Budownictwo | 27.01.2023 r.

Rynek Infrastruktury

 1. Nie tylko tunel. Na S19 Rzeszów Południe – Babica trwa budowa estakady

ep. | źródło: RI/GDDKiA | 23.01.2023

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów drogi ekspresowej S19 między Rzeszowem i Babicą będzie ponad dwukilometrowy tunel. To jednak nie jest jedyny obiekt inżynierski na tej trasie. Obecnie trwa już budowa estakady o długości 413 m. Powstanie metodą nasuwania podłużnego.

Cały odcinek realizacyjny ma ponad 10 km długości. Jego wykonawcą jest Mostostal Warszawa. Wykonawca gromadzi na miejscu sprzęt do drążenia tunelu – największe elementy tarczy TBM pokonały już drogę z Hiszpanii do portu w Opolu a następnie na ciężarówkach przez Polskę na plac budowy. Do końca stycznia zakończyć ma się transport mniejszych elementów sprzętu, który posłuży do wykonania tunelu o długości 2,2 km.

Tunel to nie jedyny ciekawy obiekt na tej budowie. W ramach kontraktu budowana jest także estakada mierząca 413 m. Powstaje w miejscowości Racławówka. W przyszłości poprowadzi ruch nad drogą powiatową nr 1409R, drogą powiatową nr 1408R, korytarzem przejścia dla małych zwierząt oraz potokiem Lubcza.

Estakada będzie miała osiem przęseł (o rozpiętościach: 42,0 m + 6 × 54,5 m + 42,0 m) i będzie posadowiona na 9 podporach o wysokości od 6 m do 13 m. Ustrój nośny obiektu skrzynkowy z betonu sprężonego jest rozdzielony dla każdej z jezdni.

Obiekt realizowany będzie w technologii nasuwania podłużnego przy użyciu awanbeków. Technologia umożliwia prefabrykację poszczególnych segmentów skrzynek na wytwórni prefabrykacji usytuowanej za podporą skrajną, a po ich doprężeniu kablami sprężającymi centrycznymi do poprzednio wykonanych segmentów, sukcesywne wysuwanie ich aż do położenia docelowego.

Jak podała GDDKiA, do końca roku 2022 wykonane zostały wszystkie podpory pośrednie oraz podpory skrajne w zakresie I etapu do poziomu ław podłożyskowych. Do ich wykonania wykorzystano 544 tys. kg stali zbrojeniowej, 1900 m3 betonu mostowego C30/37 (na potrzeby fundamentów), oraz 1500 m3 betonu C35/45 na potrzeby podpór.

Podpory posadowiono pośrednio na 416 szt. pali Franki NG średnicy 610 mm o długościach od 14 do 17 m.

Na estakadzie zakończono już prace związane z wykonaniem żelbetowych fundamentów, rusztu i ścian konstrukcji stanowiska do prefabrykacji segmentów ustrojów nośnych. Rozpoczęto montaż części stalowych rusztowania i elementów deskowania segmentów na stanowisku prefabrykacji. Ku końcowi zmierzają roboty związane z montażem awanbeków (dziobów montażowych).

W sumie do wykonania tego obiektu potrzebne będą m.in. 1 620 000 kg stali zbrojeniowej i 8450 m3 betonu mostowego o wysokiej wytrzymałości C50/60. Do jego dostarczenia potrzebnych będzie ok. 900 betonowozów. Całkowity ciężar samego ustroju nośnego jednej jezdni (bez wyposażenia) wyniesie ok. 11 120 Mt i zostanie nasunięty za pomocą urządzeń trakcyjnych do nasuwania. – Obrazowo można to opisać to tak, jakby przesuwać zestaw 185 szt. 60-tonowych wagonów kolejowych – wyjaśnia GDDKiA.

Na kontrakcie wykorzystanych zostanie 494 tys. kg stali sprężającej. Łączna długość lin, które będą potrzebne do sprężenia ustroju wyniesie 421 km. – Gdyby rozłożyć liny jedna za drugą wzdłuż autostrady A4, można by pokonać dystans pomiędzy Rzeszowem a Wrocławiem – porównuje inwestor.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/nie-tylko-tunel-na-s19-rzeszow-poludnie–babica-trwa-budowa-estakady—84552.html

 2. Rusza przetarg na obwodnicę Włoszczowy. To drugi etap

Elżbieta Pałys | źródło: RI | 23.01.2023

Świętokrzyski Zarząd Dróg Wojewódzkich rozpoczął poszukiwania wykonawcy drugiego etapu obwodnicy Włoszczowy. Nowa droga ma połączyć pierwszy etap obwodnicy w ciągu drogi wojewódzkiej nr 786 z drogami wojewódzkim w stronę Radomska (DW-785) oraz Przedborza (DW-742).

Przez Włoszczowę przechodzą trzy drogi wojewódzkie. Przed paroma laty rozpoczęto inwestycje, które mają wyprowadzić ruch tranzytowy poza centrum miasta. Pod koniec 2020 roku do ruchu oddany został pierwszy etap obwodnicy w ciągu DW-786 w południowej części miasta. Powstało wówczas 7,5 km drogi, która połączyła drogi nr 786 i 742 oraz przejęła część ruchu w kierunku Kielc, Częstochowy czy Katowic.

Teraz wybudowane mają być 4 km drogi po zachodniej stronie miasta. Nowy odcinek ma połączyć DW-786 z drogami nr 742 i 785.

W ramach inwestycji powstanie m.in. wiadukt nad Centralną Magistralą Kolejową i inne obiekty inżynierskie, skrzyżowania, w tym ronda, a także ścieżki pieszo-rowerowe.

Województwo świętokrzyskie otrzymało na to zadanie 19 mln zł dofinansowania z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg.

Na wykonanie zadania w trybie zaprojektuj i wybuduj przewidziano 35 miesięcy, a oferty powinniśmy poznać 24 lutego.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/rusza-przetarg-na-obwodnice-wloszczowy-to-drugi-etap-84544.html

 3. Plany GDDKiA Opole na 2023 rok. Kierowcy pojadą obwodnicą Olesna w ciągu S11

Grzegorz Rekiel | źródło: RI | 22.01.2023

W trzecim kwartale tego roku ma się zakończyć budowa obwodnicy Olesna w ciągu S11, a w drugim kwartale – budowa obwodnicy Praszki w ciągu DK-45 – m.in. takie inwestycje planuje w 2023 roku GDDKiA Opole.

Najważniejsze zadania to te, które są już realizowane. Jednym z nich jest budowa liczącej prawie 25 kilometrów długości obwodnicy Olesna w ciągu S11. – Aktualne zaawansowanie dla tej inwestycji wynosi 80 proc, a zakończenie prac jest planowane w trzecim kwartale 2023 roku. Od połowy grudnia trwa kontraktowa przerwa zimowa, ale wykonawcy w przypadku sprzyjających warunków atmosferycznych mogą realizować część robót – tłumaczy Agata Andruszewska z opolskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Pani rzecznik dodaje, że na obwodnicy Olesna dobiegają końca roboty ziemne w zakresie wykopów, nasypów oraz wzmocnienia podłoża w ciągu trasy głównej. Warstwa podbudowy bitumicznej jest już widoczna na znacznym odcinku trasy głównej, a tam gdzie jest to możliwe, ruch jest kierowany na odebrane już przez Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego mosty.

Na Opolszczyźnie trwa też budowa niemal 13-kilometrowej obwodnicy Praszki w ciągu drogi krajowej numer 45. Prace powinny się zakończyć w drugim kwartale tego roku, a stan ich zaawansowania wynosi 85 %. – Wykonawca zakończył układanie poszczególnych warstw nawierzchni: wiążącej i ścieralnej na trasie głównej. Na kilku odcinkach trasy głównej widoczne jest już oznakowanie poziome wykonane w technologii grubowarstwowej. Na jezdniach dodatkowych finalizowane jest układanie warstwy ścieralnej – wylicza Andruszewska i dodaje, że trwa montaż barier ochronnych oraz ekranów akustycznych. Budowane są też ronda, na których częściowo odbywa się już ruch.

Z kolei w ramach Programu budowy 100 obwodnic na terenie woj. opolskiego przygotowywana jest dokumentacja dla czterech inwestycji. – Trwają prace studialno-koncepcyjne dla obwodnicy Brzegu w ciągu DK39, Prudnika w ciągu DK41, Sidziny w ciągu DK46 oraz obwodnicy Lędzin w ciągu DK46. Dla obwodnicy Brzegu w ciągu DK39 trwa procedura wydawania pierwszej, kluczowej decyzji administracyjnej – decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach – wylicza przedstawicielka opolskiego oddziału GDDKiA.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/plany-gddkia-opole-na-2023-rok-kierowcy-pojada-obwodnica-olesna-w-ciagu-s11-84525.html

 4. GDDKiA zamawia studium dla przygranicznej DK-7

ep. | źródło: RI | 23.01.2023

Trzeba przeanalizować cztery możliwe warianty przebiegu drogi krajowej nr 7 z Rabki do Chyżnego w przekroju dwujezdniowym i wskazać optymalne rozwiązanie. Rusza przetarg na studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowe wraz z uzyskaniem decyzji środowiskowej dla tej inwestycji.

Jak pisaliśmy, droga krajowa nr 7 na południu Polski ma być przebudowana aż do polsko-słowackiej granicy w Chyżnem. Niedawno zakończyły się prace w ramach studium korytarzowego dla 35-kilometrowego odcinka od Rabki-Zdroju. W ramach tego etapu rozpatrzono 9 możliwych wariantów, a następnie cztery z nich rekomendowano do dalszych prac.

Studium uszczegółowi zaproponowane wcześniej przebiegi nowej drogi do kilku konkretnych wariantów. Efektem będzie uzyskanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach i wybranie wariantu, który stanie się podstawą do przygotowania projektu budowlanego. Wykonawca STEŚ-R będzie miał 45 miesięcy od podpisania umowy na realizację zadania.

– W ubiegłym roku udostępniliśmy kierowcom tunel na Zakopiance. Trwa budowa kolejnego jej odcinka: w kierunku Nowego Targu. Już teraz myślimy jednak o tym, jak będzie należało rozbudowywać sieć drogową w rejonie Podtatrza w kolejnych latach. Dlatego konsekwentnie przygotowujemy się do budowy drogi o parametrach drogi ekspresowej między Rabką a granicą polsko-słowacką w Chyżnem – powiedział minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.

DK-7 to obecnie najpopularniejsza trasa na Słowację. Przejście graniczne w Chyżnem jest najbardziej obciążone ruchem spośród wszystkich przejść na polsko-słowackiej granicy. Pomiar ruchu z 2021 roku wykazał, że na niektórych odcinkach DK-7 między Rabką a Chyżnem porusza się ponad 11 tys. pojazdów w ciągu doby, z tego ponad 2,1 tys. to ciężarówki. Na odcinku za Jabłonką, prowadzącym do granicy państwa, jest to prawie 4,5 tys. pojazdów, w tym ponad 1,6 tys. ciężarówek.

Oferty od projektantów zainteresowanych wykonaniem prac będą przyjmowane do 23 lutego.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/gddkia-zamawia-studium-dla-przygranicznej-dk7–84557.html

 

Rzeczpospolita

 1. Przepisy przeciwko patodeweloperce w negocjacjach

Małgorzata Kaliszewska | Publikacja: 22.01.2023 16:00

Deweloperzy chcą doprecyzowania i uporządkowanie obecnego stanu prawnego. Spodziewają się jednak, że przepisy będą sprzyjać rozwojowi mieszkalnictwa w Polsce, ale też służyć firmom budującym mieszkania. Bez tej równowagi naprawa rynku mieszkaniowego będzie niemożliwa.

Zmiany przepisów mają być wprowadzone na mocy rozporządzenia. Resort rozwoju i technologii, który jest właścicielem tych regulacji, zadeklarował otwartość na uwagi ze strony społecznej. W najbliższym tygodniu planuje zakończyć przyjmowanie propozycji i uwag do planowanych rozwiązań prawnych.

Znaczna część z przedstawionych przez resort rozwoju i technologii propozycji w pakiecie znanym, jako rozwiązania ds. walki z patodeweloperką, stanowi realizację postulatów branży budowlanej. To m.in. wprowadzenie zmian w zakresie obliczania współczynnika intensywności zabudowy. Obecne regulacje doprowadziły do sytuacji, w której powierzchnia balkonów i tarasów w nowych inwestycjach projektowana jest kosztem powierzchni mieszkalnej. Stoi to w sprzeczności z potrzebami nabywców, którzy po okresie pandemii szczególnie interesują zakupem mieszkań posiadających duże balkony, tarasy czy przydomowe ogródki.

– Cieszymy się również, że zwrócono uwagę na problem grodzonych osiedli. Od lat stoimy na stanowisku, żeby zaprzestać wygradzania terenów pomiędzy inwestycjami, choć często dzieje się tak na wniosek samych nabywców mieszkań – mówią deweloperzy.

Niektóre z proponowanych rozwiązań wymagają jednak dopracowania. Jak mówi Konrad Płochocki, wiceprezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich, obawy budzi pomysł zwiększenia minimalnej odległości budynków mieszkalnych wielorodzinnych od granicy działki z obecnych 4 do 6 metrów. Wiele firm nabyło wcześniej tereny, na których można realizować inwestycje zgodnie z obowiązującymi dotychczas przepisami. Zmiana minimalnej odległości może, więc oznaczać całkowity brak możliwości wykorzystania tych działek, co odbije się negatywnie na liczbie oferowanych na rynku pierwotnym mieszkań. Zmniejszenie podaży lokali prowadzić może z kolei do wzrostu cen.

– Nasze obawy budzi również propozycja wprowadzenia minimalnej wielkości lokali użytkowych. Ograniczenie to nie powinno m.in. mieć zastosowania do lokali znajdujących się w budynkach hotelowych, w których oferowane są apartamenty na sprzedaż tzw. condohotele, kupowanych w większości przez nabywców indywidualnych – wskazuje Płochocki.

W pakiecie przepisów zwalczających patodeweloperkę można znaleźć także zmiany w przepisach technicznych zwiększające nasłonecznienia dla pokoi mieszkalnych. Poza tym do mniej istotnych zmian należą place zabaw dla dzieci, których powierzchni i wyposażenie ma być także odgórnie określone. Przewiduje się też zapewnienie na placach i skwerach co najmniej 20 proc. terenów zielonych.

Jak wskazał MRiT, inicjatywa zmian w przepisach ma swoje źródło w raporcie Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Społeczno-gospodarcze skutki chaosu przestrzennego”, zgodnie, z którym całkowite roczne koszty chaosu przestrzennego w Polsce mogą sięgać kwoty 84,3 mld zł.

Ministerstwo określiło ramy planowanych zmian, w których mieści się nowelizacja ustawy z dnia 7 lipca 1994 Prawo budowlane (t. j. Dz. U. 2021 poz. 2351), ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz. U. 2022 poz. 503), czy też Rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (Dz. U. 2022 poz. 1225).

– W zakresie prawa budowlanego oraz ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym zmiany mają polegać m. in. na wprowadzeniu wymogu przeprowadzania badania poziomu hałasu przed oddaniem budynku do użytkowania oraz zmianie sposobu obliczania powierzchni zabudowy, dzięki czemu do powierzchni zabudowy nie będzie wliczała się powierzchnia balkonów – tłumaczy adwokat Jacek Ziembiński, z Działu Prawa Administracyjnego specjalizujący się w prawie budowlanym i nieruchomościach kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Rozporządzenie w sprawie warunków technicznych ma być zmienione w szerszym zakresie. Zmiany mają zwiększyć komfort mieszkańców, którzy obecnie zmagają się z takimi niedogodnościami jak brak poczucia prywatności wynikający z małych odległości pomiędzy budynkami, mała powierzchnia balkonów (co było szczególnie odczuwalne podczas pandemii), utrudnienia w skomunikowaniu z przestrzenią publiczną poprzez coraz liczniej pojawiające się grodzone osiedla czy też problem hałasu w mieszkaniach powstały na skutek nieodpowiednich rozwiązań projektowych stosowanych przez Deweloperów.

– Wydaje się, że zapowiadane zmiany wpłyną przede wszystkim na deweloperów zajmujących się realizacją tzw. aparthoteli, jako że lokale użytkowe wyodrębniane w takich inwestycjach nie będą bowiem co do zasady mogły mieć powierzchni poniżej 25 m2, co obecnie jest rynkowym standardem- dodaje adwokat.

Takie regulacje mają zapobiec wyodrębnianiu bardzo małych lokali czy dzieleniu jednego lokalu na dwa mniejsze, które następnie są wykorzystywane, jako mieszkania, na skutek czego dochodziło do sytuacji, gdy powierzchnia całego mieszkania zwanego mikroapartamentem wynosiła 10-15 m.kw.

https://www.rp.pl/nieruchomosci/art37818581-przepisy-przeciwko-patodeweloperce-w-negocjacjach?pid=96715951&pit=position_440&l=SG&lid=818571&pt=homepage

 2. Łukasz Bernatowicz: Chybiona recepta na patologie

Łukasz Bernatowicz | Publikacja: 24.01.2023 02:00

Mniej mieszkań i jeszcze wyższe ceny – takie będą skutki patolegislacji, którą forsuje resort rozwoju.

W ostatnich dniach Ministerstwo Rozwoju i Technologii nie tylko zapowiedziało walkę z „patodeweloperką”, ale wskazało również konkretne pomysły legislacyjne, które miałyby zapobiec temu zjawisku w przyszłości.

Należy zacząć od tego, że pod rządami ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego nie ma w Polsce zjawiska „patodweloperki” wśród firm działających zgodnie z prawem.

Niestety, mamy natomiast do czynienia ze zjawiskiem patolegislacji. Rozwiązania zaproponowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii to właśnie taki przykład – działania polityków uderzające w populistyczne tony i ogłoszenie wprowadzenia nowego instrumentu prawnego, przy kompletnym pominięciu oceny tego, jakie skutki może on wywołać dla całego rynku dewelopersko-budowlanego. A niestety, wnikliwa analiza proponowanych przepisów każe sądzić, że skutki te mogą być opłakane przy jednoczesnym braku jakichkolwiek korzyści dla społeczeństwa czy bezpośrednio dla nabywców mieszkań.

Tworzenie wrażenia walki
Zaproponowane rozwiązania mają tworzyć wrażenie walki z jakąś bliżej niesprecyzowaną patologią, przemilczając fakt, że przypadki złych rozwiązań architektonicznych stanowią zaledwie niewielki ułamek inwestycji w skali kraju. Pomija się także okoliczność, że bez dobrze funkcjonujących firm deweloperskich sytuacja na polskim rynku mieszkaniowym, która jest obecnie bardzo zła, byłaby po prostu beznadziejna.

Na pierwszy rzut oka część proponowanych rozwiązań może wydawać się zmianą w dobrym kierunku. Sęk w tym, że komplikacja przepisów techniczno-budowlanych powoduje, że korekta jednego przepisu niczym domino pociąga za sobą konsekwencje w innych obszarach projektowania, wywołując ból głowy architektów.

Przykładowo, zapowiadany przez ministerstwo obowiązek oddzielania balkonów położonych na jednej płycie fundamentowej ściankami ograniczy wymagany dopływ światła do mieszkań. W konsekwencji, budujący mieszkania będą zmuszeni zmniejszyć głębokość balkonów (a zarazem ich całkowitą powierzchnię), tak aby ścianki między nimi nie przysłaniały okien. Jeszcze bardziej szkodliwa wydaje się propozycja oddalenia od siebie balkonów o min. 4 metry. W praktyce oznacza to konieczność zrezygnowania z balkonów w części mieszkań tylko po to, aby formalnie „zmieścić się” w źle skonstruowanych przepisach.

Podobnie z wprowadzeniem minimalnych odległości między budynkami. Przepisy znacznie ograniczą zabudowę działek wąskich oraz położonych w gęstszej zabudowie. Zamiast estetycznych i eleganckich założeń architektonicznych przepisy będą wymuszać powstawanie podłużnych budynków „jamników”, znanych jeszcze z czasów komunistycznych. Mniej inwestycji, a także budowa węższych i mniejszych budynków wielorodzinnych przełoży się na rentowność projektów, wskutek czego – co bardzo wyraźnie trzeba podkreślić – mieszkania w Polsce znacznie podrożeją, a w skrajnym scenariuszu staną się dobrem luksusowym. Z całą pewnością wpłynie to również na zjawisko rozlewania się miast, na obrzeżach których będzie budowało się znacznie łatwiej. To podobno właśnie patologia, z którą zamierzano walczyć.

Paradoksem jest też, że rząd z jednej strony ogłasza wejście w życie projektów stymulujących popyt i zwiększających dostępność mieszkaniową, jednocześnie sabotując działanie deweloperów poprzez nieprzemyślaną zmianę przepisów techniczno-budowlanych. O nietrafionym momencie wprowadzenia tych przepisów świadczy też obecna kondycja rynku mieszkaniowego. W 2022 r. inwestorzy rozpoczęli budowę o 1/3 mniej mieszkań niż rok wcześniej, do czego zmusiła ich rynkowa koniunktura: inflacja, wzrost stóp procentowych i spadek zdolności kredytowej nabywców mieszkań. Wszelkie prognozy wskazują, że w obecnym roku zapaść ulegnie dalszemu pogłębieniu. Rynek rozpoczął mocne hamowanie. W takich warunkach od resortu z rozwojem w nazwie wymagać powinno się działań wspierających przedsiębiorców, a nie zmuszających ich do zwalniania pracowników. Należy też pamiętać, że branża mieszkaniowa to nie tylko deweloperzy. To tysiące firm wykonawczych, wykończeniowych, producentów materiałów budowlanych, firm meblarskich etc. To ważne koło zamachowe polskiej gospodarki i nie stać nas na wprowadzanie go w kryzys.

Jedyne rozsądne wyjście
Jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji jest skrupulatne przeanalizowanie propozycji ministerstwa przy udziale ekspertów – architektów, przedstawicieli firm wykonawczych, inwestorów i pozostałych uczestników procesu deweloperskiego i wspólne wypracowanie przepisów, które poprawią jakość budowanych mieszkań, nie obciążając przy tym przedsiębiorców oraz zwykłych obywateli.

Autor jest prezesem Związku Pracodawców Business Centre Club, przewodniczącym Rady Dialogu Społecznego

https://www.rp.pl/rzecz-o-prawie/art37822401-lukasz-bernatowicz-chybiona-recepta-na-patologie?pid=96869831&pit=law_4_position_600&l=Prawo&lid=819771&pt=category

 3. Centralny Port Komunikacyjny kupuje udziały w firmie budującej tory kolejowe

Piotr Mazurkiewicz | Publikacja: 24.01.2023 11:11

Centralny Port Komunikacyjny ma kupić 38 proc. akcji budowniczego torów. Czy będzie delisting?

O nawet 16 proc., do 24,15 zł rósł we wtorek rano kurs Torpolu, spółki zajmującej się budową linii kolejowych. To reakcja na namaszczenie firmy jako kluczowego gracza przy budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego – odpowiedzialna za megaprojekt spółka CPK.

CPK zawarło właśnie przedwstępną umowę nabycia 38 proc. akcji od innej państwowej agendy – Towarzystwa Finansowego Silesia. Transakcja zostanie zamknięta po uzyskaniu zgód korporacyjnych i zgody na koncentrację. Torpol jednocześnie odtajnił informację, że w kwietniu ub.r. wydał CPK zgodę na badanie due diligence związane z rozważaniem zakupu przez inwestora do 100 proc. akcji.

Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK, powiedział na konferencji prasowej, że przejęcie Torpolu nie będzie oznaczać uprzywilejowania tej firmy i o zlecenia będzie się ona starać jak inni gracze, w ramach przetargów. Na konferencji nie padły informacje w sprawie docelowego zaangażowania się CPK w Torpol i ewentualnego delistingu. Zadaliśmy te pytania CPK – czekamy na odpowiedzi.

„CPK jest spółką Skarbu Państwa powołaną do realizacji programu wieloletniego Centralnego Portu Komunikacyjnego obejmującego budowę w Polsce nowego lotniska centralnego oraz koordynacji i realizacji inwestycji towarzyszących, w tym nowej sieci linii kolejowych, dróg ekspresowych, autostrad i pozostałej infrastruktury technicznej. Pozyskanie strategicznego inwestora branżowego odpowiedzialnego za budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego może oznaczać zatem dla spółki szereg korzyści, szans lub synergii biznesowych” – podkreślił Torpol w komunikacie.

TF Silesia stała się głównym akcjonariuszem Torpolu w 2014 r. po IPO w ramach którego oferowane były nowe papiery i te należące do wycofującego się Polimeksu Mostostalu. Silesia kupiła 38 proc. walorów za prawie 70 mln zł (po 8 zł). Obecna wartość pakietu to ponad 200 mln zł (przy kursie 24 zł). Od debiutu Torpol wypłacił w sumie 7,3 zł na akcję dywidend.

https://www.rp.pl/transport/art37829901-centralny-port-komunikacyjny-kupuje-udzialy-w-firmie-budujacej-tory-kolejowe

 

Prawo

Ustawa wiatrakowa – komisje sejmowe proponują 700 m od domów

Renata Krupa-Dąbrowska | Data dodania: 26.01.2023

Sejmowe komisje pracują nad projektami zmiany zapisów tzw. ustawy odległościowej, która w 2016 r. wprowadziła minimalną odległość budowy turbin wiatrowych od m.in. budynków. Z ośmiu projektów – rządowego, pięciu poselskich i dwóch senackich – kontynuowane są prace nad rządowym. Komisje proponują poprawkę: 700 m jako minimalną odległość wiatraka, ale wyłącznie od budynków mieszkalnych.

Zmiana obowiązującej ustawy jest bardzo potrzebna. Ma bowiem odblokować budowę farm wiatrowych w Polsce, produkujących tanią i czystą energię elektryczną. Tworzenie warunków dla rozwoju odnawialnej energetyki są też jednym z uzgodnień z Komisją Europejską w sprawie uruchomienia dla Polski Krajowego Planu Odbudowy.

– Ustawa wiatrakowa to istotny kamień milowy do wypełnienia. Bez jej przyjęcia trudno sobie wyobrazić możliwość pozytywnego rozpatrzenia przez Komisję Europejską wniosku o płatność na KPO – ocenił minister ds. UE Szymon Szynkowski vel Sęk. – Rządowy projekt ustawy wiatrakowej był szeroko konsultowany przez kilka miesięcy – zapewniła w Sejmie minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. Podkreśliła, że projekt nie określa konkretnej odległości wiatraków od zabudowań, a wyznacza strefę od 500 m do 10H.

Rządowy projekt do dalszych prac
Połączone sejmowe komisje energii, klimatu i aktywów państwowych, oraz samorządu o polityki regionalnej  we wtorek 24 stycznia przeprowadziły pierwsze czytania w sumie ośmiu projektów ustaw mających na celu liberalizację zasady 10H. Ostatecznie w przeprowadzonych głosowaniach komisje zdecydowały o odrzuceniu siedmiu zgłoszonych przez opozycję projektów poselskich i senatorskich, przyjmując za podstawę dalszych prac projekt rządowy.

Przewodniczący komisji energii poseł Marek Suski (PiS) podkreślił, że odrzucenie siedmiu innych projektów nie oznacza, że do rządowej propozycji nie zostaną wprowadzone niektóre zapisy, które się w nich znajdowały. – Liberalizujemy przepisy w taki sposób, by osiągnąć kompromis pomiędzy odległością farm wiatrowych od budynków a dyskomfortem dla mieszkańców, które mogą generować – przekazał rzecznik rządu Piotr Müller. Jak zauważył, przepisy zawarte w rządowym projekcie „spełniają te normy w zakresie zabezpieczenia przed uciążliwością mieszkańców, bo też w tej procedurze mieszkańcy mają większe uprawnienia jeżeli chodzi o decydowanie”.

Sejmowe komisje energii, klimatu i aktywów oraz samorządu i polityki regionalnej przyjęły w czwartek poprawkę do rządowego projektu zmiany ustawy odległościowej, która zwiększa z 500 do 700 m minimalną odległość wiatraka, ale wyłącznie od budynków mieszkalnych. Jednocześnie komisje proponują całkowite zniesienie zakazu budowy budynków mieszkalnych w pobliżu istniejących turbin wiatrowych. Zgodnie z przyjętą poprawką nie będzie tutaj żadnych ograniczeń.

Pięć pomysłów na wyjście z wiatrakowego pata
Przez ostatnie dwa lata do Sejmu trafiło aż pięć projektów ustaw, które miały rozwiązać ten problem: trzy poselskie (Koalicji Polskiej, Polski 2050 oraz Koalicji Obywatelskiej), jeden senacki i jeden rządowy. Wszystkie trafiły do sejmowej zamrażarki. 13 stycznia wszystkim nadano numery druków i skierowano do pierwszego czytania do dwóch sejmowych komisji: do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych oraz Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej.

Projekty dotyczą nowelizacji ustawy o  minimalnej odległość elektrowni wiatrowej od budynku mieszkalnego, tzw. ustawę 10h. Proponowane rozwiązania różnią się między sobą. Przede wszystkim  skupiają się jednak na określeniu odległości farm wiatrowych od zabudowań mieszkaniowych. Nie ma jednak co się łudzić, że pod uwagę zostaną wzięte rozwiązania z projektów opozycji czy Senatu.

Głośne wiatraki dalej od domów albo w odległości 500 m
Koalicja Polska proponuje aby elektrownie wiatrowe znajdowały się od zabudowań w odległości nie mniejszej niż 500 metrów. Chce również  wprowadzić mechanizm redystrybucji. Opłata miałaby być przeznaczona na walkę z ubóstwem energetycznym, budowę infrastruktury społecznej, w szczególności zlokalizowanej w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni wiatrowej.

O odległości 500 m od zabudowań mówią również projekt Koalicji Obywatelskiej oraz Senatu. Inny pomysł ma Polska 2050. Jej zdaniem powinno uzależnić się  lokalizację turbin wiatrowych od mocy hałasu, jaki emitują. Proponuje, by ciche wiatraki były budowane bliżej zabudowań, a te głośniejsze lokować znacznie dalej tak, aby nie powodować uciążliwości. Ponadto istniejące elektrownie wiatrowe powinny być wymienione na bardziej wydajne i nowocześniejsze pod warunkiem, że nowe urządzenia spełnią wymagane ustawą ograniczenia hałasowe. Projekt pozostawia możliwość lokalizowania elektrowni wiatrowych jedynie w trybie uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania, co zapewnia udział społeczeństwa oraz daje ostateczny głos radzie gminy w sprawie dopuszczenia możliwości budowy wiatraków.

Rząd też luzuje zakazy, również będzie bliżej domów
Natomiast projekt rządowy przewiduje, że decyzja o możliwości lokalizowania nowych lądowych elektrowni wiatrowych oraz o odblokowaniu możliwości rozwoju budownictwa mieszkalnego w sąsiedztwie tych elektrowni, będzie zależała od gmin. Miejscowy plan będzie mógł określać inną, niż wyznaczona przez regułę 10H, odległość elektrowni wiatrowej od budynku mieszkalnego, biorąc pod uwagę zasięg oddziaływań elektrowni wiatrowej jednak z zachowaniem bezwzględnej minimalnej odległości wynoszącej 500 metrów. Podstawą dla określania odległości elektrowni wiatrowej od zabudowań mieszkalnych będą m.in. wyniki przeprowadzonej strategicznej oceny oddziaływania na środowisko (SOOŚ), wykonywanej w ramach miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (MPZP). W SOOŚ analizuje się m.in. wpływ emisji hałasu na otoczenie i zdrowie mieszkańców. Identyczna minimalna bezwzględna odległość bezpieczeństwa będzie dotyczyć lokalizowania nowych budynków mieszkalnych w odniesieniu do istniejącej lub planowanej elektrowni wiatrowej. Co ważne, władze gminy nie będą mogły odstąpić od wykonania SOOŚ dla projektu MPZP, który uwzględnia elektrownię wiatrową.

Według minister klimatu i środowiska Anny Moskwy, rządowy projekt nowelizacji ustawy wiatrakowej jest bardzo racjonalny. Podkreśliła, że wprowadza on jasną, przejrzystą ścieżkę określania odległości dot. lokalizacji na danym terenie elektrowni wiatrowej.

Rząd wniósł również do projektu autopoprawkę  przewidującą przekazanie dziesięć procent energii produkowanej z konkretnej farmy lądowej, w formie prosumenta wirtualnego na rzecz społeczności lokalnej.

https://www.prawo.pl/biznes/odleglosci-farm-wiatrowych-od-domow-sa-propozycje,519311.html

 

Podatki | Prasówka | 25.01.2023 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Ceny transferowe czasem też u państwowych

Mariusz Szulc | 18 stycznia 2023, 17:00

Jeśli między sobą handlują dwa podmioty, w których udziały ma Skarb Państwa, a dodatkowo jeden z nich jest właścicielem drugiego, to nie ma zastosowania zwolnienie z obowiązku sporządzania lokalnej dokumentacji cen transferowych – stwierdził po pięciu latach szef Krajowej Administracji Skarbowej w interpretacji zmieniającej.

Szef KAS uchylił tym samym korzystną dla podatnika interpretację dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej wydaną 19 marca 2018 r.

Wystąpiła o nią pięć lat temu spółka zajmująca się obsługą naziemną statków powietrznych. Jej pytanie miało związek z nowelizacją ustaw o podatkach dochodowych (Dz.U. z 2017 r. poz. 2175 ze zm.), która zmieniła przepisy o cenach transferowych, i to z mocą wsteczną (do dochodów uzyskanych już od 1 stycznia 2017 r.). Ze zmienionego art. 11 ust. 4 ustawy o CIT wynikało, że dokumentacji cen transferowych nie trzeba sporządzać, jeżeli powiązania między podmiotami wynikają wyłącznie z tego, że udziały w nich posiada Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego (JST). Obecnie podobna zasada wynika z art. 11n ust. 5 ustawy o CIT.

We wniosku o interpretację spółka poinformowała, że jej właścicielem jest w 100 proc. przedsiębiorstwo państwowe. Ona z kolei posiada 100 proc. udziałów w innym podmiocie. W 2017 r. realizowała transakcje zarówno z przedsiębiorstwem państwowym, jak i z własną spółką zależną.

Uważała, że w związku ze zmianą przepisów nie musi sporządzać dokumentacji cen transferowych za 2017 r. Dyrektor KIS potwierdził jej stanowisko w interpretacji indywidualnej z 19 marca 2018 r. (sygn. 0114-KDIP2-2.4010.38.2018.1.AZ).

Obecnie szef KAS przemyślał tę odpowiedź i ją zmienił. Wyjaśnił, że celem tamtej nowelizacji nie było zwolnienie z obowiązku dokumentacyjnego transakcji lub innych zdarzeń, które realizują spółki powiązane zarówno ze Skarbem Państwa (choćby pośrednio), jak i pomiędzy sobą. A tak właśnie było w sytuacji, o którą spytała spółka – handlujące między sobą podmioty były powiązane zarówno ze Skarbem Państwa, jak i między sobą.

W rezultacie – jak stwierdził szef KAS – spółka powinna była sporządzić dokumentację cen transferowych za 2017 r.

Inaczej byłoby – dodał – gdyby realizowała transakcje z podmiotami, z którymi łączyłoby ją wyłącznie powiązanie ze Skarbem Państwa, a nie dodatkowe związki kapitałowe lub osobowe. ©℗
Interpretacja zmieniająca wydana 28 grudnia 2022 r. przez szefa KAS, sygn. DOP4.8221.28.2021.GEFH

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8639455,ceny-transferowe-podmioty-skarbu-panstwa.html

 2. Połączenie spółki kapitałowej z osobową poprzez przejęcie tej drugiej jest bez CIT

Monika Pogroszewska | 19 stycznia 2023, 07:57

Spółka kapitałowa nie ma przychodu podatkowego, jeżeli przejmie spółkę osobową, której sama jest wspólnikiem, a nie dochodzi do podwyższenia jej kapitału zakładowego – wynika z wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Chodziło o połączenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością ze spółką jawną. Połączenie miało nastąpić przez przejęcie spółki jawnej, w trybie uproszczonym, tj. bez podwyższania kapitału zakładowego spółki przejmującej i wydawania udziałów wspólnikom spółki przejmowanej.

W efekcie cały majątek spółki przejmowanej (jawnej) byłby przeniesiony na spółkę przejmującą (z o.o.) w drodze sukcesji uniwersalnej, a spółka jawna zostałaby rozwiązana bez przeprowadzania likwidacji, zgodnie z art. 493 par. 1 kodeksu spółek handlowych.

Połączenie przez przejęcie
Sprawa dotyczyła spółki z o.o. należącej do międzynarodowej grupy (spółka przejmująca A). Członkiem tej grupy jest również m.in. spółka jawna (spółka przejmowana B) odpowiedzialna za świadczenie usług reklamowych i marketingowych. Jej wspólnikami są spółka A oraz spółka C z o.o., której jedynym udziałowcem jest również spółka A.

Grupa zaplanowała uproszczenie i uporządkowanie struktury właścicielskiej, w tym połączenie spółki A ze spółkami B i C.

Połączenie byłoby przeprowadzone w trybie uproszczonym (bez podwyższania kapitału zakładowego spółki przejmującej), a spółki przejmowane zostałyby rozwiązane bez przeprowadzania likwidacji.

Kiedy nie ma przychodu
Spółka A chciała się upewnić, że nie uzyska przychodu podatkowego, gdy dojdzie do jej połączenia (przez przejęcie) za spółką osobową B, której jest wspólnikiem. Argumentowała, że takie połączenie nie wiąże się z uzyskaniem jakiegokolwiek przysporzenia majątkowego. W ocenie spółki należy tu zastosować art. 12 ust. 4 pkt 4 i pkt 11 ustawy o CIT.

Jeśli połączenie ma być bez podwyższenia kapitału zakładowego, to mają zastosowanie art. 12 ust. 4 pkt 4 i pkt 11 ustawy o CIT

Artykuł 12 ust. 4 pkt 4 stanowi, że do przychodów nie zalicza się przychodów otrzymanych na utworzenie lub powiększenie kapitału zakładowego. Z kolei art. 12 ust. 4 pkt 11 wyłącza z pojęcia przychodów wszelkie kwoty i wartości stanowiące nadwyżkę ponad wartość nominalną udziałów (akcji), otrzymane przy ich wydaniu i przekazane na kapitał zapasowy.

Spółka uważała, że brak – w jej przypadku – podwyższenia kapitału zakładowego nie wyklucza zastosowania obu tych przepisów, a zatem nie dojdzie do powstania przychodu podatkowego.

Zasady ogólne…
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej był innego zdania. Uznał, że skoro połączenie ma być przeprowadzone bez podwyższenia kapitału zakładowego spółki przejmującej, to w sprawie nie może mieć zastosowania art. 12 ust. 4 pkt 4 ani pkt 11 ustawy o CIT. A zatem należy zastosować ogólne zasady powstania przychodu podatkowego, przewidziane w art. 12 ust. 1 ustawy o CIT. Zgodnie z tym przepisem przychodem jest każda wartość wchodząca do majątku podatnika, powiększająca jego aktywa, mająca definitywny charakter, którą może on rozporządzać jak własną.

Skoro więc spółka z o.o. uzyska wskutek połączenia ze spółką jawną jej majątek, to wartość tego majątku będzie stanowiła przychód podatkowy – stwierdził dyrektor KIS.

…nie mają tu zastosowania
Inne zdanie miał w tej sprawie WSA w Rzeszowie (sygn. akt I SA/Rz 879/19), dlatego uchylił wydaną interpretację. Stwierdził, że aby prawidłowo ustalić, czy przesunięcie majątku pomiędzy dwoma podmiotami będzie skutkować powstaniem przychodu, trzeba uwzględnić wszystkie przepisy regulujące zarówno definicję przychodu, jak i wskazujące, co takim przychodem nie jest.

Sąd uznał, że połączenie spółki kapitałowej z osobową poprzez przejęcie tej drugiej musi być rozpatrywane w kategoriach objęcia udziałów przez wspólników spółki osobowej w zamian za wkład niepieniężny wniesiony do spółki kapitałowej. W tym zakresie będą więc miały zastosowanie przepisy art. 12 ust. 4 pkt 4 i pkt 11 ustawy o CIT.

Z rozstrzygnięciem tym zgodził się Naczelny Sąd Administracyjny.

Jak uzasadnił sędzia Antoni Hanusz, stan faktyczny będący przedmiotem tej sprawy nie znajduje dokładnego uregulowania w przepisach podatkowych.

– Rozstrzygnięcie NSA jest takie, że organ interpretacyjny będzie zobowiązany odnieść się do stosowania przepisów art. 12 ust. 4 pkt 4 i pkt 11 ustawy o CIT. Należy zastosować jeden z tych przepisów – wyjaśnił sędzia Hanusz.

Natomiast – jak dodał sędzia – nie będzie miał tu zastosowania art. 12 ust. 1 ustawy o CIT , czyli w tym wypadku nie należy ustalać przychodów na zasadach ogólnych.©℗

orzecznictwo

Wyrok NSA z 17 stycznia 2023 r., sygn. akt II FSK 1343/20

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8640617,orzeczenie-spolka-kapitalowa-przejecie-bez-cit-podatki-nsa.html

 3. Fikcyjny outsourcing bez odliczenia VAT. Ale fiskus musi mieć dowody

Mariusz Szulc | 23 stycznia 2023, 07:00

Przedsiębiorcy mają pełne prawo do obniżenia podatku. Dopiero gdy skarbówka zdobędzie dowody, że konstrukcja działania podatnika była sztuczna, a realizowane transakcje – fikcyjne, może odmówić prawa do odliczenia VAT naliczonego.

Przypomniał o tym Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie dotyczącej firmy z Węgier. Rozstrzygnięcie TSUE ma znaczenie również dla polskich przedsiębiorców, i to nie tylko ze względu na unijną harmonizację przepisów o VAT.

Rzecz dotyczyła bowiem outsourcingu pracowników, a w tej branży dochodziło do podatkowych oszustw nie tylko na Węgrzech. Podobne zdarzenia miały miejsce w Polsce, o czym informowaliśmy szeroko na łamach DGP.

Fikcja w Polsce…
Przypomnijmy, że w naszym kraju proceder polegał najczęściej na oferowaniu przedsiębiorcom fikcyjnych przejęć pracowników, by następnie „wypożyczać” te same osoby dotychczasowemu pracodawcy. Celem były głównie oszczędności na składkach ZUS, ale praktyka pokazała, że często nie były też odprowadzane zaliczki na PIT od wynagrodzeń „wypożyczanych” pracowników.

Taki model działania zakwestionował Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz urzędy skarbowe. W rezultacie pracodawcy, którzy dali się skusić na współpracę z nieuczciwą agencją, musieli zapłacić zaległe składki ZUS i zaliczki na PIT.

Co więcej, fiskus odmówił im również prawa do odliczenia VAT z faktur wystawianych przez takie agencje, a racje przyznały mu sądy administracyjne. Przykładowo w wyroku z 26 listopada 2019 r. (sygn. akt I FSK 1340/17) Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że przedsiębiorca, który zaufał nieuczciwej agencji pracy tymczasowej, nie może potrącić podatku z wystawionych przez nią faktur. Jeśli natomiast sam wystawił fakturę w związku z fikcyjną umową, to musi zapłacić wykazany na niej podatek, zgodnie z art. 108 ustawy o VAT. Tak samo NSA orzekł wcześniej m.in. 25 lipca 2019 r. (sygn. akt I FSK 1302/17) i 27 marca 2019 r. (I FSK 395/17). Pisaliśmy o tym w artykule „Oszukani na outsourcingu wciąż przegrywają w sądach” (DGP nr 229/2019).

…a sprawa węgierska
W sprawie, która trafiła na wokandę TSUE, węgierska spółka świadczyła usługi sprzątania i ochrony towarów. Wykonywali je m.in. pracownicy udostępnieni przez agencję pracy tymczasowej. Ta ostatnia stała się następnie podwykonawcą węgierskiej spółki i w tym celu sama korzystała z pośrednictwa pracy.

Węgierski fiskus skontrolował rozliczenia spółki i uznał, że jest ona winna Skarbowi Państwa ponad 141 mln forintów (ok. 345 tys. euro) z tytułu VAT, PIT, składek na ubezpieczenie społeczne i innych obciążeń. Nałożył też na nią grzywnę i odsetki za zwłokę.

Uznał, że spółka uczestniczyła w fikcyjnym łańcuchu fakturowania i przez korzystanie z usług oddelegowanych pracowników współpracowała z podmiotami nieprowadzącymi rzeczywistej działalności gospodarczej. Nie działała więc z należytą starannością biznesową i nie ma prawa do odliczenia VAT naliczonego. Spółka bezskutecznie kwestionowała decyzję fiskusa, a gdy sprawa trafiła do sądu, ten zawiesił postępowanie i skierował pytania prejudycjalne do TSUE.

Ile może fiskus?
Sąd w Budapeszcie zwrócił uwagę na to, że węgierskie przepisy pozwalają na korzystanie z usług oddelegowanych pracowników. Przyznał, że w branży outsourcingowej mają miejsce oszustwa podatkowe, ale jego zdaniem fiskus nie może automatycznie wyciągać z tego wniosku, że inne podmioty uczestniczące w łańcuchu świadczeń też zajmują się wyłudzaniem VAT.

Spytał więc, czy fiskus może odmówić prawa do odliczenia VAT tylko na podstawie tego, że stwierdzi naruszenie na wcześniejszym etapie przez któregokolwiek uczestnika łańcucha świadczeń przepisów regulujących świadczenie danych usług. Czy przeciwnie, musi wskazać, na czym polega oszustwo podatkowe oraz który uczestnik łańcucha i przez jakie działanie się tego dopuścił? Słowem, sąd chciał wiedzieć, czy skarbówka musi wykazać związek przyczynowy pomiędzy naruszeniem obowiązków i zobowiązań przez któregokolwiek uczestnika łańcucha świadczeń a prawem do odliczenia VAT przez podatnika?

Problem także z podatkiem dochodowym

Polscy przedsiębiorcy, którzy decydowali się na współpracę z nieuczciwymi agencjami pracy tymczasowej, nie tylko nie mogą odliczyć VAT z faktur wystawianych przez kontrahenta, lecz także ponieśli konsekwencje w podatkach dochodowych. Skoro bowiem to oni, a nie agencja, byli faktycznym pracodawcą przez cały czas trwania fikcyjnego outsourcingu, to muszą uregulować zaległe zaliczki na PIT od wynagrodzeń, wraz z odsetkami za zwłokę.

Grozi im też odpowiedzialność karna na podstawie art. 77 par. 1 kodeksu karnego skarbowego.

Ponadto nie mogą zaliczyć ceny zapłaconej nieuczciwej agencji do kosztów uzyskania przychodu. Potwierdzają to wyroki sądów administracyjnych, w tym NSA: z 9 stycznia 2019 r. (sygn. akt II FSK 5/17), z 24 października 2018 r. (II FSK 2973/16), z 10 października 2018 r. (II FSK 2960/16), z 21 czerwca 2018 r. (II FSK 2451/16), z 4 października 2017 r. (II FSK 2460/15).

Sąd nabrał też wątpliwości, czy organy podatkowe mogą podważać racjonalność decyzji handlowych bez uwzględnienia przysługującej przedsiębiorcom swobody zawierania umów i specyfiki życia gospodarczego. Czy w wyniku kontroli prawa do odliczenia VAT mogą podważać istnienie transakcji gospodarczej, udokumentowanej za pomocą faktur, umów i innych dokumentów księgowych? Czy mogą dokonywać swoich ustaleń na podstawie m.in. zeznań pracowników zatrudnionych za pomocą agencji pracy tymczasowej, a więc tego, co myślą oni o swoim zatrudnieniu, kogo uważają za swego pracodawcę?

Swoboda działania…
TSUE nie wydał wyroku, poprzestał na postanowieniu, zgodnie z art. 99 swojego regulaminu. Przepis ten pozwala wydać postanowienie, gdy odpowiedź na pytanie prejudycjalne można jednoznacznie wywieść z dotychczasowego orzecznictwa lub nie pozostawia ona żadnych uzasadnionych wątpliwości. Trybunał uznał, że tak właśnie było w tej sprawie.

Wyjaśnił, że podatnicy mają pełne prawo wybierać taki sposób rozliczeń, który zgodnie z prawem pozwala im płacić niższy podatek. Mogą w tym celu swobodnie działać, zgodnie ze specyfiką prowadzonego przez siebie biznesu.

…a odmowa odliczenia VAT
TSUE potwierdził – w ślad za swoim wcześniejszym orzecznictwem – że fiskus może odmówić prawa do odliczenia podatku naliczonego wyłącznie, gdy udowodni, że podatnik działał w ramach sztucznej konstrukcji, oderwanej od rzeczywistości gospodarczej, której jedynym lub zasadniczym celem jest uzyskanie korzyści podatkowej.

Co do zasady nie jest rolą podatnika sprawdzanie, czy dostawca i inne podmioty uczestniczące w łańcuchu świadczeń przestrzegali na wcześniejszym etapie krajowych przepisów regulujących tego rodzaju działalność – stwierdził trybunał. Dodał jednak, że jeżeli istnieje podejrzenie co do nieprawidłowości lub wręcz oszustwa, to można wymagać od podatnika, aby wykazał się zwiększoną starannością.

Fiskus musi więc wykazać, że podatnik dopuścił się oszustwa w VAT lub że wiedział, względnie powinien był wiedzieć, iż transakcja wiązała się z oszustwem.

Nie wystarczy to, że podatnik lub inni uczestnicy łańcucha świadczeń naruszyli na wcześniejszym etapie przepisy regulujące świadczenie danych usług, jeśli skarbówka sama nie wykaże związku między tym naruszeniem a prawem do odliczenia VAT.

Takie naruszenie może natomiast – zdaniem TSUE i w zależności od okoliczności faktycznych – stanowić jedną z wielu wskazówek świadczących o oszustwie. Może to być także środek dowodowy, by wykazać, że podatnik brał udział w oszustwie, względnie wiedział lub powinien był wiedzieć, iż transakcja była związana z nadużyciem podatkowym.

Fiskus może w tym celu opierać się na ustaleniach wynikających z zeznań świadków – potwierdził trybunał.©℗

Współpraca Katarzyna Jędrzejewska

orzecznictwo

Postanowienie TSUE z 9 stycznia 2023 r., sygn. C-289/22

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8642994,fikcyjny-outsourcing-bez-odliczenia-vat-fiskus-musi-miec-dowody.html

 4. Jednorazowa amortyzacja nie przy estońskim CIT

Agnieszka Pokojska | 23 stycznia 2023, 17:00

Spółka, która wybrała estoński CIT, a chce jednorazowo ująć w kosztach zakup środka trwałego o wartości początkowej do 10 tys. zł, musi zmienić swoją politykę rachunkowości. Nie może automatycznie stosować zasad podatkowych – przypomina Natalia Kamińska-Kubiak, menedżer i doradca podatkowy w Grant Thornton.

Decyzję o zmianie polityki rachunkowości musi podjąć zarząd spółki jako kierownik jednostki.

Przypomnijmy, że podstawą rozliczeń przy ryczałcie od dochodów spółek (estoński CIT) są księgi rachunkowe, a nie jak w klasycznym CIT – rozliczenia podatkowe. W tym celu trzeba dokonać tzw. korekty wstępnej, czyli policzyć różnice przejściowe między wynikiem podatkowym a rachunkowym. Nie każdy bowiem wydatek lub zapłata są ujmowane w księgach rachunkowych w tym samym momencie co przychody i koszty dla celów podatkowych.

Po przejściu na estoński podatek stosuje się tylko rozdział 6b ustawy o CIT regulujący właśnie zasady ryczałtu. Innych przepisów tej ustawy się nie stosuje.

W praktyce jednak – jak mówi Natalia Kamińska-Kubiak – spółki o tym zapominają i gdy wartość środka trwałego nie przekracza 10 tys. zł, dokonują jednorazowego odpisu amortyzacyjnego na podstawie art. 16f ust. 3 ustawy o CIT.

