Podatki | Prasówka | 5.10.2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Polska i Brazylia podpisały umowę ws. eliminowania podwójnego opodatkowania

29 września 2022, 20:00

Polska i Brazylia podpisały umowę w sprawie eliminowania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu oraz zapobiegania uchylaniu się i unikaniu opodatkowania – poinformował w czwartek resort finansów.

Ministerstwo wyjaśniło na swojej stronie internetowej, że umowa między Polską, a Brazylią w sprawie eliminowania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu oraz zapobiegania uchylaniu się i unikaniu opodatkowania wraz z Protokołem do tej Umowy, została podpisana 20 września br. w Nowym Jorku. „To pierwsza tego typu umowa w relacjach polsko–brazylijskich” – podkreślono.

Resort dodał, że umowa jest jednym z istotnych elementów uszczelniania systemów podatkowych obydwu państw. „Umowa uwzględnia polską politykę w zakresie zwalczania oszustw podatkowych, polegającą na ograniczeniu możliwości wykorzystywania umów w sprawie eliminowania podwójnego opodatkowania w agresywnym planowaniu podatkowym” – wyjaśniono. (PAP)

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8558551,polska-brazylia-umowa-podwojne-opodatkowanie.html

 2. Umorzenie kredytu frankowego bez PIT

Agnieszka Pokojska | 3 października 2022, 08:10

Cała kwota umorzonego kredytu frankowego jest zwolniona z PIT, nawet gdy przystąpili do niego również rodzice kredytobiorcy – potwierdził dyrektor Krajowej Administracji Skarbowej.

Przypomnijmy, że w sprawie zaniechania poboru podatku przy umarzaniu niektórych kredytów zaniechanych na cele mieszkaniowe obowiązuje rozporządzenie z 11 marca 2022 r. (Dz.U. poz. 592). Zgodnie z nim zaniechanie poboru podatku w 2022 r. dotyczy tych umów kredytowych, które zostały zawarte na realizację jednej inwestycji mieszkaniowej (nawet gdy podatnik zaciągnął więcej niż jeden kredyt). Z pytaniem wystąpiło małżeństwo. Ich córka wraz z mężem w 2008 r. zaciągnęli kredyt we frankach na zakup mieszkania. Nie mieli jednak wystarczającej zdolności kredytowej, dlatego pytający, jako rodzice, przystąpili do kredytu. Zgodnie z umową wszyscy czworo są współkredytobiorcami. Kredyt został w całości przeznaczony na jedną inwestycję: zakup nieruchomości będącej własnością córki i zięcia – tj. na ich własny cel mieszkaniowy. W 2022 r. bank umorzył częściowo kredyt.

Wnioskodawcy chcieli się upewnić, czy również część umorzonego kredytu przypadającego na nich jest zwolniona z PIT na podstawie rozporządzenia z 11 marca 2022 r.

Potwierdził to dyrektor KIS. Przyznał, że umorzona w 2022 r. kwota kredytu zaciągniętego w 2008 r. stanowi dla nich przychód (art. 10 ust. 1 pkt 9 w zw. z art. 20 ust. 1 ustawy PIT) podlegający PIT. Organ jednak wyjaśnił, że jednocześnie będzie miało zastosowanie zaniechanie poboru tego podatku na podstawie rozporządzenia z 11 marca 2022 r., ponieważ rodzice spełniają wszystkie przesłanki umożliwiające zastosowanie zaniechania. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 29 września 2022 r., sygn. 0114-KDIP3-2.4011.734.2022.1.BM

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8559677,umorzenie-kredytu-frankowego-jest-zwolnione-z-pit.html

 3. Ulga CRS nie wprowadza nowych rodzajów kosztów uzyskania przychodów

Agnieszka Pokojska | 3 października 2022, 08:07

W ramach ulgi sponsoringowej odliczeniu podlegają tylko te koszty, które spełniają kryteria kosztów uzyskania przychodów w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym. Preferencja nie wprowadza nowej kategorii kosztów uzyskania przychodów – potwierdził wiceminister Artur Soboń w odpowiedzi na interpelację poselską.

Przypomnijmy, że ulga sponsoringowa, zwana też ulgą CSR (corporate social responsibility – społeczna odpowiedzialność biznesu), pojawiła się w przepisach dopiero od 2022 r. Wynika z art. 26ha ustawy o PIT i art. 18ee ustawy o CIT. Ulga polega na odliczeniu od podstawy obliczenia podatku dodatkowo 50 proc. kosztów uzyskania przychodów poniesionych na działalność: sportową, kulturalną oraz szkolnictwo wyższe i naukę. To oznacza, że podatnik, który spełni ustawowe warunki, może potrącić maksymalnie 150 proc. poniesionych kosztów.

Pojawiają się jednak wątpliwości, bo ustawodawca w przepisach o uldze wprost wskazał, które wydatki sponsoringowe można uznać „za koszty uzyskania przychodów” (art. 26 ha ust. 2, 4 i 5 ustawy o PIT i art. 18ee ust. 2, 4 i 5 ustawy o CIT).

Artur Soboń podkreślił, że ulga sponsoringowa nie wprowadziła nowej kategorii kosztów uzyskania przychodów. Wyjaśnił, że w ramach tej preferencji odliczeniu podlegają tylko te koszty, które spełniają kryteria kosztów uzyskania przychodów w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym. Muszą więc być poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów enumeratywnie wyłączonych z kosztów podatkowych (art. 22 ust. 1 ustawy PIT i art. 15 ust. 1 ustawy CIT). To oznacza, że zanim przedsiębiorca skorzysta z ulgi, najpierw musi wydatki zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów na zasadach ogólnych. O tym problemie pisaliśmy w artykule „Sponsor nie może być filantropem” (DGP nr 172/2022).

Poseł, który wystąpił z interpelacją, spytał też, czy warunkiem koniecznym do skorzystania z komentowanego odliczenia jest zawarcie z beneficjentem wsparcia umowy sponsoringowej, czy też dopuszczalne jest finansowanie wydatków wymienionych w przepisach bez takiej umowy w ramach tzw. społecznej odpowiedzialności biznesu.

Artur Soboń wyjaśnił, że w związku z wprowadzoną ulgą nie ustanowiono odrębnych zasad dokumentowania poniesionych kosztów uzyskania przychodów. W szczególności nie wprowadzono wymogu potwierdzenia poniesionego kosztu wyłącznie fakturą ani zawarcia określonego rodzaju umowy. – Rodzaje dowodów księgowych, którymi podatnik dokumentuje poniesione koszty uzyskania przychodów, warunkuje forma prowadzonej przez podatnika ewidencji księgowej – przyznał wiceminister.

Odpowiedź wiceministra finansów Artura Sobonia z 23 września 2022 r. na interpelację poselską nr 35815

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8560107,ulga-crs-nowy-rodzaj-kosztow-uzyskania-przychodow.html

 4. Zmiana statusu firmy nie ma wpływu na zwolnienie podatkowe

Mariusz Szulc | wczoraj, 08:13

Przedsiębiorca działający na podstawie zezwolenia strefowego lub decyzji o wsparciu nowej inwestycji może korzystać z wyższej pomocy publicznej, nawet jeśli w trakcie realizacji inwestycji stał się dużym przedsiębiorcą – potwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w kolejnej interpretacji.

Tym samym utrwala się korzystne dla firm strefowych stanowisko, o którym informowaliśmy jako pierwsi w artykule „Wyższy obrót i zatrudnienie nie zmniejszają zakresu zwolnienia” (DGP nr 108/2022). Przypomnijmy, że chodzi o sytuację, gdy inwestor, który miał status średniej firmy w momencie uzyskania zezwolenia strefowego albo decyzji o wsparciu, staje się duży już w trakcie realizacji inwestycji. Zgodnie z art. 2 załącznika do unijnego rozporządzenia nr 651/2014 średni przedsiębiorca musi zatrudniać mniej niż 250 pracowników oraz osiągać roczny obrót w wysokości nieprzekraczającej 50 mln euro lub nie przekraczać rocznej sumy bilansowej w wysokości 43 mln euro. Podobne definicje znajdziemy w art. 7 prawa przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 162). Jeśli więc wzrośnie obrót i zatrudnienie w danej firmie, może ona zyskać status dużego przedsiębiorcy.

Duży mógł mniej
Małe i średnie firmy mają prawo do wyższej pomocy publicznej w postaci zwolnienia z podatku dochodowego. Wysokość pomocy określają rozporządzenia Rady Ministrów z 10 grudnia 2008 r. (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 121) i z 28 sierpnia 2018 r. (Dz.U. z 2018 r. poz. 1713 ze zm.). Wynika z nich, że małe i średnie przedsiębiorstwa mogą korzystać z bardziej intensywnej pomocy publicznej, wyższej odpowiednio o 20 proc. i 10 proc. niż limity określone dla poszczególnych regionów Polski. Duży przedsiębiorca strefowy szybciej wyczerpie limit przysługującej mu pomocy publicznej i zacznie płacić podatki.

A co, gdy firma stanie się „duża” już po uzyskaniu zezwolenia strefowego lub decyzji o wsparciu nowej inwestycji? Dotąd dyrektor KIS i sądy administracyjne uważali, że w takiej sytuacji należy zmniejszyć intensywność pomocy publicznej przysługującej firmie. Potwierdzały to m.in. interpretacje dyrektora KIS z 18 grudnia 2020 r. (sygn. 0115-KDIT3.4011.420. 2020.1.AWO), z 30 listopada 2020 r. (0111-KDIB1-3.4010. 404.2020.1.APO), z 23 września 2019 r. (0111-KDIB1-3.4010.320. 2019.1.MBD) oraz prawomocne wyroki wojewódzkich sądów administracyjnych we Wrocławiu i w Gliwicach z 24 listopada 2016 r. (I SA/Wr 1022/16) i z 10 marca 2016 r. (I SA/Gl 1229/15), a także wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 9 czerwca 2011 r. (II FSK 214/10).

Fiskus zmienił wykładnię
Dyrektor KIS zmienił zdanie w interpretacji z 27 maja 2022 r. (sygn. 0111-KDIB1-3.4010.199. 2022.1.JKU). Wyjaśnił, że „przysługująca intensywność pomocy na podstawie statusu przedsiębiorstwa powinna być ustalana na dzień wydania decyzji o wsparciu i powinna być niezmienna przez cały okres realizacji inwestycji”.

Naturalny rozwój przedsiębiorstwa nie może być przesłanką do naliczenia nowej intensywności pomocy

Takie stanowisko potwierdził również w najnowszej interpretacji. Pytanie zadała spółka, która w 2017 r. uzyskała zezwolenie na działalność w specjalnej strefie ekonomicznej. Zgodnie z nim miała obowiązek poniesienia wydatków inwestycyjnych do 31 grudnia 2020 r. Wtedy też miała zakończyć swoją inwestycję. W dniu wydania zezwolenia spółka miała status średniego przedsiębiorstwa w rozumieniu unijnego rozporządzenia 651/2014. W trakcie realizacji inwestycji wzrosły jednak jej poziom zatrudnienia oraz obrót i stała się dużym przedsiębiorstwem.

Spółka uważała, że mimo to nie zmniejszy się poziom przysługującej jej intensywności pomocy publicznej, bo został on określony w zezwoleniu strefowym i powinien być niezmienny w całym okresie korzystania ze zwolnienia podatkowego. Na poparcie swojego stanowiska przywołała wspomnianą interpretację z 27 maja 2022 r. Wskazała, że choć dotyczyła ona działalności na podstawie decyzji o realizacji nowej inwestycji, to zaprezentowane tam stanowisko ma znaczenie także w przypadku posiadania zezwolenia strefowego.

Dyrektor KIS zgodził się z taką argumentacją i przyznał, że poziom intensywności pomocy publicznej został ustalony na dzień wydania zezwolenia i powinien być niezmienny w trakcie realizacji inwestycji.

– Najnowsza interpretacja potwierdza utrwalanie się nowej wykładni fiskusa. Nie powinno bowiem budzić wątpliwości, że naturalny rozwój przedsiębiorstwa i ewentualna zmiana statusu w czasie realizacji inwestycji czy też po jej zakończeniu, ale w okresie korzystania ze zwolnienia podatkowego, nie mogą być przesłanką do naliczenia nowej intensywności pomocy – komentuje Honorata Ścisłowicz, doradca podatkowy i partner w Hoss Advisory.

Ekspertka zwraca uwagę, że korzystanie z pomocy publicznej jest rozciągnięte w czasie, a wysokość zwolnienia podatkowego zależy od dochodowości przedsiębiorstwa. Tym samym inwestor powinien mieć jasność co do warunków zwolnienia już w momencie pozyskania zezwolenia strefowego lub decyzji o wsparciu nowej inwestycji. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 26 września 2022 r., sygn. 0111-KDIB1-3.4010.513.2022.1.PC

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8560725,zmiana-statusu-firmy-nie-ma-wplywu-na-zwolnienie-podatkowe.html

 5. Nie ma podatku dochodowego od kuponów zniżkowych

Mariusz Szulc | dzisiaj, 08:11

Wydanie vouchera, kuponu rabatowego lub kodu wymienialnego na bilety nie wiąże się z powstaniem przychodu. Przedsiębiorca, który przekazuje taką nagrodę laureatom konkursu marketingowego, nie ma więc obowiązków płatnika – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny we wczorajszym wyroku.

Pytanie zadała spółka prowadząca platformę zbierającą informacje na temat zniżek, promocji i nowości zakupowych w centrach handlowych, sklepach internetowych i stacjonarnych oraz restauracjach. W celu popularyzacji swoich działań wśród jak najszerszej grupy konsumentów organizowała konkursy promujące zarówno swoją platformę, jak i marki produktów oferowanych przez partnerów spółki. Zwycięzcami konkursów były osoby fizyczne, które zamieszczały najciekawszą odpowiedź pod postem konkursowym w mediach społecznościowych. Mogły dzięki temu liczyć na uzyskanie voucherów, kart rabatowych lub wymienialnych na bilety kodów o określonej wartości kwotowej.

Jest korzyść czy nie ma
W momencie otrzymania „nagrody” przez laureata nie było jeszcze wiadomo, czy w ogóle planuje on ją zrealizować i osiągnie korzyść majątkową. Niekiedy nagrody przybierały też postać upustów procentowych, co wiązało się z tym, że nie można było określić wartości rabatu z uwagi na to, iż nie wiadomo, od jakiej kwoty miałby on zostać wyliczony.

We wniosku o interpretację spółka uważała, że wartość żadnej z nagród nie byłaby przychodem w momencie ich wydania laureatowi konkursu. Samo otrzymanie kuponu rabatowego nie oznacza, iż zrealizuje się jakiekolwiek przysporzenie majątkowe po stronie laureata. Można by o nim mówić dopiero w chwili, gdy dojdzie do rzeczywistej sprzedaży towaru lub usługi przez partnera spółki po obniżonej cenie, bo dopiero wtedy jedna strona zrealizuje świadczenie na rzecz drugiej.

Zdaniem spółki nawet jednak wtedy nie powstałby przychód, co potwierdza wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 9 lipca 2019 r. (sygn. akt II FSK 2478/17). Sąd kasacyjny stwierdził w nim, że realizacja kuponu rabatowego, otrzymanego w ramach promocji od podmiotu prowadzącego internetową platformę handlową, uprawniającego go do zakupu dowolnego produktu po obniżonej cenie, nie oznacza powstania przychodu. To zaś oznaczałoby, że spółka nie musiałaby realizować obowiązków płatnika i potrącać zaliczek na podatek.

Przychód powstaje, gdy znamy kwotę
Nie zgodził się z tym dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. Uznał, że w przypadku gdy nagrodą w konkursie będzie kupon rabatowy na zakup towaru lub usługi bądź kod wymienny na bilet do kina, którego wartości nie można określić w dniu wydania, spółka nie będzie mogła prawidłowo wypełnić obowiązków płatnika. Co innego jednak w sytuacji, gdy przedmiotem nagrody będą vouchery, karty lub kody wymienne o określonej wartości kwotowej. Wtedy laureat uzyska skonkretyzowany przychód, a spółka jako płatnik powinna potrącić zaliczki na PIT.

Dyrektor KIS przypomniał, że co do zasady od wygranych w konkursach pobiera się zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 10 proc. wygranej lub nagrody (art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy o PIT).

Sądy decydują inaczej niż fiskus
Po stronie spółki stanęły za to sądy obu instancji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 27 września 2019 r. (sygn. akt III SA/Wa 38/19) przypomniał, że w obecnych czasach konsumenci zewsząd są obdarowywani zniżkami – procentowymi lub kwotowymi – które mają ich zachęcić do robienia zakupów. Niezasadne byłoby więc uznanie, że przychód powstanie już w chwili wydania vouchera, kuponu rabatowego lub karty wymiennej na bilet. Skoro mogą one w ogóle nie zostać zrealizowane, to tym bardziej laureat konkursu nie uzyska przysporzenia majątkowego, gdy ważność kuponu lub innej nagrody ostatecznie wygaśnie. W momencie wydania nagrody nie powstaną więc ani przychód, ani obowiązki płatnika po stronie spółki.

WSA przywołał również wspomniany przez spółkę wyrok NSA z 9 lipca 2019 r. i podkreślił, że choć wykracza to poza ramy wydanej interpretacji, to o przychodzie nie można by mówić nawet w chwili realizacji takiego kuponu.

Z takim stanowiskiem zgodził się także Naczelny Sąd Administracyjny we wczorajszym wyroku. Sędzia Jolanta Strumiłło przyznała, że w chwili wydania laureatom konkursu kuponu rabatowego lub innej nagrody nie powstanie jakikolwiek przychód. Nie wiadomo bowiem, czy zostaną one w ogóle zrealizowane. Dodała, że kupony i inne nagrody w konkursie nie są też prawem majątkowym, bo nie mogą być przedmiotem obrotu między konsumentami. To zaś oznacza, że na spółce nie będą ciążyć obowiązki płatnika. ©℗

orzecznictwo

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 4 października 2022 r., sygn. akt II FSK 298/20

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8562051,orzeczenie-podatek-dochodowy-kupony-znizkowe-nsa.html

 

Rzeczpospolita

 1. Czy można obracać środkami z dotacji bez VAT-u?

30 września 2022 | Poradnik prawny Rzeczpospolitej: Podatki | Robert Nogacki

Pozyskane przez przedsiębiorców dofinansowania, których nie można powiązać z konkretnymi czynnościami opodatkowanymi VAT, nie zwiększają obrotu, więc nie można ich wliczać do podstawy opodatkowania.

Zgodnie z art. 29a ustawy o VAT do podstawy opodatkowania podatkiem od towarów i usług wlicza się wszystko, co stanowi zapłatę, także otrzymane przez firmę dofinansowanie. Jednak dotacje dla przedsiębiorców, których nie można przypisać do konkretnej czynności podlegającej VAT, nie zwiększają obrotu, stąd nie mogą powiększać podstawy opodatkowania – orzekł 18 sierpnia WSA w Poznaniu, potwierdzając silnie zarysowaną już linię orzeczniczą sądów.

Problem rozliczenia dotacji to ciężar spoczywający na każdym przedsiębiorcy, który z sukcesem starał się o dofinansowanie na prowadzenie swojej działalności. O ile na gruncie podatku dochodowego kwestia ta wydaje się prosta, bowiem generalnie kwoty dotacji podlegają zwolnieniu z PIT i CIT, to już przy rozliczeniu VAT firmy mają wątpliwości, czy mogą obracać środkami z dofinansowania bez VAT-u. Precyzyjniej rzecz ujmując, chodzi o VAT należny, jakiego od kwoty przyznanej dotacji domaga się skarbówka.

Bezpośredni wpływ na cenę
Treść przepisu art. 29a ustawy o VAT wydaje się nie pozostawiać złudzeń: za podstawę opodatkowania VAT uznaje się wszystko, co stanowi zapłatę, którą dostawca lub usługodawca otrzymał lub ma otrzymać z tytułu sprzedaży od nabywcy, usługobiorcy lub osoby trzeciej, włącznie z otrzymanymi dotacjami, subwencjami i innymi dopłatami o podobnym charakterze mającymi bezpośredni wpływ na cenę towarów dostarczanych lub usług świadczonych przez podatnika. Podobne brzmienie ma art. 73 unijnej dyrektywy 112 w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej.

To właśnie na tle tego ostatniego stwierdzenia dochodzi do sporów pomiędzy organami skarbowymi a przedsiębiorcami. Chodzi o brak w przepisach precyzyjnych kryteriów ustalania bezpośredniego wpływu dofinansowania na cenę towaru lub usługi sprzedawanej przez podatnika VAT. Co więcej, Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku z 22 listopada 2001 r. stwierdził, że sam fakt wpływu dotacji na ostateczną cenę nie może decydować o uwzględnieniu jego kwoty w podstawie opodatkowania VAT, bo w praktyce niemal zawsze otrzymane przez przedsiębiorcę dofinansowanie ma jakiś wpływ na stosowane przez niego ceny (sprawa C-184/00 Office des produits wallons ASBL przeciwko Belgii). Niezbędne jest natomiast ustalenie, czy dofinansowanie zostało przekazane dla zrealizowania dostawy konkretnych towarów lub usług, i czy stanowiło w całości lub części wynagrodzenie za te dostawy.

Z tego wynika, że by uzyskana przez firmę dotacja nie powiększała jej podstawy opodatkowania podatkiem od towarów i usług, przedsiębiorca musi wykazać przed skarbówką, że przeznaczeniem środków nie była realizacja konkretnych dostaw lub usług, ale ogólna działalność przedsiębiorstwa. W przeciwnym razie fiskus będzie domagał się należnego VAT-u. Dla przykładu, w wyroku z 17 kwietnia 2019 r. WSA w Gdańsku zgodził się z organem podatkowym, że ten prawidłowo uznał, iż otrzymane przez przedsiębiorcę fundusze unijne w ramach realizacji programu wsparcia doradczego na rzecz mikro-, małych i średnich firm zostały mu przyznane na ściśle określone świadczenie – usługę szkoleniową i doradczą. Poprzez dofinansowanie części kwalifikowanych kosztów przedsiębiorca nie musiał ich ponosić, dzięki czemu mógł sprzedać ją po niższej cenie, niż gdyby tego dofinansowania nie było (sygn. akt I SA/Gd 490/19).

Niebezpośredni wpływ na cenę
Jednak w innej sprawie – jednej ze spółek otrzymujących od miasta rekompensatę za prowadzenie nierentownych przewozów komunikacją miejską – Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że przedmiotowa dopłata nie ma bezpośredniego wpływu na cenę biletów, stąd brak ziszczenia się przesłanki bezpośredniego związku pobieranego dofinansowania z ceną świadczonych przez firmę usług. Dlatego też dotacje mające na celu dofinansowanie ogólnych kosztów prowadzenia działalności, ale niepowiązane z konkretnymi czynnościami podlegającymi VAT, a więc nieuzależnione od ilości i wartości dostarczanych towarów lub usług, nie powiększają podstawy opodatkowania tym podatkiem (wyrok z 7 listopada 2018 r., sygn. akt I FSK 1692/16).

Ogólna działalność
I właśnie to ostatnie rozstrzygnięcie umacnia ugruntowującą się w ostatnich latach linię orzeczniczą sądów administracyjnych, mówiącą, że o możliwości obracania dotacją bez konieczności odprowadzania do skarbówki należnego VAT-u decyduje fakt, czy miała ona bezpośredni czy tylko pośredni wpływ na cenę dostarczonego przez przedsiębiorcę towaru lub sprzedanej usługi.

W sierpniu 2022 r. WSA w Poznaniu zakończył trwający pięć lat spór przedsiębiorcy z dyrektorem Krajowej Informacji Skarbowej, orzekając, że otrzymane przez niego unijne środki służą wykonaniu całości projektu, dla którego zawiązał konsorcjum, i nie można ich powiązać z konkretnie oznaczoną dostawą lub usługą.

W umowie o kooperacji przedsiębiorca zobowiązał się do nieodpłatnego udostępniania partnerowi wiodącemu utworów stworzonych przy realizacji projektu informatycznego, wraz z prawami autorskimi. Otrzymywane dofinansowanie stanowiło jedynie zwrot kosztów wytworzenia utworów. Organ podatkowy stał na stanowisku, że dotacja była w rzeczywistości wynagrodzeniem przedsiębiorcy (sygn. akt I SA/Po 353/22).

Korzystne orzeczenia
Przy rozpoznawaniu tego typu spraw należy mieć na uwadze obowiązujące reguły opodatkowania VAT dotacji i aktualny głos orzecznictwa w tym zakresie. A najnowsza linia orzecznicza sądów administracyjnych nie pozostawia wątpliwości, że pozyskane przez przedsiębiorców dofinansowania, których nie można powiązać z konkretnymi czynnościami opodatkowanymi VAT, nie zwiększają obrotu, więc nie można ich wliczać do podstawy opodatkowania. Sam fakt, że dotacja ma wpływ na ostateczną cenę świadczenia, nie może przesądzać, że dofinansowanie powinno zwiększać podstawę opodatkowania korzystającego z niego przedsiębiorcy. Potwierdzają to m.in. wyroki NSA z: 24 czerwca 2021 r. sygn. I FSK 764/21, z 7 października 2021 r. sygn. I FSK 217/21, z 30 listopada 2021 r. sygn. I FSK 1122/18, z 1 lutego 2022 r. sygn. I FSK 626/19.

W interpretacji indywidualnej z 29 października 2020 r. stwierdził tak również dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, który przyznał, że otrzymana przez firmę w ramach tarczy finansowej subwencja przeznaczona na pokrycie wydatków ogólnych przedsiębiorstwa, takich jak koszty nabycia materiałów, wynagrodzenia pracowników czy utrzymania biura, nie ma na celu dofinansowania ceny sprzedawanych towarów, a więc nie podlega opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług (sygn. 0111-KDIB3-1.4012.647.2020.8.ICZ).

https://archiwum.rp.pl/artykul/1481408-Czy-mozna-obracac-srodkami-z-dotacji-bez-VAT-u.html#.Yz1HA-xBxhF

 2. Jaki VAT dla usługi transportowej świadczonej przez podwykonawcę

03 października 2022 | Podatki i księgowość | KAROLINA MNICH

Organy podatkowe przyjmują, że zerowa stawka podatku znajdzie zastosowanie jedynie do tej usługi, której numer faktury został wprost wskazany na dokujecie SAD. Spełnienie takiego wymogu przez podwykonawcę zwykle nie jest możliwe.

W przypadku usług transportowych związanych z przywozem towarów spoza Unii Europejskiej do Polski nabywca usługi rozpoznaje u siebie import towarów. Usługodawca stosuje wtedy zerową stawkę VAT, pod warunkiem wliczeniem wartości usługi do podstawy opodatkowania z tytułu importu, w szczególności poprzez wykazanie w polu nr 44 dokumentu SAD numeru oraz wartości wystawionej na rzecz nabywcy faktury.

Zdarza się jednak, że przy realizacji transportu usługodawca korzysta z pomocy innego przedsiębiorstwa transporotowego. Powstaje pytanie czy podwykonawca również może zastosować stawkę zero proc., jeżeli z dokumentu celnego nie wynika jednoznacznie wliczenie wartości wyświadczonej przez niego usługi do podstawy opodatkowania z tytułu importu towarów – numer wystawionej przez niego faktury nie jest bowiem podawany w polu 44 dokumentu SAD.

Co mówi przepis
Zgodnie z art. 83 ust. 1 pkt 23 ustawy o VAT stawkę podatku w wysokości zero proc. stosuje się do usług transportu międzynarodowego, do których zalicza się m.in. przewóz lub inny sposób przemieszczania towarów z miejsca wyjazdu (nadania) poza terytorium Unii Europejskiej do miejsca przyjazdu (przeznaczenia) na terytorium kraju (art. 83 ust. 3 pkt 1 lit. b ustawy o VAT).

Usługi transportowe mogą zostać opodatkowane zerową stawką VAT również na podstawie przepisów wykonawczych, a konkretnie na podstawie rozporządzenia ministra finansów z 25 marca 2020 r. w sprawie towarów i usług, dla których obniża się stawkę podatku od towarów i usług, oraz warunków stosowania stawek obniżonych (dalej: rozporządzenie).

Zgodnie z § 6 ust. 1 pkt 1 i 2 rozporządzenia zerową stawkę podatku stosuje się również do:

1) usług transportu towarów, jeżeli transport ten wykonywany jest w całości na terytorium kraju i stanowi część usługi transportu międzynarodowego;

2) wewnątrzwspólnotowych usług transportu towarów, jeżeli transport ten stanowi część usługi transportu międzynarodowego.

Z regulacji tych wynika, że stawka VAT zero proc. znajduje potencjalnie zastosowanie do usług transportu międzynarodowego lub transportu stanowiącego część usługi transportu międzynarodowego. W szczególności dotyczy ona świadczeń związanych z przywozem towarów spoza UE do Polski. Nie ulega wątpliwości, że świadczenia realizowane przez podwykonawców mieszczą się w definicji tego typu usług.

Obowiązek dokumentacyjny
Korzystanie z preferencji podatkowej uzależnione zostało od wypełnienie warunków dokumentacyjnych przewidzianych w art. 83 ust. 2 ustawy o VAT. I tak, w przypadku transportu towarów importowanych dokumentami stanowiącymi dowód świadczenia usług transportu międzynarodowego jest – oprócz dokumentów, o których mowa w pkt 1, dokument potwierdzony przez urząd celno-skarbowy, z którego jednoznacznie wynika fakt wliczenia wartości usługi do podstawy opodatkowania z tytułu importu towarów.

W przytoczonej regulacji ustanowiono wymóg uwzględnienia wartości usługi transportowej w podstawie opodatkowania z tytułu importu, co musi znajdować potwierdzenie w dokumencie celnym (takim jak dokument SAD potwierdzony przez urząd celno-skarbowy).

Stanowisko fiskusa i sądów
Organy podatkowe wykluczają możliwość stosowania zerowej stawki VAT przez podwykonawców. Przykładowo, w interpretacji z 21 lutego 2020 r. (0112-KDIL3.4012.49. 2019.2.JK) dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wskazał, że: „Dokument, który Wnioskodawca m.in. posiada, to kserokopia dokumentu SAD, z którego wynika, że wartość usługi jest wliczona w podstawę opodatkowania z tytułu importu towarów. Jednak Wnioskodawca nie działa na zlecenie importera i na dokumencie SAD jest wykazana faktura spedytora, a nie Wnioskodawcy jako wykonawcy usługi. Zatem na dokumencie celnym, który będzie posiadać Wnioskodawca, do podstawy opodatkowania będzie wliczona wartość transportu określona na podstawie faktury spedytora a nie Wnioskodawcy”.

W rozstrzygnięciu tym przyjęto, że stawka zero proc. znajdzie zastosowanie jedynie do tej usługi, której numer faktury został wprost wskazany na dokujecie SAD. Spełnienie takiego wymogu przez podwykonawcę zwykle nie będzie możliwe. W praktyce więc, stawka zerowa zostanie zastosowana tylko do usługi świadczonej na rzecz importera.

Restrykcyjne podejście co do konieczności uwzględniania wartości usługi transportowej na dokumencie celnym dotyczącym importu zaprezentowano także w interpretacji dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z 30 maja 2016 r. (IBPP2/ 4512-136/16/ICz) oraz w interpretacji dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 8 stycznia 2020 r. (0112-KDIL1-2.4012.533.2019.3.PG).

Co więcej, powyższe zapatrywanie znalazło potwierdzenie również w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 19 września 2019 r. (III SA/Wa 625/19), w którym czytamy, że: „wobec stwierdzenia Skarżącego, że do świadczonych przez niego usług ma zastosowanie stawka VAT zero proc., konieczne było też uzyskanie od Skarżącego jednoznacznej informacji czy Skarżący posiada dokument potwierdzony przez urząd celno-skarbowy, z którego jednoznacznie wynika fakt wliczenia wartości usługi wykonanej przez Skarżącego do podstawy opodatkowania z tytułu importu towarów. Zwłaszcza, że Skarżący we wniosku wskazał, iż posiada dokumenty potwierdzone przez urząd celno-skarbowy, z których wynika fakt wliczenia wartości usługi transportowej do podstawy opodatkowania z tytułu importu towaru.

Jednakże ze stwierdzenia tego nie wynikało czy to wartość usług transportowych świadczonych przez Skarżącego została wliczona do podstawy opodatkowania z tytułu importu towarów (czy może wartość usługi kontrahenta Skarżącego – »polskiej spedycji« realizującej usługi transportowe na rzecz importera)”.

WSA zdaje się przyjmować, że stawka zero proc. znajdzie zastosowanie tylko do usługi głównego przewoźnika, a nie do jego podwykonawcy, przy czym podkreślić należy, że wskazany wyrok nie jest prawomocny.

* * *

Organy podatkowe oraz sądy prezentują obecnie pogląd, że zerowa stawka może znaleźć zastosowanie tylko, jeśli dana usługa transportowa (numer dokumentującej ją faktury) zostanie wprost wskazana na dokumencie celnym jako element podstawy opodatkowania z tytułu importu. W konsekwencji, do świadczeń realizowanych przez podwykonawców na rzecz głównego przewoźnika należy zastosować opodatkowanie stawką podstawową – 23 proc. (art. 41 ust. 1 w zw. z art. 146aa pkt 1 ustawy o VAT).

Podstawa prawna:

∑ art. 83 ust. 1 pkt 23, art. 83 ust. 3 pkt 1 lit. b, art. 83 ust. 5 pkt 2, art. 41 ust. 1, art. 146aa pkt 1 ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (tekst jedn. Dz.U. z 2022 r., poz. 931 ze zm.)

∑ § 6 ust. 1 pkt 1 i 2 rozporządzenia ministra finansów z 25 marca 2020 r. w sprawie towarów i usług, dla których obniża się stawkę podatku od towarów i usług, oraz warunków stosowania stawek obniżonych (tekst jedn. Dz.U. z 2021 r., poz. 1696 ze zm.)

Karolina Mnich

starszy konsultant podatkowy w TAXEO Komorniczak i Wspólnicy sp.k.

Konieczne są dodatkowe informacje na dokumencie SAD

Spełnienie warunków dokumentacyjnych może potencjalnie, na zasadzie analogii, mieć zastosowanie w odniesieniu do usług podwykonawców, jeżeli wartość świadczenia stanowi faktycznie koszt transportu uwzględnionego w podstawie opodatkowania importu. Z taką sytuacją będziemy mieli do czynienia w niektórych przypadkach, niezależnie od tego czy numer faktury podwykonawcy został wskazany na dokumencie SAD. Należy bowiem zauważyć, że obowiązujące przepisy nie wprowadzają takiego wymogu.

Objęcie usługi podwykonawcy zerową stawką będzie zatem możliwe, jeżeli wartość wykonanej przez niego usługi jest niższa od wartości zafakturowanej przez podatnika korzystającego z jego usług. W takim przypadku można założyć, że wartość świadczenia podwykonawcy (stanowiąca część transportu) jest składnikiem transportu jako całości. Niezbędne byłoby wówczas uwzględnienie na dokumencie SAD dodatkowych informacji pozwalających na powiązanie świadczenia podwykonawcy ze świadczeniem głównego przewoźnika. Trzeba jednak pamiętać, że organy podatkowe mają na ten temat inne zdanie.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1481612-Jaki-VAT-dla-uslugi-transportowej-swiadczonej-przez-podwykonawce.html#.Yz1IIuxBxhF

 3. Elektryczne auta bez dodatkowego podatku

04 października 2022 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Firma udostępniająca pracownikowi ekologiczny samochód i zwracająca koszty ładowania pojazdu w domu nie musi naliczać mu przychodu.

Fiskus zmienił niekorzystne dla podatników stanowisko w sprawie elektrycznych samochodów. Przyznał w końcu, że zwrot kosztów doładowania auta nie jest dodatkowo opodatkowany.

Przypomnijmy, że zgodnie z ustawą o PIT, jeśli pracownik jeździ prywatnie firmowym samochodem, pracodawca powinien naliczać mu co miesiąc zryczałtowany przychód. W wysokości 250 albo 400 zł (patrz ramka).

Kontrowersyjna interpretacja
W wydanej w zeszłym roku interpretacji dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał, że w tym ryczałcie nie mieści się kwota na pokrycie kosztów ładowania w domu służbowego elektryka. Jest dla pracownika dodatkowym świadczeniem, należy ją zaliczyć do jego przychodów i opodatkować.

Stanowisko fiskusa opisaliśmy w „Rzeczpospolitej” z 8 czerwca 2021 r. Wzbudziło spore kontrowersje. Cytowani przez nas eksperci podkreślali, że jest niezgodne z wyrokami sądowymi i interpretacją ogólną ministra finansów w sprawie rozliczeń tradycyjnych aut. Wynika z nich, że ryczałt obejmuje też sfinansowane pracownikowi paliwo. A w samochodach elektrycznych takim paliwem jest przecież prąd.

Po prawie półtora roku szef Krajowej Administracji Skarbowej zmienił niekorzystną dla podatników interpretację. Przyznał, że wartość sfinansowanej przez pracodawcę energii elektrycznej jest uwzględniana w ryczałtowym przychodzie. „Gdy pracownik ładuje służbowy samochód z napędem elektrycznym, korzystając z przydomowej stacji ładowania, to zwrot wydatku z tego tytułu nie będzie stanowił dla niego dodatkowego przychodu” – czytamy w zmienionej właśnie interpretacji (jej numer: DOP3. 8222.34.2021.HTCE).

Szef KAS zastrzegł jednak, że jeśli pracodawca wypłaca pracownikowi stałą kwotę, to może ona być większa niż poniesiony wydatek. Nadwyżkę należy zaliczyć do przychodów.

Potrzebny podlicznik
Z tego wniosek, że zwrot musi odzwierciedlać koszty ładowania. Jak je wyliczyć?

– Najczęściej do prywatnych stacji ładowania instalowany jest podlicznik. Wtedy nie ma problemów z wyliczeniem wydatku na zużytą energię. W celu uniknięcia ewentualnych sporów ze skarbówką warto taki podlicznik zamontować jednocześnie z ładowarką – tłumaczy Jan Wiśniewski z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. Dodaje, że w sierpniu 2022 r. po polskich drogach jeździło 25 549 osobowych pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) i 26 462 hybrydy typu plug-in (PHEV).

Obowiązki pracodawcy

Nowe zasady liczenia ryczałtu

Polski Ład zmienił zasady naliczania ryczałtowego przychodu pracownikom, którzy mają do dyspozycji służbowe auta i korzystają z nich też prywatnie.

Do końca 2021 r. uzależniony był od pojemności silnika pojazdu. Do 1600 cm sześc. wynosił miesięcznie 250 zł, a powyżej 400 zł.

Od 1 stycznia 2022 r. o wysokości przychodu decyduje moc silnika. Do 60 kW wynosi 250 zł, powyżej 400 zł. Część pracowników na tym traci (przed czym przestrzegaliśmy już w „Rzeczpospolitej” z 8 sierpnia 2021 r., gdy Polski Ład był jeszcze projektem). Niektóre auta mają bowiem silnik o pojemności do 1600 cm sześc., ale o mocy większej niż 60 kW. Pracodawca musi więc naliczyć im wyższy przychód niż w zeszłym roku i w konsekwencji potrącić większy podatek.

Polski Ład określił też zasady rozliczania służbowych samochodów elektrycznych.

Pracownikowi, który korzysta z takiego auta prywatnie, należy naliczyć co miesiąc 250 zł przychodu (wcześniej przepisy o tym nie mówiły, skarbówka zgadzała się na taką kwotę w interpretacjach).

https://archiwum.rp.pl/artykul/1481790-Elektryczne-auta-bez-dodatkowego-podatku.html#.Yz1JFexBxhF

 4. Jak rozliczyć VAT od eksportu towarów

05 października 2022 | Rachunkowość | Emilia Wolnowska Katarzyna Wojdanowicz

Warunkiem zastosowania stawki podatku 0 proc. dla dokonanego eksportu towarów, jest posiadanie przez podatnika przed upływem terminu do złożenia deklaracji podatkowej za dany okres rozliczeniowy, dokumentu potwierdzającego wywóz towaru poza terytorium Unii Europejskiej.

Podstawowym dokumentem, którym zwykle posługują się podatnicy, jest komunikat IE-599, stanowiący potwierdzenie wyprowadzenia towaru z UE. Należy pamiętać, że przy eksporcie istotne jest to, gdzie zaczyna się transport towarów (w jakim kraju), a nie to, gdzie jest dokonywana odprawa celna.

Dopuszczalne dokumentyKatalog dopuszczalnych dokumentów, które mogą stanowić potwierdzenie wywozu towaru poza terytorium Unii Europejskiej, zawarty jest w artykule 41 ust. 6a ustawy o VAT. Organy podatkowe oraz sądy administracyjne w swoich najnowszych interpretacjach i wyrokach skłaniają się ku uznaniu wspomnianego wyżej katalogu za otwarty.

Podatnicy w licznych wnioskach o interpretacje indywidualne zadają organom pytania o możliwość stosowania stawki 0 proc. mimo braku komunikatu IE-599, a na podstawie innych dokumentów, które, w ich ocenie, potwierdzają wywóz towarów. Na przykład, w interpretacji z 25 sierpnia 2021 r., (0114- KDIP1-2.4012.349.2021.1.RM), organ przyznał podatnikowi rację, że może on zastosować stawkę 0 proc. VAT dla do- konanego eksportu towarów m.in. na podstawie dokumentu z aplikacji firmy kurierskiej do tzw. e-monitoringu, który również nie pochodzi od administracji celnej, nie potwierdza zamknięcia procedury wywozu ani nie jest wymieniony w art. 41 ust. 6a ustawy o VAT.

Jeżeli podatnik otrzyma dokumenty potwierdzające przed upływem terminu do złożenia deklaracji podatkowej za dany okres rozliczeniowy, wykazuje eksport w deklaracji za ten okres.

Niejednokrotnie zdarza się jednak, że podatnicy otrzymują dokumenty z opóźnieniem, tj. po upływie terminu do złożenia deklaracji podatkowej za okres rozliczeniowy, w którym został dokonany eksport.

