stosowania w strategicznych projektach. Koordynatorem prac zespołu jest Agencja Rozwoju Przemysłu, a za projekt odpowiada wiceprezes ARP Ilona Deręgowska.
– Local content przestał być jedynie hasłem, a stał się realnym i wymiernym elementem polityki gospodarczej państwa – podkreśla Deręgowska, wskazując, że prace zespołu są nadzorowane na najwyższych szczeblach rządowych i mają przełożyć się na konkretne regulacje, wytyczne i zadania dla spółek realizujących duże inwestycje.
– Najpierw pracujemy nad metodyką i kalkulacją, dopiero potem nad definicją prawną – zaznacza wiceprezes ARP. Jak tłumaczy, celem jest stworzenie takiej definicji local contentu, która będzie miała wymiar biznesowy, praktyczny i możliwy do wyegzekwowania w realnych projektach inwestycyjnych.
– Ilona Deręgowska będzie jedną z panelistek EEC Trends (9 lutego 2026 r.), gdzie wystąpi w sesji poświęconej local contentowi i udziałowi polskich firm w strategicznych inwestycjach.
Od lat mówi się o znaczeniu local contentu w realizowanych megainwestycjach. Niestety wciąż kończyło się jedynie na deklaracjach. Teraz Minister Aktywów Państwowych powołał specjalny Zespół ds. Udziału Komponentu Krajowego w Kluczowych Procesach Inwestycyjnych, w którym ARP została koordynatorem. Dlaczego właśnie teraz rząd zaczął traktować ten temat poważnie?
– Jest to efekt biznesowego podejścia do tematu i lokalnego patriotyzmu. Praktyczny wymiar local contentu wynika także z tego, co dzieje się w przestrzeni międzynarodowej.
Pandemia i wojna w Ukrainie pokazały, że bezpieczeństwo to nie tylko kwestia militarna, ale także priorytetem jest bezpieczeństwo łańcuchów dostaw. W krytycznych momentach okazało się, że dostępność komponentów, ich cena i terminowość dostaw przestają być gwarantowane.
Na pewno jesteśmy dziś świadkami bezprecedensowego projektu realizowanego przez rząd, projektu, który w sposób szczególny i bardzo sumienny nadzorowany jest przez Ministra Aktywów Państwowych Wojciecha Balczuna. Zadanie to będzie skutecznie zrealizowane, dlatego że opiera się na kompleksowym podejściu do wdrażania jego założeń. Mam tu na myśli wzmocnienie polskich przedsiębiorstw w procesach realizacji strategicznych projektów, budowanie wyważonego ekosystemu biznesowego i szeroko rozumianą repolonizację.
Local content przestał być hasłem, stał się polityką państwa
Ten program i te założenia wybrzmiewają dziś już na najwyższych poziomach rządowych, co pokazuje, że local content przestał być jedynie hasłem, a stał się realnym i wymiernym elementem polityki gospodarczej państwa.
To proszę powiedzieć, co wybrzmiewa na najwyższych szczeblach rządowych w temacie local contentu? Czym dziś realnie zajmuje się zespół ds. local content?
– Do powołanego przy Ministerstwie Aktywów Państwowych zespołu ds. Komponentu Krajowego zaproszono wiele podmiotów zaangażowanych w procesy inwestycyjne, w tym inwestorów strategicznych, instytucje finansowe – w tym czołowe banki i fundusze, Główny Urząd Statystyczny, Urząd Zamówień Publicznych oraz Agencję Rozwoju Przemysłu, jako koordynatora całego procesu.
Zespół zajmuje się m.in. wypracowaniem metodyki i kalkulacji local contentu i w oparciu o te założenia stworzeniem jego definicji, która to zostanie wdrożona w życie poprzez formalne rozporządzenia, wytyczne rządowe i konkretne zadania. Chodzi też o kształtowanie długoterminowej polityki gospodarczej, która będzie skutkować pozytywnym wpływem na wzrost PKB na przestrzeni nadchodzących 5-10 lat.
Najpierw liczenie, potem prawo. Tak powstaje definicja local contentu
Jak wygląda struktura prac w tym zespole?
– W ramach zespołu działają trzy podzespoły robocze. Pierwszy zajmuje się metodyką – pod przewodnictwem GUS wypracowuje przede wszystkim kalkulacyjną definicję local contentu oraz metodykę zbierania danych. Drugi to zespół legislacyjny, który przygotuje ostateczną definicję local contentu w ujęciu prawnym. Ta definicja ma mieć wymiar biznesowy, praktyczny i policzalny
Kluczowe jest to, że najpierw pracujemy w zespole kalkulacji i metodyki nad techniką zbierania danych oraz nad tym, jakie informacje w ogóle można pozyskać w całym łańcuchu dostaw. Dopiero z tego poziomu przygotujemy definicję local content.