– Tymczasem prawo bilansowe nie rozróżnia środków trwałych ze względu na ich wartość. Amortyzacja ma odzwierciedlać planowany okres użytkowania środka trwałego. Co prawda art. 32 ust. 6 ustawy o rachunkowości zezwala na jednorazowe odpisywanie w koszty środków trwałych o niskiej wartości początkowej, ale nie powinno to zaburzać obrazu sytuacji finansowej jednostki – tłumaczy ekspertka.

Artykuł 16h ust. 3e ustawy o CIT daje możliwość wyboru między kontynuacją zasad bilansowych a przejściem z powrotem na stosowanie art. 16i–16m ustawy o CIT, ale dopiero po zakończeniu opodatkowania ryczałtem. Nie ma analogicznego przepisu na czas korzystania z niego.©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8642873,jednorazowa-amortyzacja-estonskim-cit.html

 5. Ulga na robotyzację jest rozliczana w czasie

Agnieszka Pokojska | dzisiaj, 110 minut temu

Z preferencji na zakup robotów można korzystać do końca 2026 r. równolegle z dokonywaniem odpisów amortyzacyjnych. Ulga dotyczy też maszyn kupionych przed 2022 r. – wyjaśnił dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Spytała o to spółka produkcyjna, która wykorzystuje w swojej działalności roboty przemysłowe, zarówno te kupione przed 2022 r., jak i później. Chciała się dowiedzieć, jak może skorzystać z ulgi na robotyzację.

Preferencja ta obejmuje wydatki poniesione na robotyzację w latach 2022–2026, czyli po raz pierwszy można z niej skorzystać w rozliczeniu za rok 2022.

Zgodnie z art. 38eb ustawy o CIT podatnik może odliczyć od podstawy opodatkowania „kwotę stanowiącą 50 proc. kosztów uzyskania przychodów poniesionych w roku podatkowym na robotyzację”. Odliczenie to ma zastosowanie „do kosztów uzyskania przychodów poniesionych na robotyzację od początku roku podatkowego, który rozpoczął się w 2022 r., do końca roku podatkowego, który rozpoczął się w 2026 r.”.

Spółka zastanawiała się, czy w związku z tym może skorzystać z tej preferencji jednorazowo w roku zakupu, czy w czasie, czyli wraz z dokonywaniem amortyzacji.

Dyrektor KIS wyjaśnił, że prawidłowe jest drugie podejście, bo kosztem uzyskania przychodów przy zakupie robotów są odpisy z tytułu zużycia środków trwałych (odpisy amortyzacyjne).

Jeżeli do końca 2026 r. podatnik nie zdąży zamortyzować robota, to nie skorzysta z ulgi w odniesieniu do całej jego wartości – wynika z odpowiedzi dyrektora KIS.

Zarazem jednak potwierdził on, że preferencja dotyczy również robotów, które zostały kupione przed 2022 r., jeżeli do tego czasu nie zostały w całości zamortyzowane. Podatnik może więc odliczyć w latach 2022–2026 od podstawy opodatkowania 50 proc. odpisów amortyzacyjnych dokonanych od robotów wprowadzonych do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2022 r. – wynika z odpowiedzi dyrektora KIS.©℗

Kosztem przy zakupie robota są odpisy amortyzacyjne. Jeżeli firma nie zdąży go zamortyzować do końca 2026 r., to nie skorzysta z ulgi w odniesieniu do całej wartości

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 20 stycznia 2023 r., sygn.0111-KDIB2-1.4010.736.2022.1.MK

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8645222,interpretacja-ulga-na-robotyzacje-zakup-robotow.html

 

Rzeczpospolita

 1. Składki ZUS za odpuszczenie roszczeń wobec firmy

19 stycznia 2023 | Prawo co dnia | Paulina Szewioła

Wartość rekompensaty za zrzeczenie się żądań przez pracownika wlicza się do podstawy wymiaru należności – uznał ZUS.

Sprawa dotyczyła pracodawcy, który zwolnił pracownika z zachowaniem wymaganego przepisami okresu wypowiedzenia. Zatrudniony wniósł jednak do sądu pozew o uznanie tej czynności za bezskuteczną oraz zasądzenie od firmy wynagrodzenia za czas pozostawania bez pracy. Alternatywnie chciał, aby pracodawca wypłacił mu odszkodowanie za niezgodne z prawem wypowiedzenie umowy. Poza postępowaniem sądowym pracownik przedstawił też dodatkowe żądania. Chciał m.in. rekompensaty za mobbing, dyskryminację i naruszenie dóbr osobistych, których doświadczył w miejscu pracy.

Pracodawca w odpowiedzi na pismo procesowe odpierał wszystkie zarzuty.

Przed wydaniem orzeczenia sprawa trafiła jednak do mediacji. Strony zgodnie wyraziły chęć polubownego rozwiązania konfliktu, także w stosunku do roszczeń, które nie zostały uwzględnione w pozwie. I tak też się stało. Ugodę zatwierdził sąd i postępowanie w sprawie zostało umorzone.

Pracownik zrzekł się w niej także wszystkich roszczeń wobec pracodawcy, pozostających w związku z jego zatrudnieniem. A z tego tytułu pracodawca zobowiązał się wypłacić mu rekompensatę.

Firma miała jednak wątpliwości, czy musi od niej odprowadzić składki na ubezpieczenia społeczne. ZUS uznał, że tak. W jego ocenie wypłacona z tego tytułu kwota nie może korzystać ze zwolnienia, o którym mowa w par. 2 ust. 1 pkt 3 rozporządzenia ministra pracy i polityki socjalnej w sprawie szczegółowych zasad ustalania podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe (t.j. DzU 2022, poz. 449). Zgodnie z tym przepisem podstawy wymiaru składek nie stanowią odprawy, odszkodowania i rekompensaty wypłacane pracownikom z tytułu wygaśnięcia lub rozwiązania stosunku pracy.

ZUS podkreślił, że ta regulacja ma zastosowanie jedynie w określonych przypadkach. Chodzi o sytuacje, gdy wypłata odprawy, odszkodowania i rekompensaty pozostaje w bezpośrednim związku z wygaśnięciem lub rozwiązaniem umowy (tj. gdy tryb i okoliczności wygaśnięcia stosunku pracy naruszały przepisy prawa). A tak nie było w tej sprawie, bowiem żądania byłego pracownika szły o wiele dalej i były podnoszone poza postępowaniem związanym z wypowiedzeniem stosunku pracy.

Dlatego ZUS uznał, że wynikająca z ugody kwota nie korzysta ze zwolnienia, bowiem nie jest wypłacana z tytułu wygaśnięcia lub rozwiązania umowy, lecz ze względu na zrzeczenie się szeregu roszczeń związanych z zatrudnieniem (w tym np. zarzutów mobbingowych).

Decyzja ZUS: DI 100000/43/1275/2022

https://archiwum.rp.pl/artykul/1488133-Skladki-ZUS-za-odpuszczenie-roszczen-wobec-firmy.html#.Y9DuTuzMLDJ

 2. Dodatkowy podatek na estońskim CIT

20 stycznia 2023 | Biznes w czasie kryzysu | Przemysław Wojtasik

Wynagrodzenie za umorzenie udziałów może być potraktowane przez fiskusa tak jak przekazanie zysku.

Istotą estońskiego CIT jest opodatkowanie dochodów spółki dopiero wtedy, gdy wypłaci dywidendę. Musi jednak odprowadzić podatek szybciej, jeśli przekaże ją w ukrytej formie. W niedawnej interpretacji fiskus stwierdził, że taką ukrytą formę wypłaty zysku stanowi przekazanie wynagrodzenia za umorzenie udziałów.

Wystąpiła o nią spółka zajmująca się wynajmem komercyjnych nieruchomości. Korzysta z estońskiego CIT (zwanego w polskiej wersji ryczałtem od dochodów). 100 proc. udziałów w jej kapitale zakładowym posiada wspólnik (osoba fizyczna), który wcześniej wniósł do niej aportem swoją jednoosobową działalność gospodarczą.

Wspólnik w przyszłości przeprowadzi ze spółką operację umorzenia udziałów aportowych. Zostanie dokonane zgodnie z przepisami Kodeksu spółek handlowych, tj. poprzez obniżenie kapitału zakładowego oraz kapitału zapasowego, w części nie pochodzącej z zysków.

Zdaniem spółki wynagrodzenie za umorzenie nie będzie opodatkowane ryczałtem. Nie stanowi bowiem dochodu z tytułu ukrytych zysków. Umorzenie udziałów jest formą zwrotu kapitału, powinno być neutralne na gruncie CIT. Dochodem z ukrytych zysków może być jedynie otrzymana przez wspólnika nadwyżka wynagrodzenia ponad zainwestowany kapitał.

Co na to fiskus? Przypomniał, że założeniem estońskiego CIT jest uwzględnienie w katalogu dochodów do opodatkowaniem także innych, alternatywnych niż dywidenda, świadczeń dokonanych na rzecz wspólników lub podmiotów powiązanych. Są to tzw. ukryte zyski, a ich wypłata oznacza powstanie dla spółki odpowiadającego im dochodu, podlegającego opodatkowaniu ryczałtem. Rozumie się przez nie świadczenia pieniężne, niepieniężne, odpłatne, nieodpłatne lub częściowo odpłatne, wykonane w związku z prawem do udziału w zysku, inne niż podzielony zysk, których beneficjentem, bezpośrednio lub pośrednio, jest m.in. udziałowiec.

Jak podkreślono w interpretacji, wypłata wynagrodzenia z tytułu umorzenia udziałów jest bez wątpienia świadczeniem związanym z prawem do udziału w zysku, innym niż podzielony zysk, którego beneficjentem jest udziałowiec. A zatem stanowi, niezależnie od trybu i sposobu umorzenia, dochód z tytułu ukrytych zysków.

Fiskus przyznał natomiast, że jeśli wypłata wynagrodzenia z tytułu umorzenia udziałów aportowych dokonywana w okresie po zakończeniu rozliczeń w formie estońskiego CIT nie będzie uwzględniała dochodów z zysku spółki, nie zostanie opodatkowana ryczałtem. Skarbówka potwierdziła też, że „dokonanie umorzenia ze starych zysków i wypłacenie wynagrodzenia za umorzenie starych zysków, które zostały wygenerowane w roku podatkowym poprzedzającym okres opodatkowania ryczałtem, nie będzie stanowiło ukrytego zysku. Tym samym nie będzie podlegało opodatkowaniu ryczałtem” (interpretacja Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 5 stycznia 2023 r., nr 0114-KDIP2-2.4010.10.2022.1.IN).

https://archiwum.rp.pl/artykul/1488106-Dodatkowy-podatek-na-estonskim-CIT.html#.Y9Dul-zMLDJ

 3. Sprzedaż promocyjna z prawem do pełnego odliczenia VAT

23 stycznia 2023 | Podatki i księgowość | Aleksandra Pejta

Podatnikowi przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego z tytułu wydatków na nabycie lub wytworzenie cateringu dietetycznego sprzedawanego influencerom po cenie promocyjnej – 1 zł netto plus VAT.

Tak wynika z interpretacji indywidualnej dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 8 września 2022 r. (sygn. 0111-KDIB3-1.4012.507.2022.2.WN).

Wnioskodawca to spółka prowadząca działalność gospodarczą w zakresie przygotowywania i dostarczania żywności dla odbiorców zewnętrznych. W związku z rosnącą konkurencją na rynku, podejmuje działania marketingowe w celu zwiększenia sprzedaży swoich produktów, tj. cateringu dietetycznego oraz diet sokowych. W ramach działań marketingowych, spółka współpracuje z influencerami, którzy otrzymują catering dietetyczny (lub diety sokowe) za 1 zł netto plus VAT, a w zamian: promują wnioskodawcę w mediach społecznościowych, polecają znajomym oraz rekomendują podopiecznym – w przypadku influencerów będących również trenerami personalnymi.

W ocenie wnioskodawcy podejmowane działania marketingowe polegające na współpracy z influencerami pozostają w bezpośrednim związku z prowadzoną działalnością gospodarczą, bowiem celem współpracy jest zwiększenie osiąganych przychodów.

Wnioskodawca gromadzi stosowną dokumentację (w zakresie podejmowanej współpracy), w tym również wystawia fakturę dokumentującą sprzedaż cateringu dietetycznego na rzecz influencerów po promocyjnej cenie.

Dodatkowo, zgodnie ze stanem faktycznym wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej, wnioskodawca i influencerzy nie są podmiotami powiązanymi.

Wnioskodawca zadał pytanie, czy w przypadku sprzedaży cateringu dietetycznego (lub diety sokowej) podstawą opodatkowania VAT jest kwota faktycznie należna, tj. cena promocyjna (1 zł netto plus VAT), nawet jeżeli znacząco odbiega ona od cen rynkowych.

W ocenie wnioskodawcy, sprzedaż cateringu dietetycznego po cenie promocyjnej jest czynnością odpłatną podlegającą opodatkowaniu VAT na podstawie art. 5 ust. 1 ustawy o VAT. Wnioskodawca w uzasadnieniu stanowiska nawiązał również do orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, w świetle którego dla zakwalifikowania danej czynności jako transakcji odpłatnej bez znaczenia pozostaje fakt, że została ona zrealizowana po cenie wyższej lub niższej od ceny rynkowej. Według wnioskodawcy podstawa opodatkowania powinna zostać określona zgodnie z zasadą ogólną wyrażoną w art. 29a ustawy o VAT, tj. podstawą opodatkowania jest wszystko, co stanowi zapłatę, którą dokonujący dostawy towarów lub usługodawca otrzymał lub ma otrzymać z tytułu sprzedaży od nabywcy, usługobiorcy lub osoby trzeciej, włącznie z otrzymanymi dotacjami, subwencjami i innymi dopłatami o podobnym charakterze mającymi bezpośredni wpływ na cenę towarów dostarczanych lub usług świadczonych przez podatnika.

W związku z tym, w ocenie wnioskodawcy w tak opisanym stanie faktycznym podstawę opodatkowania VAT będzie stanowić kwota faktycznie należna od influencerów, tj. cena promocyjna – 1 zł.

Wnioskodawca chciał również potwierdzić, że przysługuje mu prawo do odliczenia VAT naliczonego z tytułu wydatków ponoszonych w związku ze współpracą z influencerami, w tym na nabycie lub wytworzenie cateringu dietetycznego (lub diet sokowych) sprzedawanego po cenie promocyjnej.

W uzasadnieniu stanowiska powołał się na art. 86 ust. 1 ustawy o VAT, zgodnie z którym podatnikowi przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego w zakresie, w jakim towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych. W ocenie wnioskodawcy, wydatki poniesione na nabycie lub wytworzenie cateringu dietetycznego sprzedawanego następnie influencerom po cenie promocyjnej pozostają w bezpośrednim związku z prowadzoną działalnością gospodarczą – spółka nabywa oraz wytwarza we własnym zakresie towary w celu ich dalszej odsprzedaży, która jest opodatkowana VAT oraz udokumentowana fakturą lub paragonem fiskalnym.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko wnioskodawcy za prawidłowe w odniesieniu do obu pytań.

Aleksandra Pejta

doradca podatkowy, starsza konsultantka w dziale prawnopodatkowym PwC

W uzasadnieniu swojego stanowiska wnioskodawca powołał się na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 21 lutego 2013 r. (sygn. C-104/12), zgodnie z którym warunkiem powstania prawa do odliczenia VAT od nabycia towarów lub usług na wcześniejszym etapie obrotu jest, by koszt nabycia owych towarów lub usług stanowił element ceny w ramach transakcji dającej prawo do odliczenia na późniejszym etapie.

Oznacza to, że podatnikowi przysługuje prawo do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony, w szczególności jeżeli występuje bezpośredni związek między nabywanymi towarami lub usługami a czynnością opodatkowaną, tj. poniesione wydatki stanowią element kosztowy sprzedaży opodatkowanej VAT.

Dodatkowo, w przywołanym wyroku TSUE podkreślił, że podatnik ma prawo do odliczenia podatku naliczonego również w sytuacji braku bezpośredniego związku między nabyciem towarów lub usług a czynnością opodatkowaną, jeżeli cena nabycia świadczeń wchodzi w zakres ogólnych kosztów działalności podatnika i stanowi w związku z tym element ceny dostarczanych przez niego towarów lub świadczonych usług.

W praktyce, oceny czy w danym przypadku istnieje związek (pośredni lub bezpośredni) pomiędzy transakcją a działalnością opodatkowaną podatnika należy dokonywać w świetle istoty nabywanych przez niego towarów lub usług.

Wnioskodawca we wniosku o wydanie interpretacji wykazał na bezpośredni związek ponoszonych wydatków z działalnością opodatkowaną, bowiem współpraca z influencerami tj. sprzedaż cateringu na ich rzecz po cenie promocyjnej, jest działaniem marketingowym, którego efektem ma być wygenerowanie przez wnioskodawcę wyższego wolumenu sprzedaży (opodatkowanej VAT).

Na koniec należy również podkreślić, że zastosowanie ceny znacznie różniącej się od wartości rynkowej sprzedawanego towaru lub usługi powinno być każdorazowo uzasadnione od strony ekonomicznej i prowadzić do osiągnięcia konkretnego celu związanego z prowadzoną działalnością gospodarczą. W opisywanej interpretacji indywidualnej wnioskodawca podkreślił, że zastosowanie ceny promocyjnej – 1 zł netto plus VAT – jest w pełni uzasadnione ekonomicznie, bowiem wpisuje się w ustaloną strategię marketingową, a finalnie ma służyć zwiększeniu wartości realizowanej sprzedaży cateringów dietetycznych (lub diet sokowych).

https://archiwum.rp.pl/artykul/1488211-Sprzedaz-promocyjna-z%C2%A0prawem-do-pelnego-odliczenia-VAT.html#.Y9Du4-zMLDJ

 4. Brak faktury nie przekreśla odliczenia

24 stycznia 2023 | Prawo co dnia | Aleksandra Tarka

VAT można rozliczyć także tylko na podstawie aktu notarialnego, o ile jasno potwierdza on zawarcie transakcji i określa jej warunki, w tym opodatkowanie.

Zmorą podatników VAT jest kwestionowanie ich prawa do odliczenia podatku. Fiskus często odmawia go zwłaszcza z powodów formalnych. Ale to może się zmienić. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy uznał, że sam brak faktury z góry nie przekreśla prawa do odliczenia.

Trudna operacja
Sprawa dotyczyła spółki z branży deweloperskiej. A jej wątpliwości miały związek z problematyczną operacją nabycia gruntu pod nową inwestycję mieszkaniową. We wniosku o interpretację spółka wyjaśniła, że ostatecznie transakcja została sfinalizowana. W akcie notarialnym wskazano, że ona jest czynnym podatnikiem VAT, a sprzedaż jest dostawą w rozumieniu ustawy o VAT opodatkowaną według 23 proc. stawki i nie jest z niego zwolniona.

W związku z tym notariusz nie pobrał podatku od czynności cywilnoprawnych, co zapisał w akcie.

Spółka podkreśliła dodatkowo, że sprzedawcy i ona jako kupujący złożyli przed fiskusem oświadczenie o wyborze opodatkowania VAT dostawy, co także zostało wskazane w akcie. Tym samym zdaniem spółki nie może budzić wątpliwości, że zamiarem stron było opodatkowanie transakcji VAT. Spółka tłumaczyła, że dopiero później dostała pismo od zbywców, którzy doszli do przekonania o braku podstaw prawnych do wystawienia faktury VAT. W konsekwencji odmówili jej wystawienia, zasłaniając się tym, że nie są podatnikiem w myśl art. 15 ust. 1 ustawy o VAT. Spółka była jednak przekonana, że mimo braku faktury VAT ma prawo do odliczenia podatku w oparciu o sam akt notarialny.

Fiskus kategorycznie go odmówił. Przypomniał, że zgodnie z art. 86 ust. 2 pkt 1 ustawy o VAT kwotę podatku naliczonego stanowi suma wynikających z faktur otrzymanych przez podatnika z tytułu nabycia towarów i usług oraz dokonania całości lub części zapłaty przed nabyciem towaru czy wykonaniem usługi. Zatem jednym z warunków podstawowych umożliwiających odliczenie w związku znabyciem nieruchomości jest otrzymanie faktury zawierającej VAT dokumentującej nabycie.

Fiskus podkreślił, że VAT ze względu na swoją konstrukcję jest podatkiem sformalizowanym i prawo do jego odliczenia jest ograniczone. Podstawę do odliczenia mogą stanowić bowiem wyłącznie wymienione w przepisach dokumenty, które ponadto muszą spełniać określone wymogi. A jak tłumaczyli urzędnicy, podstawowym dokumentem wystawianym przez podatników VAT są faktury. Przy czym samo jej posiadanie też nie tworzy prawa do odliczenia. Fiskus co prawda nie kwestionował, że w przypadku spółki nabycie działek nastąpiło w celu wykorzystania ich do czynności opodatkowanych VAT. Jednak ponieważ sprzedaż została udokumentowana jedynie aktem notarialnym, a nie fakturą, to jego zdaniem spółka nie ma prawa do odliczenia. A to dlatego, że przepisy nie dopuszczają możliwości zastąpienia faktury innym dokumentem, np. aktem notarialnym.

Koniec formalizmu
Spółka zaskarżyła interpretację i wygrała. Bydgoski WSA podkreślił, że spór dotyczy interpretacji. A z jej treści jasno wynika, że doszło do zawarcia umowy. Ponadto strony wyodrębniły w niej VAT i zamieściły stosowne oświadczenia co do opodatkowania samej czynności. Odwołując się do orzecznictwa, WSA zauważył, że ograniczenie prawa do odliczenia z art. 86 ust. 1 ustawy o VAT może wystąpić, jeśli naruszenie przez podatnika wymogów formalnych uniemożliwia dostarczenie dowodów na spełnienie wymagań materialnych do jego przyznania. Ale nie może to stanowić dodatkowej sankcji, gdy fiskus nie neguje wystąpienia transakcji opodatkowanych, ani nie stawiają zarzutu oszustwa czy nadużycia prawa.

Sąd podkreślił, że w spornej sprawie stan faktyczny był jasny i konkretny. Wynika z niego, że do transakcji doszło. A wszystkie wymogi materialne potrzebne do odliczenia VAT zostały spełnione. Dlatego w ocenie sądu sam brak wystawienia faktury nie stoi na przeszkodzie do skorzystania przez spółkę z prawa do odliczenia podatku, w tym przypadku wynikającego z dokumentu, jakim jest akt notarialny.

Wyrok nie jest prawomocny.

Sygnatura akt: I SA/Bd 592/22

Opinia dla „rzeczpospolitej”
Tomasz Wagner

doradca podatkowy, partner w EY

Wyrok jest bardzo interesujący, a być może wręcz rewolucyjny. Zrywa bowiem z formalizmem polegającym na uzależnieniu odliczenia VAT od faktu posiadania prawidłowo wystawionej faktury. Choć formalizm ten nie jest wyłącznie koncepcją lansowaną przez organy podatkowe, bo wynika przecież wprost z brzmienia od lat obowiązujących przepisów ustawy, to zwrócić należy uwagę na tezę wyroku TSUE z 29 września 2022 r. (C-235/21). Trybunał zezwolił w nim podatnikowi na odliczenie VAT, w przypadku braku faktury, wyłącznie na podstawie umowy, która określała niezbędne szczegóły dotyczące realizacji transakcji. Kierując się nim, WSA uznał, że sam akt notarialny przenoszący własność nieruchomości i z którego jednoznacznie wynika intencja stron objęcia transakcji VAT, wystarcza kupującemu do realizacji prawa do odliczenia. Kolejne miesiące pokażą, w jakim kierunku rozwinie się taka praktyka. Niemniej na bazie wyroku WSA można przewidywać, iż katalog sytuacji, w których faktura nie będzie już niezbędna do dokonania odliczenia, rozszerzy się i stanie się codziennością.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1488414-Brak-faktury-nie-przekresla-odliczenia.html#.Y9DvUOzMLDK

 5. Daninę rozlicza podatnik, a nie firma

23 stycznia 2023 | Podatki i księgowość | Aleksandra Tarka

W przypadku odpłatnego zbycia udziałów przez wspólnika oraz dobrowolnego ich umorzenia przez spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością to nie ona występuje w charakterze płatnika podatku zryczałtowanego.

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną podatnika, który spierał się z fiskusem o podatkowe skutki umorzeniem udziałów w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością (z o.o.).

We wniosku o interpretację mężczyzna wyjaśnił, że na nadzwyczajnym zgromadzeniu spółki, której był udziałowcem zostały podjęte m.in. uchwały o umorzeniu posiadanych przez niego udziałów. Wyraził zgodę na ustalone wynagrodzenie, które zostało mu jednorazowo wypłacone z czystego zysku spółki. Chciał się upewnić, kto w takiej sytuacji ma rozliczyć się z fiskusem. Sam uważał, że spółka jako płatnik, a on nie musi wykazywać w zeznaniu rocznym przychodów opodatkowanych zryczałtowanym PIT. Jego zdaniem wypłacone udziałowcowi wynagrodzenie to kwota „netto”, bo pobranie i odprowadzenie podatku pozostaje w tym wypadku obowiązkiem spółki.

Fiskus odpowiedział, że nie. Urzędnicy tłumaczyli, że umorzenie udziałów przez ich zbycie w celu umorzenia w istotny sposób różni się od opodatkowania przychodów z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, do których kwalifikuje się umorzenie przymusowe i automatyczne. W pierwszym przypadku podatnicy są zobowiązani do opodatkowania tych dochodów samodzielnie, tj. bez udziału płatnika. Jedynie dla przychodów z udziału w zyskach osób prawnych zasadą jest udział płatnika w pobraniu zryczałtowanego podatku dochodowego.

W konsekwencji fiskus uznał, że przychód uzyskany z tytułu odpłatnego zbycia udziałów na rzecz spółki celem ich umorzenia, stanowi przychód z tytułu odpłatnego zbycia udziałów. Przychód ten podlega pomniejszeniu o koszty jego uzyskania. A dochód taki podlega opodatkowaniu na zasadach z art. 30b ustawy o PIT, czyli to udziałowiec musi go wykazać w zeznaniu PIT-38, opodatkować i odprowadzić podatek.

Podatnik zaskarżył interpretację, ale Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie oddalił jego skargę. Ostatecznie przegraną przypieczętował również Naczelny Sąd Administracyjny. Odwołał się do wykładni art. 30b ust. 6 pkt 1, art. 39 ust. 3, art. 24 ust. 5 pkt 1, art. 41 ust. 4 ustawy o PIT. A ta – jego zdaniem – wskazuje, że w przypadku odpłatnego zbycia udziałów, a więc zbycia ich przez wspólnika oraz dobrowolnego ich umorzenia przez spółkę z o.o. w rozumieniu art. 199 § 1 k.s.h., spółka nie występuje w charakterze płatnika podatku zryczałtowanego. To wspólnik jako podatnik, w oparciu o otrzymaną imienną informację, ma obowiązek obliczyć i wpłacić należny podatek.

Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: II FSK 225/20

https://archiwum.rp.pl/artykul/1488208-Danine-rozlicza-podatnik-a-nie-firma.html#.Y9Dvl-zMLDJ

 

PZP | Prasówka | 24 stycznia 2023 r.

Rzeczpospolita

 1. Jak przeprowadzić waloryzację umowy PPP

Konrad Dyda | Publikacja: 16.01.2023 20:00

Dziś waloryzacja umowy partnerstwa publiczno-prywatnego jest koniecznością. Proces ten przebiega nieco inaczej, niż w przypadku zamówień publicznych. Liczą się przede wszystkim postanowienia samej umowy.

Trudności gospodarcze wpływają na każdą umowę, w tym odnoszącą się do partnerstwa publiczno-prywatnego. PPP pozwala na oszczędności przy osiągnięciu wysokiego poziomu wykonania danego zadania. Jest to umowa zawierana na wiele lat, co powoduje konieczności przewidzenia rożnego rodzaju mechanizmów pozwalających reagować na niespodziewane sytuacje. Dlatego waloryzacja tych kontraktów jest ważnym I trudnym zdaniem.

Podział ryzyk
Jednym z kluczowych zagadnień umowy PPP jest przyjęty podział ryzyk. Wynika to z definicji PPP w art. 1 ust. 2 ustawy o partnerstwie, zgodnie z którym PPP polega na wspólnej realizacji przedsięwzięcia opartej na podziale zadań i ryzyk pomiędzy podmiotem publicznym i partnerem prywatnym. Biorąc pod uwagę to, że w formule tej realizuje się inwestycje infrastrukturalne, budowę dróg, szpitali, szkół, obiektów rekreacyjnych – to przeważnie na partnera prywatnego przenosi się dwa ryzyka: budowy oraz dostępności lub popytu.

W ramach pierwszego z nich wyróżnia się kwestie, które zwyczajowo składają się na proces inwestycyjny – od zaprojektowania, po realizację, aż po oddanie do użytkowania. Partner prywatny rzadko odpowiada za ryzyka, którymi nie jest w stanie samodzielnie zarządzać. Chodzi zwłaszcza o załatwianie formalności dla inwestycji, np. otrzymanie pozwolenia na budowę. Standardowym rozwiązaniem jest przyjęcie przez partnera publicznego obowiązków związanych z zapewnieniem legalności przedsięwzięcia. W końcu w tej formule każda ze stron powinna zająć się tym, na czym zna się najlepiej, a pracownicy administracji mają orientację w meandrach prawnych prowadzenia inwestycji. Przedstawiciele biznesu zaś mogą skoncentrować się na swoich zadaniach, a więc na „technicznej” realizacji projektu, w tym na pozyskaniu finansowania, co odciąża budżet publiczny.

Natomiast ryzyko dostępności albo popytu odnosi się do użytkowania inwestycji i musi być związane z charakterem projektu PPP. To po stronie partnera prywatnego leży zagwarantowanie możliwości korzystania z infrastruktury oraz zarządzanie nią. Od poziomu wywiązywania się z tych obowiązków zależy wynagrodzenie partnera prywatnego. Pytanie o waloryzację umowy PPP musi się odnosić do przyjętego w niej podziału ryzyk. Tylko w ten sposób można ustalić, co chce się waloryzować.

Czy tylko wynagrodzenie
PPP charakteryzuje się elastycznością. Dlatego kwestia waloryzacji umowy musi być dostosowana do jej realiów, choć przeważnie – podobnie, jak w przypadku realizacji zadań publicznych w formule tradycyjnych zamówień – chodzi o kwestie finansowe, a więc o wynagrodzenie partnera prywatnego. I właśnie z tego względu tak istotny jest przyjęty w umowie sposób wynagradzania partnera prywatnego.

Teoretycznie rzecz ujmując można powiedzieć, że ile umów PPP, tyle modeli wynagradzania partnera prywatnego. Wynika to z elastyczności tej formuły. Jednak praktyka obrotu pozwala na wyróżnienie typowych rozwiązań. Można je podzielić na dwie grupy: przedsięwzięcia pozwalające partnerowi prywatnemu na czerpanie z nich zysku oraz takie, których przeznaczenie wyklucza prowadzenie w oparciu o nie działalności biznesowej. Nie jest to podział rozłączny, ale dobrze ilustruje problem. Klasycznym przykładem inwestycji z pierwszej grupy jest pływalnia bądź parking. Ich użytkownicy ponoszą opłaty, które powinny zapewnić rentowność inwestycji. Oczywiście to założenie może być weryfikowane przez rzeczywistość. Obecnie nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której przedsiębiorca zarządzający –– pływalnią, aby osiągnąć zysk, musiałby przyjąć takie ceny swoich usług, które byłyby nieakceptowalne dla odbiorców.

W przypadku PPP w grę wchodzi także realizacja zadań publicznych w oparciu o wybudowaną infrastrukturę, co niekiedy oznacza konieczność zapewnienia dostępu do niej za cenę pokrywaną przez podmiot publiczny. Nie zmienia to faktu, że w przypadku niektórych przedsięwzięć prowadzenie biznesu jest wykluczone. Dobrą ilustracją może być budowa szkoły czy sądu. W związku z tym kwestia waloryzacji wynagrodzenia partnera prywatnego może odnosić się do etapu przygotowywania i realizacji inwestycji; jej finansowania oraz użytkowania.

Ceny się zmieniają
W czasie kryzysu wykonawcy zwracają się do zamawiających o dostosowanie wynagrodzenia do aktualnych cen, które podlegają zmianom, zwykle w górę. Na etapie realizacji inwestycji najistotniejszą kwestią są ceny materiałów oraz koszty pracy. Jednak w przypadku waloryzacji umowy PPP pojawia się problem: ustawodawca wyłączył w tych przypadkach stosowanie przepisów Prawa zamówień publicznych dotyczących waloryzacji. Jednoznacznie stanowi o tym art. 7 ust. 3a ustawy o partnerstwie.

Jednak wyłączenie stosowania tych przepisów nie oznacza zakazu wzorowania się na nich i wprowadzenia do kontraktu PPP – w ramach swobody umów – analogicznych mechanizmów waloryzacyjnych. Celem tego wyłączenia – co można wywnioskować z uzasadnienia projektu ustawy z 27 listopada 2020 r., na mocy której je wprowadzono – było wyłączenie w stosunku do umów PPP regulacji dotyczącej obowiązkowej waloryzacji umów o roboty budowlane, zawartych na mocy Prawa zamówień publicznych. Jednak ustawodawca nie miał zamiaru w ogóle uniemożliwić waloryzacji kontraktów PPP publiczno-prywatnego.

Podobną optykę przyjęło Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej w Wytycznych PPP (tom III). Choć takie publikacje nie stanowią źródła prawa, to mogą być wskazówką przy jego interpretacji. Ministerstwo stanęło na stanowisku, że mechanizm wynagradzania partnera prywatnego powinien motywować go do świadczenia wysokiej jakości usług. Pomimo zaś tego, że podmiot publiczny nie ma obowiązku – w ramach umowy PPP – do przestrzegania ścisłych reguł waloryzacji, to jednak może wzorować się na unormowaniach Prawa zamówień publicznych.

Waloryzacja musi mieć charakter obiektywny – a więc odnosić się do zmian we wskaźnikach cen. W waloryzacji chodzi o urealnienie kontraktu i zabezpieczenie jego ekonomicznej opłacalności, a nie o zagwarantowanie dodatkowego zysku. W związku z tym klauzule waloryzacyjne w umowie PPP powinny zostać napisane precyzyjnie, z jednoznacznym odwołaniem się do wskaźników makroekonomicznych, publikowanych przez niezależne instytucje. Waloryzacja działa w dwie strony – a więc w przypadku spadku cen na rynku może doprowadzić do obniżenia wynagrodzenia wykonawcy. Poza tym tzw. opłata za dostępność może zostać obniżona – a nawet w ogóle niewypłacona – jeżeli partner prywatny jej nie zagwarantował na zasadach określonych w umowie PPP.

Zdaniem autora
Konrad Dyda, Kancelaria Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni

Przy waloryzacji umowy PPP powstaje pytanie, które rodzi się, gdy analizujemy temat waloryzacji kontraktów publicznych: czy w ogóle warto ją przeprowadzać? Tym bardziej, że obecnie najczęściej oznacza ona podwyżkę wynagrodzenia wykonawcy, a więc jednocześnie konieczność znalezienia w budżecie dodatkowych środków. Jednak alternatywą przeważnie są poważne problemy z realizacją umowy, a nawet jej zerwanie – jeżeli wykonawca (partner prywatny) dojdzie do przekonania, że kontrakt jest zupełnie nieopłacalny. To z kolei i tak oznacza dla podmiotu publicznego konieczność poniesienia wyższych nakładów. Waloryzacja jest istotna w przypadku PPP, które nastawione jest na pozyskanie biznesowego know-how, dzięki czemu możliwe jest osiągnięcie wyższego poziomu realizacji zadań publicznych. Do tego potrzebne jest biznesowe podejście, także administracji.

https://www.rp.pl/finanse/art37779541-jak-przeprowadzic-waloryzacje-umowy-ppp

 2. Kiedy uchylenie zakazu zawarcia umowy jest możliwe

Agnieszka Matusiak | Publikacja: 11.01.2023 12:46

W orzecznictwie KIO podkreśla się, że zbyt późne wszczęcie postępowania nie może usprawiedliwiać skorzystania z wyjątkowej, na gruncie prawa zamówień publicznych instytucji, jaką jest możliwość zawarcia umowy za zgodą KIO przed rozpoznaniem odwołania.

W przypadku wniesienia odwołania zamawiający nie może zawrzeć umowy do czasu ogłoszenia przez Krajową Izbę Odwoławczą wyroku lub postanowienia kończącego postępowanie odwoławcze (art. 577 prawa zamówień publicznych). Zamawiający może jednak złożyć do KIO wniosek o uchylenie zakazu zawarcia umowy, o którym mowa w art. 577. KIO może uchylić zakaz zawarcia umowy, jeżeli:

1) niezawarcie umowy mogłoby spowodować negatywne skutki dla interesu publicznego, przewyższające korzyści związane z koniecznością ochrony wszystkich interesów, w odniesieniu do których zachodzi prawdopodobieństwo doznania uszczerbku w wyniku czynności podjętych przez zamawiającego w postępowaniu o udzielenie zamówienia;

2) zamawiający uprawdopodobnił, że odwołanie wnoszone jest wyłącznie w celu uniemożliwienia zawarcia umowy.

Wymienione wyżej przesłanki uchylenia zakazu zawarcia umowy mają samodzielny charakter. Oznacza to, że nie muszą być one spełnione kumulatywnie.

Uchylenie tego zakazu przez KIO uprawnia zamawiającego do zawarcia umowy w sprawie zamówienia publicznego przed ogłoszeniem przez KIO wyroku lub postanowienia kończącego postępowanie odwoławcze. Jak zatem złożyć skuteczny wniosek o uchylenie zakazu zawarcia umowy?

Okres obowiązywania zakazu
Zamawiający zawiera umowę w sprawie zamówienia publicznego w terminach wskazanych w art. 264 ust. 1 pzp (dotyczącym postępowania o udzielenie zamówienia klasycznego o wartości równej lub przekraczającej progi unijne) i art. 308 ust. 2 pzp (dotyczącym postępowań o udzielenie zamówienia klasycznego o wartości mniejszej niż progi unijne). W tych przepisach wskazane zostały minimalne okresy zawieszenia dopuszczalności zawarcia umowy w sprawie zamówienia publicznego (okres standstill). Okres ten uzależniony jest od wartości postępowania oraz sposobu przesłania zawiadomienia o wyborze najkorzystniejszej oferty.

W postępowaniach, których wartość zamówienia jest równa lub przekracza progi unijne, zamawiający zawiera umowę w sprawie zamówienia publicznego w terminie nie krótszym niż dziesięć dni od dnia przesłania zawiadomienia o wyborze najkorzystniejszej oferty, jeżeli zawiadomienie to zostało przesłane przy użyciu środków komunikacji elektronicznej, albo 15 dni – jeżeli zostało przesłane w inny sposób. W postępowaniach o wartości mniejszej niż progi unijne okres, w którym zamawiający nie może zawrzeć umowy, wynosi nie mniej niż pięć dni od dnia przesłania zawiadomienia o wyborze najkorzystniejszej oferty, jeżeli zawiadomienie to zostało przesłane przy użyciu środków komunikacji elektronicznej, albo dziesięć dni – jeżeli zostało przesłane w inny sposób.

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku wniesienia odwołania, bowiem zamawiający nie może zawrzeć umowy do czasu ogłoszenia przez KIO wyroku lub postanowienia kończącego postępowanie odwoławcze. Zakaz ten obowiązuje w każdym postępowaniu, bez względu na jego przedmiot i wartość.

Kiedy uchylenie zakazu jest możliwe
Krajowa Izba Odwoławcza może uchylić zakaz, o którym mowa w art. 577, na wniosek zamawiającego. Zamawiający musi jednak wykazać spełnienie choćby jednej przesłanki, o której mowa w art. 578 ust. 2, czyli że niezawarcie umowy mogłoby spowodować negatywne skutki dla interesu publicznego, przewyższające korzyści związane z koniecznością ochrony wszystkich interesów, w odniesieniu do których zachodzi prawdopodobieństwo doznania uszczerbku w wyniku czynności podjętych przez zamawiającego w postępowaniu o udzielenie zamówienia lub że odwołanie wnoszone jest wyłącznie w celu uniemożliwienia zawarcia umowy. Tylko w tych dwóch przypadkach są szanse na uchylenie zakazu zawarcia umowy przed ostatecznym rozstrzygnięciem odwołania.

Uchylenie zakazu zawarcia umowy na wniosek zamawiającego ma charakter wyjątkowy, jako odstępstwo od generalnej zasady zakazu zawarcia umowy do czasu ogłoszenia przez KIO wyroku lub postanowienia kończącego postępowanie odwoławcze. Zamawiający, występując zatem z wnioskiem o odstąpienie od tej zasady, powinien w sposób przekonujący wykazać wystąpienie przesłanek, o których mowa w art. 578 ust. 2 pkt 1 lub pkt 2.

Odnosząc się do przesłanek z art. 578 ust. 2 pkt 1, zamawiający powinien, po pierwsze, określić, jakie negatywne skutki dla interesu publicznego spowoduje niezawarcie umowy, a po drugie, wykazać, że negatywne skutki niezawarcia umowy przewyższają korzyści związane z koniecznością ochrony wszystkich interesów, w odniesieniu do których zachodzi prawdopodobieństwo doznania uszczerbku w wyniku czynności podjętych przez zamawiającego. Co więcej, uzasadnienie uchylenia zakazu zawarcia umowy musi w sposób niebudzący wątpliwości wskazywać, że istnieje potrzeba niezwłocznego zawarcia umowy, bez oczekiwania na orzeczenie KIO w przedmiocie rozstrzygnięcia odwołania, a także że zamawiający nie może zapobiec wystąpieniu negatywnych skutków dla interesu publicznego w inny sposób (tak post. KIO z 5 września 2022 r., sygn. KIO/W 31/22).

Innymi słowy, zamawiający musi uzasadnić wpływ wykonania danego zamówienia na ochronę słusznego interesu publicznego, którego niewykonanie w sposób ewidentny przekracza potrzebę ochrony praw odwołującego się wykonawcy. Należy jednak dokonać rozróżnienia pomiędzy interesem publicznym a interesem własnym zamawiającego i wykazać, dlaczego nieuchylenie zakazu zawarcia umowy powodowałoby tak ważkie naruszenie interesu publicznego, iż zaistniała sytuacja miałaby uzasadnić ewentualną rezygnację z ochrony innych interesów. W ocenie KIO przesłanka zagrożenia interesu publicznego mogłaby zajść w sytuacji realnego ryzyka utraty środków finansowych przez zamawiającego, jednak tylko wtedy, gdy prowadziłoby to do istotnych konsekwencji o charakterze społecznym (tak m.in. KIO w post. z 8 wrześia 2021 r., sygn. KIO/W 87/21).

Okoliczność pozwalająca stwierdzić, że niezawarcie umowy może spowodować negatywne skutki dla interesu publicznego, nie jest sama w sobie wystarczająca dla uchylenia zakazu zawarcia umowy do czasu ogłoszenia przez KIO wyroku lub postanowienia kończącego postępowanie odwoławcze. „Zgodnie bowiem z art. 578 ust. 2 ust. 1 ustawy pzp, uchylenie takiego zakazu jest możliwe, jeśli te negatywne skutki dla interesu publicznego przewyższają korzyści związane z koniecznością ochrony wszystkich interesów, w odniesieniu do których zachodzi prawdopodobieństwo doznania uszczerbku w wyniku czynności podjętych przez zamawiającego w postępowaniu o udzielenie zamówienia. Innymi słowy, przywołana norma wymaga w pierwszej kolejności ustalenia, czy brak udzielenia zamówienia przed rozpoznaniem przez Izbę odwołania spowoduje negatywne skutki dla interesu publicznego. W razie pozytywnej odpowiedzi na to pytanie należy zbadać, czy negatywne skutki przewyższają korzyści związane z ochroną wszystkich interesów zagrożonych uszczerbkiem w wyniku czynności podjętych przez zamawiającego” (post. KIO z 3 października 2022 r., KIO/W 34/22).

W orzecznictwie KIO podkreśla się, że zbyt późne wszczęcie postępowania nie może usprawiedliwiać skorzystania z wyjątkowej, na gruncie pzp instytucji, jaką jest możliwość zawarcia umowy za zgodą KIO przed rozpoznaniem odwołania.

Z kolei przepis art. 578 ust. 2 pkt 2 odnosi się wyłącznie do przypadków oczywistych, które nie wymagają szczegółowej analizy odwołania. Zamawiający, podejmując próbę uprawdopodobnienia, że odwołanie wnoszone jest wyłącznie w celu uniemożliwienia zawarcia umowy, nie może podejmować się jedynie polemiki z zarzutami odwołania dotyczącymi zaniechania wystąpienia o wyjaśnienia rażąco niskiej ceny w ofertach konkurentów. Taka argumentacja nie stanowi skutecznego wykazania wystąpienia przesłanki, o której mowa w art. 578 ust. 2 pkt 2. „Na etapie rozpatrywania wniosku zamawiającego o uchylenie zakazu zawarcia umowy Izba nie dokonuje merytorycznej oceny postawionych w odwołaniu zarzutów, lecz oceny wykazania przez zamawiającego wystąpienia przesłanek uchylenia zakazu zawarcia umowy. Skorzystanie z możliwości wniesienia środka ochrony prawnej jest uprawnieniem wykonawcy i stanowi przejaw dążenia do uzyskania zamówienia. Zamawiający nie wykazał, że w okolicznościach analizowanej sprawy jest inaczej” (post. KIO z 10 października 2022 r., sygn. KIO/W 35/22).

W jakiej formie należy wnieść wniosek
To, w jakiej formie może zamawiający wnieść wniosek o uchylenie zakazu zawarcia umowy, wynika z treści art. 508 pzp, zgodnie z którym pisma w postępowaniu odwoławczym wnosi się w formie pisemnej albo w formie elektronicznej, albo w postaci elektronicznej, z tym że odwołanie i przystąpienie do postępowania odwoławczego, wniesione w postaci elektronicznej, wymagają opatrzenia podpisem zaufanym. Pisma w formie pisemnej wnosi się za pośrednictwem operatora pocztowego, w rozumieniu ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. – Prawo pocztowe, osobiście, za pośrednictwem posłańca, a pisma w postaci elektronicznej wnosi się przy użyciu środków komunikacji elektronicznej, w tym na adres do doręczeń elektronicznych, o którym mowa w art. 2 pkt 1 ustawy z dnia 18 listopada 2020 r. o doręczeniach elektronicznych. Ustawa – Prawo zamówień publicznych nie ustanawia szczególnej formy czy też sposobu wniesienia wniosku o uchylenie zakazu zawarcia umowy. Wybór formy jego wniesienia należy do zamawiającego.

Możliwe rozstrzygnięcia KIO
Wniosek o uchylenie zakazu zawarcia umowy rozpoznaje skład orzekający wyznaczony do rozpoznania odwołania. W sprawie tego wniosku KIO rozstrzyga na posiedzeniu niejawnym, w formie postanowienia, nie później niż w terminie pięciu dni od dnia jego złożenia. Na postanowienie KIO nie przysługuje skarga. Krajowa Izba Odwoławcza może uchylić albo odmówić uchylenia zakazu zawarcia umowy do czasu ogłoszenia przez KIO wyroku lub postanowienia kończącego postępowanie odwoławcze.

Krajowa Izba Odwoławcza w okolicznościach wskazanych w art. 578 ust. 5 umarza, również w formie postanowienia, postępowanie wszczęte na skutek złożenia wniosku, o uchylenie zawarcia umowy. Następuje to w przypadku:

1) ogłoszenia przez Izbę orzeczenia przed rozpoznaniem wniosku;

2) cofnięcia wniosku;

3) stwierdzenia, że dalsze postępowanie stało się z innej przyczyny zbędne lub niedopuszczalne.

Konieczność umorzenia takiego postępowania nastąpi np. w sytuacji wydania przez KIO postanowienia o umorzeniu postępowania odwoławczego z uwagi na uwzględnienie przez zamawiającego odwołania w całości w okolicznościach, o których mowa w art. 522 ust. 1 pzp. Wówczas postępowanie odwoławcze traktuje się jako zakończone. Zakaz zawarcia umowy, o którym mowa w art. 577, obowiązuje wyłącznie do czasu ogłoszenia przez KIO wyroku lub postanowienia kończącego postępowanie odwoławcze. Wycofanie wniosku o uchylenie zakazu zawarcia umowy przez zamawiającego również obliguje KIO do umorzenia postępowania wszczętego na skutek złożenia wniosku. Zwrot odwołania przez prezesa KIO zgodnie z art. 519 ust. 1 czy też wycofanie odwołania przez odwołującego stanowią podstawę do umorzenia postępowania wszczętego na skutek złożenia wniosku, o uchylenie zawarcia umowy w oparciu o dyspozycję art. 578 ust. 5 pkt 3.

Autorka jest radcą prawnym, wspólnikiem JMGJ Jaworska, Matusiak, Grześkowiak, Jarnicka Kancelaria Prawna sp. j., członkiem Stowarzyszenia Prawa Zamówień Publicznych

https://www.rp.pl/administracja/art37750701-kiedy-uchylenie-zakazu-zawarcia-umowy-jest-mozliwe

 

Prawo

Bez kary za pieniactwo w inwestycjach budowlanych, ale oświadczenie wciąż konieczne

Monika Sewastianowicz | Data dodania: 20.01.2023

Nie będzie kary za pieniactwo w inwestycjach budowlanych, ale będzie można na siebie donieść. Ministerstwo Rozwoju i Technologii wycofało się z proponowanego w pierwotnym projekcie pomysłu karania grzywną lub aresztem pieniactwa budowlanego. Pomysł krytykowano jako naruszający prawa stron postępowania administracyjnego, bo uniemożliwiłby im składanie odwołań.

Resort postulował dodanie do Prawa budowlanego art. 91 ust. 1 pkt 4 w brzmieniu: „kto w odwołaniu od decyzji lub zażaleniu na postanowienie wydanych na podstawie niniejszej ustawy, umyślnie wprowadza organ wyższego stopnia w błąd co do faktów lub okoliczności mających znaczenie dla sprawy” ma podlegać karze – aresztu lub grzywny w wysokości d 20 zł do 5000 złotych.

Eksperci pomysł resortu oceniali krytycznie. – Oczywiście zdarzają się sytuacje, że odwołania czy zażalenia wnoszone w postępowaniu inwestycyjno-budowlanym są oczywiście bezzasadne, a tajemnicą poliszynela jest to, że wnoszone są one wyłącznie w celu przedłużenia postępowania, niemniej rozwiązaniem takich problemów nie mogą być groźby zainicjowania postępowania karnego i ukarania strony karą pozbawienia wolności – oceniał  Konrad Młynkiewicz, radca prawny nadzorujący praktykę prawa nieruchomości w Kancelarii Filipiak Babicz Legal.

Prawnicy wskazywali, że wprowadzenie tego przepisu ma na celu przede wszystkim zniechęcanie obywateli do podważania decyzji administracyjnych, a co za tym idzie ograniczałoby prawo do złożenia odwołania wynika z obowiązującej w postępowaniu administracyjnym zasadzie dwuinstancyjności, gwarantowanej przez art. 78 Konstytucji RP. Blokowałoby to też prawo do sądu, bo niezłożenie odwołania uniemożliwiłoby składanie skargi do sądu administracyjnego. Wskazywano też, że nowy przepis i tak byłby nieskuteczny, bo organ administracji miałby problem ze wykazaniem, że umyślnie został wprowadzony w błąd.

Konieczne doprecyzowanie kręgu stron
– Zmiany powinny iść w stronę zredefiniowania pojęcia „oddziaływania na nieruchomości sąsiednie” i próby wzięcia odpowiedzialności przez ustawodawcę za stworzenie narzędzi do zweryfikowanie tego problemu, bo inaczej nie da się ustalić prawidłowego katalogu stron postępowania – mówi Prawo.pl prof. Robert Suwaj, adwokat w Kancelarii Suwaj Zachariasz Legal.

