Podatki | Prasówka | 9-15.05.2024

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Wprowadzenie KSeF opóźnione z powodu obaw paraliżu gospodarczego

oprac.Adrian Borek | 8 maja 2024, 19:35

Projekt ustawy, przesuwającej wdrożenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) na 1 lutego 2026 r., został w środę przyjęty przez Komisję Finansów Publicznych. Obecnie obowiązujące przepisy zakładają, że KSeF ma obowiązywać od 1 lipca tego roku.

Proces legislacyjny projektu bez poprawek
Komisja nie wniosła do projektu poprawek, natomiast upoważniła biuro legislacyjne do wprowadzenia zmian redakcyjnych. Projekt został skierowany do drugiego czytania.

Odrzucenie terminu wprowadzenia KSeF ze względu na braki w systemie
W środę, podczas pierwszego czytania, wiceminister finansów Jarosław Neneman, przedstawiając uzasadnienie, powiedział, że obowiązkowy KSeF nie ma szans wejść w życie 1 lipca tego roku, a ewentualne jego wprowadzenie spowodowałoby, że nie można byłoby wystawiać ani odebrać faktur VAT. Dodał, że audyt wykazał liczne wady projektowanego KSeF, przede wszystkim nieskalowalność, a co za tym idzie, nie ma technicznej możliwości, by został wdrożony 1 lipca br.

„Nie wprowadzamy tego, nie dlatego, żeśmy zmienili zdanie, tylko dlatego, że system się nie nadaje do wprowadzenia. Wyniki audytu jednoznacznie pokazały że system jest nie gotowy, system by się zawalił, zaraz po wprowadzeniu. To byłoby chyba gorzej, niż powtórka z Polskiego Ładu, bo nie można byłoby wystawić i odebrać faktury” – wskazał Neneman.

Odłożenie wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur na 2026 rok
Pod koniec kwietnia tego roku Rada Ministrów przyjęła projekt noweli ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw, przewidujący przesunięcie terminu wdrożenia KSeF na 1 lutego 2026 r. Zgodnie z nim, termin wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) ma być przesunięty z 1 lipca 2024 roku, co według rządu, jest związane z nieprzygotowaniem systemu oraz samych przedsiębiorców do stosowania KSeF.

Reakcja na opinie przedsiębiorców i uniknięcie paraliżu gospodarczego
W komunikacie KPRM zwrócono uwagę, że zmiana przepisów to odpowiedź na sygnały płynące od przedsiębiorców. Brak decyzji o zmianie terminu doprowadziłby do paraliżu gospodarczego oraz sytuacji, w której podatnicy zostaliby zmuszeni do e-fakturowania i korzystania z systemu wykazującego błędy, a także nieprzygotowanego do obsługi dużej liczby faktur.(PAP)

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9503511,wprowadzenie-ksef-opoznione-z-powodu-obaw-paralizu-gospodarczego.html

 2. Kiedy transakcje z jednostkami powiązanymi są opodatkowane ryczałtem od dochodów spółek

Żaneta Jędrusik | 13 maja 2024, 08:03

W przypadku podatnika estońskiego CIT wiele świadczeń z jednostkami powiązanymi można uznać za ukryte zyski. Rozumie się przez nie świadczenia pieniężne, niepieniężne, odpłatne, nieodpłatne lub częściowo odpłatne, wykonane w związku z prawem do udziału w zysku, inne niż podzielony zysk.s

Aby ustalić, czy dane świadczenie jest ukrytym zyskiem, w pierwszej kolejności powinno się określić, na rzecz kogo jest wykonane – np. czy jest to udziałowiec, akcjonariusz, wspólnik, czy też podmiot powiązany bezpośrednio lub pośrednio z podatnikiem lub z tym udziałowcem, akcjonariuszem albo wspólnikiem. Zgodnie z ustawą o CIT w tym przypadku bierze się po uwagę podmioty powiązane pośrednio lub bezpośrednio, których wielkość udziałów i praw wynosi, dla celów opodatkowania ryczałtem, co najmniej 5 proc. Dodatkowo należy przeanalizować, czy transakcja jest przeprowadzona na warunkach rynkowych oraz czy mogłaby ona zostać zawarta między podmiotami niepowiązanymi, gdyby nie uczestniczyły w niej podmioty powiązane.

Czym są ukryte zyski
Zgodnie z art. 28m ust. 3 pkt 1 ustawy o CIT ukrytymi zyskami są m.in.:
– kwota pożyczki (kredytu) udzielonej przez podatnika (w tym również pożyczka udzielona za pośrednictwem tworzonych z zysku funduszy) udziałowcowi, akcjonariuszowi czy wspólnikowi lub podmiotowi powiązanemu z udziałowcem, akcjonariuszem lub wspólnikiem;
– odsetki, prowizje, wynagrodzenia i opłaty od pożyczki (kredytu) udzielonej przez te podmioty podatnikowi.

W przypadku transakcji związanych z pożyczkami:
– kwota kapitału udzielonej pożyczki wspólnikowi przed podatnika estońskiego CIT będzie stanowić ukryty zysk;
– odsetki zapłacone wspólnikowi od pożyczki otrzymanej przez podatnika estońskiego CIT będą stanowić ukryty zysk. Nie ma tutaj znaczenia, czy pożyczka została zaciągnięta przed przystąpieniem do opodatkowania ryczałtem czy w trakcie jego trwania;
– gdy umowa pożyczki została zawarta przed przystąpieniem do CIT estońskiego, lecz kwota pożyczki udzielonej wspólnikowi została przekazana w czasie opodatkowania ryczałtem, to wystąpi ukryty zysk. Rozliczenie podatkowe w głównej mierze ma się opierać na ewidencji księgowej, a skutek podpisania umowy pożyczki znajduje odzwierciedlenie w księgach rachunkowych w chwili przekazania przez pożyczkodawcę środków pieniężnych, czyli w czasie opodatkowania CIT estońskim.

W myśl art. 28m ust. 3 pkt 2 i 3 ustawy o CIT ukrytymi zyskami są również:
– świadczenia wykonane na rzecz:
a) fundacji prywatnej lub rodzinnej, podmiotu równoważnego takiej fundacji lub przedsiębiorstwa prowadzonego przez taką fundację albo taki podmiot lub też na rzecz beneficjentów takiej fundacji lub takiego podmiotu,
b) trustu lub innego podmiotu czy stosunku prawnego o charakterze powierniczym;
– nadwyżka wartości rynkowej transakcji określona zgodnie z art. 11c ustawy o CIT ponad ustaloną cenę tej transakcji. Innymi słowy nadwyżka ta dotyczy wartości ustalonej na warunkach, które ustaliłyby między sobą podmioty niepowiązane.

Przykład 1

Nadwyżka wartości rynkowej
Spółka opodatkowana estońskim CIT ustaliła ze wspólnikiem wartość transakcji na kwotę 100 tys. Według wartości rynkowych taka transakcja powinna być wyceniona na kwotę 150 tys. zł. W tym przypadku można uznać, że powstała nadwyżka wartości rynkowej transakcji ponad jej ustaloną kwotę w wysokości 50 tys. zł (150 tys. zł – 100 tys. zł), czyli dochód z tytułu ukrytego zysku.

Zgodnie z art. 28m ust. 3 pkt 4–12 ustawy o CIT ukrytymi zyskami są również:
– nadwyżka zwróconej kwoty dopłaty, wniesionej do spółki zgodnie z odrębnymi przepisami, ponad kwotę wniesionej dopłaty. Jeżeli dopłata ta została wniesiona w walucie obcej, przeliczenia tej kwoty na złote dokonuje się według średniego kursu waluty obcej (ogłaszanego przez NBP na dzień odpowiednio zwrócenia dopłaty i faktycznego jej wniesienia);
– równowartość zysku przeznaczonego na podwyższenie kapitału zakładowego;
– darowizny (np. wydanie towarów lub materiałów rodzinie wspólnika spółki);
– prezenty i wydatki na reprezentację;
– wynagrodzenia wypłacone z zysku z tytułu umorzenia udziału (akcji), ze zmniejszenia wartości udziału (akcji), z wystąpienia wspólnika ze spółki lub ze zmniejszenia udziału kapitałowego wspólnika w spółce;
– dopłaty wypłacone w przypadku połączenia lub podziału podmiotów, tj. wartość, jaka została przekazana wspólnikowi;
– odsetki od udziału kapitałowego wypłacane na rzecz wspólnika przez spółkę;
– zysk przeznaczony na uzupełnienie udziału kapitałowego wspólnika spółki;
– świadczenia pieniężne i niepieniężne wypłacone w przypadku zmniejszenia udziału kapitałowego wspólnika w spółce.

Co nie może być ukrytym zyskiem
Zgodnie z art. 28m ust. 4 pkt 1 ustawy o CIT z kategorii ukrytych zysków wyłączone są wynagrodzenia za świadczenia na rzecz spółki (przychody ze stosunku pracy i zrównane – art. 12 ust. 1 ustawy o PIT), wynagrodzenia z wykonywania wolnego zawodu i zrównane (przychody osób należących do składu zarządów, rad nadzorczych, komisji itp., przychody z umów zlecenia/o dzieło, przychody z tyt. umów o zarządzanie przedsiębiorstwem, kontraktów menedżerskich lub podobnych – art. 13 pkt 7, 8 i 9 ustawy o PIT) oraz zasiłki pieniężne z ubezpieczenia społecznego wypłacone osobie fizycznej. Wyłączenie dotyczy części, w jakiej suma wypłaconych danej osobie w miesiącu wyżej wymienionych wynagrodzeń/zasiłków nie przekracza pięciokrotności średniego miesięcznego wynagrodzenia wypłacanego przez podatnika z ww. tytułów, nie więcej jednak niż pięciokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Średnie i przeciętne miesięczne wynagrodzenie ustala się za miesiąc poprzedzający miesiąc dokonania wypłat osobie fizycznej.

Do ukrytych zysków nie zalicza się wynagrodzeń z tytułu umowy o pracę, zlecenia, umowy o dzieło, umów o zarządzanie, kontraktów menedżerskich, wynagrodzenia członków zarządu, rad nadzorczych. Wynagrodzenie prokurenta, który jest wspólnikiem lub podmiotem powiązanym ze spółką lub wspólnikiem, nie spełnia powyższych przesłanek, w związku z czym należy je traktować jako ukryty zysk.

Przykład 2

Wypłaty dla właścicieli
W spółce wypłata zysku nastąpiła nie poprzez dywidendę, lecz w formie wynagrodzenia na rzecz właścicieli w kwocie 1 mln zł. Taką transakcję należy uznać za ukryty zysk. Warto zauważyć, że wypłata wynagrodzenia na rzecz właścicieli spółki prowadzi do takich samych skutków jak wypłata dywidendy. Zgodnie z art. 28m ust. 4 pkt 1 ustawy o CIT ogranicza się kwotę wynagrodzenia za pracę, jaka może nie zostać uznana za ukryty zysk, do pięciokrotności średniego miesięcznego i pięciokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw.

Do ukrytych zysków nie są zaliczane także wydatki i odpisy amortyzacyjne oraz odpisy z tytułu trwałej utraty wartości, które są związane z używaniem samochodów osobowych, środków transportu lotniczego, taboru pływającego oraz innych składników majątku (art. 28m ust. 4 pkt 2 ustawy o CIT). Wyłączenie w pełnej wysokości ma miejsce, gdy składniki majątku są wykorzystywane tylko na cele działalności gospodarczej. Natomiast wyłączenie w wysokości 50 proc. jest możliwe w sytuacji, gdy składniki majątku wykorzystywane są również na inne cele niż działalność gospodarcza (tzw. cele mieszane).

Przykład 3

Auto używane do celów mieszanych
Spółka z o.o. opodatkowana estońskim CIT nabyła usługę serwisową od kontrahenta z zagranicznego z UE. Spółka rozpoznała import usług – naliczyła podatek należny i naliczony. Jednak w związku z tym, że usługa dotyczyła samochodu osobowego używanego do celów mieszanych, spółka miała prawo odliczyć tylko połowę VAT naliczonego. Jeżeli samochód jest używany w sposób mieszany, to połowa kosztów związanych z jego używaniem stanowi dochód z tytułu ukrytych zysków lub wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą – w zależności od tego, kto eksploatuje pojazd na potrzeby niezwiązane z działalnością gospodarczą. Zatem, rozpoznając dochód z ukrytych zysków lub wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą, podatnik musi uwzględnić 50 proc. kosztów, czyli wartość netto i 50 proc. VAT naliczonego z tytułu importu usług. Warto zauważyć, że do limitowania kosztów należy wziąć wszystkie koszty związane z posiadaniem samochodu, np. koszty leasingu, paliwa, ubezpieczenia, myjni i inne koszty eksploatacyjne.

Z ukrytych zysków wyłączono także kwoty pożyczki (kredytu) zwróconej przez podatnika wspólnikowi lub podmiotowi powiązanemu, z wyłączeniem odsetek, prowizji, wynagrodzeń i opłat (art. 28m ust. 4 pkt 3 ustawy o CIT). W związku z tym należy uznać, że:
– otrzymana pożyczka przed podatnika estońskiego nieodpłatnie (czyli bez naliczania odsetek) nie generuje przychodu z ukrytych zysków, o ile zostanie zwrócona;
– pożyczki, które zostały zaciągnięte przez wspólników spółki od tej spółki przed okresem stosowania opodatkowania estońskim CIT, nie powodują wystąpienia po stronie spółki dochodu z tytułu ukrytych zysków;
– umorzenie odsetek i prowizji otrzymanej pożyczki wygenerują przychód z nieodpłatnego świadczenia po stronie spółki rozpoznawany w księgach rachunkowych, który wpłynie na podstawę opodatkowania estońskim CIT dopiero przy podziale zysku.

Powyższe wyłączenia (w art. 28m ust. 4 ustawy o CIT) mają charakter katalogu zamkniętego. Natomiast zgodnie art. 28m ust. 3 ustawy o CIT katalog świadczeń mogących prowadzić do powstania dochodu z tytułu ukrytych zysków ma charakter otwarty, dlatego warto analizować każdą transakcję indywidualnie – w zależności od działalności jednostki. Dodatkowo ciężar dowodowy spoczywa na podatniku, a forma dowodu nie została ograniczona. Spółka powinna badać m.in.: posiadane ewidencje lub inne dowody umożliwiające wykluczenie użytku prywatnego na cele osobiste udziałowców (akcjonariuszy) lub członków ich rodzin lub innych podmiotów powiązanych.

Przykład 4

Szkolenie dla wspólników
Spółka zajmuje się działalnością w zakresie doradztwa technicznego oraz pozostałego doradztwa w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej i zarządzania. Firma planuje, aby właściciele spółki uczestniczyli w rocznym szkoleniu dla menedżerów.

Sfinansowanie udziału w szkoleniu nie stanowi świadczenia niepieniężnego, wykonanego w związku z prawem wspólników do udziału w zysku spółki, lecz jest to świadczenie związane z tym, że wspólnicy ci są osobami zarządzającymi spółką, dlatego nie można uznać, że transakcja stanowi ukryty zysk. W efekcie nie będzie ona opodatkowana dla celów estońskiego CIT.

Przykład 5

Opłata za licencję
Spółce powiązanej wypłacono wynagrodzenie za licencję na znak towarowy, które zostało ustalone na warunkach rynkowych. W tej sytuacji nie wystąpią w spółce dochody z tytułu ukrytych zysków. W art. 28m ust. 3 ustawy o CIT nie zostały wskazane koszty wynagrodzeń za licencję na znak towarowy. W konsekwencji, co do zasady, nie stanowią one ukrytych zysków. Za ukryte zyski uważa się natomiast m.in. nadwyżkę wartości rynkowej transakcji ponad ustaloną cenę tej transakcji. Jednakże w przedstawionej sytuacji ustalone wynagrodzenie odpowiada cenom rynkowym, a więc przepis ten nie będzie miał zastosowania.

Przykład 6

Płatności kartą
W przypadku braku faktur czy dokumentów zakupu do płatności opłacanych kartą służbową spółka przygotowuje oświadczenie o poniesieniu kosztu. Czy takie płatności mogą być kosztem spółki i nie podlegają opodatkowaniu? Jeżeli poniesione koszty dotyczą wydatków na rzecz udziałowców, wówczas będą potraktowane jako ukryte zyski i opodatkowane CIT. Natomiast, jeżeli spółka w sposób niebudzący wątpliwości wykaże, iż wydatki wskazane w oświadczeniu są związane wyłącznie z jej działalnością i pomimo braku zewnętrznych dowodów udokumentuje je w inny sposób i zaksięguje w koszty zgodnie z zasadami prawa bilansowego, to nie wystąpi dochód z tytułu ukrytych zysków i wydatków niezwiązanych z prowadzoną działalnością gospodarczą.

Przykład 7

Impreza integracyjna
Spółka z o.o. zorganizowała dla wszystkich pracowników imprezę integracyjną. Wśród zaproszonych są również jej wspólnicy. Zakładając, że impreza integracyjna służy spółce, udział w niej pracowników ma wpłynąć pozytywnie na jej funkcjonowanie, to nie występuje wraz z nim świadczenie, którego beneficjentem bezpośrednim lub pośrednim są właściciele. To by oznaczało, że nie są spełnione warunki normatywne wystąpienia ukrytych zysków, które są zapisane w art. 28m ust. 3 ustawy o CIT. Tym samym organizacja takiej imprezy integracyjnej nie skutkuje wystąpieniem dochodu do opodatkowania z tytułu ukrytych zysków. ©℗

Podstawa prawna
– art. 28m ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 2805; ost.zm. Dz.U. z 2024 r. poz. 232)
– art. 12 ust. 1, art. 32 ust. 1 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 226; ost.zm. Dz.U. z 2024 r. poz. 232)

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9505407,kiedy-transakcje-z-jednostkami-powiazanymi-sa-opodatkowane-ryczaltem-o.html

 3. Współtworzenie oprogramowania bez ulgi IP Box

Paweł Jastrzębowski | 13 maja 2024, 07:59

Praca osoby współtworzącej oprogramowanie może być twórcza. Jeżeli jednak jej efekty powstają w toku prac bazujących wyłącznie na pracy zespołu innych osób (programistów), to nie wystarczy do uznania jej za działalność badawczo-rozwojową. A to warunek zastosowania 5-proc. stawki PIT.

Tak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku w sprawie kobiety, która prowadzi działalność gospodarczą w zakresie tworzenia i rozwijania oprogramowania, sklasyfikowanej głównie według kodu PKD 62.02.Z – działalność związana z doradztwem w zakresie informatyki.

W 2019 r. kobieta zawarła umowę z polskim przedsiębiorcą na współtworzenie oprogramowania komputerowego. Sama jednak nie tworzyła kodu źródłowego programu. Jej zadania polegały głównie na: analizie danych, sporządzaniu dokumentacji projektowej, koordynacji działań zespołu programistów (wykonanie testów projektowanego systemu, wsparcie i pomoc na różnych etapach testowania, konsultacje i wyjaśnianie specyfikacji funkcjonalnej zespołowi developerskiemu).

Program stał się więc efektem wspólnej pracy programistów, analityków oraz testerów. Jego przygotowanie składało się z kilku etapów:
– ustalenia przez analityka w rozmowie z klientem wymagań biznesowych, a następnie przedstawienia ich programistom w postaci dokumentu projektowego, zwanego analizą biznesową,
– opracowania dokumentacji projektu technicznego oraz prototypu graficznego programu,
– tworzenia kodu źródłowego przez programistów,
– przygotowania przez analityków wraz z testerami scenariuszy i przypadków testowych sprawdzających zgodność zatwierdzonych wymagań biznesowych z przygotowanym kodem,
wykonania testów.

Kobieta wyjaśniła, że podczas całego tego procesu dokumentacja jest doprecyzowywana i uzupełniana, a często także rozszerzana (gdy klienci zgłaszają potrzebę uzupełnienia programu o nowe funkcje).

Co z 5-proc. stawką PIT
Podkreśliła też, że każdy z zakresów tych prac – czy to programistów, czy analityków i testerów – jest niezbędny dla powstania ostatecznego programu.

Przyznała, że co prawda samodzielnie nie tworzy programu komputerowego, ale – jak twierdziła – bez wykonywanych przez nią czynności napisanie programu nie byłoby możliwe.

Dlatego uważała, że jej działalność jest również badawczo-rozwojowa i uprawnia do skorzystania z preferencyjnej stawki 5 proc. od dochodu osiągniętego z kwalifikowanych praw własności intelektualnej (m.in. autorskiego prawa do programu komputerowego).

Bez preferencji
Innego zdania był dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. W interpretacji z 7 listopada 2023 r. (sygn. 0111-KDIB1-1.4011.129.2022.12.JJ) stwierdził, że wykonywane przez kobietę czynności nie są działalnością badawczo-rozwojową. Nie jest to bowiem działalność twórcza „obejmująca badania naukowe lub prace rozwojowe, podejmowana w sposób systematyczny w celu zwiększenia zasobów wiedzy oraz wykorzystania zasobów wiedzy do tworzenia nowych zastosowań” – uznał, przywołując definicję zawartą w art. 5a pkt 38 ustawy o PIT.

Dodał, że również sporządzana przez kobietę dokumentacja jest tylko podstawą do dalszych prac i nie może być uznana za kwalifikowane prawa własności intelektualnej.

Nie każdy materiał przygotowawczy, jaki powstał w trakcie prac nad programem, powinien podlegać ochronie na zasadach określonych w rozdziale 7 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 2509) – stwierdził dyrektor KIS.

Jego stanowisko podtrzymał WSA w Gdańsku. Uzasadniając wyrok, sędzia Elżbieta Rischka wyjaśniła, że w tej sprawie podatniczka nie tworzy programów komputerowych, nie występuje jako samodzielny twórca oprogramowania, ale jedynie wspiera inne osoby, jest jakby ogniwem w wytworzeniu oprogramowania na zlecenie kontrahenta.

Sędzia Rischka zwróciła ponadto uwagę na to, że kobieta nie jest właścicielem ani współwłaścicielem oprogramowania. Nie jest też użytkownikiem posiadającym prawo do korzystania z niego na podstawie licencji wyłącznej. ©℗

Autor jest doradcą podatkowym

orzecznictwo

Podstawa prawna
Wyrok WSA w Gdańsku z 7 maja 2024 r., sygn. akt I SA/Gd 46/24

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9505487,wspoltworzenie-oprogramowania-bez-ulgi-ip-box.html

 4. Wpis na czarną listę KNF to wyrok śmierci dla spółki

Adam Pantak | wczoraj, 07:00

Znalezienie się na liście ostrzeżeń publicznych KNF może skutkować nie tylko utratą reputacji, lecz także zamknięciem przez bank firmowego rachunku. Przedsiębiorcy w takiej sytuacji są więc zmuszeni do zlikwidowania działalności, nawet jeśli po latach prokuratura albo sąd oczyszczą ich z zarzutów.

Lista ostrzeżeń publicznych (LOP) Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) to narzędzie służące do ostrzegania klientów, kontrahentów. W założeniach ma ona chronić obywateli przed tymi, którzy mogą narazić ich na poważne straty finansowe. W idealnym modelu przewidzianym przez ustawę o nadzorze nad rynkiem finansowym (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 135) na listę powinni trafiać tylko ci, którzy najprawdopodobniej popełnili przestępstwo. KNF przed zawiadomieniem prokuratury, wraz z którym następuje automatyczny wpis na listę, może przeprowadzić tzw. postępowanie wyjaśniające.

Problem leży w tym, że firmy prześwietlane przez KNF w ramach tego postępowania nie są formalnie jego stronami. Nie przysługuje im więc prawo do kwestionowania poczynionych przez urzędników ustaleń. Dodatkowo sam wpis na LOP jest czynnością materialno-techniczną, a nie decyzją administracyjną. Oznacza to, że nie przysługuje od niego jakiekolwiek odwołanie.

Przeciągające się postępowania
Skutki wpisu na LOP są wyjątkowo dotkliwe. Przedsiębiorca spotyka się z ostracyzmem społecznym, traci klientów i kontrahentów, a bank może wypowiedzieć umowę rachunku firmowego, bez którego prowadzenie działalności gospodarczej jest praktycznie niemożliwe. Tymczasem bywa, że prokuratura albo sąd po kilku latach decydują o umorzeniu postępowania. W innych przypadkach od zawiadomienia prokuratury przez KNF do decyzji o odmowie wszczęcia postępowania potrafi minąć nawet kilkanaście miesięcy. Dla przedsiębiorcy to za późno, jeśli w oczekiwaniu na korzystne dla siebie rozstrzygnięcie był zmuszony do zamknięcia działalności.

Przykładem osoby, dla której wpis na LOP oznaczał konieczność zamknięcia działalności, jest czytelnik DGP. W 2018 r. został on wpisany na LOP w związku z pośredniczeniem w obrocie obligacjami GetBacku i prowadzeniem działalności maklerskiej bez wymaganego zezwolenia KNF. Pomimo upływu niemal sześciu lat do dziś nie postawiono mu zarzutów w ramach postępowania prokuratorskiego. Natomiast jego nazwisko wciąż figuruje na LOP, mimo że od 2019 r. nie prowadzi on już działalności gospodarczej. Co ciekawe, w lipcu 2023 r. sąd gospodarczy w sprawie o zwrot niesłusznie pobranych prowizji, wytoczonej naszemu czytelnikowi przez GetBack na podstawie wpisu KNF na listę ostrzeżeń, stwierdził, że ten przedsiębiorca nie wykonywał czynności maklerskich, ale jedynie doprowadzał do nawiązania kontaktu między swoimi klientami a GetBackiem, a tym samym uznał go za niewinnego.

Niemniej, z uwagi na brak jakichkolwiek rozstrzygnięć prokuratury w postępowaniu toczącym się z zawiadomienia KNF nasz czytelnik nie ma podstaw, by ubiegać się o wykreślenie z LOP, nawet jeśli w innym postępowaniu sąd przyznał mu rację. Figurowanie na liście ostrzeżeń poza konsekwencjami dla prowadzonego biznesu oraz wypowiedzeniem przez bank firmowego rachunku, a także utratą możliwości zaciągania kredytów i zawierania umów leasingu, skazuje go również na ostracyzm przy poszukiwaniu pracy np. w sektorze finansowym.

Przykładem tego, że KNF nie zawsze ma rację, a sądy po latach umarzają postępowania i obalają wysunięte przez KNF zarzuty, jest postanowienie z 27 lutego 2024 r. (sygn. akt VIII K/23). Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uznał w nim, że spółka i jej przedstawiciele oskarżani o prowadzenie działalności maklerskiej bez wymaganego zezwolenia KNF nie popełnili przestępstwa. Podobnie jak w przypadku naszego czytelnika również tu działalność spółki i jej pracowników polegała nie na oferowaniu sprzedaży, ale jedynie na przekazywaniu informacji reklamowych o obligacjach, których zakup był oferowany przez zupełnie inny podmiot.

– Organy wymiaru sprawiedliwości nie zawsze przychylają się do stanowiska KNF. Często dochodzi do wydania korzystnego dla przedsiębiorcy rozstrzygnięcia. Sama miałam do czynienia z takimi przypadkami – mówi dr Aleksandra Ossowska, wspólnik zarządzający w kancelarii FinLegalTech.

Widowiskowe wpisy
Aleksandra Ossowska procedurę wpisywania na LOP ocenia jako pod wieloma względami wadliwą i niesprzyjającą przedsiębiorcom. Nasza rozmówczyni zwraca uwagę na to, że zazwyczaj KNF w bardzo widoczny dla opinii publicznej sposób informuje o wpisaniu danego podmiotu na listę ostrzeżeń. Komunikat pojawia się na stronie internetowej KNF i w prowadzonych przez nią mediach społecznościowych. Bardzo często te treści są następnie powielane przez prasę i portale internetowe.

Wykreślenie przedsiębiorcy z LOP nie jest już tak zauważalne. Na liście ostrzeżeń KNF wciąż figuruje wiele spółek i przedsiębiorców, wobec których prokuratura bądź sąd umorzyły postępowania. Przykładowo firma FACTOR z Radomska została wpisana na LOP w 2016 r., a dopiero w 2021 r. sąd zatwierdził postanowienie prokuratury o umorzeniu śledztwa. Niemniej wpis nie zniknął, bo KNF nie ma obowiązku automatycznego usunięcia z listy podmiotu, wobec którego prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania albo umorzyła śledztwo. Takiego obowiązku nie ma nawet w przypadku uniewinniającego rozstrzygnięcia sądu. O usunięcie z LOP trzeba osobiście zawnioskować do KNF.

Okazuje się jednak, że także tu mnożą się trudności. Często podmiot, wobec którego na skutek zawiadomienia KNF toczą się w prokuraturze czynności zmierzające do wszczęcia postępowania, nie jest formalnie jego stroną. Zatem nie są mu dostarczane decyzje podjęte w sprawie, w tym także postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania. Może więc dojść do sytuacji, w której przedsiębiorca o tym, że powinien zniknąć z listy ostrzeżeń, dowie się dopiero po pewnym czasie.

– Według mnie należałoby rozważyć przyjęcie modelu podobnego do tego, który funkcjonuje w sytuacji wpisywania przez prezesa UOKiK na listę ostrzeżeń konsumenckich. W tym przypadku wpis jest dokonywany po wydaniu decyzji administracyjnej, od której przysługuje odwołanie – dodaje dr Aleksandra Ossowska.

Dotkliwe sankcje
Jedno z najbardziej dotkliwych następstw wpisu na LOP to wypowiedzenie przez bank umowy rachunku bankowego, bez którego prowadzenie działalności gospodarczej jest w praktyce niemożliwe.

– Większość banków ma zapisaną w swoich regulaminach konieczność lub możliwość wypowiedzenia umowy prowadzenia rachunku przedsiębiorstwu wpisanemu na listę ostrzeżeń, do czego niejednokrotnie dochodzi bez uwzględnienia proporcjonalności takiego działania, do czego banki są zobowiązane wytycznymi KNF lub GIIF. Bez konta w banku prowadzenie działalności gospodarczej jest praktycznie niemożliwe. Zatem wpis, mimo tego, że formalnie nie jest sankcją, przynosi często znacznie gorsze skutki niż nawet skazujący wyrok karny – wyjaśnia Rafał Wojciechowski, adwokat, szef działu Prawa Rynku Kapitałowego w kancelarii FilipiakBabicz.

Nasz rozmówca dodaje, że z wpisem na LOP mogą wiązać się również kontrole rozmaitych urzędów państwowych, w tym kontrole skarbowe, co w praktyce może powodować dalsze trudności związane z koniecznością uczestnictwa w wielu postępowaniach administracyjnych, karnych lub kontrolnych w jednym czasie.

KNF na pytanie DGP o to, czy dostrzega konieczność wprowadzenia zmian w procedurze wpisywania na LOP, odpowiedziała, że nie widzi takiej potrzeby. W przesłanej nam odpowiedzi czytamy, że w związku z ustawowym połączeniem zawiadomienia prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa z wpisem na LOP „w zakresie wpisów na listę ostrzeżeń publicznych KNF, Komisja nie dysponuje żadną swobodą i jest ściśle związana przepisami ustawy. Wpis taki jest obligatoryjny i Komisja nie ma żadnego uznania administracyjnego w tym zakresie”.

Rzecznik KNF zauważa również, że w większości przypadków wpisani na LOP nie kwestionują faktycznych ustaleń urzędników, ale jedynie dokonaną przez nich ocenę prawną. „Należy mieć także na uwadze, że w części przypadków mamy do czynienia z działaniami stricte o charakterze oszukańczym, zmierzającym z góry do sprzeniewierzenia środków powierzonych przez klientów. Stąd też wynika prewencyjny charakter listy ostrzeżeń publicznych KNF, aby ograniczyć krąg potencjalnych poszkodowanych” – dodaje rzecznik. ©℗

opinia

Procedura wpisywania na listę ostrzeżeń budzi wątpliwości konstytucyjne
Dr hab. Grzegorz Kuca profesor w Katedrze Prawa Ustrojowego Porównawczego oraz zastępca kierownika Centrum Interdyscyplinarnych Studiów Konstytucyjnych WPiA UJ / Materiały prasowe

Umieszczenie podmiotu na liście ostrzeżeń stanowi czynność materialno-techniczną, a przez to nie przybiera formy decyzji administracyjnej. Tym samym podmiot, którego nazwę lub inne oznaczenie ujęto na tej liście, nie może skorzystać z żadnej procedury odwoławczej, która służyłaby weryfikacji poprawności czynności podejmowanej przez komisję. To może istotnie ograniczać konstytucyjną zasadę wolności działalności gospodarczej (art. 20 konstytucji). Procedura wywołuje ponadto wątpliwości w świetle art. 77 ust. 2 konstytucji: „ustawa nie może nikomu zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw”. Przepis ten stanowi bowiem jedną z gwarancji konstytucyjnego prawa do sądu (art. 45 ust. 1 konstytucji). Ustawodawca powinien zatem kierować się kryterium racjonalności i proporcjonalności, tak by komisja z jednej strony należycie zapewniała bezpieczeństwo, stabilność i przejrzystość sektora finansowego, a z drugiej – nie przyczyniała się do ograniczenia swobody działalności gospodarczej przez podmioty umieszczone na liście ostrzeżeń publicznych (art. 20 konstytucji).

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9506322,wpis-na-czarna-liste-knf-to-wyrok-smierci-dla-spolki.html

 5. Dochód uzyskany z działalności objętej decyzją o wsparciu w ramach Polskiej Strefy Inwestycji, a strata wygenerowana na działalności zwolnionej z opodatkowania

Jacek Liguziński, koordynator zespołu ds. obsługi inwestora w Krakowskim Parku Technologicznym | wczoraj, 12:01

Po ponad 20 latach działalności specjalnych stref ekonomicznych (dalej SSE), ustawa z dnia 10 maja 2018 r. o wspieraniu nowych inwestycji (Dz.U. 2020 poz. 1752 z późn. zm., dalej: Ustawa), wprowadziła zmiany w systemie zwolnień z podatku dochodowego. Zmiany te miały na celu dostosowanie przepisów do aktualnych warunków rynkowych i oczekiwań przedsiębiorców. Wprowadzony został program Polska Strefa Inwestycji (dalej PSI), który jest instrumentem umożliwiającym uzyskanie wsparcia na realizację nowej inwestycji w formie zwolnienia z podatku dochodowego (od osób prawnych lub fizycznych).

Przedsiębiorcy, którzy są zainteresowani skorzystaniem z PSI i chcą otrzymać zwolnienie podatkowe na realizację nowej inwestycji, często zastanawiają się, co się stanie,, gdy przychody z tytułu prowadzania działalności są mniejsze od kosztów ich uzyskania.

Taka sytuacja powoduje ujemną różnicę między przychodami, a kosztami uzyskania tych przychodów, stanowiąc tym samym stratę podatkową w rozumieniu art. 7 ust. 2 ustawy o ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (dalej: ustawy o CIT) i art. 9 ust. 2 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (dalej: ustawy o PIT). Przywołany scenariusz pojawia się najczęściej przy okazji rozpoczęcia działalności, gdy ponoszone nakłady inwestycyjne, związane np. z nabyciem gruntów i zakupem/modernizacją środków trwałych są na tyle wysokie, że w pierwszych latach działalności przedsiębiorstwo generuje stratę. W przypadku poniesienia straty podatkowej, przedsiębiorca ma możliwość obniżenia dochodu uzyskanego z tego samego źródła o wartość tej straty w latach przyszłych, co pozwoli mu na zmniejszenie wysokości zobowiązania podatkowego do zapłaty.

Jednakże podczas oceny zakresu pomocy publicznej w postaci zwolnienia podatkowego, w ramach z programu PSI, należy pamiętać, że zwolnienie dotyczy tylko dochodu uzyskanego z działalności gospodarczej, który jest ściśle określony we wniosku o wsparcie i musi być realizowany na wskazanym przez przedsiębiorcę terenie. Tym samym, zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 34a ustawy o CIT oraz art. 21 ust. 1 pkt 63b ustawy o PIT, zwolnienia nie można zastosować, jeśli przedsiębiorca nie osiągnął dochodu podatkowego na terenie realizacji nowej inwestycji. Literalne brzmienie tego przepisu jasno wskazuje, że zastosowanie zwolnienia podatkowego wymaga osiągnięcia określonego dochodu.

To stanowisko znajduje odzwierciedlenie w orzecznictwie sądów administracyjnych, co potwierdza prawomocny wyrok WSA w Rzeszowie z 2 czerwca 2020 r., sygn. akt I SA/Rz 240/20, zgodnie z którym: „(…) podatnicy strefowi ustalają przychody i koszty na takich samych zasadach, jak inni podatnicy, a dopiero dochód może korzystać ze zwolnienia od podatku. To, czy dochód strefowy będzie zwolniony spod opodatkowania jest bowiem następcze w stosunku do ustalenia kosztów uzyskania przychodu. Zwolnienie stosuje się dopiero podczas wymiaru podatku.” Zgodnie z treścią art. 7 ust. 4 w związku z ust. 3 pkt 1 ustawy o CIT oraz odpowiednio art. 9 ust. 3a pkt 4 ustawy o PIT, przy ustalaniu straty nie uwzględnia się przychodów i kosztów uzyskania przychodów ze źródeł przychodów położonych na terytorium Polski lub za granicą, jeżeli dochody z tych źródeł nie podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym albo są wolne od podatku. Przywołane wyżej przepisy ustawy o CIT i ustawy o PIT nie dają zatem przedsiębiorcy uprawnienia do rozliczania podatkowego strat ze źródeł przychodów, w których dochody są zwolnione z podatku.

Ponadto, zgodnie z wydanymi objaśnieniami podatkowymi z dnia 6 marca 2020 r. (dotyczącymi sposobu ustalania dochodu zwolnionego z opodatkowania podatkiem dochodowym, osiągniętego z działalności gospodarczej określonej w decyzji o wsparciu, o której mowa w Ustawie) strata, którą można rozliczyć w następnych latach podatkowych w jednym ze wskazanych sposobów, musi być stratą podatkową, to znaczy że została poniesiona w ramach działalności gospodarczej podlegającej opodatkowaniu. Strata, o której mowa w art. 7 ust. 2 ustawy o CIT lub art. 9 ust. 2 ustawy o PIT, jest stratą w rozumieniu prawa podatkowego, ponieważ tylko o taką można obniżyć dochód, a nie stratą w sensie ekonomicznym, za którą uznaje się stratę poniesioną w okresie zwolnienia podatkowego. Co więcej, przedsiębiorca nie ma możliwości pomniejszania dochodów o poniesioną stratę również w sytuacji, gdy realizuje inwestycję na podstawie zezwolenia wydanego przed dniem 30 czerwca 2018 r. na podstawie ustawy z dnia 20 października 1994 r. o SSE oraz na podstawie decyzji o wsparciu. Z uwagi na fakt, że zwolnienia dochodów z działalności prowadzonej w SSE oraz dochodów z inwestycji w ramach PSI wynikają z różnych regulacji prawnych, nie ma możliwości sumowania dochodów i strat osiągniętych w SSE i z nowej inwestycji.

Praktyka organów podatkowych sugeruje, że nie jest możliwe pomniejszenie dochodu podlegającego opodatkowaniu o stratę poniesioną w ramach działalności zwolnionej. W ubiegłym roku pojawiła się w tym obszarze interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z dnia 12 kwietnia 2023 r. (sygn. 0111-KDIB1-3.4010.29.2023.1.JKU), w uzasadnieniu której wskazał, że uwzględniając zasady wykładni językowej oraz systemowej, strata na działalności opodatkowanej może być zatem rozliczona wyłącznie z dochodem osiągniętym z tytułu działalności opodatkowanej, zgodnie z regułami określonymi w art. 7 ust. 5 ustawy o CIT.

Warto również zauważyć, że na możliwość rozliczenia straty ma również wpływ moment, od którego przedsiębiorca ma prawo skorzystać ze zwolnienia podatkowego. Jest on różny dla podatników, którzy uzyskali decyzję o wsparciu przed 1 stycznia 2023 r. oraz po tej dacie.

Zgodnie z § 9 ust. 1 Rozporządzenia w sprawie pomocy publicznej udzielanej niektórym przedsiębiorcom na realizację nowych inwestycji (Dz. U. z 2022 r. poz. 2861; zm.: Dz. U. z 2023 r. poz. 2813; dalej: Rozporządzenie), w brzmieniu obowiązującym do 31 grudnia 2022 r., wsparcie z tytułu kosztów kwalifikowanych nowej inwestycji przysługuje przedsiębiorcy od miesiąca, w którym poniósł te koszty, ale nie wcześniej niż od dnia otrzymania decyzji o wsparciu, aż do wygaśnięcia tej decyzji lub wyczerpania maksymalnej dopuszczalnej pomocy regionalnej, w zależności od tego, które zdarzenie wystąpi wcześniej. Z kolei, stosownie do § 9 ust. 1 Rozporządzenia , w brzmieniu obowiązującym od 1 stycznia 2023 r., wsparcie z tytułu kosztów kwalifikowanych nowej inwestycji przysługuje przedsiębiorcy począwszy od miesiąca, w którym upłynął termin zakończenia inwestycji określony w decyzji o wsparciu, aż do wygaśnięcia decyzji o wsparciu lub wyczerpania maksymalnej dopuszczalnej pomocy regionalnej, w zależności od tego, które zdarzenie wystąpi wcześniej, z zastrzeżeniem wyjątku, o którym mowa w § 5 ust. 6 tegoż Rozporządzenia.

W poprzednim brzmieniu Rozporządzenia, nie istniała możliwość odliczenia strat podatnika, zgodnie z art. 7 ust. 5 ustawy CIT poniesionych w związku z prowadzeniem działalności w oparciu o uzyskaną decyzję o wsparciu, ponieważ od dnia uzyskania ww. decyzji ponoszone przez podatnika koszty związane z nową inwestycją stanowią koszty kwalifikowane. Powyższe oznacza, że moment potrącenia wyżej wymienionych kosztów należy odroczyć do czasu osiągnięcia przez podatnika przychodu z działalności strefowej, a poniesiona przez podatnika strata w tym okresie będzie wyłącznie stratą ekonomiczną, a nie podatkową. W obecnej chwili, moment skorzystania ze zwolnienia podatkowego został odroczony do momentu zakończenia realizacji inwestycji, którego data wskazywana jest ściśle w decyzji o wsparciu, a zatem do momentu zakończenia realizacji inwestycji, dochody podatnika podlegają opodatkowaniu na zasadach ogólnych. W związku z powyższym, do momentu zakończenia realizacji inwestycji, podatnik będzie musiał rozliczać wynik działalności objętej decyzją jako wynik działalności opodatkowanej zgodnie z art. 7 ust. 1 i 2 ustawy CIT, to w sprawie nie znajdzie zastosowania art. 7 ust. 3 pkt 1 i 3 tego przepisu, a przedsiębiorca jest uprawniony do rozliczenia poniesionych strat (por. pismo z dnia 2 kwietnia 2024 r. DIKS, 0111-KDIB1-3.4010.7.2024.1.PC.).

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9506819,dochod-uzyskany-z-dzialalnosci-objetej-decyzja-o-wsparciu-a-strata-wygenerowana-na-dzialalnosci-zwolnionej-z-opodatkowania.html

 

Rzeczpospolita

 1. Wartość emisyjna akcji może być podstawą opodatkowania aportu

09 maja 2024 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Jeśli strony transakcji ustaliły, że zapłatą za wkład niepieniężny są akcje według wartości emisyjnej, fiskus nie powinien twierdzić, że do rozliczenia VAT właściwa jest wartość nominalna.

Takie wnioski można wyciągnąć z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który rostrzygnął polską sprawę.

W sporze z fiskusem chodziło o odliczenie VAT od aportu nieruchomości. Strony transakcji ustaliły, że zapłatę stanowią akcje spółki wycenione według ceny emisyjnej. Spółka odliczyła VAT z faktury, fiskus zakwestionował jednak rozliczenie.

Jego zdaniem podstawę opodatkowania aportu należy obliczyć według wartości nominalnej akcji, która była wielokrotnie niższa od emisyjnej.

Spółka może więc odliczyć VAT, ale w odpowiednio niższej kwocie. – Takie stanowisko skarbówka konsekwentnie prezentuje od lat. Generalnie jednak dla wielu firm korzystniej jest rozliczać aporty właśnie według wartości nominalnej akcji, która niemal zawsze jest niższa od wartości emisyjnej. Przede wszystkim z tego względu, że wnoszący aport musi zapłacić VAT z własnej kieszeni, a im wyższa podstawa opodatkowania, tym większy podatek. Ta korzyść jest jeszcze wyraźniejsza wtedy, gdy druga strona transakcji nie ma prawa do odliczenia VAT, bo np. prowadzi działalność finansową, która jest zwolniona z podatku – tłumaczy Piotr Stryjewski, adwokat i doradca podatkowy w kancelarii Paczuski Taudul.

Jak stanowisko polskiego fiskusa ocenił Trybunał Sprawiedliwości UE? Jego zdaniem, jeśli w umowie ustalono, że zapłatą za aport są akcje według wartości emisyjnej, to ta wartość stanowi podstawę opodatkowania.

Tak wynika z unijnych przepisów. Zgodnie bowiem z art. 73 dyrektywy VAT podstawa opodatkowania obejmuje wszystko, co stanowi zapłatę od nabywcy. A w tej sprawie strony transakcji uzgodniły, że zapłatę za wkład niepieniężny stanowią akcje według wartości emisyjnej.

Zatem cena emisyjna, a nie wartość nominalna, powinna zostać uwzględniona w celu ustalenia podstawy opodatkowania – podkreślono w wyroku.

Trybunał Sprawiedliwości UE zastrzegł, że sąd odsyłający może sprawdzić, czy warunki transakcji odzwierciedlają rzeczywistość i czy nie doszło do nadużyć. Przyznał przy tym, że żaden element sprawy na to nie wskazuje.

Jak ten wyrok wpłynie na rozliczenia aportów?

– Nie powinno się nic zmienić, jeśli strony transakcji ustalą, że zapłatą za aport są akcje według wartości nominalnej. Jeśli jednak przyjmą, że według wartości emisyjnej, fiskus nie powinien już tego kwestionować – tłumaczy Piotr Stryjewski.

Sygnatura akt: C-241/23

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515196-Wartosc-emisyjna-akcji-moze-byc-podstawa-opodatkowania-aportu.html

 2. Państwo może zachęcić ulgą do zwiększenia bezpieczeństwa

10 maja 2024 | Prawo co dnia | Paweł Rochowicz

Wydatki na poprawę cyberbezpieczeństwa, szkolenie z pierwszej pomocy czy nawet na budowę schronu powinny być wspierane ulgą w PIT i CIT – proponują doradcy podatkowi.

Samorząd doradców podatkowych rozpoczyna prace nad projektem nowej ulgi w podatkach dochodowych, która wspierałaby zakup towarów i usług związanych z bezpieczeństwem obywateli. Jak podkreśla grupa inicjatorów tego pomysłu, w dzisiejszych czasach, gdy zagrożenie wojną staje się bardziej realne niż kilka lat temu, państwo powinno wspomagać wydatki czynione przez obywateli i firmy na poprawę szeroko rozumianego bezpieczeństwa.

– Ulgą mogłyby zostać objęte wydatki np. na szkolenia z pierwszej pomocy, przysposobienia obronnego, obsługi broni, zarządzania kryzysowego, a także na poprawę cyberbezpieczeństwa czy zakup specjalistycznego sprzętu niezbędnego do realizacji szkoleń – wylicza doradca podatkowy Patryk Kozioł, jeden z inicjatorów akcji.

Krajowa Izba Doradców Podatkowych zamierza umieścić na swojej stronie internetowej (kidp.pl) ogólnie dostępną ankietę dotyczącą możliwego zakresu stosowania tej ulgi. Będzie ją można wypełniać do końca maja.

– Chcemy jednak współpracować przy tworzeniu tej propozycji także z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz z Ministerstwem Obrony Narodowej, by zidentyfikować takie towary i usługi, których zakup byłby zgodny z celami bezpieczeństwa – zapowiada Kozioł. – Nie wykluczam, że nawet budowa przydomowego schronu też może być taką ulgą objęta – dodaje.

Jego zdaniem taka ulga może oznaczać pewne ubytki w przychodach państwa, ale też może się budżetowi zwrócić dzięki nakręceniu koniunktury w branżach dostarczających towary i usługi objęte ulgą.

Według wstępnej koncepcji nowe udogodnienie miałoby przyjąć dwie formy. Podatnicy PIT nieprowadzący biznesu mogliby odliczyć do 1000 zł w skali roku na wydatki związane z bezpieczeństwem. W przypadku przedsiębiorców podlegających zarówno CIT, jak i PIT (także zryczałtowanym) można by zaliczyć wydatki na bezpieczeństwo do kosztów w podwójnej wysokości. Ulga byłaby rozliczana w rocznym zeznaniu podatkowym. Projekt miałby być przedstawiony Ministerstwu Finansów.

Zresztą już dziś fiskus dopuszcza ulgowe traktowanie niektórych wydatków przedsiębiorców, służących cyberbezpieczeństwu. Jak zauważa doradca podatkowy Tomasz Klatkiewicz z kancelarii Paczuski Taudul, chodzi o stosowanie ulgi na badania i rozwój do wydatków, które mogą przyczyniać się do zwiększenia bezpieczeństwa sieci informatycznej.

– Istotne jest, by w przedsięwzięciach dotyczących systemów blokujących różnego rodzaju zagrożenia podatnik był w stanie wykazać, iż ponosząc wydatki, wnosi on twórczy wkład w opracowanie takich systemów lub ich elementów – akcentuje ekspert.

Tak właśnie wskazał dyrektor Krajowej Izby Skarbowej np. w interpretacji z 27 kwietnia 2023 r. (nr 0111-KDIB1-3.4010.157.2023.2JM). Podkreślił, że prace podejmowane u podatnika na rzecz cyberbezpieczeństwa mogą być objęte ulgą B+R, gdy są m.in. podejmowane w sposób systematyczny, mają charakter twórczy oraz podejmowane są w celu zwiększania zasobów wiedzy.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515315-Panstwo-moze-zachecic-ulga-do-zwiekszenia-bezpieczenstwa.html

 3. Opodatkowanie eksportu usług informatycznych

13 maja 2024 | Podatki | Adrian Ptak

Transakcje transgraniczne są powszechnym elementem gospodarki. W dobie cyfryzacji usługobiorcą może być zarówno podmiot krajowy jak i z zagranicy. Na przykład polski przedsiębiorca świadczący zdalnie usługi informatyczne może świadczyć usługi na rzecz kontrahenta z Austrii. W takiej sytuacji dochodzi do eksportu usług.

Zgodnie z art. 5 ust. 1 pkt 1 ustawy o VAT opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług podlegają odpłatna dostawa towarów i odpłatne świadczenie usług na terytorium kraju. Aby określić, czy usługa podlega opodatkowaniu w Polsce decydujące znaczenie ma miejsce świadczenia usługi.

Rozróżnić należy dwa rodzaje usług:

∑ świadczone na rzecz osób niebędących podatnikami oraz

∑ podatników.

Ustalenie, kto jest usługobiorcą ma kluczowe znaczenie dla prawidłowego ustalenia miejsca świadczenia usługi.

Usługobiorca niebędący podatnikiem
Zgodnie z art. 28c ust. 1 ustawy o VAT miejscem świadczenia usług na rzecz podmiotów niebędących podatnikami jest miejsce, w którym usługodawca posiada siedzibę działalności gospodarczej.

Na przykład, informatyk pan Stanisław prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. W ramach prowadzonej działalności gospodarczej zgłaszają się do niego osoby niebędące podatnikami. W ostatnim czasie pan Stanisław otrzymał zlecenie od mieszkańca Austrii. Pan Stanisław zastanawia się jak należy opodatkować świadczoną usługę. Siedzibą działalności gospodarczej pana Stanisława jest Warszawa. Zatem, zgodnie z art. 28c ustawy o VAT usługa świadczona będzie na terenie kraju. Pan Stanisław powinien rozliczyć VAT w kraju.

Usługobiorca będący podatnikiem
Zasadniczo, miejscem świadczenia usług w przypadku świadczenia usług na rzecz podatnika jest miejsce, w którym podatnik będący usługobiorcą posiada siedzibę działalności gospodarczej (art. 28b ust. 1 ustawy o VAT). W przypadku gdy usługi są świadczone dla stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej podatnika, które znajduje się w innym miejscu niż jego siedziba działalności gospodarczej, miejscem świadczenia tych usług jest to stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej (art. 28b ust. 2 ustawy o VAT).

Na przykład, Polski przedsiębiorca świadczy usługi informatyczne na rzecz podatnika – spółki czeskiej. Usług świadczone są bezpośrednio dla siedziby spółki czeskiej w Pradze. Zatem, usługi podlegać będą opodatkowaniu na terenie Czech. Polski przedsiębiorca nie musi rozliczać podatku VAT.

Jeżeli spółka czeska ma oddział w Polsce, na rzecz którego świadczone są usługi informatyczne to usługa opodatkowana będzie w kraju. Na przykład, usługodawca wdraża nowy system informatyczny dla polskiego oddziału spółki czeskiej. Wtedy będzie to usługa krajowa (miejsce opodatkowania usługi położone jest w kraju), od której VAT rozliczyć powinien polski przedsiębiorca.

Fakturowanie eksportu usług
Jeżeli przedsiębiorca świadczy usługę na rzecz zagranicznego kontrahenta (podatnika) usługa nie podlega opodatkowaniu podatkiem VAT w kraju. W takiej sytuacji przedsiębiorca wystawiając fakturę dokumentującą usługę ma obowiązek oznaczyć ją zwrotem „odwrotne obciążenie” (art. 106e ust. 1 pkt 18 ustawy o VAT). Dodatkowo faktura nie musi zawierać informacji o stawce i kwocie podatku (art. 106e ust. 5 pkt 1 ustawy o VAT).

Reasumując, aby prawidłowo określić czy podlega opodatkowaniu w kraju, czy też stanowi eksport usług należy określić szereg okoliczności faktycznych. Po pierwsze przedsiębiorca powinien ustalić, czy usługobiorcą jest podatnik, czy też osoba niebędąca podatnikiem. Po drugie, w przypadku podatników, przedsiębiorca musi wiedzieć, czy usługi są świadczone dla siedziby, czy stałego miejsca prowadzenia działalności usługobiorcy.

Podstawa prawna:
∑ art. 5, art. 28b, art. 28c, ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (tekst jedn. Dz.U. z 2023 r., poz. 1570 ze zm.)

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515265-Opodatkowanie-eksportu-uslug-informatycznych.html

 4. Jak dokumentować podział zysków z prawa do wspólnego prawa ochronnego

13 maja 2024 | Podatki | Karolina Gierszewska Stefan Kaźmierowski

Kwestie związane z opodatkowaniem podatkiem od towarów i usług podziału korzyści i zysków związanych z posiadaniem prawa do wspólnego wynalazku od wielu lat są przedmiotem kontrowersji. Przedsiębiorcy stoją bowiem przed dylematem, czy podział takiego zysku należy dokumentować fakturą czy notą obciążeniową?

∑ Nasza spółka wraz z uczelnią publiczną, instytutem badawczym oraz jeszcze jednym podmiotem prawa prywatnego (spółką jawną) wytworzyła wspólnie wynalazek. Wynalazek został objęty ochroną prawną (patent). Wszystkie podmioty są podmiotami, które mogą korzystać z praw do patentu. Podpisana została umowa o zasadach korzystania ze wspólnego prawa do wynalazku. Z umowy tej wynika, że do czerpania zysków z wynalazku uprawnione są wszystkie wymienione podmioty. Każdy ze współuprawnionych ma prawo korzystać z wynalazku bądź w produkcji swoich (ulepszonych dzięki wynalazkowi) towarów bądź w tzw. w celach komercyjnych (tj. jako sprzedaż licencji). Przez cele komercyjne strony rozumieją sprzedaż praw albo oddanie praw do używania, w szczególności na podstawie umowy licencyjnej, najmu oraz dzierżawy. W takim przypadku pozostałym współuprawnionym przysługują korzyści finansowe. Jednocześnie współuprawniony, który bądź wykorzystał wynalazek w swojej produkcji bądź podpisał umowę komercyjną zobowiązuje się do przekazania pozostałym współuprawnionym należnej im części przychodów netto z produkcji i/lub komercjalizacji. Żaden z podmiotów nie wykorzystuje wynalazku w produkcji. Spółka jawna podpisuje natomiast umowy odpłatnego udzielania licencji. Tym samym, z tytułu wspólnego prawa do wynalazku, przysługują nam korzyści finansowe. W jaki sposób powinniśmy je udokumentować? – pyta czytelnik.

Wyrok NSA
Wydawać by się mogło, że wątpliwości co do kwestii opodatkowania VAT podziału zysku z prawa do wspólnego prawa ochronnego zostały ostatecznie rozstrzygnięte w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 8 czerwca 2022 r. (I FSK 68/19). Istnieją jednak przesłanki ku temu, aby sądzić, że wyrok NSA tylko w wąskim zakresie rozstrzygnął to jakże problematyczne zagadnienie.

NSA w cytowanym wyżej wyroku stwierdził, że: „Nie można jednak utożsamiać umowy dotyczącej sposobu podziału korzyści uzyskanej z wpływów ze sprzedaży wyprodukowanych przez jednego z współuprawnionych do patentu (w jego przedsiębiorstwie) towarów wytworzonych dzięki wspólnemu wynalazkowi (patentowi), z udzieleniem zgody przez Wnioskodawcę na korzystanie z patentu przez firmę X. Firma ta korzysta bowiem z własnego prawa do patentu, jako współuprawniony do niego i nie ma obowiązku uzyskiwania jakiejkolwiek zgody na korzystanie z niego. Ma natomiast obowiązek „zwrotu” drugiemu współuprawnionemu części korzyści uzyskanej ze wspólnego prawa do patentu, który to „zwrot” nie sposób uznać za świadczenie sobie wzajemnie odpłatnych usług przez współuprawnionych. W okolicznościach sprawy, za błędne należało uznać stanowisko DKIS, że w opisanym we wniosku zdarzeniu przyszłym płatność na rzecz Instytutu następuje w zamian za jakiekolwiek świadczenie z jego strony, mające charakter usługi w znaczeniu art. 5 ust. 1 pkt 1 w związku z art. 8 ust 1 u.p.t.u.”

NSA zgodził się ze stanowiskiem podatnika, że podział korzyści uzyskanych przez współuprawnionych do patentu nie jest świadczeniem usług, a więc nie podlega opodatkowaniu VAT. NSA wyjaśnił, że współuprawniony uzyskując dla siebie korzyść z patentu nie świadczy usługi, lecz korzysta z przysługującego mu prawa. Na tej podsta- wie uznano, że czynność ta powinna być dokumentowana notą obciążeniową, a nie fakturą VAT.

Wątpliwości
Wątpliwości dotyczące opodatkowania VAT podziału zysków z prawa do wspólnego prawa ochronnego nie kończą się jednakże wraz z wydaniem wyroku NSA z 8 czerwca 2022 r. Analiza uzasadnienia tego orzeczenia rodzi pytanie, czy podział zysków do wspólnego prawa ochronnego uzyskanych z udostępnienia tego prawa osobie trzeciej, np. poprzez udzielenie licencji, także nie powinien rodzić skutków na gruncie ustawy o VAT. Pomimo, że takie stanowisko prezentują niekiedy organy podatkowe, nie jest to wcale oczywiste i jednoznaczne.

Trzeba mieć na względzie, że NSA w wyroku z 8 czerwca 2022 r. orzekał w specyficznym stanie faktycznym i prawnym, w którym podstawą do podziału zysków z patentu był przepis art. 72 ust. 2 prawa własności przemysłowej stanowiący, że „w razie uzyskania korzyści z wynalazku przez jednego ze współuprawnionych każdy z pozostałych współuprawnionych ma prawo, o ile umowa nie stanowi inaczej, do odpowiedniej części z jednej czwartej tych korzyści po potrąceniu nakładów, stosownie do swego udziału w patencie”

Podział zysku
Podział zysku, o którym mowa w art. 72 ust. 2 prawa własności przemysłowej dotyczy „korzyści osiągniętych z wynalazku”, które należy rozumieć jako korzyść z eksploatacji wynalazku we własnym zakresie np. dla potrzeb własnej działalności gospodarczej, a nie korzyści z tytułu jego udostępnienia osobom trzecim. Regulacja przewidziana w art. 72 ust. 2 prawa własności przemysłowej nie obejmuje swoim zakresem czynności kreujących prawo na rzecz osób trzecich, takich jak udzielenie licencji lub inne formy obrotu patentem. W zakresie nieuregulowanym w art. 72 ust. 1 i 2 prawa własności przemysłowej stosuje się odpowiednio, o ile umowa o wspólności patentu nie stanowi inaczej, przepis kodeksu cywilnego o współwłasności rzeczy w częściach ułamkowych (M. Bohaczewski, w Ł. Żelechowski (red.), Prawo własności przemysłowej. Komentarz, t. VIIIA, Warszawa 2022).

Skoro przepis art. 72 ust. 2 prawa własności przemysłowej nie obejmuje swoim zakresem czynności kreujących prawo na rzecz osób trzecich, taki jak udzielenie licencji, to argumentacja zawarta w wyroku NSA z 8 czerwca 2022 r. wydaje się nie do końca znajdować zastosowanie do tego typu zdarzeń.

Konieczna zatem staje się analiza, czy przy podziale zysków z udzielonej licencji do patentu dochodzi do świadczenia usługi, czy też nie. Rozpatrując to zagadnienie trzeba wpierw zaznaczyć, że co do zasady usługą w rozumieniu ustawy o VAT są wszelkie transakcje gospodarcze niebędące dostawą towarów, przy czym konieczne jest istnienie bezpośredniego związku między wykonaną czynnością a otrzymanym wynagrodzeniem, jak i wystąpienie możliwego do zidentyfikowania konsumenta.

Zgodzić należy się, że takiej definicji nie spełnia wykorzystywanie prawa ochronnego do własnych celów, o czym mowa w art. 72 ust. 2 prawa własności przemysłowej. W takim przypadku nie można mówić, że zwrot korzyści przez współuprawnionego na rzecz innego współuprawnionego jest konsekwencją wykonania usługi – jest to bowiem konsekwencja wykonania prawa własności przez jednego ze współwłaścicieli. W tych okolicznościach brak jest konsumenta, który byłby ewentualnym odbiorcą usługi.

Wydaje się, że inaczej należy traktować odpłatne udostępnienie prawa ochronnego osobie trzeciej. Przy udzieleniu licencji dochodzi bowiem do świadczenia usługi na rzecz końcowego konsumenta, której konsekwencją jest zapłata wynagrodzenia w postaci opłaty licencyjnej. W takim przypadku istnieją uzasadnione podstawy, aby sądzić, że każdy z podmiotów współuprawnionych do prawa ochronnego uzyskuje status podatnika VAT w tej transakcji i realizuje usługę na rzecz finalnego odbiorcy licencji i każdy z nich powinien wystawić oddzielną fakturę – niezależnie od tego, czy umowę licencyjną zawarł każdy współuprawniony, czy tylko jeden z nich. Tym bardziej, że każdy ze współuprawnionych odliczał podatek naliczony przy wydatkach jakie ponosił, aby powstał przedmiot, który może zostać objęty ochroną (tj. patentem). Każdy z nich bowiem miał zamiar w przyszłości realizować sprzedaż z wykorzystaniem wynalazku (czy jako użycie w produkcji, czy właśnie udzielanie licencji). W skrajnych przypadkach podmiot taki odliczałby podatek naliczony, a nigdy nie zaistniałaby u niego sprzedaż (gdyby samodzielnie produkcji nie prowadził, a jedynie wytwarzał wynalazki na zasadzie wspólnych praw ochronnych celem udzielania do nich odpłatnej licencji – umowy licencyjne podpisywałby zaś drugi współuprawniony).

Najem nieruchomości
Z podobnym problemem mierzyły się sądy administracyjne na kanwie przepisów o najmie nieruchomości. W tym zakresie wyklarowały się dwie linie orzecznicze. Zgodnie z pierwszym poglądem podatnikiem przymiot podatnika podatku od towarów i usług należy przypisać tylko współwłaścicielowi administrującemu w ramach stosunku najmu (por. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 31 stycznia 2013 r., I FSK 289/12). Drugi pogląd zakładał natomiast, że wynajem nieruchomości w ramach współwłasności powoduje, że każdy ze współwłaścicieli jest podatnikiem podatku VAT z tytułu tego wynajmu (por. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 13 czerwca 2014 r., I FSK 1066/13, czy z 19 marca 2014 r., I FSK 579/13).

Należy zatem przypuszczać, że wyrok NSA z 8 czerwca 2022 r. nie zamknął dyskusji w przedmiocie podziału zysków ze wspólnego prawa ochronnego na gruncie VAT, ale wręcz ją rozpoczął. Rozstrzygnięcia tego zagadnienia można spodziewać się w orzeczeniach sądów administracyjnych. Oby tylko nie nastąpiła sytuacja podobna do przypadku najmu (gdzie sądy prezentowały różne podejścia do tego tematu).

Autorzy posiadają uprawnienia do świadczenia usług doradztwa podatkowego; współpracują z Tributis Group Sp. z o.o.

Podstawa prawna:

∑ art. 5 ust. 1 pkt 1, art. 8 ust. 1 ustawy z 11 marca 2024 r. o podatku od towarów i usług (tekst jedn. Dz.U. z 2023 r., poz. 1570 ze zm.).

Karolina Gierszewska doradca podatkowy w Tributis Group Sp. z o.o.

Stefan Kaźmierowski adwokat w Tributis Group Sp. z o.o.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515259-Jak-dokumentowac-podzial-zyskow-z-prawa-do-wspolnego-prawa-ochronnego.html

 5. Trzeba skończyć z automatyzmem w egzekwowaniu długów

15 maja 2024 | Administracja – Orzecznictwo | Krzysztof Musiał

Najnowsze orzecznictwo wskazuje, że instytucja odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania podatkowe jest wadliwie stosowana w praktyce KAS.

Komentowany wyrok NSA może mieć bardzo istotne znaczenie dla praktyki przenoszenia odpowiedzialności za długi podatkowe spółek na członków ich zarządu. Zawiera bowiem bardzo ważne wskazówki co do przesłanek dotyczących upadłości w aspekcie właściwego czasu złożenia wniosku.

Zasadą, którą kierowała się dotychczas administracja podatkowa przy przenoszeniu odpowiedzialności za podatki na członków zarządów sp. z o.o., było niejako mechaniczne sprawdzenie podstawowych przesłanek. Konkretnie tego, czy dana osoba była członkiem zarządu, czy egzekucja ze spółki dała satysfakcjonujące efekty i czy członek zarządu złożył wniosek o upadłość.

Fiskus ograniczał się zasadniczo do zero-jedynkowego ustalania tych faktów i w oparciu o nie przenosił odpowiedzialność na członka zarządu. Rzadko zdarzało się, by organy podatkowe badały element winy członka zarządu za niezłożenie wniosku, a jeśli już, to w płaszczyźnie formalnej związanej z jego umocowaniem. Sporadycznie brały pod uwagę fakt, czy w ogóle członek zarządu mógł mieć wiedzę o istnieniu zaległości podatkowej.

Tymczasem NSA wytyczył nowy standard zarówno dla administracji, jak i dla WSA. Wskazał m.in., że podstawą badania zasadności złożenia wniosku o upadłość jest ocena jego zasadności w ramach celu postępowania upadłościowego rozumianego jako najpełniejsze zaspokojenie wszystkich wierzycieli. W spornej sprawie stan faktyczny jak w soczewce pokazywał zwłaszcza, jak niezbędne jest wyważenie interesów Skarbu Państwa działającego z jednej strony jako dłużnik cywilnoprawny spółki, z drugiej jako wierzyciel podatkowy. W zakresie wierzytelności cywilnoprawnej spółka dochodziła jej w drodze sądowej.

Ponadto sąd jednoznacznie wykazał, iż by dokonywać oceny spełnienia przesłanki przeniesienia odpowiedzialności na członka zarządu, należy wziąć pod uwagę realia konkretnej sprawy i zindywidualizować je przez pryzmat prawa upadłościowego i jego celu rozumianego jako działanie w celu zaspokojenia wierzycieli.

W komentowanym wyroku został wypracowany przez NSA nowy, dużo wyższy standard postępowania dotyczącego przeniesienia odpowiedzialności na członków zarządu spółek. Organy podatkowe muszą przy przenoszeniu tej odpowiedzialności ustalić istotne, z punktu widzenia prawa upadłościowego, okoliczności faktyczne. Powinny poddać je ocenie zwłaszcza przez pryzmat celu prawa upadłościowego i uwzględnić kwestię winy lub jej braku w złożeniu wniosku o upadłość.

–oprac. olat

Autor jest doradcą podatkowym, partnerem w kancelarii Musiał i Partnerzy

https://archiwum.rp.pl/artykul/1515374-Trzeba-skonczyc-z-automatyzmem-w-egzekwowaniu-dlugow.html

 

Podatki | Prasówka | 25.04.-8.05.2024

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Podatek od samochodu. Szykują się duże zmiany dla kierowców

Adrian Borek | 25 kwietnia 2024, 06:00

Podatek od rejestracji auta oraz podatek od posiadania samochodu to dwie różne kwestie, które w ostatnim czasie są bardzo często omawiane w przestrzeni publicznej. Dodatkowe opłaty bowiem stanowią kamienie milowe, a to ma związek z KPO. Jak to będzie wyglądać w najbliższym czasie?

Pierwszy kamień milowy dotyczy wprowadzenia opłaty rejestracyjnej od samochodów, gdzie będzie obowiązywała zasada – kto zanieczyszcza ten płaci. Ma obejmować zarówno samochody z silnikiem diesla, jak i te benzynowe. Drugi warunek to podatek od posiadania auta. Tutaj również rodzaj silnika spalinowego nie ma znaczenia.

Kiedy przepisy wejdą w życie?
Docelowo, pierwszy z podatków miałby zacząć obowiązywać już w 2024 roku. Drugi natomiast byłby wprowadzony w II kwartale 2026. Kiedy nowe zasady zaczną obowiązywać faktycznie? Dokładnie nie wiadomo, jednak pewne jest, że w Ministerstwie Klimatu i Środowiska trwają prace nad tymi podatkami.

Ile zapłacą posiadacze samochodów?
Wysokość opłaty miałaby być uzależniona od poziomu emisji CO2 lub NOx. Miałoby to przyczynić się do ograniczenia emisji pochodzących z transportu. Jak podaje portal dziennik.pl, „resort środowiska zapowiada, że nowe rozwiązanie finansowe pozostałaby na tym co obecnie poziomie (lub było niższe), dla aut spełniających normę Euro 4 i wyżej, czyli w przypadku modeli wyprodukowanych od 2006 roku i młodszych. Stanowią one obecnie 90 proc. pierwszych rejestracji w Polsce”.

Opłata (która stanowiłaby część akcyzy) dla starszych aut byłaby wyższa. Jej celem jest zablokowanie zakupu aut spalinowych spełniających normy Euro 3 oraz niższe. Ponadto opłata ta miałby obowiązywać tylko w przypadku pierwszej rejestracji w kraju i nie obejmowałaby tych, które w Polsce są już zarejestrowane.

Podatek od posiadania samochodu
Polska zobowiązała się do wypełnienia tego obowiązku w ranach KPO. Jednak resort wystąpił do Komisji Europejskiej o usunięcie tej reformy. Na razie oczekuje na stanowisko KE. Polska jest jednym z niewielu krajów, który takiego podatku jeszcze nie wprowadził. Tam gdzie takowy został już wprowadzony, to w przypadku aut elektrycznych jest on symboliczny, natomiast posiadacze samochodów spalinowych to koszt rzędu 400 euro. Najwięcej podatku płacą posiadacze SUV-ów.

Najwyższą stawkę podatku od samochodu narzuciła swoim obywatelom Belgia, gdzie posiadając SUV-a muszą oni zapłacić 1280 euro. Przeciwieństwem są Węgry, ponieważ tam za podobny samochód należy zapłacić „tylko” 99 euro. Przeciętna osobówka to dla Węgrów koszt 58 euro rocznie. Finowie płacą najwięcej za auta elektryczne – 288 euro.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9495186,podatek-od-samochodu-szykuja-sie-duze-zmiany-dla-kierowcow.html

 2. Umowa ramowa jest jednorazową transakcją

Robert P. Stępień | 25 kwietnia 2024, 07:35

Zapłata gotówką wyklucza zaliczenie wydatku do kosztów uzyskania przychodu, jeżeli w ramach jednej umowy ramowej zostanie przekroczony limit 15 tys. zł, niezależnie od liczby odrębnie fakturowanych zamówień – orzekł NSA w wyrokach z 18 i 16 kwietnia br.

We wszystkich tych sprawach spór toczył się o art. 15d ustawy o CIT (analogicznie art. 22p ustawy o PIT). Przepis ten nie pozwala odliczać od przychodów kosztu w tej części, w jakiej płatność dotycząca transakcji została dokonana bez pośrednictwa rachunku płatniczego.

Jeśli chodzi o pojęcie transakcji, to przepis podatkowy odsyła obecnie do art. 19 ustawy – Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 236). Natomiast w okresie, którego dotyczyły spory rozstrzygnięte przez NSA, przepis podatkowy odsyłał do art. 22 ust. 1 pkt 2 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2168 ze zm.). Ustawa ta dziś już nie obowiązuje, natomiast zarówno w niej, jak i w obecnym prawie przedsiębiorców posłużono się identycznym sformułowaniem: „jednorazowa wartość transakcji, bez względu na liczbę wynikających z niej płatności”.

Celem było i nadal jest to, aby przedsiębiorcy nie płacili gotówką, jeżeli „jednorazowa wartość transakcji, bez względu na liczbę wynikających z niej płatności”, przekracza 15 tys. zł lub równowartość tej kwoty.

Umowa z hurtownią
Wyrok NSA z 18 kwietnia br. zapadł w sprawie spółki, która prowadzi aptekę i w związku z tym podpisała z hurtownią farmaceutyczną umowę ramową dotyczącą m.in. ogólnych zasad zakupu leków i wyrobów medycznych, tzw. kredytu kupieckiego, rabatów, udostępniania oferty handlowej.

Do samej sprzedaży dochodzi dopiero po potwierdzeniu zamówienia bądź jego realizacji przez hurtownię. Za taki zakup (skonkretyzowany co do przedmiotu, ilości i ceny) hurtownia wystawia za każdym razem odrębną fakturę.

Spółka uważała, że jeżeli żadna z transakcji z hurtownią udokumentowanych odrębnym zamówieniem i fakturą nie przekracza 15 tys. zł, to zapłata może być gotówką bez obawy co do możliwości zaliczenia tego wydatku do podatkowych kosztów, nawet gdy łączna wartość obrotów z hurtownią przewyższa w danym okresie (np. w miesiącu czy kwartale) 15 tys. zł.

Spółka była bowiem zdania, że „jednorazowa wartość transakcji” oznacza konkretną sprzedaż, a nie wykonanie umowy o współpracy.

Początkowo dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko spółki za prawidłowe, ale jego interpretację zmienił w 2019 r. szef Krajowej Administracji Skarbowej. Stwierdził, że w tym wypadku jednorazową transakcją jest umowa o współpracy, a nie poszczególne zamówienia opłacane na podstawie faktury. „Poszczególne płatności będące wynagrodzeniem z tytułu dostaw towarów należy przyporządkować zatem do jednej transakcji, czyli do jednej i tej samej umowy o współpracy” – sprostował szef KAS.

Wyjaśnił, że „jednorazowa wartość transakcji oznacza ogólną wartość wierzytelności lub zobowiązań, określonych w umowie zawartej między przedsiębiorcami bądź stanowiącej sumę płatności wynikających z zawartej umowy, nawet jeżeli w samej umowie nie określono łącznej wysokości tych świadczeń”.

Uznał zatem, że od momentu przekroczenia 15 tys. zł wszystkie płatności na rzecz dostawcy dokonywane na podstawie umowy o współpracy powinny być rozliczane bezgotówkowo w całym okresie trwania umowy.

Jedna transakcja mimo wielu płatności
Tego samego zdania był WSA w Warszawie (sygn. akt III SA/Wa 259/20). Zgodził się z szefem KAS, że jednorazową transakcją handlową jest umowa o współpracy, a nie poszczególne wynagrodzenia wypłacane na podstawie faktur. W takiej sytuacji zatem limit 15 tys. zł nie jest odnawialny, a jeśli zostanie osiągnięty przez wiele płatności w ramach jednej umowy ramowej, to każda kolejna zapłata powinna być już dokonywana za pośrednictwem rachunku bankowego.

Dla WSA było oczywiste, że strony umowy ramowej zawartej na czas nieokreślony nie realizują przy każdym zamówieniu leków nowej transakcji, nie składają ponownie oświadczeń woli, lecz po prostu wykonują łączący je kontrakt. Innymi słowy, przeprowadzają przez cały czas tę samą operację handlową. Co prawda ten proces jest rozciągnięty w czasie i złożony z wielu płatności, ale transakcja w tej sytuacji jest jedna – stwierdził.

Przepis jest jasny
Ten wyrok utrzymał w mocy Naczelny Sąd Administracyjny. Nie miał wątpliwości, że umowę o współpracy należy traktować jak jedno razową transakcję handlową bez względu na liczbę płatności za towary.

Szczególną uwagę sąd kasacyjny zwrócił na ten fragment art. 22 ust. 1 pkt 2 ówczesnej ustawy o swobodzie działalności gospodarczej (obecnie art. 19 pkt 2 prawa przedsiębiorców), który mówi o jednorazowej wartości transakcji „bez względu na liczbę wynikających z niej płatności”. Zdaniem NSA takie sformułowanie przesądza o tym, że umowa o współpracy jest jedną transakcją, nawet gdy składa się na nią wiele płatności.

– Sama wykładnia językowa tego przepisu, bez odwoływania się do reguł systemowych czy celowościowych, wskazuje wyraźnie, że nie odnosi się on tylko do pojedynczej płatności za towar. Jest odwrotnie, bo literalnie „bez względu na liczbę płatności” limit dotyczy przez cały czas jednego i tego samego kontraktu, czyli w tym przypadku umowy o współpracę – uzasadniała sędzia Beata Cieloch. ©℗

Identycznie NSA orzekł dwa dni wcześniej, 16 kwietnia 2024 r.

Współpraca Katarzyna Jędrzejewska
orzecznictwo

Podstawa prawna
Wyroki NSA z 18 kwietnia 2024 r. (sygn. akt II FSK 911/21) i z 16 kwietnia 2024 r. (II FSK 889/21 i II FSK 890/21) www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9496285,umowa-ramowa-jest-jednorazowa-transakcja.html

 3. SN: Wstrzymanie poboru tantiem w pandemii nie skutkuje zwolnieniem z ich zapłaty

oprac. Adrian Borek | 25 kwietnia 2024, 16:18

Wstrzymanie pobierania tantiem w pandemii nie skutkuje zwolnieniem z obowiązku zapłaty tych wynagrodzeń – wynika z czwartkowej uchwały Sądu Najwyższego.

Możliwość zwolnienia przedsiębiorców z opłat licencyjnych w przypadku pandemii
„W przypadku zaprzestania lub ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę na skutek okoliczności wskazanych w ustawie (tzw. antycovidowej – PAP) zwolnienie z obowiązku zapłaty wynagrodzeń w całości lub części może wynikać z umowy łączącej tego przedsiębiorcę z organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi, ewentualnie z orzeczenia sądu” – dodano w tej uchwale.

Sędzia Izby Cywilnej SN Marcin Łochowski w ustnym uzasadnieniu czwartkowej uchwały powiedział, że „nie można przyjąć założenia, że ustawodawca zwolnił wszystkich przedsiębiorców z obowiązku uiszczenia tych wynagrodzeń i opłat”. „Nie wszyscy przedsiębiorcy byli dotknięci skutkami epidemii w takim samym stopniu, a niektórzy nawet na tej epidemii korzystali” – dodał sędzia.