Dzięki temu nie będzie sytuacji, w której definicja opisana w regulacjach, wytycznych czy wręcz aktach prawnych, będzie oderwana od praktyki biznesowej – czyli będzie dobrze brzmiała na papierze, ale nie będzie dało się jej skutecznie policzyć i wyegzekwować w realnych projektach.
Trzeci zespół to zespół dobrych praktyk, skupiający nie tylko uczestników z dużych organizacji i strategicznych podmiotów realizujących istotne projekty – m.in. energetyczne i kolejowe, ale również z sektora małych i średnich przedsiębiorstw.
Wkładamy naprawdę dużo energii w to, aby ten szczególny zespół był reprezentatywny dla właściwych sektorów gospodarki. Jego celem jest wypracowanie założeń biznesowych i odpowiednich standardów, które będą mogły wykorzystywać nie tylko spółki Skarbu Państwa, ale także inne podmioty realizujące np. strategiczne inwestycje.
Energetyka najsłabszym ogniwem. Bariery dla polskich firm
W których sektorach wyzwania związane z local contentem są dziś największe? Wspomniała Pani o energetyce, inwestycjach kolejowych, ale w grę wchodzi także przecież obronność… Gdzie państwo najbardziej przegrywa walkę o local content?
– Patrząc od strony praktycznej, w przemyśle zbrojeniowym – z racji jego specyfiki – na dziś tego local contentu jest relatywnie najwięcej. Nieco inaczej wygląda sytuacja przy dużych projektach, np. energetycznych. Tam wyzwań jest zdecydowanie najwięcej.
W energetyce na przykład liczba dostawców kluczowych komponentów i technologii, takich jak turbiny w sektorze offshore czy onshore, jest ograniczona i zdominowana przez podmioty zagraniczne, funkcjonujące w warunkach zbliżonych do duopolu. To ci producenci często dyktują warunki projektowe i cenowe, co przez lata ograniczało udział polskiego komponentu. Dodatkowo nierzadko decyduje wygoda i bezpieczeństwo wyboru dużego wykonawcy z odpowiednią wypornością finansową, certyfikacjami i referencjami.
Kluczową barierą rozwoju komponentu krajowego pozostaje finansowanie, a w praktyce ujemny cash flow projektu w długim horyzoncie czasowym tj. brak bilansowania w czasie wpływów i wypływów gotówkowych w projekcie.
Jeśli wykonawca nie ma zapewnionych zaliczek lub etapowego rozliczania prac, mniejsze firmy – mimo kompetencji – są z góry przegrane w tych przetargach. W efekcie, przy projektach realizowanych wyłącznie przez dużych graczy, rodzimy dostawca lub usługodawca nie ma odpowiedniej siły przebicia. Mniejsze podmioty nie mają zatem szans zdobywać kompetencji i uczestniczyć w realizacji inwestycji.
Co na tym etapie prac zespołu jest najtrudniejsze?
– Rozdzieliłabym tu dwie kwestie: trudność i istotność.
Najtrudniejsza jest kalkulacja. Żeby coś dobrze policzyć – jak w matematyce – trzeba mieć bardzo precyzyjnie przygotowane założenia definicyjne.
Natomiast definicja local contentu jest kluczowa, bo to ona będzie wyznaczać kierunek dalszych prac i rzutować na to, jakie elementy będziemy brać do kalkulacji oraz jak skuteczni będziemy w jej przeprowadzeniu.
Wskazanie właściwej definicji jest więc istotnym punktem całego projektu, bo od niej uzależniony będzie sposób liczenia, a w konsekwencji pokazania realnego poziomu komponentu krajowego. Wymiar i zakres definicji przełożą się na regulacje, wytyczne, dobre praktyki oraz narzędzia, które będą publikowane i wdrażane na poziomie rządowym.
Najważniejsze cele tego ministerialnego zadania to wsparcie polskich przedsiębiorstw w trudnym międzynarodowym wyścigu rynkowym, wyrównanie szans, rozwój kompetencji polskich przedsiębiorstw w realizacji dużych strategicznych projektów i rozsądne wydatkowanie publicznie inwestowanych środków.
Trzeba też podkreślić, że nie jest to projekt krótkoterminowy – to proces długofalowy, który będzie ewoluował i wesprze lokalny ekosystem gospodarczy.