Podkreśla, że problem rozwiązałoby uporządkowanie przepisów, by można było dokonywać oceny, w jakich przypadkach istnieć będzie realne, rzeczywiste i aktualne oddziaływanie na nieruchomości sąsiednie, bo to pozwoli na udział w postępowaniu wyłącznie podmiotów uprawnionych. Pozwoli to wyeliminować sytuacje gdy ktoś – składając odwołanie czy skargę sądu na decyzję – realizuje jedynie interes faktyczny spowalniający inwestycję, który w istocie nie daje mu prawa do bycia stroną.

– Ustawodawca powinien do sprawy podejść racjonalnie i rozwiązać przyczynę problemu. Krąg uczestników postępowania powinien być jasno zdefiniowany. Zamiast tego wybrano metodę kija, co w sposób ewidentny, narusza zasadę prawa do wniesienia środka zaskarżenia, a w konsekwencji narusza prawo do sądu. To prymitywna próba zastraszania stron postępowania i podobne rozwiązania Trybunał Konstytucyjny kwestionował już wielokrotnie.

Odpowiedzialność znika, oświadczenie zostaje
Krytyka sprawiła, że resort wycofał się z kontrowersyjnej zmiany i projektowany przepis wykreślił na etapie dyskusji w Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji. Nowela ma natomiast dodać do Prawa budowlanego art. 10b i 10c.

Według pierwszego z przepisów, jeżeli strona postępowania wnosi odwołanie od decyzji lub zażalenie na postanowienie wydane na podstawie ustawy, do odwołania lub zażalenia dołącza oświadczenie, że jest świadoma odpowiedzialności karnej za umyślne wprowadzenie organów wyższego stopnia w błąd co do faktów lub okoliczności mających znaczenie dla sprawy, złożone pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia wynikającej z art. 233 par. 6 kk. Niezłożenie tego oświadczenia będzie brakiem formalnym, zatem uniemożliwi złożenie odwołania.
– Pewne wątpliwości musi budzić kto (strona czy pełnomocnik) ma rzeczone oświadczenie złożyć w sytuacji składania odwołania/zażalenia przez pełnomocnika – pisze Michał Siembab. Radca prawny, partner w kancelarii GKR Legal analizuje projekt zmian w prawie budowlanym. – Wydaje się, że niezależnie od literalnej treści proponowanego art. 10b, intencją ustawodawcy jest poniesienie odpowiedzialności karnej przez osobę faktycznie wprowadzającą organ drugiej instancji w błąd, a więc również przez pełnomocnika – wskazuje.

Pytanie tylko, czy wobec rezygnacji z przepisu karnego, samo złożenie oświadczenia nie będzie wprowadzeniem organu w błąd i – siłą rzeczy – narażaniem się na odpowiedzialność z art. 233 kk.
– Nie posądzam tu ustawodawcy o jakieś ukryte intencje, myślę jednak, że ten przepis wymaga doprecyzowania, by nie było tego rodzaju wątpliwości – konstatuje prof. Robert Suwaj.

https://www.prawo.pl/biznes/oswiadczenie-o-odpowiedzialnosci-karnej-w-postepowaiu-odwolawczym,519308.html

 

Portal ZP

Czy ogłoszenie o wyniku postępowania wskazuje obowiązkowo wartość szacunkową zamówienia?

Marta Mikulska-Nawacka | Dodano: 19 stycznia 2023

Pytanie: Czy zamawiający ma obowiązek podać wartość szacunkową zamówienia w ogłoszeniu o wyniku postępowania? Nie jest to pole oznaczone gwiazdką „*”, co budzi wątpliwość, czy niepodanie tej wartości grozi jakimiś konsekwencjami.

Odpowiedź:
Obecnie obowiązujące przepisy Pzp nie określają informacji, jakie muszą zostać bezwzględnie umieszczone w ogłoszeniach publikowanych czy to w BZP, czy w Dz.Urz. UE.

Wskazać w tym miejscu można na przepisy:

– art. 87 ust. 1 i 2 ustawy Pzp, zgodnie z którym:

„1. Zamawiający przygotowuje ogłoszenia zgodnie z wzorami standardowych formularzy, określonymi w rozporządzeniu wykonawczym Komisji (UE) 2015/1986 z dnia 11 listopada 2015 r. ustanawiającym standardowe formularze do publikacji ogłoszeń w dziedzinie zamówień publicznych i uchylającym rozporządzenie wykonawcze (UE) nr 842/2011 (Dz. Urz. UE L 296 z 12.11.2015, str. 1, z późn. zm.).

2. Zamawiający przekazuje ogłoszenia zgodnie z formatem i procedurami elektronicznego przesyłania ogłoszeń, ustanowionymi przez Komisję Europejską, dostępnymi na stronie internetowej, o której mowa w ust. 3 załącznika VIII do dyrektywy 2014/24/UE”;

– art. 269 ust. 1 ustawy Pzp, zgodnie z którym:

„1. Zamawiający zamieszcza ogłoszenie w Biuletynie Zamówień Publicznych, przy użyciu środków komunikacji elektronicznej, za pomocą formularzy umieszczonych na stronach portalu internetowego Urzędu”.

Zarówno w formularzach dla procedur „unijnych” jak i „krajowych” zaznaczono gwiazdką „*” pola i informacje, które są bezwzględnie wymagane. Bez tych danych zamawiający nie będzie w stanie zamieścić ogłoszenia, gdyż system nakaże podanie tych danych.

Pozostałe informacje, które nie są oznaczone „*”, są informacjami, których podanie jest dobrowolne i ogłoszenie, które ich nie zawiera, jest prawidłowo sporządzone.

Wobec powyższego, zamawiający nie ma obowiązku podania m.in. wartości szacunkowej, jeżeli pole ogłoszenia dla tej informacji nie jest oznaczone „*”, gdyż ogłoszenie bez tych danych jest sporządzone zgodnie z ustanowionym formularzem.

Podstawa prawna

art. 87 ust. 1 i 2 ustawy z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (tekst jedn.: Dz.U. z 2022 r. poz. 1710 ze zm.).

https://www.portalzp.pl/ogloszenia/czy-ogloszenie-o-wyniku-postepowania-wskazuje-obowiazkowo-wartosc-szacunkowa-zamowienia-29580.html

 

Budownictwo | 20.01.2023 r.

Rynek Infrastruktury

 1. Wschodnia Obwodnica Warszawy: Druga dekada niedasizmu

Daniel Radomski | źródło: RI | 17.01.2023

W optymistycznym scenariuszu odcinek S17 od S8 do Ząbek może powstać przed 2030 rokiem. Zasadnicza część trasy na odcinku przebiegającym przez dzielnicę Wesoła najprawdopodobniej będzie w budowie w roku 2031. W pesymistycznym scenariuszu budowa może nie być ukończona nawet w roku 2036.

Burzliwa historia przygotowań do realizacji Wschodniej Obwodnicy Warszawy liczy już 18 lat. Zestawienie protestów, decyzji administracyjnych, skarg i odwołań w sprawie S17 WOW pozwala na wysnucie kilku wniosków, kluczowych do dalszych analiz i prognoz w zakresie możliwych dalszych ścieżek, jakimi może potoczyć się to postępowanie. Po pierwsze, odcinek od S8 do węzła Ząbki, w obecnej procedurze nie budzi dużych kontrowersji. Białostocki Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska (RDOŚ) przekazał w tej sprawie do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska (GDOŚ) zaledwie jedno odwołanie. Znacznie większe kontrowersje budzi odcinek przebiegający przez dzielnicę Wesoła. Historyczny wariant WIIIA, zapisany w warszawskich dokumentach planistycznych (SUiKZP) został oprotestowany głównie przez mieszkańców tej dzielnicy.

W pierwszym postępowaniu środowiskowym planowany przebieg trasy chciał podważyć mieszkający w tej dzielnicy minister środowiska Jan Szyszko, który wydając formalne uzgodnienie w sprawie przebiegu trasy, odsunął ją od swojego domu w rejon Halinowa. Po przekazaniu sprawy przez ówczesnego premiera, Jarosława Kaczyńskiego, do niezależnej minister rozwoju regionalnego Grażyny Gęsickiej, zostało wydane uzgodnienie oraz DŚU na zgodny z SUiKZP wariant WIIIA. Następnie osoby i organizacji, w których interesie było powstrzymanie realizacji inwestycji, doprowadziły do unieważnienia DŚU w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym (WSA) ze względu na nieczytelny podpis pani minister. W międzyczasie pojawił się też problem Strzebli Błotnej. Mimo przywrócenia ważności DŚU przez Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) w kontekście podpisu, w wyniku kolejnych odwołań część przebiegu została na poziomie WSA uchylona z uwagi na błędy proceduralne, zaś w zakresie odcinka w sąsiedztwie siedliska Strzebli Błotnej, DŚU została w 2011 roku uchylona na prośbę GDDKiA, co zamknęło sześcioletnią historię pierwszego wniosku o DSU.

Podczas drugiej procedury rozpatrywane warianty omijały siedlisko strzebli błotnej na dwa sposoby, zaś w dzielnicy Wesoła zaproponowano 2 warianty zbliżone do uprzednio procedowanych. Dużym problemem w zakresie komunikacji ze społeczeństwem okazało się zmienione podejście do kwestii oceny wielokryterialnej rozpatrywanych wariantów, w wyniku której jako wariant preferowany wybrano inny niż zapisany w SUiKZP. W następstwie tej decyzji organizowano liczne protesty, zarówno uliczne jak i formalne. Istotne w sprawie oceny nastawienia społeczeństwa do obu rozpatrywanych wariantów są przekazane przez GDDKiA Burmistrzowi Wesołej kopie protestów i wniosków. Złożono 556 protestów przeciwko wariantowi „zielonemu” (wzdłuż linii wysokiego napięcia , przez „Las Milowy”) oraz 8 protestów z 294 podpisami przeciwko wariantowi „czerwonemu” (zbliżony do dawnego WIIIa), a także 21 pism z poparciem wariantu „zielonego”. Należy jednak zaznaczyć, że we wniosku o DŚU wariant „czerwony” został zgłoszony w wersji bez tunelu – po powierzchni lub częściowo na nasypie.

Wnioski z historii

Wśród mieszkańców Wesołej nie ma jednego stanowiska odnośnie akceptacji któregoś z wariantów, gdyż oba rozpatrywane przebiegi trasy mają swoich przeciwników. Wszak w dużej mierze to właśnie mieszkańcy Wesołej doprowadzili do unieważnienia pierwszej DŚU, wydanej na wariant tunelowy, zgodny z SUiKZP. Z tej perspektywy jakiekolwiek deklaracje składane przez poszczególnych mieszkańców tej dzielnicy o akceptacji i oczekiwaniu realizacji wariantu zgodnego z miejskimi dokumentami planistycznymi, należy uznać za niereprezentatywne dla całości społeczności Wesołej. Prowadzi to do kluczowej do dalszych analiz konkluzji, że każdy wariant drogi przebiegający przez dzielnicę Wesoła zostanie oprotestowany, zaś protesty te najprawdopodobniej będą składane aż do całkowitego wyczerpania ścieżki odwoławczej. Wynika to z silnie negatywnego nastawienia społeczeństwa do inwestycji jakie przez lata umocniło się, do czego przyczyniła się swoimi działaniami lub brakiem działań również GDDKiA.

Kluczowym elementem prowadzącym do sukcesywnego przeprowadzenia dużych inwestycji infrastrukturalnych jest dialog ze społeczeństwem i wsłuchiwanie się w głos mieszkańców. Jeśli społeczeństwo dowie się za późno, lub też poczuje się ignorowane – efektem z reguły jest wieloletni konflikt. Rozmowy ze społecznością lokalną muszą być prowadzone od wczesnych faz koncepcyjnych, a nie dopiero po złożeniu wniosku o DŚU.

Aktualny stan przygotowania inwestycji oraz stan odwołań

GDDKiA, świadoma ryzyk związanych z odcinkiem przechodzącym przez dzielnicę Wesoła złożyła w 2015 roku 2 wnioski o DŚU, oparte na wspólnym Raporcie o Oddziaływaniu na Środowisko (OOŚ). Ze względu na zamieszkanie Dyrektora RDOŚ Warszawa „w sąsiedztwie” realizacji planowanej inwestycji, GDOŚ w 2017 roku przeniósł postępowania w sprawie wydania DŚU do RDOŚ Białystok, po czym zostały wydane 2 decyzje środowiskowe. Obie zostały zaskarżone, zaś GDOŚ wstrzymał ich rygor natychmiastowej wykonalności, a następnie uchylił, ze względu na „naruszenie właściwości miejscowej przez organ wydający decyzję w pierwszej instancji”. GDOŚ nie analizował złożonych odwołań od strony merytorycznej. W międzyczasie GDDKiA opracowała Koncepcję Programową dla odcinka łączącego S8 z węzłem „Ząbki”. Rozpoczęte znacznie później prace nad KP dla odcinka przebiegającego przez dzielnicę Wesoła nie zakończyły się sukcesem, do czego przyczynił się na brak możliwości przeprowadzenia badań warunków geologicznych na terenie wojskowym. Decyzje GDOŚ uchylające DŚU zostały następnie unieważnione przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, co oznaczało przywrócenie obu DŚU do obrotu prawnego. Wyroki WSA zostały zaskarżone do NSA. NSA ma wskazać termin rozpatrzenia skarg w pierwszym kwartale 2023 roku. Dalsze losy tej inwestycji silnie zależą od daty tej rozprawy i decyzji jakie zostanie na niej podjęta.

Prognoza: NSA

Wyroki WSA były silnie uzasadnione i najprawdopodobniej zostaną podtrzymane w NSA, ale istnieje teoretyczna możliwość, że NSA podważy wyrok WSA. Byłoby to jednak potwierdzenie, że DŚU zostały wydane z „naruszeniem właściwości miejscowej”, choć to GDOŚ zarządził zmianę tej właściwości. Podważenie przez urząd własnej decyzji nie znalazło w oczach WSA jakichkolwiek podstaw, w związku z czym szanse na to, że NSA będzie miał w tej sprawie zdanie odmienne niż WSA są bliskie zeru. Obie DŚU zostały unieważnione przez GDOŚ z tego powodu, zaś ich przywrócenie przez NSA miało niemal tożsame uzasadnienie. Z tego względu należy się spodziewać, że NSA w obu sprawach również będzie miał jednolite stanowisko.

Kluczową niewiadomą w tej sprawie pozostaje zatem na ten moment kwestia terminu rozprawy. Czas oczekiwania na rozprawy w NSA wynosi około 2-3 lata. Skargi zostały złożone wkrótce po wyrokach WSA, a zatem rozpraw można się spodziewać w drugiej połowie 2023 r. lub na początku 2024 r. Na potrzeby dalszych szacunków datę wydania wyroku przez NSA oznaczmy jako [NSA].

W przypadku uchylenia DŚU przez NSA, proces inwestycyjny cofnie się do roku 2015. Będzie trzeba opracować aktualizację Raportów OOŚ, ponowić konsultacje społeczne oraz złożyć nowe wnioski o DŚU, co może potrwać od 1 do 3 lat. Dowolny wariant, na który zostanie wydana DŚU, może być ponownie zaskarżony do WSA (0,5 roku) a następnie do NSA (2-3 lata). Następnie ponowne opracowanie KP (1 rok) oraz przetarg projektuj i buduj (5,5 roku).

Stąd można prognozować że, o ile tym razem DŚU nie ulegnie unieważnieniu, droga będzie otwarta pomiędzy rokiem [NSA]+10, a [NSA]+13, a więc pomiędzy rokiem 2033 a 2037. W przypadku braku odwołań do WSA lub NSA będzie to okres nadejdzie odpowiednio wcześniej.

W przypadku podtrzymania DŚU przez NSA sprawa odwołań od DŚU wróci do GDOŚ, który będzie zobligowany do przeprowadzenia oceny merytorycznej złożonych odwołań. Chodzi tutaj o odwołania od DŚU wydanych przez RDOŚ Białystok.

Prognoza: odcinek S8 – węzeł „Ząbki”

Na odcinku S8-Ząbki GDOŚ ma do rozpatrzenia zaledwie jedno odwołanie, dodatkowo GDDKiA dysponuje gotową KP. Rozpatrzenie przez GDOŚ powinno się pojawić w terminie od 3 do 6 miesięcy od wyroku NSA, a zatem [NSA]+0,5. W dalszej kolejności GDDKiA będzie mogła ogłosić przetarg typu Projektuj i Buduj, przy czym w 2022 r. pojawiło się nowe Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 24 czerwca 2022 r. w sprawie przepisów techniczno-budowlanych dotyczących dróg publicznych, definiujące wiele spraw odmiennie niż dotychczas. Z tego względu można szacować, że po trwającym pół roku przetargu, nastąpi około roczna faza projektowania, następnie rok oczekiwania na decyzję ZRID i na końcu (uwzględniając opóźnienia) około 3 lata budowy, co łącznie daje 5,5 roku od dnia ogłoszenia przetargu. W efekcie jako szacunkową, realną datę możliwego udostępnienia inwestycji do ruchu można wskazać rok [NSA]+6, czyli optymistycznie rok 2029.

Prognoza: odcinek węzeł „Ząbki” – węzeł „Zakręt”

Na odcinku Ząbki – „Zakręt” GDOŚ ma do rozpatrzenia łącznie 536 odwołań. Trudno precyzyjnie oszacować czas potrzebny na analizę tak dużego materiału bez znajomości jego zawartości, raczej będzie to czas liczony w latach. Od wydania DŚU przez DROŚ Białystok do jej uchylania przez GDŚ minęły 4 lata, a zatem można przyjąć, że pozytywna decyzja GDOŚ pojawi się w czasie [NSA]+4. Należy się spodziewać, że decyzja ta zostanie zaskarżona do WSA, a następnie do NSA, co ponownie może zamrozić proces inwestycyjny na kilka lat. GDOŚ może też unieważnić DŚU.

Nawet jeśli DŚU zostanie zaskarżona do WSA, to w dalszej kolejności GDDKiA będzie mogła ogłosić przetarg na opracowanie Koncepcji Programowej, która powinna być gotowa po 1,5 roku od jego ogłoszenia, a zatem w roku [NSA]+5,5. Podczas opracowania KP powinien się pojawić kolejny wyrok WSA do decyzji GDOŚ. GDDKiA nie ogłosi przetargu na opracowanie projektu budowlanego i robót budowlanych bez dysponowania prawomocną DŚU, stąd ewentualne zaskarżenie wyroku WSA do NSA może zatrzymać inwestycję na kolejne 2-3 lata. Jeśli nie będzie tego zaskarżenia, lub też przy (mało prawdopodobnym) braku odwołań od decyzji GDOŚ do WSA, następnym krokiem będzie przetarg typu Projektuj i Buduj, lecz ze skróconym do 1 roku czasem na projektowanie. Można szacować, że droga będzie oddana do ruchu po 5,5 latach od ogłoszenia przetargu, czyli w roku [NSA]+11. W przypadku ponownego zaskarżenia do NSA należy doliczyć kolejne 2-3 lata, a zatem szacowanym krańcowym rokiem oddania kompletnej S17 WOW jest rok [NSA]+14.

Optymistycznie wychodzi zatem, że budowa drogi w wariancie, na który wydano DŚU przez dzielnicę Wesoła zakończy się około roku 2034, zaś pesymistycznie 2038 lub później. Najprawdopodobniej czeka nas zatem wyścig, co będzie pierwsze: planowany do uruchomienia w 2033 roku pierwszy reaktor w elektrowni jądrowej w gminie Choczewo, czy też kompletna wschodnia obwodnica Warszawy?

Zestawienie istotnych z punktu widzenia ryzyka inwestycyjnego, procesu OOŚ i jakości dialogu ze społeczeństwem wydarzeń i decyzji administracyjnych, związanych z tym procesem inwestycyjnym, dostępne jest TUTAJ.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/wschodnia-obwodnica-warszawy-druga-dekada-niedasizmu–84496.html

 2. Łódzkie. Poprawi się na DK-45 do Wielunia

Redakcja | źródło: RI/GDDKiA | 18.01.2023

Rusza opracowanie studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowego dla przebudowy drogi krajowej nr 45 od granicy województw opolskiego i łódzkiego do Wielunia. GDDKiA zleciła prace firmie S.T.I. Polska.

To odcinek o długości 6,5 km. Opracowania projektowe wraz z wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej mają powstać w ciągu 16 miesięcy i będą kosztować 1,72 mln zł.

W ramach planowanej inwestycji fragment drogi ma być rozbudowany, a do tego wybudowany ma być nowy odcinek drogi, który ominie miejscowość Kadłub. Efektem ma być poprawa połączenia drogowego między Opolem i Wieluniem, a jednocześnie dojazdu od strony Opola do drogi ekspresowej S8.

Drga ma być dostosowana do nośności 11,5 t/oś. Będzie nowa nawierzchnia, wykonane zostaną chodniki oraz ścieżki rowerowe lub ciągi pieszo-rowerowe. Poprawią się warunki życia w miejscowościach, które ominie trasa.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/lodzkie-poprawi-sie-na-dk45-do-wielunia-84514.html

 

Transport Publiczny

Poznań wybrał wykonawcę Mostów Berdychowskich

Jakub Rösler | Data publikacji:17-01-2023

Poznańskie Inwestycje Miejskie właśnie rozstrzygnęły postępowanie dotyczące budowy Mostów Berdychowskich spinających dwa brzegi Warty. Potężną inwestycję zrealizuje Budimex. Miasto otrzymało na realizację tego zadania ponad 90 milionów złotych dofinansowania z Polskiego Ładu.

– To inwestycja ważna z kilku powodów. Kluczowy jest aspekt komunikacyjny. Nowa przeprawa będzie uzupełnieniem infrastruktury pieszo-rowerowej po obu stronach Warty. Most połączy Stare Miasto z Maltą, stając się naturalnym szlakiem dla osób przemieszczających się pomiędzy Starym Rynkiem a okolicami Jeziora Maltańskiego, Ostrowa Tumskiego czy Śródki. Będzie przy tym ciekawym punktem widokowym dla korzystających z niego turystów – mówił kilka miesięcy temu Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, cytowany przez miejski portal. Samorządowiec zwracał uwagę na istotność inwestycji również w obszernej rozmowie z naszym portalem, którą opublikowaliśmy kilka tygodni temu.

Przeprawa ma składać się z dwóch mostów dla pieszych i rowerzystów nad Wartą oraz Cybiną – na wysokości ul. Berdychowo, następnie poprzez cypel w południowej części Ostrowa Tumskiego (Zagórze) do Chwaliszewa (rejon tzw. kontenerów i parku w Starym Korycie Warty). Ułatwi ona komunikację okolic kampusu Politechniki Poznańskiej i Malty z południowym rejonem Ostrowa Tumskiego i lewobrzeżną częścią miasta, w tym ze Starym Rynkiem. Dodatkowym zakładanym efektem inwestycji jest aktywizacja terenu południowego cypla Ostrowa Tumskiego.

Realizacja zadania jeszcze bardziej uatrakcyjni tereny nadrzeczne, które już teraz są miejscem chętnie odwiedzanym przez mieszkańców, dzięki budowie kolejnych odcinków Wartostrady. Technicznie przeprawa składać się będzie z dwóch konstrukcji. Ta nad Wartą będzie liczyła 165 metrów długości, natomiast druga, nad Cybiną, 117 metrów. Obie części są analogiczne pod względem architektonicznym i konstrukcyjnym, będą tworzyły jednolitą całość.

Zadanie obejmuje nie tylko budowę przeprawy, ale też chodników, pochylni i schodów. W rejonie inwestycji zmieni się również istniejący odcinek Wartostrady tak, by całość była spójna komunikacyjnie. W planach jest także przebudowa skrzyżowania ulic Berdychowo i prof. Jacka Rychlewskiego, które znajduje się przy Politechnice Poznańskiej.

Wprowadzone zostaną rozwiązania przyjazne wszystkim użytkownikom, w tym z niepełnosprawnością oraz osobom starszym – m.in. na schodach i pochylni przewidziano balustrady i poręcze spełniające określone wymagania oraz system fakturowych oznaczeń nawierzchniowych. W rejonie Berdychowa zaprojektowano pochylnię łączącą dolną Wartostradę z ciągiem pieszo-rowerowym prowadzonym wzdłuż ul. prof. Jacka Rychlewskiego.

Nowa atrakcja nad Wartą i Cybiną będzie oświetlona, powstanie też monitoring miejski. W zakres prac wchodzi budowa towarzyszącej infrastruktury technicznej, w tym sieci teletechnicznej i kanalizacji deszczowej. Pojawi się również mała architektura, taka jak ławki, kosze na śmieci, stojaki rowerowe czy elementy systemu informacji miejskiej. Przewidziany jest także montaż urządzenia zliczającego przejeżdżających rowerzystów.

Inwestycję zrealizuje Budimex, który wycenił realizację prac na niewiele ponad 156 milionów złotych brutto. Jeśli wybór wykonawcy się uprawomocni, miasto powinno zawrzeć umowę na wykonanie mostów w ciągu najbliższego miesiąca.

Poznań otrzymał na realizację prac ponad 90 milionów z rządowego Polskiego Ładu. Nie zmienia to jednak tego, że samorząd musiał znaleźć brakujące środki, ponieważ oferty znacznie przekraczały budżet miasta, pierwotnie określony na niewiele ponad 95 milionów złotych. Aby rozstrzygnąć postępowanie, poznańska Rada Miasta musiała znowelizować budżet miasta na 2023 rok.

https://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/poznan-wybral-wykonawce-mostow-berdychowskich-76835.html

 

Wnp

Budowy stanęły. Za dwa lata nie będzie czego kupować

Bartosz Dyląg | Dodano: 18-01-2023 20:00

Deweloperzy wstrzymują inwestycje, co będzie skutkowało brakiem mieszkań za blisko dwa lata. Receptą byłyby poluzowanie rekomendacji Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) w sprawie zdolności kredytowej oraz rządowy program mieszkaniowy.

– Dominującymi trendami na rynku nieruchomości będą m.in. wzrost znaczenia budownictwa modułowego, automatyzacji mieszkaniowej czy inwestycji efektywnych energetycznie.
– Zaprezentowany ostatnio raport „Fundamenty przyszłości” wskazuje także szanse m.in. w rozwoju średnich miast czy zwiększeniu roli transportu zbiorowego.
– Mniej prawdopodobne są znaczące innowacje w sektorze budowlanym, szeroko zakrojone programy rewitalizacji lub transformacji zdegradowanych przestrzeni miejskich i głęboka zmiana polityki mieszkaniowej w Polsce.
– Kwestie poruszone w tekście będą przedmiotem debat w ramach EEC Trends (6 lutego, trwa rejestracja) i pojawią się w programie XV Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (24-26 kwietnia 2023 r.). Zapraszamy na nasze wydarzenia.

Wspomniane wnioski wypływają po publikacji raportu „Fundamenty przyszłości”, który ukazuje scenariusze rozwoju polskiej branży deweloperskiej do 2027 roku. Nad raportem pracowało niemal stu branżowych ekspertów. To efekt współpracy Skanska Residential Development Poland, Polskiego Związku Firm Deweloperskich i 4CF.

Według raportu mamy dziś niestabilną sytuację na rynku deweloperskim, która nie napawa optymizmem, stąd koncepcja przygotowania analizy foresightingowej, która stanowiłaby swego rodzaju drogowskaz. Dokument wskazuje największe wyzwania i zagrożenia, pokazuje trendy i nowe możliwości.

Wśród najważniejszych wektorów, które wpłynęły na pogorszenie rynkowej koniunktury na rynku deweloperskim w 2022 r., były inflacja, spowolnienie gospodarcze, kryzys energetyczny, wysokie ceny surowców, rosnące koszty zakupu i najmu mieszkań. Sytuację pogorszył wybuch wojny, która zachwiała płynnością łańcucha dostaw materiałów budowlanych i spowodowała odpływ pracowników ukraińskiego pochodzenia.

Z opracowanych scenariuszy wyłania się wspólny mianownik: postęp w technologiach budowlanych, wzrost znaczenia automatyki mieszkaniowej czy też rozwój eksperymentalnych projektów brownfield (rodzaj inwestycji skutkujący ponownym wykorzystaniem terenów, budowli czy obiektów infrastruktury przemysłowej – często zdegradowanych – którym nadaje się nowe funkcje – przyp. red.).

Eksperci szans na rozwój komercyjnego budownictwa mieszkaniowego upatrują w zwiększeniu dostępności działek – za cenę wyższej jakości zabudowy i gospodarowania przestrzenią – oraz w napędzanym ekonomią dialogu pomiędzy uczestnikami procesów inwestycyjnych.

Mniej prawdopodobne są wyraźne innowacje w sektorze budowlanym, szeroko zakrojone programy rewitalizacji czy transformacji zdegradowanych przestrzeni miejskich, a także głęboka zmiana polityki mieszkaniowej w Polsce.

Spadek sprzedaży dlatego, że nie będzie czego sprzedawać
Dorota Jarodzka-Śródka, przewodnicząca rady Polskiego Związku Firm Deweloperskich, zwraca uwagę, że w ubiegłym roku sprzedaż mieszkań spadła bardzo mocno – nabywców było 40 proc. mniej w porównaniu do 2021 roku.

Przypomina, że branża deweloperska w Polsce przeszła już dwa kryzysy i wie, w jaki sposób reagować.

– Nie ukrywamy, że sytuacja na rynku robocizny jako takiej jest trudna, ale uważamy, że – przy wsparciu mądrych programów rządowych – wiele osób będzie mogło dalej cieszyć się pracą – mówi Dorota Jarodzka-Śródka. – Te inwestycje deweloperskie, które miały być rozpoczęte, nie rozpoczęły się… Skutki tego zobaczymy za dwa lata, bo cykl budowy, projektowania, oddania do użytkowania jest długi. Będziemy mówili więc o spadku sprzedaży nie dlatego, że klienci nie kupują, ale o spadku sprzedaży dlatego, że nie będzie czego sprzedawać!

W jej ocenie program Bezpieczny Kredyt, dofinansowanie dla klientów, by mogli zakupić pierwsze mieszkanie to dobry krok, wymaga jednak dopracowania.

– Przypomina Rodzinę na Swoim, pomoże deweloperom. Liczymy na pewne ożywienie w sprzedaży mieszkań, jeżeli ten program zostanie wprowadzony – uważa Dorota Jarodzka-Śródka.

Przypomina, że na zachodzie Europy liczba mieszkań na wynajem przekracza liczbę własnościowych.

– My będziemy ścigać ten trend. Widać, że sposób myślenia najmłodszego pokolenia ewoluuje, podobnie jest z kwestią posiadania na własność samochodu – mówi Dorota Jarodzka-Śródka.

W jej ocenie z powodu wysokiej inflacji rynek deweloperski prawie stanął. W związku z tym 100 tys. miejsc pracy jest zagrożonych.

– Sytuacja pozostaje mocno kryzysowa; mamy restrykcyjne rekomendacje KNF, dlatego liczymy na reakcję państwa – podkreśla Dorota Jarodzka-Śródka.

Dodaje, że inwestorzy kończąc budowy, bardzo uważnie patrzą, kto może być potencjalnym klientem.

– Zdolność kredytowa pozwala dziś kupić mieszkanie o powierzchni 45-50 m2. To może wypaczyć w którymś momencie strukturę lokali, które powstają. Z reguły osiedla deweloperskie były projektowane z myślą, że mamy różnej wielkości mieszkania, w związku z tym mamy zróżnicowanych mieszkańców, wiele pokoleń. Istnieje tutaj niebezpieczeństwo monokultury – przestrzega.

Dorota Jarodzka-Śródka zwraca też uwagę na przepisy pozwalające na budowę domów jednorodzinnych bez pozwolenia, a więc bez odbioru.

– Deweloperzy odpowiadają za 20-25 proc. budownictwa jednorodzinnego. Być może przestaną być konkurencyjni, jeżeli „Kowalskiemu” na budowie będzie wszystko wolno – wskazuje przewodnicząca rady Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Przyszłością jest prefabrykacja, budownictwo modułowe
Partner w 4CF Kacper Nosarzewski wskazuje, że przyszłością jest prefabrykacja, budownictwo modułowe. Są polscy producenci działający na tym rynku, jednak większość swoich wyrobów eksportują.

– Pojawiają się znaki zapytania, jeżeli chodzi np. o aspekty środowiskowe prefabrykatów. Musimy zmniejszać odległości, na które będą transportowane. Wówczas będzie szybciej, taniej i ekologiczniej – uważa partner w 4CF.

Dorota Jarodzka-Śródka zwraca też uwagę, że w polskiej mentalności tkwi obawa, że prefabrykat może być wielką płytą.

– Mamy wiele przedsiębiorstw deweloperskich, które otwierają zakłady prefabrykatów, bo widzą w tym przyszłość, oszczędność. To pożądany kierunek, którym poszły kraje skandynawskie – podkreśla.

Bartosz Kalinowski, dyrektor zarządzający w Skanska Residential Development Poland, zastanawia się z kolei, dlaczego budownictwo modułowe jest popularne w Skandynawii.

– Ponieważ jest tańsze, bezpieczniejsze, bardziej ekologiczne. Pytanie nie brzmi „czy”, tylko „kiedy” to będzie podstawowy nurt, także w Polsce – wyjaśnia Bartosz Kalinowski.

Skala wyzwania jest wielka, a będzie jeszcze większa
– Przy wyzwaniach imigracyjnych możliwa jest inkluzywność (łączenie w całość lub jej obejmowanie – przyp. red.) polskich wspólnot lokalnych – uważa współautor raportu Kacper Nosarzewski. – Widzimy szansę w rozwoju miast średnich – to szansa dla deweloperów. Widzimy też szanse dla miast, przykładowo rozwój automatyzacji wszystkich systemów, w tym transportowych.

Jego zdaniem wyzwania demograficzne będą dużo większe niż dzisiaj, bo spada liczba urodzeń. Cały czas bierzemy udział w bardzo skomplikowanym egzaminie ze współistnienia w jednym kraju z imigrantami. Musimy być przygotowani na to, że będziemy mieć ich jeszcze więcej – podkreśla.

W jego ocenie w najbliższej przyszłości możliwe jest ocalenie jakości życia w miastach; może ona nawet wzrosnąć. I dodaje, że nawet w kryzysowych czasach deweloperzy powinni cały czas dostarczać innowacyjne rozwiązania.

– Wyzwaniem dla deweloperów pozostaje to, by w trudnych czasach nie wprowadzać produktów substandardowych – podkreśla Kacper Nosarzewski.

Bartosz Kalinowski zwraca uwagę, że środowisko naturalne nie jest nam dane raz na zawsze.

– Widzimy dzisiaj, że aspekty środowiskowe; rozwój technologii to teraźniejszość. Deweloperzy wdrażają rozwiązania, które mają odpowiedzieć na potrzeby przyszłości – twierdzi Bartosz Kalinowski. – Klimat nie podlega regulacjom i wymaga działań, także ze strony deweloperów.

Kacper Nosarzewski uważa, że skala wyzwań związana z ESG jest wielka – i będzie jeszcze większa.

– Deweloperzy muszą myśleć, żeby mieć budowę bezwypadkową i spełniać wiele kryteriów. Czy to dobry pomysł na trudne czasy? Trudny, ale nie ma innej drogi – podkreśla partner w 4CF.

I dodaje, że na polskim rynku deweloperskim działa wielu drobnych operatorów, którzy finansują się sami albo dzięki kredytom hipotecznym.

– Dużo trudniej jest wywierać wpływ na małych operatorów, tym większa jest zatem odpowiedzialność tych dużych – mówi Kacper Nosarzewski. – Rolą miast, jednostek samorządu terytorialnego pozostaje ograniczanie mniej ambitnych działań deweloperów, np. w zakresie substandardowej zabudowy.

W ocenie Bartosza Kalinowskiego klienci doceniają, że dostają proekologiczne rozwiązania, chociaż nie wszyscy są gotowi, by za to płacić.

– W Skanska odbywa się to kosztem zmniejszenia marży – wyjaśnia. – Wierzę, że waga kryteriów ekologicznych w decyzji o finansowaniu inwestycji będzie rosła.

https://www.wnp.pl/budownictwo/budowy-stanely-za-dwa-lata-nie-bedzie-czego-kupowac,667104.html

 

Inżynieria

Podmorski tunel w Świnoujściu: co jest budowane zimą?

Opublikowano: 19.01.2023

Choć jesteśmy w trakcie zimowej przerwy budowlanej, prace w tunelu pod Świną nieprzerwanie trwają. Wykonawca zapowiada, że w styczniu będzie się koncentrować na wykończeniu obiektów kubaturowych, między innymi budynku Stacji Trafo TK2. Prace obejmą: wykonanie elewacji, instalacji uziemiającej oraz montaż instalacji oświetlenia. Uruchomione zostaną rozdzielnice i transformatory, a także sieć kamer monitoringu CCTV.

Zostanie także położona nawierzchnia z kostki przy ogrodzeniu budynku po stronie wyspy Uznam, pojawi się oznakowanie pionowe i ogrodzenie wokół budynków stacji Trafo.

Na wyspie Uznam, w komorze startowej rozpocznie się montaż tras kablowych i okablowanie dla oświetlenia. Zainstalowane zostaną także wentylatory wyciągowe oraz wyposażenie pompowni. W planach jest także postawienie wieży antenowej, a na rampie zamontowanie instalacji hydrantowej – w tym kabli grzejnych, izolacji rurociągów pożarowych oraz instalacji oświetleniowej i SOS.

Na wyspie Wolin wybudowane zostaną obrzeża i nawierzchnia z kostki betonowej. Wykonawca przystąpi także do profilowania podłoża oraz terenów zielonych, skarp i poboczy. Jeśli chodzi o komorę odbiorczą, zaplanowano montaż kotew dla zabudowy panelowej ścian i budowę warstwy dachowej na szachcie.

W samym tunelu będą natomiast kontynuowane prace przy kosmetyce powierzchni betonowych i jej doszczelnienie. Zachęcamy do obejrzenia fotogalerii z prac na placu budowy prowadzonych w styczniu 2023 r.

https://inzynieria.com/fotogalerie/branzy/fotogaleria/7/2467,podmorski-tunel-w-swinoujsciu-co-jest-budowane-zima

 

Podatki | Prasówka | 18.01.2023 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Pośrednictwo handlowe może być z 8,5-proc. ryczałtem

Monika Pogroszewska | 12 stycznia 2023, 07:59

Osoba kojarząca potencjalnych kontrahentów może płacić ryczałt według stawki 8,5 proc. – potwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Spytała o to kobieta, która – jak wyjaśniła – w ramach jednoosobowej firmy zajmuje się pośrednictwem komercyjnym, czyli odpłatnie pośredniczy w znajdowaniu kontrahentów (dostawców, nabywców, usługodawców, usługobiorców) dla swoich klientów. Kobieta pośredniczy w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów między jej klientem a potencjalnym kontrahentem. Podejmuje też czynności zmierzające do zawarcia umowy między nimi, natomiast sama nie jest stroną umów.

Napisała, że podstawowy przedmiot jej działalności stanowi „Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, gdzie indziej niesklasyfikowana”, zaklasyfikowana według Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) do grupowania 74.90.Z. Odpowiadając na dodatkowe pytanie dyrektora KIS, wskazała, że wykonywane przez nią usługi są według Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług (PKWiU) objęte grupowaniem 74.90.12.0.

Zaznaczyła jednak, że przedstawiona przez nią klasyfikacja PKWiU nie jest wiążąca dla dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, co potwierdza orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego. W wyroku z 11 października 2017 r. (sygn. akt II FSK 2412/15) NSA orzekł, że w postępowaniu interpretacyjnym organy podatkowe mogą wspomagać się PKWiU, ale nie są związane klasyfikacją dokonaną przez urząd statystyczny ani przez samego podatnika.

Kobieta chciała się upewnić, że ma prawo do stawki 8,5 proc. ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Argumentowała, że ustawa o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 2540) nie przewiduje szczególnej stawki ryczałtu dla usług objętych grupowaniem PKWiU 74.90.12.0. W tej sytuacji należy więc zastosować stawkę ogólnie właściwą dla działalności usługowej. W myśl art. 12 ust. 1 pkt 5 lit. a ustawy będzie to 8,5 proc.

Dyrektor KIS uznał jej stanowisko za prawidłowe i odstąpił od uzasadnienia prawnego swojej oceny. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 28 grudnia 2022 r., sygn. 0112-KDIL2-2.4011.704.2022.4.IM

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8632732,posrednictwo-handlowe-ryczalt-stawka-interpetacja.html

 2. Czynny żal, zamiast chronić, może zadziałać jak samodonos

Agnieszka Pokojska | 16 stycznia 2023, 06:00

Kto po 1 stycznia złoży skruchę do własnego urzędu skarbowego, może nie uchronić się przed grzywną ani inną sankcją karną skarbową. Do jej składania właściwe są już bowiem tylko wyznaczone urzędy.

Od nowego roku do prowadzenia postępowań w sprawach o przestępstwa i wykroczenia skarbowe z kodeksu karnego skarbowego został wyznaczony jeden naczelnik urzędu skarbowego w każdym województwie (patrz: infografika). Będą oni również brali udział w postępowaniach przed sądami w sprawach o te przestępstwa i wykroczenia skarbowe. Takie rozwiązanie wprowadziła nowelizacja rozporządzenia w sprawie wyznaczenia organów Krajowej Administracji Skarbowej do wykonywania niektórych zadań KAS oraz określenia terytorialnego zasięgu ich działania (Dz.U. z 2022 r. poz. 2281).

Zmiana ta komplikuje także instytucję czynnego żalu. Wysłanie go do urzędu właściwego według miejsca zamieszkania lub siedziby może bowiem spowodować, że podatnik złoży na siebie samodonos pozbawiony mocy ochronnej.

– Dla pełnego bezpieczeństwa obecnie najlepiej składać czynny żal do tych wyznaczonych 16 urzędów – radzi Bartosz Czerwiński, adwokat senior menedżer w EY.

Skąd wziął się problem
Wynika on z brzmienia art. 16 k.k.s. „Nie podlega karze za przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe sprawca, który po popełnieniu czynu zabronionego zawiadomił o tym organ powołany do ścigania, ujawniając istotne okoliczności tego czynu, w szczególności osoby współdziałające w jego popełnieniu” – czytamy w przepisie.

Bartosz Czerwiński wskazuje, że kluczowe w tym przepisie jest sformułowanie „organ powołany do ścigania”.

– Ponieważ ustawa o KAS nie posługuje się takim pojęciem, a w k.k.s nie ma jego definicji, przyjmuje się, że organami powołanymi do ścigania są organy KAS upoważnione do prowadzenia postępowania karnego skarbowego – tłumaczy ekspert.

Do końca 2022 r. byli to wszyscy naczelnicy urzędów skarbowych. W związku z tym czynny żal można było złożyć do właściwego dla podatnika naczelnika US. Zmieniło się to od 1 stycznia. Obecnie nie każdy naczelnik US może prowadzić postępowanie karne skarbowe, może to robić tylko 16 wyznaczonych.

– W konsekwencji dla uniknięcia wątpliwości również czynny żal lepiej złożyć do wyznaczonych urzędów. Przykładowo dla województwa mazowieckiego jest to Urząd Skarbowy Warszawa-Mokotów – tłumaczy ekspert.

Błędny adresat utrudni życie
A co się stanie, gdy podatnik z przyzwyczajenia prześle czynny żal do swojego urzędu właściwego według miejsca zamieszkania lub siedziby?

Bartosz Czerwiński uważa, że jeśli przyjmiemy, że organem ścigania jest tylko organ mogący prowadzić postępowanie karne skarbowe (czyli 16 wyznaczonych naczelników), art. 16 ust. 5 k.k.s. nabiera nowego znaczenia. Zgodnie z tym przepisem czynny żal jest bowiem bezskuteczny, jeżeli został złożony „w czasie, kiedy organ ścigania miał już wyraźnie udokumentowaną wiadomość o popełnieniu przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego”.

– Można więc przyjąć, że dopóki urząd podatnika nie przekaże informacji urzędowi odpowiedzialnemu za prowadzenie postępowania karnego skarbowego, podatnik nadal może skutecznie wyrazić skruchę wobec organu właściwego dla k.k.s. – tłumaczy ekspert.

Oznacza to bowiem, że informacja o naruszeniu nie dotarła do urzędu, który jest organem powołanym do ścigania.

Jeżeli jednak podatnik nie zdąży jeszcze raz przesłać czynnego żalu (tym razem do właściwego organu), zadziała on jako samodonos. Przekazanie skruchy podatnika przez jego urząd skarbowy właściwemu urzędowi ds. k.k.s. spowoduje bowiem to, że organ będzie już miał udokumentowaną wiadomość o popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia skarbowego. Ponowne złożenie czynnego żalu (do organu właściwego dla k.k.s.) nie będzie więc już skuteczne.

Bartosz Czerwiński nie wyklucza jednak, że organy podatkowe przyjmą inne podejście i uznają, że złożenie czynnego żalu do dowolnego urzędu (tj. również poza wskazanymi 16 z rozporządzenia) wypełnia przesłanki art. 16 ust. 1 i ust. 5 k.k.s. Wówczas podatnicy nadal mogliby przesyłać zawiadomienia do swoich urzędów.

Konieczna ostrożność
I właśnie do takiego podejścia przychyla się Przemysław Antas, radca prawny i partner w firmie doradczej Ontilo. Jego zdaniem pomyłka nie powinna mieć znaczenia dla skuteczności czynnego żalu. Ekspert podkreśla, że art. 16 par. 1 k.k.s. wymaga, aby czynny żal został złożony organowi powołanemu do ścigania, a nie organowi właściwemu w konkretnej sprawie karnej skarbowej. – To jest istotna różnica – podkreśla Przemysław Antas.

Wyjaśnia, że w obrębie jednej ustawy różnym zwrotom nie należy przypisywać tego samego znaczenia (zakaz wykładni synonimicznej). Zasada ta, jak tłumaczy, obowiązuje szczególnie w prawie karnym.

– Uważam, że jeśli czynny żal trafi do organu w ogóle uprawnionego do ścigania, należy uznać go za skuteczny (jeśli pozostałe warunki jego skuteczności są spełnione) – podkreśla ekspert.
Przypomina, że naczelnik urzędu skarbowego pozostaje nadal finansowym organem postępowania przygotowawczego. – Każdy z tych naczelników jest organem powołanym do ścigania. Właściwość miejscowa to już kwestia bardziej wewnętrzna, uregulowana rozporządzeniem – wyjaśnia Przemysław Antas.

Dodaje, że uzależnianie skuteczności czynnego żalu od wniesienia go do organu właściwego byłoby de facto regulowaniem zasad wyłączenia karalności przepisami rozporządzenia, co jest niedopuszczalne.

Warto się zabezpieczyć
– Ze względów ostrożności rekomendowałbym jednak składanie czynnych żali do właściwych organów – mówi Przemysław Antas.

Radzi, by pamiętać o właściwości nie tylko miejscowej, lecz także rzeczowej. – Naczelnik urzędu skarbowego nie jest właściwy we wszelkich sprawach o przestępstwa i wykroczenia skarbowe. W najpoważniejszych sprawach właściwy jest naczelnik urzędu celno-skarbowego – podkreśla ekspert. ©℗

Wyznaczona szesnastka / Dziennik Gazeta Prawna – wydanie cyfrowe

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8636181,czynny-zal-samodonos-podatki.html

 3. Kupujący zadłużoną firmę nie odliczy długów

Monika Pogroszewska, Katarzyna Jędrzejewska | 16 stycznia 2023, 08:40

Spłata kredytów zaciągniętych przez osobę sprzedającą przedsiębiorstwo nie jest dla nabywcy kosztem uzyskania przychodów – twierdzi konsekwentnie fiskus. Pogląd ten znalazł potwierdzenie w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego.

O najnowszą interpretację – z 3 stycznia 2023 r. (sygn. 0112-KDIL2-2.4011.742.2022.2.AA) – wystąpiła kobieta, która w październiku 2021 r. kupiła przedsiębiorstwo osoby fizycznej. Przedmiotem tej działalności jest świadczenie usług transportowych. Poprzedni właściciel zaciągnął kilka kredytów na zakup pojazdów potrzebnych do świadczenia tych usług. Z tego powodu zasadniczą część masy majątkowej przedsiębiorstwa stanowiły liczne zobowiązania finansowe.

W umowie sprzedaży zastrzeżono, że kobieta będzie spłacać zaciągnięte przez poprzednika kredyty. W efekcie jednorazowa cena zakupu przedsiębiorstwa okazała się niższa niż ponoszone potem koszty obsługi długu.

Kobieta spłaca obecnie ten dług, ale formalnie nie jest stroną umów kredytowych.

Chciała uzyskać potwierdzenie, że może zaliczać spłacane co miesiąc raty zobowiązań do kosztów uzyskania przychodu.

Dług wpłynął na cenę…
Jej wątpliwości wiązały się z art. 23 ust. 1 pkt 8 lit. b ustawy o PIT. Przepis ten nie pozwala odliczać od przychodu wydatków na spłatę innych zobowiązań (a nie tylko pożyczek i kredytów), w tym z tytułu udzielonych gwarancji i poręczeń. Podobnie stanowi art. 16 ust. 1 pkt 10 lit b ustawy o CIT.

Kobieta starała się jednak przekonać dyrektora KIS, że całość spłacanych przez nią rat kredytu wpływa na cenę zakupu. Dlatego powinna być ona odliczana od przychodu jako koszt nabycia przedsiębiorstwa.

Przejęcie długu jest możliwe na podstawie art. 519 par. 1 kodeksu cywilnego. Osoba trzecia może wstąpić na miejsce dłużnika, który zostaje z długu zwolniony. Podatkowo jednak się to nie opłaca
Kobieta argumentowała także, że należy tu zastosować ogólną zasadę zapisaną w art. 22 ust. 1 ustawy o PIT, w myśl której kosztem uzyskania przychodu są wydatki, które pozostają w związku przyczynowo-skutkowym z osiąganymi przychodami, a ich poniesienie ma wpływ na powstanie, zwiększenie, zachowanie lub zabezpieczenie tych przychodów.

…ale nie jest kosztem
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał jednak jej stanowisko za nieprawidłowe. Stwierdził, że kobieta nie odliczy ani kwoty głównej spłacanych zobowiązań, ani części odsetkowej.

Wyjaśnił, że spłata zadłużenia jest konsekwencją cywilistycznego przejęcia długu innego podmiotu, a nie kosztem przejęcia przedsiębiorstwa. Nie zgodził się z kobietą, że celem spłaty jest uzyskanie przychodów z wykorzystania środków transportu, które nabył pierwotny dłużnik.

Celem wydatków na spłatę przejętego długu i należnych od niego odsetek jest – jak podkreślił organ – wykonanie stosunku zobowiązaniowego, ponieważ kobieta wstąpiła w miejsce dotychczasowego dłużnika. To oznacza, że kobieta nie ponosi tych wydatków, by uzyskać przychody z prowadzonej działalności gospodarczej. Nie są to również działania, które można by uznać za ukierunkowane na zachowanie albo zabezpieczenie źródła przychodów – stwierdził dyrektor KIS.

Dlatego – jak podsumował – spłata zobowiązań zbywcy przedsiębiorstwa nie stanowi kosztów uzyskania przychodów z działalności gospodarczej prowadzonej przez nabywcę.

Spór aż w NSA
Podobnego zdania dyrektor KIS był w interpretacji z 25 czerwca 2021 r. (sygn. 0111-KDIB1-1.4010.149.1.2021.ŚS). Sprawa ta znalazła ostatecznie swój finał w sądzie kasacyjnym. Zanim jednak do tego doszło, WSA w Warszawie nie zgodził się z fiskusem, że spłata zadłużenia za poprzedniego dzierżawcę nie może być kosztem uzyskania przychodu dla nowego dzierżawcy.