„Zdaniem SN nie ma zresztą potrzeby sięgania do tak daleko idących środków, jak zwolnienie wszystkich przedsiębiorców z obowiązku uiszczania wynagrodzeń dla organizacji zbiorowego zarządzania” – mówił sędzia. Dodał, że w pierwszej kolejności „o tym, czy należy się takie wynagrodzenie, powinna przesądzać treść umowy” przedsiębiorcy z tą organizacją, a gdy firma była zamknięta i nie było publicznego odtwarzania, o którym zwykle mowa w umowach, to „oczywistym jest, że nie ma tego wynagrodzenia”.

Konsekwencje finansowe dla większych przedsiębiorców
Choć – jak wskazują prawnicy zajmujący się prawami autorskimi – w jednostkowych przypadkach w takich sprawach często chodzi o niewielkie kwoty, to jednak w przypadku większych przedsiębiorców oraz dużej liczby takich spraw, problem nabiera wagi.

Pytanie w takiej sprawie skierował do Izby Cywilnej SN jesienią zeszłego roku Sąd Apelacyjny w Warszawie, który w II instancji rozpatrywał pozew jednej z organizacji zarządzania prawami autorskimi przeciwko hotelarzowi o uregulowanie należności ponad tysiąca zł „tytułem opłat licencyjnych za odtwarzanie fonogramów i wideogramów muzycznych w budynku hotelowym” za okres od połowy marca 2020 roku do końca maja 2021 roku.

Zawartość przepisów antycovidowych dotyczących organizacji zarządzających prawami autorskimi
Istotą problemu był zapis zawarty w przepisach „antycovidowych” – ustawie o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem Covid-19 – zgodnie z którym w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii „wstrzymuje się pobieranie” wynagrodzeń dla organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi wynikającymi z ustawy.

W pytaniu, które SN rozstrzygał na posiedzeniu 9 kwietnia br. i odroczył wówczas ogłoszenie uchwały do 25 kwietnia – najogólniej chodziło więc o rozstrzygnięcie kwestii, czy przewidziane według tego przepisu podczas pandemii wstrzymanie poboru od przedsiębiorców tantiem na rzecz organizacji zarządzających prawami autorskimi oznaczało całkowite zwolnienie od tej opłaty, czy tylko odroczenie terminu jej płatności.

Interpretacja Sądu Najwyższego w sprawie zwolnienia z opłat licencyjnych
Sędzia Łochowski powiedział, że w ocenie SN „to wstrzymanie, o którym mowa w ustawie, oznacza tylko odroczenie spełnienia tego świadczenia i ono miało na celu zabezpieczenie w tej szczególnej sytuacji, która miała miejsce na początku epidemii, bo tak naprawdę nie było wiadomo, w jakim kierunku rozwój epidemii pójdzie”. „Natomiast absolutnie nie mogło oznaczać zwolnienia z uwagi, że obejmowałoby zbyt szeroki krąg podmiotów, musiałoby dotyczyć także opłat abonamentowych i nastąpiłoby kosztem organizacji zbiorowego zarządzania, czyli w efekcie autorów” – wskazał.

„Doszłoby do stanu, że trudna sytuacja przedsiębiorców byłaby przez państwo kompensowana uszczerbkiem dla autorów” – podkreślił sędzia Łochowski.

Specyfikacja przedsiębiorców objętych wstrzymaniem opłat przez resort kultury
W marcu 2020 roku resort kultury informował, że „wstrzymanie poboru wynagrodzeń na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania dotyczy tych przedsiębiorców, którzy świadczyli usługi w miejscu, które umożliwia zapoznawanie się przez ich klientów z utworami lub przedmiotami praw pokrewnych”. „Oznacza to, że wstrzymanie z opłat obejmie przedsiębiorców dokonujących publicznego odtwarzania – restauracje, sklepy, bary, salony fryzjerskie, kluby fitness itd. oraz wyświetlania – kina, świadczących usługi w bezpośrednim kontakcie z klientem” – głosił komunikat ministerstwa.

Pierwsza instancja sądowa a interpretacja przepisów covidowych
W takiej sprawie w I instancji sąd okręgowy oddalił w większości pozew organizacji zarządzającej prawami autorskimi. Uznał, że interpretując przepis ustawy „odwoływanie się jedynie do wykładni literalnej, na gruncie analizowanego problemu prowadzić może do oczywistych nieporozumień”. „Dowodzi tego całe ustawodawstwo +covidowe+, które samo w sobie było nadzwyczajne. Nie wydaje się zaś, aby racjonalny prawodawca dopuszczając, a niekiedy wprowadzając obowiązek powstrzymywania się od wielu świadczeń, zamierzał powiedzieć np. hotelarzom, że powinni płacić za opłaty, tyle że później” – uzasadnił sąd I instancji.

Wątpliwości sądu apelacyjnego i pytanie do Sądu Najwyższego
Apelację od rozstrzygnięcia SO wniosła organizacja, zaś warszawski sąd apelacyjny postanowił zadać w sprawie pytanie do SN. W ocenie sądu II instancji argumentacja przedstawiona przez sąd okręgowy nasuwała szereg wątpliwości.

„Ustawodawca uznał za właściwe – zakładając, że epidemia koronawirusa szczególnie dotknie pewne branże – wprowadzenie ulg dla przedsiębiorców w zakresie opłat audiowizualnych i abonamentowych. Nie oznacza to jednak, że zamiarem ustawodawcy musiało być definitywne zwolnienie z obowiązku świadczenia, nie było to bowiem konieczne do osiągnięcia celu, jaki stał za uchwaleniem ustawy” – pisał w uzasadnieniu pytania SA.

Sąd apelacyjny wskazywał, że „odgórne uznanie, że każdy przedsiębiorca, który spełnił formalne warunki (…) został definitywnie zwolniony z obowiązku zapłaty (…) abstrahowałoby od rzeczywistej sytuacji konkretnych przedsiębiorców, która w okresie pandemii mogła kształtować się odmiennie, np. w zależności od uwarunkowań miejscowych”. (PAP)

autor: Marcin Jabłoński

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9496790,sn-wstrzymanie-poboru-tantiem-w-pandemii-nie-skutkuje-zwolnieniem-z-i.html

 4. Fundacja rodzinna może zaoszczędzić na podatku przy sprzedaży udziałów

Agnieszka Pokojska | 29 kwietnia 2024, 07:00

Jeżeli fundacja rodzinna otrzyma udziały w spółce, a następnie je sprzeda, to od takiej transakcji nie trzeba płacić podatku dochodowego. Chyba że organy podatkowe uznają to za sztuczne działanie.

Brak CIT przy sprzedaży akcji potwierdza interpretacja indywidualna dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 12 kwietnia 2024 r. (nr 0114-KDIP2-1.4010.86.2024.2.KW).

– Oszczędność na zbyciu akcji przez fundację rodzinną może być więc bardzo duża. Jeżeli sprzedającym jest osoba fizyczna, to podatek dochodowy mógłby wynieść nawet 23 proc. – 19 proc. PIT i 4 proc. daniny solidarnościowej (od nadwyżki dochodu ponad 1 mln zł) – tłumaczy Jacek Wojtach, doradca podatkowy w Kancelarii Tomczykowski Tomczykowska.

Jeżeli natomiast udziały sprzedaje fundacja rodzinna, to podatek pojawia się dopiero, gdy pieniądze z tej transakcji są wypłacane beneficjentom. Chodzi tu o 15-proc. CIT. Natomiast wysokość PIT zależy od stopnia pokrewieństwa fundatora z beneficjentami. Osoby z najbliższej rodziny fundatora od otrzymywanych świadczeń w ogóle nie płacą podatku dochodowego od osób fizycznych. Gdy beneficjentem jest osoba z dalszej rodziny, obowiązuje stawka 10 proc., a w przypadku osób trzecich – 15 proc.

Jeżeli więc beneficjent to osoba z najbliższej rodziny, w grę wchodzi tylko 15-proc. CIT.

Co więcej – nabycie udziałów przez fundację rodzinną celem ich odsprzedaży nie jest niedozwoloną optymalizacją – potwierdził szef Krajowej Administracji Skarbowej m.in. w opinii zabezpieczającej z 12 lutego 2024 r. (DKP3.8082.8.2023), która została opublikowana teraz, w kwietniu.

Transakcja zakwestionowana
Eksperci ostrzegają jednak przed zakładaniem fundacji rodzinnych tylko po to, aby uniknąć podatku przy sprzedaży akcji. Fiskus może bowiem użyć w takiej sytuacji klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania i doszacować podatek, którego chciano uniknąć (a także nałożyć dodatkowe kary).

Zasadniczo organy potwierdzają, że podatku nie trzeba płacić, jeżeli działanie (przekazanie fundacji udziałów lub akcji) nie jest sztuczne, a więc nie służy tylko temu, aby je sprzedać bez podatku.

Korzystną interpretację z 12 kwietnia br. w tym zakresie otrzymała fundacja, do której jeden z fundatorów wniósł udziały w spółce z o.o. Następnie fundacja te udziały ma zamiar sprzedać.

Chciała się więc upewnić, że te działania będą zwolnione z CIT na podstawie art. 6 ust. 1 pkt 25 ustawy o CIT.

Przypomnijmy, że fundacja rodzinna jest co do zasady zwolniona z podatku dochodowego zgodnie z art. 6 ust. 1 pkt 25 ustawy o CIT. Płaci 15-proc. podatek dochodowy dopiero w momencie wypłaty na rzecz fundatora lub beneficjenta albo przekazania im mienia wskutek jej likwidacji.

Z CIT jest zwolniona tzw. dozwolona działalność gospodarcza, którą fundacja może wykonywać na podstawie art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej (Dz.U. z 2023 r. poz. 326 ze zm.). Jeżeli natomiast działalność fundacji rodzinnej wykroczy poza dozwolony ustawowy zakres, to od uzyskanych w tym zakresie dochodów fundacja musi zapłacić CIT według stawki 25 proc. (art. 24r ustawy o CIT). Tak zwaną dozwoloną działalnością jest m.in. najem nieruchomości, uczestnictwo w spółkach handlowych oraz nabywanie i zbywanie ich udziałów, nabywanie i zbywanie papierów wartościowych.

Dyrektor KIS potwierdził, że w przypadku zbycia udziałów nie będzie miał zastosowania 25-proc. podatek. Czynność ta wpisuje się bowiem w działalność dozwoloną. Zgodnie z art. 5 ust. 3 ustawy o fundacji rodzinnej fundacja rodzinna może prowadzić działalność polegającą m.in. na zbywaniu praw wynikających z przystąpienia do spółek handlowych, nawet jeśli takie prawa i składniki mienia zostały nabyte wyłącznie w celu ich dalszego zbycia.

Działanie sztuczne
Aby jednak interpretacja indywidualna chroniła podatnika, jego działanie nie może być sztuczne w rozumieniu klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Szef Krajowej Administracji Skarbowej w opinii zabezpieczającej z 12 lutego 2024 r. w sytuacji, którą rozpatrywał, nie doszukał się sztuczności. Wskazał jednak, że są pewne elementy, które mogą budzić wątpliwości, tj. przeniesienie akcji spółki do fundacji, skoro zamierza ona te akcje dalej sprzedać.

– Może to potencjalnie świadczyć o spełnieniu szczególnej przesłanki sztuczności, tj. nieuzasadnionego dzielenia operacji – wskazał organ.

O tym, że w rozpatrywanej sprawie sztuczności organ się nie doszukał, zadecydowało w szczególności to, że:

– fundator bezskutecznie próbuje sprzedać spółki od kilku lat i w tym zakresie podejmuje aktywne działania,
– powodzenie negocjacji nie jest jeszcze pewne i nie ma też pewności, czy zostaną sprzedane akcje w spółce posiadanej przez fundację, czy udziały spółek zależnych od tej spółki,
– fundacja będzie korzystała ze środków pochodzących z dywidend i umorzeń akcji spółki.

Dodatkowo szef KAS uznał, że wniesienie akcji do fundacji rodzinnej ma uzasadnienie biznesowe i gospodarcze także inne niż wyłącznie osiągnięcie korzyści podatkowych. Zatem, wziąwszy to wszystko pod uwagę, uznał, że w tej sprawie nie dojdzie do nieuzasadnionego dzielenia operacji.

Organ podobnie uznał w opinii zabezpieczającej z 21 grudnia 2023 r. (DKP3.8082.5.2023).

– Wydane w innych indywidualnych sytuacjach opinie zabezpieczające szefa KAS nie stanowią uniwersalnego glejtu, który można traktować jak pełne przyzwolenie skarbówki na oszczędności podatkowe związane z udziałem fundacji rodzinnych w transakcji – przestrzega Jacek Wojtach. Dodaje, że kluczowe jest zwrócenie uwagi na to, w jakich okolicznościach te opinie zostały wydane. W obu sytuacjach szef KAS uznał, że działanie z udziałem fundacji nie jest sztuczne, ale przekonały go konkretne, indywidualne argumenty wnioskodawców.

– I nie chodzi tu tylko o plany sukcesyjne, zabezpieczenie rodzinne itp., które są obecne w każdej fundacji. Owszem, to istotne aspekty, ale rozkład akcentów w omawianych opiniach wskazuje, że nie zostałyby one wydane, gdyby nie dodatkowe argumenty, które przekonały szefa KAS, że fundacja nie zostanie instrumentalnie wykorzystana do zaoszczędzenia na podatku – podkreśla ekspert.

Wyjaśnia, że w pierwszej opinii (z 21 grudnia 2023 r.) sprzedaż udziałów została pokazana jako zdarzenie potencjalne, przyszłe i niepewne. W drugiej (z 12 lutego 2024 r.) te plany już były bardzo zaawansowane. Ale wnioskodawca mocno dowodził przy tym, że proces sprzedaży trwa bezskutecznie od kilku lat i nie ma pewności, czy się zakończy oraz co ostatecznie będzie przedmiotem sprzedaży (spółka holdingowa wniesiona do fundacji czy jej spółki zależne). Kolejnym argumentem, jak podkreśla ekspert, w obu opiniach był aspekt wniesienia do fundacji również innego majątku niż ten, który miał być potencjalnie przedmiotem sprzedaży.

Doradcy podatkowi zaznaczają, że każdy przypadek organy będą badać indywidualnie.

– Zapewne za sztuczne zostanie uznane działanie, w którym z fundatorem została podpisana przedwstępna umowa sprzedaży, wszystkie warunki dopięte na ostatni guzik i w ostatniej chwili sprzedawane udziały zostaną przeniesione, jako jedyny składnik majątku, do fundacji i to ona będzie stroną transakcji – twierdzi Jacek Wojtach.

Jeżeli organ doszuka się sztuczności w działaniu, zastosuje klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania (art. 119a ordynacji podatkowej).

Jak tłumaczy Marek Michalski, doradca podatkowy w SDZLEGAL Schindhelm, to może skutkować nie tylko brakiem możliwości skorzystania z preferencji podatkowych przewidzianych dla fundacji rodzinnych, lecz także wymierzeniem podatnikowi dodatkowego zobowiązania podatkowego (patrz: komentarz w ramce).©℗

OPINIA
W grę może wchodzić klauzula antyabuzywna
Marek Michalski doradca podatkowy w SDZLEGAL Schindhelm / Materiały prasowe

Wprowadzenie do polskiego porządku prawnego fundacji rodzinnej przyciągnęło uwagę nie tylko osób poszukujących optymalnych sposobów sukcesji posiadanego majątku, lecz także tych zainteresowanych wykorzystaniem nowej instytucji do oszczędności podatkowych.

Nie można jednak zapominać o tym, że jest to rozwiązanie dość dalekie od uniwersalnego, a wydawane przez organy podatkowe interpretacje należy traktować bardziej jak wskazówki niż jak jednolite i niezmienne stanowisko.

Wynika to m.in. z istnienia klauzuli o unikaniu opodatkowania. Szef Krajowej Administracji Skarbowej w wydanej opinii zabezpieczającej co prawda wykluczył możliwość zastosowania tej klauzuli do przedstawionego stanu faktycznego, lecz nie sposób nie zauważyć, że pozostawia bardzo duży margines na możliwe inne interpretacje. A to dlatego, że kwestia, czy fundacja rodzinna nie posłużyła wyłącznie jako narzędzie do optymalizacji podatkowej, jest niezwykle ocenna.

Organy będą więc każdorazowo badać, czy jedynym (głównym) celem wykorzystania fundacji rodzinnej nie było uzyskanie korzyści podatkowych. Fundatorzy powinni się więc wykazać w tym zakresie proaktywnym działaniem, np. zgromadzić przed zawarciem transakcji dokumentację uzasadniającą przeprowadzenie transakcji z wykorzystaniem fundacji rodzinnej (tzw. defence file), która w razie ewentualnego sporu z organem podatkowym pozwoli uniknąć przekwalifikowania transakcji przez organy podatkowe.

Jeżeli bowiem organ doszuka się sztuczności w działaniu, zastosuje klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania (art. 119a ordynacji podatkowej). To może skutkować nie tylko brakiem możliwości skorzystania z preferencji podatkowych charakteryzujących fundacje rodzinne, lecz także wymierzeniem podatnikowi dodatkowego zobowiązania podatkowego.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9498186,fundacja-rodzinna-moze-zaoszczedzic-na-podatku-przy-sprzedazy-udzialow.html

 5. Rząd zdecydował o przesunięciu obowiązkowego KSeF. Dla wszystkich podatników będzie jeden termin

Agnieszka Pokojska | 30 kwietnia 2024, 15:54

Obowiązek przesyłania ustrukturyzowanych faktur wejdzie w życie od 1 lutego 2026 r. Ma on dotyczyć wszystkich podatników VAT – zarówno czynnych jak i zwolnionych.

Projekt nowelizacji VAT
Wynika to projektu nowelizacji ustawy o VAT oraz niektórych innych ustaw (UD49), przyjętego przez Radę Ministrów. Teraz zmiany trafią do Sejmu. Nowelizacja ma wejść w życie 1 lipca 2024 r., zgodnie bowiem z obecnymi przepisami, właśnie od tego momenty czynni podatnicy VAT mieli zacząć obowiązkowo wystawiać ustrukturyzowanych faktur za pomocą Krajowego Systemu e-Faktur.

Zostało więc już niewiele czasu na zmiany. Dlatego też resort finansów w pierwszej kolejności chce tylko przesunąć datę wdrożenia obowiązku, a następnie zająć się innymi zmianami. Mają one zostać ujęte w innym projekcie.

KSeF dla wszystkich podatników VAT w jednym terminie
Z przyjętego projektu wynika, że obowiązek stosowania KSeF wejdzie dla wszystkich podatników w jednym terminie, czyli 1 lutego 2026 r.

Przypomnijmy, że na zeszłotygodniowej konferencji prasowej minister finansów Andrzej Domański informował o innej koncepcji – etapowego wdrażania KSeF. Zakładano wówczas, że od 1 lutego 2026 r. elektroniczne wystawianie faktur będzie dotyczyło przedsiębiorców, których wartość sprzedaży przekroczyła 200 mln zł. Natomiast pozostali dołączyliby do systemu od 1 kwietnia 2026 r.

Eksperci nie są zadowoleni
Ten pomysł nie spodobał się ekspertom. – Duże przedsiębiorstwa będą musiały opracować specjalne procedury i odrębne procesy wysyłki faktur, aby stosować je przez zaledwie dwa miesiące. Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby wdrożenie KSeF przez wszystkich podatników w jednym momencie – mówiła Janina Fornalik, doradca podatkowy i partner w MDDP (patrz „Dwuetapowe wdrażanie KSeF jest zaskoczeniem”; DGP nr 84/2024).

Tak też zadecydowała Rada Ministrów.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9499579,rzad-zdecydowal-o-przesunieciu-obowiazkowego-ksef-dla-wszystkich-poda.html

Rzeczpospolita

 1. Przełom w sposobie rozliczania w czasie ulgi na robotyzację

29 kwietnia 2024 | Podatki | Maria Wnęk

Podatnik jest uprawniony do dokonania jednorazowego rozliczenia w ramach ulgi na robotyzację wydatków poniesionych na nabycie wskazanych w przepisie środków trwałych.

Tak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 21 grudnia 2023 r. (III SA/Wa 1993/23).

We wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej podatnik wskazał, że jest wiodącym producentem wyrobów stolarki okiennej. W związku z rozwojem prowadzonej działalności gospodarczej, podatnik zrealizował inwestycję polegającą na wytworzeniu nowej zautomatyzowanej linii produkcyjnej, która składa się z wielu maszyn, skoordynowanych ze sobą. Inwestycja została zrealizowana przez Spółkę w celu zwiększenia możliwości produkcyjnych przedsiębiorstwa przy jednoczesnym zmniejszeniu ilości osób zaangażowanych w proces produkcji. Spółka zamierza odliczyć jednorazowo od podstawy opodatkowania 50 proc. kosztów nabycia maszyn i urządzeń peryferyjnych.

Podatnik złożył wniosek o wydanie interpretacji indywidualnej w zakresie możliwości dokonania odliczenia od podstawy opodatkowania kwoty stanowiącej 50 proc. kosztów poniesionych w roku podatkowym na nabycie maszyn i urządzeń peryferyjnych na podstawie art. 38eb ustawy o CIT. Zdaniem podatnika, pod pojęciem kosztów nabycia fabrycznie nowych robotów przemysłowych czy urządzeń peryferyjnych należy rozumieć wydatki, które warunkowały nabycie wskazanych składników majątkowych przez podatnika. Spółka zaznaczyła też, że bez znaczenia pozostaje fakt, że maszyny oraz urządzenia peryferyjne będą stanowiły środki trwałe, ponieważ w ramach przedmiotowej ulgi odliczeniu podlegają koszty ich nabycia, a nie dokonane od nich odpisy amortyzacyjne. Organ podatkowy nie zgodził się ze stanowiskiem spółki. Podatnik wniósł skargę na interpretację indywidualną do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Sąd przyznał rację podatnikowi wskazując w uzasadnieniu, że z art. 38eb ustawy o CIT nie wynika, aby w ramach ulgi na robotyzację koszty mogły być wyłącznie rozliczane poprzez dokonywanie odpisów amortyzacyjnych. Należy więc przyjąć, że spółka może dokonać jednorazowego odliczenia od podstawy opodatkowania 50 proc. kosztów poniesionych z tytułu nabycia fabrycznie nowych maszyn i urządzeń peryferyjnych w roku ich nabycia.

Autorka jestwspółpracowniczką zespołu zarządzania wiedzą podatkową Deloitte

Komentarz ekspertów
Marta Chyla-Bielecka, radca prawny, menedżer w dziale doradztwa podatkowego Deloitte
Krzysztof Piwódzki, konsultant w dziale doradztwa podatkowego Deloitte

Wyrok WSA w Warszawie przełamuje niemal jednolitą wykładnię prezentowaną dotychczas przez organy podatkowe, zgodnie z którą ulgę na robotyzację należy rozliczać w oparciu o dokonywane odpisy amortyzacyjne. Ponadto doszło w tej sytuacji do rozbieżności w dotychczasowym orzecznictwie sądowym, bowiem WSA we Wrocławiu w wyroku z 18 maja 2023 r. (I SA/Wr 947/22) uznał powyższe stanowisko fiskusa za prawidłowe.Istotą problemu interpretacyjnego w tej sprawie jest rozstrzygnięcie czy „koszty uzyskania przychodu poniesione na robotyzację”, o których mowa w art. 38eb ust. 2, są pojęciem odrębnym od „kosztów uzyskania przychodu” według ogólnej definicji z art. 15 ust. 1 ustawy o CIT.

Zgodnie z art. 16 ust. 1 pkt 1 podatnik nie może jednorazowo zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów wydatków poniesionych na nabycie środków trwałych. Kosztem podatkowym w przypadku środków trwałych jest utrata wartości takiego aktywa, rozpoznawana poprzez dokonywane odpisy amortyzacyjne. W przypadku ulgi na robotyzację możemy natomiast znaleźć uregulowanie wskazujące, że za koszt uzyskania przychodu poniesiony na robotyzację należy uznać koszty nabycia fabrycznie nowych środków trwałych, o których mowa w dalszej części przepisu. Dosłowna interpretacja tak sformułowanego przepisu wskazywałaby więc na zasadność stanowiska zaprezentowanego przez WSA w Warszawie, zgodnie z którym podatnik, kalkulując wysokość przysługującej mu ulgi, mógłby przyjąć jako podstawę wydatki poniesione w danym roku na zakup nowych środków trwałych, a nie odpisy amortyzacyjne od ich wartości początkowej zaliczone w danym roku do kosztów podatkowych. Na poparcie takiego rozumienia tych regulacji sąd odwołuje się ponadto do uzasadnienia do projektu ustawy wprowadzającej ulgę na robotyzację do polskiego porządku prawnego. Wskazane tam zostało, iż ustawodawca chciał zachęcić przedsiębiorców do dynamicznej, skokowej zmiany procesu produkcji w kierunku zintensyfikowanej robotyzacji. Z drugiej strony jednak takie podejście mogłoby istotnie ograniczyć liczbę podatników korzystających z ulgi na robotyzację poprzez wyeliminowanie z niej tych, którzy zakupili urządzenia przed wejściem w życie przepisów o uldze na robotyzację i obecnie rozpoznają koszty podatkowe z tego tytułu w postaci odpisów amortyzacyjnych. Przyjmując stanowisko zaprezentowane w wyroku należałoby bowiem uznać, że skoro poniesienie wydatków na nabycie określonych środków trwałych miało miejsce w chwili, gdy ulga jeszcze nie obowiązywała, to podatnicy, którzy je ponieśli nie są w ogóle uprawnieni do skorzystania z możliwości dokonania dodatkowego odliczenia. Tymczasem dotychczasowa praktyka organów podatkowych była przychylna dla podatników, którzy ponieśli wydatki na robotyzację przed 1 stycznia 2022 r. Wyrok WSA w Warszawie stanowi zatem istotny przełom w linii interpretacyjnej prezentowanej dotychczas przez organy podatkowe i sądy administracyjne. Orzeczenie jest nieprawomocne, a zatem należy uważnie śledzić kierunek dalszych rozstrzygnięć, które będą wydawane w tym przedmiocie. Być może występujące niejasności w sposobie odczytywania tych regulacji w tak kluczowej kwestii, jaką jest ustalenie co stanowi koszt kwalifikowany, będący podstawą do kalkulacji ulgi podatkowej, skłoni ustawodawcę do doprecyzowania brzmienia przepisów lub wydania interpretacji ogólnej albo objaśnień podatkowych w tym zakresie. Niemniej do tego czasu podatnicy korzystający z ulgi na robotyzację powinni rozważyć też zabezpieczenie ryzyka kwestionowana przyjętego sposobu kalkulacji wysokości przysługującej im ulgi, np. wnioskując o interpretację indywidualną przepisów prawa podatkowego w tym zakresie.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514667-Przelom-w-sposobie-rozliczania-w-czasie-ulgi-na-robotyzacje.html

 2. E-fakturowanie a odpowiedzialność karnoskarbowa

29 kwietnia 2024 | Podatki | Monika Wolska-Bryńska

Krajowy System e-Faktur jest na razie w zawieszeniu. Jednak jego wprowadzenie w najbliższej przyszłości jest nieuniknione. Sam zaś system będzie kluczowym narzędziem nie tylko dla rozliczeń pomiędzy przedsiębiorcami, ale i dla organów podatkowych, m.in. pod kątem weryfikacji odpowiedzialności karnoskarbowej.

Wdrożenie e-fakturowania wydaje się głównie czynnością wyłącznie „czysto” techniczną, ponieważ wiąże się z pracą z nowymi narzędziami opracowanymi przez Ministerstwo Finansów. Niemniej, może ono wpłynąć na różnorakie dziedziny funkcjonowania firmy i przedsiębiorcy, a także wywołać konsekwencje w przypisaniu odpowiedzialności za wystawioną fakturę.

Wejście KSeF budzi szereg wątpliwości związanych z odpowiedzialnością za wystawianie e-faktur, które w tym systemie w czasie rzeczywistym stają się oficjalnym dokumentem księgowym, także w znaczeniu podatkowym.

Wystawca faktury a odpowiedzialność
Zgodnie z 62 § 1 Kodeksu karnego skarbowego (dalej KKS) odpowiedzialności karnoskarbowej podlega osoba, która wbrew obowiązkowi nie wystawia faktury lub rachunku, wystawia je w sposób wadliwy albo odmawia ich wydania. Czyn ten jest spenalizowany karą grzywny do 180 stawek dziennych. Natomiast, za wystawienie faktury w sposób nierzetelny albo posługiwanie się taką fakturą, sąd może orzec karę grzywny nawet d0 720 stawek dziennych, bądź karę roku pozbawienia wolności. Przy czym zastrzec trzeba, że sąd może jednoczenie nałożyć te dwie kary (art. 62 par. 2 KKS).

Zatem, wystawienie tzw. pustej faktury może skutkować odpowiedzialnością za przestępstwo skarbowe z Kodeksu karnego skarbowego lub przestępstwo uregulowane w przepisach Kodeksu karnego, bowiem przewiduje on surowe sankcje za tego typu czyny zabronione. Jak bowiem znajdujemy w art. 271a § 1 Kodeksu karnego, kto wystawia fakturę lub faktury, zawierające kwotę należności ogółem, której wartość lub łączna wartość jest znaczna, poświadczając nieprawdę co do okoliczności faktycznych mogących mieć znaczenie dla określenia wysokości należności publicznoprawnej lub jej zwrotu albo zwrotu innej należności o charakterze podatkowym lub takiej faktury lub faktur używa, podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat.

W tym miejscu warto więc zadać, pytanie gdzie przebiega granica pomiędzy odpowiedzialnością karną a skarbową, wobec posługiwania się fikcyjną lub nierzetelną fakturą? Syntetycznie rzecz ujmując, jest to umyślność zachowania. Zatem użycie takiej faktury musi odbywać się z zamiarem bezpośrednim lub co najmniej – ewentualnym. Co w praktyce oznacza możliwą świadomość sprawcy w zakresie fikcyjności/nierzetelności faktury. W konsekwencji, sprawca przewiduje możliwość popełnienia przestępstwa i godzi się na to.

Puste faktury
Pusta faktura, to dokument księgowy, który nie odzwierciedla stanu faktycznego. Oznacza to, że wystawiono i wprowadzono ją do obiegu pomimo, iż wskazana na niej usługa (dostawa towaru) nie została w rzeczywistości wykonana (dokonana).

Fikcyjne faktury dzieli się na następujące kategorie:

∑ faktury dokumentujące transakcje, które nie miały miejsca w rzeczywistości, czyli nie doszło do dostawy towarów lub wykonania usługi przez wystawcę faktury;

∑ faktury, które dokumentują wprawdzie autentyczne zdarzenia gospodarcze, lecz z udziałem innego podmiotu niż wystawca faktury, o czym wiedział i na co godził się odbiorca faktury;

∑ faktury, które dokumentują transakcje z nabywcą polegające na zatajeniu przez wystawcę danych podmiotu, który de facto dokonał dostawy towaru lub wykonał daną usługę.

Ustawa o podatku od towarów i usług sankcjonuje wprowadzenie pustej faktury do obrotu gospodarczego. W takim przypadku, podatnik jest zobowiązany zapłacić VAT w wysokości zgodnej z fakturą wystawioną i wprowadzoną do obrotu (art. 108 ust. 1 ustawy o VAT). Stąd obowiązek zapłaty omawianego podatku powstaje z mocy prawa wobec faktu wystawienia wykazującej go faktury. Co istotne, regulacja ta nie odnosi się wyłącznie do podatników VAT, lecz do wszystkich podmiotów wykazujących ten podatek na fakturze. Zatem, aby ponieść odpowiedzialność na podstawie tegoż przepisu, nie trzeba nawet być formalnie zarejestrowanym jako czynny podatnik VAT.

Formalne wystawienie faktury
Faktura jest, więc podstawowym dokumentem potwierdzającym dokonanie transakcji opodatkowanej podatkiem od towarów i usług. Posiadanie jej co do zasady warunkuje możliwość odliczenia podatku naliczonego w niej zawartego i tym samym pozwala na realizację zasady neutralności VAT.

Wystawcą faktury w rozumieniu przepisów regulujących podatek od towarów i usług jest podmiot, którego dane na fakturze widnieją, a więc podatnik. Obecnie, nie ma obowiązku podpisywania faktur, poza fakturą VAT RR.

Niemniej, wystawienie faktury można zlecić, a czynności tej w imieniu podatnika i na jego rzecz może dokonać upoważniona przez niego osoba, tj. np. pracownik/współpracownik, czy biuro rachunkowe. Może to nastąpić na podstawie umowy o pracę, czy odrębnego porozumienia, w którym określona będzie procedura upoważnienia, funkcja i zakres odpowiedzialności (powierzone kompetencje).

Modele współpracy w KSeF
Obecnie wyróżnia się cztery modele, w jakich w ramach systemu KSeF biuro rachunkowe będzie współpracowało z klientami, gdzie dokumenty z systemu:

1) odbiera, wystawia i przesyła podatnik;

2) wystawia i odbiera biuro rachunkowe;

3) wystawia podatnik, a odbiera biuro rachunkowe;

4) pobiera biuro rachunkowe za pośrednictwem tokenu.

W sytuacji, szczególnie widocznej w punkcie drugim, pojawia się pytanie w kwestii odpowiedzialności osoby faktycznie wystawiającej fakturę, co wobec baku unormowań prawnych może budzić liczne wątpliwości. Tymczasem, aby obszary tej niepewności zminimalizować i sprowadzić odpowiedzialność do stricte czynności technicznych, trzeba wraz z wprowadzeniem w firmie KSeF, wdrożyć odpowiednie procedury, polityki i wzory, dostosowane do specyfiki danej firmy, jak choćby procedurę obiegu dokumentów, instrukcję/procedurę wprowadzenia i użytkowania KSeF, procedurę wystawiania faktur w tym systemie. Pomocne będzie też stosowanie sprawdzonych rozwiązań – jak lista osób uprawnionych do wystawiania e-faktur (obok upoważnień udzielanych w KSeF).

Reasumując, odpowiednie ukształtowanie procesów obiegu dokumentów, jasne reguły dotyczące zasad ich wystawiania, np. wyłączenie na podstawie danych przedstawionych przez klienta, mogą skutecznie zminimalizować ryzyko ponoszonej odpowiedzialności przez osobę faktycznie wystawiającą fakturę, tylko do aspektów technicznych. Stąd, warto odpowiednio wcześniej dobrać rozwiązania odpowiednie we współpracy z danym klientem wobec wdrożenia KSeF. Jednocześnie, zapewniające konieczne w takiej sytuacji bufory bezpiecznego funkcjonowania w ramach powierzonych i przyjętych w tej współpracy zadań.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514660-E-fakturowanie-a-odpowiedzialnosc-karnoskarbowa.html

 3. Podatek od gigantów, kłopoty także dla mniejszych firm

06 maja 2024 | Prawo co dnia | Paweł Rochowicz

Nowy globalny podatek osłabi zainteresowanie zagranicznych inwestorów Polską, chyba że rząd zniesie inne fiskalne przeszkody dla międzynarodowego biznesu – ostrzega Monika Marta Dziedzic, doradca podatkowy, partner w spółce doradztwa podatkowego MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy.

Głośno ostatnio o projekcie globalnego podatku minimalnego, który jakoby miał ukrócić praktyki uciekania od podatków przez międzynarodowe firmy. Tylko właściwie po co wprowadzać jeszcze jedną daninę? Przecież pod hasłem walki z polityką globalnych korporacji wprowadzono już w Polsce szereg regulacji, w tym dwa podatki ze słowem „minimalny” w nazwie.

Poprzednie próby ujarzmienia tego zjawiska przypominały łatanie dziurawego statku. Zresztą robiła to nie tylko Polska. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) uznała, że takie działania są niewystarczające. Bo wciąż są firmy, które tak układają swój biznes, że płacą podatki tam, gdzie są najniższe. To sprawia, że poszczególne kraje rywalizują miedzy sobą w swoistej konkurencji, jaką są zachęty podatkowe: ulgi, zwolnienia, niższe stawki itd. Już to było źródłem nierówności podatkowych, ale ostatnio do tego doszły jeszcze zjawiska cyfrowej gospodarki. Bo dzięki internetowi już nie trzeba fizycznie zakładać firmy w innym kraju, by tam zarabiać. I tu mamy dwie kwestie: gospodarkę cyfrową jako taką oraz skłonność do płacenia podatków tam, gdzie one są niskie. W założeniach OECD opodatkowanie tych dwóch zjawisk nazwano filarami. Po pierwsze, opodatkowanie zysków ze sprzedaży tam, gdzie one powstają, a po drugie – wyrównanie poziomu opodatkowania dla wielkich międzynarodowych firm. Takich, których roczne obroty przekraczają 750 mln euro.

To dlatego nazwano ten nowy podatek wyrównawczy „drugim filarem”?

Właśnie tak. O ile ten pierwszy filar pozostaje jeszcze nie do końca uregulowany, o tyle w sprawie drugiego porozumiało się ponad 130 państw. Ustalono, że wielkie międzynarodowe firmy powinny płacić w każdym kraju, gdzie są obecne, podatek dochodowy nie mniejszy niż 15 procent.

No to chyba Polska nie powinna mieć kłopotu? Przecież podstawowa stawka CIT to 19 proc., a z obniżonej, 9-proc., mogą korzystać tylko małe firmy.

Tak, ale mamy duży katalog ulg, który powoduje, że efektywna stawka jest niższa. Mamy ulgi dla inwestorów w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (SSE), w ramach Polskiej Strefy Inwestycji (PSI), mamy reżim tzw. estońskiego CIT, 9-proc. stawkę mogą stosować małe spółki należące do wielkich korporacji oraz wiele innych. Firmy, które kwalifikują się do tych zachęt, umiejętnie je wykorzystują i płacą podatek realnie niższy niż 15 procent.

Co złego jest w tych ulgach? Przecież te wszystkie ułatwienia zostały zaakceptowane przez Unię Europejską, przyciągnęły miliardowe inwestycje i dały wiele miejsc pracy.

Owszem Unia „pobłogosławiła” SSE i nie sprzeciwiła się innym ulgom. Ale pamiętajmy, że globalny podatek nie jest pomysłem unijnym, choć wdrażamy go według unijnej dyrektywy 2022/2523. To efekt prac organizacji o szerszym zasięgu, jaką jest OECD. Z punktu widzenia inwestorów, którzy przyszli do Polski dzięki SSE i innym zachętom – nowy podatek może być jak nóż w plecy. Zresztą to samo mogą powiedzieć takie kraje jak np. Irlandia, które dotychczas, podobnie jak Polska, przyciągały inwestorów korzystnymi rozwiązaniami podatkowymi.

Ale projekt ustawy o nowym podatku nie likwiduje przecież tych ulg, o których mówimy.

Nie likwiduje. Jednak sposób obliczania nowej daniny jest taki, że trzeba go zapłacić od działalności międzynarodowej grupy, która ma w Polsce swoje spółki, jeżeli efektywna stawka podatku jest w danym kraju niższa od 15 proc. Dlatego co do zasady międzynarodowy koncern będzie musiał zapłacić podatek wyrównawczy do 15 proc., jeśli jego polska spółka działa na przykład w SSE i stosuje przysługujące jej zgodnie z prawem zwolnienia w CIT. W ten sposób nasze ulgi mogą nie tylko nie zachęcać, ale wręcz zniechęcać do inwestowania w Polsce i utrzymywania tu firm.

Podobno Ministerstwo Finansów rozważa taką modyfikację tych ulg, by od strony ekonomicznej zneutralizować ich wpływ na podatek globalny. Słyszałem o takich nieoficjalnych zapowiedziach, a pani?

Wiem, że grupa międzynarodowych inwestorów stara się przekonać władze do takiego pomysłu. Zresztą jest tu pewne pole do takiego działania. Dyrektywa o tym podatku daje bowiem możliwość wprowadzenia pewnych rozwiązań, które – mówiąc w uproszczeniu – nie skutkują naliczeniem podatku globalnego. Moim zdaniem ulgi w SSE nawet w swoim obecnym kształcie, czyli bez zmiany przepisów, mogą być takim wyjątkiem. W istocie przypominają granty, a ich zasadniczo nie wlicza się do podstawy kalkulacji nowej daniny.

To wynika z przepisów czy to tylko pani pogląd?

Tak twierdzę. Ulgi w SSE i PSI mają przecież oczywiście inny charakter, ponieważ są związane z wymaganiami dotyczącymi nowych miejsc pracy czy poniesieniem konkretnych kwot na uzgodnione inwestycje. Wymagania są zatem inne niż np. przy uldze na badania i rozwój. Ta ostatnia, jeżeli niezmieniona zostanie jej formuła, niestety, będzie sprzyjała naliczeniu nowego podatku.

Projekt nie przewiduje, jakoby do wydawania interpretacji na temat nowej daniny była upoważniona Monika Marta Dziedzic. Ma się tym zajmować dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, z pomocą nowej rady do spraw tego podatku.

Potrzebna jest, i to pilnie, urzędowa wykładnia w tej sprawie. Jeden z pierwszych wniosków o opinię w tej sprawie będzie dotyczył SSE. Pewnie to ja go napiszę. Bo to zbyt poważna sprawa i zbyt poważne inwestycje, by nagle przekreślać ich ekonomiczny sens.

Prace podatkowe OECD zawsze koncentrowały się wokół zwalczania spółek wydmuszek, które nie prowadzą realnej działalności, a pozwalają na optymalizacje podatkowe. W Polsce inwestorzy korzystający z oferowanych im tu różnych ulg wybudowali prawdziwe fabryki i zatrudnili w nich tysiące ludzi. Stworzyli zatem tzw. substancję biznesową, której OECD nigdy nie chciało zwalczać. Czy teraz będzie inaczej?

Słuszna uwaga. Będzie premia za tę realną substancję, mierzoną liczbą zatrudnionych i wartością środków trwałych. Będzie to czynnik wpływający na zmniejszenie podatku. Jednak biorąc pod uwagę kalkulacje w całej międzynarodowej grupie – może to nie mieć wielkiego znaczenia. Bo tym większa substancja, im wyższe wynagrodzenia pracowników. A w Polsce te płace są niższe niż np. w Niemczech. Taka sama jak w Polsce fabryka, z taką samą liczbą pracowników, da globalnemu koncernowi większą korzyść, gdy działa za Odrą.

Wygląda na to, że te przepisy stworzono na korzyść państw o wysokich kosztach pracy i wysokim opodatkowaniu. Są już pewnie tacy, którzy określą tę ustawę znanym określeniem „für Deutschland”.

W polityczną lingwistykę nie chcę się bawić, ale też myślę, że z punktu widzenia polskich firm będzie to niesprawiedliwe rozwiązanie. Zwróćmy uwagę, że wdrażamy dyrektywę o globalnym podatku minimalnym z opóźnieniem. I nie chodzi tylko o same przepisy o tym podatku, ale też o odpowiednie dopasowanie istniejących ulg. To, co na razie jest u nas w sferze planów, niektóre kraje już zrobiły. Na przykład Węgry uczyniły krok, który można ocenić jako wręcz agresywny: nadały doczasowym zwolnieniom nowy format. Jednak niektóre takie działania są wprost zabronione przez dyrektywę, jak też regulacje OECD. Inne kraje zrobiły to bardziej finezyjnie. Oby MF jak najszybciej zaproponowało takie modyfikacje ulg np. na robotyzację czy badania i rozwój, by ich wpływ na podatek globalny zminimalizować.

A jeśli tak się nie stanie?

Wówczas Polsce grozi realny odpływ inwestycji. I to nie tylko wstrzymanie tych planowanych, ale też likwidacja albo ograniczenie działalności światowych firm, które dotychczas tu zainwestowały.

Ministerstwo Finansów przyznaje, że jest ryzyko ograniczenia atrakcyjności inwestycyjnej Polski. Twierdzi też, że nowa danina będzie dotyczyła około 7 tys. podmiotów. Chodzi o wszystkie spółki zależne międzynarodowych koncernów ulokowane w Polsce?

Tak, bo przy obliczaniu globalnego podatku dla danej grupy kapitałowej, pamiętając, że chodzi tylko o te największe grupy międzynarodowe, należy wziąć pod uwagę wyniki finansowe wszystkich jej podmiotów zależnych zarejestrowanych w jednym kraju. Jednak tak naprawdę skutki mogą być daleko szersze. Przecież z firmami z międzynarodowych grup na co dzień współpracuje wiele innych krajowych podmiotów, także małych i średnich przedsiębiorstw. Jeśli stracą partnerów albo będą zmuszeni ograniczyć współpracę z nimi – nie będzie to dla nich dobra wiadomość.

Ale krajowe firmy nie będą objęte tym podatkiem?

Niestety, niektóre będą. Dotyczy to grup kapitałowych, nawet tych o tylko krajowym zasięgu, przekraczających 750 mln euro obrotów. OECD tego nie proponowało w swoich dokumentach, ale taki wymóg jest w europejskiej dyrektywie. Ustanowiono globalny podatek wyrównawczy również dla tych organizacji, które działają lokalnie. Nie potrafię zrozumieć dlaczego. Przecież celem filaru II jest zwalczanie nadużyć z wykorzystaniem różnic podatkowych między poszczególnymi krajami.

Co, oprócz przekształcenia istniejących ulg, można w naszym systemie podatkowym zrobić, by uratować atrakcyjność Polski jako kraju przyjaznego inwestycjom?

W sprawie przepisów o podatku globalnym i ulg dla wielkich przedsiębiorstw – tylko tyle, co wspomniałam. Można natomiast usunąć inne bariery, szkodzące międzynarodowym firmom. Od kilkunastu miesięcy władze skarbowe prowadzą dość agresywną politykę w zakresie tzw. podatku u źródła. To rodzaj podatku dochodowego pobierany w Polsce od dochodów uzyskiwanych tu przez zagraniczne firmy z tytułu m.in. używania znaków towarowych, odsetek czy dywidend otrzymywanych od polskich spółek zależnych. I właśnie z dywidendami jest największy problem. Bo w Polsce zdarza się, że podatek u źródła jest pobierany w sposób bardzo restrykcyjny, wbrew zasadzie jednokrotnego opodatkowania dochodu, przewidzianej w europejskich regulacjach. Już obserwuję, jak bardzo to wpływa na rozważania o wycofywaniu biznesu z Polski.

Jeśli dobrze rozumiem, to bariera w przepływie kapitału wewnątrz UE. A przecież swoboda na tym polu to jedna z podstawowych zasad Unii. Nikt tego jeszcze nie napiętnował?

Pewnie wkrótce znajdzie się firma, która spróbuje doprowadzić spór z administracją skarbową w tej sprawie na przykład do Trybunału Sprawiedliwości UE. Na razie jest tak, że jeśli polska spółka z Warszawy założy spółkę zależną w Krakowie, to od wypłaty dywidendy z jednej do drugiej spółki zwykle nie zapłaci podatku dochodowego. Ale jeśli w tymże Krakowie założy córkę spółka z Czech – fiskus może zażądać od niej podatku od dywidend. To przecież nierówne traktowanie firm z UE, jawnie naruszające traktat o funkcjonowaniu Unii. Przedsiębiorstwa międzynarodowe drżą o przyszłość, widząc takie praktyki. To istna katastrofa w relacjach naszego kraju z takimi firmami.

Wiadomo, że poprzednia ekipa rządząca była ogólnie mało przyjazna wszystkiemu, co z zagranicy. Czy ten proceder wciąż trwa?

Trudno powiedzieć, na ile sprawa miała polityczne podłoże. Można zakładać, że ktoś centralnie nadzoruje tak kluczowe tematy jak sprawy podatku od dywidend. Może wskazane byłoby zrobienie przez nową ekipę przeglądu praktyk podatkowych istotnych dla międzynarodowego biznesu.

Wróćmy jeszcze do ustawy o podatku globalnym. Projekt jest napisany dość specyficznym językiem, raczej ze sfery rachunkowości niż prawa podatkowego. Ustalenie konkretnej wysokości podatku też będzie wymagało znajomości raczej Excela niż ordynacji podatkowej. Bez doradcy podatkowego ani rusz?

Proszę mi tylko nie sugerować, że to my, doradcy, stoimy za tym projektem, żeby sobie zapewnić pracę (śmiech). Rzeczywiście, zastosowanie praktyczne ustawy nie obędzie się bez współpracy prawnika z księgowym czy doradcą podatkowym. Ale jeśli chodzi o jej ogólny wydźwięk dla polskich podatników – to uważam, że jest niesprawiedliwa. Tworzy zupełnie nowy ład, znacznie mniej przyjazny tym największym transgranicznym inwestorom.

Gorszy niż Polski Ład?

Inny, bo raczej trwalszy. Skutki tego polskiego dało się częściowo usunąć. Oby nasze władze w porę zapobiegły jeszcze większej katastrofie niż ta sprzed dwóch lat.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514981-Podatek-od-gigantow–klopoty-takze-dla-mniejszych-firm.html

 4. Jak globalny podatek minimalny wpłynie na krajowe ulgi podatkowe

06 maja 2024 | Podatki | Honorata Ścisłowicz

Po wprowadzeniu podatku wyrównawczego większość znaczących ulg podatkowych w Polsce może przestać być – w obecnym kształcie – wystarczającą zachętą dla dużych inwestorów. Należałoby to uwzględnić przy wdrażaniu przepisów unijnej dyrektywy.

W wykazie rządowych prac legislacyjnych 26 lutego 2024 r. opublikowano zapowiedź projektu ustawy o opodatkowaniu wyrównawczym jednostek wchodzących w skład grup międzynarodowych i krajowych. Planowany termin przyjęcia projektu przez Radę Ministrów to III kwartał 2024 r., a projekt implementacji ma być przedstawiony w najbliższym czasie. I tak będzie bardzo spóźniony, bo zgodnie z art. 56 dyrektywy Rady (UE) 2022/2523 z 15 grudnia 2022 r. w sprawie zapewnienia globalnego minimalnego poziomu opodatkowania międzynarodowych grup przedsiębiorstw oraz dużych grup krajowych w Unii (Dz.U.UE.L.2022.328.1; dalej dyrektywa) jej regulacje powinny były zostać wdrożone przez państwa członkowskie do końca 2023 r. Po upływie tego terminu 9 krajów, w tym Polska, nie przekazało organom Unii Europejskiej krajowych środków transpozycji dyrektywy.

Nowe obciążenie grup kapitałowych
Nowym podatkiem będą objęte grupy kapitałowe, których skonsolidowane przychody wynoszą co najmniej 750 mln euro. Największe przedsiębiorstwa będą w każdym roku sprawdzać, czy ich minimalna efektywna stawka podatkowa (ETR) wynosi 15 proc. Jeśli poziom opodatkowania dochodu w określonej jurysdykcji będzie niższy niż 15 proc., na podmiot zostanie nałożony odpowiedni podatek wyrównawczy (top-up tax).

Zagadnienie podatku wyrównawczego jest niezwykle złożone i wieloaspektowe, będzie on oddziaływać na globalne funkcjonowanie grup kapitałowych. Czy może zmienić układ sił w grze poszczególnych regionów świata o dużych inwestorów? Z pewnością może.

Obok warunków prowadzenia biznesu, dostępu do wykwalifikowanych pracowników, czy łańcuchów dostaw, na decyzję o lokowaniu inwestycji wpływają ulgi podatkowe oferowane inwestorom w danym kraju. W Polsce najważniejsze są dwie największe ulgi – zwolnienie podatkowe w tzw. Polskiej Strefie Inwestycji oraz ulga na badania i rozwój. Szkopuł w tym, że obie te ulgi co do zasady będą uwzględniane w kalkulacji ETR na potrzeby globalnego podatku minimalnego. Obniżają bowiem dochód do opodatkowania lub podatek do zapłaty, więc także ETR. Jeśli stawka ta wyniesie poniżej 15 proc. – a przecież po to podejmuje się działania celem pozyskania ulgi, by właśnie w ten sposób na niej skorzystać – to inwestor będzie musiał zapłacić podatek wyrównawczy.

Dwa rodzaje ulg
Paradoks polega więc na tym, że kraje takie jak Polska, z poziomem PKB poniżej średniej UE, z jednej strony (np. w ramach pomocy regionalnej) mogą przyciągać inwestorów ulgami podatkowymi, ale z drugiej strony – w świetle dyrektywy – ulgi te zasadniczo będą obniżać stawkę ETR.

Wysokość obniżenia zależy od typu ulg przyznawanych przez dany kraj.

Dyrektywa wyróżnia:
∑ kwalifikowany zwrotny kredyt podatkowy (QRTC), oraz

∑ niekwalifikowany zwrotny kredyt podatkowy (non-QRTC) – taki charakter ma większość znaczących ulg podatkowych w Polsce.

QRTC przy kalkulacji ETR zasadniczo będzie traktowany jako dochód. Jest to ulga wypłacana w gotówce lub w formie ekwiwalentu środków pieniężnych, w ciągu 4 lat od daty nabycia uprawnienia do jej otrzymania. Dopuszczalną formą zwrotu jest też wykorzystanie ulgi do opłacenia innych zobowiązań podatkowych.

Natomiast non-QRTC na potrzeby kalkulacji ETR nie będzie kwalifikowany jako dochód. W rezultacie spowoduje obniżenie stawki podatkowej, a jeśli wyniesie ona mniej niż 15 proc., to powstanie obowiązek zapłaty podatku wyrównawczego.

Zasadniczo oba typy ulg wpływają na obniżenie ETR, ale zdecydowanie większy wpływ będą mieć ulgi typu non-QRTC – co do zasady spowodują konieczność dopłaty podatku wyrównawczego.

Zasady wpływu obu typów ulg na wysokość podatku wyrównawczego do zapłaty – na podstawie wyjaśnień OECD – obrazuje przykład obok.

Na przykładzie widać, że ulgi obniżają ETR, a tym samym powodują konieczność dopłaty podatku wyrównawczego. W przypadku non-QRTC podatek wyrównawczy jest przy tym znacznie większy niż w przypadku QRTC. Udzielona ulga podatkowa jest dla inwestora po prostu nieefektywna.

Mechanizmy łagodzące
Przykład nie oddaje jednak całej złożoności tematu, bo przewidziano kilka mechanizmów, które mają złagodzić nowe regulacje. W polskiej rzeczywistości najistotniejszy okaże się prawdopodobnie mechanizm wyłączenia z uwagi na substrat osobowo-majątkowy (ang. substance based income exclusion), opisany w art. 28 dyrektywy. Wartość substratu zostanie obliczona biorąc pod uwagę koszty pracownicze i wartość poniesionych nakładów inwestycyjnych na rzeczowe środki trwałe. Ta wartość będzie odejmowana od dochodu wyliczonego na potrzeby kalkulacji podatku minimalnego, a więc obniży ETR.

Preferencja ta jest jednak ograniczona i ma się zmniejszać w czasie, tj. może pomniejszyć podstawę opodatkowania podatkiem minimalnym o:

∑ 8–5 proc. wartości bilansowej rzeczowych aktywów trwałych znajdujących się w danej jurysdykcji oraz

∑ 10–5 proc. wartości kwalifikowanych kosztów płac ponoszonych przez dany podmiot.

Kolejny mechanizm to mechanizm kompensaty, który pozwala na łączenie dochodów i podatków wszystkich jednostek działających w danym kraju, a tym samym na kompensowanie niskiej stawki jednego podmiotu wyższą stawką innego.

Co czeka polskich podatników
Wkrótce dowiemy się, czy projekt polskiej ustawy o opodatkowaniu wyrównawczym będzie prostą implementacją dyrektywy, czy też zostaną zaproponowane mechanizmy minimalizujące wpływ nowych regulacji na atrakcyjność polskiego systemu ulg podatkowych. Z tego punktu widzenia kluczowe jest zaproponowanie przez rządzących konwersji obecnie funkcjonujących w Polsce ulg podatkowych, z ulg typu non-QRTC na ulgi typu QRTC. Oczywiście, pozostanie pytanie, co z ulgami przyznanymi dotychczas na przykład na bazie wydanych już decyzji o wsparciu. Zgodnie z zasadą praw nabytych bowiem istniejące prawa jednostki nie mogą zostać zmienione retroaktywnie przez późniejsze przepisy.

Inwestorzy już teraz powinni przeanalizować, jak globalny podatek minimalny wpłynie na ich zobowiązania podatkowe. Taka analiza jest nie lada wyzwaniem, nie tylko ze względu na zasięg przedmiotowy nowych przepisów, ale też konieczność uwzględnienia perspektywy innych spółek z grupy – w Polsce oraz w innych krajach. Ulgi będą istotnym elementem w tej kalkulacji.

Przykład

Spółka INVESTOR korzysta z ulgi podatkowej w kraju X o wartości 800 tys. euro. Jej dochód GloBE (dochód kalkulowany zgodnie z nowymi zasadami) wynosi 10 mln euro, a podstawowa stawka opodatkowania w kraju X to 10 proc.

null

Opracowanie własne na podstawie https://oecdpillars.com/pillar-tab/qualified-refundable-tax-credits/

ETR w wariancie bez ulg wynosi 10 proc., podatek wyrównawczy wyniesie więc 5 proc., a zatem spółka zapłaci 1 mln euro podatku podstawowego oraz dopłaci 0,5 mln euro podatku wyrównawczego.

W wariancie z ulgą QRTC ulga ta – zgodnie z zasadami przewidzianymi w dyrektywie – powiększy dochód, a więc podatek wyrównawczy do zapłaty wyniesie 5,74 proc., czyli 620 tys. euro.

W wariancie z ulgą typu non-QRTC, z uwagi na to, że ulga obniży podatek wyjściowy (podstawowy) do zapłaty, podatek wyrównawczy wyniesie aż 13 proc., czyli 1,3 mln euro.

Honorata Ścisłowicz doradca podatkowy, partner w Hoss Advisory, ekspert SKwP

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514781-Jak-globalny-podatek-minimalny-wplynie-na-krajowe-ulgi-podatkowe.html

 5. Duże zmiany, duże wyzwania

06 maja 2024 | Podatki | Julita Karaś-Gasparska

W nadchodzących miesiącach podatników czeka sporo wyzwań związanych z globalnym podatkiem minimalnym, obowiązkowym KSeF i raportowaniem JPK_CIT.

Część dużych podatników CIT, których rok podatkowy rozpocznie się po 2024 r., będzie musiała już za 2025 r. raportować skarbówce dane z ksiąg rachunkowych. Docelowo nowy obowiązek obejmie wszystkich podatników CIT. Oznacza to konieczność dostosowania systemów informatycznych oraz księgowych do nowych wymogów tak, aby mieć techniczną możliwość przesyłania fiskusowi plików JPK_CIT.

W tym samym czasie wszyscy (także mali) podatnicy powinni przygotować się na wprowadzenie KSeF. Reforma miała wejść w życie w lipcu br., ale nieoczekiwanie została przesunięta na przyszły rok.

Jakby tego było mało, część dużych podmiotów – grup kapitałowych czekają wyzwania związane z wejściem w życie przepisów o globalnym podatku minimalnym. Wprawdzie Polska nie wdrożyła jeszcze unijnej dyrektywy, jednak inwestorzy już teraz powinni przeanalizować, jak globalny podatek minimalny wpłynie na ich zobowiązania podatkowe i przygotować się na to, że będą musieli przekazywać określone informacje i dane finansowe służące ustaleniu efektywnej stawki podatkowej w Polsce.

Wszystkie te zmiany będą wymagały gromadzenia licznych danych i przeprowadzania nowych obliczeń, co oznacza dostosowanie systemów informatycznych i księgowych oraz procesów i operacji do nowych wymogów. Na temat globalnego podatku minimalnego oraz wpływu ulg podatkowych na obowiązek jego zapłaty piszemy na str. >D3.

Zapraszam do lektury.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514775-Duze-zmiany–duze-wyzwania.html

 

Budownictwo i PZP | Prasówka | 26.04.2024 r.

Transport Publiczny

Bielsko-Biała bierze się znów za projektowanie węzła przy dworcu

Autor: Witold Urbanowicz | Data publikacji: 23-04-2024

Miejski Zarząd Dróg w Bielsku-Białej rozpisał przetarg na projekt zintegrowanego węzła przesiadkowego w Bielsku-Białej (wraz ze strefą obsługi pasażerskiej). W ramach inwestycji powstać miałaby m.in. zadaszona kładka nad stacją kolejową ze schodami i chodnikami ruchomymi, nowe budynki obsługi pasażerów z dworcem autobusowym po wschodniej stronie torów, a także tereny zielone.

Projekt zostanie wykonany w oparciu o koncepcję programowo-przestrzenną z czerwca 2023 r., opracowaną przez firmę MH Projekt, koncepcję projektowo-kosztorysową asymilacji terenów niezbędnych pod budowę zintegrowanego węzła przesiadkowego z czerwca 2023 roku opracowaną przez firmę Torovia oraz plany miejscowe. Zadaniem wykonawcy będzie uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych.

Przewidziano budowę budynku obsługi podróżnych wraz z przestrzenią komercyjną i administracyjną, dworca autobusowego, dróg manewrowych, peronów i placu postojowego dla autobusów, w tym peronów autobusowych od strony ul. Stefana Okrzei Projekt obejmuje realizację parkingu wielopoziomowego dla samochodów osobowych, rowerów oraz innych urządzeń transportu osobistego, stanowiącego zadaszenie peronów dworca autobusowego. Powstać ma zadaszone przejście pieszo-rowerowe nad torami, łączącego ul. Warszawską z ul. Podwale, wraz z ruchomym chodnikiem, schodami zwykłymi, ruchomymi i windami oraz rampami zjazdowymi. Powstanie też Centrum Zarządzania Transportem. Do tego założono budowę miejsc postojowych dla taksówek oraz miejsc typu Kiss&Ride, budowę powiązań komunikacji samochodowej, pieszej oraz rowerowej oraz realizację dróg wewnętrznych oraz zewnętrznych.

Założono też przebudowę układu drogowego: rozbudowę ulicy 3 Maja na odcinku od ulicy Piastowskiej do ulicy Wałowej, ulicy Piastowskiej na odcinku od ulicy Warszawskiej do ulicy Romualda Traugutta, ulicy Warszawskiej na odcinku od ulicy Piastowskiej do ulicy Budowalnych wraz z przystankami komunikacji publicznej z zadaszeniami. Zrealizowane zostaną tereny zielone w charakterze swobodnie ukształtowanych ogrodów z alejami spacerowymi w szczególności pomiędzy ulicą Warszawską a istniejącym budynkiem dworca kolejowego, ulicą Warszawską a zachodnią zabudową tej ulicy, projektowanym budynkiem obsługi podróżnych a ulicą Podwale, rozbudowywaną ulicą Stefana Okrzei a budynkiem zlokalizowanym pod adresem Podwale nr 43. Wprowadzone zostaną tzw. zielone przystanki. Więcej o zamówieniu pisaliśmy tutaj, przy pierwszym przetargu.

Postępowanie jest prowadzone w trybie negocjacji. Termin składania wniosków o dopuszczenie do udziału mija 28 maja. O wyborze zdecydują cena (60%), doświadczenie kluczowego personelu – projektanta w branży architektonicznej (20%), kolejowej (5%) i drogowej (15%). Na wykonanie zamówienia przeznaczono 330 dni. Prawem opcji objęto nadzór autorski nad realizacją prac. Skorzystanie z prawa opcji może nastąpić w terminie 72 miesięcy od dnia zawarcia umowy.

Zamówienie jest finansowane ze środków własnych Zamawiającego. Zamawiający zamierza czynić starania o pozyskanie dofinansowania inwestycji ze środków Unii Europejskiej w ramach programu FEnIKS 2021-2027.

To kolejne podejście do tematu węzła przesiadkowego. Poprzedni przetarg został unieważniony z powodu drogich ofert.

https://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/bielskobiala-bierze-sie-znow-za-projektowanie-wezla-przy-dworcu-83077.html

Rynek Kolejowy

PKP Cargo: Ogromny spadek przewozów [AKTUALIZACJA]

Autor: Roman Czubiński | Data publikacji: 24-04-2024

Spadek przewiezionej masy oraz udziału w rynku – to najważniejsze wyniki PKP Cargo za ubiegły rok. Zarząd przewoźnika tłumaczy pogorszenie sytuacji spółki dekoniunkturą na całym rynku, zwłaszcza w przewozach węgla i tych zza wschodniej granicy. Mimo problemów PKP Cargo cała grupa odnotowała 82,1 mln zł zysku, a sam przewoźnik – 45,2 mln.

W roku 2023 grupa PKP Cargo przewiozła o 17,9 mln ton ładunków mniej, niż w poprzednich 12 miesiącach. Wynik za cały rok to 82,7 mln ton. Oznacza to spadek wolumenu masy aż o 17,8%. W podobnym stopniu (o 17,5%) zmalała praca przewozowa wyniosła (22 282 mln tonokilometrów).

Węgiel ciągnie wyniki w dół
Według przewoźnika najmocniej spadły przewozy paliw płynnych (o 31,8%) oraz metali i rud (o 30,2%). Duży, 19,4-procentowy spadek odnotowano też w przewozach paliw stałych (w tym o 21,6% zmalały przewozy węgla kamiennego, który w PKP Cargo odgrywa większą rolę, niż u konkurencji). Pozostałe segmenty nie zrównoważyły tych strat. Udział grupy PKP Cargo w rynku spadł o 4,4 punktu procentowego do poziomu 33,1% w zakresie masy towarowej i o 6 pp (do 33,9%) pod względem pracy przewozowej.

Niepokojące są też wyniki finansowe. W ostatnim kwartale 2023 r. przychody osiągnęły poziom o 16% niższy, niż w tym samym okresie roku 2022 (1 323,7 mln zł). Wskaźnik EBITDA (zysk operacyjny przed potrąceniem odsetek, podatków i amortyzacji) wyniósł 229,7 mln zł, a EBIT (zysk przed odliczeniem kosztów finansowych i podatków) – 32,4 mln zł (291,4 mln zł za cały rok – o 12,6% mniej, niż w 2022 r.). Marża EBITDA to 19,5%, a marża EBIT wyniosła 5,2%. O 2% (do 5 155,6 mln zł) wzrosły za to koszty operacyjne grupy (najmocniej – o 12,7% – koszty świadczeń pracowniczych). Strata netto w IV kwartale wyniosła 19,8 mln zł. Wynik netto całej grupy (82,1 mln zł) oraz PKP Cargo SA (45,2 mln zł) był już jednak dodatni.

Na rynku jest coraz gorzej
Zarząd przewoźnika tłumaczy niekorzystne wyniki złą sytuacją w całej branży. – Rynek kolejowych przewozów towarowych w Polsce spada, począwszy od drugiego kwartału 2023 r. W takiej sytuacji kluczowi gracze odnotowują większe spadki niż mniejsi. Pomimo dekoniunktury gospodarczej i branżowej spółka zanotowała solidne przychody i utrzymała poziom zysku EBITDA – komentuje pełniący obowiązki prezesa zarządu PKP Cargo Maciej Jankiewicz. Jak wylicza, w 2023 r. branża kolejowego transportu towarowego przewiozła o 6,8% masy mniej, niż w roku poprzednim, a łączna praca przewozowa spadła w tym czasie o 1,4%.

Co gorsza, w pierwszym kwartale bieżącego roku negatywne trendy pogłębiały się. Skutki inflacji, spadku popytu i rosnących cen energii odczuły w największym stopniu najwięksi operatorzy. Swoje przewozy zwiększali natomiast ich kosztem mniejsi przewoźnicy (wzrost wolumenu w stosunku do 2022 r. o 3,8%). W samych PKP Cargo wciąż napięte są relacje ze związkami zawodowymi, które krytykują sposób zarządzania spółką i domagają się podwyżek.

Zarząd: Przystosujemy się do zmian
Zjawiska pozytywne, na które zwraca uwagę spółka, to wzrost o 2% rok do roku przychodów z tytułu umów z klientami. W 2023 r. wyniosły one 5 491,9 mln zł. Również wynik EBITDA okazał się o 1,6% lepszy od tego z 2022 r. – jego wartość dla całej grupy za ubiegły rok to 1 083,1 mln zł. PKP Cargo podkreśla, że sukcesy te udało się odnieść mimo dekoniunktury na rynku.

Aktualne cele to poprawa efektywności procesów i kontrola kosztów przy wzroście portfela klientów. – W bieżącym roku Zarząd będzie koncentrował się na wdrożeniu kompleksowych działań naprawczych podnoszących efektywność organizacji w takich obszarach jak handel, operacje oraz utrzymanie taboru – deklaruje przewoźnik w komunikacie prasowym. Jak zauważa, rynek staje się coraz bardziej konkurencyjny, co wymaga od jego uczestników zmian organizacyjnych i poprawy efektywności procesów. PKP Cargo zapowiada też rewizję planów inwestycyjnych, które mają zostać dostosowane do aktualnych potrzeb rynkowych.

https://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/pkp-cargo-ogromny-spadek-przewozow-118599.html

Rynek Lotniczy

Czernicki (CPK): CPK nie będzie przewymiarowane

Autor: Redakcja/inf. pras. | Data publikacji: 24-04-2024

– Odchodzimy od myślenia życzeniowego. Lotnisko CPK nie będzie przewymiarowane – zapowiedział prezes spółki CPK Filip Czernicki podczas posiedzenia zespołu roboczego ds. gospodarki, pracy i rozwoju regionalnego wojewódzkiej rady dialogu społecznego w województwie mazowieckim.

Tematami dyskusji były m.in. stan programu inwestycyjnego CPK i dalszy rozwój portów lotniczych na Mazowszu. W spotkaniu uczestniczyli m.in. pełnomocnik rządu ds. CPK Maciej Lasek i prezes spółki CPK Filip Czernicki.

Spotkanie rozpoczął informacją o realizacji projektu CPK Maciej Lasek, sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Minister poinformował o zakończeniu audytów wewnętrznych w spółce CPK i trwających analizach otrzymanych raportów. Jednocześnie zadeklarował, że po ich zakończeniu przekaże swoje rekomendacje premierowi.

Projekt CPK wymaga starannie przemyślanych decyzji. Celem aktualnie realizowanych działań kontrolnych jest urealnienie Programu CPK, jego wszechstronna ocena i wskazanie tych jego elementów, które mają uzasadnienie merytoryczne i ekonomiczne. Należy sprawdzić i ewentualnie rozliczyć nieprawidłowości z przeszłości, ale także zweryfikować plany na przyszłość – powiedział Maciej Lasek, pełnomocnik rządowy ds. CPK.

Z uwagi na trwające procedury audytowe spółka CPK co do zasady nie zaciąga na razie nowych zobowiązań finansowych. Natomiast rozpoczęte prace projektowe, roboty i badania w terenie były i są kontynuowane, zgodnie z podpisanymi umowami.  W spółce trwają prace związane m.in. z planowaniem, projektowaniem linii kolejowych i ich budową (w przypadku tunelu dalekobieżnego w Łodzi). Szczegółowo analizowany jest komponent lotniskowy CPK i realizowane są studia wykonalności na wielu kolejowych liniach CPK.

Optymalizacja i potencjał do rozbudowy
Uczestnicy dyskusji podkreślali, że konieczna jest optymalizacja inwestycji w nowy port lotniczy, a także znalezienie najbardziej efektywnego sposobu podniesienia przepustowości lotnisk już istniejących, zwłaszcza że pierwotny termin uruchomienia I etapu CPK, czyli w 2028 roku, od początku był nierealny.

– Odchodzimy od myślenia życzeniowego, które jak się wydaje, przyświecało naszym poprzednikom, czyli od pięknej wizji malowanej na papierze, a niekoniecznie opartej na rachunku ekonomicznym i na optymalnych rozwiązaniach. Zaproponujemy szereg optymalizacji, które będą służyły przedsięwzięciu i pozwolą lepiej zagospodarować potrzeby, a przede wszystkim możliwości finansowe. Lotnisko CPK nie będzie przewymiarowane. Powinno odpowiadać zapotrzebowaniu ruchu, z odpowiednim zapasem, a jednocześnie z potencjałem rozbudowy i modułowego rozwoju – podkreślił Filip Czernicki, prezes CPK.

Prezes wskazał też na inne elementy projektu CPK, które spółka chce zdecydowanie poprawić. – Infrastruktura, która jest przeznaczona dla ludzi, musi być budowana z ludźmi. Dotychczasowy pośpiech i niepotrzebne działania, które wykluczały możliwość dialogu społecznego, są dla mnie niezrozumiałe. W błędny sposób był też prowadzony Program Społeczno-Gospodarczy, który przy tak potężnej inwestycji wywracającej do góry nogami życie wielu osób, w swoich założeniach i idei jest słuszną koncepcją. Niestety, wiele z tych wydatków było kompletnie niezwiązanych z tym celem i trudno było uzasadnić je choćby lepszym zrozumieniem projektu na rynku, nie mówiąc o niepotrzebnych kampaniach, które służyły celom politycznym – dodał Czernicki.

Weryfikacja prognoz mazowieckich lotnisk
Podczas spotkania dyskutowano m.in. o przyszłości CPK w kontekście istniejących na Mazowszu portów lotniczych, czyli Lotniska Chopina oraz portów w Modlinie i Radomiu. – Jeśli chodzi o filar lotniskowy, to weryfikujemy prognozy ruchu lotniczego i możliwości obsługi pasażerów przez Lotnisko Chopina. Sprawdzamy możliwości modernizacji tego lotniska i kwestie limitów środowiskowych. Wszystkie trzy lotniska na Mazowszu, czyli Chopin, Modlin i Radom, mają swoje uwarunkowania i wyzwania. Dołożymy wszelkich starań, aby zapewnić im dalszy nieskrępowany rozwój i absorbcję spodziewanego popytu na usługi lotnicze. Dotychczasowe opracowania w ramach Programu CPK dokładnie weryfikujemy. Musimy prowadzić inwestycje infrastrukturalne, uprzednio wykonując analizy wielokryterialne i sporządzając analizy kosztów i korzyści – dodał Lasek.

Zdaniem prezesa Filipa Czernickiego, plan budowy nowego lotniska musi przede wszystkim opierać się o współpracę z Lotniskiem Chopina (wraz z zarządzającą nim spółką Polskie Porty Lotnicze), jak też ze spółką Mazowiecki Port Lotniczy w Modlinie.

– To właśnie ta współpraca jest kluczem do określenia, jaka nowa infrastruktura będzie potrzebna oraz jakie przyjąć harmonogramy inwestycji, tak by żadna ze stron nie wydała nawet jednej złotówki niepotrzebnie – zakończył Czernicki.

W spotkaniu wzięli udział wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski, przedstawiciele zarządu Polskich Portów Lotniczych, zarządu mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa–Modlin, zarządu PKP Linii Kolejowych oraz administracji rządowej, samorządowej i pracodawców.  Wojewódzka Rada Dialogu Społecznego zajmuje się m.in. ocenianiem projektów strategii rozwoju województwa i programów w zakresie objętym zadaniami związków zawodowych i organizacji pracodawców oraz sprawozdań z ich realizacji.

Nie będzie duoportu i podziału ruchu
Wcześniej informowaliśmy również o tym, że Ministerstwo Infrastruktury nie pracuje nad duoportem i podziałem ruchu. Tak wynika z odpowiedzi Macieja Laska na interpelację, którą złożyła posłanka Paulina Matysiak. Przedstawicielkę Lewicy interesowało czy prowadzone są prace koncepcyjne lub projektowe dotyczące rozbudowy Lotniska Chopina, a jeżeli są prowadzone, to na jakim etapie są prace. Ponadto Matysiak pytała czy prowadzone są prace lub analizy związane ze zmianą limitów środowiskowych określających maksymalne liczby operacji lotniczych dla Lotniska Chopina lub portu lotniczego Warszawa-Modlin.

„Istotne zmiany uwarunkowań dotyczące rozwoju ruchu lotniczego na Lotnisku Chopina, w tym struktury floty lotniczej wykorzystywanej przez poszczególnych przewoźników, spowodowały konieczność wykonania analizy przepustowości środowiskowej, która ma wskazać zasięgi oddziaływania hałasu lotniczego dla stanu istniejącego i stanu prognozowanego. Prace w tym zakresie rozpoczęto w 2023 roku, zaś zakończenie planowane jest w trzecim kwartale bieżącego roku” – przekazał w odpowiedzi Lasek.

https://www.rynek-lotniczy.pl/wiadomosci/czernicki-cpk-cpk-nie-bedzie-przewymiarowane-20767.html

Rynek Infrastruktury

 1. Ciech zmienia nazwę. Nowa będzie obwiązywać od czerwca

Autor: Inf. pras. Redakcja | Data publikacji: 25-04-2024

W czerwcu zmieni się nazwa spółek Grupy Ciech – zostanie zastąpiona nazwą Qemetica. Wśród celów na najbliższych 6 lat spółka zapowiada wzrost wyników finansowych i zmniejszenie emisji CO2 o 45 proc. w perspektywie do 2029 roku.

Jak podano, planowana zmiana to kolejny krok w transformacji chemicznej grupy po tym, jak 10 lat temu strategicznym inwestorem został holding inwestycyjny Kulczyk Investments. To także bezpośrednie następstwo objęcia przez Kulczyk Investments pełnej kontroli nad Grupą i zakończenia notowań na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w marcu tego roku.

W ostatnich latach – jak czytamy w komunikacie – struktura Grupy została uporządkowana, a procesy produkcyjne i biznesowe usprawnione. Zrealizowano również największy w historii plan inwestycji (m.in. budując warzelnię soli w Niemczech za ok. 700 mln zł), wdrożono także ambitne zamierzenia związane ze zrównoważonym rozwojem, w tym długofalowy projekt transformacji energetycznej najbardziej energochłonnego biznesu: produkcji sody.

– Zamykamy rozdział Centrali Importu Eksportu Chemikaliów, otwieramy nowy rozdział pod nazwą Qemetica – chemicznej grupy napędzającej wiele branż gospodarki na wszystkich kontynentach. Dlatego ze zmianą nazwy łączy się także przyjęcie kluczowych zamierzeń strategii biznesowej na kolejne 6 lat – mówi Kamil Majczak, prezes zarządu Ciech. – Mamy ambitny plan przedefiniowania przemysłu chemicznego w odpowiedzi na wyzwania, które stawia przed nami codzienność: przede wszystkim ochrona klimatu i zasobów naturalnych przy jednoczesnym wzroście konkurencyjności i pierwiastka innowacji w produktach oraz usługach naszej Grupy. Celem na 2026 rok jest 10 patentów wspierających naszą konkurencyjność. Nadal będziemy eksplorować europejski rynek start-upów w poszukiwaniu rozwiązań z obszaru clean technology czy nowych biznesów, już dla Qemetiki – mówi Kamil Majczak, prezes zarządu Ciech.

Grupa Ciech, a od czerwca Qemetica, chce zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 45 proc. do 2029 roku. Aktualne pozostają plany osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2040 roku. Nowa strategia biznesowa jest zintegrowana z celami ESG. Poza ambitnymi celami w zakresie emisyjności Grupy, jednym z priorytetów Qemetiki będzie zrównoważone środowiskowo portfolio produktów, w tym niskoemisyjna soda i krzemiany czy pianki o zmniejszonym udziale surowców ropopochodnych na rzecz większego wykorzystania surowców pochodzących ze zrównoważonych źródeł. Biznes Agro stawia natomiast na międzynarodową ekspansję i hybrydowe produkty dla rolników, a w Opakowaniach planowane są nowe inwestycje. Celem biznesu solnego jest z kolei osiągnięcie wiodącej pozycji na rynku Europy Środkowo-Wschodniej.

– W czerwcu zmieniamy nazwę, ale proces transformacji naszych biznesów trwa. Mimo wymagającej sytuacji rynkowej nie rezygnujemy z naszych priorytetów – transformacji energetycznej i zrównoważonego rozwoju poszczególnych biznesów. Strategia zakłada systematyczny wzrost wyników finansowych, a silny bilans nie ogranicza nas w realizacji ambitnych planów, niezależnie czy mówimy o wzroście organicznym czy poprzez akwizycje – mówi Marcin Puziak, członek zarządu Ciech.