Kiedy dokumentów brak
Jeżeli podatnik nie otrzyma dokumentów w wyżej wskazanym terminie, zgodnie z art. 41 ust. 7 ustawy o VAT, nie wykazuje tej dostawy w ewidencji za ten okres rozliczeniowy, ale dopiero w okresie następnym, stosując stawkę podatku 0 proc., pod warunkiem otrzymania dokumentu potwierdzającego wywóz przed upływem terminu do złożenia deklaracji podatkowej za ten następny okres. Przy eksporcie bezpośrednim przepis ten można zastosować jedynie w przypadku, gdy podatnik posiada dokument celny potwierdzający procedurę wywozu (IE-529), co wynika z art. 41 ust. 8 ustawy o VAT.

Jeżeli podatnik nie otrzyma dokumentów potwierdzających wywóz również w kolejnym okresie, zastosowanie znajdą stawki właściwe dla dostawy tego towaru na terytorium kraju. Co w takiej sytuacji powinien zrobić podatnik?

Przykład 1.

10 marca 2022 r. „Z” Sp. z o.o. sprzedała towary na rzecz kontrahenta z Wielkiej Brytanii w ramach eksportu bezpośredniego. „Z” Sp. z o.o. do 25 maja nie otrzymała dokumentów potwierdzających wywóz towarów do Wielkiej Brytanii, posiada jedynie dokument celny potwierdzający procedurę wywozu (IE-529).

„Z” Sp. z o.o. musi wykazać tę transakcję z krajową stawką VAT w deklaracji za kwiecień 2022 roku. Artykuł 41 ust. 7 ustawy o VAT pozwala jedynie na przesunięcie wykazania eksportu w deklaracji o jeden miesiąc, w sytuacji, gdy do dnia złożenia deklaracji za ten kolejny okres podatnik nadal nie będzie posiadał wymaganych dokumentów, nie może w dalszym ciągu nie wykazywać transakcji w deklaracji VAT, w oczekiwaniu na właściwe dokumenty.

Jeżeli Spółka „Z” otrzyma dokumenty potwierdzające wywóz po 25 maja, na podstawie art. 41 ust. 9 ustawy o VAT, będzie uprawniona do dokonania korekty podatku należnego w rozliczeniu za okres rozliczeniowy, w którym otrzyma dokument. Zgodnie z tym przepisem, korektę należy wykonać na bieżąco, a nie korygując deklarację, w której ta dostawa została wykazana z właściwą stawka krajową.

Przykład 2.

10 marca 2022 r. „Z” Sp. z o.o. sprzedała towary na rzecz kontrahenta z Wielkiej Brytanii w ramach eksportu bezpośredniego. „Z” Sp. z o.o. do 25 maja nie otrzymała dokumentów potwierdzających wywóz towarów, posiadała jedynie dokument celny potwierdzający procedurę wywozu (IE-529). 15 lipca 2022 roku, „Z” Sp. z o.o. otrzymała komunikat IE-599 potwierdzający wywóz towarów.

„Z” Sp. z o.o. musi wykazać tę transakcję z krajową stawką VAT w deklaracji za kwiecień 2022 roku. Jednocześnie, „Z” będzie uprawniona do wystawienia faktury korygującej zmniejszającej podatek VAT o VAT należny z faktury sprzedaży dotyczącej eksportu. Faktura korygująca zostanie wykazana deklaracji za lipiec 2022 roku, gdyż w tym miesiącu „Z” otrzymała dokument potwierdzający wywóz towarów.

Przykład 3.

10 stycznia 2022 r. „B” Sp. z o.o. sprzedała towary na rzecz kontrahenta z Japonii w ramach eksportu bezpośredniego. „B” Sp. z o.o. do 25 lutego nie otrzymała dokumentów potwierdzających wywóz towarów i nie posiadała dokumentu celnego, potwierdzającego procedurę wywozu (IE-529).

Dopiero 10 kwietnia 2022 roku, „B” Sp. z o.o. otrzymała dokumenty celne, potwierdzające wywóz towarów.

W takiej sytuacji, „B” Sp. z o.o. powinna wykazać tę transakcję z krajową stawką VAT w deklaracji za styczeń 2022 roku.

Brak dokumentu celnego, potwierdzającego procedurę wywozu sprawił, że „B” Sp. z o.o. nie mogła skorzystać z przesunięcia, o którym mowa w art. 41 ust. 7 ustawy o VAT.

Nadal jednak, jeżeli „B” otrzymała w kwietniu 2022 roku dokumenty celne, potwierdzające wywóz towarów, będzie mogła dokonać korekty podatku należnego w rozliczeniu za okres rozliczeniowy, w którym otrzymała dokumenty (w deklaracji za kwiecień 2022).

Eksport pośredni i bezpośredni
W zakresie gromadzenia dokumentów, pozwalających na stosowanie stawki O proc., występują różnice między eksportem pośrednim a bezpośrednim.

Przy eksporcie pośrednim, aby wykazać eksport ze stawką 0 proc., podatnik musi przed upływem terminu do złożenia deklaracji podatkowej za okres rozliczeniowy, w którym dokonał dostawy towarów, dysponować dokumentem, z którego wynika tożsamość towaru będącego przedmiotem dostawy i wywozu. Pozostałe regulacje opisane powyżej, stosuje się odpowiednio, z wyjątkiem przepisu nakładającego na podatnika warunek posiadania dokumentu celnego potwierdzającego procedurę wywozu, aby mógł przesunąć wykazanie eksportu w księgach o jeden miesiąc (art. 41 ust. 8 ustawy o VAT). Ten warunek nie musi być spełniony przy eksporcie pośrednim.

Emilia Wolnowska jest doradcą podatkowym, Tax Manager w dziale doradztwa podatkowego BDO biuro w Poznaniu

Katarzyna Wojdanowicz jest aplikantem radcowskim, Tax Consultant w dziale doradztwa podatkowego BDO biuro w Poznaniu

https://archiwum.rp.pl/artykul/1481727-Jak-rozliczyc-VAT-od-eksportu-towarow.html#.Yz1JfexBxhF

 5. Fiskus zamiast argumentów szuka naciąganych związków

05 października 2022 | Administracja – Orzecznictwo | Michał Wojtas

Dopatrywanie się czynności opodatkowanej w znoszeniu współwłasności rzeczy, która gminie nie służy do działalności objętej VAT, to błąd.

Analiza skarżonej interpretacji podaje w wątpliwość wypełnianie przez Krajową Informację Skarbową jej statutowych zadań, czyli udzielanie interpretacji prawa podatkowego, kierując się potrzebą zapewnienia spójnej wykładni przepisów podatkowych. Przekaz organu interpretacyjnego jest wbrew logice, praktyce podatkowej i orzecznictwu.

Analizowana sytuacja jest skomplikowana podatkowo z kilku powodów. Po pierwsze, mamy do czynienia z jednostką samorządu terytorialnego (JST), która czasami działa jako organ, a czasami jako podatnik VAT. I trzeba to analizować.

Po drugie, opisana sytuacja przywodzi na myśl typowe konsorcja, czyli grupowanie podmiotów, aby wykonać większy projekt, przekraczający zdolności operacyjne lub finansowe jednego podmiotu. Gdy podmioty z konsorcjum wybierają spośród siebie partnera wiodącego – to ten działa jako podatnik VAT dla całej grupy. W temacie zagadnień VAT dotyczących rozliczeń wewnętrznych pomiędzy konsorcjantami i pomiędzy konsorcjum a podmiotami zewnętrznymi nie ma większych sporów interpretacyjnych. Dziwi zatem takie stanowisko organu interpretacyjnego, który dopatruje się czynności opodatkowanej w znoszeniu współwłasności rzeczy, która z punktu widzenia gminy nie służy jej do prowadzenia działalności objętej zakresem VAT.

Dodatkowo argumentacja o potencjalnej możliwości wykorzystania danej rzeczy do działalności gospodarczej jest zbyt daleko idąca. Każdy bowiem niemal element posiadany przez JST, jak i inny, może być potencjalnie wykorzystany w działalności. Nie jest to zatem żaden realny argument, a jedynie tło dla zbudowania wrażenia o bliskim związku z VAT. I właśnie na nim zamiast na racjonalnej argumentacji fiskus opiera swoje negatywne stanowisko, uznając gminę za podatnika VAT przy zbyciu udziałów we współwłasności statku rekreacyjnego, który miał trafić aportem do stowarzyszenia w celu jego eksploatacji przez to stowarzyszenie.

WSA słusznie zatem uznał stanowisko fiskusa za nieadekwatne do przedstawionego stanu faktycznego i stanowiska. Potwierdził też wyraźnie, że to stowarzyszenie prowadzi działalność podlegającą VAT, a nie gmina, która jedynie znosiła współwłasność, działając nie tylko jako organ, ale także bez zamiaru wykorzystywania tego składnika majątku w sposób regularny i zorganizowany. —oprac. olat

Autor jest doradcą podatkowym, partnerem w kancelarii Wojtas i Zając

https://archiwum.rp.pl/artykul/1481631-Fiskus-zamiast-argumentow-szuka-naciaganych-zwiazkow.html#.Yz1JxexBxhF

 

PZP | Prasówka | 4 października 2022 r.

Inżynieria

 1. Kto zbuduje odcinek drogi S6? Wybrano ofertę

Łukasz Madej | Opublikowano: 03-10-2022 Źródło: GDDKiA

Budowa odcinka Sławno–Słupsk drogi ekspresowej S6 powinna pochłonąć 701,6 mln zł. Taką kwotę wpisano w ofertę, którą Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) wybrała za najkorzystniejszą.

Odcinek drogi ekspresowej S6 będzie mieć 22,9 km. Połączy dwa województwa, ponieważ Sławno znajduje się w zachodniopomorskim, a Słupsk w pomorskim. Zbudowane zostaną cztery węzły drogowe (Sławno, Warszkowo, Września i Sycewice). Wykonawca będzie pracować w formule „projektuj i buduj”, tym samym, zanim przystąpi do robót budowlanych, opracuje projekty wykonawcze.

Drogi ekspresowe w Polsce. Mapa S6. Źródło: GDDKiA

Drogi ekspresowe w Polsce. Mapa S6. Źródło: GDDKiA

Będzie to dwujezdniowy fragment z dwoma pasami ruchu w obu kierunkach. Odcinek Sławno–Słupsk ma być gotowy w ciągu 29 miesięcy od podpisania umowy. Za najlepszą uznano ofertę firmy Stecol.

Drogi ekspresowe w Polsce: więcej trasy S6
Wcześniej podpisano umowę na budowę odcinka Sianów–Sławno drogi ekspresowej S6 . W tym przypadku długość wyniesie 23,2 km, powstaną cztery węzły (Kawno, Malechowo, Karwice Bobrowice), obwód utrzymania, a także para miejsc obsługi podróżnych (Karwice Północ i Południe).

Cała droga ekspresowa S6 będzie mieć ponad 360 km, połączy Szczecin z Trójmiastem.

https://inzynieria.com/drogi/drogi_ekspresowe_w_polsce/wiadomosci/65157,kto-zbuduje-odcinek-drogi-s6-wybrano-oferte,drogi-ekspresowe-w-polsce-wiecej-trasy-s6

 2. Zakopianka: etapy budowy drogi S7 Kraków–Myślenice

Łukasz Madej | Opublikowano: 04-10-2022 Źródło: GDDKiA

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) wznowiła przygotowania do budowy odcinka Kraków–Myślenice drogi ekspresowej S7. Zapewniła jednocześnie, że wciąż czeka na tzw. korytarz społeczny dla nowej zakopianki. Inwestycja, choć jest na początkowym etapie, budzi bardzo duże emocje. Warto więc przyjrzeć się, jakie działania muszą zostać podjęte, żeby została zrealizowana.

– Pod koniec stycznia opublikowano streszczenie studium korytarzowego dla nowej zakopianki
– To pierwszy element całego zbioru potrzebnych dokumentacji projektowych
– Uznano, że droga ekspresowa S7 Kraków–Myślenice jest konieczna

W najbliższym czasie GDDKiA zamierza prowadzić prace związane z pozyskaniem dofinansowania na początkowy etap prac przygotowawczych. Potem opracowana zostanie dokumentacja niezbędna do ogłoszenia przetargu w trybie nieograniczonym. W następnym kroku wybrany zostanie wykonawca studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowego (STEŚ). Prawdopodobny termin rozpoczęcia prac projektowych nad przebiegiem nowej zakopianki to I połowa 2023 r.

Zakopianka Kraków–Myślenice: lokalizacja. Źródło: GDDKiA

Zakopianka Kraków–Myślenice: lokalizacja. Źródło: GDDKiA

Zakopianka Kraków–Myślenice: co już wiemy?
Pod koniec stycznia tego roku opublikowano streszczenie studium korytarzowego (SK). To pierwszy element całego zbioru dokumentacji projektowych potrzebnych do wybudowania drogi ekspresowej. W SK określa się lokalizację pasa terenu (inaczej korytarza) pod budowę nowej trasy (warto podkreślić, że pojęcie korytarza nie jest tożsame z pasem drogowym; w przypadku nowej zakopianki proponowane przez GDDKiA korytarze mają 3–5 km szerokości). To właśnie w SK pojawia się wstępna ocena zasadności inwestycji. W przypadku budowy zakopianki Kraków–Myślenice jest pozytywna.

W streszczeniu SK czytamy m.in.: przeprowadzone analizy wykazały bardzo wysokie uzasadnienie realizacji inwestycji – beneficjentem proponowanych rozwiązań będzie społeczeństwo. Oprócz dużych oszczędności z tytułu kosztów czasu, inwestycja generuje również oszczędności w kosztach wypadków.

Źródło: GDDKiA

Źródło: GDDKiA

Zakopianka jest potrzebna. A co dalej z budową nowej drogi?
Kiedy studium korytarzowe jest gotowe, kolejny krok w ramach inwestycji polegającej na budowie drogi ekspresowej to opracowanie następnego studium, tym razem techniczno-ekonomiczno-środowiskowego (STEŚ). Celem tej dokumentacji jest wskazanie konkretnego wariantu przebiegu drogi. To studium może powstawać dwojako, natomiast w ostatnim czasie, by skrócić procedury przetargowe, GDDKiA preferuje wykonanie STEŚ od razu z elementami koncepcji programowej (STEŚ-R).

Nowa zakopianka: klasa drogi S7 Kraków–Myślenice. Źródło: GDDKiA

Nowa zakopianka: klasa drogi S7 Kraków–Myślenice. Źródło: GDDKiA

W ramach STEŚ i I etapu STEŚ-R część zagadnień dotyczących budowy drogi określana jest już szczegółowiej, jak np. obiekty inżynieryjne (mosty, wiadukty itp.) czy warianty przebiegu, które poddaje się analizom technicznym, ekonomicznym, środowiskowym i społecznym. Najkorzystniejszy wariant wskazuje się jako rekomendowany we wniosku o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (tzw. decyzja środowiskowa).
W przypadku STEŚ, złożenie wniosku o decyzję środowiskową kończy opracowywanie tej dokumentacji.

Jeśli chodzi o STEŚ-R, kiedy wniosek jest analizowany przez odpowiedni urząd, prowadzi się prace nad koncepcją programową (KP). M.in. szczegółowo określane są konstrukcje obiektów inżynieryjnych, granice terenu zadania inwestycyjnego, powstaje przedmiar robót i kosztorys. Poza tym, dla wskazanego do decyzji środowiskowej wariantu przebiegu wykonuje się badania geologiczne.

Koncepcja programowa jako dokument osobny jest trochę bardziej rozbudowana, niż ma to miejsce w przypadku formuły STEŚ-R.

W każdym razie, kiedy gotowe są już STEŚ i KP oraz wydano decyzję środowiskową, przychodzi pora na kolejny etap, który także można prowadzić w różnych systemach. Pierwszy polega na tym, że GDDKiA wybiera wykonawcę, który zajmuje się tylko samą pracą projektową. Tzn. opracowuje projekty budowlany i wykonawczy, czyli dokumentacje potrzebne do uzyskania zezwolenia na realizację inwestycji drogowej (ZRID). W tym systemie przetarg na generalnego wykonawcę, czyli na budowę drogi, rozpoczyna się dopiero po uzyskaniu decyzji ZRID.

W drugim przypadku GDDKiA od razu wybiera wykonawcę, który najpierw opracowuje potrzebną dokumentację, pozyskuje ZRID, a następnie buduje drogę (to formuła „projektuj i buduj”).

S7-zakopianka: budowa drogi a konsultacje społeczne
Trzeba podkreślić, że choć GDDKiA czeka na korytarz społeczny dla nowej zakopianki, to na tym etapie inwestycji prowadzić dialogu ze społeczeństwem wcale nie musiała. W ramach planowania drogi ekspresowej konsultacje społeczne konieczne są bowiem dwukrotnie. Po raz pierwszy podczas wydawania decyzji środowiskowej, a drugi – w trakcie uzgadniania warunków realizacji przedsięwzięcia na etapie ZRID.

Ile może potrwać budowa zakopianki?
Ze statystyk GDDKiA wynika, że kiedy prowadzi się inwestycję w systemie tradycyjnym, to od pomysłu do zbudowania drogi mija średnio 116 miesięcy (dziewięć lat i osiem miesięcy). W drugim przypadku jest to 100 miesięcy (osiem lat i cztery miesiące). To wszystko jest możliwe w przypadku braku odwołań od wyników przetargów czy decyzji administracyjnych. Warto też pamiętać, że na budowach dróg w Polsce obowiązuje przerwa zimowa, która trwa od połowy grudnia do połowy marca. W tym czasie wykonawca może, jeśli na to warunki pozwalają, ale nie musi prowadzić robót.

Prace nad studium korytarzowym dla drogi S7 Kraków–Myślenice rozpoczęto we wrześniu 2020 r. Można więc powiedzieć, że w najbardziej optymistycznym wariancie nowa zakopianka będzie gotowa za około osiem, dziewięć lat. Trzeba jednak brać pod uwagę także, iż droga może być budowana odcinkami, o czym zresztą napisano w studium korytarzowym dla nowej zakopianki, a co wpłynie na czas realizacji całej inwestycji. A jak będzie w rzeczywistości? Czas pokaże.

Zakopianka – SK potwierdziło zasadność budowy. Źródło: GDDKiA

Zakopianka – SK potwierdziło zasadność budowy. Źródło: GDDKiA

Zakopianka – korytarze dla drogi ekspresowej S7 Kraków–Myślenice
Na początku tego roku GDDKiA przedstawiła sześć proponowanych korytarzy pod budowę drogi S7 Kraków–Myślenice. Studium korytarzowym objęto obszar prawie 3 tys. km2 na terenie siedmiu powiatów i 34 gmin.

Zakopianka – propozycje GDDKiA. Źródło: GDDKiA

Zakopianka – propozycje GDDKiA. Źródło: GDDKiA

Warianty zostały jednak oprotestowane, więc GDDKiA zaproponowała, by strona społeczna stworzyła swój korytarz. Specjalny zespół powołał Kraków, jednak, choć powstały dwa warianty, nie ma porozumienia z pozostałymi gminami, przez które przebiegać ma nowa zakopianka.

https://inzynieria.com/drogi/drogi_ekspresowe_w_polsce/wiadomosci/65162,zakopianka-etapy-budowy-drogi-s7-krakowmyslenice

 3. Oferty na budowę odcinków drogi S19 z dwoma tunelami

Łukasz Madej | Opublikowano: 26-09-2022 Źródło: GDDKiA

Poznaliśmy oferty złożone w przetargach na budowę dwóch ostatnich odcinków drogi ekspresowej S19 na Podkarpaciu. Fragmenty Jawornik–Lutcza i Lutcza–Domaradz będą mieć łącznie 11,6 km, a poprowadzone zostaną tunelami o sumarycznej długości 4 km.

– Droga ekspresowa S19 pobiegnie dwoma tunelami
– Trasa S19 to element międzynarodowego szlaku Via Carpatia
– Via Carpatia połączy państwa bałtyckie z południem Europy

W przypadku obu odcinków drogi ekspresowej S19 wpłynęło po siedem ofert. Będą oceniane według trzech kryteriów, z których cena otrzyma wagę 60%. Oba fragmenty zostaną zbudowane na obszarze, który przechodzi na przemian przez wzniesienia i doliny, więc przewidziano wiele obiektów inżynieryjnych, w tym tunele.

Źródło: GDDKiA

Źródło: GDDKiA

Via Carpatia. Budowa drogi ekspresowej S19 Jawornik–Lutcza
Odcinek Jawornik–Lutcza będzie mieć 5,2 km długości. Poprowadzony zostanie prawie 800-metrową estakadą, której filary osiągną nawet 36 m wysokości. Obiekt mostowy przejdzie w długi na 3 km dwunawowy tunel pod górą o nazwie Kamieniec. Poza tym powstanie miejsce obsługi podróżnych Jawornik kat. I w kierunku Barwinka, które będzie przystosowane do rozbudowy do kat. II.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) planuje, że prace projektowe i roboty budowlane zakończą się w ciągu maksymalnie 59 miesięcy od podpisania umowy.

Via Carpatia. Budowa drogi ekspresowej S19 Jawornik–Lutcza, zestawienie ofert:
1. Kolin – 1,849 mld zł
2. konsorcjum Gülermak (lider) i Budimex – 1,909 mld zł
3. Stecol – 1, 930 mld zł
4. konsorcjum PORR (lider) i PORR Bau – 2,160 mld zł
5. konsorcjum NDI (lider), NDI Sopot i DOGUS – 2,700 mld zł
6. Nurol – 2,772 mld zł
7. konsorcjum Mostostal Warszawa (lider) i Acciona Construccion – 2,863 mld zł.

Via Carpatia. Budowa drogi ekspresowej S19 Lutcza–Domaradz
Odcinek S19 Lutcza–Domaradz będzie mieć 6,4 km. Największym wyzwaniem będzie budowa długiego na niemal 1 km dwunawowego tunelu pod górą o nazwie Hyb. Poza tym powstaną estakada, trzy mosty i pięć wiaduktów. Zbudowany będzie także obwód drogowy w Domaradzu z centrum zarządzania, które ma obsługiwać wszystkie tunele w ciągu drogi S19 w woj. podkarpackim. Przewidziano też budowę dwóch lądowisk dla śmigłowców LPR oraz węzła drogowego Domaradz.

W tym przypadku plany GDDKiA są takie, że prace projektowe i roboty budowlane na tym odcinku zostaną ukończone w ciągu 51 miesięcy od podpisania umowy.

Via Carpatia. Budowa drogi ekspresowej S19 Lutcza – Domaradz, zestawienie ofert:
1. Kolin – 1,413 mld zł
2. konsorcjum Mirbud (lider), Kobylarnia i Interbudmontaż – 1,457 mld zł
3. konsorcjum Budimex (lider) i Gülermak – 1,460 mld zł
4. konsorcjum PORR (lider) i PORR Bau – 1,473 mld zł
5. Stecol – 1,479 mld zł
6. Nurol – 1,679 mld zł
7. konsorcjum NDI (lider), NDI Sopot i DOGUS – 2,129 mld zł.

Via Carpatia z tunelami na Podkarpaciu
Aktualnie odbywają się przygotowania do rozpoczęcia drążenia tunelu w ciągu odcinka Rzeszów Południe–Babica drogi ekspresowej S19. Długi na 10,3 km fragment poprowadzony zostanie podziemnym obiektem o długosci 2,2 km. Do Polski części maszyny TBM, która wydrąży ten tunel, dotrą wodą i lądem.

Budowa drogi ekspresowej S19 w woj. podkarpackim
81,8 km – oddane do ruchu (odcinki: Lasy Janowskie–Rzeszów Południe)
42,2 km – w realizacji (w budowie: Rzeszów Południe–Babica, w systemie „projektuj i buduj”: Babica–Jawornik, Krosno–Miejsce Piastowe i Miejsce Piastowe–Dukla)
42,3 km – w przygotowaniu (na etapie przetargu: Jawornik–Lutcza, Lutcza–Domaradz, Domaradz–Krosno, Dukla–Barwinek i dobudowa drugiej jezdni Sokołów Małopolski Płn.–Jasionka).

Via Carpatia w Polsce
Cała droga ekspresowa S19 będzie mieć 570 km, połączy przejście graniczne z Białorusią w Kuźnicy Białostockiej z granicą ze Słowacją w Barwinku. Jest elementem międzynarodowego szlaku Via Carpatia, który skomunikuje państwa bałtyckie z południem Europy. W Polsce Via Carpatia osiągnie ponad 700 km, biegnąc przez województwa podlaskie, mazowieckie, lubelskie i podkarpackie.

https://inzynieria.com/tunele/wiadomosci/65112,oferty-na-budowe-odcinkow-drogi-s19-z-dwoma-tunelami,via-carpatia-w-polsce

 4. Droga S19 do Rzeszowa. Przygotowania do drążenia tunelu [ZDJĘCIA]

Łukasz Madej | Opublikowano: 30-09-2022 (Aktualizacja: 03-10-2022) Źródło: GDDKiA, inzynieria.com

Budowa tunelu w ciągu odcinka Rzeszów Południe–Babica drogi ekspresowej S19 rozpocznie się w 2023 r. Ponad 2-kilometrowy obiekt wydrąży TBM z tarczą o średnicy 15,2 m.

Obecnie prowadzone są roboty ziemne w rejonie obu portali tunelu drogi S19, powstają też hala prefabrykacji elementów obudowy czy m.in. pompownia wody. Sama TBM do Polski dotrze drogą wodą z Hiszpanii. Tego typu maszyny drążą podziemny obiekt i jednocześnie układają jego obudowę, która składa się z tubingów.

W przypadku tej inwestycji, na obudowę wykorzystane zostaną 22 tys. betonowych prefabrykowanych pierścieni, a produkcja każdego z nich wymaga 5,6 m3 betonu (łącznie 123 tys. m3). TBM będzie musiała poradzić sobie ze skomplikowanymi i złożonymi warunkami gruntowo-wodnymi (flisz karpacki). Między nawami tunelu zaplanowano 15 przejść i jeden przejazd awaryjny. W obiekcie znajdzie się po 30 punktów alarmowych i hydrantów. Powstanie też centrum zarządzania tunelem.

Droga S19: przygotowania do budowy tunelu – zobacz ZDJĘCIA

Odcinek Rzeszów Południe–Babica drogi ekspresowej S19 z tunelem gotowy ma być w 2026 r.

Droga ekspresowa S19, czyli Via Carpatia w Polsce
Cała droga ekspresowa S19 będzie mieć 570 km, łącząc granicę z Białorusią w Kuźnicy Białostockiej z granicą ze Słowacją w Barwinku. Jednocześnie wpisuje się w międzynarodowy szlak Via Carpatia, który skomunikuje państwa bałtyckie z południem Europy. W Polsce Via Carpatia osiągnie ponad 700 km, biegnąc przez województwa podlaskie, mazowieckie, lubelskie i podkarpackie.

https://inzynieria.com/tunele/wiadomosci/65152,droga-s19-do-rzeszowa-przygotowania-do-drazenia-tunelu-zdjecia

 

Business Insider

 1. Gaz nie był w Europie tak tani od lipca. Otwarcie Baltic Pipe to tylko jeden z powodów

oprac. Jacek Frączyk | 4 października 2022, 9:40

Baltic Pipe otwarty i ceny gazu w Europie mocno spadają. Czy jest jakiś związek między tymi dwoma wydarzeniami? Tylko w jakiejś części. Decydujące znaczenie ma postępujące ograniczenie zużycia gazu w Unii Europejskiej, ale też unijne plany odnośnie nałożenia odgórnego limitu cen gazu i ograniczenia zużycia prądu w godzinach szczytu.

– Ceny gazu we wtorek na początku notowań zeszły poniżej 160 euro za megawatogodzinę
– To najniższy poziom od 22 lipca, a spadek dzień do dnia przekroczył 6 proc.
– Jest kilka przyczyn, dla których ceny mogą spadać. Oprócz uruchomionego w ostatnich dniach Baltic Pipe są to obligatoryjna redukcja zużycia prądu w godzinach szczytu w UE, pełne magazyny, ale też zamknięcia wielu przedsiębiorstw, które z gazu korzystały
– Na stole w UE jest też propozycja Grecji o nałożeniu limitu cenowego
– Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu

159 euro. Taką ceną rozpoczęły się we wtorek notowania holenderskich kontraktów na dostawy gazu w listopadzie br. Później cena wzrosła nawet do 165 euro, tak czy inaczej są to najniższe poziomy od 22 lipca br. Wciąż nie jest to oczywiście tanio, bo rok temu notowania nie przekraczały 50 euro, a parę miesięcy wcześniej 20 euro, ale po chwilowym wahnięciu w górę w związku z wielkim przeciekiem na obu nitkach Nord Stream ceny powróciły do spadkowego trendu. Dlaczego trend jest taki a nie inny?


| ICE

Koniec kupowania „na magazyn”
Po pierwsze magazyny unijne są wypełnione w wysokim stopniu. Według stanu na 1 października było w nich 994 TWh gazu, a to 19 proc. więcej niż rok temu o tej samej porze i prawie 90 proc. zapełnienia. Polska ma ponad 98 proc., a do tego uruchomiliśmy Baltic Pipe, więc ograniczymy zakupy z innych źródeł. Największe w Europie magazyny niemieckie, włoskie i holenderskie mają już po 91-92 proc. zapełnienia, a francuskie 97 proc. Kończy się kupowanie „na magazyn”.

Do tego astronomiczne ceny spowodowały redukcję zużycia. Zamyka się wiele firm, m.in. restauracji, które korzystały z gazu, a teraz dostają rachunki z nowymi cenami. Popyt przez to spada. Co więcej, w UE są podejmowane starania zmierzające do redukcji zapotrzebowania na energię. Rada UE uzgodniła w piątek obowiązkowy cel redukcji na poziomie 5 proc. w godzinach szczytu w okresie od grudnia br. do marca 2023 r.

Na stole jest grecka propozycja, którą ministrowie energii z: Grecji, Niemiec, Francji, Hiszpanii, Włoch, Belgii i Polski omówią podczas telekonferencji w tym tygodniu. Jak podaje Reuters, grecki minister energetyki Kostas Skrekas państwowej telewizji ERT mówił o wprowadzeniu pułapu cen gazu ziemnego. W podobnym tonie wypowiadał się premier Kyriakos Mitsotakis.

– Limit powinien być górną granicą określającą, jak wysokie mogą być ceny, a nie sztucznie zaniżoną liczbą, która zdestabilizuje rynki. Prędzej czy później rynki się zrównoważą – ale bez limitu cen, koszt tego zrównoważenia będzie mierzony liczbą zniszczonych istnień ludzkich i utraconych miejsc pracy – mówił premier Grecji.

Przeciw nałożeniu pułapu cenowego są Niemcy. Do zmiany nastawienia próbuje ich przekonać hiszpańska minister gospodarki na szczycie międzyrządowym w środę.

No i ostatnia sprawa to uruchomienie Baltic Pipe. Skoro Polska magazyny ma pełne i uruchomiła dostawy nowego gazu, to i mniej będzie potrzebowała sprowadzać go z Niemiec lub drogą morską w postaci skroplonej do terminalu LNG. Każda nowa podaż na rynku przy malejącym popycie to silny sygnał cenowy w dół.

https://businessinsider.com.pl/gielda/wiadomosci/ceny-gazu-nie-byly-w-unii-tak-niskie-od-lipca-otwarcie-baltic-pipe-to-tylko-jeden-z/bwwrpwe

 2. Rząd zamknie firmy i nie da odszkodowania. Taki będzie skutek nowej ustawy o klęsce żywiołowej

Jolanta Ojczyk | 15 września 2022, 6:33

Maciej Wąsik, wiceminister administracji, pod pretekstem ochrony ludności ogranicza prawa i wolności firm, a także likwiduje ustawę o wyrównaniu strat za ograniczenie działalności gospodarczej. Prawnicy oraz rzecznik małych i średnich przedsiębiorców alarmują, że nie można narażać firm na straty bez gwarancji wypłaty odszkodowań.

– Projekt ustawy o ochronie ludności przewiduje wiele ograniczeń i zakazów dla przedsiębiorców w razie klęski żywiołowej, ale także dowolnego stanu zagrożenia
– Rada Ministrów będzie mogła wprowadzić je rozporządzeniem, tak jak robiła to w czasie pandemii, a wojewoda poleceniem
– Tak jak w pandemii nie będzie szybkich rekompensat za zamknięcie biznesu, bo zniknie ustawa o wyrównaniu strat
– Właściciele będą musieli albo liczyć na uchwalenie specustawy, albo iść do sądu
– Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji skierował do konsultacji publicznych projekt o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej. Odpowiada za niego wiceminister Maciej Wąsik. Zdaniem Anny Streżyńskiej, byłej minister cyfryzacji, projekt to uporządkowanie podstaw prawnych wszystkich wątpliwych prawnie decyzji pandemicznych i przygotowanie gruntu pod podobne decyzje w przyszłości. Za sprawą nowej ustawy Rada Ministrów, ale też premier czy wojewoda będą mogli bowiem ograniczyć prowadzenie działalności bez wypłaty odszkodowań. I choć w ocenie skutków regulacji zaznaczono, że ustawa będzie miała znaczący wpływ na przedsiębiorców, to nie została skierowana do organizacji zrzeszających pracodawców.

Projekt nie przewiduje rekompensat za straty firmy spowodowane decyzjami rządu. Obecnie, gdyby został ogłoszony stan klęski żywiołowej, firmy mogłyby otrzymać rekompensaty od wojewody. By nie płacić za zamknięcie firm w pandemii, zamiast stanu klęski żywiołowej ogłoszono stan epidemii.

Znikną przepisy o wyrównywaniu strat za ograniczenie działalności
Za sprawą projektu, jeśli zostanie wprowadzony stan klęski żywiołowej, Rada Ministrów, tak jak obecnie, w drodze rozporządzenia będzie mogła zawiesić lub zakazać prowadzenia określonej działalności bądź nakazać prowadzenie innej, oddelegować pracowników do różnych prac, wprowadzić zakaz podwyższania cen bądź ustalone ceny. Przez klęskę żywiołową w tak obowiązujących przepisach należy rozumieć katastrofę naturalną lub awarię techniczną, której skutki zagrażają życiu lub zdrowiu dużej liczby osób, mieniu w wielkich rozmiarach albo środowisku na znacznych obszarach, a pomoc i ochrona mogą być skutecznie zapewnione tylko przy zastosowaniu nadzwyczajnych środków.

Klęską mogłaby być więc pandemia, ale także na przykład znaczący niedobór energii czy gazu. Jednym słowem rząd będzie mógł działać jak w pandemii, kiedy zamykał sklepy, siłownie czy dyskoteki, zakazywał eksportu preparatów do dezynfekcji lub rękawiczek. Wówczas nie został jednak ogłoszony stan klęski żywiołowej, bo skarb państwa musiałby wypłacać odszkodowanie na podstawie ustawy o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela.

Zgodnie z nią przedsiębiorca, któremu ograniczono działalność, składa wniosek o odszkodowanie do właściwego wojewody, a ten maksymalnie w ciągu trzech miesięcy podejmuje decyzję w tej sprawie. Niewprowadzenie stanu klęski żywiołowej podczas pandemii spowodowało, że przedsiębiorcy dochodzą odszkodowania w sądach, na zasadach ogólnych wyrażonych w konstytucji i przepisach kodeksu cywilnego, a ta ścieżka jest trudniejsza. Takie procesy warte miliony złotych prowadzą siłownie, hotele, restauratorzy. I za sprawą projektu ustawy o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej, takie same procesy czekają firmy w przyszłości. Dlaczego?

Zgodnie z projektem ustawy o ochronie ludności moc utraci ustawa o wyrównywaniu strat majątkowych. W zamian nie jest planowany inny akt prawny. — Jeżeli rozwiązanie takie weszłoby ostatecznie w życie, nie istniałaby regulacja pozwalająca przedsiębiorcom na otrzymanie rekompensat w przypadku wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, co budzi wątpliwości co do zgodności z konstytucją — ocenia adwokat Elżbieta Buczek, wspólnik w kancelarii Dubois i wspólnicy, która reprezentuje przedsiębiorców w sporach o odszkodowania za lockdown.

Projekt przewiduje jedynie możliwość przyznania pracodawcy nieoprocentowanej pożyczki na wypłatę wynagrodzenia pracownikom i to tylko w sytuacji zupełnego braku środków. Projekt pomija więc przedsiębiorców prowadzących działalność samodzielnie oraz wyklucza udzielenie pomocy na inne cele, np. okrycie bieżących kosztów.

Państwo musi zapłacić za utracone zyski
Na problem braku odszkodowań zwraca uwagę dr Marek Woch, dyrektor generalny w Biurze Rzecznika MŚP. „Państwo nie może przerzucać kosztów zwalczania szczególnych zagrożeń na wybrane grupy społeczne, zwłaszcza na mikro, małych i średnich przedsiębiorców” – podkreśla dr Woch w stanowisku przesłanym do Macieja Wąsika, wiceministra spraw wewnętrznych i administracji oraz Waldemara Budy, ministra rozwoju.

„Doświadczenia z pandemii pokazują, że długotrwałe ograniczenie prawa do wykonywania działalności musi być powiązane z odpowiednimi działaniami osłonowymi pozwalającymi na przetrwanie do czasu, gdy wznowienie działalności będzie możliwe. Uchylenie ustawy o wyrównywaniu strat majątkowych przy jednoczesnym braku analogicznych rozwiązań w projekcie doprowadzi do nieuzasadnionego pogorszenia sytuacji przedsiębiorców” – dodaje.

Dlatego rzecznik MŚP podkreśla, że uprawnienie do ograniczenia działalności należy powiązać z obowiązkiem wsparcia dla tych podmiotów. Jeśli projekt wprost nie ureguluje odszkodowań dla firm, tak jak przy covidzie i stanie wyjątkowym w strefie przygranicznej z Białorusią, będzie trzeba każdorazowo przygotowywać specjalne ustawy. Co więcej, firmy mogą też zostać zmuszone do ograniczenia działalności bez odszkodowania nie tylko wtedy, gdy zostanie ogłoszony stan klęski żywiołowej.

Kosztowne polecenie wojewody w stanie zagrożenia
Według MSWiA pandemia i kryzys uchodźcy pokazały, że nie ma mechanizmów systemowego podniesienia gotowości organów administracji publicznej w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowej, które nie wymagają wprowadzenia stanów nadzwyczajnych. Obecnie zgodnie z konstytucją mamy trzy stany nadzwyczajne: wojenny, wyjątkowy lub klęski żywiołowej. Projekt proponuje więc trzy nowe, mniej nadzwyczajne stany: pogotowia, zagrożenia, ale również wspomniany już stan klęski żywiołowej.

Stan pogotowia będzie oznaczał podniesienie gotowości organów administracji publicznej do realizacji zadań z zakresu ochrony ludności. Chodzi np. o wydłużenie czasu pracy urzędów czy wprowadzenie dyżurów.

Dla firm groźniejszy będzie stan zagrożenia. Administracji publiczna będzie musiała podjąć dodatkowe działania oraz wprowadzić ograniczenia, zakazy i nakazy. Będzie możliwość wydawania wiążących poleceń przez premiera, ministra spraw wewnętrznych czy wojewodę m.in. samorządom, ale też przedsiębiorcom. Polecenia byłyby natychmiast wykonalne, nie miałyby uzasadnienia i nie można byłoby się od nich odwołać.

— Wątpliwości powinno budzić to, że projekt przewiduje wprowadzenie nieistniejących dotychczas instytucji, tj. „stanu pogotowia” oraz „stanu zagrożenia” — ocenia adwokat Elżbieta Buczek. — Działanie takie de facto miałoby wprowadzić do polskiego porządku prawnego dodatkowe quasi-stany nadzwyczajne, nieprzewidziane w konstytucji. Rząd bez zmiany ustawy zasadniczej stara się wprowadzić przepisy, których stosowanie w praktyce mogłoby ograniczać prawa i wolności – zarówno osób fizycznych, jak i osób prawnych — kwituje mec. Buczek.

https://businessinsider.com.pl/prawo/firmy-straca-na-ustawie-o-ochronie-ludnosci/0y1wgte

 3. Ministerstwo zapowiada nowe przepisy. Firmy już mówią o „martwym prawie”

1 października 2022, 8:25

Ministerstwo Rozwoju i Technologii przewiduje, że w czwartym kwartale br. wejdą w życie nowe przepisy związane z rynkiem zamówień publicznych. Projekt regulacji zakłada w określonych sytuacjach obowiązek waloryzacji wynagrodzenia podwykonawców przez wykonawcę. Jednak znawcy tematu związani z branżą budowlaną negatywnie odbierają część ministerialnych zapowiedzi.

Jak przewiduje Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), w IV kwartale br. wejdą w życie nowe przepisy związane z rynkiem zamówień publicznych. Aktualnie toczą się prace parlamentarne dotyczące rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu uproszczenia procedur administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców. Resort podaje, że jedną z planowanych regulacji jest ustanowienie wyraźnej podstawy prawnej do dokonywania zmian zawartych umów w sprawie zamówienia publicznego w zakresie wysokości wynagrodzenia wykonawców, wprowadzania do nich nowych klauzul waloryzacyjnych lub modyfikacji dotychczasowych (np. poprzez zmianę wysokości limitu waloryzacji). Strony będą mogły zmieniać także inne postanowienia umów, dotyczące warunków, terminu i sposobu jej wykonania, a w szczególności zakresu świadczenia (katalog będzie otwarty).

– Pytanie, czy nieobowiązkowa formuła zmian umów będzie wystarczająca. Ustawa ma pozostawiać swobodę decyzyjną zamawiającemu co do uznania przesłanek zmiany umowy i zawarcia aneksu. Obawiam się, że jeśli nawet obecne nadzwyczajne okoliczności nie przemawiają za dokonaniem zmiany umowy – waloryzacją albo inną modyfikacją sposobu wykonywania umowy, to ustawa nienakładająca obowiązku zmiany może pozostać martwą literą prawa – komentuje Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB).

Ministerstwo wskazuje, że z nowych przepisów będzie wprost wynikała możliwość dokonania waloryzacji wynagrodzenia w oparciu o stosowne wskaźniki, publikowane przez prezesa GUS. Sposób dokonania waloryzacji będzie jednak uzależniony od woli stron. Jeżeli uznają one, że inny sposób dokonania waloryzacji lepiej oddaje rzeczywistą zmianę, jaka zaszła w danej branży i wpłynęła na możliwość realizacji umowy, będą mogły dokonać waloryzacji w oparciu o wybrany przez siebie i uzgodniony model.