Dziś w bardzo szerokim gronie zastanawiamy się nad tym, jak najlepiej przygotować założenia kalkulacyjne i jak je opisać tak aby później „pracowały” na wszystkie pozostałe elementy aktywizacji komponentu krajowego w gospodarce. Jednocześnie nadrzędnym warunkiem tych prac jest pełna zgodność z regulacjami unijnymi, które stanowią punkt odniesienia dla wszystkich prowadzonych dyskusji.
Unia Europejska: ograniczenie czy pole do manewru?
Właśnie, na ile prawo unijne ogranicza tu możliwości promowania local contentu? Na ile to rzeczywista przeszkoda?
– W pewnych aspektach jest to bariera, bo istnieje naturalny konflikt między patriotyzmem biznesowym a otwartością na rynek zewnętrzny. Ale nie jest tak, że nie da się przygotować projektów zgodnych z regulacjami unijnymi i jednocześnie angażujących polskie podmioty. Wielka Brytania była swojego czasu wzorcowym przykładem, jak można te dwie kwestie pogodzić.
Nadrzędność prawa UE jest według mnie bezdyskusyjna, natomiast doświadczenia dużych projektów pokazują, że jest przestrzeń do działania bez naruszania zasad konkurencyjności.
Finansowanie i cash flow blokują mniejszych wykonawców
Co w praktyce najbardziej ogranicza udział polskich firm w dużych projektach?
– Bardzo często są to bariery finansowe. W dużych projektach, zwłaszcza energetycznych, standardem są gwarancje na poziomie 10-15 proc. wartości kontraktu, co przy umowach liczonych w setkach milionów złotych oznacza konieczność zabezpieczenia – zamrożenia dziesiątek milionów złotych. Dla mniejszych firm jest to bariera nie do pokonania, mimo posiadanych kompetencji.
Drugim problemem jest kapitał obrotowy. W wielu projektach ciężar finansowania realizacji przenoszony jest na wykonawcę, a płatności za produkty następują w odroczonym horyzoncie czasowym. Firmy muszą przez miesiące finansować wynagrodzenia, materiały i produkcję z własnych środków. Brak wyporności finansowej wyklucza je z udziału w projektach. To pokazuje skalę wyzwań stojących przed instytucjami finansowymi w budowie skutecznych instrumentów wsparcia local contentu.
Najprostszym rozwiązaniem jest tu budowanie konsorcjów mniejszych, ale lokalnych podmiotów. Wiemy jednak, że polskie firmy nie są w tym najlepsze…
– Konsorcja są jednym z rozwiązań i są stosowane. Trzeba jednak pamiętać, że nie zawsze są one budowane na zasadach pełnej równości. Dla mniejszego podmiotu wejście do konsorcjum często wiąże się z większym wysiłkiem kosztowym i organizacyjnym, ale z drugiej strony daje możliwość zdobycia referencji oraz kompetencji przy realizacji dużych projektów.
Wspomniała Pani, że prace zespołu oparte są także na analizie projektów historycznych. Jakie błędy popełniało państwo w przeszłych inwestycjach, że local content nie przełożył się na trwałe kompetencje przemysłu? Jakie wnioski dziś z tego wyciągacie?
– Nie mówiłabym o „grzechach”, raczej o nadmiernie ostrożnym interpretowaniu regulacji unijnych. W obawie przed sankcjami przez lata w dużych przetargach dominowało kryterium ceny, a kwestie jakości, logistyki czy – dziś przecież kluczowego – cyberbezpieczeństwa były marginalizowane. Dopiero w trakcie realizacji projektów okazywało się, że najtańsza oferta wcale nie gwarantuje terminowości, jakości i bezpieczeństwa.
Dziś wiemy, jak ważne jest właściwe przygotowanie zamówień: dobre rozpoznanie rynku, konkurencji i realnych kompetencji wykonawców. Analiza projektów historycznych pokazuje, że wybór „bezpiecznego” dużego podmiotu nie zawsze przynosi długofalowe korzyści. Dlatego pracujemy nad dobrymi praktykami, które pozwolą łączyć zgodność regulacji unijnych z realnym wzmacnianiem krajowych kompetencji przemysłowych.
Spółki z portfela ARP w roli liderów łańcuchów dostaw
A jaką rolę mogą odegrać w polityce local contentu spółki z portfela ARP. Mówimy m.in. o takich podmiotach, jak będące pod nadzorem Agencji stoczniowa Grupa Przemysłowa Baltic czy RFK, budowana na bazie upadłego Rafako… Czy będą koordynatorami krajowych łańcuchów, czy po prostu uczestnikami rynkowej konkurencji na równych zasadach z innymi podmiotami?