Zmiana nazwy z Ciech na Qemetica będzie odbywała się stopniowo na przestrzeni maja i czerwca w poszczególnych zakładach produkcyjnych Grupy w Polsce i za granicą.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/biznes-i-przemysl/ciech-zmienia-nazwe-nowa-bedzie-obwiazywac-od-czerwca–90980.html

 2. GUS podał wyniki produkcji budowlano-montażowej. Są fatalne

Autor: Grzegorz Rekiel | Data publikacji: 24-04-2024

Spadła o 13,3 %, licząc rok do roku oraz wzrosła o 19,1 % w stosunku do lutego – znamy marcowe wyniki produkcji budowlano-montażowej.

Wstępne dane podał Główny Urząd Statystyczny. W marcu 2024 roku odnotowano zmniejszenie produkcji budowlano-montażowej w skali roku we wszystkich działach budownictwa. Dla przedsiębiorstw, których podstawową działalnością były prace budowlane specjalistyczne – o 3,2%, jednostek zajmujących się wznoszeniem budynków – o 16,1% oraz zajmujących się budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej – o 17,8%.

Produkcja budowlano-montażowa w marcu 2024 roku, w porównaniu z marcem 2023 r., była niższa dla robót inwestycyjnych – o 2,1%, a dla robót remontowych – o 28,9% (w 2023 r. odnotowano odpowiednio wzrost o 1,7% oraz spadek o 5,9%).

W stosunku do lutego 2024 roku zaobserwowano wzrost we wszystkich działach budownictwa, przy czym wśród jednostek zajmujących się budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej wyniósł on 31,2%, w jednostkach wykonujących prace budowlane specjalistyczne – 22,5%, a zajmujących się wznoszeniem budynków – 6 %.

Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych, produkcja budowlano-montażowa w marcu 2024 r. ukształtowała się na poziomie o 8,6% niższym w porównaniu z analogicznym miesiącem 2023 roku oraz o 4,3% niższym w porównaniu z lutym 2024 roku. W analizie bierze się pod uwagę firmy zatrudniające ponad 9 osób.

Dr Damian Kaźmierczak z Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa ocenił, że na Twitterze, że „jest to o wiele gorzej od oczekiwań analityków, które były na poziomie -4,4% rdr”. – Był to najgorszy marzec od 2016 roku. Duże opóźnienia w transferze funduszy unijnych do Polski nie pozwalają na odbicie projektów infrastrukturalnych o dużej wartości (głównie kolej i energetyka, bo inwestycje drogowe idą w relatywnie dobrym tempie). Uruchamianiu nowych inwestycji publicznych nie sprzyja też kalendarz wyborczy (potrójne wybory w latach 2023-2024) oraz zmiana władzy, która zawsze jest procesem długotrwałym i w gruncie rzeczy bardzo skomplikowanym – ocenił ekspert.

Dodał, że w Polsce trwa tzw. dekoniunktura w segmencie nieruchomości komercyjnych i inwestycji przemysłowych. – Mocno odbija jedynie prywatna deweloperka mieszkaniowa, która stanowi niewiele ponad 10 proc. rodzimego budownictwa – czytamy w analizie.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/biznes-i-przemysl/s-podal-wyniki-produkcji-budowlanomontazowej-sa-fatalne–90968.html

Rzeczpospolita

 1. Kiedy ruszy KSeF? Ministerstwo Finansów podało odległy termin

Aktualizacja: 26.04.2024 10:32 | Publikacja: 26.04.2024 09:24

Ministerstwo Finansów podało w piątek nowy termin wdrożenia obowiązkowego fakturowania w KSeF. Jest dość odległy, bo resort wykrył błędy w tym systemie, które groziłyby paraliżem gospodarki.

Jak zapowiedział na piątkowej konferencji prasowej minister finansów Andrzej Domański, Krajowy System e-Faktur zostanie uruchomiony w dwóch fazach.

KSeF. Od kiedy nowy system? Dwa terminy
Kiedy Krajowy System e-Faktur zacznie działać?

– Od 1 lutego 2026 r. w firmach o obrotach powyżej 200 mln zł rocznie
– Od 1 kwietnia 2026 r. – pozostałe firmy

Odsunięcie startu KSeF aż do 2026 r to efekt – jak to zaznaczył Domański – fatalnej jakości technicznej systemu, który zaczął szykować jeszcze rząd Prawa i Sprawiedliwości. – Groziło to paraliżem gospodarki – stwierdził minister. Dodał, że wykryte w wyniku audytu technicznego nieprawidłowości są tak duże, że prace nad architekturą systemu trzeba będzie zaczynać niemal od zera.

Przedsiębiorcy nie stracą na wdrożeniu KSeF
Jednak dla przedsiębiorców, którzy już zaczęli przygotowywać swojej systemy księgowe do nowego systemu, nie musi to oznaczać pracy od nowa. – Będziemy dążyć do tego, aby na zewnątrz zbytnio tego nie zmieniać, aby interfejsy zewnętrzne się nie zmieniły – powiedział wiceminister finansów i szef Krajowej Administracji Skarbowej Marcin Łoboda.

Raport z audytu, o objętości 350 stron, ma być tylko częściowo ujawniony. Jak zaznaczył Łoboda, duża jeg część odnosi się do tzw. infrastruktury krytycznej MF, dotyczącej bezpieczeństwa państwa. Jednak, według Łobody, mogą zostać ujawnione te fragmenty, któe dotyczą spraw technicznych istotnych dla podatników szykujących się do wdrożenia KSeF.

Nowy system fakturowania oznacza w praktyce, że każdy przedsiębiorca miałby wystawiać fakturę VAT w formie elektronicznej. Papierowe – z nielicznymi wyjątkami – odeszłyby do lamusa. Taka elektroniczna faktura miałaby być wystawiana według ściśle określonego wzoru. Najpierw trafiałaby do centralnej bazy Krajowej Administracji Skarbowej, a dopiero potem do odbiorcy. Dzięki temu KAS miałaby na bieżąco dostęp do danych o wszystkich krajowych transakcjach biznesowych. KSeF nie dotyczyłby transakcji z zagranicą, choć władze Unii Europejskiej opracowują podobny system VIDA do transakcji wewnątrz wspólnoty. Głównym celem zarówno KSeF jak i VIDA miałoby być wyeliminowanie nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych, głównie VAT.

Konsultacje KSeF z biznesem będą kontynuowane
Według pierwotnych planów rządu, obowiązkowy KSeF miał wystartować 1 lipca 2024 r. Jednak w styczniu br. ministerstwo finansów ogłosiło, że wykryto błędy w systemie informatycznym obsługującym e-fakturowanie. Jak wówczas wyjaśniał minister Andrzej Domański, groziłoby to paraliżem systemu i ogólną niemożnością wystawiania faktur przez wszystkich przedsiębiorców. Wówczas zarządzono dodatkowy audyt systemu i zapowiedziano, że obowiązek e-fakturowania wejdzie w życie po 2024 roku.

Ministerstwo Finansów przeprowadziło też serię dodatkowych konsultacji z przedsiębiorcami i ich organizacjami w sprawie KSeF. W ich rezultacie ustalono wiele kwestii technicznych. Minister Andrzej Domański zapowiedział w piątek, że te konsultacje będą kontynuowane.

https://www.rp.pl/podatki/art40251911-kiedy-ruszy-ksef-ministerstwo-finansow-podalo-odlegly-termin

 2. Co czeka zarządców budynków w regulacjach elektromobilności?

Publikacja: 24.04.2024 06:00

Wraz z początkiem 2025 r. wejdą w życie nowe obowiązki dotyczące zapewnienia odpowiedniej liczby miejsc do ładowania samochodów elektrycznych.

Materiał powstał we współpracy z E.ON Polska
Przygotowania najlepiej zacząć już teraz, dlatego E.ON Polska wraz z kancelarią Osborne Clarke i Grupą MDDP przygotowały przewodnik po obecnych i nadchodzących regulacjach w tym obszarze.

Według najnowszego raportu Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych „Polish EV Outlook 2024” w naszym kraju na 10 samochodów elektrycznych przypada jeden punkt ładowania. Z kolei na każde 100 nowych samochodów 3 z nich to auta elektryczne. Oczywiście w większych miastach odsetek ten będzie znacznie wyższy. Popularność tego rodzaju pojazdów wyraźnie rośnie, stąd ustawodawca postanowił przyjąć przepisy, które spowodują wzrost liczby punktów i stacji ładowania.

– Mało ludzi wie, że samochody elektryczne ładuje się przeważnie na parkingu, na którym parkują one w ciągu dnia lub w nocy. Aż ok 30 proc. energii ładowanej do elektryków pochodzi z parkingów biurowych, a tylko 10 proc. ze stacji ogólnodostępnych. To dlatego regulacje dotyczące budynków są tak ważne także dla branży eMobility i dlatego przygotowaliśmy tak obszerny przewodnik dla zarządców budynków biurowych– mówi Jakub Jedliński, menadżer zespołu eMobility w E.ON Polska.

Najważniejsze definicje:
Punkt ładowania oznacza urządzenie umożliwiające ładowanie pojedynczego pojazdu elektrycznego, hybrydowego i autobusu zeroemisyjnego lub miejsce, w którym można naładować lub wymienić akumulator do napędu wyżej wymienionych pojazdów.

Stacja ładowania, to urządzenie z co najmniej jednym punktem ładowania o mocy (każdego z nich) co najmniej 3,7kW, wyposażone w oprogramowanie umożliwiające świadczenie usługi ładowania, oraz wyznaczone miejsca parkingowe (jedno na każdy punkt ładowania, ale to nie dotyczy stacji oddanych przed 24 grudnia 2021), a także instalacja elektryczna podłączona do licznika energii.

Dostępność stacji ładowania i badania techniczne
Podstawową regulacją jest w tym wypadku ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Posługuje się ona pojęciami „punkt ładowania” i „stacja ładowania”. Różnice między nimi wyjaśniono w ramce powyżej. Ważną cechą stacji jest jej przeznaczenie do świadczenia „usług ładowania” i choć to pojęcie nie jest definiowane wprost, na podstawie przepisów ustawy wywnioskować można, że chodzi tu o sytuację, gdy z danego punktu ładowania może korzystać osoba trzecia, tj. inna niż właściciel ładowarki. Z taką usługą mielibyśmy do czynienia np. gdy wspólnota mieszkaniowa zakupi ładowarkę, z której mogą korzystać jej mieszkańcy. Nie jest nią zaś ładowanie samochodu w punkcie zamontowanym przy prywatnym domu i przez jego właściciela.

Stacje ładowania ustawa dzieli na ogólnodostępne i nieogólnodostępne. Z tych pierwszych może korzystać każdy posiadacz pojazdu elektrycznego lub hybrydowego. Podlegają one badaniom Urzędu Dozoru Technicznego, a ich operatorzy są zobowiązani przekazywać dane o stacjach Ewidencji Infrastruktury Paliw Alternatywnych (EIPA). Pozostałe stacje, np. na parkingach budynków biurowych, dostępne tylko dla najemców i ich pracowników, są stacjami nieogólnodostępnymi. Również podlegają badaniom Urzędu Dozoru Technicznego (z wyjątkiem tych złożonych wyłącznie z punktów o mocy 3,7 kW), ale nie trzeba zgłaszać ich do EIPA.

– Jeśli właściciel budynku udostępni ładowarkę znajdującą się w budynku jego najemcom (ich pracownikom), to taka ładowarka będzie nieogólnodostępną stacją ładowania podlegającą badaniom ze strony UDT. Jeśli z takiej ładowarki będzie mógł skorzystać każdy posiadacz auta elektrycznego czy hybrydowego, to będziemy mówić o ogólnodostępnej stacji, która musi dodatkowo zostać zgłoszona do EIPA. Z kolei gdyby z ładowarki korzystał wyłącznie właściciel, to taka ładowarka byłaby już punktem ładowania, a nie stacją i nie podlegałaby badaniom technicznym UDT – tłumaczy Sylwia Uziębło-Kowalska, radca prawny z kancelarii Osborne Clarke

Ładowarki wykorzystywane do zasilania własnych pojazdów nie podlegają takim badaniom. To tzw. ładowarki prywatne, których właścicielami są właściciele pojazdów elektrycznych, np. biurowe ładowarki firmowe dla floty firmowej. Problem pojawia się w przypadku leasingu, najmu czy dzierżawy – wówczas każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, zależnie od dokładnej treści umowy.

60 tys. – tyle samochodów w pełni elektrycznych jeździło po polskich drogach w 2023 r.

Wymagana liczba ładowarek na parkingu
Zgodnie z art. 12 Ustawy o elektromobilności nowopowstałe budynki niemieszkalne, posiadające co najmniej 11 miejsc parkingowych (wewnętrznych lub przylegających) będą musiały posiadać co najmniej 1 punkt ładowania oraz kanały na kable i przewody. Mają one pozwolić na zainstalowanie dodatkowych punktów tak, by 1przypadał na 5 stanowisk postojowych. Zarządca lub właściciel musi jedynie zainstalować odpowiednie kanały, ale nie musi w nich być przewodów i kabli. Warto pokreślić, że do wskazanej w ustawie puli miejsc liczą się również parkingi nieprzylegające do budynku, ale powiązane z nim własnościowo lub wykorzystywane na jego potrzeby na podstawie określonego tytułu prawnego.

Podobny obowiązek powstanie przy remoncie lub przebudowie takich nieruchomości, jeśli obejmują one parking (lub infrastrukturę elektryczną parkingu) oraz w przypadku, gdy koszt wykonywanych prac w zakresie dotyczącym przegród zewnętrznych lub systemów technicznych przekracza jedną czwartą wartości budynku (bez wartości gruntu). Obowiązek ma zastosowanie również w sytuacji gdy koszt instalacji wspomnianej infrastruktury do ładowania nie przekroczy 7 proc. kosztów przebudowy lub remontu.

Dynamic Load Management od E.ON Polska dla siedziby BMW w Warszawie.
Dynamic Load Management od E.ON Polska dla siedziby BMW w Warszawie.

Wspomnianych wymogów nie stosuje się do budynków będących własnością małych i średnich przedsiębiorstw. Nie obejmie on też przebudowywanych (remontowanych) nieruchomości, jeśli przed 24 grudnia 2021 r. uzyskano pozwolenie na budowę, złożono o nie wniosek albo zgłoszono budowę.

Z kolei art. 26 ustawy nowelizujący przepisy o elektromobilności zobowiązuje każdego właściciela i zarządcę budynku niemieszkalnego z co najmniej 21 miejscami postojowymi do zainstalowania na parkingu minimum 1 punktu ładowania. Obowiązek ten należy wypełnić do końca bieżącego roku i obejmuje on również stworzenie odpowiedniej infrastruktury kanałów na przewody oraz kable elektryczne – tak, by można było zainstalować dodatkową ładowarkę na każde 5 stanowisk postojowych. Warto podkreślić, że dotyczy to także budynków już istniejących, nie tylko nowo powstałych czy przebudowywanych. Natomiast z tego obowiązku ponownie zwolnione będą nieruchomości należące do MŚP.

Mali i średni przedsiębiorcy:
Przy określaniu kto jest wyłączony z opisanych wyżej obowiązków, należy stosować definicje z prawa przedsiębiorców, zgodnie z którymi:

Małym przedsiębiorcą jest podmiot, który w co najmniej jednym z dwóch ostatnich lat obrotowych zatrudniał średniorocznie mniej niż 50 pracowników, osiągnął roczny obrót netto ze sprzedaży towarów, wyrobów i usług a także z operacji finansowych nieprzekraczający równowartości 10 mln euro, lub sumy aktywów bilansu sporządzonego na koniec jednego z tych lat nie przekroczyły równowartości wskazanej kwoty, a także nie jest mikroprzedsiębiorcą.

Średnim przedsiębiorcą jest podmiot, który w co najmniej jednym z dwóch ostatnich lat obrotowych zatrudniał średniorocznie mniej niż 250 pracowników oraz osiągnął roczny obrót netto ze sprzedaży towarów, wyrobów i usług oraz z operacji finansowych nieprzekraczający równowartości 50 mln euro, lub sumy aktywów jego bilansu sporządzonego na koniec jednego z tych lat nie przekroczyły równowartości 43 mln euro, a także nie jest mikro- ani małym przedsiębiorcą.

Wszystkie powyższe warunki muszą być spełnione łącznie, więc jeśli choć jeden z nich nie jest zachowany, danej firmy nie można zakwalifikować do MŚP.

Choć ustawa o elektromobilności nie przewiduje żadnych kar za niespełnienie powyższych wymogów, autorzy poradnika wskazują, że może to mieć inne poważne konsekwencje. Przede wszystkim taki budynek staje się mniej atrakcyjny dla najemców, którzy coraz częściej stawiają na zrównoważony rozwój. Będą oni więc woleli wynająć powierzchnie w budynkach, w których bez przeszkód można ładować samochody elektryczne. Brak podążania za najnowszymi wytycznymi może zatem doprowadzić do obniżenia wartości nieruchomości. Ponadto, po implementacji dyrektywy CSRD (Corporate Sustainability Reporting Directive) – na co poszczególne państwa Unii Europejskiej mają czas do połowy tego roku – sami zarządcy lub właściciel mogą być zobowiązani do składania raportów z zakresu zrównoważonego rozwoju. Brak punktów ładowania na parkingach może spowodować ich negatywny odbiór.

Nawet 10 proc. nowych pojazdów sprzedanych w Polsce w 2024 r. będzie mieć napęd elektryczny lub hybrydowy typu plug-in.

Unijne regulacje na horyzoncie
Na ukończeniu są prace nad zmianą dyrektywy o charakterystyce energetycznej budynków. Propozycja zmian została już przyjęta przez Parlament i Radę i oczekuje na publikację. Wszystko wskazuje na to, że nowelizacja wejdzie w życie w najbliższych tygodniach. Co prawda zanim stanie się ona obowiązującym prawem w Polsce, musi zostać implementowana w formie ustawy. Natomiast już teraz warto przygotować się na zmiany, które za sobą niesie. Przepisy mogą się jednak zmienić zarówno na etapie prac w Unii Europejskiej, jak i przy samej implementacji.

Nowa dyrektywa wprowadzi przede wszystkim obowiązek instalacji w budynkach niemieszkalnych (nowych i poddanych renowacjom oraz posiadających parking) 1 punktu ładowania na każde 5 miejsc parkingowych. W przypadku biurowców wymagane będzie zapewnienie punktów ładowania dla połowy stanowisk postojowych. Towarzyszyć ma im okablowanie i kanały pozwalające zamontować punkty ładowania dla pozostałych miejsc parkingowych.

Dynamic Load Management od E.ON Polska dla siedziby BMW w Warszawie.
Dynamic Load Management od E.ON Polska dla siedziby BMW w Warszawie.

Co więcej, przewody muszą być dobrane w taki sposób, by umożliwiać jednoczesne i efektywne korzystanie ze wszystkich punktów ładowania.

– To ważne, żeby biurową infrastrukturę do ładowania planować z myślą o przyszłości, bo ładowarek będzie szybko przybywać. Obecnie koszt ładowarki to tylko ok 25 proc. całej inwestycji, a najdroższa jest instalacja i sprawy formalne takie jak ekspertyzy, projekty i opinie przeciwpożarowe. Jeśli zaplanujemy taką infrastrukturę z wyprzedzeniem, w przyszłości nie będziemy musieli tych kosztów ponosić ponownie. Przykładowo, instalując cztery punkty ładowania zaplanujmy ich dwadzieścia. Mimo tego, że nie musimy instalować wszystkich punktów ładowania od razu, to wiele kosztów poniesiemy tylko raz. Pamiętajmy, że eMobility dopiero się w Polsce rozpędza – wskazuje Jakub Jedliński.

I dodaje, że E.ON Polska w swoich projektach wykorzystuje system dynamicznego zarządzania mocą. Pozwala on na instalację ładowarek o nominalnej mocy często wielokrotnie przewyższającej możliwości przyłączeniowe danego budynku.

– Takie rozwiązanie jest już powszechnie stosowane w Skandynawii, Wielkiej Brytanii czy w Niemczech. Cieszymy się, że pierwsze tego typu projekty realizujemy również w Polsce. W ten sposób wraz z naszymi klientami możemy wprowadzać na krajowy rynek innowacje związane z elektryfikacją transportu – podsumowuje ekspert.

15-25 tys. zł – tyle kosztuje stworzenie jednego punktu ładowania.

Ponadto od 2027 r. we wszystkich budynkach niemieszkalnych mających więcej niż 20 miejsc parkingowych, będzie trzeba zamontować co najmniej 1 punkt ładowania na każde 10 takich stanowisk lub kanałów na przewody i kable, mających umożliwić późniejszy montaż punktów ładowania dla przynajmniej połowy miejsc postojowych. Obowiązek ten może co prawda zostać odroczony w ustawach krajowych wdrażających dyrektywę, ale maksymalnie do 2029 roku i tylko w odniesieniu do budynków, które były wyremontowane do 2 lat przed datą wejścia w życie nowelizacji. Państwa członkowskie mogą opcjonalnie zwolnić zarządcę nieruchomości z tego obowiązku – np. w sytuacji, gdy koszt instalacji do ładowania i instalacji kanałowych przekracza co najmniej 10 proc. całkowitego kosztu generalnego remontu budynku.

Ładowanie elektryków bez aplikacji
Od 13 kwietnia obowiązuje z kolei unijne rozporządzenie ws. rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR). Nakłada ono na operatorów ogólnodostępnych stacji ładowania obowiązek umożliwienia korzystania z nich na zasadzie „ad hoc” – tj. bez konieczności rejestracji i zawierania umowy związanej zwykle z opłatą abonamentową. Nie ma tu znaczenia, czy stacja znajduje się na terenie publicznym czy prywatnym. Liczy się to, czy jest ona dostępna dla ogółu społeczeństwa, czyli np. na parkingu przed supermarketem. Takie stacje będą musiały akceptować dokonywanie płatności kartą kredytową i debetową oraz kodem QR. Co do zasady, obowiązki te dotyczą nowotworzonych punktów ładowania, ale, jeśli mają one moc co najmniej 50kW i znajdują się wzdłuż sieci drogowej TEN-T, trzeba będzie zamontować terminal nawet w tych istniejących przed 13 kwietnia br. Termin na to minie wraz z końcem 2026 r.

Materiał powstał we współpracy z E.ON Polska

https://energia.rp.pl/elektromobilnosc/art40226411-co-czeka-zarzadcow-budynkow-w-regulacjach-elektromobilnosci

Portal ZP

 1. Istota wyjaśnień rażąco niskiej cen

Agata Hryc-Ląd | Stan prawny na dzień: 25.04.2024

Istotą procedury wyjaśnień rażąco niskiej ceny jest wykazanie Zamawiającemu, że zaoferowana cena gwarantuje należyte wykonanie zamówienia. Zamawiający powinien uzyskać pewność, co do możliwości zrealizowania zamówienia zgodnie z wymaganiami za cenę podaną w ofercie.

Zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem KIO, że za cenę rażąco niską uznaje się cenę poniżej kosztów własnych wykonawcy, niepozwalającą na wypracowanie zysku. Jest to cena oderwana od realiów rynkowych i nierzeczywista. Jeśli możliwe jest wykazanie, że za cenę wskazaną w ofercie wykonawca nie będzie w stanie należycie wykonać zamówienia, to znaczy, że mamy do czynienia z ceną rażąco niską.

Jak wskazano w wyroku KIO z dnia 30 listopada 2021 r. sygn. akt 3357/21: „Procedura badania i ustalania ceny rażąco niskiej przebiega więc w taki sposób, że Zamawiający musi umożliwić wykonawcy wykazanie okoliczności, iż zaoferowana przez niego cena jest ceną realną. Następnie zaś na wykonawcy, zgodnie z art. 224 ust. 5 Pzp, spoczywa obowiązek wykazania, że oferta nie zawiera rażąco niskiej ceny. Rolą Zamawiającego jest ustalenie i weryfikacja czy czynniki wskazane przez wykonawcę w ramach wyjaśnień rzeczywiście istnieją, mogą być osiągnięte w ramach realiów rynkowych i na podstawie jakich założeń wykonawca zakłada realność wystąpienia tych szczególnych czynników i sprzyjających okoliczności. Treść normy art. 224 ust. 5 Pzp nie pozostawia wątpliwości, że to na wykonawcy wezwanym do złożenia wyjaśnień spoczywa obowiązek wykazania, czy możliwe i realne jest wykonanie zamówienia za określoną w ofercie cenę. Z racji tego, że celem wyjaśnień jest wzruszenie przyjętego domniemania, że zaoferowana cena jest ceną rażąco niską, wyjaśnienia takie muszą być konkretne, wyczerpujące i uzasadniające realność dokonanej przez wykonawcę kalkulacji.”

Istotą procedury wyjaśnień rażąco niskiej ceny jest wykazanie Zamawiającemu, że zaoferowana przez Wykonawcę cena gwarantuje należyte wykonanie zamówienia, a założenie niższej ceny wynika z właściwości danego Wykonawcy, zasobów kadrowych, sprzętowych, możliwości organizacyjnych czy też współpracy z określonymi podmiotami i pozostaje ceną rynkową. Na skutek ich złożenia Zamawiający powinien uzyskać pewność, co do możliwości zrealizowania zamówienia zgodnie z wymaganiami za cenę podaną w ofercie, a także co do tego, że wątpliwości Zamawiającego w zakresie zbyt niskiej ceny były nieuzasadnione. W odpowiedzi na wezwanie wykonawca powinien w rzetelny i jak najpełniejszy sposób wykazać, również poprzez złożenie dowodów odpowiadających wyjaśnianym składnikom ceny, że zaoferowane przez niego ceny nie noszą znamion rażąco niskich. Co jednak kluczowe, wyjaśnienia Wykonawcy muszą odpowiadać wezwaniu, szczególnie w sytuacji, gdy Zamawiający precyzuje szczegółowo, jakie elementy ceny budzą jego wątpliwości. W przeciwnym razie nawet obszerne wyjaśnienia, które nie odnoszą się jednak do kwestionowanych przez Zamawiającego cen, nie będą mogły zostać uznane za uzasadniające ich zaoferowanie na niskim poziomie. Izba podzieliła w tym zakresie stanowisko przedstawione w wyroku KIO z 18 stycznia 2022 r. sygn. akt KIO 3750/21: „(…) ocena wyjaśnień ceny złożonych przez wykonawcę musi odbywać się, w kontekście wezwania zamawiającego – jego szczegółowości oraz wyrażonych w nim skonkretyzowanych wątpliwości. Jeżeli Zamawiający wskaże w wezwaniu do wyjaśnień elementy ceny oferty, które jego zdaniem wymagają takich wyjaśnień to wykonawca zobowiązany jest udzielić wyjaśnień co najmniej w zakresie zakreślonym przez Zamawiającego. (…) obowiązkiem wykonawcy jest, aby w odpowiedzi na wezwanie wystosowane przez zamawiającego udzielił wyjaśnień dotyczących okoliczności, które wpłynęły na wysokość zaoferowanej ceny w taki sposób, aby na ich podstawie możliwe było jednoznaczne ustalenie, że cena oferty (odpowiednio koszt, istotna część składowa) nie jest ceną rażąco niską. Efektem składanych wyjaśnień ma być stworzenie podstaw do uznania przez zamawiającego, że podejrzenie dotyczące rażąco niskiej ceny oferty nie było uzasadnione. Podkreślić trzeba, iż nie tylko nieudzielenie wyjaśnień w wyznaczonym terminie skutkować będzie koniecznością odrzucenia oferty, ale także złożenie takich wyjaśnień, które nie uzasadniają podanej w ofercie ceny.”

Sygnatura

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 12 marca 2024 r. sygn. akt KIO 628/24

https://www.portalzp.pl/nowosci/istota-wyjasnien-razaco-niskiej-cen-33468.html

 2. Od 1 stycznia 2025 r. Pzp zastosujemy do zamówień na wytwarzanie znaków akcyzy, kart do głosowania itp.

Justyna Rek-Pawłowska | Stan prawny na dzień: 22.04.2024

Dnia 16 kwietnia 2024 r. na stronach Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Projekt przewiduje m.in. uchylenie art. 11 ust. 4 ustawy Pzp. Co to w praktyce oznacza dla zamawiających i wykonawców?

Dnia 7 września 2023 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie C-601/21. Trybunał orzekł w nim, że wprowadzając do prawa polskiego
wyłączenia nieprzewidziane w dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/24/UE z 26 lutego 2014 r. w sprawie zamówień publicznych, uchylającej dyrektywę 2004/18/WE, w odniesieniu do zamówień dotyczących wytwarzania m.in. znaków akcyzy, znaków legalizacyjnych, nalepek kontrolnych, kart do głosowania, znaków holograficznych umieszczanych na zaświadczeniach o prawie do głosowania, a także układów mikroprocesorowych z oprogramowaniem służącym do zarządzania dokumentami publicznymi, systemów i baz informatycznych niezbędnych do zastosowania dokumentów publicznych, Polska naruszyła swoje zobowiązanie z art. 1 ust. 1 i 3 oraz art. 15 ust. 2 i 3 Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/24/UE z dnia 26 lutego 2014 r. w sprawie zamówień publicznych, uchylającej dyrektywę 2004/18/WE w związku z art. 346 ust. 1 lit. a TFUE.

Stąd pojawił się obowiązek przywrócenia stosowania regulacji Prawa zamówień publicznych do wytwarzania:

1) blankietów dokumentów publicznych, o których mowa w ustawie z 22
listopada 2018 r. o dokumentach publicznych (oraz ich personalizacji lub indywidualizacji),

2) znaków akcyzy,

3) znaków legalizacyjnych, o których mowa w ustawie z 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym,

4) kart do głosowania i nakładek na karty do głosowania oraz

5) znaków holograficznych umieszczanych na zaświadczeniach o prawie do głosowania, o których mowa w ustawie z 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy,

6) układu mikroprocesorowego z oprogramowaniem służącym do zarządzania dokumentami publicznymi, systemów i baz informatycznych niezbędnych do zastosowania dokumentów publicznych, o których mowa w ustawie z dnia 22 listopada 2018 r. o dokumentach publicznych, zawierających warstwę elektroniczną.

W konsekwencji, projektowana ustawa w art. 38 pkt 1 przewiduje uchylenie całego ust. 4 w art. 11 ustawy Pzp.

Źródło: https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12384151/katalog/13052823#13052823

https://www.portalzp.pl/nowosci/od-1-stycznia-2025-r.-pzp-zastosujemy-do-zamowien-na-wytwarzanie-znakow-akcyzy-kart-do-glosowania-itp.-33461.html

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Znana jest już nowa data wejścia w życie KSeF. MF poinformował o decyzji

Agnieszka Pokojska | dzisiaj, 09:01

Obowiązek przesyłania elektronicznych faktur wejdzie w życie od 1 lutego 2026 r. Będzie on jednak dotyczył przedsiębiorców, których wartość sprzedaży przekroczyła 200 mln zł. Natomiast pozostali dołączą do systemu od 1 kwietnia 2026 r.

Zmiany w KSeF – jest decyzja ministra
O decyzji Ministerstwo Finansów poinformowało na dzisiejszej konferencji prasowej. Przypomnijmy, że zasadniczo obowiązek wystawiania ustrukturyzowanych faktur za pomocą Krajowego Systemu e-Faktur miał wejść w życie 1 lipca 2024 r. Jedynie dla podatnicy zwolnionych z VAT termin ten miał być przesunięty ten termin na 1 stycznia 2025 r.

Na konferencji minister finansów Andrzej Domański poinformował, że wdrożenie KSeF w tych terminach groziło paraliżem gospodarki.

KSeF – prace trzeba będzie zacząć od początku
Dlatego elektroniczne e-faktury będą wystawiać duże przedsiębiorstwa od 1 lutego 2026 r. Chodzi o tych, których sprzedaż będzie przekraczała 200 mln zł. Pozostali będą musieli wystawiać ustrukturyzowane faktury od 1 kwietnia 2026 r.

Zdaniem ministra Domańskiego prace nad systemem KSeF trzeba będzie zacząć od początku.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9497105,znana-jest-juz-nowa-data-wejscia-w-zycie-ksef-mf-poinformowal-o-decyz.html

 2. SN: Wstrzymanie poboru tantiem w pandemii nie skutkuje zwolnieniem z ich zapłaty

oprac. Adrian Borek | wczoraj, 16:18

Wstrzymanie pobierania tantiem w pandemii nie skutkuje zwolnieniem z obowiązku zapłaty tych wynagrodzeń – wynika z czwartkowej uchwały Sądu Najwyższego.

Możliwość zwolnienia przedsiębiorców z opłat licencyjnych w przypadku pandemii
„W przypadku zaprzestania lub ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę na skutek okoliczności wskazanych w ustawie (tzw. antycovidowej – PAP) zwolnienie z obowiązku zapłaty wynagrodzeń w całości lub części może wynikać z umowy łączącej tego przedsiębiorcę z organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi, ewentualnie z orzeczenia sądu” – dodano w tej uchwale.

Sędzia Izby Cywilnej SN Marcin Łochowski w ustnym uzasadnieniu czwartkowej uchwały powiedział, że „nie można przyjąć założenia, że ustawodawca zwolnił wszystkich przedsiębiorców z obowiązku uiszczenia tych wynagrodzeń i opłat”. „Nie wszyscy przedsiębiorcy byli dotknięci skutkami epidemii w takim samym stopniu, a niektórzy nawet na tej epidemii korzystali” – dodał sędzia.

„Zdaniem SN nie ma zresztą potrzeby sięgania do tak daleko idących środków, jak zwolnienie wszystkich przedsiębiorców z obowiązku uiszczania wynagrodzeń dla organizacji zbiorowego zarządzania” – mówił sędzia. Dodał, że w pierwszej kolejności „o tym, czy należy się takie wynagrodzenie, powinna przesądzać treść umowy” przedsiębiorcy z tą organizacją, a gdy firma była zamknięta i nie było publicznego odtwarzania, o którym zwykle mowa w umowach, to „oczywistym jest, że nie ma tego wynagrodzenia”.

Konsekwencje finansowe dla większych przedsiębiorców
Choć – jak wskazują prawnicy zajmujący się prawami autorskimi – w jednostkowych przypadkach w takich sprawach często chodzi o niewielkie kwoty, to jednak w przypadku większych przedsiębiorców oraz dużej liczby takich spraw, problem nabiera wagi.

Pytanie w takiej sprawie skierował do Izby Cywilnej SN jesienią zeszłego roku Sąd Apelacyjny w Warszawie, który w II instancji rozpatrywał pozew jednej z organizacji zarządzania prawami autorskimi przeciwko hotelarzowi o uregulowanie należności ponad tysiąca zł „tytułem opłat licencyjnych za odtwarzanie fonogramów i wideogramów muzycznych w budynku hotelowym” za okres od połowy marca 2020 roku do końca maja 2021 roku.

Zawartość przepisów antycovidowych dotyczących organizacji zarządzających prawami autorskimi
Istotą problemu był zapis zawarty w przepisach „antycovidowych” – ustawie o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem Covid-19 – zgodnie z którym w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii „wstrzymuje się pobieranie” wynagrodzeń dla organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi wynikającymi z ustawy.

W pytaniu, które SN rozstrzygał na posiedzeniu 9 kwietnia br. i odroczył wówczas ogłoszenie uchwały do 25 kwietnia – najogólniej chodziło więc o rozstrzygnięcie kwestii, czy przewidziane według tego przepisu podczas pandemii wstrzymanie poboru od przedsiębiorców tantiem na rzecz organizacji zarządzających prawami autorskimi oznaczało całkowite zwolnienie od tej opłaty, czy tylko odroczenie terminu jej płatności.

Interpretacja Sądu Najwyższego w sprawie zwolnienia z opłat licencyjnych
Sędzia Łochowski powiedział, że w ocenie SN „to wstrzymanie, o którym mowa w ustawie, oznacza tylko odroczenie spełnienia tego świadczenia i ono miało na celu zabezpieczenie w tej szczególnej sytuacji, która miała miejsce na początku epidemii, bo tak naprawdę nie było wiadomo, w jakim kierunku rozwój epidemii pójdzie”. „Natomiast absolutnie nie mogło oznaczać zwolnienia z uwagi, że obejmowałoby zbyt szeroki krąg podmiotów, musiałoby dotyczyć także opłat abonamentowych i nastąpiłoby kosztem organizacji zbiorowego zarządzania, czyli w efekcie autorów” – wskazał.

„Doszłoby do stanu, że trudna sytuacja przedsiębiorców byłaby przez państwo kompensowana uszczerbkiem dla autorów” – podkreślił sędzia Łochowski.

Specyfikacja przedsiębiorców objętych wstrzymaniem opłat przez resort kultury
W marcu 2020 roku resort kultury informował, że „wstrzymanie poboru wynagrodzeń na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania dotyczy tych przedsiębiorców, którzy świadczyli usługi w miejscu, które umożliwia zapoznawanie się przez ich klientów z utworami lub przedmiotami praw pokrewnych”. „Oznacza to, że wstrzymanie z opłat obejmie przedsiębiorców dokonujących publicznego odtwarzania – restauracje, sklepy, bary, salony fryzjerskie, kluby fitness itd. oraz wyświetlania – kina, świadczących usługi w bezpośrednim kontakcie z klientem” – głosił komunikat ministerstwa.

Pierwsza instancja sądowa a interpretacja przepisów covidowych
W takiej sprawie w I instancji sąd okręgowy oddalił w większości pozew organizacji zarządzającej prawami autorskimi. Uznał, że interpretując przepis ustawy „odwoływanie się jedynie do wykładni literalnej, na gruncie analizowanego problemu prowadzić może do oczywistych nieporozumień”. „Dowodzi tego całe ustawodawstwo +covidowe+, które samo w sobie było nadzwyczajne. Nie wydaje się zaś, aby racjonalny prawodawca dopuszczając, a niekiedy wprowadzając obowiązek powstrzymywania się od wielu świadczeń, zamierzał powiedzieć np. hotelarzom, że powinni płacić za opłaty, tyle że później” – uzasadnił sąd I instancji.

Wątpliwości sądu apelacyjnego i pytanie do Sądu Najwyższego
Apelację od rozstrzygnięcia SO wniosła organizacja, zaś warszawski sąd apelacyjny postanowił zadać w sprawie pytanie do SN. W ocenie sądu II instancji argumentacja przedstawiona przez sąd okręgowy nasuwała szereg wątpliwości.

„Ustawodawca uznał za właściwe – zakładając, że epidemia koronawirusa szczególnie dotknie pewne branże – wprowadzenie ulg dla przedsiębiorców w zakresie opłat audiowizualnych i abonamentowych. Nie oznacza to jednak, że zamiarem ustawodawcy musiało być definitywne zwolnienie z obowiązku świadczenia, nie było to bowiem konieczne do osiągnięcia celu, jaki stał za uchwaleniem ustawy” – pisał w uzasadnieniu pytania SA.

Sąd apelacyjny wskazywał, że „odgórne uznanie, że każdy przedsiębiorca, który spełnił formalne warunki (…) został definitywnie zwolniony z obowiązku zapłaty (…) abstrahowałoby od rzeczywistej sytuacji konkretnych przedsiębiorców, która w okresie pandemii mogła kształtować się odmiennie, np. w zależności od uwarunkowań miejscowych”. (PAP)

autor: Marcin Jabłoński

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9496790,sn-wstrzymanie-poboru-tantiem-w-pandemii-nie-skutkuje-zwolnieniem-z-i.html

 3. Cenę w przetargu trzeba wyjaśnić szczegółowo i z dowodami

Sławomir Wikariak | 24 kwietnia 2024, 07:12

Jeśli organizator przetargu nabierze wątpliwości co do realności zaproponowanej przez przedsiębiorcę ceny i zażąda jej wyjaśnienia, to nie może poprzestać na ogólnikowej odpowiedzi, która nie zawiera konkretnych wyliczeń i dowodów na ich poparcie – uznała Krajowa Izba Odwoławcza.

W przetargu na przebudowę przedszkola cena najkorzystniejszej oferty była niższa o ponad 30 proc. od szacowanej wartości zamówienia powiększonej o VAT. Zgodnie z art. 224 ustawy – Prawo zamówień publicznych (dalej: p.z.p.) zamawiający wezwał wykonawcę do złożenia wyjaśnień. W swoim piśmie nie wskazał konkretnie, czego oczekuje, poprzestając na ogólnym sformułowaniu, że chodzi o wyjaśnienia dotyczące rażąco niskiej ceny i przedstawienie dowodów na potwierdzenie jej realności.

Firma, która złożyła najkorzystniejszą ofertę, poprzestała na ogólnej odpowiedzi, w której zapewniała, że jej wyliczenia nie są zaniżone. Powołała się m.in. na rabaty na poziomie 50 proc., jakie uzyskuje przy zakupie materiałów budowlanych. Nie wskazała jednak konkretnie, o jakie materiały chodzi, nie przedstawiła też dowodów od dostawców. Zamawiający uznał jednak jej wyjaśnienia za wystarczające i wybrał jej ofertę.

Odwołanie od tej decyzji wniósł konkurencyjny wykonawca. Jego zdaniem wyjaśnienia złożone w przetargu w rzeczywistości nie wnosiły żadnych nowych informacji. Nie tylko jeśli chodzi o ceny materiałów budowlanych, lecz także zaniżone – jego zdaniem – koszty roboczogodzin. Jego przedstawiciele przekonywali przed Krajową Izbą Odwoławczą, że w wyjaśnieniach powinny się znaleźć konkretne wyliczenia i dowody potwierdzające ich realność.

Skład orzekający doszedł do podobnych wniosków i nakazał odrzucić wybraną ofertę.

„Choć zamawiający wprost nie zażądał kalkulacji, jest dla Izby oczywiste, że w celu wyjaśnienia całej ceny oferty powinna zostać ona przedstawiona. Oczywiście wykonawca, z uwagi na brak narzucenia określonej metodologii jej sporządzenia, miał swobodę w jej zaprezentowaniu, niemniej jednak wykonawca w wyjaśnieniach powinien dążyć do wykazania i wyjaśnienia poszczególnych elementów składowych ceny, co również nie miało miejsca. Samo lakoniczne wskazanie wyjaśnień wysokości zysku czy kosztów pośrednich wyrażone procentowo, nie może być zdaniem Izby uznane za wystarczające. Jest to bowiem duży poziom uogólnienia i nie poddaje się jakiekolwiek weryfikacji. Podobnie wyjaśnienia odnoszące się do cen zakupu materiałów, pozyskanych rabatów są niezwykle lakoniczne i niepoparte żadnymi dowodami” – podkreślono w uzasadnieniu wyroku.

Zamawiający tłumaczył, że uznał wyjaśnienia za wystarczające na podstawie „doświadczenia zawodowego i logiki”, m.in. dlatego, że wykonawca realizował wiele podobnym zleceń (w tym również dla tego zamawiającego), więc jest w stanie racjonalnie ocenić ryzyko i nie musi uwzględniać nadmiernego buforu bezpieczeństwa. Zdaniem KIO, kierując się tą logiką, powinien odstąpić od żądania wyjaśnień na podstawie art. 224 ust. 2 pkt 1 ustawy p.z.p. Skoro jednak ich zażądał, to musi oceniać je zgodnie z wymaganiami ustawowymi. ©℗

orzecznictwo

Podstawa prawna
Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 6 marca 2024 r., sygn. KIO 534/24 www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/9494991,cene-w-przetargu-trzeba-wyjasnic-szczegolowo-i-z-dowodami.html

Podatki | Prasówka | 19-24.04.2024

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Ministerstwo Finansów uspokaja „estońskie” spółki

Mariusz Szulc | 18 kwietnia 2024, 07:25

Spółki, których wspólnicy mają udziały w kapitale innych firm, nie tracą z tego powodu prawa do estońskiego CIT. Odmienne stanowisko jednego z urzędów skarbowych w Poznaniu było błędem – potwierdziło Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie DGP.

Resort poinformował, że pracownicy urzędu, który przesyłał spółkom wezwania do wycofania się z estońskiego CIT, zidentyfikowali już swój błąd i kontaktowali się w tej sprawie z podatnikami. Przesłali im też pisemne sprostowania.

O sprawie napisaliśmy w artykule „Fiskus znów napędza strachu estońskim spółkom” (DGP nr 74/2024). Przedstawiliśmy treść pisma, które trafiło do pełnomocnika jednej ze spółek i zostało przez niego udostępnione w mediach społecznościowych. Wzbudziło ono zaskoczenie oraz jednoznacznie negatywne komentarze ekspertów.

Z pisma wynikało, że spółka powinna w ciągu siedmiu dni złożyć zeznanie CIT-8 za 2022 r., bo nieskutecznie wybrała opodatkowanie ryczałtem od dochodów spółek (estońskim CIT). Oznaczałoby to dla niej, że musi zapłacić zaległy podatek, bo w estońskim CIT nie rozliczała się z fiskusem dopóty, dopóki nie wypłaciła wspólnikom wypracowanego zysku. Natomiast w klasycznym CIT (wykazywanym w zeznaniu CIT-8) podatek trzeba zapłacić, nawet gdy zysk zostaje w spółce.

Jako podstawę prawną poznański urząd wskazał art. 28j ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT. Przepis ten wyklucza estoński ryczałt, jeżeli wspólnikami spółki są „osoby fizyczne nieposiadające praw majątkowych związanych z prawem do otrzymania świadczenia jako założyciele (fundatorzy) lub beneficjenci fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym, z wyłączeniem fundatorów i beneficjentów fundacji rodzinnej”.

Problem wynikł z tego, że pracownik urzędu zrównał to z posiadaniem przez wspólników „estońskiej” spółki udziałów w innych spółkach.

Taka wykładnia jest sprzeczna z objaśnieniami podatkowymi ministra finansów z 23 grudnia 2021 r., gdzie na s. 21 czytamy, że „wspólnik takiej spółki (osoba fizyczna) nie może posiadać praw majątkowych związanych z prawem do otrzymania świadczenia jako założyciel (fundator) lub beneficjent fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym (art. 28j ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT). Nie ma natomiast przeszkód, aby wspólnik takiej spółki posiadał udziały lub akcje w innych spółkach kapitałowych czy ogół praw i obowiązków w innej spółce niebędącej osobą prawną”.

W czasie, gdy pisaliśmy poprzedni artykuł, docierały do nas informacje, że fiskus zdania nie zmienił, a doszło jedynie do zwyczajnej pomyłki poznańskiego urzędu. Teraz potwierdza to samo Ministerstwo Finansów.©℗

Odpowiedź MF na pytanie DGP
Opisana sprawa jest związana z błędnie wystawionymi wezwaniami wysłanymi przez jeden z urzędów skarbowych w ramach czynności sprawdzających. Chodziło o przesłankę stanowiącą warunek do skorzystania z prawa do opodatkowania „CIT estońskim”, tj. nieposiadania udziałów (akcji) w kapitale innej spółki (tj. art. 28j ust. 1 pkt 5 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych). W treści wezwań wkradł się błąd polegający na wskazaniu, że to wspólnicy spółki posiadają udziały w kapitale innych spółek, zamiast wskazania, że to podatnik (spółka) posiadał udziały. Wspomniany błąd został zidentyfikowany przez pracowników urzędu skarbowego, którzy skontaktowali się z podatnikami w tej sprawie. Do podatników zostały również wysłane pisemne sprostowania do wezwań.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9490282,ministerstwo-finansow-uspokaja-estonskie-spolki.html

 2. Kiedy trzeba zmienić sprawozdanie finansowe

dr Katarzyna Trzpioła | 22 kwietnia 2024, 08:40

Sprawozdania finansowe za 2023 r. są już przygotowane, ale czasem konieczne są ich poprawa i wprowadzenie zmian. Potrzeba takich korekt może wynikać z różnych powodów. Może być to uzyskanie informacji, które nie były wcześniej dostępne, a są ważne. Mogą być to też zmiany wynikające z przeprowadzonego badania sprawozdania finansowego. Dziś wskazujemy, jak do nich podejść i czy każda informacja dotycząca 2023 r. musi spowodować sporządzenie sprawozdania na nowo.

Sprawozdanie, które zostało sporządzone, ale jeszcze niezatwierdzone, w pewnych okolicznościach może być, a czasami wręcz powinno zostać zmienione. Pierwsza z nich to ujawnienie zdarzenia po dniu bilansowym, czyli zaistnienia faktu związanego z danymi zawartymi w sprawozdaniu za 2023 r., które w istotny sposób wpływa na obraz jednostki zaprezentowany w raporcie finansowym. Artykuł 54 ust. 1 ustawy z 29 września 1994 r. o rachunkowości (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 120; ost.zm. Dz.U. z 2023 r. poz. 295; dalej: u.r.) wprost wskazuje, iż jeżeli po sporządzeniu rocznego sprawozdania finansowego, a jeszcze przed jego zatwierdzeniem jednostka otrzymała informacje o zdarzeniach mający istotny wpływ na to sprawozdanie finansowe lub powodujących, że założenie kontynuowania działalności przez jednostkę nie jest uzasadnione, to powinna ona odpowiednio zmienić to sprawozdanie, dokonując jednocześnie odpowiednich zapisów w księgach rachunkowych roku obrotowego, którego sprawozdanie finansowe dotyczy. Powinna także powiadomić biegłego rewidenta, który sprawozdanie to bada lub zbadał. Jeżeli zdarzenia, które nastąpiły po dniu bilansowym, nie powodują zmiany stanu istniejącego na dzień bilansowy, to odpowiednie wyjaśnienia zamieszcza się w informacji dodatkowej. Jeśli jednostka dowie się o znaczących zdarzeniach, to powinna to sprawozdanie zmienić. KSR nr 7 „Zmiany zasad (polityki) rachunkowości, wartości szacunkowych, poprawianie błędów, zdarzenia następujące po dniu bilansowym – ujęcie i prezentacja” wskazuje na przykłady takich zdarzeń. Są to następujące po dniu bilansowym, a przed datą zatwierdzenia rocznego sprawozdania finansowego:

a) korekty przychodów ze sprzedaży wykazanych w księgach rachunkowych i sprawozdaniu finansowym jednostki za rok obrotowy, polegające zarówno na zmianach kwot faktur, jak i anulowaniu sprzedaży,

b) rozstrzygnięcie sprawy sądowej, które potwierdza lub zmienia wysokość wykazanej na dzień bilansowy rezerwy na zobowiązanie jednostki bądź powoduje powstanie zobowiązania, na które nie utworzono rezerwy,

c) uzyskanie informacji o tym, że na dzień bilansowy wartość składnika aktywów na skutek utraty wartości była niższa od wykazanej w księgach rachunkowych jednostki,

d) ustalenie ostatecznej ceny nabycia zakupionych przez jednostkę w roku sprawozdawczym (przed dniem bilansowym) aktywów,

e) przychody ze sprzedanych po dniu bilansowym aktywów, pomniejszone o koszty sprzedaży, są niższe od wartości, w jakiej aktywa te figurują na dzień bilansowy w księgach rachunkowych,

f) wykrycie błędów, w tym wywołanych oszustwami.

I właśnie ta ostania grupa zdarzeń jest szczególną okolicznością, którą należy rozpatrywać odrębnie jako przyczynę zmiany już sporządzonego sprawozdania finansowego.

Ujawnienie błędu
Zasady poprawiania błędów oraz ujmowania zdarzeń po dniu bilansowym są ujęte w art. 54 ustawy o rachunkowości. Dodatkowo objaśnione zostały one w Krajowym Standardzie Rachunkowości nr 7.

Zarówno z art. 54 u.r., jak i z KSR nr 7 wynika, iż w przypadku zauważenia błędu należy dokonać poprawek w księgach rachunkowych i sprawozdaniu finansowym tego okresu, który jest możliwie najbliższy momentowi popełnienia błędu. Oznacza to, iż jeśli błąd został popełniony w księgach 2023 r., to nawet jeśli zostanie spostrzeżony w kolejnym roku, to należy go poprawić, wprowadzając zapisy do ksiąg 2023 r., o ile oczywiście sprawozdanie z ten okres nie jest jeszcze sporządzone i zatwierdzone. Co do zasady jednostka, która po sporządzeniu sprawozdania finansowego uzyska istotne informacje dotyczące okresu sprawozdawczego objętego sprawozdaniem, powinna zmienić raport, pokazując w nim skutki ujawnionego zdarzania. Tu pojawia się problem, jakie zdarzenia należy uznać za istotne. Otóż będą nimi błędy, a więc nieprawidłowości w ujmowaniu, wycenie i prezentacji skutków zdarzeń w sprawozdaniu finansowym, w związku z którymi użytkownicy mogą podejmować niewłaściwe decyzje.

Istotność zależy tu od wielu czynników – zarówno jakościowych, jak i ilościowych. Błędy mogą być zarówno ujawnione przez samą jednostkę, jak i przez biegłego rewidenta. W tym drugim przypadku należy pamiętać, że brak odniesienia się do nich może skutkować opinią z zastrzeżeniem o sprawozdaniu finansowym wydaną przez audytora.

Przypomnieć należy, iż w świetle art. 4 ust. 4a u.r. informacje prezentowane w sprawozdaniu finansowym uznaje się za istotne, jeśli ich pominięcie lub zniekształcenie może wpływać na decyzje podejmowane na ich podstawie przez użytkowników tych sprawozdań. Nie można uznać poszczególnych pozycji za nieistotne, jeżeli wszystkie nieistotne pozycje o podobnym charakterze łącznie uznaje się za istotne. Szerzej istotność błędu objaśnia KSR nr 7. I tak stosownie do pkt 2.6 KSR nr 7 błędy są istotne, jeżeli mogą, pojedynczo lub łącznie, wpłynąć na decyzje gospodarcze podejmowane na podstawie sprawozdania finansowego przez jego użytkowników. Istotność błędu uzależniona jest od wielkości i rodzaju pominięcia lub nieprawidłowości ocenianych w kontekście towarzyszących okoliczności. Czynnikiem rozstrzygającym o istotności może być zarówno wielkość, jak i rodzaj pozycji lub kombinacja obu tych czynników.

Przykład 1

Brakujące dokumenty
Księgowa w spółce A po sporządzeniu sprawozdania finansowego otrzymała dokumenty dotyczące postawienie jej znaczącego odbiorcy w stan upadłości jeszcze w 2023 r. Sporządzając sprawozdanie, nie miała o tym wiedzy, ponieważ informacja ta nie została jej przekazana z działu handlowego. W związku z tym nie został dokonany odpis aktualizacyjny.

Księgowa powinna zmienić sprawozdanie za 2023 r., jeśli wartość należności od tego kontrahenta jest znacząca dla wartości należności ogólnie, a mianowicie zgodnie z art. 35b u.r. powinna te należności objąć odpisem aktualizacyjnym i tym samym obniżyć wynik finansowy. Odpis stanowi bowiem pozostały koszt operacyjny. Spółka była w posiadaniu informacji o upadłości ważnego kontrahenta, zatem brak ujęcia tej informacji może wskazywać na przekłamanie danych.

Przykład 2

Zaniechanie działalności
Zarząd spółki B w 2023 r. podjął decyzję o zaniechaniu jednej z działalności realizowanych przez spółkę. Księgowość, sporządzając sprawozdanie, nie uwzględniła tego zdarzenia i nie zawarła odpowiednich informacji w rachunku zysków i strat oraz informacji dodatkowej. W przypadku podjęcia decyzji o zaniechaniu wykonywania określonych działalności jednostka w świetle art. 47 ust. 3 u.r. powinna ujawnić przychody i koszty dotyczące tej działalności odrębnie od przychodów i kosztów działalności kontynuowanej. Jest to informacja ważna, dlatego że czytelnik sprawozdania powinien mieć świadomość, jaka część działalności w kolejnych okresach sprawozdawczych będzie zanikała. Należy zatem zmienić sprawozdanie.

Przykład 3

Koszty zarządu
Po sporządzaniu sprawozdania za 2023 r. do jednostki wpłynęły dokumenty potwierdzające poniesienie kosztów zarządu za 2023 r. Są to kwoty, które stanowią mniej niż 0,01 proc. wartości przychodów. Z racji tego, iż ich wartość jest niewielka oraz dlatego, że koszty te nie mają wpływu na kalkulacje kosztu wytworzenia produktu, kierownik jednostki podjął decyzję o niesporządzaniu na nowo sprawozdania finansowego. Koszty wynikające z tych faktur ujęto w 2024 r.

Podkreślić należy, iż nie każda informacja ujawniona po sporządzeniu sprawozdania jest błędem. Zgodnie z KSR nr 7 nie stanowią korekty błędów:

a) zmiany wartości szacunkowych, które z natury rzeczy są pewnymi przybliżeniami i wymagają aktualizacji po uzyskaniu dodatkowych informacji – za przykład mogą tu posłużyć: zwiększenia lub zmniejszenia kwoty rezerwy na zobowiązania wynikające ze zmiany prawdopodobieństwa niekorzystnego wyroku kończącego proces sądowy przeciwko jednostce, zmiana stawek amortyzacyjnych środków trwałych na skutek zmiany uprzednio ustalonego okresu użytkowania; zmiana wysokości odpisów aktualizujących wartość składnika aktywów na skutek pojawienia się nowych informacji,

b) skutki zmiany przyjętej zasady (polityki) rachunkowości, spowodowanej zmianą przepisów o rachunkowości lub dokonanej z inicjatywy jednostki – np. zmiana: metody wyceny zapasów z ceny nabycia na cenę zakupu, metody ustalania wartości rozchodów z cen przeciętnych na „pierwsze weszło – pierwsze wyszło”,

c) skutki zdarzeń, o których jednostka nie mogła wiedzieć, mimo zachowania należytej staranności, i w związku z tym nie miała możliwości uwzględnienia ich w poprzednich rocznych sprawozdaniach finansowych – np. korzystne lub niekorzystne dla niej wyroki sądowe, zmiana orzecznictwa sądowego w bieżącym okresie w odniesieniu do interpretacji przepisów podatkowych stosowanej przez jednostkę w poprzednich okresach.

Przykład 4

Rabat
Spółka X oszacowała w 2023 r. wartość zmniejszenia przychodów z tytułu rabatów sprzedażowych za 2023 r. W kwietniu 2024 r. po sporządzeniu sprawozdania finansowego okazało się, że faktyczne rabaty były dwukrotnie wyższe. Przeanalizowano okoliczności tworzenia rezerwy na rabaty. Okazało się, że była ona utworzona zgodnie z należytą starannością i uwzględniono wszystkie dostępne wtedy informacje. Zatem wyższe rabaty, jakie faktycznie zostały udzielone, nie powodują konieczności poprawienia sprawozdania finansowego, bo nie mamy tu do czynienia z błędem, ale ze zmianą szacunków.

Przypomnieć należy, iż sprawozdanie finansowe można uznać za rzetelne wówczas, gdy jest zgodne z obowiązującymi spółkę przepisami prawa oraz wiernie ukazuje stan rzeczywisty, istniejący na dzień bilansowy. Przy czym należy zaznaczyć, że obecnie kierownicy jednostek mają szeroki wachlarz możliwości wyboru w zakresie uproszczeń w ujmowaniu i wycenie. Podkreślić też trzeba, że zgodnie z art. 49a u.r. przyjmuje się, że sprawozdanie finansowe sporządzone przez jednostkę mikro z zastosowaniem art. 46 ust. 5 pkt 4, art. 47 ust. 4 pkt 4, art. 48 ust. 3, art. 48a ust. 3, art. 48b ust. 4 lub art. 49 ust. 4 u.r. – a więc bardzo okrojone informacyjnie – przedstawia rzetelnie i jasno sytuację majątkową i finansową oraz wynik finansowy tej jednostki.

Nieprawidłowość wykryta przez audytora
Jeśli nieprawidłowości zostały ujawnione w toku badania sprawozdania finansowego, to generalnie taki błąd należy poprawić, a sprawozdanie finansowe zmienić. Przy czym należy pamiętać, że po zmianie sprawozdania, tuż przed wydaniem opinii przez audytora, będzie ono musiało zostać na nowo podpisane przez osobę, której powierzono prowadzenie ksiąg rachunkowych i kierownictwo jednostki.

Biegli rewidenci znajdują zarówno błędy dotyczące okresu objętego sprawozdaniem, jak i z lat poprzednich. W tej drugiej sytuacji ważne jest to, czy błąd wynikał z omyłki, braku pewnych informacji czy też celowego wprowadzenia kogoś w błąd.

Jeśli mamy do czynienia z tą druga sytuacją, tj. ustalone zostało, iż nieprawidłowy zapis we wcześniejszych latach był celowy, należy go zawsze poprawić, odnosząc na pozycję „Zysk/strata z lat ubiegłych”. Nawet gdyby była to niewielka kwota, to tego typu poprawkę należy wykonać ze względu na to, iż ktoś celowo zniekształcił sprawozdanie finansowe. W praktyce – przy przetwarzaniu przez system informacyjny rachunkowości dużej ilości danych – błędy w sprawozdaniu najczęściej są następstwem niezamierzonej omyłki. Zdarza się też, że dokumenty lub zdarzenia, które dotyczą zamkniętych już okresów, są ujawniane teraz. W takiej sytuacji konieczne jest wprowadzenie zapisów, które z jednej strony spowodują, że księgi rachunkowe w ujęciu „narastającym” będą odzwierciedlały obraz jednostki, a z drugiej strony wynik finansowy, szczególnie wynik ze sprzedaży za bieżący okres, nie zostanie zniekształcony skutkami zdarzeń z przeszłości. Tak więc przed poprawą błędu należy przeanalizować nie tylko jego wartość, ale też zastanowić się, w jaki sposób może on wpłynąć na obraz aktualnej działalności jednostki.

Poprawiając błąd, należy wprowadzić zapisy korygujące albo na poziomie działalności podstawowej (jeśli taki sposób poprawy nie zniekształci obrazu tej działalności), albo na poziomie pozostałych przychodów i kosztów operacyjnych w pozostałych przypadkach. Dotyczy to oczywiście sytuacji, gdy poprawienie błędu wymaga ujęcia poprzez wynik finansowy. Zdarzają się bowiem sytuacje, gdy poprawa polega na właściwym przeklasyfikowaniu np. pomiędzy pozycjami krótkoterminowymi lub długoterminowymi. Może się też zdarzyć, że błąd polegał na ujęciu zdarzenia w niewłaściwej grupie aktywów (lub pasywów) i poprawa będzie wymagała jedynie jego przeklasyfikowania. Zawsze jednak należy pamiętać, iż poprawienie błędu wymaga opisania dokumentu księgowego tak, aby w przyszłości nie było wątpliwości, jaka była przyczyna dokonania takich zapisów w księgach rachunkowych.

Przykład 5

Korekta wartości
Biegły rewident w spółce A znalazł w maju 2024 r. błąd polegający na podwójnym ujęciu kosztu sprzedanych towarów w 2022 r. Wartość jest znacząca dla jednostki, ale nie powoduje, że sprawozdanie za 2022 r. należało uznać za nierzetelne. Jeśli ten błąd zostanie poprawiony poprzez zmniejszenie kosztów sprzedanych towarów za 2023 r., to zostanie zniekształcona informacja o rentowności sprzedaży w 2023 r. Błąd ten należy zatem poprawić poprzez pozycje pozostałych przychodów i kosztów operacyjnych. Tu będzie to ujęcie korekty wartości towarów w korespondencji z pozycją „Pozostałe przychody operacyjne”.

Różnice zdań
Zaznaczyć należy, że pomiędzy biegłym rewidentem a jednostką może wystąpić rozbieżność zdań co do sposobu wyceny czy prezentacji jakiś pozycji w sprawozdaniu finansowym. To, czy wprowadzona zostanie sugestia audytora, zależy od bardzo wielu czynników. Zawsze należy przeanalizować, jakim argumentami wcześniej kierowała się jednostka, co zdecydowało o przyjęciu wcześniej określonego rozwiązania. Jeśli argumenty, jakie pojawiły się podczas obecnego audytu są odpowiedzią na wcześniejsze założenia i je weryfikują, oznacza to, iż raczej należy poprawić zastosowane wcześniej rozwiązanie.

Może się jednak okazać, że kierownik jednostki będzie uważać, iż dotychczasowe rozwiązanie jest właściwsze, wówczas autorowi należy przedstawić swoje argumenty. Bardzo często zdarza się, że są one przyjmowane, wymagają tylko dodatkowego udokumentowania. Wtedy nie ma potrzeby wprowadzać zmiany w sprawozdaniu.

Przykład 6

Brak korekty
Spółka nie ujęła w sprawozdaniu za 2023 r. odpisów aktualizacyjnych dotyczących należności przeterminowanych. Biegły zaproponował korektę powodującą ujęcie pozostałych kosztów operacyjnych i tym samy obniżenie wyniku finansowego. Spółka w takiej sytuacji przedstawiła dokumenty z 2023 r., w których zostały wykazane dodatkowe zabezpieczenia tych należności. Dokumenty te wcześniej nie zostały przedstawione biegłemu rewidentowi. W tej sytuacji audytor wskazał, iż odstępuje od wprowadzenia korekty w postaci dokonania odpisów aktualizacyjnych.

Jeśli audytor jest odmiennego zdania, a jednostka obstaje przy swoim, to w sprawozdaniu z badania (jeśli jest to zagadnienie istotne) pojawi się informacja na ten temat. Może ona przyjąć formę tzw. objaśnienia, gdzie biegły rewident poinformuje czytelnika o rozbieżnościach, wskazując argumenty spółki i swoje. Jeśli jednak rozbieżności zdań dotyczą bardzo istotnych kwestii, to biegły wydaje opinię z zastrzeżeniem. I z taką konsekwencją należy się liczyć. Zawsze jednak wcześniej należy konstruktywnie rozmawiać z biegłym rewidentem, wyjaśniając mu swoje stanowisko.

Problem z kontynuowaniem działalności jednostki
Jeśli przed zatwierdzeniem sprawozdania finansowego zostanie ujawniona informacja dotycząca tego, że jednostka nie będzie kontynuowała działalności, to należy zmienić sprawozdanie finansowe. Co ważne, w takiej sytuacji art. 54 ust. 1 u.r. nakazuje sporządzić sprawozdanie na nowo – w związku z art. 29 u.r. musi być to sprawozdanie sporządzone z uwzględnieniem specyficznych zasad wyceny i prezentowania danych. Musi ono pokazywać wartość aktywów w kwocie, jaka może być odzyskana przy założeniu braku kontynuowania działalności. Dodatkowo jednostka tworzy rezerwy na koszty związane z niekontynuowaniem działalności. Rozpoznanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z tą trudna sytuacją, wymaga wnikliwego przeanalizowania wszystkich informacji. Natomiast dokonując analizy możliwości kontynuowania działalności przez jednostkę, kierownik jednostki uwzględnia wszelkie informacje dostępne na dzień sporządzenia sprawozdania finansowego dotyczące dającej się przewidzieć przyszłości, obejmującej okres nie krótszy niż jeden rok od dnia bilansowego, a także odpowiednio dokumentuje zasadność przyjętego założenia dotyczącego kontynuacji działalności lub braku takiego uzasadnienia. Na potrzeby przeprowadzania tej analizy i dokonania oceny kierownik jednostki uwzględnia w szczególności następujące – przykładowo – zdarzenia lub okoliczności, które pojedynczo lub łącznie mogą wskazywać na znaczącą niepewność co do zdolności jednostki do kontynuacji działalności, a mianowicie:

– zdarzenia lub okoliczności o charakterze finansowym, takie jak np.: brak możliwości dotrzymania warunków umów kredytowych, niekorzystne wielkości kluczowych wskaźników finansowych, znaczące straty operacyjne lub znaczące zmniejszenie wartości aktywów generujących przepływy pieniężne, opóźnienie lub wstrzymanie wypłaty dywidend, brak zdolności terminowego regulowania zobowiązań,
– zdarzenia lub okoliczności o charakterze operacyjnym, takie jak np.: utrata kluczowego personelu kierowniczego bez zastępstwa; niedobory ważnych surowców, utrata podstawowego rynku; utrata kluczowego klienta(ów), umowy franczyzowej, licencji lub głównego dostawcy; zamiary kierownika jednostki dotyczące likwidacji jednostki lub zaniechania działalności; pojawienie się wysoce skutecznego konkurenta; działalność podstawowa w schyłkowych gałęziach przemysłu, znaczna zależność od sukcesu konkretnego projektu lub nowego produktu; niepowodzenie rozszerzenia, kontroli lub dywersyfikacji działalności czy niepowodzenie wyeliminowania słabości kontroli wewnętrznej, które mogą zwiększać ryzyko wystąpienia istotnych nieprawidłowości spowodowanych oszustwami, przywłaszczaniem zapasów, niekontrolowanymi kosztami i błędami w sprawozdawczości,
– pozostałe zdarzenia lub okoliczności, takie jak np.: nieprzestrzeganie wymogów dotyczących wymogów kapitałowych lub innych wymogów ustawowych, takich jak wymogi w zakresie wypłacalności lub płynności dla instytucji finansowych; zmiany w prawie lub regulacjach lub polityce rządu, które mogą mieć negatywny wpływ na jednostkę; toczące się przeciwko jednostce postępowanie sądowe lub administracyjne, które w przypadku rozstrzygnięcia niekorzystnego dla jednostki może wiązać się z powstaniem roszczeń, które prawdopodobnie nie będą mogły być przez nią zaspokojone.

Jak podpowiada KSR nr 14 „Kontynuacja działalności oraz rachunkowość jednostek przy braku kontynuowania działalności”, sprawozdanie jednostki przy założeniu braku kontynuowania działalności sporządza się, gdy jest praktycznie pewne, że jednostka nie będzie miała możliwości działać w najbliższych miesiącach. Przyjmuje się, że takimi okolicznościami jest na pewno postawnie podmiotu w stan likwidacji czy upadłości przed dniem zatwierdzenia sprawozdania za 2023 r. W innych okolicznościach analizuje się, czy rzeczywiście nie ma żadnej alternatywy dla zakończenia działalności. Często bowiem się okazuje, że możliwe jest skorzystanie z programów restrukturyzacyjnych, naprawczych czy pozyskanie wsparcia zewnętrznego. I tym samym możliwe jest niezmienianie sprawozdania finansowego.

Ponowny podpis
Na koniec warto zaznaczyć, iż zmiana sprawozdania, niezależnie od tego, z jakich powodów została dokonana, powoduje tak naprawdę przygotowanie sprawozdania w formie elektronicznej na nowo. W schemie XML widoczna jest nowa, aktualna data sporządzenia sprawozdania. Musi być też ono na nowo podpisane przez kierownika jednostki i osobę, której powierzono prowadzenie ksiąg rachunkowych. Z praktycznego punktu widzenia należy jeszcze dodać, że w przypadku zmian wprowadzonych do bilansu czy rachunku zysków i strat należy też pamiętać o uaktualnieniu informacji zawartych w informacji dodatkowej. Konieczne jest powiązanie not, które dotyczą zmienionej pozycji. W przeciwnym wypadku będziemy mieli do czynienia z kolejnym błędem w sprawozdaniu finansowym, czyli brakiem spójności zawartych w nim danych. Dodatkowo należy przeanalizować, czy zmiana w sprawozdaniu finansowym nie powinna również pociągać aktualizacji sprawozdania z działalności (o ile jest sporządzane) informacje zawarte w tych raportach też powinny być spójne. ©℗

Okoliczności niekontynuowania działalności
Sprawozdanie finansowe jest sporządzane przy założeniu braku kontynuowania działalności, jeżeli na datę jego sporządzenia występuje jedna z poniższych okoliczności:

a) formalne postawienie jednostki w stan likwidacji wobec podjęcia stosownej uchwały przez jej wspólników lub uprawomocnienia się orzeczenia sądu o rozwiązaniu spółki, chyba że jest to niezgodne ze stanem faktycznym lub prawnym,

b) ogłoszenie przez sąd upadłości jednostki, chyba że jest to niezgodne ze stanem faktycznym lub prawnym,

c) dokonanie przez kierownika jednostki oceny, że jest praktycznie pewne, iż jednostka nie będzie kontynuowała działalności w dającej się przewidzieć przyszłości – taka ocena jest wynikiem analizy zdarzeń lub okoliczności, które mogą wskazywać na znaczącą niepewność co do zdolności jednostki do kontynuowania działalności,

d) istotne zmniejszenie zakresu działalności jednostki skutkujące brakiem realnej alternatywy dla likwidacji lub zaniechania działalności. ©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9492766,kiedy-trzeba-zmienic-sprawozdanie-finansowe.html

 3. Limity w rachunkowości wzrosną o 25 proc. Ważne zmiany dla firm

Agnieszka Pokojska | 22 kwietnia 2024, 07:26

Od przyszłego roku księgi rachunkowe trzeba będzie prowadzić po osiągnięciu co najmniej 2,5 mln euro przychodów netto, a nie – jak dziś – 2 mln euro. O jedną czwartą pójdą też w górę w limity zobowiązujące niektóre podmioty (np. spółki z o.o.) do poddawania badaniu rocznych sprawozdań finansowych oraz pozwalające na stosowanie uproszczeń.

Wynika to z opublikowanego projektu nowelizacji ustawy o rachunkowości. Poinformowaliśmy o nim już w piątek w serwisie gazetaprawna.pl, w artykule „Od 2025 r. wzrośnie limit dla prowadzenia ksiąg rachunkowych”. Dziś opisujemy szczegóły.

Księgi rachunkowe
Najważniejsza planowana zmiana to podniesienie od 1 stycznia 2025 r. z 2 mln euro do 2,5 mln euro progu przychodów, którego osiągnięcie zmusza do prowadzenia ksiąg rachunkowych. Chodzi o przychody netto ze sprzedaży towarów, produktów i operacji finansowych.

Przypomnijmy, że ten próg dotyczy osób fizycznych, przedsiębiorstw w spadku, a także wspólników: spółek cywilnych, spółek jawnych osób fizycznych i spółek partnerskich.

Badanie sprawozdań
Zmiany dotyczące badania sprawozdań finansowych będą konsekwencją nowelizacji z 17 października 2023 r. dyrektywy 2013/34/UE dotyczącej rocznych i skonsolidowanych sprawozdań finansowych. Nowelizacja ta została wprowadzona dyrektywą 2022/2464.

W związku z tym o jedną czwartą zostaną podwyższone limity zobowiązujące do poddawania sprawozdań finansowych badaniu przez biegłego rewidenta. Przypomnijmy, że część podmiotów (np. spółki akcyjne, instytucje finansowe, w tym banki) ma taki obowiązek bez względu na wielkość przychodów. Katalog tych podmiotów jest zamieszczony w art. 64 ust. 1 pkt 1–3 ustawy o rachunkowości (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 120 ze zm.).

W przypadku tzw. pozostałych jednostek (np. spółek z o.o.) obowiązek badania sprawozdania jest uzależniony od: sumy aktywów bilansu, przychodów netto i stanu zatrudnienia (art. 64 ust. 1 pkt 4).

O 25 proc. mają wzrosnąć dwa pierwsze wskaźniki, co oznacza, że obowiązkowo będą badane sprawozdania pozostałych jednostek, które w poprzedzającym roku obrotowym, za który sporządzono sprawozdanie finansowe, spełniły co najmniej dwa z następujących warunków:

– suma aktywów bilansu na koniec roku obrotowego stanowiła u nich równowartość w walucie polskiej co najmniej 3 125 000 euro (obecnie 2 500 000 euro),
– ich przychody netto ze sprzedaży towarów i produktów oraz operacji finansowych za rok obrotowy stanowiły równowartość w walucie polskiej co najmniej 6 250 000 euro (obecnie 5 mln euro),
– średnioroczne zatrudnienie w tych jednostkach w przeliczeniu na pełne etaty wyniosło co najmniej 50 osób (ten warunek pozostanie bez zmian).

Te zmiany będą mały zastosowanie po raz pierwszy do roku obrotowego rozpoczynającego się po 31 grudnia 2024 r. Przy czym na potrzeby ustalenia, czy dany podmiot spełnił znowelizowane warunki, trzeba będzie uwzględnić sumę aktywów bilansu oraz przychody netto ze sprzedaży towarów i produktów osiągnięte w poprzednim roku obrotowym rozpoczynającym się po 31 grudnia 2023 r. Wynika to z planowanego przepisu przejściowego (art. 10 ust. 2 nowelizacji).

Uproszczenia
O 25 proc. zostaną podniesione również progi, od których przekroczenia zależy to, czy firma jest zaliczana (do celów rachunkowych) do jednostek mikro, małych, średnich czy dużych. Progi te dotyczą m.in. sumy bilansowej i przychodu netto.

Przykładowo mała będzie firma niebędąca jednostką mikro, która w roku obrotowym, za który sporządza sprawozdanie finansowe, oraz w roku poprzedzającym nie przekroczyła co najmniej dwóch z następujących trzech wielkości:

– 33 mln zł (dziś to 25,5 mln zł) – w przypadku sumy aktywów bilansu na koniec roku obrotowego,
– 66 mln zł (dziś to 50 mln zł) – w przypadku przychodów netto ze sprzedaży towarów i produktów za rok obrotowy,
– 50 osób – w przypadku średniorocznego zatrudnienia w przeliczeniu na pełne etaty (ten warunek pozostanie bez zmian).

Zakwalifikowanie do danej kategorii wpływa na możliwość (lub jej brak) stosowania różnych rachunkowych uproszczeń, np. sporządzania uproszczonego bilansu.

Po zmianie tylko jednostki zaklasyfikowane do mikro i małych będą mogły:

– klasyfikować umowy lea singu finansowego według kryteriów prawa podatkowego, a nie ustawy o rachunkowości,
– odstąpić od tworzenia rezerw i aktywów z tytułu odroczonego podatku dochodowego,
– stosować uproszczony sposób obliczania kosztu wytworzenia produktu.

Zmiany dotyczące uproszczeń będą miały zastosowanie po raz pierwszy do sprawozdań sporządzonych za rok obrotowy rozpoczynający się po 31 grudnia 2023 r. Wynika to z planowanego przepisu przejściowego (art. 10 ust. 3 nowelizacji).©℗

Podstawa prawna
Etap legislacyjny

Projekt nowelizacji ustawy o rachunkowości, ustawy o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym oraz niektórych innych ustaw (UC14) – w konsultacjach społecznych

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9493150,limity-w-rachunkowosci-wzrosna-o-25-proc-wazne-zmiany-dla-firm.html

 4. Elektronizacja akcyzy nie tak szybko

Mariusz Szulc | 23 kwietnia 2024, 16:00

Ministerstwo Finansów nie porzuciło pomysłu wdrożenia Centralnej Ewidencji Wyrobów Akcyzowych. Data jej uruchomienia zależy jednak od tego, kiedy ruszy obowiązkowy Krajowy System e-Faktur. Oba terminy nie powinny się na siebie nakładać – poinformował resort w odpowiedzi na pytanie DGP.

Przypomnijmy, że obecnie priorytetem MF są prace nad obowiązkowym KSeF. Miał on wejść w życie już od lipca br., ale nowe kierownictwo MF postanowiło przełożyć ten termin. Nowa data z pewnością nie będzie dotyczyć 2024 r., a ma zostać podana na przełomie kwietnia i maja br. (nieoficjalnie mówi się obecnie o kwietniu 2025 r. lub lipcu 2025 r.).

Akcyzowy system CEWA powinien więc zostać wdrożony jeszcze później – wynika z odpowiedzi udzielonej przez MF.

Chodzi o system teleinfor matyczny, do którego mają trafiać elektroniczne ewidencje akcyzowe prowadzone przez przedsiębiorców w jednolitym formacie XML. Obowiązek dotyczyłby ewidencji, o których mowa w art. 138a–138l i art. 138o ustawy o podatku akcyzowym, czyli dotyczących m.in.: suszu tytoniowego, energii elektrycznej, wyrobów alkoholowych, gazowych i węglowych oraz podatkowych znaków akcyzy.

Wdrożenie CEWA ma pozwolić fiskusowi na zdalne monitorowanie obrotu wyrobami akcyzowymi, np. w składach podatkowych. To przełożyłoby się na lepszą analizę ryzyka i trafniejsze typowanie podatników do kontroli.

System miał ruszyć od lutego 2024 r., ale odpowiednie przepisy nie zostały uchwalone w poprzedniej kadencji Sejmu. Założenie było takie, że dane będą przesyłane za pomocą udostępnionego bezpłatnie interfejsu API, a przedsiębiorcy będą się uwierzytelniać na Platformie Usług Elektronicznych Skarbowo-Celnych (PUESC).