Jak podkreśla prezes Styliński, to byłby milowy krok, ale tylko jeśli intencją ustawodawcy będzie, aby w każdym przypadku konkretny mechanizm waloryzacyjny był przedmiotem „uzgodnienia” stron. Ekspert obawia się jednak, że ustawodawca nie pójdzie tak daleko i nie będzie wymagał uzgodnienia mechanizmu waloryzacji z wykonawcą. To oznacza, że choć zmiana umowy musi się dokonać za obopólną zgodą, to w procesie uzgadniania aneksu nadal zbyt często będziemy mieli do czynienia z dominującą pozycją zamawiającego i narzucaniem danej waloryzacji.

– Negatywnie odbieram propozycję waloryzacji opartą tylko o wolę stron. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby niezależnie od obowiązkowej waloryzacji ustawowej strony ustaliły dodatkowe warunki dla dodatkowej waloryzacji. Ustawowa odpowiedzialność stron musi zostać jednak uregulowana prawem do zastosowania określonych wag wskaźników waloryzacji, inaczej mija się to z celem – stwierdza Robert Gil, dyrektor jednej z wiodących spółek w branży oznakowania dróg w Polsce.

Ponadto resort informuje, że regulacje obejmą swym zakresem także umowy zawarte pod reżimem uchylonego z dniem 1 stycznia 2021 r. prawa zamówień publicznych, które nie przewidywało istniejącego obecnie obowiązku wprowadzania do określonej kategorii umów klauzul waloryzacyjnych. Strony, w oparciu o przygotowane regulacje, będą mogły zatem uzupełnić treść umowy o stosowną klauzulę waloryzacyjną lub inną zmianę.

– Podejście MRiT należy poprzeć, ponieważ nie ma żadnego rynkowego uzasadnienia, aby zmianie podlegały tylko takie kontrakty, które generują istotną stratę wykonawcy po 1 stycznia 2021 r. Przesłanką podlegającą ocenie, uruchamiającą zawieranie aneksów, powinno być stwierdzenie zaistnienia straty, a więc istotne pogorszenie efektywności umowy, którego nie dało się przewidzieć. I to musi być możliwe bez względu na to, czy dana umowa była zawarta przed, czy po 1 stycznia 2021 r. – dodaje prezes PZPB.

Wokół klauzul
Resort podaje, że nowe przepisy przewidują także modyfikację art. 439 ustawy Pzp, poprzez rozszerzenie obowiązku zawierania klauzul waloryzacyjnych na umowy trwające powyżej 6 miesięcy (obecnie jest to 12 miesięcy) oraz umowy dostaw (dziś obowiązek ten odnosi się jedynie do robót budowlanych i usług). Dzięki temu w większej liczbie kontraktów w sprawie zamówień publicznych znajdą się klauzule waloryzacyjne.

– Załóżmy, że na początku stycznia br. podwykonawca zawarł umowę, a w maju skończył wykonywać wszystkie roboty. Zatem w dalszym ciągu pozostaje bez prawa do waloryzacji z tytułu wojny w Ukrainie, bo nie wyrobił tych sześciu miesięcy. Wprowadzanie czasowych ograniczeń w sytuacjach nieprzewidywalnych zaprzecza idei pomocy. Waloryzacja wynagrodzenia powinna następować z dniem podpisania umowy przez podwykonawcę – podkreśla Robert Gil.

Z kolei według Jana Stylińskiego racjonalny jest pomysł skrócenia minimalnego okresu obowiązkowej waloryzacji do umów 6-miesięcznych i dłuższych. Zdaniem prezesa PZPB, nieco dyskusyjne jest wprowadzenie waloryzacji umów na dostawy. Dotychczasowe przepisy nie nakładały takiego obowiązku, ponieważ dostawcy aktualizują cenniki znacznie częściej, niż mogła następować jakakolwiek zmiana cen usług budowlanych. W efekcie, w pewnym uproszczeniu, dostawcy co do zasady realizują dostawy po aktualnych cenach rynkowych.

– Ponadto Generalni Wykonawcy dokonują waloryzacji tylko tej części robót, jaka została zafakturowana od trzynastego miesiąca umowy. Przykładowo, jeśli przez 12 miesięcy wykonałem 90 proc. wartości robót, a przez kolejne 2 miesiące resztę, to otrzymuję waloryzację tylko za resztę prac. Gdyby nie kary umowne, korzystniej dla podwykonawcy byłoby nic nie robić przez 12 miesięcy, żeby potem można było zwaloryzować wszystko. Waloryzacja zgodnie z ustawą Pzp dotyczyć ma całości robót, co oznacza, że dopiero po upływie 12 miesięcy umowy podwykonawca waloryzuje całość odebranych na ten czas prac, a potem co miesiąc resztę. Takie negatywne praktyki, pozbawiające jedną ze stron znacznych pieniędzy powinny być zakazane i karane przez inwestorów – dodaje dyrektor Gil.

Jak informuje MRiT, w projekcie regulacji przewidziany został też obowiązek waloryzacji wynagrodzenia podwykonawców przez wykonawcę w sytuacji, gdy zamawiający dokonał waloryzacji wynagrodzenia wykonawcy. Jednocześnie zaproponowano, aby rozwiązanie to miało zastosowanie także do umów zawartych między podwykonawcami a dalszymi podwykonawcami. Zakres waloryzacji będzie ustalany w drodze porozumienia stron. Przepisy nie będą narzucały w tym zakresie szczegółowych rozwiązań. Według Roberta Gila widać bardzo dobry kierunek działania, ale dopóki nie powstanie ostateczna wersja tych regulacji, niemożliwa jest ocena, jak intencje przełożą się na rzeczywiste korzyści.

– Taki mechanizm schodzącej w dół waloryzacji obowiązuje już obecnie. Przepisy doprecyzowujące nie stworzą zatem obecnie żadnej nowej wartości w tym zakresie. Obawiam się, że nawet najlepsza ustawa nie rozwiąże problemu zamawiających, którzy nie korzystają z instrumentów, jakimi dysponują. Podwykonawcy powinni być traktowani w sposób analogiczny do generalnych wykonawców. Jeśli zatem ci drudzy korzystają z mechanizmów waloryzacyjnych, to w sposób identyczny powinni mieć do nich dostęp również ci pierwsi – podsumowuje prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

https://businessinsider.com.pl/prawo/ministerstwo-zapowiada-nowe-przepisy-firmy-juz-mowia-o-martwym-prawie/xgmpphl

 

Portal ZP

Zmiany w ustawie Pzp po nowelizacji ustawy o służbie więziennej

Justyna Rek-Pawłowska | Dodano: 4 października 2022

W regulacjach ustawy Pzp dotyczących wyłączenia jej stosowania oraz warunków udziału w postępowaniu zaszły drobne zmiany. Wynikają one z nowelizacji ustawy o Służbie Więziennej i niektórych innych ustaw.

Od 28 września br. obowiązuje ustawa z 22 lipca 2022 r. o zmianie ustawy o Służbie Więziennej oraz niektórych innych ustaw (poz. 1933). Modyfikuje ona m.in. art. 11 i art. 94 Prawa zamówień publicznych.

Zgodnie ze zmienionym brzmieniem art. 11 ust. 5 pkt 8 ustawy Pzp nie stosuje się do zamówień udzielanych przez Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego albo jednostki organizacyjne mu podległe lub przez niego nadzorowane przywięziennym zakładom pracy, prowadzonym jako przedsiębiorstwa państwowe albo instytucje gospodarki budżetowej, związanych z zatrudnianiem osób pozbawionych wolności, jeżeli zasadnicza część działalności przywięziennego zakładu pracy dotyczy wykonywania zadań powierzonych mu przez Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego lub jednostki organizacyjne mu podległe lub przez niego nadzorowane, realizowanych samodzielnie lub przy udziale podwykonawców, pod warunkiem że co najmniej część zamówienia jest realizowana przez osoby pozbawione wolności.

Nowelizacja:

– doprecyzowała, że zamówienie może być realizowane samodzielnie przez przywięzienne zakłady pracy lub przez podwykonawców,
– wprowadziła warunek, iż co najmniej część zamówienia realizują osoby pozbawione wolności.

Art. 94 ustawy Pzp stanowi, że zamawiający może zastrzec w ogłoszeniu o zamówieniu, że o udzielenie zamówienia mogą ubiegać się wyłącznie wykonawcy mający status zakładu pracy chronionej, spółdzielnie socjalne oraz inni wykonawcy, których głównym celem lub głównym celem działalności ich wyodrębnionych organizacyjnie jednostek, które będą realizowały zamówienie, jest społeczna i zawodowa integracja osób społecznie marginalizowanych. Wśród tych osób przepis wymienia m.in. osoby pozbawione wolności lub zwalniane z zakładów karnych.

Po zmianach wprowadzonych do ustawy Pzp 28 września br. dodano w art. 94 ust. 1a. Stanowi on, iż w przypadku udzielenia zamówienia przywięziennemu zakładowi pracy, zakładowi pracy chronionej, spółdzielni socjalnej lub innemu wykonawcy, o którym mowa w ust. 1 [art. 94 – przyp. red.], wartość procentowego wskaźnika, o którym mowa w ust. 1, ustala się w odniesieniu do ogólnego zatrudnienia w tym podmiocie osób społecznie marginalizowanych.

https://www.portalzp.pl/nowosci/zmiany-w-ustawie-pzp-po-nowelizacji-ustawy-o-sluzbie-wieziennej-28597.html

 

Budownictwo | 30 września 2022 r.

Rzeczpospolita

 1. Mniej zamówień, więcej kosztów w budownictwie. Idzie korekta

Adam Roguski | Publikacja: 28.09.2022 03:00

Po kilku latach boomu branża wchodzi w spowolnienie. Ale, zdaniem ekspertów, na razie nic nie zwiastuje, że dojdzie do załamania.

Według GUS po ośmiu miesiącach br. wartość produkcji budowlano-montażowej w Polsce wzrosła o nieco ponad 10 proc. Nastroje jednak nie są optymistyczne, a jeśli prawdą jest, że giełda dyskontuje przyszłość, to wygląda na to, że inwestorzy nie są jej pewni. Indeks WIG-budownictwo od kilku miesięcy przypomina sinusoidę.

Szymon Jungiewicz, ekspert rynku budowlanego w firmie PMR, mówi wprost, że trudno wskazać na optymistyczne czynniki, które miałyby sygnalizować, że branża będzie znów rosnąć. – Po kilku wzrostowych latach rynek czeka nieuchronne hamowanie, które już się zaczęło, szczególnie w mieszkaniówce. Prognozujemy spadki w ujęciu realnym zarówno w tym, jak i przyszłym roku. Pewnego rodzaju pocieszeniem może być fakt, że na dziś nie ma dużego prawdopodobieństwa załamania rynku – mówi Jungiewicz.

Damian Kaźmierczak, ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, podkreśla, że branża pracuje jeszcze na pełnych obrotach przy realizacji inwestycji rozpoczętych w latach 2020–2021. Firmy patrzą z niepokojem w przyszłość: w kolejnych kwartałach marże firm będą pod presją malejących przychodów i wciąż wysokich kosztów z powodu rekordowych cen materiałów, dwucyfrowej dynamiki wynagrodzeń oraz rosnących kosztów obsługi kredytów i leasingu.

– Wiele się mówi o spodziewanym spowolnieniu w sektorze budownictwa. To prawda, że od kilku lat branża ta mierzy się z wieloma wyzwaniami – komentuje Łukasz Michorowski, partner i ekspert usług doradczych dla sektora budowlanego i nieruchomości w Deloitte. – Jednym z nich jest niedobór kadr. Zwiększony odpływ pracowników nasilił się w ostatnich miesiącach i jest bezpośrednio związany z sytuacją za wschodnią granicą Polski. Poza tym branża musi się zmierzyć z wysoką dynamiką wzrostu cen materiałów budowlanych, przerwaniem łańcuchów dostaw oraz rosnącymi stopami procentowymi, które wpływają na koszty finansowania. Czynniki te w istotny sposób wpływają na marże realizowanych kontraktów. Dotyczy to projektów już realizowanych, jak i przyszłych projektów, których wycena jest trudnym zadaniem. Zauważyć można również wyhamowanie inwestycji komercyjnych, co pośrednio związane jest z mniej dostępnym finansowaniem projektów – dodaje.

Zdaniem eksperta mimo tak wielu wyzwań budownictwo stoi przed dużą szansą, w szczególności związaną z dalszym rozwojem infrastruktury: drogowej, ale również przemysłowej – zwłaszcza branży energetycznej, ale i wciąż jeszcze budownictwa komercyjnego. – Projektów i pracy nie powinno zabraknąć, jednak rosnące ceny i dostępność materiałów budowlanych oraz pozyskanie i utrzymanie pracowników będą kluczowymi zmiennymi wpływającymi na rentowność kontraktów oraz dotrzymanie terminów realizacji projektów – wskazuje Michorowski. – Ogromny wpływ na ich realizację mają pozyskane fundusze unijne. Plan Komisji Europejskiej zakłada w strategii na lata 2021–2027 wsparcie dla Polski w wysokości 76 mld euro w cenach bieżących, co czyni nasz kraj największym beneficjentem funduszy europejskich. Duża część z tych środków – podobnie jak w poprzednich latach – zostanie przeznaczona na inwestycje w infrastrukturę drogową oraz kolejową – dodaje.

Ekspert zaznacza, że mimo turbulencji branża budowlana nieustannie się rozwija. Z każdym rokiem przybywa innowacyjnych rozwiązań poprawiających wydajność energetyczną czy funkcjonalność budynków. Coraz większą rolę odgrywają rozwiązania ekologiczne czy dbałość o aspekty ESG (środowisko, kwestie społeczne, ład korporacyjny). – Przyszłość to era prefabrykatów, inteligentnych rozwiązań, które przełożą się na oszczędność czasu, zoptymalizują procesy, będą mieć realny wpływ na budżet w kontekście realizowanych projektów. Branża zmierza w stronę bezpieczeństwa, zeroemisyjności, wykorzystania odnawialnych materiałów i źródeł energii oraz wzrostu efektywności energetycznej budynków. Dodatkowo, coraz więcej firm wykonawczych sięga po technologie informatyczne przy realizacji projektów, a na placach budowy sukcesywnie postępuje też proces digitalizacji i automatyzacja – podsumowuje Michorowski.

https://www.rp.pl/budownictwo/art37130621-mniej-zamowien-wiecej-kosztow-w-budownictwie-idzie-korekta

 2. Zapaść w mieszkaniówce coraz głębsza. Budują mniej niż w lockdownie

Adam Roguski | Publikacja: 21.09.2022 22:00

Nawet w czasie lockdownu deweloperzy budowali więcej mieszkań niż obecnie. Ograniczenie podaży to efekt spadku popytu z powodu niedostępności kredytów, ale też chęci utrzymania marż.

W ślad za postępującym kurczeniem się popytu na kredyty hipoteczne i spadkiem sprzedaży mieszkań deweloperzy przystąpili do mocnego cięcia inwestycji. Według danych GUS w sierpniu firmy ruszyły z budową zaledwie 5,2 tys. lokali, o 63 proc. mniej rok do roku (pamiętając, że sezon budowlany w 2021 r. był okresem bezprecedensowego boomu) i 38 proc. mniej niż w lipcu. Skalę skurczenia się inwestycji lepiej obrazuje fakt, że nawet w kwietniu i maju 2020 r., czyli w czasie lockdownu i niepewności, co do rozwoju pandemii, ruszała budowa 6,2 tys. mieszkań. To drugi raz, kiedy firmy zaczęły budować mniej mieszkań w skali miesiąca niż inwestorzy indywidualni domów!

Dopiero za kilka dni poznamy dane szczegółowe, ale te za lipiec pokazały już, że zacierają się wszystkie trzy silniki rynku: produkcja spada w sześciu największych aglomeracjach oraz odpowiedzialnych za boom w ostatnich latach miastach powiatowych i mniejszych ośrodkach.

Co z cenami?
– Deweloperzy w przyspieszonym tempie dążą do zrównoważenia rynku i ograniczenia ryzyka inwestycyjnego, na masową skalę wstrzymując nowe budowy. W efekcie oferta w krótkim czasie może skurczyć się do najniższych w historii wartości, ze wszelkimi tego negatywnymi skutkami – przewiduje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu Rynekpierwotny.pl. – Mieszkaniówka ma przemożny wpływ na inne segmenty gospodarki: firmy budowlane czy produkcję materiałów budowlanych i wykończeniowych, wyposażenia wnętrz, mebli, sprzętu AGD. Sierpniowe dane GUS zwiastują pogłębianie kryzysu być może do pełnej recesji – dodaje. Zdaniem eksperta zmniejszenie produkcji oznacza, że raczej maleją szanse na korektę cen nowych mieszkań, bo tych po prostu niebawem będzie dotkliwie brakować.

Barbara Bugaj, główna analityczka ds. rynku nieruchomości w Sonarhome.pl, mówi, że tąpnięcie produkcji mieszkań było spodziewane i można oczekiwać, że w skali całego roku spadek sięgnie około 40 proc. W warunkach tak niskiego popytu tylko ograniczenie podaży może pomóc deweloperom w utrzymaniu cen transakcyjnych mieszkań. Czy na pewno?

– Na rynku wtórnym w Warszawie widać, że bardzo lekka obniżka cen o kilka, maksymalnie 5 proc. jest już możliwa, a przy wydłużaniu się czasu sprzedaży skłonność właścicieli do obniżania cen wzrasta. Jednak rynkiem wtórnym i pierwotnym rządzą inne prawa. Pytanie, czy te rynki tak bardzo się rozwarstwią, że na pierwotnym, przy długo utrzymującym się niskim popycie, ceny wciąż będą mogły pozostać na stabilnym poziomie bądź nawet rosnąć? – mówi Bugaj. – Nabywcy instytucjonalni mieli być dla deweloperów wyjściem awaryjnym, zwłaszcza że rynek najmu ma się dobrze, ale fundusze PRS oczekują obniżki cen mieszkań i mamy na rynku przykłady transakcji, które nie doszły do skutku właśnie z tego powodu. Zatem oczekiwanie, że trend cenowy zmieni się na rynku pierwotnym, pojawia się nie tylko u Kowalskiego, ale także instytucji profesjonalnie inwestujących na tym rynku – podkreśla.

– W 2021 r. liczba rozpoczętych przez deweloperów mieszkań była rekordowa, ale już ostatnie miesiące zeszłego roku i początek 2022 r. to hamowanie. Coraz większa niepewność otoczenia, wysoka inflacja, rosnące koszty realizacji czy problemy z dostępnością kredytów powodowały zawirowania na rynku mieszkaniowym. Doszedł także najważniejszy czynnik, jakim jest wojna w Ukrainie i jej konsekwencje dla gospodarki polskiej i światowej – komentuje Aleksandra Gawrońska, szefowa działu badań rynku mieszkaniowego w JLL.

Gdyby sierpniowa produkcja utrzymała się w kolejnych miesiącach, bilans 2022 r. zamknąłby się ok. 110 tys. lokali w rozpoczętych inwestycjach. W 2023 r. byłoby to już 62 tys.

– Deweloperzy, ograniczając nowe inwestycje, przygotowują się na zdecydowanie niższą skalę przyszłego popytu. Najciekawsze jest oczywiście pytanie, jak liczba wprowadzonych do realizacji mieszkań ma się do realnych możliwości sprzedaży – mówi Gawrońska. – Pozytywnym sygnałem może być utrzymująca się proporcja między liczbą rozpoczętych mieszkań a liczbą lokali z pozwoleniami na budowę. Widoczna przewaga pozwoleń może pomóc w przyszłości dość szybko rozpocząć inwestycje, kiedy sytuacja na rynku się poprawi – dodaje.

Sprzedaż pikuje
Według danych BIG DATA RynekPierwotny.pl w siedmiu największych miastach deweloperzy w ciągu ośmiu miesięcy br. sprzedali 22,8 tys. mieszkań, o 37 proc. mniej niż rok wcześniej.

W samym sierpniu sprzedali niecałe 2,5 tys. lokali, co było wynikiem gorszym rok do roku aż o 45 proc.

Jak drogie są mieszkania?
Według szacunków ekspertów Baker Tilly TPA w II kwartale 2022 r. średnia cena mieszkania, zagregowana na podstawie danych z rynku wtórnego z 17 miast, wyniosła prawie 8,1 tys. zł za mkw. To o 87 proc. więcej niż na początku 2013 r., kiedy rozpoczynał się trwający do dziś trend wzrostowy cen. Uwzględniając inflację, wzrost wyniósł 45 proc. Co więcej, w tym roku nominalny wzrost cen nie nadążał za inflacją, przez co pierwszy raz mieliśmy do czynienia ze spadkiem realnych cen: o 1,9 proc. przy nominalnym wzroście o prawie 8 proc. Drugi ważny wskaźnik to siła nabywcza. W II kwartale br. średnia miesięczna pensja pokrywała zakup 0,8 mkw. wobec 0,9 mkw. w 2013 r. W szczycie poprzedniej hossy średnie wynagrodzenie pokrywało zakup mniej niż 0,6 mkw.

Zbigniew Juroszek, prezes budującego w siedmiu aglomeracjach Atalu
Najmniejsi deweloperzy koncentrują się dziś na kończeniu wcześniej uruchomionych projektów i nie planują rozpoczynania nowych. Średni gracze też ograniczają aktywność. Najwięksi, w tym Atal, odpowiadają za 20 proc. rynku. Niski popyt nie będzie trwać wiecznie, a za dwa, trzy lata okaże się, że podaż mieszkań jest niższa o połowę. Mamy potencjał finansowy, mocny bilans, by przez jakiś czas budować na zapas i być po tej stronie rynku, która utrzymuje podaż. Kiedy zapotrzebowanie odbije, na skurczonym rynku będziemy mieć gotowy produkt.

https://www.rp.pl/budownictwo/art37096771-zapasc-w-mieszkaniowce-coraz-glebsza-buduja-mniej-niz-w-lockdownie

 

Forsal

O ile wzrosną ceny materiałów budowlanych w Polsce w 2023 r.?

wczoraj, 11:12

Ceny materiałów budowlanych wzrosną średnio o 4-8% na kluczowych rynkach w Europie w przyszłym roku, czyli mniej niż w poprzednich dwóch latach. To może oznaczać, że deweloperzy ruszą ze wstrzymanymi inwestycjami, nadal jednak będzie ich mniej niż przed wybuchem pandemii, wynika z szacunków CBRE. Polskę, podobnie jak Hiszpanię i Francję, wyróżnia wysoki wskaźnik inflacji, który przebija wzrost cen materiałów. W przyszłym roku ten stan w Polsce się utrzyma: inflacja spadnie, ale będzie przewyższała 8-procentowy wzrost cen materiałów budowlanych.

„Rynek nieruchomości, podobnie jak inne sektory, mierzy się aktualnie z dużą niepewnością. Rosnąca inflacja idzie w parze z wyższymi cenami materiałów budowlanych, które w ostatnich dwóch latach wystrzeliły. W 2021 roku na najważniejszych rynkach europejskich mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której ceny materiałów budowlanych szły w górę niemal dwa razy szybciej niż inflacja. To wywołało popłoch i sprawiło, że deweloperzy zaczęli wstrzymywać inwestycje i starali się przerzucać część kosztów m.in. na odbiorcę końcowego. Ta strategia jest jednak krótkoterminowa, dlatego teraz przyszedł czas, żeby opracować plan działań, który pozwoli zabezpieczyć interesy wszystkich stron. Tylko tak uda się wyjść z kryzysu i dlatego teraz tak istotną rolę pełni profesjonalne doradztwo” – powiedziała szefowa działu doradztwa strategicznego oraz badań i analiz rynku w Europie Środkowej i Wschodniej w CBRE Joanna Mroczek, cytowana w komunikacie.

W raporcie CBRE pod lupę wzięło kilka kluczowych miast europejskich: Dublin, Warszawę, Frankfurt, Berlin, Sztokholm, Amsterdam, Madryt, Paryż i Londyn. Z analizy wynika, że w 2021 r. we wszystkich badanych krajach średnioroczna inflacja była niższa niż wzrosty cen materiałów budowlanych. Z dużym rozdźwiękiem między tymi wskaźnikami mieliśmy do czynienia m.in. w Irlandii, Polsce, Niemczech czy Szwecji. Inflacja była niemal dwukrotnie niższa niż wzrost cen materiałów budowlanych, wskazano.

Sytuacja uległa zmianie w 2022 roku. Dublin, Frankfurt, Berlin, Sztokholm, Amsterdam to miasta, w których inflacja wciąż jest niższa niż wzrost ceny materiałów budowlanych, ale już w Warszawie, Madrycie i Paryżu inflacja przegoniła ceny w budowlance. Londyn był jednym miejscem, gdzie te wskaźniki utrzymują się na tym samym poziomie, wymienia CBRE.

„Po dwóch latach gwałtownych wzrostów cen materiałów budowlanych w 2023 roku może dojść do ich spłaszczenia. Ceny w budowlance na europejskich rynkach pójdą w górę o 4-8% w zależności od kraju. Prognoza CBRE zakłada, że w Dublinie, Frankfurcie, Berlinie, Sztokholmie, Amsterdamie, Madrycie, Paryżu inflacja będzie niższa niż wzrost cen materiałów budowlanych, ale ten drugi wskaźnik nie przekroczy 8%. W Warszawie dojdzie do największego rozdźwięku między ceną materiałów budowlanych, która się ustabilizuje na poziomie 8%, a inflacją, która będzie na poziomie ok. 11% Z podobną sytuacją będziemy mieli do czynienia w Londynie – cena materiałów budowlanych spadnie do ok. 3%, a inflacja utrzyma się na poziomie ok. 7%” – czytamy dalej.

Według Mroczek, spłaszczenie się trendu wzrostowego cen materiałów budowlanych sprawia, że w przyszłym roku na kluczowych rynkach można się spodziewać wznowienia wstrzymanych inwestycji. Do tego dojdzie spodziewany spadek cen energii, co powinno ustabilizować rynek nieruchomości. Wiadomo jednak, że różne kraje w różnym tempie będą wychodziły z szoku ostatnich lat.

„W Polsce pewnie będzie to dłuższy proces, ale to ma też swoje plusy. Rosnące aktualnie ceny najmu sprawiają, że nasz kraj pozostaje atrakcyjny dla inwestorów, bo płynność rynku nieruchomości utrzymuje się na wysokim poziomie. Docelowo jednak wszyscy czekają na to aż okres niepewności się zakończy, a tego można spodziewać się w Polsce pewnie dopiero w 2024 roku” – podsumowała Mroczek.

https://forsal.pl/biznes/aktualnosci/artykuly/8558256,ceny-materialow-budowlanych.html

 

Rynek Infrastruktury

GUS podał sierpniowe wyniki produkcji budowlano-montażowej. „Wzrost większy od oczekiwań”

GR | źródło: RI | 26.09.2022

Wzrosła o 6,1%, licząc rok do roku oraz o 5,1% w ujęciu miesięcznym – znamy sierpniowe wyniki produkcji budowlano-montażowej.

Wstępne dane podał Główny Urząd Statystyczny. W sierpniu tego roku produkcja budowlano-montażowa w tzw. cenach stałych była w Polsce o 6,1% wyższa w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. (przed rokiem odnotowano wzrost o 10,2%, w analizie bierze się pod uwagę firmy zatrudniające ponad 9 osób). Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 7,2% r/r.

W sierpniu w porównaniu z analogicznym miesiącem 2021 r. produkcja była o 1,3% wyższa dla robót inwestycyjnych (przed rokiem odnotowano wzrost o 9%), a o 13,2% wyższa dla robót remontowych (w 2021 r. wzrost wyniósł 12,2%). – Zwiększenie wartości produkcji odnotowano w skali roku dla przedsiębiorstw zajmujących się budową budynków (o 25,7%), natomiast zmniejszenie w podmiotach realizujących roboty budowlane specjalistyczne (o 1,3%) oraz specjalizujących się we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej (o 1,6%) – czytamy w analizie.

Analitycy PKO Research ocenili na Twitterze, że wzrost produkcji był większy od oczekiwań. – Za pozytywną niespodziankę odpowiada przede wszystkim segment budowy budynków przy nieznacznych spadkach w inżynierii lądowej i robotach specjalistycznych – czytamy.

Z kolei porównując dane za sierpień i lipiec tego roku produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 5,1% (rok temu odnotowano wzrost o 3,2%). Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych produkcja wzrosła o 1,1%, licząc miesiąc do miesiąca.

W stosunku do lipca tego roku, wzrosła wartość robót we wszystkich działach budownictwa, przy czym w jednostkach zajmujących się budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej wzrost wyniósł 8,9%, w firmach wykonujących prace budowlane specjalistyczne – o 4,2%, a specjalizujących się we wznoszeniu budynków – o 1,4%.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/gus-podal-sierpniowe-wyniki-produkcji-budowlanomontazowej-wzrost-wiekszy-od-oczekiwan-83081.html

 

Dziennik Gazeta Prawna

Budowa gazociągu Baltic Pipe zakończona

29 września 2022, 02:00

Na ten moment czekano od 30 lat. Baltic Pipe, inwestycja strategiczna dla Polski z punktu widzenia zapewnienia niezależności energetycznej, została otwarta. Przesył gazu rurociągiem, za realizację którego odpowiadał GAZ-SYSTEM ruszy już 1 października

Początek nowej epoki – tak w skrócie można podsumować inwestycję zrealizowaną w dwóch krajach, na dwóch morzach, w wyłącznych strefach ekonomicznych trzech państw. Liczący ok. 900 km Baltic Pipe daje bowiem bezpośredni dostęp do złóż gazu na norweskim szelfie kontynentalnym, tworząc nową drogę jego dostaw. Stąd będzie mógł bowiem zostać przesyłany do Polski, Danii, a także do odbiorców w sąsiednich krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Tym samym nasz kraj ma szansę stać się hubem gazowym, pozwalającym na uniezależnienie się państw naszego regionu od dostaw gazu ze Wschodu, co ma szczególne znaczenie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Choć od dawna było wiadomo, że dostawy z Rosji obarczone są ryzykiem, to tegoroczne ich wstrzymanie przez Gazprom tylko to potwierdziło.

We wtorek na tłoczni gazu w Goleniowie odbyła się uroczystość uruchomienia gazociągu Baltic Pipe. Udział w niej wzięli Prezydent RP Andrzej Duda, premierzy Polski i Danii – Mateusz Morawiecki oraz Mette Frederiksen – a także przedstawiciele rządów obu państw.

– Przez ostatnie lata przygotowywaliśmy się do uniezależnienia od niewiarygodnego partnera, jakim jest Federacja Rosyjska. Dywersyfikacja dostaw gazu ziemnego sprawia, że Polska jest dziś bezpieczna, a połączenie Baltic Pipe jest symbolem polskiej suwerenności energetycznej. Nasza sytuacja w tych niepewnych czasach jest stabilna. Polska ma też szansę odegrać kluczową rolę w zapewnieniu regionalnego bezpieczeństwa – powiedziała Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska.

Mateusz Berger, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, dodał, że wybuch wojny w Ukrainie tylko potwierdził słuszność decyzji polskiego rządu oraz działań ministra Piotra Naimskiego, aby z wyprzedzeniem przygotować się na niebezpieczeństwo całkowitego odcięcia dostaw gazu z Rosji do Polski i Europy.

– Dzięki budowie Baltic Pipe oraz interkonektorów ze Słowacją i Litwą, a także rozbudowie terminalu LNG w Świnoujściu czujemy się dzisiaj bezpieczni pod kątem możliwości pokrycia zapotrzebowania na gaz w zimie – podkreślił.

W Goleniowie obecni byli również prezesi spółek odpowiedzialnych za inwestycję. Projekt realizowany był przez dwóch partnerów: polski GAZ-SYSTEM i duński Energinet.

– Pierwszy w historii polskiego gazownictwa gazociąg podmorski Baltic Pipe jest fundamentem strategii polskiego rządu, zapewniającej Polsce bezpieczeństwo energetyczne. GAZ-SYSTEM przez ostatnie sześć lat zrealizował program inwestycyjny, którego owocem są trzy nowe połączenia międzysystemowe z Danią, Słowacją i Litwą, rozbudowany terminal LNG w Świnoujściu, zwiększone moce przesyłowe sieci krajowej uzyskane dzięki nowym gazociągom i tłoczniom. Jestem dumny, że mogłem osobiście nadzorować te projekty – powiedział Tomasz Stępień, prezes GAZ-SYSTEM.

Thomas Egebo, prezes zarządu i dyrektor generalny Energinet, podkreślił, że Baltic Pipe to skomplikowany projekt budowlany, który udało się ukończyć dlatego, że wszystkie osoby zaangażowane włożyły ogromny wysiłek we wspólną pracę zmierzającą do osiągnięcia jednego celu.

– To pokazuje, jak wiele jesteśmy w stanie osiągnąć w Europie, współpracując ponad granicami – zaznaczył.

Prace nad dzisiejszym kształtem Baltic Pipe ruszyły w 2016 r. Dwa lata później zapadły ostateczne decyzje. Realizacja inwestycji trwała natomiast dwa lata, licząc od momentu zawarcia umów z wykonawcami. Znaczna część prac budowlanych była więc prowadzona podczas pandemii COVID-19.

Baltic Pipe łączy systemy przesyłu gazu w Polsce i Danii ze złożami gazowymi należącymi do Norwegii, umożliwiając jego transport w obu kierunkach. Początek tej infrastruktury jest na Morzu Północnym, gdzie łączy się z gazociągiem Europipe II. Następnie gazociąg przechodzi przez teren Danii, nowo wybudowaną tłocznię w Everdrup i w miejscowości Faxe łączy się z polskim systemem przesyłowym. GAZ-SYSTEM w ramach swojej części inwestycji wybudował 275 km na dnie Bałtyku, 231 km na lądzie od Niechorza do Płot i od Goleniowa do Lwówka, oraz trzy tłocznie gazu – rozbudował obiekty w Goleniowie i Odolanowie oraz wybudował nową w miejscowości Gustorzyn.

Wartość przedsięwzięcia szacowana jest na 1,6-2,2 mld euro. Projekt Baltic Pipe otrzymał wsparcie finansowe Unii Europejskiej. Został uznany przez Komisję Europejską za projekt o statusie wspólnego zainteresowania (PCI) i ma go nieprzerwanie od 2013 r. Kwota przyznanego dofinansowania wyniosła 266,8 mln euro i została przeznaczona m.in. na uzyskanie niezbędnych pozwoleń administracyjnych, a przede wszystkim na prace projektowe i budowlano-montażowe. Zdecydowana większość tej kwoty została przyznana GAZ-SYSTEM.

Przesył gazu gazociągiem Baltic Pipe ruszy już 1 października tego roku. Początkowa przepustowość wyniesie ok. 2-3 mld m sześc. w ujęciu rocznym. Osiągnięcie pełnej mocy przesyłowej wynoszącej 10 mld m sześc. jest przewidziane na początek 2023 r.

_____________________________________________

Także na lądzie
Baltic Pipe to nie tylko inwestycja w rejonie Morza Północnego i Morza Bałtyckiego. To również rozbudowana infrastruktura lądowa i nowe moce sprężania – dzięki rozbudowie dwóch tłoczni i budowie od podstaw tłoczni w centralnej Polsce.

PAO

Partner

https://biznesiklimat.gazetaprawna.pl/energetyka-i-przemysl/8558177,Budowa-gazociagu-Baltic-Pipe-zakonczona.html

 

PZP | Prasówka | 27 września 2022 r.

Portal Samorządowy

Nie ma komu budować i remontować. Inwestycje w Polsce stają

Piotr Wiewióra | 26 września 2022 – 06:01

W woj. śląskim i wielkopolskim nie udało się rozstrzygnąć ponad połowy przetargów na inwestycje dofinansowane z Rządowego Funduszu Polski Ład: Program Inwestycji Strategicznych. Wyniki części niesfinalizowanych postępowań były niezgodne z kwotami zawartymi w promesach. Winna jest inflacja i wynikająca z niej sytuacja na rynku budowlanym, ale to niejedyna przyczyna porażki.

Wśród samorządów, które wypełniły specjalną ankietę, prawie wszystkie ogłosiły już przetargi. W woj. śląskim w 55 proc. przypadków nie udało się wyłonić wykonawcy zgodnie z promesą, w woj. wielkopolskim – w 53 proc.
– Liczymy, że uda się podjąć działania, również w indywidualnych sprawach samorządów, których nie stać na realizację projektów, przy drastycznym wzroście kosztu wykonania – mówi Jacek Gursz, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski.
Maciej Gnela z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie widzi problem w wypłacie dofinansowania dopiero po odbiorze zamówienia. – Od stycznia apelujemy o możliwość rozłożenia płatności na raty – podkreśla dyrektor biura Związku Gmin Wiejskich Leszek Świętalski.

Problem z przetargami na realizację zamówień publicznych mamy już od kilkunastu miesięcy. Szalejąca inflacja, wzrost cen materiałów i usług powodują, że samorządom trudno znaleźć wykonawców, których oczekiwania finansowe mieszczą się lub przynajmniej są zbliżone do szacunkowych kwot zaplanowanych na realizację.

Oferty zwykle znacząco przekraczają możliwości jednostek samorządu terytorialnego, ale bywa i tak, że nie wpływają żadne. Często trzeba kilku postępowań, a zwykle i tak kończy się na tym, że trzeba zaciągnąć kredyt i sporo dołożyć.

Promesa i 9 miesięcy na przetarg
Z inwestycjami dofinansowanymi z Rządowego Funduszu Polski Ład: Program Inwestycji Strategicznych nie jest inaczej. Ale program ma pewne obwarowania, które też sprawy nie ułatwiają. Początkowo obowiązywał zapis, że od momentu otrzymania wstępnej promesy inwestycyjnej, jst ma 6 miesięcy na ogłoszenie przetargu, po czym z powodu ww. problemów wydłużono ten okres do 9 miesięcy. Niezmieszczenie się w tym terminie może oznaczać utratę dofinansowania.

Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych pod aktualnym przewodnictwem Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Wielkopolski poprosiło latem br. jst o wypełnienie ankiet w celu rozpoznanie skali problemu związanego z realizacją przetargów w ramach I edycji Programu Inwestycji Strategicznych. Chodziło o sprawdzenie, czy przyznane w promesach kwoty umożliwią im realizację lokalnych projektów.

55 proc. ankietowanych samorządów nie rozstrzygnęło przetargów lub musiało dołożyć
Ostatecznie nie udało się tego dokonać w skali całego kraju, ale badanie przeprowadziło w Wielkopolsce wspomniane SGiPW oraz Śląski Związek Gmin i Powiatów na terenie woj. śląskiego. W tym drugim przypadku badanie przeprowadzono w połowie sierpnia.

– Na 184 gminy i powiaty w województwie śląskim w ankiecie udział wzięło 139 jst, co stanowi ok. 75,54 proc. jst z terenu województwa. Ankieta składała się z 3 pytań zamkniętych i 3 pytań otwartych. Na 139 ankietowanych 138 jst przystąpiło do I edycji Rządowego Funduszu Polski Ład: Program Inwestycji Strategicznych (tj. 99 proc. ankietowanych) i wszystkie 138 uruchomiło przetargi w ramach programu – poinformował ŚZGiP.

Spośród samorządów, które ogłosiły postępowania o wyłonienie wykonawców, 62 (44,93 proc.) udało się osiągnąć rezultat zgodny z kwotami założonymi w promesie, czyli wybrać ofertę pozwalającą na realizację zadania zgodnie z przyznaną promesą Banku Gospodarstwa Krajowego. Pozostałe 76 jst (55,07 proc.) nie miało tyle szczęścia.

Odpowiedź na pytanie czy udało się osiągnąć rezultat zgodny z kwotami założonymi w promesie (Fot. ŚZGiP)Odpowiedź na pytanie czy udało się osiągnąć rezultat zgodny z kwotami założonymi w promesie (Fot. ŚZGiP)

Różnica większe średnio o ponad 61 proc., a największa aż o 300 proc.
Blisko 45 proc. jst nie udzieliło informacji, kiedy ma zamiar rozpisać przetarg, ponad 21 proc. unieważniło wcześniejsze postępowania i ogłosiło nowe, a 15,8 proc. nie ponowiło przetargu pomimo przekroczenia kwoty promesy tj. zdecydowało o dołożeniu z własnych środków brakującej kwoty). Poniżej 10 proc. stanowiły odpowiedzi, że przetarg został unieważniony, jest w trakcie realizacji lub nie jest realizowany ze względu na wyższe koszty.

– We wszystkich analizowanych przypadkach różnica kwotowa pomiędzy wysokością promesy, a złożonymi w przetargu ofertami była większa średnio o 61,43 proc. Największa różnica wyniosła 300 proc., a najmniejsza 9 proc. – podsumował śląski związek.

Odpowiedzi samorządów na pytanie, kiedy zamierzają ogłosić przetarg. (Fot. ŚZGiP)Odpowiedzi samorządów na pytanie, kiedy zamierzają ogłosić przetarg. (Fot. ŚZGiP)

W Wielkopolsce 53 proc. samorządów nie zmieściło się w założonych kwotach
Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Wielkopolski przeprowadziło badania wśród tutejszym jst w lipcu i sierpniu br. Uzyskało odpowiedzi ze 106 gmin i powiatów regionu, spośród których 103 ogłosiły już przetargi na wyłonienie wykonawców.

W 53 jednostkach (53 proc.) nie udało się znaleźć firmy, która zrealizowałaby zamówienie w ramach kwot założonych w promesie. Różnice w kwotach odbiegających od poziomu dofinansowania, wynoszącego 95 proc., są oczywiście różne w zależności od samorządu – niektóre minimalne, inne tak duże, że mogą utrudniać realizację inwestycji.