– Naszą strategią (planem) jest, aby spółki z portfela ARP były liczącymi się uczestnikami, a często także liderami dużych przedsięwzięć. Agencja Rozwoju Przemysłu wspiera je finansowo i organizacyjnie, a w ostatnich miesiącach podjęła wiele działań, by wzmocnić ich pozycję oraz kompetencje. Realizujemy to zadanie poprzez dokapitalizowanie, finansowanie inwestycyjne długoterminowe czy dobór kompetentnej kadry zarządzającej w tych podmiotach.
Olbrzymią wagę przykładamy dziś do efektów synergii w grupie kapitałowej. Przy realizacji dużych zamówień analizujemy, które spółki z grupy mogą przejąć poszczególne etapy projektu. Jeśli brakuje odpowiednich kompetencji, rozważamy ich wzmocnienie poprzez lepsze ułożenie współpracy w grupie, dofinansowanie i restrukturyzację. To są praktyki od dawna realizowane w krajach silnie uprzemysłowionych, dlatego warto korzystać z tych wzorców.
To aktywne zarządzanie portfelem, którego celem jest trwałe budowanie krajowych kompetencji, wzmacnianie łańcuchów dostaw i zwiększanie udziału polskich firm w strategicznych inwestycjach. Grupa Przemysłowa Baltic jest jedynym dostawcą Tier 1 dla strategicznego projektu Baltica 2, czyli inwestycji w morską energetykę wiatrową na Bałtyku.
Przypadek wspomnianego Rafako, które upadło, mając unikalne w energetyce kompetencje, pokazuje, jak ważne są: profesjonalne zarządzanie, bieżący nadzór właścicielski i ciągła analiza sytuacji rynkowej.
Rafako jako lekcja, której państwo nie może powtórzyć
Jakie wnioski państwo wyciągnęło z historii Rafako, aby podobne scenariusze nie powtórzyły się w przyszłości?
– Celem budowy local contentu jest właśnie to, aby takich historii jak Rafako polska gospodarka więcej nie musiała doświadczać. Kluczowe są odpowiedzialność za biznes, profesjonalne zarządzanie spółkami oraz bieżący nadzór właścicielski czy stała analiza sytuacji rynkowej. Dlatego tak duży nacisk kładziemy na analizę historycznych projektów, wyciąganie wniosków z tego, co działało, a co zawiodło. Podejście biznesowe, oparte na analizie i dobrych praktykach, jest fundamentem.
Po czym za kilka lat będzie można ocenić, że polityka local contentu faktycznie zadziałała?
– Najbardziej transparentnym miernikiem będzie wzrost PKB w danej branży oraz rozwój przedsiębiorstw, w tym pojawianie się nowych podmiotów, nowych miejsc pracy i rozwój kompetencji. Kluczowe znaczenie będzie miało także wdrożenie kalkulacyjnej definicji local contentu, metodologii jego liczenia, jak również wyznaczanie i rozliczanie zadań oraz odpowiednich priorytetów dla spółek Skarbu Państwa.
Co ważne, w pracach zespołu uczestniczą nie tylko spółki Skarbu Państwa, ale także podmioty spoza sektora publicznego – i właśnie to praktyczne spotkanie biznesu z administracją jest jedną z największych wartości tego rządowego przedsięwzięcia.
4. Odbudowa Ukrainy pochłonie miliardy. Minister Balczun: polskie firmy już powinny się przygotowywać
Źródło: PAP/DO | Dodano: 23 stycznia 2026
Wartość polskiego wsparcia dla Ukrainy przekroczyła 21 mld euro; w stosunku do PKB jesteśmy jednym z największych darczyńców na świecie – ocenił podczas forum w Davos minister aktywów państwowych Wojciech Balczun. Dodał, że niektóre raporty szacują tę pomoc na 6,7 proc. PKB Polski.
Jednym z głównych tematów tegorocznego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos była odbudowa wyniszczonej rosyjską agresją Ukrainy.
– Polska chce uczestniczyć w odbudowie Ukrainy, a polskie firmy już teraz powinny przygotowywać się do tego procesu – mówił w Davos minister Wojciech Balczun.
Szef MAP ocenił również, że odbudowa Ukrainy jest też szansą gospodarczą, która „może zmienić nasz region, a nawet całą Europę”.
Mam nadzieję, że raczej wcześniej niż później dojdzie do zawarcia porozumienia pokojowego lub rozejmu między Ukrainą a Rosją. Oznaczałoby to rozpoczęcie jednego z najbardziej ambitnych projektów naszych czasów – odbudowy Ukrainy. Szacowany koszt odbudowy kraju do 2034 r. wynosi 506 mld euro – tak duża skala wydatków wymaga międzynarodowej współpracy i innowacyjnych rozwiązań – zauważył minister.