Chodziło wtedy o spółkę, która na podstawie sześciu umów sprzedaży nabyła sześć sklepów w różnych lokalizacjach, w których zbywca (już w upadłości) prowadził wcześniej działalność handlową. Spółka zobowiązała się spłacić jego zobowiązania jako dzierżawcy względem podmiotu wydzierżawiającego te lokale, narosłe aż do dnia zawarcia umowy sprzedaży. Jednocześnie oświadczyła, że zrzeka się wszelkich roszczeń w stosunku do zbywcy w związku ze spłatą tych zobowiązań.

WSA uznał, że wydatki poniesione za podmiot trzeci nie mogą być podatkowym kosztem tylko wtedy, gdy w związku z nimi nie można oczekiwać żadnego własnego przychodu. Co innego, gdy spłata cudzego zadłużenia służy rozwojowi firmy, bo jest np. warunkiem przejęcia atrakcyjnych umów najmu. Trudno wyobrazić sobie bardziej bezpośredni i uchwytny związek pomiędzy takim wydatkiem a możliwością zaistnienia przychodu – orzekł WSA (sygn. akt III SA/Wa 3689/17).

Wyrok ten uchylił 20 lipca 2021 r. Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt II FSK 3738/18).

Stwierdził, że spółka zobowiązała się spłacić długi, aby zaspokoić roszczenia wierzyciela (wynajmującego) i zwolnić z długu poprzedniego najemcę, w którego prawa i obowiązki wstąpiła. Zatem celem poniesienia przez nią wydatków było wykonanie zobowiązania ciążącego na innym podmiocie, a nie uzyskanie przez nią samą przychodu z prowadzonej działalności gospodarczej – orzekł sąd.

Podkreślił, że spłata zadłużenia nie dotyczyła zaległego czynszu z tytułu wynajmowania nieruchomości przez spółkę. Miała na celu jedynie zwolnienie z długu poprzedniego najemcy, a więc osoby trzeciej (innego podmiotu). Wydatki ponoszone na spłatę tych zobowiązań są nierozerwalnie związane z przychodami podatkowymi tego podmiotu, a nie przychodami spółki – orzekł sąd.

Uznał także, że nie były to działania, które można by uznać za ukierunkowane na zachowanie albo zabezpieczenie źródła przychodu. Nie należy utożsamiać możliwości zawarcia transakcji nabycia sieci lokali oraz kontynuowania najmu z zachowaniem źródła swoich przychodów – orzekł NSA. ©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8636226,zadluzona-firma-zakup-kredyty-odliczenie-od-przychodow.html

 4. NSA potwierdza: Fiskus musi odpowiadać na pytania w sprawie MDR

Monika Pogroszewska | 16 stycznia 2023, 18:00

Podatnicy mają prawo oczekiwać interpretacji indywidualnej, gdy pytają o obowiązki związane z raportowaniem schematów podatkowych – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w dwóch wyrokach.

W obu potwierdził swoją wcześniejszą wykładnię. Stwierdził, że organy podatkowe nie mogą odmawiać interpretowania przepisów działu III rozdziału 11a ordynacji podatkowej, który mówi o informowaniu szefa Krajowej Administracji Skarbowej o schematach podatkowych (z ang. Mandatory Disclosure Rules).

– Przepisy dotyczące obowiązku złożenia informacji o schematach podatkowych uznaje się za regulacje materialno-prawne, które podlegają interpretacji przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej – tłumaczył sędzia Zbigniew Romała w uzasadnieniu jednego z wyroków NSA.

Zaznaczył, że te przepisy mają wpływ na sferę praw i obowiązków podatkowych. Konstruują określone wymogi o charakterze informacyjnym, a informacje o schematach pełnią zbliżoną funkcję do zeznań i deklaracji podatkowych.

– Skoro mogą być przedmiotem objaśnień podatkowych, to mogą być również przedmiotem interpretacji indywidualnej – podkreślił sędzia Romała.
NSA rozpatrywał (w tym samym składzie) dwie różne skargi kasacyjne dotyczące odmowy wydania interpretacji indywidualnej.

Wygrała gmina…
Pierwsza sprawa dotyczyła gminy, która zawarła umowę konsorcjum z zagraniczną spółką. Wystąpiła o interpretację, czy w jej przypadku mamy do czynienia z uzgodnieniem, którego elementem jest inna szczególna cecha rozpoznawcza wymieniona w art. 86a par. 1 pkt 1 lit. c ordynacji podatkowej. Słowem, gmina chciała wiedzieć, czy powstał schemat podatkowy.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej odmówił wydania interpretacji, bo stwierdził, że gmina pyta o przepisy, które nie dotyczą bezpośrednio kwestii związanych z powstaniem obowiązku podatkowego.

Z fiskusem zgodził się WSA w Krakowie i oddalił skargę gminy (sygn. akt I SA/Kr 1312/19). Stwierdził, że przepisy ordynacji dotyczące schematów podatkowych nie podlegają interpretacji w trybie art. 14b tej ustawy. Przedmiotem interpretacji nie mogą być zarówno przepisy prawa proceduralnego, jak i przepisy prawa materialnego nieodnoszące się wprost do zobowiązania lub skierowane do organów podatkowych – orzekł WSA.

Gmina zaskarżyła ten wyrok, a Naczelny Sąd Administracyjny uchylił zarówno orzeczenie WSA, jak i postanowienia organów podatkowych (sygn. akt II FSK 1238/22).

…i spółka
Druga sprawa dotyczyła spółki, która wystąpiła do dyrektora KIS z pytaniem, czy schematem podatkowym są pożyczki od członków rodziny prezesa spółki.

W tym wypadku WSA w Białymstoku uchylił odmowne postanowienie dyrektora KIS (sygn. akt I SA/Bk 556/20). Sąd orzekł, że przedmiotem interpretacji mogą być przepisy prawa podatkowego dotyczące rozmaitych obowiązków podatnika, a nie tylko treści obowiązku podatkowego.

NSA się z tym zgodził i oddalił skargę kasacyjną fiskusa (sygn. akt II FSK 1236/22). Jak tłumaczyła sędzia Aleksandra Wrzesińska-Nowacka, ustawodawca stworzył zamknięty katalog sytuacji, w której interpretacje nie mogą być wydawane. Nie ma w nim przepisów o schematach podatkowych.

– Sąd kasacyjny trwa przy swoim stanowisku, że strona może skutecznie żądać wydania interpretacji w takiej sprawie – podsumowała sędzia. ©℗

orzecznictwo

Wyroki NSA z 11 stycznia 2023 r., sygn. akt II FSK 1238/22 i II FSK 1236/22

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8637298,orzeczenie-nsa-fiskus-mdr-interpretacja-indywidualna-prawo-podatki.html

 5. Składki ZUS a koszty uzyskania przychodów. Nowy przepis stosuje się dopiero do marcowych składek

Katarzyna Jędrzejewska | dzisiaj, 07:46

Tegoroczna zmiana ma po raz pierwszy zastosowanie do składek ZUS z tytułu wynagrodzeń należnych, począwszy od 1 stycznia 2023 r. – wyjaśnił dyrektor KIS.

Chodzi o zmianę w zaliczaniu składek ZUS od pensji pracowników do kosztów uzyskania przychodów pracodawcy.

Interpretacja dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej potwierdza nasze wcześniejsze przypuszczenie: nowe zasady mają zastosowanie po raz pierwszy do składek zapłaconych do 15 marca 2023 r., a należnych od wynagrodzenia za styczeń br. wypłaconego w lutym.

Taki też wniosek przedstawiliśmy w artykule „Składki ZUS będą szybciej kosztem, ale zabrakło precyzji w przepisach” (DGP nr 1/2023). Teraz potwierdza go fiskus w interpretacji indywidualnej. Jego zdaniem użyte w nowym przepisie sformułowanie „należnych” nie dotyczy składek, tylko wynagrodzeń.

Przepis brzmi niestety niejednoznacznie. Chodzi o art. 20 ust. 2 nowelizacji z 7 października 2022 r. (Dz.U. poz. 2180 ze zm.). Napisano w nim, że nowe brzmienie art. 15 ust. 4h ustawy o CIT „stosuje się do składek z tytułu należności, o których mowa w tym przepisie, należnych od dnia 1 stycznia 2023 r.”.

Co ma być należne od 1 stycznia 2023 r.? Składki czy wynagrodzenia?
Powstało pytanie, co ma być należne od 1 stycznia 2023 r.? Składki czy wynagrodzenia?

Z brzmienia przepisu przejściowego wynikałoby, że składki, tym bardziej że odwołuje się on do art. 15 ust. 4h (o składkach), a nie ust. 4g (o należnościach z tytułu wynagrodzeń). – Tak sformułowany przepis przejściowy sugeruje, że mówimy o składkach należnych od 1 stycznia 2023 r., czyli być może od wynagrodzenia grudniowego lub nawet listopadowego wypłaconego w grudniu 2022 r. – zwracała uwagę na naszych łamach Małgorzata Samborska, partner w Grant Thornton.

Ale były też argumenty przeciwko takiej wykładni. Po pierwsze, co prawda art. 15 ust. 4h mówi o składkach, ale „z tytułu należności, o których mowa w ust. 4g”, czyli jednak z tytułu wynagrodzeń.

Po drugie, w odniesieniu do ustawy o PIT, czyli przedsiębiorców będących osobami fizycznymi, przepisy przejściowe uregulowano dużo czytelniej. W ustawie z 9 czerwca 2022 r. (Dz.U. poz. 1265 ze zm.) zapisano, że:
– art. 22 ust. 6bb ustawy o PIT w nowym brzmieniu stosuje się do dochodów (przychodów) uzyskanych od 1 stycznia 2023 r. (art. 18 ust. 5 ustawy nowelizującej) i
– nowe brzmienie art. 22 ust. 6bb ustawy o PIT stosuje się do składek z tytułu należności, o których mowa w tym przepisie, należnych od 1 stycznia 2023 r. (art. 19 ustawy nowelizującej).

Jak widać, pomyślano nie tylko o składkach należnych od 1 stycznia 2023 r., lecz także o wynagrodzeniach (dochodach/przychodach) uzyskanych od 1 stycznia 2023 r. O tych drugich zapomniano w nowelizacji ustawy o CIT i stąd wziął się problem.

Co na to KIS
Za tą drugą wykładnią opowiada się również dyrektor KIS. W najnowszej interpretacji zgodził się z podatnikiem, że przez „należności” wskazane w art. 20 ust. 2 ustawy nowelizującej CIT należy rozumieć wynagrodzenia, o których mowa w art. 15 ust. 4g ustawy o CIT, w tym m.in. wynagrodzenia ze stosunku pracy (umowy o pracę).

Artykuł 15 ust. 4h ustawy o CIT w nowym brzmieniu ma więc zastosowanie do składek, w części finansowanej przez płatnika z tytułu wynagrodzeń należnych od 1 stycznia 2023 r. – stwierdził dyrektor KIS.

To oznacza, że nowe zasady odnoszą się po raz pierwszy do składek ZUS zapłaconych do 15 marca 2013 r., a należnych od wynagrodzenia za styczeń br. wypłaconego w lutym.

Co się zmieniło
Przypomnijmy, że od 1 stycznia 2023 r. składki ZUS od wynagrodzeń pracowników w części finansowanej przez płatnika są podatkowym kosztem w tym miesiącu, za który należne są wynagrodzenia.

Jeżeli więc składki od wynagrodzenia za styczeń 2023 r., a wypłaconego w lutym, zostaną zapłacone do 15 marca, to będą kosztem już stycznia br.

– Zatem od 2023 r. dla celów ustalenia momentu zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów składek ZUS w części finansowanej przez płatnika nie ma znaczenia moment wypłaty wynagrodzenia – podsumował skutki tegorocznej zmiany dyrektor KIS.

Przykład

Pracodawca wypłaca wynagrodzenia 10. dnia miesiąca następującego po miesiącu, za który są one należne. Termin zapłaty składek ZUS za dany miesiąc przypada nie później niż do 15. dnia następnego miesiąca.

Wynagrodzenia za styczeń 2023 r. pracodawca wypłaci 10 lutego 2023 r., a składki ZUS od nich ureguluje 15 marca 2023 r. Będzie więc mógł zaliczyć składki już do kosztów stycznia 2023 r., bo ureguluje je w terminie wynikającym z ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.
©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 11 stycznia 2023 r., sygn. 0111-KDIB1-2.4010.765.2022.1.EJ

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8639465,skladki-zus-2023-nowe-przepisy-koszty-uzyskania-przychodow.html

 

Rzeczpospolita

 1. Praca zdalna świadczona z zagranicy to ryzyko dla pracodawcy

12 stycznia 2023 | Kadry i Płace | Agata Mierzwa

Obecnie tylko wewnątrzzakładowe przepisy mogą zobowiązywać pracownika do informowania o wykonywaniu pracy zdalnej poza domem, także z innego kraju. A może to pociągać za sobą negatywne konsekwencje finansowe.

Miejsce wykonywania pracy zdalnej tylko początkowo nie budziło większych kontrowersji. Gdy pandemia Covid-19 zaczęła się przedłużać, a linie lotnicze ponownie otworzyły się dla podróżujących, okazało się, że praca zdalna ma nie tylko twarz umęczonych rodziców zamkniętych w czterech ścianach, ale także uśmiechniętych surferów, którzy korzystając z możliwości, jakie ona oferuje, postanowili zmienić otoczenie na bardziej słoneczne, poza granicami Polski. To dla wielu pracodawców było sporym zaskoczeniem, ponieważ bardzo rzadko byli informowani przez swoich pracowników o zmianie miejsca pobytu z wyprzedzeniem. W tamtym czasie niewiele firm zdążyło się też zabezpieczyć przed takimi niespodziankami, wprowadzając odpowiednie regulacje wewnętrzne.

Obecne rozwiązania
Ciągle obowiązująca specustawa, zawierająca definicję i ramy świadczenia pracy zdalnej, nie precyzuje ani zasad wyboru miejsca świadczenia pracy zdalnej, ani warunków zmiany takiego miejsca w trakcie jej świadczenia. Art. 3 ust. 3 specustawy przewiduje, że „Wykonywanie pracy zdalnej może zostać polecone, jeżeli pracownik ma umiejętności i możliwości techniczne oraz lokalowe do wykonywania takiej pracy i pozwala na to rodzaj pracy”. Ustawodawca skoncentrował się więc na perspektywie pracowniczej i bardzo punktowo rozumianym miejscu pracy – jako lokalu (mieszkaniu), w którym praca ma być świadczona. Chodziło o ochronę pracownika przed zakusami pracodawców, aby polecać pracę wszystkim pracownikom, bez względu na to, czy mają gdzie ją wykonywać. To, czy pracownik ma takie możliwości lokalowe, pozostaje uznaniową decyzją pracownika. To zdaje się stawiać pracodawcę na przegranej pozycji.

Z drugiej jednak strony przepisy regulujące pracę zdalną nie wyłączyły podstawowej definicji stosunku pracy jako wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę (art. 22 § 1 k.p.). Ten przepis wyraźnie wskazuje, że to pracodawca określa miejsce oraz czas świadczenia pracy i zgodnie z orzecznictwem jest to jeden z podstawowych przejawów podporządkowania pracowniczego, niejako istota stosunku pracy.

Granice miasta…
W praktyce możemy mieć do czynienia z różnymi sytuacjami.

I tak, miejsce pracy jest często określone w umowach o pracę poprzez wskazanie miasta, w którym praca jest wykonywana, bez precyzowana konkretnego adresu. Jest to zabieg prawidłowy w puntu widzenia przepisów. Tak określone miejsce pracy nie koliduje zatem z przepisem specustawy dotyczącym lokalu, w którym praca zdalna jest wykonywana, jeśli – co często jest regułą – miejsce zamieszkania pracownika jest w tym samym mieście. Tym samym pracownik, chcąc – w celu wykonywania pracy – przemieścić się poza granicę miasta, a tym bardziej kraju, powinien wystąpić do pracodawcy z odpowiednim wnioskiem i uzyskać jego zgodę.

… albo konkretny adres
Miejsce pracy może jednak być określone konkretniej, np. jako biuro pracodawcy w danym mieście. W takim przypadku przejście na pracę zdalną modyfikuje miejsce pracy i dzieje się to za porozumieniem stron, w drodze uzgodnienia, nawet jeśli tylko dorozumianego.

Aby móc egzekwować wykonywanie pracy w konkretnym miejscu, pracodawca powinien był jednak zadbać, aby w momencie uzgodnienia pracy zdalnej określić, że praca będzie wykonywana w miejscu zamieszkania pracownika. W takiej sytuacji pracodawca ma prawo zakładać, że świadczenie pracy odbywa się w miejscu zamieszkania pracownika, którego adres pracodawca posiada w jego aktach osobowych.

Gdyby miała nastąpić zmiana co do miejsca świadczenia pracy, obowiązek poinformowania o niej spoczywa na pracowniku. Obciążają go także konsekwencje ewentualnego zaniedbania w tym zakresie.

Uzgodnione miejsce
Życie jest oczywiście znacznie bogatsze niż regulacje prawne, stąd możliwe są również inne stany faktyczne, z jakimi przychodzi się borykać pracodawcom w obecnym stanie prawnym. Faktem jest jednak, że uprawnienie pracodawcy do wymagania uzgadniania z firmą miejsca wykonywania pracy przez pracownika trzeba obecnie wywodzić z całości regulacji prawnych, a specustawa nie zawiera wyraźnego wskazania w tym zakresie.

To ma się zmienić wraz z wejściem w życie nowelizacji kodeksu pracy, wprowadzającej do naszego porządku prawnego, już na stałe, przepisy dotyczące pracy zdalnej. Ustawodawca dostrzegł bowiem problem i przychodząc pracodawcom z odsieczą przewidział – w sposób tym razem wyraźny – wymóg uzgodnienia przez strony miejsca, z którego praca zdalna ma być świadczona. Przyszły art. 6718 k.p. miałby brzmieć „Praca może być wykonywana całkowicie lub częściowo w miejscu wskazanym przez pracownika i każdorazowo uzgodnionym z pracodawcą, w tym pod adresem zamieszkania pracownika, w szczególności z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość (praca zdalna)”.

Przepis wprost zatem wymaga zgody, która powinna być udzielana każdorazowo. Oczywiste jest, że pracodawca nie ma obowiązku zaakceptowania propozycji pracownika.

Składki i podatki
W przypadku pracy zdalnej wykonywanej z zagranicy firma powinna dokonać dokładnego rozpoznania, zanim podejmie decyzję. Powodów ku temu jest kilka.

Po pierwsze, do pracownika wykonującego pracę za granicą mogą mieć zastosowanie lokalne przepisy prawa pracy, w tym w szczególności przepisy regulujące wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę na konkretnym stanowisku. Często będzie to wynagrodzenie znacznie wyższe niż wynagrodzenie uzgodnione w umowie o pracę. O jego wypłatę może wystąpić sam pracownik, ale także organy kontrolne państwa miejsca wykonywania pracy (o ile doszłoby do wykrycia wykonywania pracy zdalnej).

Po drugie, i co istotniejsze, począwszy od pierwszego dnia pracy może powstać obowiązek objęcia pracownika ubezpieczeniem społecznym w kraju wykonywania pracy. Ustawodawstwo dotyczące ubezpieczeń społecznych rządzi się bowiem zasadą lex loci laboris, czyli zasadą mówiącą, że zastosowanie ma prawo miejsca wykonywania pracy. Obowiązek zarejestrowania pracownika, prawidłowego naliczania i odprowadzania składek na ubezpieczenie społeczne spoczywa przy tym, zazwyczaj, na pracodawcy i to jego obciążą konsekwencje niedopełnienia obowiązku. To, jakie to mogą być konsekwencje, będzie również wynikało z ustawodawstwa zagranicznego (mogą to być również kary finansowe).

Co więcej, nie zawsze zastosowanie się do prawa lokalnego będzie oznaczało ustanie obowiązku ubezpieczeniowego w Polsce. W praktyce może to oznaczać, że pracownik będzie podlegać pod dwa systemy ubezpieczeniowe równocześnie.

Po trzecie w przypadku pracy zdalnej z zagranicy dużo trudniejsze, jeżeli nie iluzoryczne, będzie wykonywanie uprawnień do kontroli miejsca pracy pracownika czy zapewnienie odpowiednich warunków BHP.

Zdaniem autorki
Agata Mierzwa

radca prawny, Praktyka Prawa Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, partner Domański Zakrzewski Palinka

Mimo że przepisy dotyczące pracy zdalnej są już na ostatniej prostej legislacyjnej, wciąż warto wprowadzić regulacje wewnętrzne, które doprecyzują zasady ustalania miejsca wykonywania pracy. Mogą to być postanowienia umów o pracę (aneksów do umów), ale także – co jest wygodniejszym rozwiązaniem – postanowienia regulaminów czy procedur dotyczących zasad wykonywania pracy zdalnej.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487624-Praca-zdalna-swiadczona-z-zagranicy-to-ryzyko-dla-pracodawcy.html#.Y8fWOezMJhE

 2. Skala, ryczałt czy liniowy PIT – biznesmen wybiera dwa razy

13 stycznia 2023 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Do 20 lutego firma decyduje o podatku na nowy rok. Do 2 maja może zmienić rozliczenia za stary.

Takiej łamigłówki przedsiębiorcy jeszcze nie mieli. Oprócz tego, że muszą wybrać najkorzystniejszy podatek na nowy rok (jak zawsze), to mogą też zmienić formę rozliczeń za stary (na co pozwolił Polski Ład). Liczenia będzie mnóstwo, a eksperci zalecają: nie czekajmy na ostatnią chwilę.

– Po rewolucji, jaką zafundował biznesowi Polski Ład, wybór formy opodatkowania jest dużo trudniejszy. Mamy nowe stawki podatku, zmieniły się rozliczenia składki zdrowotnej, przybyło ulg. Zmiennych jest sporo, a sytuacja każdego przedsiębiorcy jest przecież inna – mówi Grzegorz Gębka, doradca podatkowy w kancelarii GTA.

– Przeprowadzenie symulacji będzie dużo bardziej czasochłonne niż dotychczas – potwierdza Magdalena Michałowska, właścicielka biura rachunkowego Meritum.

Stawka, koszty, składka i ulgi
W biznesie do wyboru jest skala PIT, podatek liniowy oraz ryczałt. Decyzja zależy od kilku rzeczy.

Po pierwsze, od stawki podatku. Na skali wynosi 12 i 32 proc. Niższy podatek zapłacimy od dochodu do 120 tys. zł rocznie. W tym 30 tys. zł, czyli tzw. kwota wolna, jest w ogóle nieopodatkowane. Na liniówce PIT wynosi 19 proc. dochodu. Na ryczałcie stawek jest kilka, liczymy je od przychodu (bez kwoty wolnej).

Druga kwestia to koszty biznesu. Na skali oraz liniówce odliczamy je od przychodu. W efekcie płacimy podatek od dochodu. Na ryczałcie nie ma takiej możliwości, daninę liczymy od samego przychodu. Koszty więc nam przepadają.

Trzecia: składka zdrowotna. Przedsiębiorcy rozliczający się według skali liczą ją od dochodu, stawka to 9 proc. Na liniowym PIT wynosi 4,9 proc. U ryczałtowców jej wysokość zależy od przychodów (są podzieleni na trzy grupy). Na ryczałcie i liniówce można odliczyć część albo całą składkę.

Czwarta: ulgi, uzależnione od formy opodatkowania. Przykładowo, na ryczałcie bądź liniówce nie rozliczymy się razem z małżonkiem. Nie skorzystamy też z odpisu od podatku na dzieci. Na skali są takie możliwości.

– Te wszystkie aspekty trzeba uwzględnić przy wyborze formy rozliczenia. Zarówno za stary, jak i na nowy rok – mówi Grzegorz Gębka.

Decydując się na zmianę opodatkowania za 2022 r., nie mamy jednak pełnej gamy możliwości. Korektę mogą zrobić przedsiębiorcy, którzy zeszły rok rozliczali ryczałtem albo liniowym PIT. Mają prawo zmienić podatek na liczony według skali.

Komu się to może opłacić?

– Załóżmy, że przedsiębiorca na liniowym PIT ma w 2022 r. 180 tys. zł przychodu i 50 tys. zł kosztów. Dochód wynosi 130 tys. zł. Jeśli zdecyduje, że w 2022 r. rozlicza się według skali, zaoszczędzi 5873 zł. Drugi przedsiębiorca ma te same przychody oraz koszty i jest na 14-proc. ryczałcie. Na przejściu na skalę zyskuje 8912 zł – wylicza Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w inFakt. Zaznacza, że wyniki mogą być inne, jeśli przedsiębiorca korzysta z ulg, np. wspólnego PIT z małżonkiem.

Uwaga na terminy
Żeby zmienić ryczałt lub liniówkę na skalę, trzeba rozliczyć się za zeszły rok na formularzu PIT-36. Ostatni dzień na jego złożenie to 2 maja. Ale uwaga!

– Jeśli wcześniej złożymy za zeszły rok PIT-36L (podatek liniowy) lub PIT-28 (ryczałt), zamknie nam to drogę do zmiany formy rozliczeń na skalę – przestrzega Magdalena Michałowska.

Inne terminy obowiązują przy wyborze zasad opodatkowania na 2023 r.

– Generalnie decyzję podejmujemy po uzyskaniu pierwszego przychodu, do 20. dnia następnego miesiąca. Dla zdecydowanej większości przedsiębiorców będzie to 20 lutego. Jeśli zmieniamy formę rozliczeń, musimy poinformować o tym fiskusa – tłumaczy Piotr Juszczyk. Zaznacza, że nie można jeszcze przeprowadzić pełnej symulacji na 2023 r., bo nie są znane składki zdrowotne dla ryczałtowców.

– Większość parametrów podatkowych się jednak nie zmienia, co oznacza, że z reguły najlepsza forma rozliczenia biznesu za 2022 r. będzie też najkorzystniejsza w 2023 r. Chyba że zmieniła się indywidualna sytuacja przedsiębiorcy, np. spadły przychody, wzrosły koszty, żona poszła do pracy, dziecko skończyło studia: to wszystko wpływa na podatek – podkreśla Piotr Juszczyk.

Magdalena Michałowska zwraca uwagę, że przejście na skalę w zeznaniu za 2022 r. nie oznacza zmiany formy opodatkowania na 2023 r.

– O nowych zasadach rozliczenia trzeba poinformować fiskusa – wyjaśnia ekspertka.

Wynajmujący też ma prawo do korekty
Rozliczenie za 2022 r. mogą także zmienić osoby zarabiające na prywatnym wynajmie (który nie jest działalnością gospodarczą). Jeśli w zeszłym roku rozliczały się ryczałtem, mają prawo przejść na skalę.

Dlaczego miałyby zdecydować się na taką zmianę? Ponieważ od 1 lipca 2022 r., wskutek nowelizacji Polskiego Ładu, mamy obniżoną stawkę w pierwszym progu skali, z 17 do 12 proc. Zastosujemy ją do dochodu z całego roku (od nadwyżki ponad 120 tys. zł podatek nadal wynosi 32 proc.). Może się więc okazać się, że robiąc kalkulację na początku roku ze stawką PIT 17 proc., korzystniejszy dla wynajmującego był ryczałt. A teraz, po obniżce PIT do 12 proc., symulacja się zmienia na korzyść skali.

Przejście z ryczałtu na skalę w rozliczeniu za 2022 r. może być też opłacalne dla tych, którzy w zeszłym roku sporo zainwestowali w wynajmowane mieszkanie, np. kupili wyposażenie czy zrobili remont. Zmieniając formę opodatkowania, będą mogli odliczyć wydatki.

W 2023 r. wynajmujący prywatnie już nie mają wyboru. Obowiązkowy jest ryczałt.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487833-Skala-ryczalt-czy-liniowy-PIT-%E2%80%93-biznesmen-wybiera-dwa-razy.html#.Y8fXgezMJhE

 3. Można odmówić zastosowania zwolnienia z dyrektywy

16 stycznia 2023 | Podatki i księgowość | Aleksander Ciślak

Wypłata należności licencyjnej do spółki-siostry nie korzysta ze zwolnienia z podatku u źródła, jeżeli wspólny udziałowiec nie ma siedziby w UE/EOG z uwagi na niespełnienie przesłanki zwolnienia z art. 21 ust. 3a ustawy o CIT.

Tak orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 22 listopada 2022 r. (sygn. II FSK 614/20).

Spółki-siostry – jedna z siedzibą w Polsce, druga w Szwajcarii – zawarły umowę licencyjną, na mocy, której pierwsza zobowiązana jest wypłacić na rzecz drugiej opłaty licencyjne w zamian za prawo do korzystania z marki. Jedynym udziałowcem obu jest spółka z siedzibą w USA.

Płatnik zapytał dyrektora KIS, czy wypłacając należności licencyjne do spółki szwajcarskiej będzie uprawniony do zastosowania zwolnienia z podatku u źródła. Jego zdaniem tak, bo wszystkie warunki z art. 21 ust. 3 ustawy o CIT zostały spełnione, a treść art. 21 ust. 3a ustawy o CIT jest wynikiem nieprawidłowej implementacji dyrektywy Rady 2003/49/WE z 3 czerwca 2003 r. w sprawie wspólnego systemu opodatkowania stosowanego do odsetek oraz należności licencyjnych między powiązanymi spółkami różnych państw członkowskich („dyrektywa”).

Z przepisu wynika, że warunek posiadania co najmniej 25 proc. udziałów (akcji) umożliwiający zastosowanie zwolnienia z opodatkowania podatkiem u źródła uważa się za spełniony także, gdy zarówno w kapitale spółki wypłacającej należności, jak i w kapitale spółki je otrzymującej, inna spółka będąca rezydentem państwa członkowskiego UE lub EOG posiada odpowiedni stosunek udziałów (akcji). Zdaniem spółki, dyrektywa nie stawia żadnych wymogów w zakresie siedziby udziałowca lub akcjonariusza spółki wypłacającej oraz otrzymującej należności licencyjne.

Organ podatkowy w interpretacji indywidualnej z 5 września 2018 r. (sygn. 0114-KDIP2-1.4010.231.2018.1.JC) nie zgodził się z tym. Powołując się na zasady powszechności opodatkowania i prymatu wykładni językowej, wskazał, że zwolnienia z opodatkowania należy interpretować ściśle, co – mając na uwadze, że warunku wynikającego z art. 21 ust. 3a ustawy o CIT nie można w danej sprawie uznać za spełniony – powoduje, że nie ma możliwości zastosowania zwolnienia.

Sprawa na skutek skarg płatnika dotarła aż przed NSA, który przyznał rację organowi. Dyrektywa została prawidłowo implementowana do polskiego systemu prawnego. Za podstawę wykładni sąd przyjął cele dyrektywy. Zgodnie z nimi nie należy stawiać przeszkód państwom członkowskim w przyjmowaniu środków mających na celu zwalczanie nadużyć finansowych. Zdaniem NSA opłaty licencyjne powinny być opodatkowane tylko raz na terenie wspólnego obszaru gospodarczego. Jeśli zaś faktycznym beneficjentem, nawet tylko potencjalnym, mógłby być podmiot trzeci, znajdujący się poza wspólnym obszarem gospodarczym, mającym jedynie swoje spółki zależne na tym obszarze, nie ma racjonalnych podstaw dla wywodzenia, że może on czerpać korzyści wynikające z zastosowania zwolnienia pomiędzy jego spółkami zależnymi na podstawie art. 21 ust. 3 i n. ustawy o CIT.

Autor jest współpracownikiem Zespołu Zarządzania Wiedzą Podatkową firmy Deloitte

Komentarz eksperta
Maciej Skiba

doradca podatkowy, starszy konsultant w dziale doradztwa podatkowego Deloitte

Sporny art. 21 ust. 3a ustawy o CIT, który wprowadza warunek dotyczący siedziby udziałowca lub akcjonariusza spółek wypłacających i otrzymujących odsetki lub należności licencyjne jest wynikiem implementacji art. 3 lit. b dyrektywy, który stanowi, że „udziały w kapitale muszą odnosić się tylko do spółek mających siedzibę na terytorium Wspólnoty.”

Sposób implementacji regulacji był osią sporu pomiędzy organem podatkowym a wnioskodawcą. Zdaniem wnioskodawcy, treść art. 21 ust. 3a ustawy o CIT jest wynikiem nieprawidłowej implementacji art. 3 lit. b dyrektywy, gdyż stawia ona wymogi jedynie w zakresie państwa siedziby spółek pomiędzy którymi dochodzi do wypłaty należności, a nie państwa siedziby ich udziałowca. Ze stanowiskiem tym nie zgodził się dyrektor KIS oraz składy orzekające obu instancji sądów administracyjnych.

Jest to pierwszy wyrok NSA dotyczący wprost tej kwestii, a w doktrynie pojawiały się wcześniej stanowiska odmienne (tak np.: W. Varga w komentarzu do dyrektywy). Poglądy te nie były akceptowane przez sądy administracyjne oraz organy podatkowe. Przykładowo WSA w Gdańsku w wyroku o sygn. I SA/Gd 1123/20 wskazał, że wszelkie powiązania muszą zachodzić między spółkami państw członkowskich w rozumieniu art. 3 pkt 1 lit. a dyrektywy. Stanowisko to potwierdzono także w tej sprawie.

Wyrok NSA zasługuje na aprobatę. Stanowisko organu podatkowego i składu orzekającego znajduje potwierdzenie w wykładni literalnej analizowanej regulacji. Co więcej, stosując pomocniczo wykładnię funkcjonalną, NSA doszedł do wniosku, że przepisy dyrektywy zostały prawidłowo zaimplementowane do ustawy o CIT, co wynika z tego, że może ona znaleźć zastosowanie wyłącznie do wspólnego obszaru gospodarczego. W związku z tym, wspomniany wcześniej przepis dyrektywy należy rozumieć w taki sposób, że w celu zastosowania zwolnienia z opodatkowania dla odsetek lub należności licencyjnych, nie tylko spółki między którymi dochodzi do wypłaty należności mają być rezydentami państw wspólnego obszaru gospodarczego, lecz także udziałowiec lub akcjonariusz obu podmiotów. NSA wykluczył możliwość zastosowania przepisów normujących zwolnienie z opodatkowania do sytuacji, w której potencjalnym rzeczywistym właścicielem wypłacanych należności (tj. podmiotem, który jest uprawniony do dysponowania środkami) jest rezydent terytorium, do którego nie stosuje się prawa UE.

Tezy te niejako wpisują się w najnowsze orzecznictwo dotyczące interpretacji działań podatników, które choćby potencjalnie mogą prowadzić do nadużycia przepisów wprowadzających preferencje podatkowe (takich np. jak: treaty shopping, directive shopping). Na wagę zasługuje stanowisko TSUE zawarte w wyrokach o sygn. C 116/16 i C 117/16 oraz C-115/16, C-118/16, C-119/16 i C-299/16, w których podkreślano, że celem dyrektyw jest brak obciążeń podatkowych na terenie wspólnego obszaru gospodarczego, a państwa członkowskie mają możliwość odmowy zastosowania zwolnień wynikających z dyrektyw w sytuacji, w której poprzez wprowadzenie podmiotu pośredniczącego dane należności zostałyby wytransferowane do ich rzeczywistego właściciela poza wspólnym obszarem gospodarczym bez żadnego obciążenia podatkowego.

Choć w treści wniosku o wydanie interpretacji nie zawarto fragmentu dotyczącego tej okoliczności, warto wskazać, że gdyby dane należności licencyjne miały zostać później wytransferowane do udziałowca w Stanach Zjednoczonych to – na podstawie art. 12 ust. 1 szwajcarsko-amerykańskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania – płatności te zostałyby opodatkowane tylko w kraju rezydencji ich odbiorcy, co powodowałoby całkowite ich nieopodatkowanie na terenie UE i EOG. Najnowsze orzecznictwo wskazuje, że taka okoliczność może mieć znaczenie dla kształtu ostatecznego rozstrzygnięcia danej sprawy.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487801-Mozna-odmowic-zastosowania-zwolnienia-z%C2%A0dyrektywy.html#.Y8fX0uzMJhF

 4. Czy można skorygować brak NIP na fakturze lub paragonie

18 stycznia 2023 | Rachunkowość | Andrzej Kudaj

Podatnik nie jest uprawniony do ujęcia w rejestrze „oczywistych omyłek” paragonów bez NIP nabywcy, co w konsekwencji nie daje możliwości ponownego udokumentowania przedmiotowych transakcji paragonami zawierającymi takie numery.

W przypadku, gdy nabywca otrzymał fakturę do paragonu, a oba dokumenty nie zawierały NIP nabywcy, nie ma podstaw do wystawienia faktury korygującej ani nowej faktury zawierającej ten numer.

Tak stwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej z 26 października 2022 r. (0112-KDIL3.4012.309.2022.1.MC).

Zgodnie z ustawą o VAT, co do zasady podatnik jest obowiązany wystawić fakturę dokumentującą sprzedaż dokonywaną przez niego na rzecz innego podatnika VAT. Natomiast podatnicy dokonujący sprzedaży na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej oraz rolników ryczałtowych są obowiązani prowadzić ewidencję sprzedaży przy zastosowaniu kas fiskalnych.

W przypadku sprzedaży zaewidencjonowanej na kasie fiskalnej i potwierdzonej paragonem fiskalnym, fakturę na rzecz podatnika VAT wystawia się wyłącznie, jeżeli paragon potwierdzający dokonanie tej sprzedaży zawiera numer, za pomocą którego nabywca towarów lub usług jest zidentyfikowany na potrzeby VAT.

Jeżeli po wystawieniu faktury stwierdzono pomyłkę w jakiejkolwiek pozycji faktury, podatnik wystawia fakturę korygującą. Natomiast w przypadku wystąpienia oczywistej pomyłki w ewidencji sprzedaży, prowadzonej przy zastosowaniu kas fiskalnych, podatnik dokonuje niezwłocznie jej korekty przez ujęcie pomyłki w odrębnej ewidencji.

Stan faktyczny
Na tle powyższych regulacji z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej prawa podatkowego zwrócił się podatnik prowadzący działalność gospodarczą w zakresie montażu ogrzewania podłogowego, montażu pomp ciepła, instalacji wodno-kanalizacyjnych oraz instalacji mechanicznej.

Wnioskodawca wskazał, że w zawartej umowie został wskazany NIP nabywcy. Ponadto, wnioskodawca otrzymał od kontrahenta dane do faktury, w których również został wskazany NIP nabywcy.

Wnioskodawca jednak błędnie zinterpretował otrzymany numer jako PESEL. W konsekwencji, wnioskodawca zarejestrował transakcję na kasie fiskalnej oraz wystawił faktury dokumentujące otrzymane zaliczki. Żaden z wystawionych dokumentów nie zawierał NIP nabywcy.

Po pewnym czasie wnioskodawca został poinformowany przez biuro rachunkowe obsługujące kontrahenta, że faktury zaliczkowe zostały błędnie wystawione, ponieważ nie zawierają NIP nabywcy będącego podatnikiem VAT.

Wnioskodawca zwrócił się do organu interpretacyjnego o potwierdzenie, że w sytuacji opisanej powyżej powinien dokonać korekty paragonów fiskalnych (poprzez ujęcie ich w odpowiedniej ewidencji) i wystawionych do nich faktur, a następnie wystawić nową fakturę, zawierającą NIP nabywcy bez ponownego ujmowania transakcji na kasie fiskalnej. Zdaniem wnioskodawcy, błędne uznanie NIP za numer PESEL powinno być uznane za oczywistą pomyłkę w ewidencji sprzedaży na kasie fiskalnej. Ponieważ wystawione faktury odnosiły się do sprzedaży udokumentowanej paragonem fiskalnym bez NIP, nie można ich uzupełnić o ten numer w drodze korekty, trzeba natomiast wystawić nową fakturę.

Stanowisko organu
Organ interpretacyjny nie zgodził się z podatnikiem i wskazał, że wnioskodawca nie ma prawa do dokonania jakichkolwiek korekt w celu wskazania NIP nabywcy na przedmiotowych dokumentach, a tym samym zmiany kontrahenta z konsumenta na osobę fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą. Nie może to zostać dokonane poprzez skorygowanie wystawionych paragonów i faktur zaliczkowych „do zera”, a następnie wystawienie na kontrahenta faktury VAT zawierającej NIP nabywcy. Taka korekta nie mogłaby zostać również dokonana poprzez wpis w ewidencji oczywistych pomyłek w celu skorygowania wystawionych paragonów „do zera”, a następnie skorygowanie wystawionych faktur zaliczkowych poprzez wskazanie NIP kontrahenta.

Dyrektor KIS podkreślił, że oczywista pomyłka jest to pomyłka, która jest łatwa do zauważenia, a jej „oczywistość” nasuwa się każdemu bez potrzeby dodatkowych ustaleń czy dokumentów. W tym kontekście, oczywistą pomyłką dotyczącą NIP nabywcy może być błąd polegający np. na braku jednej cyfry, przestawieniu cyfr bądź pomyłka w jednej cyfrze, który nie może być utożsamiany z dalej idącym uzupełnieniem brakującego NIP na paragonie fiskalnym czy zmianą NIP na innego podatnika.

Zdaniem organu, nie ma również podstaw do korekty faktur wystawionych do paragonów fiskalnych dokumentujących sprzedaż, których nie można skorygować.

Andrzej Kudaj

konsultant w dziale doradztwa podatkowego Deloitte

Omawiana interpretacja potwierdza bezwzględny charakter zakazu wystawiania faktur zawierających NIP nabywcy do paragonów fiskalnych, które takiego numeru nie zawierają. Nawet jeżeli sprzedawca już w czasie sprzedaży dysponował danymi wskazującymi, że nabywca występuje w roli podatnika VAT, w świetle interpretacji organu podatkowego nie jest możliwa korekta wystawionego paragonu i faktury.

Podatnicy prowadzący ewidencję sprzedaży na kasach fiskalnych powinni więc przykładać szczególną uwagę do właściwej kwalifikacji strony danej transakcji, tj. czy sprzedaż jest realizowana na rzecz innego podatnika VAT, czy na rzecz konsumenta. W tym zakresie istotna jest uprzednia komunikacja z kontrahentami w celu ustalenia ich statusu VAT i ewentualnego otrzymania ich NIP. Nie mniej istotne pozostaje także odpowiednie przeszkolenie personelu prowadzącego ewidencję sprzedaży, aby m.in. zapewnić, że otrzymany NIP zostanie każdorazowo prawidłowo ujęty na paragonie.

Należy mieć na uwadze, że wystawiając fakturę z NIP nabywcy do paragonu, który takiego numeru nie zawiera, sprzedawca jest zagrożony sankcją pieniężną w wysokości 100 proc. kwoty podatku wykazanego na tej fakturze. Podobnie nabywca dokonujący odliczenia VAT z takiej faktury może podlegać analogicznej sankcji.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487908-Czy-mozna-skorygowac-brak-NIP-na-fakturze-lub-paragonie.html#.Y8fYAOzMJhE

 5. Zatrzymanie zaliczki a przychód podatkowy

18 stycznia 2023 | Rachunkowość | Przemysław Szwed

Samo otrzymanie zaliczki, co do zasady, nie powoduje po stronie podatnika powstania przychodu. Zaliczka staje się bowiem przychodem w momencie wykonania usługi lub dostawy towaru. W sytuacji, gdy klient np. zrezygnuje z zamówienia, a zaliczka zostaje zatrzymana, przychód z tytułu jej otrzymania powstaje w momencie powiadomienia przez klienta o rezygnacji.

Zgodnie z art. 12 ust. 3 ustawy o CIT za przychody m.in. związane z działalnością gospodarczą i z działami specjalnymi produkcji rolnej, osiągnięte w roku podatkowym, uważa się także należne przychody, choćby nie zostały jeszcze faktycznie otrzymane, po wyłączeniu wartości zwróconych towarów, udzielonych bonifikat i skont.

Za datę powstania takiego przychodu uważa się (z zastrzeżeniem art. 12 ust. 3c–3g oraz 3j–3m ustawy CIT), dzień wydania rzeczy, zbycia prawa majątkowego lub wykonania usługi, albo częściowego wykonania usługi, nie później niż dzień wystawienia faktury albo uregulowania należności (art. 12 ust. 3a ustawy CIT).

Zatem – co do zasady – przychód powstaje w dniu wydania rzeczy, zbycia prawa majątkowego lub wykonania usługi albo częściowego wykonania usługi. Jeżeli jednak przed tym dniem zostanie wystawiona faktura albo zostanie uregulowana należność, to przychód powstanie odpowiednio wcześniej, tj. w dniu zaistnienia tych zdarzeń.

Z kolei na podstawie art. 12 ust. 1 ustawy CIT można stwierdzić, że o zaliczeniu danego przysporzenia majątkowego do przychodów decyduje jego definitywny charakter w tym sensie, że w sposób ostateczny faktycznie powiększa ono aktywa podatnika. Otrzymane świadczenie może być uznane za przychód, jeżeli ma ono charakter definitywny, ostateczny oraz pewny w tym znaczeniu, że podatnik uzyskuje swobodę dysponowania określonym świadczeniem lub środkami pieniężnymi (zob. interpretację indywidualną dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 17 listopada 2022 r., 0111-KDIB1-1.4010.570.2022.1.SG).

UWAGA!

Zaliczka co do zasady nie stanowi przychodu, gdyż nie jest ona świadczeniem ostatecznym (definitywnym). Staje się ona przychodem z chwilą przekształcenia w świadczenie ostateczne, czyli zazwyczaj z chwilą wykonania usługi lub dostawy towaru.

Dodatkowo jak stanowi art. 12 ust. 4 pkt 1 ustawy CIT, otrzymywanie zaliczek na poczet dostaw towarów lub usług, które zostaną wykonane w następnych miesiącach lub – w przypadku podatników wpłacających zaliczki kwartalne – kwartałach, nie skutkuje, co do zasady, powstawaniem przychodów podlegających opodatkowaniu podatkiem dochodowym.

Otrzymanie zaliczki nie spowoduje zatem konieczności wykazania przychodu. Przychód powinien być rozpoznany dopiero w okresie, w którym dojdzie do realizacji świadczenia, nie później jednak niż w dniu wystawienia faktury końcowej lub w dniu uregulowania należności (jeśli zapłata nastąpi wcześniej).

Rezygnacja klienta
W przypadku rezygnacji klienta z zamówionego towaru lub usługi, nie dochodzi do realizacji świadczenia, ani do wystawienia faktury końcowej lub uregulowania pozostałej części należności. W takim przypadku przychód z tytułu otrzymania zaliczki powinien zostać rozpoznany w momencie zatrzymania zaliczki (zob. interpretację indywidualną dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 6 grudnia 2012 r. ITPB1/ 415-973/12/WM). Momentem zatrzymania zaliczki będzie natomiast moment (data) powiadomienia przez klienta o rezygnacji. Warto zatem dopilnować, by taką rezygnację z zamówienia przyjąć na piśmie (nawet w formie elektronicznej, poprzez e-mail), gdzie znajdzie się właściwa data oraz wystawić klientowi stosowną notę obciążeniową.

Brak informacji o rezygnacji
Co gdy klient nie informuje o rezygnacji z zamówienia? Posłużmy się przykładem.

Klient zamówił towar, który trzeba było dla niego sprowadzić z zagranicy. Realizacja zamówienia wymagała więc zapłaty przez klienta stosownej zaliczki. Po wpłacie zaliczki przez klienta i sprowadzenia towaru kontakt z klientem się urywa. Mimo upływu czasu klient nie odbiera zamówienia oraz nie informuje przedsiębiorcy o rezygnacji z zamówienia. Powstaje zatem wątpliwość jak w takim przypadku określić datę zatrzymania zaliczki.

W przypadku gdy uzyskanie pisemnej, czy choćby mailowej informacji o rezygnacji od klienta jest niemożliwe, przedsiębiorca powinien zadbać o wytworzenie innej dokumentacji, na podstawie której będzie można ustalić datę przychodu, np. sporządzenie jakiegoś wewnętrznego dokumentu (dowodu), w którym wskazana byłaby przyczyna zatrzymania zaliczki (np. brak kontaktu z klientem pomimo podejmowania prób, upływ czasu) wraz ze stosowną datą.

Zaliczka 100 proc. wartości zamówienia
Od zasady wyrażonej w art. 12 ust. 4 pkt 1 ustawy o CIT istnieje pewien wyjątek, który dotyczy płatności o charakterze definitywnym i ostatecznym. Przyjmuje się bowiem, że otrzymanie takich płatności skutkuje powstaniem przychodów podlegających opodatkowaniu podatkiem dochodowym nawet wtedy gdy dotyczą one dostaw towarów i usług, które zostaną wykonane w następnych okresach sprawozdawczych.

Jak wskazał dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej z 16 sierpnia 2019 r., 0113-KDIPT2- 1.4011.296.2019.2.BO (…) „co do zasady (…), kwoty otrzymanych zaliczek nie stanowią przychodu dla celów podatku dochodowego. Jeżeli jednak otrzymana zapłata ma charakter definitywny i ostateczny, tj. z góry następuje zapłata za zakupiony towar lub wykonanie usługi, to zgodnie z powyższym przepisem, zapłata ta, jako związana z uregulowaniem należności przed wysłaniem towaru lub wykonaniem usługi, nie może być potraktowana, jako nieuznana za przychody podatkowe, wpłata na poczet dostawy towarów, czy usług, które dostarczone będą (wykonane) w okresie późniejszym. Otrzymana zapłata (uregulowana należność) niemająca charakteru zaliczki (przedpłaty), podlegającej w późniejszym terminie rozliczeniu lub zwrotowi, stanowi bowiem już w momencie jej otrzymania lub utraty przez nią charakteru zaliczki – przychód z pozarolniczej działalności gospodarczej”. (zob. także interpretację indywidualną z 6 czerwca 2022 r., 0111-KDIB1-1.4010. 135.2022.1.AND).

Z kolei jak stwierdził WSA w Szczecinie w wyroku z 7 października 2020 r., (I SA/Sz 567/20) „(…) jak słusznie zauważył organ odwoławczy zasadniczą różnicą między kategoriami zaliczki a zapłaty należności stanowiącej przychód podatkowy jest to, czy przedpłata ma charakter warunkowy, a w określonych przypadkach nabywcy przysługuje zwrot wpłaconej uprzednio kwoty, natomiast zapłata za towar czy usługę wynika z definitywnego charakteru tej czynności skutkującej powiększeniem majątku jednej ze stron w sposób trwały i nieodwracalny. Nie stanowią zaliczki wszelkie wpłaty mające charakter definitywny i ostateczny także w sytuacji, gdy przekazanie środków pieniężnych jest zapłatą w pełnej wysokości »z góry« za określony towar lub usługę”.

Mając to na uwadze należy przyjąć, że zasadniczo otrzymywane zaliczki wynoszące 100 proc. wartości zamówienia stanowią swego rodzaju płatność z góry, wobec czego w przypadku otrzymania takiej zaliczki, przychód należy rozpoznać w momencie jej otrzymania.

Podstawa prawna:

∑ art. 12 ust. 1, art. 12 ust. 3, art. 12 ust. 3a oraz art. 12 ust. 4 pkt 1 ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (tekst jedn. DzU z 2022 r., poz. 2587 ze zm.)

Przemysław Szwed adwokat, kierownik zespołu ds. podatków bezpośrednich w TAXEO Komorniczak i Wspólnicy spółka komandytowa

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487910-Zatrzymanie-zaliczki-a%C2%A0przychod-podatkowy.html#.Y8fZO-zMJhE

 

PZP | Prasówka | 18 stycznia 2023 r.