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów jest projekt Poznania pn. „Budowa kładki pieszo-rowerowej nad rzeką Wartą oraz Cybiną pomiędzy Berdychowem, Ostrowem Tumskim oraz Chwaliszewem”, na który miasto pozyskało wsparcie w wysokości 95 mln zł. Miało ono pokryć 95 proc. wartości zadania, tymczasem najtańsza oferta w pierwszym przetargu opiewała na blisko 158,2 mln zł. W trakcie jest właśnie drugi przetarg.

Zawarli umowy, teraz chcą ich aneksowania
Jak zauważył przewodniczący SGiPW oraz burmistrz Chodzieży Jacek Gursz, problemy te w niektórych przypadkach spowodowały kilkukrotne ogłoszenie przetargów, a często też nie pozwoliły na podpisanie umowy z wykonawcą ze względu na nieoczekiwanie wysoką cenę.

– Innym sygnalizowanym problemem jest również perspektywa zmian oczekiwań finansowych wykonawców wobec wcześniej zawartych umów. Zarówno ten, jak i powyżej nakreślony problem, wynikają z niestabilnego poziomu cen na materiały, surowce i usługi. Przytoczone dane oraz powszechnie podnoszone argumenty i opinie, świadczą o tym, że w wielu przypadkach realizacja projektów w ramach Programu może być skutecznie utrudniona – stwierdził Jacek Gursz.

Pismo do ministra. Liczą na pomoc dla gmin, które nie mogą udźwignąć wyższych cen
Po podsumowaniu wyników ankiety SGiPW skierował pismo do wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Pawła Szefernakera, pełnomocnika rząd ds. samorządu terytorialnego.

Stowarzyszenia przypomniało w nim, że te kwestie były już w ostatnich miesiącach podnoszone co najmniej dwa razy na posiedzeniach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Efektem tego miało być również powołanie na wniosek ministra zespołu rządowo-samorządowego, który wypracowałby rozwiązania, pozwalające na realizację zadań wspartych z Polskiego Ładu.

– Liczymy, że uda się podjąć działania również w indywidualnych sprawach tych jednostek samorządu terytorialnego, których nie stać na realizację projektów, przy drastycznym wzroście kosztu wykonania – podkreślił przewodniczący związku i burmistrz Chodzieży.

„Niekomfortowy zapis” utrudnia sprawę nie mniej niż inflacja?
Drożejące materiały i usługi na rynku budowlanym to niejedyny powód wysokich oczekiwań finansowych przedsiębiorców przystępujących do samorządowych przetargów.

– Wydaje mi się, że problem związany z zamówieniami publicznymi pod egidą Polskiego Ładu jest zakorzeniony w zupełnie innym miejscu, a mianowicie warunkach ich finansowania. Galopująca inflacja to istotny, ale niejedyny element podrażający wykonanie zadania. Wykonawcy, składając ofertę i widząc logo „Polski Ład”, muszą spodziewać się dość niekomfortowego dla nich zapisu „Zapłata wynagrodzenia Wykonawcy w całości nastąpi po wykonaniu inwestycji w terminie nie dłuższym niż 35 dni od dnia odbioru przedmiotu zamówienia przez Zamawiającego” – zwrócił uwagę Maciej Gnela z Katedry Prawa Konstytucyjnego, Administracyjnego i Zamówień Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Ciężar finansowania został przesunięty na firmy i samorządy
Ekspert wskazał, że w takiej sytuacji ciężar finansowania zamówienia publicznego przesunięty jest w dużej mierze na barki wykonawcy, a przy obecnych kosztach pozyskania pieniądza i finansowania bieżącej działalności przedsiębiorcy, oczywistym staje się przerzucenie kosztów pozyskania pieniądza na zamawiającego.

– Polski Ład kosztuje więcej niezależnie od sytuacji na rynku zamówień publicznych. Problem rozstrzygania przetargów z tego programu będzie narastał – stwierdził Maciej Gnela. – Niemniej sytuacja na rynku zmierza do równowagi, choć za chwilę znowu może się ona zachwiać, choćby ze względu na horrendalne podwyżki cen energii.

Podobną argumentację przedstawił Urząd Miasta Poznania, wyjaśniając powody tak wysokich cen ofertowych na wspomnianą wyżej budowę kładki.

– Kluczową kwestią cenotwórczą, oprócz oczywiście warunków rynkowych podyktowanych sytuacją na świecie oraz w Polsce, jest również model płatności bardzo restrykcyjnie zaprojektowany przez BGK, zmuszający wykonawców do kredytowania inwestycji, a co za tym idzie, biorąc pod uwagę sytuację podwyżek stóp procentowych oraz inne ryzyka z tym związane, wzrostem kwot w ofertach wykonawców – zauważył magistrat.

Rozłożyć płatność na raty. „Bez odzewu i pozytywnej reakcji”
Na kwestie mocno odsuniętej w czasie płatności organizacje samorządowe zwracały uwagę już wcześniej. Zrobił to m.in. Związek Gmin Wiejskich, który zaproponował, żeby wprowadzić możliwość płacenia wykonawcom na raty. Dyrektor biura ZGW Leszek Świętalski zaznaczył, że wymagałoby to zmian w ustawie, a o tych na razie nic nie słuchać, mimo że Bank Gospodarstwa Krajowego generalnie podziela zdanie władz lokalnych.

– Zgłaszaliśmy ten problem już w styczniu, ale bez odzewu i pozytywnej realizacji ze strony rządu. Akcentowaliśmy to zarówno pisemnie, jak i podczas dyskusji na posiedzeniach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Wydawało się po pierwszym naborze, że odpowiednie wnioski zostaną wyciągnięte, ale w kolejnych praktycznie nic się nie zmieniło – powiedział nam Leszek Świętalski.

Chcą zlecać głównie lokalnym firmom. Termin na ogłoszenie przetargów już minął
Szef biura związku podkreślił, że samorządom bardzo zależy na tym, żeby zachęcić do realizacji tych inwestycji przede wszystkim lokalny biznes.

– Ale przy tych warunkach udźwignąć ciężar wykonania zadań powyżej 500 tys. zł są w stanie tylko naprawdę duże firmy z pokaźnym zapleczem finansowym. A później i tak biorą lokalne firmy jako podwykonawców, tylko oczywiście już za sporo niższe ceny. Z kolei zastosowanie kredytów pomostowych podraża koszty inwestycji, przez co oferty przekraczają szacunki i to w wielu przypadkach bardzo mocno – wyjaśnił.

Minister Szefernaker zapewniał niedawno, że gminy, które stanęły przed tym problemem, nie będą pozostawione bez pomocy.

– Jako politycy usiądziemy po rozstrzygnięciu naboru i przetargu i zobaczymy jak można pomóc tym gminom, których ewentualnie nie będzie stać na realizację” – zapowiadał latem Szefernaker.

– Ale minął już ponad miesiąc i nic. Minął już także ostateczny, przedłużony już zresztą o 3 miesiące, termin na ogłoszenie przetargu na zadanie dofinansowane z Polskiego Ładu (18 sierpnia br. – przyp. red.). Jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie działania, ponad 30 proc. środków w skali kraju nie zostanie zagospodarowanych – zwrócił uwagę dyrektor Świętalski.

https://www.portalsamorzadowy.pl/prawo-i-finanse/nie-ma-komu-budowac-i-remontowac-inwestycje-w-polsce-staja,406274.html

 

Business Insider

Przetargi. Sejm zdecydował: nie będzie obowiązkowej waloryzacji umów

Jolanta Ojczyk | 22 września 2022, 10:13

Posłowie do tzw. tarczy prawnej dodali niespodziewanie przepisy o zmianie umów zawartych w trybie zamówień publicznych. Mają one pomóc w aneksowaniu nierentownych kontraktów. Przedsiębiorcy i prawnicy twierdzą, że nowe prawo niewiele różni się od obowiązującego. Nie sprawi, że kontrakty nierentowne przez inflacje kontrakty staną się opłacalne.

Inflacja i wojna na Ukrainie sprawiły, że przedsiębiorcy realizujący zamówienia publiczne mają problemy
Koszty poszły w górę, a zamawiający, mimo stanowiska Prokuratorii Generalnej nie chcą waloryzować kontraktów
Resort rozwoju miał przygotować specustawę, ale zamiast niej zrobiono poselską wrzutkę do tzw. tarczy prawnej
Nie zobowiązuje ona do aneksowania umów, a jedynie dopuszcza taką możliwość, a zdaniem przedsiębiorców to za mało

Ministerstwo Rozwoju i Technologii jeszcze przed wakacjami rozpoczęło prace nad spescustawą wprowadzającą waloryzację kontraktów zawartych w trybie zamówień publicznych, ale projektu nie przedstawiło. Za to posłowie na ostatnim wrześniowym posiedzeniu przepisy w tej sprawie dodali niespodziewanie do tzw. tarczy prawnej. Zdaniem części prawników i przedsiębiorców w praktyce nie poprawią one sytuacji na rynku zamówień publicznych wartego w 2021 r. 297,8 mld zł. Nadal to zamawiający zdecyduje, czy zapłacić więcej wykonawcy niż ustalono kilka miesięcy, a nawet kilka lat wcześniej. Według przedsiębiorców waloryzacja o wskaźnik inflacji powinna być obowiązkowa. Federacja Przedsiębiorców Polskich wyliczyła, że przy inflacji 8,6 proc. byłby to koszt 5 miliardów złotych. – Dla budżetu to nie jest dużo, a dla małych i średnich polskich firm byłaby to odczuwalna zmiana – mówi Marek Kowalski, przewodniczący FPP oraz Rady Zamówień Publicznych działającej przy prezesie Urzędu Zamówień Publicznych.

Kontrakty publiczne przez inflację i wojna na Ukrainie stają się nieopłacalne
Na skutek inwazji rosyjskiej na Ukrainę i inflacji wykonawcy stanęli przed problemem nagłego wzrostu cen materiałów i surowców. W efekcie realizacja wielu kontraktów przestała się opłacać i wykonawcy chcą je renegocjować. To jest trudne, bo zamawiający odmawiają podpisywania aneksów do umów podwyższających wynagrodzenie. Twierdzą, że jest to działanie niegospodarne. — Mają bowiem zapłacić więcej niż przewidziano na etapie przetargu — tłumaczy dr Aleksandra Krawczyk, adwokat z Eco Legal. W trakcie negocjacji umowy zamawiający żądają też od wykonawców wykazania wzrostu wszystkich kosztów, co wymaga nakładu czasu i pracy. I choć Prokuratoria Generalna w stanowisku z sierpnia 2022 r. wskazała, że właśnie brak waloryzacji można uznać za niegospodarność, to z aneksowaniem umów wciąż są problemy. Część zamawiających mówiła, że czeka na ustawę. – Teraz jest takie stanowisko, ale za jakiś czas może być inne, a nam zależy na urealnieniu wartości kontraktów – mówi Marek Kowalski. I wskazuje, że w budownictwie koszty wzrosły o 70 proc., w usługach i cateringu o 30 proc., w pralniach, które np. obsługują szpitale, o 40 proc., a mogą więcej, bo wzrastają ceny energii. Dlatego wykonawcy domagali się obowiązkowej waloryzacji, choćby o inflację ogłaszaną przez GUS. — Problemem są też pieniądze, których w samorządach brakuje. Gdyby waloryzacja była obowiązkowa, to rząd musiałby znaleźć na nią środki, ale w ten sposób uratowałby inwestycje — mówi Marek Kowalski. Sejm jednak zdecydował inaczej.

Zamawiający mogą, ale nie muszą waloryzować kontraktów
Posłowie do ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu uproszczenia procedur administracyjnych, tzw. tarczy prawnej nieoczekiwanie dodali przepisy dotyczące zamówień publicznych. Chodzi o art. 48. Po pierwsze zobowiązuje on zamawiających do wprowadzania klauzul waloryzacyjnych w umowach zawieranych na dłużej niż sześć miesięcy, których przedmiotem są roboty budowlane, dostawy lub usługi. Obecnie taki obowiązek jest w umowach na ponad 12 miesięcy. — To zmiana w dobrym kierunku, ale niewystarczająca – ocenia dr Aleksandra Krawczyk. — Problemem praktycznym są zwykle same klauzule, które są pisane w sposób niejasny, często są praktycznie niemożliwe do zrealizowania. Przewidują np. że musi wystąpić 20 proc. inflacja albo że maksymalny wzrost wynagrodzenia wyniesie 1 proc. przy wykazaniu, że koszty wzrosły o 10 proc., co jest niekorzystne dla wykonawców – dodaje. Po drugie umożliwiono zmianę umowy w związku z istotną zmianą cen materiałów lub kosztów pod warunkiem, że wzrost wynagrodzenia nie przekroczy 50 proc. pierwotnej wartości kontraktu. Zmiana ceny może być w oparciu o wskaźnik inflacji podany przez GUS. — To niczego nie zmienia z prawnego punktu widzenia, a jedynie potwierdza, że zmiana umowy może właśnie na zmianie ceny polegać. Myślę, że jest to zmiana powodowana tym, że zdarzają się zamawiający, którzy kwestionują możliwość zmiany umowy polegającej wyłącznie na podniesieniu ceny bez zmiany zakresu robót czy usług. Kwestia 50 proc. już jest w ustawie, tu się akurat nic nie zmienia – mówi mec. Krawczyk. Podobnie, choć łagodniej, nowe przepisy ocenia Jacek Liput, radca prawny w kancelarii Gawrońśki & Partners. — W zamówieniach publicznych niektóre rzeczy trzeba — niestety — wpisać w ustawę wprost. Inaczej zamawiający obawiają się ryzyka prawnego i nie są skłonni aneksować umów. Tutaj wpisano wprost możliwość aneksowania umowy w przypadku istotnej zmiany cen materiałów lub kosztów związanych z realizacją umowy. Na razie jest jednak sama możliwość – przyznaje mec. Liput. Na to nie zgadzają się przedsiębiorcy.

Z powodu pandemii był obowiązek zmiany umów
Mec. Liput przypomina, że w specustawie covidowej też najpierw tylko doprecyzowano przesłanki aneksowania umowy. — Wtedy pojawiły się głosy krytyczne, że ustawa nic nie zmienia, bo zamawiający nadal niechętnie modyfikują umowy. W odpowiedzi dodano do specustawy zasadę, zgodnie z którą, jeżeli pandemia wpływa na realizację umowy, to aneksowanie takiej umowy jest obligatoryjne. Pytanie, czy tak będzie również w tym przypadku — zastanawia się mec. Liput. Szansę na poprawienie przepisów mają senatorowie. Jak jednak zauważa Marek Kowalski, nawet jak wprowadzą odpowiednie poprawki, Sejm może je odrzucić.

https://businessinsider.com.pl/prawo/waloryzacja-w-zamowieniach-publicznych-zmiana-przepisow/hqg8lm0

 

Portal ZP

Czy zamawiający może wyznaczyć limit kar umownych 50% wynagrodzenia brutto?

Agata Hryc-Ląd | Dodano: 26 września 2022

Izba oceniła, że przepisy ustawy Pzp na zabraniały zamawiającemu ustanowienia limitu kar umownych w wysokości 50% wynagrodzenia brutto. Limit taki uznano niewątpliwie za bardzo wysoki, ale nie świadczyło to o jego niezgodności z prawem. Zasady dotyczące nakładania kar umownych na wykonawcę określone we wzorze umowy uznano za przejrzyste i niebudzące wątpliwości interpretacyjnych. Wykonawcy mieli zatem pełną świadomość co do sposobu, w jaki powinni kalkulować wynikające z zapisów umowy ryzyko w cenie oferty (wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 28 czerwca 2022 r. sygn. akt KIO 1553/22).

Zamawiający jako gospodarz postępowania w granicach przepisów prawa prowadzi je zgodnie z ustanowionymi przez siebie zasadami oraz ze świadomością grożących mu z tego tytułu niedogodności.

Izba nie dopatrzyła się naruszenia przez zamawiającego art. 436 pkt 3 ustawy Pzp przez ustanowienie rażąco wygórowanego limitu kar umownych. Limit ten w świetle zasad doświadczenia życiowego uznano natomiast za nieracjonalny.

Zwrócono uwagę, że zamawiający ustanowił karę umowną za odstąpienie od umowy z winy wykonawcy w wysokości 10% wynagrodzenia. Trudno więc wyobrazić sobie sytuację, w której wykonawca dopuści do naliczenia mu kar umownych oscylujących w okolicach ich górnego limitu. Zamiast tego wykonawca odpowiednio wcześniej może doprowadzić do odstąpienia przez zamawiającego od umowy.

Tym samym możliwą dla zamawiającego konsekwencją tak wysokiego limitu kar umownych mogą być co najwyżej okoliczności związane z dążeniem wykonawcy do tego, aby spowodować przedterminowy koniec realizacji umowy. Nie stanowi to jednak o sprzeczności wzoru umowy z art. 436 pkt 3 ustawy Pzp.

Więcej na temat kar umownych w zamówieniach publicznych piszemy m.in. w artykule:

Kary umowne w zamówieniach publicznych – 3 pytania i odpowiedzi
Uchylenie art. 15r1 specustawy covidowej – pierwsze zaległe kary umowne można potrącić wykonawcy już 1.10.2022 r.

https://www.portalzp.pl/nowosci/czy-zamawiajacy-moze-wyznaczyc-limit-kar-umownych-50-wynagrodzenia-brutto-28454.html

 

Rzeczpospolita

Wykolejone inwestycje na torach. Przez konflikt rządu z UE brakuje pieniędzy

Adam Woźniak | Publikacja: 25.09.2022 21:40

Komisja Europejska rozwiewa nadzieje na pozyskanie unijnego dofinansowania dla modernizacji infrastruktury kolejowej. Pozbawione zleceń firmy budowlane będą zwalniać pracowników.

Deklaracja o niewypłacaniu Polsce pieniędzy z KPO, złożona przez szefową KE Ursulę von der Leyen, oddala szanse na realizację zaplanowanych miliardowych inwestycji w rozwój kolei. Jakby tego było mało, zagrożona jest nawet realizacja programu Kolej Plus: przerzucenie na samorządy całego ryzyka wzrostu kosztów inwestycyjnych, przy rosnącej drożyźnie i szalejących cenach energii, może skłaniać je do rezygnacji z projektów.

Do tej pory zarządzająca infrastrukturą spółka PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) nie ma dostępu do finansowej protezy zaplanowanej przez rząd na wypadek opóźniania się wypłat z KPO – prefinansowania z Polskiego Funduszu Rozwoju, który teraz prawdopodobnie będzie musiał zastąpić KPO. Choć PLK uruchomiły 17 przetargów na ok. 3 mld zł, nie mogą podpisać umów, na które liczyły setki firm wykonawczych, od długiego czasu czekających na uruchomienie budów. – Przez brak zleceń firmy będą musiały zwalniać ludzi – ostrzega Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej. Brak pieniędzy z KPO mocno uderzy także w koleje regionalne, blokując już zaplanowane inwestycje samorządów w nowe pociągi.

Firmy protestują
– Podpisywanie umów możliwe będzie po zapewnieniu ich finansowania oraz zakończeniu całej procedury przetargowej, w tym ewentualnych odwołań do Krajowej Izby Odwoławczej i zakończenia kontroli uprzedniej prezesa Urzędu Zamówień Publicznych – poinformowała „Rzeczpospolitą” Magdalena Janus z zespołu prasowego PLK. Nie podała żadnych terminów, kiedy to nastąpi.

Według Adriana Furgalskiego, przewodniczącego zarządu zrzeszającej pracodawców organizacji Railway Business Forum, w branży firm realizujących inwestycje kolejowe atmosfera jest coraz bardziej nerwowa. – Firmy protestują, bo z jednej strony mają pustynię, jeśli chodzi o przetargi, z drugiej – wciąż czekają na waloryzację już realizowanych umów, podobnie jak to ma miejsce w przypadku kontraktów drogowych. Jedna z tych rzeczy musi przyspieszyć – stwierdza Furgalski. Zwłaszcza że procedury z uruchomieniem nowych projektów zajmują blisko rok, a brak waloryzacji może wyhamować kolejne budowy, jak wartego 1,7 mld zł tunelu średnicowego w Łodzi, którego główny wykonawca przestał płacić swoim podwykonawcom.

Sytuacji na rynku nie poprawi także uruchamiany rządowy program Kolej Plus nakierowany na rozwój lokalnej i regionalnej infrastruktury, bo w jego przypadku największe nakłady inwestycyjne przewidziane są dopiero w latach 2027–2028. W dodatku samorządy są coraz bardziej sceptyczne do uzgodnionych wcześniej planów, bo PLK chce przerzucić na nie pełne ryzyko wzrostu kosztów. Ponieważ już wiadomo, że będą one rosnąć, kontraktowy 15-proc. udział samorządów w nakładach może poszybować w niebo. – W takiej sytuacji samorządowcy, już teraz dociskani podwyżkami cen energii, mogą w ramach oszczędności ograniczać inwestycje. A w rezultacie także program Kolej Plus może znaleźć się pod dużym znakiem zapytania – uważa Majewski.

Przystanki na grzyby
Zwłaszcza że projekty w ramach Kolei Plus czy „prezydenckiego” programu budowy przystanków – zdaniem ekspertów branży – okazują się mocno przewymiarowane. W rezultacie w wielu przypadkach planowane lub realizowane przedsięwzięcia okazują się kompletnie nieopłacalne. Dla modernizacji torów, po których jeżdżą lekkie szynobusy, przyjmuje się parametry jak dla ekspresów lub ciężkich pociągów towarowych, przez co koszty projektów niewyobrażalnie puchną. Pojawiają się pomysły budowy nowych tras, jak wartej blisko 1 mld zł zelektryfikowanej linii pomiędzy Kraśnikiem a Biłgorajem, gdzie jeździłyby zaledwie trzy–cztery pary pociągów na dobę.

Miliony pompowane są w przystanki kompletnie nieracjonalne. Przykładowo na Podlasiu w miejscowości Borowiki wybudowano przystanek z dwoma peronami po 200 metrów w środku lasu, z którego korzystają co najwyżej grzybiarze. Natomiast na Dolnym Śląsku na linii nr 291 powstaje (także w środku lasu) przystanek Boguszów-Gorce Dzikowiec, mimo że obsługujące linię pociągi Kolei Dolnośląskich jeżdżą tamtędy tylko w letnie weekendy.

Piotr Malepszak, ekspert infrastruktury, pełnomocnik prezydenta Gdańska ds. kolejowych
Widzę coraz mniej racjonalności w publicznych wydatkach na rozwój infrastruktury kolejowej. Inwestycje są mocno przewymiarowane. Wkłada się coraz większe pieniądze w linie o niewielkim znaczeniu, a na strategicznych magistralach ogranicza przepustowość złymi projektami. Obawiam się, że w przypadku KPO planowane inwestycje nie wypełnią założeń poprawienia parametrów infrastruktury i zwiększania przepustowości linii. Spodziewam się np. pomysłów dotyczących nowych urządzeń sterowania ruchem na liniach, gdzie jeździ niewiele pociągów. A przecież inwestowane środki i zakres zadań mają być dopasowane do charakteru inwestycji i przewozów na danej trasie. U nas te elementy coraz bardziej do siebie nie pasują.

Koło ratunkowe pilnie potrzebne
Wobec braku pieniędzy na zaplanowane inwestycje z KPO, polskiej kolei na razie pozostają unijne pieniądze z instrumentu CEF („Łącząc Europę”). Zarządzająca infrastrukturą spółka PKP PLK poinformowała w lipcu, że otrzymała 937 mln euro z CEF na modernizację linii kolejowych na odcinkach: Będzin–Katowice, Szopienice Południowe–Katowice, Katowice–Piotrowice oraz Tychy–Goczałkowice-Zdrój. Efektem inwestycji ma być lepszy dostęp do kolei oraz skrócenie czasu przejazdów. Tymczasem według Fundacji ProKolej do zapewnienia finansowania inwestycji kolejowych, zwłaszcza w takiej sytuacji jak teraz, najbardziej przydałaby się finansowa poduszka. Byłaby nią formuła funduszu kolejowego zapewniająca mu stabilny przychód, pod który można brać kredyty, jak ma to miejsce w przypadku Krajowego Funduszu Drogowego.

https://www.rp.pl/transport/art37116011-wykolejone-inwestycje-na-torach-przez-konflikt-rzadu-z-ue-brakuje-pieniedzy

 

Rynek Infrastruktury

Szukają wykonawcy dla S12 do Chełma

Redakcja | źródło: RI | 26.09.2022

Coraz bliżej drogi ekspresowej S12 w stronę wschodniej granicy. GDDKiA ruszyła właśnie z prze-targami na projekt i budowę dwóch odcinków od miejscowości Piaski za Lublinem do Chełma. W realizacji jest już obwodnica Chełma, natomiast dalsza trasa aż do Dorohuska jest w trakcie prze-targu.

Ogłoszone przetargi dotyczą dwóch odcinków o łącznej długości 32 km.

Pierwszy z nich to niespełna 10-kilometrowy fragment Piaski – Dorohucza. Jego początek wyznacza istniejący węzeł Piaski Wschód. Dalej droga będzie przebiegać po północnej stronie obecnej drogi krajowej nr 12, następnie przetnie ją i od południa ominie Biskupice. Odcinek kończy się na wysokości Pełczyna. Do wybudowania w ramach tego odcinka będzie m.in. most, siedem przejść dla zwierząt i sześć wiaduktów.


fot. GDDKiA

Drugi fragment, od Dorohuczy do Chełma (węzeł Chełm Zachód) liczy 22,5 km. Zostanie poprowadzony nowym śladem wzdłuż obecnej DK-12, w większości po północnej stronie istniejącej trasy. W Tytusinie droga przetnie obecna DK-12 i po południowej strony ominie Stołpie, gdzie po-wstanie para Miejsc Obsługi Podróżnych. Na węźle Chełm Zachód trasa połączy się z obwodnicą Chełma. W ramach inwestycji powstanie m.in. most, 14 wiaduktów, cztery przejścia dla dużych i średnich zwierząt oraz węzeł drogowy Siedliszcze.

Jak podaje GDDKiA, trasa pomiędzy Piaskami i Chełmem w całości będzie przebiegać po nowym śladzie, przecinając obszary rolnicze oraz omijając tereny wysoce zurbanizowane i cenne przyrodniczo.

Ekspresowa dwunastka planowana jest jako dwujezdniowa droga z dwoma pasami ruchu w każdym kierunku oraz z drogami do obsługi ruchu lokalnego. Po wykonaniu badań geologicznych GDDKiA wyłączyła z realizacji fragment o długości ok. 5,7 km na połączeniu obu odcinków, który był w pierwotnych planach. Powodem jest stwierdzenie pod warstwą ziemi w rejonie planowanego węzła Dorohucza odpadów przemysłowych. Żeby ominąć składowisko trzeba było zmienić przebieg trasy między Pełczynem a miejscowością Chojno Nowe, opracować nowy wariant i uzyskać decyzję środowiskową. – To najkrótsza droga do realizacji tego fragmentu trasy i połączenia jej z sąsiednimi odcinkami – przekonuje GDDKiA.

Obecnie w ciągu drogi ekspresowej S12 trwa realizacja obwodnicy Chełma – inwestycja czeka już na decyzję ZRID Trwa także przetarg na fragment od Chełma do Dorohuska.

Cała trasa między Piaskami a granica w Dorohusku będzie miała 75 km długości.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/szukaja-wykonawcy-dla-s12-do-chelma-83080.html

 

Budownictwo | 22 września 2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

Dane GUS o budownictwie. Będzie mniej mieszkań, więcej magazynów i hal

Patrycja Otto | 13 września 2022, 07:50

W pierwszej połowie roku oddano do użytkowania 109,5 tys. mieszkań. To o 3,9 proc. więcej niż przed rokiem – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego.

W pierwszej połowie roku oddano do użytkowania 109,5 tys. mieszkań. To o 3,9 proc. więcej niż przed rokiem – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego.
Nie widać jeszcze hamowania, które sygnalizują m.in. dane z rynku kredytowego. Zdaniem ekspertów zmiany może przynieść drugie półrocze, bo liczba pozwoleń na budowę zmalała o ponad 14 proc.
Deweloperzy przyznają, że z powodu rosnących kosztów budowy coraz trudniej skalkulować ostateczną cenę dla klienta. Wolą więc wstrzymać się z realizacją inwestycji, niż wprowadzić na rynek mieszkania, które będą niesprzedawalne. Coraz trudniej też o generalnego wykonawcę. Dziś, jak wynika z danych GUS, średni czas realizacji budynku to 42,5 miesiąca. O miesiąc dłużej niż przed rokiem i niemal o cztery miesiące dłużej niż jeszcze w 2020 r.

Dziennik Gazeta Prawna – wydanie cyfrowe

Jak mówił podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu Dariusz Blocher, członek rady nadzorczej Budimeksu, jest to czas, w którym trzeba już szukać sposobów na utrzymanie ciągłości inwestycji. Dlatego, jak dodał, firma zamierza straty związane z budową mniejszej liczby mieszkań rekompensować realizacją na większą skalę obiektów magazynowych. Na te od wybuchu pandemii jest wielki boom. Jak tłumaczy Renata Osiecka, partner zarządzająca w AXI IMMO, położenie geograficzne Polski wskazuje na nasz kraj jako pierwszy wybór dla firm, które dotychczas rozwijały się na wschodzie Europy. Rośnie więc liczba zapytań z firm z Ukrainy, które zainteresowane są przeniesieniem swojej działalności do Polski. To także efekt przenoszenia produkcji do Europy po tym, jak zostały zerwane łańcuchy dostaw w czasie pandemii. ©℗

https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/8535464,budownictwo-mieszkania-magazyny-dane-gus.html

 

Forsal

 1. Branżę budowlaną czeka hamowanie

Marek Wielgo | 20 września 2022, 06:30

Pozwoleń na budowę wydanych w pierwszym półroczu 2022 r. było aż o jedną piątą mniej niż przed rokiem – podał Główny Urząd Nadzoru Budowlanego. Eksperci GetHome.pl sprawdzili, którym sektorom budownictwa grozi największe tąpnięcie.

Ubiegły rok zaskoczył dużym wzrostem pozwoleń na budowę po covidowym spadku w 2020 r. Niestety, skutki gospodarcze wojny w Ukrainie, w tym m.in. lawinowo drożejące materiały budowlane i kredyty, zniweczyły oczekiwania na dalszą poprawę koniunktury w branży budowlanej – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB) podał właśnie, że w I półroczu 2022 r. wszyscy inwestorzy uzyskali łącznie blisko 8,5 tys. pozwoleń na budowę ok. 108,9 tys. obiektów. Rok wcześniej było ich znacznie więcej, odpowiednio o 19% i 15%.

Ruch budowlany w I półroczu

Ruch budowlany w I półroczu / Rynekpierwotny.pl

Warto zwrócić uwagę, że skutki spadku pozwoleń na budowę odczują zwłaszcza te firmy, które specjalizują się w budowie obiektów kubaturowych, czyli np. budynków mieszkalnych. Oczywiście oznacza to także zmniejszenie sprzedaży wielu materiałów budowlanych i wyposażeniowych, czyli m.in. mebli, sprzętu RTV i AGD. Największe hamowanie widać bowiem w mieszkaniówce, na którą przypadało ok. 65% wszystkich pozwoleń oraz objętych nimi obiektów. I tak, w I półroczu 2022 r. liczba pozwoleń i zgłoszeń dotyczących budowy domów jednorodzinnych zmniejszyła się aż o 17% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Taki wynik najpewniej dla nikogo nie jest zaskoczeniem. Wiele wyrobów budowlanych drożało w tempie niespotykanym od 15 lat. W takich warunkach trudno jest myśleć o budowie domu – komentuje ekspert GetHome.pl.

Deweloperom podcięły zaś skrzydła także drożejące kredyty, a w efekcie spadek możliwości finansowych wielu potencjalnych nabywców mieszkań. Z danych pierwszej ogólnopolskiej platformy do analizy rynku pierwotnego bigdata.rynekpierwotny.pl wynika, że w okresie ośmiu miesięcy sprzedaż mieszkań w największych miastach skurczyła się niemal o połowę, w porównaniu z rokiem ubiegłym. Nie dziwi więc spadek aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. GUNB podaje, że w pierwszym półroczu uzyskały one niespełna 3,5 tys. pozwoleń na budowę ok. 8,2 tys. budynków wielorodzinnych. Oznacza to spadek o odpowiednio: 7% i 9%.

Budynki mieszkalne z pozwoleniem na budowę i zgłoszeniem w I półroczu

Budynki mieszkalne z pozwoleniem na budowę i zgłoszeniem w I półroczu / Rynekpierwotny.pl

Z drugiej strony, zarówno pozwoleń na budowę, jak i objętych nimi budynków mieszkalnych wciąż jest więcej niż przed wybuchem pandemii Covid-19. Prawdopodobnie dla wielu budujących dom jednorodzinny wciąż jest tańszą alternatywą dla mieszkania. Z kolei wielu deweloperów nie rezygnuje z budowy mieszkań w mniejszych miastach, zwłaszcza okalających największe metropolie. Wskazują na to tegoroczne statystyki budowalne GUS.

A jak wygląda sytuacja w pozostałych obszarach budownictwa kubaturowego? Przypomnijmy, że dopiero ubiegły rok przyniósł duży wzrost pozwoleń na budowę m.in. budownictwie przemysłowo-magazynowym, gospodarczo-inwentarskim, zamieszkania zbiorowego czy użyteczności publicznej. Cieszy więc to, że pierwsza połowa tego roku nie przyniosła gwałtownego spadku aktywności inwestorów.

Obiekty budowlane, dla których wydano pozwolenie na budowę w I półroczu

Obiekty budowlane, dla których wydano pozwolenie na budowę w I półroczu / Rynekpierwotny.pl

Np. objętych pozwoleniami na budowę budynków zamieszkania zbiorowego, czyli m.in. hoteli i pensjonatów, było o 4% więcej niż przed rokiem. Budynków użyteczności publicznej było mniej więcej tyle samo. Natomiast tylko o 1% mniej jest objętych pozwoleniami budynków przemysłowych i magazynowych. Jednak rolnikom najwyraźniej minął budowlany zapał, bo na podstawie uzyskanych przez nich w I półroczu pozwoleń powstanie o 10% mniej budynków gospodarczo-inwentarskich.

Niestety, aż o 20% zmniejszyła się liczba planowanych rurociągów, linii telekomunikacyjnych i elektroenergetycznych. GUNB odnotował też 2% spadek w pozwoleniach na budowę infrastruktury transportu, czyli m.in. dróg, mostów czy torów. W I półroczu 2022 r. wydano niespełna 1,4 tys. pozwoleń na budowę ok. 1,6 tys. tego typu obiektów.

– Dużym zmartwieniem branży budowlanej jest zła sytuacja finansowa samorządów. Sytuację pogarsza wysoka inflacja oraz gwałtownie rosnące ceny zleconych wcześniej robót budowlanych. No i wciąż nie wiadomo, kiedy Polska otrzyma z UE potężny zastrzyk gotówki m.in. na inwestycje infrastrukturalne w ramach Krajowego Planu Odbudowy – komentuje ekspert GetHome.pl. Nie wyklucza, że część inwestorów mających pozwolenie na budowę w ręku wstrzyma się z rozpoczęciem budowy. Mają na to 3 lata, bo potem pozwolenia utracą ważność.

https://forsal.pl/nieruchomosci/artykuly/8550882,branze-budowlana-czeka-hamowanie.html

 2. Analitycy: W sierpniu sprzedaż mieszkań mniejsza o 45 proc. r/r

16 września 2022, 10:42

W sierpniu deweloperzy w 7 największych miastach znaleźli chętnych na 2457 mieszkań; w porównaniu z sierpniem 2021 r. sprzedaż była mniejsza o 45 proc. – wynika z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

W sierpniu wyniki sprzedażowe deweloperów były o 3 proc. lepsze niż w lipcu, jednak nie dorównują tegorocznej średniej miesięcznej, która wynosi 2851 mieszkań – wskazano w piątkowej informacji portalu RynekPierwotny.pl. „Ubiegłoroczna miesięczna średnia w analogicznym okresie to 4490 lokali” – dodano.

Według analityków o dużym spadku sprzedaży nowych mieszkań można mówić w przypadku Poznania i Łodzi. „W stolicy Wielkopolski w czerwcu i lipcu deweloperzy mogli się cieszyć z poprawy wyników sprzedaży” – zauważono. Dodano, że sierpień przyniósł jej załamanie o 56 proc. Liczba zawartych umów deweloperskich jest mniejsza niż w kwietniu 2020 r., kiedy sprzedaż praktycznie stanęła z powodu lockdownu związanego z pandemią. Jak zauważyli eksperci portalu RynekPierwotny.pl „fatalne wyniki odnotowali też deweloperzy z Łodzi”, u których po lipcowym wzroście o 32 proc., sprzedaż w sierpniu spadła o 37 proc. Z kolei w Gdańsku, po lipcowym ożywieniu sprzedażowym, wolumen sprzedanych mieszkań skurczył się o 19 proc. „Tak słaby wynik nie był notowany w tym mieście od blisko dwóch lat” – stwierdzono.

Eksperci zwrócili uwagę, że sytuacja popytowa w poszczególnych miastach jest zróżnicowana – rosnące oprocentowanie kredytów nie wszędzie zmniejszyło popyt. „Warszawscy deweloperzy mogli cieszyć się w sierpniu ze wzrostu sprzedaży o 25 proc. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia we Wrocławiu i Katowicach. Sprzedaż wzrosła tam o odpowiednio: 32 proc. i 58 proc., przy czym w obu tych miastach lipiec był słabszy sprzedażowo niż czerwiec” – stwierdzono. Natomiast w Krakowie sierpień przyniósł stabilizację po lipcowym ożywieniu popytowym.

Dodano, że we wszystkich największych miastach koniunktura jest dużo gorsza niż przed rokiem. W okresie 8 miesięcy br. deweloperzy sprzedali ok. 22,8 tys. mieszkań, czyli o 37 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. „Popyt skurczył się najbardziej we Wrocławiu (o 48 proc.) i Gdańsku (o 42 proc.)” – podkreślono.

Dodano, że w sierpniu deweloperzy wprowadzili do sprzedaży w 7 miastach łącznie 2557 mieszkań, czyli o 15 proc. mniej niż w lipcu. „Po czerwcowym boomie podażowym, gdy na rynek trafiło przeszło dwukrotnie więcej nowych ofert niż w maju, lipiec i sierpień przyniosły wygaszenie aktywności podażowej części firm deweloperskich” – zaznaczono. Przypomniano, że w czerwcu, szczególnie w Poznaniu, Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu, uruchamiały one sprzedaż mieszkań, aby „zdążyć” przed wchodzącą w życie od 1 lipca br. nową ustawą deweloperską, która nałożyła nowe obowiązki skutkujące wzrostem kosztów realizacji inwestycji.

Według analityków w sierpniu o ponad 70 proc. zmniejszyły nową podaż poznańskie i wrocławskie firmy deweloperskie. 20 proc. spadek liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży odnotowano w Krakowie, a w Katowicach „rynek deweloperski stanął w miejscu”. Z kolei w miastach takich, jak Warszawa, Gdańsk i Łódź wprowadzono do sprzedaży większą niż w lipcu liczbę mieszkań. „W Warszawie było ich o 42 proc. więcej, a w Gdańsku – nawet przeszło dwukrotnie więcej niż miesiąc wcześniej” – stwierdzono.

Podkreślono, że tylko w 2 z 7 analizowanych miast – w Warszawie i Gdańsku – deweloperzy wprowadzili w sierpniu do sprzedaży więcej mieszkań niż ich sprzedali. „W pozostałych miastach dostarczyli ich na rynek zbyt mało w stosunku do potrzeb” – wskazano.

Analitycy porównali też liczbę mieszkań wprowadzonych do sprzedaży i sprzedanych w okresie 8 miesięcy. „Nadwyżkę nowej podaży nad popytem zaobserwowaliśmy niemal we wszystkich największych metropoliach. Wyjątkiem był Kraków, gdzie liczba mieszkań wprowadzonych na rynek była minimalnie mniejsza niż sprzedanych” – zauważono. Sierpień zakończył się 3 proc. wzrostem oferty w porównaniu z lipcem. „Było w niej łącznie ponad 36,3 tys. mieszkań, co oznacza, że sierpniowa oferta była o 19 proc. większa od ubiegłorocznej” – dodano.

Zauważono, że w Poznaniu odnotowano w sierpniu 7 proc. spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. Kupujący mieli tu do wyboru niespełna 3,5 tys. mieszkań. Z kolei w Katowicach oferta skurczyła się o 5 proc. do 1,4 tys. mieszkań. Nieznacznie mniejszy wybór mieli także potencjalni nabywcy mieszkań w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi. Oferta mieszkań zwiększyła się natomiast w Warszawie i Gdańsku. „W stolicy na kupujących czekało niemal 11,6 tys. lokali” – wyliczono. Podkreślono, że tak duży wolumen nowych mieszkań w tym mieście był ostatnio w 2020 r.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika też, że sierpień przyniósł stabilizację średniej ceny metra kwadratowego mieszkań w ofercie firm deweloperskich w Warszawie i Katowicach. W Krakowie, Gdańsku, Łodzi i Poznaniu mieszkania podrożały nieznacznie, bo tylko średnio o 1 proc. w przeliczeniu na metr kwadratowy. Natomiast we Wrocławiu średnia poszła w górę o 3 proc. (PAP)

Autorka: Magdalena Jarco

https://forsal.pl/nieruchomosci/aktualnosci/artykuly/8538560,sprzedaz-mieszkan-sierpien.html

 

Prawo

Ustawa uchwalona – świadectwo energetyczne obowiązkowe nawet dla inwestorów indywidualnych

Renata Krupa-Dąbrowska | Data dodania: 15.09.2022

W czwartek Sejm uchwalił przepisy dotyczące świadectw energetycznych. Zgodnie z nową regulacją deweloperzy oraz inwestorzy indywidualni będą musieli dołączać świadectwa charakterystyki energetycznej budynków do zawiadomienia o zakończeniu budowy lub wniosku o udzielenie pozwolenia na użytkowanie. Ustawa trafi teraz do Senatu.

Chodzi  o rządowy projekt nowelizacji ustawy o charakterystyce energetycznej budynków oraz prawa budowlanego. Dostosowuje on polskie prawo do przepisów Unii Europejskiej w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. Nowe rozwiązania wynikają również z konieczności poprawy skuteczności obecnego systemu oceny efektywności energetycznej budynków w Polsce.