Obecne kierownictwo resortu finansów nie przedstawiło jeszcze nowego projektu w tym zakresie.

Nie zostanie natomiast zrealizowany inny akcyzowy plan poprzedniego kierownictwa MF. Chodzi o obowiązek prowadzenia nieustrukturyzowanych elektronicznych ewidencji akcyzowych, który pierwotnie miał wejść w życie jeszcze w 2020 r., ale był kilkukrotnie przesuwany, aż ostatecznie nie został uchwalony.

Z najnowszej odpowiedzi ministerstwa wynika, że ten projekt został ostatecznie porzucony.

– Pomysł nieustrukturyzowanych obowiązkowych elektronicznych ewidencji wyrobów akcyzowych nie stanowi odpowiedzi na wyzwania dotyczące efektywnego i nieobciążającego podatników wykonywania kontroli celno-skarbowych wyrobów akcyzowych – wyjaśniło MF w odpowiedzi na pytanie DGP.

To oznacza, że przedsiębiorcy z branż wyrobów akcyzowych nadal mogą prowadzić ewidencje zarówno w formacie papierowym, jak i elektronicznym.©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9493944,elektronizacja-akcyzy-nie-tak-szybko.html

 5. Nadchodzą zmiany w „podatku Belki”. Teraz państwo zabiera 19 proc., ale rząd ma plan

Maria Krzos | 23 kwietnia 2024, 10:30

W Ministerstwie Finansów trwają prace nad zmianami w tzw. podatku Belki. Jeśli wejdą w życie w zapowiadanym kształcie, pomogą oszczędzającym, ale – zdaniem ekspertów – średni i więksi inwestorzy nie będą usatysfakcjonowani wysokością kwoty wolnej. Czym jest „podatek Belki”? Jakie zmiany się w nim szykują?

Czym jest „podatek Belki”?
„Podatek Belki” to podatek od dochodów kapitałowych, czyli dochodów osiąganych m.in. z lokat bankowych i kont oszczędnościowych oraz obligacji i akcji. Jest to podatek wyłącznie od zysku, a nie od całości zgromadzonego czy zainwestowanego kapitału. Podatek wprowadził w 2002 r. rząd Leszka Millera. Początkowo jego stawka wynosiła 20 proc., od 2004 r. 19 proc. Nazwa podatku pochodzi od nazwiska Marka Belki, wicepremiera i ministra finansów w rządzie Millera. „Podatkiem Belki” objęto zarówno osoby odkładające relatywnie niewielkie kwoty na lokatach bankowych, jak i dużych graczy, inwestujących np. w akcje.

Kiedy nie zapłacimy „podatku Belki”?
„Podatek Belki” pobierany jest od większości najpopularniejszych produktów finansowych – lokat, kont oszczędnościowych, akcji, obligacji, udziału w towarzystwach funduszy inwestycyjnych. Wyjątkiem są m.in. środki zainwestowane w IKE (Indywidualne Konto Emerytalne), IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego), PPE (Pracowniczy Program Emerytalny) lub PPK (Pracowniczy Plan Kapitałowy). Co do zasady są one zwolnione z „podatku Belki” (o ile zgromadzone na nich środki nie zostaną wypłacone przed czasem). Zwolnienie z „podatku Belki” ma zachęcać Polaków do oszczędzania na emeryturę.

Zmiany w „podatku Belki”. Co zapowiada rząd?
Ograniczenie „podatku Belki” było jedną z obietnic wyborczych Koalicji Obywatelskiej. Z informacji płynących z rządu wynika, że prace nad nowymi przepisami są na etapie uzgodnień wewnętrznych. Oznacza to m.in., że nie upubliczniono jeszcze gotowego projektu. Na podstawie informacji przekazywanych przez resort w odpowiedzi na interpelacje poselskie czy z wypowiedzi medialnych przedstawicieli Ministerstwa Finansów można jednak wskazać, jakie plany ma rząd.

Ostatnio przedstawił je wiceminister Jarosław Neneman w odpowiedzi na interpelację poselską nr 2328. Wynika z niej, że na potrzeby zwolnień z „podatku Belki” rząd podzieli dochody kapitałowe na dwa rodzaje. Pierwszy to dochód z oszczędności. Drugi – z inwestycji kapitałowych.

Kiedy nie zapłacimy „podatku Belki” od dochodów z lokat i obligacji?
„W przypadku oszczędności, zwolnienie z podatku będzie dotyczyło dochodów (przychodów) – do określonego rocznego limitu – z rachunków terminowych lokat oszczędnościowych oraz z obligacji, o terminie zapadalności co najmniej rok, które będą zapisane w wyodrębnionym pakiecie oszczędnościowym, osobno prowadzonym dla obligacji i osobno dla lokat terminowych” – czytamy. Limit, o którym jest mowa (czyli maksymalna kwota kapitału złożonego na lokacie czy zainwestowanego w obligacje) ma wynieść 100 tys. zł.

Kiedy nie zapłacimy „podatku Belki” od dochodów z akcji?
Drugi mechanizm ma dotyczyć inwestycji kapitałowych (np. ze sprzedaży akcji na giełdzie). Tu również wprowadzona zostanie roczna kwota dochodów wolna od podatku. Podatnik będzie ją rozliczał w zeznaniu rocznym PIT-38. Limit (maksymalna kwota zainwestowanego kapitału), podobnie jak w przypadku oszczędności i obligacji – wynieść ma 100 tys. zł.

Kwota wolna od „podatku Belki”. Propozycja resortu finansów
Z zapowiedzi ministerstwa finansów wynika, że obie kwoty zwolnienia z „podatku Belki” (i ta dotycząca oszczędności, i ta mająca zastosowanie do inwestycji kapitałowych, np. akcji), będą na tym samym poziomie. „Proponujemy, aby każda z tych kwot wynosiła iloczyn stopy depozytowej NBP na ostatni dzień trzeciego kwartału roku poprzedzającego rok podatkowy i 100 tys. zł (obecnie byłoby to 5250 zł)” – czytamy w piśmie wiceministra Nenemana. Jedna i druga kwota ma być określana w obwieszczeniu Ministra Finansów na każdy rok kalendarzowy.

Zwolnienie z „podatku Belki” od dochodów kapitałowych do 5250 zł w praktyce
Grzegorz Grochowina, szef Zespołu Zarządzania Wiedzą w Departamencie Podatkowym w KPMG w Polsce w rozmowie z Prawo.pl pokazał, jak mechanizm dochodu wolnego od podatku Belki wygląda na konkretnych liczbach – jeśli założymy, że kwota wolna faktycznie wyniesie wspomniane 5250 zł. Przykładowo, inwestor który w wyniku rozwiązania lokaty długoterminowej uzyskał odsetki na poziomie 4 tys. zł będzie miał prawo do zwolnienia, ponieważ zmieści się w kwocie wolnej 5250 zł. Jeśli jednak uzyska 7000 zł odsetek, to zapłaci 19 proc. od nadwyżki ponad 5250 zł (1750 zł x 19 proc. = 332,5 zł).

Ekspert KPMG zwrócił uwagę, że wymagany przynajmniej roczny okres zapadalności może być punktem spornym. – Inwestor nie skorzysta z kwoty wolnej, jeśli zdecyduje się np. na lokatę 3 lub 6- miesięczną. Ograniczeniem będzie też wymóg gromadzenia oszczędności tylko w jednym wyodrębnionym pakiecie oszczędnościowym, ponieważ ograniczy to możliwość dywersyfikacji środków – skomentował.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9494279,nadchodza-zmiany-w-podatku-belki-teraz-panstwo-zabiera-19-proc-al.html

Rzeczpospolita

 1. Potrzebne szerokie i rzetelne konsultacje

19 kwietnia 2024 | Nieruchomości | Piotr Paśko

Kwestie podatkowe i finansowe będą bez wątpienia wymagały szczególnej uwagi w dyskusji o REIT-ach – ocenia partner w zespole nieruchomości MDDP.

Prace nad wdrożeniem REIT-ów do polskiego systemu prawnego nabierają tempa. Ministerstwo Rozwoju i Technologii zaprezentowało kluczowe informacje dotyczące zakładanego modelu funkcjonowania Spółek Inwestujących w Najem Nieruchomości (SINN).

Wiadomo, jaki wstępny pomysł na opodatkowanie tych firm mają rządzący. Kwestie podatkowe to istotny wątek w dyskusji o REIT-ach. W największym skrócie bowiem idea tego instrumentu polega na cyklicznym dzieleniu się zdecydowaną większością zysku z inwestorami, w zamian za jednokrotne opodatkowanie – uwzględniając poziom korporacyjny oraz akcjonariuszy. I taki też model został przyjęty w aktualnej propozycji.

SINN ma podlegać opodatkowaniu według stawki 10 proc. w odniesieniu do specyficznie rozumianego dochodu – tj. nieuwzględniającego kosztów amortyzacji (abstrahując od wątku dotyczącego wprowadzonego Polskim Ładem wyłączenia amortyzacji budynków i lokali mieszkalnych, a także limitowania odpisów amortyzacyjnych dla spółek nieruchomościowych). Zakładane jest, że efektywna stawka podatkowa powinna oscylować w okolicach 20 proc.

To, jak konkretnie będzie wyliczana podstawa opodatkowania w odniesieniu do stawki 10 proc., będzie jedną z ważniejszych kwestii do opracowania w toku procesu legislacyjnego. Do pozostałych dochodów SINN zastosowanie ma znaleźć podstawowa stawka CIT w wysokości 19 proc.

Mechanizm opodatkowania SINN zakłada, że obowiązek podatkowy wystąpi dopiero w dniu wypłaty dywidendy do inwestorów. To zaś oznacza, że SINN nie będzie miała obowiązku odprowadzania w trakcie roku zaliczek CIT – rozliczenie zostanie odroczone do momentu dystrybucji zysków.

Warto tu wspomnieć o wątpliwościach związanych z kwotą CIT do zapłaty i wymogiem dystrybucji zdecydowanej większości zysków. Preferencje w CIT będą bowiem przysługiwać pod warunkiem dystrybucji zysków na określonym poziomie.

O ile współczynnik w aktualnej propozycji pozostaje ten sam (tzn. minimum 90 proc. zysków powinno zostać wypłaconych), o tyle rozwiązany został problem konieczności finansowania przez SINN zapłaty podatku. Wynikał z poprzednio proponowanego, alternatywnego – względem standardowych zasad podziału zysków na gruncie kodeksu spółek handlowego – modelu wyliczania kwot dystrybucji.

Otóż zgodnie z aktualnymi założeniami możliwe będzie alternatywne ustalenie kwoty dywidendy w oparciu o przychody pomniejszone o wydatki na spłaty kredytów (w tym odsetek) zaciągniętych na nabycie nieruchomości, koszty eksploatacyjne (media), a także podatki związane z nieruchomością oraz CIT. Ponadto wartość tę pomniejszać będą wydatki na wyposażenie, remont lub modernizację nieruchomości. Przy czym w ramach tego podejścia limit wydatków w tym zakresie ma zostać wypracowany wspólnie z rynkiem (gdyż poprzednia propozycja w wysokości 30 zł na mkw. była wyjątkowo… nierynkowa).

Alternatywny sposób wyliczania dywidendy wciąż nie gwarantuje, że SINN będzie w stanie wypłacić dywidendę (i dlatego postuluje się ustalanie tej wartości w sposób bardziej powiązany z gotówką dostępną w spółce). Niemniej jest to krok w dobrym kierunku.

Zasada jednokrotnego opodatkowania inwestycji w SINN sprawia, że z perspektywy akcjonariuszy dywidendy ze spółki tego typu będą zwolnione (zarówno na gruncie CIT, jak i PIT). Konstrukcja ta wynika z przyjętego tym razem rozwiązania, zgodnie z którym inwestor może posiadać więcej niż 10 proc. akcji SINN. Gdyby to SINN byłaby zwolniona, a dystrybucje opodatkowane – akcjonariusze mogliby stosować preferencje w stosunku do dywidend wynikające z dyrektywy Parent/Subsidiary (zwolnienie z podatku u źródła na podstawie art. 22 ust. 4 ustawy o CIT) bądź np. na gruncie typowych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Taki model mógłby prowadzić – w praktyce – do nieopodatkowania inwestycji w SINN („podwójnego nieopodatkowania”).

W założeniach przyjęto inny model – tzn. opodatkowaniu będzie podlegać SINN, natomiast dystrybucje będą zwolnione z CIT (z perspektywy akcjonariuszy). Nie jest to rozwiązanie powszechnie stosowane w innych krajach, w których REIT są elementem systemu prawnego, niemniej może ono skutkować większą atrakcyjnością polskich SINN.

Niestety omawiane założenia nie wspominają o kwestii ewentualnego zwolnienia w PIT dochodów związanych ze sprzedażą akcji SINN. Mogłoby ono znacząco uatrakcyjnić tę formę lokowania kapitału (nawet w warunkowej postaci – np. jeżeli uzyskane środki przeznaczone zostałyby na zakup akcji innej spółki typu SINN bądź w przypadku, gdy przysługiwałoby po określonym czasie posiadania akcji SINN).

Aktualna propozycja nie przewiduje minimalnej liczby nieruchomości, które SINN powinna posiadać. Jest to rozwiązanie dobre, gdyż zwykle inwestycje w nieruchomości są prowadzone poprzez spółki zależne (choćby ze względu na wymogi związane z finansowaniem bankowym).

Niejako więc w związku z zasadą jednokrotnego opodatkowania, również dochody spółek zależnych SINN powinny podlegać zwolnieniu. Będzie ono miało zastosowanie do dochodów z najmu (ponownie – pytanie, jak będzie rozumiany dochód z najmu) i ze zbycia nieruchomości. Warunkiem do zwolnienia z CIT dochodów spółki zależnej będzie wypłata dywidendy nie później niż do upływu dziewiątego miesiąca po zakończonym roku. Szczegóły tego mechanizmu powodowały – w ramach poprzednich propozycji legislacyjnych – spore dyskusje.

Biorąc pod uwagę zaprezentowane założenia, można z pewną dozą optymizmu patrzeć na kolejną próbę wdrożenia REIT do polskiego systemu prawnego. Niektóre obszary funkcjonowania spółki typu SINN uwzględniają dotychczasowe głosy rynku i podnoszone wątpliwości.

Istotne jest jednak, aby prace, które aktualnie trwają w obu ministerstwach, obejmowały możliwie szerokie i rzetelne konsultacje. Burzliwych dyskusji z całą pewnością będzie sporo, a kwestie podatkowe i finansowe będą bez wątpienia wymagały szczególnej uwagi. Na pierwszy projekt ustawy o SINN przyjdzie nam jeszcze poczekać – zapewne kilka miesięcy. Dopiero na tym etapie okaże się, czy REIT w polskim wydaniu ma szanse zawojować rynek.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514135-Potrzebne-szerokie-i-rzetelne-konsultacje.html

 2. WHT przy wypłatach do alternatywnych funduszy inwestycyjnych

22 kwietnia 2024 | Podatki | Daria Górka Maria Bogrycewicz

Nie każde wypłaty o charakterze dywidend, odsetek czy należności licencyjnych dokonywane na rzecz zagranicznego wspólnika będą, w przypadku chęci stosowania zwolnienia z podatku u źródła, powodowały obowiązek stosowania przepisów o ryczałtowym opodatkowaniu dochodów.

Zagadnienia związane ze stosowaniem przepisów o podatku u źródła (dalej WHT) od kilku lat wzbudzają wiele wątpliwości i kontrowersji. Jednym z głównych powodów jest nieprecyzyjność tych regulacji oraz brak jednoznacznych wytycznych co do ich stosowania. Mnożą się także pytania płatników w związku z restrykcyjną interpretacją przepisów umożliwiających stosowanie preferencji WHT, zwłaszcza tzw. zwolnienia partycypacyjnego, którą prezentują organy podatkowe i sądy. Racjonalnych odpowiedzi wciąż brak. Nadal czekamy na ostateczną wersję objaśnień do obowiązujących przepisów o podatku u źródła, przy czym Ministerstwo Finansów już zapowiedziało prace grup roboczych mające na celu ich zmiany.

Forma działalność odbiorcy ma znaczenie
Niezależnie od opisanych wcześniej trudności, w przypadku wypłaty należności do niektórych zagranicznych wspólników podstawą dającą możliwość niepotrącania WHT przez płatnika są również przepisy dotyczące zwolnień dla instytucji wspólnego inwestowania mających siedzibę w państwie UE lub EOG. Dobrym przykładem może być, często spotykany w praktyce jako forma wehikułu inwestycyjnego, luksemburski fundusz typu RAIF (Reserved Alternative Investment Fund) – alternatywny fundusz inwestycyjny w rozumieniu dyrektywy 2011/61/UE.

Polska spółka wypłacająca dywidendę, odsetki lub należności licencyjne do luksemburskiego wspólnika działającego w formie RAIF, co do zasady, może zastosować preferencje WHT na podstawie dwóch różnych podstaw zawartych w ustawie o CIT – zwolnienia przedmiotowego albo zwolnienia partycypacyjnego.

W związku z tym, że RAIF jest spółką inwestycyjną (typu SICAV lub SICAF), mogącą działać m. in. w formie spółki SA (société anonyme) i SCA (société en commandite par actions), a więc form prawnych wymienionych zarówno w załączniku nr 4, jak i nr 5 do ustawy o CIT, do wypłat dywidendy, odsetek oraz należności licencyjnych może znaleźć zastosowanie zwolnienie partycypacyjne z ustawy o CIT, jeśli spełnione są wszystkie warunki tej preferencji.

Z kolei zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 58 ustawy o CIT, zwolnione są dochody instytucji wspólnego inwestowania typu zamkniętego z siedzibą w państwie UE lub EOG, która dodatkowo spełnia warunki w postaci: podlegania w tym państwie nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu oraz bezpośredniemu nadzorowi właściwych organów nadzoru nad rynkiem finansowym, posiadania depozytariusza, a także bycia zarządzanym przez podmiot, który prowadzi swoją działalność na podstawie zezwolenia właściwego organu nadzoru nad rynkiem finansowym. Zwolnienie jest wyłączone dla wybranych kategorii dochodów pochodzących od podmiotów transparentnych podatkowo oraz dochodów z budynków komercyjnych, oraz ograniczone do podmiotów dodatkowo spełniających warunki, o których mowa w ust. 11 i 12 art. 17 ustawy o CIT.

Powyższe zwolnienie przedmiotowe jest w pewnym sensie szersze od zwolnienia partycypacyjnego. Może być stosowane do większej liczby rodzajów dochodów, również w stosunku do zagranicznych wypłat opodatkowanych u źródła między podmiotami niepowiązanymi, czy wówczas, gdy odbiorca nie posiada wymaganego udziału kapitałowego do zastosowania zwolnień partycypacyjnych (10 proc. lub 25 proc.). W dalszym ciągu obowiązuje jednak tzw. mechanizm zapłaty i zwrotu (tzw. mechanizm pay and refund) dla płatności powyżej progu 2 mln zł pomiędzy podmiotami powiązanymi polegający na obowiązkowym poborze podatku w oparciu o podstawową stawkę i następnie ubieganiu się o jego zwrot (po spełnieniu ustawowych warunków).

Kontrowersje wokół spełnienia warunku nadzoru
Mając na uwadze regulacje obowiązujące w Luksemburgu, fundusz musi być zarządzany przez upoważnionego zarządcę (Authorized Alternative Investment Fund Manager – AIFM) w rozumieniu dyrektywy 2011/61/UE. Działania AIFM są nadzorowane przez CSSF (Commission de Surveillance du Secteur Financier), luksemburski odpowiednik KNF, oraz odbywają się za wynagrodzeniem ze strony funduszu. Sam RAIF – w przeciwieństwie do zarządzającego – nie jest nadzorowany przez CSSF. Prowadzi to do sporów pomiędzy płatnikami a organami podatkowymi w kontekście spełnienia wspomnianego wcześniej warunku nadzoru bezpośredniego nad instytucją wspólnego inwestowania, której dochód podlega zwolnieniu.

Na tym tle 21 lutego 2024 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie wydał wyrok (I SA/Kr 1157/23), w którym uchylił interpretację dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 31 października 2023 r., nr 0111-KDIB1-2.4010.442.2023.1.AK kwestionującą status funduszu. W ocenie organu w przypadku RAIF nie mamy do czynienia z nadzorem bezpośrednim, a co najwyżej z pośrednim, co w konsekwencji uniemożliwia skorzystanie ze zwolnienia przedmiotowego dla dochodów (wypłacający i odbiorca nie byli powiązani). W uzasadnieniu ustnym sąd wskazał, że wymogu „bezpośredniego nadzoru właściwych organów nadzoru nad rynkiem finansowym” nie należy interpretować ściśle, wyłącznie przez pryzmat wykładni gramatycznej, ale uwzględniając wykładnię prounijną i realizację zasad traktatowych, takich jak zakaz dyskryminacji i swoboda przepływu kapitału. W rezultacie ze zwolnienia mogą skorzystać podmioty spełniające warunki z art. 6 ust. 1 pkt 10a lit. a i d-f ustawy o CIT, nawet jeśli nie podlegają „bezpośredniemu” nadzorowi właściwych organów. W podobnej sprawie na korzyść płatnika orzekł WSA w Gdańsku w wyroku z 13 marca 2024 r. (I SA/Gd 1097/23). Oba orzeczenia są nieprawomocne.

Rzeczywista działalność gospodarcza
Niezależnie jednak od regulacji, na podstawie której miałoby być stosowane zwolnienie w podatku u źródła, niektóre warunki pozwalające na preferencje są analogiczne tj. udokumentowanie przez alternatywny fundusz zagraniczny jego miejsca siedziby dla celów podatkowych za pomocą certyfikatu rezydencji oraz pozyskanie od funduszu oświadczenia, zgodnie z którym m.in posiada on status rzeczywistego właściciela należności (w tym prowadzi rzeczywistą działalność gospodarczą).

Zatem także w przypadku skorzystania z regulacji przewidzianych w art. 17 ust. 1 pkt 58 ustawy o CIT konieczne będzie zweryfikowanie i udokumentowanie faktu prowadzenia przez odbiorcę płatności rzeczywistej działalności gospodarczej w kraju siedziby. W przypadku funduszy zarządzanych przez AIFM (na gruncie przepisów obowiązujących np. w Luksemburgu) nie powinno być to tak skomplikowane, jak gdybyśmy mieli do czynienia ze zwykłą spółką kapitałową prowadzącą działalność niepodlegającą regulacji.

Jeśli chodzi o warunek samodzielnego wykonywania własnej działalności, należy mieć na uwadze, że określony zakres zadań i operacji istotnych dla działalności statutowej funduszu może być wykonywany przez upoważnionego zarządcę. Organy podatkowe także wymagają, aby odbiorca należności ponosił koszty związane z prowadzoną działalnością. W przypadku funduszu za takie koszty można m.in. uznać wynagrodzenie wypłacane na rzecz AIFM. Ważne jednak, aby odbiorca należności ponosił także inne koszty, np. personelu – przy czym istotne jest, aby wydatki te były współmierne do prowadzonej działalności. A co to oznacza? Miejmy nadzieję, że aspekt ten doczeka się szerszego omówienia w ramach ostatecznej wersji objaśnień do przepisów o podatku u źródła. Gwoli przypomnienia – Ministerstwo Finansów udostępniło dwa różne projekty objaśnień (w 2019 r. i 2023 r.), ale żaden z nich nie doczekał się jak do tej pory finalizacji.

Kolejnym z elementów podlegających weryfikacji w przypadku rzeczywistej działalności gospodarczej jest miejsce dokonywania analiz i podejmowania kluczowych decyzji dotyczących funduszu (np. dotyczących strategii długoterminowej, kluczowych inwestycji, alokacji istotnych zasobów). Natomiast obowiązujące przepisy luksemburskie nakładają na fundusz obowiązek podejmowania określonych decyzji lub wykonywania operacji przy wsparciu AIFM. Zakres działalności AIFM obejmuje analizy pod kątem decyzji inwestycyjnych/reorganizacyjnych, oceny ryzyka, prowadzi księgowość, analizuje czy działalność funduszu jest zgodna z lokalnymi wymogami, a także koordynuje bieżące sprawy funduszu. AIFM może być również odpowiedzialny za przygotowanie formalnego dokumentu określającego cele inwestycyjne i strategię funduszu.

Zatem na gruncie prawnym podejmowanie niektórych decyzji w imieniu alternatywnego funduszu zagranicznego przez AIFM jest obligatoryjne. Nie należy jednak takiego stanu rzeczy postrzegać jako brak zdolności funduszu do podejmowania decyzji w zakresie prowadzonej działalności, bowiem jego władztwo w tym zakresie zostało ukształtowane z mocy prawa.

Wpływa to także na fakt, że do pełnienia funkcji przez AIFM konieczne będzie wykorzystanie do tego celu aktywów AIFM, np. lokalu, środków trwałych, know-how czy pracowników. Zatem w zakresie niezbędnym do wykonywania czynności świadczonych przez AIFM w formie usługi, fundusz będzie korzystać z substratu majątkowo-osobowego AIFM. Trudno zatem rozpatrywać substancję (tzw. substance) funduszu dla potrzeb rozliczenia podatku u źródła w oderwaniu od zarządzającego.

Co warte podkreślenia, upoważniony zarządca – aby móc pełnić wyżej wskazane funkcje na rzecz funduszu – musi być prężnie działającym podmiotem spełniającym wymogi stawiane przez CSSF. Koszty działań upoważnionego zarządcy są zwykle wysokie i gdyby część jego substratu nie mogła być przypisywana do funduszu, to w zasadzie fundusze w formie RAIF nigdy nie byłyby w stanie spełnić warunku posiadania rzeczywistej działalności gospodarczej (pomimo ponoszenia istotnych kosztów w tym zakresie), gdyż obowiązek korzystania z zewnętrznych zarządców wynika z przepisów luksemburskich regulujących ich działalność.

Wiele niewiadomych
Osoby odpowiadające w danej spółce (płatniku) za comiesięczne rozliczenia, przy analizie zagranicznych płatności, powinny brać pod uwagę nie tylko ich charakter, ale także rodzaj działalności prowadzonej przez odbiorcę należności. Może okazać się, że w niektórych przypadkach możliwe do zastosowania będą odrębne przepisy regulujące zwolnienia dla instytucji wspólnego inwestowania, nie tylko dla wspomnianego przykładu Luksemburga. Niezależnie jednak od podstawy prawnej dla zwolnienia z zapłaty WHT ważne jest dokładne zweryfikowanie, czy warunki pozwalające na takie działanie każdorazowo zostały spełnione. Istotnym aspektem jest udokumentowanie prowadzenia rzeczywistej działalności gospodarczej przez fundusz. Temat wzbudza wiele kontrowersji jeśli chodzi o konkretne elementy, jakie powinny podlegać zweryfikowaniu, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z działalnością regulowaną czy też nie. Jednak w przypadku zagranicznych alternatywnych funduszy inwestycyjnych działających np. na prawie luksemburskim, przepisy będące podstawą ich istnienia, w tym także regulujące obowiązek pełnienia konkretnych funkcji przez AIFM, wspierają twierdzenie o istnieniu rzeczywistej działalności gospodarczej danego funduszu.

Niezależnie od powyższych argumentów, opisane zagadnienie, jak także wiele innych, z którymi na co dzień mają do czynienia płatnicy, nie doczekało się wyjaśnień – nie zostało uwzględnione w żadnym z projektów objaśnień do przepisów o podatku u źródła. Warto zatem, aby przedyskutować je w ramach prac grup roboczych zapowiadanych przez MF i uwzględnić w ostatecznej wersji objaśnień.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514262-WHT-przy-wyplatach-do-alternatywnych-funduszy-inwestycyjnych.html

 3. Obowiązki płatnika przy wypłacie dywidendy do fundacji rodzinnej

22 kwietnia 2024 | Podatki | Katarzyna Lisowska Wojciech Niedźwiedzki

Podmiot dokonujący wypłaty dywidendy do fundacji rodzinnej nie będzie zobowiązany do pobrania podatku dochodowego, lecz musi dochować należytej staranności w zakresie weryfikacji warunków uprawniających go do zastosowania zwolnienia.

Tak wynika z interpretacji wydanej przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 4 marca 2024 r. (0114-KDIP2-1.4010.690.2023.1.MW).

Wnioskodawca – bank krajowy – w ramach wykonywanej działalności gospodarczej prowadzi rachunki papierów wartościowych, o których mowa w art. 26 ust. 2c ustawy o CIT, na których rejestrowane są papiery wartościowe (dalej: rachunki). których właścicielem są m.in. fundacje rodzinne. Z tytułu papierów wartościowych zarejestrowanych na rachunkach, bank wypłaca na rzecz fundacji rodzinnej m.in. przychody (dochody) z dywidend oraz inne przychody (dochody) z tytułu udziału w zyskach osób prawnych mających siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Na potrzeby wypłaty dywidend, bank pozyskuje oświadczenie – składane zgodnie z zasadami reprezentacji fundacji rodzinnej – potwierdzające, że dywidendy stanowią dochody fundacji rodzinnej ze statutowej działalności lokacyjno-inwestycyjnej, a więc dochody z dozwolonej działalności gospodarczej, o której mowa w art. 5 ust. 1 ustawy o fundacji rodzinnej.

Oświadczenie fundacji rodzinnej potwierdza także, że została ona zarejestrowana w rejestrze fundacji rodzinnych oraz, że zobowiązuje się ona do niezwłocznego poinformowania wnioskodawcy o wykreśleniu z tego rejestru.

Na tle tak przedstawionego stanu faktycznego, wnioskodawca zwrócił się do organu podatkowego z pytaniem, czy bank jako płatnik podatku dochodowego od osób prawnych nie będzie zobowiązany do pobrania podatku z tytułu wypłacanych na rzecz fundacji rodzinnej dywidend, z uwagi na zastosowanie do niej zwolnienia o którym mowa w art. 6 ust. 1 pkt 25 ustawy o CIT?

Dyrektor KIS zgodził się ze stanowiskiem wnioskodawcy i potwierdził, że bank jako płatnik nie będzie zobowiązany do pobrania zryczałtowanego podatku dochodowego od dywidend wypłacanych do fundacji rodzinnej, ponieważ w zakresie otrzymywanej dywidendy korzysta ona ze zwolnienia podmiotowego na podstawie art. 6 ust. 1 pkt 25 ustawy o CIT. Jednocześnie dyrektor KIS podkreślił, że chociaż adresatem zwolnienia jest fundacja rodzinna, to na płatniku ciąży obowiązek weryfikacji warunków zastosowania tego zwolnienia, zgodnie z przepisami szczególnymi (art. 26 ust. 1 w zw. z art. 26 ust. 2c ustawy o CIT).

W uzasadnieniu swojego stanowiska organ podatkowy wskazał, że kierując się wykładnią systemową wnioskodawca jako płatnik podatku dochodowego od osób prawnych z tytuł wypłat dywidendy na rzecz fundacji rodzinnej ma obowiązek zweryfikować czy korzysta ona ze zwolnienie podmiotowego przewidzianego w ustawie o CIT. Dyrektor KIS podkreślił, że przepisy ustawy o CIT nie zawierają wprost żadnych regulacji, które zwalniają płatnika z jego obowiązków w przypadku wypłat dokonywanych na rzecz fundacji rodzinnej. W sytuacji zatem gdyby fundacji rodzinnej nie przysługiwało zwolnienie z art. 6 ust. 1 pkt 25 ustawy o CIT, to bank jako płatnik byłby zobowiązany do poboru podatku i odprowadzenia go do właściwego organu podatkowego.

Komentarz eksperta
Katarzyna Lisowska, starszy konsultant w dziale prawno-podatkowym PwC
Wojciech Niedźwiedzki, menedżer w dziale prawno-podatkowym PwC

Komentowana interpretacja indywidualna, chociaż dotyczy obowiązków banku jako płatnika podatku dochodowego od osób prawnych, ma istotne znaczenie także dla innych podmiotów, które dokonują na rzecz fundacji rodzinnej wypłat z tytułu m.in. dywidend.

Organ podatkowy słusznie wskazał, że w związku z wypłatami dywidend do fundacji rodzinnej, płatnik nie ma obowiązku pobrania podatku, ponieważ otrzymanie przez fundację rodzinną dywidend korzysta ze zwolnienia podmiotowego o którym mowa w art. 6 ust. 1 pkt 25 ustawy o CIT. Istotne jest także to, że dyrektor KIS uznał otrzymanie dywidendy za przejaw działalności gospodarczej i stwierdził, że takie czynności mieszczą się w dozwolonym ustawowo katalogu działalności gospodarczej fundacji rodzinnej. Organ podatkowy uznał za dopuszczalne nie tylko nabywanie przez Fundację rodzinną udziałów w spółkach kapitałowych, ale również czerpanie przez nią przychodów z uczestnictwa w tych spółkach w tym m.in. poprzez otrzymanie dywidend.

Wydana interpretacja jest o tyle istotna, że organ podatkowy potwierdził w niej obowiązek dochowania przez płatników należytej staranności poprzez weryfikację warunków do zastosowania zwolnienia podmiotowego. Dyrektor KIS zaznaczył, że obowiązujące regulacje nie przewidują zwolnienia płatników z ich obowiązków w przypadku wypłat na rzecz fundacji rodzinnych. Podmioty dokonujące takich wypłat powinny zatem w ramach dochowania należytej staranności zweryfikować, czy podmiot na rzecz którego wypłacają dywidendę, faktycznie jest fundacją rodzinną.

Wydaje się zatem, że na potrzeby zastosowania zwolnienia podmiotowego z tytułu wypłaty dywidendy na rzecz fundacji rodzinnej, wystarczające powinno być uzyskanie odpisu z rejestru fundacji rodzinnych, z którego będzie wynikać, że odbiorcą płatności faktycznie jest fundacja rodzinna wpisana w stosownym rejestrze prowadzonym przez Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. W związku z dużą ilością wniosków i czasem oczekiwania na wpis fundacji rodzinnych w rejestrze, może się okazać, że na moment wypłaty dywidendy fundacja rodzinna nie została jeszcze wpisana do rejestru i jest fundacją rodzinną w organizacji. Wydaje się, że w tej sytuacji wystarczające powinno być potwierdzenie, że fundacja rodzinna została ustanowiona (np. poprzez uzyskanie odpisu aktu notarialnego), a także, że został złożony wniosek o wpis w rejestrze (np. kopia złożonego wniosku RFR-W). Ten drugi warunek jest o tyle istotny, że – zgodnie z art. 6 ust. 9 ustawy o CIT – fundacja rodzinna w organizacji traci prawo do zwolnienia podmiotowego z CIT w przypadku gdy nie została zgłoszona do rejestru fundacji rodzinnych w terminie sześciu miesięcy od dnia jej powstania albo postanowienie sądu rejestrowego odmawiające jej zarejestrowania stało się prawomocne. Jeśli do tego dojdzie, fundacja rodzinna powinna opodatkować CIT wszystkie dochody od początku jej ustanowienia, a więc także dywidendy jeśli w tym czasie takie otrzymywała. W tej sytuacji zasadnym wydaje się pozyskanie przez płatnika w pierwszej kolejności potwierdzenia złożenia wniosku o wpis, ale także na późniejszym etapie, potwierdzenia o dokonaniu wpisu fundacji rodzinnej w rejestrze.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514264-Obowiazki-platnika-przy-wyplacie-dywidendy-do-fundacji-rodzinnej.html

 4. JPK_CIT już niebawem

23 kwietnia 2024 | Biznes: Bezpieczna Firma | Julita Karaś-Gasparska

Przed nami kolejny etap cyfryzacji w rozliczeniach podatkowych. Część podatników CIT, których rok podatkowy rozpocznie się po 2024 r., będzie musiała raportować skarbówce dane z ksiąg rachunkowych już za 2025 r.

Zgodnie z przepisami przyjętymi w ramach tzw. Polskiego Ładu od 2025 r. księgi rachunkowe trzeba będzie prowadzić wyłącznie przy użyciu programów komputerowych zgodnie ze strukturą logiczną opublikowaną przez Ministerstwo Finansów. Co roku trzeba będzie przesłać organom podatkowym ustrukturyzowane informacje zawarte w tych księgach, w terminie złożenia zeznania podatkowego, czyli w terminie trzech miesięcy od zakończenia roku podatkowego. Na początku obowiązkiem tym zostaną objęci podatnicy CIT o przychodach przekraczających równowartość 50 mln euro oraz podatkowe grupy kapitałowe, jeśli rok podatkowy tych podmiotów rozpocznie się po 2024 r. Będą oni musieli przesłać organom podatkowym plik JPK_CIT w terminie złożenia zeznania CIT-8, a więc nawet do 31 marca 2026 r. Docelowo nowy obowiązek obejmie wszystkich podatników CIT. Dzięki stopniowo wprowadzanej digitalizacji (na tym etapie: dotyczącej CIT) fiskus będzie miał coraz lepszy wgląd do danych podatników i do ich rozliczeń, co pozwoli im skuteczniej typować podatników do kontroli.

Omawiany obowiązek oznacza dla podatników konieczność dostosowania systemów informatycznych oraz księgowych do nowych wymogów tak, aby mieć techniczną możliwość przesyłania fiskusowi plików JPK_CIT. Pierwszej grupie podmiotów, czyli dużym podatnikom i grupom kapitałowym pozostało więc na to niewiele czasu, zwłaszcza że zmian może wymagać również metodologia księgowania, a także przeprowadzane w firmie procesy i operacje. Trzeba bowiem pamiętać, że zakres danych, które trzeba będzie uwzględniać w prowadzonych księgach podlegających przekazaniu w ramach JPK_CIT, ma zostać rozszerzony (m.in. o NIP kontrahentów, numer KSeF czy znaczniki poszczególnych kont zestawienia obrotów i sald). Zmieni się także sposób ich wykazywania w księgach. Zakres przekazywanych danych ma być zawarty w rozporządzeniu, którego projekt jest obecnie na etapie konsultacji i uzgodnień.

Wejście w życie nowych przepisów dotyczących JPK_CIT zbiegnie się w czasie z wprowadzeniem Krajowego Systemu e-Faktur. W przeciwieństwie do KSeF, wdrożenie JPK_CIT ma się jednak odbyć zgodnie z przyjętym harmonogramem. Czy uda się przeprowadzić dwie tak duże reformy jednocześnie? Przedsiębiorcy i ich organizacje są co do tego sceptyczne. Ministerstwo Finansów informuje, że nie planuje odroczenia terminu wejścia w życie JPK_CIT. A to oznacza, że czasu na przygotowanie zostało już bardzo mało.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514337-JPK-CIT-juz-niebawem.html

 5. Podsumowanie zasad zawierania transakcji kontrolowanych

22 kwietnia 2024 | Podatki | MARTYNA FILIPIAK Witold Tomczak

Zmiany przepisów podatkowych, postępująca globalizacja oraz związana z nią konieczność spełnienia obowiązków podatkowych różnych jurysdykcji wiążą się z potrzebą efektywnego zarządzania ryzykiem podatkowym. Ma to szczególne znaczenie dla podmiotów powiązanych, działających zarówno w grupach krajowych, jak i międzynarodowych.

W zakresie cen transferowych podstawowym sposobem zarządzenia ryzykiem jest polityka cen transferowych. Jednak dokument ten, mimo tak istotnego znaczenia, nie jest często sporządzany przez podatników. Wynika to z kilku czynników, na które zwracamy uwagę w artykule.

Polityka cen transferowych – co to i dlaczego warto?
Polityka cen transferowych to usystematyzowany i kompleksowy dokument zawierający wytyczne określające warunki i zasady zawierania poszczególnych rodzajów transakcji między podmiotami powiązanymi. Opracowanie to nie ma ściśle określonej struktury ani zakresu. Często sporządzane jest w formie dokumentu, którego ramy dostosowane są do potrzeb grupy, rodzajów transakcji wewnątrzgrupowych czy istotności takich transakcji.

W praktyce polityka cen transferowych sporządzana jest dla transakcji stanowiących podstawową działalność grupy lub transakcji stanowiących najistotniejsze rozliczenia wewnątrzgrupowe. Celem takiego działania jest przede wszystkim usystematyzowanie sposobu zarządzania transakcjami wewnątrzgrupowymi pod kątem metodologii ustalania i weryfikacji cen transferowych w grupie. Nie jest to jednak jedyny przykład praktycznego wykorzystania tego narzędzia zarządzania ryzykiem. Innym celem sporządzenia polityki cen transferowych jest określenie warunków nietypowych transakcji, będących w centrum zainteresowania organów podatkowych. Pozwala to na ograniczenie ryzyk podatkowych związanych z potencjalnym kwestionowaniem przez organy zasad ustalania lub wysokości ceny transferowych.

Można więc wskazać, iż istotą polityki cen transferowych jest określenie zasad realizacji obecnych, przeszłych i przyszłych transakcji wewnątrzgrupowych z wykorzystaniem standaryzacji:

∑ procesu realizacji danego rodzaju transakcji,

∑ określania cen/wycen,

∑ zasad i reguł przeprowadzania bieżącej kontroli transakcji między podmiotami powiązanymi,

∑ oraz zachowanie transparentności takich działań.

Polityka cen transferowych vs Local File i Master File
Rozważając potrzebę posiadania polityki cen transferowych należy pamiętać w jakim celu jest ona sporządzana. Szczególnie, że na początku wydawać się może, że jest to dokument tożsamy z lokalną dokumentacją cen transferowych, czy grupową dokumentacją cen transferowych. Takie rozumienie jednak jest błędne. Wspomniane dokumenty mają odmienne funkcje i zastosowania.

Różnice między polityką cen transferowych a lokalną i grupową dokumentacją cen transferowych.

Występowanie tych różnic nie oznacza, że omawiane dokumenty nie są ze sobą w żaden sposób powiązane. Co do zasady, dotyczą one tych samych transakcji, jednak wykorzystywane są na innych etapach ich realizacji – na etapie planowania i zarządzania transakcjami zawieranymi w grupie (polityka) oraz raportowania/dokumentowania (lokalna i grupowa dokumentacja). Tym samym dokumenty te się uzupełniają, a nadrzędne znaczenie ma cel ich sporządzenia.

Zakres polityki cen transferowych
Fakt, iż sporządzenie polityki cen transferowych nie jest obowiązkowe, skutkuje tym, że nie zostały do tej pory określone formalne elementy, które taki dokument powinien zawierać. Jak wspomnieliśmy na początku, wiele zależy od potrzeb grupy oraz innych czynników, jak np. poziom szczegółowości opisów czy skomplikowania warunków transakcji.

Biorąc pod uwagę dotychczasową praktykę oraz cel tego dokumentu, można wskazać przykładowe informacje prezentowane w ramach polityki cen transferowych. Wśród nich można wymienić m.in.: charakterystykę transakcji oraz analizę funkcjonalną stron, opis sposobu kalkulacji wynagrodzenia, podsumowanie analizy cen transferowych wraz ze wskazaniem metody weryfikacji oraz jej wyników.

Poza wymienionymi wcześniej, równie ważnym elementem polityki może być określenie sposobów przeprowadzania korekt cen transferowych dla transakcji w niej opisanych. Wynika to nie tylko z nietypowego charakteru takiej korekty (oraz wątpliwości, które mogą się pojawić u podatników podczas jej przeprowadzania), ale kryteriów, jakie musi ona spełnić. Mianowicie, dokonanie korekty cen transferowych jest możliwe pod warunkiem, że transakcja kontrolowana realizowana jest przez podatnika w trakcie roku podatkowego na warunkach, które ustaliłyby podmioty niepowiązane. Tak więc rynkowy charakter warunków transakcji musi zostać potwierdzony jeszcze przed jej zawarciem.

Ponadto, aby sporządzona polityka cen transferowych była efektywnym narzędziem zarządzania ryzykiem podatkowym, powinna być aktualizowana. Wynika to nie tylko z konieczności aktualizacji analiz cen transferowych (obowiązek wynikający z przepisów), ale również zmian, jakie mogą zachodzić w ramach poszczególnych transakcji na skutek zdarzeń gospodarczych czy politycznych. Wniosek – częstotliwość takich aktualizacji zależeć może od wielu czynników, które powinny zostać zidentyfikowane jeszcze na etapie tworzenia polityki cen transferowych.

Czy rzeczywiście warto?
Takie pytanie mogą postawić sobie osoby zarządzające grupą podmiotów powiązanych, zastanawiające się nad sporządzeniem polityki cen transferowych. Chcielibyśmy zwrócić uwagę na przykładowe korzyści, jakie można osiągnąć z posiadania tego dokumentu – pod warunkiem jego faktycznego stosowania przez grupę.

Pierwszym z nich jest standaryzacja i ujednolicenie procesów związanych z realizacją transakcji między podmiotami powiązanymi. W punkcie tym chodzi nie tylko o wskazówki odnoszące się do określenia warunków konkretnej transakcji czy przeprowadzenia korekty w jej zakresie, ale również o zebranie informacji niezbędnych na dalszych etapach związanych z jej realizacją, m.in. w związku z raportowaniem do organów podatkowych czy sporządzaniem wspomnianych już lokalnych i w grupowych dokumentacji cen transferowych.

Kolejną korzyścią jest bieżące monitorowanie i reagowanie na zmiany, które mogą wpływać na transakcje objęte polityką. Korzyść ta jest bardzo istotna z perspektywy cen transferowych w szczególności w obliczu zmian gospodarczych, z którymi mierzymy się w ostatnich latach. Nie można bowiem zapominać, że przepisy podatkowe wymagają od wszystkich podmiotów powiązanych (niezależnie od obowiązków sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych czy informacji TPR) stosowania w ramach transakcji kontrolowanych, warunków, na jakie zgodziłyby się podmioty niepowiązane.

Ostatnią korzyścią, na którą chcielibyśmy zwrócić uwagę jest fakt, iż politykę cen transferowych stanowią zebrane i uporządkowane w jednym miejscu informacje na temat działalności operacyjnej grupy oraz istotnych transakcji. Informacje te mogą być przydatne nie tylko w obszarze cen transferowych, ale również innych zakresach. Na przykład, mogą one być pomocne w przygotowaniu odpowiedzi na potencjalne wezwanie organów podatkowych czy informacji niezbędnych do wykazania w strategii podatkowej.

Podstawa prawna:

∑ ustawa z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (tekst jedn. Dz.U. 2023, poz. 2805 ze zm.)

Zdaniem autorów
Martyna Filipiak, menedżer w Zespole Cen Transferowych MDDP
Witold Tomczak, starszy konsultant w Zespole Cen Transferowych MDDP

Posiadanie polityki cen transferowych nie jest w Polsce obowiązkowe. Jednak nie tym kryterium powinny kierować się podmioty powiązane rozważające jej sporządzenie. Wynika to przede wszystkim z celu tego dokumentu, którym jest efektywne zarządzanie ryzykiem podatkowym w zakresie cen transferowych oraz rozliczeniami wewnątrzgrupowymi.

Opracowanie polityki ma na celu wprowadzenie spójnych i transparentnych zasad rozliczeń wewnątrzgrupowych, co pozwala uniknąć rozbieżności w zasadach zawierania podobnych transakcji pomiędzy różnymi podmiotami z grupy oraz usprawnić ustalanie takich zasad w przyszłości.

Ma to szczególne znaczenie obecnie, gdy na rynkach gospodarczych i politycznych zachodzą nieustanne zmiany, które wpływają na działalność wszystkich uczestników rynku. Zmiany te dotyczą nie tylko procesów czy warunków transakcji, ale również i wymogów jakie stawiane są podatnikom przez ustawodawcę.

Niewątpliwe, polityka cen transferowych jest narzędziem w rękach podatników, którego przygotowanie i aktywne stosowanie może istotnie ograniczyć ryzyka podatkowe oraz zapewnić efektywną organizację współpracy między podmiotami z grupy. Tak więc, mimo braku obowiązku jej posiadania (oraz niejednokrotnie dodatkowymi obciążeniami związanymi z czasochłonnym procesem jej sporządzenia) warto rozważyć jej sporządzenie zarówno w przypadku grup międzynarodowych, jak i krajowych. W szczególności, że wykorzystanie polityki cen transferowych może dotyczyć nie tylko cen transferowych, ale również innych obszarów podatkowych czy nawet biznesowych.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514256-Podsumowanie-zasad-zawierania-transakcji-kontrolowanych.html

 

Podatki | Prasówka | 11-18.04.2024

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Podatkowa niespodzianka dla części podmiotów powiązanych. To skutek najnowszego stanowiska KIS

Mariusz Szulc | 11 kwietnia 2024, 07:00

Pożyczkodawca, który udzielił firmie powiązanej pożyczki ze stałym oprocentowaniem, powinien sporządzić dokumentację cen transferowych oraz analizę porównawczą za okresy począwszy od początku 2019 r.

Takie są skutki najnowszego stanowiska Krajowej Informacji Skarbowej, do którego dotarł DGP. Część podatników może nie mieć o tym najmniejszego pojęcia.

Jeszcze w połowie 2023 r. KIS była bowiem innego zdania. Twierdziła, że pożyczki ze stałym oprocentowaniem skorzystają z uproszczenia safe harbour (oczywiście pod warunkiem spełnienia także innych warunków ustawowych). To oznaczało, że pożyczkodawca, który uzyskuje odsetki, byłby zwolniony z obowiązku sporządzania lokalnej dokumentacji cen transferowych. Powinien za to złożyć raport o schemacie podatkowym (ang. mandatory disclosure rules – MDR).

Przepisy w tym zakresie się nie zmieniły, ale stanowisko fiskusa jak najbardziej. Raporty MDR mogły więc zostać złożone niepotrzebnie, a zwolnienia z obowiązków w zakresie cen transferowych nie będą dostępne.

Problem wzbudził zaskoczenie wśród ekspertów.

– W moim przekonaniu przepisy dotyczące uproszczeń dla pożyczek zawieranych przez podmioty powiązane od początku dotyczyły pożyczek z oprocentowaniem zmiennym – uważa Kamil Szabłowski, menedżer w Paczuski Taudul. Ekspert przyznaje jednak, że regulacje w tym zakresie nie zostały odpowiednio uściślone i to mogło spowodować niejasności.

– Odmienne stanowisko przekazywane w przeszłości przez KIS budzi uzasadnione wątpliwości. Sprzeczne wykładnie fiskusa powiększają jedynie niepewność wśród podatników – podkreśla Kamil Szabłowski. Ekspert apeluje w związku z tym, aby podatnicy, którzy zostali wprowadzeni w błąd, nie ponosili negatywnych konsekwencji tego, że nie wypełnili obowiązków, o których istnieniu nie wiedzieli.

Bezpieczna przystań finansowa
Przypomnijmy, że handlujące ze sobą firmy powiązane powinny co do zasady robić to na warunkach rynkowych. Jeśli na skutek istniejących powiązań warunki transakcji kontrolowanej będą nierynkowe i skutkiem tego podatnik wykaże niższy dochód do opodatkowania (lub wyższą stratę), to fiskus ma prawo określić dochód bądź stratę „bez uwzględnienia warunków wynikających z tych powiązań”.

Podmioty powiązane mają również obowiązek sporządzać elektroniczną dokumentację cen transferowych, aby wykazać, że ceny zostały ustalone na warunkach rynkowych (w terminie do 10. miesiąca następnego roku). Dokumentacja powinna zawierać analizę porównawczą, czyli „analizę danych podmiotów niepowiązanych lub transakcji zawieranych z podmiotami niepowiązanymi lub pomiędzy podmiotami niepowiązanymi uznanych za porównywalne do warunków ustalonych w transakcjach kontrolowanych”.

Obowiązki te nie dotyczą jednak transakcji, które mogą korzystać z uproszczeń określanych jako „bezpieczna przystań” lub „safe harbour”. Chodzi o usługi o niskiej wartości dodanej oraz o pożyczki (art. 11n pkt 12 ustawy o CIT i art. 23z pkt 11 ustawy o PIT). To właśnie niektórych pożyczek dotyczą skutki zmiany stanowiska KIS.

Oprocentowanie zmienne?
Pożyczki, które miałyby skorzystać z uproszczenia safe harbour, a więc i ze zwolnień z obowiązków w zakresie cen transferowych, muszą spełniać warunki określone w obowiązujących od 2019 r. art. 11g ust. 1 ustawy o CIT i art. 23s ust. 1 ustawy o PIT. Jeden z nich mówi, że „oprocentowanie pożyczki w ujęciu rocznym na dzień zawarcia umowy jest ustalane w oparciu o rodzaj bazowej stopy procentowej i marżę, określone w obwieszczeniu ministra właściwego do spraw finansów publicznych aktualnym na dzień zawarcia tej umowy”. W ust. 1a obu przepisów dookreślono, że za dzień zawarcia umowy uważa się dzień zmiany jej oprocentowania.

Stąd pytanie, czy uproszczenia dotyczą pożyczek z oprocentowaniem zmiennym, stałym, czy może obu ich rodzajów. Za pierwszą wykładnią, jak wskazuje Kamil Szabłowski, przemawia m.in. to, że przepisy wskazują, iż oprocentowanie pożyczki w ujęciu rocznym na dzień zawarcia umowy ustalane jest na podstawie rodzaju bazowej stopy procentowej i marży określanej w obwieszczeniu MF.

– Charakter stopy bazowej zakłada zaś zmienność w określonych okresach i umożliwia powiązanie danego instrumentu finansowego z aktualną sytuacją rynkową – mówi ekspert.

Takiego zdania jest również dr Radosław Piekarz, doradca podatkowy i partner w A&RT Piekarz. – Uproszczenia safe harbour były projektowane z myślą o pożyczkach opartych na zmiennej stopie procentowej. Przepisy wyraźnie mówią, że zastosowanie uproszczenia jest możliwe, gdy oprocentowanie pożyczki w ujęciu rocznym na dzień zawarcia umowy jest ustalane w oparciu o rodzaj bazowej stopy procentowej i odpowiednią marżę. Taka konstrukcja wyklucza pożyczki kalkulowane w oparciu o stałą, gdyż tu nie mamy do czynienia z żadną stopą bazową i marżą – uważa ekspert.

Jednak nie stałe
Za oprocentowaniem stałym przemawiałoby z kolei wskazanie w przepisie, że spełnienie warunku określane jest na dzień zawarcia umowy pożyczki. „Późniejsza zmiana oprocentowania WIBOR 3M nie powoduje konieczności zmiany oprocentowania takiej umowy pożyczki” – zwracała uwagę KIS w ubiegłorocznym stanowisku, do którego dotarł DGP.

Większość ekspertów obawiała się jednak skutków takiej wykładni i doradzała ustalanie zmiennej stopy oprocentowania. W innym wypadku skorzystanie ze zwolnień dokumentacyjnych mogłoby być w przyszłości zakwestionowane przez fiskusa – przestrzegali.

Okazało się, że mieli rację, bo KIS w najnowszym swoim piśmie zmieniła stanowisko. Argumentuje, że „w przypadku oprocentowania zmiennego spełnienie warunków safe harbour w momencie zawarcia umowy pożyczki zostaje zapewnione przez elastyczne dopasowanie wysokości oprocentowania do zmian stóp bazowych. Zatem w wyniku zmian poziomu stóp bazowych nie zachodzi ryzyko złamania mechanizmu safe harbour, jeżeli były one zachowane w momencie zawarcia umowy. Przy zachowaniu stałej marży w całym okresie trwania umowy oprocentowanie zmienne pozostaje zgodnie z obwieszczeniem obowiązującym na dzień zawarcia umowy pożyczki, mimo późniejszych zmian stawek WIBOR”.

KIS dodała również, że jej stare stanowisko jest nieaktualne, a więc pożyczki z oprocentowaniem stałym nie mogą skorzystać z uproszczenia.

Czas na interwencję MF
Eksperci apelują do resortu finansów, aby podjął kroki, które uniemożliwią powstanie podobnych wątpliwości w przyszłości.

– Niespójne i niekonsekwentne podejście organów podatkowych do rozumienia zasad stosowania reżimu safe harbour oceniam negatywnie. Z tego względu byłoby zasadne wydanie przez Ministerstwo Finansów wiążących objaśnień podatkowych lub też interpretacji ogólnej, aby mogli z nich korzystać zarówno podatnicy, jak i sam fiskus – podsumowuje Kamil Szabłowski. ©℗

OPINIA
Zmiana wykładni fiskusa rodzi kolejne obowiązki
Paweł Rosiński doradca podatkowy z Instytutu Cen Transferowych

Opisana zmiana stanowiska KIS, dokonana, mimo że nie zmienił się stan prawny, pokazuje, że podatkami nadal rządzi zasada niepewności prawa, a dla części podatników dobrowolne skorzystanie z mechanizmu safe harbour okazało się nomen omen „niebezpieczną przystanią”.

Na gruncie przepisów o cenach transferowych konsekwencje zmiany wykładni przepisów są dwojakie. Po pierwsze, podatnicy, którzy w latach 2019–2022 zawarli umowy pożyczki z oprocentowaniem stałym na warunkach wskazanych w art. 11g CIT lub art. 23s PIT, muszą przygotować pełną dokumentację cen transferowych, czyli także analizę porównawczą. Warto przypomnieć, że zmianie uległ zakres zwolnienia z obowiązków dokumentacyjnych dla podatników objętych mechanizmem safe harbour. Pierwotnie zwolnienie dotyczyło tylko analizy porównawczej. W obecnym stanie prawnym korzystający z safe harbour finansowego w ogóle nie muszą sporządzać lokalnej dokumentacji cen transferowych.

Po drugie, podatnicy muszą złożyć korektę informacji o cenach transferowych TPR. Składa się ją na formularzu obowiązującym w danym roku.

Obydwa te obowiązki dotyczą podatników, którzy zawierali umowy pożyczki o wartości przekraczającej progi dokumentacyjne, podlegające raportowaniu w danym okresie sprawozdawczym. ©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9484427,podatkowa-niespodzianka-dla-czesci-podmiotow-powiazanych-to-skutek-na.html

 2. Fiskus znów napędza strachu „estońskim” spółkom

Mariusz Szulc | 15 kwietnia 2024, 07:00

Spółka, której wspólnicy posiadają udziały w kapitale innych spółek, musi wycofać się z estońskiego CIT – wynika z pisma wysłanego przez jeden z urzędów skarbowych w Poznaniu.

Treść pisma krąży już w mediach społecznościowych i wzbudziła zdumienie ekspertów. Według nieoficjalnych informacji DGP pismo jest efektem błędu pracownika urzędu skarbowego. W szeregach KAS padają jednak głosy o konieczności zintensyfikowania szkoleń w zakresie prawa podatkowego.

Na razie w sprawie pisma milczy Ministerstwo Finansów. Poprosiliśmy biuro prasowe resortu o odpowiedź, czy MF zgadza się z tak restrykcyjną wykładnią, jaką zaprezentował poznański urząd. Do zamknięcia tego wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Co wynika z pisma poznańskiego urzędu? Że spółka powinna w ciągu siedmiu dni złożyć zeznanie CIT-8 za 2022 r., bo nieskutecznie wybrała opodatkowanie ryczałtem od dochodów spółek (estońskim CIT). Oznacza to, że musi zapłacić zaległy podatek, bo w estońskim CIT nie rozliczała się z fiskusem dopóty, dopóki nie wypłaciła wspólnikom wypracowanego zysku. Natomiast w klasycznym CIT (wykazywanym w zeznaniu CIT-8) podatek trzeba zapłacić, nawet gdy zysk zostaje w spółce.

Eksperci mówią, że widzieli już inne podobne wezwania do zapłaty. Zaczęli podejrzewać, że doszło do niebezpiecznej dla estońskich spółek zmiany stanowiska Krajowej Administracji Skarbowej.

– W mojej ocenie nie ma ku temu jakiejkolwiek podstawy prawnej – komentuje Damian Kłosowicz, konsultant podatkowy z firmy doradczej Olesiński i Wspólnicy.

Jego zdaniem zaskakująca jest też forma, w jakiej spółkom odbiera się po czasie prawo do preferencji podatkowej.

– Jest to wezwanie przesłane przez pracownika urzędu skarbowego, a powinna być decyzja naczelnika urzędu skarbowego, bo decyzje i postanowienia dają prawo do złożenia odwołania (lub zażalenia na postanowienie), a wezwanie do tego nie uprawnia – wskazuje Damian Kłosowicz.

Skąd problem
Z przepisów wynika, że spółka, która wybrała estoński CIT, nie może mieć udziałów (akcji) w kapitale innej spółki ani praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną (art. 28j ust. 1 pkt 5 ustawy o CIT).

A co z jej udziałowcami i akcjonariuszami? To reguluje inny przepis – art. 28j ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT. Wynika z niego, że estoński ryczałt mogą płacić wyłącznie spółki, których wspólnikami są „osoby fizyczne nieposiadające praw majątkowych związanych z prawem do otrzymania świadczenia jako założyciele (fundatorzy) lub beneficjenci fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym, z wyłączeniem fundatorów i beneficjentów fundacji rodzinnej”.

Ten właśnie przepis stał się powodem, dla którego pracownik poznańskiego urzędu skarbowego odmówił spółce prawa do estońskiego CIT. Zrównał posiadanie udziałów w innych spółkach z posiadaniem „praw majątkowych związanych z prawem do otrzymania świadczenia jako założyciele (fundatorzy) lub beneficjenci fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym”.

Zdaniem naszego rozmówcy z KAS (zastrzega sobie anonimowość) pismo jest ewidentnym błędem, a ten wynika z niedostatku szkoleń.

– Szkolenia są zbyt późno i są głównie teoretyczne. Przydałoby się więcej praktycznych – mówi nasz rozmówca.

Błędów było więcej
Przypomnijmy, że nie jest to pierwsza sytuacja, w której byt estońskich spółek zawisł na włosku z powodu nieoczekiwanej wykładni skarbówki, a nawet sądu. Wcześniej powodem była niewłaściwa – zdaniem fiskusa i warszawskiego WSA – kolejność postępowania przy wyborze estońskiego CIT. Pisaliśmy o tym w artykule „Tysiące podatników mogły tylko pozornie przejść na estoński CIT” (DGP nr 195/2023).

Po naszej publikacji Ministerstwo Finansów odcięło się od tego niekorzystnego dla spółek stanowiska (patrz: „Ministerstwo ratuje «estońskie» spółki z opałów”, DGP nr 198/2023). Potem napisało to jeszcze w interpretacji ogólnej z 25 stycznia 2024 r.

Zaskoczeniem była też dla estońskich spółek interpretacja z 5 maja 2022 r. (sygn. 0111 -KDIB1-1.4010.67. 2022.4.BS), w której dyrektor KIS stwierdził, że podatek od zaliczkowej wypłaty dywidendy należy zapłacić do 20 lipca (jeżeli rok podatkowy pokrywa się z kalendarzowym), nawet jeżeli uchwała o podziale zysku zapadnie w przyszłości, np. w sierpniu. To oznaczało, że spółka już w chwili podjęcia uchwały była dłużnikiem fiskusa. O tym również pisaliśmy na łamach DGP, w artykule „Estońska pułapka na podatników” (DGP nr 90/2022).

MF dostrzegło problem i doprowadziło do nowelizacji art. 28t ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT.©℗

OPINIA
Pomyłka urzędu jest ewidentna
Adam Rajewski adwokat i doradca podatkowy prowadzący własną kancelarię

Treść wezwania skierowanego do podatnika wygląda na ewidentną pomyłkę. Przytoczony przez urząd skarbowy przepis nie pozwala na pozbawienie spółki prawa do estońskiego CIT, jeżeli jej wspólnicy posiadają udziały w innych spółkach. Co więcej, dokładnie przeciwne wnioski zaprezentował minister finansów w objaśnieniach podatkowych dotyczących estońskiego CIT („Przewodnik do ryczałtu od dochodów spółek”). Zastosowanie się do objaśnień podatkowych obejmuje podatnika taką samą ochroną jak zastosowanie się do interpretacji ogólnej. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że pomyłka szybko zostanie dostrzeżona przez sam organ podatkowy.©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9487319,fiskus-znow-napedza-strachu-estonskim-spolkom.html

 3. Autorskie koszty uzyskania przychodu to dobry sposób na niższy podatek

Radosław Kowalski | 15 kwietnia 2024, 09:10

Kończy się czas na rozliczenie albo chociaż przejrzenie wstępnie przygotowanego przez fiskusa zeznania PIT za 2023 r. W związku z tym kosztami podatkowymi zastosowanymi przez płatnika powinni się zainteresować w szczególności podatnicy zaliczający się do grona pracowników twórczych.

Chociaż w kategorii koszty podatkowe stosunek pracy jest bodaj na najgorszej pozycji, to akurat twórczy pracownicy mogą jednak nieco poprawić swoje fiskalno-kosztowe notowania. Zwykło się pamiętać o tym, że w ramach umów o prawa majątkowe możliwe jest zastosowanie zryczałtowanych, 50-proc. kosztów uzyskania przychodu, lecz akurat w przypadku tych kosztów nie ma przypisania do konkretnego źródła. Owszem, prawodawca odnosi się przy tych kosztach do źródła przychodów, ale tylko po to, by zastrzec, że nie mają one zastosowania w odniesieniu do przychodów z działalności gospodarczej.

Zatem w ramach źródła przychodów ze stosunku pracy twórczej 50-proc. koszty uzyskania przychodu mogą jak najbardziej mieć zastosowanie. Co więcej, to, że twórcza praca danego pracownika pozwala na zastosowanie takich kosztów, nie eliminuje zwykłych – co prawda niezbyt wysokich – kosztów pracowniczych.

Limit i warunki do spełnienia
Przypomnijmy pokrótce, jak to jest z tymi kosztami 50 proc. i jak się do nich mają koszty pracownicze. Otóż pracownicy (ogólnie podatnicy, ale tutaj chodzi o pracowników), którzy w ramach świadczonej pracy korzystają z praw autorskich i innych praw wskazanych w art. 22 ust. 9 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 226; ost.zm. Dz.U. z 2024 r. poz. 232; dalej: ustawa o PIT), mają do dyspozycji 50-proc. koszty uzyskania przychodu z normatywnym limitem kwotowym. Ów limit kwotowy to górna granica pierwszego przedziału skali podatkowej, czyli 120 tys. zł. W przypadku podatników korzystających ze zwolnień wprowadzonych w poprzednich latach dla młodych podatników, rodzin 4 plus, powracających do kraju czy aktywnych seniorów limit ten jest dzielony przez koszty ze zwolnionymi przychodami (tj. suma łącznych kosztów 50 proc. i takich przychodów zwolnionych nie może przekroczyć 120 tys. zł).

Warto zatem pamiętać o tym, że koszty określa się:
– z tytułu zapłaty twórcy za przeniesienie prawa własności wynalazku, topografii układu scalonego, wzoru użytkowego, wzoru przemysłowego, znaku towarowego lub wzoru zdobniczego – w wysokości 50 proc. uzyskanego przychodu,
– z tytułu opłaty licencyjnej za przeniesienie prawa stosowania wynalazku, topografii układu scalonego, wzoru użytkowego, wzoru przemysłowego, znaku towarowego lub wzoru zdobniczego otrzymanej w pierwszym roku trwania licencji od pierwszej jednostki, z którą zawarto umowę licencyjną – w wysokości 50 proc. uzyskanego przychodu,
– z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich i artystów wykonawców z praw pokrewnych w rozumieniu odrębnych przepisów lub rozporządzania przez nich tymi prawami – w wysokości 50 proc. uzyskanego przychodu, z tym że koszty te oblicza się od przychodu pomniejszonego o potrącone przez płatnika w danym miesiącu składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe oraz na ubezpieczenie chorobowe, których podstawę wymiaru stanowi ten przychód.

W ostatnim punkcie zawierają się przychody z tytułu:
– działalności twórczej w zakresie architektury, architektury wnętrz, architektury krajobrazu, inżynierii budowlanej, urbanistyki, literatury, sztuk plastycznych, wzornictwa przemysłowego, muzyki, fotografiki, twórczości audialnej i audiowizualnej, programów komputerowych, gier komputerowych, teatru, kostiumografii, scenografii, reżyserii, choreografii, lutnictwa artystycznego, sztuki ludowej oraz dziennikarstwa,
– działalności artystycznej w dziedzinie sztuki aktorskiej, estradowej, tanecznej i cyrkowej oraz w dziedzinie dyrygentury, wokalistyki i instrumentalistyki,
– produkcji audialnej i audiowizualnej,
– działalności publicystycznej,
– działalności muzealniczej w dziedzinie wystawienniczej, naukowej, popularyzatorskiej, edukacyjnej oraz wydawniczej,
– działalności konserwatorskiej,
– prawa zależnego, o którym mowa w art. 2 ust. 2 ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 2509), do opracowania cudzego utworu w postaci tłumaczenia,
– działalności badawczo-rozwojowej, naukowej, naukowo-dydaktycznej, badawczej, badawczo-dydaktycznej oraz prowadzonej w uczelni działalności dydaktycznej.

W każdym przypadku możliwość zastosowania takich kosztów musi zostać poddana indywidualnej weryfikacji. Niezbędne jest właściwe przygotowanie umowy o pracę oraz zakresów obowiązków pracowników, jak również wprowadzenie systemu raportowania.

Na podstawie praktyki, choć nie jest to poparte z mojej strony żadnymi rzetelnymi badaniami statystycznymi, mogę stwierdzić, że bodaj największą grupą beneficjentów prawa do stosowania kosztów 50 proc. są programiści i im pokrewni pracownicy (por. interpretacje indywidualne dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 3 listopada 2023 r., nr 0112-KDIL2-4011.681.2023.2DJ, z 26 października 2023 r., nr 0113-KDIPT2-3.4011.762.2023.1.GG). U nich kluczowe znaczenie ma to, by w ramach stosunku pracy została dokonana modyfikacja zasady ustawowej, według której prawa autorskie powstałe w wyniku pracy pracownika są własnością pracodawcy. Dla zastosowania u tych pracowników kosztów 50 proc. trzeba wprowadzić ustalenie, że prawa są najpierw własnością pracownika i on, dysponując nimi, przenosi je na pracodawcę w zamian za ustalone wynagrodzenie. Uniwersalna dla kosztów 50 proc. – ważna nie tylko dla programistów – jest kwestia takiej konstrukcji umowy o pracę, zakresu obowiązków pracownika i systemu miesięcznego (może być częstsze) raportowania realizacji zadań przez pracownika, żeby możliwe było wykazanie (udowodnienie), że pracownik korzysta na potrzeby świadczonej pracy z praw majątkowych, tj. jego praca ma charakter twórczy i osiąga on z tego tytułu skonkretyzowany przychód podatkowy.

Wnioski z orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego
• „Przepisu art. 22 ust. 9 pkt 3 ustawy o PIT nie można zastosować w razie braku możliwości ustalenia części wynagrodzenia pracownika dotyczącej wynagrodzenia za pracę o charakterze twórczym (lub za rozporządzenie przez twórcę majątkowymi prawami autorskimi)” – wyrok z 1 września 2023 r., sygn. akt II FSK 347/21

• „Do zastosowania podwyższonej stawki uzyskania przychodów konieczne jest w pierwszej kolejności powstanie utworu w ramach wykonywania przez pracownika swoich obowiązków. Następnie pracownik powinien przenieść prawa do takiego utworu na rzecz pracodawcy. Ponadto pracownikowi powinno zostać wypłacone określone honorarium z tytułu przeniesienia na pracodawcę praw do utworu, zaś jego wysokość musi wynikać z umowy o pracę. Innymi słowy, pracodawca powinien uzgodnić z pracownikiem, jaką część wypłacanego mu honorarium stanowić będzie dla pracownika wynagrodzenie z tytułu przeniesienia praw autorskich” – wyrok z 29 listopada 2022 r. sygn. akt II FSK 933/20©℗

Dwa rodzaje KUP
Trzeba zaznaczyć, że zastosowanie kosztów 50 proc. nie eliminuje automatycznie możliwości rozliczania zwykłych kosztów pracowniczych. Jeżeli pracownik oprócz pracy twórczej wykonuje (co najczęściej ma miejsce) inne zadania, w zamian za które uzyskuje wynagrodzenie generujące przychód, to dla takich przychodów rozlicza zwykłe pracownicze koszty uzyskania przychodu. W takiej sytuacji tym bardziej należy zadbać o to, by z umowy o pracę, a także zgromadzonej dokumentacji wynikało, że pracownik uzyskuje wynagrodzenie (i w jakiej wysokości) zarówno za pracę twórczą, jak i innego rodzaju.

PIT-11 nie przesądza sprawy
Wobec zbliżającego się końca okresu do sporządzenia i złożenia zeznania rocznego warto wskazać, że chociaż w trakcie roku zaliczki na PIT pracownika nalicza i pobiera pracodawca jako płatnik, to rozliczenie roczne pozostaje w gestii samego podatnika (czemu nie przeczy mechanizm wstępnego rozliczenia przez organ w ramach usługi Twój e-PIT). To oznacza, że jeżeli z jakichś powodów płatnik nie zdecydował się na zastosowanie 50-proc. twórczych kosztów uzyskania przychodu, nie niweczy to prawa podatnika do naliczenia ich w taki sposób. Koniec końców to podatnik dokonuje bowiem rozliczenia rocznego. Oczywiście w takiej sytuacji tym bardziej należy zadbać o właściwą treść umowy o pracę i zgromadzić maksymalną możliwą liczbę dokumentów i innych dowodów, które potwierdzają zasadność kosztów 50 proc. Wobec bowiem swoistej niespójności między PIT-11 a PIT-37/PIT-36 należy się spodziewać zaproszenia do urzędu skarbowego, a zainteresowanie urzędnika nie będzie przejawem nadmiernej, łatwej do zaspokojenia ciekawości. Z całą pewnością może to wymagać trochę zachodu, lecz przy dobrym przygotowaniu jest wykonalne.

Tak samo jest, jeżeli pracodawca zastosował wyłącznie koszty 50 proc., a zapomniał o zwykłych kosztach pracowniczych, mimo faktycznego uzasadnienia do ich zastosowania (w szczególności gdy kwota kosztów jest niższa niż 50 proc. całości uzyskanych przez pracownika w danym miesiącu przychodów). W takiej sytuacji przygotowanie zeznania rocznego to jest ten moment, w którym sam podatnik może uwzględnić takie koszty. To również niechybnie sprowokuje działanie urzędnika, ale wyjaśnienie w tym zakresie zazwyczaj jest łatwiejsze, chociaż przygotowanie formalne i dokumentacyjne jest bardzo ważne, bo należy liczyć się z tym, że przy okazji reprezentant organu podatkowego zechce zweryfikować zasadność zastosowania kosztów 50 proc. Innymi słowy, nieprzychylna czy pasywna postawa płatnika w kwestii kosztów 50 proc. albo łączenia tych kosztów ze zwykłymi pracowniczymi nie musi oznaczać, że w ramach całego roku podatnik nie skorzysta z premii kosztowej dla pracy twórczej, a przy okazji również ze zwykłych kosztów pracowniczych.

By podsumować: przy stosowaniu 50-proc. kosztów należy pamiętać o następujących wymogach:
– przy wykonywaniu pracy pracownik musi korzystać z praw autorskich lub innych praw określonych przez prawodawcę,
– zakres obowiązków i umowa o pracę powinny wyraźnie wskazywać obowiązki oraz sposób przyporządkowania oraz kalkulacji wynagrodzenia,
– konieczne jest miesięczne raportowanie pracy o charakterze twórczym,
– umowa musi zawierać szczegółowe zapisy spójne z art. 22 ust. 9 pkt 1–3 ustawy o PIT,
– muszą być szczegółowo określone zasady przenoszenia praw do utworu, czyli np. programu komputerowego (w tym zasady wtórnego nabycia praw do utworu, m.in. moment i warunki przeniesienia tych praw na pracodawcę). ©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9486870,autorskie-koszty-uzyskania-przychodu-to-dobry-sposob-na-nizszy-podatek.html

 4. Fiskus ma ulżyć mikrofirmom ws. kontroli. Eksperci są sceptyczni

Mariusz Szulc | wczoraj, 07:00

Ministerstwo Rozwoju i Technologii proponuje, by czas trwania wszystkich kontroli u mikroprzedsiębiorców nie przekraczał sześciu dni w roku. W lutym br. podobny postulat, ale względem kontroli podatkowych u mikroprzedsiębiorców, wystosował zastępca szefa KAS.

W piśmie z 22 lutego br. do dyrektorów 16 izb administracji skarbowej zastępca szefa Krajowej Administracji Skarbowej napisał, że czas trwania kontroli podatkowych prowadzonych u mikroprzedsiębiorców nie powinien przekraczać w roku sześciu dni. Miałby więc być o połowę krótszy, niż pozwalają obecne przepisy (dziś jest 12 dni).

Są też zalecenia, aby kontrole podatkowe u najmniejszych przedsiębiorców były wszczynane wyłącznie, gdy jest to „absolutnie niezbędne”. Priorytetem mają być działania „mniej angażujące podatnika niż kontrola, tj. czynności sprawdzające, wyjaśniające itp., a wszczynanie kontroli podatkowej powinno mieć miejsce tylko wtedy, gdy jest to absolutnie niezbędne”.

O treści tych zaleceń poinformował 8 kwietnia br. Zbigniew Stawicki, wiceminister finansów, a zarazem zastępca szefa KAS. To odpowiedź na dwie poselskie interpelacje.

Trzeba jednak pamiętać, że istnieje wiele wyjątków od przepisów o maksymalnym czasie trwania kontroli. Po pierwsze, przepisy te nie dotyczą kontroli celno-skarbowych prowadzonych na podstawie ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 615 ze zm.). Po drugie, już teraz fiskus ogranicza liczbę kontroli podatkowych (realizowanych na podstawie ordynacji podatkowej) na rzecz niesformalizowanych czynności sprawdzających. W przyszłości trend ten może się tylko nasilić.

– W rezultacie firmy mogą odczuć efekt zaleceń wiceszefa KAS wyłącznie w niewielkim stopniu – komentuje Daniel Więckowski, doradca podatkowy i partner w LTCA.

„Miękkie” kontrole podatkowe
Pismo wiceszefa KAS dotyczy kontroli podatkowych, czyli w założeniu tzw. miękkich kontroli, regulowanych przepisami ordynacji podatkowej. Zarówno ona, jak i ustawa – Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 236 ze zm.) nakładają na kontrolujących wiele obowiązków formalnych. Przykładowo powinni oni powiadomić przedsiębiorcę o zamiarze przeprowadzenia kontroli i rozpocząć ją nie wcześniej niż po upływie siedmiu dni oraz nie później niż po upływie 30 dni od doręczenia zawiadomienia.

Zgodnie z art. 55 prawa przedsiębiorców czas trwania wszystkich kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym nie może przekraczać w odniesieniu do:
– mikroprzedsiębiorców – 12 dni roboczych,
– małych przedsiębiorców – 18 dni roboczych,
– średnich przedsiębiorców – 24 dni roboczych,
– pozostałych przedsiębiorców – 48 dni roboczych.

Tak wynika z art. 55 prawa przedsiębiorców, ale – jak wspomnieliśmy – nie dotyczy to kontroli celno-skarbowych, prowadzonych na podstawie ustawy o KAS. Wynika to wprost z art. 65 pkt 2 prawa przedsiębiorców.

Ponadto w art. 55 ust. 2 prawa przedsiębiorców wymieniono 11 wyjątków od limitowania czasu trwania kontroli u przedsiębiorcy. Wyjątki te dotyczą m.in. sytuacji, w których:
– przeprowadzenie kontroli jest niezbędne dla przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia, przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego lub zabezpieczenia dowodów jego popełnienia,
– kontrola dotyczy zasadności dokonania zwrotu VAT,
– kontrola dotyczy rozliczeń podmiotów powiązanych w zakresie związanym z wykonaniem decyzji fiskusa „o uznaniu prawidłowości wyboru i stosowania metody ustalania ceny transakcyjnej”.