Portal ZP

 1. Przypominamy o możliwości potrącania wykonawcy zawieszonych kar umownych (Pzp i ustawa covidowa)

Justyna Rek-Pawłowska | Dodano: 17 stycznia 2023

Przez długi czas z uwagi na stan epidemii a potem zagrożenia epidemicznego ogłoszonego w związku z COVID-19 zamawiający nie mieli prawa potrącać wykonawcom kar umownych zastrzeżonych na wypadek niewykonania lub nienależytego wykonania umowy. W sierpniu 2022 roku uchylono tę regulację i odblokowano wówczas możliwość potrącenia zaległych kar w określonych przedziałach czasowych. Pierwsze kary zamawiający mogli potrącić już w październiku 2022 roku, kolejne od 1 stycznia 2023 r. Następny termin, od którego wolno naliczyć kary, obejmie okres od 1 kwietnia 2023 r. Istotna jest przy tym data wystąpienia zdarzenia, w związku z którym naliczono karę.

O uchyleniu przepisu i nowych regulacjach pisaliśmy tutaj: Uchylenie art. 15r1 specustawy covidowej – pierwsze zaległe kary umowne można potrącić wykonawcy już 1.10.2022 r.

Ochronę wykonawców przed potrącaniem kar umownych w związku z trudnościami w realizacji umów wywołanych epidemią COVID-19 regulował art. 15r1 ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 lub innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (tekst jedn.: Dz.U. z 2021 r. poz. 2095 ze zm.). Ustawodawca etapowo wycofał ochronę. W zależności od daty zdarzenia, które było przyczyną naliczenia kary, wolno ją potrącić w różnym czasie. Sprawdź konkretne terminy w tabeli.

Od kiedy wolno potrącić wykonawcy kary umowne zawieszone w związku z COVID-19?

Data wystąpienia zdarzenia, które jest podstawą naliczenia kary Data, od której wolno potrącić naliczoną karę umowną
Do 31 grudnia 2020 r. Od 1 października 2022 r.
Od 1 stycznia 2021 r. do 31 grudnia 2021 r. Od 1 stycznia 2023 r.
Od 1 stycznia 2022 r. do 24 sierpnia 2022 r. Od 1 kwietnia 2023 r.

Zamawiający może potrącić naliczone kary umowne z wynagrodzenia wykonawcy lub z innych jego wierzytelności, a także dochodzić zaspokojenia z zabezpieczenia należytego wykonania umowy.

Zamawiający mógł potrącić kary z zabezpieczenia przed upływem terminów podanych w tabeli, w sytuacji gdyby ważność zabezpieczenia mijała odpowiednio do 13 października 2022 r, 13 stycznia 2023 r. lub 13 kwietnia 2023 r. Aby móc zaspokoić się z zabezpieczenia po terminach wskazanych w tabeli, należało przedłużyć zabezpieczenie lub wnieść nowe w terminie 14 dni przed upływem ważności pierwotnego zabezpieczenia.

Polecam także inne treści na naszym portalu związane z karami umownymi z umowy o zamówienie publiczne:

Mechanizm naliczania kar umownych w formule „zaprojektuj i wybuduj”
Kary umowne w zamówieniach publicznych – 3 pytania i odpowiedzi
Kary umowne w Pzp – czy wolno je ustanowić jednostronnie tylko dla wykonawcy?
Czy kary umowne można naliczyć po zrealizowaniu umowy?
Czy umowa poniżej 130.000 zł może przewidywać kary umowne?
Czy umowa o usługi może przewidywać kary umowne dla wykonawcy za brak zapłaty podwykonawcom?

Podstawa prawna

art. 15r1 ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 lub innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (tekst jedn.: Dz.U. z 2021 r. poz. 2095 ze zm.),
– art. 10, art. 30 ustawy z 5 sierpnia 2022 r. o zmianie ustawy o Rządowym Funduszu Rozwoju Dróg oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 1768).

https://www.portalzp.pl/nowosci/przypominamy-o-mozliwosci-potracania-wykonawcy-zawieszonych-kar-umownych-pzp-i-ustawa-covidowa-29573.html

 2. Zamówienia publiczne 2022 i 2023 – krótkie podsumowanie Urzędu Zamówień Publicznych

Justyna Rek-Pawłowska | Dodano: 16 stycznia 2023

Na stronie WWW UZP ukazał się bilans dwóch lat obowiązywania nowego Prawa zamówień publicznych oraz zestawienie wyzwań i planów, jakie stoją przez rynkiem w 2023 roku. Pełna treść streszczonej informacji jest dostępna tutaj. Poniżej przedstawiamy skrót najważniejszych wniosków.

W zakresie obowiązywania nowej ustawy Pzp, UZP wskazuje na poniższe kwestie:

1) rynek zamówień publicznych musiał się zmierzyć w 2022 roku z konsekwencjami pandemii COVID-19 i wojny na Ukrainie. Ocenia się, że przyjęte w ustawie Pzp rozwiązania ułatwiły w znaczącym stopniu realizację przedsięwzięć, inwestycji i zakupów mimo takich nieprzewidywalnych zjawisk jak znacząca inflacja i kryzys gospodarczy;

2) UZP podejmował potrzebne działania szkoleniowe, opiniodawcze i informacyjne w porozumieniu z przedstawicielami rynku zamówień publicznych;

3) powstały rekomendacje w zakresie stosowania ustawy Pzp oraz przykładowe opracowania we współpracy z zainteresowanymi branżami.

Na rok 2023 roku Urząd Zamówień Publicznych planuje następujące przedsięwzięcia:

1) utrzymanie i rozwój systemu Platformy e-Zamówienia (w związku z zaprzestaniem funkcjonowania miniPortalu);

2) wdrożenie elektronicznego protokołu w części sal rozpraw Krajowej Izby Odwoławczej;

3) profesjonalizacja kadr zamówień publicznych poprzez organizację konferencji, szkoleń i warsztatów – zdalnych i stacjonarnych;

4) aktualizacja Komentarza do Prawa zamówień publicznych, która zostanie wydana w pierwszej połowie 2023 roku.

Podsumowanie związane z funkcjonowaniem systemu zamówień publicznych w 2022 roku znajdziesz także tutaj: Zamówienia publiczne w 2022 roku – podsumowanie, wnioski, rekomendacje

Źródło: www.uzp.pl

https://www.portalzp.pl/nowosci/zamowienia-publiczne-2022-i-2023-krotkie-podsumowanie-urzedu-zamowien-publicznych-29572.html

 3. Kiedy zamawiający może unieważnić postępowanie z uwagi na zmianę okoliczności?

Agata Hryc-Ląd | Dodano: 11 stycznia 2023

Zamawiający unieważnia postępowanie, gdy wystąpiła istotna zmiana okoliczności powodująca, że prowadzenie postępowania lub wykonanie zamówienia nie leży w interesie publicznym, czego nie można było wcześniej przewidzieć. Nie mogą być to okoliczności wynikające z jego własnego działania (wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 3 października 2022 r. sygn. akt KIO 2430/22).

W sytuacji gdy zamawiający unieważniając postępowanie, powołuje się na przesłankę określoną w art. 255 pkt 5 ustawy Pzp, to na nim spoczywa ciężar dowodu. Musi wykazać, że zaistniała istotna zmiana okoliczności, której wystąpienie powoduje, że prowadzenie postępowania lub wykonanie zamówienia nie leży w interesie publicznym. Ponadto musi dowieść, iż powyższych przyczyn unieważnienia postępowania nie mógł przewidzieć w dacie wszczęcia postępowania przy zachowaniu odpowiedniej staranności.

Przesłanki zmiany okoliczności oraz braku interesu publicznego w prowadzeniu postępowania lub udzielenia zamówienia powinny być połączone adekwatnym związkiem przyczynowo – skutkowym. Oznacza to, że brak interesu publicznego w prowadzeniu postępowania lub udzielenia zamówienia jest rezultatem nieprzewidywalnej zmiany okoliczności o istotnym charakterze. Nieprzewidywalność zmiany okoliczności występuje wtedy, gdy zmiana następuje wbrew zwyczajnemu biegowi rzeczy, którego należałoby racjonalnie oczekiwać.

Dotyczy to więc zdarzeń wyjątkowych i może znaleźć zastosowanie tylko w szczególnie uzasadnionych przypadkach. Dodatkowo zmiana okoliczności powinna być zewnętrzną zmianą niezależną od zamawiającego. Przyjęcie przeciwnego założenia prowadziłoby do stanu, w którym zamawiający posiadałby możliwość kreowania zdarzeń, które uzasadniałyby zakończenie postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. To jest niedopuszczalne na gruncie obowiązujących reguł ustawy Pzp. Rolą art. 255 pkt 5 ustawy Pzp jest umożliwienie zamawiającemu unieważnienia postępowania w wyniku zaistnienia sytuacji nadzwyczajnych i wyjątkowych. Takich, których w żaden sposób nie mógł przewidzieć.

https://www.portalzp.pl/nowosci/kiedy-zamawiajacy-moze-uniewaznic-postepowanie-z-uwagi-na-zmiane-okolicznosci-29527.html

 

Rynek Infrastruktury

 1. KIO zatrzymuje badanie oferty. Niebezpieczny precedens?

Elżbieta Pałys | źródło: RI | 13.01.2023

Jakie są granice dociekliwości inwestora przy badaniu oferty i czy oświadczenie wykonawcy wystarczy do stwierdzenia, że jest ona rzetelna? KIO wydała wyrok, w którym nakazała zamawiającemu unieważnić czynność wezwania do złożenia wyjaśnień w postepowaniu na wybór wykonawcy inwestycji wartej blisko 2 mld zł. Czy to niebezpieczny precedens?

Sprawa dotyczy przetargu na projekt i budowę odcinka drogi S19 Jawornik – Lutcza. To jeden z bardziej skomplikowanych przetargów organizowanych w ostatnich latach. W ramach planowanej inwestycji trzeba wybudować 5 km drogi ekspresowej w trudnym terenie z licznymi wzniesieniami i dolinami. W ciągu trasy ma powstać estakada o długości 780 m posadowiona na filarach o wysokości do 36 m, a spora część trasy powinna zostać poprowadzona w tunelu o długości 3 km pod górą Kamieniec.

GDDKiA wyceniła to zadanie na 1,898 mld zł. W tej cenie zmieścił się tylko jeden wykonawca – to firma Kolin z Ankary, która zaproponowała 1,849 mld zł. Na etapie oceny ofert GDDKiA wezwała tego oferenta do złożenia szczegółowych wyjaśnień – chodziło m.in. o przedstawienie dodatkowych dokumentów, opracowań, rysunków czy tabel.

Wykonawca zaskarżył jednak tę czynność zamawiającego do KIO, a Izba wyrokiem z 13 grudnia 2022 r. nakazała jej unieważnienie.

Gdzie granica?

W zaskarżonym postępowaniu GDDKiA zadała wykonawcy 175 pytań o różnym stopniu szczegółowości, w tym takie, w których inwestor upewnia się, czy w wycenie zostały uwzględnione wszystkie aspekty związane z realizacją zamówienia.

175 pytań to sporo, ale jak wskazują przedsiębiorcy, to nie pierwszy raz, kiedy GDDKiA wzywa wykonawców do złożenia wyjaśnień w tego typu postępowaniu, zwłaszcza w takim, w którym wykonawcy mieli za zadanie podać cenę całkowitą za przedmiot zamówienia, bez szczegółowych tabel rozliczeniowych charakteryzujących przetargi z rozliczeniem kosztorysowym.

– To procedura dość dobrze znana wszystkim wykonawcom, którzy w ciągu ostatnich kilku lat uczestniczyli w co bardziej wymagających przetargach organizowanych przez tego zamawiającego, na przykład dotyczącym projektu i budowy drogi S17 Piaski – Hrebenne czy innych odcinków S19 – mówi przedstawiciel zespołu przygotowania ofert w Budimeksie (Budimex wspólnie z firmą Gulermak, podobnie jak konsorcjum firm z grupy NDI z turecką firmą Dogus Insaat Ve Tigaret, którzy także zabiegali o zamówienie na tym odcinku S19 przystąpili do postępowania przed KIO po stronie zamawiającego).

Wyrok, który nakazuje zamawiającemu wycofanie się z żądania wyjaśnień, każe postawić pytanie: jak daleko sięga wynikające z ustawy Prawo zamówień publicznych uprawnienie zamawiających do kontrolowania składanych ofert i jak dokładnie powinni sprawdzać, czy wykonawcy rzeczywiście są w stanie wykonać to, co oferują.

We wspomnianym wyroku KIO wskazała granice, którymi dla przetargu typu projektuj i buduj są wyznaczone ogólnymi oświadczeniami wykonawców składanymi w ramach formularzy ofertowych. – Na tym zasadza się sentencja orzeczenia, w którym Izba ze standardowych oświadczeń dotyczących zobowiązania do wykonania przedmiotu zamówienia zgodnie ze specyfikacją i działania według ogólnych zasad postępowania wyprowadziła wniosek, że w takim razie dalsza weryfikacja złożonych ofert przez zamawiającego jest nie tylko nieuprawniona, ale i całkowicie zbędna – podkreśla przedstawiciel Budimeksu. – Na podstawie czterech prostych oświadczeń, stanowiących treść każdej oferty, Izba stwierdziła, że skoro „wykonawca mówi, że zrobi, to na pewno zrobi”. Jeśli natomiast zamawiający podchodzi do takiej oferty nieufnie, wymagając dalszych wyjaśnień, to w świetle wyroku ogranicza swobodę projektowania i traktuje wykonawcę w sposób dyskryminujący – wskazuje wykonawca.

W wyroku KIO podkreśliła, że wykonawca oświadczył, że jego oferta jest zgodna z SIWZ oraz PFU i że znane są mu warunki kontraktowe, a także zobowiązał się do wykonania zamówienia za określoną cenę. Izba stwierdza jednocześnie, że art. 223 ust. 1 nie daje zamawiającemu pełnej swobody w formułowaniu pytań. Mogą one dotyczyć jedynie ewentualnych wątpliwości dotyczących wykładni treści oświadczenia woli wykonawcy.

Do tej pory Izba w swoich stanowiskach wspierała raczej przezorność i skrupulatność zamawiających weryfikujących składane w postępowaniach oferty, zwłaszcza jeśli dotyczyło to wartościowych i skomplikowanych przetargów. Izba wręcz zachęcała do szczegółowego badania, za główną zasadę przyjmując gospodarność w wydawaniu publicznych pieniędzy. Wyrok w sprawie S19 prezentuje odwrotne podejście.

Niebezpieczny precedens?

– Odbieranie zamawiającemu uprawnienia do dogłębnego badania ofert to nie jest słuszny kierunek – komentuje Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. To właśnie dodatkowe pytania pozwalają bowiem inwestorowi upewnić się, że warunki cenowe przedstawione w ofercie są adekwatne do założeń zamawiającego i dają pewność, że to, czego oczekuje, zostało właściwie zrozumiane przez wykonawcę. Jak mówi Jan Styliński, jest wiele przykładów gdzie wykonawcy nazbyt optymistycznie zakładali, że określony zakres prac da się zrealizować w określonej cenie, podczas gdy rzeczywistość pokazywała co innego.

– Jeśli KIO pójdzie w kierunku ograniczenia uprawnienia zamawiającego do dogłębnego badania oferty, to znaczy, że znowu będziemy mieli do czynienia z sytuacją przypominającą kupowanie kota w worku. To jest potencjalnie niebezpieczne – mówi prezes PZPB.

Bardziej istotne jest podejście do badania ofert niezależnie od tego, jaka firma ją składa. – Powinniśmy dbać o to, żeby zamawiający rzetelnie i dogłębnie badali oferty i żeby byli przekonani, że jeśli wybiorą daną ofertę, to faktycznie przedmiot zamówienia będzie zrealizowany. To jest kanon naszych oczekiwań w stosunku do zamawiającego – mówi Jan Styliński. Tego zresztą od zamawiających publicznych wymagają też przepisy.

Podkreśla jednak, że nie może być mowy o dyskryminacji jakiegokolwiek wykonawcy i zakłada, że w tym przypadku jej nie było, choć zrozumiałe według niego jest, że zamawiający może uważniej przyglądać się ofercie firmy, która na poziomie realizacji nie wykonała w Polsce jeszcze żadnej inwestycji (odwołująca się firma ma już umowy z GDDKiA, ale żadna nie weszła jeszcze w fazę robót budowlanych) niż tej, która wcześniej zrealizowała już wiele zadań.

– Rozumiem, że w konkretnych okolicznościach tej sprawy zarzut w jakiejś mierze mógł być trafny, jednak gdyby okazało się, że wykładnia obecnej ustawy zmierza w kierunku zawężenia uprawnień zamawiającego, to moim zdaniem powinniśmy zastanowić się, jakiej interwencji ustawodawczej dokonać, żeby nie utrwalić tego kierunku na poziomie orzeczniczym – mówi szef branżowej organizacji.

Jakie mogłyby być skutki takiego orzekania na dziś trudno przewidzieć. Czy brak możliwości badania oferty pod kątem zgodności ze specyfikacją oznaczałby konieczność wymagania załączania szczegółowych tabel rozliczeniowych z tysiącami pozycji? Czy ryzyko niepowodzenia inwestycji realizowanej w formule zaprojektuj i wybuduj bez dodatkowej weryfikacji ofert nie byłoby zbyt duże? Wreszcie czy brak możliwości dokładnego sprawdzenia ofert nie spowoduje pogłębienia rozdźwięku między składaną ofertą a faktyczną realizacją zwłaszcza w warunkach dużej konkurencji cenowej z udziałem firm bez doświadczenia na polskim czy nawet na europejskim rynku?

Przetarg na S19 Jawornik – Lutcza nie został jeszcze rozstrzygnięty. GDDKiA zaskarżyła wyrok KIO do sądu.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/kio-zatrzymuje-badanie-oferty-przez-gddkia-niebezpieczny-precedens–84442.html

 2. AGH doradzi przy budowie drogi S19?

Elżbieta Pałys | źródło: RI | 17.01.2023

Droga ekspresowa S19 na Podkarpaciu będzie budowana w niełatwym górzystym terenie, podatnym na występowanie osuwisk. Dotyczy to m.in. odcinków Dukla – Barwinek i Domaradz – Iskrzynia. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w zakresie zabezpieczenia osuwisk chce współpracować ze specjalistami.

W grudniu ogłosiła przetarg na doradztwo naukowo-techniczne w ramach zabezpieczenia osuwisk przy realizacji dwóch odcinków S19. Otrzymała jedną ofertę.

Do przetargu przystąpiła Akademia Górniczo-Hutnicza, która jest gotowa podjąć się zadania za 1,940 mln zł w odniesieniu do odcinka Dukla – Barwinek oraz 792,120 tys. zł na odcinku Domaradz – Iskrzynia. W obu przypadkach oferta mieści się w założonym budżecie określonym na kwoty odpowiednio: 1,979 mln zł oraz 956,940 tys. zł.

Oba fragmenty Via Carpatii będą budowane w trybie zaprojektuj i wybuduj. Odcinek Dukla – Barwinek ma mieć 18, 2 km długości. Będzie budowany w przekroju dwie jezdnie po dwa pasy ruchu wraz z zatokami awaryjnymi. Na trasie powstanie węzeł drogowy Barwinek (w miejscu połączenia S19 z istniejącą DK-19).

Zadaniem wykonawcy będzie m.in. budowa 15 estakad w ciągu trasy głównej, z których najdłuższa będzie miała ok. 1,1 km i powstanie na filarach o wysokości ok. 35 m, a także 10 mostów, 6 wiaduktów drogowych, 6 przejść dla zwierząt i obiekty w ciągu dodatkowych jezdni.

Inwestor ocenia, ze to jeden z najtrudniejszych odcinków S19 z uwagi m.in. uwarunkowania geologiczne i środowiskowe oraz właśnie duże ryzyko powstawania osuwisk.

Wykonawcą tego odcinka jest Polaqua, a kontrakt ma wartość 1,5 mld zł.

Z kolei odcinek Domaradz – Iskrzynia (Krosno) ma ok. 12,5 km. Będzie budowany jako dwujezdniowy z dwoma pasami ruchu w każdym kierunku i pasami awaryjnymi. Na trasie powstanie siedem estakad, osiem mostów, osiem wiaduktów drogowych i trzy przejścia dla zwierząt. Najdłuższa z planowanych estakad będzie miała ok. 700 m długości i poprowadzi ruch na wysokości do 30 m nad doliną. Dwie kolejne estakady będą mierzyć więcej niż 400 m długości.

Ten kontrakt przypadł firmie Mostostal Warszawa, która złożyła ofertę o wartości 1,063 mld zł.

Budowa będzie realizowana na obszarze gdzie występuje tzw. flisz karpacki, na terenie wyżynnym falistym z licznymi wzniesieniami o spadzistych stokach, z licznymi kotlinami i dolinami rzecznymi. Także i ten teren jest podatny na występowanie osuwisk. Tylko na tym odcinku zidentyfikowano 8 obszarów zagrożonych osuwiskowo, przy czym w obrębie osuwiska stwierdzono występowanie stref o różnym stopniu aktywności.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/agh-doradzi-przy-budowie-drogi-s19-84498.html

 3. Wkrótce umowa na S74 z tunelami w Kielcach

Redakcja | źródło: RI/GDDKiA | 16.01.2023

PTU Intercor szykuje ostatnie dokumenty potrzebne do podpisania umowy na budowę drogi S74 między węzłami Kielce – Kielce Zachód. Prezes Urzędu Zamówień Publicznych nie ma zastrzeżeń do przetargu. Kontrakt na miejski fragment zostanie podpisany po dostarczeniu przez wykonawcę m.in. gwarancji należytego wykonania umowy.

Szykowany kontrakt ma wartość 713,4 mln zł. Za tę kwotę powstanie odcinek o długości 5 km, który połączy węzeł Kielce Zachód na skrzyżowaniu z S7 z węzłem Bocianek wybudowanym w ramach S74 Kielce –  Cedzyna.

Droga na większości przebiegu będzie poprowadzona w wykopie, zaplanowano także dwa tunele. Trasa ma oddzielić ruch tranzytowy od lokalnego. Dla tego drugiego, jak zapewnia GDDKiA, zachowane zostaną wszystkie dotychczasowe połączenia komunikacyjne północ-południe, z uwzględnieniem ruchu pieszego. Skrzyżowania lokalne będą usytuowane w większości na dotychczasowym poziomie, nad drogą ekspresową.

W ramach inwestycji powstaną dwa węzły drogowe: Hubalczyków i Zagnańska oraz dwa tunele. Dłuższy o długości ok. pół kilometra powstanie na odcinku sąsiadującym z zabudową osiedlową między ulicami Klonową a Warszawską. Powstanie także wiadukt w ciągu ulicy Transportowców i ronda nad tunelem pod ulicą Olszewskiego. Przewidziano także budowę drogi rowerowej wzdłuż nowego odcinka trasy S74.

Sąsiedni odcinek tej trasy, tj. Przełom/Mniów – Kielce czeka już na zezwolenie na realizację inwestycji drogowej. Wykonawcą w tym przypadku jest Mirbud. W realizacji jest także obwodnica Opatowa w ciągu S74. Gotowy jest także odcinek S74 Kielce – Cedzyna.

Po wykonaniu odcinka „miejskiego” ora fragmentu od Mniowa do Kielc kierowcy będą mieli do dyspozycji 30 km nieprzerwanej drogi ekspresowej. Sam odcinek miejski będzie można przejechać w ciągu ok. 3 minut.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/wkrotce-umowa-na-s74-z-tunelami-w-kielcach–84488.html

 

Podatki | Prasówka | 12.01.2023 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Niektóre zagraniczne zarobki bez znaczenia przy uldze dla młodych

Mariusz Szulc | 5 stycznia 2023, 07:42

Kto nie ukończył 26. roku życia, nie uwzględnia zagranicznych przychodów w limicie zwolnienia z PIT, pod warunkiem jednak, że osiągnął je w kraju, z którym Polska unika podwójnego opodatkowania według metody wyłączenia z progresją – wyjaśnił dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Spytał o to student, który nie przekroczył jeszcze 26. roku życia, a więc miał prawo do zwolnienia podatkowego na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 148 ustawy o PIT. Tak zwana ulga dla młodych pozwala podatnikom do 26. roku życia nie płacić PIT od przychodów m.in. ze stosunku pracy, umowy zlecenia. Zwolnienie jest limitowane do 85 528 zł przychodów rocznie. Do limitu tego nie wlicza się przychodów opodatkowanych zryczałtowanym PIT, zwolnionych od podatku dochodowego oraz od których zaniechano poboru podatku (art. 21 ust. 39 ustawy o PIT).

Problem polegał na tym, że w wakacje mężczyzna pracował w Niemczech, z tym że jego przychody (z tamtejszego stosunku pracy) nie przekroczyły 85 528 zł. Limitu nie przekroczyły również jego krajowe przychody ze zlecenia, a łączne przychody także były niższe niż 85 528 zł.

Student sądził jednak, że niemieckie zarobki powinien wykazać w zeznaniu rocznym PIT-36 w polu D jako „przychody zwolnione na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 148 ustawy o PIT w ramach limitu”. Przywołał objaśnienia podatkowe ministra finansów z 14 kwietnia 2020 r., w których napisano, że ulga przewidziana w art. 21 ust. 1 pkt 148 ustawy o PIT dotyczy zarówno przychodów krajowych, jak i zagranicznych.

Nie zgodził się z nim dyrektor KIS. Przywołał polsko-niemiecką umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania, zgodnie z którą Polska zwalnia zagraniczny dochód z opodatkowania, ale może go uwzględnić dla celów wyliczenia wysokości podatku należnego od dochodów krajowych. To oznacza, że w świetle art. 21 ust. 39 ustawy o PIT przychód osiągnięty w Niemczech albo w innym kraju, z którym unikamy podwójnego opodatkowania według metody wyłączenia z progresją, nie jest wliczany do limitu ulgi dla młodych.

Student powinien więc wykazać zarobki w zeznaniu rocznym PIT-36 jako „Dochody osiągnięte za granicą, o które jest zwiększona podstawa obliczenia podatku do ustalenia stopy procentowej (przeliczone na złote)” oraz dołączyć wypełniony załącznik PIT-ZG – podsumował dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Dodajmy, że inaczej byłoby, gdyby przychód został osiągnięty w kraju, z którym Polskę wiąże umowa przewidująca metodę odliczenia proporcjonalnego (np. w Holandii). ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 28 grudnia 2022 r., sygn. 0112-KDIL2-1.4011.799.2022.2.DJ

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8626763,zagraniczne-zarobki-ulga-dla-mlodych.html

 2. Faktury wystawisz tylko elektronicznie. Od kiedy KSeF będzie obowiązkowy?

Opr. Tc | 6 stycznia 2023, 08:00

Obligatoryjny Krajowy System e-Faktur oznacza, że każdy przedsiębiorca będzie musiał stosować faktury elektroniczne. Stanie się tak w 2024 r., a nie, jak wcześniej zapowiadano, w 2023 r.

Krajowy System e-Faktur (KSeF) to urzędowa platforma do wystawiania i odbierania e-faktur. Funkcjonuje od 2022 r., ale na razie jest rozwiązaniem dla chętnych. Kto chce, może nadal korzystać z faktur papierowych lub elektronicznych wystawionych za pomocą innych systemów. Z czasem korzystanie z KSeF będzie obowiązkowe. Oznacza to, że każdy przedsiębiorca będzie musiał stosować faktury elektroniczne, co więcej – według urzędowego wzoru. Takie rozwiązanie ma pewne zalety dla firm, wymaga natomiast w pierwszej kolejności dostosowania się do nowych przepisów.

Od kiedy KSeF będzie obowiązkowy
Zgodnie z decyzją wykonawcza Rady UE z 17 czerwca 2022 r., KSeF w Polsce może być obowiązkowy od 1 stycznia 2024 r. Wcześniejsze rozważania na temat wprowadzenia obowiązku korzystania z tego systemu już w 2023 r. są więc nieaktualne.

Czym są faktury ustrukturyzowane
Obecnie przedsiębiorca wystawia fakturę i przekazują ją kontrahentowi w umówionej formie. Faktury należy archiwizować np. na wypadek kontroli prowadzonej przez organy skarbowe. Obowiązkowy KSeF spowoduje, że schemat ten zostanie zmieniony. Przedsiębiorca wystawi e-fakturę tylko za pośrednictwem urzędowego KSeF, także jego kontrahent pobierze fakturę za pomocą tego systemu. Skarbówka będzie miała więc dostęp do wszystkich faktur bezpośrednio po ich wystawieniu.

KSeF umożliwia wystawianie i odbieranie faktur elektronicznych, ale tylko tzw. e-faktur ustrukturyzowanych. Takie faktury są zbudowane według urzędowego schematu, są zapisane w formacie XML i zawierają dane pod postacią cyfrową, rozpoznawane przez system IT – w przeciwieństwie np. do danych z faktur zapisanych w formacie PDF. Zgodnie z ustawą o VAT, faktura ustrukturyzowana jest fakturą „wystawioną przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur wraz z przydzielonym numerem identyfikującym tę fakturę w tym systemie”. Takie faktury zawierają wszelkie elementy wymagane przez ustawę o VAT, a także elementy dodatkowe, które bywają stosowane w obrocie gospodarczym.

Oprogramowanie do korzystania z KSeF
Szukając informacji o Krajowym Systemie e-Faktur, przedsiębiorca może natrafić na liczne szczegóły techniczne. Z jego punktu widzenia najistotniejsze jest jednak, jak w ogóle korzystać z nowego systemu.

Po pierwsze, wymagane jest posiadanie oprogramowania. Przedsiębiorca ma do wyboru:

1. Darmowe narzędzia Ministerstwa Finansów

Aplikacja Podatnika KSeF
Darmowa aplikacja Ministerstwa Finansów umożliwia wysyłanie i odbieranie faktur ustrukturyzowanych. Obecnie można korzystać z wersji produkcyjnej (wystawiona za jej pomocą faktura jest dokumentem wprowadzonym do obiegu prawnego), jak i wersji demo (korzystając z niej, należy używać zanonimizowanych danych) oraz testowej.

Aplikacja e-mikrofirma
Aplikacja znajduje się w e-Urzędzie Skarbowym. Umożliwia

– powiązanie istniejącego konta z KSeF,

– wystawianie faktur w KSeF

– odbieranie faktur z KSeF oraz przenoszenie ich bezpośrednio do ewidencji VAT, bez konieczności ręcznego przepisywania danych.

2. Komercyjne oprogramowanie finansowo-księgowe

Dostawcy oprogramowania mają możliwość integracji swoich systemów z KSeF i dbają o to, by ich rozwiązania oferowane klientom były kompatybilne z urzędową bazą.

Jak działa KSeF
Przedsiębiorca otrzymuje tzw. uprawnienia właścicielskie, które pozwalają mu uwierzytelnić się w KSeF. Może też nadać uprawnienia innym osobom (np. pracownikom) bądź podmiotom (np. biurom rachunkowym) do wystawiania lub odbioru faktur, nadawania dalszych uprawnień lub samofakturowania.

Posiadając oprogramowanie i stosowne uprawnienia, można już wprowadzić do systemu fakturę ustrukturyzowaną. Jest ona uznawana za dostarczoną z chwilą, gdy system nada jej unikalny numer.

Odbiór e-faktury ustrukturyzowanej również jest możliwy poprzez KSeF. Odbiorca zyska do niej dostęp poprzez uwierzytelnienie, możliwy jest też tzw. dostęp anonimowy.

Korzyści z KSeF
Dla fiskusa Krajowy System e-Faktur to kolejne rozwiązanie uszczelniające podatek VAT. KSeF to jednak również korzyści dla prowadzących działalność gospodarczą. Dzięki systemowi:

– skróci się – z 60 dni do 40 dni – czas oczekiwania na zwrot VAT;

– nie trzeba już archiwizować faktur we własnym zakresie;

– nie ma problemu z zagubieniem faktury, która raz wystawiona, pozostaje w bazie KSeF;

– nie trzeba raportować plików JPK_FA.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8626543,ksef-od-kiedy-co-to-2023-2024-e-faktury-elektroniczne-krajowy-system-efaktur.html

 3. Fiskus podpowiada, jak zapłacić niższy estoński CIT

Mariusz Szulc | 9 stycznia 2023, 08:00

Można zakończyć rok podatkowy zaledwie po kilku miesiącach, gdy limit wartości sprzedaży brutto nie przekroczył jeszcze 2 mln euro, a następnie wybrać ryczałt od dochodów spółek jako mały podatnik, czyli z 10-proc. estońskim CIT

Potwierdza to niedawna interpretacja dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Wystąpiła o nią spółka z o.o., która od 1 października 2022 r. wybrała przepisy o ryczałcie od dochodów spółek, zwanym estońskim CIT. W związku z tym jej ostatni rok podatkowy zakończył się 30 września 2022 r. Wtedy to spółka zamknęła księgi rachunkowe i złożyła deklarację CIT-8, w której wykazała wartość sprzedaży brutto na poziomie nieprzekraczającym równowartości 2 mln euro, czyli limitu decydującego o statusie małego podatnika (art. 4a pkt 10 ustawy o CIT).

Był to skrócony rok podatkowy – od 1 lipca do 30 września 2022 r., ponieważ jej wcześniejszy rok obrotowy zakończył się 30 czerwca 2022 r., a trwał od 1 lipca 2021 r. Wtedy wartość jej przychodów ze sprzedaży brutto przekroczyła równowartość 2 mln euro.

Spółka była zdania, że w pierwszym roku stosowania estońskiego CIT, czyli w okresie od 1 października 2022 r. do 30 czerwca 2023 r., będzie jej przysługiwał status małego podatnika. Będzie więc uprawniona do obniżonej 10-proc. stawki ryczałtu od dochodów spółek, na podstawie art. 28o ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT.

Przywołała art. 28e ustawy o CIT, z którego wynika, iż limit sprzedaży decydujący o statusie małego podatnika powinien być spełniony w ostatnim roku podatkowym (a nie obrotowym). Z kolei art. 4a pkt 10 ustawy o CIT nie wskazuje, jak długo powinien trwać ten ostatni rok podatkowy. Spółka uważała więc, że jej ostatni rok podatkowy trwał zaledwie od 1 lipca 2022 r. do 30 września 2022 r.
Dyrektor KIS to potwierdził. Zwrócił uwagę na art. 8 ust. 6a ustawy o CIT, w którym postanowiono, że jeśli podatnik wybrał estoński CIT przed upływem przyjętego roku podatkowego, to ostatnim miesiącem jego roku podatkowego jest ten poprzedzający pierwszy miesiąc opodatkowania ryczałtem (czyli w tym przypadku wrzesień 2022 r.). Skoro więc spółka nie przekroczyła w tym okresie limitu przychodów 2 mln euro, to będzie jej przysługiwał status małego podatnika i będzie mogła płacić 10-proc. ryczałt – potwierdził dyrektor KIS.

– To niezwykle korzystna interpretacja – komentuje Jarosław Ostrowski, radca prawny, doradca podatkowy i wspólnik zarządzający w Kancelarii Ostrowski i Wspólnicy.
Zwraca uwagę na to, że w świetle tej wykładni spółki, które wybiorą estoński CIT np. w drugim miesiącu przyjętego wcześniej roku podatkowego, mogą przez 11 miesięcy następnego roku podatkowego mieć prawo do 10-proc. ryczałtu.

– Jeśli taka spółka przynosi duże zyski, to łączne opodatkowanie wypłacanej dywidendy PIT i CIT może wynieść tylko 20 proc. Oszczędności mogłyby być więc niebagatelne – puentuje Jarosław Ostrowski. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 30 grudnia 2022 r., sygn. 0111-KDIB1-3.4010.813.2022.1.PC

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8629731,estonski-cit-jak-zaplacic-nizszy.html

 4. Polski Ład nie daje o sobie zapomnieć. Jedna sprzedaż nieruchomości i już po zwolnieniu z VAT

Katarzyna Jędrzejewska | 10 stycznia 2023, 07:00

Zakaz amortyzowania mieszkań, budynków mieszkalnych i praw do nich pociąga za sobą skutki w VAT. Bo zbywając taką nieruchomość, łatwo przekroczyć roczny limit zwolnienia wynoszący 200 tys. zł.

– Prawdopodobnie, zmieniając Polskim Ładem przepisy o PIT i CIT, zapomniano wprowadzić odpowiednią poprawkę do ustawy o VAT – przypuszcza Dorota Kosacka, doradca podatkowy z DBO Polska. Ostrzega, że może to mieć istotne skutki dla przedsiębiorców, którzy chcieliby korzystać ze zwolnienia podmiotowego z VAT.

Kogo to dotyczy
Problem dotyczy tych, którzy ewentualnie mieściliby się w tym limicie 200 tys. zł rocznej wartości sprzedaży netto, czyli bez VAT. Limit ten dotyczy sprzedaży za poprzedni rok podatkowy, ale nie może też zostać przekroczony w bieżącym roku.

Nie jest to dużo, pamiętajmy jednak, że do tego limitu nie wlicza się dostaw i usług zwolnionych z podatku na podstawie art. 43 ust. 1 ustawy o VAT lub rozporządzeń wykonawczych. Chodzi tu o usługi nie tylko banków, lecz także lekarzy, psychologów, nauczycieli udzielających prywatnych korepetycji, a także przedstawicieli wielu innych profesji objętych zwolnieniem z VAT z uwagi na rodzaj wykonywanej działalności.

Wszyscy oni, świadcząc inne usługi lub dostawy – nieobjęte zwolnieniem z VAT – mogliby uniknąć tego podatku dzięki drugiemu rodzajowi zwolnienia – podmiotowemu, czyli do wysokości 200 tys. zł rocznie.

Polski Ład sprawił jednak, że bardzo łatwo będzie teraz ten próg przekroczyć.

Tylko amortyzowane
Przypomnijmy, że do limitu 200 tys. zł nie wlicza się nie tylko wspomnianej już sprzedaży zwolnionej z VAT na podstawie art. 43 ust. 1 ustawy i rozporządzeń do niej, lecz także innych obrotów wymienionych w art. 113 ust. 2 ustawy o VAT. Wyłączona jest więc m.in. „odpłatna dostawa towarów, które na podstawie przepisów o podatku dochodowym są zaliczane przez podatnika do środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych podlegających amortyzacji”.

Słowem, jeżeli przedsiębiorca sprzedaje składniki swojego firmowego majątku, to nie wpływa to na jego prawo do zwolnienia z VAT. W przeciwnym razie zbycie niemal każdej firmowej maszyny czy znaku towarowego mogłoby automatycznie pozbawiać sprzedającego prawa do zwolnienia z podatku.

Przepisy wymagają jednak jasno, aby zbywany składnik majątku był zaliczany przez podatnika do środków trwałych lub wartości niematerialnych i prawnych podlegających amortyzacji. A co w sytuacji, gdy składnik majątku nie podlega amortyzacji nie z woli podatnika, lecz samego ustawodawcy?

Ustawodawca zakazał
Z taką sytuacją mamy do czynienia, z pewnymi wyjątkami, już od roku. Obecnie, gdy wygasły nawet ubiegłoroczne wyjątki, dotyczy ona bezwzględnie wszystkich mieszkań, budynków mieszkalnych i praw do nich.

Przypomnijmy, że zakaz ich amortyzowania wprowadzono od 2022 r. Polskim Ładem (ustawa z 29 października 2021 r., Dz.U. poz. 2105 ze zm.). Wtedy jeszcze pozwolono przez rok amortyzować nieruchomości mieszkalne nabyte lub wytworzone (wybudowane) przed 1 stycznia 2022 r. (art. 71 ust. 2 ustawy wprowadzającej Polski Ład). Od 1 stycznia 2023 r. nie ma nawet tego wyjątku (co swoją drogą jest oceniane przez wielu podatników i doradców jako sprzeczne z konstytucją, bo naruszające prawa nabyte przed 2023 r.).

To oznacza, że z woli samego ustawodawcy mieszkania, budynki mieszkalne i prawa do nich nie mogą być zaliczane przez podatników do środków trwałych ani wartości niematerialnych i prawnych podlegających amortyzacji. Tym samym wartość ich sprzedaży (lub jakakolwiek innej formy odpłatnej dostawy) jest wliczana do rocznego limitu 200 tys. zł uprawniającego do podatkowego zwolnienia z VAT.

Nietrudno zauważyć, że ten limit jest stosunkowo niski w relacji do rynkowych wartości nieruchomości. Łatwo go przekroczyć, pozbywając się choćby jednego mieszkania.

Bez wyjątku
Co więcej, nie wchodzi tu w grę żadne inne wyłączenie. Co prawda art. 113 ust. 2 ustawy o VAT wyklucza z limitowanej wartości sprzedaży odpłatną dostawę zwolnioną od podatku na podstawie art. 43 ust. 1, ale wyraźnie zastrzega: „z wyjątkiem transakcji związanych z nieruchomościami”, jeżeli czynności te nie mają charakteru transakcji pomocniczych.

Słowem, nawet gdyby zbycie nieruchomości było zwolnione z VAT na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 10 lub 10a (np. po upływie dwóch lat od pierwszego zasiedlenia), to i tak wartość tej transakcji będzie wliczana do rocznego limitu 200 tys. zł. Byłaby z niego wyłączona, gdyby nieruchomość dało się amortyzować, ale w przypadku mieszkań i budynków mieszkalnych (oraz praw do nich) jest to obecnie wykluczone.

Co z podwyżką
Sam limit 200 tys. zł obowiązuje od 2017 r. i w czasach wysokiej inflacji szybko traci na wartości. Dlatego wielu podatników, doradców i księgowych postuluje od dłuższego czasu jego podwyższenie. Pisaliśmy o tym w artykule „Limit zwolnienia z VAT bez zmian, a ceny wzrosły o jedną trzecią” (DGP nr 235/2022).

Pułap ten pozostanie jednak bez zmian do końca 2024 r. – poinformowało Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie naszej redakcji. Resort powołując się na decyzję derogacyjną Rady (UE) nr 2021/1780. Decyzja ta umożliwia stosowanie tego progu do 31 grudnia 2024 r. i MF nie planuje podwyższenia go do tego czasu. ©℗

Będzie problem z korektą podatku naliczonego [OPINIA]
Dorota Kosacka doradca podatkowy z DBO Polska sp. z o.o.

Brak korelacji między przepisami o VAT a wprowadzonym zakazem amortyzowania mieszkań, budynków mieszkalnych i praw do nich niesie za sobą również inne konsekwencje. Przede wszystkim w zakresie korekty podatku naliczonego. W art. 91 ust. 2 ustawy o VAT wskazano, kiedy podatnik musi dokonać takiej korekty. Co do zasady w przypadku towarów i usług, które na podstawie przepisów o podatku dochodowym są zaliczane do środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych podlegających amortyzacji, a także gruntów i praw wieczystego użytkowania gruntów, korekty dokonuje w ciągu pięciu kolejnych lat, a w przypadku nieruchomości i praw wieczystego użytkowania gruntów – w ciągu 10 lat, licząc od roku, w którym zostały oddane do użytkowania.

Jaki zatem okres dotyczy obowiązkowej korekty podatku naliczonego np. w razie sprzedaży czy zmiany przeznaczenia nieamortyzowanych już mieszkań, budynków mieszkalnych i praw do nich? Roczny, 5-letni czy 10-letni?

Z literalnego brzmienia przepisów wynikałoby, że tylko roczny, co z pewnością miałoby swoje ujemne konsekwencje dla budżetu państwa.

Skutki zakazu amortyzacji widać też w zakresie pierwszego zasiedlenia. Zgodnie z definicją zamieszczoną w art. 2 pkt 14 ustawy o VAT z pierwszym zasiedleniem mamy do czynienia, również gdy wydatki poniesione na ulepszenie, w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym, stanowiły co najmniej 30 proc. wartości początkowej. Jak należy teraz rozumieć tę definicję, jeżeli nakłady na ulepszenie nieruchomości mieszkalnej będą spore, ale nie będziemy już ustalać wartości początkowej tejże nieruchomości z uwagi na zakaz amortyzacji?
Limit 200 000 zł - wyjątki i ich brak

Limit 200 000 zł – wyjątki i ich brak / Dziennik Gazeta Prawna – wydanie cyfrowe

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8630718,zakaz-amortyzacji-mieszkan-sprzedaz-zwolnienie-vat.html

 5. Nie wszystkie wypłaty dla wspólników są z estońskim CIT

Agnieszka Pokojska | 10 stycznia 2023, 16:00

Otrzymane przez wspólników świadczenie wynikające z obniżenia kapitału zakładowego nie stanowi ukrytych zysków – potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach.

Spór dotyczył spółki, która od 2022 r. stosuje ryczałt od dochodów spółek (tzw. estoński CIT). Jej kapitał zakładowy wynosi 500 tys. zł. Zamierza go jednak obniżyć poprzez zmniejszenie wartości udziałów. Nastąpi to poprzez dobrowolne umorzenie części udziałów. Spółka chciała się upewnić, że kwota przekazana wspólnikom z tytułu obniżenia kapitału zakładowego nie będzie stanowiła ukrytych zysków w rozumieniu art. 28m ustawy o CIT. W przeciwnym razie musiałaby zapłacić od nich estoński CIT.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdził jednak, że będą to ukryte zyski (interpretacja z 29 czerwca 2022 r., sygn. 0111-KDIB1-3.4010.217.2022.1.IM). Przypomniał, że zgodnie z art. 28m ust. 3 ustawy o CIT za ukryty zysk uznaje się każde świadczenie, którego beneficjentem, bezpośrednio lub pośrednio, jest wspólnik lub inny podmiot powiązany, a które jest wykonane w związku z prawem do udziału w zysku.

Wyjaśnił, że ukryty zysk powstaje m.in. wtedy, gdy podatnik (spółka), dokonując czynności prawnej (jednej lub wielu), osiąga taki sam efekt ekonomiczny, jaki osiągnąłby poprzez wypłatę zysku w formie dywidendy. Tak właśnie jest, gdy wspólnicy otrzymują świadczenie wynikające z obniżenia kapitału zakładowego spółki poprzez zmniejszenie wartości nominalnej udziałów – stwierdził dyrektor KIS,

Innego zdania był WSA w Gliwicach. Zwrócił uwagę na to, że zgodnie z art. 28m ust. 3 ust. 5 ustawy o CIT ukrytym zyskiem są m.in. wypłacone z zysku wynagrodzenia z tytułu umorzenia udziału (akcji), ze zmniejszenia wartości udziału (akcji), z wystąpienia wspólnika ze spółki, ze zmniejszenia udziału kapitałowego wspólnika w spółce.

Przepis ten jednak – jak podkreślił sąd – należy czytać wraz z pierwszym zdaniem art.28m ust. 3. W tym wypadku nie da się – zdaniem WSA – zastosować tych regulacji, ponieważ świadczenia zostaną wypłacone ze środków, które zostały wpłacone przez wspólników. Nie można ich zatem uznać za ukryte zyski – orzekł gliwicki sąd.

Wyrok jest nieprawomocny. ©℗

OPINIA
Ustawodawca pomieszał proste pojęcia
Bartosz Mazur doradca podatkowy i partner w Gekko Taxens

Niestety regulacja dotycząca umorzenia udziałów nie jest tak jasna jak w przypadku dywidend. Jest oczywiste, że przedmiotem opodatkowania estońskim CIT mogą być tylko dywidendy z zysków powstałych w okresie stosowania ryczałtu od dochodów spółek. Z niezrozumiałych względów w ustawie nie tylko zakwalifikowano umorzenie udziałów jako ukryte zyski (choć przecież nie jest to niewidoczna operacja), lecz także – co ważniejsze – nie wskazano, że ukrytym zyskiem jest tylko umorzenie z zysku z okresu opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek.

Mimo tych wątpliwości wyrok WSA w Gliwicach jest w pełni słuszny. Umorzenie udziałów z zysku jest formą jego wypłaty i z systemowego punktu widzenia nie ma uzasadnienia opodatkowanie estońskim CIT tych zysków, które powstały przed okresem stosowania ryczałtu. Trudno winić jednak dyrektora KIS – wina leży głównie po stronie ustawodawcy, który pomieszał proste pojęcia.

orzecznictwo

Wyrok WSA w Gliwicach z 27 grudnia 2022 r., sygn. akt I SA/GL 1122/22

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8630723,wyplaty-dla-wspolnikow-estonski-cit.html

 

Rzeczpospolita

 1. Więcej przedsiębiorców zapłaci składki ZUS

05 stycznia 2023 | Kadry i Płace | Joanna Kalinowska

Od 1 stycznia 2023 r. obowiązek ubezpieczeń społecznych i zdrowotnego objął również komplementariuszy w spółce komandytowo-akcyjnej.

Za sprawą zmian, jakie wprowadziły przepisy tzw. Polskiego ładu 2.0, komplementariusze w spółce komandytowo-akcyjnej uznawani są od 1 stycznia 2023 r. za osoby prowadzące działalność pozarolniczą. Od tej daty są objęci obowiązkowo ubezpieczeniami społecznymi na zasadach obowiązujących m.in. wspólników spółek z ograniczoną odpowiedzialnością.

Nowy tytuł
Tytuły do obowiązkowych ubezpieczeń emerytalnego i rentowych wymienia art. 6 ust. 1 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (tekst jedn. DzU z 2022 r., poz. 1009 ze zm.). W pkt 5 mówi on o osobach prowadzących pozarolniczą działalność oraz osobach z nimi współpracujących. Katalog tych pierwszych jest zawarty w art. 8 ust. 6 ustawy. Od 1 stycznia br. do tego przepisu dodano pkt 4b, który wymienia jako osobę prowadzącą pozarolniczą działalność komplementariusza w spółce komandytowo-akcyjnej.

Obowiązek ubezpieczeń komplementariusza powstaje od dnia:

∑ wpisania spółki komandytowo-akcyjnej do Krajowego Rejestru Sądowego albo

∑ nabycia ogółu praw i obowiązków w spółce,

i będzie on trwał do dnia:

∑ wykreślenia spółki z KRS albo

∑ zbycia ogółu praw i obowiązków w spółce.

Obowiązek ubezpieczeń obejmie również komplementariuszy w spółkach komandytowo-akcyjnych, które zostały wpisane do KRS przed 1 stycznia 2023 r. oraz tych, którzy nabyli udziały w spółce przed tym dniem. Muszą się zgłosić do ubezpieczeń najpóźniej 9 stycznia br. (termin 7 dni upływa bowiem w niedzielę 8 stycznia).

Zgłoszenia należy dokonać z kodem tytułu ubezpieczenia 05 43. Od 1 stycznia 2023 r. kod ten opisuje:

∑ wspólnika jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością,

∑ wspólników spółki jawnej, komandytowej lub partnerskiej,

∑ akcjonariusza prostej spółki akcyjnej wnoszącego jako wkład świadczenie pracy lub usług,

∑ komplementariusza w spółce komandytowo-akcyjnej.

Takie zmiany wprowadziło rozporządzenie ministra rodziny i polityki społecznej z 27 lipca 2022 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie określenia wzorów zgłoszeń do ubezpieczeń społecznych i ubezpieczenia zdrowotnego, imiennych raportów miesięcznych i imiennych raportów miesięcznych korygujących, zgłoszeń płatnika składek, deklaracji rozliczeniowych i deklaracji rozliczeniowych korygujących, zgłoszeń danych o pracy w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze, raportów informacyjnych, oświadczeń o zamiarze przekazania raportów informacyjnych, informacji o zawartych umowach o dzieło oraz innych dokumentów (DzU z 2022 r., poz. 1598).

Płatnik i ubezpieczony
Komplementariusz ma obowiązek zgłosić w ZUS siebie jako płatnika składek oraz jako ubezpieczonego w ciągu 7 dni od daty powstania obowiązku ubezpieczeń. W tym celu składa:

∑ zgłoszenie płatnika składek ZUS ZFA, w którym podaje własne dane identyfikacyjne, czyli numer PESEL i NIP,

∑ zgłoszenie siebie do ubezpieczeń jako osoby ubezpieczonej na ZUS ZUA (do ubezpieczeń społecznych i zdrowotnego) lub ZUS ZZA (tylko do ubezpieczenia zdrowotnego).