Świadectwo energetyczne – co się zmieni? 
Zmiany mają dotyczyć wymagań związanych z kontrolą systemów ogrzewania i systemów klimatyzacji. Rozszerzają zakres systemów objętych obowiązkiem kontroli do systemów o mocy ponad 70 kW. Kolejna nowość to powszechny dostęp do podstawowych informacji zawartych w świadectwach charakterystyki energetycznej, które znajdują się w Centralnym rejestrze charakterystyki energetycznej budynków.

W ogłoszeniach lub reklamach o zbyciu lub najmie budynku lub jego części (gdy dla budynku zostało już sporządzone świadectwo charakterystyki energetycznej) trzeba będzie podać:

– wskaźnik rocznego zapotrzebowania na energię końcową,
– wskaźnik rocznego zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną,
– wskaźnik rocznego zapotrzebowania na energię użytkową,
– udział odnawialnych źródeł energii w rocznym zapotrzebowaniu na energię końcową,
– jednostkową wielkość emisji CO2.

Autorzy projektu tłumaczą, że celem zmian jest to, by w Polsce powstawały budynki o jak najwyższych parametrach cieplnych, z nowoczesnymi, dobrej jakości i ekologicznymi rozwiązaniami. To w konsekwencji przyczyni się do znaczących oszczędności energii i zmniejszenia kosztów eksploatacji budynków. Ma zostać również podniesiona jakość świadectw charakterystyki energetycznej. Dotyczyć to będzie także protokołów sporządzanych z kontroli systemu ogrzewania lub systemu klimatyzacji.

Ustawa ma wyeliminować sytuacje, w których osoby uprawnione do sporządzania świadectw charakterystyki energetycznej budynków przekazują swoim zleceniodawcom quasi „świadectwa”, które nie spełniają wymogów ustawowych. Po zmianach osoba uprawniona do sporządzania wspomnianych dokumentów, która utraciła uprawnienia po raz drugi lub przekazała dokument sporządzony poza rejestrem, nie będzie miała możliwości ponownego wpisu do wykazu osób uprawnionych. Wprowadzone zostaną też kary grzywny za przekazanie świadectwa i protokołu wykonanego poza systemem centralnego rejestru oraz za nieprzekazanie świadectwa nabywcy lub najemcy.

Zmienią się mechanizmy dotyczące sporządzania i przekazywania świadectw charakterystyki energetycznej oraz protokołów z kontroli systemów ogrzewania lub systemów klimatyzacji. Dokumenty te będą mogły być wydawane również w formie elektronicznej. Świadectwo charakterystyki energetycznej przekazywane będzie przy sporządzaniu aktu notarialnego oraz zawarciu umowy najmu.

Zmiany w formalnościach budowlanych
Ustawa wprowadza zmiany do prawa budowlanego. Do przepisów zostanie wprowadzony obowiązek dołączenia do zawiadomienia o zakończeniu budowy lub wniosku o udzielenie pozwolenia na użytkowanie świadectwa charakterystyki energetycznej budynków. Dotyczyć on będzie wszystkich inwestorów, w tym deweloperów oraz osób prywatnych.

Obowiązek ten nie dotyczy budynku:

– podlegającego ochronie na podstawie przepisów o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami,
– używanego jako miejsce kultu i do działalności religijnej,
– przemysłowego oraz gospodarczego niewyposażonych w instalacje zużywające energię z wyłączeniem instalacji oświetlenia wbudowanego,
– mieszkalnego przeznaczonego do użytkowania nie dłużej niż 4 miesiące w roku,
– wolnostojącego o powierzchni użytkowej poniżej 50 m2,
– gospodarstw rolnych o wskaźniku EP określającym roczne obliczeniowe zapotrzebowanie na nieodnawialną energię pierwotną nie wyższym niż 50 kWh/(m2·rok).

Zgodnie z przepisami unijnymi obowiązkiem stanie się też montaż systemów automatyki i sterowania w budynkach wyposażonych w duże systemy ogrzewania, klimatyzacji, połączone systemy ogrzewania i wentylacji lub klimatyzacji i wentylacji.

https://www.prawo.pl/biznes/swiadectwo-energetyczne-budynku-nowe-przepisy,516420.html

 

Parkiet

Erbud zszedł z placu budowy osiedla

Adam Roguski | Publikacja: 21.09.2022 09:22

Generalny wykonawca przerwał prace i zapowiedział pozew o zapłatę.

– Jeśli zamawiający nie dopłacą, zejdziemy z budów – kwitował na początku września na konferencji wynikowej prezes Erbudu Dariusz Grzeszczak. I od słów budowlana firma przeszła do czynów.

Erbud odstąpił od kontraktu na budowę osiedla mieszkaniowego w Szczecinie, bo deweloper nie uzyskał w ustalonym terminie finansowania. Ponadto giełdowa spółka oszacowała roszczenia wobec inwestora na 12,5 mln zł – ponieważ nie udało się polubownie porozumieć w sprawie dotyczącej realizacji umowy i zapłaty zaległego wynagrodzenia, sprawa trafi do sądu.

Kontrakt o wartości 54,6 mln zł został zawarty w grudniu 2021 r.

W kwietniu Erbud mówił, że z powodu skokowego wzrostu cen materiałów i wykonawstwa negocjuje z zamawiającymi – głównie deweloperami mieszkaniowymi – dodatkowe wynagrodzenie pokrywające część wzrostu. We wrześniu menedżerowie mówili, że znacząca większość negocjacji zakończyła się mniejszymi lub większymi sukcesami i pozostało już niewiele rozmów, chodziło o kontrakty rzędu stu kilkunastu milionów złotych. Na koniec czerwca portfel zamówień Erbudu miał wartość 2,83 mld zł, z czego 1,72 mld zł przypadało na budownictwo kubaturowe w Polsce.

https://www.parkiet.com/budownictwo/art37091051-erbud-zszedl-z-placu-budowy-osiedla

 

Podatki | Prasówka | 21.09.2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Należyta staranność a zwolnienie dywidend z podatku

Remigiusz Fijak | 15 września 2022, 08:41

Badanie statusu rzeczywistego odbiorcy dywidendy, w celu zastosowania zwolnienia na podstawie art. 22 ust. 4 ustawy o CIT, jest od dłuższego czasu kością niezgody między podatnikami a organami podatkowymi. Interpretacja dyrektora KIS daje nadzieję na złagodzenie stanowiska przynajmniej w jednej kwestii.

Fiskus od lat broni stanowiska, że wypłacający dywidendę musi, jako płatnik podatku u źródła, przeprowadzić za każdym razem pełną weryfikację warunków pozwalających na skorzystanie ze zwolnienia, dochowując przy tym należytej staranności. Jego zdaniem należy przez to rozumieć także sprawdzenie statusu rzeczywistego właściciela w stosunku do odbiorcy dywidendy.

Obowiązek ten ma ciążyć na płatniku bez względu na kwotę płatności. Jeżeli okazałoby się, że odbiorca dywidendy nie jest jej rzeczywistym właścicielem, to płatnik nie ma prawa do zastosowania zwolnienia z opodatkowania wypłacanej dywidendy na gruncie ustawy o CIT.

Z takim stanowiskiem nie zgodził się Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 27 kwietnia 2021 r. (sygn. akt II FSK 240/21). Orzekł, że płatnik nie musi badać statusu rzeczywistego właściciela w celu ustalenia prawa do zwolnienia dywidendy z podatku u źródła.

Sąd wyjaśnił, że warunek, by odbiorca należności był jej rzeczywistym właścicielem, został zawarty wprost w art. 21 ust. 3 pkt 4 ustawy o CIT, który dotyczy zwolnienia z podatku u źródła odsetek i należności licencyjnych. Nie ma go natomiast w art. 22 ust. 4 ustawy o CIT dotyczącym zwolnienia z podatku u źródła dywidend.

Wywodzenie takiego warunku przez organy podatkowe stanowi – jak stwierdził NSA – „niedopuszczalne wyjście poza granice językowej wykładni tych przepisów.”

W interpretacji indywidualnej z 14 czerwca br. (sygn. 0111-KDIB2-1.4010.128.2022.2.AR) dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej ponownie wskazał na obowiązek badania statusu rzeczywistego właściciela odbiorcy dywidendy – w celu zastosowania ustawowego zwolnienia z podatku u źródła.

Mimo to ta interpretacja stanowi pewnego rodzaju złagodzenie stanowiska fiskusa. Dyrektor KIS potwierdził bowiem możliwość zastosowania zwolnienia z podatku u źródła dywidendy wypłacanej podmiotowi, który nie jest jej rzeczywistym właścicielem, a występuje w charakterze pośrednika (rzeczywistym właścicielem jest udziałowiec, który nie jest bezpośrednim odbiorcą dywidendy).

Dotychczas potwierdzał to względem takich płatności jak odsetki, należności licencyjne czy usługi.

Należy podkreślić, że koncepcja ta (ang. look-through approach) nie ma bezpośredniego odzwierciedlenia w krajowych przepisach podatkowych.

Dyrektor KIS podtrzymuje natomiast zdanie, że w celu zastosowania zwolnienia płatnik musi spełnić wszystkie warunki wynikające z art. 22 ust. 4–6 i art. 22c ustawy o CIT. Fiskus żąda więc badania statusu rzeczywistego beneficjenta dywidendy, mimo że obowiązek ten nie wynika z przepisu. ©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8537803,zwolnienie-dywidendy-z-podatku-podatek-kis-cit.html

 2. VAT bez faktury nie jest kosztem

Łukasz Zalewski | 19 września 2022, 08:48

Spółka, która otrzymała nadprogramowy zwrot opakowań od klienta, ale nie dostała od niego faktury, nie może zaliczyć do podatkowych kosztów równowartości podatku naliczonego, niewykazanego z powodu braku tego dokumentu – wynika z wyroku WSA w Warszawie

Sprawa dotyczyła firmy będącej dystrybutorem i sprzedawcą napojów alkoholowych i bezalkoholowych. Spółka dostarcza je w opakowaniach zwrotnych – kegach, skrzynkach, butelkach, paletach itp.

Od wartości udostępnionych opakowań zwrotnych spółka pobiera kaucję, która nie podlega opodatkowaniu VAT. Wartość opakowania zwrotnego nie jest więc wliczana do wartości sprzedawanego klientowi towaru, bo zgodnie z art. 29a ust. 11 ustawy o VAT do podstawy opodatkowania nie wlicza się wartości opakowania, jeżeli podatnik dostarczył towar w opakowaniu zwrotnym, pobierając kaucję za to opakowanie lub określając taką kaucję w umowie dotyczącej dostawy towaru.

Wartość pobieranej kaucji jest ustalana na podstawie wartości opakowań zwrotnych wraz z podatkiem naliczonym (tj. w wartości brutto) według cen opakowań zwrotnych wynikających z aktualnego cennika spółki. Na fakturze dokumentującej dostawę towaru nie ma więc wartości opakowania ani samej kaucji.

Spółka poinformowała, że wprowadziła regulamin obrotu opakowaniami zwrotnymi. Zasadniczo przewiduje on obowiązek zwrotu opakowań w określonych terminach (okresach rozliczeniowych). Ponadto zakłada, że kontrahent powinien zwrócić tyle opakowań, ile pobrał.

Problem pojawia się, gdy w danym okresie rozliczeniowym klient zwraca więcej opakowań, niż otrzymał. W takim przypadku powinien wystawić fakturę na kwotę stanowiącą różnicę pomiędzy wartością opakowań zwrotnych zwróconych i odebranych. Problem polega na tym, że część firm nie wywiązuje się z tego obowiązku.

Spółka spytała, czy w sytuacji, gdy nie dostała faktury od klienta, mimo że ten miał obowiązek ją wystawić, może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów kwotę odpowiadającą wysokości VAT naliczonego od rozliczenia nadprogramowej liczby opakowań.

Spółka powołała się tu na art. 16 ust. 1 pkt 46 ustawy o CIT, który pozwala w ściśle określonych sytuacjach zaliczyć VAT naliczony do kosztów uzyskania przychodów. Przykładowo jest to możliwe w tej części, w której zgodnie z przepisami o VAT podatnikowi nie przysługuje obniżenie kwoty lub zwrot różnicy podatku od towarów i usług – wskazała spółka.

Wyjaśniła, że zasadniczo przysługiwałoby jej prawo do odliczenia VAT, gdyby klient wystawił jej fakturę za nadprogramowy zwrot opakowań. Skoro jednak tego nie zrobił, to nie przysługuje jej prawo do odliczenia VAT. A to oznacza, że może ona zaliczyć do kosztów kwotę odpowiadającą wysokości podatku naliczonego od rozliczenia nadprogramowej ilości opakowań – argumentowała spółka.

Nie zgodził się z nią dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej (interpretacja o sygn. 0111-KDIB1-2.4010.612.2021.2.AW). Nawiązał do innej interpretacji, którą wydał spółce w kwestii możliwości odliczenia VAT w sytuacji, gdy nie dostała ona faktury od kontrahenta (z 10 lutego 2022 r., sygn. 0114-KDIP1-1.4012.778.2021.2.EW). Z interpretacji tej wynikało, że w takiej sytuacji owszem, spółka nie może zrealizować prawa do odliczenia VAT. W art. 16 ust. 1 pkt 46 ustawy o CIT chodzi jednak o inny rodzaj wyłączenia prawa do obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku od towarów i usług – taki, który wynika z ustawy. Natomiast obiektywnie patrząc, spółce przysługuje takie prawo, brak faktury od kontrahenta jest jedynie brakiem technicznym, a nie brakiem prawa do odliczenia – wyjaśnił organ.

Uznał więc, że spółka nie może zaliczyć do kosztów równowartości VAT naliczonego, jeśli nie dostała faktury, bo kontrahent nie wywiązał się ze swojego obowiązku i jej nie wystawił. Przepisy o CIT nie dają podstaw do kompensowania niesolidności kontrahentów podatnika – podkreślił dyrektor KIS.

Tego samego zdania był WSA w Warszawie. Orzekł, że fiskus prawidłowo zinterpretował art. 16 ust. 1 pkt 46 ustawy o CIT. Jak wyjaśniła sędzia Adrianna Grzymska-Truksa, podatek naliczony może być kosztem uzyskania przychodów jedynie w tej części, w której zgodnie z przepisami o VAT podatnikowi nie przysługuje (obiektywnie) obniżenie kwoty lub zwrot różnicy podatku od towarów i usług.

Wyrok jest nieprawomocny. ©℗

orzecznictwo

Wyrok WSA w Warszawie z 13 września 2022 r., sygn. akt III SA/Wa 989/22

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8544694,vat-bez-faktury-nie-jest-kosztem.html

 3. Przewalutowanie kredytu to nie przychód

Agnieszka Pokojska | 19 września 2022, 09:16

Nadwyżka środków na rachunku bankowym, która powstała w wyniku przewalutowania kredytu, jest neutralna podatkowo – potwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Spytali o to podatnicy, którzy pod koniec 2021 r. podpisali ugodę z bankiem w sprawie kredytu hipotecznego zaciągniętego we frankach w 2008 r. Po zmianie waluty zadłużenia – z franków na złote – strony uzgodniły, że kredytobiorcy spłacili już zadłużenie wobec banku. Jednocześnie jednak powstała nadwyżka ok. 68,2 tys. zł, która stanowiła sumę nadpłaconych przez nich rat zadłużenia obejmujących zarówno kapitał, jak i odsetki. Kwota ta została przekazana kredytobiorcom na ich rachunek bankowy. W kwietniu br. podatnicy dostali od banku dwa druki PIT-11; jeden dotyczył zwróconej części kapitałowej, drugi – odsetkowej. Podatnicy uważali, że bank postąpił nieprawidłowo, ponieważ – jak twierdzili – nie muszą oni płacić podatku od odzyskanej kwoty.

Dyrektor KIS to potwierdził. Wyjaśnił, że w przeciwieństwie do umorzenia wierzytelności przewalutowanie jest neutralne podatkowo, nie powoduje powstania u podatnika przychodu w rozumieniu ustawy o PIT. Nie skutkuje bowiem zredukowaniem zobowiązania wobec kredytodawcy. W związku z tym bank nie powinien był sporządzić informacji PIT-11 – wyjaśnił organ.

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 13 września 2022 r., 0115-KDIT2.4011.395.2022.2.RS

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8550538,przewalutowanie-kredytu-to-nie-przychod-interpretacja-podatkowa.html

 4. Prezentowanie możliwości produktu to podatkowy koszt

Łukasz Zalewski | wczoraj, 08:01

Szkolenia z bezpiecznej jazdy i po torze wyścigowym są dla samochodowego dilera wydatkami na marketing i reklamę – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie.

Uznał, że ich celem jest zaprezentowanie walorów pojazdów, a nie samego sprzedawcy.

Chodziło o spółkę, która sprzedaje samochody oraz części i akcesoria do nich, a za aktywność marketingową dostaje bonusy od krajowego dystrybutora samochodowej marki. Są one niezależne od wyników sprzedaży, natomiast są istotnym elementem przychodów dilera, często decydują o rentowności jego działalności. Wydatki na działania marketingowe stanowią bowiem kilka do kilkunastu procent kwoty bonusu. Chodzi przykładowo o przeprowadzenie: lokalnej kampanii reklamowej, akcji promocyjnej w social mediach, premiery nowego modelu samochodu w salonie i poza nim.

Diler musi też partycypować w kosztach szkoleń organizowanych przez dystrybutora, a realizowanych na torze wyścigowym w kraju lub za granicą. W całości lub częściowo pokrywa koszty podróży i uczestnictwa klientów w szkoleniu, w tym koszty noclegów.

Ponosi też wydatki związane z udziałem potencjalnych nabywców samochodów w programie szkoleniowym w zakresie bezpiecznej jazdy.

Wszystkie materiały przekazywane klientom podczas takich eventów są opatrzone logiem marki producenta samochodów, z tym że na materiałach reklamowych przygotowywanych na zamówienie dilera umieszczane jest także jego logo.

Co do większości ponoszonych przez spółkę wydatków nie było wątpliwości, że są one kosztami uzyskania przychodów. Dyrektor KIS nie zgodził się tylko co do dwóch jej wydatków: na udział w programie eventów organizowanych przez dystrybutora oraz na uczestnictwo klientów w programie szkoleniowym w zakresie bezpiecznej jazdy. Stwierdził, że są to wydatki na reprezentację, które są wyłączone z kosztów uzyskania przychodów na podstawie art. 16 ust. 1 pkt 28 ustawy o CIT. Argumentował, że w ten sposób diler kreuje swój wizerunek, tworzy wśród uczestników wrażenie podmiotu profesjonalnego, partnera biznesowego godnego zaufania, kształtuje prestiż i pozytywne postrzeganie swojej firmy przez klientów.

Wyjaśnił, że reprezentacją są działania zmierzające do kształtowania, rozpowszechniania wizerunku podatnika jako podmiotu gospodarczego. Natomiast reklama (promocja) dotyczy działań zmierzających do kształtowania, rozpowszechniania wizerunku nie samego podatnika, lecz jego produktów (towarów i usług).

Z fiskusem nie zgodził się WSA w Gdańsku. Orzekł, że nie są reprezentacją wydatki na działania, które mają na celu dostarczenie informacji o produktach lub towarach oferowanych przez podatnika. Celem jest bowiem zainteresowanie potencjalnych klientów konkretnymi przedmiotami z oferty handlowej podatnika, a nie tworzenie jego pozytywnego wizerunku.

Sąd wskazał, że w trakcie szkolenia z bezpiecznej jazdy potencjalni nabywcy dowiadują się o możliwościach technicznych poszczególnych pojazdów, systemów bezpieczeństwa itp. Informacje te mają więc zachęcić ich do zakupu samochodów – stwierdził WSA, nawiązując do podobnego wyroku NSA z 3 czerwca 2022 r. (sygn. akt II FSK 2511/19).

Orzekł, że podatkowym kosztem są również wydatki na szkolenia na torze wyścigowym. Spółka ponosi je, by uzyskać bonus, którego wartość przewyższa poniesione wydatki i stanowi istotny element jej przychodów. Nie chodziło więc o kreowanie pozytywnego wizerunku spółki, lecz osiągnięcie przychodu – stwierdził WSA.

Wyrok jest nieprawomocny.

orzecznictwo

Wyrok WSA w Gdańsku z 14 września 2022 r., sygn. akt I SA/Gd 692/22

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8550925,prezentacja-produktu-koszty-wydatki-na-marketing-i-reklame.html

 5. Zagraniczne spółki to też spółki. Udziały w nich wykluczają estoński CIT

Agnieszka Pokojska | wczoraj, 18:00

Kto ma udziały w podmiotach z siedzibą poza granicami Polski, ten nie może wybrać estońskiego CIT – wyjaśnił dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Spytała o to polska spółka posiadająca udziały w spółkach będących osobami prawnymi, a mających swoje siedziby: w Czechach, w Niemczech, na Słowacji i na Węgrzech. Chciała się upewnić, że nie przekreśla to możliwości wyboru przez nią ryczałtu od dochodów spółek (tzw. estońskiego CIT). Uważała, że w tym wypadku nie ma zastosowania wyłączenie, o którym mowa w art. 28j ust. 1 pkt 5 ustawy o CIT. Przepis ten uniemożliwia opodatkowanie ryczałtem, gdy spółka posiada udziały (akcje) w kapitale innej spółki.

Przekonywała, że podmioty zagraniczne nie spełniają definicji spółki w rozumieniu ustawy o CIT. W art. 4a pkt 21 lit. a tej ustawy odwołano się bowiem wyłącznie do podmiotów utworzonych zgodnie z przepisami prawa polskiego, a jedyny wyjątek przewidziano dla spółki europejskiej.

Nie zgodził się z nią dyrektor KIS. Stwierdził, że użyte w art. 4a pkt 21 ustawy o CIT pojęcie „spółki posiadającej osobowość prawną” nie odnosi się wyłącznie do spółek krajowych. Przepis ten wyraźnie mówi o spółce posiadającej osobowość prawną, w tym także spółce europejskiej – podkreślił organ.

Wyjaśnił, że spółka europejska została tu wskazana jako mieszcząca się w pojęciu spółki posiadającej osobowość prawną, a nie w odrębnej kategorii podmiotów. Dlatego mając udziały w zagranicznych spółkach posiadających osobowość prawną, nie można wybrać estońskiego CIT – podsumował organ. ©℗

Interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 16 września 2022 r., sygn. 0111-KDIB2-1.4010.380.2022.2.AR

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8550915,estonski-cit-zagraniczna-spolka-akcje-udzialy.html

 

Rzeczpospolita

 1. ZUS nie może odmówić zasiłku, gdy było ubezpieczenie

15 września 2022 | Kadry i Płace | rp.pl

Organ rentowy ma prawo do badania, a także kwestionowania podstaw ubezpieczenia, w tym umów o pracę, ponieważ rodzą one skutki w dziedzinie ubezpieczeń społecznych. Jednak w takiej sytuacji to na tym organie spoczywa obowiązek udowodnienia pozorności umowy lub jej sprzeczności z zasadami współżycia społecznego.

Tak wynika z wyroku Sądu Okręgowego w Łodzi z 11 lipca 2022 r. (VIII U 2460/21).

W tej sprawie ZUS stwierdził na początku, że pracownik nie podlegał obowiązkowo ubezpieczeniom: emerytalnemu, rentowym, chorobowemu, wypadkowemu w okresie od 14 czerwca 2021 r. do 13 lipca 2021 r. Zdaniem organu rentowego osoba ta zatrudniła się na okres 30 dni wyłącznie w celach skorzystania ze świadczeń finansowanych z FUS. Działania polegające na podjęciu zatrudnienia przez ubezpieczonego w charakterze pracownika u płatnika składek były spowodowane – zdaniem ZUS – chęcią uzyskania po krótkotrwałym okresie podlegania ubezpieczeniom społecznym zasiłku chorobowego z ubezpieczenia chorobowego oraz stworzenia w ten sposób możliwości kilkumiesięcznej ochrony ubezpieczeniowej finansowanej z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Zdaniem ZUS, jedynym i rzeczywistym celem zawarcia umowy o pracę przez ubezpieczonego nie była chęć podjęcia zatrudnienia i świadczenia pracy, a jedynie zamiar korzystania ze świadczeń po ustaniu ubezpieczenia. A zgłoszenie do ubezpieczeń zostało dokonane w celu uzyskania uprawnień do korzystania z zasiłku chorobowego. Takie działania stanowią obejście obowiązujących przepisów ubezpieczeniowych i w takim stanie faktycznym pracownik nie podlega z tego tytułu ubezpieczeniom społecznym.

Zainteresowany – skarżący – wniósł odwołanie od przedmiotowej decyzji ZUS, chcąc jej zmiany i ustalenia, że w spornym okresie podlegał ubezpieczeniom jako pracownik u płatnika składek. Ze stanu faktycznego wynikało, że rzeczywiście strony zawarły umowę o pracę na okres próbny począwszy od 14 czerwca 2021 r. do 13 września 2021 r. Na jej mocy ubezpieczony został zatrudniony na stanowisku pracownik techniczny w wymiarze czasu pracy 1/1 etatu z wynagrodzeniem zasadniczym w wysokości 2800 zł brutto miesięcznie. U pracodawcy istniało rzeczywiste zapotrzebowanie na pracowników na stanowisko gospodarczo-techniczne, potrzebna była osoba, która dokonywałaby bieżących napraw. Skarżący legitymował się zaświadczeniem kwalifikacyjnym do obsługi urządzeń transportu bliskiego, świadectwami kwalifikacyjnymi uprawniającymi do zajmowania się eksploatacją urządzeń, instalacji i sieci na stanowisku eksploatacji oraz zaświadczeniem uprawniającym do obsługi w kategorii D: dźwigi towarowe i szpitalne.

Skarżący świadczył pracę od 14 czerwca 2021 r., z wyłączeniem weekendów, a pracodawca wypłacił mu wynagrodzenie. Osoba ta pracowała w firmie do 13 lipca 2021 r., kiedy to stosunek pracy ustał w wyniku rozwiązania na mocy porozumienia stron.

Po rozwiązaniu z odwołującym umowy o pracę zawartej na okres próbny, na jego miejsce zatrudniono inną osobę. Natomiast od 19 lipca 2021 r. skarżący stał się niezdolny do pracy z powodu choroby. A ZUS – jak wskazano powyżej – odmówił mu decyzją wypłaty świadczenia. Dlatego skarżący odwołał się do sądu pracy i ubezpieczeń społecznych w Łodzi. Sąd ten uznał, że odwołanie jest zasadne i podzielił stanowisko ubezpieczonego.

Komentarz ekspertki
dr Marcin Wojewódka

radca prawny, Wojewódka i Wspólnicy

W tej sprawie kluczowe jest ustalenie, czy faktycznie skarżący świadczył pracę na rzecz pracodawcy. Jeśli zostałoby to wykazane, to ZUS nie posiada podstaw, by odmówić mu ustalenia podlegania ubezpieczeniom społecznym w spornym okresie od 14 czerwca 2021 r. do 13 lipca 2021 r. Należy przede wszystkim pamiętać, że zgodnie z przepisami ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych pracownicy, tj. osoby pozostające w stosunku pracy, podlegają obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym. Innymi słowy, jeśli ktoś świadczy pracę, za którą otrzymuje wynagrodzenie, to od tego wynagrodzenia należy naliczać składki na ubezpieczenia społeczne.

Obowiązkowi składkowemu po stronie pracownika odpowiada obowiązek organu rentowego (ZUS) wypłaty świadczenia w razie np. choroby pracownika. To z kolei wynika z ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Przepis art. 4 ust. 1 tej ustawy stanowi, że ubezpieczony podlegający obowiązkowo ubezpieczeniu nabywa prawo do zasiłku chorobowego po upływie 30 dni nieprzerwanego ubezpieczenia chorobowego. Czyli jeśli pracownik zachoruje wcześniej, to świadczenia nie otrzyma, ale jeśli spełni wymóg 30 dni, to powinien je otrzymać jak najbardziej. Jak natomiast wynika ze stanu faktycznego, w komentowanym przypadku organ rentowy podważał skuteczność umowy o pracę zawartej na okres próbny. To badanie czy kwestionowanie jest uprawnieniem organu rentowego. Ale nie zawsze ZUS musi mieć rację. Tak też było w tym przypadku.

Z dorobku orzecznictwa Sądu Najwyższego wynika, że w takiej sytuacji to na organie rentowym spoczywa obowiązek udowodnienia pozorności umowy o pracę lub jej sprzeczności z zasadami współżycia społecznego, w myśl art. 6 kodeksu cywilnego. Ze stanu faktycznego wynika, że ZUS w żaden sposób nie udowodnił, iż zakwestionowana przez niego umowa o pracę miała charakter pozorny, a strony działały wyłącznie w celu nabycia prawa do wypłaty świadczeń z ubezpieczeń społecznych. Co więcej sprawdzenie, czy zostały tu spełnione przesłanki istnienia stosunku pracy oraz jego faktycznego wykonywania, potwierdza, że skarżący osobiście świadczył pracę podporządkowaną pracodawcy (pod kierownictwem pracodawcy) w sposób ciągły, odpłatny, na rzecz i ryzyko pracodawcy. Wskazuje to, że w spornym okresie wykonywał na rzecz pracodawcy umówioną pracę. Skoro zaś wykazano faktyczne świadczenie pracy przez ubezpieczonego, nie ma podstaw, by odmówić mu ustalenia podlegania ubezpieczeniom społecznym w spornym okresie od 14 czerwca 2021 r. do 13 lipca 2021 r.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480514-ZUS-nie-moze-odmowic-zasilku-gdy-bylo-ubezpieczenie.html#.Yyro6-xBxhF

 2. Osoba na B2B sama rozlicza nieodpłatne świadczenia

19 września 2022 | Podatki i księgowość | Monika Pogroszewska

Spółka przyznająca benefity współpracownikom prowadzącym działalność gospodarczą nie pełni obowiązków płatnika. Kontraktor samodzielnie zapłaci podatek.

Nieodpłatne świadczenia dla osób zatrudnionych na umowę o pracę to już norma. Pracownik ma wówczas przychód, od którego płatnik pobiera zaliczkę na PIT. Co w sytuacji, gdy spółka przyznaje benefity osobom, które prowadzą własną działalność gospodarczą i współpracują z nią na podstawie umów B2B? Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z 2 września 2022 r. (0114-KDIP2-2.4011.544. 2022.1.RK) uznał, że współpracownik ma wówczas przychód z działalności gospodarczej, a spółka nie pełni obowiązków płatnika.

Taką odpowiedź otrzymała spółka, która oferuje swoim pracownikom, zatrudnionym na postawie umowy o pracę, wiele nieodpłatnych i częściowo odpłatnych benefitów pozapłacowych takich jak: karta lunchowa lub karta podarunkowa, prywatna opieka medyczna, ubezpieczenie na życie, paczki świąteczne, dofinansowanie nauki języków obcych oraz kursów i szkoleń, dofinansowanie komunikacji miejskiej. Rozważa też nieodpłatne przekazanie niektórych benefitów osobom fizycznym prowadzącym samodzielną działalność gospodarczą, współpracującym z nią na podstawie umów o współpracę (umowy B2B). Celem jest zapewnienie dobrej współpracy, zwiększenie lojalności oraz motywacji.

Wartość niewykazana na fakturze
Spółka wyjaśniła, że kontraktorzy nie są i nie będą zatrudnieni przez spółkę na podstawie umowy o pracę przez cały okres, kiedy są lub będą stroną umów B2B. Nieodpłatnie przekazane benefity nie będą częścią umów B2B oraz wynagrodzenia z tytułu wykonanych na podstawie tych umów usług, a kontraktorzy nie będą powiększać wynagrodzenia za swoje usługi wykonywane na rzecz spółki o wartość benefitów. Spółka będzie im przekazywać informacje na temat wartości przekazanych świadczeń.

Współpracownicy wystawiają i będą wystawiać na rzecz spółki faktury z wynagrodzeniem ustalonym na podstawie umów B2B. Wnioskodawca wypłaca im całość wynagrodzenia wskazanego na danej fakturze w kwocie powiększonej o VAT (w kwocie brutto). Nie występuje z tego tytułu w roli płatnika oraz nie przygotowuje i nie wysyła jakiejkolwiek deklaracji lub innej informacji przewidzianej przez przepisy podatkowe. Traktuje takie wynagrodzenie jako przychód z prowadzanej przez kontraktorów pozarolniczej działalności gospodarczej, który rozliczają samodzielnie.

Wątpliwość spółki dotyczyły rozliczenia podatku z tego tytułu. Spytała czy musi jako płatnik potrącać zaliczki na podatek z tytułu benefitów oraz przygotować jakiekolwiek deklaracje, formularze lub inne informacje dotyczące podatku dochodowego, np. PIT-11.

Tak jak inne przychody z biznesu
Dyrektor KIS zgodził się, że nie. Orzekł, że osoby otrzymujące od niej nieodpłatne benefity mają przychód z działalności gospodarczej. Zgodnie z art. 14 ust. 2 pkt 8 ustawy o PIT, przychodem z działalności gospodarczej jest również wartość otrzymanych świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń.

„Wartość nieodpłatnych świadczeń udzielanych przez spółkę osobom fizycznym, prowadzącym samodzielną działalność gospodarczą – z którymi spółka zawrze kontrakty B2B – stanowi dla tych osób przychód z tej działalności gospodarczej, stosownie do art. 14 w związku z art. 10 ust. 1 pkt 3 ustawy o PIT” – stwierdził dyrektor KIS.

Oznacza to, że przychody takie podlegają opodatkowaniu na tych samych zasadach, jak pozostałe przychody z działalności gospodarczej prowadzonej przez te osoby. Podatnicy uzyskujący dochody ze źródła przychodów jakim jest pozarolnicza działalność gospodarcza sami muszą opodatkować te dochody.

Dyrektor KIS przypomniał też, ustawa przewiduje dwa „tryby” zapłaty czy poboru podatku dochodowego od osób fizycznych:

∑ tzw. samoobliczenie (samowymiar) i zapłatę podatku przez podatnika oraz

∑ obliczenie i pobór podatku przez płatnika.

Żaden z przepisów nie nakłada jednak na dany podmiot obowiązków płatnika, jeśli podatnicy uzyskują od niego przychody z prowadzonej przez tych podatników działalności gospodarczej. Co więcej, ustawodawca wskazał wprost w art. 41 ust. 2 ustawy o PIT, że płatnicy nie są obowiązani do poboru zaliczek od należności z tytułów, o których mowa w art. 13 pkt 2 i 8, jeżeli podatnik złoży oświadczenie, że wykonywane przez niego usługi wchodzą w zakres prowadzonej działalności gospodarczej, o której mowa w art. 10 ust. 1 pkt 3.

W przypadku podatników prowadzących własną działalność gospodarczą nie ma więc znaczenia, czy po ich stronie powstaje przychód. Spółka i tak nie będzie musiała pobierać i odprowadzać zaliczki na podatek. Przepisy dotyczące obowiązków płatnika – stanowiące wyłom od zasady samoopodatkowania – nie dotyczą przychodów ze źródła, którym jest pozarolnicza działalność gospodarcza.

„Spółka, jako płatnik nie będzie zobowiązana do potrącania zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych z tytułu benefitów, które mogą być nieodpłatnie przekazywane kontraktorom, i w konsekwencji nie będzie zobowiązana do przygotowania i wysłania jakichkolwiek deklaracji, formularzy lub innych informacji dotyczących podatku dochodowego od osób fizycznych z tytułu benefitów, które mogą być nieodpłatnie przekazane kontraktorom” – stwierdził dyrektor KIS.

Podstawa prawna:

∑ art. 10 ust. 1 pkt 3, art. 14 ust. 2 pkt 8 i art. 41 ust. 2 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (tekst jedn. Dz.U. z 2021 r., poz. 1128 ze zm.)

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480701-Osoba-na-B2B-sama-rozlicza-nieodplatne-swiadczenia.html#.YyrpQuxBxhF

 3. Nie ma zakładu, nie ma dokumentacji cen transferowych

19 września 2022 | Podatki i księgowość | Piotr Szeliga

Działania polegające na nabyciu w Polsce, wynajmie i eksploatacji nieruchomości oraz zarządzaniu nimi, nie powodują obowiązku sporządzenia dokumentacji cen transferowych .

Tak uznał dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej z 30 czerwca 2022 r. (0111-KDIB1-2.4010.162.2022.2.BD).

Wniosek o wydanie interpretacji indywidualnej złożyła spółka, której forma prawna jest zbliżona do polskiej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, będąca niemieckim rezydentem podatkowym z siedzibą w Niemczech, podlegająca opodatkowaniu podatkiem dochodowym w Niemczech od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania (dalej: wnioskodawca). Działalność wnioskodawcy polega na zarządzaniu niemieckimi funduszami inwestycyjnymi (nieposiadającymi osobowości prawnej) dysponującymi nieruchomościami położonymi w Polsce. Fundusze prowadzą działalność inwestycyjną, lokując kapitał wyłącznie na rynku nieruchomości.

Wnioskodawca, w imieniu funduszy którymi zarządza, nabył cztery nieruchomości na terytorium Polski i osiąga w Polsce dochody z tytułu wynajmu powierzchni tych nieruchomości. W związku z prowadzoną działalnością wnioskodawca jest zarejestrowany w Polsce jako czynny podatnik VAT i podlega ograniczonemu obowiązkowi podatkowemu.

Za bieżące zarządzanie nieruchomościami odpowiedzialni są niezależni przedstawiciele (tzw. property managerowie), którzy wykonują te funkcje w ramach outsourcingu. Zarządzający nieruchomościami nie są odpowiedzialni za proces wynajmu i poszukiwanie potencjalnych najemców, gdyż ta kwestia jest kluczowym przedmiotem działań wnioskodawcy, włączając w to określenie warunków finansowych oraz prowadzenie negocjacji z potencjalnymi najemcami. Kluczowe decyzje finansowe w odniesieniu do nieruchomości podejmowane są na terenie Niemiec, a wnioskodawca nie ma na terytorium Polski biura ani nie zatrudnia żadnych pracowników.

Zdaniem wnioskodawcy, ani podejmowane przez niego działania, ani wszelkie okoliczności nie kreują zagranicznego zakładu na terenie Polski, a tym samym nie powinien on podlegać obowiązkowi stosowania przepisów w zakresie cen transferowych, włączając w to obowiązek sporządzania dokumentacji cen transferowych zgodnie z ustawą o CIT. Wnioskodawca w uzasadnieniu swojego stanowiska odwołał się do umowy zawartej pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec w sprawie unikania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i od majątku podpisanej w Berlinie 14 maja 2003 r. (dalej: UPO) oraz Modelowej Konwencji w sprawie podatku od dochodu i majątku wraz z Komentarzem (dalej: Modelowa Konwencja OECD).

Wnioskodawca posiada co prawda na terytorium Polski nieruchomości stanowiące aktywa, które mają stały charakter, ale nie sposób uznać, że stanowią one jego stałą placówkę. Przez posiadane nieruchomości w Polsce wnioskodawca nie prowadzi bowiem działalności gospodarczej zbieżnej z działalnością prowadzoną na terytorium Niemiec, nie posiada na terytorium Polski biura, nie zatrudnia pracowników, a zarządzanie ww. nieruchomościami zleca podmiotom trzecim na podstawie stosownych umów. Ponadto, wszystkie czynności decyzyjne są wykonywane z terytorium Niemiec.

Wnioskodawca w uzasadnieniu swojego stanowiska stwierdził, że na podstawie obowiązujących przepisów prawa podatkowego nie posiada on zakładu zagranicznego w Polsce i nie jest on obowiązany do stosowania przepisów w zakresie cen transferowych, w tym do sporządzenia dokumentacji cen transferowych.

Dyrektor KIS zgodził się ze stanowiskiem wnioskodawcy. W ślad za wnioskodawcą, organ przywołał w uzasadnieniu art. 3 ust. 3 oraz ust. 5 ustawy o CIT, potwierdzając, że uzyskiwanie dochodów w Polsce za pośrednictwem zakładu zagranicznego przedsiębiorcy prowadzi do powstania źródła przychodów w Polsce, które powinny być opodatkowane na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Biorąc jednak pod uwagę opisane zdarzenie przyszłe i obowiązujące w tym zakresie przepisy prawa podatkowego, w szczególności art. 5 oraz art. 7 UPO, organ stwierdził, że aby placówka mogła stać się zakładem, przedsiębiorstwo musi prowadzić własną działalność całkowicie lub częściowo za jej pośrednictwem. Odnosząc się do Komentarza do Modelowej Konwencji OECD (art. 5 pkt 2, 4.6 oraz 10), organ uznał, że działania podejmowane przez wnioskodawcę polegające na nabyciu, wynajmie i eksploatacji nieruchomości oraz zarządzaniu tymi nieruchomościami, mające na celu realizację przychodów (dochodów) z nieruchomości położonych w Polsce, nie kreują zagranicznego zakładu dla wnioskodawcy. Organ zauważył, że w rozpatrywanej sprawie potencjalnie mógłby znaleźć zastosowanie obowiązek sporządzenia dokumentacji cen transferowych na podstawie art. 11a ust. 1 pkt 4 lit. d ustawy o CIT, jednak mając na uwadze okoliczność, że na terytorium Polski nie powstanie zagraniczny zakład wnioskodawcy w związku z podejmowanymi przez niego działaniami, wnioskodawca nie będzie zobowiązany do stosowania przepisów w zakresie cen transferowych.

Piotr Szeliga

menedżer w Zespole Cen Transferowych EY

Stanowisko dyrektora KIS należy ocenić pozytywnie. Przepisy o cenach transferowych precyzyjnie określają zakres podmiotowy, gdyż mają zastosowanie do osób fizycznych, osób prawnych lub jednostek organizacyjnych niemających osobowości prawnej oraz zagranicznych zakładów. W przedstawionej sytuacji wnioskodawca jest podmiotem prawa niemieckiego i nie posiada zagra- nicznego zakładu w Polsce, więc nie wpisuje się w zakres podmiotowy krajowych przepisów o cenach transferowych.