Gdy żaden z wyjątków nie ma zastosowania, to czas trwania kontroli może zostać przedłużony:
– jedynie z przyczyn niezależnych od organu kontroli i wymaga uzasadnienia na piśmie,
– gdy zostanie ujawnione zaniżenie zobowiązania podatkowego w wysokości przekraczającej równowartość 10 proc. kwoty zadeklarowanego zobowiązania podatkowego, jednak nie niższej niż 500 zł,
– gdy ujawnione zostanie zawyżenie straty w wysokości przekraczającej równowartość 50 proc. kwoty zadeklarowanej straty, jednak nie niższej niż 2500 zł,
– gdy ujawnione zostanie, że mimo takiego obowiązku deklaracja nie została złożona.

Więcej czynności sprawdzających
Urzędy skarbowe co roku realizują kilkanaście tysięcy kontroli podatkowych w całym kraju. W 2023 r. zrealizowały ponad 13 tys. takich kontroli i wszczęły ponad 12,1 tys. nowych. Informowaliśmy o tym w artykule „Fiskus szuka większych nadużyć, podatnicy większych gwarancji” (DGP nr 40/2024).

Jednak liczba kontroli podatkowych maleje w ostatnich latach (z wyjątkiem roku 2022). Dla porównania w 2022 r. było ich zdecydowanie więcej – ponad 18,1 tys. zrealizowanych i ponad 17 tys. nowych.

To trend zgodny z planami skarbówki. W wywiadzie dla DGP poprzedni szef KAS Bartosz Zbaraszczuk zapowiedział, że w planach jest całkowita likwidacja kontroli podatkowych. „Chcemy ograniczać kontrole podatkowe na rzecz czynności sprawdzających i zwiększać liczbę kontroli prowadzonych przez urzędy celno-skarbowe. Docelowo w ogóle chcemy zlikwidować kontrole podatkowe” – mówi ówczesny szef KAS (patrz: „Docelowo chcemy zlikwidować kontrole podatkowe. Projekt jest w konsultacjach”, DGP nr 107/2023).

Pomoc dla mikrofirm
Natomiast w pakiecie zobowiązań obecnej koalicji rządzącej „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządu” pod pozycją 36 znalazło się następujące zapewnienie: „Ograniczymy czas kontroli mikroprzedsiębiorców do 6 dni w skali roku. Urzędy skarbowe nie będą w nieskończoność przedłużać kontroli”.

W tym kierunku zmierza opublikowany na początku kwietnia br. projekt nowelizacji niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowania prawa gospodarczego. Ministerstwo Rozwoju i Technologii zaproponowało w nim, aby czas trwania wszystkich kontroli u mikroprzedsiębiorców nie przekraczał sześciu dni w roku.

W projekcie nie zaproponowano jednak zmiany wyłączeń i wyjątków od przepisów o maksymalnym czasie trwania kontroli.

Projekt nie zmienia też zasady, zgodnie z którą kontrole podatkowe są wszczynane na podstawie analizy ryzyka. Resort rozwoju chciałby, aby kontrole mogły być prowadzone maksymalnie raz w ciągu pięciu lat, jeśli dany podmiot trafi do grupy niskiego ryzyka.

Więcej o tym projekcie (który jest obecnie w konsultacjach) informowaliśmy w artykułach: „Powrót pomysłów na deregulowanie rynku” (DGP nr 70/2024) i „Deregulacja w kierunku podatkowej optymalizacji (DGP nr 71/2024).

Szef KAS już zadziałał
O ograniczenia czasu kontroli u mikroprzedsiębiorców spytali też, jeszcze przed publikacją ministerialnego projektu, posłowie. Adresatem ich pytań nie był jednak minister rozwoju i technologii, a minister finansów.

Na obie interpelacje (nr 2246 i 2327) odpowiedział 8 kwietnia br. wiceminister finansów Zbigniew Stawicki. Poinformował o piśmie z 22 lutego 2024 r. (znak DNK2.8623.4.2024), w którym zastępca szefa KAS zalecił dyrektorom 16 izb administracji skarbowej, aby nadzorowali kontrole podatkowe w mikrofirmach (prowadzone przez urzędy skarbowe) pod kątem tego, by nie trwały one dłużej niż sześć dni w roku (wliczanych do limitu czasu kontroli).

Zalecono też, aby kontrole były wszczynane wyłącznie wtedy, „gdy jest to absolutnie niezbędne”, ponieważ priorytetem mają być wspomniane już czynności sprawdzające i o charakterze wyjaśniającym.

W poleceniu z 22 lutego 2024 r. zobowiązano też dyrektorów izb administracji skarbowej do wzmocnienia nadzoru nad działaniami podejmowanymi przez naczelników urzędów skarbowych w odniesieniu do czynności podejmowanych wobec mikroprzedsiębiorców. Obecnie toczy się w urzędach skarbowych w całym kraju ponad 200 kontroli wewnętrznych dotyczących prawidłowości wszczynania kontroli podatkowych w stosunku do mikroprzedsiębiorców – poinformował wiceminister.

Dodał, że w związku z wydaniem tych zaleceń będą monitorowane czas trwania i skuteczność kontroli podatkowych wobec mikroprzedsiębiorców.

– Naszym celem jest, by kontrola była krótka i skuteczna, tj. trafiała jedynie do tych przedsiębiorców, u których będą występowały istotne nieprawidłowości – zapewnił.

Niewiele to zmieni
– Skrócenie czasu prowadzenia kontroli jest jak najbardziej możliwe już teraz, dzięki wykorzystaniu posiadanych przez fiskusa aplikacji analitycznych, danych z jednolitych plików kontrolnych czy też wkrótce z faktur ustrukturyzowanych – zauważa Daniel Więckowski.

Na to samo zwraca uwagę Przemysław Antas, radca prawny i partner w firmie doradczej Ontilo. Nie przewiduje więc, aby pismo zastępcy szefa KAS realnie wpłynęło na sytuację mikrofirm.

Przepisy o maksymalnym czasie trwania kontroli nie dotyczą kontroli celno-skarbowych. Ponadto już teraz kontrole podatkowe (tzw. miękkie) są zastępowane mniej formalnymi czynnościami sprawdzającymi

– Problemem są wspomniane już wyjątki od przepisu o limitach czasowych dla prowadzonych kontroli. Urząd skarbowy nie musi np. tłumaczyć, dlaczego kontrola podatkowa jest niezbędna dla „przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia skarbowego” – mówi Przemysław Antas.

Obaj eksperci wskazują też wspomniany już trend zastępowania kontroli podatkowych czynnościami sprawdzającymi.

– Zalecenia wiceszefa KAS mogą przyczynić się do wywierania presji na faktyczne prowadzenie kontroli w ramach czynności sprawdzających – zauważa Przemysław Antas.

Prawie jak kontrole
Na problemy z tym związane zwrócił uwagę również rzecznik praw obywatelskich w wystąpieniu z 6 grudnia 2023 r. do ministra finansów (pismo zostało opublikowane na stronie RPO 13 grudnia 2023 r.).

Zmotywowały go do tego sygnały od podatników, że „fiskus coraz częściej korzysta z procedury czynności sprawdzających i w tych ramach przeprowadza czynności zastrzeżone dla kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego”.

„Czynności sprawdzające były czasami metodą na ominięcie ograniczeń dotyczących terminów kontroli u przedsiębiorców, a także pewnych warunków, tj. wymóg zawiadomienia o kontroli. Z uwagi na to, że przepisy nie regulują, w jakim czasie organ podatkowy ma zakończyć czynności sprawdzające, zdarzały się przypadki, kiedy czynności te podejmowane były wielokrotnie (trwały wiele miesięcy) i prowadzone były w tym samym zakresie” – napisał Piotr Mierzejewski, dyrektor zespołu prawa administracyjnego i gospodarczego Biura RPO w piśmie skierowanym bezpośrednio do dyrektora departamentu polityki podatkowej w Ministerstwie Finansów Marcina Lachowicza.

Innymi słowy – jak dodał – problemem jest to, że w ramach procedury czynności sprawdzających przeprowadzane są czynności zastrzeżone dla kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego.

– Pojawia się więc zasadnicze pytanie, czy czynności sprawdzające w praktyce nie stają się trybem, w ramach którego pozyskiwane są informacje wykraczające poza ustawowy zakres? – spytał dyrektor Mierzejewski.

Dodał, że zdarza się też kontaktowanie się z podatnikiem przez telefon, aby „nie było możliwe udowodnienie lub późniejsze wykazanie poczynionych ustaleń z udziałem pracownika organu”.

Głównym zarzutem podatników – jak napisał dyrektor Mierzejewski – jest „nieuprawnione gromadzenie w ramach czynności sprawdzających materiału dowodowego. Skarżący wskazywali, że żądano dokumentów, które nie były bezpośrednio związane z przedmiotem czynności sprawdzających. Żądania coraz to nowych dokumentów skutkowały tym, że w istocie podatnicy stawali się przedmiotem stałych niby-kontroli”.

Zdaniem obywateli oraz samego RPO „ustalenie stanu faktycznego nie może zastępować właściwego postępowania dowodowego, które przy czynnościach sprawdzających można prowadzić tylko w ograniczonym zakresie”.

– Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że do czynności sprawdzających nie stosuje się ograniczeń czasowych ani przepisów regulujących obowiązki organu kontrolującego, to można dojść do wniosku, że mimo ograniczenia czasu trwania kontroli do sześciu dni, sytuacja mikrofirm niekoniecznie stanie się lepsza – podsumowuje Przemysław Antas. ©℗

Współpraca Katarzyna Jędrzejewska

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9489042,fiskus-ma-ulzyc-mikrofirmom-ws-kontroli-eksperci-sa-sceptyczni.html

 5. Fuzja nie przekreśla zwolnienia z podatku od odsetek

Robert P. Stępień | wczoraj, 07:32

Połączenie spółek w trybie art. 492 par. 1 pkt 1 kodeksu spółek handlowych oznacza sukcesję generalną na gruncie prawa podatkowego. Podmiot przejmujący korzysta więc z przywilejów podatkowych spółki przejmowanej – orzekł NSA.

Chodziło o spółki A i B, które zajmują się udzielaniem kredytów i pożyczek na terenie Polski. Obie mają polską rezydencję podatkową i w obu odpowiedni pakiet udziałów ma łotewska spółka C, która jest zarazem jedynym udziałowcem luksemburskiej spółki D. Spółki C i D mają rezydencję podatkową poza Polską, nie działają tu przez zakład podatkowy.

W 2014 r. spółka B uzyskała od luksemburskiej spółki D pożyczkę rewolwingową. Ta druga korzystała w Polsce ze zwolnienia z podatku od odsetek na podstawie art. 21 ust. 3 i 3a ustawy o CIT, więc spółka B, wypłacając te odsetki, nie musiała jako płatnik potrącać od nich podatku u źródła.

Wysokość odsetek wypłaconych w 2019 r. spółce D przekroczyła 2 mln zł.

W czerwcu 2019 r. polskie spółki A i B postanowiły się połączyć w trybie art. 492 par. 1 pkt 1 kodeksu spółek handlowych. Oznaczało to, że po połączeniu zostałaby tylko spółka A, która przejęłaby majątek i zobowiązania spółki B. Natomiast spółka B przestałaby istnieć.

Do połączenia miało dojść przed 13 czerwca 2021 r. Spółki zakładały, że najprawdopodobniej jeszcze w 2020 r.

Pytania o skutki

Spółka A była przekonana, że:
– w stosunku do odsetek zapłaconych przez spółkę B przed fuzją na rzecz spółki D nie dojdzie w wyniku połączenia do przerwania biegu dwuletniego okresu, o którym mowa w art. 21 ust. 4 i 5 ustawy o CIT, a zatem dla spółki A upłynie on 13 czerwca 2021 r.;
– odsetki zapłacone przez spółkę B na rzecz spółki D przed dniem połączenia i nie później niż 30 czerwca 2020 r. nadal będą objęte zwolnieniem na podstawie art. 21 ust. 3 i 3a ustawy o CIT, pod warunkiem że w okresie od dnia połączenia do 13 czerwca 2021 r. w kapitale spółek A i D ten sam podmiot, tj. łotewska spółka C, będzie nieprzerwanie mieć co najmniej 25 proc. udziałów, a zatem spółka A nie będzie zobowiązana (jako następca prawny spółki B) do uiszczenia podatku w trybie art. 21 ust. 5 zdanie drugie ustawy o CIT.

Musi być podatek
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał to stanowisko za nieprawidłowe. Stwierdził, że fuzja spółek A i B spowoduje przerwanie dwuletniego okresu posiadania udziałów, o którym mowa w art. 21 ust. 4 i 5 ustawy o CIT. Uznał, że będzie to połączenie dwóch podmiotów, wskutek którego spółka przejmująca (A) będzie miała inne składniki majątkowe w swoich aktywach, niż miała spółka przejmowana (B) przed połączeniem. Natomiast warunkiem skorzystania ze zwolnienia jest nieprzerwane posiadanie przez dwa lata udziałów, a nie majątku składającego się na te udziały – podkreślił dyrektor KIS.

Dodał, że również po fuzji warunek ten musiałby pozostać spełniony, a w tej sytuacji – według organu – tak nie będzie. Sukcesor (spółka A) musiałby bowiem wstąpić w sytuację prawną swojego poprzednika (spółki B), nie zaś w sytuację prawną odmienną od tej, w której podatkowo spółka B występowała przed 13 czerwca 2019 r. – stwierdził dyrektor KIS.

Innymi słowy, uznał, że po fuzji spółka A będzie płatnikiem zryczałtowanego podatku dochodowego od odsetek z tytułu pożyczki udzielonej spółce B przez spółkę D, więc ma obowiązek taką daninę obliczyć, pobrać i wpłacić.

Sukcesja dotyczy też zwolnienia
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił tę interpretację (sygn. akt III SA/Wa 1351/20). Zwrócił uwagę na to, że przepisy ordynacji podatkowej (art. 93 par. 2 pkt 1 w zw. z art. 93 par. 1) mówią o wstąpieniu „we wszelkie” przewidziane w przepisach podatkowych prawa i obowiązki każdej z łączących się (przez przejęcie) spółek. Zdaniem sądu nie należy ograniczać tej sukcesji do takich praw lub obowiązków publicznoprawnych, które istniały w momencie połączenia obu podmiotów, bo ustawodawca nie wprowadził żadnych ograniczeń w tym zakresie

Sąd posłużył się tu wykładnią celowościową czyli taką, która ma na widoku cel gospodarczy połączenia przez przejęcie. Uznał więc, że podmiot przejmujący (spółka A) wstępuje we wszystkie stosunki prawne, których stroną był przejmowany (spółka B), z takim skutkiem, jakby to sukcesor (także w wymiarze podatkowym) od początku był ich stroną.

Według WSA ta fuzja to klasyczne następstwo prawne pod tytułem ogólnym. Zatem spółka A po przejęciu spółki B kontynuuje nieprzerwanie przysługujący tej ostatniej dwuletni termin w rozumieniu art. 21 ust. 4 ustawy o CIT. Nie będzie też musiała obliczać, pobierać i płacić podatku od odsetek z tytułu pożyczki udzielonej spółce B w 2014 r. przez luksemburską spółkę D. W tej sytuacji spółka luksemburska nie traci prawa do zwolnienia w podatku u źródła – orzekł WSA.

Fiskus się myli
Wykładnię tę podzielił Naczelny Sąd Administracyjny. Jego zdaniem przepisy ordynacji podatkowej w omawianym przypadku bezsprzecznie wskazują na sukcesję ogólną wynikającą z fuzji spółek. Po takim zjednoczeniu podmiot przejmujący wstępuje w rolę spółki przejmowanej i kontynuuje dwuletni okres posiadania udziałów – orzekł sąd kasacyjny.

Uznał, że wynikająca z ordynacji podatkowej generalna sukcesja podatkowa w przypadku połączenia dwóch osób prawnych obejmuje również prawo do podatkowego zwolnienia. Jak tłumaczył sędzia Antoni Hanusz, po przejęciu jednej spółki przez drugą zwolnienie trwa i spółka A utrzymuje brak obowiązków płatnika podatku u źródła od odsetek wypłacanych spółce D.

Sędzia przywołał tu inne orzeczenia zapadłe co prawda nie w identycznych, lecz podobnych sprawach: 17 maja 2019 r. (sygn. akt II FSK 1546/17), 25 listopada 2015 r. (II FSK 2458/13 i II FSK 2929/13), 22 października 2014 r. (II FSK 2516/12), 26 marca 2013 r. (II FSK 1675/11).

– W tamtych orzeczeniach dopuszczono wykładnię uwzględniającą cel gospodarczy fuzji i w tej sprawie też tak jest. Ta linia orzecznicza odpowiada prawu – podsumował sędzia Hanusz.©℗

orzecznictwo

Podstawa prawna
Wyrok NSA z 9 kwietnia 2024 r., sygn. akt II FSK 1060/21

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9489273,fuzja-nie-przekresla-zwolnienia-z-podatku-od-odsetek.html

 

Rzeczpospolita

 1. Granica między majątkiem fundacji rodzinnej a jej fundatora

12 kwietnia 2024 | Biznes | Jakub Organ Natalia Poniatowicz-Ugolik

Każde mienie fundatora, z którego swobodnie korzysta on lub jego rodzina, nie powinno być wnoszone do fundacji rodzinnej. Istnieje ryzyko opodatkowania świadczenia polegającego na korzystaniu z takich aktywów.

Przepisy ustawy o fundacji rodzinnej weszły w życie 22 maja 2023 roku. Dały one podstawę do utworzenia nowego podmiotu, który posiada trochę cech tradycyjnej fundacji, a trochę spółki prawa handlowego. O ile mechanizm działania spółki jest raczej zrozumiały dla większości przedsiębiorców, o tyle sama instytucja fundacji w polskim prawie nie jest dobrze znana szerszemu gronu. Dlatego warto przypomnieć kilka kluczowych reguł dotyczących traktowania majątku fundacji rodzinnej oraz zwrócić uwagę na różnice pomiędzy fundacją a spółką.

Majątek prywatny i służbowy
Często w praktyce obrotu obserwujemy, że majątki spółek są traktowane przez właścicieli jak majątek prywatny. Dotyczy to np. wykorzystywania samochodu służbowego do prywatnych celów, mieszkania służbowego na własne cele mieszkaniowe, czy środków spółki np. do kupowania biletów lotniczych na wakacje. Należy oczywiście pamiętać, że spółka jest odrębną osobą prawną i każdy majątek wniesiony do niej czy przez nią kupiony, nawet gdy spółka ma tylko jednego wspólnika (właściciela), pozostaje jej majątkiem. Korzystanie z mienia służbowego powinno więc odbywać się zgodnie z regułami określonymi przez spółkę.

W przypadku fundacji wydaje się, że granica pomiędzy tym co prywatne, a tym co fundacji jeszcze bardziej się zaciera. W końcu fundator tworzy fundację po to, aby gromadziła mienie, zarządzała nim w interesie beneficjentów oraz spełniania świadczenia na ich rzecz. Beneficjentów wskazuje fundator, a sam fundator może być beneficjentem. Fundator również wyposaża fundację w mienie. Dlatego naturalnie granice pomiędzy majątkami fundatora, a fundacji mogą się zacierać.

Warto tu podkreślić, że fundacja jest osobną prawną, odrębną od fundatora i jego majątku. Po ustanowieniu fundacji fundator traci de facto prawo do majątku fundacji, należy go traktować oddzielnie. Nie można również, poza ramami ustawowymi, swobodnie wnosić do fundacji majątku i następnie go przenosić z powrotem z fundacji do fundatora. Może to się zadziać jedynie w ramach wypłaty świadczenia (tu można określić to na szczęście dosyć elastycznie), jeżeli fundator jest również beneficjentem, albo w przypadku likwidacji fundacji. To zasadniczo odróżnia fundację od spółki, gdzie tak rygorystyczne reguły nie obowiązują.

Fundusz założycielski
Jednym z elementów koniecznych do utworzenia fundacji rodzinnej jest wniesienie przez fundatora tzw. funduszu założycielskiego. W przypadku fundacji utworzonej w akcie założycielskim następuje ono przed wpisaniem do rejestru fundacji rodzinnych, natomiast w przypadku fundacji utworzonej w testamencie najpóźniej w terminie dwóch lat od dnia uzyskania wpisu do wyżej wspomnianego rejestru.

Minimalna wartość funduszu założycielskiego jest określona w statucie, jednak nie może być niższa niż 100 tys. złotych. Przepisy ustawy o fundacji rodzinnej nie precyzują jakiego rodzaju mienie może zostać wniesione na pokrycie funduszu założycielskiego, a zatem mogą to być na przykład środki pieniężne, ruchomości, nieruchomości, udziały i akcje w spółkach, a także prawa majątkowe pod warunkiem, że mają zbywalny charakter, dzieła sztuki, gospodarstwo rolne, złoto, itd.

Fundusz założycielski pełni w fundacji podobną rolę do kapitału zakładowego w spółkach. Zgodnie z zasadą nienaruszalności takiego funduszu (taka sama zasada obowiązuje w odniesieniu do kapitału zakładowego), fundacja rodzinna nie jest uprawniona do zwrotu fundatorowi mienia wniesionego na pokrycie funduszu założycielskiego ani w całości, ani w części. Wyjątkiem od tej zasady, określonym wprost w przepisach, jest sytuacja rozwiązania fundacji za życia fundatora, kiedy to fundator jest wyłącznie uprawniony do otrzymania wyżej wspomnianego mienia.

Fundator może zmieniać wysokość funduszu założycielskiego w trakcie trwania fundacji. Takiej zmiany nie można dokonać po śmierci fundatora.

I jeszcze jeden ważny przepis – w przypadku poniesienia przez fundację straty, która spowoduje, że wartość funduszu założycielskiego wyniesie mniej niż jego wartość ustanowiona w statucie, zysk w pierwszej kolejności przeznacza się na uzupełnienie funduszu założycielskiego.

Mienie fundacji
Majątkiem fundacji rodzinnej jest nie tylko mienie wniesione przez fundatora na pokrycie funduszu założycielskiego zgodnie z zasadami opisanymi powyżej, ale również nabyte w toku działania fundacji. Fundator może wnieść do fundacji mienie nie tylko na pokrycie funduszu założycielskiego, ale również już po utworzeniu fundacji, w ramach odrębnych czynności.

Obserwujemy, że wielu fundatorów robi tak w praktyce. Ustanawia stosunkowo niski fundusz założycielski, a następie wnosi znaczący majątek tytułem darowizny. Dlaczego tak się dzieje? Głównie aby uelastycznić działanie fundacji. Unikamy wtedy kontrowersji na gruncie przepisu, który zakazuje zwrotu fundatorowi mienia wniesionego na pokrycie funduszu założycielskiego. Najczęściej bowiem fundator jest również beneficjentem i tu pojawia się kontrowersja, jeszcze jednoznacznie nie rozstrzygnięta przez polskie prawo, czy fundator jako beneficjent może otrzymywać w takim wypadku wypłaty świadczeń, które obniżałyby wartość funduszu założycielskiego. Mogło by do togo dojść, gdyby cały majątek wniesiony do fundacji został wniesiony na fundusz założycielski. Wtedy, w braku innych kapitałów, fundacja nie mogłaby dokonywać takich świadczeń.

Sytuacja wyżej opisana mogłaby również być problematyczna w przypadku straty lub innego zmniejszenia wartości funduszu założycielskiego. Wtedy w pierwszej kolejności fundacja musiałaby uzupełniać ten fundusz, zamiast np. inwestować czy spełniać świadczenia.

Istotny jest również aspekt poufności. Mówimy tu bowiem o majątku prywatnym fundatora, które niekoniecznie chcemy ujawniać. Mienie wniesione na fundusz założycielski należy ujawnić, opisać w ramach aktu założycielskiego (podobnie jak to się dzieje w przypadku wniesienia aportem na kapitał zakładowy). Pozostałe mienie ujawniane jest tylko w spisie mienia, nad którym pieczę sprawuje zarząd. Do takiego spisu osoby postronne nie powinny mieć dostępu.

Należy również pamiętać, że fundacja rodzinna co do zasady nie powinna prowadzić działalności gospodarczej, a może ją prowadzić tylko w wąskim zakresie. Dlatego nie należy wnosić do fundacji majątku, który może wiązać się z prowadzeniem takiej działalności (np. całego przedsiębiorstwa).

To, czy fundator wniesie mienie na pokrycie funduszu założycielskiego czy nie, może mieć również konsekwencje na gruncie prawa spadkowego, o czym wspominamy poniżej.

Korzystanie z mienia fundacji
Przepisy prawne i podatkowe dotyczące fundacji rodzinnej nie zachęcają dzisiaj do wnoszenia do fundacji mienia, które może być wykorzystywane jedynie tylko do celów prywatnych fundatora czy beneficjentów. Naturalne może się wydawać, że fundator, posiadający liczną rodzinę, mógłby chcieć wnieść do fundacji np. dom letniskowy, z którego wszyscy korzystają i w którym np. odbywają się coroczne zjazdy rodzinne. Celem, przyświecającym fundatorowi, mogłoby być zachowanie takiego domu dla przyszłych pokoleń i ustanowienie zakazu zbywania go. Niestety, jeżeli z domu będą korzystać beneficjenci, może to zostać potraktowane jako świadczenie fundacji na rzecz takich beneficjentów i podlegać opodatkowaniu (jak każde świadczenie wypłacane przez fundację).

A zatem każde inne mienie fundatora, z którego dzisiaj swobodnie korzysta on czy jego rodzina, np. dzieła sztuki, auta, jachty, biblioteki, mieszkania, z uwagi na ryzyko opodatkowania świadczenia polegającego na korzystaniu z takich aktywów, nie powinny być wnoszone do fundacji rodzinnej (a przynajmniej należy dobrze oszacować ryzyko wniesienia i korzystania z takiego mienia).

Odpowiedzialność fundacji rodzinnej za zobowiązania fundatora
W celu uniknięcia możliwości pokrzywdzenia wierzycieli fundatora poprzez wniesienie przez niego mienia na pokrycie funduszu założycielskiego fundacji rodzinnej, ustawodawca wprowadził zasadę solidarnej odpowiedzialności fundacji rodzinnej za zobowiązania fundatora powstałe jeszcze przed ustanowieniem fundacji. Ma to uniemożliwić ukrywanie w fundacji majątku fundatora przed wierzycielami.

Warto zauważyć, że w odniesieniu do szczególnej kategorii zobowiązań, jakimi są obowiązki alimentacyjne fundatora, ustawodawca wprowadził bardziej rygorystyczne zapisy. Fundacja rodzinna odpowiada za nie solidarnie z fundatorem nawet jeśli powstały już po jej ustanowieniu. Odpowiedzialność za zobowiązania alimentacyjne ma charakter subsydiarny, a zatem w przypadku gdy egzekucja z majątku fundatora okaże się bezskuteczna wierzyciel może prowadzić egzekucję z majątku samej fundacji rodzinnej.

Co istotne, solidarna odpowiedzialność fundacji za wskazane wyżej zobowiązania została ograniczona do wartości mienia wniesionego przez fundatora do fundacji według stanu z chwili wniesienia i cen z chwili zaspokojenia wierzyciela.

Oprócz powyższych zasad, podobnie jak to jest w spółkach kapitałowych, fundator nie ponosi odpowiedzialności za zobowiązania utworzonej przez siebie fundacji rodzinnej. W konsekwencji jego ryzyko związane z jej utworzeniem ogranicza się do wartości mienia wniesionego do fundacji. Powyższa zasada w istocie pozwala na odseparowanie majątku fundatora od majątku fundacji i zabezpieczenie majątku rodziny oraz zaplanowanie sukcesji, co stanowi ratio legis ustawy o fundacji rodzinnej.

Fundacja a przepisy spadkowe
Ustawa o fundacji rodzinnej wprowadziła szereg zmian w przepisach spadkowych. Jest to temat na osobny artykuł, ale warto tutaj wspomnieć kilka kluczowych kwestii.

Po pierwsze, przy rozwiązaniu fundacji, gdy fundator już nie żyje, a brak jest osób wskazanych w statucie do otrzymania majątku, majątek przypada spadkobiercom fundatora.

Po drugie, istotne zmiany zaszły w sposobie obliczania zachowku. Świadczenia od fundacji do beneficjenta – uprawnionego do otrzymania zachowku – zalicza się na poczet jego zachowku. Uprawniony do zachowku może dochodzić zaspokojenia zachowku od fundacji. A przy obliczaniu zachowku do spadku dolicza się fundusz założycielski fundacji, chyba że została ona ustanowiona w testamencie albo została ustanowiona na 10 lat przed otwarciem spadku.

Na przykładzie powyższych przepisów dobrze widać, że kwestia majątku fundatora i fundacji rodzinnej nie zawsze jest traktowana odrębnie i mamy tu wiele zbiorów wspólnych.

W cyklu „Sukcesja” opublikowaliśmy:
1 grudnia – „Fundacja rodzinna – ocena po pół roku”,
22 grudnia – „Jak zapobiegać konfliktom w fundacji rodzinnej?”,
5 stycznia – „Kontynuacja działalności fundacji rodzinnej gdy brak fundatora”,
26 stycznia – „Czy utworzenie fundacji może być ryzykowne?”,
23 lutego – „Fundacja rodzinna: granica między zarządzaniem majątkiem a biznesem”.

Jakub Organ – radca prawny, Starszy Menedżer w Kancelarii EY Law
Natalia Poniatowicz-Ugolik – associate w Kancelarii EY Law

Wprowadzenie fundacji rodzinnej do polskiego porządku prawnego pozwala przede wszystkim na zabezpieczenie majątku fundatora i jego rodziny poprzez realne odseparowanie majątku fundacji od majątku fundatora. Fundator nie odpowiada bowiem swoim majątkiem za zobowiązania fundacji powstałe w toku jej funkcjonowania.

Istotą działania fundacji rodzinnej jako podmiotu prawa jest wyposażenie jej w majątek, którym może odpowiednio zarządzać na potrzeby realizowania swoich statutowych celów, w szczególności gromadzenia mienia i dokonywania świadczeń na rzecz beneficjentów. Cechą charakterystyczną fundacji rodzinnej jest to, iż to sama fundacja jest właścicielem mienia do niej wniesionego, a jej beneficjenci są jedynie uprawnieni do odpowiednich świadczeń na zasadach określonych w statucie. Dotyczy to również fundatora, który może być beneficjentem (i na ogół tak dzieje się w praktyce). Dlatego fundatorzy powinni oprzeć się pokusie wnoszenia do fundacji mienia, które służy wyłącznie do zaspokajania prywatnych potrzeb fundatora czy najbliższych. Korzystanie z takiego mienia może być bowiem opodatkowane.

Warto zwrócić również uwagę na to, jakie mienie wnoszone jest do funduszu założycielskiego fundacji i w jakiej wysokości określany jest ten fundusz. Przy planowaniu sukcesji istotne jest również uwzględnienie praw i obowiązków fundacji jako spadkobiercy lub podmiotu zobowiązanego do zapłaty zachowku. W tym bowiem zakresie majątek fundacji i majątek fundatora mogą być traktowane tak, jakby to był ciągle jeden majątek, a nie dwa odrębne.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1513748-Granica-miedzy-majatkiem-fundacji-rodzinnej-a-jej-fundatora.html

 2. Wnoszenie majątku do fundacji rodzinnej warto dobrze przemyśleć

15 kwietnia 2024 | Podatki i rachunkowość | Mariusz Stefaniak

Sposób wniesienia majątku do fundacji rodzinnej jest w praktyce jednym z kluczowych kroków, który należy starannie przeanalizować i zaplanować biorąc pod uwagę jego konsekwencje podatkowe.

Sposób wniesienia majątku jest istotny nie tylko ze względu na konsekwencje podatkowe, które mogą mu towarzyszyć, ale – przede wszystkim – ze względu na podatkowe aspekty świadczeń dokonywanych przez fundację na rzecz jej beneficjentów.

Problematyczna proporcja
W tym zakresie należy bowiem brać pod uwagę proporcję, do której odnoszą się zarówno przepisy ustawy z 26 stycznia 2023 r. o fundacji rodzinnej (dalej: UFR), jak również przepisy ustawy o PIT. W świetle art. 21 ust. 1 pkt 157 ustawy o PIT, ze zwolnienia z opodatkowania korzystają przychody, o których mowa w art. 20 ust. 1g (przychody z tytułu otrzymania lub postawienia do dyspozycji świadczenia, o którym mowa w art. 2 ust. 2 UFR, oraz mienia w związku z rozwiązaniem fundacji rodzinnej):

a) fundatora albo osoby będącej w stosunku do fundatora osobą bliską (w ramach tzw. zerowej grupy podatkowej), uprawnionych do otrzymania mienia w związku z rozwiązaniem fundacji rodzinnej,

b) beneficjenta fundacji rodzinnej z tytułu świadczenia, o którym mowa w art. 2 ust. 2 UFR, jeżeli beneficjentem jest fundator albo osoba będąca bliską w stosunku do fundatora (w ramach tzw. zerowej grupy podatkowej)

– z zastrzeżeniem ust. 49.

Zgodnie z tym zastrzeżeniem, zwolnienie, o którym mowa w ust. 1 pkt 157, stosuje się do części przychodów:

1) fundatora albo osoby będącej w stosunku do fundatora osobą bliską, uprawnionych do otrzymania mienia w związku z rozwiązaniem fundacji rodzinnej,

2) beneficjenta będącego fundatorem albo osobą będącą w stosunku do fundatora osobą bliską

– odpowiadającej proporcji, o której mowa w art. 27 ust. 4 UFR, według stanu na dzień uzyskania przychodu.

Zgodnie z art. 27 ust. 4 UFR, w spisie mienia zamieszcza się informację o aktualnych proporcjach, o których mowa w art. 28 ust. 1, dla każdego z fundatorów oraz fundacji rodzinnej. Kluczowy w zakresie ustalenia omawianej proporcji jest zatem art. 28 UFR, w świetle którego:

1. dla celów podatku dochodowego od osób fizycznych określa się proporcję wartości mienia wniesionego do fundacji rodzinnej przez każdego z fundatorów lub przez fundację rodzinną;

2. mienie wniesione do fundacji rodzinnej w drodze darowizny albo spadku przez:

1) fundatora lub jego małżonka, zstępnych, wstępnych lub rodzeństwo – uważa się za wniesione przez fundatora;

2) inne osoby – uważa się za wniesione przez fundację rodzinną.

3. W przypadku gdy do fundacji rodzinnej mienie wnosi wspólny zstępny, wstępny albo rodzeństwo więcej niż jednego fundatora, mienie uważa się za wniesione przez wszystkich tych fundatorów w równych częściach.

Mechanizm kalkulacji proporcji dookreśla art. 29 UFR, zgodnie z którym proporcję, o której mowa w art. 28 ust. 1, określa się:

1) w części, w jakiej pozostaje suma wartości składników mienia wniesionego do fundacji rodzinnej przypadająca na tego fundatora lub fundację rodzinną do wartości sumy mienia wniesionego przez wszystkich fundatorów i fundację rodzinną;

2) każdorazowo w przypadku wniesienia mienia do fundacji rodzinnej.

Sposób, w jaki skonstruowano mechanizm określania tej proporcji, która rzutować będzie na możliwość zastosowania zwolnienia z podatku dochodowego od osób fizycznych w praktyce może nastręczać wielu problemów. Obciążenie podatkowe związane z wniesieniem do fundacji mienia w wybranych konstelacjach rodzinnych może bowiem powodować, że fundacje w takim układzie fundatorów/beneficjentów albo nie będą wcale powstawać, albo będą powstawać znacznie rzadziej. Dodatkowo, w wybranych przypadkach wnoszenie mienia do fundacji rodzinnej może odbywać się w sposób, który w danych okolicznościach nie będzie najbardziej intuicyjny. W związku z tym, szczególnie ważne jest, aby na etapie tworzenia fundacji rodzinnej dokładnie przeanalizować nie tylko aktualne, ale również potencjalne grono beneficjentów fundacji oraz wpływ sposobu wyposażenia fundacji w mienie na pozycję podatkową tych beneficjentów.

Praktyczne problemy związane z proporcją
Jako przykłady sytuacji, w których zasady ustalania proporcji będą istotnie rzutować na tworzenie fundacji rodzinnych można przytoczyć następujące przypadki:

1) Utworzenie fundacji rodzinnej przez rodzeństwo – jako fundatorów – nie jest korzystne z perspektywy podatkowej, jeśli beneficjentami fundacji mają być dzieci fundatorów. Tacy beneficjenci nie będą bowiem należeć do tzw. zerowej grupy podatkowej względem swojego wuja/ciotki, a zatem jedynie częściowo będą korzystać ze zwolnienia z opodatkowania w zakresie świadczeń otrzymywanych z fundacji rodzinnej. Jest to mankament konstrukcyjny fundacji rodzinnej, na który trudno znaleźć praktyczne remedium inne niż to, aby rodzeństwo nie tworzyło jednej fundacji rodzinnej (co jednak w niektórych przypadkach może uniemożliwiać lub utrudniać realizację planu sukcesyjnego danej rodziny – np. w sytuacji, w której rodzeństwo pozostaje wspólnikami spółki prowadzącej biznes rodzinny, której udziały miałyby zostać wniesione do fundacji).

2) Utworzenie fundacji rodzinnej przez dwupokoleniową rodzinę – jako fundatorów. Nie należy do rzadkości sytuacja, w której proces sukcesji w danej rodzinie został już rozpoczęty zanim przepisy o fundacji rodzinnej weszły w życie (a nawet zanim rozpoczął się proces mający na celu wprowadzenie do polskiego porządku prawnego koncepcji fundacji). Sukcesja majątkowa najczęściej sprowadzała się w takim przypadku do przekazania części majątku (np. udziałów w spółce) przez nestora (nestorów) na rzecz dzieci. Gdyby taka dwupokoleniowa rodzina postanowiła utworzyć fundację rodzinną, którą każda z osób wyposażyłaby w majątek jako fundator, doszłoby do utworzenia struktury niekorzystnej podatkowo z perspektywy beneficjentów z trzeciego pokolenia. O ile bowiem rodzic i dzieci pozostają względem siebie w ramach tzw. zerowej grupy podatkowej, to już dla beneficjentów z trzeciego pokolenia część fundatorów pozostawałoby poza taką grupą (a zatem proporcja nie pozwalałaby zastosować zwolnienia z podatku dochodowego od osób fizycznych w odniesieniu do całości otrzymywanego z fundacji świadczenia).

Praktycznym rozwiązaniem tego problemu może być:

a) utworzenie fundacji przez nestora jako jedynego fundatora, a następnie

b) wniesienie przez drugie pokolenie (dzieci fundatora) mienia do fundacji w drodze darowizny.

Jako, że darowizny te zostaną na potrzeby proporcji zaliczone na poczet mienia wniesionego przez fundatora, a beneficjenci z trzeciego pokolenia (wnuki, tj. zstępni) będą pozostawać w ramach zerowej grupy podatkowej wobec fundatora, nie wystąpi wcześniej opisana niekorzyść podatkowa. Niemniej, w takiej sytuacji osoby z drugiego pokolenia nie będą fundatorami, a zatem ich interesy sukcesyjne powinny zostać w inny, odpowiedni sposób zabezpieczone postanowieniami statutu fundacji.

3) Przenoszenie do fundacji majątku zgromadzonego w podmiotach prawnych – zagadnienie to poza pewnymi komplikacjami natury prawnej, będzie również problematyczne z perspektywy podatkowej. Majątek wniesiony przez osobę prawną (w tym w 100 proc. zależną od fundatora) będzie bowiem uznawany za wniesiony przez fundację rodzinną, a w konsekwencji jego wartość będzie przyczyniać się do niekorzystnego z perspektywy podatkowej ukształtowania proporcji. W praktyce, świadczenia z fundacji, której majątek został zasilony w przeważającej części przez osoby prawne, będzie podlegać opodatkowaniu PIT po stronie samego fundatora oraz beneficjentów (niezależnie od stopnia ich pokrewieństwa z fundatorem). Potwierdzają to organy podatkowe w wydawanych interpretacjach indywidualnych

(por. interpretacja indywidualna prawa podatkowego dyrektora KIS z 23 listopada 2023 r., 0115-KDIT1.4011.682.2023.1.MR).

Fundacje tworzone przez małżeństwa
W prasie pojawiły się komentarze przedstawicieli doktryny prawa podatkowego (patrz Paweł Tomczykowski, Wojciech Niedźwiedzki, Jędrzej Figurski, Fundacje rodzinne: małżeństwo to nie rodzina. Karkołomne interpretacje KIS https://www.rp.pl/podatki/art39592861-fundacje-rodzinne-malzenstwo-to-nie-rodzina-karkolomne-interpretacje-kis) odnoszące się do interpretacji indywidualnych prawa podatkowego wydanych przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej (por. interpretacje indywidualne z 18 sierpnia 2023 r.; 0113- KDIPT2-3.4011.465.2023.1.JŚ oraz z 13 października 2023 r., 0114-KDIP3-1.4011.698.2023. 3.MK1). W treści uzasadnienia przedmiotowych interpretacji (na marginesie głównego wątku rozważań) pojawiło się stwierdzenie, zgodnie z którym mienie wniesione do fundacji rodzinnej przez małżonka, zstępnych, wstępnych lub rodzeństwo danego fundatora można uznać za wniesione przez tego fundatora, tylko o ile małżonek, zstępni, wstępni lub rodzeństwo tego fundatora nie są jednocześnie pozostałymi fundatorami fundacji rodzinnej. Na kanwie przedmiotowego fragmentu zostało w ww. artykule sformułowana m. in. teza, że „Uznanie, że „mieniem wniesionym przez fundatora” nie jest mienie jego małżonka (drugiego fundatora), automatycznie powoduje, że beneficjent będący fundatorem nie skorzysta z pełnego zwolnienia z PIT.”

Odnosząc się do tego należy zaznaczyć, że małżonkowie pozostają ze sobą w tzw. zerowej grupie podatkowej, co powoduje, że będą korzystać ze zwolnienia z opodatkowania, nawet jeśli proporcja względem każdego z nich będzie wynosić ½ (połowa świadczenia będzie zwolniona jako przypadająca na fundatora, którym jest dany małżonek, a druga połowa jako przypadająca na fundatora będącego w ramach tzw. zerowej grupy podatkowej).

Co kluczowe w tym kontekście, nie można zgodzić się z przedstawionym w treści ww. artykułu przykładem liczbowym, w świetle którego wniesienie przez fundatorów – małżeństwo wkładów, po 50 000 zł powoduje, że dla każdego z małżonków proporcja będzie wynosić 1/3 (obliczone jako 50 000 zł/150 000 zł).

Przedstawiony przez autorów omawianej publikacji przykład arytmetyczny bazuje na przyjętej przez nich interpretacji (co istotne – niewyrażonej w komentowanych interpretacjach indywidualnych) sformułowania „wartości sumy mienia wniesionego przez wszystkich fundatorów i fundację rodzinną”.

Autor niniejszej publikacji inaczej interpretuje to pojęcie. Kluczowe dla wykładni omawianego pojęcia, moim zdaniem, jest bowiem to, że nie można dokonywać interpretacji art. 28 i art. 29 UFR oddzielnie. Tylko łączna wykładnia tych przepisów pozwala dojść do prawidłowych (zgodnych z zasadami logiki jak również z rezultatem wykładni systemowej i celowościej) wniosków, a mianowicie:

1) Istnieją trzy kategorie osób wnoszących majątek do fundacji – które należy brać pod uwagę w celu obliczenia proporcji, tj. (1) fundator, wobec którego określana jest proporcja (i wskazane w przepisie osoby względem niego bliskie), (2) pozostali fundatorzy (i wskazane w przepisie osoby względem nich bliskie), (3) „inne osoby” – tj. niebędące fundatorami i ich bliskimi. Fundator nie może być jednocześnie „inną osobą”, bowiem podział przedstawiony w art. 28 ust. 2 pkt 1 i 2 UFR ma charakter wyraźnie dychotomiczny. Przyjęcie, że fundator może być jednocześnie „inną osobą” jest rezultatem wykładni contra legem, prowadzącej dodatkowo do wniosków absurdalnych (na co autorzy przywołanej wyżej publikacji słusznie zwrócili uwagę), niespójnych systemowo i niedających się pogodzić z celem przepisów o fundacji rodzinnej. „Inną osobą” w rozumieniu art. 28 ust. 2 pkt 2 UFR, będzie zatem zawsze inna osoba niż którykolwiek z fundatorów lub jego małżonek, zstępny, wstępny lub jego rodzeństwo.

2) Mając to na względzie, w mianowniku służącym wyliczeniu proporcji dla danego fundatora należy zsumować wartość mienia wniesionego przez (1) wszystkich fundatorów (oraz ich małżonków, zstępnych, wstępnych lub ich rodzeństwo oraz (2) inne osoby – rozumiane jako te niewymienione w art. 28 ust. 2 pkt 1 UFR. Taki, w ocenie autora niniejszej publikacji, powinien być wniosek z prawidłowo przeprowadzonej wykładni art. 29 w zw. z art. 28 UFR. Tym samym, w przykładzie liczbowym przedstawionym powyżej (wniesienie przez fundatorów – małżeństwo wkładów, po 50 000 zł) proporcja dla każdego z małżonków będzie wynosić ½ (50 000 zł / (50 000 zł + 50 000 zł). Nie dochodzi w tej sytuacji do wniesienia majątku przez „inną osobę” (majątek wnoszą wyłącznie fundatorzy).

Mienie wniesione przez fundatora nie może być jednocześnie mieniem wniesionym przez fundatora i mieniem wniesionym przez inną osobę (tj. mieniem uważanym za wniesione przez fundację rodzinną). Przyjęcie (skądinąd słusznego jak się wydaje) stanowiska dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, wyrażonego w powołanych wcześniej interpretacjach, nie daje podstaw do sformułowania takiego wniosku.

Reasumując, moim zdaniem, utworzenie fundacji rodzinnej przez małżonków jako fundatorów, będzie pozwalało, aby oboje małżonków (jak również osoby będące w odniesieniu do obu z nich w tzw. zerowej grupie podatkowej) korzystało ze zwolnienia z PIT w zakresie świadczeń otrzymywanych z fundacji. Dotychczas wydane przez organy podatkowe interpretacje indywidualne nie dostarczają argumentów, aby ten wniosek podważać.

Podstawa prawna:

∑ ustawa z 26 stycznia 2023 r. o fundacji rodzinnej (Dz.U. z 2023 r., poz. 326 ze zm.)

∑ ustawa z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (tekst jedn. Dz.U. z 2024 r., poz. 226 ze zm.)

Mariusz Stefaniak partner associate w dziale doradztwa podatkowego, Deloitte

https://archiwum.rp.pl/artykul/1513826-Wnoszenie-majatku-do-fundacji-rodzinnej-warto-dobrze-przemyslec.html

 3. Rata leasingowa samochodu osobowego jako koszt w PIT

15 kwietnia 2024 | Podatki i rachunkowość | Adrian Smalej

Część odsetkowa opłaty wynikającej z umowy leasingu samochodu osobowego, w przeciwieństwie do części kapitałowej opłaty, stanowi w całości koszt uzyskania przychodów podatnika podatku dochodowego od osób fizycznych.

Tak wynika z wydanej w 25 stycznia 2024 r. przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej (dalej: dyrektor KIS) interpretacji indywidualnej (KDIPT2-1.4011.830.2023.2.DJD).

W przedstawionym we wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej stanie faktycznym podatnik będący wspólnikiem w spółce jawnej wskazał, że zawarł 14 kwietnia 2021 r. umowę leasingu operacyjnego (odpisów amortyzacyjnych dokonuje leasingobiorca) samochodu osobowego. Miesięczna rata leasingowa składała się z tzw. części kapitałowej, stanowiącej ratalną spłatę wartości samochodu, oraz z tzw. części odsetkowej, stanowiącej wynagrodzenie leasingodawcy.

W kontekście przedstawionego stanu faktycznego podatnik powziął wątpliwość, czy z art. 23 ust. 1 pkt 47a w zw. z art. 23 ust. 5c ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (tekst jedn. Dz.U. z 2024 r., poz. 226 ze zm.; dalej: ustawa o PIT) wynika, iż w podatku dochodowym od osób fizycznych ograniczenie zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów wydatków na opłaty (raty) ponoszone przez podatnika z tytułu zawartej umowy leasingu samochodu osobowego dotyczy tylko części kapitałowej raty leasingowej, a nie odnosi się do części odsetkowej raty leasingowej.

Zgodnie z art. 23 ust. 1 pkt 47a ustawy o PIT za koszt uzyskania przychodów nie uważa się wydatków poniesionych tytułem opłat wynikających m.in. z umowy leasingu samochodu osobowego, z wyjątkiem opłat z tytułu składek na ubezpieczenie samochodu osobowego, w wysokości przekraczającej ich część ustaloną w takiej proporcji, w jakiej kwota 150 000 zł pozostaje do wartości samochodu osobowego będącego przedmiotem tej umowy. Przepis ten został sprecyzowany w art. 23 ust. 5c ustawy o PIT, w którym wskazano, że wspomniane ograniczenie stosuje się do tej części opłaty, która stanowi spłatę wartości samochodu osobowego.

W związku z brzmieniem przepisów podatnik zadał we wniosku dwa pytania:

1. Czy wyliczona proporcja powinna mieć zastosowanie wyłącznie do części kapitałowej (powiększonej o wartość VAT naliczonego niepodlegającego odliczeniu), natomiast nie powinna dotyczyć części odsetkowej, czy też powinna dotyczyć zarówno części kapitałowej, jak też odsetkowej, powiększonych o wartość VAT naliczonego niepodlegającego odliczeniu?

2. Czy we wszystkich pozostałych umowach leasingu operacyjnego zawieranych w przyszłości (aż do momentu zmiany stanu prawnego, zmiany art. 23 ust. 5c ustawy o PIT) istnieje możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodów części odsetkowej w całości, bez żadnych ograniczeń?

W ocenie podatnika na oba pytania należało odpowiedzieć twierdząco. Stanowisko to potwierdził dyrektor KIS, wskazując na podstawie o art. 23 ust. 1 pkt 47a w zw. z art. 23 ust. 5c ustawy o PIT, że ograniczenie zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów wydatków na opłaty (raty) ponoszone przez podatnika z tytułu zawartej umowy leasingu samochodu osobowego dotyczy tylko części kapitałowej raty leasingowej, a nie odnosi się do części odsetkowej raty leasingowej. Oznacza to, że podatnicy PIT mają prawo do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów części odsetkowej raty leasingowej w całości.

Adrian Smalej

doradca podatkowy, senior associate w Dziale Prawno-Podatkowym PwC

Jakkolwiek w art. 23 ust. 5c ustawy o PIT wprost odniesiono się jedynie do tzw. części kapitałowej opłaty leasingowej, czyli stanowiącej spłatę wartości samochodu osobowego, to należy zgodzić się z przedstawionym w omawianej interpretacji indywidualnej stanowiskiem dyrektora KIS.

Brzmienie art. 23 ust. 5c w zw. z art. 23 ust. 1 pkt 47a ustawy o PIT nie powinno pozostawiać wątpliwości, że przepis ten odnosi się tylko do części kapitałowej raty leasingowej. Należałoby uznać, że gdyby ustawodawca zamierzał zastosować ograniczenie, o którym mowa w art. 23 ust. 1 pkt 47c ustawy o PIT, również do części odsetkowej raty leasingowej, to wówczas albo nie uchwaliłby przepisu art. 23 ust. 5c ustawy o PIT (jako zbędnego, nie niosącego w tych okolicznościach żadnej treści normatywnej), albo w treści tego przepisu musiałoby się znaleźć wskazanie, że ograniczenie w zaliczeniu raty leasingowej do kosztów uzyskania przychodów ma zastosowanie także do jej części odsetkowej.

Odmienna wykładnia wymienionych przepisów prowadziłaby do niedopuszczalnego zwiększania obciążeń podatników. W orzecznictwie sądów wskazuje się, że przepisy prawa podatkowego można wykładać w sposób rozstrzygający wynikające z nich niejasności na korzyść podatników, nie doprowadzając w ten sposób do rozszerzenia obciążeń podatkowych ponad literalną treść przepisów. Odwrotne postępowanie nie jest dopuszczalne.

Stanowisko dyrektora KIS w zakresie wykładni art. 23 ust. 5c ustawy o PIT przedstawione w omawianej interpretacji wpisuje się w dotychczasową i należy uznać, że utrwaloną już linię interpretacyjną (zob. np. interpretacje indywidualne dyrektora KIS: z 22 sierpnia 2022 r.; 0113-KDIPT2-1.4011.451.2022.2.MZ; z 6 grudnia 2023 r.; 0112-KDIL2-2.4011.720.2023.2.MM).

Wobec tego nie należy się spodziewać, że organy podatkowe będą próbowały kwestionować prawo do zaliczenia przez podatnika PIT do kosztów uzyskania przychodów wydatków poniesionych na część odsetkową raty leasingowej samochodu osobowego, wykorzystywanego w celu osiągania przychodów, w pełnej jej wysokości.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1513828-Rata-leasingowa-samochodu-osobowego-jako-koszt-w-PIT.html

 4. Zwolnienie z PCC na zakup pierwszego mieszkania. Także od flippera

11 kwietnia 2024 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Nabywca swojego pierwszego mieszkania bądź domu nie płaci podatku. Nieważne, od kogo kupuje.

Czy będzie można skorzystać ze zwolnienia z PCC na pierwsze mieszkanie, jeśli wejdą przepisy o flippingu? O to zapytał jeden z czytelników po lekturze tekstu w „Rzeczpospolitej” z 4 kwietnia. Pisaliśmy w nim o projekcie Lewicy nakładającym wyższy podatek na kupujących od flipperów (czyli osób zarabiających na używanych lokalach, które są remontowane i sprzedawane z dużym zyskiem).

Przypomnijmy, że zgodnie z obecnymi przepisami umowa sprzedaży mieszkania bądź domu na rynku wtórnym jest obciążona 2 proc. PCC. Musi go zapłacić kupujący. Jest jednak (od 31 sierpnia 2023 r.) zwolniony z podatku, jeśli nabywa swoje pierwsze lokum.

Szczegóły ulgi znajdziemy w art. 9 pkt 17 ustawy o PCC. Przepis ten wymienia m.in. prawo własności lokalu mieszkalnego oraz budynku mieszkalnego jednorodzinnego. Nabywca nie płaci PCC, jeśli w dniu transakcji oraz wcześniej nie przysługiwało mu żadne z tych praw (ani udział). Od tej zasady jest wyjątek. Otóż kupujący może mieć w dniu transakcji (albo wcześniej) połowę (lub mniej) nieruchomości otrzymanej w spadku. Nie wyklucza to zwolnienia.

Projekt Lewicy, który ma ograniczyć flipping, przewiduje, że podatek od umowy sprzedaży mieszkania zawartej przed upływem roku od poprzedniego zbycia (w uzasadnieniu jest podane, że chodzi o zakup) ma wynieść aż 10 proc. Jeśli lokal będzie sprzedawany po roku, ale przed upływem dwóch lat, kupujący zapłaci 6 proc. PCC. Jeśli w okresie od dwóch do trzech lat, podatek wyniesie 4 proc.

Zdaniem Wojciecha Jasińskiego, doradcy podatkowego w ATA Finance, nawet jeśli te przepisy wejdą w życie, to i tak będzie można stosować zwolnienie z podatku na pierwsze mieszkanie. Nie ma bowiem znaczenia, od kogo je kupujemy. Może to być flipper. Nie ma też znaczenia, ile czasu minęło od poprzedniego nabycia takiej nieruchomości.

– Projekt podwyższa stawkę podatku na umowę zawartą z flipperem, nie wyklucza jednak tego, że transakcja może być zwolniona z podatku, jeśli nabywca nie posiada bądź nie posiadał wcześniej innego mieszkania/domu – podkreśla Wojciech Jasiński.

Ci, którzy szykują się do zakupu swojej pierwszej nieruchomości, nie mają się więc czego obawiać. Nie zapłacą PCC zarówno teraz, jak i po ewentualnym wejściu w życie nowych przepisów.

Przypomnijmy też, że projekt mający ukrócić flipping, nakłada jeszcze jedną sankcję – większy podatek dla tych, którzy kupują trzecie lub kolejne mieszkanie w okresie pięciu lat liczonych od końca roku, w którym kupili pierwsze. Z nowych przepisów wynika, że jeśli nabywamy trzeci lokal, zapłacimy 3 proc., przy czwartym 4 proc., a przy piątym i kolejnym 5 proc. PCC.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1513776-Zwolnienie-z-PCC-na-zakup-pierwszego-mieszkania–Takze-od-flippera.html

 5. Familijny biznes a udział w zagranicznej spółce

18 kwietnia 2024 | Prawo co dnia | Marek Kolibski

Regulacje podatkowe dotyczące fundacji rodzinnych, które początkowo wydawały się bardzo korzystne, w wyniku negatywnej wykładni fiskusa powodują coraz większą niepewność.

Zbliża się pierwsza rocznica wejścia w życie ustawy o fundacji rodzinnej. Pojawia się jednak coraz więcej wątpliwości dotyczących opodatkowania fundacji, co bezpośrednio rzutuje na ich bieżące funkcjonowanie oraz sytuację beneficjentów. Regulacje podatkowe, które początkowo wydawały się bardzo korzystne, w wyniku negatywnej wykładni fiskusa powodują coraz większość niepewność.

Typową dozwoloną formą prowadzenia działalności fundacji jest gromadzenie środków pieniężnych oraz przystąpienie i uczestnictwo w polskich spółkach. Fundacja może również inwestować w akcje i udziały spółek zagranicznych, jeżeli są to podmioty o podobnym charakterze do krajowych. Wydaje się dość oczywiste, że chodzi o wszelkie spółki zagraniczne, uznawane za spółki handlowe w świetle prawa danego państwa i posiadające podobne cechy.

Niestety, zdaniem fiskusa nie dotyczy to większości zagranicznych spółek osobowych. Uznaje, iż samo podobieństwo w zakresie zasad funkcjonowania nie jest wystarczające i że zagraniczne spółki osobowe muszą być podobne do polskich w zakresie reżimu opodatkowania.

Takie stanowisko wyklucza możliwość inwestowania przez fundacje np. w zagraniczne fundusze inwestycyjne oraz wehikuły zbiorowego inwestowania, które w wielu krajach działają w formule spółek transparentnych podatkowo. Gdyby fundacja rodzinna uczestniczyła w takich podmiotach, to dochód, np. dywidenda, podlega sankcyjnej 25 proc. stawce CIT.

Orzecznictwo jest zaś podzielone. Pewną nadzieję daje wyrok WSA w Łodzi z 9 kwietnia 2024 r. (I SA/Łd 114/24). Wynika z niego, że kryteria opodatkowania spółek nie mogą rzutować na ocenę porównywalności spółek zagranicznych do polskich oraz nie mogą dyskryminować fundacji w zakresie opodatkowania. Przeciwstawne stanowisko zostało jednak wyrażone w wyroku WSA w Warszawie z 13 marca 2024 r. (III SA/Wa 2753/23).

–oprac. Olat

Autor jest radcą prawnym, doradcą podatkowym, partnerem w kancelarii KNDP i pełnomocnikiem w sprawie przed WSA w Łodzi

https://archiwum.rp.pl/artykul/1514187-Familijny-biznes-a-udzial-w-zagranicznej-spolce.html

 

Budownictwo i PZP | Prasówka | 18.04.2024 r.

Rzeczpospolita

 1. Ceny materiałów budowlanych nadal spadają

Tomasz Furman | Publikacja: 16.04.2024 15:11

Marzec był kolejnym miesiącem, w którym zmalały ceny większość produktów dla budownictwa oraz domu i ogrodu. Bardziej potaniały jednak produkty oferowane w hurcie niż w detalu.

Marzec był kolejnym miesiącem z rzędu, w którym spadły ceny materiałów budowlanych. Z danych opublikowanych przez firmę Grupa PSB Handel, wynika, że w ujęciu rok do roku, średnio zmalały o 3,2 proc. W hurcie zniżki były jednak większe niż w detalu, gdyż wyniosły odpowiednio 4,1 proc. oraz 2,6 proc.

Szczególnie mocne spadki widoczne były w odniesieniu do asortymentu obejmującego płyty OSB i drewno. Wyniosły aż 22,6 proc. Kolejne w tej klasyfikacji, ale już ze zniżkami cen w przedziale 6,7-7,8 proc. były: dachy i rynny, materiały wykończeniowe, artykuły związane z otoczeniem domu oraz sucha zabudowa. Z drugiej strony podwyżki zanotowano jednie w odniesieniu do trzech grup asortymentowych na 20 analizowanych. Były to farby i lakiery (spadek o 3,3 proc.), cement i wapno (o 2 proc.) i stolarka (o zaledwie 0,1 proc.).

Porównując marcowe ceny materiałów budowlanych z tymi z lutego zmiany są już zdecydowanie mniejsze. Średnio wynoszą minus 0,8 proc. Najwyższy spadek ceny wynosi 3,7 proc. i dotyczy dachów i rynien, a najwyższy wzrost sięga 1,9 proc. i obejmuje izolacje termiczne. Co więcej na 20 analizowanych grup asortymentowych, ceny pięciu wzrosły, a pozostałych spadły.

Wiosna to tradycyjnie okres sezonowego wzrostu popytu na materiały budowlane w Polsce. Spadające ceny mogą sugerować, że nie jest z nim najlepiej. Jakie było zapotrzebowanie na poszczególne grupy asortymentowe w marcu będzie jednak wiadomo dopiero za kilka dni, gdy GUS opublikuje dane na ten temat.

Z danych dotyczących pierwszych dwóch miesięcy 2024 r. wynika m.in., że w ujęciu rok do roku, produkcja sprzedana pap wzrosła o 25,8 proc., cementu o 8,2 proc., okien i drzwi z tworzyw sztucznych o 4,6 proc., farb i lakierów o 3,5 proc., a płyt pilśniowych o 0,1 proc. W porównywanym okresie spadła za to produkcja sprzedana wapna o 13,2 proc. oraz okien i drzwi z drewna o 1,6 proc.

https://www.rp.pl/budownictwo/art40178731-ceny-materialow-budowlanych-nadal-spadaja

 2. Partycypacja w remoncie dróg

Piotr Pawłowski | Publikacja: 16.04.2024 04:30

Rozwój inwestycji sprawia, że infrastruktura drogowa staje się przeciążona. Budownictwo generuje zwiększenie ruchu drogowego, czyli także większe zużycie dróg. Budowa inwestycji niedrogowej po prostu powoduje konieczność budowy lub przebudowy jej fragmentu.

Partycypacja w kosztach budowy dróg jest tematem kontrowersyjnym. Samorządy starają się przerzucać koszty budowy dróg, czy też nawet remontu tych istniejących na inwestorów. Często odbywa się to z naruszeniem prawa.

Kto powinien budować
Zasadą wynikającą z ustawy o drogach publicznych jest to, że budować drogi oraz dbać o ich stan techniczny powinien zarządca drogi. Zarządcą drogi publicznej jest jej właściciel. W dużych miastach (na prawach powiatu), gdzie większość dróg posiada status dróg gminnych i powiatowych, takim zarządcą samo miasto (gmina). Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym i ustawą o samorządzie powiatowym zadaniami własnymi gminy i powiatu są sprawy dróg gminnych i powiatowych. Budowa drogi publicznej przez inwestora prywatnego jest wyjątkiem od zasady (chociaż niektóre samorządy próbują z tego zrobić zasadę). Zgodnie z art. 16 ust. 1 ustawy o drogach publicznych budowa lub przebudowa dróg publicznych spowodowana inwestycją niedrogową należy do inwestora tego przedsięwzięcia. Inwestycja niedrogowa musi stanowić bezpośrednią przyczynę budowy inwestycji drogowej. Tylko w przypadku takiej koincydencji istnieje podstawa do obciążenia inwestora kosztami budowy/przebudowy drogi publicznej.

Jakie definicje
Istotna jest terminologia z ustawy z 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane. Przepisy ustawy o drogach publicznych ściśle i bez cienia wątpliwości posługują się pojęciem „budowy” i „przebudowy” drogi publicznej. To są pojęcia zdefiniowane w Prawie budowlanym. „Budową” jest wykonywanie obiektu budowlanego w określonym miejscu, a także odbudowa, rozbudowa, nadbudowa obiektu budowlanego. Przebudowa to wykonywanie robót budowlanych, w wyniku których następuje zmiana parametrów użytkowych lub technicznych istniejącego obiektu budowlanego, z wyjątkiem charakterystycznych parametrów, jak: kubatura, powierzchnia zabudowy, wysokość, długość, szerokość bądź liczba kondygnacji; w przypadku dróg są dopuszczalne zmiany charakterystycznych parametrów w zakresie niewymagającym zmiany granic pasa drogowego.

Ramy definicyjne „budowy” czy „przebudowy” nie obejmują n pojęcia „remontu” (w przypadku dróg jest to np. wymiana warstwy ścieralnej). Remont nie jest więc objęty zakresem art. 16 ustawy o drogach publicznych – nie może być przedmiotem umowy zawartej na tej podstawie z zarządcą drogi. Takie obowiązki powinien więc wykonywać wyłącznie zarządca drogi. Jeżeli inwestycja budowlana powstaje przy istniejącej drodze publicznej, posiadającej odpowiednie parametry (szerokość, przepustowość), a będącej jedynie w złym stanie faktycznym, to takie okoliczności nie mogą stanowić podstawy do obciążenia inwestora kosztami remontu.

Partycypacja legalna czy nielegalna
W orzecznictwie sądowym pojawia się w ostatnim czasie coraz więcej wyroków negujących błędne działania samorządów dotyczące partycypacji inwestorów w kosztach budowy dróg publicznych. Bardzo częste jest bowiem podpisywanie z inwestorami tzw. umów partycypacyjnych. Ich przedmiotem jest wyłącznie partycypacja pieniężna (finansowa) w kosztach budowy/przebudowy/remontu drogi publicznej – bez zobowiązania do osobistego wykonania drogi. Umowa partycypacyjna jest zazwyczaj wymagana przed uzyskaniem decyzji o warunkach zabudowy lub pozwolenia na budowę. Takie praktyki należy uznać za niezgodne z przepisami ustawy o drogach publicznych.

Zgodnie z art. 16 ust. 2 ustawy o drogach publicznych szczegółowe warunki budowy lub przebudowy dróg, o których mowa w ust. 1, określa umowa między zarządcą drogi a inwestorem inwestycji niedrogowej. „Czysta”, przymusowa partycypacja w kosztach budowy/przebudowy/remontu drogi publicznej nie znajduje podstawy, jak wskazano powyżej, w art. 16 ustawy o drogach publicznych. Treścią umowy zawartej na podstawie art. 16 ust. 2 może być tylko osobiste zobowiązanie inwestora do wykonania drogi (budowy/przebudowy). Wynika to literalnie i bezsprzecznie z treści samego przepisu. „Podciąganie” pod taką podstawę prawną partycypacji czysto finansowej nie znajduje uzasadnienia prawnego. Taka ocena prawna znalazła już wyraz w orzecznictwie sądowym.

Tytułem przykładu, Sąd Najwyższy w wyroku z 24 lutego 2021 roku (III CSKP 62/21) orzekł, że obowiązek, o którym mowa w art. 16 ust. 1 i 2 ustawy z 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 470 ze zm.) nie stanowi obowiązku partycypacji w kosztach inwestycji drogowej, polega bowiem na jej wykonaniu w odpowiednim zakresie.

Sąd Najwyższy w tym wyroku wyartykułował, że za niedopuszczalne w zakresie, o którym mowa w art. 16 ust. 1 i 2 ustawy, należy uznać nałożenie na inwestora niedrogowego obowiązku finansowania budowy bądź przebudowy drogi, także wówczas, gdy wykonanie tych zadań jest spowodowane inwestycją niedrogową. Odmiennego wniosku nie uzasadnia w szczególności treść art. 3 ust. 5 ustawy z 16 grudnia 2005 r. o finansowaniu infrastruktury transportu lądowego, zgodnie z którym budowa, przebudowa, remont, utrzymanie i ochrona dróg publicznych mogą być realizowane przy udziale środków rzeczowych i pieniężnych świadczonych przez osoby fizyczne i osoby prawne, krajowe i zagraniczne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej, w tym w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego.

Warunki zabudowy nie są podstawą
Samorządy próbują obciążać inwestorów kosztami budowy drogi „tylnymi drzwiami”, z poziomu procedury uzyskiwania warunków zabudowy. Zgodnie z procedurą dotyczącą uzyskiwania decyzji WZ, decyzja ta określa warunki i szczegółowe zasady zagospodarowania terenu oraz jego zabudowy zgodne z planem ogólnym oraz wynikające z przepisów odrębnych, a w szczególności dotyczące obsługi w zakresie infrastruktury technicznej i komunikacji (54 pkt 2 lit. c) u.p.z.p.). Z tego przepisu organy wydające decyzje WZ próbują wywodzić, że w treść takich decyzji może być wpisany „obowiązek” budowy określonej części infrastruktury drogowej. W WZ-kach wprost wpisywane są takie postanowienia – najczęściej stanowiące przepisanie „opinii” zarządcy drogi, który opiniuje wydanie decyzji WZ w danej sprawie. Problem w tym, że nie znajduje to podstawy prawnej. Wskazany przepis może być co najwyżej podstawą do wskazania w decyzji WZ z jakiej drogi publicznej (istniejącej) będzie odbywać się komunikacja czy też gdzie ma znajdować się zjazd z drogi publicznej. Ustalenia decyzji WZ nie mogą natomiast wykraczać poza ramy wniosku – to jest nakładać na inwestora niewynikających z ustawy obowiązków dotyczących budowy/przebudowy/remontu drogi. Nie taka jest właściwość organu wydającego decyzję o warunkach zabudowy.

W tę stronę idzie orzecznictwo sądowe. Tytułem przykładu należy wskazać na wyrok WSA w Poznaniu z 31 stycznia 2024 r. (sygn. akt II SA/Po 385/23). W tym wyroku WSA w Poznaniu ustalił, że w postępowaniu o uzgodnienie projektu decyzji ustalającej warunki zabudowy dla inwestycji budowlanej zarządca drogi zobowiązany jest ocenić wyłącznie, czy istnieje możliwość włączenia do drogi publicznej ruchu drogowego spowodowanego planowaną zmianą zagospodarowania przestrzennego.

Dalej WSA wskazuje, że w decyzji organu I instancji na inwestora nałożono obowiązki, które zdecydowanie wykraczają poza zakres delegacji wskazanej w ówczesnym art. 54 ust. 1 pkt 2 lit. c) u.p.z.p. Określenie warunków co do obsługi w zakresie infrastruktury technicznej i komunikacji nie może oznaczać nałożenia na stronę obowiązków, których ta nie jest w stanie spełnić. (…) Decyzja ustalająca warunki zabudowy i zagospodarowania terenu nie może nakładać na stronę postępowania obowiązków, które nie wynikają wprost z przepisów, a zwłaszcza z ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. W istocie wymóg wymiany warstwy ściernej (…) nie znajduje oparcia w obowiązujących przepisach. Abstrahując od braku możliwości powołania się w niniejszym postępowaniu przez organy na treść art. 16 u.d.p., ww. wymóg wymiany warstwy ścieralnej pozostaje bez związku z planowaną przez inwestora inwestycją i nie stanowi budowy (przebudowy) drogi ale jej remont. (…) Organ I instancji z góry określił treść porozumienia – umowy która miałaby być zawarta pomiędzy inwestorem a zarządcą drogi, wskazując w szczególności odcinek drogi, na którym miałaby zostać wymieniona warstwa ścieralna. Tymczasem art. 16 ust. 2 ustawy o drogach publicznych wprost stanowi, że szczegółowe warunki budowy lub przebudowy dróg określa umowa między zarządcą drogi a inwestorem inwestycji drogowej. Jest to zaś umowa o charakterze cywilnoprawnym, której treść jest kształtowana z jednej strony regulacjami ustawy o drogach publicznych, z drugiej natomiast ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (obecnie: Dz. U. z 2023 r., poz. 1610) i z pewnością nie może być kształtowana mocą decyzji ustalającej warunki zabudowy i zagospodarowania terenu inwestycji niedrogowej.

Powyższy obszerny cytat z orzeczenia klarownie opisuje problem i właściwą ocenę prawną.

Święte prawo inwestora
Zarządcy dróg wydając warunki zabudowy nakładające na inwestora konieczność wybudowania, przebudowy czy też remontu określonego fragmentu drogi publicznej naruszają jedną z najważniejszych zasad postępowania administracyjnego (znajdującą silne uzasadnienie w konstytucji), czyli zasadę legalizmu (praworządności). Zgodnie z art. 6 Kodeksu postępowania administracyjnego organy administracji publicznej działają na podstawie przepisów prawa. Nie jest możliwe kreowanie w postępowaniu administracyjnym przepisów nieistniejących czy też rozszerzające interpretowanie innych przepisów, i to na potrzeby organu administracji, a nie na potrzeby wnioskodawcy. Generalnie praktykę organu administracji polegającą na takim interpretowaniu przepisów, to jest aby była ona korzystna dla organu (bądź jednostki samorządu terytorialnego która za organem stoi), należy uznać za naganną.

Niektóre samorządy próbują ubierać nielegalne praktyki w pozory legalności, poprzez uchwalanie aktów wewnętrznych wiążących urzędników przy wydawaniu warunków zabudowy. Takim aktem wewnętrznym może być zarządzenie prezydenta miasta, dotyczące zawierania umów partycypacyjnych, będące instrukcją dla urzędników. Takie akty nie stanowią prawa powszechnie wiążącego. Mogą natomiast rodzić mylne wyobrażenie inwestorów, że wymaganie od nich w każdym wypadku partycypacji w kosztach budowy dróg legalne jest.

Zdaniem autora
Piotr Pawłowski, radca prawny, wspólnik, Sobczyńscy i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni sp. k.

Inwestorzy mają ograniczone warunki obrony przed nielegalnymi działaniami zarządców dróg. Umowy partycypacyjne i zobowiązania dotyczące dróg publicznych aktywują się na etapie warunków zabudowy. Jest to kluczowy etap. Warunki zabudowy podwyższają wartość gruntu, stanowią podstawę do sporządzenia dokumentacji projektowej i złożenia wniosku o pozwolenie na budowę. Bez WZ-ki ciężko planować inwestycję budowlaną.

Zasada dwuinstancyjności postępowania administracyjnego sprawia, że organ I instancji wydający błędną decyzję jest w zasadzie „bezkarny”. Często jest to niestety element presji na inwestora, który jest stawiany pod ścianą – albo w miarę szybko zrealizuje inwestycję, przy założeniu dodatkowych kosztów budowy drogi, albo skazany jest na kilkuletnią procedurę odwoławczą. Wielu inwestorów na batalię sądową nie może sobie pozwolić z uwagi na naturalne potrzeby biznesowe. Z perspektywy ustalenia korzystnej dla inwestorów praktyki orzeczniczej warto walczyć o swoje prawa i składać środki odwoławcze.

https://www.rp.pl/zadania/art40161771-partycypacja-w-remoncie-drog

 

Business Insider

Miliardy z KPO powiększą polską gospodarkę. Oto skala

REN | 15 kwietnia 2024, 18:30

Uruchomienie środków z Krajowego Planu Odbudowy będzie miało istotny wpływ na polską gospodarkę. Analitycy szacują, że w 2025 r. PKB Polski zwiększy się o 4-5 proc., a długoterminowo zwiększy się ono o dodatkowe 2 proc.

Polska otrzymała 15 kwietnia pierwszą płatność z Krajowego Planu Odbudowy. Bruksela przekazała 27 mld zł. Kolejne pieniądze mają trafić do kraju we wrześniu. W ocenie analityka banku Pekao Karola Pogorzelskiego pierwsze efekty gospodarka odczuje pod koniec tego roku, ale już w 2025 r. zobaczymy „znaczący wzrost”. W jego ocenie roczna dynamika PKB sięgnie 4-5 proc.

Podobną prognozę przedstawia szef zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego Jakub Rybacki. W jego ocenie w 2024 r. środki z KPO dołożą do dynamiki PKB 0,2 proc., ale już w 2025 r. „realizacja inwestycji związanych z KPO powiększy PKB o 1,2 pkt proc. w tym okresie. W efekcie tempo wzrostu PKB przekroczy 4 proc.”

— Spodziewamy się, że programy realizowane w ramach KPO długofalowo powiększą polską gospodarkę o około 2 proc. — ocenia ekspert.

KPO nie przyspieszy spadku stóp procentowych
Zdaniem Karola Pogorzelskiego z Pekao, środki z KPO nie będą miały większego wpływu na kurs złotego, ponieważ rynek wycenił ich uruchomienie już po wyborach parlamentarnych w ubr.

Dodał, że zarówno PKO jak i środki z polityki spójności będą czynnikiem generującym presję inflacyjną. — Dlatego uważamy, że stopy procentowe nie spadną do końca przyszłego roku — powiedział.

Krajowy Plan Odbudowy
W ramach KPO Polska ma otrzymać 59,8 mld euro (268 mld zł), w tym 25,27 mld euro (113,28 mld zł) w postaci dotacji i 34,54 mld euro (154,81 mld zł) w formie preferencyjnych pożyczek. Zgodnie z celami UE znaczna część budżetu KPO ma zostać przeznaczona na cele klimatyczne (46,6 proc.), transformację cyfrową (21,3 proc.), a także na reformy socjalne (22,3 proc.).

Jak informowała wcześniej minister Pełczyńska-Nałęcz m.in. w mediach społecznościowych, 5 kwietnia wniosek o płatność w kwocie 6,3 mld euro został zaakceptowany przez Komisję Europejską. Minister funduszy zapowiadała, że środki powinny wpłynąć do Polski 15 kwietnia.

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/miliardy-z-kpo-powieksza-polska-gospodarke-oto-skala/nwvkgx5

 

Dziennik Gazeta Prawna

Inwestycje w mieszkania? Trwają pracę nad dopuszczeniem działalności specjalnych funduszy

Jolanta Szymczyk-Przewoźna | 16 kwietnia 2024, 17:00

Rząd zapowiedział rozpoczęcie prac nad uregulowaniem działalności funduszy pozwalających inwestować w mieszkania.

O umożliwieniu działalności REIT-ów mówi się w Polsce od wielu lat. Real Estate Investment Trust (REIT) to specjalne fundusze inwestycyjne pozwalające na lokowanie pieniędzy w nieruchomości. Popularne w wielu krajach u nas wciąż nie zostały dopuszczone na rynek. Gdy kilka dni temu wiceminister rozwoju i technologii Jacek Tomczak zapowiedział prace nad niezbędną ku temu regulacją, rynek nieruchomości zareagował dużymi oczekiwaniami. Na razie jednak musi się uzbroić w cierpliwość.

– Prace postępują, ale nie powiem, że idą pełną parą – powiedział uczestnikom organizowanej przez Polską Izbę Nieruchomości Komercyjnych konferencji „REIT-y. Jak nie teraz, to kiedy” Maciej Żukowski, doradca wiceministra Tomczaka.

Rozesłane do prekonsultacji założenia projektu ustawy eksperci przyjęli dobrze. Spółki inwestujące w najmem nieruchomości, czyli SINN-y, bo tak będą nazywać się polskie REIT-y, mają być notowane na giełdzie i zarządzane przez menedżerów mających wiedzę i doświadczenia w tym obszarze, a minimalny kapitał zakładowy resort proponuje na poziomie 100 mln zł. Wymóg notowania na giełdzie, związane z tym obowiązki informacyjne oraz nadzór KNF mają minimalizować ryzyko, gwarantować bezpieczeństwo i budzić zainteresowanie inwestorów indywidualnych, aby byli gotowi część swoich oszczędności przenieść z lokat i zainwestować w akcje SINN-ów, które z kolei zainwestują w nieruchomości na terenie Polski.

– Bardzo dobrze, że ruszyły prace nad projektem ustawy dotyczącej REIT-ów. Teraz należy wypracować rozwiązania gwarantujące wartości kluczowe z perspektywy zaufania: bezpieczeństwo, sprawność i rzetelną informację. Nie bez przyczyny mówię o zaufaniu, to właśnie ono jest kluczowe dla powodzenia instytucji REIT-ów. Bez niego szansa, a ta w moim przekonaniu jest na dobrą sprawę tylko jedna, na powodzenie tej instytucji jest niewielka. Bezpieczeństwo to m.in. notowanie REIT-ów na giełdzie, odpowiednie wymogi kompetencyjne dla zarządzających, sprawny nadzór, odpowiednio wysoki poziom wypłaty dywidendy czy mechanizm analizy tego, jak w praktyce funkcjonuje regulacja w obiegu gospodarczym i jej rewizji – mówi Adrian Zwoliński, dyrektor departamentu rynku finansowego i prawa korporacyjnego Konfederacji Lewiatan.