Podstawa wymiaru
Najniższa podstawa wymiaru składek społecznych na ubezpieczenia komplementariusza spółki komandytowo-akcyjnej stanowi równowartość 60 proc. prognozowanego przeciętnego na dany rok wynagrodzenia. W 2023 r. jest to 4161 zł, a to oznacza, że miesięcznie zapłacą składki na ubezpieczenie:

∑ emerytalne: 812,23 zł (tj. 19,52 proc.),

∑ rentowe: 332,88 zł (tj. 8 proc.),

∑ chorobowe i Fundusz Pracy: po 101,94 zł (tj. po 2,45 proc.),

∑ wypadkowe: 69,49 zł (przy składce 1,67 proc.).

Komplementariusze spółki komandytowo-akcyjnej nie mają prawa do korzystania z ulg w opłacaniu składek, jak preferencyjne składki ZUS przez 24 miesiące czy mały ZUS plus przez 36 miesięcy. Te ulgi przysługują tylko osobom prowadzącym pozarolniczą działalność gospodarczą, o której mowa w art. 8 ust. 6 pkt 1, w tym wspólnikom spółek cywilnych.

Obowiązek ubezpieczeń społecznych nie obejmuje komplementariuszy spółki komandytowo-akcyjnej, która zawiesiła działalność. W tym przypadku mogą oni dobrowolnie przystąpić do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych na zasadach określonych w art. 7 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Najniższa podstawa wymiaru składek na te ubezpieczenia nie może być wówczas niższa niż kwota minimalnego wynagrodzenia.

Nieznana zdrowotna
Komplementariusze spółki komandytowo-akcyjnej są też osobami objętymi od 1 stycznia 2023 r. obowiązkowym ubezpieczeniem zdrowotnym (dodany pkt 4 do ust. 5 art. 82 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych, tekst jedn. DzU z 2022 r., poz. 2561). Nie znamy jeszcze kwoty obowiązującej te osoby składki na ubezpieczenie zdrowotne. Należy ją bowiem obliczać w wysokości 9 proc. przeciętnego wynagrodzenia z czwartego kwartału roku poprzedniego ogłaszanego przez Prezesa GUS (art. 81 ust. 2za), a poznać je powinniśmy 20 stycznia.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487268-Wiecej-przedsiebiorcow-zaplaci%C2%A0skladki-ZUS.html#.Y8AjFuzMJhF

 2. Skarbówka: prawnikowi niepotrzebne dodatkowe studia

11 stycznia 2023 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Radca prawny nie rozliczy w podatkowych kosztach kancelarii wydatków na zdobywanie wiedzy o wycenie nieruchomości.

Skoro prawnik nie prowadzi działalności w postaci wyceny nieruchomości, to studia podyplomowe na tym kierunku nie są związane z jego firmą. Wydatków na czesne nie można więc rozliczyć w podatkowych kosztach. Taka jest konkluzja niedawnej interpretacji dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej.

Wystąpił o nią radca prawny, który od trzech lat prowadzi własną kancelarię. We wpisie do CEIDG ma też „Pozostałe doradztwo w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej i zarządzania”, głównie zajmuje się jednak działalnością prawniczą. Udziela porad, sporządza opinie, występuje jako pełnomocnik przed urzędami i sądami.

Zajmuje się m.in. sprawami związanymi z nieruchomościami, analizuje operaty sporządzane w celu ich wyceny. Chce poszerzyć swoją wiedzę, dlatego rozpoczął studia podyplomowe na kierunku wycena nieruchomości.

Czy wydatki na czesne można zaliczyć do podatkowych kosztów?

Mecenas twierdzi, że tak. Podkreśla, że chce się wyspecjalizować w dziedzinie gospodarowania nieruchomościami. Pozwoli mu to na świadczenie profesjonalnych usług oraz wpłynie na atrakcyjność i konkurencyjność jego oferty. Zaznacza, że uczestnictwo w studiach podyplomowych jest jednym z warunków przystąpienia do egzaminu na rzeczoznawcę majątkowego, co jest jego zamiarem. Dodaje, że na razie nie prowadzi działalności w postaci wyceny i gospodarowania nieruchomościami, ponieważ jest to zastrzeżone dla rzeczoznawców.

Zdaniem prawnika wydatki na studia podyplomowe służą nie tylko uzyskaniu dodatkowych uprawnień, ale także podniesieniu dotychczasowych kwalifikacji. Zdobyta wiedza przełoży się na świadczenie porad dotyczących zniesienia współwłasności nieruchomości, działu spadku czy podziału małżeńskiego majątku. Daje to widoki na rozwój firmy i uzyskiwanie większych przychodów.

Fiskusa nie przekonały te argumenty. Podkreślił, że prawnik nie prowadzi wyceny nieruchomości.

Nie można więc uznać, że studia podyplomowe na tym kierunku mają na celu podniesienie kwalifikacji zawodowych. Według niego służą wyłącznie podnoszeniu ogólnego poziomu wiedzy i wykształcenia niezwiązanego z biznesem.

Wydatki na czesne nie są więc firmowym kosztem. Są to wydatki typowo osobiste. Nie są poniesione w celu uzyskania przychodu bądź zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodów, jakim jest działalność prawnicza – uznał dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Numer interpretacji: 0112-KDIL2-2.4011.826.2022.2.AG

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487630-Skarbowka:-prawnikowi-niepotrzebne-dodatkowe-studia.html#.Y8AjZezMJhF

 3. Fundacja rodzinna: rozwiązania korzystne i dla fundatorów, i dla beneficjentów

09 stycznia 2023 | Podatki i księgowość | Andrzej Laprus Adam Doroszuk

Podatek trzeba będzie zapłacić jedynie od dochodów osiągniętych z działalności innej, niż dopuszczona, nie ryzykując opodatkowania całości zysków. Stawka podatku jest jednak wysoka – wynosi 25 proc.

Po kilku latach prac nad projektem ustawy o fundacji rodzinnej, 15 grudnia 2022 roku, Sejm podjął uchwałę wprowadzającą do polskiego porządku prawnego tą zupełnie nową instytucję. Umożliwienie powołania do życia polskiej fundacji rodzinnej ma na celu wsparcie rodzinnych przedsiębiorstw i ich właścicieli w międzypokoleniowym zarządzaniu majątkiem, jego akumulacji oraz zabezpieczeniu przed sprzedażą na rzecz podmiotów zewnętrznych.

Zarządzanie i ochrona
Co do zasady, fundacja rodzinna stanowić ma podmiot, którego zadaniem będzie zarządzanie majątkiem rodzinnym i jednocześnie jego ochrona przed negatywnymi implikacjami procesów sukcesyjnych, wielością beneficjentów (również i tych małoletnich) czy też ich sytuacją osobistą. Fundacja może pozwolić zachować całość majątku rodzinnego i ochronić go na przyszłość, w sytuacji gdy np. nie wszyscy członkowie rodziny będą zainteresowani dalszym prowadzeniem działalności.

Nowo powstała instytucja ograniczy ponadto możliwość dywersyfikacji aktywów rodzinnych lub też dezinwestycji. Nadchodzące przepisy, nawet w wypadku sprzedaży majątku (np. udziałów w spółkach kapitałowych), przewidują że uzyskany kapitał będzie akumulowany w fundacji nie tylko celem rozdzielenia go pomiędzy beneficjentów, ale również i na nowe inwestycje. Takie założenie może pozwolić na tym większy udział majątków rodzinnych w procesach inwestycyjnych.

Podatnik ze zwolnieniem
Fundacja rodzinna będzie posiadała specyficzny status podatkowy – choć formalnie będzie podatnikiem CIT, ma korzystać z podmiotowego zwolnienia z podatku dochodowego. Dla kluczowych zdarzeń związanych z funkcjonowaniem fundacji, w szczególności wniesieniem do niej majątku, wypłatą świadczeń z fundacji do beneficjentów oraz dystrybucją majątku na skutek jej rozwiązania, ustawodawca przewidział szereg szczególnych regulacji podatkowych obejmujących CIT, PIT oraz podatek od spadków i darowizn tworząc kompleksowe ramy prawne w zakresie zasad opodatkowania tej instytucji, obejmujące perspektywę samej fundacji, jaki i jej fundatorów oraz beneficjentów.

Fundacja będzie podmiotem posiadającym osobowość prawną z siedzibą na terytorium Polski. Założyć ją będzie mogła jedynie osoba fizyczna (jedna lub więcej), która dokona utworzenia fundacji poprzez sporządzenie przed notariuszem aktu założycielskiego lub też testamentu przewidującego utworzenie fundacji. Sporządzenie aktu założycielskiego fundacji lub ogłoszenie testamentu przewidującego utworzenie fundacji, będzie jednocześnie momentem, w którym powstanie fundacja „w organizacji”.

Fundacja rodzinna w organizacji będzie mogła we własnym imieniu zarządzać posiadanym majątkiem i zapewniać jego ochronę, w szczególności nabywać prawa, w tym własność nieruchomości i inne prawa rzeczowe, zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozywana. Osobowość prawną zaś będzie uzyskiwała z chwilą wpisu do rejestru fundacji rodzinnych. Przepisy te, podobnie jak i dotyczące organów fundacji, odpowiadają w dużej mierze przepisom regulującym spółki prawa handlowego, co oceniamy bardzo pozytywnie. Nie spowoduje to konieczności wypracowywania nowej praktyki umożliwiając posiłkowe korzystanie z doktryny wypracowanej w ramach przepisów kodeksu spółek handlowych.

Statut oraz wnoszone aktywa
W ramach tworzenia fundacji rodzinnej, do obowiązków fundatora należeć będzie ustalenie statutu fundacji, który powinien określać podstawowe kwestie z nią związane, czyli np. nazwę, siedzibę, cel utworzenia czy też beneficjentów fundacji wraz z zakresem przysługujących im uprawnień. Dodatkowo statut będzie określał czas trwania fundacji, wartość funduszu założycielskiego (który musi być nie niższy niż 100 tys. zł) oraz zasady powoływania, odwoływania oraz prawa i obowiązki członków organów fundacji rodzinnej.

Zarząd i rada
Każdorazowo beneficjenci fundacji rodzinnej powinni zostać określani w akcie założycielskim takiej fundacji wraz z wylistowaniem ich uprawnień. Status beneficjenta fundacji rodzinnej będzie mógł zostać przyznany nie tylko osobom fizycznym (w założeniu powiązanym z fundatorem), ale również i organizacjom pozarządowym, które są zaangażowane w prowadzenie działalności pożytku publicznego. Dodatkowo, jako beneficjent fundacji rodzinnej wskazany będzie mógł być również sam fundator.

Jako organy fundacji rodzinnej przewidziany został zarząd, rada nadzorcza oraz zgromadzenie beneficjentów.

Zarząd będzie odpowiedzialny za prowadzenie fundacji rodzinnej oraz jej reprezentacje, a także za realizację celów określonych w statucie fundacji. Dodatkowo, zarząd odpowiada za zapewnienie płynności finansowej i jednocześnie wypłacalność fundacji, jak i informowanie beneficjentów fundacji o przysługujących im świadczeniach.

Rada nadzorcza będzie fakultatywnym organem, który może zostać ustanowiony przez fundatora w statucie fundacji. Co do zasady, ma ona pełnić nadzorczą rolę wobec zarządu, jednak statut będzie mógł rozszerzyć te uprawnienia, np. poprzez zastrzeżenie, że określone czynności zarządu będą mogły zostać dokonane jedynie za uprzednim uzyskaniem zgody rady nadzorczej.

Zgromadzenie beneficjentów składać się będzie z beneficjentów fundacji uprawnionych zgodnie z postanowieniami statutu do uczestnictwa w nim. Samo zgromadzenie będzie, co do zasady, zwoływane przez zarząd i będzie odpowiedzialne za podejmowanie najważniejszych uchwał dotyczących działalności fundacji.

Działalność gospodarcza
W ramach prac nad ustawą, pomimo początkowego zakazu, dopuszczono, przy uwzględnieniu głosów środowisk prawniczych oraz samych przedsiębiorców możliwość prowadzenia działalności gospodarczej przez fundację poprzez np. zbywanie mienia (o ile nie zostało nabyte wyłącznie w celu dalszego zbycia), najmu, dzierżawy czy też przystępowania i uczestnictwa w spółkach handlowych, funduszach inwestycyjnych, spółdzielniach oraz podmiotach o podobnym charakterze, a także do nabywania i zbywania papierów wartościowych, instrumentów pochodnych i praw o podobnym charakterze, jak i udzielania pożyczek beneficjentom fundacji oraz spółkom (osobowym i kapitałowym), w których fundacja uczestniczy jako wspólnik.

Ten zamknięty katalog zdecydowanie bardziej odpowiada zapotrzebowaniu rynku oraz samej istocie fundacji, której działanie, bez wspomnianych wyjątków, byłoby ograniczone do dystrybuowania zgromadzonych środków oraz posiadania udziałów, np. w spółkach prawa handlowego. W konsekwencji, w łatwy sposób, mogłoby to prowadzić do szybkiego wyczerpania się zgromadzonego majątku. Nadchodzące zaś przepisy pozwalają na inwestycje w ramach majątku fundacji, która ma szansę stać się dodatkowym wehikułem inwestycyjnym w ramach biznesu rodzinnego.

Uwaga!

Gdy fundacja będzie prowadziła działalność w sposób wykraczający poza wskazany zakres, określony w ustawie, działalność taka będzie opodatkowana CIT w wysokości 25 proc. podstawy opodatkowania. Rozwiązanie to stanowi sankcję zabezpieczającą przed nadużyciami.

Kwestie spadkowe i podatkowe
Ustawa o fundacji rodzinnej wprowadzi również nowe przepisy prawa spadkowego, odnoszące się bezpośrednio do instytucji zachowku. Przewiduje ona m.in. możliwość formalnego zrzeczenia się zachowku przez uprawnionych jeszcze przed otwarciem testamentu, rozłożenia go na raty, obniżenia jego wysokości czy też odroczenia terminu jego płatności. Co istotne, świadczenia wypłacone przez fundację na rzecz uprawnionych, będą zmniejszały wysokość należnego zachowku.

Przyjęta ustawa zasadniczo zawiera wszystkie korzystne podatkowo rozwiązania, które były przewidziane w projekcie przekazanym do Sejmu 23 listopada 2022 r. Co więcej, na etapie prac w Komisji Gospodarki i Rozwoju, do rządowego projektu ustawy zostały zaproponowane poprawki, które w pewnym zakresie adresują zgłaszane przez ekspertów postulaty co do treści regulacji w brzmieniu, jakie zostało zaproponowane w listopadowym projekcie. Nie wszystkie z poprawek rekomendowanych przez Komisję zostały ostatecznie przyjęte przez Sejm, niemniej jednak, kilka ważnych zmian dotyczących opodatkowania zostało uchwalonych, w szczególności doprecyzowujących kwestie, do tej pory budzące duże wątpliwości doradców podatkowych i potencjalnych fundatorów oraz beneficjentów.

W zakresie rozpoczęcia funkcjonowania fundacji, a następnie jej rozwiązania, ustawa przewiduje brak opodatkowania PIT fundatora na etapie wniesienia do niej majątku – nie jest to uznawane za dystrybucję/wyzbycie się majątku i powinno pozostawać neutralne dla fundatora. Z kolei likwidacja fundacji i związana z nią dystrybucja majątku będzie opodatkowana 15 proc. CIT – w tym zakresie Sejm przyjął bardzo ważną poprawkę do rządowego projektu, który nie przewidywał możliwości rozpoznania kosztów uzyskania przychodów na moment likwidacji – obecnie przepisy dają prawo do obniżenia przychodu z tytułu dystrybucji o historyczną wartość podatkową aktywów wnoszonych do fundacji przez fundatora. Wydaje się być to kluczową zmianą regulacji podatkowych dotyczących fundacji rodzinnych przyjętą przez Sejm.

Wspomniana 25 proc. stawka CIT z tytułu dochodów osiąganych z działalności gospodarczej innej niż w zakresie określonym w ustawie jako dopuszczalna, będzie dotyczyła jedynie dochodów z działalności wykraczającej poza przewidziany w ustawie zakres. Jest to z jednej strony korzystne doprecyzowanie regulacji wskazujące, że fundacja zapłaci podatek jedynie od dochodów osiągniętych z działalności innej niż dopuszczalna, nie ryzykując opodatkowania całości dochodu, z drugiej zaś stawka podatku jest stosunkowo wysoka – należy traktować ją jako stawkę o charakterze sankcyjnym.

Danina od nieruchomości komercyjnych
Sejm przyjął także poprawkę, którą uznać należy za niekorzystną z punktu widzenia podatników, a mianowicie przewidującą objęcie fundacji tzw. podatnikiem od nieruchomości komercyjnych – fundacja zapłaci podatek minimalny od nieruchomości o wartości przekraczającej 10 mln zł (przy spełnieniu dodatkowych przesłanek, które regulują kwestię podatku minimalnego). Wydaje się, że ustawodawca postanowił wprowadzić w tym zakresie regulację o charakterze uszczelniającym, mającą na celu przeciwdziałanie wykorzystywaniu fundacji rodzinnej jako wehikułu pozwalającej uniknąć podatku od nieruchomości komercyjnych.

Ważne!

W ustawie przewidziane są korzystne zasady opodatkowania, obejmujące zwłaszcza zwolnienie podmiotowe fundacji z CIT; zwolnienie z PIT oraz z podatku od spadków i darowizn wypłat świadczeń dla fundatora i beneficjentów z grupy zerowej; atrakcyjną stawkę opodatkowania wypłat na poziomie samej fundacji oraz w przypadku likwidacji (15 proc. CIT).

Można stwierdzić, że im dalej projekt ustawy o fundacji rodzinnej znajduje się na ścieżce legislacyjnej, tym proponowane w nim rozwiązania podatkowe wydają się korzystniejsze z perspektywy potencjalnych fundatorów i beneficjentów fundacji. Choć występuje jeszcze potencjał na pewne doprecyzowanie określonych zagadnień na etapie prac w Senacie, to w zakresie opodatkowania ustawa o fundacji rodzinnej już teraz proponuje ciekawe i atrakcyjne rozwiązania.

Obecnie czekamy na decyzję Senatu w zakresie uchwalonych przepisów. Można dostrzec jeszcze kilka brakujących kwestii, które wciąż mogą się w ustawie znaleźć. Mowa m.in. o umożliwieniu połączenia statusu beneficjenta i fundatora fundacji uprawnionego do otrzymywania świadczeń z fundacji ze statusem wspólnika spółki opodatkowanej tzw. „estońskim” CIT, co potencjalnie spopularyzowałoby instytucję fundacji. Dlatego też, wciąż liczymy na doprecyzowanie uchwalonych przepisów w dalszym procesie legislacyjnym.

Andrzej Laprus jest radcą prawnym, managerem w EY Law, a Adam Doroszuk jest tam doradcą podatkowym i managerem

Zdaniem autora
Andrzej Laprus

radca prawny

Przepisy dotyczące wprowadzenia do polskiego porządku prawnego instytucji fundacji rodzinnej, są jednymi z najbardziej interesujących zmian prawnych w 2023 roku. Polski ustawodawca, idąc wzorem wielu państw zachodnich oraz odpowiadając na zapotrzebowanie rynku oraz rodzimych przedsiębiorstw, stworzył ciekawą instytucję, która ma szansę na nowo wytyczyć trendy w zakresie sukcesji w firmach rodzinnych oraz potencjalnego wsparcia sukcesorów w przyszłych procesach inwestycyjnych. Dodatkowo, fundacja rodzinna może zastąpić zagraniczne struktury holdingowe, z których i tak zazwyczaj korzystali najbogatsi. Jest też mechanizmem, który będzie dostępny także i dla małych oraz średnich przedsiębiorców.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487427-Fundacja-rodzinna:-rozwiazania-korzystne-i-dla-fundatorow-i-dla-beneficjentow.html#.Y8AjsOzMJhF

 4. Jednoczesna obsługa firmy i jej zarządcy jest ryzykowna

10 stycznia 2023 | Prawo co dnia | Szymon Cydzik

Obsługa spółki i osoby nią zarządzającej przez tę samą kancelarię jest możliwa, jeśli wykluczy się – indywidualnie oceniany w każdej sprawie – potencjalny konflikt interesów.

Kilka dni temu media rozpaliła informacja, iż kancelaria obsługująca fuzję Orlenu z Lotosem doradzała również prywatnie Danielowi Obajtkowi w sprawie podatku od nieruchomości. Wywołało to na nowo pytania o granice pojęcia konfliktu interesów. Czy ta sama kancelaria (lub nawet ten sam prawnik) może jednocześnie doradzać spółce jako osobie prawnej oraz osobie wysoko postawionej w strukturze tej spółki, podejmującej w niej ważne decyzje?

Kwestia ta jest uregulowana w § 46 adwokackiego kodeksu etyki: „Adwokat nie może reprezentować klientów, których interesy są sprzeczne, chociażby ci klienci na to się godzili. W razie ujawnienia się sprzeczności w toku postępowania adwokat obowiązany jest wypowiedzieć pełnomocnictwo tym klientom, których interesy są sprzeczne”.

– W każdej indywidualnej sprawie adwokat ma obowiązek ocenić, czy nie zachodzi konflikt interesów – mówi Małgorzata Kożuch, przewodnicząca Komisji Etyki Naczelnej Rady Adwokackiej. – Jeśli przyjął zlecenie od jednego podmiotu i zamierza przyjąć od innego, musi zbadać, czy taki konflikt nie zachodzi – podsumowuje.

Także prof. Jacek Giezek, specjalista od etyki adwokackiej, wskazuje, że nie ma tu automatyzmu – do konfliktu może nie dojść, gdy obsługa firmy dotyczy innych aspektów niż obsługa jej zarządcy. Ale jeśli te sprawy pozostają w jakimś związku, to obsługa powinna być odrębna.

– Szczególnie w sprawach cywilnych, gdzie duże firmy są zazwyczaj obsługiwane przez całe zespoły prawników, ciężko sobie wyobrazić, by w tej samej kancelarii znalazł się zupełnie niezwiązany z nim pełnomocnik, który może prowadzić obsługę na rzecz zarządcy – tłumaczy ekspert.

Mecenas Kożuch wskazuje też, że konfliktom zwykle zapobiega złożenie oświadczenia przez prawnika o neutralności lub braku konfliktu interesów.

– Można wskazać imiennie podmioty, o które zainteresowanemu chodzi – wskazuje prawniczka. – Zwykle duże kancelarie prowadzą politykę eliminacji konfliktu interesów (tzw. chiński mur), a w razie wątpliwości wyjaśniają kwestię z klientem. Wzorem mogą być oświadczenia składane przez sędziów arbitrażowych przyjmujących sprawę, czy nie mają powiązań lub konfliktu interesów ze stronami lub ich pełnomocnikami – dodaje.

W kodeksie zawodowym radców prawnych kwestię tę reguluje rozdział 2 w dziale III. Po zmianach od 1 stycznia dopuszczalna jest obsługa tych podmiotów przez jedną kancelarię za zgodą klienta.

– Jest to możliwe tylko w przypadku doradztwa (ale nie zastępstwa procesowego). – Mimo że nie jest przesądzone, że wiedza zdobyta przez jednego prawnika kancelarii jest też wiedzą innego, to obowiązujące reguły zrównują te sytuacje. Klient powinien mieć pełne przekonanie, że ujawniona kancelarii wiedza nie będzie użyta sprzecznie z jego interesem – mówi Gerard Dźwigała, główny rzecznik dyscyplinarny KIRP.

I zwraca uwagę na inny istotny aspekt sprawy – zachowanie szczególnej skrupulatności w rozliczeniach, tak aby nie było wątpliwości, że każda z tych stron płaci prawnikowi za usługi, które jej dotyczą.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487561-Jednoczesna-obsluga-firmy-i-jej-zarzadcy-jest-ryzykowna.html#.Y8AkW-zMJhF

 5. Skarbówka: prawnikowi niepotrzebne dodatkowe studia

11 stycznia 2023 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Radca prawny nie rozliczy w podatkowych kosztach kancelarii wydatków na zdobywanie wiedzy o wycenie nieruchomości.

Skoro prawnik nie prowadzi działalności w postaci wyceny nieruchomości, to studia podyplomowe na tym kierunku nie są związane z jego firmą. Wydatków na czesne nie można więc rozliczyć w podatkowych kosztach. Taka jest konkluzja niedawnej interpretacji dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej.

Wystąpił o nią radca prawny, który od trzech lat prowadzi własną kancelarię. We wpisie do CEIDG ma też „Pozostałe doradztwo w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej i zarządzania”, głównie zajmuje się jednak działalnością prawniczą. Udziela porad, sporządza opinie, występuje jako pełnomocnik przed urzędami i sądami.

Zajmuje się m.in. sprawami związanymi z nieruchomościami, analizuje operaty sporządzane w celu ich wyceny. Chce poszerzyć swoją wiedzę, dlatego rozpoczął studia podyplomowe na kierunku wycena nieruchomości.

Czy wydatki na czesne można zaliczyć do podatkowych kosztów?

Mecenas twierdzi, że tak. Podkreśla, że chce się wyspecjalizować w dziedzinie gospodarowania nieruchomościami. Pozwoli mu to na świadczenie profesjonalnych usług oraz wpłynie na atrakcyjność i konkurencyjność jego oferty. Zaznacza, że uczestnictwo w studiach podyplomowych jest jednym z warunków przystąpienia do egzaminu na rzeczoznawcę majątkowego, co jest jego zamiarem. Dodaje, że na razie nie prowadzi działalności w postaci wyceny i gospodarowania nieruchomościami, ponieważ jest to zastrzeżone dla rzeczoznawców.

Zdaniem prawnika wydatki na studia podyplomowe służą nie tylko uzyskaniu dodatkowych uprawnień, ale także podniesieniu dotychczasowych kwalifikacji. Zdobyta wiedza przełoży się na świadczenie porad dotyczących zniesienia współwłasności nieruchomości, działu spadku czy podziału małżeńskiego majątku. Daje to widoki na rozwój firmy i uzyskiwanie większych przychodów.

Fiskusa nie przekonały te argumenty. Podkreślił, że prawnik nie prowadzi wyceny nieruchomości.

Nie można więc uznać, że studia podyplomowe na tym kierunku mają na celu podniesienie kwalifikacji zawodowych. Według niego służą wyłącznie podnoszeniu ogólnego poziomu wiedzy i wykształcenia niezwiązanego z biznesem.

Wydatki na czesne nie są więc firmowym kosztem. Są to wydatki typowo osobiste. Nie są poniesione w celu uzyskania przychodu bądź zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodów, jakim jest działalność prawnicza – uznał dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Numer interpretacji: 0112-KDIL2-2.4011.826.2022.2.AG

https://archiwum.rp.pl/artykul/1487630-Skarbowka:-prawnikowi-niepotrzebne-dodatkowe-studia.html#.Y8AkiezMJhF

 

Budownictwo | 5.01.2023 r.

Dziennik Gazeta Prawna

Zmiany w prawie budowlanym 2023: Czy będą miały wpływ na odpowiedzialność prawną za naruszanie zasad bezpieczeństwa na budowie

Gazeta Prawna | 31 grudnia 2022, 06:00

W 2023 roku wejdą w życie zmiany w ustawie z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (Dz. U. z 2021 r. poz. 2351, z późn. zm.), które są wynikiem dalszego upraszczania i przyspieszania przez ustawodawcę procesu inwestycyjno-budowlanego. Co się zmieni w 2023 roku, także w kontekście bezpieczeństwa na budowie.

Prawo budowlane 2023: Cyfryzacja procesu inwestycyjnego
Cyfryzacja procesu inwestycyjnego dotyczyć będzie zarówno kwestii składania wniosków, jak i przekazywania pełnej dokumentacji w wersji cyfrowej, a także stworzenia ogólnokrajowego systemu do obsługi i obiegu dokumentacji. Zmiany zakładają brak możliwości składania wniosków w formie papierowej, a jedynie w formie dokumentu elektronicznego za pośrednictwem portalu e-Budownictwo. Dodatkowo, aby wniosek mógł być skutecznie złożony w organie administracji architektoniczno-budowlanej oraz nadzoru budowlanego, będzie musiał zostać opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym ( tj. zaawansowanym podpisem elektronicznym).

Odwołanie i zażalenie tylko z oświadczeniem
Ustawodawca wprowadza obowiązek dołączania do odwołania lub zażalenia oświadczenia, mówiącego o tym, że odwołujący się jest świadomy odpowiedzialności karnej za umyślne wprowadzenie organów II instancji w błąd co do faktów lub okoliczności mających znaczenie dla sprawy – przy czym w art. art. 92 ust. 1 pkt 4 ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane wprowadza się sankcję za umyślne wprowadzenie organów II instancji w błąd.

Prawo budowlane 2023: Więcej obiektów i robót bez pozwolenia i bez zgłoszenia
Ustawodawca rozszerzył katalog obiektów i robót budowlanych, które są zwolnione z obowiązku pozyskania na ich przeprowadzenie decyzji o pozwoleniu na budowę / obowiązku zgłoszenia – i tak: dla budynków mieszkalnych jednorodzinnych konieczne będzie jedynie zawiadomienie o rozpoczęciu użytkowania (co stanowi czynność tylko techniczną). Zgodnie z nowo dodanym w art. 29 w ust. 1 pkt 1b, nie będzie wymagać decyzji o pozwoleniu na budowę budowa wolno stojącego, nie więcej niż dwukondygnacyjnego budynku mieszkalnego jednorodzinnego o powierzchni zabudowy powyżej 70 m2 prowadzona w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych inwestora. Ponadto, w przypadku takiej inwestycji organ administracji architektoniczno-budowlanej nie będzie mógł wnieść sprzeciwu – co spowoduje, że nie będzie on również sprawdzał dokumentacji projektowej.

Uproszczona procedura powoduje ponadto umożliwienie inwestorowi przystąpienia do budowy w tym samym dniu, w którym doręczono zgłoszenie. Dodatkowo, przepisy nie będą wymagać prowadzenia dziennika budowy, chociaż taka możliwość będzie. Inwestor będzie mógł wystąpić bowiem za pośrednictwem systemu EDB o dziennik budowy, a właściwy organ będzie miał obowiązek zapewnienia mu dostępu do takiego dziennika prowadzonego w postaci elektronicznej. Inwestor będzie mógł dokumentować w sposób przez siebie wybrany przebieg robót budowlanych. Tym samym inwestor na własne potrzeby ma prawo prowadzenia rożnego rodzaju notatek, czy to w postaci papierowej, czy w plikach komputerowych oraz gromadzenia dokumentacji fotograficznej obrazującej postępy prac.

Pozwolenie na budowę w 21 lub 45 dni
Nowe przepisy zmieniają także terminy na wydawanie pozwolenia na budowę z 65 dni do 21 dni – jeżeli inwestor jest jedyną stroną postępowania – albo 45 dni – jeżeli są jeszcze inne strony niż inwestor. Jednocześnie należy wskazać, że przekroczenie terminu przez organ będzie skutkować nałożeniem na niego kary administracyjnej.

Prawo budowlane 2023: Wprowadzenie „mechanizmu żółtej kartki”
Celem „ mechanizmu żółtej kartki” będzie ostrzeżenie kierowane od organów nadzoru budowlanego do inwestora, aby podjął działania wymagane przepisami prawa budowlanego dopiero w przypadku, gdy inwestor nie usunie wskazanych nieprawidłowości zostanie wszczęte postępowanie administracyjne (obecnie, procedura administracyjna jest uruchamiana bez uprzedniego wyznaczenia terminu na dostosowanie działań do przepisów prawa).

Prawo budowlane 2023: Zawiadomienie o oddaniu budynków do użytkowania
Według nowych regulacji inwestor będzie miał obowiązek zawiadomienia organu nadzoru budowlanego o oddaniu budynków do użytkowania – przy czym uzyskanie decyzji o pozwoleniu na użytkowanie będzie możliwe w dwóch przypadkach: po pierwsze – jeżeli obiekt budowlany będzie miał być oddany do użytkowania przed zakończeniem wszystkich robót budowlanych, a także po drugie – jeżeli inwestor sam wystąpi o taką decyzję. Zmiana ta oznacza, że w znacznym stopniu zostanie skrócony okres dochodzenia do legalnego użytkowania obiektów budowlanych przez obywateli.

Przywrócenie rzeczoznawstwa budowlanego jako samodzielnej funkcji technicznej
Zmiana ta niewątpliwie podniesie rangę rzeczoznawstwa budowlanego. Proponuje się przy tym by osoby, które zdobyły tytuł rzeczoznawcy budowlanego w rozumieniu przepisów obowiązujących przed wejściem w życie tzw. ustawy deregulacyjnej, uznać za rzeczoznawców budowlanych w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą i wpisać do centralnego rejestru rzeczoznawców budowlanych, o którym mowa w zmienianym art. 88a ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane.

Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że w związku z udziałem Rzeczypospolitej Polskiej w Wystawie Światowej Expo 2025 Osaka i koniecznością zaprojektowania i wybudowania pawilonu narodowego na tę wystawę, w celu przyspieszenia projektu inwestycyjnego w art. 22 projektu ustawy przewiduje się wyłączenie zamówień składających się na proces budowlany z reżimu ustawy z dnia 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (Dz. U. z 2022 r. poz. 1710, 1812 i 1933).

W przeważającej części ta ustawa wejdzie w życie z dniem 1 stycznia 2023 roku. Niemniej (przykładowo) przepisy dotyczące Systemu do Obsługi Postępowań prawdopodobnie wejdą w życie dopiero w czerwcu 2023 roku. Również inny termin wejścia w życie przewiduje się w przypadku przepisów dotyczących prowadzenia w postaci elektronicznej dziennika budowy – mają one wejść w życie 27 stycznia 2023 roku. Niewątpliwie te zmiany należy ocenić jako istotne i wymagające szerokiej obserwacji oraz dalszego komentarza. Mimo to już dziś można wskazać, że większość z nich stanowi dostosowanie prawa do przyjętej praktyki – co można ocenić jako zmianę pozytywną.

Iwona Smolak, radca prawny, partner w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni
Wioletta Borysewicz, aplikantka adwokacka w Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8622143,zmiany-prawo-budowlane-2023-odpowiedzialnosc-prawna-naruszanie-bezpieczenstwa-budowa.html

 

Prawo

 1.Rząd przygotowuje przepisy do walki z „patodeweloperką”

Krzysztof Sobczak | Data dodania: 05.01.2023

Zmiany dotyczące nowego projektu rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, zawierać ma pakiet regulacji mających na celu walkę z „patodeweloperką”. Ministerstwo Rozwoju i Technologii rozpoczyna proces porządkowania zasad budowy budynków wielorodzinnych. I podkreśla, że to wszystko z myślą o komforcie mieszkańców.

Jak zauważa resort, „patodeweloperka” to działania inwestorów komercyjnych, które mają maksymalizować zyski kosztem dobrych obyczajów, zdrowego rozsądku, a czasem wymagań zawartych w przepisach. W praktyce to mieszkania, w których jest np. ciemno, a z balkonów sąsiedzi zaglądają sobie do talerza. To też place zabaw składające się z jednej huśtawki.

Patodeweloperka, czyli ciemne, niewygodne mieszkania
Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami przed wydaniem decyzji o pozwoleniu na budowę lub przyjęciem zgłoszenia urzędy sprawdzają zgodność projektu z przepisami. Niektórzy deweloperzy te przepisy obchodzą. – Niestety „patodeweloperka” staje się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem. Media co chwilę pokazują przykłady absurdalnych rozwiązań architektonicznych i budowlanych. Chcemy temu przeciwdziałać, ale w rozsądny sposób. Widzimy jakie sposoby stosują niektórzy deweloperzy, by maksymalizować swój zysk kosztem jakości życia mieszkańców. Przygotowaliśmy przepisy, które mają zapobiegać takim praktykom. To pierwsza część większego pakietu działań – powiedział minister rozwoju i technologii Waldemar Buda.

Zmiany w warunkach technicznych
Proponowane zmiany dotyczą nowego projektu rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Mają one rozwiązać konkretne problemy.

Większe odległości między blokami
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, budynek na działce należy sytuować, uwzględniając łącznie wymagania w zakresie: minimalnej odległości budynku od granicy działki, przesłaniania i nasłonecznienia oraz przepisów przeciwpożarowych. Przy skorzystaniu z wyjątków przewidzianych w przepisach lub zastosowaniu odpowiednich rozwiązań zamiennych, można ją zmniejszyć. Co w przypadku niezabudowanej działki sąsiedniej może w przyszłości powodować ograniczenia w zabudowie i konieczność zachowania większych odległości od granicy działki.

Rozwiązanie: Zwiększenie minimalnej odległości budynków mieszkalnych wielorodzinnych od granicy działki do 6 metrów.

Balkony zapewniające prywatność
Jak podkreślają autorzy projektu, pojawia się coraz więcej budynków z dużą liczbą balkonów, które umieszczone są na jednej płycie balkonowej, a oddzielone są np. ażurowymi niskimi ściankami, oraz takich, które są bardzo blisko siebie. Podobnie jest z loggiami.

Rozwiązanie: Między balkonami na odrębnej płycie balkonowej będzie musiało być minimum 4 metry, a w przypadku mniejszej odległości lub balkonów na jednej płycie, konieczne będzie stosowanie przegród o odpowiedniej grubości i wysokości.

Mieszkanie to nie lokal użytkowy
Zdarzają się przypadki, w których lokale użytkowe są sprzedawane jako np. lokale inwestycyjne i wykorzystywane jak mieszkania.

Rozwiązanie: Minimalna powierzchnia lokalu użytkowego w nowym budynku będzie musiała wynosić 25 m2 (tyle ile minimalna powierzchnia mieszkania). Mniejsze lokale użytkowe będą mogły być lokalizowane na poziomie parteru budynku, z bezpośrednim dostępem do nich z ulicy. W przypadku potrzeby wydzielenia lokali o mniejszej powierzchni np. na innych kondygnacjach, będzie można skorzystać z odstępstwa od przepisów techniczno-budowlanych (wniosek organu administracji budowlanej do ministra).

Większe nasłonecznienie
Minimalny czas nasłonecznienia dla pokoi wynosi 3h w dniach równonocy w godzinach 7-17.

Rozwiązanie: Zwiększenie nasłonecznienia dla pokoi mieszkalnych do 3,5h (wyjątkiem pokoje zlokalizowane w zabudowie śródmiejskiej).

Komfortowe place zabaw
Pojawiają się place zabaw, które składają się np. tylko z piaskownicy albo jednej huśtawki. Często znajdują się też w nieatrakcyjnej części osiedla.

Rozwiązanie: Trwają prace nad uszczegółowieniem kwestii wyglądu plac zabaw, jego powierzchni i wyposażenia.

Ograniczenie „betonozy”
Powstaje coraz więcej miejsc – publicznych placów czy skwerów, które są otoczone chodnikami, betonowymi doniczkami, w których sadzone są krzewy, drzewa.

Rozwiązanie: Konieczność zapewniania na placach i skwerach publicznych co najmniej 20% terenu biologicznie czynnego.

Racjonalne grodzenie
Zdarzają się przypadki grodzenia budynków znajdujących się obok siebie, co znacznie wydłuża drogę osobom w nich zamieszkujących.

Rozwiązanie: Wprowadzenie przerw pomiędzy terenami, które umożliwiają obejście osiedla w racjonalnym czasie.

Bardziej ciche mieszkania i domy
Zdarzają się przypadki, że nowe budynki mają gorszą izolacją akustyczną niż wymagana.

Rozwiązanie: Wymóg przeprowadzania badania poziomu hałasu przed oddaniem budynku do użytku.

Niewliczanie balkonów do powierzchni zabudowy
Na podstawie przepisów wykonawczych do ustawy Prawo budowlane balkony nie są wliczane do powierzchni zabudowy. Jednak zgodnie z przepisami dotyczącymi planowania przestrzennego jest różnie, czasem są wliczane, czasem nie.

Rozwiązanie: Zgodnie z planowanymi zmianami przepisów o planowaniu do powierzchni kondygnacji nie będą wliczane powierzchnie balkonów, logii i tarasów, a powierzchnia zabudowy ma być liczona po obrysie rzutu poziomego ścian zewnętrznych.

https://www.prawo.pl/prawo/patodeweloperka-beda-zmiany-w-przepisach,519146.html

 2. E-książka obiektu oraz elektroniczny dziennik budowy – kolejny etap cyfryzacji wchodzi w życie

Renata Krupa-Dąbrowska | Data dodania: 01.01.2023

Od Nowego Roku zaczynają obowiązywać przepisy o e-książce obiektu budowlanego, a pod koniec stycznia o elektronicznym dzienniku budowy, co będzie sporym ułatwieniem dla zarządców i właścicieli budynków oraz inwestorów. Razem z nowelą prawa budowlanego wchodzi w życie rozporządzenie określające szczegółowe zasady prowadzenia elektronicznej książki obiektu budowlanego.

Od początku stycznia rozpoczęło się wdrażanie kolejnego etapu cyfryzacji w budownictwie. Podstawą prawną jest nowela prawa budowlanego z 7 lipca 2022 r. (Dz.U. z 2022 poz. 1557). Pierwsza część przepisów dotycząca e-książki obiektu budowlanego zaczęła obowiązywać od 1 stycznia, a druga o elektronicznym dzienniku budowy wejdzie w życie później, bo 27 stycznia.

1 stycznia razem z uregulowaniami o e-książki obiektu budowlanego weszło w życie rozporządzenie Ministra Rozwoju i Technologii z 15 grudnia 2022 r. w sprawie książki obiektu budowlanego oraz systemu Cyfrowa Książka Obiektu Budowlanego (Dz.U. z 2022 r. poz. 2778).

Elektroniczna książka obiektu budowlanego
Zgodnie z nowelą książkę obiektu budowlanego (w skrócie c-KOB) będzie można prowadzić w formie elektronicznej. C-KOB  to oficjalna rządowa aplikacja do prowadzenia książki obiektu budowlanego. Właściciele lub zarządcy budynków, którzy chcą z niej skorzystać powinni zalogować przy pomocy usługi tzw. Węzła Krajowego (login.gov.pl).

Właściciel, zarządca lub osoba upoważniona mogą umieszczać wpisy w książce w zakresie:

– informacji o obiekcie budowlanym,
– swoich danych osobowych,
– ekspertyz i opinii technicznych,
– przeglądów technicznych, konserwacji oraz napraw urządzeń przeciwpożarowych,
– robót budowlanych,
– katastrof budowlanych,
– decyzji, postanowień, zaświadczeń i innych dokumentów wydanych przez organy administracji publicznej, dotyczących obiektu budowlanego.

Przepisy pozwalają na zakładanie tradycyjnych książek dla nowych budynków do końca 2023 roku. Natomiast do końca grudnia 2026 roku właściciele lub zarządcy obiektów będą zobowiązani do założenia cyfrowych książek obiektów budowlanych także dla istniejących obiektów.

– Nowelizacja uszczegółowiła zapisy dotyczące książki obiektu budowlanego m.in. regulując jakie dokładnie informacje będą w niej wpisywane, kto jest zobowiązany do dokonywania wpisów oraz w jakim terminie książkę należy założyć – wyjaśnia Michał Siembab, radca prawny, partner w kancelarii GKR Legal.

Elektroniczny dziennika budowy
Natomiast elektroniczny dziennik budowy (EDB) będzie udostępniany na wniosek inwestora. Wszystkie wpisy będą wprowadzane drogą elektroniczną, z wykorzystaniem zarówno komputera jak i aplikacji na urządzenia mobilne, czyli np. na telefon, laptop lub tablet.

Nowela przewiduje, że jeszcze przez  następne 12 miesięcy inwestorzy będą mieli możliwość wystąpienia o wydanie dziennika budowy w dotychczasowej, „papierowej” postaci. Również dotychczas wydane dzienniki budowy zachowają swoją ważność i będą mogły być prowadzone w tradycyjnej formie w oparciu o dotychczasowe przepisy.

 Cyfryzacja potrzebna, ale czy taka? 

Nowe przepisy wprowadzające cyfrową książkę obiektu oraz dziennik budowy są oceniane dobrze, ale pojawiają się również zastrzeżenia.

– Zmiany usprawnią proces inwestycyjny oraz zarządzanie obiektami. EDB pozwoli na bieżącą kontrolę budowy przez uczestników procesu budowlanego, którzy nie są na niej stale obecni, np.  przez projektantów sprawujących nadzór autorski lub inspektorów nadzoru inwestorskiego. Również z punktu widzenia inwestora możliwość bieżącego monitorowania budowy  jest rzeczą niezwykle pożądaną – tłumaczy Mariusz Zając, adwokat, Kancelaria Zając i Wspólnicy.

Jego zdaniem elektroniczna forma dziennika budowy pozwala także na jego łatwiejsze przechowywanie i rozwiązuje prozaiczne problemy związane z czytelnością niektórych wpisów, czy koniecznością uzyskiwania bezpośrednio w urzędzie jego kolejnych ostemplowanych tomów. Ponadto wprowadzone zmiany będą dużym ułatwieniem dla zarządców obiektów, którzy znaczną cześć swoich działań realizują zdalnie. Cyfryzacja obydwu dokumentów pozytywnie wpłynie także na sprawność czynności kontrolnych prowadzonych przez organy nadzoru budowlanego.

Nikt nie ma jednak złudzeń, że  w okresie pierwszych kilku miesięcy użytkownicy obydwu systemów, zarówno inwestorzy jak i zarządcy obiektów, korzystać będą z dotychczasowych regulacji i tradycyjnej postaci obydwu dokumentów. – Chodzi o to, by aby móc w pełni poznać możliwości oraz obsługę nowych systemów, czy pozwolić administratorom obydwu systemu na usunięcie ewentualnych usterek – dodaje mec. Mariusz Zając.

Eksperci widzą też wady reformy. Ich zdaniem urzędy nie udźwigną cyfryzacji ze względu na brak dobrego sprzętu komputerowego  oraz oprogramowania.

– Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego nie do końca zdaje chyba sobie sprawę po pierwsze z realiów panujących w podległych mu organach administracji architektoniczno-budowlanej i organach nadzoru budowlanego, zwłaszcza w zakresie wewnętrznej cyfryzacji i możliwości technicznych ePUAPu. Przede wszystkim powinien rozpocząć prace od ogólnej platformy cyfrowej pozwalającej na podpisywanie i wysyłanie podań czy pism bezpośrednio na tej platformie, a dopiero później powinien dołączać do niej kolejne systemy, z kolejnymi możliwościami – uważa dr Martyna Sługocka, ekspertka Legal Alert, senior associate w GWW.

– Tymczasem obecnie dostrzegamy coś przeciwnego – najpierw tworzone są poszczególne systemy, czy programy, które dopiero w przyszłości zostaną połączone w System Obsługi Postępowań Administracyjnych w Budownictwie i w konsekwencji pozwolą na pełną cyfryzację i uproszczenie działań poprzez wzajemne uzupełnianie się systemów – dodaje.

https://www.prawo.pl/biznes/e-ksiazkaobiektu-budowlanego-oraz-elektroniczny-dziennik-budowy,518924.html

 3. Obowiązek segregacji odpadów budowlanych i rozbiórkowych przesunięty o dwa lata

Robert Horbaczewski | Data dodania: 01.01.2023

Od 1 stycznia 2023 r. odpady budowlane i rozbiórkowe miały być zbierane selektywnie z podziałem na co najmniej sześć frakcji. Zaniedbanie obowiązków miało być karane. Deweloperzy i firmy remontowo-budowalne zyskały kolejne dwa lata, bo przy okazji uchwalania tzw. ustawy gazowej, znowelizowano też przepisy ustawy o odpadach. Nowy obowiązek wejdzie w życie 1 stycznia 2025 roku.

Odpady budowlane i rozbiórkowe to odpady powstałe podczas robót budowlanych (art. 3. ust. 1 pkt 6a ustawy o odpadach), czyli odpady powstałe w wyniku budowy, przebudowy, montażu, remontu czy rozbiórki obiektu budowlanego. Odpady budowlane i rozbiórkowe dzieli się na dwie kategorie: odpady wytwarzane w trakcie robót budowlanych przez podmioty gospodarcze (np. w trakcie budowy, dużego remontu, rozbiórki) oraz odpady wytwarzane w gospodarstwach domowych, które są zagospodarowywane w ramach systemów gminnych.

Mniej mixu budowlanego w instalacjach budowlanych
Nowelizacja ustawy o odpadach z 11 sierpnia 2021 nadal uwzględnia te dwie kategorie odpadów. Określa jednak, że odpady budowlane i rozbiórkowe będą zbierane selektywnie z podziałem na co najmniej sześć frakcji:

– drewno,
– metale,
– szkło,
– tworzywa sztuczne,
– gips,
– odpady mineralne, w tym beton, cegłę, płytki i materiały ceramiczne oraz kamienie.

Obowiązek ten nie będzie jednak dotyczył gospodarstw domowych i Punktów Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnej (PSZOK), oraz odpadów budowlanych i rozbiórkowych, dla których nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji odpadów określonych w przepisach wydanych na podstawie art. 66 ust. 5 ustawy o odpadach.

Nieprowadzenie selektywnego zbierania, odbierania i sortowania odpadów budowlanych i rozbiórkowych zagrożone ma być karą administracyjną od 1000 zł do 1 mln złotych.

Obowiązek rozliczenia się z odpadów budowlanych
Konsekwencją nowelizacji ma być to, że każdy podmiot, który uzyskuje decyzję administracyjną na prowadzenie robót budowlanych, rozbiórkowych, czy jakichkolwiek innych w ich szerokim znaczeniu, będzie musiał wykazać, w jaki sposób zagospodarował wytworzone odpady. Wytwórca odpadów budowlanych, czyli deweloper lub firma remontowo-budowlana powinna już na etapie wytwarzania odpadów dokonać wstępnej segregacji odpadów na sześć frakcji w miejscu prowadzenia prac, czyli np. kupić odpowiednie pojemniki.

W przypadku samodzielnego dostarczenia odpadów budowlanych i rozbiórkowych do PSZOK to właśnie na osobie odpowiedzialnej za te odpady ma spoczywać obowiązek ich posortowania. Także PSZOK powinny dostosować się do nowych wymogów, organizując miejsca na te nowe frakcje.

Termin przesunięty o dwa lata
Rząd wysłuchał apeli przedsiębiorców i branży budowlanej, aby dać firmom dłuższy czas na dostosowanie działalności do wykonywania nowych obowiązków, w tym również na dostosowanie decyzji z zakresu gospodarki odpadami.

W uchwalonej ustawie z 15 grudnia 2022 roku o szczególnej ochronie niektórych odbiorców paliw gazowych, w 2023 roku w związku z sytuacją na rynku gazu, znowelizował też przepisy ustawy o odpadach. Obowiązek segregacji odpadów budowlanych i rozbiórkowych przesunięto na 1 stycznia 2025 roku.

https://www.prawo.pl/samorzad/segregacja-odpadow-budowlanych-i-rozbiorkowych,518937.html

 

Wnp

Fotowoltaika w 2023 roku będzie droższa

Joanna Kędzierska | Dodano: 01-01-2023 06:00

W 2023 roku koszt instalacji fotowoltaicznych może pójść w górę w związku z inflacją i następstwami wojny. Tak przewiduje nie tylko sama branża, ale również Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

– W związku z rosnącymi kosztami energii elektrycznej fotowoltaika będzie w 2023 roku nadal dobrym sposobem na obniżenie rachunków za prąd – nawet biorąc pod uwagę wyższe ceny komponentów i instalacji.
– Dużym wyzwaniem dla rozwoju fotowoltaiki jest i nadal będzie niedostateczne tempo rozbudowy sieci.
– W Ministerstwie Klimatu i Środowiska – przy świadomości wyzwań panuje optymizm. – Szacujemy, że do 2025 r. moc zainstalowana w PV może osiągnąć nawet 15-17 GW, a w kolejnych latach ten wzrost będzie jeszcze wyższy – prognozuje Ireneusz Zyska, sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. OZE
– O wyzwania i szanse stojące przed branżą zapytaliśmy 3 duże spółki – Polenergię Fotowoltaikę, ML System i Columbus Energy, a także Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Kamil Sankowski, członek zarządu spółki Polenergia Fotowoltaika:

– Po pierwsze, ustawa przewidująca zamrożenie cen energii elektrycznej w 2023 roku spowodowała spowolnienie na rynku instalacji fotowoltaicznych do 50 kW. To spowolnienie dotyczy głównie mniejszych instalatorów, dla których fotowoltaika jest uzupełnieniem działalności. Polenergia Fotowoltaika cały czas się rozwija – wprowadzając do swojego portfolio produkty skracające czas zwrotu z inwestycji w elektrownię słoneczną, np. Polenergię 360, czyli mikroinstalację z gwarancją ceny prądu na najbliższe 8 lat. Takie rozwiązania są korzystną ofertą dla klientów, którzy w dobie szalejących cen prądu mogą liczyć na stabilne warunki.