Kluczowym zagadnieniem omawianej interpretacji była kwestia ustalenia powstania zakładu zagranicznego na terytorium Polski, gdyż to właśnie ona warunkowała potencjalne obowiązki wnioskodawcy w zakresie cen transferowych.

Regulacje dotyczące przesłanek znajdują się zarówno w krajowych ustawach o podatkach dochodowych, jak i w umowach o unikaniu podwójnego opodatkowania zawartych przez Polskę z odpowiednimi państwami. Zapisy umów o unikaniu podwójnego opodatkowania powinny być interpretowane przez pryzmat Komentarza do Modelowej Konwencji, które dostarczają praktycznych wskazówek w wykładni elementów definicji zakładu.

Analiza czy w konkretnym przypadku mamy do czynienia z zakładem, stanowi kompleksową, zindywidualizowaną i wielopłaszczyznową analizę całokształtu okoliczności faktycznych i prawnych. Niekiedy zbyt ogólne zapisy umowne z kontrahentami, które z pozoru nie powinny budzić obaw ze względu na to, że występują w powszechnym obrocie gospodarczym lub przyznanie pośrednikom zbyt szerokich kompetencji, mogą prowadzić do sporu z organem czy podmiot zagraniczny posiada zakład w Polsce. Biorąc pod uwagę istotne konsekwencje na gruncie ustaw o podatkach dochodowych wynikające z uznania, że w danej sytuacji mamy do czynienia z zakładem zagranicznym, warto rozważyć zabezpieczenie pozycji podatkowej występując z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej, korzystając z pomocy doświadczonych doradców podatkowych.

Współautorami komentarza są:

Monika Mieloszyńska – starszy konsultant w Zespole Cen Transferowych EY oraz

Michał Niemczal – konsultant w Zespole Cen Transferowych EY

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480694-Nie-ma-zakladu-nie%C2%A0ma%C2%A0dokumentacji-cen%C2%A0transferowych.html#.YyrpjuxBxhF

 4. Duża kwota z cudzego konta długu nie wygasi

20 września 2022 | Prawo co dnia | Aleksandra Tarka

Zapłata podatku z rachunku kogoś innego niż podatnik jest możliwa, ale tylko do 1000 zł. Powyżej będzie nieskuteczna i to bez względu na to, do kogo należą środki.

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną spółki, która spierała się z fiskusem o wszczętą w stosunku do niej egzekucję.

Chodziło o prawie 70 tys. zł zaległego VAT za wrzesień 2017 r. Co prawda cała kwota trafiła do fiskusa, ale została przelana z konta innej firmy. Fiskus nie uznał jej za skuteczną. Poinformował spółkę, że jej dług nie wygasł, bo zgodnie z art. 62b ordynacji podatkowej zapłata podatku przez inny podmiot jest możliwa tylko wówczas, gdy kwota podatku nie przekracza 1000 zł. W konsekwencji upomniał się o cały dług, a ponieważ spółka go nie uregulowała, wystawił tytuł wykonawczy i już jako organ egzekucyjny podjął kroki w celu jego przymusowego wyegzekwowania.

W grudniu 2017 r. spółka złożyła zarzuty w sprawie prowadzenia egzekucji administracyjnej. Wskazała, że przed wszczęciem egzekucji zobowiązanie wygasło poprzez zapłatę. Tym samym sformułowała zarzut nieistnienia dochodzonego obowiązku ze względu na jego wcześniejsze dobrowolnie wykonanie.

W ocenie spółki wpłaty podatku dokonywane z rachunku bankowego innej firmy należy uznać za dokonywane faktycznie przez podatnika. Bo choć skuteczna zapłata podatku może być dokonana, co do zasady, wyłącznie przez podatnika, to w świetle w orzecznictwa osoba trzecia może dokonać skutecznie zapłaty podatku jako tzw. wyręczyciel. Dzieje się tak, gdy wyręczający dysponuje środkami podatnika i wpłata to tylko czynność techniczna.

Spółka podkreślała, że wyręczenie w jej przypadku wynika nie tylko z faktu zawarcia umowy o obsługę jej zobowiązań, ale też zajęcia wszystkich jej rachunków. Niemniej wszystkie wpłaty były za jej wiedzą i zgodą, z jej środków.

Ta argumentacja nie przekonała ani fiskusa, ani Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi. Oddalając skargę spółki, WSA zgodził się, że obecne przepisy dopuszczają zapłatę podatku przez inny podmiot, ale z ograniczeniem do 1000 zł.

Tak samo uznał NSA. Zgodził się, że orzecznictwo zajmowało się problemem wygaśnięcia zobowiązania wskutek wpłaty przez inny podmiot. Została nawet podjęta uchwała siedmiu sędziów NSA z 26 maja 2008 r. (I FPS 8/07), w uzasadnieniu której dopuszczono możliwość wygaśnięcia długu, gdy wpłacający działa jako posłaniec ze środków powierzonych przez podatnika. Skarżąca to akcentuje, ale sytuacja się zmieniła.

Jak bowiem zauważył sędzia NSA Wojciech Stachurski, od 1 stycznia 2016 r. w życie wszedł art. 62b ordynacji podatkowej. Przepis ten ściśle wskazuje na przypadki, kiedy zapłata podatku może nastąpić przez inny podmiot. Przy czym pojawia się w nim dodatkowy warunek, tj. że kwota podatku nie powinna przekraczać 1000 zł. W ocenie NSA niezależnie od tego, czy sporna wpłata ponad 68 tys. zł pochodziła ze środków podatnika czy też nie, to nie spełniała wymogu kwotowego wynikającego obecnie wprost z ordynacji podatkowej. Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: III FSK 770/21.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480886-Duza-kwota-z-cudzego-konta-dlugu-nie-wygasi.html#.Yyrpy-xBxhG

 5. PIT dopiero po przekroczeniu limitu zwolnienia

21 września 2022 | Administracja – Orzecznictwo | Przemysław Wojtasik

Jeśli pracownikowi urzędu gminy przysługuje ulga dla seniorów, jego przychód do 85 528 zł rocznie jest nieopodatkowany.

Polski Ład wprowadził kilka nowych zwolnień z PIT, m.in. dla osób w wieku emerytalnym (kobiety po sześćdziesiątce, mężczyźni po ukończeniu 65 lat). Jeśli nadal pracują i nie pobierają świadczeń emerytalnych, nie zapłacą PIT od przychodu do 85 528 zł rocznie. Pracodawca nie musi więc potrącać im zaliczki na podatek. Ten obowiązek ma dopiero po przekroczeniu limitu.

O zasadach rozliczenia wynagrodzenia seniorów mówi interpretacja dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 9 września 2022 r. (nr 0114-KDIP3-2.4011.680. 2022.1.AC).

Pracowniczka zatrudniona przez urząd gminy ukończyła 60 lat. Uzyskała uprawnienia emerytalne. Nadal jednak pracuje i nie pobiera emerytury. Złożyła oświadczenie o spełnieniu warunków do korzystania ze zwolnienia z podatku, o którym mowa w art. 21 ust. 1 pkt 154 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Urząd stosuje więc ulgę. Przychód pracowniczki będzie jednak wyższy niż limit zwolnienia, czyli 85 528 zł.

Jak liczyć podatek po przekroczeniu tej kwoty? Urząd przedstawił dwa warianty. Pierwszy – nie uwzględnia przychodów zwolnionych, liczy więc 12-proc. podatek od zera, a wyższą stawkę (32 proc.) zastosuje dopiero po przekroczeniu 120 tys. zł rocznego dochodu. Drugi – uwzględnia przychody zwolnione przy obliczaniu kwoty granicznego dochodu (po której przekroczeniu obowiązuje wyższy PIT).

Fiskus opowiedział się za pierwszym rozwiązaniem. „Przy obliczaniu wysokości dochodu uzyskanego od początku roku należy pominąć przychody objęte ulgą. Nie mają one znaczenia przy ustalaniu, czy osiągnięty dochód przekroczył próg skali podatkowej – 120 tys. zł, od którego płatnik rozpoczyna pobór zaliczek na PIT według wyższej stawki – 32 proc. Należy brać pod uwagę wyłącznie dochody ze stosunku pracy, które podlegają opodatkowaniu” – czytamy w interpretacji.

Skarbówka przypomniała też, że do dochodów, które są opodatkowane (czyli liczonych od przychodów przekraczających limit), ma zastosowanie kwota wolna od PIT w wysokości 30 tys. zł rocznie.

Potwierdza to też Ministerstwo Finansów w poradniku dla seniorów, w którym czytamy: „Jeśli przekroczysz limit ulgi, do dochodów podlegających opodatkowaniu według skali zastosujesz kwotę wolną od PIT w wysokości 30 tys. zł”.

Zwolnienie z podatku dostali też pracownicy mający czwórkę bądź więcej dzieci (stanowi o tym art. 21 ust. 1 pkt 153 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych). Przysługuje także wtedy, gdy czwarte dziecko urodzi się w trakcie roku.

Natomiast art. 21 ust. 1 pkt 152 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych daje ulgę tym, którzy wrócili do Polski po 31 grudnia 2021 r. Zwolnienie przysługuje przez cztery lata.

Wszystkie trzy preferencje (dla seniorów, rodziców i wracających z emigracji) mają wspólny limit. Suma zwolnionych z PIT przychodów nie może przekroczyć 85 528 zł rocznie.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480786-PIT-dopiero-po-przekroczeniu-limitu-zwolnienia.html#.Yyrp-uxBxhF

 

PZP | Prasówka | 21 września 2022 r.

Prawo

Oferta w przetargu tylko na piśmie, albo transkrypcja nagrania

Konrad Dyda | Data dodania: 20.09.2022

Postępowanie o udzielenie zamówienia prowadzi się – co do zasady – pisemnie. To zaś wyklucza możliwość składania wymaganej dokumentacji w formie innej, niż tekstowa. Nadal zasadnicze znaczenie ma tekst – choć składany w formie elektronicznej. Obecnie obowiązujące przepisy dopuszczają składanie wymaganych dokumentów, sporządzonych jako transkrypcja nagrania.

Elektronizacja zamówień publicznych bez wątpienia stanowi ważny krok naprzód w dostosowaniu standardów udzielania zamówień do współczesnej rzeczywistości cyfrowej. Jednak nie oznacza to, że wszystko, co „elektroniczne” może zostać wykorzystane do komunikacji pomiędzy zamawiającym a potencjalnymi wykonawcami. Obowiązujące prawo zamówień publicznych łączy w sobie formę elektroniczną z pisemnym prowadzeniem postępowania. To zaś oznacza, że nadal liczy się przede wszystkim tekst, a nie np. nagranie czy komunikacja wizualna.

Pisemnie, czyli jak?
Zgodnie z art. 20 ust. 1 ustawy z 11 września 2019 roku – Prawo zamówień publicznych (tj. Dz.U. z 2021 r., poz. 1129), postępowanie o udzielenie zamówienia, z zastrzeżeniem wyjątków przewidzianych w ustawie, prowadzi się pisemnie. Warto zaznaczyć, że sformułowanie „prowadzi się pisemnie” nie oznacza tego samego, co „w formie pisemnej”. Jak wiadomo aktualnie zasadą jest prowadzenie postępowań zmierzających do udzielenia zamówienia publicznego w formie elektronicznej, co z kolei właściwie wyklucza przesyłanie papierowej dokumentacji pomiędzy zamawiającym a potencjalnymi wykonawcami. Trudno mieć wątpliwości, że postawienie równoległego obowiązku prowadzenia postępowań w formie pisemnej i elektronicznej zupełnie mijałoby się z celem.

Dlatego w obowiązującym prawie zamówień publicznych ustawodawca zmodyfikował kwestię pisemności postępowania. Otóż z faktu, że toczy się ono w formie elektronicznej nie można wyprowadzać wniosku, że komunikacja w postępowaniu może być prowadzona w jakikolwiek sposób mieszczą się w szerokiej gamie środków komunikacji elektronicznej. W końcu postępowanie prowadzi w formie elektronicznej, a jednocześnie pisemnie. Pojęcie „pisemności” zostało zaś zdefiniowane przez ustawodawcę w art. 7 pkt 16 Prawa zamówień publicznych, zgodnie z którym oznacza ono sposób wyrażenia informacji przy użyciu wyrazów, cyfr lub innych znaków pisarskich, które można odczytać i powielić, w tym przekazywanych przy użyciu środków komunikacji elektronicznej. Chociażby z tego względu oferta – a właściwie jakikolwiek inny dokument wymagany w postępowaniu – nie może zostać nagrana czy przedstawiona w sposób wizualny. Liczy się tylko postać tekstowa dokumentacji.

A co z transkrypcją?
W tym miejscu pojawia się problem transkrypcji nagrania na tekst. Co prawda tego rodzaju zabieg – zwłaszcza biorąc pod uwagę bardziej rozbudowane postępowania – mógłby być trudny do przeprowadzenia, zwłaszcza w taki sposób, aby dokument spełniał standardy czytelności, jednak nie jest on niemożliwy. W momencie sporządzenia transkrypcji powstaje tekst, wyrażający określone treści „przy użyciu wyrazów, cyfr lub innych znaków pisarskich” – a więc pisemnie. Tym samym na gruncie obowiązujących przepisów składanie wymaganych dokumentów, sporządzonych jako transkrypcja nagrania, jest dopuszczalna.

Wyjątki od reguły
Od każdej reguły istnieją wyjątki – nie inaczej jest w przypadku omawianej tu zasady pisemności. Kluczowe znaczenie w tym zakresie ma art. 63 ust. 1 Prawa zamówień publicznych, zgodnie z którym w postępowaniu o udzielenie zamówienia lub konkursie o wartości równej lub przekraczającej progi unijne ofertę, wniosek o dopuszczenie do udziału w postępowaniu o udzielenie zamówienia lub w konkursie, wniosek, o którym mowa w art. 371 ust. 3, oraz oświadczenie, o którym mowa w art. 125 ust. 1, składa się, pod rygorem nieważności, w formie elektronicznej. Natomiast w postępowaniu o udzielenie zamówienia lub w konkursie o wartości mniejszej, niż progi unijne, dokumenty te – oczywiście za wyjątkiem wniosku o dopuszczenie do udziału w systemie kwalifikowania wykonawców – mogą zostać złożone w formie elektronicznej lub w postaci elektronicznej opatrzonej podpisem zaufanym lub podpisem osobistym.

https://www.prawo.pl/biznes/czy-oferte-w-zamowieniach-publicznych-mozna-nagrac,517083.html

 

Portal ZP

 1. To wykonawca musi udowodnić zgodność swojej oferty z treścią SWZ

Agata Hryc-Ląd | Dodano: 20 września 2022

Kluczowe jest, aby wykonawca składając wyjaśnienia, dołożył należytej staranności. To na podstawie tych wyjaśnień zamawiający podejmuje bowiem ostateczną decyzję co do zgodności oferty z warunkami zamówienia i o jej ewentualnym odrzuceniu (wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 29 czerwca 2022 r.; sygn. akt KIO 1549/22).

Zgodnie z poprzednim stanem prawnym zamawiający odrzucał ofertę, jeżeli jej treść nie odpowiadała treści SIWZ, z zastrzeżeniem art. 87 ust. 2 pkt 3 starej ustawy Pzp. Jak wskazuje się konsekwentnie w orzecznictwie, niezgodność treści oferty z treścią SIWZ, która stanowi obligatoryjną przesłankę odrzucenia oferty w postępowaniu o udzielenie zamówienia zachodzi, gdy zawartość merytoryczna złożonej w danym postępowaniu oferty nie odpowiada ukształtowanym przez zamawiającego i zawartym w SIWZ wymaganiom. To zamawiający określa wymagania zarówno w odniesieniu do świadczenia, które zamawia, jak i w odniesieniu do zakresu i sposobu konkretyzacji oświadczenia woli składanego przez wykonawcę. Warto pamiętać, że oświadczenie to jest podstawą dla oceny zgodności treści złożonej oferty z merytorycznymi wymaganiami opisu przedmiotu zamówienia.

Oferowany przez wykonawcę produkt powinien być zgodny z ustalonymi w SIWZ wymogami, a oświadczenia i dokumenty składane przez wykonawcę następnie w toku postępowania o udzielenie zamówienia na wezwanie zamawiającego powinny pozostawać spójne z oświadczeniem woli wykonawcy złożonym w ofercie.

W przypadku powstania u zamawiającego wątpliwości co do zgodności treści oferty z treścią SIWZ, zadaniem wykonawcy, w odpowiedzi na wezwanie podmiotu zamawiającego, jest wykazać w sposób jednoznaczny tę zgodność. W tym celu wykonawca ma możliwość korzystania z dowolnych środków dowodowych. Zasada ta zachowuje aktualność również pod rządami nowej ustawy Pzp.

https://www.portalzp.pl/nowosci/to-wykonawca-musi-udowodnic-zgodnosc-swojej-oferty-z-trescia-swz-28305.html

 2. Masz wątpliwości dotyczące oferty? Skorzystaj z wyjaśnień zgodnych z art. 223 ust. 1 ustawy Pzp

Agata Hryc-Ląd | Dodano: 19 września 2022

Zamawiający nie może formułować zarzutów dotyczących technicznych oraz formalnych aspektów oferty, nie wskazując żadnej podstawy własnych twierdzeń lub wątpliwości. Obowiązkiem zamawiającego jest przy tym rozwiewać wszelkie wątpliwości w drodze wyjaśnień składanych przez wykonawcę, a nie poprzez lekturę nieujawnionych materiałów internetowych. Zaniechanie w tym zakresie spowodowało przedwczesność czynności odrzucenia oferty (wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 30 czerwca 2022 r. sygn. akt KIO 1541/22).

W badanej sprawie uzasadnienie czynności uniemożliwiało pełne odniesienie się do twierdzeń zamawiającego, ponieważ nie wiadomo, na jakiej podstawie je sformułowano. Zamawiający prawdopodobnie bazował na informacjach internetowych. Przy czym nie jest jasne, na jakich informacjach oraz czy były one aktualne.

Bezpodstawne i sprzeczne z SWZ było również nadawanie większej mocy dowodowej informacjom pozyskanym przez zamawiającego „na własną rękę” z Internetu niż dokumentom pochodzącym od producenta i żądanym właśnie w tym celu przez zamawiającego w SWZ.

Zgodnie z decyzją zamawiającego wykonawcy nie byli zobowiązani załączać do oferty ani przedkładać na jego wezwanie żadnych dodatkowych informacji, opisów, katalogów, specyfikacji technicznych lub innych dokumentów potwierdzających spełnienie przez zaoferowane dostawy wymagań wskazanych w SWZ.

https://www.portalzp.pl/nowosci/masz-watpliwosci-dotyczace-oferty-skorzystaj-z-wyjasnien-zgodnych-z-art.-223-ust.-1-ustawy-pzp-28302.html

 

Rynek Infrastruktury

Zniesienie zakazu potrącania kar umownych – w interesie…wykonawców?

art. sponsorowany | źródło: Rynek Infrastruktury | 12.09.2022

Z dniem 24 sierpnia 2022 r. przestał obowiązywać dotychczasowy zakaz potrącania kar umownych w zamówieniach publicznych wprowadzony na mocy art. 15r (1) specustawy covidowej. Co oznacza powrót do poprzednich regulacji, jakie skutki może nieść dla Wykonawców i – przede wszystkim – jak bronić się przed sankcjami

Dotychczasowe regulacje

Tytułem przypomnienia – obowiązujący uprzednio art. 15r (1) specustawy covidowej był regulacją chroniącą wykonawców w okresie epidemii COVID-19 (oraz 90 dni po jej odwołaniu) i zakazującą zamawiającym:
1) potrącania kar umownych za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy z wynagrodzenia wykonawcy lub z innych jego wierzytelności oraz
2) dochodzenia zaspokojenia z zabezpieczenia należytego wykonania umowy
– o ile zdarzenie, w związku z którym zastrzeżono tę karę, nastąpiło w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii.

Przedmiotową regulację należało uznać za próbę poprawienia – i tak niezwykle trudnej – rynkowej sytuacji wykonawców. W uzasadnieniu ustawy wskazano m.in., że:
„Proponowane rozwiązanie przyczyni się do ograniczenia obciążeń finansowych wykonawców w okresie walki ze skutkami COVID-19, a w konsekwencji do zwiększenia ich zasobów finansowych.”

Funkcjonowanie wskazanego zakazu w istocie wpłynęło pozytywnie na kondycję przedsiębiorców zmagających się z rosnącymi problemami i dawało nadzieję na odroczenie dodatkowych obciążeń do momentu, w którym sytuacja na rynku ulegnie przynajmniej częściowej stabilizacji.

Nagła zmiana

Opisywane warunki uległy jednak nagłej i diametralnej zmianie wraz z wydaniem dnia 5.8.2022 r. ustawy o zmianie ustawy o Rządowym Funduszu Rozwoju Dróg oraz niektórych innych ustaw (dalej: Ustawa).
Ustawodawca postanowił znieść obowiązujący zakaz wraz z dniem 24.08.2022 r. – bez żadnego vacatio legis. Z dnia na dzień doszło zatem do radykalnego pogorszenia sytuacji wykonawców zagrożonych karami umownymi.

Na szczególną uwagę zasługuje uzasadnienie ustawy, w którym czytamy, że zakaz z art. 15r (1) został zniesiony m.in. w interesie…wykonawców. Ustawodawca nie rozwinął jednak tej myśli, wskazując dalej, iż
„Projektowane regulacje są zgodne z postulatami zamawiających i banków, którzy od samego początku sygnalizowali problemy wynikające ze stosowania art. 15r1 ustawy i postulowali jego zmianę lub uchylenie.”

Uzasadnianie zmian w kontekście zamówień publicznych interesem banków należy uznać za szczególnie osobliwe i trudne do wytłumaczenia. Nieprzekonujące jest również powoływanie się na dobro zamawiających, których pozycja i tak jest znacznie silniejsza aniżeli wykonawców, którzy ponoszą gros ryzyk związanych z realizacją zamówień.

Stanowisko ustawodawcy należy ocenić jako spory krok w tył, jeśli chodzi poprawę – i tak napiętych już – relacji z wykonawcami. Wprowadzony zakaz dokonywania potrąceń odczytywano jako wyciągnięcie ręki do uczestników rynku i wsparcie ich w tym trudnym okresie. Powrót do dawnych reguł, zwłaszcza tak niespodziewany i gwałtowny, z pewnością przyczyni się do pogłębienia istniejących podziałów.

Co z wykonawcami?

Konsekwencje uchylenia obowiązującego zakazu mogą być dla wykonawców dotkliwe, bowiem:
– zamawiający może skorzystać z ułatwionej ścieżki dochodzenia swoich należności – kary umowne (również te sporne) mogą być potrącane bowiem automatycznie
– w przypadku braku wypłaty całości wynagrodzenia wykonawca będzie musiał dochodzić jego zapłaty na drodze sądowej, która jest ścieżką długotrwałą i kosztowną.

Uchylenie zakazu może wpłynąć zatem znacząco na pogorszenie lub nawet utratę płynności finansowej wykonawców

Niewielkim pocieszeniem dla wykonawców może być fakt, że potrącanie kar umownych nie będzie jednak możliwe od razu.

Ustawodawca wprowadził bowiem kalendarz określający terminy, od których możliwe jest dokonanie potrąceń oraz dochodzenie zaspokojenia roszczeń o zapłatę kary umownej z zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Terminy te są uzależnione od daty powstania zdarzenia, które uzasadnia naliczenie kary umownej i kształtują się następująco:

Jak się zabezpieczyć?

Należy liczyć się z ryzykiem, że wraz ze zniesieniem zakazu potrąceń, zamawiający – których budżety nie są obecnie w najlepszej kondycji – będą niezwłocznie korzystać z przyznanych im uprawnień.

Co należy zrobić w takiej sytuacji? Warto przede wszystkim podjąć następujące kroki:
– przygotuj się do ewentualnego sporu z zamawiającym – przeanalizuj, w jakich kontraktach doszło do naliczenia kar umownych w okresie obowiązywania covidowego zakazu ich potrącania
– dokonaj analizy zapisów umownych w zakresie kar – przesłanek do ich naliczania, wysokości kar, sposobów ich egzekwowania
– dokumentuj przebieg zdarzeń w zakresie spornych okoliczności, celem wykazania braku podstaw do obciążania karami umownymi
– zweryfikuj termin ważności zabezpieczenia należytego wykonania umowy
– rozważ czy na tym etapie istnieje możliwość ugodowego rozwiązania sporu z zamawiającym.

Wydaje się, ustawodawca po raz kolejny nie przemyślał właściwie wprowadzanych zmian. Długofalowe skutki zniesienia zakazu dokonywania potrąceń mogą przerosnąć bowiem zakładane przez ustawodawcę zyski dla sektora publicznego.
Twórcy ustawy zdają się nie dostrzegać dramatycznej sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się rynek budowlany. Wojna w Ukrainie i epidemia COVID-19 powodują tak rażące straty dla wykonawców, że obciążanie ich aktualnie dodatkowymi sankcjami może jedynie pogłębić istniejące problemy.

Wobec jednoznacznego charakteru wprowadzonych regulacji, wykonawcy winni podjąć wszelkie możliwe działania, aby zminimalizować te dodatkowe utrudnienia.

Pozostaje również liczyć na rozwagę zamawiających, proporcjonalność i umiar w nakładaniu oraz egzekwowaniu kar umownych wobec wykonawców, choć – jak pokazuje praktyka – może być o to niezwykle trudno.

Jędrzej Witaszczak
Radca prawny, DSK Kancelaria

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/komentarze/zniesienie-zakazu-potracania-kar-umownych–w-interesiewykonawcow-82898.html

Budownictwo | 16 września 2022 r.

Rynek Infrastruktury

 1. Kierowcy wjadą na pierwszy odcinek rozbudowanej A18

ep. | źródło: RI | 16.09.2022

Jest już pozwolenie na użytkowanie rozbudowanego odcinka A18 między węzłami Żary Zachód i Iłowa. Sukcesywnie droga będzie udostępniana kierowcom w pełnym przekroju. To ogromna zmiana, jeśli się ma w pamięci „patatajkę”, po której jeszcze niedawno odbywał się ruch.

Przebudowany został pierwszy odcinek południowej jezdni dawnej DK-18. Liczy ok. 20 km. A za jej rozbudowę odpowiedzialne było konsorcjum Kobylarnia i Mirbud.

Przypomnijmy, mowa o przygranicznej drodze wybudowanej jeszcze przez Niemców w latach 30. ubiegłego wieku. Do starej betonowej jezdni w 2007 roku GDDKiA dobudowała drugą (północną). Południowa jezdnia do niedawna pozostawała w bardzo złej jakości. Z powodu dyskomfortu wywoływanego jazdą po nierównych betonowych płytach nazywana była „patatajką” lub „najdłuższymi schodami Europy”.

Przełom nastąpił w 2018 roku, kiedy to zapadł decyzja (finansowa) o przebudowie trasy.

Umowa na odcinek Żary Zachód – Iłowa została podpisana w listopadzie 2019 r. i opiewała na ponad 260 mln zł.

Teraz po uzyskaniu pozwolenia na użytkowanie, GDDKiA zapowiada stopniowe puszczanie ruchu w pełnym przekroju, w miarę usuwania elementów czasowej organizacji ruchu – mowa o betonowych zaporach rozdzielających kierunki jazdy. – Cała operacja będzie prowadzona pod ruchem i zajmie około dwóch tygodni – informuje inwestor.

Nowa jezdnia ma nawierzchnię wykonaną w technologii betonowej.

Obecnie prace związane z dostosowywaniem DK-18 do parametrów autostrady toczą się jeszcze na 50 km trasy między Olszyną i Golnicami. Pozostałe odcinki powinny być gotowe jesienią w przyszłym roku.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/kierowcy-wjada-na-pierwszy-odcinek-rozbudowanej-a18-82967.html

 2. Intercor najkorzystniejszy na S74 przez Kielce

Elżbieta Pałys | źródło: RI | 16.09.2022

Przedsiębiorstwo Usług Technicznych Intercor złożyło najkorzystniejszą ofertę na projekt i budowę drogi ekspresowej S74 węzeł Kielce Zachód – Kielce. Oferta jest warta 713,4 mln zł.

To inwestycja dotycząca drogi ekspresowej przecinającej tereny miejskie. Sam odcinek nie jest długi – to ok. 5 km, jednak zadanie jest skomplikowane. W ramach przedsięwzięcia zaplanowano m.in. budowę dwóch tuneli drogowych, dłuższy (0,5 km) powstanie na odcinku sąsiadującym z zabudową osiedlową między ulicami Klonową a Warszawską. Na przeważającym odcinku trasa będzie poprowadzona w wykopie.

Nowa droga połączy węzeł Kielce Zachód na skrzyżowaniu z drogą ekspresową S7 z węzłem Bocianek wybudowanym w ramach budowy S74 Kielce – Cedzyna.

Cały planowany odcinek będzie możliwy do pokonania w 3 minuty. Jak zapewnia inwestor, dla ruchu lokalnego zachowane zostaną wszystkie dotychczasowe połączenia komunikacyjne północ-południe, z uwzględnieniem ruchu pieszego. Lokalne skrzyżowania usytuowane będą nad drogą ekspresową, w większości na dotychczasowym poziomie.

Częścią inwestycji będzie także budowa dwóch węzłów drogowych (Hubalczyków, Zagnańska). Planowana jest również budowa wiaduktu nad S74 w ciągu ulicy Transportowców i ronda nad tunelem pod ulicą Olszewskiego. Wzdłuż nowego odcinka wybudowana zostanie droga rowerowa.

S74 przez Kielce to ważny odcinek trasy, która w przyszłości połączy województwa łódzkie, świętokrzyskie i podkarpackie, poprawiając także skomunikowanie z woj. lubelskim. Mieszkańcom Kielc ułatwi natomiast dojazd do węzłów autostradowych w okolicach Łodzi i przejść granicznych w woj. podkarpackim.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/intercor-najkorzystniejszy-na-s7-przez-kielce-82966.html

 3. Lubelskie. Są umowy na dwa odcinki S19

Reakcja | źródło: RI | 15.09.2022

Polaqua oraz konsorcjum na czele z Rubau Polska zbudują dwa odcinki drogi ekspresowej S19 między Radzyniem Podlaskim i Lubartowem. GDDKiA podpisała umowy z wykonawcami.

Lubelskie. Są umowy na dwa odcinki S19

fot. GDDKiA

Mowa o odcinkach Radzyń Podlaski – Kock oraz Kock – Lubartów. To dwa ostatnie S19 między Lublinem i granicą województw lubelskiego i mazowieckiego, które trafiły do realizacji.

–Inwestycja ta jest częścią wielkiego projektu budowy połączenia drogowego łączącego Kraje Bałtyckie z południem Europy, czyli trasy Va Carpatia. W Polsce kierowcy korzystają już z fragmentu tego szlaku na trasie od Lublina do Rzeszowa – powiedział wiceminister infrastruktury Rafał Weber cytowany w komunikacie.

Odcinek Radzyń Podlaski – Kock o długości ponad 18 km wybuduje Polaqua. Kontrakt ma wartość ok. 626,5 mln zł. Dwujezdniowa trasa ekspresowa powstanie w istniejącym korytarzu drogi krajowej nr 19.

W ramach zadania wybudowane zostanie m.in. dwujezdniowe obejście Radzynia Podlaskiego, dwa węzły drogowe: Radzyń Podlaski Południe na skrzyżowaniu z DK-63 oraz Borki na skrzyżowaniu z droga powiatową. Powstaną także dwa Miejsca Obsługi Podróżnych: MOP Sitno oraz MOP Paszki, dwa mosty oraz siedem wiaduktów, przejścia dla dużych i małych zwierząt oraz drogi dojazdowe i lokalne.

Fragment drogi od końca obwodnicy Kocka do Lubartowa ma budować konsorcjum Rubau Polska i Poltores. To 15,8 km drogi. Umowa jest warta ok. 390 mln zł.

W tym przypadku inwestycja będzie realizowana w większości po nowym śladzie. Na początkowym fragmencie (ok. 3 km) pobiegnie istniejącym korytarzem DK-19, następnie na wysokości jeziora Kunów powstanie węzeł Firlej, dalej trasa od wschodniej strony ominie miasto i jezioro Firlej, a także okoliczne lasy. Na pozostałym obszarze droga pobiegnie równolegle do istniejącej DK-19.

Przed Lubartowem zaplanowano dwa Miejsca Obsługi Podróżnych: MOP Mieczysławka oraz MOP Wola Lisowska.

W ramach zadania powstaną także m.in. drogi obsługujące przyległe tereny, wiadukty, kładki, przejścia dla zwierząt, ekrany akustyczne oraz ogrodzenie drogi.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/podlaskie-sa-umowy-na-dwa-odcinki-s19-82963.html

 

Wnp

CPK wybuduje więcej nowych linii kolejowych, niż planowano

Jakub Lachert | Dodano: 16-09-2022 09:49

Spółka CPK zwiększa zakres inwestycji kolejowych, które mają stworzyć nowe połączenia.

Zajmująca się budową Centralnego Portu Komunikacyjnego spółka CPK podała, że podpisała umowę ramową dotyczącą prac przygotowawczych dla kolejnych 700 km linii kolejowych (np. Włocławek – Gdańsk, Rzeszów – Sanok, Radom –Kunów i Busko Zdrój – Tarnów ). Dotychczas prace nad studiami wykonalności trwały na 1.300 km przygotowywanych linii, np. między Warszawą a Łodzią oraz Łodzią i Wrocławiem, dla których są już gotowe warianty inwestorskie. Łącznie pracami dotyczącymi studiów wykonalności objętych jest już więc ok. 2.000 km kolejowych „szprych” CPK.

W ramach nowych ustaleń prace będą realizowane w stosunku do 2000 km nowych połączeń kolejowych, na które mają się składać również koleje dużych prędkości. Pierwsze prace budowlane mają ruszyć już w 2023 roku. Finisz robot przewidziany jest na rok 2034.

CPK chce przyspieszyć prowadzenie prac przygotowawczych nowych inwestycji poprzez działanie w formacie STEŚ-Rozszerzony

Na potrzeby realizacji tych zadań spółka CPK podpisała umowę z wykonawcami, którzy będą realizować studia techniczno-ekonomiczno-środowiskowe tak, żeby nowe linie, na których nie prowadzono dotąd działań, były gotowe do rozpoczęcia prac przygotowawczych. W ramach tej umowy osiem podmiotów będzie prowadziło prace na różnych odcinkach. Osiem wybranych podmiotów to zarówno firmy działające samodzielnie jak i konsorcja.

Kontrakt pomiędzy CPK a wykonawcami został podpisany według formatu tzw. (Studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowe) STEŚ-Rozszerzony. Polega to na tym, że w ramach jednego zamówienia realizowane są: inwentaryzacje przyrodnicze, studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowe, koncepcja programowo-przestrzenna i decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach.

Koszt tej umowy wynosi 1,2 mld złotych brutto.

https://www.wnp.pl/budownictwo/infrastrukturalne/cpk-wybuduje-wiecej-nowych-linii-kolejowych-niz-planowano,623033.html

 

Inżynieria

Badania środowiskowe dla morskiej farmy wiatrowej Baltica 1

Wojciech Kwinta | Opublikowano: 16-09-2022 Źródło: PGE Baltica

Rozpoczynają się badania środowiskowe dla morskiej farmy wiatrowej Baltica 1. Obiekt, który powstanie około 80 km od brzegu Morza Bałtyckiego to inwestycja spółki PGE Baltica z Grupy PGE. Prąd z elektrowni morskiej ma popłynąć na początku przyszłej dekady.

– Dzięki badaniom środowiskowym można zminimalizować wpływ farmy na środowisko
– Morska farma wiatrowa Baltica 1 osiągnie moc 0,9 GW
– Wcześniej zostaną uruchomione Baltica 2 i Baltica 3 o łącznej mocy do 2,5 GW

Rola badań środowiskowych
Badanie środowiskowe należą do kluczowych elementów w projektowaniu morskich farm wiatrowych. Umożliwiają rozpoznanie naturalnych zasobów morza geologicznych i wodnych, a także organizmów żywych zasiedlających dno morskie, roślin, ryb, ptaków i ssaków, w tym nietoperzy. Wszystko po to, aby projektując budowę farmy wiatrowej, zminimalizować wpływ na środowisko naturalne zarówno podczas budowy, jak i późniejszej wieloletniej eksploatacji. Co istotne, oprócz obszaru farmy badaniom podlegać będzie także obszar morza i lądu, na którym powstanie infrastruktura przyłączeniowa morskiej farmy wiatrowej – mówi Dariusz Lociński, prezes spółki PGE Baltica.

Ryzyka do uwzględnienia w projektowaniu
Prace mają też przynieść informacje o potencjalnych ryzykach i ograniczeniach, które należy uwzględnić w projektowaniu i późniejszej budowie morskiej farmy wiatrowej. Wyniki badań pozwolą opracować rozwiązania eliminujące negatywne oddziaływanie na przyrodniczo obszary chronione oraz otoczenie gospodarcze. Takie samo podejście zastosowano w projektach Baltica 2 i Baltica 3, obiektów, które zostaną oddane do użytku w latach 2026–2027. Obie składają się na morską farmę wiatrową Baltica o sumarycznej mocy zainstalowanej około 2,5 GW. Są realizowane przez Grupę PGE i duńską firmę Ørsted.

Źródło: PGE Baltica

Źródło: PGE Baltica

Konsorcjum Uniwersytetu Morskiego w Gdyni i spółki MEWO przeprowadzi badania środowiskowe, przygotuje raport środowiskowy i ma uzyskać dla morskiej farmy wiatrowej Baltica 1 decyzję o uwarunkowaniach środowiskowych. Dalsze etapy inwestycji to opracowanie dokumentacji projektowej i otrzymanie pozwolenia na budowę.

Baltica 1, farma o mocy 0,9 GW, znajdzie się około 80 km od polskiego brzegu Bałtyku w rejonie Ławicy Środkowej, na północ od planowanych obiektów Baltica 2 i Baltica 3. Są już pozwolenie lokalizacyjne i umowa przyłączeniowa, a dostawy energii elektrycznej mają się rozpocząć po 2030 r.

https://inzynieria.com/energetyka/odnawialne_zrodla_energii/wiadomosci/65081,badania-srodowiskowe-dla-morskiej-farmy-wiatrowej-baltica-1

 

Rynek Lotniczy

Kolejny duży kontrakt CPK. Osiem podmiotów przygotuje opracowania odcinków kolejowych

Redakcja/inf. pras. | Data publikacji: 2022-09-15 15:30

Spółka Centralny Port Komunikacyjny podpisała umowę z wykonawcami, którzy zrealizują studia techniczno-ekonomiczno-środowiskowe w rozszerzonej formule dla pozostałych odcinków. Oznacza to, że wszystkie linie zaplanowane w ramach Programu Kolejowego CPK, na których dotychczas nie prowadzono działań, są gotowe do rozpoczęcia prac przygotowawczych. Osiem podmiotów w ramach umowy ramowej będzie przygotowywać opracowania dla poszczególnych odcinków kolejowych.

Kontrakt, który został podpisany przez spółkę i grono wykonawców, jest umową ramową na tzw. STEŚ-Rozszerzony. Ta formuła polega na objęciu jednym zamówieniem kilku elementów prac przygotowawczych: inwentaryzacji przyrodniczej, studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowego, koncepcji programowo-przestrzennej i decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.

Dzięki zawarciu umowy ramowej możliwe jest znaczące przyspieszenie prac w zakresie wyboru wykonawców poprzez przeprowadzanie indywidualnych zamówień cząstkowych. Cała umowa opiewa na kwotę prawie 1,2 mld zł brutto.

– Inwestujemy w zaufanie. Szerokie korzystanie z umów ramowych staje się znakiem rozpoznawczym CPK. Przewidywalność zamówień i skupienie na długoterminowych relacjach między zamawiającym a dostawcami jest korzystniejsze dla obu stron, niż ogłaszanie osobnych postępowań zakupowych – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK. Osiem wybranych podmiotów to zarówno konsorcja, jak i firmy działające samodzielnie.

– W tym postępowaniu postawiliśmy na doświadczenie personelu oferentów. Zależy nam na konstruktywnej i profesjonalnej współpracy, dlatego cieszę się, że w gronie wykonawców znalazły się wysoko wyspecjalizowane firmy – podkreślił Sławomir Kanik, dyrektor Biura Realizacji Podprogramu Kolejowego. Jak dotąd spółka prowadziła prace na 1300 km linii kolejowych. W czerwcu ogłosiła wariant inwestorski odcinka Warszawa-Łódź, natomiast w sierpniu linii między Łodzią a Wrocławiem.

Wkrótce planowane jest ogłoszenie kolejnych. Ponadto światło dzienne ujrzał wariant inwestorski Portu Solidarność wraz z infrastrukturą towarzyszącą, w tym częścią węzła kolejowego w obrębie lotniska. W ramach Programu Kolejowego CPK powstanie ok. 2000 km nowych linii kolejowych, w tym Kolei Dużych Prędkości. Realizacja inwestycji jest zaplanowana do 2034 roku. Pierwsze prace budowlane mają ruszyć już w 2023 roku, równolegle ze startem budowy Portu Solidarność.

https://www.rynek-lotniczy.pl/wiadomosci/kolejny-duzy-kontrakt-cpk-osiem-podmiotow-przygotuje-opracowania-odcinkow-kolejowych-15514.html

 

Podatki | Prasówka | 14.09.2022 r.

Dziennik Gazeta Prawna

 1. Nie zawsze trzeba zamykać księgi rachunkowe przy połączeniu spółek

Mariusz Szulc | 8 września 2022, 07:53

Spółka przejmująca oraz przejmowana nie muszą zamykać ksiąg rachunkowych, jeśli połączenie odbyło się metodą łączenia udziałów i nie spowodowało powstania nowej jednostki – potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny.

Wyrok dotyczył spółki, która połączyła się z podmiotem powiązanym przez jego przejęcie w trybie określonym w art. 492 par. 1 pkt 1 kodeksu spółek handlowych. Cel – jak uzasadniała spółka – był ściśle biznesowy, chodziło o uproszczenie struktury grupy kapitałowej.