Ulga w podatkach
Inwestorów do zakupu akcji ma zachęcać nie tylko perspektywa zarobienia na wzroście kursu, ale także obowiązkowa wypłata dywidendy nawet od 90 proc. przychodów, po odliczeniu kosztów oraz ulga podatkowa. Ministerstwo Finansów analizuje, jak na świecie opodatkowano REIT-y. Wnioski posłużą do opracowania polskich rozwiązań.

– Kwestie podatkowe są tu kluczowe, aby powołanie REIT-ów się powiodło. Dziś jest za wcześnie, by na ten temat coś więcej powiedzieć. Mamy nadzieję, że konsultacje publiczne odbędą się w tym roku. To jest produkt potrzebny. Chcielibyśmy przekierować część oszczędności, które są na lokatach gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, na rynek kapitałowy – mówi Jarosław Niezgoda, zastępca dyrektora departamentu rozwoju rynku finansowego w Ministerstwie Finansów.

Choć w założeniach MRiT mowa jest o nieruchomościach mieszkalnych, to ministerstwo dopuszcza, by SINN-y inwestowały także w budownictwo komercyjne, w akademiki czy domy opieki społecznej. Możliwość konstruowania portfela nie tylko z mieszkań, lecz także z nieruchomości komercyjnych to zdaniem ekspertów dobra propozycja.

– Poprzestanie na mieszkaniówce mocno ograniczyłoby możliwości inwestycyjne, gdyż na rynku wciąż mamy niewielu graczy, którzy posiadają już portfel nieruchomości mieszkań na najem. Obiektów komercyjnych mamy natomiast pod dostatkiem, a jak na razie należą one głównie do zagranicznych podmiotów i zarabiają dla tamtejszych inwestorów czy emerytów – uważa Dorota Wysokińska-Kuzdra, senior partnerka w dziale Corporate Finance & Living Services, Colliers.

Odpowiednia dywersyfikacja nieruchomości i ich najemców to zdaniem ekspertki kluczowe aspekty mające wpływ na sukces SINN-u. Chodzi o to, by żadna firma nie odpowiadała za zbyt duży procent ogólnego dochodu spółki. Takie podejście zapewnia inwestującym bezpieczeństwo. Eksperci podpowiadają też rządzącym, aby w ustawie dopuścić inwestycje w tylko dobrej klasy budynki, zwłaszcza że w Polsce nie powinno być z tym problemu.

– Nasz kraj przyciąga inwestorów, oferując wysokiej jakości produkty nieruchomościowe, czyniąc nas konkurencyjnymi na tle naszych zachodnich sąsiadów. Moment na wprowadzenie REIT-ów w Polsce wydaje się idealny. Wspierając ten proces, możemy wzmocnić lokalny rynek i kapitał, ale też podnieść standardy branżowe – ocenia Adrian Karczewicz, head of divestments w spółce biurowej Skanska.

Kogo będzie na to stać
Operujący na rynku nieruchomości komercyjnych liczą, że uruchomienie SINN-ów przyciągnie polski kapitał, który jest tam dziś mniejszością. Spodziewanym efektem jest też zwiększenie podaży na rynku mieszkaniowym, jeśli chodzi o lokale na wynajem. Zamożniejsi Polacy chętnie inwestują w mieszkania, więc gdyby dać im instrument, który pozwoli zarobić jak na najmie, równie bezpieczny i znoszący ryzyko problemów z najemcą, to może, zamiast kupować kolejne mieszkanie, kupią akcje SINN-ów. Może się też tak zdarzyć, że niedługo bezpośrednie inwestowanie w mieszkania stanie się dostępne tylko dla najbogatszych, a SINN-y staną się jedynym sposobem, by na rynku nieruchomości zarabiali też mniejsi gracze.

– W ciągu 10 lat ceny mieszkań wzrosły w Polsce o 100 proc. Do końca roku metr kwadratowy mieszkania w Warszawie będzie kosztował ponad 20 tys. zł. Coraz mniej osób będzie na nie stać. Dlatego potrzebne są nasze REIT-y. Będą kupować mieszkania i wynajmować je po cenach dostępniejszych niż obecne. W ten sposób mamy szansę zbudować rynek oparty na polskich inwestorach. Takie inicjatywy już są, ale kłopotem dla ich rozwoju jest brak regulacji – mówi Grzegorz Kawecki, prezes Pekabex Development.

Na regulację poczekamy przynajmniej do przyszłego roku. A zdaniem ekspertów, jeśli wszystko dobrze pójdzie, to za pięć lat będzie w Polsce działać kilka SINN-ów.

– REIT-y są bardzo potrzebne. W trakcie naszej konferencji pokazano wiele zalet tego instrumentu, takich jak aktywizacja polskiego kapitału zarówno indywidualnego, jak i instytucjonalnego, ożywienie rynku deweloperskiego, w tym PRS, oraz aktywizacja giełdy. Sądzimy, że wymiana wiedzy z obecnymi na rynku polskim firmami działającymi jako REIT-y w innych krajach pozwoli nam na stworzenie dobrego instrumentu. Bezpiecznego, ale nie „przeregulowanego” – uważa Agnieszka Hryniewiecka-Jachowicz, dyrektor operacyjna PINK.©℗

Biliony dolarów zainwestowane w REIT-y

Biliony dolarów zainwestowane w REIT-y / Dziennik Gazeta Prawna – wydanie cyfrowe

https://serwisy.gazetaprawna.pl/nieruchomosci/artykuly/9488318,inwestycje-w-mieszkania-trwaja-prace-nad-dopuszczeniem-dzialalnosci-s.html

 

Portal ZP

 1. Certyfikaty wykonawców w 2025 roku – jest nowy projekt ustawy o certyfikacji w zamówieniach publicznych

Justyna Rek-Pawłowska | Stan prawny na dzień: 18.04.2024

W Polityce zakupowej państwa na lata 2022–2025 przewidziano wprowadzenie tzw. certyfikacji wykonawców.

Dnia 16 kwietnia 2024 r. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji ukazał się projekt ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Możliwość uzyskania certyfikatu zgodnie z ustawą pojawi się od 1 lipca 2025 r. Certyfikat umożliwi wykonawcy potwierdzenie, że nie zachodzą wobec niego podstawy wykluczenia z postępowania, w tym przeprowadzenie self-cleaningu w ramach procedury certyfikacji. Ponadto certyfikat potwierdzi, że wykonawca posiada zdolność do należytego wykonania zamówienia publicznego (np. określone doświadczenie, zasoby techniczne i organizacyjne, wykwalifikowaną kadrę) w zakresie objętym certyfikacją i na określonym poziomie.

W Polityce Zakupowej państwa na lata 2022–2025 przewidziano wprowadzenie tzw. certyfikacji wykonawców. Certyfikat dla podmiotu, który potwierdzałby jego wiarygodność na rynku zamówień publicznych i mógł być używany w wielu przetargach w całej Unii Europejskiej, ma w założeniu ułatwiać dostęp do zamówień publicznych przedsiębiorcom z sektora MŚP.

Wykonawca, który dysponowałby certyfikatem, nie musiałby każdorazowo składać w postępowaniu – często bardzo obszernego – katalogu dokumentów podmiotowych i potwierdzających jego kompetencje. Jakie są założenia certyfikacji? Ma ona na celu przede wszystkim łatwe potwierdzanie zdolności wykonawcy do realizacji zamówienia publicznego.

Wykonawcy po uzyskaniu certyfikatu w Polsce mogliby posługiwać się nim w postępowaniach o udzielenie zamówień na terenie całej Unii Europejskiej. Jest to instrument prawny:
– zaplanowany w Polityce Zakupowej państwa z 2 lutego 2022 r.;
– mający swoje podstawy również w regulacjach unijnych, tj. art. 64 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/24/UE z

Ważne!
26 lutego 2014 r. w sprawie zamówień publicznych, uchylającej dyrektywę 2004/18/WE, gdzie uznaniu państwa członkowskiego pozostawiono implementację tego rozwiązania do jego porządku prawnego.
Obecnie wykonawca nie ma możliwości uzyskania certyfikatu w Polsce, ale może posługiwać się takim certyfikatem wydanym w innym państwie członkowskim (§ 12 ust. 1 rozporządzenia ministra rozwoju, pracy i technologii z 23 grudnia 2020 r. w sprawie podmiotowych środków dowodowych oraz innych dokumentów lub oświadczeń, jakich może żądać zamawiający od wykonawcy – Dz.U. poz. 2415).

Uzyskanie certyfikatu będzie dla wykonawcy dodatkową możliwością a nie obowiązkiem. To wykonawca będzie decydował o tym, jak potwierdzić swoją sytuację formalną i podmiotową w postępowaniu o udzielenie zamówienia. Będzie mógł to zrobić w dotychczasowy, tradycyjny sposób za pomocą różnych dokumentów bądź wykorzystując certyfikat.

Ważne!
Z certyfikacji będzie można skorzystać, ale nie będzie takiego obowiązku. Posłużenie się certyfikatem będzie zawsze zależeć od decyzji wykonawcy. Jeśli wykonawca nie będzie dysponować certyfikatem, wolno mu będzie złożyć tradycyjne dokumenty na potwierdzenie braku podstaw wykluczenia i spełnianie warunków udziału w postępowaniu zgodnie z rozporządzeniem w sprawie podmiotowych środków dowodwoych.

Co na certyfikacji zyska zamawiający a co wykonawca?

Certyfikacja ma na celu:
– ograniczyć obowiązki formalne wykonawców, których obowiązkiem jest poświadczać brak podstaw wykluczenia z postępowania i fakt spełnienia warunków udziału w postępowaniu,
– pomóc zamawiającym w weryfikacji wykonawców w postępowaniach.

Dodatkowo wskazuje się, że wykonawcy:
– oszczędzą czas potrzebny na przygotowanie oferty,
– obniżą koszty udziału w postępowaniu – nie będą zmuszeni do ponoszenia wydatków na pozyskanie dokumentów np. z KRK, ZUS itd.,
– będą mieć zagwarantowaną obiektywną i transparentną weryfikację ich potencjału i sytuacji formalnej, bo certyfikacją zajmą się niezależne od zamawiających i wykonawców podmioty.

Co zyskają zamawiający?
– przyspieszą weryfikację wykonawcy,
– unikną zarzutów zaniżania lub zawyżania warunków udziału w postępowaniu.

Certyfikacja pozwoli zatem ograniczyć liczbę dokumentów, jaką wykonawca będzie zobowiązany złożyć w trakcie postępowania. Zamiast każdorazowej konieczności przedstawiania np. zaświadczenia z Krajowego Rejestru Karnego, urzędu skarbowego, ZUS – wystarczy, że zostanie złożony certyfikat. Co więcej będzie on ważny w określonym czasie i będzie można się nim legitymować w kolejnych procedurach bez konieczności uzyskiwania następnego certyfikatu.

Certyfikaty na potwierdzenie warunków udziału w postępowaniu i braku podstaw wykluczenia

Wykonawca będzie mógł uzyskać dwa rodzaje certyfikatów do postępowań o udzielenie zamówienia publicznego:
1) na potwierdzenie braku podstaw wykluczenia wykonawcy z postępowania (np. brak zaległości podatkowych, niekaralność itp.),

2) do potwierdzenia spełniania warunków udziału w postępowaniu, np. dysponowania odpowiednim doświadczeniem, personelem, sprzętem.

Certyfikat potwierdzający brak podstaw wykluczenia Certyfikat zdolności wykonawcy 
Umożliwi potwierdzenie tego, że nie zachodzą względem wykonawcy podstawy wykluczenia z postępowania o udzielenie zamówienia uregulowane w art. 108 i art. 109 ustawy Pzp.

W ramach procedury certyfikacji wykonawca będzie mógł zweryfikować kwestię braku istnienia podstaw wykluczenia z postępowania o udzielenie zamówienia, o których mowa w art. 108 ust. 1 pkt 1–5, ust. 2 oraz art. 109 ust. 1 pkt 1–5 i 7–10 ustawy Pzp.

Wykonawca zdecyduje, czy jego certyfikacja obejmie jedynie obligatoryjne
podstawy wykluczenia czy zarówno podstawy obligatoryjne, jak i fakultatywne.

Obligatoryjne podstawy wykluczenia będą obowiązkowym elementem certyfikacji niepodlegania wykluczeniu.

W ramach procedury certyfikacji przewidziano możliwość przeprowadzenia self-cleanigu, którego wynik będzie wiążący dla wszystkich zamawiających.

 

Umożliwi wykonawcy potwierdzenie swoich zdolności do należytego wykonania zamówienia (ich zakresu lub poziomu; np. posiadanego doświadczenia, kwalifikacji, uprawnień zawodowych), które następnie będzie wykorzystywał do wykazywania
spełniania warunków w konkretnym postępowaniu. Podczas certyfikacji
wykonawca potwierdzi w profesjonalnym podmiocie certyfikującym swoje zdolności, które mogą odpowiadać określonym warunkom.Potwierdzenie zdolności do należytego wykonania zamówienia w ramach procedury certyfikacji przeprowadzane będzie w oderwaniu od konkretnego postępowania o udzielenie zamówienia, natomiast w zakresie lub na poziomie wskazanym przez wykonawcę.Wykonawca będzie wykazywał posiadanie zdolności, których zamawiający „standardowo” wymagają do potwierdzenia spełniania warunków udziału w prowadzonych postępowaniach, np. zdolności finansowej lub ekonomicznej na określonym poziomie lub określonego
doświadczenia, wykształcenia, kwalifikacji zawodowych, potencjału technicznego oraz kadrowego.Podmiot certyfikujący będzie zaś weryfikował sytuację wykonawcy jedynie we wskazanym przez niego zakresie.Przykładowo w przypadku certyfikacji zdolności finansowej i ekonomicznej wykonawca będzie określał np. wysokość rocznych przychodów, wysokość posiadanych środków finansowych lub zdolność kredytową, wysokość
posiadanego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej w zakresie prowadzonej działalności w danym obszarze, które chce potwierdzić w procedurze certyfikacji.W odniesieniu do zdolności technicznej lub zawodowej (art. 112 ust. 2 pkt 4 ustawy Pzp), wykonawca we wniosku o certyfikację wskaże określony poziom zdolności do należytego wykonania zamówienia, który ma zostać objęty weryfikacją. Możliwe poziomy zostaną z kolei wskazane w rozporządzeniu ministra właściwego do spraw gospodarki.Jak czytamy w uzasadnieniu do projektu ustawy: „Stworzenie »standardowych« poziomów zdolności jest niezbędne do zapewnienia efektywności systemu certyfikacji zdolności wykonawcy.Poziomy te, będą bowiem wykorzystywane nie tylko do określenia przez wykonawcę zakresu ww. certyfikacji, ale również – co do zasady do opisywania warunków udziału w postępowaniu przez zamawiających”.

Ważne!
Certyfikacja zdolności wykonawcy w pierwszej kolejności będzie się odnosić przede wszystkim do weryfikacji wykonawców realizujących roboty budowlane. W ramach tego rodzaju zamówień zidentyfikowano roboty budowlane, do których można zastosować wystandaryzowane poziomy zdolności wykonawców podlegające ocenie w ramach spełniania warunków udziału w postępowaniu. Rozszerzenie zakresu certyfikacji będzie możliwe także na dostawy i usługi.

W uzasadnieniu projektu ustawy wskazano: „Ze stworzonego katalogu kategorii zamówień i odpowiadających im poziomów zdolności zamawiający będą mogli korzystać na zasadzie dobrowolności. Takie rozwiązanie ma na celu »miękkie« wprowadzanie standaryzacji formułowania przez zamawiających warunków udziału w postępowaniu, stawianych w postępowania o udzielenie zamówienia, tam gdzie taka standaryzacja jest możliwa”.

Zgodnie z projektem, wykonawca w ramach certyfikacji będzie mógł potwierdzić:
– zdolność do występowania w obrocie gospodarczym,
– uprawnienie do prowadzenia określonej działalności gospodarczej lub zawodowej, o ile jest to wymagane odrębnymi przepisami, a także
– swoją sytuację ekonomiczną lub finansową oraz
– zdolności techniczne lub zawodowe.

Termin ważności certyfikatu
Zgodnie z projektowanym art. 7 ust. 1 ustawy dokumentem potwierdzającym udzielenie certyfikacji podstaw wykluczenia lub certyfikacji zdolności wykonawcy jest certyfikat wydawany na okres od 1 roku do 3 lat, wedle wyboru wykonawcy. W okresie ważności certyfikatu podmiot certyfikujący będzie sprawdzać jego aktualność w terminach określonych w umowie zawieranej między tym podmiotem a wykonawcą.

Zamawiający będzie mógł podważyć certyfikat
Projekt przewiduje dodanie do ustawy art. 128a ust. 1 (art. 38 pkt 5 projektu ustawy), który umożliwi zamawiającemu powołanie się na uzasadnione wątpliwości dotyczące udzielonej certyfikacji. W przypadku takich wątpliwości zamawiający wezwie wykonawcę do złożenia wyjaśnień. Jeżeli wyjaśnienia złożone przez wykonawcę okażą się niewystarczające do usunięcia uzasadnionych wątpliwości, to zamawiający poinformuje o tym podmiot certyfikujący, który wydał certyfikat (projektowany art. 128a ust. 2 ustawy Pzp).

Kto przeprowadzi certyfikację?
Certyfikacją będą zajmować się niezależne od zamawiającego oraz wyspecjalizowane podmioty. Projektowana ustawa mówi, że akredytacji podmiotów ubiegających się o uprawnienie do certyfikacji wykonawców zamówień publicznych będzie udzielać Polskie Centrum Akredytacji (PCA).

Certyfikacji będą mogły zatem dokonywać tylko podmioty akredytowane przez PCA. Z tym, że certyfikacji niepodlegania wykluczeniu udzielą te podmioty certyfikujące akredytowane przez PCA, które dają rękojmię należytego sprawowania
swojej funkcji i zawarły porozumienie z ministrem właściwym do spraw gospodarki.

Ważne!
Podmiotami udzielającymi certyfikacji niepodlegania wykluczeniu będą mogły być podmioty, które należą do jednostek sektora finansów publicznych rozumieniu przepisów ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych lub są
państwową jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej lub jednoosobową spółką Skarbu Państwa.

W jakich postępowaniach będzie można korzystać z certyfikatów?
Z certyfikatu nie będzie można korzystać w procedurach do 130.000 zł, a jedynie w tych prowadzonych zgodnie z przepisami Prawa zamówień publicznych – zarówno na zamówienia klasyczne, sektorowe czy społeczne. Przepisy ustawy nie będą miały jednak zastosowania do postępowań w dziedzinach obronności i bezpieczeństwa.

Rejestr certyfikatów dla wykonawców
Projekt ustawy przewiduje, że minister właściwy ds. gospodarki będzie prowadził system teleinformatyczny, w którym będą gromadzone informacje o certyfikowanych wykonawcach, wydanych certyfikatach oraz podmiotach certyfikujących, tj. Bazę Danych o Certyfikatach Wykonawców Zamówień Publicznych.

Baza będzie gromadzić informacje o udzielonej certyfikacji i wydanych certyfikatach wykonawcy zamówienia publicznego (ważnych, zawieszonych w związku z aktualizacją oraz nieważnych), o wykonawcach, którzy złożyli wniosek o udzielenie
certyfikacji wykonawcy zamówienia publicznego oraz o podmiotach certyfikujących.

Obecnie projekt został przekazany do zaopiniowania i do konsultacji. Przewidywana data wejścia w życie to 1 lipca 2025 r. oraz w odniesieniu do części przepisów – 1 stycznia 2025 r.

Źródło:
https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12384151/katalog/13052823#13052823

https://www.portalzp.pl/nowosci/certyfikaty-wykonawcow-w-2025-roku-jest-nowy-projekt-ustawy-o-certyfikacji-w-zamowieniach-publicznych-33179.html

 2. Wykazanie przez wykonawcę interesu w uzyskaniu zamówienia

Agata Hryc-Ląd | Stan prawny na dzień: 18.04.2024

W procedurze odwoławczej, Wykonawca zobowiązany jest wykazać interes w uzyskaniu zamówienia i okoliczności, które uniemożliwiają mu złożenie oferty w danym postępowaniu.

Zgodnie z art. 505 ust. 1 ustawy Pzp środki ochrony prawnej przysługują Wykonawcy, uczestnikowi konkursu oraz innemu podmiotowi, jeżeli ma lub miał interes w uzyskaniu zamówienia lub nagrody w konkursie oraz poniósł lub może ponieść szkodę w wyniku naruszenia przez Zamawiającego przepisów ustawy. Wynika z tego, że legitymacja do wniesienia służy tylko takiemu podmiotowi, który wykaże interes w uzyskaniu danego zamówienia. Odwołujący się Wykonawca musi dowieść, że posiada obiektywną, tj. wynikającą z rzeczywistej utraty możliwości uzyskania zamówienia lub ubiegania się o udzielenie zamówienia, potrzebę uzyskania określonego rozstrzygnięcia. Zobligowany jest więc wykazać, że obiektywnie w konkretnym postępowaniu ma potrzebę uzyskania danego zamówienia, będącego przedmiotem określonego postępowania. Fakt posiadania przez odwołującego interesu, uprawniającego go do wniesienia odwołania, podlega badaniu w toku postępowania odwoławczego lub skargowego. W przypadku stwierdzenia braku tej przesłanki dopuszczalności wniesienia odwołania, podlega ono oddaleniu.
Oprócz interesu w uzyskaniu danego zamówienia, Wykonawca, którzy korzysta ze środka ochrony prawnej w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego, zobowiązany jest wykazać, że poniósł lub może ponieść szkodę w wyniku naruszenia przez Zamawiającego przepisów ustawy Pzp. Zauważyć należy, że utrata możliwości uzyskania zamówienia ma głównie charakter ekonomiczny, a zatem szkoda zasadniczo przyjmuje charakter szkody majątkowej. Ponadto szkoda musi być wynikiem naruszenia przez Zamawiającego przepisów ustawy Pzp. Oznacza to, że wykazywana przez odwołującego się Wykonawcę szkoda musi pozostawać w adekwatnym związku przyczynowym z naruszeniem przez Zamawiającego przepisów ustawy Pzp. Odwołujący musi zatem wykazać, że Zamawiający dokonał albo zaniechał dokonania określonej czynności wbrew przepisom ustawy Pzp, czego normalnym następstwem, w okolicznościach danej sprawy, jest poniesienie lub możliwość poniesienia szkody przez wnoszącego odwołanie. Szkodą są zarówno straty poniesione przez poszkodowanego (damnum emergens), oznaczające każde pogorszenie się jego sytuacji majątkowej, jak i korzyści utracone przez niego (lucrum cessans), stanowiące stratę tego, co poszkodowany by uzyskał, gdyby mu szkody nie wyrządzono. A zatem wykonawca, który zamierza skorzystać ze środków ochrony prawnej, musi wykazać, że chce lub chciał uzyskać dane zamówienie publiczne, a Zamawiający swoim działaniem lub zaniechaniem niezgodnym z przepisami ustawy Pzp, albo pozbawił go możliwości uzyskania tego zamówienia, albo w sposób istotny je utrudnił, w wyniku czego Wykonawca poniósł lub może ponieść szkodę. Szkoda Wykonawcy najczęściej polegać będzie na utracie korzyści wynikających z realizacji tego zamówienia.
W przypadku wnoszenia odwołania na treść zamówienia o zamówieniu oraz postanowień specyfikacji warunków zamówienia, wykazanie interesu w uzyskaniu zamówienia polegać będzie na oświadczeniu wykonawcy, iż ma zamiar i potrzebę ubiegania się o dane zamówienie publiczne. Ponadto Wykonawca powinien wskazać na:

– poniesienie lub możliwość poniesienia szkody,
– naruszenie przez Zamawiającego przepisów ustawy
– związek przyczynowy pomiędzy wskazanym naruszeniem a szkodą.

Izba nie uznała za zasadny zarzutu dotyczącego:
– zaniechania żądania przez Zamawiającego złożenia przez wykonawców przedmiotowych środków dowodowych,
– postanowień SWZ nie dających Zamawiającemu gwarancji wyłonienia w postępowaniu podmiotu, który zapewni właściwą realizację usługi,
– ustalenia kryterium ceny o wadze 100%, jako niezabezpieczającego w sposób należyty bezpieczeństwa Zamawiającego zarówno w kontekście praktycznym jak i formalnoprawnym,

bowiem okoliczności te nie uniemożliwiały Wykonawcy złożenia oferty zgodnie z ustawą Pzp.

Sygnatura
Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 14 marca 2024 r. sygn. akt KIO 583/24, KIO 588/24

https://www.portalzp.pl/nowosci/wykazanie-przez-wykonawce-interesu-w-uzyskaniu-zamowienia-33420.html

 

Rynek Infrastruktury

 1. Budownictwo infrastrukturalne w Polsce i jego wpływ na sektor budowlany: Co czeka nas w najbliższych latach?

PlanRadar | Data publikacji: 15-04-2024 Ostatnia modyfikacja: 15-04-2024

Gładka, długa prosta? Czy może ostre zakręty i wertepy? Polski rynek budowlany „wjeżdża” w nowy etap finansowej rzeczywistości roku 2024, w dużej mierze wyznaczany przez odblokowanie środków z unijnego Krajowego Planu Odbudowy. Na ile i w jaki sposób środki te wpłyną na ogólną sytuację branży? I jakie będzie to miało znaczenie zarówno dla dużych inwestorów, jak i zwykłego Kowalskiego?

KPO – te trzy litery nie schodzą ostatnimi czasy z czołówek krajowych mediów. Nic dziwnego – oznaczają zastrzyk prawie 59,8 mld euro, jakie z unijnego Europejskiego Funduszu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności otrzyma Polska. Pieniądze te mają wspierać nasz kraj w odbudowie potencjału rozwojowego utraconego w wyniku pandemii COVID-19, wzmacniać konkurencyjność i podnosić poziom życia społeczeństwa.

Każdy kraj członkowski przygotował swój własny KPO, który został następnie zaakceptowany przez Komisję Europejską. Plan dla Polski składa się z ponad 100 inwestycji i reform, koncentrujących się na ochronie klimatu i transformacji cyfrowej, które pochłoną odpowiednio 42,7 proc. i 21,3 proc. wartości całego KPO. Podział środków bazuje na tak zwanych komponentach tematycznych, wśród których znajdują się m.in. „zielona energia i zmniejszenie energochłonności” czy „zielona, inteligentna mobilność”. To pod tymi hasłami kryje się najwięcej projektów związanych z budownictwem infrastrukturalnym, czyli dotyczącym takich obszarów jak drogi, linie kolejowe czy energetyczne.

Dodatkowo, 15 marca Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej przedstawiło i następnie skierowało do konsultacji projekt rewizji KPO. Po aktualizacji ma on opierać się na trzech filarach, z których wszystkie niewątpliwie będą angażować zasoby polskiej branży budowlanej: budowie elektrowni wiatrowych na Bałtyku, programie „Czyste powietrze” oraz wspieraniu bezpieczeństwa żywnościowego.
You May Like

– W każdym z tych obszarów niezbędne będą bezpośrednie lub pośrednie inwestycje w infrastrukturę. Dla farm wiatrowych planowany jest terminal instalacyjny w Gdańsku. „Czyste powietrze” to perspektywa szeroko zakrojonych projektów termomodernizacyjnych wraz z instalacjami odnawialnych źródeł energii – również w obiektach użyteczności publicznej. Z kolei w sektorze rolno-spożywczym można się spodziewać inwestycji w hale, magazyny czy silosy – komentuje Krzysztof Studziński, Regional Manager PlanRadar w Polsce.

Warto przy tym zauważyć, że nawet bez KPO nad Wisłą zaplanowane zostało na najbliższe lata wiele inwestycji infrastrukturalnych. Sam tylko Rządowy Program Budowy Dróg Krajowych do 2030 roku zakłada realizację inwestycji drogowych (dróg krajowych, dróg ekspresowych oraz autostrad) o łącznej długości ponad 6,1 tys. km i wartości 294,4 mld zł. Czy zatem sektor budowlany powinien nastawić się na doskonałą koniunkturę i jak najszybciej zwiększać zatrudnienie?

Odpowiedź nie jest taka prosta, a w jej poszukiwaniu warto odwołać się do doświadczeń historycznych. Gdy przed EURO 2012 w Polsce trwał napędzany przygotowaniami do mistrzostw boom infrastrukturalny, branża niespodziewanie zaczęła się borykać z problemami skutkującymi spadkami rentowności i licznymi bankructwami firm budowlanych. Eksperci upatrują dziś źródeł tego kryzysu w zjawiskach takich jak m.in. wojny cenowe między wykonawcami czy wadliwe mechanizmy wyboru wykonawców.

– Przede wszystkim jednak nastąpiła wtedy kumulacja inwestycji infrastrukturalnych w bardzo krótkim czasie – co wynikało z konieczności ukończenia ich przed mistrzostwami. To zaś przyczyniło się do wzrostu cen materiałów i zwiększenia w krótkim czasie popytu na specjalistyczne usługi podwykonawcze oraz te same materiały i kadry – wyjaśnia Krzysztof Studziński. – Z analogicznymi procesami możemy mieć do czynienia w najbliższych latach, ponieważ pieniądze z KPO należy wydać do 2026 roku. Branża budowlana wciąż pozostaje systemem naczyń połączonych, wrażliwym na okresowe zmiany i koniunkturę. W tej sytuacji zarówno duże firmy, jak i indywidualni inwestorzy powinni być gotowi na wyzwania związane przede wszystkim z dostępnością rąk do pracy i wzrostem cen materiałów.

Wygląda więc na to, że przed Polską ważna i perspektywiczna podróż. Wszyscy będziemy mogli w jej ramach dojechać coraz dalej. Warto jednak śledzić bieżące informacje drogowe i pracować nad swoimi umiejętnościami szybkiej reakcji, gdy na drodze natrafimy na nieprzewidziane zdarzenia.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/biznes-i-przemysl/budownictwo-infrastrukturalne-w-polsce-i-jego-wplyw-na-sektor-budowlany-co-czeka-nas-w-najblizszych-latach-90781.html

 2. Gdańsk: Oczyszczono dno pod budowę pływającego terminala LNG

Mikołaj Kobryński | Data publikacji: 18-04-2024 Ostatnia modyfikacja: 18-04-2024

Budowa drugiego terminala LNG w Polsce zbliża się coraz większymi krokami. Państwowa spółka Gaz-System zakończyła badanie dna w rejonie planowanego punktu cumowania jednostek FSRU i rurociągu, łączącego stanowisko z lądem, wraz z jego oczyszczeniem. Usunięcie materiałów niebezpiecznych przybliża spółką do rozpoczęcia robót budowlanych.

Rosyjska agresja na Ukrainę w lutym 2022 roku uświadomiła wszystkim państwom, że uzależnianie się od jednego kierunku dostaw surowców energetycznych jest strategicznym błędem. Wstrzymywanie dostaw węglowodorów przez podmioty z Federacji Rosyjskiej do wielu państw członkowskich Unii Europejskich, czy też wcześniejsze manipulowanie podażą w celu windowania cen gazu ziemnego na rynku europejskim, wydają się wystarczającym uzasadnieniem, aby zapewnić choćby fizyczną możliwość importu surowców energetycznych z innych kierunków niż wschodni.

Wydaje się, że w Polsce kolejne rządy szczęśliwie zdawały sobie z tego sprawę, realizując kilka ważnych projektów w zakresie bezpieczeństwa energetycznego ponad partyjnymi podziałami. W roku 2015 oddano do użytku terminal LNG w Świnoujściu, zaś w 2022 roku system gazociągów Baltic Pipe, łączący Polskę ze złożami norweskimi przez nowe odcinki rurociągów podmorskich i rozbudowany duński system przesyłowy. W efekcie rok 2023 był pierwszym, w którym Polska mogła funkcjonować z powodzeniem bez gazu ziemnego z Rosji, co było możliwe dzięki terminowym oddaniu do użytku systemu Baltic Pipe.

Wszystko wskazuje jednak na to, że zużycie tego surowca będzie rosło. Istotny wpływ na wzrost konsumpcji będzie miała transformacja energetyczna – niestabilność odnawialnych źródeł energii powoduje zwiększone zapotrzebowanie na wysoce dyspozycyjne moce rezerwowe, jakimi mogą być bloki gazowo-parowe. Dodatkowo Polska może stać się hubem gazowym dla Europy Środkowo-Wschodniej, w której inne państwa także podejmują starania ukierunkowane na zerwanie zależności od Rosji w tym zakresie.

Drugi terminal LNG odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie

Dlatego od lat planowana jest budowa drugiego terminala LNG w postaci pływającej jednostki magazynowania i regazyfikacji (ang. Floating Storage Regasification Unit) w Zatoce Gdańskiej, w rejonie portu morskiego w Gdańsku. Wybuduje go państwowy Gaz-System, spółka zarządzająca siecią gazociągów przesyłowych, terminalem LNG w Świnoujściu oraz odcinkiem Baltic Pipe na dnie Morza Bałtyckiego.

W ramach inwestycji powstanie stanowisko przeznaczone do cumowania dwóch jednostek FSRU oraz łączący je z lądem 3-kilometrowy podmorski gazociąg. Na razie do stanowiska cumować będzie jedna jednostka FSRU o zdolności regazyfikacji LNG do 6,1 mld m3 gazu ziemnego. W przeszłości rozpatrywano wyczarterowanie na starcie drugiej, nieco mniejszej jednostki, która umożliwiłaby regazyfikację LNG do 4,5 mld m3, jednak przeprowadzone badanie rynkowe nie wykazało wystarczającego zainteresowania dodatkową przepustowością.

Hinc: Przykładamy szczególną wagę do bezpieczeństwa

Realizacja inwestycji jest już dość zaawansowana – uzyskano dla niej decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, zabezpieczono finansowanie, a także wybrano partnera w postaci japońskiego armatora Mitsui O.S.K. Lines, od którego Gaz-System wyczarteruje jednostkę FSRU. Niedawno zakończono także rozpoczęte jesienią ubiegłego roku badania dna w rejonie planowanego obiektu. Podczas ich realizacji usunięto również materiały niebezpieczne, takie jak niewybuchy, niewypały, czy substancje chemiczne. Badano także dno pod kątem występowania wartościowych przedmiotów archeologicznych.

– W procesie przygotowania morskiej części projektu FSRU przykładamy szczególną wagę do bezpieczeństwa. Współpracujemy na bieżąco z Marynarką Wojenną RP, Urzędem Morskim w Gdyni oraz Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku. Dzięki koordynacji działań oraz połączeniu doświadczenia i specjalistycznej wiedzy wszystkich podmiotów zachowamy cenne zabytki, które skrywają wody zatoki i zapewnimy niezakłóconą realizację prac budowlanych w przyszłości – powiedział Sławomir Hinc, prezes zarządu Gaz-Systemu.

Realizowane badanie dna polegało na wyszukiwaniu przez specjalistyczny statek metalowych obiektów ferromagnetycznych. Po sporządzeniu liczby obiektów do weryfikacji do działań przystąpili doświadczeni nurkowie. W realizacji działań uczestniczyła również Marynarka Wojenna, do której zadań należała neutralizacja materiałów niebezpiecznych. Podczas badań zlokalizowano 12-metrowy wrak statku, drewniany kabestan oraz kotwice.

Prace budowlane już w 2025 roku

Zakończone badanie dna to kolejny kamień milowy w realizacji zadania. Równolegle trwają wstępne prace projektowe, zarówno dotyczące stanowiska do cumowania jednostek FSRU na morzu, jak i gazociągu podmorskiego, a także badania dotyczące falowania wód Zatoki Gdańskiej w rejonie inwestycji. Trwają także przygotowania do ogłoszenia przetargu, w którym wyłoniony zostanie generalny wykonawca inwestycji. Według pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Macieja Bando przedsięwzięcie będzie kosztowało ok. 4,7 mld zł.

Zaawansowane są również przygotowania do budowy gazociągów pomiędzy Gdańskiem a Gustorzynem, które umożliwią wprowadzenie dodatkowych wolumenów gazu ziemnego z kierunku północnego do polskiego systemu przesyłowego. W tym przypadku Gaz-System dysponuje już kompletem pozwoleń, umożliwiających przystąpienie do realizacji robót budowlanych. Warto dodać, że ta część inwestycji będzie współfinansowana ze środków unijnych w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności.

Realizacja robót budowlanych ma się rozpocząć już w przyszłym roku. W efekcie już na przełomie roku 2027 i 2028 możliwe będzie oddanie do użytku pierwszej jednostki FSRU w Polsce. 100% jej przepustowości zarezerwował ORLEN, który po połączeniu z PGNiG w 2022 roku jest jego sukcesorem w charakterze de facto monopolisty na polskim rynku gazowym. Jak informowaliśmy na łamach “Rynku Infrastruktury” w ostatnich miesiącach, jednostki FSRU w błyskawicznym tempie są oddawane do użytku w Niemczech, co jest możliwe dzięki specustawom.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/biznes-i-przemysl/gdansk-oczyszczono-dno-pod-budowe-plywajacego-terminala-lng-90846.html

 

Budownictwo i PZP | Prasówka | 11.04.2024 r.

Wnp 

 1. Największa polska firma budowlana mocno poprawia wyniki. Stawia sobie pięć celów

Bartosz Dyląg | Dodano: 10-04-2024 14:02

Grupa Budimex wypracowała w 2023 r. 9,8 mld zł przychodów, 781,1 mln zł EBIT oraz 746,1 mln zł zysku netto – informuje spółka w skonsolidowanym raporcie rocznym.

– Prezes Budimeksu Artur Popko ocenia, że choć rynek budowlany mierzy się w tym momencie ze stagnacją, ma dobre perspektywy rozwojowe.
– Budimex stawia sobie pięć celów na lata 2024-2025.
– Zarząd Budimeksu zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 35,69 złotych na jedną akcję.

W 2022 r. przychody Budimeksu sięgnęły 9,8 mld zł wobec 8,62 mld zł w 2022 r., co oznacza wzrost o 13,7 proc.

EBIT w 2023 r. sięgnął 781,1 mln zł wobec 562,4 mln zł w 2022 r., to wzrost o niemal 40 proc., a zysk netto 746,1 mln zł wobec 548,1 mln zł rok wcześniej. To wzrost o 36 proc.

Zysk brutto ze sprzedaży w 2023 r. wzrósł do 1,12 mld zł z 872,4 mln zł w 2022 r. To więcej o 28,5 proc.

Zysk brutto ze sprzedaży w 2023 r. wzrósł do 1,12 mld zł z 872,4 mln zł w 2022 r.

Na koniec 2023 r. portfel zamówień grupy Budimex miał wartość 13,14 mld zł, co plasowało go na poziomie zbliżonym stanu z końca 2022 r. W 2023 roku spółka podpisała kontrakty o wartości 8,3 mld zł z aneksami.

Rynek budowlany ma bardzo dobre perspektywy rozwojowe
Prezes Budimeksu Artur Popko ocenia, że choć rynek budowlany mierzy się w tym momencie ze stagnacją, ma dobre perspektywy rozwojowe.

„Uruchomienie środków z Krajowego Programu Odbudowy i Programu Feniks pozwoli na istotny rozwój i przyspieszenie inwestycji w segmentach kolejowym i energetycznym – ważnych także pod względem bezpieczeństwa oraz wzmacniania potencjału kraju, zarówno w kontekście gospodarczym, jak i społecznym” – pisze w liście do akcjonariuszy Artur Popko.

Prezes Budimeksu dodaje, że „obecnie jednak sektor budowlany wzrasta wolniej niż w latach ubiegłych i mierzy się ze stagnacją”.

„To wyzwanie, ale przede wszystkim szansa na realizację wielu kluczowych i niezwykle potrzebnych zmian regulacyjnych i systemowych, które pozwolą ponownie rozpędzić rynek” – czytamy w liście do akcjonariuszy.

Budimex stawia sobie pięć celów na lata 2024-2025
Po pierwsze grupa ma plan utrzymać pozycję lidera na krajowym rynku budowlanym. Po drugie, chce rozwijać działalność w krajach ościennych, gdzie jest już obecna, czyli w Niemczech, Czechach, na Słowacji i Łotwie.

„W perspektywie najbliższych lat wymienione rynki mogą być źródłem dodatkowych zleceń, które pozwolą na utrzymanie stabilnego portfela zamówień, także w dłuższym terminie” – podkreśla Budimex.

Trzeci wyzwaniem dla grupy jest energetyka, a więc linie przesyłowe i atom. Czwartym celem ma być rozwój formatu joint-venture na rynku budownictwa ogólnego, przede wszystkim inwestycji mieszkaniowych.

Po piąte Budimex będzie cały czas inwestował w OZE.

Budimex zapowiada wypłatę rekordowo wysokiej dywidendy
Jak informowaliśmy we wtorek, zarząd Budimeksu zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 35,69 złotych na jedną akcję.

Na dywidendę przeznaczony zostanie w całości zysk netto za rok 2023 w kwocie 749,5 mln zł. Dodatkowo wypłata ma być zwiększona o kapitał zapasowy utworzony z zysków z lat ubiegłych w wysokości 161,6 mln zł.

Przed rokiem Budimex wypłacił dywidendę w wysokości 17,99 zł na akcję, co oznacza niemal podwojenie stawki. W 2022 roku wypłacona dywidenda wyniosła 23,47 zł na jedną akcję.

https://www.wnp.pl/budownictwo/najwieksza-polska-firma-budowlana-mocno-poprawia-wyniki-stawia-sobie-piec-celow,823403.html

 2. Prace nad kolejową częścią CPK nie zostały wstrzymane

Źródło: PAP/DC | Dodano: 11-04-2024 08:16

Prace nad kolejową częścią CPK nie zostały wstrzymane – powiedział cytowany na łamach Dziennika Gazety Prawnej pełnomocnik ds. CPK Maciej Lasek. Wskazał, że na projekt został złożony wniosek o dofinansowanie unijne.

„Nic nie zostało zatrzymane. Na budowę tunelu został przecież złożony wniosek o dofinansowanie unijne. O szczegóły odnośnie do przetargu trzeba jednak pytać w spółce CPK” – powiedział Dziennikowi Gazecie Prawnej Maciej Lasek.
„Po zatwierdzeniu finansowania możliwe będzie uruchomienie zapowiadanego postepowania przetargowego” – poinformowało DGP biuro prasowe spółki.

Lasek stwierdził, że audyty wewnętrzne zostały wykonane w terminie.

„To jest kilkaset stron dokumentów z różnych obszarów. zawarte są tam m.in. harmonogramy części kolejowej i lotniskowej” – powiedział.

„Jako całość to są dokumenty objęte tajemnicą przedsiębiorstwa. Pracujemy nad wnioskami, które zostaną wkrótce upublicznione i powinny służyć przygotowaniu decyzji kierunkowej na temat CPK” – zapowiedział Maciej Lasek.

Podtrzymał deklarację, że ostateczna decyzja o przyszłości wszystkich elementów CPK powinna być podjęta do połowy roku.

https://www.wnp.pl/budownictwo/prace-nad-kolejowa-czescia-cpk-nie-zostaly-wstrzymane,823818.html

 3. Takiej budowy na kolei jeszcze nie było. Pochłonie 5 mld zł

Adrian Ołdak | Dodano: 05-04-2024 15:00

Lada moment ruszy najdroższa w historii modernizacji linii kolejowych w Polsce budowa. O jej skali świadczy to, że na odcinku 13 km w granicach Katowic zostanie położnych 100 km torów, a ruch aglomeracyjny – dzięki dodaniu dwóch torów – zostanie oddzielony od dalekobieżnego.

– PKP Polskie Linie Kolejowe podpisały dwie kolejne umowy na modernizację linii E65. Zlecenia otrzymały dwa konsorcja: Torpol-Intop oraz Trakcja-PPMT-Alstom.
– Minister infrastruktury Dariusz Klimczak, podkreślił, że z 5 mld zł netto przeznaczonych na dwie nowe inwestycji kolejowe na Śląsku, 85 proc. to unijna dotacja.
– Kluczowe dla powodzenia projektu modernizacji całej E65 będą prace na odcinku Katowice Szopienice Południowe – Katowice – Katowice Piotrowice. To serce aglomeracji śląskiej.
– Mieszkańcy muszą przygotować się na utrudnienia w komunikacji, chociaż budowlańcy zapewniają, że nie będą paraliżować ruchu.

W piątek (5 kwietnia) PKP Polskie Linie Kolejowe podpisały dwie kolejne umowy na modernizację linii E65.

Kontrakt z konsorcjum Torpol-Intop obejmuje rozbudowę połączenia Katowice Szopienice Południowe – Katowice – Katowice Piotrowice, przebudowę głównej stacji Katowice, remonty kilku istniejących i budowę trzech nowych przystanków: Katowice Uniwersytet, Katowice Akademia i Katowice Kokociniec. Wartość umowy to 3,4 mld zł netto i, jak podkreślił na konferencji prasowej w Katowicach Piotr Wyborski, nowy prezes PKP PLK, to największa jednorazowa inwestycja w historii spółki.

Druga umowa o wartości 1,7 mld zł netto zawarta z konsorcjum: Trakcja, Pomorskie Przedsiębiorstwo Mechaniczno-Torowe, Alstom przewiduje modernizację odcinka linii kolejowej Zabrzeg -Zebrzydowice na południu województwa śląskiego.

Umowy te są częścią przedsięwzięcia PKP PLK pod nazwą „Prace na podstawowych ciągach pasażerskich na obszarze Śląska, etap I: linia E65 na odc. Będzin – Katowice – Tychy – Czechowice-Dziedzice – Zebrzydowice” wspartego przez unijny instrument finansów Łącząc Europę (CEF – Connecting Europe Facility).

Do modernizacji E65 już wcześniej zaangażowano ZUE na odcinku Będzin – Katowice Szopienice Południowe oraz Budimex na odcinku Tychy – Most Wisła. Ze względu na protesty społeczne modernizacji nie będzie na odcinku Katowice Piotrowice – Tychy, ale – jak powiedział nam Piotr Wyborski – PKP PLK skupi się tam na utrzymaniu stosunkowo dobrych parametrów szlaku kolejowego dopuszczających prędkość 120-140 km/godz.

Kolej ma pomóc w odciążeniu drogowego połączenia Sosnowiec-Katowice
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak podkreślił, że z 5 mld zł netto przeznaczonych na dwie nowe inwestycje kolejowe na Śląsku 85 proc. to unijna dotacja z CEF.

– Ostatnie trzy dni spędziłem w Brukseli na przekonywaniu moich odpowiedników z innych państw Unii Europejskiej do tego, żeby ten bardzo dobry instrument, który wspiera rozwój transportu, w tym transportu kolejowego w Polsce, był kontynuowany w nowych ramach finansowych UE – poinformował podczas konferencji prasowej zorganizowanej na peronie stacji Katowice.

Jak dodał, modernizacja linii E65 na odcinkach wiodących przez aglomerację śląską, ma przynieść mieszkańcom komunikacyjną ulgę. Kolej może pomóc w odciążeniu drogowego połączenia Sosnowiec-Katowice (DK86), którym dziś przemieszcza się na dobę aż 112 tys. pojazdów.

– Jestem w 100 procentach przekonany, że ta inwestycja kolejowa jest bardzo potrzebna. Musimy stawiać na połączenia kolejowe. Musimy w taki sposób projektować ich nowe przebiegi, aby oddzielać ruch aglomeracyjny od ruchu dalekobieżnego. Chodzi o to, żeby na torach zostawić więcej miejsca na połączenia lokalne, żeby ludzie chcieli korzystać z kolei – powiedział minister infrastruktury, dodając, że chociaż inwestycja będzie gotowa za kilka lat (2027/28), już teraz przewoźnicy powinni myśleć, jak zagospodarować dodatkową przepustowość i stworzyć nową ofertę dla pasażerów.

Dziś węzeł katowicki jest zatłoczony do granicy możliwości. Stacja Katowice to czwarta stacja pod względem obciążenia w Polsce, przyjmuje około 450 pociągów na dobę. Po modernizacji będzie mogła przyjąć więcej, dzięki nowym układom torowym i nowym przeplotom.

Inwestor i budowlańcy obiecują współpracę ze społecznością lokalną
Ale zanim to się stanie, Katowice, serce aglomeracji, czekają trudne chwile pod względem komunikacyjnym.

To, co się będzie działo w najbliższych latach, plastycznie opisał Konrad Tuliński, wiceprezes Topolu.

– Za tymi 13. kilometrami linii kryje się tak naprawdę budowa 100 km pojedynczego toru, 130 km sieci trakcyjnej nad torami, przebudowa, budowa lub wymiana 270 rozjazdów. 1/3 wartości umowy odnosi się do budowy lub przebudowy obiektów inżynieryjnych: mostów wiaduktów, przepustów z infrastrukturą towarzyszącą, w sumie to około 120 obiektów. Te 13 km jest nimi najeżone – powiedział

Do tego dochodzi budowa i modernizacja przystanków kolejowych, peronów, przenoszenie ogromnych mas ziemi: 800 tys. m sześc. w przypadku wykopów i 650 tys. m sześc. w przypadku nasypów.

Jak dodał wiceprezes Topolu, każda zmiana organizacji ruchu drogowego czy kolejowego będzie odbywała się w ścisłej współpracy z władzami miasta, aby minimalizować skutki utrudnień komunikacyjnych, których nie da się uniknąć.

– Będziemy tak prowadzić prace, aby nie sparaliżować ruchu pociągów i komunikacji miejskiej – zapowiedział.

Po podpisaniu umowy wykonawca ma 90 dni na przygotowanie z PLK SA i miastem Katowice szczegółowego harmonogramu obejmującego zmiany w komunikacji.

Otuchy mieszkańcom aglomeracji może dodać fakt, że, jak twierdzą zamawiający i wykonawcy, modernizacja została dobrze zaprojektowana i nie szczędzono na nią funduszy. Ma powstać solidna infrastruktura kolejowa, z utrzymaniem której nie powinno być problemu przez kilkadziesiąt lat.

Na współpracę ze społecznością lokalną wskazał też wiceminister infrastruktury Przemysław Koperski, odnosząc się do prac na odcinku Zabrzeg – Zebrzydowice zwracając uwagę, że ta ważna z punktu widzenia naszego państwa inwestycja zostanie przeprowadzona w dialogu z samorządami i mieszkańcami gmin, na terenie których odbędą się prace budowlane, m.in. gminy Czechowice-Dziedzice, Chybie, Strumień czy Zebrzydowice.

Tu roboty budowlane zaczną się w połowie maja. Planowane zmiany w komunikacji będą z wyprzedzeniem przekazywane mieszkańcom. Zakończenie prac jest przewidziane w grudniu 2027 r.

https://www.wnp.pl/budownictwo/takiej-budowy-na-kolei-jeszcze-nie-bylo-pochlonie-5-mld-zl,821802.html

Portal ZP

Czy wykonawca musi przelać wadium z własnego rachunku bankowego?

Agata Smerd | Stan prawny na dzień: 10.04.2024

Czy dopuszczalna jest sytuacja, w której wadium bądź jego część przekazuje na rzecz zamawiającego inny podmiot, np. podwykonawca wskazany w ofercie wykonawcy? Takie rozwiązanie jest jak najbardziej zgodna z prawem.

Wadium, które przeleje podwykonawca – czy to w całości czy w części – jest wniesione prawidłowo i należy uznać, że zabezpiecza ofertę wykonawcy. Warunkiem jest oczywiście możliwość zidentyfikowania, że ta kwota pieniędzy stanowi wadium w określonym postępowaniu, dla identyfikowalnej oferty.

Przepisy nie nakładają na wykonawców obowiązku osobistego wnoszenia wadium. Ponadto zamawiający ma możliwość skutecznego wyegzekwowania środków zabezpieczających ofertę, ponieważ wadium wnoszone w gotówce ma swoistą płynność pozwalającą na zatrzymanie go na pierwsze żądanie zamawiającego, w warunkach przewidzianych przepisami ustawy Pzp.

Zakładając, że zamawiający nie określił w SWZ konieczności osobistego wnoszenia wadium przez wykonawcę, wadium wniesione w całości przez inny podmiot lub złożone w częściach, gdzie jedna z części jest zapłacona przez inny podmiot, należy uznać za prawidłowe.

Potwierdza to wyrok KIO z 19 sierpnia 2020 r. (sygn. akt KIO 1698/20) albo wyrok KIO z 17 czerwca 2022 r. (sygn. akt KIO 1433/22).

PODSTAWA PRAWNA

art. 97 ustawy z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (tekst jedn.: Dz.U. z 2023 r. poz. 1605 ze zm.).

https://www.portalzp.pl/nowosci/czy-wykonawca-musi-przelac-wadium-z-wlasnego-rachunku-bankowego-33294.html

Rynek Infrastruktury

 1. Gdynia wybuduje obwodnicę Witomina

Autor: Przemysław Farsewicz | Data publikacji: 09-04-2024

Gdynia jest o krok bliżej do realizacji obwodnicy Witomina. Inwestycja ma odciążyć drogowo zachodnie dzielnice miasta. Właśnie ruszył przetarg na znalezienie wykonawcy robót. Budowa nowej trasy szacowana jest na blisko 100 mln zł.

Gdynia wybuduje obwodnicę Witomina
Mapa – dokumentacja projektowa

Gdynia ruszyła z przetargiem na znalezienie wykonawcy budowy obwodnicy dzielnicy Witomino. Miasto ma dla inwestycji dokumentację projektową. Początek nowego odcinka drogi zaplanowano w kilometrażu około 0+243 (skrzyżowanie z ul. Chwarznieńską). Koniec inwestycji planowany jest w kilometrażu około 2+230 (skrzyżowanie z ul. Kielecką). Łącznie powstać ma 2,585 km nowego traktu, który odciąży drogowo zachodnie dzielnice Gdyni. Przebieg projektowanej obwodnicy został zlokalizowany na terenie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowy. Droga przebiegać ma po północnej stronie dzielnicy Witomino.

Droga na projektowanym odcinku ma posiadać przekrój uliczny. Konstrukcję nawierzchni zaprojektowano na podstawie prognozy ruchu. Droga będzie miała klasę Z. Prędkość projektowa w terenie zabudowanym wyniesie 60 km/h. Zaplanowano trakt dwujezdniowy z dwoma pasami ruchu po 3,5 metra każdy. Szerokość każdej jezdni będzie wynosiła od 7 metrów do 10,5 metra w obrębie skrzyżowań. Przyjęto obciążenie 115 kN/oś. Zaplanowano powstanie ścieżki pieszo-rowerowej o szerokości 3 metrów lub samego chodnika o szerokości 2 metrów ze ścieżką rowerową o szerokości 2 metrów.

Wraz z inwestycją powstać ma kładka pieszo-rowerowa na połączeniu drogi rowerowej z Demptowem. Pozwoli to przerzucić ruch pieszo-rowerowy nad projektowaną obwodnicą. Obiekt będzie posiadał konstrukcję ramową, dwuprzęsłową. Ustrój nośny zostanie wykonany z prefabrykowanych belek strunobetonowych z monolityczną płytą pomostu. Belki oparte zostaną na poprzecznicach. Długość kładki określono na 48,5 metra. Dodatkowo powstanie wiadukt drogowy nad ul. Witomińską, który zaprojektowano jako obiekt o konstrukcji ramowej jednoprzęsłowej. Ustrój nośny powstanie z prefabrykowanych belek strunobetonowych z monolityczną płytą pomostu. Długość wiaduktu określono na 21,18 metra. Obiekt pomieścić ma cztery pasy drogowe o szerokości 3,5 metra każdy. W ramach prac przewidziano ponadto budowę dwóch przepustów dla zwierząt pod drogą obwodnicy.

Termin składania ofert wyznaczono do 10 maja br. Wybór wykonawcy poprzedzi analiza trzech kryteriów – ceny (60 proc.) oraz okresu udzielonej gwarancji (20 proc.) i doświadczenia osoby wyznaczonej do realizacji zamówienia (20 proc.). Na realizację zadania wyznaczono 709 dni, co daje ok. 24 miesiące. Zadanie prowadzi Wydział Inwestycji Urzędu Miasta Gdyni.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/gdynia-wybuduje-obwodnice-witomina-90669.html

 2. Lubelskie. Rozbudują drogę za prawie 150 mln zł

Autor: GR | Data publikacji: 09-04-2024

Ważną uchwałę ws. rozbudowy drogi wojewódzkiej numer 833 między Chodlem a Urzędowem podpisały władze województwa lubelskiego.

W planie jest rozbudowa drogi na odcinku o długości ponad 11 km. W ramach inwestycji zaplanowano m.in. poszerzenie jezdni do 7 m, wykonanie poboczy, 4 km chodników oraz ścieżki pieszo-rowerowej o długości 11 km. W planach jest również budowa bądź przebudowa 15 skrzyżowań z drogami gminnymi, powiatowymi oraz ze starym przebiegiem drogi wojewódzkiej, jak również budowa nowego mostu przez dopływ spod Antonówki wraz z urządzeniami piętrzącymi.

Zbudowanych zostanie 16 zatok autobusowych, dwie zatoki do kontroli ruchu drogowego oraz 10 przepustów (w tym 3 z przejściami dla zwierząt). Projekt zakłada również rozbiórkę istniejącego i budowę nowego oświetlenia drogowego oraz nasadzenie nowych drzew. Termin zakończenia prac zaplanowany jest na koniec 2026 r.

Kilka dni temu w miejscowości Urzędów marszałek województwa lubelskiego – Jarosław Stawiarski i wicemarszałek Zbigniew Wojciechowski podpisali uchwałę w sprawie podjęcia decyzji o dofinansowaniu zadania. Beneficjentem projektu o wartości blisko 146 mln zł jest województwo lubelskie, które pozyskało na ten cel ponad 122 mln zł z Funduszy Europejskich.

Decyzja o dofinansowaniu projektu oraz zobowiązanie określające obowiązki beneficjenta, stanowiące załącznik do uchwały, są podstawą realizacji inwestycji z programu Fundusze Europejskie dla Lubelskiego 2021-2027. Zobowiązanie do realizacji projektu zostało przekazane dyrektorowi Zarządu Dróg Wojewódzkich w Lublinie – Pawłowi Szumerze, reprezentującego realizatora projektu.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/lubelskie-rozbuduja-droge-za-prawie-150-mln-zl-90633.html

 3. Dolnośląskie. Jest ważny przetarg ws. S8 Wrocław-Kłodzko

Autor: Grzegorz Rekiel | Data publikacji: 10-04-2024

Firmy, która będzie sprawować nadzór nad projektowaniem i budową S8 między węzłem Łagiewniki Zachód a węzłem Niemcza, szuka Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.

To część trasy z Wrocławia w stronę Kłodzka. Pierwszy odcinek Łagiewniki Zachód (bez węzła) – Niemcza (z węzłem) liczy 9,34 km. Zamawiający przeznaczył na wykonanie „właściwych prac” 386,5 mln zł. Najtańszą ofertę złożył Polbud-Pomorze, który proponuje 331,3 mln zł.

GDDKiA szuka też firmy, która będzie sprawować nadzór nad projektowaniem i realizacją robót. Umowa ma obowiązywać przez 5 lat.

Na razie GDDKiA czeka na oferty zainteresowanych firm, które mogą się zgłaszać do 7 maja. Oferta musi zachować ważność przez 90 dni.

Przy wyborze zwycięzcy urzędnicy wezmą pod uwagę przede wszystkim cenę (waga 60 %, im niższa, tym więcej punktów), ale też jakość (26 %) oraz doświadczenie personelu konsultanta (14 %).

Wykonawca musi wykazać się wiedzą i doświadczeniem m.in. w wykonaniu w okresie ostatnich 5 lat, usług polegających na pełnieniu nadzoru nad realizacją co najmniej jednego zadania polegającego na budowie lub przebudowie dróg lub ulic o klasie drogi lub ulicy min. GP. Wartość robót to co najmniej 200 mln złotych netto.

Obowiązuje wadium w wysokości 110 tysięcy złotych.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/dolnoslaskie-jest-wazny-przetarg-ws-s8-wroclawklodzko-90623.html

 4. Lubelszczyzna: Kolejny odcinek S12 czeka na decyzję ZRID

Autor: Mikołaj Kobryński | Data publikacji: 10-04-2024

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad poinformowała, że do wojewody lubelskiego wpłynął wniosek w sprawie wydania decyzji o zezwoleniu na realizację drogową dla odcinka drogi ekspresowej S12 Piaski – Dorohucza. Po wydaniu tej decyzji możliwe będzie przejście do fazy robót budowlanych. Liczący niespełna 10 kilometrów długości fragment realizuje Intercor.

Realizacja liczącego blisko 10 kilometrów odcinka Piaski – Dorohucza na drodze ekspresowej S12 w województwie lubelskim wkracza w kolejną fazę. Intercor, który realizuje inwestycję w systemie “projektuj i buduj” w ramach kontraktu o wartości blisko 358 mln zł, zakończył prace projektowe, co umożliwiło złożenie do wojewody lubelskiego wniosku o wydanie decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej, czyli tzw. decyzji ZRID. Po jej uzyskaniu możliwe będzie przejście do fazy robót budowlanych, a także uruchomienie procedur związanych z wypłatą odszkodowania dla dotychczasowych właścicieli nieruchomości, które zostaną przejęte pod budowę drogi przez Skarb Państwa.

W ramach inwestycji powstanie dwujezdniowa droga ekspresowa z dwoma pasami ruchu w każdym kierunku. Powstaną także drogi przeznaczone do obsługi ruchu lokalnego, szereg obiektów inżynieryjnych (7 przejść dla zwierząt, 6 wiaduktów oraz most), a także urządzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego i ochrony środowiska, w tym ekrany akustyczne.

Trasa będzie przebiegała przez obszar gmin Piaski i Trawniki. Będzie miała swój początek w rejonie istniejącego węzła Piaski Wschód, skąd będzie przebiegać dalej w kierunku wschodnim na północ względem istniejącej drogi krajowej nr 12, a następnie przetnie ją, omijając od strony południowej miejscowość Biskupice. Nowy odcinek zakończy się w rejonie miejscowości Pełczyn, gdzie kierowcy tymczasowo, do czasu oddania do użytku kolejnych fragmentów, zjadą na DK nr 12 przez drogę powiatową. Oddanie fragmentu do użytku zaplanowano na koniec maja 2027 roku.

Droga ekspresowa S12 docelowo połączy autostradę A1 z granicą polsko-ukraińską w Dorohusku. Jej początek zaplanowano na nowym węźle w rejonie Piotrkowa Trybunalskiego. Trasa będzie dalej przebiegała na wschód przez Sulejów, Opoczno, Przysuchę, Radom, Zwoleń, Puławy, Lublin, Świdnik, Piaski i Chełm. Będzie stanowiła alternatywę dla autostrady A4 w relacjach tranzytowych z Ukrainy do Europy Zachodniej. Realizacja trasy jest obecnie najbardziej zaawansowana na Lubelszczyźnie. Decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach wydano także dla całego fragmentu pomiędzy Piotrkowem Trybunalskim a Radomiem – w przypadku dwóch odcinków trwają przetargi. Na wydanie decyzji środowiskowej czeka odcinek pomiędzy Radomiem a Puławami.

Fragment pomiędzy Piaskami a Dorohuskiem ma liczyć ok. 75 kilometrów długości. Na realizację niemal wszystkich odcinków zostały już podpisane umowy, natomiast w przypadku obwodnicy Chełma rozpoczęto roboty budowlane. Wyjątkiem jest niespełna 6-kilometrowy odcinek w rejonie planowanego węzła Dorohucza, gdzie pod warstwą ziemi wykryto odpady przemysłowe, co spowodowało konieczność zmiany przebiegu trasy pomiędzy miejscowościami Pełczyn i Chojno Nowe Drugie. Obecnie trwają prace nad przygotowaniem nowej dokumentacji projektowej wraz z materiałami niezbędnymi do uzyskania nowej decyzji środowiskowej.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/lubelszczyzna-kolejny-odcinek-s12-czeka-na-decyzje-zrid-90690.html

Prawo

Zezwolenia na inwestycje w odnawialne źródła energii mają być wydawane szybciej

Inga Stawicka | Data dodania: 10.04.2024

Przyśpieszenie wydawania zezwoleń w obszarze OZE, zmiany porządkujące w związku z wejściem w życie Centralnego Systemu Informacji rynku energii (CSIRE) i w systemie rozliczeń net-billingu oraz dostosowanie przepisów do prawa unijnego. To główne założenia projektu nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz niektórych innych ustaw, która ma wejść w życie w drugim kwartale br.

Za projekt odpowiedzialne jest Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Jak wskazano w założeniach opublikowanych w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów, obecnie obowiązujące regulacje nie zapewniają odpowiedniego wsparcia inwestycjom skutecznego rozwoju odnawialnych źródeł energii – stąd konieczność wprowadzenia zmian. Trzeba również dostosować polskie przepisy do prawa unijnego. Jak wskazuje resort, obecnie obowiązujące przepisy prawa nie zapewniają pełnej zgodności z nowymi dokumentami europejskimi, które odnoszą się do zakresu udzielanej pomocy publicznej w systemach wsparcia OZE, kogeneracji, jak również dla odbiorców energochłonnych. Brak uregulowania w powyższym zakresie i kontynuowanie przydzielania wsparcia na dotychczasowych zasadach powoduje ryzyko uznania przez Komisje Europejską, że pomoc udzielana jest bezprawnie i niezgodnie z europejskimi zasadami. Dlatego w projekcie zaproponowano dostosowanie ulg dla odbiorców energochłonnych do CEEAG (Wytyczne w sprawie pomocy państwa na ochronę klimatu i środowiska oraz cele związane z energią z 2022 r.). Kryteria skorzystania ze wsparcia mają być zaktualizowane i opierać się na następujących wytycznych:

1. Zaktualizowana zostanie lista sektorów uprawnionych do ulg dla odbiorców energochłonnych zgodnie z katalogiem określonym w CEEAG;
2. Wprowadzenie dwóch poziomów ulg: dla przedsiębiorstw w sektorach narażonych na szczególnie ryzyko ucieczki emisji w wysokości 85 proc. obowiązku oraz dla przedsiębiorstw w sektorach narażonych na ryzyko ucieczki emisji na poziomie 75 proc.;
3. Utrzymanie kryterium kwalifikacji przedsiębiorstwa jako odbiorcy przemysłowego w odniesieniu do minimalnego progu na poziomie 3 proc. energochłonności;
4. Wprowadzenie opłaty wyrównawczej, która będzie wnoszona przez odbiorców energochłonnych uprawnionych do ulg w przypadku, gdy ulgi te spowodują łącznie, że stawka opłat, o której mowa w Wytycznych CEEAG spadnie poniżej wymaganego poziomu.

Szybsza droga do wydania zezwolenia 
Jak wynika z założeń projektu, łatwiej ma być również uzyskać zezwolenie na inwestycje związane z OZE. Resort zaznacza, że wprowadzone zmiany przyczynią się do skrócenia terminu trwania procedur dla instalacji i projektów dla wybranych źródeł wytwarzania energii odnawialnej, ze szczególnym uwzględnieniem montowanych na budynkach instalacji odnawialnego źródła energii wykorzystujących do wytwarzania energii energię promieniowania słonecznego i położonych na tym samym terenie magazynów energii elektrycznej, pomp ciepła itp.

Zmiany obejmą procedury na wydanie:

1. Decyzji o pozwoleniu na budowę w przedmiocie robót budowlanych;
2. Warunków przyłączenia do sieci elektroenergetyczne oraz ciepłowniczej;
3. Koncesji na wytwarzanie energii elektrycznej lub koncesji na wytwarzanie ciepła;
4. Decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach;
5. Wpisu do rejestru wytwórców wykonujących działalność gospodarczą w małej instalacji w zakresie małych instalacji.
Dodatkowo procedury uzyskania decyzji środowiskowej w odniesieniu do określonych przepisami zamierzeń odnoszących się do instalacji OZE, powiązanych z nimi sieci oraz magazynów energii elektrycznej mają być traktowane jako stanowiące realizację nadrzędnego celu publicznego oraz uznawane za służące zdrowiu i bezpieczeństwu publicznemu. 

https://www.prawo.pl/biznes/zmiany-w-wydawaniu-zezwolen-oze-projekt-ustawy,526405.html

 

Podatki | Prasówka | 3-10.04.2024

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Podatek u źródła. Coraz więcej kontroli i domiarów

Mariusz Szulc, Agnieszka Pokojska | 2 kwietnia 2024, 07:00

Potwierdzają się informacje, że rozliczenia w zakresie podatku u źródła stały się jednym z głównych priorytetów Krajowej Administracji Skarbowej. Na przestrzeni lat 2021–2023 znacząco wzrosły liczba zakończonych kontroli celno-skarbowych w tym zakresie oraz kwota ustaleń.

O takim trendzie mówili dotąd głównie doradcy podatkowi, teraz potwierdzają go dane Ministerstwa Finansów będące odpowiedzią na pytanie DGP.

Wynika z nich, że w 2023 r. urzędy celno-skarbowe zakończyły 202 kontrole w zakresie podatku u źródła, a ustalenia z tym związane przekroczyły 650 mln zł. Statystyczna kontrola przyniosła więc domiar rzędu 3,2 mln zł (patrz: infografika).

Dla porównania dwa lata wcześniej (a ściślej w okresie od 15 marca 2021 r., bo od tego dnia są zbierane dane) te same urzędy zakończyły 86 kontroli w tym zakresie, a ustalenia wyniosły niespełna 59 mln zł. Statystyczna kontrola kończyła się więc domiarem na kwotę ok. 684 tys. zł.

Kontroli celno-skarbowych jest więc nie tylko więcej, ale są coraz bardziej skuteczne.

– Z naszej praktyki wynika, że podatek u źródła jest obecnie w „pierwszej trójce” zagadnień będących przedmiotem kontroli Krajowej Administracji Skarbowej – mówi Agnieszka Wnuk, doradczyni podatkowa i partnerka w Quidea.

Zwraca uwagę na to, że w 2022 r., a więc po okresie pandemicznych ograniczeń, zaczęły obowiązywać przepisy o mechanizmie pay and refund.

– To dowód na to, że obszar podatku u źródła zaczął być postrzegany przez fiskusa jako pole oczywistych nadużyć – podkreśla Agnieszka Wnuk.

Podobne spostrzeżenia ma Grzegorz Niebudek, adwokat, doradca podatkowy i partner zarządzający w LTCA. – Jestem przekonany, że ten trend utrzyma się w najbliższych latach – dodaje ekspert.

Co prawda w 2024 r. zostało zakończonych tylko 37 kontroli, ale przekazane DGP dane obejmują wyłącznie pierwsze dwa i pół miesiąca, więc nie można jeszcze wyciągać z nich wniosków.

Kto i ile
Przypomnijmy, że chodzi o podatek (zarówno CIT, jak i PIT) pobierany od niektórych przychodów osiąganych przez nierezydentów na terytorium Polski. Powinien go potrącać i wpłacać do urzędu skarbowego polski podmiot (płatnik), gdy płaci swojemu zagranicznemu kontrahentowi takie należności jak: dywidendy, odsetki, należności licencyjne, wynagrodzenie za usługi niematerialne (np. doradcze, prawne i księgowe).

Stawka daniny wynosi co do zasady 20 proc. lub 19 proc. (w niektórych sytuacjach 10 proc., np. przy wynagrodzeniu wypłacanym zagranicznym liniom lotniczym). Ale może być ona niższa lub w niektórych sytuacjach w ogóle może nie być podatku u źródła, jeśli w grę wchodzi międzynarodowa umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania.

Od 2022 r. jeżeli wypłaty na rzecz podmiotu powiązanego przekroczą roczny limit 2 mln zł, to obowiązuje mechanizm pay and refund. W takich sytuacjach polski płatnik musi potrącić podatek u źródła według krajowej stawki, chyba że:

■ organ podatkowy (obecnie Lubelski Urząd Skarbowy w Lublinie) wyda opinię o stosowaniu preferencji albo

■ polska firma (płatnik) złoży oświadczenie potwierdzające spełnienie warunków do zastosowania preferencji z międzynarodowej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania.

Na celowniku fiskusa
Wypłacający muszą również dochować należytej staranności przy badaniu, czy należności trafiają za granicą do rzeczywistego właściciela, a podmiot otrzymujący płatność prowadzi rzeczywistą działalność gospodarczą.

Dla podatników jest to dużym problemem, zwłaszcza że rozliczenia podatku u źródła budzą coraz większe zainteresowanie fiskusa.

– Kontrolowane są głównie duże spółki należące do między narodowych grup kapitałowych, gdzie wizyty kontrolerów z UCS są wręcz standardem. Podnoszone przez nich najczęściej zastrzeżenia dotyczą tego, że kontrahent, do którego trafiają należności z Polski, nie prowadzi rzeczywistej działalności gospodarczej i jest wyłącznie pośrednikiem, który przekaże je rzeczywistemu właścicielowi z siedzibą np. w raju podatkowym – mówi Grzegorz Niebudek.

Polskie firmy narzekają, że obowiązków w tym zakresie mają dużo, przepisy nie są łatwe do interpretowania, a oni sami pozbawieni są ochrony przed skutkami błędu.

– Co więcej, nawet uzyskanie opinii o stosowaniu preferencji i zastosowanie się do niej nie chroni przed późniejszym zakwestionowaniem rozliczeń w kontroli – podkreśla Agnieszka Wnuk.

Dodaje, że wciąż brakuje objaśnień podatkowych ministra finansów w zakresie należytej staranności. Od 2019 r. jest tylko ich projekt, na który powołują się organy podatkowe. Zdaniem ekspertki czynią to one bezpodstawnie. Poza tym projekt nie daje żadnej ochrony prawnej podatnikom na wypadek, gdyby wykładnia organów podatkowych się zmieniła.

Coraz sprawniej
W 2021 r. firma doradcza PwC opublikowała raport, z którego wynikało, że kwoty ustaleń w wyniku kontroli celno-skarbowych w ciągu pięciu poprzednich lat przekroczyły miliard złotych. Średnia roczna kwota domiarów wynosiła więc ok. 200 mln zł.

Potem nastąpiło tąpnięcie, co zapewne miało związek z pandemią COVID-19. W 2021 r. (od 15 marca) 86 kontroli celno-skarbowych zakończyło się ustaleniami na kwotę niespełna 59 mln zł.

W 2022 r. kwota ta skoczyła do 385 mln zł, a w rekordowym 2023 r. przekroczyła 650 mln. W ciągu tych dwóch ostatnich lat ustalenia były więc takie, jak przez pięć lat, o których mowa była w raporcie PwC.

– Najprawdopodobniej do wzrostu efektywności kontroli w zakresie podatku u źródła przyczynia się coraz bardziej zaawansowana analityka danych, specjalizacja kontrolujących i umiejętność wykorzystywania wiedzy zdobytej w ramach poszczególnych kontroli w innych sprawach – komentuje Agnieszka Wnuk.

Zwraca uwagę na to, że statystyki MF dotyczą wyłącznie kontroli zakończonych w danym roku, a więc rozpoczęły się one prawdopodobnie w poprzednich latach i dotyczyły jeszcze wcześniejszego okresu.

– To potwierdza jedynie przypuszczenie, że zarówno liczba kontroli, jak i kwoty ustaleń w zakresie podatku u źródła będą rosnąć – mówi ekspertka Quidea.

Jej zdaniem dobrze byłoby, aby wraz z intensyfikacją działań kontrolnych resort finansów zapewnił podatnikom realną ochronę. – Najwyższy czas na publikację wiążących objaśnień w zakresie podatku u źródła, o treści uwzględniającej rynkowe realia, niebudzących wątpliwości i możliwych do zastosowania. Natomiast na przyszłość warto wyeliminować przepisy budzące najwięcej kontrowersji – komentuje ekspertka.

Czynności sprawdzające
Oprócz kontroli są jeszcze czynności sprawdzające, a więc najbardziej uproszczony tryb weryfikowania rozliczeń, poprzedzający ewentualne kontrole.

– Zauważamy sporą liczbę czynności sprawdzających, które kończą się dobrowolną korektą rozliczeń po stronie podatnika – mówi Grzegorz Niebudek.

Widać to też w komunikatach publikowanych na stronach Krajowej Administracji Skarbowej. Przykładowo 9 lutego br. KAS poinformowała o kontroli, która wykazała brak potrącenia podatku u źródła od wypłacanych za granicę dywidend i odsetek od pożyczek. Wskutek tego polska spółka wpłaciła do budżetu państwa ponad 20 mln zł zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę.

To pokazuje, że nie zawsze podatnicy chcą wchodzić w spór z fiskusem, zwłaszcza gdy po drugiej stronie mają coraz lepiej przygotowanych kontrolujących.

– Kwestią czasu jest, gdy organy podatkowe zainteresują się w większym stopniu oświadczeniami o prawie do skorzystania ze zwolnienia (WH-OSC) i odzyskają w ten sposób dla budżetu kolejne miliony – mówi Grzegorz Niebudek.

Opinie zabezpieczające
Podatnicy uniknęliby wielu problemów, gdyby wyspecjalizowany w zakresie podatku u źródła Lubelski Urząd Skarbowy sprawniej wydawał opinie o stosowaniu preferencji w podatku u źródła. Przypomnijmy, że co do zasady powinno to nastąpić w ciągu sześciu miesięcy od dnia wpływu wniosku do organu podatkowego. Termin ten jest jednak często przekraczany.

Z danych MF wynika, że na rozpatrzenie wniosków trzeba czekać średnio przez osiem miesięcy. Pisaliśmy o tym w artykule „Cierpliwość płatnika i podatnika wystawiona na próbę” (DGP nr 219/2023). Wskazywaliśmy wówczas, że podatnicy często muszą się też liczyć z odmowami wydania takich opinii. Przykładowo od stycznia do września 2023 r. było ich 130.

Zapytaliśmy lubelski urząd, z czego wynikają wspomniane opóźnienia i czy uśrednione terminy wydawania opinii są nadal aktualne. Do dnia zamknięcia tego wydania DGP nie otrzymaliśmy odpowiedzi. ©℗

Kontrole celno-skarbowe przeprowadzone w zakresie podatku u źródła

Kontrole celno-skarbowe przeprowadzone w zakresie podatku u źródła / Dziennik Gazeta Prawna – wydanie cyfrowe

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9476047,podatek-u-zrodla-coraz-wiecej-kontroli-i-domiarow.html

 2. Kto ma obowiązek prowadzenia ksiąg rachunkowych? Dyrektor KIS wyjaśnia

Agnieszka Pokojska | 2 kwietnia 2024, 07:06

Jeżeli przychody netto uzyskane przez podatnika z dwóch działalności – rolniczej i pozarolniczej – przekroczyły w danym roku 2 mln euro, to w kolejnym musi on zaprowadzić księgi rachunkowe dla ich obu. Nie ma znaczenia, że w jednej z nich limit przychodów nie został przekroczony – wyjaśnił dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Chodzi o art. 2 ust.1 pkt 2 ustawy o rachunkowości (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 120 ze zm.). Określa on próg przychodów netto ze sprzedaży towarów, produktów i operacji finansowych, którego osiągnięcie zmusza do prowadzenia ksiąg rachunkowych. Dotyczy on osób fizycznych, wspólników spółek cywilnych, spółek jawnych osób fizycznych i spółek partnerskich oraz przedsiębiorstw w spadku.

Niewykluczone, że od 1 stycznia 2024 r. limit ten wzrośnie z 2 mln do 2,5 mln euro. Pisaliśmy o tym w artykule „Wzrosną limity w ustawie o rachunkowości. Decyzja jeszcze w tym roku” (DGP nr 28/2024).

Podatnik, który wystąpił o interpretację, spytał jednak o obowiązek prowadzenia ksiąg już w 2024 r. Przypomnijmy, że w tym roku trzeba je prowadzić, jeżeli przychody w 2023 r. przekroczyły 9 218 200 zł.