Korzystając z okazji Wojciech Balczun przypomniał, że kolejna edycja konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy zostanie zorganizowana w Gdańsku i będzie dobrym miejscem do omówienia sposobów oraz środków pomocy dla tego kraju.
Wartość polskiego wsparcia dla Ukrainy przekroczyła 21 mld euro
Minister Balczun mówił także o pomocy, jakiej Polska dotychczas udzieliła Ukrainie.
„W decydujących momentach, po rozpoczęciu pełnej inwazji rosyjskiej, Polska stanowczo opowiedziała się po stronie Ukrainy. Nasza pomoc dla Ukrainy znacznie przekroczyła 21 mld euro, co plasuje nas wśród największych darczyńców na świecie w stosunku do PKB. Niektóre raporty szacują tę pomoc na 6,7 proc. naszego PKB” – mówił podczas Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w Davos Balczun, cytowany w opublikowanym w piątek komunikacie resortu.
Jak wskazał, pomoc ta obejmuje sprzęt wojskowy o wartości około 1 mld euro, pomoc humanitarną oraz działania podejmowane przez osoby prywatne. Zaznaczył, że Ukraińcom pomogło ponad 70 proc. Polaków, oferując m.in. zakwaterowanie i pomoc materialną.
Portal ZP
KSeF a umowy PZP – czy zamawiający może aneksować kontrakty obowiązujące w 2026 roku?
Krzysztof Hodt | Stan prawny na dzień: 29.01.2026
Wejście w życie od 1 lutego 2026 r. Krajowego Systemu e-Faktur rodzi istotne wątpliwości po stronie zamawiających realizujących umowy zawarte w trybach krajowych i unijnych, których wykonanie oraz rozliczenia finansowe przypadają na rok 2026. W praktyce wiele z tych umów przewiduje tradycyjny sposób doręczania faktur – papierowy lub e-mailowy – bez jakichkolwiek odniesień do KSeF ani Platformy Elektronicznego Fakturowania. Powstaje zatem pytanie, czy w związku z ustawowym obowiązkiem stosowania KSeF zamawiający może aneksować obowiązujące umowy i wprowadzić postanowienia dotyczące elektronicznego fakturowania, a jeżeli tak – czy taka zmiana mieści się w granicach dopuszczalnych, nieistotnych modyfikacji umowy w rozumieniu art. 454 ustawy Prawo zamówień publicznych.
Zamawiający ma prawo aneksować umowę w zakresie związanym z wejściem w życie Krajowego Systemu e-Faktur.
Zmiana umowy polegająca na wprowadzeniu postanowień dotyczących przekazywania faktur za pośrednictwem KSeF stanowi nieistotną zmianę umowy. Sposób przesyłania faktury to kwestia czysto techniczna. Zmianę związaną z KSeF można porównać do zmiany adresu e-mail lub adresu pocztowego, na który wykonawca miał przesyłać faktury.
Przepisy ustawy Pzp regulują jedynie wprowadzenie zmian istotnych do umowy w sprawie zamówienia publicznego. Nie ma w ustawie przepisu odwołującego się wprost do zmian nieistotnych. Wprowadzając taką zmianę (nieistotną), zamawiający może wskazać po prostu, np. „zmiana nie jest zmianą istotną w rozumieniu art. 454 ust. 2 ustawy Pzp”.
Przygotowanie postanowień związanych z przekazywaniem faktur za pośrednictwem KSeF wymaga przede wszystkim znajomości funkcjonalności tego systemu, jak i zasad obiegu dokumentów finansowych u zamawiającego.
Zanim pojawią się konkretne postanowienia umowne, zamawiający musi najpierw „ułożyć” swój model pracy z KSeF (procedury, uprawnienia, integracja systemów), a dopiero na tym tle powinien formułować postanowienia umów. Jest to przede wszystkim zagadnienie organizacyjno‑podatkowo‑techniczne i wykracza poza ramy samej ustawy Pzp.
Podstawa prawna
art. 454 ustawy z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (tekst jedn.: Dz.U. z 2024 r. poz. 1320 ze zm.).
Rynek Infrastruktury
1. PZPB: Zmierzamy ku największej fali inwestycji w historii
Autor: Damian Kelman | Data publikacji: 29-01-2026
Wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa Damian Kaźmierczak przedstawił analizę aktualnego rynku budowlanego w Polsce. Zwrócił uwagę, że chociaż obecnie nie brakuje ponurych nastrojów w branży, niewątpliwie nadciąga do Polski największa fala inwestycyjna w historii.
Dr Damian Kaźmierczak, przedstawiając swoją tezę na platformie LinkedIn, na wstępnie zwrócił uwagę, że obecnie na rynku budowlanym „kipi od negatywnych emocji”, jednak sytuacja powoli zmierza ku lepszemu.