Połączenie zostało rozliczone zgodnie z art. 44c ustawy o rachunkowości (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 217 ze zm.). Przepis ten mówi, że łączenie metodą łączenia udziałów polega na sumowaniu poszczególnych pozycji odpowiednich aktywów i pasywów oraz przychodów i kosztów połączonych spółek, według stanu na dzień połączenia, po uprzednim doprowadzeniu ich wartości do jednolitych metod wyceny i dokonaniu wyłączeń, o których mowa w dalszych przepisach.

W wyniku tego połączenia nie powstał żaden nowy podmiot.

Artykuł 12 ust. 3 pkt 2 ustawy o rachunkowości pozwala nie zamykać i nie otwierać ksiąg rachunkowych w przypadku połączenia jednostek, gdy w myśl ustawy rozliczenie połączenia następuje metodą łączenia udziałów i nie powoduje powstania nowej jednostki

Dlatego obie spółki – przejęta i przejmująca – nie zamykały ksiąg rachunkowych

Ich rok podatkowy nie pokrywał się z kalendarzowym i zakończył się 31 sierpnia 2018 r. Był to dzień, w którym przejęcie zostało zarejestrowane w sądzie rejestrowym.

Sukcesja i przejęcie majątku
Spółka przejmująca uważała, że w zeznaniu CIT-8 ma prawo zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu nieumorzoną wartość przejętych przez nią środków trwałych, a także wydatki poniesione przez spółkę przejmowaną na nabycie części zamiennych, materiałów i wytworzenie wyrobów gotowych.

Uważała, że w tym wypadku nie ma zastosowania art. 16 ust. 1 pkt 6 ustawy o CIT, który nie pozwala zaliczać do podatkowych kosztów strat powstałych w wyniku likwidacji nie w pełni umorzonych środków trwałych, gdy te straciły przydatność gospodarczą na skutek zmiany rodzaju działalności. Spółka tłumaczyła, że w jej sprawie nie doszło do zmiany profilu działalności, a do zaprzestania produkcji paneli słonecznych w związku z kryzysem na rynku, więc art. 16 ust. 1 pkt 6 ustawy o CIT nie ma tu zastosowania.

Za kluczowy uznała natomiast art. 16 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy o CIT, zgodnie z którym w przypadku odpłatnego zbycia środka trwałego, kosztem uzyskania przychodów są wydatki na jego nabycie lub wytworzenie, pomniejszone o sumę dokonanych odpisów amortyzacyjnych.

Księgi trzeba zamykać
Nie zgodził się z nią dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. Za istotne uznał to, że rok podatkowy obu podmiotów kończył się 31 sierpnia 2018 r. Stwierdził więc, że obie spółki miały obowiązek zamknąć księgi rachunkowe zgodnie z art. 12 ust. 2 ustawy o rachunkowości.

Z tego względu odmówił spółce przejmującej uwzględnienie w zeznaniu CIT-8 przychodów i kosztów podatkowych przejętej spółki.

Nie zgodził się też, by rozpoznała ona w swoich kosztach nieumorzoną wartość przejętych środków trwałych. Stwierdził, że skoro nie kontynuuje ona działalności gospodarczej w zakresie produkcji paneli fotowoltaicznych, to doszło do zmiany rodzaju prowadzonej działalności i w sprawie ma zastosowanie art. 16 ust. 1 pkt 6 ustawy o CIT.

…ale nie zawsze
Sądy obu instancji przyznały rację spółce. WSA w Gdańsku (sygn. akt I SA/Gd 722/19) zwrócił uwagę na przywołany przez spółkę, a pominięty przez dyrektora KIS art. 12 ust. 3 pkt 2 ustawy o rachunkowości. Z przepisu tego jasno wynika, że jeżeli połączenie obu spółek zostało rozliczone metodą łączenia udziałów i nie spowodowało powstania nowej jednostki, to nie było potrzeby zamykania ksiąg rachunkowych – stwierdził WSA. Orzekł więc, że spółka przejmująca może jako sukcesor rozliczyć wynik podatkowy drugiego podmiotu.

WSA przywołał również uchwałę Naczelnego Sądu Administracyjnego z 25 czerwca 2012 r. (sygn. II FPS 2/12). Wynikało z niej, że strata odpowiadająca niezamortyzowanej wartości początkowej inwestycji w obcym środku trwałym, niespełniająca przesłanek z art. 16 ust. 1 pkt 6 ustawy o CIT, może być kosztem uzyskania przychodu, jeśli jej powstanie było powiązane z chęcią ochrony źródła przychodu.

W tej sprawie nie chodziło o zmianę rodzaju prowadzonej działalności, a wycofanie się z nierentownego rynku, więc strata może być zaliczona do kosztów uzyskania przychodu – orzekł WSA.

Tego samego zdania był NSA. Uzasadniając wyrok, sędzia Sławomir Babiarz zarzucił dyrektorowi KIS, że wbrew stanowi faktycznemu przedstawionemu przez spółkę, nie tylko zignorował on wyjątek określony w art. 12 ust. 3 pkt 2 ustawy o rachunkowości, ale też samodzielnie uznał, że likwidacja środków trwałych miałaby związek ze zmianą rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej.

orzecznictwo

Wyrok NSA z 6 września 2022 r., sygn. akt II FSK 3139/19

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8532584,zamykanie-ksiag-rachunkowych-polaczenie-spolek-nsa.html

 2. Po 183 dniach Ukraińcy muszą zapłacić podatek

Agnieszka Pokojska | 8 września 2022, 08:04

Uchodźcy pracujący zdalnie z Polski na rzecz ukraińskich pracodawców nie będą mogli wybrać sobie korzystniejszego sposobu rozliczenia – poinformowało Ministerstwo Finansów, zaprzeczając doniesieniom niektórych mediów.

W internecie pojawiły się bowiem informacje, że „rząd polski pozwoli uchodźcom pracującym zdalnie z Polski dla ukraińskich pracodawców wybrać sobie korzystniejsze opodatkowanie do rozliczenia”.

To nieprawda – twierdzi ministerstwo w odpowiedzi na pytanie DGP o szczegóły rzekomych zmian. Resort wyjaśnia, że podstaw do takiego wniosku z pewnością nie daje pismo MF z 6 lipca 2022 r. (nr ref. DD4.8223.69.2022) skierowane do władz ukraińskich. Zostało ono sporządzone w języku angielskim.

MF stwierdza jasno: „Jeżeli ukraiński rezydent podatkowy wykonuje pracę najemną na terytorium Polski, a jego wynagrodzenie jest wypłacane przez ukraińskiego pracodawcę, który nie posiada w Polsce zakładu albo stałej placówki, jest zobowiązany do zapłaty podatku w Polsce, jeśli jego pobyt przekroczy 183 dni w roku kalendarzowym” (patrz: ramka).

PIT już do 20 września
To oznacza, że jeżeli w sierpniu pobyt Ukraińca w Polsce przekroczył 183 dni, to taka osoba musi do 20 września br. wpłacić podatek do polskiego urzędu skarbowego i to od wszystkich przychodów osiągniętych od dnia przybycia do naszego kraju.

W piśmie z 6 lipca br. znalazło się natomiast inne ważne zdanie: „Jeśli chodzi o mieszkańców Ukrainy w Polsce, zapewniam o bardzo elastycznym i indywidualnym podejściu polskich organów podatkowych. Generalnie rzecz biorąc, co do zasady nie negujemy możliwości utrzymania centrum interesów życiowych na Ukrainie w czasie wojny”.

Kluczowa liczba dni
O problemie Ukraińców pracujących w Polsce zdalnie dla firm ukraińskich pisaliśmy już w połowie sierpnia br. w artykule „Za kilka dni Ukraińcy będą mieć problem z polskim fiskusem” (DGP nr 157/2022). Wskazywaliśmy, że dłuższy pobyt w naszym kraju może oznaczać konieczność zapłaty w Polsce podatku od całości dochodów.

Problem nabrał znaczenia w drugiej połowie sierpnia, gdy minęło 183 dni od daty, gdy pierwsi uchodźcy wojenni przekroczyli polską granicę.

Zasadniczo o rezydencji podatkowej osoby fizycznej decyduje miejsce zamieszkania, a ma je w Polsce osoba, która:
■ posiada na terytorium Polski centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodek interesów życiowych) lub
■ przebywa na terytorium Polski dłużej niż 183 dni w roku podatkowym.

Tak wynika z art. 3 ust. 1a ustawy o PIT.

Dotyczy to także tych Ukraińców, którzy z naszego kraju pracują zdalnie dla firm z Ukrainy –potwierdza MF (patrz: ramka).

W praktyce oznacza to, że części Ukraińców zostały niespełna dwa tygodnie (bo do 20 września) na uregulowanie w Polsce podatku za minione pół roku. Potem będą płacić zaliczki systematycznie, co miesiąc.

Co z podatkiem zapłaconym na Ukrainie? Można wystąpić tam o jego zwrot.

Od początku polski rezydent
W piśmie z 6 czerwca br. do władz ukraińskich Ministerstwo Finansów przypomniało też o innym szczególnym rozwiązaniu – Ukraińcy już od pierwszego dnia w Polsce mogą złożyć oświadczenie, że przenieśli tu swój ośrodek interesów życiowych. Taką możliwość daje im art. 52zj ustawy o PIT, wprowadzony specustawą o pomocy obywatelom Ukrainy (Dz.U. z 2022 r. poz. 830). Jej przepisy weszły w życie od 15 kwietnia 2022 r., ale z mocą już od 24 lutego 2022 r.

Skorzystanie z tej możliwości oznacza, że Ukrainiec ma status polskiego rezydenta podatkowego już od dnia przyjazdu do Polski, a więc już od tego dnia rozlicza się z polskim fiskusem ze swoich dochodów. Polski pracodawca lub inny płatnik, który otrzyma takie oświadczenie, nie musi więc badać sytuacji faktyczno-prawnej takiej osoby ani samodzielnie ustalać państwa jej rezydencji podatkowej.

Bez kontroli
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że minister finansów nie zamierza zaniechać poboru podatku dochodowego od Ukraińców.

Jednocześnie Ministerstwo Finansów nie planuje żadnej specjalnej akcji kontrolnej, która miałaby na celu badanie, czy ukraińscy uchodźcy rozliczają się w Polsce z podatku dochodowego. Pisaliśmy o tym w artykule „Polski fiskus weźmie PIT od Ukraińców” (DGP nr 163/2022).

– Tuż po wybuchu wojny polskie ministerstwo przeprowadziło kampanię informacyjną w zakresie obowiązków podatkowych, które dotyczą uciekinierów. Gdyby jednak ktoś nieświadomie naruszył te obowiązki, nie musi obawiać się sankcji karnoskarbowych – wyjaśnił wówczas resort finansów w odpowiedzi na pytanie DGP.

MF zapewnia, że podtrzymuje swoje stanowisko w tej kwestii. ©℗

Odpowiedź MF na pytanie DGP

Przytoczone pismo Ministerstwa Finansów z 6 lipca br., nr ref. DD4.8223.69.2022, nie daje jakichkolwiek podstaw do stwierdzenia, że „rząd polski pozwoli uchodźcom pracującym zdalnie z Polski dla ukraińskich pracodawców wybrać sobie korzystniejsze opodatkowanie do rozliczenia”. Pismo zawiera jedynie ogólne informacje dotyczące zasad ustalania rezydencji podatkowej w Polsce. Pismo to nie zostało skierowane do ukraińskich władz podatkowych, a do organizacji BRDO (Better Regulation Delivery Office).

Informacje opublikowane na stronie BRDO (Better Regulation Delivery Office) dotyczące zasad opodatkowania obywateli Ukrainy pracujących zdalnie z Polski dla ukraińskich pracodawców nie były autoryzowane przez Ministerstwo Finansów i stanowią jedynie opinię tej organizacji. Informacje te są daleko idącą nadinterpretacją zasad rezydencji podatkowej przedstawionych przez Ministerstwo Finansów w odpowiedzi udzielonej tej organizacji.

Ministerstwo Finansów od wielu lat opracowuje materiały informacyjne dla osób z Ukrainy przybywających do pracy w Polsce.

Zasady rozliczania dochodów z zatrudnienia w Polsce zostały szczegółowo opisane w Informatorze dla rezydentów podatkowych Ukrainy opublikowanym na stronie Broszury PIT (podatki.gov.pl). Broszura jest opublikowana również w wersji po ukraińsku: https://www.podatki.gov.pl/pit/twoj-e-pit/informacje-w-jezyku-ukrainskim/.

Opodatkowanie dochodów z tytułu umowy o pracę wykonywanej zdalnie dla ukraińskiego pracodawcy regulują postanowienia dwustronnej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania łączącej Polskę i Ukrainę.

Zgodnie z art. 15 polsko-ukraińskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, jeżeli ukraiński rezydent podatkowy wykonuje pracę najemną na terytorium Polski, a jego wynagrodzenie jest wypłacane przez ukraińskiego pracodawcę, który nie posiada w Polsce zakładu albo stałej placówki, jest zobowiązany do zapłaty podatku w Polsce, jeśli jego pobyt przekroczy 183 dni w roku kalendarzowym. W takiej sytuacji opodatkowaniu w Polsce podlega całość jego dochodów związanych z pracą najemną wykonywaną na terytorium Polski, czyli także dochody osiągnięte przed przekroczeniem progu 183 dni pobytu w Polsce.

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8532590,ukraincy-po-183-dniach-zaplata-podatku-rezydencja-podatkowa.html

 3. Nie wszystko kosztem, co związane z kryptowalutą

Łukasz Zalewski, Mariusz Szulc | 12 września 2022, 08:13

Wydatki na zakup waluty wirtualnej są kosztem przy jej sprzedaży – potwierdził dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. Nie zgadza się on natomiast na odliczanie wydatków na wykopanie kryptowaluty.

Mężczyzna, który wystąpił o najnowszą interpretację, spytał, czy przy zbyciu kryptowalut może odliczyć od przychodu wydatki na ich zakup poniesione z własnej renty oraz z pieniędzy, które otrzymał w darowiźnie.

Dyrektor KIS to potwierdził.

Wydatki na nabycie…
W interpretacji z 5 września 2022 r. (sygn. 0112-KDIL2-1.4011.597.2022.1.MKA) wyjaśnił, że przychody z odpłatnego zbycia waluty wirtualnej są przychodami z kapitałów pieniężnych zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 11 ustawy o PIT. Przez odpłatne zbycie rozumie się wymianę waluty wirtualnej na prawny środek płatniczy, towar, usługę lub prawo majątkowe inne niż waluta wirtualna lub regulowanie innych zobowiązań walutą wirtualną (art. 17 ust. 1f).

Dochodem jest osiągnięta w roku podatkowym różnica między sumą przychodów uzyskanych z odpłatnego zbycia walut wirtualnych a kosztami uzyskania przychodów określonymi na podstawie art. 22 ust. 14–16. Tak stanowi art. 30b ust. 1b ustawy o PIT.

Z art. 22 ust. 14 wynika, że kosztami uzyskania przychodów z odpłatnego zbycia waluty wirtualnej są udokumentowane wydatki bezpośrednio poniesione na jej nabycie oraz koszty związane ze zbyciem waluty wirtualnej.

– Przepisy ustawy o PIT nie wskazują na źródło finansowania tych kosztów, zatem wydatki na zakup walut wirtualnych ze środków pochodzących z darowizny oraz renty mogą stanowić koszty uzyskania przychodu – potwierdził dyrektor KIS.

Dodał, że podatek od dochodów z odpłatnego zbycia walut wirtualnych wynosi 19 proc. (art. 30b ust. 1a ustawy o PIT). Dochody te trzeba rozliczyć w zeznaniu rocznym PIT-38.

…ale nie sprzęt i prąd
Od przychodu ze zbycia kryptowaluty nie można natomiast odliczyć wydatków na zakup sprzętu niezbędnego do jej wykopania ani kosztów zużywanej w tym celu energii elektrycznej – twierdzi konsekwentnie dyrektor KIS.

Kopanie kryptowalut to co innego niż obrót nimi (zakup i sprzedaż). Polega ono na tym, że kopacz za pomocą sprzętu komputerowego (zużywającego spore ilości energii) dokonuje skomplikowanych obliczeń matematycznych, za co dostaje kryptowaluty. Później może je sprzedać na giełdzie.

Różnicę tę dostrzega także dyrektor KIS i dlatego uważa, że art. 22 ust. 14 ustawy o PIT nie dotyczy wydatków na wykopanie waluty. Argumentem fiskusa jest także to, że wydatki te są tylko pośrednio związane z przychodem ze zbycia kryptowaluty i nie ma możliwości ustalenia, w jakim okresie i w jakiej wysokości powstał związany z nimi przychód.

Dyrektor KIS wydaje więc niekorzystne interpretacje dla kopaczy walut wirtualnych, czego przykładem są interpretacje: z 2 sierpnia br. (sygn. 0114- KDIP2-2.4011.393.2022.7.AP), z 22 kwietnia 2022 r. (0114-KDIP2-2.4011.184. 2022.1.SP), z 15 czerwca 2022 r. (0114-KDIP2- 2.4011.251. 2022.3.SP) i z 13 lipca 2022 r. (0115-KDIT1.4011.333.2022.1.MN).

Wojewódzkie sądy administracyjne orzekają w tej sprawie niejednolicie. Z fiskusem zgodził się WSA w Krakowie w wyrokach z 14 grudnia 2021 r. (sygn. akt I SA/Kr 1398/21) i z 30 stycznia 2020 r. (I SA/Kr 1052/19). Są one nieprawomocne.

Innego zdania był WSA w Łodzi w: nieprawomocnych wyrokach z 30 listopada 2021 r. (sygn. I SA/Łd 699/21), z 21 lipca 2020 r. (I SA/Łd 285/20) oraz – jedynym prawomocnym – z 19 listopada 2019 r. (I SA/Łd 411/19). Wskazał, że wydatki na zakup sprzętu odpowiedniego do pierwotnego wytworzenia waluty wirtualnej lub opłacenia podwyższonych rachunków za prąd to „udokumentowane wydatki bezpośrednio poniesione na nabycie waluty wirtualnej”. Mogą być one zatem odliczone od przychodu z jej późniejszego zbycia zgodnie z art. 22 ust. 14 ustawy o PIT – stwierdził łódzki sąd. ©℗

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8533932,kryptowaluta-bitcoin-interpretacja-podatkowa-koszt-odliczenie-wydatkow.html

 4. Nie tylko wywłaszczony właściciel korzysta ze zwolnienia z PIT

Łukasz Zalewski | wczoraj, 08:20

Uzyskane przez cesjonariusza odszkodowanie za wywłaszczenie nieruchomości też jest zwolnione z podatku. Przepisy nie ograniczają tej preferencji tylko do właścicieli wywłaszczonych nieruchomości – orzekł NSA.

Chodziło o podatnika, który w ramach działalności gospodarczej zamierzał kupować roszczenia odszkodowawcze przysługujące od Skarbu Państwa i samorządów za wywłaszczenie nieruchomości. Płaciłby cenę za sprzedawaną wierzytelność, a zbywający przenosiłby na niego prawo do odszkodowania za przymusowe wywłaszczenie. Jako cesjonariusz wchodziłby więc w sytuację prawną cedenta.

Nie ulegało wątpliwości, że otrzymane odszkodowanie będzie dla niego przychodem. Spór z fiskusem sprowadzał się do rozstrzygnięcia, czy przychód ten będzie zwolniony z podatku na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 29 ustawy o PIT.

Przepis ten zwalnia z podatku przychody z odszkodowania „wypłacanego stosownie do przepisów o gospodarce nieruchomościami lub z tytułu odpłatnego zbycia nieruchomości na cele uzasadniające jej wywłaszczenie oraz z tytułu sprzedaży nieruchomości w związku z realizacją przez nabywcę prawa pierwokupu, stosownie do przepisów o gospodarce nieruchomościami; nie dotyczy to przypadków, gdy właściciel nieruchomości, o której mowa w zdaniu pierwszym, nabył jej własność w okresie 2 lat przed wszczęciem postępowania wywłaszczeniowego bądź odpłatnym zbyciem nieruchomości za cenę niższą o co najmniej 50 proc. od wysokości uzyskanego odszkodowania lub ceny zbycia nieruchomości na cele uzasadniające jej wywłaszczenie lub w związku z realizacją prawa pierwokupu”.

Tylko właściciel?
Istota sporu sprowadzała się do tego, czy ze zwolnienia może skorzystać również osoba, która nie była właścicielem wywłaszczonej nieruchomości. Mężczyzna uważał, że nie ma przeszkód, by i on skorzystał z preferencji.

Nie zgodził się z nim dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej. Stwierdził, że zwolnienie jest wyłącznie dla osób, którym przysługiwało – względem wywłaszczonej nieruchomości – prawo własności. Nie ma podstaw, aby ze zwolnienia na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 29 ustawy o PIT korzystała osoba, która nabyła roszczenie do wypłaty odszkodowania w wyniku cesji – stwierdził organ.

Wyjaśnił, że w związku z realizacją umów cesji mężczyzna uzyska przychód z działalności gospodarczej. Będzie mógł odjąć od niego koszty uzyskania tego przychodu, czyli: cenę zapłaconą za wierzytelność, podatek od czynności cywilnoprawnych w związku z zawarciem umowy cesji wierzytelności oraz koszty usług prawnych związanych z nabyciem wierzytelności.

Nieważne kto
Sądy nie zgodziły się z tą interpretacją. WSA we Wrocławiu (sygn. akt I SA/Wr 404/19) zarzucił dyrektorowi KIS, że wprowadził on pozaustawowe kryterium zwolnienia. Nie ma bowiem znaczenia – zdaniem sądu – jaki podmiot i na podstawie jakiego zdarzenia otrzymał w rzeczywistości odszkodowanie. Może to być również osoba, która nigdy nie była właścicielem nieruchomości – podkreślił WSA.

Zwrócił uwagę, że choć w świetle art. 21 ust. 1 pkt 29 zwolnienie dotyczy przychodów z odszkodowań wypłaconych (uzyskanych) stosownie do przepisów o gospodarce nieruchomościami, to jednak nie chodzi wyłącznie o ustawę o gospodarce nieruchomościami. Zwolnienie ma bowiem szersze znaczenie i oznacza, że każde odszkodowanie za odjęcie prawa własności na cel publiczny umożliwia skorzystanie ze zwolnienia – stwierdził WSA. Uznał zatem, że zwrot „przychody uzyskane z tytułu odszkodowania wypłacanego stosownie do przepisów o gospodarce nieruchomościami” odnosi się do wszystkich przypadków, w których następuje wypłata odszkodowania, w tym również do cesji wierzytelności.

Taka jest zasada
Tego samego zdania był Naczelny Sąd Administracyjny. Stwierdził, że nie trzeba być właścicielem wywłaszczonej nieruchomości, aby móc skorzystać ze zwolnienia z PIT.

Jak wyjaśnił sędzia Stefan Babiarz, zdanie pierwsze w art. 21 ust. 1 pkt 29 ustawy o PIT ustanawia zasadę, że zwolnione są „przychody uzyskane z tytułu odszkodowania wypłacanego stosownie do przepisów o gospodarce nieruchomościami lub z tytułu odpłatnego zbycia nieruchomości na cele uzasadniające jej wywłaszczenie oraz z tytułu sprzedaży nieruchomości w związku z realizacją przez nabywcę prawa pierwokupu, stosownie do przepisów o gospodarce nieruchomościami”.

– Dopiero w drugim zdaniu tego przepisu, które to zdanie jest wyjątkiem od zasady (ustanowionej w zdaniu pierwszym), jest mowa o właścicielu nieruchomości – zwrócił uwagę sędzia Babiarz.

To oznacza – jak stwierdził – że w tej sprawie do skarżącego ma zastosowanie zasada wynikająca ze zdania pierwszego. Zwolnienie stosuje się więc nie tylko do właścicieli.
NSA orzekał tak już wcześniej m.in. w wyrokach z 27 lutego 2019 r. (sygn. akt II FSK 693/17) oraz z 29 czerwca 2022 r. (II FSK 2982/19).

orzecznictwo

Wyrok NSA z 9 września 2022 r., sygn. akt II FSK 3239/19

https://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/8535760,wywlaszczony-wlasciciel-nieruchomosci-zwolnienie-z-pit-cesjonariusz.html

 5. Spółki komandytowe inaczej ustalały prawo do 9-proc. CIT

Łukasz Zalewski | dzisiaj, 08:04

Jeżeli spółka komandytowa zdecydowała o przejściu na CIT od 1 maja 2021 r., a nie od 1 stycznia, to przy badaniu, czy jest ona małym podatnikiem, należało wziąć pod uwagę jej przychody osiągnięte do 30 kwietnia 2021 r. – orzekł wczoraj WSA w Warszawie.

Chodziło o spółkę z o.o., która pod koniec listopada 2019 r. przekształciła się w spółkę z o.o. spółkę komandytową (podwójny status). W umowie spółki zapisano, że jej rokiem obrotowym jest rok kalendarzowy, przy czym pierwszy miał zakończyć się 31 grudnia 2020 r. Tak się jednak nie stało, bo pod koniec 2020 r. ustawodawca postanowił, że spółki komandytowe staną się podatnikami CIT – od 1 stycznia 2021 r. lub – jeśli tak zdecydują wspólnicy – od 1 maja 2021 r.

W spółce wybrano to drugie rozwiązanie – postanowiono, że stanie się ona podatnikiem CIT od 1 maja 2021 r.

Spółka zastosowała się do art. 12 ust. 3 i 4 ustawy nowelizującej z 28 listopada 2020 r. (Dz.U. poz. 2123) i nie zamknęła ksiąg rachunkowych na 31 grudnia 2020 r., lecz kontynuowała rok obrotowy do 30 kwietnia 2021 r. Zamknęła księgi rachunkowe dopiero na ten dzień. Jej pierwszy rok obrotowy trwał więc od 27 listopada 2019 r. do 30 kwietnia 2021 r.

Spór dotyczył tego, czy w okresie od 1 maja do 31 grudnia 2021 r. spółka mogła płacić od dochodów niższy CIT, tj. według stawki 9 proc. CIT.

Spółka uważała, że ma do tego prawo i nie musi w tym celu spełnić definicji małego podatnika w rozumieniu art. 4a pkt 10 ustawy o CIT.

Zgodnie z tym przepisem małym podatnikiem jest ten, u którego przychody ze sprzedaży (wraz z kwotą należnego VAT) nie przekroczyły w poprzednim roku podatkowym 2 mln euro.
Spółka zastrzegła, że gdyby fiskus był innego zdania, to jako jej poprzedni rok podatkowy (w rozumieniu art. 4a pkt 10 ustawy o CIT) powinien przyjąć rok kalendarzowy 2020, a nie jej pierwszy rok obrotowy, który trwał od 27 listopada 2019 r. do 30 kwietnia 2021 r. Innymi słowy, powinien wziąć pod uwagę tylko przychody z 2020 r.

Nie rozpoczęła…
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej był innego zdania (interpretacja o sygn. 0111-KDWB.4010.37.2021.2.KK). Wyjaśnił, że tylko spółka rozpoczynająca działalność gospodarczą może płacić 9-proc. CIT, nie mając statusu małego podatnika. Wynika to z art. 19 ust. 1e ustawy o CIT – wskazał. W tym przepisie jest mowa o podatniku rozpoczynającym działalność, czyli nowo utworzonym podmiocie, który wcześniej nie prowadził działalności.

Spółki to nie dotyczy – stwierdził organ – bo kontynuuje ona działalność sprzed 1 maja 2021 r., a od tej daty zmienił się tylko jej status podatkowy.

Na potwierdzenie tej wykładni dyrektor KIS przywołał art. 12 ust. 6 ustawy nowelizującej. Wynika z niego, że spółka jawna lub komandytowa – po uzyskaniu statusu podatnika CIT – uwzględnia zdarzenia zaistniałe przed dniem, w którym stała się podatnikiem CIT, mające wpływ na wysokość jej zobowiązania podatkowego.

…i nie jest mała
Organ nie zgodził się też ze spółką, że jej poprzednim rokiem podatkowym jest rok kalendarzowy (2020). Uzasadnił, że art. 4a pkt 10 ustawy o CIT odwołuje się do „poprzedniego roku podatkowego”, ale w przypadku spółki komandytowej rok ten nie występuje. Dlatego w tym wypadku wartość przychodu ze sprzedaży należy ustalić na podstawie poprzedniego roku obrotowego tej spółki – wyjaśnił dyrektor KIS.

Uznał zatem, że będzie to rok obrotowy trwający w tym wypadku od 27 listopada 2019 r. do 30 kwietnia 2021 r. Dlatego aby stwierdzić, czy spółka jest małym podatnikiem, trzeba wziąć pod uwagę wartość jej sprzedaży brutto za cały ten okres – stwierdził.

Sama wybrała
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie był tego samego zdania co fiskus.

Nie zgodził się z tym, że spółka komandytowa, która już wcześniej prowadziła działalność, a jedynie zmienił się jej status podatkowy, jest podatnikiem rozpoczynającym działalność. W związku z tym, chcąc płacić 9-proc. CIT, musi ona być małym podatnikiem.

– Artykuł 12 ust. 6 ustawy nowelizującej potwierdza taką wykładnię – uzasadniła sędzia Matylda Arnold-Rogiewicz.

WSA zgodził również z fiskusem co do ustalania roku podatkowego spółki.

– W art. 12 ust. 3 ustawy nowelizującej ustawodawca nakazał stosować odpowiednio art. 8 ust. 6 ustawy o CIT. Z przepisu tego wynika, że za rok podatkowy uważa się okres od pierwszego dnia miesiąca następującego po zakończeniu poprzedniego roku podatkowego do dnia zamknięcia ksiąg rachunkowych. Przy czym, ponieważ w przypadku spółki komandytowej nie ma roku podatkowego, to należy stosować jej rok obrotowy – wyjaśniła sędzia Arnold-Rogiewicz.

Podkreśliła, że ustawodawca nie zdecydował o przedłużeniu roku podatkowego do końca kwietnia 2021 r., ale dał firmom taką możliwość. Spółka podjęła taką decyzję, więc zamknęła księgi na 30 kwietnia 2021 r. Dlatego w jej przypadku – jak orzekł WSA – należy badać jej przychody brutto ze sprzedaży osiągnięte w poprzednim roku obrotowym trwającym od 27 listopada 2019 r. do 30 kwietnia 2021 r.

Wyrok jest nieprawomocny. ©℗

orzecznictwo

Wyrok WSA w Warszawie z 13 września 2022 r., sygn. akt III SA/Wa 150/22

https://podatki.gazetaprawna.pl/cit/artykuly/8536508,spolka-komandytowa-maly-podatnik-9-proc-cit.html

 

Rzeczpospolita

 1. Fiskus akceptuje nakłady na walkę o interesy firmy

08 września 2022 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Wydatki na spór sądowy i obsługę prawną można zaliczyć do podatkowych kosztów. Nawet gdy spółka przegra sprawę.

Spory z kontrahentami często kończą się w sądzie. Walka o interesy firmy kosztuje, ale fiskus pozwala odliczać wydatki od przychodu. Potwierdza to niedawna interpretacja dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej.

Wystąpiła o nią spółka zajmująca się gospodarką odpadami. Zobowiązała się do wykonania projektu polegającego na rekultywacji składowisk. Do tego zadania zatrudniła wykonawców. Z jednym z nich weszła w spór prawny. Powody były różne, między innymi taki, że na składowisku stwierdzono grunt zawierający niebezpieczne substancje.

Spółka ostatecznie sprawę przegrała i oprócz należności głównej musiała zapłacić odsetki oraz koszty sądowe. Uregulowała także honorarium kancelarii prawnej. Czy te dodatkowe wydatki może zaliczyć do podatkowych kosztów?

Spółka twierdzi, że tak. Argumentuje, że płacąc odsetki, unika ewentualnych dalszych sporów prawnych. Ich nieuregulowanie naraziłoby ją na dodatkowe wydatki związane z egzekucją. Byłoby to nieracjonalne z ekonomicznego punktu widzenia. Musi zresztą respektować wyrok sądu.

Odnosząc się do kosztów sądowych, spółka podkreśliła, że wejście w spór z wykonawcą było działaniem racjonalnym, mającym zabezpieczyć jej interesy ekonomiczne. Nie mogła bowiem bezkrytycznie akceptować poczynań kontrahenta, skoro było prawdopodobieństwo występowania nieprawidłowości.

Podobne argumenty przemawiają, zdaniem spółki, za rozliczeniem w kosztach CIT wydatków na obsługę prawną. Podkreśliła, że zajmując się gospodarką odpadami, jest zobowiązana do szczególnej dbałości o należyte wypełnianie swoich obowiązków. Zobligowana jest więc do podejmowania stosownych kroków, w tym prawnych (m.in. zawiadomienia Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska) w razie informacji o nieprawidłowościach. Musi też bronić swoich racji przed sądem. Są to działania w ochronie interesów firmy.

Co na to fiskus? Zgodził się, że wymienione wydatki, choć nie mogą być powiązane z konkretnym przychodem, wiążą się niewątpliwie z prowadzoną przez spółkę działalnością. I zostały poniesione w celu ochrony jej interesów.

Skarbówka podkreśliła, że między stronami istniał spór prawny, a spółka spodziewała się rozstrzygnięcia go na swoją korzyść. Broniła zatem słuszności swojego stanowiska.

– Skoro spółka poniosła wydatki na obronę swoich praw, to w konsekwencji może je zaliczyć do podatkowych kosztów – stwierdził fiskus.

Numer interpretacji: 0111-KDWB.4010.29.2022.1.KP

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480119-Fiskus-akceptuje-naklady-na-walke-o-interesy-firmy.html#.YyGchOxBxhF

 2. Są nowe ułatwienia i nowe obowiązki dotyczące cen transferowych

12 września 2022 | Podatki i księgowość | Adrian Mroziewski Sylwia Syczewska

Część zmian wynikających ze znowelizowanych rozporządzeń będzie miała wpływ również na dokumentacje sporządzane na potrzeby roku podatkowego 2021.

W marcu i kwietniu 2022 r. Ministerstwo Finansów opublikowało znowelizowane rozporządzenia w sprawie cen transferowych oraz w sprawie dokumentacji cen transferowych. Wprowadzone zmiany dotyczą zarówno osób prawnych, jak i osób fizycznych. Co ważne, niektóre z nowych przepisów wprowadzonych w ramach zaktualizowanych rozporządzeń będą miały zastosowanie już na potrzeby dokumentacji cen transferowych sporządzanych za rok podatkowy 2021.

Zakres zmian
Najważniejsza poprawka w rozporządzeniu w sprawie cen transferowych dotyczy odniesienia poszczególnych regulacji wynikających z rozporządzenia do roku podatkowego zamiast do roku obrotowego. W praktyce oznacza to, że przy określeniu wartości transakcji kontrolowanej na potrzeby ustalenia obowiązków z zakresu cen transferowych, należy brać pod uwagę dochód osiągnięty w roku podatkowym, a nie obrotowym, jak miało to miejsce wcześniej.

Druga wprowadzona zmiana obejmuje rozszerzenie katalogu porozumień możliwych do wykorzystania przez podatnika o porozumienie inwestycyjne i porozumienie podatkowe. Zgodnie z treścią znowelizowanego rozporządzenia, nie tylko uprzednie porozumienie cenowe, ale teraz również porozumienie inwestycyjne i podatkowe, obejmujące trudne do wyceny wartości niematerialne i prawne, zapewniają, że organ podatkowy nie może wziąć pod uwagę danych porównawczych, które nie mogły być znane stronom transakcji kontrolowanej w dniu jej zawarcia.

Kolejnym aktem prawnym, w którym ustawodawca wprowadził modyfikacje, jest rozporządzenie ws. dokumentacji cen transferowych, regulujące zakres elementów lokalnej i grupowej dokumentacji cen transferowych. Wprowadzone zmiany obejmują więcej aspektów niż w rozporządzeniu w sprawie cen transferowych, ale jedna poprawka dotycząca odniesień do roku podatkowego zamiast obrotowego jest wspólna dla obydwu tych aktów prawnych. W praktyce oznacza to, że w ramach dokumentacji cen transferowych przeniesienie istotnych ekonomicznie funkcji, aktywów lub ryzyk, a także zmiany w analizie funkcjonalnej należy rozpatrywać w kontekście roku podatkowego, a nie obrotowego.

Następna istotna zmiana wskazana w treści znowelizowanego rozporządzenia dotyczy mikro i małych przedsiębiorców >patrz ramka. Na podstawie zaktualizowanych przepisów, w przypadku gdy podmioty powiązane zawierają transakcję kontrolowaną, mają one obowiązek wskazać w dokumentacji cen transferowych, czy podmiot powiązany w ostatnim roku podatkowym spełnił warunki definiujące mikro lub małego przedsiębiorcę.

W przypadku mikro i małych przedsiębiorców wprowadzono jeszcze jedną bardzo istotną zmianę. Dla podatników posiadających status mikro lub małych przedsiębiorców przewidziano możliwość skorzystania ze zwolnienia z obowiązku posiadania analizy cen transferowych w dokumentacji lokalnej.

Ponadto, wprowadzono zmianę dotyczącą informacji wskazywanych w zakresie analizy cen transferowych. Nowe regulacje zobowiązują podatnika do wskazania – w przypadku umowy spółki niebędącej osobą prawną, umowy wspólnego przedsięwzięcia lub innej umowy o podobnym charakterze – wielu dodatkowych informacji. W efekcie, w ramach analizy cen transferowych należy przedstawić dodatkowo przyjęte zasady obejmujące prawa wspólników lub stron umowy do udziału w zysku lub majątku oraz uczestnictwa w stratach.

Ostatnia modyfikacja treści rozporządzenia dotyczy grupowej dokumentacji cen transferowych. W zakresie informacji finansowych i podatkowych grupy kapitałowej należy w tej dokumentacji, poza uprzednimi porozumieniami cenowymi, wskazać również zawarte porozumienia inwestycyjne i podatkowe.

Wejście w życie
Opisane regulacje prawne wprowadzone w obu rozporządzeniach obowiązują od 2022 r. z jednym wyjątkiem. W przypadku podatników posiadających status mikro lub małych przedsiębiorców wprowadzone nowe regulacje obowiązują już w zakresie dokumentacji cen transferowych przygotowywanych na potrzeby roku podatkowego 2021. W praktyce oznacza to, że w dokumentacjach cen transferowych przygotowywanych na potrzeby transakcji realizowanych przez mikro lub małych przedsiębiorców w roku podatkowym rozpoczynającym się po 31 grudnia 2020 r., należy zawrzeć dodatkowo informację o uzyskaniu statusu mikro lub małego przedsiębiorcy. Jeśli jednak podatnik złożył oświadczenie o sporządzeniu dokumentacji cen transferowych za rok podatkowy 2021 przed dniem wejścia w życie znowelizowanego rozporządzenia w sprawie dokumentacji cen transferowych, tj. przed 3 kwietnia 2022 r., to dopuszcza się możliwość, że dokumentacja cen transferowych nie będzie zawierała dodatkowej informacji czy w ostatnim roku podatkowym podatnik spełnił warunki definiujące mikro lub małego przedsiębiorcę.

Z drugiej strony, należy pamiętać, że zmiany wdrożone w znowelizowanych rozporządzeniach wprowadzają dla mikro i małych przedsiębiorców możliwość zwolnienia z obowiązku posiadania analizy cen transferowych już na potrzeby wypełnienia obowiązków z zakresu cen transferowych za rok podatkowy 2021.

Czy podatnicy na tym zyskają
W dotychczasowych przepisach, tj. w ustawie o CIT czy omawianych rozporządzeniach nie było spójności i niektóre regulacje należało stosować w odniesieniu do roku obrotowego, np. te dotyczące cen transferowych i dokumentacji, a pozostałe, np. w zakresie informacji o cenach transferowych, w odniesieniu do roku podatkowego.

Odniesienie do roku podatkowego
W większości przypadków spółki mają rok obrotowy tożsamy z rokiem podatkowym, więc dla większości podatników nie stanowiło to problemu. Natomiast 1 stycznia 2021 r. weszły w życie przepisy, które spowodowały, że spółki komandytowe uzyskały status podatnika podatku dochodowego w terminie od 1 stycznia 2021 r. albo od 1 maja 2021 r. Zgodnie z objaśnieniami Ministerstwa Finansów spółki mogły same zdecydować, który termin preferują, a wybranie terminu majowego wiązało się z brakiem obowiązku sporządzenia sprawozdania finansowego na dzień 30 kwietnia 2021 r. W efekcie, na dzień 30 kwietnia 2021 r. spółki zamykały księgi rachunkowe tylko dla celów podatkowych. Tak skonstruowane przepisy spowodowały, że rok podatkowy nie równał się rokowi obrotowemu. Stanowiło to problem, ponieważ dokumentację należało sporządzić za rok obrotowy, ale formularz TP-R powinien zostać przygotowany na podstawie roku podatkowego. Od 2022 r. zostało to ujednolicone i wszystkie regulacje, m.in. te dotyczące powstania obowiązku sporządzenia dokumentacji cen transferowych lub zwolnienia z niego, należy odnosić do roku podatkowego.

Ułatwienia dla przedsiębiorców mikro i małych
Wprowadzone w rozporządzeniach zmiany dotyczące mikro i małych przedsiębiorców również należy ocenić pozytywnie. Szczegółowy zakres nowych regulacji dla podatników posiadających status mikro lub małego przedsiębiorcy został opisany również w artykule opublikowanym 24 stycznia 2022 r. autorstwa Marty Klepacz i Martyny Filipiak („Co się zmieniło w formularzu TPR”). Co prawda wprowadzono obowiązek uwzględniania w dokumentacji cen transferowych dodatkowej informacji o posiadaniu w roku podatkowym statusu mikro lub małego przedsiębiorcy, niemniej obowiązek ten jest ściśle powiązany z możliwością zastosowania zwolnienia ze sporządzania analizy cen transferowych przez tych podatników. Co ważne, w przypadku utraty statusu małego lub mikroprzedsiębiorcy w trakcie realizowanej transakcji, podatnik straci prawo do skorzystania ze zwolnienia na początku roku podatkowego następującego po roku, w którym nastąpiła zmiana. Niestety, wprowadzone ułatwienia nie wskazują wprost, czy aby zastosować zwolnienie, obydwie strony transakcji muszą być mikro lub małymi przedsiębiorcami, czy tylko podatnik jako jedna ze stron. Z perspektywy możliwości zastosowania opisywanego zwolnienia w praktyce, powinno wystarczyć, że jedna ze stron posiada w roku podatkowym status mikro lub małego przedsiębiorcy i wtedy ta strona transakcji ma możliwość skorzystania ze zwolnienia. Nie zostało to jednak wprost wskazane w treści zaktualizowanych rozporządzeń. Co ważne, zwolnienie z obowiązku posiadania analizy porównawczej nie zwalnia podatnika z przeprowadzania transakcji na zasadach rynkowych.