Podatnik wyjaśnił, że prowadzi gospodarstwo rolne i płaci z tego tytułu podatek rolny. Jego przychody netto w tym zakresie w 2023 r. przekroczyły 2 mln euro. W związku z tym musiał on w 2024 r. zaprowadzić w gospodarstwie rolnym księgi rachunkowe.

Oprócz tego, od 2023 r. prowadzi on pozarolniczą działalność gospodarczą, z której przychody (objęte PIT) w 2023 r. nie przekroczyły 2 mln euro. Chciał się upewnić, że w tym zakresie nie musi prowadzić ksiąg rachunkowych.

Nie zgodził się z tym dyrektor KIS. Wyjaśnił, że przy ustalaniu, czy został osiągnięty limit z art. 2 ust. 1 pkt 2 ustawy o rachunkowości, należy wziąć pod uwagę przychody ze sprzedaży w ramach wszystkich rodzajów działalności danego podmiotu, bez względu na to, czy określony rodzaj przychodów jest objęty ustawą o PIT, czy np. przepisami o podatku rolnym.

– Z tego wynika, że obowiązek prowadzenia ksiąg rachunkowych zależy od formy prawnej jednostki lub wielkości osiąganych przychodów, nie zaś od przedmiotu działalności i sposobu opodatkowania – stwierdził organ. ©℗

Podstawa prawna
Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 21 marca 2024 r., sygn. 0112-KDIL2-2.4011.65.2024.1.WS

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9476266,kto-ma-obowiazek-prowadzenia-ksiag-rachunkowych-dyrektor-kis-wyjasnia.html

 3. Zmiany w podatku od nieruchomości. Czy wróci podatek katastralny?

3 kwietnia 2024, 06:00

Jak wynika z informacji przekazanych przez Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich, trwają prace nad nową definicją budynku i budowli w podatku od nieruchomości. Zmianie mają ulec również dotychczasowe zasady opodatkowania miejsc postojowych. Czy wróci podatek katastralny?

Co z definicją budynku i budowli?
W wyroku z dnia 4 lipca 2023 roku (sygn. SK 14/21) Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności definicji budowli z Konstytucją i wyznaczył ustawodawcy 1,5 roku na stosowną zmianę przepisów. Z kolei w wyroku z dnia 18 października 2023 roku (sygn. SK 23/19) Trybunał zakwestionował zasady opodatkowania garaży/miejsc postojowych w budynkach mieszkalnych.

Zgodnie z odpowiedzią wiceministra Jarosława Nenemana na wystąpienie RPO, resort pracuje nad definicją pojęcia „budowla” do celów opodatkowania podatkiem od nieruchomości. Opisane prace mają na celu wprowadzenie do ustawy o podatkach i opłatach lokalnych „autonomicznej definicji, która nie będzie odwoływała się do przepisów pozapodatkowych”.

Jak wskazał wiceminister Jarosław Neneman, resort rozważa również „określenie zamkniętego katalogu obiektów podlegających opodatkowaniu w nowym załączniku do ustawy”.

Czy zmienią się zasady opodatkowania miejsc postojowych?
Obecnie miejsca postojowe w budynkach mieszkalnych są różnie opodatkowane – część właścicieli płaci podatek według stawki właściwej dla budynków pozostałych, a część według stawki mieszkalnej.

Właściciele, którzy mają mieszkanie i miejsce postojowe na jednej księdze wieczystej płacą niższą stawkę. Z kolei wyższą płacą ci, którzy mają mieszkanie wyodrębnione od miejsca postojowego. Są to zasady ustalone wiele lat temu w uchwale Naczelnego Sądu Administracyjnego.

W ubiegłorocznym wyroku Trybunał Konstytucyjny uznał powyższe zróżnicowanie stawki za niezgodne z Konstytucją. Wskazał również, że wszystkie garaże w budynkach mieszkalnych powinny być opodatkowane według jednakowej stawki podatku od nieruchomości – stawki mieszkalnej.

Wiceminister Jarosław Neneman przyznał, że Ministerstwo Finansów dostrzega tę niekonsekwencję i podjęło prace nad doprecyzowaniem zasad opodatkowania garaży.

Czy wróci podatek katastralny?
Obecnie opodatkowanie od wartości dotyczy jedynie budowli. Podatek od wszystkich pozostałych nieruchomości naliczany jest od ich powierzchni lub powierzchni użytkowej. W odpowiedzi na wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich padło zapewnienie, zgodnie z którym Ministerstwo Finansów oficjalnie zaprzeczyło chęci wprowadzenia podatku od wartości nieruchomości. Jak poinformował wiceminister Jarosław Neneman, „Nie przewiduje się obecnie przeprowadzenia systemowych zmian w opodatkowaniu nieruchomości”.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9475618,podatek-od-nieruchomosci-czy-wroci-podatek-katastralny-szykuja-sie-zmiany.html

 4. Norweski VAT wchodzi do podstawy opodatkowania w polskim CIT

Robert P. Stępień | 4 kwietnia 2024, 08:03

Norweski podatek od wartości dodanej nie jest neutralny jak polski VAT. Dlatego jego kwota jest częścią przychodu opodatkowanego w Polsce, a zarazem może być zaliczana do podatkowych kosztów – orzekł NSA.

Stwierdził, że choć Norwegia jest państwem stowarzyszonym z Unią Europejską, to w relacjach dotyczących opodatkowania w Polsce dochodu uzyskanego w Norwegii pierwszeństwo mają polskie przepisy. A w ich świetle – według sądu kasacyjnego – norweski MVA nie jest tożsamy z polskim podatkiem od towarów i usług.

Sprawa dotyczyła polskiej spółki z o.o. , która w Norwegii remontuje statki. Spółka podlega nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu w Polsce, a w Norwegii nie prowadzi zagranicznego zakładu. Wystawia kontrahentowi faktury, na których wykazuje norweski podatek zwany MVA (25 proc.), będący odpowiednikiem polskiego podatku od towarów i usług. Spółka odprowadza go do norweskiego urzędu skarbowego

Spółka uważała, że MVA to podatek pośredni podobny do polskiego VAT, a zatem nie wchodzi do podstawy opodatkowania polskim CIT. Jednocześnie uważała, że jest on wyłączony z kosztów uzyskania przychodu, a zatem z faktur zakupowych (za usługi nabywane w Norwegii) może ona odliczać tylko kwotę netto.

CIT od kwoty brutto
Nie zgodził się z nią dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. Stwierdził, że w świetle art. 12 i art. 16 ust. 1 pkt 46 lit. a–b ustawy o CIT wyłączenie z podstawy opodatkowania CIT w Polsce dotyczy tylko kwoty należnego podatku od towarów i usług. A przez „podatek od towarów i usług” należy rozumieć VAT obowiązujący wyłącznie na terytorium UE, a nie w państwach stowarzyszonych, takich jak Norwegia. Wywiódł to z art. 1 ust. 1, art. 2 i 2a ustawy VAT.

Uznał więc, że przychodem spółki podlegającym opodatkowaniu CIT w Polsce jest kwota brutto, wraz z norweskim MVA.

To odpowiednik polskiego VAT?
Interpretację tę uchylił WSA w Gdańsku (sygn. akt I SA/Gd 1152/20). Orzekł, że intencją polskiego ustawodawcy było niewprowadzanie do kategorii przychodowych i kosztowych kwot podatku, który nie jest definitywnym przysporzeniem majątkowym podatnika. Przychodem w rozumieniu art. 12 ustawy o CIT jest jedynie trwałe, bezzwrotne i definitywne przysporzenie majątkowe – stwierdził WSA. Uznał, że norweski MVA nie spełnia tego kryterium, bo spółka płaci go norweskiemu fiskusowi.

Sąd orzekł zarazem, że MVA nie może być kosztem uzyskania przychodu dla celów polskiego CIT, bo polska spółka ma zasadniczo prawo odliczyć go w Norwegii.

Nawiązał też do art. 3 lit. a umowy pomiędzy Unią Europejską a Królestwem Norwegii o współpracy administracyjnej, zwalczaniu oszustw oraz odzyskiwaniu wierzytelności w dziedzinie podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE z 2018 r. L 195, s. 3). Na tej podstawie uznał, że unijny podatek od wartości dodanej i norweski MVA są tożsame i oba należy traktować tak samo. Norweski MVA nie jest zatem przychodem na gruncie polskiej ustawy o CIT – orzekł WSA.

NSA po stronie fiskusa
Nie zgodził się z tym Naczelny Sąd Administracyjny. Zwrócił uwagę na to, że zgodnie z art. 3 pkt 2 ordynacji podatkowej przez przepisy podatkowe – w tym decydujące o tym, co jest odpowiednikiem polskiego VAT – rozumie się m.in. postanowienia ratyfikowanych przez Rzeczpospolitą Polską umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Natomiast akt prawny, na który powołał się WSA w Gdańsku, czyli unijno-norweska umowa o współpracy w zakresie podatku od wartości dodanej, jest porozumieniem pomiędzy Norwegią i innym niż Polska podmiotem prawa międzynarodowego. Dlatego, zdaniem sądu kasacyjnego, ten akt prawny nie ma zastosowania do rozważanej sytuacji.

– Po pierwsze, ta umowa międzynarodowa nie została ratyfikowana przez Polskę, lecz jest regulacją na linii UE–Norwegia. Po drugie, Norwegia nie ma zawartej z Polską i ratyfikowanej przez nasz kraj umowy dwustronnej dotyczącej unikania podwójnego opodatkowania – wyjaśniała sędzia Małgorzata Wolf-Kalamala.

Dlatego – jak orzekł NSA – przychodem do opodatkowania polskim CIT jest wartość faktury brutto (czyli łącznie z MVA). Jednocześnie polska spółka będzie mogła zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu MVA z norweskich faktur zakupowych.

Decyzja mogłaby być inna
Sędzia Małgorzata Wolf-Kalamala podkreśliła zarazem, że w tej sprawie chodziło o interpretację indywidualną, a nie o wymiar podatku. NSA mógł więc oprzeć się wyłącznie na stanie faktycznym oraz ogólnie przedstawionej we wniosku spółki analizie podobieństw norweskiego MVA i polskiego VAT.

– Spółka nie wykazała szczegółowo, które przepisy polskiej ustawy o VAT i norweskiej ustawy o MVA przyjmują identyczne lub zbieżne rozwiązania w obydwu tych podatkach. Jej stwierdzenie podobieństw ograniczało się właściwie do konstatacji, że są to podatki tożsame – tłumaczyła sędzia Wolf-Kalamala.

Dodała, że gdyby to było postępowanie wymiarowe, a nie interpretacyjne, i w jego toku organ podatkowy przeprowadziłby dowody porównawcze na podstawie przepisów obydwu ustaw krajowych, to być może decyzja kończąca postępowanie byłaby inna. Pod warunkiem że spółka rzeczywiście wskazałaby na podobieństwa obydwu podatków pośrednich, dokonując szczegółowej analizy przepisów ustaw polskiej i norweskiej, a nie ograniczyłaby się tylko do stwierdzenia, że MVA i podatek od towarów i usług są tożsame – podsumował NSA.©℗

orzecznictwo

Podstawa prawna
Wyrok NSA z 2 kwietnia 2024 r., sygn. akt II FSK 774/21 www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9477882,norweski-vat-wchodzi-do-podstawy-opodatkowania-w-polskim-cit.html

 5. Ulga na działalność badawczo-rozwojową. Deregulacja w kierunku… podatkowej optymalizacji

Mariusz Szulc | dzisiaj, 08:00

Ministerstwo Rozwoju i Technologii chce poluzować przepisy o uldze na działalność badawczo-rozwojową. W jej ramach firmy mogłyby odliczać koszty ekspertyz, opinii i usług doradczych zamówionych u jakiegokolwiek podmiotu.

Nie wiadomo, jak ustosunkuje się do tego resort finansów, który odpowiada za podatki. Spytaliśmy o to biuro prasowe MF, w odpowiedzi usłyszeliśmy, że projekt nie był jeszcze konsultowany z resortem finansów.

Inna planowana przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT) zmiana też dotyczy podatków, a konkretnie uchylenia kontrowersyjnego przepisu, który dziś powoduje zawieszenie biegu podatkowego przedawnienia, jeżeli wszczęte zostanie postępowanie w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe. Przepis ten – jak twierdzą podatnicy i ich pełnomocnicy – bywa instrumentalnie wykorzystywany przez skarbówkę po to, żeby nie dopuścić do przedawnienia podatku. Jego uchylenie proponowało jakiś czas temu samo Ministerstwo Finansów, ale równolegle szykowało inne zmiany, które miały zapobiegać przedawnianiu się podatków.

Natomiast w projekcie przygotowanym przez MRiT mowa jest tylko o uchyleniu obecnego kontrowersyjnego przepisu.

Jest zaskoczenie
Chodzi o projekt nowelizacji niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego. Jego założenia (niepodatkowe) opisaliśmy wczoraj w artykule „Powrót pomysłów na deregulowanie rynku” (DGP nr 70/2024).

Podatki i opłaty lokalne
W najnowszym projekcie deregulacyjnym znalazły się również inne zmiany podatkowe np. w zakresie podatków i opłat lokalnych. Zaproponowano, aby podatnicy nie musieli składać fiskusowi informacji o nieruchomościach i obiektach budowlanych związanych z powstaniem albo wygaśnięciem obowiązku podatkowego w zakresie podatku od nieruchomości, jeśli okoliczności te wynikają z aktu notarialnego. Warunkiem byłoby, aby notariusz przesłał wypis tego aktu do urzędu skarbowego. ©℗

Jeśli chodzi o zmiany podatkowe, to zaskoczeni są sami doradcy podatkowi. Jak najbardziej opowiadają się za ułatwieniem zasad korzystania z ulgi B+R, ale – jak sami przyznają – najnowszy projekt być może idzie zbyt daleko.

– Być może warto byłoby chociaż wprowadzić ograniczenia dla kosztów ekspertyz lub doradztwa nabywanych od podmiotów powiązanych. W przeciwnym razie powstaje ryzyko, że ulga badawczo-rozwojowa stanie się polem do nadużyć – komentuje Tomasz Jakubiak vel Wojtczak, radca prawny i założyciel kancelarii Ulve Tax & Legal. Przypomina, że zabezpieczenia przed takimi nadużyciami są np. w przepisach o uldze IP Box.

Zdziwienie ekspertów budzi również to, że z planowanych ułatwień w zakresie ulgi B+R mieliby korzystać wyłącznie podatnicy CIT. A dlaczego nie przedsiębiorcy płacący PIT? – pytają.

Już był problem
Przypomnijmy, że w ramach ulgi B+R przedsiębiorcy uzyskujący przychody z działalności operacyjnej mogą dodatkowo odliczyć od dochodu koszty kwalifikowane poniesione na działalność badawczo-rozwojową. Preferencja sprawia, że w sumie podatnik odlicza wydatki dwukrotnie (raz w ramach kosztów uzyskania przychodu, drugi raz w ramach ulgi), a nawet potrójnie (koszty zatrudnienia).

Listę kosztów kwalifikowanych znajdziemy w art. 18d ust. 2 ustawy o CIT i art. 26e ust. 2 ustawy o PIT.

Zmiana miałaby dotyczyć tych, które są wymienione w pkt 3, gdzie mowa o „ekspertyzach, opiniach, usługach doradczych i usługach równorzędnych”.

Ten punkt już w przeszłości sprawiał problemy i był powodem licznych sporów z fiskusem. Początkowo bowiem (przepisy o uldze B+R weszły w życie od 2016 r.) wynikało z niego, że kosztem kwalifikowanym dla celów ulgi B+R są „ekspertyzy, opinie, usługi doradcze i usługi równorzędne, a także nabycie wyników badań naukowych, świadczonych lub wykonywanych na podstawie umowy przez jednostkę naukową w rozumieniu ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o zasadach finansowania nauki (Dz.U. z 2014 r. poz. 1620 oraz z 2015 r. poz. 249 i 1268) na potrzeby prowadzonej działalności badawczo-rozwojowej”.

Przy takim brzmieniu przepisu podatnicy uważali, że wymóg korzystania z usług jednostki naukowej dotyczy wyłącznie nabycia badań naukowych, natomiast nie odnosi się do wydatków na ekspertyzy, opinie lub doradztwo. Te mogą być świadczone przez jakikolwiek podmiot – twierdzili.

Potwierdzały to również niektóre sądy. Ostatecznie jednak NSA orzekł inaczej, m.in. w wyroku z 17 maja 2022 r. (sygn. akt II FSK 2222/19). Zgodził się z fiskusem, że koszty ekspertyz lub doradztwa mogą zostać odliczone tylko wtedy, gdy świadczyłaby je jednostka naukowa.

Chcąc przeciąć spory o to, resort finansów doprowadził do nowelizacji przepisu. Od 2018 r. koszty ekspertyz, opinii lub doradztwa mogą być odliczane wyłącznie, gdy zostały nabyte od podmiotu, o którym mowa w art. 7 ust. 1 pkt 1, 2 i 4–8 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 742). Chodzi m.in. o uczelnie i instytuty naukowe oraz badawcze.

Nie tylko od naukowców
Teraz znów przepis ten miałby się zmienić, przy czym wyłącznie dla podatników CIT – wynika z projektu MRiT. Mogliby oni odliczać w ramach ulgi B+R koszty ekspertyz, opinii, doradztwa i usług równorzędnych, świadczonych lub wykonywanych przez jakikolwiek podmiot, z którym zostanie podpisana umowa.

Projektodawcy uzasadniają to następująco: „W praktyce często zdarza się, że ekspertyzy, opinie czy usługi doradcze świadczone są przez wyspecjalizowane podmioty, które nie posiadają statusu jednostki naukowej, a współpraca z jednostkami naukowymi nie zawsze w praktyce jest możliwa i uzasadniona, np. ze względu na poziom doświadczenia, jaki prezentują poszczególni partnerzy”.

To, że problem istnieje, potwierdzają sami eksperci.

– W wielu obszarach najnowsze rozwiązania produktowe lub technologiczne powstają u przedsiębiorców, w ich działach B+R lub w wyspecjalizowanych podmiotach zajmujących się prowadzeniem badań w grupach kapitałowych. Zezwolenie na odliczenie wydatków na ich zakup byłoby więc bardzo dobrą zmianą – ocenia Honorata Ścisłowicz, doradca podatkowy i partner w HOSS Advisory.

Podobnym spostrzeżeniem dzieli się Tomasz Jakubiak vel Wojtczak. – Mogę przywołać sytuację podatnika, który korzystał ze wsparcia firmy wyspecjalizowanej w zakresie urządzeń pomiarowych dla szeroko pojętej branży przesyłowej i energetycznej. Ich wiedza była unikalna i nie było ryzyka nadużyć podatkowych. W takiej sytuacji uzależnianie możliwości rozliczenia kosztu w ramach ulgi B+R od formalnego statusu jednostki, a nie rzeczywistej treści świadczenia jest arbitralne i nielogiczne – tłumaczy ekspert.

Więcej odliczeń
Oprócz tego MRiT proponuje, aby w ramach ulgi B+R można było odliczać również koszty:

■ przeglądów, konserwacji oraz kalibracji aparatury naukowo-badawczej wykorzystywanej wyłącznie w prowadzonej działalności badawczo-rozwojowej, jeżeli to korzystanie nie wynika z umowy zawartej z podmiotem powiązanym,

■ specjalistycznego transportu towarów wykorzystywanych wyłącznie w prowadzonej działalności badawczo-rozwojowej, jeżeli to korzystanie nie wynika z umowy zawartej z podmiotem powiązanym.

Bez akcyzy
Kolejna zmiana związana z ulgą B+R miałaby się znaleźć w ustawie o podatku akcyzowym. Z akcyzy byłyby zwolnione samochody osobowe wykorzystywane do celów badawczych w działalności B+R prowadzonej przez centrum badawczo-rozwojowe, o którym mowa w art. 17 ustawy o niektórych formach wspierania działalności innowacyjnej (Dz.U. z 2022 r. poz. 2474).

Łatwiej o przedawnienie
Trudniej jest przewidzieć reakcję Ministerstwa Finansów w odniesieniu do drugiego podatkowego pomysłu resortu rozwoju i technologii. Chodzi o propozycję uchylenia art. 70 par. 6 pkt 1 ordynacji podatkowej. Zgodnie z tym przepisem bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego ulega zawieszeniu, gdy wszczęte zostało postępowanie w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe. Wystarczy, że podatnik zostanie o tym powiadomiony, a fiskus ma tylko podejrzenie, że mogło dojść do przestępstwa lub wykroczenia w związku z niewykonaniem danego zobowiązania podatkowego.

Przedsiębiorcy od lat twierdzą, że fiskus wykorzystuje ten przepis instrumentalnie, tj. wykorzystuje go po to, aby wstrzymać przedawnienie ich podatków. Od lat piszą w tej sprawie do kolejnych rzeczników praw obywatelskich, a ci przyznają, że problem istnieje.

Już w 2014 r. ówczesny RPO zaskarżył art. 70 par. 6 pkt 1 ordynacji do Trybunału Konstytucyjnego, ale ten nie wydał wyroku, tylko zamknął rozprawę, po czym otworzył ją na nowo bez wyznaczania kolejnego terminu.

W maju 2021 r. natomiast poszerzony skład Naczelnego Sądu Administracyjnego wydał uchwałę (I FPS 1/21), w której potwierdził: sądy administracyjne mogą badać, czy organy podatkowe wszczęły postępowania karne skarbowe instrumentalnie, a więc nie ze względu na prawdopodobieństwo wykroczenia lub przestępstwa skarbowego, lecz jedynie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia.

Od tamtej pory sądy administracyjne zaczęły bliżej przyglądać się tego typu sprawom. Ich wyroki są różne, w zależności od okoliczności sprawy. Czasem wygrywa fiskus, czasem podatnicy, jak choćby w opisanym przez nas wczoraj wyroku WSA w Warszawie z 27 marca 2024 r. (III SA/Wa 2577/23) – patrz: „Siedem miesięcy przed przedawnieniem to też krótko” (DGP nr 70/2024).

Fiskus miał własne pomysły
W lipcu 2022 r. resort finansów sam zaproponował uchylenie art. 70 par. 6 pkt 1, ale przygotowany wtedy projekt nowelizacji ordynacji podatkowej ostatecznie nie trafił nawet do Sejmu.

MF chciało też wtedy uchylić inny przepis (art. 70 par. 8), wskutek którego nie przedawniają się zobowiązania zabezpieczone hipoteką lub zastawem skarbowym (choć po upływie terminu przedawnienia mogą być egzekwowane tylko z przedmiotu hipoteki lub zastawu).

Zarazem jednak w resorcie finansów powstawały rozwiązania, które miały zapobiegać przedawnianiu się podatków.

Najdalej szła propozycja, którą wpisano do ubiegłorocznego projektu nowelizacji ordynacji (z czerwca 2023 r.). MF zaproponowało, aby bieg terminu przedawnienia nie rozpoczynał się, a rozpoczęty ulegał zawieszeniu „z dniem wszczęcia kontroli celno-skarbowej”.

Gdyby ta zmiana weszła w życie, wystarczyłoby, aby fiskus rozpoczął kontrolę celno-skarbową, a pięcioletni termin przedawnienia zobowiązania podatkowego mógłby zostać wydłużony o kolejne lata.

Kolejną przyczyną prowadzącą do zawieszenia biegu przedawnienia miało być wszczęcie postępowania albo jego przejęcie przez szefa Krajowej Administracji Skarbowej (chodziło o postępowania podatkowe w przypadku unikania opodatkowania – rozdział 2 działu IIIA ordynacji podatkowej).

Zmiany w tym zakresie nie weszły w życie, ale nie można wykluczyć, że jeśli MF zgodzi się, aby art. 70 par. 6 pkt 1 ordynacji podatkowej miał zostać uchylony, to powróci do własnych korzystnych dla fiskusa pomysłów.

Natomiast wcześniej, w 2022 r. MF proponowało, aby bieg terminu przedawnienia był przerywany wskutek ustanowienia hipoteki przymusowej lub zastawu skarbowego (art. 70 par. 4a). To powodowałoby, że termin przedawnienia (zasadniczo pięcioletni) biegłby na nowo.

Resort planował też wprowadzenie nowej przesłanki zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Miało do tego dochodzić, gdy fiskus musiałby poczekać na informacje od administracji skarbowej innego państwa, z którym Polska zawarła umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania lub inną ratyfikowaną umowę międzynarodową. ©℗

Podstawa prawna
Etap legislacyjny
Projekt nowelizacji niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego – w konsultacjach publicznych

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/9483039,ulga-na-dzialalnosc-badawczo-rozwojowa-deregulacja-w-kierunku-podatk.html

Rzeczpospolita

 1. Polskie przedsiębiorstwa będą musiały się zmierzyć z globalnym minimalnym podatkiem

05 kwietnia 2024 | Ranking doradztwa podatkowego

Rok 2024 przyniesie bardzo istotną zmianę w polskim systemie podatkowym. Zgodnie z zapowiedzią rządu, w tym roku ma zostać uchwalona ustawa implementująca postanowienia dyrektywy Rady (UE) 2022/2523 o globalnym podatku minimalnym.

Tytułem przypomnienia – w październiku 2021 r. ponad 135 państw zgromadzonych w formacie ram inkluzyjnych OECD przyjęło dwufilarowe porozumienie w sprawie reformy międzynarodowego systemu podatkowego, mające stanowić odpowiedź społeczności międzynarodowej na wyzwania podatkowe związane z digitalizacją i globalizacją światowej gospodarki (projekt BEPS 2.0.). Jeden z filarów tego projektu, tzw. Filar 2, przewiduje możliwość wprowadzenia globalnego minimalnego podatku według określonego wzoru z poszanowaniem wytycznych administracyjnych wypracowywanych w ramach OECD, tak by przedsiębiorstwa o skonsolidowanych przychodach równych bądź wyższych niż 750 mln EUR dopłacały podatek wyrównawczy, jeżeli liczona według nowych zasad efektywna stawka opodatkowania z tytułu działalności w danym państwie (jurysdykcji) jest niższa niż 15 proc.

Reforma znacząca i skomplikowana
Od strony technicznej, zasady Filaru 2 wymagają co do zasady, aby grupy międzynarodowe objęte zakresem globalnego minimalnego podatku obliczały swoje dochody oraz podatki od tego dochodu w ujęciu jurysdykcyjnym, czyli wspólnie dla wszystkich jednostek zależnych działających w danym państwie, na podstawie ujednoliconych danych finansowych. Na potrzeby takiego wyliczenia nie wystarczą zatem obecnie istniejące w grupach dane i procesy podatkowe, lecz potrzebne będzie posłużenie się danymi na potrzeby konsolidacji z dużą liczbą nowego rodzaju korekt. Jeżeli z tego obliczenia wyniknie efektywna stawka opodatkowania dla danej jurysdykcji poniżej 15 proc., to wówczas na grupie międzynarodowej będzie ciążył obowiązek zapłaty podatku wyrównawczego, tak by „uzupełnić” poziom opodatkowania do 15 proc. Filar 2 przewiduje trzy mechanizmy poboru podatku wyrównawczego. W pierwszej kolejności uprawniona do poboru podatku wyrównawczego na podstawie kwalifikowanego krajowego podatku wyrównawczego będzie jurysdykcja, w której zlokalizowane są jednostki zależne o niskim poziomie opodatkowania. Jeżeli taka jurysdykcja nie zdecyduje się na wprowadzenie takiego podatku, to wówczas w kolejnym kroku uprawniona do nałożenia podatku wyrównawczego będzie, co do zasady, jurysdykcja podmiotu dominującego w łańcuchu właścicielskim na podstawie zasady włączenia dochodu albo jakakolwiek inna jurysdykcja (jurysdykcja pomocnicza), gdzie grupa międzynarodowa ma jednostki zależne, na podstawie zasady zbyt nisko opodatkowanych zysków.

Reforma ta uznawana jest za jedną z najbardziej znaczących (i jedną z najbardziej skomplikowanych) w historii międzynarodowego systemu podatkowego. Pierwszą organizacją, która przyjęła normatywne przepisy w zakresie globalnego minimalnego podatku, transponując wytyczne OECD w tym zakresie, była Unia Europejska, która pod koniec 2022 r. przyjęła jednomyślnie wspomnianą na wstępie dyrektywę. Państwa członkowskie powinny były zaimplementować jej postanowienia do końca 2023 r., przy czym dziewięć państw członkowskich nie zrobiło tego w tym terminie. Polska, ogłaszając harmonogram prac legislacyjnych nad polską ustawą implementacyjną o podatku wyrównawczym na 2024 rok, była ostatnim z państw, które czyni zadość tej powinności. Założeniem Ministerstwa Finansów jest, by polska ustawa, odrębna od ustawy o CIT, zaczęła obowiązywać od 1 stycznia 2025 r.

Jest kilka aspektów w Filarze 2 oraz w planowanej polskiej implementacji, na które polskie przedsiębiorstwa, zarówno te z centralą w Polsce, jak też polskie spółki zależne zagranicznych grup międzynarodowych, powinny zwrócić szczególną uwagę już teraz. Chodzi mianowicie o rozwiązania łagodzące wpływ globalnego minimalnego podatku, czyli mechanizm kompensaty, mechanizm pomniejszenia dla działalności wykorzystującej substrat majątkowo-osobowy oraz bezpieczne przystanie.

Korzystne rozwiązania
Mechanizm kompensaty zakłada wyliczenie efektywnej stawki opodatkowania poprzez łączenie kwot dochodów i podatków wszystkich jednostek zależnych działających w danej jurysdykcji. W efekcie niskie opodatkowanie jednej spółki zależnej może zostać skompensowane wyższym opodatkowaniem innej spółki zależnej działającej w tym samym państwie. Filar 2 przewiduje ponadto pomniejszenie nisko opodatkowanego dochodu o taką jego część, która dla celów globalnego minimalnego podatku będzie uznawana jako „dochód dobry” pomimo faktu, że taki dochód jest opodatkowany efektywną stawką niższą niż 15 proc. Taka „dobra” część dochodu będzie odpowiadać kwocie wyliczanej na podstawie z góry określonej formuły, czyli określonego procentu wartości rzeczowych aktywów trwałych i kosztów wynagrodzeń. Kwestia wyłączenia z uwagi na substrat majątkowo-osobowy była kluczowa dla państw, które przewidują w swoich systemach podatkowych system zachęt podatkowych, jak zwolnienie strefowe czy ulgę B+R. Odnośnie do bezpiecznych przystani, zasady Filaru 2 przewidują za okres 2024–2026 uproszczenia dla grup międzynarodowych w zakresie weryfikacji czy grupy te podlegać będą nowym zasadom, w dużej części na podstawie danych z już funkcjonującej sprawozdawczości w rozbiciu na poszczególne państwa (country-by-country reporting). Oprócz bezpiecznej przystani o charakterze czasowym, zasady Filaru 2 przewidują również permanentną bezpieczną przystań w postaci kwalifikowanego krajowego podatku wyrównawczego, który zautoryzowany przez OECD będzie z definicji wyłączał pozostałe mechanizmy poboru podatku wyrównawczego. Innymi słowy, Polska, wprowadzając taki rodzaj podatku wyrównawczego, wykluczy możliwość nałożenia podatku wyrównawczego przez inne jurysdykcje, państwo centrali lub jurysdykcje pomocnicze, na podstawie innych mechanizmów poboru podatku. To kluczowy element z perspektywy polskich spółek należących do międzynarodowych grup, ponieważ taki krajowy podatek wyrównawczy będzie wyliczany przez polskie spółki na podstawie lokalnych danych finansowych, zwalniając z tego obowiązku zagraniczne centrale. Innymi słowy, docelowo (za lata objęte przepisami o krajowym podatku wyrównawczym) to polskie spółki, a nie ich zagraniczne centrale, będą prawnie zobowiązane do prawidłowego obliczenia (według polskich zasad) oraz zapłaty ewentualnego podatku lub upewnienia się, że mogą skorzystać z tymczasowych ułatwień. Można oczekiwać zatem, że docelowo ciężar wywiązania się z nowych wymogów i związana z tym odpowiedzialność co do zasady spoczną na polskich spółkach i ich zarządach, które nie powinny automatycznie zakładać, że zagraniczne centrale całościowo uwzględnią obowiązki wynikające z polskiej ustawy. To z kolei oznacza, że polskie spółki już teraz powinny włączać się w grupowe dyskusje i działania przygotowawcze, aby upewnić się, że założenia przyjmowane w ich grupie zapewnią im dostateczne zasoby i komfort celem realizacji tych obowiązków.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1513432-Polskie-przedsiebiorstwa-beda-musialy-sie-zmierzyc-z-globalnym-minimalnym-podatkiem.html

 2. JPK_CIT – rewolucja w cieniu KSeF

05 kwietnia 2024 | Ranking doradztwa podatkowego

JPK_KR_PD (księgi i podatek dochodowy) oraz JPK_ST (środki trwałe) – łącznie nazywane JPK_CIT – to nowy format elektronicznego przekazywania danych z ksiąg rachunkowych bezpośrednio do organów podatkowych, zawierający komponent informacji podatkowych.

Obowiązek takiego przekazywania danych został wprowadzony w 2022 r. przez przepisy Polskiego Ładu. Jednocześnie dopiero niedawno opublikowany został projekt rozporządzenia oraz schemat obu raportów składających się na JPK_CIT. Ministerstwo Finansów potwierdziło także, że rok 2025 będzie pierwszym raportowanym okresem.

Z analizy samych raportów, z informacji przekazywanych przez Ministerstwo Finansów w trakcie konsultacji, a także z uzasadnienia do rozporządzenia możemy się domyślać, że celem JPK_CIT jest pozyskanie przez urzędy danych źródłowych na poziomie szczegółowości i o strukturze pozwalającej na porównywanie ich pomiędzy różnymi podatnikami, a także z danymi pochodzącymi z KSeF czy JPK_V7M.

Co i kiedy czeka biznes
JPK_CIT oznacza rewolucję w raportowaniu podatku dochodowego od osób prawnych. Digitalizacja, przez wiele lat obejmująca jedynie podatki pośrednie, teraz dociera również do obszaru podatków bezpośrednich.

Z jednej strony wiąże się to z wieloma wyzwaniami, jak chociażby z koniecznością zbierania bardziej szczegółowych informacji z różnych źródeł danych i systemów, a także informacji, które nie są łatwo dostępne w systemie finansowo-księgowym. Implementacja JPK_CIT może zatem wymagać nie tylko dostosowań w systemach finansowo-księgowych, ale także zmian w procesach, a nawet operacjach biznesowych.

Z drugiej strony w rezultacie rzetelnie prowadzonych projektów implementacyjnych równolegle mogą zostać osiągnięte korzyści w postaci poprawy procesu kalkulacji CIT czy nawet jego automatyzacji.

Nowe wyzwania
Wprowadzanie JPK_CIT będzie realizowane według określonego harmonogramu. W pierwszej kolejności w roku podatkowym rozpoczynającym się po 31 grudnia 2024 r. obowiązkiem raportowania objęci zostaną duzi podatnicy CIT (przychody przekraczające 50 mln euro) oraz podatkowe grupy kapitałowe. Oznacza to również, że wejście w życie nowych przepisów JPK_CIT zbiegnie się w czasie z wprowadzeniem KSeF. Warto zaznaczyć, że obowiązkowe raportowanie za pierwszy rok sprawozdawczy obejmować będzie jedynie strukturę JPK_KR_PD, natomiast JPK_ST będzie nieobligatoryjny.

Raportowanie polegać będzie na przesłaniu informacji do końca trzeciego miesiąca po zakończeniu roku podatkowego. Nie jest natomiast na razie jasne, czy JPK_CIT będzie także składany w trybie „na żądanie”, tak jak obecny JPK_KR(1).

W toku konsultacji Ministerstwo Finansów nie odpowiedziało na pytanie, czy obecnie wprowadzany schemat raportowy jest wersją o ostatecznym poziomie szczegółowości. Może to więc oznaczać, że podatek dochodowy od osób prawnych podąży ścieżką wytyczoną przez podatek od towarów i usług, gdzie początkowo wprowadzony JPK_VAT został zastąpiony przez JPK_V7M i w ostatecznym rozrachunku zrezygnowano z deklaracji VAT-7. Być może zastąpienie deklaracji CIT-8 i noty podatkowej do sprawozdania finansowego jest zatem kwestią czasu.

Jak przygotować się na rewolucję
Rozszerzeniu ulega zakres informacji przekazywanych fiskusowi przez podatników m.in. o NIP kontrahentów, numer KSeF, znaczniki poszczególnych kont zestawienia obrotów i sald czy rozliczenie podatku dochodowego. Część z tych informacji podatnicy będą musieli przekazywać już za rok 2025, a część dopiero od 2026 r.

Potwierdza to wręcz transformacyjny dla CIT charakter nowych wymagań. Z doświadczeń Deloitte zdobytych podczas implementacji zarówno krajowych JPK_VAT, KSeF, jak i SAF-T w wielu krajach regionu wynika, że do właściwego przygotowania się do nowego obowiązku raportowego konieczne jest przeanalizowanie kwestii merytorycznych oraz głównych kwestii technicznych.

Do wdrożenia JPK_CIT można podejść na dwa sposoby, tj. wybierając opcję minimum poprzez implementację jedynie wymagań wynikających wprost z przepisów lub wykorzystać tę okazję także do usprawnienia całego procesu CIT compliance. Niezależnie od wybranej drogi projekty w znacznej części będą przebiegały według podobnego schematu, choć osiągną różną skalę i przyniosą odmienne korzyści. Jak w każdym tego typu wdrożeniu, warto także pamiętać, że składa się ono z dwóch zasadniczych części:

– przeglądu analitycznego i merytorycznego oraz przygotowania do wprowadzenia JPK_CIT, w tym przeglądu gotowości danych i procesów firmy do implementacji nowego raportu;

– technicznego wdrożenia i konfiguracji rozwiązań umożliwiających przygotowanie JPK_CIT w sposób najbardziej zautomatyzowany.

Etapem wstępnym powinna być zawsze wskazana analiza dostępnych danych oraz identyfikacja luk (tzw. analiza Fit & Gap). Dopiero w jej rezultacie możliwe jest określenie skali projektu, koniecznych dostosowań procesowych, systemowych czy prawno-podatkowych, a także wybór najlepszej technologii do realizacji obowiązku raportowego (np. na podstawie stworzonego przez Deloitte oprogramowania taxCube™, systemów finansowo-księgowych czy nakładek na takie systemy).

Biorąc pod uwagę duży zakres zmian i ich potencjalny wpływ na proces kalkulacji CIT oraz nieodległy termin wejścia w życie nowych przepisów, nie należy odkładać rozpoczęcia projektów wdrożeniowych. Pomimo znacznego zakresu wyzwań i wielu istniejących obecnie wątpliwości interpretacyjnych opublikowane schematy raportowe potwierdzają, że digitalizacja prędzej czy później obejmie wszystkie podatki, co w długiej perspektywie może przynieść korzyści procesowe również u podatników.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1513422-JPK-CIT—rewolucja-w-cieniu-KSeF.html

 3. Odpowiedzialność członka zarządu za zobowiązania podatkowe spółki z o.o.

05 kwietnia 2024 | Biznes | Agnieszka Boncławek

Solidarna odpowiedzialność członka zarządu spółki z o.o. wraz ze spółką za jej zobowiązania podatkowe jest niezależna od faktycznie powierzonego członkowi zarządu zakresu obowiązków. Decydującym czynnikiem jest prawidłowe formalnie powołanie danej osoby do zarządu spółki i pozostawanie na stanowisku w okresie, którego takie zobowiązania podatkowe dotyczą.

Tak orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku III FSK 1030/21 z 20 października 2022 r.

Wyrokiem z 18 grudnia 2018 roku (III SA/Wa 776/18) Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę wiceprezes zarządu spółki na decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Warszawie w przedmiocie orzeczenia o solidarnej odpowiedzialności byłego członka zarządu wraz z pozostałymi członkami zarządu oraz spółką za zaległości podatkowe spółki w podatku VAT za okresy rozliczeniowe od stycznia do sierpnia 2012 roku. WSA uznał, iż Dyrektor IAS prawidłowo wykazał w toku postępowania spełnienie przesłanek solidarnej odpowiedzialności członka zarządu, wynikających z art. 116 § 1 ordynacji podatkowej tj.:

– brak zgłoszenia przez skarżącą we właściwym czasie wniosku o ogłoszenie upadłości lub otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego (przy czym skarżąca nie wykazała, że brak takiego zgłoszenia nastąpił bez jej winy) oraz

– bezskuteczność egzekucji z mienia spółki przy jednoczesnym niewskazaniu przez skarżącą mienia spółki, z którego egzekucja umożliwiłaby zaspokojenie zaległości podatkowych w znacznej części.

Zgodnie zaś z przepisem art. 116 § 2 ordynacji podatkowej odpowiedzialność członków zarządu obejmuje zaległości podatkowe z tytułu zobowiązań, których termin płatności upływał w czasie pełnienia przez nich obowiązków członka zarządu. Organ nie miał wątpliwości, że skarżąca w okresie, w którym powstały zaległości podatkowe, była członkinią zarządu spółki, co znalazło potwierdzenie w treści wyciągu z Krajowego Rejestru Sądowego dot. spółki oraz w fakcie, że skarżąca (jako osoba zajmująca stanowisko w zarządzie) podpisywała sprawozdania finansowe spółki za lata 2010–2013 r. WSA potwierdził prawidłowość stanowiska organu, jak również zgodził się z jego ustaleniami. Zdaniem skarżącej wyrok WSA został wydany z naruszeniem szeregu przepisów, w związku z czym wniosła od niego skargę kasacyjną.

Wyrokowi wydanemu przez WSA skarżąca zarzuciła w szczególności naruszenie przepisów postępowania m.in. art. 120, 121 § 1 i art. 122 ordynacji podatkowej przez nienależyte prowadzenie postępowania dowodowego oraz naruszenie przepisów prawa materialnego, tj. art. 116 § 1 i 2 ordynacji podatkowej i bezpodstawne orzeczenie o jej odpowiedzialności solidarnej za zobowiązania spółki, pomimo tego, iż (jak ogólnikowo argumentowała) faktycznie nie pełniła funkcji w zarządzie.

Naczelny Sąd Administracyjny nie przychylił się do argumentacji skarżącej, nie stwierdził również zachodzenia przesłanek nieważności postępowania (do czego badania jest zobowiązany niezależnie od tego, czy zostało to zarzucone w skardze kasacyjnej), w związku z czym skargę oddalił.

W uzasadnieniu swojego orzeczenia NSA wskazał, iż dla oceny spełnienia przesłanki z art. 116 § 2 ordynacji podatkowej (tj. pełnienia funkcji w zarządzie w czasie powstania zaległości) wystarczającym jest formalne pełnienie obowiązków przez członka zarządu. Zostało to jednoznacznie wykazane na podstawie informacji zamieszczonych w Krajowym Rejestrze Sądowym, zgodnie z którym skarżąca zasiadała w zarządzie spółki w okresie, w którym powstały zaległości.

Okoliczność ta została dodatkowo potwierdzona przez fakt podpisywania przez skarżącą sprawozdań finansowych spółki za lata 2010–2013, a więc również za rok, w którym powstały zaległości. Skarżąca na żadnym etapie postępowania nie wykazała, by miała miejsce przerwa w pełnieniu przez nią funkcji w zarządzie – ani z powodu jej tymczasowego odwołania, ani z przyczyn, które obiektywnie i w sposób niemożliwy do usunięcia (np. ciężka choroba) mogłyby wyłączać jej działanie, co w opinii NSA jednoznacznie uzasadniało jej odpowiedzialność na zasadzie art. 116 § 2 ordynacji podatkowej. Stanowisko takie znajduje odzwierciedlenie w ugruntowanym orzecznictwie sądów administracyjnych. W związku z powyższym NSA prawidłowo uznał, że jakiekolwiek ograniczenia w zakresie codziennego prowadzenia spraw spółki przez skarżącą jako członkinię (wiceprezes) zarządu miały miejsce w wyniku dobrowolnego ograniczenia przez nią swojej aktywności.

Komentarz autorki
Agnieszka Boncławek, radczyni prawna Rödl & Partner

W omawianej sprawie należy zgodzić się ze stanowiskiem prezentowanym przez Naczelny Sąd Administracyjny. Zasada odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania podatkowe, opisana w art. 116 ordynacji podatkowej, jest w swojej istocie bardzo zbliżona do odpowiedzialności wynikającej z art. 299 kodeksu spółek handlowych. Celem obu przepisów jest zapewnienie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego poprzez nałożenie na członków zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością obowiązku szczególnej dbałości o regulowanie przez nią zobowiązań. Konsekwencją braku takiej, przynależnej do pełnionej funkcji, dbałości w najdalej idącym scenariuszu jest osobista odpowiedzialność odszkodowawcza członka zarządu wobec wierzycieli zarówno prywatnych, jak i publicznych – do pełnej wysokości powstałych długów wraz z kosztami związanymi z dochodzeniem zapłaty należności od spółki (koszty postępowań sądowych i egzekucyjnych).

Ciekawym aspektem komentowanego orzeczenia jest linia argumentacji skarżącej, która wskazuje, iż „faktycznie” nie pełniła funkcji w zarządzie spółki. Jak słusznie wskazał NSA odpowiedzialność solidarna członka zarządu ze spółką uzależniona jest od spełnienia warunku formalnego, tj. powołania danej osoby do zarządu i jej pozostawania w zarządzie (tj. osoba taka ani nie zrezygnowała z bycia członkiem zarządu, ani nie została z zarządu odwołana) w chwili powstania zaległości. Bez znaczenia pozostają tutaj ewentualne wewnętrzne podziały codziennych obowiązków pomiędzy członków zarządu, rzeczywiście wykonywane lub nadzorowane przez nich czynności. Ma to dość istotne znacznie w kontekście zauważalnego trendu, jakim jest wskazywanie na stronach internetowych spółek (wzorem zapewne amerykańskim) obszaru „działalności” danego członka zarządu, np. zaznaczając, iż jest to „członek zarządu – dyrektor finansowy” lub „członek zarządu – dyrektor ds. operacyjnych”. O ile jednak podział taki może dobrze funkcjonować na co dzień i pozwalać spółce efektywniej działać, to dla osób trzecich pozostaje całkowicie bez znaczenia. Jeśli więc spółka nie reguluje swoich zobowiązań, to odpowiadają za nie wszyscy członkowie zarządu solidarnie (o ile, oczywiście, zachodzą ku temu ustawowe przesłanki), niezależnie od swoich codziennych obowiązków i funkcji tytularnych.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1513441-Odpowiedzialnosc-czlonka-zarzadu-za-zobowiazania-podatkowe-spolki-z-o-o-.html

 4. Świadczenia fundacji rodzinnej opodatkowanie niezależnie od źródła

08 kwietnia 2024 | Podatki | Ignacy Czapla

Fundacja rodzinna podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym nie tylko w przypadku wypłaty świadczeń z osiągniętego zysku, ale również w sytuacji wypłaty ich ze środków przekazanych fundacji przez fundatora.

Tak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 18 grudnia 2023 r. (III SA/Wa 2055/23).

Podatnik będący osobą fizyczną, który planuje utworzenie fundacji rodzinnej, z której on i jego ustawowi spadkobiercy mają otrzymywać świadczenia w formie środków pieniężnych zapytał, czy fundacja może wyłączyć z podstawy opodatkowania (tj. wartości świadczenia udzielanego beneficjentom) wartość środków uprzednio otrzymanych od fundatora i opodatkowanych przez niego PIT. Podatnik we wniosku interpretacyjnym stanął na stanowisku, w myśl którego fundacja rodzinna nie powinna zaliczać do przychodu wartości środków otrzymanych od fundatora, ponieważ pochodzą one z wcześniej opodatkowanej działalności.

Organ w interpretacji indywidualnej z 13 lipca 2023 r. (0114-KDIP2-1.4010.147.2023.2.KS) uznał stanowisko podatnika za nieprawidłowe. Wskazał, że zgodnie z art. 24q ust. 1 pkt 1 i ust. 2 ustawy o CIT do opodatkowania fundacji rodzinnej dochodzi niezależnie od tego, czy wypłacone przez nią świadczenia pochodzą ze środków przekazanych fundacji czy też z osiągniętych przez nią zysków. Zdaniem organu, z brzmienia przepisów ustawy o CIT dotyczących opodatkowania fundacji rodzinnej nie da się wyprowadzić normy pozwalającej na ograniczenie opodatkowania tylko do sytuacji, w której fundacja spełnia świadczenia finansowane z osiągniętych zysków.

Podatnik zaskarżył otrzymaną interpretację indywidualną do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który oddalił skargę, podzielając jednocześnie pogląd organu. Sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku uznał, że z samej treści art. 24q ust. 1 pkt 1 i ust. 2 ustawy o CIT nie wynika, by do opodatkowania fundacji rodzinnej dochodziło wyłącznie wtedy, gdy świadczenia są wypłacane z zysku fundacji. W ocenie WSA w Warszawie nie można postrzegać fundacji rodzinnej jako konstrukcji prawnej, która ma prowadzić wyłącznie do bezpośredniej dystrybucji majątku pomiędzy fundatorem a beneficjentami, w istocie zastępując np. darowiznę.

Skład orzekający wskazał, że ustawodawca przy instytucji fundacji rodzinnej odsunął w czasie moment jej opodatkowania z momentu uzyskania zysku na moment wypłaty świadczeń, czyli rezultatów działalności fundacji. Zdaniem sądu nie można więc przyjąć, że fundacja wypłacając świadczenia na rzecz beneficjentów ma prawo wyłączyć z przychodu wartość środków pieniężnych przekazanych przez fundatora, a tym samym opodatkować tylko świadczenia finansowane z zysków.

Komentarz eksperta
Ignacy Czapla, konsultant w dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte

Uważam, że należy podzielić stanowisko WSA w Warszawie. W mojej ocenie sąd postąpił prawidłowo odwołując się do wykładni literalnej art. 24q ust. 1 pkt 1 i ust. 2 ustawy o CIT, zgodnie z którym w momencie wypłaty świadczenia przez fundację rodzinną dochodzi do powstania po jej stronie przychodu podlegającego opodatkowaniu. Przepis ten – podobnie jak art. 2 ust. 2 ustawy o fundacji rodzinnej, do którego odsyłają przepisy ustawy o CIT w celu ustalenia definicji „świadczenia” – nie różnicuje świadczeń na finansowane z zysków fundacji oraz na finansowane z mienia wnoszonego przez fundatora. Należy zgodzić się więc ze stwierdzeniem WSA w Warszawie, w myśl którego fundacje rodzinne powinny podlegać opodatkowaniu niezależnie od tego, z jakiego źródła pochodzą udzielane przez nie świadczenia.

W mojej ocenie argument celowościowy dotyczący „podwójnego opodatkowania” w przypadku wypłaty świadczeń pochodzących z wkładów wniesionych przez fundatora (raz – opodatkowaniu podatkiem dochodowym po stronie fundatora, dwa – tym samym podatkiem po stronie fundacji w momencie wypłaty świadczenia finansowanego z wkładu fundatora) nie uzasadnia odstąpienia od językowej interpretacji przepisów. Warto pamiętać, że fundacja rodzinna jest osobą prawną (art. 4 ust. 1 ustawy o fundacji rodzinnej), a więc podmiotem odrębnym od jej fundatora i beneficjentów. Mienie wnoszone przez fundatora staje się więc – po jego przekazaniu – mieniem fundacji. Taka interpretacja może wynikać również z wykładni systemowej ustawy o fundacji rodzinnej. Ustawodawca wielokrotnie posługując się bowiem sformułowaniem „majątek (w niektórych przypadkach – mienie) fundacji rodzinnej” np. tytułując w ten sposób rozdział 3 tej ustawy. Odrębność majątków fundacji rodzinnej i fundatora zdaje się potwierdzać także art. 20 ustawy o fundacji rodzinnej, w myśl którego fundacja nie może zwracać fundatorowi mienia wniesionego na pokrycie funduszu założycielskiego ani w całości, ani w części, chyba że ustawa stanowi inaczej. W mojej ocenie nie można więc mówić w opisywanym przypadku o „podwójnym opodatkowaniu” w ujęciu prawnym. Dwa powstające zobowiązania podatkowe dotyczą bowiem w istocie dwóch odrębnych podmiotów, o odrębnych majątkach oraz mają swoje źródło w dwóch odrębnych zdarzeniach (w przypadku fundatora – osiągnięcia dochodu, w przypadku fundacji – wypłaty świadczenia).

Trafna jest również ocena WSA w Warszawie, który odrzucając argumenty podatnika wskazuje, że powoływanie do życia fundacji rodzinnych nie ma zastępować innych instytucji prawa prywatnego (np. darowizny). Jednorodne opodatkowanie fundacji rodzinnych (tj. opodatkowanie ich w momencie wypłaty świadczeń, niezależnie od źródła ich finansowania) ma, w mojej ocenie, przeciwdziałać sytuacjom, w których fundacja rodzinna nie prowadziłaby w istocie działalności, a jedynie redystrybuowałaby majątek fundatora. Majątek wniesiony do fundacji rodzinnej ma zgodnie z jego przeznaczeniem zostać wykorzystany do wygenerowania zysków przez fundację, a nie do prostej redystrybucji wkładów fundatora do beneficjentów.

Obowiązujące regulacje należy odczytywać w ten sposób, że premiują one „rentowne” fundacje, które – korzystając z wniesionego przez fundatora mienia – zyskownie inwestują i w ten sposób uzyskują środki w celu spełniania świadczeń na rzecz beneficjentów. Jeżeli więc celem podatnika nie jest długofalowa inwestycja, a jedynie bieżące zaspokajanie potrzeb najbliższych, to dla jego realizacji można rozważyć wykorzystanie innych dostępnych i prostych środków prawnych (np. wspomnianej umowy darowizny), w miejsce zakładania fundacji rodzinnej. Uważam więc, że wyrok WSA w Warszawie powinien zostać utrzymany w mocy przez Naczelny Sąd Administracyjny.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1513542-Swiadczenia-fundacji-rodzinnej-opodatkowanie-niezaleznie-od-zrodla.html

 5. Błędy w fundacjach rodzinnych – problem fundatorów, doradców… i ustawodawcy

09 kwietnia 2024 | Administracja i samorząd | Agnieszka Krysik

Fundacje rodzinne od 22 maja 2023 r. realizują cele sukcesyjne fundatorów. Oczywiście nie tylko. Ustawodawca stworzył atrakcyjne narzędzie sukcesji majątku, które pozwala pomnażać majątek rodzinny i daje preferencje podatkowe. Nie tylko potencjalnych fundatorów, ale i rynku doradczego.

Na rynku usług doradczych pojawiło się wielu nowych specjalistów od strukturyzacji fundacji rodzinnych. Stali się nimi również ci doradcy, który wcześniej nie zajmowali się procesami sukcesyjnymi, jak i ci którzy nie mają doświadczenia w obsłudze korporacyjnej spółek prawa handlowego. A te kompetencje są kluczowe dla prawidłowej obsługi procesów sukcesyjnych z wykorzystaniem fundacji rodzinnych.

Wykładnia przepisów ustawy
Ustawa o fundacjach rodzinnych to nowe przepisy. Projektowane były z udziałem strony społecznej, reprezentantów przedsiębiorców, grona bardzo dobrych doradców prawnych i podatkowych, przedstawicieli notariuszy i pozostałych reprezentantów obrotu gospodarczego.

Wszyscy biorcy udział w procesie projektowania oraz procesie ustawodawczym jednogłośnie twierdzą, że wprowadzone przepisy są dobre. Jak się jednak okazuje wyzwaniem jest ich wykładnia i prawidłowe ich stosowanie. Nowe przepisy zostały stworzone z uwzględnieniem polskiego systemu prawnego. Organy fundacji rodzinnej zostały stworzone na wzór organów spółek kapitałowych, czerpiąc z dużego dorobku orzeczniczego i praktyki. Część przepisów stanowi ich lustrzane odwzorowanie.

Zagrożenie dla obrotu gospodarczego
Istotną normą jest określenie sposobu reprezentacji fundacji rodzinnej w umowie lub sporze z członkiem zarządu fundacji rodzinnej (art. 63). Jest to przepis, który ma odpowiednie zastosowanie do reprezentacji fundacji rodzinnej w organizacji w umowie zawieranej z członkiem zarządu fundacji rodzinnej w organizacji.

Niestety obserwujemy w praktyce dość dużo błędnego zastosowania przepisów ustawy o fundacji rodzinnej w czynnościach prawnych w okresie, w jakim fundacja rodzinna jest w organizacji. Jest to okres od powołania fundacji rodzinnej w akcie założycielskim do jej wpisu w rejestrze fundacji rodzinnych. Niestety wpływ na to ma nadal dość długi termin oczekiwania na wpis fundacji rodzinnej do rejestru fundacji rodzinnych, co powoduje że w okresie „w organizacji” wnoszone jest mienie o wartości często przekraczającej dziesiątki czy setki milionów złotych. I oczywiście z perspektywy prawnej jest to możliwe. Ale by było skuteczne i ważne musi być przeprowadzone zgodnie z ustawą.

Błędny sposób reprezentacji fundacji rodzinnej w organizacji ma miejsce, gdy do umowy darowizny pomiędzy fundatorem pełniącym funkcję członka zarządu a fundacją rodzinną w organizacji zastosowany jest art. 23 ustawy, na podstawie którego fundację rodzinną reprezentuje fundator lub pełnomocnik powołany przez fundatora. Jest to niezgodne z prawem zastosowanie sposobu reprezentacji. W takiej sytuacji czynność prawna powinna uwzględniać przepis szczególny, którym jest art. 63 ustawy o fundacji rodzinnej (analogiczny jest w spółkach kapitałowych, np. art. 210 Kodeksu spółek handlowych). Jest to przepis, do którego wprost odsyła art. 23 ust. 6 ustawy o fundacji rodzinnej, analogicznie jak dla spółek kapitałowych jest to art. 11 § 2 Kodeksu spółek handlowych.

Nieprawidłowo przeprowadzone czynności zagrażają bezpieczeństwu obrotu gospodarczego. Jest wiele fundacji rodzinnych w organizacji, które przy błędnej reprezentacji przeprowadziły czynności nabycia mienia a następnie mienie to zostało zbyte (na przykład udziały czy akcje spółek).

Inne zagadnienia
Dostrzegamy również inne zagadnienia, które warto, aby ustawodawca poddał doprecyzowaniu. Jednym z nich to charakter świadczeń od fundacji rodzinnej do beneficjenta. W dyskusji prawnej możemy spotkać się z argumentami za traktowaniem świadczenia jako darowizny. Ustawodawca jednak nie wyjaśnił charakteru świadczenia wprost. Może mieć to znaczenie dla oceny czy świadczenia otrzymane przez beneficjenta będącego w związku małżeńskim z obowiązującym ustawowym ustrojem wspólności majątkowej trafi do majątku odrębnego beneficjenta czy do majątku wspólnego.

Innym zagadnieniem jest swoboda i elastyczność kształtowania treści statutu fundacji rodzinnej. Ona bez wątpienia jest bardzo duża, co dla strukturyzacji sukcesyjnej jest bardzo cenne i ważne. Pojawiają się jednak pomysły tak swobodnego kształtowania treści statutu, które naruszają naturę fundacji rodzinnej i jej organów. Spodziewam się, że ocena skuteczności takich postanowień pojawi się na etapie sporów korporacyjnych, co nastąpi w ciągu dekady, gdy pierwsi fundatorzy – założyciele umrą i wygaśnie status fundatora. We wszystkim winniśmy kierować się treścią przepisów, sprawdzeniem mechanizmów które szyjemy w statutach przede wszystkim w ten sposób czy je faktycznie rozumiemy i wiemy jak zastosować.

Efekt nowości
Nowy instrument prawny spotkał się z olbrzymim zainteresowaniem środowiska doradczego. Nie często doradcy otrzymują nowy instrument, który jest dla nich produktem sprzedaży w usługach prawnych. Tak też stało się z fundacją rodzinną, dla której już wiosną 2023 r. ceny usługi prawnej miały ogromną rozpiętość od sięgających 200 zł po 5 tysięcy złotych.

Niepokój pojawiał się oczywiście przy tych usługach oferowanych za 5 tys. złotych. Dlaczego? Odpowiedź specjalistów od sukcesji jest prosta. Fundacja rodzinna to narzędzie strukturyzacji sukcesyjnej, stosowane do indywidualnej rodziny, majątku i uwarunkowań ich dotyczących. A takiej usługi prawnej nie da się wycenić na 5 do 10 tysięcy złotych. Jeżeli klient chce wprowadzić jedynie wehikuł inwestycyjny (a często podatkowy!) to bywa, że nie jest zainteresowany sukcesją. Wtedy skupia się na oczekiwaniu prostego tekstu statutu, takiego który w zasadzie nie różnicuje jego sytuacji sukcesyjnej. Czy wtedy fundacja rodzinna spełnia cele ustawowe? Ktoś pomyśli, że to straszenie. Nie. To będzie prosta weryfikacja, którą organy kontroli skarbowej przeprowadzą – jak sądzę – za trzy, cztery lata.

Agnieszka Krysik
radca prawny, założycielka KRYSIKLAW, prezes zarządu Ope- rator Fundacji Rodzinnej sp. z o.o., przewodnicząca Komisji BCC dla Rodziny – Business Centre Club

Warto korzystać z doradców, którzy wiedzą jak stosować ustawę o fundacji rodzinnej. Warto też sięgać do opracowań, szkoleń, wielu konsultacji z różnymi doradcami. Jednym ze źródeł, poza kilkoma obecnymi na rynku wydawniczym komentarzami do ustawy, jest podręcznik o fundacji rodzinnej przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii z udziałem ekspertów prawnych i zamieszczony na stronie www MRiT https://www.gov.pl/web/rozwoj-technologia/podreczniki-o-sukcesji

Ustawa o fundacjach rodzinnych wprowadza trzy -letni termin na ocenę skutków regulacyjnych. Wydaje się uzasadnione, aby już dziś rozpocząć prace nad nowelizacjami, które wesprą bezpieczeństwo obrotu. Liczę, że Zespół Doskonalenia Regulacyjnego w MRiT już niedługo podejmie rozmowy ze stroną społeczną (podążając za doskonałą praktyką dialogu na etapie projektowania przepisów) o potrzebie nowelizacji i – jakże ważnej – zabezpieczenia obrotu w związku z liczbą nieważnych czynności z zastosowaniem błędnej reprezentacji fundacji rodzinnej w organizacji. Ważny postulat to wznowienie rozmów resortowych na temat ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego i zagadnieniu przenoszenia nieruchomości rolnych do fundacji rodzinnej. Jesienna nowelizacja w tym zakresie pokazała, że interes sukcesyjny prezentowany przez 6 lat prac nad projektem ustawy o fundacji rodzinnej został całkowicie pominięty. Co więcej przypuszczam, że będzie dochodzić do skorzystania z uprawnień Skarbu Państwa do nabycia gruntów rolnych wnoszonych do fundacji rodzinnej. Dlatego dalsze pozostawienie fundacji rodzinnej poza katalogiem osób bliskich definiowanym na gruncie ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego uniemożliwi sukcesję wielu fundatorom.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1513550-Bledy-w-fundacjach-rodzinnych—problem-fundatorow–doradcow–i-ustawodawcy.html

Budownictwo i PZP | Prasówka | 04.04.2024 r.

Business Insider

Większe place zabaw, cichsze balkony. Walka z patodeweloperką musi poczekać

Jolanta Ojczyk | 2 kwietnia 2024, 7:02

To miała być rewolucja dla inwestorów i deweloperów. Miała skończyć z placami zabaw z jednym bujakiem czy balkonami z widokiem na okno sąsiada. Na razie jednak nic się nie zmieni. Krzysztof Hetman, minister rozwoju i technologii, wydłużył wejście w życie nowych przepisów. Zaczną obowiązywać dopiero 1 sierpnia.

– 1 kwietnia 2024 r. miała wejść w życie nowelizacja rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie.
– Przewiduje ona m.in. zwiększenie minimalnej odległości między blokami, ograniczenie liczby miejsc postojowych, obowiązek tworzenia placów zabaw dla dzieci
– Wymogi dla nowych inwestycji zaczną obowiązywać dopiero od 1 sierpnia br.

Jak poinformowało Ministerstwo Rozwoju i Technologii, projekt rozporządzenia przesuwającego termin powstał w odpowiedzi na zgłaszane przez jednostki samorządu terytorialnego potrzeby związane z wydłużeniem czasu na modyfikacje dokumentacji planowanych inwestycji pod kątem nowych przepisów. „Dlatego przesunięcie terminu wejścia w życie nowych regulacji wychodzi naprzeciw docierającym do resortu postulatom i umożliwi ukończenie projektów budowlanych dużych i skomplikowanych inwestycji” — poinformował resort w komunikacie.

Na razie jednak nic nie wskazuje, aby resort chciał zmienić podstawowe zapisy rozporządzenia. Zmienia tylko datę, od kiedy będą obowiązywały. Warto więc przypomnieć, jak Waldemar Buda, były już minister rozwoju, chciał walczyć z patodewleoperką. Te zmiany bowiem zaczną obowiązywać za kilka miesięcy.

1. Minimalne odległości przy budowie
Zwiększy się do 5 m odległość budynku mieszkalnego wielorodzinnego o wysokości ponad czterech kondygnacji od granicy działki. Do tej pory odległość ta wynosi minimum 3 m w przypadku ścian bez okien lub drzwi, a w przypadku ścian z oknami lub drzwiami – 4 m. Ponadto nową regulacją jest wprowadzenie minimalnej odległości liczonej od balkonu i wynoszącej 3 m od granicy działki.

Krzysztof Granat, radca prawny w kancelarii K&L Legal, ocenia, że to dobry kierunek zmian. — Pokusiłbym się nawet o sformułowanie poglądu: a czemu tak mało? Pod rozwagę poddałbym odległości rosnące wraz z wysokością budynku, bo wzajemna relacja obiektu 4 i 10-piętrowego nie może być tożsama. Również załatanie luki co do sposobu obliczania odległości i liczenie jej od wysuniętego elementu elewacji (balkonu) to kierunek w mojej ocenie w dobrą stronę — mówi mec. Granat.

2. Minimalna odległość budynków mieszkalnych od produkcyjnych i magazynowych
Nowe rozwiązania zakładają wprowadzenie minimalnej odległości dla budynków produkcyjnych i magazynowych od budynku mieszkalnego lub budynku zamieszkania zbiorowego. Ze względu na bezpieczeństwo oraz komfort mieszkania wprowadzono odległość pomiędzy ścianami budynku magazynowego lub produkcyjnego o powierzchni zabudowy przekraczającej 1000 m kw a ścianami istniejącego budynku mieszkalnego bądź budynku zamieszkania zbiorowego wynoszącą co najmniej 30 m.

3. Mniej miejsc postojowych dla osób z niepełnosprawnością
Przepisy zakładają teże ograniczenie liczby stanowisk postojowych dla samochodów, z których korzystają osoby z niepełnosprawnością i które to parkingi mogą być zbliżone do okien budynków. Nie będzie mogło być ich więcej niż 6 proc. ogólnej liczby stanowisk postojowych w ramach inwestycji. Wyjaśniono, że na działce może być więcej stanowisk postojowych dla samochodów, z których korzystają osoby z niepełnosprawnością, jednakże muszą one znajdować się w odpowiedniej odległości od okien.

O co chodzi z tą zmianą? Obecne przepisy bywały wykorzystywane, by pod przykrywką tworzyć zwykłe miejsca postojowe.

4. Obowiązkowe place zabaw i zieleń
Zgodnie z rozporządzeniem w przypadku budowy budynku mieszkalnego wielorodzinnego lub zespołu takich budynków należy wykonać plac zabaw dla dzieci. Obowiązek będzie dotyczył budynków oraz zespołów, w których jest powyżej 20 mieszkań. Do tej pory obowiązek dotyczył zespołu budynków mieszkalnych wielorodzinnych objętych jednym pozwoleniem na budowę, stosownie do potrzeb użytkowych. Ponadto doprecyzowano, że przez wymagany czas nasłonecznienia placu zabaw dla dzieci powinien obejmować m.in. połowę powierzchni placu zabaw dla dzieci.

Dla budynków wielorodzinnych wprowadzono też wymóg ich sytuowania na działkach z pozostawioną co najmniej ¼ powierzchni biologicznie czynnej, chyba że surowszy wymóg wynika z miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.

— O ile place zabaw na dachach budynków to faktycznie patologia, to ograniczenie ich usytuowania do stropodachów do wysokości 5 m jest trochę niezrozumiałe. Przede wszystkim jestem wielkim przeciwnikiem regulowania w rozporządzeniu zagadnień związanych z zagospodarowaniem terenu — ocenia mec. Granat.

5. Minimalna powierzchnia lokalu użytkowego
Nowela wprowadza też nową regulację, zgodnie z którą lokal użytkowy w nowo projektowanych budynkach powinien mieć powierzchnię użytkową nie mniejszą niż 25 m kw. Możliwe będzie wykonanie lokalu o mniejszej powierzchni, pod warunkiem że lokal znajduje się na pierwszej lub drugiej kondygnacji nadziemnej budynku i jest do niego bezpośredni dostęp z zewnątrz budynku.

— Dziwi mnie i irytuje regulacja minimalnej wielkości lokalu użytkowego. Wydaje się, że przyczyną jej wprowadzenia nie jest chęć zapewnienia komfortu pracy, ale ukrócenie patodeweloperki mieszkaniowej właśnie i to patodeweloperki w najczystszej postaci. Nagminnym zjawiskiem w dużych miastach jest realizacja obiektów wielolokalowych składających się jedynie z lokali użytkowych. Na wizualizacji: kuchnia, łazienka, sypialnia… albo: aneks, kanapa, telewizor. Przepisy nie są obchodzone, tylko jawnie i bezczelnie łamane. Problemem tu nie jest przepis, ale jego egzekwowanie. Nie rozumiem, dlaczego samodzielny księgowy nie może swojej pracy wykonywać w lokalu, który ma dajmy na to 15 m kw? — ocenia Krzysztof Granat.

6. Nowe wymagania dla przegród między balkonami
Będą też nowe wymagania w zakresie odpowiednich przegród pomiędzy balkonami. Zgodnie z nową regulacją w budynku mieszkalnym wielorodzinnym w przypadku wykonania więcej niż jednego balkonu na jednej płycie balkonowej należy zastosować przegrodę o wysokości co najmniej 2,2 m oraz szerokość wynoszącą co najmniej szerokości balkonu, a w przypadku gdy balkon ma szerokość równą lub większą niż 2 m – minimum 2 m. Przegroda powinna się też charakteryzować odpowiednią przepuszczalnością światła. Powinna ona wynosić minimalnie 30 proc., maksymalnie 50 proc., dzięki czemu, w ocenie projektodawcy, taka przyciemniona przegroda da poczucie odizolowania od sąsiadów.

7. Obowiązkowe pomieszczenie dla rowerów i wózków
W stosunku do budynku mieszkalnego wielorodzinnego projektowane przepisy wprowadzają obowiązek wykonania pomieszczenia gospodarczego o powierzchni minimum 15 m kw. na potrzeby przechowywania rowerów i wózków dziecięcych.

8. Nowe wymogi akustyczne
Rozporządzenie podwyższa wymóg izolacyjności akustycznej drzwi wejściowych do mieszkania do minimum 37 dB. Obecnie jest to minimum 30 dB w przypadku gdy w mieszkaniu znajduje się przedpokój, który jest oddzielony od innych pomieszczeń w mieszkaniu drzwiami wewnętrznymi i minimum 35 dB w innym przypadku.

Dodano też nowy przepis, w którym wskazano, że jeśli budynek jednorodzinny składa się z dwóch lokali mieszkalnych, przegrody znajdujące się między nimi (stropy, ściany) muszą spełniać wymagania jak dla lokali mieszkalnych w budynku mieszkalnym wielorodzinnym.

https://businessinsider.com.pl/prawo/rewolucja-w-przepisach-budowlanych-opozniona-kiedy-beda-zmiany-i-jakie/fh2kk84

Rynek Infrastruktury

 1. Kobylarnia z Mirbudem najkorzystniejsze na fragment S8

Autor: Elżbieta Pałys | Data publikacji: 03-04-2024

GDDKiA wskazała najkorzystniejsza ofertę złożoną w przetargu na projekt i budowę drogi ekspresowej S8 Ząbkowice Śląskie – Bardo. Wybrała propozycję konsorcjum Kobylarni i Mirbudu o wartości blisko 378,5 mln zł.

Wybrana oferta jest najtańsza spośród tych, które zostały złożone przez wykonawców. Jeśli nie będzie odwołań, zostanie podpisana umowa. Inwestor zakłada, że stanie się to w maju.

W ramach tego odcinka, który jest częścią trasy z Wrocławia do Kłodzka, powstanie odcinek drogi ekspresowej o długości 14 km. Droga z dwiema jezdniami po dwa pasy ruchu i z pasem awaryjnym zostanie poprowadzona w nowym śladzie przez teren gmin Ząbkowice Śląskie i Bardo. W minimalnym stopniu będzie wykorzystywać ślad istniejącej DK-8.

Na trasie tego odcinka powstaną dwa węzły drogowe: Ząbkowice Śląskie Wschód – na po-łączeniu z drogą wojewódzką nr 385 oraz Bardo, na połączeniu z istniejącą DK-8. Do wy-budowania jest 5 mostów, z tego 4 z funkcją przejść dla zwierząt, 7 wiaduktów nad drogą ekspresową oraz wiadukt nad linią kolejową. Dodatkowe dwa wiadukty w ciągu ekspresówki będą pełnić funkcje przejść dla zwierząt.

Odcinek Ząbkowice Śląskie – Bardo jest jednym z sześciu, na które podzielono trasę z Wrocławia do Kłodzka. W sumie będzie to 87 km drogi. W grudniu podpisane zostały umowy na realizację trasy od Kobierzyc do Łagiewnik (32,5 km). Wykonawcami są Strabag Infrastruktura Południe, Porr oraz Budimex, których kontrakty łącznie przeraczaja1 md zł.

Trasa na tym odcinku będzie miała pozostawiona rezerwę w pasie dzielącym z myślą o budowie trzeciego pasa ruchu w przyszłości.

Dwa odcinki od Łagiewnik do Ząbkowic Śląskich o długości 17,1 km są na etapie weryfikacji ofert.

Na etapie prac przygotowawczych jest jeszcze odcinek z Barda do Kłodzka. Ten fragment ma być połączony funkcjonalnie z obwodnicą Złotego Stoku. Jeszcze trwają analizy, po których zostanie złożony wniosek o wydanie decyzji środowiskowej dla optymalnego wariantu drogi.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/kobylarnia-z-mirbudem-najkorzystniejsze-na-fragment-s8–90582.html

 2. Duży przetarg drogowy na Pomorzu Zachodnim

Autor: Mikołaj Kobryński | Data publikacji: 03-04-2024

Samorząd województwa zachodniopomorskiego ogłosił przetarg na rozbudowę drogi wojewódzkiej nr 102 na ponad 22-kilometrowym odcinku pomiędzy Kołobrzegiem a Trzebiatowem. To bardzo uczęszczany fragment, zwłaszcza w sezonie letnim. Inwestycja, w ramach której powstanie również infrastruktura rowerowa, będzie współfinansowana ze środków unijnych w ramach programu Fundusze Europejskie dla Pomorza Zachodniego 2021-2027.

Droga wojewódzka nr 102 to jedna z najważniejszych tras w północno-zachodniej części województwa zachodniopomorskiego, łącząca Międzyzdroje z rondem w rejonie miejscowości Rościęcino w pobliżu węzła drogi ekspresowej S6 Kołobrzeg Zachód, gdzie łączy się z drogą wojewódzką nr 162. Przetarg na rozbudowę kluczowego odcinka na wschód od Trzebiatowa ogłosił Zachodniopomorski Zarząd Dróg Wojewódzkich. Dziś stan techniczny wysoce uczęszczanej w sezonie letnim trasy w wielu miejscach nie prezentuje się najlepiej. Liczne uszkodzenia nawierzchni nie pozostają bez wpływu na bezpieczeństwo ruchu drogowego. Brakuje także infrastruktury dla rowerzystów. Koszt modernizacji fragmentu oszacowano na ok. 170 mln zł. W budżecie województwa na 2024 rok przewidziano na ten cel ponad 45 mln zł.

Prace zostaną zrealizowane na dwóch odcinkach. W Trzebiatowie zaplanowano remont nawierzchni bitumicznej pomiędzy Rondem Niepodległości a przejazdem kolejowym w ciągu ulicy Kołobrzeskiej. To odcinek o nieco ponad pół kilometra długości. Od rzeczonego przejazdu kolejowego do przepustu w 89,2 kilometrze trasy DW nr 102 zostanie rozbudowana. To fragment o łącznej długości na poziomie blisko 22 kilometrów, łączący wschodnie przedmieścia Trzebiatowa z rejonem wspomnianego wcześniej skrzyżowania z DW nr 162. Wykonawca będzie miał około 2 lata na realizację inwestycji.

Jak wskazuje zamawiający w opisie zamówienia, jego przedmiot obejmuje wycinkę kolidujących z inwestycją drzew i krzewów (wraz z nasadzeniami kompensacyjnymi), realizację robót rozbiórkowych (w tym rozebranie budynku gospodarczego), zdjęcie warstwy humusu, wykonanie robót ziemnych (wykopy, nasypy, profilowanie i umocnienie skarp), budowę nowych chodników i przebudowę istniejących, budowę ciągów pieszo-rowerowych i dróg rowerowych, budowę zjazdów, budowę systemu oświetlenia wraz z doświetleniem przejść dla pieszych, budowę peronów autobusowych, przebudowę i budowę kanalizacji deszczowej, budowę wodociągu, likwidację kolizji z uzbrojeniem podziemnym i siecią naziemną oraz budowę infrastruktury teletechnicznej wraz z kanałem technologicznym. Rozebrane i zbudowane od podstaw zostaną obiekty mostowe nad rzekami Błotnica i Dębosznica. W Trzebiatowie zaplanowano remont kładki pieszo-rowerowej i wiaduktu drogowego w ciągu ulicy Kołobrzeskiej. Wykonawca inwestycji zrealizuje również oznakowanie poziome i pionowe.

Przetarg dotyczy wyłącznie realizacji robót budowlanych – dla inwestycji przygotowano już wcześniej dokumentację projektową. Podobnie jak w przypadku większości przetargów drogowych w Polsce, głównym kryterium oceny ofert będzie cena. Z tego tytułu potencjalni wykonawcy będą mogli uzyskać do 60% punktów. Zamawiający przewidział również dwa kryteria pozacenowe. Maksymalnie 24% punktów będzie można uzyskać za dodatkowy okres gwarancji, natomiast z tytułu doświadczenia kierownika budowy – do 16% punktów. Oferty w przetargu będzie można składać do 9 maja do godziny 10:30. Jeżeli rozstrzygnięcie przetargu i podpisanie umowy z wykonawcą nastąpi szybko, kierowcy i rowerzyści będą mogli korzystać ze zmodernizowanego fragmentu jeszcze w 2026 roku.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/duzy-przetarg-drogowy-na-pomorzu-zachodnim-90576.html

 3. Marita Szustak: Oczekujemy równego traktowania dróg i kolei

Autor: Elżbieta Pałys | Data publikacji: 11-05-2023

Najwyższy czas pochylić się and koleją – stwierdziła prezes Izby Gospodarczej Transportu Lądowego podczas konferencji poświęconej rozwojowi transportu szynowego zorganizowanej przez PKP Polskie Linie Kolejowe. – Trudno nam jest zrozumieć, że w tym samym resorcie tak różnie traktowane są drogi i kolej – mówiła przedstawicielka branży.

Na nierówne traktowanie dwóch gałęzi transportu przedstawiciele branży kolejowej zwracają uwagę nie od dziś. Ostatnio temat stał się jeszcze bardziej widoczny za sprawą luki w podpisywaniu nowych kontraktów kolejowych przy braku środków z Unii.