– Trwa wojna cenowa o kontrakty po długim okresie posuchy, toczą się batalie przed KIO – a jednak dane GUS nie pozostawiają wątpliwości: sytuacja powoli się stabilizuje, a do branży trafiają nowe zlecenia. Co więcej, można śmiało powiedzieć, że nieuchronnie zmierzamy ku największej kumulacji inwestycji infrastrukturalnych w historii Polski. Tak, tak! – ta hiperbola wcale nie jest przesadzona – przekonuje.
Dodał przy tym, że nie chodzi jedynie o plany i przyszłe obietnice, a o realne projekty, które albo są w budowie, albo niebawem wejdą w fazę realizacji po rozstrzygnięciu przetargów. W związku z tym, nie zgadza się z różnymi głosami, powątpiewającymi w te inwestycje, ponieważ nic nie wskazuje, by państwo miało się z nich wycofywać lub wstrzymywać.
Jako najistotniejsze zadania najbliższych lat wskazał natomiast gigantyczny projekt CPK z potężnym komponentem kolejowym, rekordowe nakłady na rozbudowę i modernizację linii kolejowych w ramach programów PKP PLK, dokończenie sieci dróg ekspresowych i autostrad realizowane przez GDDKiA, transformację energetyki na niespotykaną dotąd skalę – od sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, przez magazyny energii i elektrownie gazowe aż po program offshore na Bałtyku – budowę elektrowni jądrowej w Choczewie czy wreszcie rozbudowę portów bałtyckich – zarówno cywilnych, jak i wojskowych – oraz ogromne inwestycje w infrastrukturę obronną i przemysł zbrojeniowy.
– Wśród tych przedsięwzięć znajdują się dwa megaprojekty, z jakimi Polska dotąd się nie mierzyła. W szczytowym momencie na każdej z tych budów będzie pracować kilkanaście tysięcy osób. Swoją skalą będzie to przypominać wielkie inwestycje infrastrukturalne w Azji. Dla krajowego rynku budowlanego i instytucji publicznych to zupełna nowość i zobaczymy, jak sobie z tym poradzą. Do tego dochodzą dalsze plany – druga elektrownia jądrowa i rozwój technologii SMR, ale na razie to jeszcze melodia przyszłości – uważa Kaźmierczak.
Na koniec natomiast przedstawiciel PZPB zaznaczył, że każda tak wielka kumulacja inwestycji niesie za sobą ryzyka, jednak lista potencjalnych barier jest w branży doskonale znana. Są to m.in. wąskie gardła w urzędach, ograniczony dostęp do finansowania i gwarancji dla firm budowlanych czy niedobór wykwalifikowanych pracowników.
– Każdy z tych problemów da się w mniejszym lub większym stopniu rozwiązać – ale jeśli tego nie zrobimy, sektor budownictwa może obudzić się z ręką w nocniku – przestrzegł na koniec.
2. Tarcza Wschód w 2026 roku zabezpieczy ponad 200 km granicy
Autor: Damian Kelman | Data publikacji: 27-01-2026
Ministerstwo Obrony Narodowej i Wojsko Polskie przedstawiło plany wobec programu Tarcza Wschód na 2026 rok. Największe w historii przedsięwzięcie wzmacniające bezpieczeństwo wschodniej granicy Polski i całej flanki NATO, krok po kroku, przechodzi z etapu planowania do intensywnej realizacji.
W 2025 roku w ramach Tarczy Wschód przeprowadzono inżynieryjne zabezpieczenie około 60 km granicy. Działania te dotyczyły rozbudowy elementów linearnych na ok. 10-kilometrowym odcinku, jak i wykorzystanie asortymentu inżynieryjnego przeznaczonego do blokowania granicy na długości 50 km, który zgromadzono w wybudowanych 13 składach materiałowych.
260 km w 2026 roku
Jak informuje Wojsko Polskie, na 2026 rok zaplanowano intensyfikację prac inżynieryjnych. Zakłada się zabezpieczenie ponad 200 km granicy, w tym blisko 20 km w ramach dalszej rozbudowy linearnej. Pozostała część, obejmująca około 180 km, zostanie zabezpieczona przy użyciu asortymentu inżynieryjnego zgromadzonego w składach materiałowych, przeznaczonego do szybkiego zablokowania granicy.
Łącznie, do końca 2026 roku, planowane jest inżynieryjne zabezpieczenie blisko 260 km granicy państwowej. Obejmie ono niemal 30 km rozbudowy linearnej oraz około 230 km zabezpieczonych z wykorzystaniem asortymentu inżynieryjnego zgromadzonego w 37 składach materiałowych. Zakres ten będzie stanowił ponad 38% długości granicy na kierunku realizacji programu Tarcza Wschód.