Porozumienia inwestycyjne i podatkowe
Kolejnym pozytywnym aspektem zmian są również porozumienia inwestycyjne i podatkowe, które zwiększają ochronę podatnika przed negatywnymi skutkami podatkowymi, w tym również w zakresie cen transferowych. W przypadku różnicy pomiędzy danymi prognozowanymi a rzeczywistymi, prowadzącej do różnicy w wysokości ceny transferowej na poziomie 20 proc. i wyższym, w trudnych do wyceny wartościach niematerialnych, objętych jednym z porozumień, organ podatkowy nie może wziąć pod uwagę danych porównawczych, które nie mogły być znane jej stronom w dniu zawarcia transakcji kontrolowanej. Wcześniej tylko uprzednie porozumienia cenowe zapewniały, że w przypadku trudnych do wyceny wartości niematerialnych i prawnych organ podatkowy nie skorzysta z tzw. secret comparables. Natomiast z drugiej strony należy pamiętać, że ze względu na rozszerzony katalog porozumień chroniących podatnika, w ramach grupowej dokumentacji cen transferowych, poza uprzednimi porozumieniami cenowymi, muszą też zostać wskazane zawarte porozumienia inwestycyjne i porozumienia podatkowe.

Dodatkowe informacje w analizie cen transferowych
Ze względu na znowelizowane brzmienie rozporządzenia w sprawie dokumentacji cen transferowych, w ramach analizy cen transferowych należy przedstawić dodatkowe informacje z zakresu przyjętych zasad obejmujących prawa wspólników lub stron umowy do udziału w zysku lub majątku oraz uczestnictwa w stratach. Zmiana ta będzie miała zastosowanie w przypadku spółek nieposiadających osobowości prawnej (m.in. są to spółki jawne, spółki komandytowe, spółki komandytowo – akcyjne) lub umów wspólnego przedsięwzięcia oraz innych podobnych umów. W praktyce, podatnicy będą musieli wskazać w dokumentacji cen transferowych w jakim procencie dany wspólnik lub strona umowy ma prawo do udziału w zysku lub pokrycia straty. Wskazany obowiązek jest również pośrednio związany z innym trudnym do zdefiniowania pojęciem w zakresie przepisów o cenach transferowych, czyli z ustalaniem powiązań poprzez wywieranie znaczącego wpływu. Przykładowo jeśli udział wspólnika w zyskach nie przekracza progu 25 proc., ale jednocześnie udział w stracie spółki wynosi ponad 25 proc., to warunek wywierania znaczącego wpływu został spełniony.

Sylwia Syczewska jest konsultantem w Zespole Cen Transferowych w MDDP

Podstawa prawna:

∑ rozporządzenie ministra finansów z 21 grudnia 2018 r. w sprawie cen transferowych w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych (tekst jedn. Dz.U. z 2021 r., poz. 1444 ze zm.)

∑ rozporządzenie ministra finansów z 21 grudnia 2018 r. w sprawie dokumentacji cen transferowych w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych (tekst jedn. Dz.U. z 2021 r., poz. 1195 ze zm.)

Przedsiębiorca mikro i mały
Zgodnie z ustawą – Prawo przedsiębiorców za mikroprzedsiębiorców uważa się podmioty, które w co najmniej jednym roku z dwóch ostatnich lat obrotowych spełniają łącznie dwa warunki:

∑ średnioroczne zatrudnienie poniżej 10 pracowników oraz

∑ roczny obrót netto ze sprzedaży towarów, wyrobów i usług oraz z operacji finansowych lub suma aktywów poniżej dwóch milionów złotych.

Natomiast status małego przedsiębiorcy uzyskuje podatnik, który nie jest mikroprzedsiębiorcą, gdy w co najmniej jednym roku z dwóch ostatnich lat obrotowych:

∑ zatrudniał średniorocznie mniej niż 50 pracowników oraz

∑ osiągnął roczny obrót netto ze sprzedaży towarów, wyrobów i usług oraz z operacji finansowych lub jego suma aktywów mniejszy niż dziesięć milionów złotych.

Zdaniem autora
Adrian Mroziewski

starszy menedżer w Zespole Cen Transferowych w MDDP

Warto już teraz zapoznać się nowymi regulacjami

Wprowadzone zmiany są korzystne dla podatników. Ujednolicenie okresu referencyjnego, do którego podatnik odnosi m.in. wartości transakcji i wynikające po przekroczeniu limitów transakcyjnych obowiązki, ułatwią poruszanie się wśród przepisów i pozwolą ograniczyć wątpliwości przy ich stosowaniu. Możliwość skorzystania ze zwolnienia z obowiązku sporządzania analizy cen transferowych przez mikro i małe przedsiębiorstwa to bardzo duże ułatwienie ograniczające nakłady finansowe i czasowe potrzebne na sporządzenie takich analiz. Natomiast obowiązek realizowania przez podatników transakcji z podmiotami powiązanymi na warunkach rynkowych wciąż obowiązuje, niezależnie od zwolnień. Ze względu na kolejne aktualizacje w przepisach dotyczących cen transferowych należy jednak pamiętać o zachowaniu dodatkowej czujności, ponieważ każdego roku może się zmieniać zakres obowiązków podatkowych oraz informacji niezbędnych do zawarcia w przygotowywanych dokumentach.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480266-Sa-nowe-ulatwienia-i-nowe-obowiazki-dotyczace-cen-transferowych.html#.YyGcr-xBxhF

 3. Auta elektryczne na razie bez preferencji w VAT

12 września 2022 | Podatki i księgowość | Tomasz Wagner

W przypadku stosowania współczynnika VAT, podatnik musi najpierw ograniczyć odliczenie z faktur za najem osobowych samochodów elektrycznych do 50 proc., a następnie uzyskaną w ten sposób kwotę pomnożyć przez ten współczynnik.

W tegoroczne wakacje ukazała się interpretacja indywidualna dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej traktująca o odliczeniu VAT od rat leasingowych dotyczących samochodów elektrycznych użytkowanych przez bank (interpretacja z 14 lipca 2022 r., 0114-KDIP4-2.4012.251.2022.1.WH).

Bank jako instytucja finansowa posługująca się współczynnikiem odliczenia VAT może zasadniczo odliczać niewielkie kwoty podatku naliczonego od poczynionych zakupów (w komentowanym przypadku współczynnik VAT, czyli proporcja odliczenia, którą wynika z przyrównania obrotów opodatkowanych do pełnych obrotów podatnika, wyniosła jedynie 6 proc.). Biorąc jednak pod uwagę mieszany tryb używania tych aut (tj. również do celów prywatnych) powstało pytanie o zastosowanie dodatkowego ograniczenia odliczenia VAT do 50 proc., które stosowane jest w odniesieniu do wydatków związanych z użytkowaniem samochodów osobowych dla tzw. celów mieszanych, a zatem również dla celów prywatnych użytkującego je pracownika. Wątpliwości wnioskodawcy wzbudziło to, czy wspomniane ograniczenia odliczenia VAT należy stosować równolegle, czy też wyłącznie jedno z nich, co w ocenie banku mogłoby skutkować nierównością traktowania podatników w Polsce.

W interpretacji organ zgodził się ze stanowiskiem banku, że obydwa ograniczenia należy zastosować łącznie, tj. najpierw ograniczyć odliczenie VAT z faktur za najem osobowych samochodów elektrycznych do 50 proc., a uzyskaną w ten sposób kwotę pomnożyć przez sam współczynnik, uzyskując ostateczną kwotę, której odliczenie bankowi przysługuje.

Nie ma przy tym znaczenia, że mowa w tym przypadku o samochodach elektrycznych, na nabycie których dofinansowania udziela Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Dla takich samochodów przepisy podatkowe nie przewidu- ją jeszcze w 2022 roku dodatkowych preferencji związanych przykładowo z odlicze- niem VAT.

Podstawa prawna:

∑ art. 86a ust 1 i art. 90 ust. 2 ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (tekst jedn. Dz.U. z 2022 r., poz. 931 ze zm.)

Zdaniem autora
Tomasz Wagner

doradca podatkowy, partner EY Polska

Przepisy powinny promować działania prośrodowiskowe

Być może pojawienie się tego rodzaju zapytań interpretacyjnych wpłynie docelowo na projektowanie zmian podatkowych, które będą promować prośrodowiskowe wybory podatników. Warto przy tym zwrócić uwagę, że przepisy podatkowe warto odświeżyć, uwzględniając rozwój technologii i to nie ograniczając się do zasad obowiązujących w przepisach o podatku od towarów i usług. Dobrym zbliżonym przykładem takiego działania jest kwestia rozpoznawania przychodu na gruncie ustawy o PIT, która od stycznia 2022 r. reguluje sposób naliczenia przychodu dla pracownika użytkującego samochód elektryczny. Przepisy odeszły więc od wyznaczania przychodu wyłączenie na podstawie pojemności silnika, charakterystycznej dla pojazdów spalinowych. Być może nowoczesne przepisy podatkowe powinny rozpoznawać i promować sytuacje, w których podatnicy stawiają na rozwiązania zmniejszające emisję CO2 chociażby poprzez zmniejszenie obciążeń w podatku dochodowym lub przez przyznanie preferencji w odliczeniu VAT. W połączeniu z innymi zachętami natury niepodatkowej, jak przykładowo dopłaty czy dofinansowania do zakupu pojazdów elektrycznych, siła zachęt mogłaby realnie przełożyć się na wymianę flot służbowych na bezemisyjne.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480271-Auta-elektryczne-na-razie-bez-preferencji-w-VAT.html#.YyGdE-xBxhF

 4. Leasing firmowo-prywatnego samochodu w kosztach PIT

13 września 2022 | Prawo co dnia | Przemysław Wojtasik

Przedsiębiorca może rozliczyć raty za auto, nawet jeśli jeździ nim nie tylko w celach zawodowych.

Jeśli wartość samochodu nie przekracza 150 tys. zł, to raty leasingowe są w 100 proc. firmowym kosztem. Nawet gdy auto jest czasami wykorzystywane prywatnie. Tak wynika z interpretacji dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej.

Wystąpił o nią przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. Leasinguje samochód osobowy o wartości 50,7 tys. zł netto. Wykorzystuje go w firmie, jeździ nim też prywatnie. Czy może rozliczyć 100 proc. rat leasingowych (netto) w podatkowych kosztach?

Przypomnijmy, że kosztem PIT może być tylko część wydatków na eksploatację auta, które jest firmowym środkiem trwałym, ale przedsiębiorca używa go też prywatnie. Podobnie jest z samochodem leasingowanym. Jeśli wykorzystujemy go też do celów osobistych, to każdy wydatek na eksploatację rozliczamy w kosztach tylko w 75 proc. Chodzi na przykład o paliwo, mycie, naprawy, części zamienne, wymianę opon, płynu hamulcowego oraz płynu do spryskiwaczy, opłaty za przejazd autostradą, badania diagnostyczne, wynajem garażu, miejsca postojowego bądź parkingu (takie wydatki wymieniono w objaśnieniach ministra finansów).

Pełne koszty mogą rozliczać ci, którzy wykorzystują samochód jedynie w celach służbowych. Sposób używania auta musi jednak potwierdzać szczegółowa ewidencja przejazdów.

Czy raty leasingowe także rozliczamy tylko w 75 proc.? Przedsiębiorca, który wystąpił z wnioskiem o interpretację, twierdzi, że nie. Podkreśla, że ograniczenia w rozliczaniu wydatków na raty leasingowe dotyczą jedynie samochodów o wartości powyżej 150 tys. zł. Do rat za leasing nie odnosi się natomiast przepis mówiący o tym, że wydatki na używanie firmowo-prywatnego auta rozliczamy w kosztach tylko w 75 proc.

Fiskus zgodził się z tym stanowiskiem. Przyznał, że jeśli wartość samochodu nie przekracza 150 tys. zł, to można rozliczyć raty w całości w kosztach PIT. Mimo że auto jest czasami używane prywatnie.

Przedsiębiorca zapytał również o rozliczenie VAT. Czy kwota podatku naliczonego z faktur za raty leasingowe, której nie wolno odliczyć od VAT należnego, może być kosztem PIT? Tak, skarbówka nie miała nic przeciwko.

Fiskus zgadza się też w interpretacjach, że przedsiębiorca, który prowadzi firmę sam, bez zatrudniania pracowników, może rozliczać w kosztach dwa leasingowane samochody. Na przykład w „Rzeczpospolitej” z 6 września 2021 r. opisywaliśmy sprawę lekarki, która ma już jedno auto w leasingu, ale chce też drugie. Podkreśla, że dwa samochody są niezbędne w firmie, gdyż jej działalność wymaga codziennego przemieszczania się. Dojeżdża do trzech różnych miejsc, w których świadczy swoje usługi, jeździ też na wizyty domowe do chorych, czasami podróżuje na konferencje naukowe. Nie może pozwolić sobie, aby wskutek awarii czy oddania auta do serwisu nie miała środka transportu.

– Nie ma przeszkód, aby przedsiębiorca wykorzystywał kilka samochodów osobowych, jeśli jest to uzasadnione rodzajem prowadzonego biznesu – podkreśliła skarbówka.

Numer interpretacji: 0114-KDIP2-2.4011.539.2022.1.AP

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480456-Leasing-firmowo-prywatnego-samochodu-w-kosztach-PIT.html#.YyGdTuxBxhF

 5. Fiskus musi wyjaśnić przyjętą datę przedłużki

14 września 2022 | Rachunkowość | Aleksandra Tarka

W przypadku wydawania kolejnych postanowień o przedłużeniu terminu zwrotu VAT konieczne jest wskazanie zarówno konkretnych czynności weryfikacyjnych już podjętych, jak i zaplanowanych, a także określenie potencjalnego czasu ich realizacji.

Problemy spółki zaczęły się, gdy pod koniec grudnia 2016 r. złożyła deklarację VAT-7 z wykazaną nadwyżką podatku – nieco ponad 25 tys. zł – do zwrotu w terminie 60 dni. Pieniędzy się jednak nie doczekała, bo fiskus wszczął i przeprowadził kontrolę w celu sprawdzenia jego zasadności. A ponieważ potrzebował czasu wydał postanowienie przedłużające termin zwrotu, a potem kolejne. Urzędnicy tłumaczył, że są wątpliwości w zakresie zasadności zwrotu części zadeklarowanej różnicy podatku. Przekonywali, że podejmowane były czynności związane z gromadzeniem materiału dowodowego, w tym przesłuchanie świadków, ale na ich wnioski było ono przesuwane, o czym na bieżąco informowano spółkę. Ponadto orzekanie o zasadności zwrotu wymagały staranności i ostrożności, a o przedłużeniu terminów przesądzały obiektywne okoliczności.

Czas płynął i wreszcie spółka zdecydowała się zaskarżyć przedłużanie, ale Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu oddalił jej skargę.

Na sprawę inaczej spojrzał dopiero Naczelny Sąd Administracyjny. Uznał, że w przypadku wydawania kolejnych postanowień w przedmiocie przedłużenia terminu zwrotu VAT konieczne jest wskazanie zarówno konkretnych czynności weryfikacyjnych już podjętych, jak i zaplanowanych oraz określenie potencjalnego czasu ich realizacji, które to elementy będą wyjaśniały przyjętą datę przedłużenia.

NSA zauważył m.in., że kluczowy powód, który staje się przyczynkiem do wdrożenia stosownych procedur weryfikacji rozliczenia podatnika powinien utrzymywać się przy kolejnych przedłużeniach terminu zwrotu wcześniej już przedłużanego.

Jednocześnie kolejne, konkretne daty przedłużeń tego terminu nie mogą być oparte wyłącznie na samym li tylko tym powodzie, lecz muszą wynikać z czynności, które fiskus podejmuje czy zamierza podejmować w toku weryfikacji dla rozwiania wątpliwości, które się u niego zrodziły w stosunku do złożonego przez podatnika rozliczenia.

Sąd podkreślił, że spornej sprawie nie chodziło o pierwsze przedłużenie, lecz kolejne tj. czwarte. I w jego ocenie sama już ta okoliczność sprawia, że w postanowieniu muszą zostać wykazane różnice w stosunku do wcześniejszych postanowień, skoro ustalany jest nim kolejny, dłuższy termin zwrotu. Wymaga to zatem szerszej i zarazem dostosowanej do kolejnego etapu czynności weryfikacyjnych argumentacji, a nie tylko automatycznego powielenia tego, co legło u podstaw skorzystania z omawianej tu instytucji prawnej.

Zdaniem NSA nie jest przy tym wykluczone – co powinno być oczywiste- że także konieczność dokończenia określonych czynności wcześniej zapoczątkowanych może stanowić uzasadnioną podstawę do wyznaczenia późniejszego terminu zwrotu. Należy jednak dać temu odpowiedni wyraz w warstwie argumentacyjnej, stanowiącej podstawę uzasadnienia postanowienia w przedmiocie przedłużenia terminu zwrotu podatku VAT.

I choć jak tłumaczył sąd fiskus ma prawo, korzystając z przedłużenia terminu zwrotu, zapewnić sobie potrzebny czas działania. To jednak granicą jego poczynań czasowych jest adekwatność ustalanego postanowieniem przedłużonego terminu zwrotu względem usprawiedliwionych w dacie jego wydawania okoliczności składających się na ciąg czynności niezbędnych jeszcze do odpowiedniego wyjaśnienia podstawy wdrożonej weryfikacji. Ponadto sam zwrot różnicy podatku, nawet jeśli zasadność jego zwrotu wymaga zweryfikowania, powinien następować w „rozsądnym terminie”.

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 19 kwietnia 2022 r.

Sygnatura akt: I FSK 1913/18

Komentarz eksperta
Jakub Warnieło

doradca podatkowy, menedżer w Zespole Postępowań Podatkowych MDDP

Przedłużanie zwrotu VAT przez organy podatkowe z naruszeniem przepisów stanowi w ostatnim czasie prawdziwą bolączkę podatników. Dlatego bardzo dobrze, że sądy administracyjne coraz częściej badają prawidłowość działań fiskusa i stają po stronie podatników.

Wyrok NSA przynosi bardzo cenne wskazówki dotyczące tego, w jaki sposób powinno być sporządzone uzasadnienie postanowienia o przedłużeniu zwrotu VAT.

NSA sprzeciwił się automatyzmowi w wydawaniu przez organy podatkowe kolejnych postanowień o przedłużeniu zwrotów VAT – gdzie przed upływem terminu wskazanego w jednym postanowieniu wydawane jest kolejne rozstrzygnięcie o przedłużeniu i wskazana kolejna data końcowa przedłużenia. Sąd administracyjny bardzo celnie stwierdził, że w takim przypadku muszą zostać wykazane różnice w stosunku do wcześniejszych postanowień, skoro ustalany jest nim kolejny, dłuższy termin zwrotu. Wymaga to zatem szerszej i zarazem dostosowanej do kolejnego etapu czynności weryfikacyjnych argumentacji, a nie tylko automatycznego powielenia tego, co legło u podstaw skorzystania z omawianej tu instytucji prawnej.

NSA słusznie zauważył, że w kolejnych postanowieniach konieczne jest zatem wskazanie zarówno konkretnych czynności weryfikacyjnych już podjętych, a także tych zaplanowanych oraz określenie potencjalnego czasu ich realizacji, które to elementy będą wyjaśniały przyjętą datę przedłużenia, która musi być konkretnie wskazana.

W mojej ocenie – wyrok NSA należy ocenić pozytywnie. Praktyka organów podatkowych pokazuje, że postanowienia o przedłużeniu zwrotu VAT wystawiane są często w sposób automatyczny, bez spełnienia odpowiednich przesłanek określonych w przepisach. Tymczasem każde takie przedłużenie – w sytuacji ostatecznego potwierdzenia zasadności odliczenia VAT – to pozbawienie podatników możliwości dysponowania należnymi im środkami finansowymi, co może prowadzić do bardzo poważnych problemów w funkcjonowaniu firm. Dlatego też, zasadność każdego przedłużenie VAT powinna być odpowiednio przeanalizowana i uzasadniona przez organy podatkowe – co jednoznacznie potwierdził NSA.

https://archiwum.rp.pl/artykul/1480423-Fiskus-musi-wyjasnic-przyjeta-date-przedluzki.html#.YyGduuxBxhG

 

PZP | Prasówka | 13 września 2022 r.

Inżynieria

 1. Amerykanie zbudują elektrownię atomową w Polsce? Jest oferta

Wojciech Kwinta | Opublikowano: 13-09-2022 | Źródło: Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Rzeczpospolita, Westinghouse, inzynieria.com

Amerykanie złożyli ofertę na budowę elektrowni atomowej w Polsce. „Raport koncepcyjno-wykonawczy w zakresie współpracy w obszarze Cywilnej Energetyki Jądrowej” przekazali minister klimatu i środowiska Annie Moskwie ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Mark Brzeziński i prezes Westinghouse Polska Mirosław Kowalik.

– Amerykański raport szczegółowo opisuje procesy od dostaw po budowę bloków jądrowych
– Dotyczy sześciu reaktorów AP1000, najpierw powstałaby elektrownia z trzema (3,33 GW)
– Przedstawiono także koncepcję finansowania inwestycji

18 miesięcy pracy nad raportem
Dokument to szczegółowa mapa drogowa do budowy sześciu dużych reaktorów jądrowych AP1000. To także ramy polsko-amerykańskiej współpracy w zakresie cywilnej energetyki jądrowej. Raport opracowały spółki Westinghouse i Bechtel. Szczegółowe badania służące dopasowaniu technologii oferowanego reaktora do oczekiwań Polskiego Programu Energetyki Jądrowej (PPEJ) i spółki Polskie Elektrownie Jądrowe, inwestora, trwały 18 miesięcy. Opracowanie zostało ocenione przez ekspertów i zaakceptowane przez dwustronny komitet sterujący polskiego Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz amerykańskiego Departamentu Energii.

Jennifer Granholm, sekretarz ds. energetyki Stanów Zjednoczonych, podkreśliła, że raport to znaczący krok w rozwoju przemysłu atomowego w Polsce, bezemisyjnego i niezależnego od wpływów Rosji. Wyraziła nadzieję, że Polska wybierze partnerstwo z USA tak, aby Polacy mogli otrzymać najbezpieczniejszą, najbardziej rozwiniętą i najbardziej godną zaufania z dostępnych technologii.

Szczegółowy opis planów inwestycji
Liczący 3000 stron raport będzie uwzględniony jesienią, na etapie podejmowania kluczowych decyzji w sprawie budowy elektrowni atomowych w Polsce. Jak podaje „Rzeczpospolita”, dokument to studium wykonalności uwzględniający licencjonowanie, uwarunkowania wybranej lokalizacji, harmonogram robót i plan ich realizacji, metodę organizacji i zarządzania zakupami urządzeń, a także współpracę z dostawcami. Przedstawiono też propozycję finansowania – ma to być oferta amerykańskiego EXIM Banku i Development Financial Corporation z udziałem kapitałowym spółek Westinghouse i Bechtel.

Oferty konkurencyjne
Amerykanie proponują budowę trzech reaktorów o łącznej mocy 3,33 GW w pierwszej potencjalnej lokalizacji. W kolejnym etapie powstałaby bliźniacza elektrownia jądrowa w innym miejscu.

Schemat elektrowni z reaktorem AP1000. Źródło: Westinghouse

Schemat elektrowni z reaktorem AP1000. Źródło: Westinghouse

Cztery reaktory AP1000 działają w Chinach, kraj ten planuje budowę następnych czterech. W Stanach Zjednoczonych mają zastać wkrótce uruchomione dwa bloki.

W kwietniu 2022 r. ofertę na budowę reaktorów APR 1400 o łącznej mocy 8,4 GW (pierwszy zostałby oddany do użytku w 2033 r.) złożyła koreańska firma KHNP należąca do państwowego koncernu Korea Electric Power Corporation (KEPCO). W Korei Południowej działają 24 reaktory jądrowe, a cztery jednostki APR1400 są budowane w elektrowni atomowej Barakah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (dwie już uruchomiono).

Wcześniej, w październiku 2021 r., swoją propozycję złożyła firma EDF na cztery (6,6 GW) lub sześć (9,9 GW) reaktorów jądrowych EPR o mocy jednostkowej 1650 MW. W pierwszej wersji koszty wyceniono na 33 mld euro, a w drugiej na 48,5 mld euro. Drugi wariant oznacza niższe koszty wytwarzania energii elektrycznej – 57 euro/MWh w porównaniu do 66 euro/MWh przy czterech blokach. Koreańczycy nie przedstawili wyliczeń, ale poinformowali, że ich oferta będzie o 30% tańsza od francuskiej.

Amerykańskie reaktory PWR AP1000 oferują moc nominalną 1110 MWe i moc cieplną brutto 3415 MWt.

https://inzynieria.com/energetyka/wiadomosci/65056,amerykanie-zbuduja-elektrownie-atomowa-w-polsce-jest-oferta

 2. Warszawa: drugi przetarg na remont wiaduktu. Ceny są niższe

Łukasz Madej | Opublikowano: 13-09-2022 Źródło: ZDM Warszawa

Otwarto oferty w drugim przetargu na remont wiaduktu, będącego elementem mostu Poniatowskiego w Warszawie.

Kwoty zaproponowane w ramach pierwszego postępowania, które wahały się od 89,2 do 95,9 mln zł, okazały się za wysokie. Do kolejnego przetargu stanęły trzy firmy: Intop Warszawa (79,5 mln zł), Primost Południe (86 mln zł ) i Warszawskie Przedsiębiorstwo Mostowe „Mosty” (77,8 mln zł). Zarząd Dróg Miejskich (ZDM) w Warszawie poinformował, że warto było powtarzać całą procedurę, bo tym razem najniższa oferta jest o ponad 11 mln zł tańsza niż w pierwotnym przetargu.

Jednocześnie w tych kwotach nie mieści się dodatkowa opcja, czyli wymiana dylatacji wiaduktu w Warszawie, z której ZDM na tym etapie zrezygnuje. Obecnie trwa analiza ofert.

Remont wiaduktu w Warszawie. Co zostanie zrobione?
Prace obejmą całą konstrukcję wiaduktu, która opiera się na 87 filarach i przyczółkach. W planie jest odnowa elementów betonowych i kamiennych, a także murów oporowych. Wykonawca zajmie się także zabezpieczeniem antykorozyjnym stalowych elementów. Nie przewidziano remontu jezdni ani ciągów pieszych, więc prace nie wpłyną na zmianę organizacji ruchu.

Do zadania wykonawcy będzie również należeć remont przejścia podziemnego pod Al. Jerozolimskimi w Warszawie – po zachodniej stronie mostu Poniatowskiego. Będzie to pierwsza tak gruntowna odnowa obiektu budowanego w latach 1986-89 (do tej pory prowadzono tylko drobne prace konserwacyjne).

https://inzynieria.com/mosty/wiadomosci/65055,warszawa-drugi-przetarg-na-remont-wiaduktu-ceny-sa-nizsze

 3. Może zaczynać się budowa drogi S1 do Bielska-Białej

Łukasz Madej | Opublikowano: 13-09-2022 Źródło: GDDKiA

Wydana została decyzja o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID) dla budowy pierwszego odcinka trasy ekspresowej S1 między Mysłowicami a Bielskiem-Białą.

Zgoda wojewody śląskiego dotyczy 15-kilometrowego fragmentu Oświęcim–Dankowice. ZRID ma rygor natychmiastowej wykonalności, co oznacza, że wykonawca wkrótce przejmie plac i rozpocznie budowę S1. Tym samym zakończył się już etap „projektuj”.

Budowa drogi ekspresowej S1 Oświęcim–Dankowice
Warty 989,7 mln zł kontrakt podpisano w maju 2020 r. S1 Oświęcim–Dankowice będzie mieć dwie jezdnie z dwoma pasami i zachowaną rezerwę pod trzecie pasy. Powstaną trzy węzły: Oświęcim, Wola i Brzeszcze. Odcinek gotowy ma być w III kwartale 2023 r.

Budowa drogi ekspresowej S1 Oświęcim–Dankowice. Źródło: GDDKiA

Budowa drogi ekspresowej S1 Oświęcim–Dankowice. Źródło: GDDKiA

Drogi ekspresowe w Polsce. S1 Mysłowice–Bielsko-Biała
Obecnie wszystkie cztery odcinki drogi ekspresowej S1 od Mysłowic do Bielska-Białej, o łącznej długości ponad 40 km, są już na etapie realizacji. W lipcu tego roku podpisano ostatnią umowę: budowa 10-kilometrowego fragmentu Mysłowice–Bieruń potrwać ma do IV kwartału 2025 r. (złożenie wniosku o ZRID planuje się na II kwartał 2023 r.).

Poza tym kontraktowy termin zakończenia budowy S1 Bieruń–Oświęcim wraz z obwodnicą Bierunia to grudzień 2024 r., a odcinka Dankowice– Suchy Potok listopad 2023 r. W przypadku pierwszej z tych inwestycji wniosek o ZRID ma być złożony w przyszłym miesiącu, a drugiej – powinien być wydany na przełomie września i października br.

Z uwagi na przedłużające się procedowanie uzyskania decyzji ZRID dla dwóch odcinków S1 od Oświęcimia do Bielska-Białej wykonawcy złożyli roszczenia terminowe.

Sumaryczna wartość czterech kontraktów wynosi prawie 2,3 mld zł.

W Polsce jest 4685,9 km tras szybkiego ruchu, z czego autostrady mają 1753,6 km, a drogi ekspresowe 2932,3 km. Celem jest budowa sieci o łącznej długości 7980 km.

https://inzynieria.com/drogi/drogi_ekspresowe_w_polsce/wiadomosci/65053,moze-zaczynac-sie-budowa-drogi-s1-do-bielska-bialej,drogi-ekspresowe-w-polsce-s1-myslowice-bielsko-biala

 4. W tym roku pociągi pojadą nowym mostem nad Kanałem Żerańskim

Wojciech Kwinta | Opublikowano: 12-09-2022 Źródło: PKP PLK

W ramach inwestycji PKP Polskich Linii Kolejowych (PKP PLK) nasunięto przęsło na moście przez Kanał Żerański przy przystanku Nieporęt (woj. mazowieckie). Na linii kolejowej Wieliszew–Radzymin–Tłuszcz szybciej pojadą pociągi pasażerskie i towarowe.

W ciągu odcinka linii kolejowej nr 10 Wieliszew–Radzymin nasunięto konstrukcję mostu i osadzono ją na przyczółkach. Po tej operacji zostanie wykonana płyta żelbetowa, na której będzie ułożony tor. Przejazd pociągów będzie bezpieczniejszy i sprawniejszy.

Roboty budowlane mają skończyć się w 2022 r. Prędkość pociągów kolejowych zwiększy się z 40 km/godz. do 100 km/godz. Składy towarowe rozpędzą się do 80 km/godz.

Prace mostowe w Nieporęcie są wykonywane podczas przerwy w ruchu kolejowym od lipca do końca października 2022 r. Doszło do niej na wniosek Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad z powodu rozbudowy fragmentu drogi krajowej nr 61 Legionowo–Zegrze.

https://inzynieria.com/mosty/wiadomosci/65052,w-tym-roku-pociagi-pojada-nowym-mostem-nad-kanalem-zeranskim

 5. Zagrożona jest ciągłość usług wod-kan. Co dalej z taryfami?

Łukasz Madej | Opublikowano: 12-09-2022 Źródło: inzynieria.com

W związku z rosnącą inflacją czy cenami za energię elektryczną przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne w Polsce znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Część z nich wstrzymuje nawet plany inwestycyjne, skupiając się tylko na przetrwaniu.

– Taryfy za wodę i ścieki ustalane są raz na trzy lata
– Regulatorem cen jest Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie
– Rady gmin przyjmują uchwały dotyczące podwyższenia cen za usługi

Spółki, które dostarczają nam wodę i odprowadzają ścieki, utrzymują się z taryf. Ustalając je, pod uwagę biorą koszty swojej działalności, jak np. opłaty za energię, wynagrodzenia pracowników czy środki, jakie muszą być wydane na inwestycje, w tym remonty i budowę sieci. Od 1 stycznia 2018 r. funkcję regulatora taryf pełni Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie.

Sytuacja gospodarcza a taryfy wod-kan
Przedsiębiorstwa wod-kan opłaty za dostawę wody i odbiór ścieków opracowują na podstawie wytycznych zawartych w ministerialnym rozporządzeniu. Taryfy ustalane są raz na trzy lata, a zadaniem Wód Polskich jest sprawdzenia, czy te proponowane przygotowano w sposób prawidłowy.

Bardzo wiele emocji pojawiło się w ostatnich miesiącach, ponieważ mimo rosnącej inflacji czy cen za energię elektryczną w przypadku wielu spółek Wody Polskie odrzuciły wnioski taryfowe na kolejne trzy lata. Mec. Adam Ostrowski, pełnomocnik prezesa Związku Miast Polskich ds. legislacyjnych, nie ukrywał w trakcie VIII Kongresu Wodociągowców Polskich, że to organy regulacyjne, blokując podwyżki cen za wodę i ścieki, sprawiły, iż sytuacja finansowa przedsiębiorstw stała się dramatyczna. Niewątpliwie sytuacja stanowi bezpośrednie zagrożenie dla ciągłości usług wod-kan – powiedział.

O trudnej rzeczywistości branża rozmawiała w trakcie komisji wspólnej rządu i samorządu terytorialnego. Do strony rządowej zaapelowano m.in. by, jak opowiadał Adam Ostrowski, prawidłowe ustalanie okresów obrachunkowych, stanowiących podstawę kalkulacji kosztów taryfowych, uwzględniało rzeczywistą dynamikę wzrostu w ostatnich miesiącach.

Poza tym koszty eksploatacyjne muszą nadążać za aktualnymi wskaźnikami makroekonomicznymi. To też się nie dzieje, a również determinuje problem funkcjonowania przedsiębiorstw wod-kan.

Obecne taryfy przestaną obowiązywać?
W trakcie Kongresu mec. Ostrowski odniósł się także do taryf z lat 2018-22. Jak powiedział, w tym czasie pojawiło się kilkadziesiąt uchwał rad gmin czy miejskich dotyczących podwyższenia cen za usługi wod-kan. To, jego zdaniem, pokazuje, że określenie taryf w przestrzeni czterech lat wstecz często nie koresponduje z tym, jakie koszty te podmioty ponoszą.

Przypomniał również, że spółki dostarczające wodę i odbierające ścieki realizują podstawowe zadania własne w imieniu jednostek samorządu terytorialnego. Mimo tego, zazwyczaj są one traktowane jak podmioty gospodarcze, nie są obejmowane żadnymi narzędziami osłonowymi, które mogłyby pozwolić na ochronę mieszkańców miast i gmin czy podmiotów podstawowej użyteczności publicznej przed nadmiernymi obciążeniami.

W najbliższym czasie Wody Polskie mają rozpatrywać wnioski o skrócenie czasu obowiązywania taryf. Będzie to podstawą do kolejnego kroku, czyli podwyżek cen, co z kolei ma pozwolić uspokoić sytuację w wielu spółkach, zapewnić ciągłość usług. Adam Ostrowski poinformował, że Państwowe Gospodarstwo zadeklarowało podjęcie szybkich działań. Wnosiliśmy, aby rozpatrywanie wniosków o skrócenie okresu obowiązywania dotychczasowych taryf następowało bez zbędnej zwłoki.

https://inzynieria.com/wodkan/wiadomosci/65048,zagrozona-jest-ciaglosc-uslug-wod-kan-co-dalej-z-taryfami

 

Rynek Infrastruktury

 1. Już za kilka dni otwarcie kanału przez Mierzeję Wiślaną. „Koniec rosyjskiej dominacji”

GR | źródło: RI | 13.09.2022

Wiceminister infrastruktury mówi o „zerwaniu z rosyjską dominacją”, a resort zapowiada liczne atrakcje, m.in. pokaz dronów. Już tylko dni dzielą nas od otwarcia kanału wodnego przez Mierzeję Wiślaną.

Budowa kanału, a mówiąc prościej – przekop mierzei , to jeden z ważniejszych projektów infrastrukturalnych obecnego rządu. Inwestycja ma się przyczynić do rozwoju portu w Elblągu. Do tej pory statki, które stamtąd wypływały, mogły się dostać na wody Bałtyku dopiero po pokonaniu położonej niedaleko rosyjskiego Kaliningradu, Cieśniny Pilawskiej.

Zasadnicze prace już się zakończyły, a kanał zostanie otwarty już w najbliższą sobotę, 17 września, czyli w 83. rocznicę rosyjskiej inwazji na Polskę. – W tym symbolicznym dniu zerwiemy z dominacją Rosji w regionie. Statki zyskają swobodny dostęp do wszystkich portów Zalewu Wiślanego i co najważniejsze – do portu morskiego w Elblągu – powiedział niedawno Marek Gróbarczyk, wiceminister infrastruktury.

Resort przygotowuje się do hucznego otwarcia kanału. Wszystko zacznie się o godzinie 12, a na godz. 18 planowany jest początek koncertu (wystąpi m.in. znana piosenkarka Cleo). – Potrwa on ponad 2,5 godziny, a po zakończeniu koncertu planowany jest pokaz dronów – czytamy w ministerialnym komunikacie. Wstęp na wydarzenie będzie darmowy, a więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej www.otwarcie-mierzei.pl.

Nowy kanał żeglugowy przez mierzeję ma kilometr długości i pięć metrów głębokości, sama śluza ma 200 m długości, 25 m szerokości i 6,5 m głębokości. Dzięki przekopowi mierzei do portu w Elblągu wpłyną jednostki o zanurzeniu do 4,5 m, długości do 100 m oraz szerokości do 20 m.

Na tym jednak nie koniec, trwa bowiem drugi etap budowy drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską. – Elementem bardzo ściśle związanym z drugim etapem jest droga powiatowa oraz most w Nowakowie, który budujemy jako nową przeprawę. Wykonywana jest konstrukcja stalowa w miejscu prefabrykacji, mamy wykonane konstrukcje żelbetowe wszystkich podpór. Trwają roboty wykończeniowe związane z tymi podporami – tłumaczył w sierpniu cytowany w komunikacie prasowym Andrzej Małkiewicz, zastępca pełnomocnika do spraw realizacji projektu z Urzędu Morskiego w Gdyni.

W przypadku drugiego etapu umowa między inwestorem – Urzędem Morskim w Gdyni, a wykonawcą – firmą Budimex została podpisana w kwietniu 2021 roku. Na realizację prac spółka ma 2 lata, a kontrakt opiewa na ponad 574 mln zł.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/juz-za-kilka-dni-otwarcie-kanalu-przez-mierzeje-wislana-koniec-rosyjskiej-dominacji-82925.html

 2. S1 Oświęcim – Dankowice ma ZRID

Redakcja | źródło: RI | 13.09.2022

Można ruszać z robotami budowlanymi na odcinku drogi ekspresowej Si między Dankowicami i Oświęcimiem. Wojewoda śląski wydał zezwolenie na realizację inwestycji drogowej dla tego odcinka. To pierwsze z czterech oczekiwanych pozwoleń na budowę trasy pomiędzy Mysłowicami i Bielsko-Białą.

S1 Oświęcim – Dankowice ma ZRID

fot. GDDKiA

Odcinek, o którym mowa liczy 15 km. Wniosek o wydanie decyzji ZRID dla tego fragmentu został złożony w marcu 2021 r. Jak informuje GDDKiA, w czasie procedury wydawania decyzji ZRID doszło do uchylenia przez Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) decyzji Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska (GDOŚ) o środowiskowych uwarunkowaniach (DŚU) dla budowy drogi ekspresowej S1 Mysłowice – Bielsko-Biała. Decyzja NSA nie zablokowała realizacji inwestycji, ale miała wpływ na termin uzyskania decyzji ZRID.

Kluczową kwestią poruszaną w odwołaniu był zarzut poprowadzenia inwestycji przez strefę ochrony ujęcia wody pitnej Zasole, która została wyznaczona rozporządzeniem Dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej (RZGW) w Krakowie już po wydaniu DŚU przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Katowicach.

Obecnie trwa procedowanie decyzji ZRID dla odcinka Dankowice – Bielsko-Biała. W tym przypadku wniosek został złożony w czerwcu 2021 r. Wydanie zezwolenia przewidywane jest na przełomie września i października br.

Do złożenia wniosku o ZRID szykuje się wykonawca odcinka Bieruń – Oświęcim, z kolei dla fragmentu Mysłowice – Bieruń wniosek ma być złożony w II kwartale 2023 r. (umowa na ten odcinek został podpisana jako ostatnia – kontrakt został zawarty w lipcu 2022 r.).

Obecnie wszystkie odcinki S1 od Mysłowic do Bielska-Białej, o długości ponad 40 km, są już na etapie realizacji, a wartość umowy dla czterech odcinków to niespełna 2,3 mld zł. Umowny termin zakończenia budowy S1 węzeł Bieruń – węzeł Oświęcim wraz z obwodnicą Bierunia przypada w grudniu 2024 r. Z kolei odcinek węzeł Oświęcim – Dankowice w sierpniu 2023 r., a odcinek Dankowice – węzeł Suchy Potok w listopadzie 2023 r. Termin zakończenia ostatniego podpisanego odcinka przypada na IV kwartał 2025 r.

GDDKiA poinformowała jednak, że z uwagi na przedłużającą się procedurę uzyskania ZRID dla dwóch odcinków S1 od Oświęcimia do Bielska-Białej, wykonawcy złożyli roszczenia terminowe. Roszczenia nie zostały jeszcze rozpatrzone.

https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/s1-oswiecim–dankowice-ma-zrid-82920.html