Po drugie, instalacje fotowoltaiczne w najbliższych miesiącach będą drożały. Cała branża zmaga się z 5-krotnie wyższymi niż w 2019 roku kosztami transportu morskiego, zaburzeniami w łańcuchu dostaw, podwyżkami cen komponentów niezbędnych do budowy elektrowni słonecznych i spadkiem wartości złotego.

Polenergia zauważa coraz większe zainteresowanie fotowoltaiką wśród przedsiębiorców, którzy chcą obniżyć rachunki za energię
Po trzecie, zauważamy coraz większe zainteresowanie instalacjami fotowoltaicznymi wśród przedsiębiorców, którzy chcą obniżyć koszty swojej działalności, a przy tym stać się bardziej zeroemisyjni i chcą zredukować swój ślad węglowy. W przypadku małych zakładów przemysłowych czy wytwórczych, ale także piekarni, stacji benzynowych, hoteli, zakładów gastronomicznych, własna elektrownia słoneczna może być nawet bardziej opłacalna niż dla klientów indywidualnych, a jej okres zwrotu wynosi około pięciu lat. Dzieje się tak dlatego, że ceny energii elektrycznej dla biznesu są wyższe niż dla klientów indywidualnych. Ponadto przedsiębiorstwa są obciążone w większym stopniu opłatą mocową.

Osłabienie złotego, wojna na Ukrainie, wzrost kosztów surowców do budowy komponentów PV, problemy logistyczne w chińskich portach i rosnąca inflacja powodują, że ceny instalacji fotowoltaicznych w najbliższych miesiącach będą dalej rosnąć. Szacujemy wzrost o kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt procent. Warto zamówić elektrownię słoneczną już teraz.

Energia przesyłana do naszych klientów pochodzi w 100 proc. z OZE (farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne Polenergia) w Standardzie Energia 2051. Dzięki tej ofercie czas zwrotu z inwestycji w mikroinstalację dla klientów Polenergii Fotowoltaiki, przy uwzględnieniu dotacji z programu Mój Prąd i ulgi termomodernizacyjnej, wynosi zaledwie 6 lat. Dzięki tej ofercie staliśmy się liderem na rynku instalatorów fotowoltaiki do 50 kW. Liczymy, że uda się nam utrzymać tę pozycję.

Dawid Cycoń, prezes ML System:

– Na rynku PV zauważalną barierą stały się ograniczenia w przyłączeniach instalacji fotowoltaicznej do sieci oraz brak modernizacji istniejących linii energetycznych, które są przeciążane, przez co zakłady energetyczne wydają coraz bardziej rygorystyczne warunki przyłączenia instalacji fotowoltaicznych do sieci.

Ponadto na rynek PV może znacznie wpłynąć wielkość mikroinstalacji, którą można wykonać bez pozwolenia na budowę. Obecnie wynosi ona do 50 kW, natomiast prognozowana zmiana przewiduje zwiększenie mocy mikroinstalacji do 200, a nawet 500 kW.

Instalacja fotowoltaiki może być dobrym sposobem na ucieczkę przed inflacją
Inflacja na poziomie 17 proc. jest dużo wyższa niż wzrost cen instalacji fotowoltaicznych w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Co za tym idzie wykonanie instalacji fotowoltaicznej może być doskonałym sposobem na ucieczkę przed inflacją.

Ustawodawca zabezpieczył ceny energii dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, a więc firm zatrudniających nie więcej niż 250 pracowników (w tym również jednoosobowe działalności gospodarcze) do końca 2023 roku. W 2024 przewiduje się drastyczny wzrost cen energii elektrycznej, w związku z czym rok 2023 jest odpowiednim rokiem dla przedsiębiorstw do zamontowania instalacji fotowoltaicznej.

W 2022 roku sprzedaż instalacji fotowoltaicznych była niestabilna przez wprowadzone zmiany w Ustawie dotyczącej sposobu rozliczania wyprodukowanej energii elektrycznej. W 2023 roku instalacje prosumenckie powinny mieć tendencję stabilnie rosnącą na poziomie około 5-10 procent w porównaniu do drugiego półrocza 2022 roku.

Jako Grupa ML System spodziewamy się wzrostu sprzedaży na rynku dla małych i średnich przedsiębiorstw, ze względu na planowany wzrost cen energii elektrycznej. Co więcej, planowane zwiększenie wielkości mikroinstalacji może spowodować wzrost zainteresowania rozbudową instalacji fotowoltaicznych wśród przedsiębiorców.

W pierwszym półroczu 2023 Grupa ML System będzie realizować kontrakty o łącznej mocy 5 MW. Wśród realizacji znajdują się kontrakty takie, jak:

– Nowoczesne rozwiązania energetyczne – budowa farmy fotowoltaicznej o mocy 2 MW wraz z wewnętrzną siecią energetyczną oraz systemem magazynowania energii;
– Budowa Elektrowni Fotowoltaicznej 1,25 MW wraz z infrastrukturą na terenie TP w Sokółce.

W drugim półroczu 2023 Grupa ML System będzie realizować kontrakty o łącznej mocy 10 MW. Wśród realizacji znajdują się takie, jak:

– Zaprojektowanie i budowa instalacji fotowoltaicznej PV Pasterzowice o mocy do 8 MW (w imieniu i na rzecz Mithra V);
– Wykonanie instalacji fotowoltaicznej o mocy 500 kW na terenie zakładu produkcyjnego spółki Nitroerg w Krupskim Młynie.

Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy:

– Wyzwania czekające branżę PV w przyszłym roku warto omówić w oparciu o 3 grupy: wielkoskalowych inwestycji, czyli tych przyłączanych bezpośrednio do sieci, biznesu i prosumentów. W przypadku inwestycji trzeba stwierdzić, że moce przyłączeniowe, które zostały udostępnione przez PSE lub przez OSD, są niemałe. Odmów przyłączenia do sieci jest rzeczywiście sporo, ale pamiętajmy, że popyt na uzyskanie warunków przyłączeniowych w ostatnim czasie gwałtownie wzrósł – stąd pojawiły się problemy z ich uzyskaniem.

Ustawa zamrażająca ceny energii jest utrudnieniem na rynku wielkoskalowych inwestycji PV
Na rynku wielkoskalowych inwestycji widzimy też obawę w związku z nową ustawą, która zamroziła ceny energii, co znacznie utrudnia ekonomię biznesu. Dlatego w najbliższym czasie możemy się spodziewać spowolnienia w inwestycjach wielkoskalowych i oczekiwania na decyzje, czy ustawa o zamrożeniu cen energii zostanie przedłużona na kolejny rok.

Jeżeli ustawa nie będzie kontynuowana w roku 2024 i zaczną obowiązywać normalne ceny energii, to wielu inwestorów będzie chciało odrobić stratę z 2023 r. W przypadku naszej firmy, która jest na etapie sprzedaży części projektów farmowych, ta ustawa nie będzie miała większego wpływu na działalność Columbus. Jednak to, co się wydarzy w 2024 r., będzie kluczowe. Rok 2023 będzie natomiast okresem na przeczekanie i restrukturyzację rynku.

Jeśli chodzi o drugą grupę, czyli fotowoltaikę dla biznesu, to wszyscy oczekujemy na ustawę linii bezpośredniej. Będzie ona miała zasadniczy wpływ na możliwość budowania instalacji PV większych niż 50 kW bez pozwolenia na budowę, co znacznie przyspieszy rozwój fotowoltaiki w tym segmencie. Temat zmiany prawa w zakresie linii bezpośredniej jest na agendzie od wielu lat i jeżeli ta ustawa zostanie przyjęta w przyszłym roku, to z pewnością pojawi się popyt na instalacje o mocy 150 kW, 200 kW, 500 kW i większe. Dzięki temu przedsiębiorcy będą mogli produkować energię, co oczywiście znacznie zredukuje koszty utrzymania biznesu.

Z kolei w trzeciej grupie, czyli na rynku prosumentów, nadal mamy program Mój Prąd, który został zaktualizowany i umożliwia korzystanie z wyższych dotacji. W styczniu 2023 r. gospodarstwa domowe czeka wzrost rachunków za prąd. Mimo zamrożenia cen, po uwzględnieniu akcyzy i podatku VAT, rachunki znacząco wzrosną. Mało kto bowiem zużywa rocznie poniżej 2000 kWh, więc dla wielu gospodarstw będzie to bardzo odczuwalny wzrost kosztów.

Rozwiązaniem może być montaż fotowoltaiki, co wiąże się ze wzrostem popytu na to rozwiązanie. Na pewno warto obserwować zmieniający się rynek instalatorów PV. Zgodnie z naszymi przewidywaniami, ten rynek mocno się kurczy – ze 100 tys. pracowników w branży zostało ok. 20 tys. Dlatego trzeba szczególnie ostrożnie dobierać firmy do współpracy.

Jeśli chodzi o fotowoltaikę dla klientów indywidualnych, to w przyszłym roku spodziewamy się utrzymania obecnych cen, raczej nie będzie znaczących wzrostów. Wiele zależy jednak od inflacji i stóp procentowych. Jeśli one będą rosły, to finalnie przełoży się to także na ceny dla konsumentów.

W ciągu ostatnich 7 lat, w maksymalnym popycie dla fotowoltaiki, rynek sam zdegradował ceny do niskich poziomów. Konsekwencją tego jest redukcja firm instalacyjnych o 80-90 procent. Tak samo jest z cenami energii. One też w dłuższej perspektywie się wyrównają i dowiemy się, gdzie jest prawdziwy balans.

Jeśli chodzi o rynek właścicieli domów, dla Columbus Energy kluczowe będzie wzmocnienie sprzedaży pomp ciepła i magazynów energii oraz systemów IT do zarządzania energią i ciepłem – HEMS. Chcemy integrować instalację z pompą ciepła i magazynem energii w jeden system, jako narzędzie do optymalizacji kosztów energii elektrycznej i cieplnej w domu.

W pełnej wersji planujemy wdrożyć ten system już w styczniu 2023 r., razem z mocnym partnerem z segmentu smarthome. Zamierzamy też zwiększyć swój udział w segmencie biznesowym, gdzie przez 3 lata budowaliśmy nasze kompetencje i obecnie jesteśmy przygotowani na pełne skalowanie. W wielkoskalowym biznesie, oprócz farm fotowoltaicznych, będziemy rozwijać magazyny energii. Dopiero co wystartowaliśmy w pierwszej aukcji rynku mocy, a już mamy praktycznie pewny kontrakt na ponad 1 mld zł.

Ireneusz Zyska, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, pełnomocnik rządu ds. OZE:

– Sektor fotowoltaiki jest najszybciej rozwijającym się rynkiem OZE w Polsce. W dużej mierze jest to zasługa uruchomienia potencjału energetycznego gospodarstw domowych dzięki programowi Mój Prąd. Fotowoltaika odgrywa obecnie kluczową rolę w systemie elektroenergetycznym. Obecnie moc zainstalowana w fotowoltaice wynosi ponad 11,5 GW, stając się największą technologią OZE, a jeszcze kilka lat temu była prawie niedostrzegalna, bo w 2015 r. było to zaledwie 0,1 GW. Perspektywy dalszego rozwoju fotowoltaiki są równie obiecujące.

Wyzwaniem dla fotowoltaiki pozostaje dostosowanie sieci dystrybucyjnej do absorpcji energii elektrycznej produkowanej w źródłach rozproszonych
Szacujemy, że do 2025 r. moc zainstalowana w PV może osiągnąć nawet 15-17 GW, a w kolejnych latach ten wzrost będzie jeszcze wyższy, m.in. dzięki rozwojowi instalacji obiektowych, aukcjom OZE oraz instalacjom z zakontraktowanym odbiorem przez określonego klienta (tzw. umowy PPA). W dłuższej perspektywie nie przewidujemy też spadku tempa rozwoju rynku mikroinstalacji.

Wyzwaniem pozostaje dostosowanie sieci dystrybucyjnej do absorpcji energii elektrycznej produkowanej w źródłach rozproszonych. Zgodnie z zatwierdzonym przez prezesa URE planem rozwoju sieci przesyłowej, PSE planuje przeznaczyć na ten cel 32 mld złotych w perspektywie do 2032 r. W połączeniu z planowanymi inwestycjami operatorów systemów dystrybucyjnych, nakłady na rozwój sieci elektroenergetycznej w perspektywie do 2030 r. powinny istotnie przekroczyć 100 mld złotych, zapewniając odpowiedni impuls dla rozwoju OZE. Należy wskazać, że w latach 2016-2019 inwestycje sieciowe operatorów sieci dystrybucyjnych i PSE wyniosły 30,5 mld zł.

Ze względu na obecną sytuację gospodarczą – wywołaną przez agresję Rosji na Ukrainę – obserwowany jest wzrost kosztów komponentów niezbędnych do realizacji inwestycji w instalacje fotowoltaiczne. Będzie to miało również przełożenie na cenę energii pozyskiwanej z instalacji fotowoltaicznych, która nadal pozostaje konkurencyjnym cenowo źródłem pozyskiwania energii względem tej generowanej w jednostkach konwencjonalnych.

Wojna znacznie zaburzyła również światowe łańcuchy dostaw. Starając się złagodzić te skutki, Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdecydowało się zmienić przepisy ustawy o odnawialnych źródłach energii i wydłużyć czas na pierwszą sprzedaż energii w systemach wsparcia z 24 do 33 miesięcy. Ma to dać wytwórcom energii z instalacji PV dodatkowy margines na dostosowanie się do nowej sytuacji na rynkach i złagodzić presję cenową.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska wyraża nadzieję na utrzymanie podobnego tempa rozwoju sektora PV, jak w latach poprzednich. W szczególności finalizowane będą te projekty, które wygrały aukcję w 2020 i 2021 r.

https://www.wnp.pl/budownictwo/fotowoltaika-w-2023-roku-bedzie-drozsza,660027.html

 

Inżynieria

Te przetargi GDDKiA ogłosi w 2023 r. [WYKAZ DRÓG]

Łukasz Madej | Opublikowano: 29-12-2022 Źródło: GDDKiA

W 2023 r. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) zamierza ogłosić przetargi na budowę odcinków o łącznej długości 565 km.

W przypadku Programu Budowy Dróg Krajowych do 2030 r. (z perspektywą do 2033 r.) ogłoszone mają zostać przetargi dotyczące 480 km tras szybkiego ruchu. Wśród planowanych inwestycji jest np. 114 km drogi ekspresowej S10, która połączy woj. zachodniopomorskie i wielkopolskie, 127 km szlaku S11 w woj. zachodniopomorskim, wielkopolskim i opolskim czy 71 km trasy S74 w woj. świętokrzyskim.

Źródło: GDDKiA

Źródło: GDDKiA
Program Budowy Dróg Krajowych – przetargi planowane przez GDDKiA w 2023 r.

S7 Czosnów–Kiełpin
S8 Bardo–Wrocław (Magnice)
S10 Szczecin–Piła
S11 Bobolice–Szczecinek
S11 Oborniki–Poznań Północ wraz z obwodnicą Obornik
S11 Ostrów Wielkopolski–Kępno
S11 Kępno–początek obwodnicy Olesna
S12 gr. woj. łódzkiego i mazowieckiego–węzeł Wieniawa
S19 Sokółka Północ–Dobrzyniewo
S74 gr. woj. łódzkiego i świętokrzyskiego–Przełom/Mniów
S74 Cedzyna–Łagów wraz z obwodnicą Łagowa
S74 Łagów–Jałowęsy–początek obwodnicy Opatowa
DK13 Siadło Górne–Szczecin Zachód (II etap obwodnicy Warzymic i Przecławia)
DK22 obwodnice Kamienia Krajeńskiego i Sępólna Krajeńskiego
DK78 Kromołów–Żerkowice (II etap obwodnicy Poręby i Zawiercia).

Z kolei w ramach Programu budowy 100 obwodnic przetargi obejmą odcinki dróg o sumarycznej długości 85 km.

Źródło: GDDKiA

Źródło: GDDKiA

Program budowy 100 obwodnic – przetargi planowane przez GDDKiA w 2023 r.
obwodnica Białobrzegów (DK8)
obwodnica Głogowa (DK12)
obwodnica Srocka (DK12)
obwodnica Kołbaskowa (DK13)
obwodnica Stargardu (DK20)
obwodnica Rusinowa (DK22)
obwodnica Szwecji (DK22)
obwodnica Wałcza (DK22)
obwodnica Sanoka (II etap; DK28)
obwodnica Krosna Odrzańskiego (DK29)
obwodnica Kroczyc (DK78)
obwodnica Pradeł (DK78).
Źródło: GDDKiA

Źródło: GDDKiA

Warto też podkreślić, że GDDKiA zapowiedziała przetargi dotyczące rozbudowy 360 km dróg krajowych oraz ponad 170 zadań z Programu Bezpiecznej Infrastruktury Drogowej.

https://inzynieria.com/drogi/drogi_ekspresowe_w_polsce/wiadomosci/65662,te-przetargi-gddkia-oglosi-w-2023-r-wykaz-drog

 

PZP | Prasówka | 3 stycznia 2023 r.

Portal ZP

 1. Od 1 stycznia 2023 r. nie działa miniPortal

Redakcja Portalu | Dodano: 2 stycznia 2023

Od 1 stycznia 2023 r. zamawiający nie rozpoczną już procedury udzielenia zamówienia publicznego w systemie miniPortal. Postępowania należy prowadzić na Platformie e-Zamówienia.

Urząd Zamówień Publicznych przypomina o tym, że z końcem 2022 roku zostaje wyłączona możliwość rozpoczynania postępowań na miniPortalu. Procedury wszczęte do 31 grudnia br. włącznie będzie można dokończyć w systemie. Ponadto miniPortal będzie nadal służyć prowadzeniu postępowań w zakresie koncesji oraz umowy ramowej – umowy wykonawczej.

Nowe postępowania o udzielenie zamówienia publicznego należy wszczynać na Platformie e-Zamówienia pod adresem: https://ezamowienia.gov.pl/pl/.

https://www.portalzp.pl/nowosci/od-1-stycznia-2023-r.-nie-dziala-miniportal-29511.html

 2. Plan postępowań o udzielenie zamówień i budżet 2023 według ustawy Prawo zamówień publicznych

Justyna Rek-Pawłowska | Dodano: 2 stycznia 2023

Zamawiający w terminie 30 dni od daty przyjęcia budżetu lub planu finansowego ma obowiązek opublikować plan postępowań o udzielenie zamówień publicznych na dany rok finansowy. W artykule przypominamy o miejscu publikacji planu i obowiązku jego aktualizacji zgodnie z Prawem zamówień publicznych oraz o zasadach przygotowywania tego dokumentu. Publikujemy też zestaw pytań naszych Czytelników wraz z wyjaśnieniami ekspertów na temat sporządzania planu.

Planowanie postępowań jest obecnie niezbędnym etapem procesu udzielania zamówień publicznych. Plan może pomóc zarówno wykonawcom w budowaniu swoich planów działania jak i zamawiającym w organizacji postępowań np. wspólnie z innymi zamawiającymi bądź w innym dogodniejszym terminie.

Kto ma obowiązek planowania zamówień publicznych (zakres podmiotowy)
Zgodnie z art. 23 ustawy Prawo zamówień publicznych zamawiający publiczni, o których mowa w art. 4 pkt 1 i 2, oraz ich związki sporządzają plan postępowań o udzielenie zamówień, jakie przewidują przeprowadzić w danym roku finansowym.

Chodzi w tym przypadku o:

1) jednostki sektora finansów publicznych w rozumieniu przepisów ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (tekst jedn.: Dz.U. z 2022 r. poz. 1634 ze zm.),

2) inne, niż określone w pkt 1, państwowe jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej.

W Biuletynie Zamówień Publicznych oraz na stronie internetowej zamawiającego roczny plan postępowań o udzielenie zamówień mogą zamieszczać również zamawiający inni niż określeni powyżej.

Miejsce i termin publikacji planu
Zamawiający zobowiązani są przy tym do upublicznienia planu postępowań w:

– Biuletynie Zamówień Publicznych, na zasadach określonych w dziale III w rozdziale 2 ustawy Pzp tj. zgodnie z regułami określonymi dla ogłoszeń w postępowaniach krajowych oraz
– na stronie internetowej zamawiającego.

Plan należy przygotować i opublikować w terminie nie później niż 30 dni od dnia przyjęcia przez uprawnione organy budżetu lub planu finansowego przez uprawniony organ. Plan zamieszcza się przy użyciu środków komunikacji elektronicznej, za pomocą formularzy umieszczonych na stronach portalu internetowego UZP tj. na Platformie e-Zamówienia. Instrukcję publikacji planu znajdziesz tutaj: Jak opublikować plan postępowań w sprawie zamówień publicznych – instrukcja krok po kroku

Jakie informacje zawrzeć w planie (zakres przedmiotowy)?
Plan postępowań o udzielenie zamówień zawiera w szczególności informacje dotyczące:

1) określenia przedmiotu zamówienia;

2) rodzaju zamówienia według podziału na zamówienia na roboty budowlane, dostawy lub usługi;

3) przewidywanego trybu albo procedury udzielenia zamówienia;

4) orientacyjnej wartości zamówienia (sprawdź także: Czy należy poprawiać orientacyjną wartość zamówienia w przypadku niewielkich zmian w kwoty zakupu?);

5) przewidywanego terminu wszczęcia postępowania o udzielenie zamówienia (nie musimy tutaj zatem uwzględniać dokładnej daty wszczęcia postępowania).

Katalog informacji zamieszczanych w planie nie ma charakteru zamkniętego. W Komentarzu UZP do Prawa zamówień publicznych, czytamy:

„Warto rozważyć zamieszczanie w planie innych informacji różnicujących lub charakterystycznych dla danego zamówienia, a odróżniających je od innych podobnych zamówień (np. wymagana technika wykonania zamówienia)”.

W planie nie umieszczamy informacji o zamówieniach bagatelnych do 130.000 zł. Ponadto obowiązek publikacji planu dezaktualizuje się, jeżeli wymaga tego istotny interes bezpieczeństwa państwa lub potrzeba ochrony informacji niejawnych.

Planowanie zamówień – co z aktualizacją planu?
Zamawiający zapewnia aktualność planu postępowań o udzielenie zamówień. Aktualizację planu zamieszcza się w Biuletynie Zamówień Publicznych oraz na stronie internetowej zamawiającego. Informacji o planie postępowań o udzielenie zamówień nie zamieszcza się, jeżeli wymaga tego istotny interes bezpieczeństwa państwa lub ochrona informacji niejawnych. Minister właściwy do spraw gospodarki wydał rozporządzenie, w którym określił wzór planu postępowań o udzielenie zamówień, kierując się potrzebą zapewnienia prawidłowości, przejrzystości i aktualności informacji zawartych w planie.

Tekst rozporządzenia oraz wzór planu znajdziesz tutaj: rozporządzenie Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii z dnia 18 grudnia 2020 r. w sprawie wzoru planu postępowań o udzielenie zamówień (Dz.U. z 2020 r., poz. 2362)

Polecam Twojej uwadze pytania Czytelników na temat planu postępowań oraz praktyczne wyjaśnienia w tym obszarze.

1. Czy plan postępowań o udzielenie zamówień publicznych można opublikować na platformie e-Zamówienia lub w komercyjnym portalu?
Jesteśmy jednostką budżetową urzędu miasta i posiadamy konto w Biuletynie Zamówień Publicznych. Z uwagi na brak konta ePUAP do udzielania zamówień publicznych w 2021 roku podpisaliśmy umowę z portalem komercyjnym i to tam będziemy zamieszczać ogłoszenia o postępowaniach. Moje pytanie dotyczy rejestracji na platformie e-Zamówienia. Czy posiadając konto w BZP musimy się rejestrować na platformie e-Zamówienia? Gdzie zamieścić plan postępowań na 2022 rok? Czy ogłaszając postępowanie na portalu komercyjnym, dodatkowo musimy je zamieścić na platformie e-Zamówienia? Więcej

2. Czy plan postępowań obejmie zamówienia poniżej 130.000 zł?
Czy w planie postępowań o udzielenie zamówień, o którym mowa w art. 23 ust. 1 nowej ustawy Pzp, umieszcza się również informacje o zamówieniach podprogowych (bagatelnych)? Na co zwrócić uwagę przy sporządzaniu planu oraz podczas dzielenia i szacowania zamówień? Czy nadal aktualne są kryteria szacowania zamówień według czasu, przedmiotu i podmiotu? Więcej

3. Postępowania wszczęte i zakończone w danym roku – które należy uwzględnić w planie zamówień?
Nasza jednostka jest zamawiającym publicznym zobowiązanym do sporządzenia planu zamówień i jego publikacji w BZP. Na przełomie 2020/2021 roku zawarliśmy umowy z wykonawcami np. na dostawę artykułów spożywczych, chemicznych itp. na okres do końca 2021 roku. Postępowania zapewniające realizację dostaw i usług od stycznia 2022 roku opublikowano pod koniec 2021 roku. Większość umów została już zawarta na czas od stycznia do końca grudnia 2022 roku. Co rok sytuacja będzie się powtarzać, gdyż księgowość nie chce wyrazić zgody na zawieranie umów przechodzących na kolejny rok budżetowy. W związku z powyższym zwracam się z pytaniem – w jaki sposób mamy przygotować plan zamówień na 2022 rok, skoro większość zamówień została udzielona w grudniu 2021 roku? Część postępowań jest w trakcie procedury. Jeżeli nie uda się wybrać wykonawcy i/lub podpisać umowy, to zaktualizuję plan zamówień o te postępowania, które będziemy publikować ponownie w 2022 roku. Jednak co należy wskazać w planie zamówień, skoro wszystkie zaplanowane na 2022 rok postępowania zostały opublikowane w 2021 roku? Pod koniec roku będziemy przeprowadzać postępowania dla zamówień, dla których umowy będą obowiązywać od 2023 roku, jednakże tych postępowań nie powinnam zamieszać w planie zamówień, gdyż art. 23 ustawy Pzp wyraźnie mówi o przyjęciu budżetu. Więcej

4. Jak łączyć roboty budowlane celem umieszczenia ich w planie postępowań?

W związku z przygotowaniem planu zamówień publicznych zwracam się z pytaniem dotyczącym łączenia zamówień tego samego rodzaju związanych z robotami budowlanymi dotyczącymi obiektów małej architektury takich jak np.: pomniki, obiekty kultu religijnego (kapliczki, krzyże). Czy roboty budowlane dotyczące tych obiektów należy sumować czy też każdy z obiektów traktować osobno jako odrębny obiekt małej architektury? Czy wartość zamówień na roboty budowlane polegające na budowie dróg, sięgaczy, mostów itp. należy sumować z innymi robotami budowlanymi czy traktować je jako odrębne obiekty budowlane (liniowe) i nie łączyć ich wartości? Więcej

5. Jak sporządzić plan – praktyczne wskazówki dotyczące formularza planu postępowań
Jak zamawiający ma postąpić przy sporządzaniu planu postępowań, gdy będzie udzielał zamówienia na ten sam rodzaj zamówienia w kilku częściach? Będą to odrębne postępowania wszczynane w różnych okresach czasu np. co kwartał. Łącznie wartość tych postępowań przekracza 130.000 zł, ale każdego z nich już nie. Czy zamawiający np. pod poz. 1.1.1 powinien wpisać określenie całego zamówienia, podać łączną orientacyjną wartość i wstawić termin I, II, III, IV kwartał, a w informacjach dodatkowych wpisać, że zamówienie będzie udzielane w czterech częściach? Czy zamawiający powinien wypełnić cztery pozycje od 1.1.1 do 1.1.4, odrębnie dla każdej części, podać wartość zamówienia i termin dla każdej z nich, a w informacjach dodatkowych wpisać, że każde z zamówień z poz. 1.1.1–1.1.4 jest zamówieniem udzielanym w częściach o łącznej wartości przekraczającej 130.000 zł? Więcej

6. Czy podmiot prawa publicznego z art. 4 pkt 3 ustawy Pzp musi opublikować plan postępowań?
Reprezentuję jednostkę będącą podmiotem prawa publicznego zgodnie z art. 4 pkt 3 ustawy Pzp. W związku z tym nie jesteśmy zobowiązani ustawowo do przygotowania planu zamówień publicznych, jednak co roku taki plan jest tworzony na wewnętrzny użytek. Czy w związku ze zmianami w przepisach nadal możemy tworzyć wewnętrzny plan zamówień publicznych w dowolnej formie? Czy samo powstanie takiego planu w naszej jednostce wymusza na nas zastosowanie się do art. 23 ustawy Pzp włącznie z publikacją i obowiązkową aktualizacją planu oraz w formie określonej rozporządzeniem? Więcej

7. Czy zamawiający sektorowy jest zobowiązany publikować plan postępowań?
Jesteśmy zamawiającym sektorowym i planujemy zlecanie zamówień sektorowych o wartości poniżej progów unijnych. Czy ustawa Pzp obliguje nas do opracowania i publikacji planu postępowań na e-Zamówienia? Czy możemy ogłosić postępowanie według niezmienionych regulaminów wewnętrznych już w lutym 2021 roku (zamówienie nie przekracza progów stosowania ustawy Pzp)? Więcej

8. Czy trzeba aktualizować plan, jeśli pojawiło się nowe, niezamierzone zamówienie poniżej 130.000 zł?
W czerwcu 2021 roku przeprowadzamy przetarg nieograniczony na organizację kilku młodzieżowych obozów sportowych. Kwota zamówienia znacznie przekracza 130.000 zł. Pozycja ta jest zapisana w planie zamówień. Jednak kilka dni temu na spotkaniu komisji socjalnej uchwalono, że nauczyciele chcą jechać na wyjazd integracyjny w październiku 2021 roku. Czy tę wycieczkę mam również objąć procedurą przetargową? Czy należy zmienić plan zamówień? Dodam, że wycieczka nie była planowana i jej wartość nie przekroczy 40.000 zł. Więcej

9. Czy szpital ze 100% udziałem samorządu terytorialnego musi publikować plan postępowań?
Czy musimy sporządzać plan zamówień publicznych i publikować go na naszej stronie internetowej, jeżeli jesteśmy niepublicznym zakładem opieki zdrowotnej (szpitalem) funkcjonującym w formie spółki prawa handlowego (sp. z o.o.) z 95% udziałem powiatu i 5% udziałem gminy? Więcej

10. Czy aktualizować plan zamówień w przypadku unieważnienia postępowania częściowego?
Mam w planie zamówień postępowanie krajowe bez negocjacji ujęte w jednej pozycji ale z podziałem na 5 części. Cztery części muszę unieważnić, a jedna będzie rozstrzygnięta. Czy wszczynając kolejną procedurę dla 4 części, muszę dokonać zmiany planu zamówień? Jak to prawidłowo zrobić? Więcej

11. Publikacja planu postępowań przez podmiot prawa publicznego
Zamawiający publiczny – osoba prawna, o której mowa w art. 4 pkt 3 ustawy Pzp (podmiot prawa publicznego) – nie ma obowiązku publikacji planu postępowań. Wobec tego nie dokonaliśmy publikacji ani na naszej stronie WWW ani w BZP. Jednak wszczynając postępowanie i publikując ogłoszenie o zamówieniu, każdorazowo widnieje informacja, że nie posiadamy planu. Proszę o opinię, czy postąpiliśmy prawidłowo, rezygnując z publikacji planu. Więcej

12. Jak wypełnić formularz planu postępowań w przypadku zamówień na usługi społeczne?
W planie postępowań na br. chciałam wpisać procedurę dotyczącą ochrony fizycznej osób i mienia o wartości około 1.600.000 zł netto. Przewidywany tryb, w jakim udzielę zamówienia, to procedura zamawiania usług społecznych i innych szczególnych usług zgodnie z art. 359 ustawy Pzp. Co powinnam wpisać w rubrykę „tryb udzielenia zamówienia”, ponieważ nie ma tam takiej opcji jak usługi społeczne? Więcej

13. Czy należy uaktualniać plan postępowań, gdy zmienia się nazwa realizowanego zamówienia publicznego?
Czy trzeba skorygować plan postępowań, jeżeli w ostatecznej wersji procedury zamówienie publiczne otrzymało inną nazwę zadania? Ogłoszenie o zamówieniu wymusza odwołanie się do zadania z planu postępowań (jeżeli oczywiście zostało tam wskazane). Czy odniesienie się do innej jego nazwy nie będzie błędem, jeżeli de facto chodzi o to zadanie? Co w sytuacji, gdy przykładowo kupujemy większy zakres zamówienia niż ten wskazany w planowanej nazwie zadania (wskazano 2 szt. a zamawiamy 3 szt.)? Więcej

14. Planowanie zamówień, gdy nie mamy ostatecznej wiedzy o ilości i zakresie zamówień – sprawdź zakres przedmiotowy planu
Jak prawidłowo w planie zamówień zamawiający powinien zakwalifikować szkolenia, które na chwilę obecną nie są doprecyzowane? Temat szkoleń jest określany dopiero po etapie rekrutacji i przeanalizowaniu potrzeb uczestników szkoleń. Szkolenia mogą mieć specjalistyczny charakter, i wówczas nie zachodzi między nimi tożsamość podmiotowa i przedmiotowa, ale mogą być też takie, które się powtórzą. Jak przygotować plan, aby nie dopuścić do nieprawidłowego zaniżania zamówień? Czy dla bezpieczeństwa łączyć wszystkie szkolenia i ogłaszać postępowanie na usługi społeczne w trybie podstawowym? Czy dopuszczalne jest wyodrębnianie szkoleń dopiero po dokonaniu analizy potrzeb i oszacowaniu zamówień? Czy w planie wolno ujmować szkolenia bliżej nieokreślone jako wymagające zastosowania trybu podstawowego, czy traktować je jako zamówienia do 130.000 zł? Więcej

15. Czy w planie postępowań należy informować o zamówieniach podobnych?
Czy zamawiający ma obowiązek wpisać do planu postępowań publikowanego w BZP zamówień, których zamierza udzielić w trybie z wolnej ręki na zamówienia podobne zgodnie z art. 214 ust. 7 lub art. 305 pkt 1 ustawy Pzp? W momencie ogłaszania zamówienia podstawowego zamawiający jedynie przewiduje możliwość skorzystania z zamówień podobnych w ciągu 3 lat od dnia udzielenie zamówienia podstawowego, jednakże dokładnie nie wie, kiedy je zleci. Jeżeli tak, to czy należy ująć te zamówienia w planach na kolejne 3 lata? Jakie są zasady ujmowania w planie postępowań zamówień z wolnej ręki na zamówienia podobne? Więcej

16. Jak wygląda aktualizacja planu postępowań w praktyce?
Jak zamawiający powinien prawidłowo zaktualizować plan postępowań na 2021 rok, jeżeli dokonał zakupów zaplanowanych w lutym, a w marcu otrzymał wsparcie w ramach nowego projektu? Czy aktualizacja będzie dotyczyła tylko nowych zamówień, czy wszystkich od początku roku budżetowego wraz z zamówieniami zakontraktowanymi? Więcej

17. Planowanie zamówień publicznych według ustawy Pzp
Jak zgodnie z ustawą Pzp zamawiający powinien przygotować plan postępowań o udzielenie zamówień publicznych i kiedy jest obowiązek aktualizacji tego planu? Więcej

https://www.portalzp.pl/nowosci/plan-postepowan-o-udzielenie-zamowien-i-budzet-2023-wedlug-ustawy-prawo-zamowien-publicznych-20448.html

 3. Ustawa o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej a Pzp 2023

Krzysztof Hodt | Dodano: 3 stycznia 2023

Co w praktyce dla zamawiających oznacza ustawa o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej? Jak przekłada się na ich obowiązki i prawa w świetle ustawy Pzp? Jak radzić sobie w sytuacji, gdy dostawcy energii nie składają ofert w przetargach na prąd i nie są zainteresowani negocjowaniem warunków umowy w trybie z wolnej ręki?

Obszerny artykuł na temat bieżących problemów z zamówieniami publicznymi na dostawy energii elektrycznej znajdziesz tutaj: „Zamówienie publiczne na dostawę energii elektrycznej – trudności, pytania, interpretacje nowych przepisów”.

Ustawa o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej nie wprowadza żadnych zmian w stosowaniu przepisów ustawy Pzp. Celem ustawy jest przede wszystkim ochrona wybranych podmiotów przed podwyżkami cen energii elektrycznej. Ochroną objęte są m.in. podmioty (tzw. odbiorcy uprawnieni) będące zamawiającymi w świetle przepisów ustawy Pzp. Ustawodawca przyjął, że w stosunku do nich przedsiębiorstwo energetyczne wykonujące działalność gospodarczą w zakresie obrotu energią elektryczną (tzw. podmiot uprawniony) stosuje cenę maksymalną energii w wysokości 785 zł/MWh (bez podatku od towarów i usług oraz podatku akcyzowego).

W sytuacji gdy odbiorca uprawniony nie otrzymuje w postępowaniu na dostawę energii elektrycznej ofert, może skorzystać ze sprzedaży rezerwowej.

Sprzedawca rezerwowy dostarcza do odbiorcy energię elektryczną w przypadku gdy:

1) dotychczasowy sprzedawca zaprzestał dostarczania energii, z przyczyn leżących po stronie tego sprzedawcy,

2) wygaśnie umowa (sprzedaży lub kompleksowa) z dotychczasowym sprzedawcą, a odbiorca nie zgłosił swojemu operatorowi systemu dystrybucyjnego (OSD, do którego sieci jest przyłączony) informacji o zawarciu umowy kompleksowej lub umowy sprzedaży z innym sprzedawcą energii w ramach procedury zmiany sprzedawcy,

3) wybrany przez odbiorcę sprzedawca nie rozpoczął sprzedaży energii elektrycznej.

Takie rozwiązanie ma na celu zagwarantowanie odbiorcom ciągłości dostaw do czasu wybrania przez nich nowego sprzedawcy energii elektrycznej. Umowa sprzedaży rezerwowej jest zawierana na czas nieokreślony i obowiązuje od dnia zaprzestania wykonywania umowy sprzedaży przez dotychczasowego sprzedawcę energii elektrycznej.

Umowa ta może ulec rozwiązaniu:

– w dowolnym terminie na mocy porozumienia stron lub
– w drodze wypowiedzenia przez odbiorcę z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia ze skutkiem na ostatni dzień miesiąca następujący po miesiącu, w którym nastąpiło doręczenie oświadczenia o wypowiedzeniu umowy, przy czym odbiorca może wskazać późniejszy jej termin wypowiedzenia.

Przed wejściem w życie ustawy o środkach nadzwyczajnych nabywanie energii na podstawie sprzedaży rezerwowej było bardzo niekorzystane dla odbiorcy. Stawki stosowane przez sprzedawcę rezerwowego były znacznie wyższe od rynkowych. Sytuacja ta uległa jednak zmianie na skutek uchwalenia ustawy o środkach nadzwyczajnych. Zgodnie z art. 7 tej ustawy w przypadku korzystania przez odbiorcę uprawnionego z usług sprzedawcy rezerwowego stosuje się ograniczenie do ustalonej w ustawie maksymalnej ceny energii.

W sytuacji, gdy umowa na sprzedaż energii wygasła, a zamawiający nie może znaleźć nowego dostawcy, zobowiązany jest zawrzeć umowę ze sprzedawcą rezerwowym. W mojej ocenie, pomimo podpisania takiej umowy zamawiający powinien dalej podejmować działania zmierzające do podpisania umowy w sprawie zamówienia publicznego z wybranym w trybie ustawy Pzp dostawcą energii.

Podstawa prawna

ustawa z 27 października 2022 r. o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej oraz wsparciu niektórych odbiorców w 2023 roku (Dz.U. poz. 2243)

https://www.portalzp.pl/nowosci/ustawa-o-srodkach-nadzwyczajnych-majacych-na-celu-ograniczenie-wysokosci-cen-energii-elektrycznej-a-pzp-2023-29514.html

 

Rzeczpospolita

 1. Zamówienia publiczne: Kiedy i dla kogo nowe klauzule

Mateusz Giera | Publikacja: 26.12.2022 01:50

W przypadku zmiany wynagrodzenia przysługującego wykonawcy, waloryzacji podlega również wynagrodzenie podwykonawców.

Ustawą z 7 października 2022 r. o zmianie niektórych ustaw w celu uproszczenia procedur administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców (Dz.U. z 2022 r. poz. 2185), wprowadzono istotną zmianę w ustawie Prawo zamówień publicznych z punktu widzenia zarówno zamawiających publicznych oraz wykonawców.

Zmiana dotyczy możliwości waloryzowania wynagrodzenia otrzymywanego od sektora publicznego, w kontraktach, których przedmiotem są roboty budowlane, dostawy lub usługi. Ustawodawca zdecydował się, na obligatoryjne postanowienia dotyczące zasad wprowadzania zmian wysokości wynagrodzenia należnego wykonawcy w przypadku zmiany ceny materiałów lub kosztów związanych z realizacją zamówienia.

Co istotne – zmiana dotyczy umów, które zawarto na okres dłuższy niż 6 miesięcy, a nie jak dotychczas tylko w przypadku umów zawieranych na okres dłuższy niż 12 miesięcy. Waloryzacja wynagrodzenia i zawarcie w kontraktach klauzul waloryzacyjnych na wypadek zmiany cen materiałów lub kosztów zamówienia, obecnie rozciąga się także na realizatorów umów na zamówienia publiczne, których przedmiotem są dostawy.

Podwykonawcy również chronieni
Zadbano przy tym, aby w przypadku zmiany wynagrodzenia przysługującego wykonawcy, waloryzacji podlegało również wynagrodzenie podwykonawców. Oczywiście w zakresie odpowiadającym zmianom cen materiałów lub kosztów dotyczących zobowiązania podwykonawcy. Dotyczy to kontraktów z podwykonawcami zawartych na okres dłuższy niż 6 miesięcy i także dodatkowo w stosunku do umów na dostawy. Nowe przepisy zatem znacząco poszerzyły krąg podmiotów mogących ubiegać się o waloryzację wynagrodzenia w związku z obserwowanym na rynku gwałtownym wzrostem cen i kosztów materiałów.

Nowe zasady
Przyjęto, że nowe zasady waloryzacji obowiązywać będą w stosunku do postępowań ogłoszonych począwszy od 10 listopada br., zaś do postępowań wszczętych i niezakończonych przed tym dniem, stosuje się ustawę w brzmieniu dotychczasowym.

Wykonywane umowy pod ochroną
Ustawodawca zagwarantował w art. 48 ustawy zmieniającej, odrębną podstawę prawną zapewniającą szerszą ochronę wynagrodzeń wykonawców. Daje ona możliwość waloryzowania wynagrodzeń wykonawców w umowach, które zostały zawarte przed wejściem w życie ww. przepisu i są obecnie realizowane, i to bez potrzeby przeprowadzenia nowego postępowania o udzielenie zamówienia. Z nowych rozwiązań skorzystać będą mogli zamawiający, którzy działając z należytą starannością nie mogli przewidzieć istotnej zmiany cen materiałów lub kosztów związanych z realizacją zamówienia publicznego. Ingerencja w umowę polegać będzie mogła bezpośrednio na zmianie wysokości wynagrodzenia wykonawcy, a także dodaniu (lub modyfikacji) postanowień klauzul waloryzacyjnych przewidujących zasady wprowadzenia zmian wysokości wynagrodzenia. Wzrost cen materiałów uzasadniać może także zmianę w kontraktach, które nie są stricte powiązane z wynagrodzeniem, ale które mogą wpływać na zminimalizowanie nierentowności realizacji zamówienia publicznego. W takim przypadku przewidziano możliwość zmian w zakresie wykonania umów, w szczególności dotyczących zakresu świadczenia wykonawcy, terminu wykonania umowy lub jej części, a nawet czasowego zawieszenia jej wykonywania, nie wyłączając przy tym zmiany sposobu wykonania umowy. Z tym jednak zastrzeżeniem, że wzrost wynagrodzenia wykonawcy spowodowany każdą kolejną zmianą nie może przekroczyć 50 proc. wartości pierwotnej umowy.

Forma zależy od stron
Ustawodawca pozostawił stronom kontraktu elastyczność co do wyboru sposobu urealnienia wynagrodzenia wykonawcy w związku z panującą sytuacją gospodarczą oraz wzrostem cen, nie wyznaczając ściśle procedury, w której może dojść do zmiany umowy. Przewidziano również ochronę w stosunku do podwykonawców, na wypadek zmiany umowy w sprawie zamówienia publicznego, jeżeli zmiana ta obejmie część zamówienia publicznego powierzonego do wykonania podwykonawcy. W takiej sytuacji wykonawca jest obowiązany do uzgodnienia odpowiedniej zmiany łączącej go umowy z podwykonawcą. Waloryzacja na ww. zasadach dotyczy także dalszych podwykonawców.

Ustawodawca zdecydował, że gdy zmiana umowy w sprawie zamówienia publicznego dotyczyć będzie zmiany wynagrodzenia, to w istocie wprowadza się podział kontraktowego ryzyka pomiędzy zamawiającym publicznym a wykonawcą poprzez poniesienie zwiększonego kosztu wykonania w uzgodnionych częściach.

Jakkolwiek ustawodawca nie narzucił procedury waloryzacji wynagrodzenia to przewidział, że może to nastąpić poprzez odniesienie się do wskaźnika zmiany cen materiałów lub kosztów ogłaszanego w komunikacie prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Brak szczegółowego uregulowania mechanizmu, na którym opierać ma się waloryzacja, w istocie może prowadzić do wykorzystywania przez zamawiających publicznych swojej dominującej pozycji kontraktowej względem wykonawców, przy formułowaniu postanowień waloryzacyjnych w umowach. Z drugiej jednak strony, zostawienie swobody w zakresie określenia klauzul waloryzacyjnych pozwala na ich dostosowanie w szczególności do specyfiki konkretnego zamówienia oraz realiów gospodarczych, w jakich jest ono realizowane.

Zdaniem autora

Mateusz Giera radca prawny, Sobczyńscy i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni sp. k.

Brak bezpośredniego mechanizmu

Dostrzegając gwałtowany wzrost cen materiałów, w tym materiałów budowlanych nie wprowadzono jednak do ustawy instrumentów, które jednoznacznie poprawiałyby sytuację wykonawców zakreślając konkretne mechanizmy ochronne ich wynagrodzeń. Ustawodawca nie dokonał zmiany w art. 439 ust. 4 p.z.p., zatem nadal klauzule waloryzacyjne mają mieć charakter symetryczny tj. mają dotyczyć zarówno zwiększenia jak i zmniejszenia wynagrodzenia. Zmiany w ustawie p.z.p. dają jednak zamawiającym publicznym możliwość przystosowania umów w zakresie wynagrodzenia oraz sposobu ich wykonania z uwzględnieniem bieżącej sytuacji rynkowej, tak aby przywrócić równowagę ekonomiczną stron umowy i nie doprowadzić do negatywnych konsekwencji także dla samych zamawiających. Przedsiębiorcy z kolei liczyć się muszą z tym, że nie zawsze zamawiający, którzy również z uwagi choćby na wzrost cen energii elektrycznej, będą w stanie zawrzeć aneksy waloryzacyjne do umów.

https://www.rp.pl/samorzad/art37660491-zamowienia-publiczne-kiedy-i-dla-kogo-nowe-klauzule

 2. Jak badać doświadczenie zdobyte w ramach konsorcjum

Irena Skubiszak-Kalinowska | Publikacja: 28.12.2022 11:51

W orzecznictwie nie jest kwestionowany pogląd, iż łączenie zdolności członków konsorcjum nie może następować w sposób dowolny. Liczy się bowiem rola, jaką członek grupy odegra przy realizacji zamówienia.

Jednym z nowych, przewidzianych ustawą z 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (dalej pzp) rozwiązań, to oświadczenie wykonawców wspólnie ubiegających się o udzielenie zamówienia, o którym mowa w art. 117 ust. 4 pzp. Jest to dodatkowy, składany wyłącznie przez tzw. konsorcjum dokument, precyzujący podział zadań przy realizacji zamówienia pomiędzy jego członkami.

Wskazanie reguł
Nie budzi wątpliwości, iż wykonawcy mogą wspólnie ubiegać się o udzielenie zamówienia i wówczas regulacje dotyczące pojedynczego wykonawcy stosuje się odpowiednio do współwykonawców (art. 58 ust. 1 i 5 pzp). Precyzując w ogłoszeniu o zamówieniu lub dokumentach zamówienia swoje wymagania w przedmiocie spełniania warunków udziału w postępowaniu, zamawiający wskazuje wedle jakich reguł będzie je weryfikował. Ocena zdolności grupy wykonawców – według przyjętych zasad (formułowanych wszak dla pojedynczych wykonawców) nie zawsze jednak jest adekwatna. Dlatego też art. 117 pzp stanowi upoważnienie dla zamawiającego do konkretyzowania sposobu spełniania przez konsorcjum warunków udziału w postępowaniu (art. 117 ust. 1 pzp) oraz wprowadza reguły określające, jak współwykonawcy mają wykazać spełnianie poszczególnych warunków udziału dotyczących uprawnień do prowadzenia określonej działalności gospodarczej lub zawodowej oraz wykształcenia, kwalifikacji zawodowych lub doświadczenia (art. 117 ust. 2–4 pzp). Przepis stanowi implementację do polskiego porządku prawnego art. 19 ust. 2 akapit drugi oraz art. 63 ust. 1 akapit 4 dyrektywy klasycznej.

W piśmiennictwie i orzecznictwie tak krajowym, jak i unijnym , nie jest kwestionowany pogląd, iż łączenie zdolności członków konsorcjum nie może następować w sposób dowolny (poprzez bezrefleksyjne sumowanie poszczególnych potencjałów). Liczy się bowiem rola, jaką członek grupy odegra przy realizacji zamówienia. Przyjmuje się zatem, że wymagane zdolności powinien posiadać co najmniej ten z konsorcjantów, który w ramach przyjętego wewnętrznie podziału zadań wyznaczony zostanie do realizowania danej części zamówienia, z którą wiąże się obowiązek posiadania konkretnych uprawnień, doświadczenia, kwalifikacji lub wykształcenia. W celu potwierdzenia spełnienia ustanowionych przez zamawiającego warunków na wykonawcę nałożono więc nowy obowiązek złożenia wraz z wnioskiem o dopuszczenie udziału w postępowaniu/ofertą oświadczenia, z którego wynika, które roboty budowlane, dostawy lub usługi wykonają poszczególni członkowie grupy wykonawców.

Obserwacja dwuletniej już praktyki w stosowaniu nowych przepisów prowadzi jednak do wniosku, że formułowane wymagania i sposób oceny tych oświadczeń przez zamawiających nie zawsze są prawidłowe.

Dlatego też warto (nie omawiając oczywiście kwestii oczywistych i bezproblemowych) zwrócić uwagę na kilka zagadnień.

W pierwszej kolejności przypomnieć należy cel, który przyświecał wprowadzeniu omawianej regulacji. Jak słusznie wskazano w komentarzu UZP:

„Oświadczenie nie stanowi dodatkowego zobowiązania do realizacji określonej części zamówienia, ponieważ zamawiający i tak może żądać wykonania całości lub określonej części zamówienia przez dowolnie wskazanego przez siebie wykonawcę ze względu na solidarną odpowiedzialność współwykonawców za wykonanie umowy w sprawie zamówienia (art. 445 ust. 1 pzp w zw. z art. 366 § 1 k.c.). Celem art. 117 ust. 4 pzp jest umożliwienie weryfikacji, czy planowany podział zadań pomiędzy członków konsorcjum zapewnia realne wykorzystanie deklarowanych przez nich zasobów”.