W 2025 roku natomiast zakończono kluczowe zadania związane ze wzmocnieniem przejść granicznych – zablokowano pięć przejść oraz przygotowano się do zablokowania 12 kolejnych.
W związku z rozbudową konieczne są pozyskiwania nieruchomości. W ubiegłym roku pozyskano 38 nieruchomości. W bieżącym roku plany te są ponad trzykrotnie większe – planuje się pozyskanie 150 nieruchomości w 52 lokalizacjach. W 2026 r. planuje się też pozyskać z zasobów KOWR (Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa) 45 działek pod rozbudowę 19 miejsc składowania (MS), pozostałe MS planowane do budowy w tym roku będą tworzone na terenach jednostek wojskowych wzdłuż granicy.
Dalszy rozwój UBM
Zabezpieczenie w ramach Tarczy Wschód nie jest możliwe bez odpowiedniej technologii. W ubiegłym roku pozyskano dwa zestawy Ultimate Building Machine, czyli mobilnych urządzeń wytwarzających gotowe stalowe elementy budynków. Weszły one w wyposażenie 2. Pułku inżynieryjnego w Inowrocławiu oraz 16. Batalionu remontu lotnisk w Jarocinie. W 2026 roku planuje się budowę kolejnych obiektów szkoleniowych w Inowrocławiu i Jarocinie, a następnie budowę pierwszych garaży w technologii UBM na terenie jednostek wojsk operacyjnych.
Wojsko Polskie widzi jeszcze większe zastosowanie UBM w przyszłości, w związku z tym szef Sztabu Generalnego WP wysłał do MON-u wniosek o wyrażenie zgody na prowadzenie prac nad projektem decyzji MON w sprawie dalszego rozwoju zdolności Wojsk Inżynieryjnych do szybkiej budowy infrastruktury wojskowej w Siłach Zbrojnych RP oraz wniosek o wyrażenie zgody na rozpoczęcie procedury pozyskania dwóch kolejnych zestawów UBM.
Oprócz tego systemu, Wojskowa Akademia Techniczna w tamtym roku prowadziła prace nad innowacyjnym rozwiązaniem polegającym na zastosowaniu układu warstwowego, umożliwiającego budowę obiektów o większych rozpiętościach jak również obiektów powłokowo-gruntowych. Efektem tych badań było wypracowanie innowacyjnego rozwiązania, które zapewnia ochronę przed oddziaływaniem lekkich i średnich dronów oraz pocisków moździerzowych 120 mm.
Co jeszcze?
Program Tarcza Wschód to jeszcze szereg innych działań m.in. w ramach poprawy łączności w rejonach przygranicznych, w związku z czym w tamtym roku urochmiono siedem nowych stacji bazowych nadawczo-odbiorczych, co pozwoliło nie tylko poprawić warunki funkcjonowania sił zbrojnych, ale przyczyniło się też do poprawy dla mieszkańców. Na ten rok planowana jest dalsza rozbudowa sieci telekomunikacyjnej poprzez budowę kolejnych kilkunastu stacji bazowych.
Tarcza Wschód wzmacnia też zdolności bojowe Sił Zbrojnych RP. Agencja Uzbrojenia prowadzi prace nad pozyskaniem m.in.: systemu przeciwlotniczego z możliwością zwalczania BSP (kryptonim SAN), a także zarządza podpisanymi umowami m.in. dotyczącymi zakupu transporterów minowania narzutowego BAOBAB-K i BAOBAB-G, bezzałogowych systemów powietrznych FlyEye, bezzałogowych systemów poszukiwawczo-uderzeniowych GLADIUS, środków bojowych oraz planuje realizację kolejnych zadań w zakresie pojazdów samochodowych, środków rozpoznawczych, łączności oraz wyposażenia indywidualnego.
Program to jednak nie tylko korzyści wojskowe, ale też społeczne, w związku z czym przewidziano również rozwój zabezpieczenia medycznego, obejmujący m.in. szpitale polowe i rozwiązania modułowe, zintegrowane z systemem ochrony i obrony ludności cywilnej. Wszystko to natomiast przy wykorzystaniu środowiska naturalnego jako wsparcia zdolności obronnych państwa. Za tę gałąź odpowiada tzw. Zielona Tarcza Wschód, wobec której – we współpracy z resortem klimatu – realizowane są projekty odtwarzania torfowisk, bagien i mokradeł w obszarach o kluczowym znaczeniu operacyjnym. Działania te łączą cele obronne i środowiskowe, wzmacniając odporność państwa przy jednoczesnym poszanowaniu przyrody. Na realizację tych projektów w najbliższych latach planowane jest przeznaczenie ok. 120 mln zł.