– Trudno nam jest zrozumieć, że w tym samym resorcie tak różnie traktowane są drogi i kolej – mówiła Marita Szustak. – Mówimy: 300 miliardów na drogi, a 80 na kolej w przyszłości, 2,6 miliarda na waloryzację kontraktów drogowych, a 200 milionów na kolei – podawała przykłady zwracając uwagę na wielkość dysproporcji. – Drogowcy już rozmawiają o podwyższeniu wskaźnika waloryzacji z tych 10 procent, a my jeszcze nie dobiliśmy do tych dziesięciu, nie mówiąc o tym, że nawet nie podjęliśmy rozmów o waloryzacji kontraktów, gdzie nie ma w ogóle waloryzacji koszykowej. Przed nami bardzo długa droga – mówiła.

Według przedstawicieli branży luka z jaką mieliśmy do czynienia przez blisko dwa lata to już nie „dołek” wynikający z przejścia z jednej perspektywy finansowej do drugiej, lecz zapaść. Kryzys na teraz wydaje się zażegnany, za sprawa uruchomienia prefinansowania w ramach środków Państwowego Funduszu Rozwoju, ale zamiast gaszenia pożarów wykonawcy kolejowi oczekują narzędzia, które zapewni, że nie będzie podobnych problemów w przyszłości.

Jaki pisaliśmy, IGTL wspólnie z Railway Business Forum przygotowały projekt ustawy, który ma zagwarantować stabilne źródła finansowania inwestycji kolejowych, uniezależniając je od faktycznych wpływów z Unii. Projekt przed końcem kwietnia został złożony do Kancelarii Ministerstwa Infrastruktury. Dotyczy zmian w Krajowym Funduszu Kolejowym.

– My tam nie odkrywamy Ameryki. Chcemy tylko stworzyć jednakowe mechanizmy finansowania na kolei i na drogach począwszy od innego podziału opłaty paliwowej, bo teraz jest duża dysproporcja: 80 do 20, a skończywszy na czymś nowym – poinformowała Marita Szustak. Jak zasygnalizowała, tym nowym rozwiązaniem jest propozycja znalezienia środków na kolej w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. – Fundusz jest nastawiony na sprawy związane ze zmianami klimatycznymi, a kolej jest najbardziej ekologicznym środkiem transportu – uzasadniła. – Chcielibyśmy podjąć dyskusję na temat środków pochodzących z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 i tu znaleźć źródło prefinansowania na kolej – dodała.

To na razie są propozycje. Organizacje liczą na to, że politycy zechcą pochylić się nad projektem i uda się wypracować bezpieczny mechanizm.

– Destabilizacja, która jest na kolei bardzo destrukcyjnie wpływa na całą branżę i ta branża z roku na rok staje się branżą podwyższonego ryzyka – mówiła prezes IGTL. Firmom trudno w takiej sytuacji podejmować decyzje np. o inwestowaniu w sprzęt czy nawet w zwiększanie potencjału kadrowego. Tymczasem ten potencjał bardzo często pojawia się w dyskusjach programach inwestycyjnych.

– Na kolei odkąd pamiętam rozmawialiśmy, czy damy radę. Czy było 400 milionów na kolej, czy było 80 miliardów zawsze zastanawialiśmy się, czy mamy potencjał – zauważyła Marita Szustak. Przywołała stwierdzenie Adriana Furgalskiego, prezesa Railway Business Forum, który skonstatował, że potencjał na kolei będzie, pod warunkiem że będzie zapewnione stabilne finansowanie tak, żeby firmy wiedziały, że mogą inwestować, bo pracy dla ludzi i dla sprzętu nie zabraknie.

Jak dodała Marita Szustak, kupno maszyny kolejowej to trzyletnia inwestycja. Trudno podjąć taką decyzję jeśli nie ma gwarancji, że ona będzie w tym czasie potrzebna.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/biznes-i-przemysl/marita-szustak-oczekujemy-rownego-traktowania-drog-i-kolei-85958.html

Wnp

Ważna branża znalazła się w dołku. Spada produkcja, lawinowo rośnie import z Ukrainy

Źródło: PAP/rs | Dodano: 03-04-2024 06:30

Według danych GUS w 2023 r. produkcja cementu spadła o 11,9 proc. do 16,6 mln ton – poinformowało Stowarzyszenie Producentów Cementu. Branża alarmuje, że w 2023 r. import cementu z Ukrainy wzrósł o 350 proc., a skala zjawiska nadal rośnie.

– Produkcja cementu w 2023 r. spadła o 11,9 proc. r/r, do 16,61 mln ton. Był to rok słabszy od oczekiwań, bo jeszcze w pierwszej połowie roku prognozy były delikatnie optymistyczne.
– Import cementu z Ukrainy w 2023 r. przekroczył 330 tys. ton i zwiększył się o ponad 350 proc.
– Skala importu z Ukrainy rośnie z miesiąca na miesiąc. W 2023 r. stanowił on 38 proc., a w styczniu 2024 r. już prawie 50 proc. całości importu tego materiału do Polski.

„Rok 2023 był trudnym rokiem dla budownictwa. Gospodarka nieco wyhamowała, a wzrost gospodarczy za ubiegły rok szacowany jest na ponad 0,2 proc.” – ocenił dyrektor marketingu Stowarzyszenia Producentów Cementu Zbigniew Pilch.

Produkcja cementu słabsza od oczekiwań. W tym roku będzie podobnie
Jak poinformował z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że produkcja cementu w 2023 r. spadła o 11,9 proc. r/r, do 16,61 mln ton. „Był to rok słabszy od oczekiwań, bo jeszcze w pierwszej połowie roku prognozy były delikatnie optymistyczne” – stwierdził Pilch.

Zaznaczył jednak, że według GUS produkcja cementu w lutym wyniosła 1,190 mln ton i była wyższa od poziomu z lutego 2023 r. o prawie 33 proc.

„Dlatego po pierwszych dwóch miesiącach tego roku widzimy mały wzrost produkcji wynoszący 5,2 proc. Czy jest to jednak jaskółka która zapowiada wiosnę? Trudno powiedzieć. Według analityków rok 2024 w produkcji cementu w Polsce powinien być podobny do ubiegłego, może z drobnym wzrostem 3 lub 4 proc.” – prognozuje Pilch.

Import cementu z Ukrainy zwiększył się o ponad 350 proc.
Zwrócił uwagę, że import cementu z Ukrainy w 2023 r. przekroczył 330 tys. ton i zwiększył się o ponad 350 proc. „Skala importu z Ukrainy rośnie praktycznie z miesiąca na miesiąc. W 2023 r. stanowił on 38 proc., a w styczniu 2024 r. już prawie 50 proc. całości importu tego materiału do Polski. To są wielkości, które nas bardzo niepokoją” – stwierdził Pilch.

Przyznał, że Ukraina jest w fazie wojny i potrzebuje wsparcia i dopływu dewiz. „Nie należy jednak zapominać, że produkcja cementu za naszą wschodnią granicą odbywa się bez ponoszenia kosztów polityki klimatycznej” – wskazał Pilch. Dodał, też że rynek cementu ma charakter lokalny. „Nie wozi się go na duże odległości z uwagi na koszty transportu. Należy sobie uświadomić jakie problemy mają producenci cementu we wschodniej Polsce” – zauważył Pilch.

Dodał, że branżę cieszy to, że rusza pilotażowo CBAM (rozporządzenie UE – PAP), które nakłada na importerów obowiązek wykazania śladu węglowego w przywożonym produkcie. „Opłaty jednak wciąż nie są pobierane, a pierwsze raporty zaplanowane na 2024 r. się opóźniają. W tym świetle polskie cementownie inwestujące w ograniczenie emisji mierzą się z nierówną konkurencją” – wskazał. „Do 2026 r., kiedy to CBAM ma zacząć działać w pełni, potrzebne jest wsparcie przejściowe ze strony polskiego rządu lub na poziomie Unii Europejskiej” – zaznaczył.

Zdaniem SPC istotne jest by krajowi producenci cementu mieli szanse, konkurować na wyrównanych zasadach z importem cementu spoza Unii Europejskiej. „Dodatkowo wobec rosnącego obciążenia kosztami emisji w ramach ETS ważne jest wsparcie inicjatyw, które ułatwią adopcję technologii CCS, czyli wychwytywania i składowania CO2” – wskazał Pilch. Wyjaśnił, że konieczne jest stworzenie Krajowej Strategii CCS, która powinna obejmować różne branże przemysłowe emitujące CO2 oraz zaplanować lokalizację sieci rurociągów do transportu wychwyconego CO2, pilną nowelizację Prawa Energetycznego.

Konieczna stabilizacja cen energii elektrycznej dla zakładów energochłonnych
„Nowelizacja Prawa Górniczego i Geologicznego, choć zapewniła możliwość stosowania CCS w Polsce, nie daje wystarczających podstaw dla budowy infrastruktury do transportu i magazynowania CO2 na lądzie” – podkreślił Pilch.

W jego opinii dla branży pomocne byłoby także przygotowanie do szybkiego wprowadzenia w Polsce administracyjnego mechanizmu stabilizacji cen energii elektrycznej, na poziomie 60 euro/MWh, z jakiego mogłyby korzystać energochłonne zakłady przemysłowe, które zadeklarują utrzymanie działalności produkcyjnej w obecnych lokalizacjach co najmniej do 31 grudnia 2029 r.

Stowarzyszenie Producentów Cementu zrzesza największe firmy z tej branży. Celem SPC – jak podano na jego stronie internetowej – jest m.in. poprawa efektywności pracy przemysłu cementowego, zbieranie informacji statystycznych. Stowarzyszenie jest członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Cementowego – Cembureau.

Z danych SPC wynika, że w Polsce mamy 12 cementowni – głównie na południu Polski ze względu na dostęp do surowców, z których produkowany jest klinkier, a następnie cement. Łączne zdolności produkcyjne to 22 mln ton rocznie. Branża cementowa zatrudnia 3,5 tys. osób i 22 tys. w zakładach kooperujących. Corocznie odprowadza 1,9 mld zł wpływów do budżetu państwa i samorządów.

https://www.wnp.pl/budownictwo/wazna-branza-znalazla-sie-w-dolku-spada-produkcja-lawinowo-rosnie-import-z-ukrainy,820657.html

Dziennik Gazeta Prawna

Domy będą droższe, ale lepiej wyciszone. Duże zmiany od sierpnia 2024 r.

Jolanta Szymczyk-Przewoźna | 2 kwietnia 2024, 07:12

Zmiany w projektach budowlanych dotyczące akustyki wejdą w życie o cztery miesiące później. Nowe przepisy mogą pomóc w walce ze zbyt głośnym sąsiadem.

Dla sporządzanych projektów budowlanych będzie trzeba wykonywać analizę akustyczną dopiero od 1 sierpnia 2024 r. A to dlatego, że opóźni się wejście w życie par. 1 pkt 3 nowelizacji rozporządzenia w sprawie szczegółowego zakresu i formy projektu budowlanego (Dz.U. z 2023 r. poz. 2405).

Jest to konsekwencja przesunięcia terminu obowiązywania rozporządzenia ministra rozwoju i technologii z 27 października 2023 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (Dz.U. z 2023 r. poz. 2442) z 1 kwietnia na 1 sierpnia 2024 r. Tak wynika z projektu rozporządzenia zamieszczonego na stronach RCL.

Przepis ten dotyczy wymagań akustycznych, które będą musiały spełniać określone budynki, w przypadku których wniosek o pozwolenie na budowę czy zgłoszenie zostaną złożone po 1 sierpnia 2024 r.

– Analiza akustyczna będzie zawierała informacje wskazujące, jak w danym przypadku należy spełnić wymagania w zakresie akustyki, wynikające z rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Celem jest wskazanie konkretnych wymagań w zakresie akustyki dla przegród budynku oraz dla pomieszczeń. Będzie trzeba też podać, w jaki sposób wymagania zostaną spełnione. Projektant będzie musiał zawrzeć precyzyjne informacje dotyczące zarówno wymagań co do akustyki, jak i sposobu ich spełnienia – wyjaśnia Piotr Jarzyński, prawnik z Kancelarii Prawnej Jarzyński & Wspólnicy, ekspert Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej.

Taką analizę akustyczną trzeba będzie zrobić dla budynku mieszkalnego jednorodzinnego z dwoma lokalami, budynku mieszkalnego jednorodzinnego w zabudowie szeregowej lub bliźniaczej albo budynku mieszkalnego wielorodzinnego.

Spełnienie tego obowiązku wiąże się z wyższymi kosztami, które trzeba będzie ponieść na opłacenie eksperta, ale powinno poprawić komfort mieszkańców. O spełnieniu wymagań akustycznych trzeba będzie pamiętać też przy przebudowie czy remoncie domu lub mieszkania.

– Wykonywanie robót budowlanych w budynku mieszkalnym (jednorodzinnym z dwoma lokalami, jednorodzinnym w zabudowie szeregowej lub bliźniaczej, wielorodzinnym) nie będzie mogło pogorszyć warunków akustycznych zawartych w analizie akustycznej. Tak przewidziano w nowelizacji rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Dzięki temu sąsiedzi otrzymają nowy oręż do weryfikacji, czy nie nastąpi pogorszenie akustyki mieszkania – mówi Piotr Jarzyński.

Oznacza to, że jeśli po remoncie mieszkania jego użytkownik pogorszy akustykę i sąsiad uzna, że wcześniej docierał do niego mniejszy hałas, będzie mógł wykorzystać analizę akustyczną, aby dowieść swojej racji. Analiza ta będzie jednak sporządzana tylko dla nowych projektów technicznych. Dla wcześniej zrealizowanych obiektów budowlanych nie będzie możliwości dokonania tego typu weryfikacji, ponieważ nie będzie punktu odniesienia.©℗

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/9476270,domy-beda-drozsze-ale-lepiej-wyciszone-duze-zmiany-od-sierpnia-2024.html

Rynek Kolejowy

Łódzki tunel średnicowy: Dodatkowe dwa lata na wzmacnianie gruntu

Autor: Roman Czubiński | Data publikacji: 03-04-2024

Nie podpisano jeszcze aneksu do umowy z PBDiM Mińsk Mazowiecki na budowę łódzkiego tunelu średnicowego, wydłużającego termin jej ukończenia do grudnia 2026 r. Samo opóźnienie jest jednak pewne – przyznaje zarządca infrastruktury w odpowiedzi na nasze pytania. Najważniejszy powód kolejnego przesunięcia to czasochłonne wzmacnianie gruntu pod gęsto zabudowanym łódzkim Śródmieściem.

Aneks w sprawie opóźnienia, o którym pisaliśmy w połowie marca, nie został jeszcze podpisany, jednak – jak informuje Rafał Wilgusiak z zespołu prasowego PKP PLK – trwają rozmowy z wykonawcą dotyczące jego zawarcia. Na początku marca bieżącego roku został natomiast podpisany aneks do umowy, obejmujący – między innymi – wykonanie dodatkowego wzmocnienia gruntu pod kamienicami na trasie dużej tarczy za ok. 148 mln zł netto.

Geologia – największy problem

Jakie powody zmiany terminu zakończenia robót podaje zarządca infrastruktury? – Główną przyczyną jest konieczność wykonania wzmocnień gruntu na trasie tunelu pomiędzy przystankiem Polesie a Łodzią Fabryczną w celu zapewnienia bezpiecznej realizacji inwestycji – tłumaczy nasz rozmówca. – Proces ten wymaga szeregu czasochłonnych przygotowań, a także dodatkowych nakładów finansowych. Ponadto wykonanie wzmocnień gruntu na trasie dużej tarczy TBM wymaga czasowego wyłączenia z komunikacji fragmentów ulic, co jest uwzględnione w harmonogramach w taki sposób, aby nie powodować długotrwałych uciążliwości związanych z komunikacją na tym obszarze – kontynuuje. Warto jednak zauważyć, że trasa przejścia tarczy była znana w momencie podpisywania umowy, a wstępne badania geologiczne wykonano na długo przedtem.

Nie jest to pierwsze przesunięcie terminu ukończenia budowy. O poprzednim inwestor poinformował w październiku 2023 r., jednak – jak twierdzi Wilgusiak – sam fakt zmiany harmonogramu miał miejsce o pół roku wcześniej, w kwietniu. Datę oddania tunelu do użytku przesunięto wtedy o rok (z końca 2023 na koniec 2024 r.). – Realizacja tunelu w miejskiej tkance jest wyjątkowo skomplikowanym procesem budowlanym. Przeanalizowano szereg elementów mających wpływ na prowadzone prace, w wyniku których konieczna stała się zmiana terminu zakończenia inwestycji – uzasadnia opóźnienie przedstawiciel PKP PLK.

Jest ponad 60%. Czy termin jest ostateczny?

Nasz rozmówca nie wskazuje jednoznacznie, czy koniec 2026 r. będzie momentem uruchomienia przewozów w tunelu, czy tylko zakończenia prac budowlanych – ani, w tym drugim wypadku, kiedy tunel będzie mógł przyjąć pierwsze pociągi rozkładowe. – PLK SA na bieżąco monitoruje i aktualizuje postęp prac. W przypadku uzasadnionej konieczności podejmowane są rozmowy z wykonawcą w celu ustalenia terminu zakończenia robót i uruchomienia pociągów. Jak już wyżej wspomniano, aktualnie procedowany jest Aneks Terminowy, wydłużający okres realizacji inwestycji na 2026 r. – mówi tylko.

Według inwestora budowa tunelu jest zaawansowana w ponad 60%. Uśredniony wynik nie rozkłada się oczywiście równomiernie na poszczególne elementy inwestycji. Główny, dwutorowy odcinek, drążony przez większą tarczę TBM „Katarzynę”, jest zaawansowany w 45%, co oznacza wydrążenie ok. 1 km z planowanych 2,3 km. Dwie z czterech nitek jednotorowych (o łącznej długości 1432 m) są gotowe, a drążenie trzeciego zaczęło się dopiero pod koniec lutego – w połowie marca był on gotowy w ok. 4%. – Zaawansowanie budowy podziemnych przystanków wynosi: Polesie – 58%, Koziny – 55%, Śródmieście – 54% – wylicza Wilgusiak. Podane liczby dotyczą betonowej konstrukcji obudowy, nie zaś torów, sieci trakcyjnej i pozostałych elementów koniecznego wyposażenia linii.

Przedstawiciel zarządcy infrastruktury nie odpowiada wprost na pytanie o prawdopodobieństwo kolejnych przesunięć i zmian kwoty inwestycji. Podkreśla tylko, że konieczność wzmocnienia terenu i kamienic w centrum Łodzi do przejścia większej tarczy jest dziś najważniejszym czynnikiem wpływającym na postęp prac, tempo ich wykonywania oraz koszty budowy tunelu średnicowego.

https://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/lodzki-tunel-srednicowy-2-dodatkowe-lata-na-wzmacnianie-gruntu-118218.html

W Przetargach

Czy wykaz usług i referencje w całości mogą stanowić tajemnicę przedsiębiorstwa

3 kwi 2024, 09:00

Odwołujący zarzucił Zamawiającemu naruszenie art. 16 ustawy Pzp poprzez naruszenie zasad zachowania uczciwej konkurencji oraz równego traktowania wykonawców wobec uznania za nieskuteczne zastrzeżenia tajemnicy przedsiębiorstwa dokonanego przez Odwołującego w odniesieniu do wykazu usług wraz z referencjami oraz informacji bankowej, oraz art. 18 ust. 3 ustawy Pzp w zw. z art. 11 ust. 2 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (w skrócie „uznk”) przez uznanie za nieskuteczne zastrzeżenia tajemnicy przedsiębiorstwa dokonanego przez Odwołującego i podjęcie nieuzasadnionej decyzji o odtajnieniu oferty Odwołującego w zakresie wykazu usług wraz z referencjami oraz szczegółowej treści informacji bankowej.

Argumentując postawione zarzuty Odwołujący wskazywał, że Zamawiający błędnie uznał, iż wykaz usług wraz z referencjami oraz szczegółowa treści informacji bankowej zostały przez niego zastrzeżone w sposób nieprawidłowy, a ich treść nie stanowi tajemnicy przedsiębiorstwa.

Zdaniem Odwołującego dane zawarte w wykazie usług dotyczą wyłącznie zamówień z sektora prywatnego, a kontrahenci Odwołującego zobowiązali go do bezwzględnego zastrzeżenia jawności ich współpracy, co prowadzi do wniosku, że informacje te powinny pozostać utajnione.

Odwołujący wskazał, że została przez niego wykazana wartość gospodarcza zastrzeganych informacji oraz fakt, że nie są one powszechnie znane osobom zwykle zajmującym się tym rodzajem informacji i z pewnością nie są łatwo dostępne dla takich osób. Odwołujący wyjaśnił również, że stosuje w swoim przedsiębiorstwie liczne środki mające na celu ograniczenie dostępu do takich informacji i podał ich przykłady. Podkreślił, że informacje stanowiące tajemnicę przedsiębiorstwa podlegają również ochronie w oparciu o przepisy wewnętrznego regulaminu ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa, który został załączony jako dowód do wyjaśnień przedkładanych Zamawiającemu. Odwołujący zwrócił również uwagę, na stosowane w przedsiębiorstwie klauzule poufności, które są elementem zawieranych z pracownikami umów.

Uwzględniając modyfikacje w zakresie zarzutu naruszenia art. 18 ust. 3 ustawy Pzp, dokonane przez Odwołującego poprzez wyrażenie zgody na odtajnienie poszczególnych dokumentów, spór pomiędzy stronami dotyczył treści wykazu usług w zakresie w jakim jego zapisy przedstawiają informacje ponad powtórzenie zapisów SWZ (tj. nazwy kontrahentów, daty realizacji usług), oraz treści referencji w całości.

Odnosząc się do charakteru informacji podlegających utajnieniu, w pierwszej kolejności Krajowa Izba Odwoławcza zwróciła uwagę, że fakt pozostawania przez podmioty prywatne w relacjach handlowych i informacje ujawniające elementy ich współpracy, mają charakter handlowy i organizacyjny przedsiębiorstwa oraz mogą stanowić tajemnicę przedsiębiorstwa w rozumieniu przepisów o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Odwołujący kwestionując czynność Zamawiającego polegającą na odtajnieniu informacji znajdujących się w zastrzeżonych przez niego dokumentach, powoływał się na ich wrażliwość oraz fakt, że ich utajnienie pozwala mu na skuteczne konkurowanie na hermetycznym rynku usług IT. Zdaniem składu orzekającego, wypracowane przez Odwołującego w ramach prowadzonej działalności relacje handlowe – stanowiące efekt współpracy i budowanych przez lata kontaktów podmiotów prywatnych, a także istniejącej pomiędzy nimi relacji biznesowej, stanowią o wymiernej wartości gospodarczej takich informacji.

Utrzymywanie w tajemnicy informacji o współpracy z danym podmiotem czy też o przedmiocie takiej współpracy, może mieć wpływ na budowaną pozycję rynkową danego wykonawcy. Informacje na temat kontrahentów spoza sektora publicznego, uzyskanego w ramach współpracy wynagrodzenia, czy przedmiotu tej współpracy mogą stanowić źródło wiedzy o danym przedsiębiorcy i dla innego podmiotu, działającego profesjonalnie w tym samym segmencie rynku, mogą być wykorzystane w celu zachwiania pozycji konkurencji.

Zdaniem składu orzekającego, Odwołujący w uzasadnieniu zastrzeżenia informacji wystarczająco precyzyjnie opisał ww. okoliczności, co uzasadnia uznanie, iż sprostał wymogowi wykazania ich wartości gospodarczej.

Skład orzekający zwrócił również uwagę, że nie można oczekiwać od wykonawcy by w każdym przypadku wykazywania wartości gospodarczej zastrzeganych informacji przedstawił dowody w formie fizycznej, ponieważ czasami uzyskanie pewnych korzyści lub zaoszczędzenie kosztów z powodu utajnienia określonych informacji może mieć charakter potencjalny i przyszły, co jednak nie przesądza o braku wartości gospodarczej takich informacji.

W ocenie składu orzekającego nie bez znaczenia w kontekście wartości gospodarczej zastrzeganych informacji pozostaje fakt, iż Odwołujący w umowach zawieranych z kontrahentami stosuje postanowienia zobowiązujące obie strony do zachowania w poufności określonych informacji pod sankcją zapłaty kary umownej, co zostało przez Odwołującego wykazane poprzez przedstawienie przykładowego wyciągu z umowy z jednym z kontrahentów. Załączony do wyjaśnień wyciąg z regulaminu ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa, wyciąg z umów o poufności zawieranych z kontrahentami Odwołującego oraz przykładowe klauzule poufności z umów zawieranych z pracownikami potwierdzają, że zastrzeżone przez Odwołującego informacje są chronione jako tajemnica przedsiębiorstwa zarówno przez kontrahentów Odwołującego jak też w ramach jego organizacji wewnętrznej i nie są udostępniane szerszemu gronu osób. Dodatkowo, ww. okoliczności zostały w szczegółach opisane w uzasadnieniu zastrzeżenia tajemnicy przedsiębiorstwa, co również powinno zostać wzięte pod uwagę przez Zamawiającego.

Zdaniem składu orzekającego powyższe świadczy o skutecznym zastrzeżeniu przez Odwołującego tajemnicy przedsiębiorstwa w zakresie spornych informacji. Wskazać przy tym należy, że gdyby przyjąć argumenty Zamawiającego o ogólnikowości i blankietowości przedłożonych przez Odwołującego wyjaśnień, to uzasadnienie czynności odtajnienia dokumentów dokonane przez Zamawiającego należałoby uznać za pozbawione jakiejkolwiek argumentacji.

Skład orzekający zwrócił również uwagę, że ciężar wykazania skuteczności zastrzeżenia określonych informacji jako tajemnicy przedsiębiorstwa spoczywa na wykonawcy, jednak zamawiający dokonując w postępowaniu określonych czynności, zwłaszcza o charakterze sankcyjnym, obowiązany jest należycie uzasadnić swoje działania. W informacji o odtajnieniu dokumentów, poza przytoczeniem treści przepisów oraz orzeczeń Krajowej Izby Odwoławczej, jedynym argumentem Zamawiającego odnoszącym się do wykazywania przez Odwołującego wartości gospodarczej zastrzeganych informacji jest stwierdzenie, że „Odnośnie do kwoty jaką wykonawca posiada na koncie należy wskazać że została ona przedstawiona na potwierdzenie spełnienia warunku udziału w postepowaniu. Brak dostępu do tej informacji może utrudniać ewentualne skorzystanie przez wykonawców ze środków ochrony prawnej, bowiem nie będą oni w stanie zweryfikować czy wykonawca spełnia warunek udziału w postepowaniu, czy też nie. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku wykazu usług wraz z referencjami – został on również przedstawiony na potwierdzenie spełnienia warunku udziału w postepowaniu. Jednocześnie, z przedstawionego przez wykonawcę uzasadnienia nie wynika, aby właśnie te konkretne informacje zostały objęte przez niego tajemnicą przedsiębiorstwa”.

W ocenie składu orzekającego poza powyższym fragmentem Zamawiający w ogóle nie odniósł się bezpośrednio do treści uzasadnienia zastrzeżenia informacji, w których Odwołujący opisywał okoliczności dotyczące wartości gospodarczej zastrzeganych informacji. Odwołujący wyraźnie wskazał na początku zastrzeżenia, że wykaz usług oraz referencje są traktowane przez niego jako tajemnica przedsiębiorstwa, przez co należy rozumieć, że zastrzegł treść całego dokumentu, wobec czego twierdzenie Zamawiającego o braku zastrzeżenia konkretnych informacji w ramach wykazu i referencji było niezrozumiałe.

Wyrok z dnia 9 maja 2022 r., KIO 991/22

https://www.wprzetargach.pl/kategorie/Tajemnica-przedsi%C4%99biorstwa/czy-informacje-o-wspolpracy-z-podmiotem-prywatnym-zawsze-stanowia-tajemnice-przedsiebiorstwa

 

Budownictwo i PZP | Prasówka | 29.03.2024 r.

Prawo

 1. Firmy startujące w przetargu mogą współpracować

Ewelina Bieniek | Data dodania: 28.03.2024

Wspólny udział wykonawców jest szczególnie atrakcyjny dla małych i średnich przedsiębiorców, którzy nie dysponują wystarczającymi zasobami czy doświadczeniem, by sprostać wymaganiom zamawiającego. Wspólne ubieganie się o zamówienia publiczne jest zatem atrakcyjną opcją, umożliwiającą połączenie zasobów, wiedzy i doświadczenia podmiotów, w celu skuteczniejszego konkurowania na rynku zamówień publicznych – pisze o tym Ewelina Bieniek, adwokat w DSK Kancelaria.

Artykuł 58 ust. 1 prawa zamówień publicznych (p.z.p.) wyraźnie wskazuje, że wykonawcy mogą wspólnie ubiegać się o udzielenie zamówienia. Zamawiający nie może narzucić określonej formy prawnej wspólnego udziału wykonawców (58 ust.3 p.z.p.), stąd w obrocie pojawiają się różne jej formy. Najczęściej pojawiając się formą prawną wspólnego udziału wykonawców jest konsorcjum, jednak taka współpraca może przybierać również postać spółki cywilnej.

Konsorcjum
Brak jest formalnej definicji konsorcjum. Możliwość zawarcia umowy konsorcjalnej wynika z zasady swobody umów, określonej w  art. 353 ze zn. 1 k.c. Konsorcjum nie ma osobowości prawnej. Stanowi ono umowę pomiędzy dwoma lub więcej podmiotami (osobami prawnymi, fizycznymi lub jednostkami organizacyjnymi pozbawionymi osobowości prawnej), które zawierają ją w celu wspólnej realizacji określonego przedsięwzięcia. W wyniku zawarcia takiej umowy nie tworzy się odrębny podmiot prawny z własną zdolnością prawną i zdolnością do czynności prawnych, taką zdolność posiadają członkowie konsorcjum.

Przepisy p.z.p nie nakładają na wykonawców wspólnie ubiegających się o udzielenie zamówienia obowiązku zawarcia umowy na etapie ubiegania się o udzielenie zamówienia, jednak z punktu widzenia interesów wykonawcy istotne jest, aby takie warunki uzgodnić jeszcze na etapie przed złożeniem oferty.

Wykonawcy wspólnie ubiegający się o zamówienie muszą wyznaczyć pełnomocnika do reprezentowania ich w procedurze udzielenia zamówienia i zawarcia umowy dotyczącej zamówienia publicznego (art. 58 p.z.p.).

Zamawiający nie ma kontroli nad zakresem działań, które wykonują poszczególni członkowie konsorcjum, to ci ostatni decydują o podziale obowiązków między sobą. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja, gdy zamawiający w specyfikacji warunków zamówienia nałożył obowiązek osobistego wykonania przez poszczególnych wykonawców, którzy wspólnie ubiegają się o zamówienie, kluczowych zadań związanych z robotami budowlanymi lub usługami, oraz pracami związanymi z instalacją i rozmieszczeniem w ramach zamówienia na dostawy  (art. 60 p.z.p.). W takim przypadku wykonawca spełniający warunek, będzie odpowiedzialny za realizację tej części zadania.

Najczęściej spotykanym modelem konsorcjum jest podział pomiędzy jego uczestników określonej części projektu i proporcjonalny podział wynagrodzenia w stosunku do realizowanej części. W takim konsorcjum każdy wykonawca jest odpowiedzialny za swój zakres, co pozwala na efektywne wykorzystanie umiejętności każdego z partnerów. Krajowa Izba Odwoławcza w wyroku z dnia 20 listopada 2023 r. KIO 3254/2023 wskazała, że podział taki może mieć charakter „jakościowy”, tj. jeden rodzaj czynności (np. usług) będzie wykonywany przez pierwszego członka konsorcjum, a inny rodzaj czynności przez drugiego członka konsorcjum. Możliwy jest również podział „ilościowy” zakładający, że każdy z wykonawców wspólnie ubiegających się o udzielenie zamówienia będzie wykonywać wszystkie rodzaje czynności wchodzących w zakres zamówienia, a rozdzieleniu między wykonawców ulega jedynie ilość czynności (usług) bez względu na ich rodzaj. Istotne jest, aby kwestie wspólnej realizacji zadania zostały odpowiednio uregulowane w umowie.

Zgodnie z art. 445 ust.1 p.z.p. wykonawcy wspólnie ubiegający się o zamówienie ponoszą solidarną odpowiedzialność za wykonanie umowy i wniesienie zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Solidarna odpowiedzialność wykonawców wspólnie ubiegających się o udzielenie zamówienia jest korzystna dla zamawiającego, ponieważ ma on możliwość domagania się świadczenia od wykonawcy, od którego najłatwiej w danej chwili uzyskać świadczenie. Artykuł 445 p.z.p. ma charakter bezwzględnie obowiązujący, wykonawca i zamawiający nie mogą zmienić tych zasad odpowiedzialności. Wyjątkiem od tej zasady są zamówienia udzielane w formule partnerstwa innowacyjnego, przy których wykonawcy ponoszą odpowiedzialność za wykonanie umowy i wniesienie zabezpieczenia należytego wykonania umowy, w części którą wykonują zgodnie z umową zawartą między tymi wykonawcami (art. 445 ust.2 p.z.p.).

Na bazie powyższych uwag każdy wykonawca planujący wspólny udział w procedurze przetargowej powinien zadbać, aby odpowiednie regulacje znalazły się w umowie konsorcjum. Z istotnych kwestii wymagających uregulowania w takiej umowie są właśnie zasady rozliczeń stron. Standardem w ramach zamówień publicznych jest, że płatności dokonywane są na rzecz lidera konsorcjum, który dokonuje podziału środków na rzecz pozostałych konsorcjantów. Ważne jest również uregulowanie wewnętrznych zasady ponoszenia odpowiedzialności za przypisany do każdego partnerów zakres, a także zasad wnoszenia zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Pomimo iż przepisy wskazują na solidarną odpowiedzialność, nie wyłącza to możliwości wnoszenia zabezpieczenia przez każdego z partnerów, nawet w różnych formach przewidzianych przez prawo zamówień publicznych.

Spółka cywilna
Inną, często wybieraną form wspólnego przedsięwzięcia, jest również spółka cywilna. W ramach zamówień publicznych spółki cywilne mogą się pojawiać jako współpraca podmiotów obejmująca realizację określonego projektu i trwająca przez czas jego realizacji, a także jako stała współpraca, najczęściej osób fizycznych, której cel obejmuje nie tylko określone zadanie. W obu tych przypadkach, na gruncie zamówień publicznych spółka cywilna traktowana jest jako wykonawcy wspólnie ubiegający się o zamówienie.

Zgodnie z artykułem 860 k.c. przez umowę spółki wspólnicy zobowiązują się dążyć do osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego przez działanie w sposób oznaczony, w szczególności przez wniesienie wkładów. Elementem, który odróżnia umowę spółki cywilnej od konsorcjum jest fakt, że w ramach spółki powstaje wspólny majątek wspólników, natomiast w konsorcjum może, ale nie musi powstać.

Spółka cywilna nie posiada osobowości prawnej, co oznacza, że ​​to wspólnicy ponoszą odpowiedzialność za zobowiązania wynikające z działalności gospodarczej. Wspólnicy odpowiadają także za długi spółki swoim majątkiem osobistym. Umowa spółki cywilnej jest uregulowana w kodeksie cywilnym w art. 860-875 k.c., co odróżnia ją od umowy konsorcjum, która jest umową nienazwaną.

Spółka cywilna, w odróżnieniu od spółek prawa handlowego, nie posiada osobowości prawnej. Wszelkie prawa i obowiązki spółki przypisuje się wspólnikom. Wykonawcą w rozumieniu art. 7 pkt 30 p.z.p. są zatem wspólnicy, a nie spółka cywilna.

Spółka cywilna ma obowiązek wyznaczenia przedstawiciela uprawnionego do jej reprezentacji w kontaktach z zamawiającym. W przypadku spółki cywilnej umocowanie do reprezentowania spółki wynika z przepisu ustawy (art. 866 k.c.). Oznacza to, że wspólnik reprezentuje spółkę jako przedstawiciel ustawowy wszystkich wspólników, a nie jako pełnomocnik. W praktyce orzeczniczej przyjmuje się więc, że dokumentami zastępującymi pełnomocnictwo w przypadku spółki cywilnej mogą być umowa spółki lub uchwała wspólników, wskazująca jednego ze wspólników jako uprawnionego do reprezentacji spółki.

Doświadczenie członka konsorcjum a kolejne postępowania o udzielenie zamówienia
Po wyroku TSUE z 2017 r. w sprawie C-387/14 Esaprojekt zmienił się kierunek podejścia do doświadczenia zdobytego w ramach konsorcjum. Wykonawca nie może odwoływać się do doświadczenia grupy wykonawców, do której należał przy realizacji innego zamówienia publicznego, jeśli nie brał on faktycznie udziału w jego realizacji. Podejście wskazane w wyroku TSUE pozostaje nadal aktualne, co potwierdza wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 20 listopada 2023 r. KIO 3254/2023 „W praktyce nabyta wiedza i doświadczenie są nierozerwalnie związane z osobami, które faktycznie wykonywały poszczególne czynności […]. Tym samym, oceniając doświadczenie takiej osoby w ramach weryfikacji spełniania warunków w postępowaniu o udzielenie zamówienia należy brać pod uwagę nie rodzaj stosunku prawnego w ramach którego nabywano doświadczenie, lecz rzeczywisty zakres zdobytego doświadczenia.”

W interesie wykonawców jest zatem faktyczny udział w realizacji zamówienia, a nie tylko formalne zaangażowanie. Wspólny udział wykonawców jest szczególnie atrakcyjny dla małych i średnich przedsiębiorców, którzy nie dysponują wystarczającymi zasobami czy doświadczeniem, by sprostać wymaganiom zamawiającego. Wspólne ubieganie się o zamówienie publiczne jest zatem atrakcyjną opcją, umożliwiającą połączenie zasobów, wiedzy i doświadczenia podmiotów, w celu skuteczniejszego konkurowania na rynku zamówień publicznych.

Ewelina Bieniek, adwokat, dział obsługi inwestycji i zamówień publicznych DSK Kancelaria

https://www.prawo.pl/biznes/kilka-firm-razem-startuje-w-przetargu-jaka-forma-wspolpracy-jest-najlepsza,526132.html

 2. Przed zawarciem umowy o zarządzanie PPK zamawiający publiczny musi sprawdzić wartość zamówienia

Anna Puszkarska | Data dodania: 22.03.2024

Do umowy o zarządzanie pracowniczymi planami kapitałowymi nie stosuje się przepisów o zamówieniach publicznych, jeżeli wartość zamówienia jest mniejsza od progu unijnego. W takim przypadku umowa o zarządzanie PPK może zostać zawarta na czas nieoznaczony. Umowa o zarządzanie PPK, do której ma zastosowanie PZP, nie może zostać zawarta na czas nieoznaczony. W takim przypadku zamawiający musi zawrzeć umowę na czas oznaczony. Należy wówczas ustalić, jaki to ma być okres i oszacować wartość zamówienia dla tego okresu.

Nie do każdej umowy o zarządzanie PPK, zawieranej przez podmiot zatrudniający będący zamawiającym publicznym, mają zastosowanie przepisy ustawy z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (dalej: PZP). Do umów o zarządzanie PPK nie stosuje się przepisów PZP, jeżeli wartość zamówienia jest mniejsza niż progi unijne, o których mowa w art. 3 ust. 1 PZP. Wynika to z art. 7 ust. 2a ustawy o pracowniczych planach kapitałowych (dalej: ustawa o PPK).

Ważne: W art. 7 ust. 2a ustawy o PPK mowa jest o umowach o zarządzanie PPK oraz umowach o prowadzenie PPK. W wyjaśnieniach Urzędu Zamówień Publicznych zwrócono jednak uwagę, że podmiot zatrudniający zawiera umowę o prowadzenie PPK w imieniu i na rzecz osób zatrudnionych. W sytuacji, gdy pracodawca (zamawiający) działa jako pełnomocnik pracownika (osoby fizycznej, niezobowiązanej do stosowania przepisów o zamówieniach publicznych) i nie jest stroną umowy o prowadzenie PPK, nie można uznać, że umowa o prowadzenie PPK nosi cechy zamówienia publicznego.

Jakie progi unijne
Progi unijne, o których mowa w art. 3 ust. 1 PZP, to kwoty wartości zamówień określone m.in. w dyrektywie 2014/24/UE, aktualizowane w aktach wykonawczych Komisji Europejskiej. Od 1 stycznia 2024 r., w przypadku zamówień na zarządzanie PPK udzielanych przez:

– jednostki sektora finansów publicznych (z wyłączeniem uczelni publicznych, państwowych instytucji kultury, jednostek samorządu terytorialnego i ich związków oraz jednostek sektora finansów publicznych, dla których organem założycielskim lub nadzorującym jest jednostka samorządu terytorialnego), a także państwowe jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej – próg unijny wynosi 143 000 euro, co stanowi równowartość kwoty 663 105 zł;
– innych zamawiających publicznych – próg unijny wynosi 221 000 euro, co stanowi równowartość kwoty 1 024 799 zł.

Kwoty te wskazano w obwieszczeniu Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych z 3 grudnia 2023 r. w sprawie aktualnych progów unijnych, ich równowartości w złotych, równowartości w złotych kwot wyrażonych w euro oraz średniego kursu złotego w stosunku do euro stanowiącego podstawę przeliczania wartości zamówień publicznych lub konkursów (M.P. z 2023 r., poz. 1344).

Ważne jest wynagrodzenie za zarządzanie PPK
Przy szacowaniu wartości zamówień, obejmujących swym zakresem usługi powtarzające się lub podlegające wznowieniu w określonym czasie, zastosowanie ma art. 35 ust. 1 PZP.

Jednocześnie, zgodnie z art. 35 ust. 4 pkt 1 PZP, jeżeli zamówienie obejmuje usługi bankowe lub inne usługi finansowe, wartością zamówienia są opłaty, prowizje, odsetki i inne podobne świadczenia. Oznacza to, że podstawą do ustalenia wartości zamówienia są wszystkie składowe wynagrodzenia wykonawcy za świadczenie usług zarządzania PPK.

Podstawę do określenia wartości zamówienia na zarządzanie PPK stanowi art. 49 ustawy o PPK, który ustala zasady określania wysokości wynagrodzenia wykonawcy, poprzez ustalenie maksymalnego limitu wynagrodzenia za zarządzanie funduszem inwestycyjnym, funduszem emerytalnym lub subfunduszem, w którym lokowane są środki gromadzone w PPK. Limit ten określono na 0,5 proc. wartości aktywów netto funduszu inwestycyjnego, funduszu emerytalnego lub subfunduszu w skali roku. Dodatkowo, zgodnie z art. 49 ust. 3 ustawy o PPK, podmiot zarządzający PPK może pobierać wynagrodzenie za osiągnięty wynik w wysokości do 0,1 proc. wartości aktywów netto funduszu inwestycyjnego, funduszu emerytalnego lub subfunduszu w skali roku.

W świetle art. 35 ust. 4 pkt 1 PZP oraz art. 49 ustawy o PPK, szacunkowa wartość zamówienia powinna być utożsamiana z wysokością wynagrodzenia pobieranego przez podmiot zarządzający PPK, a nie z wartością środków finansowych stanowiących aktywa funduszu. Maksymalne wynagrodzenie wykonawcy stanowi kwota ustalana jako maksymalna wartość procentowa aktywów funduszu. Wskaźnik ten – wraz z danymi dotyczącymi uczestników PPK u danego zamawiającego (w szczególności ich liczbą oraz prognozowanymi wpłatami na fundusz przez określony umową okres) – powinien stanowić postawę do ustalenia szacunkowej wartości zamówienia.

Dopuszczalność zawarcia umowy na czas nieoznaczony
Przy szacowaniu wartości zamówienia na zarządzanie PPK należy wziąć pod uwagę okres, na jaki zostanie zawarta ta umowa. Zamawiający publiczny, który ma zamiar zawrzeć umowę o zarządzanie PPK na czas nieoznaczony, powinien ustalić wartość tego zamówienia zgodnie z art. 35 ust. 3 pkt 2 PZP. Podstawą ustalenia wartości zamówienia na usługi, których łączna cena nie może być określona, jest – w przypadku zamówień udzielanych na czas nieoznaczony – wartość miesięczna zamówienia pomnożona przez 48.

Przykład: Jednostka sektora finansów publicznych chce zawrzeć umowę o zarządzanie PPK na czas nieoznaczony. Wartość zamówienia należy obliczyć w następujący sposób: miesięczna wartość wynagrodzenia wykonawcy za zarządzanie PPK (ustalona jako średnia z 12 miesięcy) x 48. Jeżeli tak ustalona wartość zamówienia na zarządzanie PPK będzie mniejsza niż próg unijny, to zamawiający zawrze (tak jak zamierzał) umowę o zarządzanie PPK na czas nieoznaczony. Jeśli wartość zamówienia nie będzie mniejsza od progu unijnego, zawarcie umowy o zarządzanie PPK na czas nieoznaczony nie będzie dopuszczalne (por. art. 434 i art. 435 PZP).

Ważne: Umowa o zarządzanie PPK, do której ma zastosowanie PZP, nie może zostać zawarta na czas nieoznaczony. W takim przypadku zamawiający musi zawrzeć umowę na czas oznaczony. Należy wówczas ustalić, jaki to ma być okres i oszacować wartość zamówienia dla tego okresu. Natomiast umowa o prowadzenie PPK zawsze musi zostać zawarta na czas nieoznaczony.

Więcej na temat PPK na www.mojeppk.pl i pod nr telefonu 800 775 775. Zachęcamy również do korzystania z bezpłatnych szkoleń prowadzonych przez ekspertów PFR Portal PPK. Na szkolenia można zapisać się tutaj.

Podstawa prawna:

ustawa z 4 października 2018 r. o pracowniczych planach kapitałowych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 46 ze zm.),

ustawa z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1605 ze zm.).

Autorka jest ekspertem PFR Portal PPK

https://www.prawo.pl/kadry/umowa-o-zarzadzanie-ppk-kiedy-zamawiajacy-publiczny-ma-sprawdzic-wartosc-zamowienia,526094.html

Dziennik Gazeta Prawna

Projekt ustawy wiatrakowej gotowy. Jaka będzie odległość wiatraków od zabudowań?

oprac.Piotr Celej | wczoraj, 10:23

Projekt ustawy wiatrakowej jest gotowy – odległość dla budowy wiatraków wyniesie 500 metrów, zapowiedziała minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.

„Projekt jest gotowy, myślę, że na początku kwietnia – trwają ostatnie rozmowy i szlify – trafi do uzgodnień międzyresortowych. Do wykazu prac rządowych trafił – czekamy na wpis i rozpoczęcie prac – projekt ustawy dotyczący prosumentów i pomocy dla przedsiębiorstw energochłonnych, które chciałyby się transformować” – powiedziała Hennig-Kloska w Polsat News.

„Będziemy utrzymywać 500 m, to było zobowiązanie rządu w obietnicach wyborczych. Ale chcemy zmienić te parametry, by zrobić przestrzeń, ale bezpieczną dla ludzi, przestrzeń do rozwoju wiatru na redzie – bardzo nam brakuje tego współczynnika w bilansie energetycznym kraju. Po drugie, widać, że jest to bardzo efektywne źródło mocy” – dodała minister.

Ustawa wiatrakowa
W styczniu Hennig-Kloska zapowiadała, że nowy projekt tzw. ustawy wiatrakowej ma być gotowy za ok. 2 miesiące.

Początkowo przepisy zmieniające tzw. ustawę wiatrakową, liberalizujące zasady lokalizacji i budowy elektrowni wiatrowych w Polsce, znalazły się w projekcie ustawy o zmianie ustaw w celu wsparcia odbiorców energii elektrycznej, paliw gazowych i ciepła oraz niektórych innych ustaw, przedłużającym zamrożenie cen energii do dnia 30 czerwca 2024 r. Później do poselskiego projektu nowelizacji ustaw w celu wsparcia odbiorców energii elektrycznej i paliw gazowych złożono autopoprawkę, która zakładała usunięcie z proponowanej regulacji kwestii związanych z budową wiatraków.

(ISBnews)

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9474112,projekt-ustawy-wiatrakowej-gotowy-jaka-bedzie-odleglosc-wiatrakow-od.html

Rynek Infrastruktury 

 1. Budimex blisko wygranej przetargu w Porcie Gdynia

Autor: ep. | Data publikacji: 25-03-2024

Konsorcjum Budimeksu i firm Roverpol oraz Rover Maritime złożyło warta ok. 439 mln zł ofertę na budowę falochronów osłonowych w Porcie Gdynia. Ta oferta uzyskała najwyższą punktację zamawiającego.

Falochrony będą częścią wodnej infrastruktury dostępowej do Portu Zewnętrznego gdyńskiego portu. Inwestycja jest realizowana przez Port Gdynia i Urząd Morski w Gdyni.

Przetarg nie jest jeszcze rozstrzygnięty, niemniej konsorcjum na czele z Budimeksem ma najwyższą szansę na wygraną w przetargu. Najwyżej oceniona oferta jest jednocześnie najtańsza spośród trzech, które wpłynęły w przetargu na to zadanie. Brutto jest warta 553,9 mln zł.

Budowa Portu Zewnętrznego to jedno z flagowych zamierzeń inwestycyjnych gdyńskiego portu. Budowa nowych falochronów osłonowych jest jedną z inwestycji towarzyszących. W ramach zamówienia powstać ma prawie 2,5 km falochronów. Jego realizacja została wsparta dotacją ze Skarbu Państwa.

Wcześniej Port Gdynia wykonał już prace przygotowawcze, w tym program funkcjonalno-użytkowy, pozyskana została także decyzja o ustaleniu lokalizacji inwestycji w zakresie budowy portu zewnętrznego dla zakresu obejmującego falochrony. Wykonane zostały także badania geologiczne i wykonano dokumentację geologiczno-inżynierską.

Inwestycja będzie realizowana w trybie zaprojektuj i wybuduj. Prace projektowe wraz z uzyskaniem pozwolenia na budowę mają zająć do 490 dni od podpisania umowy, a roboty budowlane wraz z uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie do 819 dni od uzyskania pozwolenia na budowę.

Budowa Portu Zewnętrznego ma pozwolić na obsługę większych jednostek morskich oraz większej liczby statków.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/intermodal-i-logistyka/budimex-blisko-wygranej-przetargu-w-porcie-gdynia–90439.html

 2. Jest umowa na S11 w opolskim. Kontrakt ma Polaqua

Autor: ep. | Data publikacji: 28-03-2024

Opolska GDDKiA podpisała umowę na projekt i budowę drogi ekspresowej S11 pomiędzy Kępnem i Siemienicami. Prace będą kosztowały 375,65 mln zł. Wykona je Polaqua.

Mowa o odcinku liczącym 12,5 km. To jeden z trzech odcinków 46-kilometrowej trasy łączącej obwodnice Kępna i Olesna. Droga powstanie w ramach trzech kontraktów.

Drogę między Kępnem i Siechnicami wybuduje Polaqua. Za prace otrzyma 375,65 mln zł, a na realizację umowy ma 39 miesięcy z wyłączeniem okresów zimowych.

Odcinek Kępno – Siemianice będzie miał dwie jezdnie po dwa pasy ruchu. W początkowym przebiegu połączy się z obwodnicą Kępna, dalej ominie miejscowości Słupia Pod Kępnem, Łęka Opatowska, Opatów i Siemianice. Droga zostanie wybudowana w większości w nowym śladzie. Wykonawca będzie miał za zadanie wybudować 10 obiektów inżynierskich, w tym przejścia dla zwierząt. Wybuduje także węzeł drogowy Siemianice.

Ten sam wykonawca ma także szansę na budowę sąsiedniego odcinak S11, tj. Siemianice – Gotartów o długości 22,7 km. Oferta firmy Polaqua o wartości 523,152 mln zł została wskazana jako najkorzystniejsza. Od rozstrzygnięcia wpłynęło odwołanie do KIO, ale Izba je odrzuciła. Po pozytywnym wyniku kontroli prezesa UZP będzie możliwe podpisanie umowy z wykonawcą.

Trzeci odcinek, tj. Gotartów – początek obwodnicy Olesna o długości 10,5 km ma budować konsorcjum Kobylarni i Mirbudu. Wartość oferty to 464,941 mln zł. W tym przypadku również było odwołanie do KIO, zostało jednak odrzucone.

Po wybudowaniu trzech odcinków drogą ekspresową połączone zostaną obwodnice Kępna i Olesna. Ta druga została oddana do ruchu w lipcu 2023 r. Jest pierwszym fragmentem drogi ekspresowej S11 w woj. opolskim. Z kolei obwodnica Kępna została w pierwszym etapie wybudowana jako jednojezdniowa. Trwa jeszcze przetarg na wybór wykonawcy, który dobuduje druga jezdnię. Najkorzystniejszą ofertę złożyło konsorcjum Mirbudu i Kobylarni.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi-i-autostrady/jest-pierwsza-umowa-na-s11-kontrakt-ma-polaqua–90492.html

Wnp

 1. Podpisano umowę na budowę trasy S74 Cedzyna – Łagów

Źródło: PAP | Dodano: 28-03-2024 12:49

Podpisano umowę na zaprojektowanie i budowę trasy S74 między Cedzyną a Łagowem (Świętokrzyskie) – poinformowała w czwartek Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Kielcach. 30-kilometrowy odcinek ma być przejezdny w pierwszym kwartale 2028 roku.

Jak przekazała w czwartek rzeczniczka kieleckiego oddziału GDDKiA Małgorzata Pawelec-Buras, S74 Cedzyna – Łagów z obwodnicą Łagowa to najdłuższy z sześciu realizowanych obecnie odcinków drogi, która skomunikuje Łódzkie, Świętokrzyskie i Podkarpacie.

„Zgodnie z podpisaną umową wyłoniony w przetargu wykonawca, Mota-Engil Central Europe, zaprojektuje i wybuduje drogę za ok. 1,1 mld zł w ciągu 39 miesięcy z wyłączeniem okresów zimowych w czasie robót budowlanych. Nową trasą pojedziemy w I kwartale 2028 roku” – poinformowała rzeczniczka.

Skomunikowany z użytkowaną drogą S74 Kielce – Cedzyna i realizowaną Łagów – Opatów odcinek o długości około 30 km będzie biec głównie po nowym śladzie na północ od istniejącej DK74, tworząc obwodnicę Łagowa.

W ramach zlokalizowanej w powiecie kieleckim inwestycji zaplanowano budowę czterech węzłów drogowych (Radlin, Wola Jachowa, Makoszyn i Łagów), obwodu utrzymania drogi w Woli Jachowej oraz dwóch miejsc obsługi podróżnych w Górnie.

Zaprojektowanych i wybudowanych zostanie: 16 wiaduktów w ciągu S74 i nad drogą ekspresową, 13 mostów w ciągu drogi ekspresowej i innych dróg publicznych. Przewidziano przejście dla zwierząt typu zielony most i ponad 30 przepustów pełniących funkcje ekologiczne. Wybudowane zostaną drogi dojazdowe komunikujące tereny przyległe. Szczegółowe rozwiązania techniczne poznamy po opracowaniu przez wykonawcę projektu budowlanego i uzyskaniu decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej.

Pawelec-Buras zwróciła uwagę, że trwa realizacja sześciu odcinków S74 w województwie świętokrzyskim o łącznej długości ok. 104 km. Trwa także rozpatrywanie wniosku o wydaniu decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla ok. 70-kilometrowego odcinka S74 Opatów – Nisko. Ekspresowa trasa skomunikuje województwa: łódzkie, świętokrzyskie i podkarpackie. Będzie stanowić także połączenie pomiędzy węzłami autostrad A1, A2, a realizowaną trasą S19 Via Carpatia.

https://www.wnp.pl/budownictwo/infrastrukturalne/podpisano-umowe-na-budowe-trasy-s74-cedzyna-lagow,819261.html

 2. W budownictwie nadchodzą duże wzrosty, także cen

Bartosz Dyląg | Dodano: 28-03-2024 18:30

Erbud wyszedł z kryzysu budowlanego obronną ręką, oczekuje wzrostu marżowości i widzi doskonałe perspektywy dla siebie w podziale środków z Krajowego Planu Odbudowy. – Jesteśmy grupą uszytą na miarę obecnych czasów – twierdzi w rozmowie z WNP.PL prezes Erbudu Dariusz Grzeszczak.

– Idą lepsze czasy dla budownictwa. Polska po uruchomieniu KPO (Krajowego Planu Odbudowy – przyp. red.) będzie wielkim placem budowy – uważa Dariusz Grzeszczak.
– W jego ocenie możemy mieć klęskę urodzaju, na którą musimy być mentalnie i operacyjnie przygotowani. Popyt wymusi wzrost kosztów materiałów, wykonawcy podniosą ceny usług, a inwestorzy zwiększą wyceny ofertowe.
– Grzeszczak przyznaje, że dla Erbudu rok 2023 był bardzo trudny, pełen niepewności, dużych zmian. – Wprawdzie nie było już tak skokowych cen materiałów budowlanych jak w 2022 r., ale tkwiliśmy w kilku niedobrych kontraktach sprzed wojny i okresu szalejącej inflacji – wyjaśnia.

Akcje Erbudu na giełdzie w ostatnich tygodniach dynamicznie rosły. Co jest tego powodem?

– Myślę, że rynek widzi, że to, co deklarujemy, znajduje odzwierciedlenie w naszych działaniach.

Mieliśmy podpisywać wyłącznie porządne, zdrowe kontrakty i to robimy – mam na myśli chociażby fabrykę wież do morskich turbin wiatrowych w Gdańsku o wartości 358,4 mln zł, kolejne, coraz większe kontrakty dla MOD21 w Niemczech czy sprzedaż farm w Onde, co potwierdza naszą aktywność deweloperską w spółce. Wywiązujemy się z obietnic.

Idą też lepsze czasy dla budownictwa. Polska po uruchomieniu KPO będzie wielkim placem budowy – od farm wiatrowych po centra logistyczne. Do 2030 roku musimy przecież wydać prawie 400 miliardów złotych.

Możemy mieć klęskę urodzaju, na którą musimy być mentalnie i operacyjnie przygotowani

Czy to wykonalne?

– To ogromne wyzwanie, bo mamy już 2024 r., a przecież trzeba jeszcze podjąć decyzje, zamówić ekspertyzy, zaprojektować, rozpisać przetargi, rozstrzygnąć je i dopiero wbijać łopatę. Równocześnie ruszą też inwestycje drogowe, kolejowe, energetyczne, hydrotechniczne i samorządowe.

Na to wszystko nałoży się ożywienie w segmencie prywatnym: budownictwo mieszkaniowe, magazyny i cała logistyka, przemysł.

Możemy mieć klęskę urodzaju, na którą musimy być mentalnie i operacyjnie przygotowani. Popyt wymusi wzrost kosztów materiałów, wykonawcy podniosą ceny usług, a inwestorzy zwiększą wyceny ofertowe, bo w polskim budownictwie nie działają przecież efektywne mechanizmy waloryzacji kontraktów, czego mieliśmy potwierdzenie w ostatnich latach.

Jakby pan podsumował rok 2023?

– Bardzo trudny, pełen niepewności, dużych zmian. Wprawdzie nie było już tak skokowych cen materiałów budowlanych jak w 2022 r., ale tkwiliśmy w kilku niedobrych kontraktach sprzed wojny i okresu szalejącej inflacji. Mieszkaniówkę rozregulował nieco program „Bezpieczny kredyt 2 proc.”, rynek powoli tracił nadzieję na środki z KPO.

Do tego dołożyły się ruchy tzw. dużych biznesowych płyt tektonicznych; symptomy odwrotu od globalizacji, wojna w Ukrainie, poturbowany rynek niemiecki w obszarze kubatury, głównie mieszkaniowej czy nie zawsze przewidywalna polityka fiskalna dotycząca walki z inflacją w Polsce. Trzeba było reagować na bieżąco.

Myślę, że zdaliśmy egzamin, a nasze wyniki są tego dowodem. Zdecydowania pomogła nam zdrowa dywersyfikacja biznesu. To jest najlepsze lekarstwo na chorujący rynek. W czasie, gdy lekko krwawiliśmy w kubaturze czy MOD21, podnosił nas segment OZE i usług dla przemysłu.

W kubaturze widać ożywienie, inwestorzy wracają

Czy widzi pan już ożywienie w kontraktacji?

– Oczywiście. Jesteśmy na wielkiej fali wznoszącej dla Onde, zresztą wypracowany przez nas EBIT segmentu OZE wzrósł już w 2023 r. o zawrotne 255 proc. rok do roku. Dobre wiatry wieją w stronę farm wiatrowych i fotowoltaicznych.

Nasz zespół ma zakasane rękawy, by zbierać kolejne kontrakty w najbliższych latach. W programach inwestycyjnych w ramach KPO aż 50 mld euro to obszar bezpośrednich kompetencji Onde. Czeka nas też rozwój cable poolingu i kolejna liberalizacja ustawy odległościowej.

W kubaturze widać ożywienie, inwestorzy wracają. Od stycznia podpisaliśmy kontrakty na prawie miliard złotych, a jesteśmy w zaawansowanych rozmowach z wieloma kolejnymi klientami. MOD21 powoli wychodzi na prostą, choć nauczony doświadczeniem, nie chciałbym deklarować co do dnia, kiedy osiągnie break even point.

Zakładali państwo dwa lata.

– Jesteśmy nadal na etapie „docierania silnika”, z sukcesem zrealizowaliśmy cztery kontrakty, klienci są zadowoleni, czego dowodem jest chociażby podpisana ostatnio umowa na kolejny obiekt w technologii MOD21 dla miasta Monachium. Tym razem znacznie większy.

W zeszłym roku mieliśmy sprzedaż na poziomie 50 mln, po tych trzech miesiącach mamy już 150 mln zł. W styczniu w Ostaszewie zaczął się montaż nowej linii produkcyjnej do technologii CLT, która jeszcze poszerzy nasze portfolio. Zrobiliśmy zmiany osobowe, m.in. poszerzając zarząd o sprawdzonego menedżera.

Dostaliśmy nominację do prestiżowej nagrody od Immobilier Manager w kategorii „zrównoważony rozwój” w Niemczech, rynek nas tam kojarzy, zainteresowanie rośnie.

W 2023 r. wynik MOD21 obciążyło wprawdzie jeszcze wyjście z kubatury w Niemczech, przyznaję, że nieco bolesne, ale w 2024 rok wkroczyliśmy już tylko z dwoma biznesami za Odrą – budownictwem modułowym i serwisem dla przemysłu.

Jak poradził sobie ten drugi segment?

– Zarówno w kraju, jak i za granicą poradził sobie bardzo dobrze. Łącznie w 2023 r. mieliśmy 572,3 mln zł przychodów po wzroście o ok. 5 proc. rokrocznie. Zysk operacyjny ukształtował się na poziomie 31 mln zł i był prawie dwukrotnie wyższy niż w 2022 r., choć to niby taki mało przebojowy biznes.

Pod koniec roku zreorganizowaliśmy nasze spółki serwisowe i połączyliśmy pod jednym szyldem Erbud Industry, by podkręcić zwinność zarządczą i zredukować koszty.

W grudniu dokonała się obiecana, przekładana z powodu ciężkich czasów, akwizycja. Dołączyła do nas płocka spółka CKTiS, wyspecjalizowana w przemyśle energetycznym, chemicznym, ale też rafineryjnym i petrochemicznym. To kolejne 130 osób w naszej grupie, czyli kolejne 130 specjalistów o unikatowych kompetencjach na rynku. I kolejny obszar geograficzny do obsłużenia.

Jakie główne wyzwania widzi pan na ten rok?

– Zmieniają się oczekiwania rynku, w tym banków czy funduszy, jeśli chodzi o prowadzenie biznesu. Zarabianie zarabianiem, ale kolejne dyrektywy wymuszają zmiany organizacyjne i strategiczne.

Jesteśmy na etapie prac nad polityką dekarbonizacyjną, zmierzamy w stronę zeroemisyjności, poważnie traktujemy sprawozdawczość ESG chociażby pod kątem bioróżnorodności czy antykorupcji.

Realizujemy programy propracownicze, bo już jest trudno, a za 10 lat może być jeszcze trudniej, z pozyskaniem utalentowanej i zmotywowanej do pracy kadry. Przecież nadchodzący boom budowlany to znów presja płacowa i walka o talenty.

Z powodu wojny firmy nie mają swobodnego dostępu do pracowników z Ukrainy, a pozyskanie kadry z innych kierunków jak Azja Centralna czy Azja Południowa utrudnia niewydolny system legalizacji pracy cudzoziemców i brak spójnej polityki migracyjnej państwa.

Erbud chce rozwijać się w usługach dla przemysłu – to jego oczko w głowie

A z bardziej doraźnych spraw?

– Będziemy ciężko pracować, rozwijać się w usługach dla przemysłu – to obecnie nasze oczko w głowie. Świetnie radzące sobie Onde w tym roku wciśnie gaz do dechy w dewelopmencie. Chcemy, by MOD21 jak najszybciej stał się rentowną spółką, drzemie w nim ogromny potencjał. W Niemczech już niemalże każda szkoła, przedszkole czy dom opieki jest kontraktowany w drewnie, ten trend musi przyjść także do Polski.

Redukcja CO2 wpisująca się w szersze unijne perspektywy – to jedna przewaga, tempo realizacji – druga. Ale jakże szczególnie istotna w perspektywie presji czasowej związanej z wydatkowaniem środków z KPO.

https://www.wnp.pl/budownictwo/w-budownictwie-nadchodza-duze-wzrosty-takze-cen,819317.html

W Przetargach

 1. Wady i usterki a należyte wykonanie robót budowlanych

27 mar 2024, 00:00

Co do zarzutu głównego (art. 226 ust. 1 pkt 2 lit. b ustawy Pzp – Zamawiający odrzuca ofertę, jeżeli została złożona przez wykonawcę niespełniającego warunków udziału w postępowaniu), Krajowa Izba Odwoławcza stwierdziła, że zamawiający bezpodstawnie odrzucił ofertę odwołującego, będącej skutkiem stwierdzenia przez zamawiającego, iż odwołujący nie wykazał spełnienia warunków udziału w postępowaniu.

Wskazać bowiem należy, iż zgodnie z § 9 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii z dnia 23 grudnia 2020 r. w sprawie podmiotowych środków dowodowych (…), wykonawca, w celu potwierdzenia spełnienia warunków udziału w postępowaniu, ma obowiązek załączyć dowody określające, czy te roboty budowlane (referencyjne – podane w wykazie) zostały wykonane należycie.

W przedmiotowym postępowaniu odwołujący, w ramach podmiotowych środków dowodowych załączył protokół odbioru końcowego zadania inwestycyjnego z dnia 6 grudnia 2019 roku, w którym odbierający inwestycję, potwierdził jej wykonanie w sposób prawidłowy. W żadnym miejscu protokołu nie znajduje się zastrzeżenie dotyczące wadliwego wykonania prac czy ich nienależyte wykonanie. Dlatego też w myśl obowiązujących przepisów, protokół ten stanowi poświadczenie (podmiotowy środek dowodowy) należytego wykonania zadania referencyjnego.

Okoliczność, na którą powołuje się zamawiający, tj. fakt, iż w trakcie korzystania z obiektu wystąpiły wady nie może stanowić podstawy do stwierdzenia, że robota została wykonana nienależycie. Przedmiotem umowy o roboty budowlane są zazwyczaj postanowienia dotyczące usuwania wad i usterek w okresie gwarancji i rękojmi. Są to postanowienia standardowe. Jednakże należy mieć na uwadze, iż przedmiotem badania przez zamawiającego jest należyte wykonanie roboty budowlanej a nie należyte wykonanie umowy, gdyż przepisy wyżej powołanego rozporządzenia takiej dyspozycji nie zawierają.

Dlatego też dla przyjęcia do badania spełnienia warunku udziału w postępowaniu zamawiający winien przyjąć ww. protokół. Dodatkową okolicznością potwierdzają bezzasadność stanowiska zamawiającego może być fakt, iż w trakcie procesu sądowego może okazać się, że wady i usterki do których nie przyznaje się odwołujący powstały z winy użytkownika obiektu.

Dlatego też nieusuwanie wad i usterek w okresie gwarancji oraz rękojmi przez wykonawcę nie może być okolicznością braną pod uwagę przez zamawiającego przy ocenie należytości wykonania danej roboty budowlanej. Jedynie na marginesie stwierdzić należy, iż gdyby podmiot na rzecz którego była wykonana robota miał w chwili odbioru prac (protokół odbioru końcowego) jakieś zastrzeżenia lub uwagi, to winien je w tym protokole opisać, bądź przy stwierdzeniu że są to wady istotne – odmówić podpisania protokołu. W przeciwnym razie uznać należy, że roboty wykonane zostały bez uwag, w sposób należyty, zgodnie ze sztuką budowlaną.

Wyrok z dnia 2 czerwca 2021 r., KIO 1361/21

https://www.wprzetargach.pl/kategorie/kwalifikacja-podmiotowa-wykonawcy-pzp2019/wady-i-usterki-nalezyte-wykonanie-robot-budowlanych

 2. Jak korzystać z opcji w zamówieniach publicznych

29 mar 2024, 06:45

Na podstawie art. 441 ust. 1 ustawy Pzp zamawiający może skorzystać z opcji, jeżeli przewidział opcję w ogłoszeniu o zamówieniu lub w dokumentach zamówienia w postaci zrozumiałych, precyzyjnych i jednoznacznych postanowień umownych, które łącznie spełniają następujące warunki: określają rodzaj i maksymalną wartość opcji, określają okoliczności skorzystania z opcji i nie modyfikują ogólnego charakteru umowy. Czynności dokonane na podstawie postanowień umownych przewidujących opcje z naruszeniem art. 441 ust. 1 ustawy Pzp podlegają unieważnieniu.

Wskazanie rodzaju i maksymalnej wartości opcji oznacza opisanie opcji w sposób jednoznaczny i wyczerpujący, za pomocą dostatecznie dokładnych i zrozumiałych określeń, uwzględniając wymagania i okoliczności mogące mieć wpływ na sporządzenie oferty w części dotyczącej opcji. Takie opisanie opcji jest konieczne, ponieważ opcja, o ile jest przewidziana, jest niezbędnym składnikiem opisu przedmiotu zamówienia i na podstawie takiego opisu, zamawiający opisuje sposób obliczenia ceny, na którą składa się cena części gwarantowanej (zamówienia podstawowego) i cena opcji. Na podstawie opisu opcji zamawiający ustala również wartość zamówienia. Przy ustaleniu wartości zamówienia uwzględnia się największy możliwy zakres tego zamówienia z uwzględnieniem opcji oraz wznowień (art. 31 ust. 2 ustawy Pzp).

Przedmiot opcji musi być związany z przedmiotem części gwarantowanej, a tym samym zostać opisany z uwzględnieniem zasad dotyczących opisu przedmiotu zamówienia wynikających z art. 99 i nast. ustawy Pzp. Opcja zawsze musi zostać opisana tak, aby wykonawca w sposób zrozumiały, precyzyjny i jednoznaczny mógł stwierdzić, jaki jest przedmiot i zakres lub wielkość opcji opcjonalnego, a także sposób skorzystania z opcji. W opcji zamawiający musi wskazać przedmiot zamówienia oraz jego wielkość lub rozmiar wyrażony jednostkami miar (np. sztuki, kilogramy, metry bieżące, metry sześcienne, metry kwadratowe). Taki opis przedmiotu zamówienia w części dotyczącej opcji jest niezbędny w celu ustalenia wartości zamówienia oraz opisu sposobu obliczenia ceny.

Jeżeli zamawiający przewiduje prawo opcji, każdorazowo określa gwarantowany poziom zamówienia publicznego, który zostanie na pewno zrealizowany, co pozwala wykonawcom na obliczenie ceny oferty, oraz dodatkowy zakres, którego realizacja będzie uzależniona od określonych w umowie okoliczności skorzystania z opcji i stanowi uprawnienie zamawiającego, z którego może, ale nie musi, on skorzystać. Dla zapewnienia uczciwej konkurencji przy kalkulowaniu ceny oferty konieczne jest określenie w sposób precyzyjny zakresu, jakiego prawo opcji dotyczy oraz wskazanie tej części zamówienia, która będzie realizowana na pewno oraz tej części, której realizacja będzie uzależniona od decyzji zamawiającego o skorzystaniu z prawa opcji (zob. wyrok z dnia 3 października 2014 r., KIO 1944/14).

Realizacja opcji może (ale nie musi) nastąpić w zależności od potrzeb zamawiającego i na skutek jego dyspozycji, przy czym zakres zamówienia objęty opcją, jak i okoliczności skorzystania z opcji, powinny być one opisane zgodnie z zachowaniem reguł stosowanych przy opisie przedmiotu zamówienia, w sposób jednoznaczny i wyczerpujący, za pomocą dostatecznie dokładnych i zrozumiałych określeń, uwzględniając wymagania i okoliczności mogące mieć wpływ na sporządzenie oferty.

W wyroku z dnia 3 października 2014 r., KIO 1944/14, Krajowa Izba Odwoławcza zwróciła uwagę, że: „Obowiązek precyzyjnego opisania zakresu, jakiego prawo opcji dotyczy, nie oznacza, że Zamawiający musi kalkulować i określać na etapie tworzenia specyfikacji, jaki procent z zakresu objętego prawem opcji może nie zostać wykorzystany. Prawem zamawiającego jest przyjęcie założenia, że realizacja zamówienia będzie wymagała konieczności wykorzystania pełnego zakresu prawa opcji. Dla zapewnienia uczciwej konkurencji przy kalkulowaniu ceny oferty konieczne jest określenie w sposób precyzyjny zakresu, jakiego prawo opcji dotyczy, oraz wskazanie tej części zamówienia, która będzie realizowana na pewno, oraz tej części, której realizacja będzie uzależniona od decyzji zamawiającego o skorzystaniu z prawa opcji, co w tym postępowaniu zostało przez Zamawiającego uczynione”.

Przedmiotem opcji mogą być produkty inne lub takie same jak produkty (wyroby) stanowiące przedmiot części gwarantowanej. Przedmiot opcji nie może modyfikować ogólnego charakteru umowy. W świetle motywu 109 do dyrektywy 2014/24/UE, modyfikację powodującą zmianę ogólnego charakteru umowy można utożsamiać ze zmianą przedmiotu lub rodzaju pierwotnego zamówienia. Jeżeli przedmiotem zamówienia w części gwarantowanej jest dostawa komputerów, to przedmiotem zamówienia w części stanowiącej opcję nie może być dostawa materiałów biurowych.

Jeżeli zamawiający przewidział opcję, zabezpieczenie należytego wykonania umowy ustala się w wysokości nieprzekraczającej 5% ceny całkowitej podanej w ofercie. Zabezpieczenie można ustalić w wysokości większej niż w wysokości nieprzekraczającej 5% ceny całkowitej podanej w ofercie, nie większej jednak niż 10% ceny całkowitej podanej w ofercie albo maksymalnej wartości nominalnej zobowiązania zamawiającego wynikającego z umowy, jeżeli jest to uzasadnione przedmiotem zamówienia lub wystąpieniem ryzyka związanego z realizacją zamówienia, co zamawiający powinien opisać w SWZ lub innych dokumentach zamówienia (zob. art. 452 ust. 2 i 3 ustawy Pzp).

Jeżeli zamawiający przewidział opcję, określa kwotę wadium w wysokości nie większej niż 3% lub 1,5% wartości zamówienia ustalonej zgodnie z art. 31 ust. 2 ustawy Pzp („Przy ustaleniu wartości zamówienia uwzględnia się największy możliwy zakres tego zamówienia z uwzględnieniem opcji (…)”).

Prawo opcji jest instytucją, która zobowiązuje zamawiającego do realizacji zamówienia jedynie w zakresie gwarantowanym, natomiast uprawnieniem zamawiającego jest żądanie realizacji zamówienia w zakresie poszerzonym, a obowiązkiem wykonawcy jest realizacja zamówienia w całości, tj. w zakresie gwarantowanym i poszerzonym. Wykonawcy nie przysługuje prawo domagania się realizacji zamówienia w zakresie poszerzonym, jeśli zamawiający nie skorzysta ze swego uprawnienia do opcji w toku realizacji umowy (zob. wyroki KIO: z dnia 28 maja 2013 r., KIO 1168/13; z dnia 14 października 2013 r., KIO 2172/13; KIO 2177/13).

Zamawiający, najpóźniej przed otwarciem ofert, udostępnia na stronie internetowej prowadzonego postępowania informację o kwocie, jaką zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia. Jeżeli zamawiający przewidział opcję, kwota, jaką zamawiający zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia nie obejmuje opcji (zob. wyrok z dnia 4 sierpnia 2020 r., KIO 1562/20). Przepis art. 255 pkt 3 ustawy Pzp nie nakłada bowiem na zamawiającego obowiązku zwiększenia kwoty przeznaczonej na sfinansowanie zamówienia, ani też nie umożliwia wykonawcy badania rzeczywistych możliwości finansowych zamawiającego. Opcja nie jest zobowiązaniem zamawiającego, dlatego nie jest uwzględniana w kwocie, którą zamawiający przeznacza na sfinansowanie zamówienia i zamawiający nie musi posiadać środków na wynagrodzenie wykonawcy za wykonanie opcji. Opcja nie jest również ograniczona wartością procentową w stosunku do zamówienia podstawowego. Jeżeli zamawiający korzysta z opcji, w przypadku unieważnienia postępowania, na podstawie art. 255 pkt 3 ustawy Pzp, zamawiający ma prawo odnosić się do kwoty, jaką zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia, udostępnianej na stronie internetowej prowadzonego postępowania, wyłącznie odnosząc się do tych środków, które są przeznaczone na realizację zamówienia gwarantowanego, bez odnoszenia się do zakresu zamówienia, który może, ale nie musi być realizowany w ramach prawa opcji.

Zamawiający może oprócz prawa opcji skorzystać także z zamówień, o których mowa w art. 214 ust. 1 pkt 7 lub 8 ustawy Pzp, ale tylko od samego zamawiającego zależy, którą z instytucji uzna on za dogodniejszą. Prawo opcji może być dogodniejsze dla zamawiającego, ponieważ dotyczy ono danej umowy, a nie odrębnego zamówienia i odrębnej umowy zawieranej po przeprowadzeniu postępowania o udzielenie zamówienia w trybie z wolnej ręki.

Nie jest też wykluczona sytuacja, w której zamawiający przewidzi opcję i zamówienia, o której mowa w art. 214 ust. 1 pkt 7 lub 8 ustawy Pzp.

W ramach warunków dotyczących korzystania z opcji zamawiający określa m. in.:

1. warunki zamawiania opcji (sposób zawiadomienia o skorzystaniu z opcji (pisemność zlecenia)),
2. sposób realizacji dostawy (sposób wykonania usługi),
3. planowany termin zakończenia opcji lub sposób zakończenia opcji,
4. warunki zapłaty wynagrodzenia,
5. kary umowne,
6. warunki zapłaty wynagrodzenia,
7. serwis posprzedażny w okresie gwarancji,
8. w przypadku umowy, której przedmiotem są roboty budowlane lub usługi, przewidującej wymagania określone w art. 95 ust. 1 ustawy Pzp, w jej treści zawiera się postanowienia dotyczące sposobu dokumentowania zatrudnienia oraz kontroli spełniania przez wykonawcę lub podwykonawcę wymagań dotyczących,
9. zatrudnienia na podstawie umowy o pracę oraz postanowienia dotyczące sankcji z tytułu niespełnienia wymagań określonych w art. 95 ust. 1.
10. warunki zmiany wykonywania umowy w części dotyczącej opcji
11. warunki gwarancji.

W przypadku umowy, której przedmiotem są roboty budowlane, zamawiający w warunkach realizacji opcji powinien uwzględnić m. in. wymagania, o których mowa w przepisach art. 95 i art. 438, art. 437, art. 462 ust. 3, art. 463-465 ustawy Pzp.

https://www.wprzetargach.pl/kategorie/umowa-i-zmiany-umowy-pzp2019/warunki-opcji