Oświadczenie z art. 117 ust. 4 pełni zatem podobną rolę, jak zobowiązanie podmiotu trzeciego do udostępnienia potencjału. Z jego treści organizator postępowania dowie się, czy wykazywane na etapie badania wniosku/oferty potencjały będą mogły w rzeczywisty sposób zostać wykorzystane w trakcie realizacji zamówienia. Takie rozwiązanie w szczególności zapobiegać ma niekorzystnym dla interesu publicznego, a często występującym pod rządami dotychczasowych przepisów sytuacjom, w których „międzynarodowe” konsorcja powoływały się na doświadczenie spółek matek/podmiotów dominujących w grupie kapitałowej, zdobyte w realizacji zagranicznych kontraktów, a następnie podmiot ten realnie nie uczestniczył w realizacji uzyskanego zamówienia. Częstokroć negatywnie wpływało to zarówno na jakość wykonywanych umów (realizowane były przez podmioty bez doświadczenia), jak również osłabiało pozycję konkurencyjną rodzimych wykonawców.

Dostawa i uprawnienia
Czy należy żądać oświadczenia z art. 117 ust. 4 w postępowaniach, których przedmiot obejmuje wyłącznie dostawy, dla realizacji których nie są wymagane uprawnienia?

Redakcja przepisu ust. 4 art. 117 powoduje, że częstokroć zamawiający przewiduje obowiązek dołączenia do oferty oświadczenia o podziale zadań, gdy przedmiotem prowadzonego postępowania jest wyłącznie dostawa i to taka, do realizacji której nie są wymagane żadne uprawnienia. Wówczas oczywiste powinno być, iż dokument ten jest zbędny. Należałoby zatem rozważyć stosowną modyfikację tej regulacji.

Czy możliwa jest wspólna realizacja zakresu zamówienia, gdy tylko jeden z konsorcjantów legitymuje się stosownym potencjałem?

Kolejnym problemem, który jawi się w praktyce jest sposób wypełniania (a w zasadzie oceny) tego oświadczenia w sytuacji, w której przy określaniu podmiotu realizującego dany zakres zamówienia wpisany zostaje nie tylko ten z konsorcjantów, który wykazuje określone zdolności, ale łącznie z nim jeszcze inni uczestnicy konsorcjum. Wśród niektórych zamawiających pojawia się wówczas wątpliwość co do prawidłowości takiej konstrukcji. Wszak, jak już ustalono powyżej, celem przedłożenia tego oświadczenia jest uniknięcie ryzyka wykazywania przez konsorcjum zdolności wyłącznie „na papierze”, bez późniejszego faktycznego udziału w realizacji zamówienia podmiotu posiadającego dany potencjał.

Czy zatem deklaracja wspólnej realizacji – ale zawsze z podmiotem doświadczonym – niweczy ten cel?

Ażeby odpowiedzieć na tak postawione pytanie, należy zadać kolejne – czy okoliczność wskazania w oświadczeniu o podziale zadań konkretnego podmiotu (konsorcjanta legitymującego się danym potencjałem) niweczy możliwość realizacji tego zakresu zamówienia przez podwykonawców? Naturalnie, że nie (o ile oczywiście nie zostały przez zamawiającego zastrzeżone „kluczowe zadania”, o których mowa w art. 60 pzp). Skoro więc można skorzystać z tzw. podwykonawcy „zwykłego”, którego potencjał nie jest weryfikowany na etapie badania i oceny ofert, to nic nie stoi na przeszkodzie, ażeby pod nadzorem i przy aktywnym współudziale konsorcjanta doświadczonego, nie mógł pewnych zakresów realizować również jego współkonsorcjant.

Dlatego też opowiedzieć się trzeba za dopuszczalnością „łącznego” wskazywania wykonawców poszczególnych zakresów, w szczególności jeżeli dane zamówienie ma jednorodny charakter. W przeciwnym razie bowiem niedoświadczony podmiot nigdy nie zdobędzie nowych kompetencji, umożliwiających mu w przyszłości samodzielne wykazywanie posiadania określonych zdolności.

I tu dochodzimy do sedna problemu – a mianowicie wadliwej oceny przez niektórych zamawiających doświadczenia wykonawców zdobytego uprzednio w konsorcjum.

Orzeczenie TSUE
Jak należy oceniać doświadczenie zdobyte uprzednio w ramach konsorcjum?

Na gruncie prowadzonych w Polsce postępowań oceniamy orzeczenie Esaproject (sprawa o sygnaturze C-387/14) zbyt dosłownie, zapominając, że już w 2007 r., w wyroku zapadłym w sprawie o sygnaturze C-399/05, Trybunał wskazał, że: „Okoliczność, jeśli zostanie potwierdzona, że osoby zarządzające przedsiębiorcą-członkiem konsorcjum, uczestniczyły w czynnościach dotyczących planowania i zarządzania realizacją zamówienia, będzie miała znaczenie dla ustalenia, że przedsiębiorca, do którego osoby te należą, może nabyć doświadczenie wymagane w warunkach ogłoszenia o zamówieniu, o którym mowa”.

W analizowanej przez TSUE sprawie lider konsorcjum był odpowiedzialny za: „techniczną, handlową i organizacyjną koordynację projektu, w szczególności za koordynację działań technicznych prowadzonych przez członków konsorcjum, koordynację działania tego ostatniego obejmujące budowę, uruchomienie i dostawę projektu, ogólną koordynację szkolenia personelu klienta, publikację odpowiednich instrukcji i procedur, przygotowanie i koordynację ogólnego harmonogramu oraz monitorowanie harmonogramu”.

Trybunał uznał, że jest to wystarczające dla możliwości powołania się na doświadczenie zdobyte podczas realizacji projektu w kolejnym postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego.

Nie stoi w sprzeczności z powyższym rozstrzygnięciem wyrok zapadły 4 maja 2017 r., w sprawie o sygn. akt C-387/14 Esaproject, w którym Trybunał wskazał, że: „kandydaci lub oferenci powinni wykazać instytucji zamawiającej, że faktycznie dysponują lub będą dysponować zdolnościami niezbędnymi do prawidłowego wykonania danego zamówienia publicznego”.

Precyzując jednocześnie, że: „wykonawca nie może polegać, do celów wymaganego przez instytucję zamawiającą doświadczenia, na realizacji świadczeń przez innych członków grupy wykonawców, w których realizacji faktycznie i konkretnie nie brał udziału”.

A contrario zatem – wykonawca (…) może polegać do celów wymaganego przez instytucję zamawiającą doświadczenia (…), o ile brał udział w realizacji świadczeń w sposób faktyczny i konkretny(…).

Wykładnia pojęcia „faktycznego i konkretnego” udziału w realizacji zamówienia wynika również z orzecznictwa Trybunału, przywołanego i przeanalizowanego w wyroku Krajowej Izby Odwoławczej z 18 września 2017 roku, w sprawie sygn. akt KIO 1854/17, w którym Izba wskazała, że: „każdy warunek i każdy opis sposobu jego spełnienia musi być analizowany przez pryzmat art. 22 ust. 4 i 5 ustawy Pzp, a więc jego związania z przedmiotem zamówienia oraz proporcjonalności do tegoż, a także celu dla jakiego w ogóle został postawiony – weryfikacji zdolności wykonawcy do realizacji zamówienia. Te czynniki winny zatem być punktem wyjścia dla analizy każdego przypadku”.

Kontynuując Izba stwierdziła: „sam Trybunał Sprawiedliwości UE podkreśla, iż warunkiem uznania możliwości powołania się na doświadczenie całego konsorcjum przez pojedynczego wykonawcę jest jego czynny udział w zarządzaniu sprawami konsorcjum [wyrok z 18 lipca 2007 r. w sprawie Komisja Wspólnot Europejskich przeciwko Grecji sygn. C-399/05 (…)]. Trybunał widzi zatem doświadczenie konsorcjanta w postaci umiejętności zarządzania, administrowania określonym rodzajem i rozmiarem przedsięwzięć. Wydaje się, że w ten sposób należałoby rozumieć owe zastrzeżenie czynnego udziału w zarządzaniu sprawami konsorcjum”.

Rozstrzygnięcia KIO
Analogicznie w wyroku z 21 grudnia 2018 roku, (sygn. KIO 2534/18), przywołując orzecznictwo Trybunału, Izba skonstatowała, że: „warunkiem uznania możliwości powołania się na doświadczenie całego konsorcjum przez pojedynczego wykonawcę jest jego czynny udział np. w zarządzaniu sprawami konsorcjum”.

Podobnie w wyroku z 2 listopada 2017 roku, (sygn. KIO 2007/17, KIO 2014/17) Izba orzekła: „decyzji – jako wyrażenia woli podjęcia określonego działania – nie podejmuje osoba, która podpisuje się pod dokumentem zawierającym oświadczenie woli, a osoba, która dokument ten przygotowała. (…) Wkład X w prowadzenie działań wymaganych od ww. konsorcjum – pozostawanie mocodawcą Y oraz podejmowanie decyzji dotyczących działań tej spółki w drodze tzw. ustaleń wewnętrznych – był faktyczny i należy uznać go jako odpowiedni dla wykazania się dysponowaniem wymaganym przez Zamawiającego doświadczeniem”.

Należy przy tym podkreślić, że w tej sprawie Izba zezwoliła na powołanie się na całość doświadczenia przez podmiot, który bezpośrednio (fizycznie) wykonał prace o wartości zaledwie 0,54 proc. wartości całego kontraktu, przyznając jednak decydujące znaczenie faktycznemu i konkretnemu zaangażowaniu tego podmiotu w proces decyzyjny.

Warto zatem – dokonując poszczególnych ocen i weryfikacji – każdorazowo pamiętać jak do problemu powoływania się na uprzednio zdobyte w ramach grupy wykonawców doświadczenie podszedł rzecznik generalny Michał Bobek, wydający opinię do sprawy Esaproject, stwierdzając: „Ostatecznie jednak dokładna rola każdej z firm i zdobywane przez nie doświadczenie zależne są od konkretnych okoliczności. Jest na przykład możliwe, że bank odgrywał wiodącą rolę w zakresie finansowania, natomiast dostawca usług pozostawał blisko związany z tą częścią inwestycji, a tym samym zdobył określone doświadczenie w tej dziedzinie. Takie doświadczenie może być zupełnie odpowiednie i wystarczające w kontekście innego przetargu na inny projekt. Może też ono nie być ani odpowiednie, ani wystarczające. Są to zagadnienia stanu faktycznego”.

Autorka jest radcą prawnym, właścicielką kancelarii ISK, wykładowcą na WPiA UW i członkiem Stowarzyszenia Prawa Zamówień Publicznych

https://www.rp.pl/administracja/art37674721-jak-badac-doswiadczenie-zdobyte-w-ramach-konsorcjum

 

Budownictwo | 23.12.2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Totalna cyfryzacja w prawie budowlanym. Z dwoma wyjątkami

Inga Stawicka | 15 grudnia 2022, 09:57

Najnowsza wersja projektu nowelizacji prawa budowlanego zakłada, że elektroniczne składanie wniosków nie obejmie jednak wszystkich procedur. Zmianami zajmie się teraz Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji.

Przypomnijmy, że jedna z kilku procedowanych obecnie nowelizacji prawa budowlanego, za które odpowiada resort rozwoju, ma na celu całkowite zastąpienie papierowych dokumentów formami cyfrowymi. Projekt przewiduje, że dokumenty w toku procedur budowlanych będzie można złożyć jedynie elektronicznie. Pierwotnie resort zakładał, że zmiana wejdzie w życie już z początkiem nowego roku, ale po fali krytyki w trakcie konsultacji zdecydował się na wydłużenie tego terminu do czerwca 2023 r.

Pierwsza wersja projektu nowelizacji nie przewidywała wyjątków od elektronicznych form wniosków. W tej przedstawionej Komitetowi Rady Ministrów ds. Cyfryzacji dodano jednak nowy artykuł, w którym wskazano, że przepisów o cyfrowej formie wniosków, zawiadomień i zgłoszeń nie stosuje się w dwóch przypadkach: gdy mamy do czynienia z zamierzeniami budowlanymi lub robotami budowlanymi na terenach zamkniętych.

Dlaczego zdecydowano się akurat na takie wyjątki? Nie wiadomo, bo w nowej wersji uzasadnienia projektu w ogóle o tym nie wspomniano. Zauważyło to Rządowe Centrum Legislacji (RCL) i w przedstawionych uwagach wskazało, że resort powinien wyjaśnić, jaki jest cel wyłączeń. Ministerstwo deklaruje, że uzasadnienie zostanie niebawem uzupełnione.

Eksperci wciąż sceptycznie podchodzą do narzuconego tempa cyfryzacji procedur budowlanych. RCL zaznacza, że ograniczenie się do elektronicznych form budzi wątpliwości zwłaszcza w kontekście ogólnej regulacji kodeksu postępowania administracyjnego, która daje możliwość składania pism w wersji zarówno cyfrowej, jak i tradycyjnej. RCL podziela też wcześniejsze wątpliwości dotyczące wykluczenia cyfrowego, zwłaszcza osób starszych, które mogą w ten sposób zostać pozbawione możliwości załatwiania niektórych spraw urzędowych. Inną trudnością, na którą zawraca uwagę centrum, są komplikacje w postępowaniu administracyjnym.

– Takie rozwiązanie może wpłynąć również na sposób komunikowania się organu ze stroną postępowania (uczestnikiem postępowania) i wywołuje skutki w zakresie podejmowania czynności w postępowaniu za pomocą środków komunikacji elektronicznej – co może prowadzić do wyłączenia z udziału w postępowaniu osób niemających dostępu do takich środków – wskazało RCL w uwagach.

Resort rozwoju z planów dotyczących cyfryzacji wycofywać się nie zamierza, zapewnia jednak, że żadnych problemów w postępowaniach administracyjnych nie będzie, bo nowelizacja nie zmieni przepisów regulujących sposób komunikacji organu z innymi uczestnikami postępowania. Uregulowanie dotyczące cyfrowych form pism obejmie jedynie inwestorów. ©℗

Etap legislacyjny

Prace w Komitecie Rady Ministrów ds. Cyfryzacji

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8610601,prawo-budowlane-cyfryzacja-zmiany-2023-wyjatki.html

 2. Rok 2023 będzie dla branży deweloperskiej najtrudniejszy w historii

Sonia Sobczyk-Grygiel | 14 grudnia 2022, 07:20

Kirejczyk: Liczbę mieszkań, na które wydano niewykorzystane, zalegające w szufladach pozwolenia, można szacować na ok. 160 tys., czyli prawie tyle, ile deweloperzy zaczęli budować w Polsce w rekordowym pod tym względem 2021 r.

Kończy się bezprecedensowy pod wieloma względami rok, także dla rynku nieruchomości. Czy w tym nadchodzącym możemy liczyć na odwilż?

Rzeczywiście 2022 r. bez przesady można określić jako ciąg szoków dotykających polski rynek mieszkaniowy. Zaczęło się od wzrostu inflacji i prognoz dalszych szybkich wzrostów. Wybuch wojny w Ukrainie dramatycznie zwiększył poziom niepewności i spowodował napływ milionów ukraińskich uchodźców w okresie kilku tygodni marca. 1 kwietnia weszła w życie nowa zasada liczenia zdolności kredytowej, narzucająca bankom wymóg doliczania 5 pkt proc. do oprocentowania kredytów przy wyliczaniu zdolności kredytowej. Popyt kredytowy, już silnie ograniczony wzrostem oprocentowania, został jeszcze mocniej uszczuplony.

Kolejne podwyżki stóp znajdowały odzwierciedlenie w oprocentowaniu oferowanych kredytów hipotecznych, które pod koniec roku znalazło się w przedziale 9-10 proc. Równolegle rosło oprocentowanie kredytów dla firm deweloperskich, sięgając 12-13 proc. Jesienią liczba nowo udzielanych kredytów zmalała do nieco ponad 6 tys. miesięcznie w skali kraju, o trzy czwarte mniej niż w rekordowych miesiącach ubiegłego roku. Tymczasem zbliżający się termin wejścia w życie ustawy o Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym sprawił, że pod koniec czerwca do sprzedaży wprowadzono nowe inwestycje, które w innym przypadku zapewne jeszcze spokojnie poczekałyby na lepszą koniunkturę. Chodziło o to, by w trudno przewidywalnym otoczeniu przynajmniej część mieszkań można było sprzedawać na dotychczasowych zasadach.

Do tego niektórzy politycy związani z rządzącą koalicją nerwowo reagowali na wzrost cen, strasząc różne grupy nabywców podatkami od kolejnych mieszkań, zwłaszcza pustostanów, i zapowiadając utrudnienia w nabywaniu budynków pod wynajem przez – w domyśle zagraniczne – fundusze.

Mamy zły moment na regulowanie działalności funduszy oferujących mieszkania na wynajem? Czy nie lepiej uregulować ich działalność, by zapobiec niekorzystnym zjawiskom w przyszłości?

Przede wszystkim skala tzw. instytucjonalnego rynku najmu jest tak mała, że jego wpływ na sytuację rynkową jest znikomy. Po drugie, kluczowym problemem jest dziś załamanie płynności budownictwa, zatem kapitał zainteresowany sfinansowaniem budowy nowych mieszkań jest wyjątkowo cenny. Po trzecie, brak mieszkań na wynajem spowodował wzrost czynszów. Mamy ogromny brak podaży spowodowany z jednej strony napływem uchodźców, a z drugiej odraczaniem decyzji o zakupie mieszkań przez Polaków, spowodowanym głównie brakiem zdolności kredytowej. Atakowanie osób i podmiotów zwiększających podaż mieszkań na wynajem, gdy rynek znajduje się w tak trudnej sytuacji, wygląda co najmniej dziwnie.

Zresztą 2022 r. był niestety rokiem zahamowania rozwoju tworzącego się w Polsce sektora instytucjonalnego rynku najmu. Problemy z wysokimi kosztami finansowania i trudnościami z określeniem kosztów inwestycji, a w niektórych przypadkach także postrzeganiem Polski jako rynku o podwyższonym ryzyku geopolitycznym, sprawiły, że negocjacje zakupu kolejnych budynków pod wynajem zostały zawieszone, choć liczba deweloperów zainteresowanych sprzedażą bardzo wzrosła. Można powiedzieć, że o ile w 2021 r. to deweloperzy nie byli zbytnio zainteresowani sprzedażą swoich inwestycji do funduszy, o tyle w 2022 r. sytuacja odwróciła się o 180 stopni.

Czy z tak trudnej na wielu poziomach sytuacji branża może wyjść obronną ręką?

Na drastyczną zmianę warunków prowadzenia działalności branża deweloperska zareagowała spokojnie, starając się zmniejszyć podaż, a zwłaszcza w drugiej połowie roku ograniczając rozpoczynanie nowych budów. Podobnie jak w poprzednim kryzysie, pojawiły się różnorodne zachęty dla nabywców, począwszy od obniżek cen w procesie negocjacji, oferowanie schematów płatności typu 10/90 czy 20/80 (czyli de facto kredytowanie nabywców) czy różnego rodzaju bonusy, takie jak miejsce parkingowe w cenie czy grant na wykończenie mieszkania.

Widać ostre hamowanie w budownictwie mieszkaniowym?
W tym roku najprawdopodobniej osiągniemy rekord pod względem liczby mieszkań oddanych do użytkowania. Będzie on jednak także rekordowy pod względem różnicy w liczbie mieszkań, na których budowę deweloperzy uzyskali pozwolenia i których budowę rozpoczęli. Liczba ta będzie bliska 80 tys. w całej Polsce. Ponieważ zjawisko takiej nadwyżki miało także miejsce w 2020 i 2021 r., to dziś liczbę mieszkań, na które wydano niewykorzystane, zalegające w szufladach pozwolenia, można szacować na ok. 160 tys., czyli prawie tyle, ile deweloperzy zaczęli budować w Polsce w rekordowym pod tym względem 2021 r.

Z jednej strony oznacza to, że jeśli kryzys szybko się skończy, popyt wzrośnie, a koszty finansowania spadną, to firmy będą w stanie szybko zwiększyć podaż. Z drugiej jednak jakaś część firm ulokowała swoje rezerwy finansowe w ziemi i dokumentacji, i jeśli kryzys będzie się przedłużał, może im tych rezerw zabraknąć. Z pewnością, co widać już w statystykach z ostatnich miesięcy, deweloperzy zdecydowanie ograniczą liczbę rozpoczynanych inwestycji, co przełoży się na mniejszą liczbę zamówień dla sektora budownictwa.

To wszystko oznacza, że, o ile w otoczeniu rynku nie nastąpią wyraźne, pozytywne zmiany, rok 2023 będzie dla polskiej branży deweloperskiej najtrudniejszym okresem w historii.

W jakiej kondycji firmy deweloperskie weszły w kryzys? Możliwe są bankructwa?

Choć ogromna większość firm deweloperskich jest w dobrej kondycji, to nie można wykluczyć poważnych problemów pojedynczych firm. Problemy takie zostaną zapewne szybko nagłośnione, kierując zaniepokojonych nabywców ku ofertom najsilniejszych firm, mieszkaniom objętym ochroną Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego i lokalom gotowym lub prawie gotowym. Sytuacja sprzyja więc konsolidacji rynku. Generalnie lepiej poradzą sobie najsilniejsze rynki, oparte na silnym popycie gotówkowym. Trudniej będzie firmom w mniejszych miastach, gdzie nowe inwestycje mogą zupełnie wyhamować.

A jakie są pańskie prognozy na 2023 r., jeżeli chodzi o kredyty mieszkaniowe?

Wszystko wskazuje na to, że akcja kredytowa w całym 2023 r. będzie wyjątkowo niska, co przełoży się na popyt kredytowy zbliżony do tego z drugiej połowy bieżącego roku. W dodatku w pierwszej połowie roku jakaś część potencjalnych kredytobiorców wstrzyma się z decyzją, czekając na oferty oparte na nowej stopie WIRON.

Jak w tym kontekście ocenia pan zapowiadany 2-proc. kredyt dla rodzin na pierwsze mieszkanie?

Byłby on istotnym wsparciem popytu, zwłaszcza jeśli byłby ograniczony do nowych mieszkań i domów. Dziś trudno jednak powiedzieć, kiedy i na jakich zasadach takie kredyty miałyby pojawić się w ofercie. Bardziej prawdopodobne jest to, że wzrost zainteresowania kredytami nastąpi, gdy pojawią się realne perspektywy spadku inflacji i uzasadnione nadzieje na spadki stóp procentowych w 2024 r.

A jakiego trendu spodziewa się pan, jeżeli chodzi o popyt gotówkowy?

Zasoby gotówkowe w polskich bankach prawie nie zmalały. Problemem jest raczej to, że w ogromnej większości są one w rękach osób, które wcale nie muszą kupować mieszkań. Ich problemem jest ochrona wartości oszczędności, a do wyboru mają lokaty, obligacje, waluty, a w przypadku napływu pozytywnych sygnałów, także rynek akcji. W sytuacji, w której pojawiają się prognozy zapowiadające mniejszy lub większy spadek cen, rozsądnym działaniem jest poszukanie takich inwestycji, które w gwarantowany sposób przynajmniej w części zrekompensują im inflację.

Ta grupa nabywców najprawdopodobniej w dużej części „zaparkuje” swoje oszczędności na co najmniej pół roku, czyli poczeka do wiosny. W kolejnych miesiącach 2023 r. będzie podejmować decyzje, w zależności od kształtowania się cen, wielkości dostępnej podaży, sytuacji na rynku najmu i alternatywnych możliwości inwestowania. Na szczęście dla deweloperów także zimą jakaś część „gotówkowców” nadal będzie pojawiać się w biurach sprzedaży, szukać okazji i je wykorzystywać. Będą to zwłaszcza ci, którzy zdają sobie sprawę z tego, że wzrost cen energochłonnych surowców jest po części związany z długoterminową polityką klimatyczną i że koszty budowy mieszkań w długiej perspektywie będą nieuchronnie rosły.

Co to wszystko oznacza dla cen mieszkań? Będą rosły czy spadały, a jeśli to drugie, to o ile?

W sytuacji tak dramatycznych zmian w otoczeniu i spadku sprzedaży zmiana polityki cenowej jest nieuchronna. Uśrednione wskaźniki cen ofertowych powiedzą nam niewiele o realnych bieżących cenach transakcyjnych w 2023 r. Można oczekiwać elastyczności cenowej zwłaszcza w przypadku inwestycji we wczesnych fazach realizacji, w których deweloperzy będą chcieli wykazać się bankom określonym poziomem przedsprzedaży. Mniejsza będzie zapewne elastyczność w segmencie lokali o wyższym standardzie, zwłaszcza gotowych lub prawie gotowych. Z pewnością poszerzy się jeszcze wachlarz zachęt ze strony firm. Trzeba też pamiętać o nadal wysokiej inflacji. W efekcie nawet nieduże spadki cen nominalnych oznaczać będą spore obniżki w wymiarze realnym.

Wiele też będzie zależeć od postawy firm wykonawczych i cen podstawowych materiałów budowlanych. Spadki zamówień i uspokojenie na rynku surowców energetycznych powinno zwiększyć zainteresowanie firm budowlanych nowymi zleceniami przy niewiele wyższych kosztach, a może nawet obniżeniu wynagrodzeń.

A co czeka nas w dłuższej perspektywie?
Wśród ekonomistów przeważa pogląd, że podwyższona inflacja pozostanie z nami dłużej, co będzie oznaczać wyższe stopy procentowe i wyższe oprocentowanie kredytów, zapewne zbliżone do poziomu 5-6 proc. Jak już wspomniałem, w tej dalszej perspektywie trudno także liczyć na tańsze budowanie. Polityka metropolii w odniesieniu do planowania przestrzennego będzie chronić tereny otwarte i nieuzbrojone, oczekując, że nowe inwestycje będą wypełniać luki w miastach, wykorzystując tereny już uzbrojone w infrastrukturę, zarówno techniczną, jak i społeczną. Dopasowywanie się do istniejącej zabudowy będzie trudniejsze i bardziej kosztowne niż budowanie wielkich osiedli na terenach podmiejskich. Budowanie będzie też bardziej kosztowne ze względu na konieczność stosowania rozwiązań zmniejszających zużycie energii, uwzględniających lokalne korzystanie ze źródeł odnawialnych, przeciwdziałające powstawaniu miejskich wysp ciepła.

W przypadku Polski nasuwają się także pytania o przyszłą dostępność pracowników. Gdy w Ukrainie zapanuje pokój, ruszy tam zapewne wielka akcja odbudowy kraju, w tym także zniszczonych zasobów mieszkaniowych. Będzie temu zapewne towarzyszyć masowy trend termomodernizacji budynków, nie tylko mieszkalnych, w całej Europie. Skąd wówczas weźmiemy pracowników w sektorze budownictwa w Polsce i ile będziemy musieli im zapłacić? Jak będą się kształtować ceny materiałów, urządzeń i wyrobów budowlanych, zwłaszcza jeśli równolegle Europa będzie starała się zmniejszyć zależność od importu z Chin i wprowadzać nowe technologie, zmniejszające ślad węglowy?

Choć byłby to paradoks, nie można wykluczyć i takiej sytuacji, w której ostatnim okresem z relatywnie dostępnymi i materiałami budowlanymi, i wykonawcami okaże się rok 2023, który, jak przed chwilą mówiłem, i tak będzie dla branży najtrudniejszy w historii. ©℗

Rozmawiała Sonia Sobczyk-Grygiel

https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8609907,deweloperzy-prognozy-rok-2023.html

 

Forsal

Budowa domu o powierzchni do 200 m kw. będzie możliwa bez pozwolenia

Aneta Oksiuta | 20 grudnia 2022, 09:23

Budowa domu 150-200 m kw. nie będzie wymagała pozwolenia na budowę; przepisy te będą obowiązywać od początku roku – poinformował we wtorek minister rozwoju i technologii Waldemar Buda.

„Zaraz po moim przyjściu na urząd ministra rozwoju przeanalizowaliśmy sytuację domków do 70 m, które już wcześniej mogły być budowane bez pozwoleń. I okazuje się, że te procesy są bezpieczne, te budowy toczą się zgodnie z zasadami sztuki” – powiedział Buda we wtorek w Polskim Radio 24.

Od początku roku można korzystać z uproszczonej procedury budowy domów do 70 m kw. – na podstawie zgłoszenia z projektem budowlanym, bez pozwolenia na budowę, a także bez konieczności ustanowienia kierownika budowy i prowadzenia dziennika budowy. W przypadku gdy na danym terenie nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, potrzebne jest uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy. Termin na wydanie W-Z dla domu do 70 m kw. wynosi 21 dni.

„Nasza decyzja, żeby rozszerzyć te przepisy o wszystkie domy jednorodzinne bez względu na powierzchnię – czyli jeżeli budujemy nawet dom 150-200 metrowy, to tutaj również pozwolenie nie będzie potrzebne. Te przepisy od początku roku już będą obowiązywać” – powiedział.

Jego zdaniem to jest bardzo dobra informacja dla tych, którzy na wiosnę będą się przygotowywali do budowy własnego domu.

MRiT wcześniej informowało, że planuje dalsze uproszczenie procedury budowlanej. Projekt nowelizacji Prawa budowlanego zakłada, że na podstawie zgłoszenia, bez konieczności uzyskania pozwolenia na budowę, będzie można wznosić także domy jednorodzinne powyżej 70 m kw. Będzie musiał to być budynek o nie więcej niż dwóch kondygnacjach, wybudowany na własne potrzeby. W tym przypadku ma pozostać natomiast obowiązek ustanowienia kierownika budowy i prowadzenia dziennika budowy. (PAP)

https://forsal.pl/nieruchomosci/artykuly/8614229,budowa-domu-o-powierzchni-do-200-m-kw-bedzie-mozliwa-bez-pozwolenia.html

 

Prawo

 1. Sąd administracyjny może wstrzymać wykonanie decyzji środowiskowej

Martyna Sługocka | Data dodania: 17.12.2022

Uzyskanie tzw. decyzji środowiskowej to jeden z etapów realizacji przedsięwzięcia mogącego oddziaływać na środowisko. Do niedawna przeważało stanowisko, zgodnie z którym wstrzymanie wykonania tego aktu nie było możliwe. Obecnie przepisy jednoznacznie wskazują na taką możliwość. Więcej na ten temat w Legal Alercie.

Od 13 maja 2021 r. obowiązuje art. 86f ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Przepis wprost odsyła do ustawy o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Te ostatnie  przepisy umożliwiają sądowi wstrzymanie wykonania decyzji środowiskowej w całości lub w części, gdy zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków rozumianych jako następstwa wynikające z podjęcia realizacji przedsięwzięcia mogącego znacząco oddziaływać na środowisko, dla którego wydano zaskarżoną decyzję.

Wojewódzki sąd administracyjny rozpatruje wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji środowiskowej (pełna nazwa: o o środowiskowych uwarunkowaniach) niezwłocznie, nie później jednak niż w terminie 30 dni od dnia wpływu wniosku. Co więcej, w przypadku wydania postanowienia o wstrzymaniu wykonania decyzji sąd rozpoznaje skargę na tę decyzję w terminie 3 miesięcy od dnia wydania tego postanowienia. Natomiast Naczelny Sąd Administracyjny rozpoznaje zażalenie na postanowienie w sprawie wstrzymania wykonania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach w terminie 2 miesięcy od dnia wpływu zażalenia.

Wstrzymanie wykonania i co dalej?
Skutek jaki może wywołać wstrzymanie wykonania decyzji środowiskowej zależy od etapu, na którym znajduje się inwestycja. Zasadą jest, że jeśli sąd wstrzyma wykonanie decyzji środowiskowej zadaniem organu, który ją wydał jest poinformowanie o jej wstrzymaniu m.in. organu właściwego do wydania pozwolenia na budowę.  Z kolei organ, który otrzymał taką informację jest zobowiązany do zawieszenia postępowanie w całości albo w części w terminie 7 dni od dnia powzięcia informacji o wstrzymaniu wykonania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Dotyczy to oczywiście sytuacji, kiedy postępowanie w sprawie udzielenia pozwolenia na budowę nie zostało zakończone.

Ustawodawca nie wprowadził żadnych zasad dla inwestycji, które mają już pozwolenie na budowę, ale ich realizacja nie została zakończona. Wydaje się, że celem omawianej nowelizacji nie było ograniczenie skutków wstrzymania wykonania decyzji środowiskowej tylko do będących w toku postępowań w sprawie pozwoleń na budowę a w ogóle uniemożliwienie realizacji inwestycji do czasu zakończenia postępowania sądowego. Przy takiej interpretacji pojawia się wiele możliwości działania, ale na orzeczenia sądów wskazujące, który z nich jest prawidłowy trzeba będzie jeszcze poczekać.

Autorka: dr Martyna Sługocka, ekspertka Legal Alert, senior associate w GWW.

https://www.prawo.pl/biznes/czy-wykonanie-decyzji-srodowiskowej-wolno-wstrzymac,518712.html

 2. Rząd zabiera uprawnienia staroście – wydając pozwolenie nie sprawdzi, czy dom stanie zbyt blisko sąsiada

Renata Krupa-Dąbrowska | Data dodania: 16.12.2022

Ministerstwo Rozwoju i Technologii pracuje nad kolejną reformą prawa budowlanego. Tym razem chce odciążyć urzędników i skrócić czas oczekiwania na wydanie pozwolenia na budowę, co jednak będzie miało swoją cenę. Więcej pracy będą mieli projektanci. Wzrośnie ryzyko inwestycji, a i sąsiedzi oberwą rykoszetem. Trudniej będzie im walczyć z nieuczciwym inwestorem. 

Ministerstwo rozwoju proponuje zdjąć z „barków” starostów obowiązek badania zgodności projektu zagospodarowania działki z warunkami technicznymi. To kolejna propozycja, która przerzuca odpowiedzialność z urzędników na  projektantów i inwestorów. Ci ostatni pozwolenie na budowę otrzymają szybciej, ale coś za coś. Muszą liczyć się z dużo wyższym ryzykiem, bo do weryfikacji zgodności dojdzie dopiero w czasie budowy. Wówczas nie wystarczy samo poprawienie projektu. W fatalnej sytuacji będą właściciele sąsiednich działek. Walka o swoje prawa może przypominać walkę z wiatrakami.

Mniej wniosków na biurkach urzędników 
Projektowane zmiany będą dotyczyć m.in. art. 35 prawa budowlanego. Przepis określa, w jakim zakresie starosta (prezydent miasta na prawach powiatu) sprawdza projekt zagospodarowania działki oraz projekt architektoniczno-budowlany. Obecnie projekt zagospodarowania działki oceniany jest nie tylko z punktu widzenia zgodności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego lub zapisami decyzji o warunkach zabudowy, wymogami ochrony środowiska, uchwałą o lokalizacji z inwestycją mieszkaniową, ale także z innymi przepisami, w tym przepisami techniczno-budowlanymi.

Te ostatnie uregulowania to m.in. przepisy zawarte w rozporządzeniu Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, określające minimalne odległości budynków od granicy działki. Dziś starosta (prezydent miasta na prawach powiatu) wydając pozwolenie na budowę ma obowiązek sprawdzić, czy te minimalne odległości są zachowane. Po zmianach nie będzie musiał już tego robić.

Ministerstwo rozwoju tłumaczy Prawo.pl, że zmiany mają odciążyć organy administracji architektoniczno-budowlanej i usprawnić ich działanie. Obecnie starosta (prezydent miasta) ostemplowuje i zatwierdza projekt zagospodarowania działki lub terenu oraz projekt architektoniczno-budowlany, co prowadzi do sytuacji, w której poprzez ostemplowanie i zatwierdzenie projektu, organ ponosi odpowiedzialność za przyjęte rozwiązania projektowe. W konsekwencji inwestor, który otrzymał ostemplowany i zatwierdzony projekt zagospodarowania działki lub terenu oraz projekt architektoniczno-budowlany, może domniemywać, że projekt został sprawdzony i zweryfikowany przez organ. Tymczasem obowiązek sporządzenia projektu budowlanego zgodnie z zasadami wiedzy i przepisami prawa spoczywa na projektancie i to on  powinien ponosić odpowiedzialność za przyjęte rozwiązania projektowe, a nie organ administracji publicznej. Rolą organu powinno być jedynie sprawdzenie i zweryfikowanie dokumentacji, czy jest ona kompletna, a nie ingerowanie w opracowany projekt budowlany.

Przerzucanie odpowiedzialności to nie reforma 
Proponowanych rozwiązań obawiają się architekci i inżynierowie budownictwa. – Projekt nowelizacji prawa budowlanego przenosi mnóstwo odpowiedzialności na nas – projektantów, kierowników budowy i inspektorów nadzoru inwestorskiego oraz rzeczoznawców. Urzędy od dawna cierpią na niedobory kadrowe. Jest to jeden z elementów, który wydłuża proces inwestycyjny w Polsce  – tłumaczy Rafał Zarzycki, wiceprezes Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa.

W jego opinii urzędnicy przekażą wszystkie kompetencje za weryfikację projektu osobom uprawnionym, a urzędnik sprawdzi jedynie kompletność dokumentów, które wpłyną do urzędu i co do zasady nie  będzie ingerował w projekt architektoniczno-budowlany i projekt zagospodarowania terenu oraz projekt techniczny. – To jest kolejna duża deregulacja, która niesie za sobą przenoszenie odpowiedzialności na projektantów z zawodów zaufania publicznego i kolejne znoszenie odpowiedzialności za wydawane decyzje urzędników – podkreśla.

Procedury będą szybsze, ale za wysoką cenę
Praktyczne skutki wejścia w życie tej propozycji będą takie, że i realizacja inwestycji będzie obarczona bardzo wysokim ryzykiem.

– Podstawowym aktem z zakresu przepisów techniczno-budowlanych jest rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Zarzut naruszenia przepisów tego aktu pojawia się w większości postępowań w sprawie pozwolenia na budowę. Inwestorzy są wzywani do usunięcia nieprawidłowości w tym zakresie, a nawet otrzymują decyzje odmawiające udzielenia pozwolenia na budowę właśnie z uwagi na brak zgodności z warunkami technicznymi – wyjaśnia dr Martyna Sługocka, ekspertka Legal Alert, senior associate w GWW.

Nie ma ona wątpliwości, że pozbawienie organów kompetencji w tym zakresie przyspieszy proces inwestycyjny. Tylko za jaką cenę?

– Odpowiedzialność za rozwiązania projektowe w zakresie zgodności z warunkami technicznymi przyjmą na siebie projektanci. Zapewne będzie to skutkowało większą ostrożnością po ich stronie, w końcu lata doświadczeń nauczyły nas, że przepisy dotyczące warunków technicznych można interpretować różnie i nie ma tu jednej dobrej wykładni. Na końcu, jeśli w trakcie lub nawet po zrealizowaniu inwestycji pojawią się wątpliwości co do zgodności z warunkami technicznymi, sprawą zajmą się organy nadzoru. Tyle że wtedy nie wystarczy już zmiana w dokumentacji, a konieczne będzie wprowadzenie zmian powstającej inwestycji – ostrzega przed konsekwencjami Martyna Sługocka.

Podobnie myśli Maciej Górski, adwokat, partner w GPLF Górski & Partners Law Firm. W jego opinii ministerstwo rozwoju przerzuci obowiązek sprawdzenia projektu pod kątem zgodności z warunkami technicznymi na nadzór budowlany.

– Tym samym zwiększy ryzyko po stronie inwestora. Dziś ma on prawo mieć przekonanie, że skoro uzyskał pozwolenie na budowę, to jego projekt jest zgodny z warunkami technicznymi (skoro to na organie ciąży obowiązek sprawdzenia projektu zagospodarowania terenu). Jeżeli natomiast organ architektoniczno-budowlany przestanie być odpowiedzialny za takie sprawdzenie oznacza to, że weryfikacja zgodności PZT z warunkami technicznymi będzie następować dopiero na etapie budowy, w ramach ewentualnego postępowania nadzorem budowlanym. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości mogą wstrzymać budowę, nałożyć na inwestora obowiązek wykonania określonych czynności lub robót budowlanych, a nawet orzec nakaz rozbiórki – mówi mec. Górski.

Fatalna sytuacja sąsiadów
Resort rozwoju zdejmując nadmiar pracy z „barków” starostów i prezydentów miast kompletnie zapomina o sąsiadach inwestora. Będą oni pozbawieni możliwości zakwestionowania realizacji inwestycji sprzecznej z przepisami techniczno-budowlanymi, w szczególności z tymi dotyczącymi odległości od granicy działki.

– Skoro bowiem starosta, prezydent miasta  nie będą badali tych kwestii, to naruszenie tych przepisów nie będzie miało wpływu na ważność pozwolenia na budowę. Odpowiedzialność projektanta wobec osób trzecich, z którymi nie będzie wiązać się żadna umowa, może okazać się zaś czysto iluzoryczna. Jakkolwiek oczywiście można się zgodzić, że organ architektoniczno-budowlany nie powinien wyręczać w pełnym zakresie projektanta, to jednak moim zdaniem zgodność projektu zagospodarowania działki z przepisami techniczno-budowlanymi powinna być nadal przez niego badana – uważa Michał Siembab, radca prawny w GKR Legal.

I zastanawia się, czy skoro, jak wynika z uzasadnienia projektu, rola organu ma sprowadzać się do kontroli, czy zgromadzona przez inwestora dokumentacja jest kompletna, to czy niedługo ustawodawca nie uzna, że wydawanie pozwoleń na budowę jest w ogóle zbędne, skoro i tak odpowiedzialność za przygotowanie projektu ponosi projektant.

Tyle hałasu o nic. To dobre rozwiązania
Proponowane rozwiązania mają jednak swoich zwolenników. Ich zdaniem celem zmian nie jest wprowadzenie „wolnej amerykanki” co do zagospodarowania terenu.  Dzięki nowym przepisom jest szansa, że pozwolenia na budowę będą szybciej wydawane.

– Nie sądzę, aby zaczęły masowo się pojawiać przykładowo zbyt wąskie drogi pożarowe o statusie drogi wewnętrznej (a nie drogi publicznej), niezgodne z przepisami o szerokości takich dróg. Odpowiedzialność za zgodność z wymogami techniczno-budowlanymi ma spoczywać na projektancie jako na jednym z uczestników procesu budowlanego. Architekci zrzeszeni w okręgowych izbach architektów podlegają odpowiedzialności dyscyplinarnej, w tym również za brak należytej staranności w wykonywaniu zawodu. Planowane zmiany oceniam więc dobrze, jako mogące przyczynić się do przyśpieszenia procedur przed organami z powodu zmniejszenia formalności w urzędach, a jednocześnie jako takie, które nie generują zagrożeń na szeroką skalę – twierdzi Michał Bera, radca prawny z BSS Bera Salwa Świderski.

Wtóruje mu Mariusz Zając, adwokat w Kancelarii Zając i Wspólnicy. – Obecnie organy administracji architektoniczno-budowlanej mają ograniczoną możliwość weryfikacji szczegółowych rozwiązań technicznych, zwłaszcza przy dużych i skomplikowanych inwestycjach, poruszając się w ograniczonych ramach czasowych tego typu postępowań. Chęć dokonania szczegółowej weryfikacji prowadziła niekiedy do przedłużania takich postępowań, z uwagi na rzekome uchybienia formalne i materialne. Co więcej, dziś taka pozorna kontrola mogłaby być poczytywana za zmniejszenie zakresu odpowiedzialności projektanta, autora rozwiązań projektowych, co nie powinno mieć miejsca – dodaje.

https://www.prawo.pl/biznes/budowa-blisko-dzialki-sasiada-beda-zmiany-w-prawie,518822.html

 3. Trudno dziś budować w centrach miast, bo przepisy o zabudowie śródmiejskiej nie działają

Renata Krupa-Dąbrowska | Data dodania: 19.12.2022

Tylko nieliczni inwestorzy mogą budować obecnie w centrach miast, korzystając z uproszczonych zasad zabudowy plombowej, choć chętnych nie brakuje. Winne są m.in. niejasne przepisy. Tymczasem wystarczy poprawić definicję obszaru zabudowy śródmiejskiej i powinno to się radykalnie zmienić. Swoją propozycję ma Ministerstwo Rozwoju i Technologii, niestety nie jest ona najlepsza.

Budowa w śródmieściach dużych miast jest bardzo trudna. Winne są przepisy oraz stare, już nieważne dokumenty planistyczne. Problem można rozwiązać na dwa sposoby – poprzez zmianę przepisów lub dokumentów planistycznych. O tym, że trzeba poprawić prawo, doskonale wie Ministerstwo Rozwoju i Technologii. W projekcie nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, nad którą obecnie pracuje, proponuje nową definicje zabudowy śródmiejskiej. Prawnicy i deweloperzy uważają jednak, że nie rozwiązuje ona wszystkich problemów.

Nowe budynki w centach miast, nie tak łatwo wybudować
Cztery lata temu zmieniły się przepisy. 1 stycznia 2018 r. weszła w życie nowelizacja rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Wprowadziła ona zmiany dotyczące zabudowy śródmiejskiej. Chodziło o wprowadzenie ​dla nowych inwestycji dużo mniej rygorystycznych przepisów dotyczących nasłonecznienia i przesłaniania, a w odniesieniu do kawalerek w takiej zabudowie nie określa się w ogóle wymaganego czasu nasłonecznienia. W praktyce oznacza to możliwość bardziej intensywnej zabudowy (budynków o większych gabarytach), jeżeli dany teren inwestycji jest objęty zabudową śródmiejską. Wielu inwestorów nie ma jednak najmniejszych szans, by z tych uproszczeń skorzystać.

Przed nowelizacją, tj. przed 1 stycznia 2018 r., urzędnicy sami określali, czy dana inwestycja zalicza się do tego typu zabudowy, czy nie, co przysparzało licznych sporów i wątpliwości. By je przeciąć, nowela wprowadziła pojęcie obszaru zabudowy śródmiejskiej.

Definicję zawiera par. 3 pkt 1 rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, przez zabudowę śródmiejską należy rozumieć zgrupowanie intensywnej zabudowy na obszarze śródmieścia, określonej w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, a w przypadku braku planu miejscowego w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy.

– Innymi słowy zabudowa śródmiejska musi być wyznaczona w miejscowym planie lub przynajmniej studium. Dodatkowo wyznaczenie obszaru zabudowy śródmiejskiej możliwe jest jedynie w ramach śródmieścia, pod warunkiem występowania zgrupowania intensywnej zabudowy – wyjaśnia Maciej Górski, adwokat, partner w GPLF Górski & Partners Law Firm.

Tymczasem wiele planów i studiów powstało przed wejściem w życie noweli. Nie zawierają więc wprost odniesienia do zabudowy śródmiejskiej lub posługują się starym określeniem funkcjonalnej zabudowy śródmiejskiej.

– Dla urzędników nie jest to jedno i to samo i nie chcą m.in. z tego powodu wydawać pozwoleń na budowę– tłumaczy Przemysław Dziąg szef prawników w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Nieostra definicja 
Najwięcej kontrowersji wokół tej zabudowy pojawiło się cztery lata temu, czyli w chwili wejścia w życie nowej definicji, kiedy okazało się, że wobec braku odpowiednich zapisów w aktach planistycznych (studium, miejscowe plany) zabudowa śródmiejska praktycznie przestała obowiązywać. Nie można już było jej uzasadniać okolicznościami faktycznymi, a studium czy miejscowy plany jej nie przewidywały.

– Nie zmienia to jednak faktu, że gminy są aktualnie znacznie ograniczone w wyznaczaniu obszarów zabudowy śródmiejskiej. Musi bowiem na danym obszarze występować nie tylko intensywna zabudowa, ale dany obszar musi być także położony w ramach śródmieścia. Ta ostatnia przesłanka jest ściśle niedookreślona i wobec braku legalnej definicji śródmieścia wymaga sięgania do znaczeń językowych – mówi mec. Maciej Górski.

Według niego o ile gmina może uzasadnić sposób definiowania danej zabudowy jako intensywnej, to już wyznaczenie obszaru zabudowy śródmiejskiej poza dzielnicami centralnymi jest w zasadzie niemożliwe. Problem jest taki, że na niektórych obszarach leżących poza dzielnicami centralnymi, szczególnie w przypadku intensywnej zabudowy pierzejowej, niemożliwym jest dziś jej uzupełnianie z powodu braku możliwości wyznaczenia obszaru zabudowy śródmiejskiej z uwagi na położenie względem dzielnic centralnych. Przykładowo w Warszawie problem dotyczy to m.in. kwartału ulic:  Gagarina, Czerniakowska, Chełmska, Belwederska.

Jeżeli zmieniać – to jak?
Prawnicy i deweloperzy nie mają wątpliwości, że obowiązującą definicję obszaru zabudowy śródmiejskiej. Częściowo problem rozwiązuje ministerstwo rozwoju.

Sceptyczny co do nowych rozwiązań jest  m.in. Przemysław Dziąg z PZFD. – Projekt przewiduje, że gmina w planie ogólnym będzie mogła wytyczyć ten obszar. Nie jest to jednak wymóg obligatoryjny. Jeżeli tego nie zrobi inwestor będzie miał związane ręce. Ponadto projekt mówi, że w wypadku obecnych miejscowych planów będą  obowiązywały stare zasady do czasu uchwalenia ogólnych planów. Problem w tym że obecnie plany blokują zabudowę śródmiejską.  – ostrzega.

Wtórują mu inni prawnicy.

– Proponowana nowelizacja ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym przewiduje możliwość wyznaczenia w planie ogólnym gminy, który ma zastąpić dotychczasowe studium, obszaru zabudowy śródmiejskiej. Zmiana z pewnością ułatwi stosowanie przepisów materialno-technicznych wynikających z rozporządzenia w sprawie warunków jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie dotyczących inwestycji położonych w centrach miast, jednakże nie będzie to skutkowało to fundamentalnym zwiększeniem szybkości lub przejrzystości realizacji inwestycji na terenach śródmiejskich – twierdzi  Mariusz Zając, adwokat, z Kancelarii Prawnej Zając i Wspólnicy. Podobnego zdania jest dr Tomasz Ludwik Krawczyk, adwokat z GKR Legal.

Przyznaje, że projekt rozwiązuje problem braku podstawy ustawowej do wyznaczania w planach miejscowych „obszarów zabudowy śródmiejskiej” oraz wyznaczania ich w dokumencie nie będącym aktem prawa miejscowego, tj. w studium.

– Jednocześnie wraca do nieostrej definicji takiego obszaru, wskazując, że należy przez niego rozumieć „położony w mieście obszar zwartej, intensywnej zabudowy mieszkaniowej i usługowej”. – Znowu pojawi się więc problem z określeniem, czy do danego obszaru konkretnie należy stosować przepisy rozporządzenia właściwe dla obszarów „zabudowy śródmiejskiej”, co byłoby niekorzystne – uważa dr Tomasz Ludwik Krawczyk

W jego opinii projekt nowelizacji ustawy o planowaniu powinien wyraźnie przewidywać możliwość wprowadzania do planów miejscowych wyznaczenia „obszarów zabudowy śródmiejskiej” i zrezygnować z wyznaczania ich w dokumencie, który nie jest aktem prawa miejscowego, tj. w studium.

Pojawiają się również inne postulaty. – Warto rozważyć zmianę aktualnej definicji zabudowy śródmiejskiej w taki sposób, aby mogła być wyznaczana poza „śródmieściem”, a także w sposób umożliwiający uznania danego terenu za obszar zabudowy śródmiejskiej pomimo niewyznaczenia w studium lub planie miejscowym, przy uwzględnienie uzasadnionych okoliczności faktycznych – postuluje mec. Maciej Górski.

https://www.prawo.pl/biznes/przepisy-o-zabudowie-srodmiejskej-dlaczego-nie-dzialaja-i-jak-je,518802.html