Tak szeroki wymiar korzyści z programu oraz jego stopniowe rozwijanie sprawia, że Tarcza Wschód cieszy się coraz większym zainteresowaniem wśród sojuszniczych państw NATO. W związku z tym, od połowy tego roku planowane jest włączenie wojsk sojuszniczych w rozbudowę infrastruktury inżynieryjnej na wschodniej granicy Polski.
Kluczowym momentem dla realizacji programu, który pozwolił znaleźć mu się w tym miejscu, było natomiast wejście w życie w 2025 roku specustawy o inwestycjach w obronność. Nowe przepisy znacząco usprawniły proces przygotowania i realizacji inwestycji wojskowych. W 2026 roku planowane jest pełne wdrożenie rozwiązań ustawowych, w tym opracowanie pierwszego wykazu kluczowych inwestycji obronnych, obejmującego również zadania realizowane w ramach programu Tarcza Wschód.
3. 22 mld zł na infrastrukturę dual use, obronność i polskie technologie
Autor: Damian Kelman | Data publikacji: 28-01-2026
Komitet Sterujący Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności podczas pierwszego posiedzenia po wejście w życie ustawy o szczególnych zasadach realizacji zadań związanych z inwestycją w zakresie bezpieczeństwa i obronności w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności przyjął priorytety inwestycyjne i regulamin FBiO. W ogromnym budżecie znalazły się m.in. inwestycje na infrastrukturę podwójnego zastosowania.
W premierowym spotkaniu brali udział m.in. ministrowie obrony narodowej – Władysław Kosiniak-Kamysz – funduszy i polityki regionalnej – Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – oraz cyfryzacji – Krzysztof Gawkowski. Zebranym udało się ustalić priorytety inwestycyjne.
– Podjęliśmy dzisiaj dwie kluczowe decyzje. Po pierwsze o regulaminie Komitetu, po drugie o priorytetach inwestycyjnych dla Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności. Środki są ogromne. To ponad 22 miliardy złotych na polską obronność, polskie technologie w tym zakresie oraz infrastrukturę podwójnego zastosowania – powiedziała Pełczyńska-Nałęcz.
Pieniądze z Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności zostaną przeznaczone na wsparcie potencjału obronnego Polski i ochronę ludności, na co pójdzie prawie co dziesiąta złotówka z KPO. Skorzystają z niego innowacyjne firmy technologiczne z sektora obronnego oraz samorządy. Planem jest dofinansowanie inwestycji obejmujących cztery priorytety:
- rozwój obiektów zbiorowej ochrony oraz infrastruktury ochrony ludności – około 9,65 mld zł na budowę schronów, miejsc schronienia, studni, ujęć wody i lokalnych studni, infrastrukturę telekomunikacyjną związaną z zarzadzaniem kryzysowym;
budowę i modernizację infrastruktury podwójnego zastosowania– około 6,26 mld zł na budowę, modernizację dróg, mostów i tuneli należących do samorządów oraz infrastruktury kolejowej; - inwestycje w cyberbezpieczeństwo – około 2,46 mld zł na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa i niezawodności infrastruktury cyfrowej gromadzącej dane i wspierającej zarządzanie naszym otoczeniem (ujęcia wody, instalacje kanalizacyjne, komunikacja publiczna, sieci energetyczne, itp.)
- nowoczesny przemysł – około 4,05 mld zł na zwiększenie mocy produkcyjnych w polskim sektorze zbrojeniowym; wsparcie m.in. budowy i modernizacji infrastruktury produkcyjnej, zakup oprogramowania oraz usług IT; maszyn i urządzeń przydatnych w sytuacjach kryzysowych; maszyn i urządzeń niezbędnych do prowadzenia badań przemysłowych i prac rozwojowych.
Resort funduszy i polityki regionalnej zwraca jednak uwagę, że finalny podział środków będzie uzależniony od zainteresowania podmiotów w ramach naborów pożyczkowych oraz otwartości na dopuszczenie inwestora do struktury właścicielskiej. Za obsługę Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności będzie odpowiadał Bank Gospodarstwa Krajowego. Beneficjenci będą mogli liczyć na wsparcie w formie pożyczek i inwestycji . Pożyczki dla jednostek samorządu terytorialnego będą nieoprocentowane i rozłożone na wiele lat. Przewidziana jest też możliwość częściowego umorzenia pożyczek. Przedsiębiorstwa będą mogły korzystać z maksymalnie preferencyjnych warunków finansowania, zgodnych z przepisami dotyczącymi pomocy publicznej.